http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1937.pdf

Media

Part of Współczesne opowieści o obcych / LUD 1994 t.77

extracted text
Lud, t. 77, 1994

010 IZJUSZ CZUBALA
Instytut Wiedzy o Kullurze
Uniwersytet Śląski
Katowice

WSPÓŁCZESNE

OPOWIEŚCI

O OBCYCH.

Z BADAŃ W MONGOLII

Badania nad plotką, pogłoską, sensacją rozpoczęli psycholodzy. W krótkim
czasie włączyli się do nich socjolodzy a także folkloryści. Wkroczenie przez
nich w te nie penetrowane dotąd obszary twórczości prozaicznej oznaczało
odejście od tradycyjnej folklorystyki. Powolny zrazu postęp tych badań
uzyskał wyraźne przyspieszenie w latach 60. i wczesnych latach 70. Najważniejsze w dziejach tych badań są jednak lata 80.
Najlepszy ich przegląd do roku 1980 - jak dotąd - dali Paul Smith
i Gillian Bennett l. Jak większość folklorystów na pierwszym miejscu wymieniają oni w swej bibliografii Aleksandra Woollcotta, który opublikował
pięć legend o znikającej damie ("the vanishing lady") dziś bardziej znanych folklorystom pod nazwą znikający pokój ("the vanishing room")2.
W 1941 roku Marie Bonaparte opublikowała pierwszy esej na temat współczesnej legendy3. R. K. Beardsley i Rosalie Hankey ogłosili dwa studia
o znikającym autostopowiczu 4. W 1944 roku L. C. Jones opublikował raport
o nowojorskim autostopowiczu. Jest on równocześnie autorem ogłoszonego
dużo później studium o "rzeczach szalejących nocą" 5. Po wojnie legendy
współczesne jako przedmiot refleksji naukowej pojawiają się coraz częściej.
"Hoosier Folklore Bulletin" z 1945 roku zamieszcza na przykład raport
o "zatrutej sukni"6. W 1946 Samuel Gallant oraz Irwin Shapiro drukują
w "New York Folklore Quarterly" "dwie miejskie opowieści"? W tym samym
czasie H. D. Hartikka zbiera opowieści tego typu na Uniwersytecie Indiana 8.
l G. Bennett and P. Smith, Introduction
to contemporary legend. Notes and select bibliography,
.,Reading Folklore" 1989, No.3, s. 39-57; Zob. także: B. Ellis, Introduction, "Western Folklore",
(January 1990), Vol. 49. No. I, s. 1-7.
2 A. Woalcott,
While Rome burns. New York, Viking Press, 1934.
3 M. Bonaparte,
The myth ofthe corpse in the car, "American Imago" 1941, No.2, s. 105-126.
4 R. K. Beardsley and R. Hankey,
The vanishing hitchhiker, "California Folklore Quarterly"
1942, Vol. I, s. 303-35; Ciż: A History of the vanishing hitchhiker, "California Folklore Quarterly"
1943, Vol. 2, s. 13-25.
5 L. C. Jones, Hitchhiking ghosts ill New York, "California
Folklore Quarterly" 1944, Vol. 3,
s. 284-92; tenże: Things that go hump in the night, New York, Hill and Wang, 1959, s. 162-197.
6 Podaję za: G. Bennett and P. Smith, Imroduction
to contemporary legend ... s. 40.
7 S. Gallantand,
I. Shapiro, Two urban folk tales, "New York Folklore Quarterly" 1946,
Vol. 2, s. 276-278.
8 H. D. Hartikka,
Tales collected from Indiana University students, "Hoosier Folklore" 1946,
No.5, s. 71-82.

134
Paul Smith i Gillian Bennett słusznie zwracają uwagę, że szereg motywów,
które traktujemy dziś jako "urban legend", da się zidentyfikować w zestawianych w latach 30. indeksach tradycyjnych motywów S. Thompsona
(Motif index offolk literature) i w latach 60. E. Baughmana 9.
Za początek angielskich, nieco późniejszych niż amerykańskie, badań
współczesnej legendy uważają autorzy omawianej bibliografii dyskusję na
temat ustnej tradycji w ośrodkach przemysłowych Anglii. Rozpoczyna ją
Donald McKelvie z Uniwersytetu w Leeds pracą z 1963 roku, w której podaje
sześć tematów legend krążących w latach 50. w szkołach średnich w Bradford,
Manchester, Nottingham i w Newcastle 10. Dla owych nietradycyjnych opowiadań szuka autor nazwy i określa je jako "modern folk tales" II. Sandy
Hobbs z kolei publikuje artykuł The folk tale as news 12 a Stewart Sanderson
The folklore of the motor car. Zaprezentował w nim kilka wątków. Są to
mianowicie: "The philanderer's porsche", "The death car", "The severed
fingers", "The vanishing hitchhiker", "The stolen corpse" i inne 13. We
wczesnych latach 70. podobne opowieści kolekcjonują Paul i Georgina Smith
dla "Lore and Language".
Według Paula Smitha i Gillian Bennett ważnym wydarzeniem w dziejach
badań nad legendą współczesną było sympozjum folklorystów amerykańskich
z udziałem m.in. Alana Dandisa, Lindy Degh i Jana H. Brunvanda oraz
publikacja posesyjna 14.
Dziesięć lat później pierwszą brytyjską konferencję organizuje Paul Smith
w Centre for Culture and Language przy Uniwersytecie w Sheffield. Odtąd
odbywają się tam już systematycznie konferencje pod hasłem: "Perspectives
contemporary legend". Z początku brali w nich udział angielscy i amerykańscy
folkloryści, później krąg uczestników znacznie się poszerzył. Można bez
9 S. Thompson,
The motif-index
a/folk literature, Bloomimgton/London,
Indiana University
Press, 1955-1958; E. Baughman, The type and motit:index of the fólktales of England and NortlJ
America, "Indiana University Folklore Series" vol. 20. The Hague, Mouton 1966.
10 D. McKelvie, Aspects
oforal tradition and helief"in an industrial region, "Folk Life" 1963,
No. l, s. 77-94.
11 Artykuł
ten Gillian Bennett i Paul Smith określają jako pozycjIt ważną.
12 PodajIt za: G. Bennett and P. Smith, Introduction
to contemporary
legend ... , s. 41.
13 S. Sanderson,
The folklore
of the motor-car,
"Folklore" 1969, No.8, s. 241-252.
14
R. A. Georeges, The general concept of legend: some a.~sumption to he reexamilled alld
reassessed,
w: Americall folk legend: a symposium, (ed.) W. D. Hand, Berkeley, University of
California Press 1971, s. 1-19. Z lat 70. warto jeszcze wymienić nastItPujące prace: P. B. George,
The ghost of Cline Avenue: La L/orona in the Calumet Region, "Indiana Folklore" 1972, No.5,
s. 56-91; L. Degh and A. Vazsonyi, Legend and helief, "Genre" 1971, No.4, s. 281-304; Ciż: The
dialectics o( the legend, "Folklore Preprint Series" 1973, vol. 6, nr I; Ciż: The memorate and Ihe
proto-memorate,
"Journal of American Folklore" 1974, No. 87, s. 225-239; Ciż: The crack all the red
gohlel or truth and modern legend, w: R. M. Dorson (cd.) 1978, s. 253-72; D. Ben Amos and
K. Goldstein (cds.), Folklore: performance an communication,
The Hague, Mouton, 1975; D. Ben
Amos (cd.) FolklOl'e genres, Austin, University of Texas Press, 1976; R. M. Dorson, Defilling the
Americanfolk
legend, "Bealoideas" No. 39-41, 1971-73, s. 112-116; R. M. Dorson (cd.), Folklore alld
fólk life, Chicago-London,
University of Chicago Press, 1972; tenże: American life-styles and
legends, "The Review" (Indiana University) 1974, No. 16, s. 23-33; tenże: Folklore in the modern
world, w: R. M. Dorson (cd.) 1978, s. 11-51.

135
przesady powiedzieć, iż spotkania w Sheffield skupiają czołówkę światowych
badaczy legendy miejskiej. Ktokolwiek zatem chce się dziś zajmować tym
gatunkiem prozy ludowej musi śledzić wyniki owych konferencji. Materiały
z nich systematycznie ukazują się drukiem. Dotychczas wydano już pięć
tomów I s. Stali edytorzy tych zeszytów Paul Smith i Gillian Bennett wydali
w 1990 roku nadzwyczaj cenną i potrzebną książkę Contemporary
legend. The
first jive years. Jest to wykaz referatów (i ich streszczenia) wygłaszanych
w latach 1982-1986, a następnie drukowanych w wymienionej serii. Książka ta
zawiera jeszcze selektywną wprawdzie ale bardzo obszerną bibliografię prac
naukowych poświęconych "contemporary legend" (ponad 300 autorów), wykaz
czasopism specjalizujących się w publikacji materiałów, listę cytowanych prac
a także wykaz filmów, w których wyzyskano tematy i motywy legendowe 16.
Okresem przełomowym w dziejach badań nad legendą były lata 80.
Wówczas to - jak powiada Veronique Campion-Vincent - studia rozpoczęte
przez psychologów "zostały zrewolucjonizowane przez nową orientację folklorystyczną" 17. Podobną ocenę daje pracom tego okresu Bill Ellis: "W latach 80.
studia nad legendą przeszły dramatyczną zmianę" 18. Pojawia się wiele mniejszych i większych artykułów z materiałami zbieranymi przez folklorystów,
czasem z pomocą studentów poszczególnych uniwersytetów. W publikacji legend miejskich w Stanach Zjednoczonych wyróżniają się "Journal of American
Folklore" i "Indiana Folklore". Wychodzą wreszcie pierwsze bardzo głośne
zbiory "urban legend". Angielski zbieracz Rodney Dale wydaje dwie książki 19.
Szeroko znana w świecie naukowym staje się wielka kolekcja Jana Harolda
Brunvanda z 1981 roku; w następnych latach wyszły trzy dalsze jego zbiory 20.
W roku 1983 w Londynie ukazuje się pierwszy zbiór Paula Smitha, w trzy lata
później drugi 21.
15 P. Smith
(cd.), Pl!rspectives
on contemporary
legend. Proceedings
of the Conference
on
conl.l!lnporary leyend, She/ield. July 191:12, Sheffield, Sheffield Academic
Press CECTAL,
1984;
G. Bennet, P. Smith and 1. D. A. Widdowson
(cds.), w: Perspectives
on contemporary
legend II
IShefTicld, ShefTield Academic Press CECTAL,
1987; G. Bennett and P. Smith (eds.), Monsters with
iron teelh, w: Perspl!ctivl!s on contemporary
legend /I l, (Sheffield, Sheffield Academic Press, 1988; G.
Benett and Paul Smith (cds.): The questing beast, w: Perspectives
on contemporary
legend IV,
(Sheffield, ShefTield Academic
Press, 1989; G. Benett and P. Smith (eds.), A nest of vipers, w:
Perspectives
0/\ COlllelllporary
leqend V (Sheffield, Sheffield Academic
Press, 1990.
II>
G. Benett
and P. Smith,
contl!mporary
leyend. The first five years. AbstraCl..~ and
biblioqraphiesji"olllthe
Shef1ie/d ConFerences on contelllporary
/eyend 1982-1986, (Sheffield, Sheffield
Academic
Press, 1990.
17 V. Campion-Vincent,
1. B. Renard, Presentation,
w: Rumeurs et leqendes contemporaines,
..Communications"
1990, No. 52, s. 5-6.
1~
B. Ellis, Introduction,
"Western
Folklore" ... , s. 5.
19 A. M. R. Dalc,
TIl(' tumour ill the w/wie, London,
Duckworth,
1978; Tenże: It's true. It
happened to a friend. A collection ol' urban leyends, London,
Duckworth,
1984.
20 J. H. Brunvand,
The vanishinq hitchhiker.
American
urban leyends and their meanings,
Ncw York - London, Norton,
1981; tenże: The chokin{) doberman and other "new" I/rban legends,
"'ew York-London,
Norton,
1984; lenże: The Mexican Pet: more "new" urban legends and some
old favol/rites, New York - London, Norton,
1986; tenże: Curses' broi/ed again. The hottest urban
ieqellds, GoingNew York, Norlon,
1989.
21 P. Smilh, The hook orllasty
ieyends, London, Routledge and Kegan Paul, 1983; tenże: The
book or naslier leyends, London,
Routledge
and Kegan Paul, 1986.

136
Polska folklorystyka włączyła się także w nurt tych badań. Poza kilkoma
artykułami Doroty Simonides, opublikowanymi w polskich i zagranicznych
czasopismach, badania takie prowadzi również piszący te słowa. W 1993 roku
ukazała się jego książka Wspólczesne legendy miejskie. W "Ludzie" materiał
taki w postaci kilku wątków (trupi jad, ojciec zarażony AIDS) pojawił się
w sprawozdaniu z penetracji terenowych Wojciecha Łysiaka 22.

* * *
Operuję w tej pracy szeregiem pojęć, określających to samo zjawisko.
Mówię: plotka, pogłoska, sensacja, nowina, wieść, legenda miejska, mit
współczesny. Wcześniej Dorota Simonides użyła terminów: opowieść z życia,
opowieść nieprawdopodobna,
opowieść makabryczna, wampirowa a Czesław
Hernas - legenda faktu. Ten nazewniczy pluralizm zdradza pewną naszą
bezradność terminologiczną i definicyjną, a równocześnie sygnalizuje pilną
potrzebę dalszych uściśleń i precyzacji pojęć.
To kłopot nie tylko polski. Także folkloryści zachodni nie uporali się dotąd
z problemami terminologicznymi. Angielscy i amerykańscy folkloryści współczesne teksty o niezwykłych wydarzeniach nazywają "urban legend" ale stosują
też wymiennie terminy: "modern legend", "contemporary
legend", "rumor
legend", "modern myth" a także "rumor" i "gossip". Nie wyczerpuje to
modyfikacji czy pomysłów indywidualnych, jakie pojawiły się na angielskojęzycznym gruncie, Mark Glazer np. w artykule The traditio/1alizatio/1 of the
contemporal'y legend: The Mexica/1 American example23 prócz: "contemporary
legend", "modern legend", "rumor legend" używa także "urban belief legend",
"urban belief tale" czy "nontraditional
folktale".

l2 Zob. D. Simonides, M odeme
Sagenbildung
im polnischen Grosstadtmilieu,
"Fabula" 1987
No. 28, s. 269-278; taż: Contemporary
urban legends in Poland, w: Storytelling
in ('(}ntempor(lr.l'
societies. Eds. L. Rohrich, S. Wienker-Piepho, Tiibingen, Gunter Narr Verlag, 1991, s. 45-50; taż
wespół z J. Hajduk-Nijakowską:
Opowiadania
ludowe, w: Folklor
Górneyo
Śląska, red. D.
Simonides, Katowice 1989, s. 335-416 i inne; D. Czubata, Opowie.fci z życia. Z badań nadJólklorem
wspólczesnym,
Katowicel985,
s. 80-87; tenże: Ze .fwiata legend wspólczesnyclr. Sensacje o A/DS,
w: Kultura Polska. Współczesno,f(' wobec tradycji, red. T. Kłak, Katowice 1992, s. 85-103; tenże:
Earliest accounts oj contemporary
legends in Russia, "Folktale News" June 1990, No. 18, s. 6-7;
teni.e: The "black volga": child abduction urban leyends in Poland and Russia, "Foaftale News".
March 1991, No. 21, s. 1-2; tenże: AIDS and aygression: Polish leyends about HIV-in{ected people,
"Folktale News" September 1991, No. 23, s. 1-5, toż w wersji polskiej: Ze .I'wiata legend
współczesnych ... ; tenże: The death car. Polish and Russian examples, "Foaftale News" March 1992.
No. 21, s. 2-4; tenże: Życie po życiu, czyli o tych, którym legenda nie pozwala !IłllrZee', w: Kulrura
polska.
Tradycja
jako uniwersum
kodów aksjologicznych,
red. E. Kosowska, Katowice 1993.
s. 75-92; tenże: Współczesne
legendy miejskie,
Katowice 1993. Materiał mongolski (w tym
i prezentowany w niniejszym opracowaniu) został opublikowany w USA. Zob. D. Czubaja,
Monfiolian
contemporary
legends, "Folktale
News", December 1992, No. 28, s. 1-5; tenże:
Monfiolian contemporary
leflends. Political humors and sensations, "Folktale News", March 1993,
No. 29, s. 1-7; W. Łysiak, Między Wartą i Notecią. Ejemeryczno.fe' Jólkloru, "Lud" 1989/1990,
t. 73, s. 182.
23 M. Glazer,
The traditionalization
ąf the col1lemporary
lefiend: The Mexican-American
example, "Fabuła"
1985, No. 26, s. 288-297.

137

Najbardziej charakterystyczne jest wymienne stosowanie terminów "legenda współczesna" i "plotka". Mam tu na myśli szerokie rozumienie plotki,
a więc takie, kiedy "gossip-plotka" i "rumor-pogłoska"
są traktowane jako
pojęcia synonimiczne. Wielu bowiem socjologów czy psychologów społecznych
potrafi je dość precyzyjnie rozdzielić, biorąc pod uwagę stopień zgodności
z prawdą 24. Można je też rozdzielać ze względu na rangę czy ważkość spraw,
jakie wyrażają (drobniejsze w plotce, ogólniejsze w pogłosce) i zasięg ich
oddziaływania (mniejszy dla plotki, większy dla pogłoski).
G. W. Alport i L. Postman traktują plotkę jako propozycję wiarygodną, przekazywaną za pomocą słowa mówionego bez wystarczających
jednak dowodów prawdziwości. Także R. Knapp widzi w niej taką samą
propozycję do akceptacji "bez oficjalnej weryfikacji". W pracy W. Petersona
i N. Gista plotka jest niesprawdzonym raportem albo wyjaśnieniem wydarzeń
podawanych od osoby do osoby25. Wedle tych trzech, prawie identycznych
propozycji, plotka jest przede wszystkim informacją o ważnej osobie albo
wydarzeniu i lokuje się w środku akcji. Przekazywana jest po to, by jej
wierzyć26.
Ciekawą postawę w badaniach plotki zaprezentował współczesny badacz
francuski J. Kapferer. Zarzuca on swoim poprzednikom, że zajmowali się tylko
plotkami fałszywymi, a eksperymenty prowadzone przez nich zmierzały do
wykazywania ich bezpodstawności. Wprawdzie zdawali sobie sprawę i z innych, przeciwnych tamtym w swej wymowie plotek, ale je ignorowali. Alport
i Postman - mówi Kapferer - pokazują, w jaki sposób plotki, rozprzestrzeniając się, odchodzą coraz bardziej od prawdy i coraz bardziej zniekształcają
rzeczywistość.
Kapferer uważa, że ich symulacje eksperymentalne, określające taki kierunek coraz większego odchodzenia od prawdy, nie pokrywają się z funkcjonowaniem plotki w życiu codziennym. Są wypadki kiedy, idąc od osoby do
osoby, nie tylko nie odchodzą plotki od prawdy, ale - co ważniejsze
szukają tej prawdy. Celem plotki jest tłumaczenie tych faktów, a więc są
kolektywnym wyjaśnianiem rzeczywistości 27.
~4
Ralph Rosnow tak je określa: "Pogłoska to rzecz zasłyszana, to co "ludzie mówią". To
wieści, których nie zrodziły fakty; termin ten ma też konotację pejoratywną implikując niegodziwość bądź skandal (... j. Na użytek naszych rozważań zdefiniujemy pogłoskę jako proces
komunikacyjny lub jego wytwór, który bazuje na nieautentycznej informacji .... Plotka ("gossip")
często występuje jako synonim pogłoski ("rumor") i rzeczywiście oba te terminy są znaczeniowo
bliskie. Plotka jednak może oznaczać coś innego; nie musi, ale może opierać się na faktach,
w przeciwieństwie do calkowicie nieprawdziwej pogłoski". R. L. Rosnow: O pog/osce, "Literatura
Ludowa" 1976, nr 2, s. 33-34.
25 G. W. Allport and L. Postman,
The psycholoyy of rumor, New York, Henry Holt 1947,
s. IX: R. Knapp, A psychology o( nmwr, "Public Opinion Quarterly", ł 944, Vol. 8, No.1, s. 22;
W. Peterson, N. Gist, Rumor and public opinion, "American Journal of Sociology" 1951, No. 57,
s. 159.
26 Jean-Noel
Kapferer twierdzi, iż plotka różni się od legendy tym, że jest zawsze w środku
wydarzcI1 i jest przekazywana by jej wierzyć - a nie jak legenda - by bawić. J. N. Kapferer,
Rum~~s. U.les, interpretation and images. New Brunswick - London 1990, s. 2.
-, Tam:-e, s. l

138

Jak mają się do siebie plotki i legendy miejskie? Uczony wnosi tu bardzo
istotne spostrzeżenia. Plotki - jego zdaniem - odnoszą się do ogniskującego
obiektu w grupie, w społeczności. I choć ciągle zmieniają obiekty realizują się
stale poprzez te same tematy. Jeśli jednak przedmiotem wypowiedzi jest
mniejszej rangi persona (dyrektor szkoły) mamy do czynienia z mikroplotką
("micro-gossip"), jeśli z większej rangi (prezydent Bush) jest to makroplotka
("macro-gossip ").
Pomiędzy tradycyjną legendą a plotką nie zachodził żaden zwiclzek. Dawna
legenda opowiadała o głębokiej przeszłości i ponadnaturalnych
zjawiskach.
Dopiero kiedy folkloryści wyszli z konceptem "urban legend" i zajęli się
narracjami, którym ma się dawać wiarę, stali się badaczami części wielkiej
"rodziny plotek". Dopowiedzmy za Kapferera, że tą częścią są przede wszystkim makroplotki.
Zobaczmy, jak ten sam problem widzą folkloryści. Brunvand przez plotkę
("rumor") rozumie "krótki anonimowy i niezweryfikowany przekaz o prawdopodobnym zdarzeniu, który krąży zarówno z ust do ust jak i w środkach
masowego przekazu. Plotki mają raczej krótką żywotność i stoją w opozycji do
legend, chociaż mogą być ich częścią składową i w ten sposób krążyć żyjąc jako
legenda" 28. W innych miejscach precyzuje to tak: komunikaty o skróconej
i nierozwiniętej postaci są plotkami, natomiast te same treści ale rozbudowane
są legendami. Istnieje - jego zdaniem - stała tendencja do poszerzania plotki
w pełną opowieść legendową.
Podobnie traktuje te dwa pojęcia Klintberg. Tytuł jego artykułu Legendy
i plotki o pająkach
i wężach sugeruje takie podejście. Powołując się na
poprzedników
(Mullena) zgadza się, że "legenda to gatunek narracyjny
z ustalonym wzorcem epickim, podczas gdy plotka może się pojawiać jako
zwykłe zdanie, czasami z dodatkową informacją"29. Legenda - jego zdaniem - ogniskuje się na treści, podczas gdy plotka na procesie rozpowszechniania (ważnej wiadomości). Dlatego też teksty o wężu w bananie i jadowitym
pająku w juce mogą być analizowane - zależnie od tego, jaki aspekt
wybierzemy - legendy albo plotki, bowiem istnieją w obu formach 30.
W sumie konkurs terminów i określeń na trudne do zdefiniowania
zjawisko, jakim są "plotki-legendy" trwa i u nas, i na Zachodzie. W 1985 roku
opowiedziałem się za terminem sensacja, traktując ją "jako odmianę opowieści
z życia". Pisałem wówczas: "Z terminów oznaczających takie właśnie relacje
najlepszym wydaje mi się sensacja, choć i ten wyraz z powodu swoich obciążeń
semantycznych także nie jest idealny. Lepszy jednak niż nowina czy wieść,
które stanowczo w słabszym stopniu artykułują niepospolitość, niezwykłość
zdarzeń będących punktem zainteresowania narratora"3'. Terminu "opowieści
J. H. Brunvand, The vanishiny hilchhiker ... , s. 190.
B. ar Klintberg, Legends and rumours abouI spindel's und snakes. "fabula" 1985, No. 26.
s. 285; P. B. Mullen, Modern legend and rumour l!leory, "Journal of the Folklore Institute" 1972.
No.9, s. 95-109.
30 B. ar Klintberg,
Legends and rumours ... , s. 286.
31 D. Czubaja,
Opowidci
z :':ycia ... , s. 83.
28

29

139
,ensacyjne" używają także od 1989 roku D. Simonides i J. Hajduk-Nijakowska.
:::0 do mnie, to dziś opowiadałbym się raczej za terminem legenda miejska czy
egenda współczesna, ale póki nie staną się one u nas popularne,
uważam za
.lprawnione stosowanie
kilku współrzędnych
terminów.
Jeśli idzie o definiowanie
legendy miejskiej, propozycji
jest co najmniej
eilka. Często cytowaną jest np. definicja Buchana.
Pisze on: "Współczesne
egendy to opowiadania
traktowane
jako wydarzenia
prawdziwe, które krążą
N tradycji
ustnej nowoczesnych
społeczności
i wykazują
się wariantywnoś:ią"32. Definicje te jednak ciągle nie zadowalają
uczonych, bo nadal nie są na
:yle precyzyjne, by można się było nimi posłużyć do wykrojenia
odpowiedniego obszaru badań. Jak trudno jest odpowiedzieć,
czym jest legenda miejska,
~wiadczy i to, że najczęściej
folkloryści
zaczynają
od przykładów.
Tak
rozpoczyna się wiele artykułów
i książek. Podobne
trudności
pojawiają
się
wówczas, gdy przystępujemy
do porządkowania
zbiorów tekstów. Nie posiadamy dotąd liczącej się klasyfikacji wątków, choć wszyscy sobie zdają sprawę,
że jest ona konieczna
z wielu względów.
Nie zrobili tego ani Aarne ani
Thompson,
gdyż nie było wówczas świadomości
istnienia takiego gatunku
a więc i takiej potrzeby. Dziś, kiedy pojawiają się apele o identyczne, jak tamte,
katalogi motywów i wątków, nikt się tego nie podjął.

* * *
Mongolskimi
współczesnymi
sensacjami-legendami
zainteresowałem
się
jesienią 1990 roku. Do Uniwersytetu
w Katowicach
przybył wówczas na staż
naukowy Mongoł, pan Monhjargał,
filozof z Uniwersytetu
Pedagogicznego
w Ułan Bator. Jego pobyt w Polsce trwał do kwietnia
1991 roku. Bywał
w moim domu, uczestniczył w posiedzeniach
koła naukowego
folkloroznawców, którym kieruję. W czasie tych spotkat'l zapisywałem pierwsze mongolskie
..contemporary
legend!.. U pana Monhjargał,
w jego hotelowym
pokoju,
spotykałem innych Mongołów.
Wykorzystywałem
takie okazje do prowadzenia wywiadów.
Z panem Monhjargał
rozmawiałem
najczęściej po rosyjsku, ale mówi on
także po polsku. Tylko od niego zależało, w którym z języków prowadziliśmy
rozmowy. Z innymi Mongołami
prowadziłem
rozmowy po rosyjsku. Prawie
cała mongolska
inteligencja
posługuje
się tym językiem.
Znaczny
procent
wykształconych
Mongołów
skończył studia w uczelniach
byłego Związku
Radzieckiego
i ci mówią po rosyjsku najlepiej.
Od Mongołów,
z którymi kontaktowałem
się w Polsce, zapisałem
kilka
legend współczesnych (Iicząc'z wariantami
było to 25 tekstów). O tyle one mnie
zainteresowały,
że korzystając
z uprzejmości
pana Monhjargał
nawiązałem
kontakt z Uniwersytetem
Pedagogicznym
w Ułan Bator i w sierpniu 1991 roku
odbyłem miesięczną wyprawę naukową do Mongolii (wyprawę moją w całości
sponsorował
biznesmen z Gdat'lska, Jan Czubala, za co niniejszym składam
32 Cyt. za: M. Glazer, The traditionalization ... , s. 288; Zob. też: D. Buchan, The modem
leqend, w: A. E. Green, J. D. A. Widowson (cds.), Language, culture and tradition (CESTAL
Confercnce Paper Serics 2). Shcfficld 1981, S, \-15.

140
mu serdeczne podziękowanie).
Przejazd do tego kraju koleją przez Syberię
i parodniowy
pobyt W Moskwie wykorzystałem
do kolekcjonowania
rosyjskich
"urban legend".
Jechałem do Mongolii z zamiarem gromadzenia
plotek, sensacji i legend
współczesnych,
ostatecznie jednak zapisywałem
- gdy była ku temu okazja także i inne opowieści. Praca moja nie była łatwa. Trafiłem tam w okresie
kryzysu gospodarczego
i zmian politycznych.
Brak towarów
w sklepach,
rosnące z dnia na dzień ceny, bezrobocie, pojawienie się partii opozycyjnych
tworzyły atmosferę,
która sprzyjała
twórczości
folklorystycznej,
ale folkloryście - szczególnie
obcemu
- utrudniała
pracę.
Innego
rodzaju
trudnością
była dla mnie bariera
kulturowa,
z jaką
spotkałem się na miejscu. Mongołowie
niełatwo otwierają się wobec obcych. Są
nieufni i podejrzliwi.
Wolniej niż na przykład Polacy i Rosjanie przełamują
opory wewnętrzne. Zapewne lepiej radziłby sobie, z takimi jak moje badaniami,
rodowity Mongoł, ale nie miałem okazji tego sprawdzić. Większość folklorystów mongolskich
w czasie, gdy byłem w Ułan Bator, przebywała w terenie lub
na urlopie.
Kiedy zorientowałem
się, że moje rozmowy z przygodnymi
ludźmi na ulicy
nie dają spodziewanych
rezultatów,
zamieszkałem
w gościnnym
domu pana
Monhjargał
i zacząłem eksploatować
kolejno członków jego bliższej i dalszej
rodziny,
sąsiadów
i znajomych.
Oprócz
pracy w samej stolicy Mongolii
odbywałem
parodniowe
podróże po ajmaku centralnym
i po ajmaku Moron.
W podróżach
tych towarzyszył mi pan Monhjargał.
Był moim tłumaczem, gdy
wywiady prowadziłem
w jurtach, z nieznającymi
języka rosyjskiego pasterzami. Za nieocenioną
i życzliwą pomoc składam
mu w tym miejscu wyrazy
wdzięczności.
W wywiadach,
jakie prowadziłem
w Ułan Bator, uczestniczyli
też moi
studenci.
Ich samodzielne
próby badań nie przynosiły,
niestety, żadnych
efektów. Sprawozdanie
piszę więc we własnym tylko imieniu, bo charakteryzuję materiał
pozyskany
osobiście.
Indagowałem
ponad 50 osób, od których zapisałem kilkadziesiąt
wątków
(niektóre w licznych wariantach).
Mniej więcej połowę z tego zarejestrowałem
na taśmie magnetofonowej,
resztę utrwaliłem
w notesie.

* * *
Przedstawiam
tu grupę opowieści
zwróconych
sWOIm ostrzem głównie
przeciw Rosjanom
i Chińczykom.
Atakują
Rosjan i będący u władzy komuniści,
i nabierająca
znaczenia
opozycja.
Obie te siły ryzykują zerwaniem
wszelkich więzi gospodarczych
z Rosją, co przy braku innych partnerów,
grozi jeszcze większą niż obecnie
dezorganizacją
ekonomiczną
Mongolii.
Psychiczny
uraz, będący rezultatem
długotrwałej
w tym kraju dominacji
Rosjan, znalazł w nowej sytuacji ujście
w nastrojach
antyrosyjskich.
Widzieliśmy
w Ułan Bator domy zamieszkałe
przez Rosjan (oficerowie, specjaliści), w których do wysokości drugiego piętra
powybijano
szyby w oknach.
Wracaliśmy
ze stolicy Mongolii
pociągiem
rosyjskim,
w którym
wybito szyby w kilku wagonach.
Nasi przewodnicy

141

lakazywali nam mowlc na ulicy po rosyjsku, aby nie wzięto nas za Rosjan.
W Ułan Bator lęk przed agresją czuliśmy niemal na każdym kroku. W terenie
wiejskim rzecz wyglądała nieco inaczej.
Antyrosyjskie nastroje ujawniały liczne plotki czy sensacje. Pierwsza ich
grupa lo opowieści o gwałtach i morderstwach, jakich dopuszczają się rosyjscy
żołnierze:
"Jechali raz żołnierze ruscy i mijali dziewczynę. Wyskoczyli, wciągnęli ją do
samochodu, zgwałcili i uciekli. To był zbiorowy gwałt. Nikogo nie udało się
złapać" (Podał B.).
Inny narrator, kierowca z Ułan Bator, który słyszał o kilku takich
gwałtach, opowiadał na przykład:
"Matka z córką jechały do samonu. Dogonił je "łazik" z żołnierzami
rosyjskimi. Zaczęli je gonić po stepie. Dogonili córkę i ściągnęli ją z konia,
a matka uciekła. Pojechała po pomoc do najbliższej jurty. Znajomi koczownicy
ruszyli na koniach z pomocą, ale jak dojechali, to tamtych już nie było.
Dziewczynę zostawili do połowy rozebraną na stepie" (Podał U.).
Kilkakrotnie notowałem opowieści o napadach na mongolskich koczowników, których Rosjanie mordowali bez żadnej przyczyny:
"Podjechali Rosjanie do jurty. Byli chyba pijani, bo wystrzelali z karabinu
maszynowego wszystkich. Przeżyła tylko dziewczynka, ale była postrzelona.
Nie mogli jej tu wyłeczyć, więc Rosjanie zabrali ją do Leningradu. Dość długo
tam była, ale nie było poprawy. Pojechała po nią lekarka, zobaczyła, że ona
tam leży chuda jak szczapa, że nie ma opieki i Mongołowie ją zabrali. Leżała
jakiś czas w Ułan Bator. Zgłosiła się kobieta, że weźmie ją i będzie się nią
opiekować, ałe musi dostać mieszkanie. Jak przywozi małą na badania do
szpitala, to ją pięknie ubiera, ale jak tam ją lekarze odwiedzają, to żyje
w brudzie, ma stare ubranka. I tak ta kobieta postępuje. Wszyscy są na nią
oburzeni" (Podał 8.).
Plotka oskarża też specjalistów pracujących w mongolskich fabrykach:
"Nasza wicemis, czyli srebrny medal, ma siostrę. Ta siostra również jest
bardzo piękną dziewczyną. Trzy lata temu przejechał ją samochodem rosyjski
specjalista. Jak ją potrącił, straciła nogę. No oczywiście on poszedł do jej
rodziców: no nie chciałem, jestem waszym przyjacielem. Sowieci są w przyjaźni
z Mongołami, będę wam pomagał, każę zrobić jej protezę.
J tak zostało. Trzy lata temu zrobił jej protezę i zaraz wyjechał. I zniknął.
Teraz ta dziewczyna wyrosła, tamta proteza jest mała. No, przyszła po drugą,
większą protezę. A u nas protez nie ma. My mamy tylko rosyjskie części, ale
teraz nie ma nic. No i co? Ona pyta o specjalistę. No wyjechał. Adresu nie ma.
Ślad zaginął. I tak ta piękna dziewczyna została oszukana. A ona też by była
naszą miss. Ona się bardzo dobrze uczy i nie ma pieniędzy na protezę. To
słyszałem w naszym szpitalu" (Podał 8.).
O armii radzieckiej krążyły wówczas opowieści, że jest ona rozdarta
wewnętrznymi, narodowościowymi
konfliktami. Rosjanie mieli ponoć być
okrutni wobec innych narodowości, głównie wobec spokrewnionych z Mongołami Kałmuków czy Buriatów:

142

"U nas w Mongolii był taki wypadek: Do jednostki radzieckiej przybyli
nowi rekruci. Między nimi był jeden Burial. Ruscy mu okropnie dokuczali. Nie
mógł już wytrzymać, tak się nad nim pastwili. To byli chyba jacyś degeneraci.
Nawet mu do jedzenia gówno wrzucili. Porwał za pistolet, trzech ruskich
zastrzelił i uciekł. Buriaci i Mongołowie są braćmi i długo nasi go ukrywali.
Wojsko go ścigało po całej Mongolii, ale jak ma kto pomoc od pasterzy, to nie
zginie" (podał M.). Wedle powszechnej opinii armia ta miała być zdemoralizowana i ciągle ktoś z niej uciekał. Wojsko organizowało wówczas pościg za
dezerterem. Przeciętny Mongoł solidaryzował się z uciekinierem:
"Rekrut uciekł z armii radzieckiej. Nie miał znajomych, nie potrafił się
dogadać. I krył się po lasach. Szukały go helikoptery. Na zdjęciach ustalili, że
ukrywa się nad rzeką Tołą w krzakach. To było tu niedaleko naszego parku
kultury. Wojsko z pistoletami go obstawiło i zacieśniało krąg. On widzi, że są
już blisko, zdjął buty i krzyknął do żołnierzy: rzucam granaty! l rzucił tymi
butami. Żołnierze się pokładli, a on przerwał obstawę i uciekł" (podał M.).
Wiele opowieści powstało też w związku z pośpiesznym opuszczaniem
Mongolii przez rodziny rosyjskie. Opowiadało się w Ułan Bator, że Rosjanie
niemorainie się tu prowadzili. Przyjeżdżali żonaci, zakładali nowe rodziny.
a teraz, kiedy trzeba wyjeżdżać, opuszczają sezonowych partnerów i powracają
do swych legalnych żon i mężów w Rosji. Mówiło się, że Rosjanki porzucają tu
dzieci. Paru Mongołów twierdziło, że jest to zjawisko nagminne. Na ten temat
usłyszałem na przykład taką opowieść:
"Kiedy Ruscy zaczęli wyjeżdżać z Mongolii, zaczęli porzucać swoje dzieci.
Była taka rodzina - tu niedaleko - mieli dwoje dzieci. Zostawili je
u Mongołów na przechowanie i już się po nie nie zgłosili. Z początku nasi
myśleli, że przyjadą po nie, ale nikt się nie zgłosił.
Słyszałam, że takich wypadków jest więcej. Ludzie nie mogli w to uwierzyć.
Jak można zostawić swoją krew? Dopiero w gazecie napisali, że i ojciec.
i matka mają swoje inne rodziny w Związku Radzieckim. Tam mają dzieci, a tu
mieli drugą rodzinę. No i te dzieci nie są im potrzebne" (podała T.).
Inny z rozmówców opowiadał:
"Rosjanie wyjeżdżali i Ruski przyszedł do sąsiada Mongoła. Przyniósł mu
swoje dziecko i powiedział: weź je sobie. U nas nikt by swojego dziecka nie
oddał. Cóż dziecko winne? Mongoł je wziął i wychowuje. Już podobno mówi
po mongolsku" (Podał E.).
A oto nieco inna historia dziecka rosyjskiego, która pasjonowała Mongołów:
"Dwa lata temu, kiedy Ruscy byli jeszcze silni, zdarzyła się taka historia:
To było wiosną. Władze nasze zabroniły wyruszać z miasta. Była wielka susza
i wszyscy bali się pożarów. Nikogo z Ułan Bator nie wypuszczono w step. Ale
Rosjanie poszli do naszej wierchuszki i otrzymali przepustkę. Wyjechał cały
autobus Rosjan, a z nimi rodzina z chłopczykiem. Ruscy odpoczywali na
otwartej przestrzeni, ale dalej był las.
Przyszła pora odjazdu, a dziecka nie ma. Zaczęły się poszukiwania. Długo
szukali, ale chłopca nie znaleźli. Jedni mówili, że tam są wilki i go zjadły, inni że
niedźwiedź go do barłogu wciągnął, ale ja jako myśliwy w to nie wierzę. Po

143
:hłopcu musiałby pozostać ślad. Przecież ani niedźwiedź, ani wilki głowy nie
zjedzą. To było tam (pokazuje na południową stronę widoczną z okna). Do
jziś się to nie wyjaśniło. Dużo się o tym pisało, dużo się mówiło i nic. Dziecka
nie ma" (podał M.).
Inny narrator, pytany o tę historię, potwierdził jej znajomość, a nawet ją
uzupełnił. Oświadczył mianowicie, że rodzice dziecka wrócili do Związku
Radzieckiego, ale - jak słyszał od znajomych - w ostatnich dniach znów był
ich apel w radiu o pomoc w odnalezieniu chłopca:
"Matka chłopczyka wróciła do Rosji, ale nie może się pogodzić z utratą
dziecka. Poszła do Wangi (słynna wróżbitka i jasnowidz) i zapytała o los swego dziecka: Wanga jej powiedziała, że chłopczyk żyje przy boku żółtego
mężczyzny. Matka napisała o tym w liście i mongolskie radio odczytało ten list.
Ona pyta, czy ktoś z Mongołów nie widział jasnowłosego, dziesięcioletniego
chłopczyka przy boku jakiegoś Mongoła.
Słyszałem zaraz potem, że ludzie widzieli radzieckiego żołnierza z takim
chłopczykiem. Podobno jest to taki bradiaga, który uciekł z koszar siedem lat
temu. Zabrał chłopca dla towarzystwa" (podał C.).
Moje badania w Mongolii odbywały się jeszcze przed moskiewskim
puczem, a więc w czasie, gdy system komunistyczny, KPZR i KGB jeszcze
funkcjonowały. Plotki i sensacje mongolskie kierowane były więc przeciw
aktualnie istniejącemu i obwinianemu sprawcy. W Mongolii wprawdzie
nastąpiły ogromne zmiany, ale ostatnie wybory wygrała partia komunistyczna
i ona sprawowała władzę. Nacisk społeczny na komunistów, agresywna
postawa opozycji przeciw nim była tak duża, że chcąc ratować własną twarz,
chętnie zrzucali odpowiedzialność za wszystko na bolszewików. Wokół znaczniejszych, historycznych postaci komunistów mongolskich kwitnie bogata
mitologia.
Oto postać Suche-Batora, bohatera narodowego, współtwórcy odrodzonej
Mongolii, który w latach dwudziestych naszego wieku połączył się z bolszewikami przeciw chińskiej przemocy. Państwo komunistyczne wystawiło mu
mauzoleum na centralnym płacu w Ułan Bator. Czy zachowa swoje miejsce
w narodowym panteonie?
W ulicznej interpretacji był to bohater o czystych rękach i reprezentował
interes Mongołów. Najpierw chciał wyrzucić z pomocą bolszewików Chińczyków, kiedy mu się to udało, chciał odejścia bolszewików. I wówczas został
skrytobójczo zamordowany. Oto przykłady:
"Kiedy się Mongolia wyzwalała z rąk Mandżurów, to pomagali bolszewicy.
Wówczas, w wolnym już kraju, nasi zażądali, by Ruscy ustąpili, bo była już
partia, była już nowa władza. KGB wymordowało wtedy całą elitę. Zgładzili
tak po stalinowsku. Zostawili najgłupszych i dopiero nimi kierowali. Wtedy to
zgładzili Suche-Batora" (podał M.).
"Suche- Bator nie leży w mauzoleum. To mistyfikacja. Przecież go Ruscy
otruli. I żeby się nie wydało, zabrali jego ciało, a na to miejsce podstawili inne
ciało. Otruli go, bo nie chciał im się poddać" (Podał N.).
"Suche-Batora otruli Rosjanie. Przy sekcji zwłok było pięć osób, w tym
trzech lekarzy: jeden chiński, jeden ruski, jeden mongolski. Ruscy zabrali

144
żołądek, rzekomo dla lepszego zbadania i wydania ostatecznej opinii, i zawieźli
go do Czity. A ciało zostało bez wnętrzności i dziś już nie dałoby się potwierdzić (otrucia). Nasi zwrócili się obecnie do Rosjan a dokumentację w tej
sprawie. Do Czity pojechała specjalna delegacja, aby odebrać i żołądek,
i ówczesne raporty. Ale Ruscy nie dali, bo się boją prawdy" (Podał M.).
Opowiada się też a śmierci innych przywódców:
"Zabili Suche-Batora. On był wojskowym. Ale najmądrzejszym Mongołem
w nowej władzy był Bogdo. Wykształcony i ideolog. On właściwie kierował
nowym rządem. On się nie zgadzał z bolszewikami. Oni to wiedzieli, zabili go
bez sądu. Po prostu tak: strzelili i go zabili. A władzę dali najmłodszemu,
najgłupszemu, pijakowi. To był Czajbałsan. Jego rękami mordowali innych"
(Podał E.).
"Kiedy Stalin wystrzelał naszych polityków i wojskowych zostawił samych
swoich szpiegów. Zostawił takiego najgłupszego pijaka, to był ruski szpieg
Czojbałsan. Co mu powiedzieli, to on robił" (Podał C.).
Burzliwa reinterpretacja
oficjalnej historii, jaka nastąpiła w ostatnim
okresie, zawiera wiele twierdzeń często ze sobą niespójnych, a nawet sprzecznych. W ulotnej wieści jest to zjawisko całkowicie zrozumiałe. Obok cytowanych sensacji a Czajbałsanie są i takie, w których przedstawia się go
zu pełnie inaczej:
"Jedynie Czojbałsanowi zawdzięczamy, że nie jesteśmy republiką radziecką.
Bo Cedenbał już napisał do Stalina prośbę, że naród mongolski pragnie
włączenia do ZSRR. Bo on uczył się w Rosji. Był głupi i żonę miał ruską, by
nim kierowała" (Podał C.).
"Czajbałsan miał czarną książkę i tam napisał: Dopóki będę żył, nie oddam
Mongolii. Szofer wiózł tę książkę do jego sekretarza i przeczytał. Potem
powiedział komuś z rodziny. Natychmiast się to rozeszło po Ułan Bator.
Doszło i do Ruskich. Ruscy go za to zaraz sprzątnęli" (Podał B.).
O śmierci Czojbałsana opowiadano:
"Stalin chciał włączyć Mongolię do Sowietów, tak jak to zrobił z krajem
Kałmuków. Oni przecież też byli wolni. No ale kazano im napisać, że naród
kałmucki pragnie zostać republiką radziecką. Stalin prośbę przyjął i zniknął
wolny kraj. Nawet nie są oddzielną republiką. Nie pamiętam, jak ten ich szef
kałmucki się nazywał, ale przyjechał zaraz po tym fakcie do Czojbałsana.
Ledwo wysiadł, a Czojbałsan bodnął go ręką w brzuch i powiedział: Jesteś
nażarty, ale ojczyzny nie masz. Kałmuk się obraził i wrócił. Zaraz zameldował
Stalinowi i Czojbałsana za to sprzątnęli" (Podał D.).
"Czojbałsan był w Moskwie akurat wtedy, jak naciskano na niego, by
Mongolia stała się sowiecka. Zaproszono go na rocznicę rewolucji, więc musiał
jechać. Jak sobie na przyjęciu wypił, podszedł do Stalina i powiedział: wypijmy
zdrowie mojego wolnego kraju. Stalin się z nim nie stuknął. I już było jasne, że
to był na niego wyrok" (Podał G.).
Być może, niektóre z zapisanych opowieści politycznych od dawna funkcjonują w obiegu folklorystycznym, a dziś nastąpiło ich ożywienie. Takim wątkiem
może być owo spotkanie Czojbałsana ze Stalinem na Kremlu, które przesądziło a śmierci Mongoła. Notowałem to opowiadanie w wielu odmianach:

145

"Kiedy Ruscy mieli zgładzić Czojbałsana, to Stalin zaprosił go na święto
rewolucji październikowej do Moskwy. Tam na przyjęciu Czojbałsan podszedł
do Stalina i wzniósł toast: Za wielki naród rosyjski. Stalin się z nim nie stuknął
kieliszkiem. On sobie pomyślał: no ja jestem już traktowany jako wróg
i powiedział mu: W tobie biała twarz ale czarna dusza. I to w przytomności
wszystkich zebranych. I to już był koniec Czojbałsana" (Podał M.).
Lub:
"Zaprosili Czojbalsana na święto pierwszomajowe do Moskwy. Ale on nie
pojechał. Wtedy poczuł się źle i ruski doktor, współpracownik KGB skierował
go do szpitala na K remi w Rosji. Jego tam trzeba leczyć - tak napisał lekarz.
Ale Czojbałsan powiedział: Ja chcę umrzeć w swoim kraju. Pewnego razu był
jednak pijany i Cedenbał wykorzystał to i napisał: My chcemy, by Czojbałsana
leczyć w Związku Radzieckim. Nie było już wyjścia i tam go odesłali siłą. Na
Nowy Rok ogłosili, że nie żyje" (Podał K.).
Lub:
"Czojbałsan zmarł w lecznicy na Kremlu. Tam go otruli. Zadzwonili do
Mongolii: Wasz już zmarł. No więc pojechała nasza delegacja, aby przywieźć
ciało. Okazało się, że ta część nogi była zdjęta (pokazuje na skórę pięty). U nas
się mówi, że jeśli człowiek był otruty, to ta część nogi zawsze pozostaje czarna.
Przywieźli go i pochowali" (Podał M.).
Wśród plotek o obcych, kto wie czy nie najwięcej jest tematów antychińskich. To efekt zaszłości historycznych. Potężne Chiny budzą lęk w małym,
niespełna trzymilionowym narodzie. Charakterystyczne, że wątki antychińskie
są zupełnie inne niż. antyrosyjskie.
Stosunki mongolsko-chińskie w latach siedemdziesiątych aż po późne lata
osiemdziesiąte nie układały się dobrze. Poprawie uległy jakieś trzy, cztery lata
temu. Sądzę, że większość plotek o Chińczykach powstała w owych "złych"
latach, a informatorzy pod wpływem moich pytań odgrzebywali je z pamięci.
Jednym z tematów mongolskich opowieści współczesnych jest porywanie
dzieci na części zamienne. Jeśli jednak w polskich opowieściach porywaczami
są Turcy, Arabowie i Niemcy, a w rosyjskich przedstawiciele krajów Zachodniej Europy, to w Mongolii zawsze są to Chińczycy:
"W ubiegłym roku nasze radio podało, że zaginęło dziecko mongolskie.
Poszukiwali go rodzice i oczywiście policja. Długo nie było śladu. Dopiero
jacyś ludzie znaleźli je na cmentarzu. Policja zbadała, że to zrobili Chińczycy.
Z dziecka wycięli różne części i zabrali do Chin" (podała U.2).
Inny z moich informatorów mówił:
"Małe dziecko zginęło na ulicy. Rozeszła się między ludźmi wieść, że to
dziecko poszło na krew. Bogaci Chińczycy, starcy, w ten sposób się odmladzają. U nas wiele dzieci przepadło bez wieści. Mówiło się, że wzięłi im
nerki na wymianę dla tych Chińczyków. Tam jest bieda, ale są też u nich
bardzo bogaci ludzie. ł dla tych starców-bogaczy trzeba części zamiennych. I to
biorą od naszych dzieci. Krew młodych podobno bardzo odmładza. Ja to
słyszę od dwóch trzech lat. To nie jeden fakt, ale wiele razy a tym słyszałem"
(Podał E).
10 .-

LuJ

l. L.XXVII

146
Znajomość wątku potwierdziło kilku moich rozmówców. Dwie kobiety
Tuja i Urna podkreślały jednak, że porywanie na krew miało miejsce w latach
siedemdziesiątych i były to wypadki - ich zdaniem - bardzo liczne, ale
obecnie całkowicie ustały.
W Ułan Bator żyje chmara jeleni. Chodz<! swobodnie po ulicach, po
centralnym parku, po terenach nad rzeką Tołą. Sprzedający kapustę karmią je
liśćmi. Jelenie te traktowane są jak maskotki i wszyscy bardzo je lubią.
Codziennie na przykład informowano mnie, gdzie je w danym dniu widziano.
Właśnie te jelenie stały się tematem licznych opowieści. Podejrzewa się, iż
Chińczycy obcinają im rogi, z których przygotowują lek wzmacniający męską
potencję·
"Chińczycy obcięli im rogi. Zrobili to w taki straszny sposób, że lała się
z tych rogów krew. Po prostu z tych rogów kapała im na głowę. To był widok
wstrząsający" (podał E.).
Inny rozmówca informował:
"Chińczycy złapali nasze jelenie i ucięli im rogi. Bo oni używają tych rogów
jako cenny lek. Wszyscy w mieście byli oburzeni" (podał W.).
Plotki te wybuchają podobno co roku. Być może, wi,!że się to z naturalnym, a mało znanym przeciętnemu człowiekowi z ulicy, cyklem biologicznym
u jeleni. Jelenie-samce co roku zrzucają rogi w marcu, a w sierpniu nowo
odrosłe wycierają ze scypułu o krzaki. Wiszące strzępy scypułu i płynąca po
rogach krew, mogą robić wstrząsające wrażenie.
Chińczycy oskarżani są także o trucicielstwo stad i ludzi: "Nad granicą
chińską żyją zwierzątka trochę mniejsze od sarny, ale tego rodzaju. Nie wiem.
jak po rosyjsku się nazywają. Otóż te zwierzęta łatwo przechodzą raz na
chińską, raz na mongolską stronę. Chińczycy je łapią i zarażaj,!. Te zwierzęta
żyją olbrzymimi stadami. Jak zarażą taką chorobą stado, przeganiają je na
mongolską stronę. Wtedy bydło pada u nas tysiącami. To nawet przez oficjalne
źródła było potwierdzone. Bo my z nimi od połowy lat sześćdziesiątych do
połowy osiemdziesiątych, a może do 1988 roku, mieliśmy bardzo niedobre
stosunki. I tych opowieści o Chińczykach było bardzo dużo. Teraz ich coraz
mniej. Ale oczywiście nie ustały całkowicie" (podał E.).
Chińczycy zatruwają swoje towary przeznaczone dla Mongołów: "Słyszałem o takim wypadku: To się zdarzyło w Ułan Bator koło mojego ojca. Jeden
Mongol pojechał do Pekinu handlować. Przywiózł towar i zawiózł do Ułan
Ude, i sprzedał. Zostawił sobie jedynie kalendarz, bo żonie się spodobał.
Za miesiąc zmarło im dziecko, a oni wszyscy byli chorzy. Poprosili lamę.
On im powiedział, że mają obcą rzecz w domu i ona szkodzi. Żona pracowała w szpitalu, wzięła ten kalendarz do analizy i okazało się, że był zatruty"
(Podał B.).
W paru wariantach zapisałem sensację, iż Chińczycy zatruwają jedwab
przeznaczony dla Mongołów:
"Ze sławnego chińskiego jedwabiu robi się świetną odzież. My to otrzymujemy z Chin. Naraz pojawiła się wiadomość, że ten jedwab chiński jest
specjalnie zatruwany, by zatruwać naszych ludzi" (Podał E.).

147
W formie sfabularyzowanej tak a tym opowiadano:
"Przyjechał z Maron jeden nasz znajomy i zakupił na targu większą partię
chiI1skiego jedwabiu. Teraz nigdzie nic nie kupisz tylko na targu. Pamiętam już
się mówiło, że ten jedwab jest zatruty. Kuzyn zażartował: pamiętaj, byś się nie
zatruł! On się też z tego roześmiał i poszedł spać, bo rano wyjeżdżał. Ten
jedwab leżał przy jego głowie. Rano się budzą, a on nieprzytomny i ledwo go
lekarze odratowali. Wszyscy twierdzą, że od chińskiego jedwabiu" (Podał K.).
Ruch osobowy między Chinami a Mongolią rozwija się swobodnie.
Mongołowie jeżdż,! do Chin sprzedawać skóry zwierzęce, przywożą natomiast
lowary chętnie kupowane w Rosji. Wożą je do Ułan Ude, do Irkucka, a naweI do Moskwy, gdzie kupują tanie rosyjskie towary codziennego użytku.
W związku z tym małym biznesem krąży wiele opowieści a różnych niebezpieczeI1stwach zagrażających Mongołom handlującym w obydwu krajach. Za
niebezpieczną dla zdrowia uważa się chiI1ską wódkę. Nawet mnie a tym
uprzedzano:
"Bardzo szkodliwa jest chiI1ska wódka. Przestrzegam cię, nie kupuj, ani nie
daj się poczęstować. Ich jest miliard, to robią wódkę, aby wytruć ludzi. Będzie
mniej - mówią.
Dwóch wysoko wykształconych M ongołów pojechało do Pekinu. Jeden był
inżynierem, a drugi - nie pamiętam. Wypili butelkę chińskiej wódki. Co to jest
pół litra wódki? I ciężko się zatruli. Jeden z nich umarł, a drugi stracił rozum.
To jest prawda. To wszyscy u nas mówią. Ten bez rozumu żyje dziś w Ułan
Bator" (podał M.).
Przy stole biesiadnym gospodarze częstują mnie mleczną wódką mongolską. Wymawiam się tym, że może ona być dla mnie niebezpieczna, tak jak dla
Mongołów wódka chiI1ska. Przyjaciel rozumie żart i protestuje przeciw
mojemu lekceważeniu niebezpieczeństwa chińskiego:
"Ale a chitiskiej wódce to jest prawda! Zdarzyło się to tu, w Ułan Bator.
Chłopak wypił chiliskiej wódki. Stracił na dwa dni przytomność. Wzięli go do
szpitala i tam był ratowany. Jeśliby nie szpital, to by umarł. To jest prawda.
Tak u nas było" (podał M.).
Uważa się, że Chiliczycy mogą stanowić zagrożenie dla przyrody mongolskiej:
"Przyjechało kilka tysięcy Chińczyków do Ułan Bator. Budowali domy.
Mieszkali w barakach, byli zdyscyplinowani jak wojsko. Robili oczywiście
mieszkania bardzo dobre. Musieliśmy się jednak z nimi pożegnać. Oni jedzą
wszystko, co żyje. Więc ruszyli w nasze stepy i lasy, i łapali, co się dało.
Wszystko co żyje łowili i jedli. Niedługo wymarłyby niektóre gatunki. Już
niektórych ptaków czy owadów nie spotkasz w wielu rejonach. I musieliśmy
ich wyrzucić. Całe miasto było przeciw nim. Zaczęły się draki i odeszli. Zaraz
na to miejsce przyszli ruscy budowniczowie" (Podał M.2).
O ChiI1czykach opowiada się w Ułan Bator, że łapią psy a także koty
i jedzą z nich mięso:
"U nas mięso z psa to obrzydliwość straszna. Mongołowie nie jedzą mięsa
z byle zwierzęcia. U nas nawet jak jest chore zwierzę, czy padnie, to już nikt
tego mięsa nie dotknie.

148
Jak tu przyjechali Chińczycy, to oni robili bardzo smaczne potrawy.
Ludziom to smakowało. Kupowali i jedli. Ale pojawiła się plotka, że znikają
u nas psy, i że Chińczycy je łapią na te dobre dania. Ludzie przestali kupować
od Chińczyków i nikt się nie dał zaprosić na ich poczęstunek.
Potem druga opowieść była, że łapią koty. U nas kotów mało w mieście, ale
są. Opowiadano, że ani jednego kota już nie ma, bo Chińczycy je łapią
i przyrządzają z nich kotleciki. ] to mogło być, bo oni wszystko, co żyje, jedz,!.
Chińczykom, jak byli w Mongolii, dobrze się wiodło, bo dla nich jedzenia tu
w bród. Co my odrzucamy, dla nich stanowi przysmak" (podał E.).
"Żona jednego profesora miała dziesięć kotów. To była kobieta zakochana
w kotach. Jej zwierzęta były bardzo wypielęgnowane i eleganckie. Chii1czycy je
dostrzegli i przekupili sąsiada. To był młody chłopak i wyłapał jej wszystkie
koty. Poszły na przysmaki dla Chińczyków.
Ona poszukiwała tych kotów, ale wszyscy jej mówili, że już zjedzone"
(podał S.).
Mówi się też, że profanują mongolskie cmentarze:
"U nas mało kto odważy się ruszyć grób, czy chodzić po cmentarzu nocą.
A tymczasem zdarzało się, że człowieka przymuszano do tego.
Nasz znajomy wracał póżnym wieczorem do miasta. Nagle doskoczyło do
niego dwóch ludzi z nożami i zmusili go, żeby szedł z nimi. Prowadzili go na
cmentarz i kazali odgrzebywać grób. Oni wcześniej widzieli. że pochowano tam
człowieka z wielkimi bogactwami. Ten musiał trupa obedrzeć. Jeszcze mu
kazali wszystko zawinąć, w co mu dali. I odeszli, a jego samcgo zostawili na
cmentarzu.
U nas, kiedy takie wypadki następowały, mówiło się, że to robi,! Chit'1czycy.
Jak oni odeszli z Ułan Bator, tak już a tym od roku nie słyszę. To były straszne
opowieści. Sami nie kopią, a innych zmuszaj,!" (podał E.).
Uważa się, że stale penetrują teren Mongolii i wszędzie maj,! swoich
szpiegów:
"Pojawiła się u nas bardzo utalentowana piosenkarka. Zrobiła błyskawiczną karierę. Nagle poszły plotki, że jest kitajskim szpiegiem. I cała jej kariera
skończyła się tak szybko, jak się pojawiła. I nikt dziś nie wie, gdzie ona się
podziała" (podał E.).
Zapisałem też kilka pogłosek a Polakach, a właściwie o sprytnych akcjach
policjantów i celników, którzy udaremnili im wywóz cennych pamiątek
narodowych w postaci starych posążków Buddy. Plotki te w ostatnim czasie
przycichły, bo od dwóch lat niewiełu Polaków jeździ do Mongolii.
Przedmiotem plotek są także turyści amerykańscy. Zwiedzając klasztor-muzeum w Ułan Bator zwany "Czojdżin-łamyn-sume",
zatrzymałem
się przy cennym malowidle. Zaprzyjaźniony
ze mną Mongoł powiedział
wówczas:
"Niedawno dwaj amerykańscy turyści wykradli taki obraz z muzeum
i zabrali ze sobą. Na lotnisku celnicy zorientowali się i odebrali obraz. I tak
dzięki przypadkowi ten cenny obraz wrócił do muzeum. A gdyby ich nie
skontrolowali? Przepadłby" (podał N.).

149
Przy innym eksponacie
dodał:
..Widzisz tę maskę? Amerykański
turysta zabrał stąd maskę. l wyobraź
sobie, że zlamal j::/, bo nie mieściła się w otworze torby i wyrzucil na śmietnik.
Tak po prostu: wyrzucił!" (Podał N.).
Zwiedzając
wspaniałe
muzeum paleontologiczne
usłyszałem:
"Amerykanie
zwiedzali muzcum. Jak wyszli brakowało
jajka dinozaura.
Poszła za nimi policja. Jak się zorientowali,
że idzie policja, jeden Amerykanin
wyrzucił jajko do śmietniczki na korytarzu. Jajko wróciło do muzeum. Tacy są
amerykańscy
turyści" (podal M.).
W ostatnich
tygodniach
mego pobytu,
obiegaly
Ułan Bator pogłoski
o obrabowywaniu
przez mongolskich
złodziei obywateli amerykańskich.
Największy ich łup miał wynosić dziesięć tysięcy dolarów.
Opowiada
się też o Japończykach
i Wietnamczykach.
Co ostatni mieli
rozrzucać po Mongolii wieczne pióra.
"I kto znalazl, i wziąl do ręki, wychodziły mu oczy. Kiedy on wziął do ręki
i chciał zdjąć nakrętkę, wtedy coś na niego działało i wychodziły mu oczy na
wierzch" (podała T. ł l.
Mówilo się też o nich w związku z odbudową
klasztoru
buddyjskiego.
Zarzucono
im, że zjedli trzy święte węże, które pilnowały
ruin klasztoru
Amurbajaschułantu
hiin.
Oficjalne źródła podają, że Japończycy
finansują
wspólną
mongolsko-japońską ekspedycję dla odnalezienia
grobu Dzingis-chana.
Ekspedycja jest
wyposażona w nowoczesny sprzęt, a także samoloty i helikoptery do penetracji
terenu z góry. Pojawiały
się stale komunikaty
o pracy tej ekspedycji.
Poszukiwania
bulwersowały
opinię społeczną. Zakazane
przez dziesiątki
lat
imię Dzingis-chana
dziś pojawia
się na każdym
kroku.
Jest to bohater
narodowy o trudnej do przecenienia
randze społecznej i politycznej.
Pojawiła
się ta postać w gazetach,
książkach,
obrazach.
Kioski pełne są bibelotów
z podobizną
bohatera.
Odżyly stare podania.
Japońskie
poszukiwania
już
obrosły legendą.
M iasto coraz to obiegały
inne sensacje na temat tych
penetracji.
Jedne optymistyczne,
przepowiadające
rychłe odkrycie
mogiły
i ogromnych bogactw w niej ukrytych, które uratują Mongolię z kryzysu oraz
pesymistyczne,
że grobu nikt nie znajdzie.
Ujawniają
się coraz to nowi
jasnowidze
przepowiadający,
gdzie mogiła się znajduje
i w jakiej pozycji
pochowany jest bohater.
S" też pogłoski, że ekspedycja ma naprawdę inne cele, że Japończycy
dysponuj,!c aparaturą,
która daje im wgląd w głąb ziemi - chcą spenetrować
bogactwa naturalne
Mongolii, by je wykorzystać
dla swoich celów.

* * *
Społeczności
przeżywające
okres posttotalitarny
l zegnające
się z ciężką
i wieloletni,! sowiecb/ dominacją wchodzą w etap identycznych prawie sytuacji
egzystencjalnych,
a te rod Z,! prawie identyczne sensacje polityczne czy opowieści o obcych. W oparciu a materiał polski i mongolski,
jaki posiadam,
dałoby się już teraz sporo na tcn temat powiedzieć.
Chcę dać tylko jeden
przyklad. Stwierdziłem,
że prawie identyczne
pogłoski w Polsce i Mongołii

150
krążyły na temat obecności wojsk sowieckich w tych krajach. W Polsce nasiliły
się one, od kiedy władza przeszła w ręce "Solidarności". Wówczas to w wielu
polskich miejscowościach zaczęły kontestować grupy zorganizowanej młodzieży (głównie z organizacji WIP i KPN) przy koszarach wojsk radzieckich.
Naczelnymi hasłami tych grup było żądanie natychmiastowego opuszczenia
Polski przez Rosjan. Młodzież w swoich ulotkach zestawiała katalogi "przewinień" radzieckich. Telewizja i prasa, przeprowadzające wywiady z kontestującą
młodzieżą, nagłaśniały je. A były to zarzuty ekologiczne o zatruciach i skażeniach, o napadach rabunkowych (szczególnie na taksówkarzy), o gwałtach na
Polkach (których miało być ponad sto), o handlu bronią (automat Kałasznikowa - pięć milionów, pistolet Makarowa - trzy miliony), o demoralizacji
i dezercji itd. Zarzucano władzom polskim, że tuszują te fakty, ponieważ ani
razu nie odbył się publiczny proces, a winowajcy - jak się przypuszczało chodzą bezkarni.
Plotka czy sensacja polityczna jest niesłychanie ulotnym zjawiskiem. Jest
po prostu żywą reakcją i momentalną odpowiedzią na określone zagrożenia
(obojętne - prawdziwe czy wydumane). Razem z ich przezwyciężaniem,
sensacje mogą całkowicie ustępować. I tylko folklorysta trzymajc!cy rękę na
pulsie życia społecznego przez dłuższy czas, będzie rejestrował najbardziej
"właściwy" materiał. Moje jednorazowe badania przynoszą natomiast materiał
dwojakiego rodzaju: a więc i ten najbardziej żywy i aktualny, ale też
i komunikaty, które utraciły swą aktualność, a zostały jakby wymuszone
moimi pytaniami. Trudno nieraz dla takich wątków ustalić czas ich rozkwitu.
Dla kontekstualistów zaś byłaby to sprawa zasadnicza.

Dionizjusz Czubala
MODERN TALES ABOUT STRANGERS. A FIELD STUDY IN MONGOLIA
(Summary)
The article discusses research on modern folktales and their terminology. The author claims
that such terms as folktale, gossip, rumour and legend are synonymous.
Modern Mongolian legends, published in the article, were collected from Mongols residing
in Poland and Mongolia. They are mainly anti-Russian and anti-Chinese legends. According to the
author, there is a similarity between tales about strangers in post-totalitarian countries, dominated
for a long time by the Soviet Union.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.