-
extracted text
-
S
T
U
D
I
A
I
M
A
T
E
R
I
A
Ł
Y
„Etnografia Polska", t. X V , z. 2
ANTONI KUCZYŃSKI
WKŁAD POLSKICH PODRÓŻNIKÓW DO HISTORII ETNOGRAFII.
„PAMIĘTNIK" FAUSTYNA CIECIERSKIEGO JAKO
ŹRÓDŁO ETNOGRAFICZNE X V I I I WIEKU
WSTĘP
Polskie pamiętnikarstwo syberyjskie X V I I I stulecia zamyka Pamię
tnik xiedza Ciecierskiego przeora Dominikanów
wileńskich
zawierający
jego i towarzyszów jego przygody doznane na Sybirze w latach 1797-1801,
wydany we Lwowie 1865 r. Materiały etnograficzne zawarte w Pamię
tniku udostępniane są po raz pierwszy w całości, a ze względu na czas
i przestrzeń, z których one pochodzą, zasługują na uwagę w dziejach pol
skich badań nad kulturą ludów mieszkających poza granicami Europy.
Biografia Faustyna Ciecierskiego nie jest dobrze znana. Wiadomo, że
pochodził on z rodziny szlacheckiej osiadłej na terenie Warmii. Urodził
się w 1760 г., a mając lat 17 wstąpił do zakonu dominikanów w Wilnie,
w którym zdobył gruntowne wykształcenie z zakresu filozofii i teologii,
zakończone uzyskaniem tytułu doktora. W późniejszych latach — dokład
nie nie wiadomo kiedy — przyznano mu tytuł członka Uniwersytetu Lip
skiego. O pierwszych pracach F. Ciecierskiego na rzecz zakonu dowiadu
jemy się z dokumentu zatytułowanego Obligationes perpetuae z 1790 r.
Następnie wykładał teologię i filozofię w dominikańskiej szkole w Róża
nym Stoku na Litwie oraz logikę w klasztorze zakonu Św. Ducha w W i l
nie, zajmując się jednocześnie działalnością administracyjną na rzecz
klasztorów z terenu Litwy. Pedantyczny w wykonywaniu obowiązków
mnich mianowany został wkrótce przeorem, a 29 stycznia 1793 r. wybrano
go sekretarzem Konwentu.
1
Wypełniając obowiązki zakonne, F. Ciecierski był czynnym działaczem
—patriotą, a pod pozorem interesów klasztornych wyjeżdżał często z agi1
A. M i l l e r , Pierwsza porozbiorowa
cierskiego przeora dominikanów
wileńskich
konspiracja litewska. Spisek ks.
(1796-1797), K r a k ó w 1936, s. 147.
Cie
202
ANTONI
KUCZYŃSKI
tacją patriotyczną do Mińska jako członek spisku przygotowującego insu
rekcję wileńską Jakuba Jasińskiego (1759-1794). W okresie powstania
kościuszkowskiego (1794) utrzymywał kontakt z powstańcami grodzień
skimi i był wtajemniczony w sprawy komitetów powstańczych. Działal
ność patriotyczna zaprowadziła dominikańskiego mnicha na ławę sądo
wą, a fakt ten poruszył całe ówczesne postępowe środowisko wileńskie.
Po wstępnym dochodzeniu przeprowadzonym w Wilnie przewieziono F.
Ciecierskiego do Pietiersburga, gdzie 2 grudnia 1797 r. skazano go na tor
tury i zesłanie do katorgi, z której wrócił dopiero w 1802 r.
Po powrocie z Syberii pełnił ponownie szereg funkcji zakonnych — był
przeorem zakonu w Zabiałach na Litwie, później natomiast w Różanym
Stoku. Wreszcie w 1817 r. brać zakonna powołała go na najwyższe stano
wisko Prowincjała Prowincji Litewskiej, które sprawował do 1824 r. Osta
tnie lata życia spędził F. Ciecierski jako wizytator klasztorów dominikań
skich, mieszkając stale w Proporcach na Litwie, gdzie zmarł w 1832 r.
Polityczno-społeczną, pedagogiczną oraz zakonną działalność F. Ciecier
skiego poznać można z trzech jego prac , wielu listów, odezw i krótkich
notatek rozproszonych po różnych księgach klasztorów dominikańskich.
Wizytując klasztory podróżował były katorżnik dość dużo po Litwie i Bia
łorusi. Podczas tych podróży miał możność zapoznać się z nędzą oraz
ciemnotą ówczesnej wsi. Nie szczędził surowych uwag pod adresem za
konników i duchowieństwa, piętnował łapownictwo urzędników moskiew
skich. Szczególnie interesowały go dzieła sztuki oraz zabytki historyczne.
Wszędzie tam, gdzie tylko nadarzała się k u temu okazja, pisał o historycz
nych zabytkach przeszłości, czynił uwagi o folklorze, etnografii i numiz
matyce. Zarówno w Dziennuiku wizytatora., jak i w Kronice podkreślał
destruktywną rolę gospodarki carskiej na zagrabionych Polsce terenach.
Z żalem pisał o niszczeniu zabytków. Oglądając zamek w Trokach czynił
uwagę o wspaniałym fresku przedstawiającym epizod z czasów księcia
Witolda, rozpaczał z powodu niszczenia śladów mostu prowadzącego na
wyspę do tego zamku, gotyckich kościołów oraz klasztoru zakonu Jezui
tów w Połocku.
2
3
Z notatek F. Ciecierskiego dotyczących ruchu filareckiego wynika, że
2
J . Jasiński od roku 1793 uczestniczył w przygotowaniach powstania kościusz
kowskiego na Litwie; po jego wybuchu, opierając się na sprzysiężeniu cywilno-wojskowym rozbił w nocy z 23/24 kwietnia 1794 garnizon rosyjski w Wilnie roz
poczynając powstanie na Litwie.
Pamiętnik
xiedza Ciecierskiego
przeora Dominikanów
wileńskich,
zawiera
jący jego i towarzyszów
jego przygody, doznane na Sybirze w latach. 1797-1801,
L w ó w 1865; F . C i e c i e r s k i , Dziennik wizytatora, „Archeologiczny Zbiór Doku
m e n t ó w Dotyczących Istnienia Rusi", t. 14: 1905; t e n ż e , Kronika liteiüska, rkps
— bez numeru w Archiwum Uniwersytetu S. Batorego w Wilnie. Cyt. za M i l l e
r e m , ofp. cit., s. 155.
3
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
203
nie rozumiał on w dostateczny sposób programu walki narodowowyzwo
leńczej tego postępowego grona młodzieży wileńskiej. Stary już, zmęczony
fizycznie oraz złamany na duchu, nie może były katorżnik wskrzesić w
swym sercu ideałów młodości. Wątpi w celowość prowadzonej walki. Obcy
jest powstaniu listopadowemu (1830-1831), które rozgrywało się na jego
oczach. Jest świadkiem tych tragicznych i wzniosłych dziejów swego na
rodu, a rozwój wypadków politycznych dezorientuje całkowicie zakonnika,
który przede wszystkim ubolewa nad wielkimi szkodami gospodarczymi
spowodowanymi powstaniem. W jego Dzienniku wizytatora dużo jest cie
kawych informacji o ruchach wojsk powstańczych, ofiarach powstania,
jego przywódcach działających na Litwie oraz o oddziale Emilii Plater
(1806-1831).
Dzieje swej czteroletniej katorgi przedstawił F. Ciecierski w Pamiętni
ku, książce posiadającej dużą wartość przede wszystkim dla badacza his
torii polskiej martyrologii syberyjskiej. Autor opisał drogę na Syberię,
pobyt w Okręgu Nerczyńskim oraz przeżycia osobiste i swoich współtowa
rzyszy. Po pobieżnym opisie Guberni Irkuckiej następuje szczegółowy
opis Okręgu Nerczyńskiego — tamtejszej ludności, miast, fabryk i kopalń.
Nie brak również w Pamiętniku wiadomości geograficznych i etnograficz
nych.
Rękopis Pamiętnika odnalazł August Bielowski, który w przedmowie
poprzedzającej jego edycję wyjaśnia, w jakich okolicznościach został on
odkryty.
4
„Bezpośrednio po przygodach K o p c i a , w jego tak zwanym Dzienniku
podróży
skreślonych — pisze A. Bielowski —• należy się miejsce temu oto
Pamiętnikowi,
który tu ogłaszamy. Obejmuje on przygody od roku 1797-1801 przez autora jego
doznane, a skreślone przed blisko pięćdziesięcią już laty, mianowicie roku 1806.
Ponieważ zaś tak o Pamiętniku
tym jak i o autorze jego nigdzie dotąd żadnej
wzmianki czytać mi się nie zdarzyło, ogłaszając go tedy po raz pierwszy, winienem
podać tak o jednym, jako i drugim bliższą wiadomość.
Rękopism jego dostał mi się przypadkowo; natrafiłem go przed parą laty
u antykwarza lwowskiego, który m i ę rzadkiemi niektóremi xiążkami po zmarłym
niedawno tutejszym komorniku, a znanym miłośniku ksiąg częstował. Jest ten r ę
kopism dość świeżym, nie dawniej jak przed kilkunastu laty zrobionym odpisem
z jakiegoś dawniejszego oryginału, może nawet z autografu. Nie ma żadnego tytu
łu, żadnego wstępu, a jakby się zdawało ni końca; prócz tego znajduje się we
środku luka z kilku kart białych, jakby dla późniejszego uzupełnienia textu zo
stawionych. Pismo acz wprawnej ręki, jest jednak drobne i bardzo nieczytelne,
4
Odnosi się to do pamiętnika Dziennik podróży
Józefa
Kopcia przez cala
wzdłuż
Azyą, lotem (lądem) do portu Ochotska Oceanem przez Wyspy
Kurylskie
do niższej Kamczatki i stamtąd
na powrót
do tegoż portu na psach i jeleniach,
Wrocław 1837. Dziennik ten doczekał się szeregu w z n o w i e ń w X I X stuleciu. Do
kładniej o nim zob.: A. K u c z y ń s k i , Wkład polskich podróżników
do historii
etnografii. Relacje Józefa
Kopcia o ludach Syberii, „Etnografia Polska", t. 13:
1969 z. 1.
204
ANTONI
KUCZYŃSKI
do czego przyczynia się jeszcze bladość czernidła. Wszystko to utrudniło
i zwlokło należyte w nim rozpatrzenie się" (s. V I - V I I ) .
niemało
5
W przygotowaniu Pamiętnika
do druku dopomógł A. Bielowskiemu
lwowski literat Lucjan Tatomir, który
„... zajął się starannem odczytaniem rękopisu, a po sporządzeniu osobnej do
druku kopii porobił w niej niejakie odmiany, które istoty rzeczy nie nadwerężając,
wydały się mu dogodniejszemi dla czytających. Mianowicie opowiadanie, które
w części pierwszej mego rękopisu jest prawie ciągłe, a w drugiej liczy tylko roz
działów X I I , podzielił na rozdziały nierówne, liczniejsze i takowe stosownymi nadpisami opatrzył. Gdzieniegdzie też rzecz zanadto rozwlekle opowiedzianą skrócił"
(s. V I I I ) .
6
Czytając Pamiętnik ma się przed oczami wiele rejonów Syberii z peł
nym obrazem jej ówczesnego życia. Szlak zesłańczy F. Ciecierskiego wiódł
z Wilna do Petersburga, potem przez Nowogród, Twer, Moskwę do Niżne
go Nowogrodu, następnie rzeką Wołgą do Kazania i dalej etapami starym
traktem syberyjskim przez Tobolsk, Tomsk do Irkucka. Dalsza podróż
prowadziła przez zamarznięty Bajkał do Wierchnieudinska, skąd wkrótce
powędrował autor Pamiętnika dalej w kierunku wschodnim, mijając po
drodze Buriatów i Ewenków. Po przebyciu około 500 wiorst (wiorsta =
1066,8 m, t j . około 834 km) dotarł F. Ciecierski do Nerczyńska, a jadąc
dalej na południowy wschód przybył do Górnej Kantory — maleńkiej
osady górniczej w Daurii, w której przebywał przez większą część katorgi,
pracując w wytwórni świec. Tu z dala od ojczyzny zjednał sobie nasz ro
dak wielu przyjaciół spośród katorżników, a jako osobie wykształconej
powierzono mu później obowiązki nauczyciela w domach miejscowych
wyższych urzędników.
Podczas pobytu na zesłaniu patrzy F. Ciecierski z wielką uwagą na
otaczające go środowisko, skwapliwie przypatruje się wszystkiemu i wszy
stkim, a ważną cechą jego narracji jest umiejętność operowania realistycz
nym szczegółem. Dzięki temu tekst Pamiętnika zyskał na wartości, a sze
reg relacji daje złudzenie fotograficznego niemal odtworzenia zdarzeń
przeżytych na zesłaniu. Raz po raz wypełniają tekst spotkani przez auto5
W celu uniknięcia dużej ilości przypisów strony, z których pochodzi cyto
wany tekst, podano w nawiasach po zakończeniu cytatu.
Pamiętnik
ukazał się we Lwowie w roku 1865 nakładem Alexandra Vogla
w drukarni Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Drukowano go jako dodatek do
wychodzącego we Lwowie „Tygodnika Naukowego", nr 17-38: 1865. W zbiorach
rękopiśmiennych Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu
znajduje się odnaleziony we Lwowie przez Augusta Bielowskiego rękopis
Pamięt
nika. Sygn. rkps. nr 2030/1, mikrofilm 11.846. Rękopis pochodzi z roku 1806 i nosi
tytuł: F . C i e c i e r s k i , Opis Syberii. Stan manuskryptu jest bardzo dobry, czy
telność słaba, zapis atramentowy — czarny. Oprawny w płótno, f°, stron 64 i 180.
Treść rękopisu zgodna z tekstem drukowanym, jedynie układ tytułów inny, częścio
wo wprowadzony przez w y d a w c ę .
6
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
205
ra ludzie, czasem czyni on dygresje na marginesie zaobserwowanych zja
wisk bądź zdarzeń, dzięki czemu pamiętnikarski zapis nabiera plastyki
i atrakcyjności. A oto przytoczony przez F. Ciecierskiego opis kopalń r u
dy srebra:
„Stałem niewzruszony nie mogąc objąć tych dziwów natury, wszystko mnie
porywało; wewnętrzna postać ziemi ma coś jeszcze osobliwszego niż jej powierzch
nia. Poszedłem do żyły. T a jakby jakie koryto rzeki wykręca się w różne strony,
za którą śledzą górniki, raz węziej, drugi raz szerzej, to się w górę podnosi, to
w dół idzie, to przez twardy rżnie się kamień, to kruchem idzie łożem, to rozsy
puje s w ą metaliczną własność po stronach, to sama tylko, nie udzielając kamie
niowi nijakich śladów, rżnie się w znaczną głębię... Na samym dole idą ganki dla
Przechodu z jednej w drugą górę, od jednej do drugiej żyły. Po bokach są wyro
bione z ziemi izby, które dworami górnicy zowią. Były one niegdyś napełnione
rudą srebrną. Temiż gankami spływa woda sącząca się z rozlicznych miejsc i wy
sokości, czynią te strumyki formalną rzekę, która sztolnię w pewnej wysokości
wyprowadza, płynąc wypuszcza się na powierzchnię góry przy samej onejże pod
stawie. Tu i ówdzie stawy wodne, których głębokość niewiadoma, te pompami
chcą oczyścić, aby gdy wody ubędzie, górnicy wgłębiając się w dół dobywać mogli
rudy. Lecz ile moją imaginację zabawiała postać góry, tyle wzrok i słuch rażone
były najokropniejszymi przedmiotami. Po dwóch nagich ludzi siedziało po kątach
z żelazem i młotkiem, drylowało dziury w kamieniu; ten to łoskot raził zupełnie
słuch osobliwie stojącego w odległości, gdzie się zbierać musiały wszystkie głosy;
słabe światełko dwóch świec przyświecało roboczym ludziom, oni sami byli czarni,
bez odzienia i obuwia.
Przy samej żyle odbijało kilku, odwoziło kilku, odgrabiało kilku lub kilku
nastu; pisk taczek, łańcuchów łoskot rozchodził się po zakątkach wyrobionych
z przerażającym jękiem. Świeczki' ich słabo błyszczały ... Jęk podobny zgrzytaniu
z ę b ó w wychodził od drylowania kamieni; smutna postać i pochmurna zmordowa
nego robotnika pokazywała, że to plac nędzy i utrapienia. Samo powietrze duch
tamowało —• sparzeliny z wód tam stojących, pary z m e t a l ó w i arszenników, od
dechy pracujących, najsłabsza komunikacja z atmosferycznym powietrzem czyniły
tamtą atmosferę nieznośną. W tem drży góra, podstawa się trzęsie, szum rozchodzi
się po sztolni, świst idzie przez różne zakręty, powietrze mnie nagle uderza, stoję
jak osłupiały czekając rychło li pogrzebion będę w rozwalinach tak ogromnej g ó
ry. Cóż to jest? — Rozrywają prochem kamień.
Pobiegłem na miejsce wystrzału, dym mnie okurzył całego, świeca mi zgasła.
J a m stać musiał na miejscu, póki nie przyszedł człek i świecy mi nie zapalił. Wiel
kość wyrwanych kamieni nie była znaczna, kilka o d ł a m k ó w leżało przy miejscu,
inne nieco dalej odniesione były. Gotowano już drugi wystrzał, a ja ciekawy by
łem poznać, jak się to dzieje. Ostro zakończonem zębem żelaznym drylują skałę
pobijając młotkiem, dziurę wydrążają do kilku calów, szerokości palca wielkiego.
Wielkość tej dziury być powinna taka, iżby ósmą część funta zajęła prochu razem
z ułamkami kamienia, którym zabijają otwór dziury wstawiwszy zapałkę. Takowa
zapałka zapala się, a gdy dojdzie prochu ogień, rwie otaczającą go skałę i wali się
jakaś część onej. Takie tedy zapały dzieją się bezustannie, niezmierna moc prochu
wychodzi, a ta podziemna kanonada daje się słyszeć aż na powierzchni ziemi"
<s. 194-196) .
7
7
Jest to pierwszy w naszej literaturze opis syberyjskich kopalń rud, w k t ó -
206
ANTONI
KUCZYŃSKI
Pamiętnik obfituje w bogate realia, świadczące o dużym zmyśle obser
wacji autora. Spotykamy w nim szereg postaci ukazanych w różnorodnych
sytuacjach. Poczet to liczny i ciekawy, począwszy od osób dla autora naj
ważniejszych, t j . wileńskich przyjaciół, którzy wędrowali z nim na w y
gnanie, następnie zaś ukazujący carskich urzędników, oficerów, prostych
żołnierzy oraz tubylców. F. Ciecierski ukazuje tych ludzi w różnorodnych
sytuacjach, w rozmowach i działaniu, a dzięki takiej metodzie opisu po
znajemy wielu z nich, raz przyjaźnie ustosunkowanych do Polaków, k t ó
rych zesłańcze losy zapędziły na Sybir, następnie zaś jako bezwzględnych
urzędników, którzy zmuszeni byli podporządkować się carskiej admini
stracji. Wiele postaci ukazuje się tylko w jednym epizodzie, inne w kilku
następnych scenkach, aby potem zniknąć z pola widzenia pamiętnikarza.
Kończąc uwagi wstępne podkreślić należy za A. Bielowskim, że Pamię
tnik F. Ciecierskiego
„... wypełnia ciekawą przerwę, jaka się dotąd w historyi polskich na Sybirze
w i ę ź n i ó w znajdowała i zajmuje jedno ze znakomitszych miejsc między tego ro
dzaju pismami. Kiedy bowiem w pamiętnikach, któreśmy w y ż e j wymieniali [od
nosi się to do wspomnień K . Lubicz-Chojeckiego i J . Kopcia — A. K . ] , w i ę ź n i o
wie na zsyłki zwyczajne w Sybir skazani malują nam Sybir zewnętrzny; Ciecier
ski skazany z towarzyszami do kopalń, maluje Sybir podziemny ze wszystkimi n a j
rozmaitszych okrucieństw przyrządami. Zwykle też pamiętnikarze owi, jak Choj e c k i , K o p e ć , zajmują się głównie własnemi tylko przygodami; przeciwnie C i e
cierski założył sobie skreślić przygody nie tylko swoje i towarzyszy tych, którzy
z nim razem byli zesłani, ale oraz przygody i tych rodaków, a nawet obcych, co
w jakiej bądź sprawie na Sybir skazani podobnemuż losowi ulegli. Daje też do
kładniejszy niż jego poprzednicy opis rozmaitych ludów sybirskich, ich sposobu
życia, religii i obyczajów tak, iż się zdaje jakobyśmy sami na ludy te patrzyli.
Pisał Ciecierski, jak powiada »dla siebie«, »dla własnej pamięci«. Nie w i d a ć
też tak dalece po sposobie pisania jego, iżby oddawał się z powołania autorstwu.
Opowiada też bez żadnej pretensji prosto i naturalnie, co widział i czego bądź sam,
bądź towarzysze jego doświadczyli. Z tym wszystkim silne wrażenia, jakich do
znawał, podnoszą niekiedy jego pióro do artystostwa, czynią go niekiedy wielce
wymownym, a opisy jego nadzwyczaj zajmującymi ... Zapominamy tu na chwilę
o prostym pamiętnikarzu, a zdaje się nam, że mamy przed sobą natchnionego
artystę z rodzaju Dantego. Nie umie atoli autor utrzymać się wszędzie w jednakiej
8
9
rych pracowało wielu Polaków przebywających na zesłaniu w epoce państwa
carów.
Odnosi się to do pamiętnika Karola Lubicz-C h o j e c k i e g o wziętego do nie
woli rosyjskiej w okresie konfederacji barskiej. Po powrocie z zesłania opubli
kował on wspomnienia, które ukazały się trzykrotnie, każde wydanie pod innym
tytułem. Oto one: Pamięć dziel polskich i niepomyślny
sukces Polaków
przez uro
dzonego Karola Lubicz-Chojeckiego,
Warszawa 1789; Polak konfederat przez Mo
skwę na Syberyę
zaprowadzony. Razem wiadomość
o buncie Puhaczewa, 1790 (bez
miejsca wydania); Niewola Karola Lubicz-Chojeckiego
1768-1776, [w:] Sybir. Pa
miętniki Polaków z pobytu na Sybirze, Chełmno 1864, t. 1.
Zobacz przypis 4.
8
9
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
207
CIECIERSKIEGO
wysokości, do czego przyczynia się jeszcze brak dokładnego, naprzód obmyślonego
planu i ścisłego pojedynczych obrazów odgraniczenia; stąd opowiadania jego są ku
końcowi coraz słabsze" ( X - X I ) .
Wspomniane powyżej najważniejsze cechy zapisu stosowane przez F.
Ciecierskiego są tylko skrótowym rekonesansem po treści Pamiętnika,
w
którym interesujący materiał znajdzie nie tylko etnograf, lecz również ge
ograf i historyk, jeśli zaciekawią ich dzieje Polaków na Syberii, panujący
na jej obszarze układ stosunków polityczno-społecznych oraz stan ówczes
nej wiedzy geograficznej o tych obszarach, które przez okres rządów Rosji
carskiej często zasiedlane były przez Polaków. Brak miejsca nie pozwala
na dokładniejsze omówienie tych wszystkich danych z zakresu historii
i geografii, hydrografii, geologii, meteorologii, fauny i flory, których war
tość powinna być oceniona przez specjalistów, podobnie jak relacje o k u l
turze ludów Syberii zawarte w pamiętnikach polskich autorów oceniane
są przez etnografów.
*
Już w początkowym okresie zesłańczej tułaczki, jeszcze w europejskiej
części Rosji, zetknął się F. Ciecierski z Maryjcami (Czeremisami) , ludem
wchodzącym w skład finno-ugryjskiej grupy językowej, który między so
bą określa się etnonimem.
10
11
„... Mary to jest człowiek, tak jak C z u w a s z ó w
nazywają Kourk Mari, czyli
lud górny. Czyli oni od Finlandczyków pochodzą lub nie — ja tego twierdzić nie
umiem. Mają swój osobliwy język, z którego słów kilka, porównując innych na
rodów języki, później przytoczę, jeśli mnie Bóg czasu dozwoli. Niegdyś ten naród
przechodne, czyli pasterskie, prowadził życie, dziś zaprząta się gospodarstwem
i uprawą roli.
Nie mają oni ani czynności ruskiego włościanina, ani jego przemysłu, ale to
nie pochodzi z naturalnej jakiejś opieszałości lub charakteru narodowego, lecz
z uciemiężenia, jakiemu podlegali przodkowie dzisiejszych Czeremisów, i ze
wzgardy, z jaką ich przyjmują dzisiejsi rosyjscy urzędnicy. Biedny lud na widok
żołnierza ucieka i chroni się zwyczajem lękliwych owiec, a nasze feldjegery
i duszę z nich prawie wyganiali. Jakże może ten człek mieć przemysł i ochotę,
który i cienia swego się lęka. Imiona mężczyzn pospolite bywają: Lengul, Kispelat, Erbaldi, Ilmet etc. Imiona kobiet: Pidelet, Astan, Nasuka etc: w z i ę t y c h imion
12
1 0
W artykule podano przyjęte dziś nazwy ludów, a etnonimy zawarte w Pa
miętniku umieszczono w nawiasach.
Maryjcy określają się etnonimem „Mari", „Marij", „Mar" — tj. „człowiek",
„mężczyzna", „mąż". Dzielą się na trzy grupy: górną zwaną przez nich „Kuryk
marij", wschodnią — „Upo marij" oraz leśno-łąkową — „Ołyk marij" lub „Kozła
marij". Szczegółowiej o tym zob.: Finno-ugorskie
i samodijskie jazyki, [w:] Jazyki narodów
SSSR, t. 3, pod red. W. W. Winogradowa, Leningrad 1966, s. 221;
Narody ewropiejskoj czasti SSSR, t. 2, pod red. B. N. Bieliciera, N. I. Worobiewa,
L . N. Tierientiewej, N. N. Czeboksarowa i N. N. Szliginiej, Moskwa 1964, s. 510.
W języku rosyjskim goniec, kurier — tutaj w znaczeniu konwojent.
1 1
1 2
208
ANTONI
KUCZYŃSKI
na chrzcie pamiętać nie mogą. Żony sobie kupują i mają ich tyle, ile w y ż y w i ć
mogą. Żona pospolicie kosztuje rubli sr. trzydzieści aż do sta. Posagi z żonami bio
rą w bydle i koniach. W domu, gdzie się wesele odprawuje, modli się najprzód
kart, czyli ksiądz Czeremisów, następuje uczta, tańce. Muzyka składa się z bała
łajek (jest to rodzaj gitary o dwu strunach). Zdejmują ubiór dziewicy z panny
młodej, ubierając według zwyczaju mężatek; wyprowadza ją swat do łaźni i grozi
pletnią, aby ją małżonek znalazł w tym stanie, w jakim być powinna dziewica.
Nazajutrz swat przychodzi ze swachami i powtarza swe groźby, lecz nauczone róż
nymi przykładami Czeremiski umieją uchodzić za dziewice, nawet gdyby przeciw
ny krok panieństwu swemu uczyniły. Umarłych swych grzebią w ubiorze najlep
szym. W pasie jego zawiązują kilka kopiejek lub do kieszeni kładą. K i j przy nim
zostawują dla odpędzania psów. Po zakopaniu umarłego przyjaciele nastawiają
świeczek tyle, ile wspomnieć chcą swych przyjaciół umarłych. Jedzą potem pierogi
przy zapalonych woskowych świecach, trzy kawałki zostawują dla umarłego, od
chodzą do domu i myją się przy odmianie sukien.
Trzy razy obchodzą pamiątkę umarłych, w trzecim idą na pogrobowiszcze, je
dzą pierogi, trzy kawałki zostawują dla umarłych i powracają. Siódmego dnia
zbierają się w domu zmarłego, zapalają świece, jedzą pieczyste i posyłają do grobowiszcza, czterdziestego dnia toż samo czynią, co i siódmego. Czeremisy utrzy
mują nieśmiertelność duszy, z tej to przyczyny kładą przy umarłym rzeczy, pie
niądze i jadło, bo sądzą, że następne życie jest tylko dokończeniem, czyli ciągiem
dalszym teraźniejszego.
Co się tyczy czci Bogu oddającej się, w tem ślepo idą za przepisami swych
m u s z a n ó w , czyli księży. C i im wykładają sny, przepowiadają, przyszłość wróżą
o dobrem powodzeniu; przy każdej wiosce, czyli raczej przy liczbie wiosek, jest
kart, czyli proboszcz, wybrany z towarzystwa, wiekiem i niewinnością obyczajów
odznaczający się.
Jurna jest u nich nazwisko Boka. Jumon A w a jest żona jego, a matka bogów.
Wierzą w liczbę bogów dobroczynnych, którym świata rząd zdany. Tych być mia
nują familją Boga. Liczba bożków jest u nich nie jednostajną ... Pospolicie w nie
szczęściach udają się mężczyźni do b o g ó w — białogłowy do bogiń. Satan albo
Saitan jest bożkiem nieszczęść, tyle się go boją, że nawet imienia jego nie śmieją
wyrażać, mieszkanie mu dają w wodach. Najwięcej się boją bożka Kudorsza, czyli
bożka piorunów, którego przedstawiają w rodzaju pupki ubranej w męskie suknie.
Tę poczwarkę stawią w w ę g l e domu, stawią przed nią potrawy i obrazić ją boją
się. W keremet, czyli w miejsce poświęcone bogom, zgromadzają się familją całe
wioski. Dęby największe są poświęcone dla Jumy, inne innym bożkom. Do keremetu niewiasty nie wchodzą nigdy — mężczyźni tylko obmyci i odziani dobrze,
a nawet zawsze z sobą biorą kilka kopiejek w te swoje święte miejsce wchodząc.
Czwartek jest dniem ś w i ę t y m dla nich. Uroczystość największa u Czeremisów
jest Jumon Bajram, czyli uroczystość na cześć familji bogów. Z samego
s ł o w a Bajram oraz ze zwyczaju płukania się przed dniem ś w i ę t y m pokazuje
się, że Czeremisy mają spólnictwo z Tatarami. Ten Bajram czasem ledwie w pięć
lat obchodzony bywa, wedle sposobności towarzystwa, które go obchodzić zamyśla.
Dla najstarszego z bogów ofiarują konia, dla żony jego krowę, dla bożąt reszty
ptactwo, owce i co mogą. Zapalają świec siedem, przed którymi stoi siedem ofiar ników; zacząwszy od pierwszego czynią się modły, lud stoi z odkrytą głową, na
chyla s i ę aż do ziemi i odpowiada: Amin. Ofiarują głowę, serce i wnętrze, podno
sząc w górę, kładą to wszystko na półmisek i modlą się — rozdzielają potem ofiarę
przytomnym, którzy oną z uczciwością jedzą, kości zaś w ogniu palą.
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
209
CIECIERSKIEGO
Każda wioska odprawuje święto wiosny. Gospodarze zbierają się na polu, przy
nosząc z sobą jadła i napoje. Kart, czyli ksiądz, modli się i ofiaruje, potem spoinie
jedząc, czynią igrzyska zabawne. Również po żniwach podobne święto odprawują.
Gospodarz wymywszy się w łaźni, bierze po cząstce zboża zebranego, pieróg upie
czony z nowej mąki oraz trunki różne wynasza na dwór, obraca ku słońcu, dzię
kuje bogom za błogosławieństwo, którem go obdarzyli, potem częstuje swych przy
jaciół.
Mimo srogiego przykazu i przemocy, którą Czeremisów zmuszać chciano do
przyjęcia wiary chrześcijańskiej, znajduje się atoli wiele bałwochwalców, albo r a
czej m ó w i ą c M a h o m e t a n ó w bałwochwalskich, i owszem sami ci, co przyjęli wiarę
grecko-rosyjską, nie porzucają swych zabobonów i z w y c z a j ó w ojców swoich. Teraz
ci pośledni ni to są chrześcijanie, ni poganie, gruba niewiadomość panuje między
nimi. Chlubią się atoli, że wierzą w Chrystusa, choć najmniejszego pojęcia o re
ligii nie mają" (s. 42-46).
Nawiązując do treści przytoczonej powyżej relacji wyjaśnić należy już
na wstępie, że podstawą gospodarki tego ludu było prymitywne rolnictwo.
Pozyskiwanie ziemi pod uprawę odbywało się systemem żarowym, który
praktykowany był przez ludność ubogą. Większe obszary ziemi uprawnej
były w rękach ludności bogatszej, a z chwilą rozwoju kolonizacji rosyj
skiej stały się one własnością Rosjan. Najprostszym narzędziem do uprawy
była motyka, większe natomiast niwy orano prymitywnym radłem lub so
chą. Najpospolitszymi roślinami uprawnymi z gatunku zbożowych były
jęczmień, pszenica, żyto oraz gryka. Pod wpływem kolonizacji rosyjskiej
rozpowszechniła się w tutejszym rolnictwie trójpolówka. W warunkach
dominacji uprawy roli w gospodarce Maryjców wykształciły się liczne
obrzędy agrarne, o których niezbyt szczegółowo informuje autor Pamię
tnika. Wyjaśnić zatem należy, że główne święta związane z kultem agrar
nym łączyły się u nich z pewnymi datami kalendarza rolniczego — po
dobnie jak u Czuwaszów, Umdurtów, Mordwinów, Osetyńców i innych .
Do świąt tych zaliczyć należy: kugecze (wielki dzień), połączony później
z chrześcijańską Wielkanocą; aga-pariam (święto sochy) obchodzone około
9 maja (wg starego kalendarza); siurem — święto trwające tydzień w ok
resie letniego zrównania dnia z nocą. Święta te czczone były przez lud
ność całej wsi, albo nawet przez kilka wsi spokrewnionych ze sobą. Prze
wodzili im specjalni kapłani z wyboru, zazwyczaj sędziwi mieszkańcy wsi.
Podczas uroczystości składano w ofierze bydło, które kupowano specjalnie
za zebrane w całej społeczności pieniądze. Ofiary przeznaczone były bogom
i boginiom panteonu maryjskiego, w którym specjalnych bóstw-opiekunów
rolnictwa prawdopodobnie nie było. Miejscem, w którym spełniano tego
rodzaju obrzędy, był specjalny święty zagajnik .
13
14
1 3
S. A. T о к a r i e w, Pierwotne
s. 347.
1 4
T o k a r i e w , I.e.
14 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X V
z. 2
formy
religii
i ich
rozwój,
Warszawa
1969,
210
ANTONI
KUCZYŃSKI
Ryc. 1. Jurta E w e n k ó w zabajkalskich pokryta wojłokiem
Narody Sibiři,
s. 718, r y c . 4
Na uwagę etnografa zasługują również wspomniane przez F. Ciecier
skiego maryjskie obrządki zaduszne, odprawiane w sposób uderzająco po
dobny do tzw. „dziadów" u Ukraińców, Białorusinów, Rosjan, Bułgarów,
Serbów oraz u ludów Powołża — Wotiaków, Mordwinów, Czuwaszów.
W obrzędach tych zapraszają Maryjcy zmarłych przodków na poczęstunek
i zwracają się do nich z prośbą o wzięcie udziału w stypie oraz o otocze
nie opieką gospodarstwa rodziny, o ochronę bydła, urodzaj i dobrobyt .
Zajmijmy się jeszcze pokrótce zwyczajami i obrzędami, które towa
rzyszą u Maryjców grzebaniu zmarłego. Na podstawie zawartych w l i
teraturze etnograficznej opisów stwierdzić należy trafność dokonanych
przez F. Ciecierskiego spostrzeżeń z tego zakresu. Obrzędy te wiążą się
u nich z wiarą w to, że zmarły — lub jego dusza — potrzebuje pożywie
nia, broni, odzieży itp., dlatego należy zaspokajać te jego potrzeby z sza
cunku do niego, w przeciwnym bowiem razie mógłby się on rozgniewać
i mścić na pozostałych przy życiu. Podczas stypy pogrzebowej zaprasza
się na nią zmarłego, którego przyjście inscenizowane jest przez któregoś
z jego krewnych przebranego w jego odzież.
Niełatwo jest podać w krótkim szkicu charakterystykę wszystkich ob
rzędów oraz wierzeń Maryjców, o których zamieszczono w
Pamiętnikti
skromne jedynie notatki. Toteż z konieczności zostały one tutaj zgenera1S
1 5
T o k a r i e w , op. cit., s. 242.
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
211
lizowane. Wypada jednak nadmienić, że fakty przekazane w t y m źródle
w całej rozciągłości zgodne są z materiałami zawartymi w innej bogatej
literaturze przedmiotu, i w t y m t k w i jego wartość .
Następnym ludem, z którym zetknął się F. Ciecierski, byli Czuwasze,
których byt i obyczaje opisuje następująco:
16
„Naród osiadły nad brzegami rzeki Wołgi w guberni kazańskiej i niższej no
wogrodzkiej nazywa się Czuwasze. Naród dość liczny od Czeremisów przezwany
Kourk m a r i . Język mają swój oddzielny, który razem z odzieniem, obyczajami
i zabobonami stale zachowują jako dziedzictwo ojców i dziadów swoich. Wielu
z nich przyjęło wiarę ruskiego kościoła, nikt zaś z nich prawie nie porzucił naro
dowego swego sposobu życia, prócz że się niektórzy u p r a w ą ziemi zajmują, której
zabawy nie znali ich przodkowie. Kobiety pospolicie ubierają g ł o w y tak, jak nasze
Żydówki; jest to jakiś rodzaj czepca haftowanego perłami maleńkiemi albo grzywiennikami srebrnymi ruskimi, które układają na kształt ruski. Żony sobie k u
pują. Cena żony jest 20 aż do 50 rubli, ubodzy kupują i za 10, tak jak bogaci podnaszają aż do 100 rubli cenę żon. Posag składa' się z bydła i odzieży.
Przed dniem wesela zbierają się przyjaciele oblubieńca do domu rodziców
oblubienicy, opłacają umówioną cenę odbierają podarunki nawzajem, a ojciec za
ręczonej dziewicy biorąc chleb i miód obraca się k u słońcu, modli się za szczęśliwe
powodzenie przyszłych małżonków, następnie piją, jedzą i weselą się. W dniu sa
mego wesela oblubienica okryta zasłoną wchodzi do zebranych gości, przed nią
dzieweczki niosą chleb piwo i miód, trzy razy okręca się wokoło izby — a oblu
bieniec zrywając jej zasłonę całuje ją i odmienia pierścionki. Nowo zaślubiona
rozdziela miód i chleb przytomnym, odchodzi za swój parawan, czyli zaponę, za
którą pierwiej siedziała, gdzie mężatki wkładają na nią zamężnej kobiety czepiec.
W łożnicy powinna oblubienica ściągnąć buty małżonka. Nazajutrz rozpatrywują
znaki panieństwa. Jeżeli młoda uczyniła krok przeciwny pierwej, tedy podczaszy,
czyli gospodarz wesela, jeden z przyjaciół młodych, niesie kubek napełniony pi
wem, z którego spód jest przedziurawiony. Dziurę zatyka palcem, oddaje kubek
pijącemu i odsłania zastawę, tym sposobem oblewa się pijący, a przytomni śmiać
się muszą do sytości, pani zaś młoda wstydzić się. Mąż jest głową familii. Żona
musi mu być zawsze posłuszną. Jeżeli mąż nie kontent z swej żony, to zrywa 'z jej
g ł o w y ubiór, a potem samem rozwodzi się już małżeństwo.
Sposób grzebania umarłych jest ten sam, co i u Czeremisów. Na grobowiszczu
kładą oni świeczki, pierogi i kury pieczone, resztę sami jedzą, rzucają suknie
zmarłego na mogile, sami się obmywają i idą w dom pogrzebionego na ucztę
w trzecim i siódmym dniu po pogrzebie, czynią pominki, ale w miesięciu paździer
niku; każdy gospodarz ofiaruje na grobie swych przodków, owcę, w o ł u lub ko
nia — sami się częstują, a psy resztę za zmarłych pojadają.
Ich kapłani, czyli Jummy, są razem ofiarnikami, przepowiadaczami i czarno17
1 6
I. N. S m i r n o w , Czereraisy. Istoriko-etnograficzeskij
oczerk, Kazań 1889;
T. A. K r j u k o w a , Matierialnaja
kultura marijciew
XIX w., Joszkar-Oła 1956;
T o k a r i e w, Etnografia narodów
SSSR, Moskwa 1958, s. 157-160.
W X V I I I , a nawet w X I X stuleciu, gdy granice rozsiedlenia Maryjców i C z u w a s z ó w leżały blisko siebie, zwłaszcza w okolicach rzeki Kamy wpadającej do
Wołgi, bardzo często tych ostatnich utożsamiano z tzw. „Kuryk marij", tj. górną
grupą Maryjców.
1 7
212
ANTONI
KUCZYŃSKI
księżnikami; w niedostatku Jummy wybierają starca do spełniania powinności k a
płana. Thor jest imię najwyższego bóstwa. Dają mu żonę, którą nazywają ThorAmysz, czyli matką bogów. Satan albo Saitan jest głową złych bożków, mieszka
on w wodach. Uznają także bożków leśnych.
Bytność przyszłego po śmierci życia jest Czuwaszom wiadomą. Twierdzą oni,
że cnotliwy człek po śmierci przeniesiony bywa w kraj szczęśliwości i tam przy
jaciół swych znajdzie i z nimi się połączy. Zły człek przeznaczony jest na włócze
nie się po lasach i pustyniach pod postacią szkieletu bez ciała. Uroczystości swoje
obchodzą zwyczajem Czeremisów, tylko że część swych ofiar rzucają w ogień.
Pierwsza uroczystość jest na początku wiosny, na której proszą bogów o plenne
i szczęśliwe żniwo. Po żniwach odprawują drugą uroczystość, na podziękowanie
bogom za szczodre przez żniwa opatrzenie ludzi. Pospolita ich modlitwa jest pra
wie następująca: »Boże bądź mnie miłościw, Boże nie opuszczaj mnie, daj mnie
s y n ó w i córek wiele, napełnij spichrze moje, daj chleba, miodu, zdrowie, pokój
i zgodę; błogosław dom mój, abym mógł przyjąć, nakarmić i ogrzać podróżnych«.
W rzeczy samej modlitwy są niewinne, proste, miłość własną i bliźniego mające za
cel; szkoda, że ten lud ś w i a t ł e m wiary nie oświecony. Niewinność ich obyczajów
zasługuje na uwagę.
Twierdzą, że ten lud nie zna innych przysiąg, jak tylko same słowa: tak —
tak albo nie — nie. Jeśli zaś potrzeba ich znagli do wykonania jakiejś sądowej
lub w prywatnych sporach wydarzającej się przysięgi, w takiem zdarzeniu kładą
w gębę chleb z solą mówiąc: miech nie mam chleba i soli, jeżeli kłamię lub sło
wa nie dotrzymam«. Młodzież brana na rekrutów przysięga tymże sposobem, tylkd biorąc chleb z pałaszów na krzyż złożonych" (s. 47-50).
Wiadomości o Czuwaszach, jak zresztą i o innych ludach, nie są za
pewne tylko wynikiem obserwacji dokonanych podczas krótkiego prze
jazdu F. Ciecierskiego na Syberię oraz w drodze powrotnej z zesłania.
Najprawdopodobniej wzbogacone one zostały informacjami miejscowej l u
dności rosyjskiej, lepiej obeznanej z kulturą tubylców. Podkreślić jednak
trzeba, że przedstawione w Pamiętniku osobliwości katalogu kulturowego
Czuwaszów znajdują prawie całkowite potwierdzenie w opisach później
szych podróżników oraz monografiach etnograficznych . Potwierdza się
np. lakoniczna wzmianka, że Czuwasze „Język mają swój oddzielny",
gdyż rzeczywiście zaliczany on jest w skład tiurskiej grupy ałtajskiej ro
dziny językowej oraz różni się diametralnie od języka tych wszystkich
grup etnicznych, z którymi zetknął się F. Ciecierski na zesłaniu.
Odnośnie do tradycyjnych wierzeń czuwaskich wypada zaznaczyć, że
początek ich zaniku nastąpił w drugiej połowie X V I I I stulecia. Wówczas
bowiem rozpoczęło się intensywne przenikanie prawosławia, które do koń
ca X I X w. wyrugowało w znacznym stopniu z życia codziennego Czuwa18
1 8
W. K . M a g n i c k i j , Matieriały
к objasnienju staroj czuwaskoj wiery, Kazań
1881; G. I. К o m i s a r o w, Czuwaszi kazanskogo zawólża,
„Izwiestja Obszczestwa
Archeologii, Istorii i Etnografii pri Kazanskom Uniwersitetie", t. 27: 1911;
W. F . K a c h o w s k i j , Pamjatniki matierialnoj kultury czuwaskoj ASSR, Czeboksary 1957; T о к a r i e w, op. cit., s. 162-171.
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
213
szów bądź przepoiło nowymi elementami bogaty ongiś katalog ich wie
rzeń i obrzędów. Słusznie jednak notuje autor Pamiętnika, że mimo to,
iż „Wielu z nich przyjęło wiarę ruskiego kościoła, nikt zaś z nich nie
porzucił narodowego swego sposobu życia". Odnosi się to szczególnie do
okresu, w którym F. Ciecierski zetknął się z Czuwaszami, gdyż wówczas
wielu z nich tylko nominalnie było prawosławnymi, faktycznie zaś kulty
wowało obrzędy i wierzenia swych przodków.
Zanim przejdziemy jednak do paru zdań na temat zanotowanych w
Pamiętniku
elementów kultury społecznej i duchowej, zapoznajmy się
jeszcze pokrótce z głównym charakterem gospodarki czuwaskiej polega
jącej na uprawie roli, o którym to zajęciu pisze F. Ciecierski, że nie znali
go „ich przodkowie". Z rolnictwem wiąże się oczywiście umiejętność
uprawy ziemi, która u Czuwaszów stała na bardzo niskim poziomie i opie
rała się na systemie przyjętej od Rosjan trójpolówki. Nowiny uprawiano
za pomocą orki, używając prymitywnych radeł lub soch, ale często też,
przede wszystkim na gruntach obfitujących w kamienie lub korzenie,
posługiwano się łopatami lub motykami. Ze zbóż uprawiano zarówno jare,
jak i ozime — np. pszenicę z gatunku płoskurnicowego, żyto, grykę, owies,
proso i inne.
W relacji znajduje się także opis kobiecego nakrycia głowy, którym —
jak wynika z podanej charakterystyki — była najprawdopodobniej czap
ka w formie ściętego stożka, tzn. choszpu lub chuszpu, bogato zdobiona
koralikami i wyszyciami z kolorowych nici. Czapka ta noszona była tylko
przez mężatki. Ciekawa jest również informacja o zawieraniu związku
małżeńskiego, a sam obrzęd weselny składał się z wielu zwyczajów i ob
rządków, z których na plan pierwszy wysuwa się rytualne ściągnięcie za
słony z twarzy panny młodej, po którym następuje wymiana pierścionków
oraz nakrycie głowy nowo zaślubionej dziewczyny czepcem — odpowiada
jące oczepinom naszego ludu, a w końcu oględziny znaków dziewictwa
oraz napiętnowanie, jeżeli dziewczyna przed małżeństwem je utraciła.
Jak więc widzimy, niedochowanie dziewictwa przez pannę młodą było
ośmieszane przez gości weselnych, natomiast nie prowadziło do zerwania
zawartego małżeństwa, co np. praktykowane było wśród Kirgiz-Kazaków
i wynikało z pospolitego u nich obyczaju płacenia za dziewczyny brane
za żony . O wysokości zapłaty za kobietę, czyli tzw. kalymu, dowiaduje
my się również z relacji F. Ciecierskiego, chociaż podaje on, że zapłata ta
uiszczana była w rublach, z innych natomiast materiałów wiadomo, że
kalym wypłacany był wśród Czuwaszów także zwierzętami hodowlanymi.
O wysokości posagu, jaki brała nowo zaślubiona ze swego domu, nie znaj
dujemy w Pamiętniku
dokładniejszych danych. Zresztą dane na ten te
mat, pochodzące od innych autorów, nie są też miarodajne, gdyż posag ten
19
1 9
K . M o s z y ń s k i , Ludy pasterskie, K r a k ó w 1953, s. 331.
214
ANTONI
KUCZYŃSKI
uzależniony był od zamożności rodziny, z której wywodziła się panna mło
da. Co do sytuacji kobiety w rodzinie, to podać trzeba, że położenie jej nie
było ciężkie, zajmowała się ona wychowaniem dzieci, gospodarstwem
domowym, a w okresie sezonowych prac polowych pomagała przy sprzę
cie zbóż, oczyszczaniu ziarna itp.
Omówiwszy w ten sposób nieco szerzej zawarte w Pamiętniku wiado
mości z zakresu kultury społecznej przejdziemy do pobieżnej charaktery
styki opisów odnoszących się do spraw związanych z pewnymi elementa
mi tradycyjnych wierzeń i obrzędów. Zmarłych swoich chowali Czuwasze
w ziemi, usypując mogiłę nad grobem, na której pozostawiają pożywie
nie wierząc, że dusza musi zostać nakarmiona, w przeciwnym bowiem ra-
Ryc. 2. Nakładanie kory brzozowej na szkielet łódki. Ewenkowie zabajkalscy
Narody Sibiři,
s. 713, r y c . 5
zie mogłaby w postaci ducha powracać i upominać się o jadło, mszcząc
się za niepamięć. Wiara w życie pozagrobowe stanowi podłoże corocznych
modłów nad grobem zmarłego, podczas których składano ofiary w postaci
pożywienia. Zwyczaj ten potwierdzają także inne materiały, w których
zawarty jest cały obraz tej ceremonii, a S. Tokariew przytacza treść
wypowiadanej wówczas formuły, która brzmiała: „My wspominamy cie
bie, niczego ci nie żałujemy i modlimy się za ciebie do boga Tora; bądź
spokojny nie niepokój nas i nie przychodź do nas".
20
2 0
T o k a r i e w , op. cit,
s. 169.
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
215
Wspomniany przez F. Ciecierskiego bóg Thor (Tor) reprezentował
w ich panteonie najwyższe bóstwo dobroci, obok którego stał Szajtan —
bóg zła i wszelkich nieszczęść . Ponadto wierzyli Czuwasze w istnienie
całej plejady bożków drugoplanowych, jakby funkcyjnych, które zajmo
wały się określonymi dziedzinami ich życia społeczno-gospodarczego. Bo
gowie ci odgrywali znaczną rolę w cyklu obrzędowości dorocznej, o której
wspomina również autor Pamiętnika, wymieniając uroczystości z okazji
początku wiosny oraz zakończenia żniw. W odrębny świat wprowadzają
nas czuwascy wróżbici, którzy zajmowali się leczeniem, przepowiadaniem
pogody oraz innymi magicznymi zabiegami. Według F. Ciecierskiego
funkcję tę pełnią tzw. Jummy, którzy „są razem ofiarnikami, przepowiadaczami i czarnoksiężnikami".
21
*
Po przejechaniu na saniach przez zamarznięty Bajkał dotarł F. Cie
cierski do Wierchnieudyńska, skąd wkrótce powędrował dalej w kierun
ku wschodnim, mijając po drodze osady Buriatów, o których pisał, że
„... ich powierzchnia postać, ich domy, czyli miejsca mieszkania, ich twa
rze, ich głos i język, ich odzież" (s. 70) dziwiły go bardzo.
Następnie opisuje wygląd mieszkania buriackiego:
„Jurta jest domem, jest pomieszkaniem Burata z całą jego familią. Namiot
skórami odziany, mający otwór na wierzchu, jest jurtą. Ma ona kształt kopiczny,
wchodzi się do niej maleńkimi drzwiczkami, wojłokiem lub skórą odzianymi. Całą
ozdobą jurty wewnątrz są wojłoki lub skóry kształtem kanap ułożone i żelazny ko
ciołek, ogień na środku jurty pali się dniem i nocą. Buraty siedzą na nogach około
ognia, pomieszani z żonami i dziećmi, w kociołku grzeją w o d ę z trawami różnemi,
którą piją na kształt herbaty, mlekiem zaprawną. Buraty z Buratkami maleńkimi
lulkami palą tytoń. Pisk jakiś jest ich mową.
Oto były pierwsze przedmioty, które u Buratów nas bawiły. Prócz tego kilka
k a w a ł k ó w czarnej zabrukanej owczyny wisi na ścianach jurty, którą burhanami
zowią, czyli bożkami. Te skórki polewają mlekiem jako ofiarę dla burhana, a za
postrzeżoną w trzodzie szkodą burhana, czyli ową skórę, wynoszą za jurtę i dobrze
okładają kijem jako za niepilność bożka trzody sobie powierzonej. Przy jurcie na
wysokich żerdziach powtykane sterczą barany lub kości ich tylko na podobnychże
żerdziach. Jest to ofiara wielkiemu bogu, to jest słońcu jako najwyższemu burhanowi" (s. 70-71).
„Kobiety ich, strojem od mężczyzn cale nieróżne, można tylko poznać po dwóch
czarnych na piersi spadających wielkich warkoczach i zausznicach żelaznych wiel
kości koła, o średnicy blisko pięciocalowej. Stare kobiety w rzeczy samej są po
dobne do orangutanów, ile tylko rzeczonych małp kopersztychów widziałem, tyle
podobieństwa w twarzach podżyłych Buratek postrzegłem. Pospolicie ich kobiety są
za młodu tłuste jako jednem tylko mlekiem żyjące; na starość obszyta twarz
marszczkami, twarz m ó w i ę z dwoma bardziej linjami oczu niż oczyma i płaskim
nosem" (s. 73).
2 1
T о к a r i e w, l. c.
216
ANTONI
KUCZYŃSKI
Jak wynika z powyższej informacji, znajomość kultury buriackiej była
bardzo pobieżna u F. Ciecierskiego, który podczas krótkiego przejazdu
przez zamieszkane przez nich osady nie miał okazji do poczynienia w n i
kliwszych obserwacji. Niemniej jednak podkreślić należy, że opis ten znaj
duje potwierdzenie w późniejszych materiałach etnograficznych i opisach.
Co do mieszkań buriackich, to wyjaśnić należy, że różniły się one w znacz
nym stopniu od mieszkań typowych nomadów Azji Środkowej. Wprawdzie
część z nich obywała się latem albo latem i zimą namiotami 'krytymi w o j
łokiem, przede wszystkim jednak, a już szczególnie zimą, miano za domy
ośmiokątne lub prostokątne drewniane chatki zrębowe, często z podcie
niem u wejścia. Wewnątrz takiej chatki znajdowało się ognisko, wydzielo
ne miejsca do spania, przy czym pościel — t j . skóra lub wojłoki, tak
była formowana na dzień, że ułożona pod ścianą sprawiała wrażenie ka
nap. Inwentarz ruchomy buriackich pasterzy składał się, nie licząc prze
nośnych namiotów, odzieży, broni oraz uprzęży, przede wszystkim z wiel
kiej ilości wyprawionych skór i wojłoków, ponadto w skład jego wchodziła
pewna ilość naczyń i niezbędnych narzędzi. Naczynia, wyjąwszy niektó
re, jak np. metalowy kocioł, były wykonane z drzewa, były to maślnice,
różnego rodzaju czarki, półmiski itp., potrzebne w gospodarstwie do
mowym.
Gospodarka buriacka polegała na hodowli i uprawie ziemi. Trzody tych
nomadów składały się z bydła rogatego, owiec, koni i wielbłądów, przy
czym stada tych ostatnich występowały jedynie u Buriatów mieszkają
cych w południowych rejonach Zabajkala. Na ogół pasterze buriaccy byli
dobrze zaopatrzeni w pożywienie oraz we wszystko, co potrzebne i m było
do życia. Innymi formami zajęć, obok dominującej hodowli i uprawy zie
mi, było łowiectwo, rybołówstwo, zbieractwo, a wśród niektórych grup
kowalstwo. Szczególnie słynęli kowale buriaccy z wyrobu ozdób na siodła
i kołczany, wykonywanych z blachy żelaznej, którą inkrustowano srebrem.
Zapisy F. Ciecierskiego odnoszące się do Buriatów są prawdziwe, jednak
bardzo skąpe.
Jadąc do miejsca zesłania zetknął się F. Ciecierski z Ewenkami (Tun
guzami), których byt i obyczaje dość obszernie opisał:
„Nie rozumiem, żeby przezwisko Tunguz miało być przezwaniem, z szyder
stwa od Tatarów tym ludziom nadaném, jak twierdzą uczeni, bo oni sami tem
się szczycą imieniem i nigdym nie słyszał od Tunguzów samych ani zażalenia na
szydzących, ani też odmiennego nazwiska . Tunguzy jest to naród błąkający się,
22
2 2
W literaturze X V I I I i X I X stulecia Ewenkowie nazywani byli Tunguzami
lub Tongusami. Pochodzenie tego słowa nie zostało dotychczas jednoznacznie wy
jaśnione, a niektórzy badacze X V I I I stulecia wywodzili je z języka Tatarów to
bolskich, w którym słowo „Tonus" znaczy „świnia". Dzielą się oni na dwie grupy
— E w e n k ó w Reniferowych i E w e n k ó w Konnych. Zarówno jedni, jak i drudzy
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
217
stałego miejsca nie ma, pasterstwem i r y b o ł ó w s t w e m bawi się. Zwierzchnia ich
postać ciała prawie się nie różni od Buratów i innych narodów po Azji rozsypa
nych. Oczy maleńkie czarne, nos spłaszczony i czoło, wargi szerokie i obwisłe,
uszy wielkie, zęby białe, włos pospolicie czarny, wzrost średniej wielkości. Oto są
cechy prawie ogólne Tunguzów. Oczy mają tak bystre, że najmniejszy znak po
trawie rozeznają i wiedzą o bytności lub przejściu zwierza, i dlatego, jeśli który
z zesłanych uciecze, Tunguzy zaraz go wyśledzą. W rzeczy zaś samej, czy skutkom
wyśledzenia zwierza lub co podobnego przypisać bystrość wzroku Tunguzów, czyli
raczej nachyleniu traw w pas i więcej wysokich, które za najmniejszym przydepta
niem różnią się od nie przydeptanych, ja twierdzić nie chcę. Jest to lud najobojętniejszy, nic ich dzień jutrzejszy nie interesuje, co mają, dziś jedzą. Dzielą się ostat
kiem z podróżnym lub przyjacielem. C i , co koło Ruskich żyją, są ostrożniejszymi,
nauczeni przykładem swoich sąsiadów. Oddaleni od osad ruskich są najotwarszymi, najprostszymi ludźmi.
Lubią wódkę i kiedy w gościnie lub umyślnie w szynkach podpijają, to nie
ma zabawniejszego stworzenia... Pijany Tunguz chodzi od osoby do osoby, chlubi
się ze swego pijaństwa, pożycza od ruskich sukien, bez ładu one nadziewa, żadne
go porządku nie patrząc. Kobiecą jubkę pokrywa płaszczem ruskim, na czepiec
baby ruskiej kładzie czapkę Rusina; wszystko to pomieszane, kobiece ubiory z m ę
skimi na przemian wdziawszy ... Tak nareszcie ubranego w błoto lub śmiejące się
Rusiny wrzucają, lub słabością własną sam wpada i cale go to nie zastanawia, ż e
świątecznych pożyczył sukien. Drogo przeto biedak okupywać musi tę krótką
swoją uciechę. Płacić musi za suknie sobolowemi skórami cenę, jaką się podoba
nałożyć pożyczającemu.
Nie wiem, do jakiej doskonałości doszła nauka u Tunguzów panowaniu chiń
skiemu podległych. Przekonany jestem z ich rękodzieł oraz d o w o d ó w następnie
mających się przytoczyć, że tamci Tunguzi są polerowniejsi, dowcipniejsi i więcej
do towarzyskiego życia przyzwyczajeni. Przeciwnie pod panowaniem rosyjskim ż y
jący Tunguzi są zupełnie prostacy; lud pasterski, dzieci czystej natury i trwożliwe
wędrowniki. Muzyka ich jest jakiś piskliwy z świstaniem połączony dźwięk. Lata
swoje liczą na śniegi: przeżyłem, powiada Tunguz, śniegów, czyli zim, tyle a tyle.
Pasterskie życie prowadząc, bogactwa swoje mierzą liczbą bydła; mają też trzody
ogromne, mniejsze atoli niż Buraty. Koczują na stepach lub w lasach, najczęściej
przy wodach. Z miejsca na miejsce przepędzają swe trzody, przenoszą swe jurty
również z miejsca na miejsce. Jurty ich niczem się nie różnią od jurt Buratów;
wojłoki lub skóry pokrywają te nędzne namioty.
Gdy się z miejsca przenosi Tunguz, co pospolicie czyni lub z niedostatku paszy
dla bydła i drzewa na opał, lub przez niedogodność sąsiadów swych narodowców,
określają siebie etnonimem — „Ewenk", a ponadto liczne były wśród nich różnegorodzaju samookreślenia lokalne. Opisani w „Pamiętniku" Ewenkowie Zabajkalscy
oprócz etnonimu „Ewenk" określali się nazwami „Burarczeny", „Solony", „Manjagiry". Dokładniej o tym zob.: Narody Sibiři, pod red. M. G. Lewina i L . P. Potapowa, Moskwa 1956; Mongolskie, tungusko-manczżurskie
i paleoaziatskie
jazyki,
t. 5, pod red. W. W. Winogradowa, Leningrad 1968, s. 68; G. M. W a s i l e w i c z ,
Ewienki — istoriko etnograjiezeskie
oczerki (XVIII
— naczalo XX w.), Lenin
grad 1969, s. 9-14. Wyjaśnieniem genezy etnonimu — „Tunguz" zajmował się pol
ski badacz kultury Jakutów Edward P i e k a r s k i . Ogłosił on artykuł pt. К wo~
prosu o proischożdienii
słowa
„Tungus",
„Etnograficzeskoje Obozrienie", kniga
70/71, nr 3-4: 1906, s. 206-216.
218
ANTONI
KUCZYŃSKI
lub z powodu ruskich czy posielających się, czy drogi blisko jurty prowadzonej —
w ó w c z a s pędzi z sobą i całą s w ą trzodę. Ogon do ogona końskiego przywiązują;
kobiety, dziewki i chłopcy siadają każde na oddzielnego konia; od piersi jednego
konia do drugiego, przypinają żerdzie, między one zawieszają gatunek kolebki,
w które kładą skóry, rozmaite rzeczy i niezdatne do końskiej jazdy dzieci. Dzie
ciom kładą między nogi ryneczkę pochyłą, która ułatwia spad wilgoci naturalnej,
z tej to przyczyny u wszystkich Tunguzów są nogi krzywe, jako od młodości
przegrodą ową rozdzielone. Na czele tej wyprawy wieziona bywa jurta, kształt
nie złożona, po bokach krążą roślejsze Tunguzy, dorodniejsza młodzież męska.
Za pierwszą nadarzoną ustalenia się sposobnością Tunguz rozbija swoją jurtę,
czyli raczej prościej mówiąc, kijaszki zebrane z pierwszego siedliska rozstawia,
skórami lub wojłokami okłada i już ma gotowe dla najliczniejszej familji mieszka
nie. Trzoda się pasie po łąkach, na których osiadł, kobiety jej pilnowaniem zajęte
zbierają tylko k u potrzebie mleko. Mężczyźni z łukami idą na polowanie, aby
nabić zwierzyny, której skórami opłacają rządowi podatki.
Wspomniawszy o podatkach przez Tunguzów i inne polowaniem bawiące się
narody rządowi opłacanych, warto jest umieścić i trudności, jakie się biednemu l u
dowi przytrafiają w czasie takowych polowań, i wspomnieć o sposobie wybie
rania takowego podatku. Co do pierwszego Tunguzy najodleglejsze zwiedzają k r a
je i lasy, celem zdobyczy żądanej. Zapuszczają się nawet w granice Chin, gdzie
mniej wygubione zwierzę łacniej się łowić daje. A n i ich głębokie śniegi, ani ostre
mrozy, ani szumne zawieruchy nie odstraszają od pracy. Krzesiwo, przy boku
długi nóż, na plecach łuk krzywy z ładownicą strzałami napełnioną, całym są
zapasem i orężem Tunguza. Noc przebywa myśliwiec tunguski w sypkim śniegu,
oparłszy nogi podwyższone na drzewie, okryty z wierzchu również śniegiem, smacz
nego snu zmordowany używa. Miasto gąbki do krzesania ognia służącej ma liście
pewnego ziela, które ściera na próchno, a w które skra wpadłszy ł a t w o je zapala.
Liść ten jest szerokości dłoni człowieka, stronę jedną ma zieloną, drugą brunatną,
gdy zwiędnieje. Jak się w botanice nazywa, nie wiem. Rozłożony ogień przy jakim
drzewie ogrzewa zziębniętego, o uspokojenie głodu mniej frasobliwy Tunguz, trzy
lub więcej dni wytrwa bez pokarmu. Ubije jakie zwierzę, to zdobyczą s w ą głód
uspokaja, a skórę na podatek przeznacza. T y m sposobem przepędza w lasach i g ó
rach całą zimę ł o w i e c t w e m zatrudniony, szczęśliwy jeśli ubije potrzebną liczbę
zwierza dla oddania skór na podatek skarbowy.
Nie pamiętam dokładnie rozkładu rzeczonego podatku, przypominam tylko, że
następująca proporcja być musi do onego zbliżona: od każdej duszy jeden sobol
lub dwa lisy czarne albo cztery ordy nary jne, lub też sześć kóz dzikich i tyleż
jeleni. Cokolwiek bądź, jest to proporcja najmniejsza; nie chcę twierdzić na do
mysł, wszak na podwojoną proporcję tu wzmiankowanej ilości łatwiej bym się
zgodził.
Letnią porą polują na kozy dzikie. Ubierają się w tym celu całkiem w skórę
kozią. Czynią to też i ruscy, ale się często, nie poznawszy wzajemnie, zabijają
się. Kiedy odwilż śnieg spędzi, a mróz ściśnie powierzchnię pozostałego, polowa
nie Tunguzów na kozy dzikie jest najzabawniejsze. Leci na koniu pianą zjuszonym
prosto siedzący łowczy; kozioł dziki oddzielony od stada podnosi się z n i e w y m o w n ą
prędkością, sadzi przez góry i skały; tuż za nim łowczy połowu chciwy długim
harpem morduje przelęknionego, a cieniuchne nóżki zwierza wskroś przebijając
skorupę zmarzłego śniegu bieg mu opóźniają. Dogania go wreszcie jeździec; po
rywa się dyszący zwierz, odnawia bieg lotny, kilka wiorst unosi z niebezpie
c z e ń s t w e m życie. Szczęśliwy, gdy dopadł lasu; na koniec w przypadku nieukrycia
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
219
się w lasach, bez przerwy dysząc zmęczone zwierzę upada pod harapem dościgającego łowca. Takie polowanie ja sam z niezmierną ciekawością widziałem"
(s. 80-84).
„Każdy Tunguz jest opasany pasem, na którym mu wisi długi nóż w pochwach.
Mają pasy nabijane srebrnymi figurami, wyobrażającemi rozliczne poczwary. To
wyraźnie pokazuje, że przodkowie ich umieli chodzić koło sztuki wyrabiania sre
bra i innego metalu. Widziałem sam wyrobotki min przez Tunguzów porzucone;
widno z nich, że tylko za bogatymi szli rudami, ubogie porzucali. Ruscy dopiero
biorą rudy, choćby tylko stoosiemdziesiątą część funta miały srebra w pudzie,
czyli w funtach czterdziestu. Dziś Tunguzom nie wolno na własny zysk wyrabiać
rudy, tak jak każdej prywatnej osobie. W grobach ich przodków do dziś dnia
znajdują się prócz innych narzędzi sztuki srebrne, wyobrażające ich bożyszcza,
oraz strzały nabijane srebrem" (s. 85).
„Tunguzy znają sztukę wyrabiania metalu, wyrabiają go pewno w odleglej
szych stronach, gdzieby ich żadne nie wyśledziło oko. Nawet sztukę wyrzynania
kamieni znają, świadczą bowiem o tym pozostałe ich bożyszcza lub w grobowcach
wynajdywane bałwany. Ja, co tylko wiedziałem z ich bożyszczami kamieni, wszy
stko to były niezgrabnie rznięte masy kamieni, straszydła wyobrażające.
Tunguzy z łuku przednio strzelają, w cel maleńki o sto osiemdziesiąt kroków
trafiają. Karabinki chyba ci znają, co się z ruskimi ludźmi oswoili. Kiedy jeden
z naszych towarzyszów z karabinka w biegu ubił kozę dziką, a w locie orła, Tun
guz do niego zbliżyć się nie śmiał, czarodziejstwom to przypisując, czyli raczej
sile wyższej nad ludzką.
Blisko rzek wielkich mieszkający mają czółna z kory brzozowej wyrabiane, lek
kie i szczelne. Nie widziałem czółen mieszkańców nad ujściem Amuru osiadłych,
czyli raczej w ę d r o w n y c h ludzi, mają być one szczególne; te co mają Tunguzy są
niezgrabne, ale lekkie. Jest to nachylony z w y s ł a n y m spodem spiczasty koszyk
brzozowy" (s. 86).
Przedstawione przez F. Ciecierskiego osobliwości kultury ewenkijskiej
znajdują prawie całkowite potwierdzenie w późniejszych źródłach i mo
nografiach etnograficznych . Przytoczony przez niego opis wyglądu
zewnętrznego Ewenków jest potwierdzeniem jego spostrzegawczości, gdyż
rzeczywiście lud ten należący pod względem antropologicznym do typu
bajkalskiego rasy mongoloidalnej charakteryzuje się wymienionymi w Pa
miętniku cechami zewnętrznymi. Skąpe słowa relacji o Ewenkach zawie
rają jednak szereg interesujących informacji etnograficznych, które repre
zentują poważne znaczenie przy rekonstrukcji XVIII-wiecznego katalogu
faktów kulturowych tego ludu. Dodać tutaj należy, że Ewenkowie Zabajkalscy objęci byli przymusem służby w armii carskiej, zatem szybciej
aniżeli inne ludy Syberii zatracili oni szereg elementów z rodzimej k u l
tury i ulegli częściowej asymilacji.
23
2 3
Między innymi: W a s i l e w i c z , op. cit., M. G. L e w i n , Ewienki
siewiernogo
Pribajkalja, „Sowietskaja Etnografija", nr 2: 1936; W. N e u p o k o i e w, Tungusy
Burjatii, Wierchnie Udińsk 1927; Narody Sibiři, s. 701-741; T o k a r i e w , op. cit.,
s. 504.
220
ANTONI
KUCZYŃSKI
Aby dokładniej zrozumieć informacje F. Ciecierskiego poświęcone cha
rakterystyce gospodarki Ewenków, nadmienić trzeba, że tzw. grupa zabajkalska tej ludności zajmowała się hodowlą koni i bydła, a ponadto
uprawiała rybołówstwo oraz myślistwo. Ta forma gospodarki wyznaczała
tryb życia, który charakteryzował się wędrówką z miejsca na miejsce,
w celu znalezienia odpowiednich pastwisk oraz bogatych łowisk. Opisany
w Pamiętniku sposób polowania przy pomocy ścigania zwierzyny na koniu
był szeroko praktykowany także przez Buriatów i opisują go dokładnie
późniejsze źródła. Łuk był główną bronią myśliwską Ewenków, którzy
używali różnorodnych grotów do strzał: długich rogowych, z zadziorami
i bez, trójgraniastych lub o przekroju romboidalnym. Istniały też liczne
groty kościane, używane do strzelania do ptaków i drobnej zwierzyny.
Broń palna zaczęła się u nich rozpowszechniać pod wpływem osadnictwa
rosyjskiego, a posługujący się nią biali przybysze zza Uralu wprawiali
w zdziwienie ewenkijskich łowców, którzy obserwując odstrzał zwierzyny
za pomocą broni palnej przypisywali ten sposób polowania „sile wyższej
nad ludzką".
Rybołówstwo stanowiło również poważną gałąź gospodarki Ewenków,
zatem dziwić się należy autorowi Pamiętnika, że o zajęciu tym w ogóle
nie wspomina. Z tą formą gospodarki łączy się posiadanie środków trans
portu i komunikacji wodnej, które w relacji F. Ciecierskiego sprowadzały
się do wspomnianych czółen z kory brzozowej. Był to nie istniejący już
obecnie typ łodzi zszywanej żyłami łosi z kawałków kory brzozowej, k t ó
ry w wielu rejonach Syberii zachował się do połowy X I X stulecia, np. nad
dolnym biegiem rzeki Ob.
*
Przedstawione powyżej relacje reprezentują poważny rodzaj doku
mentu kulturowo-historycznego, nadającego się w pełni do uzupełnienia
innych materiałów pochodzących od autorów rosyjskich, które niejedno
krotnie stanowią trzon rekonstrukcji sięgających X V I I I stulecia, a w wie
lu wypadkach do bezpośredniego odtworzenia kultury tubylców syberyj
skich z okresu przedkolonizacyjnego.
Jakkolwiek wartość przekazów z zakresu kultury ludów opisanych
w Pamiętniku
jest bezsporna, jednak podkreślić należy, że materiał ten
jest mocno przemieszany — fakty z kultury materialnej łączą się często
w tym samym zdaniu z zagadnieniami dotyczącymi życia społeczno-religijnego. Prócz tego w materiałach tych mamy do czynienia z drobnymi
urywkami szerszych zagadnień, np. myślistwa, pożywienia, odzieży, bu
downictwa itp., a więc z nikłym jedynie sączeniem się informacji na ten
temat. Mimo fragmentaryczności w relacjach tych zawarty jest spory ze
staw szczegółów z życia Maryjców, Czuwaszów, Buriatów i Ewenków za-
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
221
bajkalskich, które dla uważnego badacza stanowią wartościowe dopełnie
nie do innych przekazów z tego zakresu. Stąd też zasługują one na udo
stępnienie ich szerszemu ogółowi specjalistów, którzy nie zawsze mają
sposobność dotarcia do zapomnianych dzisiaj wspomnień polskich podróż
ników po Syberii.
Ciekawy z etnograficznego punktu widzenia jest zawarty w Pamiętni
ku materiał dotyczący współżycia ludności tubylczej z zesłańcami, osadni
kami rosyjskimi, administracją carską oraz kupcami. O ile w pierwszym
przypadku stosunki te układały się względnie poprawnie, zwłaszcza
z warstwą zesłańców politycznych i jeńców wojennych z Polski, o tyle
współżycie dużego procentu osadników, administracji oraz kupców kształ
towało się w sferze wzajemnej wrogości. Odnosi się to szczególnie do gru
py kupców, którzy podstępem, za wódkę i tytoń wyłudzali drogocenne
futra. Zawarty w Pamiętniku
opis napotkanych na szlaku zesłańczym
grup etnicznych połączony jest często z przedstawieniem ich stosunku do
carskich „czynowników", którzy dopuszczali się nieraz gwałtu i przemo
cy wobec tej ludności. Oczywiście były to wówczas czasy, kiedy po zastą
pieniu w Rosji kary śmierci katorgą (1769) fala zesłańców najgorszego
autoramentu zaczęła gwałtownie rosnąć na terenie Syberii.
Tak oto po przejechaniu Zabajkala scharakteryzował F. Ciecierski ze
słanych przez rząd carski na tzw. „posielenie" awanturników i krymina
listów :
2 4
„Obywatel tutejszy jest to przesiany z głębi Rosji złoczyńca; rzadko gdzie
widać z całym nosem człowieka, prócz dzieci i podrostków. Powtarzane piętnowa
nia lic zesłanych poszpeciły zupełnie ludzi ... Rzeczony obywatel albo tęskni do
swego rzemiosła, albo przypomina swobody niegdyś swoje, albo zmierza do popeł
niania przywykłej zbrodni
albo głodem zmorzony i nagi szuka w złodziejstwie
opatrzenia nędzy. W tych okolicach, napatrzyłem się raz pierwszy na te haniebne,
a może warte litości obrazy ... Tłumy rozsypanych mieszkańców uchodziły za
rzekę Amur i za Argun ... uchodziły m ó w i ę od tyraństwa tak zwierzchników ro
syjskich w tę stronę przeznaczonych, jak awanturników, czyli pierwszych zdobyw
ców tej strony, jak też na koniec rozbójników, którzy bojaźnią kary w Rosji po
budzeni, przyszli tu rozbijać niewinnych pasterzy, jakimi są pierwsi tej prowincji
obywatele" (s. 78-79).
Dopełnieniem tego samowładztwa była zgubna działalność kupców,
którzy uzupełniali dzieło niszczenia ludności tubylczej zapoczątkowane
przez awanturniczy element osadniczy, rezultatem którego był znaczny
proces depopulacji rozwijający się coraz bardziej na skutek dodatkowych
2 4
O w p ł y w i e administracji carskiej, kupców oraz różnego rodzaju kryminalnych
przestępców na depopulację wśród tubylców syberyjskich zob.: N. S. R o m a n o w ,
Jasak w Jakutii w XVIII
w., Jakutsk 1956; I. S. G u r w i c z , Etniczeskaja
istorija siewiero-wostoka Sibiři, Moskwa 1966; W. A. A l e k s a n d r ó w , Russkoje nasielenie Sibiři XVII-naczala XVIII w., Moskwa 1964.
222
ANTONI
KUCZYŃSKI
atrybutów „cywilizacji" — syfilisu, wódki i chorób epidemicznych, za
wleczonych w te odległe obszary Syberii przez różnego rodzaju przestęp
ców, uchodzących przed wyrokiem w trudno dostępne rejony leżące na
wschód od Uralu.
Uzupełniając opis F. Ciecierskiego dodać należy, że słaba jeszcze wów
czas administracja rosyjska nie mogła sprostać szerzącemu się rozbojowi.
Jakże wymowna jest opowieść XVIII-wiecznego kupca, który podczas
rozmowy z autorem Pamiętnika opisał mu jeden ze stosowanych wówczas
sposobów handlu z tubylcami. Oto on:
„Rozkładamy, powiada, nasze towary celem zwabienia narodowców, tak nazy
wał biednych Tunguzów. Lustra małe oświecają nasze namioty. L u d dziki cieka
wością uniesiony zbliża się do nas z sobolami lub czarnych lisów skórami. My
z jednym lub z dwoma, przemieniwszy skóry na lusterka, k a w a ł czerwonego suk
na albo szkiełka, wypuszczamy ich przed namioty" (s. 79).
Równocześnie z administrowaniem nowo poznanych obszarów Syberii
ludność tubylcza zobowiązana została do płacenia podatku, tzw. jasaku,
pobieranego w większości w postaci skór futerkowych. Po opanowaniu
pewnego terytorium władze carskie dokonywały spisu ludności, ustalały
wielkość podatku, zakładały specjalne „księgi jasaczne", które co pewien
okres weryfikowano. Wysokość jasaku nie była jednolita na terenie całej
Syberii. Początkowo określano ją wyłącznie w ilości skór zwierzęcych —
z reguły od 5 do 10 skór od podatnika, później natomiast zaczęto określać
wysokość jasaku według wartości. Dawało to duże możliwości nadużyć,
gdyż szacunek składanych przez tubylców skór był bardzo dowolny.
Odnośnie do pobierania „jasaku" wśród Ewenków F. Ciecierski prze
kazał taką informację:
„Pospolicie wyjeżdża kapitan sprawnik dla zbioru rzeczonego podatku. Go
rzałka i tabaka są w a ż n y m i zapasami, które z sobą bierze, aby poić po drodze
nadybanych narodowców. Za tę uczynność nagrodzony bywa najlepszymi sobolami
lub czarnymi lisami. A cóż się dzieje przy przyjęciu podatków — ileż to braków,
ile to naddatku potrzeba? Nie liczę ja g w a ł t ó w przez takowych urzędników popeł
nianych, nie liczę, co za wódkę i tabakę zamienia. Sam naczelnik dzikiego na
rodu znać się musi na gościnności, obdarza najczęściej niewdzięcznego zwierzch
nika i przeklina ten moment, w którym się dostał pod jarzmo tak szkaradnego
ludu z utratą lubej wolności" (s. 84-85).
Kończąc omawianie Pamiętnika F. Ciecierskiego podkreślić należy, że
bardzo często interesujące z etnograficznego punktu widzenia szczegóły
kwituje on lakoniczną tylko wzmianką:
„Buraty na ziemi siedzieli, mnie lulką swoją kolejno częstowali ... Trzeba wie
dzieć, że Buraty nie znają ni chleba, ni soli, żywią się tylko mlekiem i trawami
gotowanemi" (s. 74-75). „Oroczony jest to naród nad Amurem żyjący. Podróże
swe odprawują na jeleniach, w y s z y w a j ą sobie lica i niestatecznie żyją na jednem
miejscu, lecz ze swemi jeleniami przenoszą się od miejsca do miejsca (s. 340).
PAMIĘTNIK F A U S T Y N A
CIECIERSKIEGO
223
Mimo tych braków Pamiętnik stanowi ciekawe źródło ułatwiające poz
nanie kultury opisanych w nim grup etnicznych XVIII-wiecznej Syberii.
Przedstawiając to, co zdaniem jego warte było opisu, a więc w pewnym
stopniu segregując swe spostrzeżenia subiektywne, najwięcej miejsca po
święcił F. Ciecierski zjawiskom, które dotyczyły przede wszystkim jego
oraz jego przyjaciół. Tak więc omawia on szczegółowo przebyty szlak
zesłańczy, przebieg katorgi, opisuje los swych przyjaciół na wygnaniu,
a ponadto charakteryzuje osadnictwo rosyjskie na Syberii, środowisko
geograficzne Daurii — urodzajność ziemi, klimat, florę, faunę, kopalnie
i małe warsztaty rzemieślnicze oraz kreśli wygląd wielu miast, w których
przebywał. Według jego relacji ówczesne miasto Wierchnieudyńsk
„... zbudowane jest podług planu w kwadrat. Ulice ma obszerne. Rynek wygod
ny, sklepy kupieckie murowane, kilka cerkwi murowanych; fortecę zniszczoną,
d o m ó w wiele murowanych leży nad rzekami U d ą i Selengą, odległe o trzysta
wiorst od Irkucka. Położenia piękniejszego nigdzie szukać nie trzeba ... Miasteczko
to z położenia swego w a ż n y m jest miejscem" (s. 317-318).
W t y m skrótowym omówieniu Pamiętnika F. Ciecierskiego zwrócono
przede wszystkim uwagę na zawarty w nim ciekawy materiał obrazujący
pewne elementy kultury opisanych przez niego ludów, który służyć może
etnografowi za jedno ze źródeł do zaznajomienia się z interesującymi go
obszarami i prześledzenia zaistniałych przemian w inwentarzu kulturo
w y m syberyjskich tubylców. Warto podkreślić, że pewne relacje odnoszą
się do mało znanej pod względem etnograficznym grupy Ewenków zaj
mujących się hodowlą koni, zamieszkujących wówczas tereny południo
wego Zabajkala, dzisiaj natomiast prawie całkowicie zasymilowanych,
Wartość źródłowa Pamiętnika jest dzisiaj bezsporna, zwłaszcza jeśli idzie
o wkład Polaków w poznanie Syberii. W polskim pamiętnikarstwie sybe
ryjskim X V I I I stulecia jest to jedyna pozycja zawierająca tak obszerne
materiały o Maryj each, Czuwaszach oraz Ewenkach zabajkalskich, źródło,
autorowi którego należą się słowa uznania za trafność dokonanych spo
strzeżeń oraz pionierskość w zakresie wnikliwego przedstawienia proble
mów politycznych, gospodarczych i społecznych ówczesnej Syberii. Fakty
te są chyba dostatecznym dowodem uzasadniającym wprowadzenie F. Cie
cierskiego do dziejów etnografii polskiej.