http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1544.pdf

Media

Part of Rodzina Szulców / ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44

extracted text
„Etnografia Polska", t. X L I V : 2000, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RAFAŁ B E S Z T E R D A
Pracownia Etnologii I A E PAN, Poznań

R O D Z I N A SZULCÓW

Dzieje rodziny Szulców są doskonałym przykładem procesów polonizacyjnych zachodzących na terenie Wielkopolski od końca X V I I I w. do lat między­
wojennych. Polski patriotyzm tego rodu spowodował, iż wielu jego członków
swoimi czynami i postawą wpisało się na stałe w historię Poznania. Zaangażo­
wani w sprawy miasta, dzięki swej działalności, mieli wpływ na sprawy poli­
tyki, przemysłu, organizacji wolnościowych, sztuki, głównie muzyki. Tworzyli
różne instytucje w odrodzonej Polsce. Ich aktywność była ważna dla współ­
obywateli i oceniana przez nich wysoko. Władze Poznania i jego mieszkańcy
dawali temu wyraz, zarówno w czasie zaborów, jak i w wolnej Polsce. Powo­
ływano ich na wysokie stanowiska w organizacjach rzemieślniczych, handlo­
wych, związkowych, a także w administracji państwowej.
Najstarsze ślady rodu Szulców sięgają śląskiego Wołowa, leżącego w po­
bliżu Brzegu Dolnego. Tam, w rodzinie krawca Jana Krzysztofa (Johann
Christopher) i Anny Sauer, urodził się w 1757 r. pierworodny syn Franciszek
(Franz). Jako młody chłopak uczył się rzemiosła szewskiego. W 1787 r. został
obywatelem Poznania, choć przybył tu z pewnością kilka lat wcześniej. M u ­
siał być cenionym rzemieślnikiem już w chwili nadania mu obywatelstwa
miasta, skoro zaledwie trzy lata później (1790) został wybrany cechmistrzem .
Franciszek był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żona Kunegundą (Kunegunde)
Dannert miał córkę Marię Teresę. Jej dzieje nie są znane. Tadeusz Szulc
w swoich wspomnieniach pisze, że „jakoby zaginęła" (Szulc 1995, s. 17). Nie
odnalazłem jej śladu także wśród dokumentów archiwalnych. Nieznana jest
nawet data ślubu Franciszka z Kunegundą i narodzin ich córki.
1

2

1

Pogrubioną czcionką zaznaczam imiona członków rodziny, którzy stanowią jej główną linię.
Sprawa obrania Franciszka cechmistrzem nie jest w świetle dostępnych mi dokumentów
zupełnie jasna. W Protokóle Bractwa Szewckiego Przedmieścia Ś. Woyciecha (Archiwum Państwowe
w Poznaniu, sygn. AP 466) z lat ok. 1760-1800 znajdują się notatki dotyczące Jana Schutza lub
pisanego w odmianie: Szyca, Szytza, Szyia, Siczą, Na przykład: „Za starszeństwa Sławetnych Jana
Felsch у Jana Szyca". Drugie imię Franciszka nie jest znane. Być może też dokumenty, do których
dotarłem nie są tymi, na które powoływała się rodzina jeszcze w początkach X X w. Faktem jest
jednak bezspornym, iż nawet jeśli przytoczone przeze mnie fragmenty zapisów nie odnoszą się do
rodziny Szulców, to wskazują jak zmienną w tym czasie była pisownia nazwisk.
2

126

RAFAŁ BESZTERDA

Wraz ze śmiercią żony, i przypuszczalnie równocześnie ze śmiercią córki,
kończy się w zasadzie okres niemieckiej tożsamości narodowej Franciszka.
Drugą jego żoną była Polka, Eleonora Wiśniewska. Dokumenty rodzinne (por.
Sokolnicki 1974), wskazują na dwa zasadnicze czynniki postępującej poloniza­
cji Franciszka: pierwszy to przyjaźń z szewcem Janem Stanisławem Libeltem,
ojcem Karola, wybitnego filozofa (por. Wielkopolski Słownik Biograficzny
1981, s. 420-421), a drugi to właśnie małżeństwo z urodziwą Polką. Całe
następne pokolenie nosiło jednak nadal nazwisko Schultz. Mieli trójkę synów:
Józefa, Franciszka Ksawerego i Jana Nepomucena. Józef zmarł bezpotomnie
w 1822r. Linia rodowa Franciszka Ksawerego, z zawodu czapnika, była
kontynuowana aż do początków X X w. Ostatni jej męski przedstawiciel,
Józef, został księdzem. Tadeusz Szulc (1995, s. 16) wspomina, że wspólnie
uczęszczali do Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, ale nie utrzy­
mywali ze sobą stosunków rodzinnych. Wtedy już pisownia nazwisk Józefa
i Tadeusza stanowiła opozycję Schultz - Szulc.
Jedynie potomkowie najmłodszego z braci - Jana Nepomucena (ur. 1802)
mieszkają w Poznaniu do dziś. Jan Nepomucen ożenił się z Marią Heyn
(ur. 1809) i mieli dziesięcioro dzieci: Teofila, Stanisława, Bronisława, Jana,
Annę, i Bertę, które zmarły bezpotomnie, a ponadto Karola, Teodora, Włady­
sława i Teofila Waleriana. Ich ojciec Jan Nepomucen był kupcem i mistrzem
rymarskim. Podobno na szyldzie jego sklepu mieszczącego się przy Nowym
Rynku (obecnie PI. Kolegiacki) widniało nazwisko rodowe w obu pisowniach,
według ówczesnego zwyczaju. Jednakże w dokumentach znajdujących się
w posiadaniu Archiwum Państwowego w Poznaniu, odnoszących się do naro­
dzin syna Teofila Waleriana, ojciec zapisany jest jako Schulz(tz) Johann .
Dowodzi to z jednej strony, iż pisownia nazwiska stopniowo się zmieniała,
lecz przeczy jednocześnie sugestii Tadeusza Szulca zawartej w cytowanych
wspomnieniach, że Jan Nepomucen podpisywał się „Szulc", co było prawnie
usankcjonowane. Pisownia nazwiska wprawdzie nie jest bezpośrednią wykład­
nią poczucia tożsamości narodowej, ale stanowi ważny czynnik świadomoś­
ciowy, szczególnie w przypadku omawianej rodziny i późniejszego procesu
z władzami pruskimi, który dotyczył właśnie zapisu nazwiska.
Jan Nepomucen był mieszczaninem o rozległych stosunkach, cenionym przez
znane osobistości takie jak: Tytus Działyński, Hipolit Cegielski, Karol Libelt,
Jędrzej Moraczewski czy Karol Marcinkowski (por. Wielkopolski Słownik...
1981). Byli oni wszyscy (z wyjątkiem przedwcześnie zmarłego K . Marcinkowskie­
go) współtwórcami Towarzystwa Czytelni i Dobrej Rady, które przemianowano
na Towarzystwo Przemysłowe w Poznaniu (por. Dzieje Poznania 1994, t. 2,
vol. I , s. 363). Stanowili elitę poznańskich organiczników walczących o zachowa­
nie polskości pod zaborem pruskim, których można uznać za prekursorów
wielkopolskiego pozytywizmu. Ciekawostką jest fakt, iż znajomość Szulców
z rodziną Libeltów trwała już drugie pokolenie. Zachowała się też metryka
3

3

Wpis pochodzi z 1849 r. (karty ewidencyjne ludności z X I X w.).

127

RODZINA SZULCÓW

kościelna świadcząca, że Karol Libelt był ojcem chrzestnym najmłodszego syna
Jana Nepomucena: Teofila Waleriana. Warto podkreślić, że minęło zaledwie
90 lat od chwili urodzenia Franciszka w Wołowie do momentu, w którym
Jan Nepomucen współtworzył najpotrzebniejszą wtedy Polakom w zaborze pru­
skim organizację. Wielką dbałość o sprawy społeczne przekazał swoim synom,
których dalsze losy potwierdzają umiłowanie przez nich nowej ojczyzny i nie­
zwykłe wręcz wyczulenie na sprawy dotyczące kultury Poznania.
Najstarszym synem Jana Nepomucena był Karol (ur. 1841), z zawodu
złotnik. Niestety, zmarł w młodym wieku nie pozostawiając potomstwa.
Kolejny syn, Teodor (ur. 1843) związany był przez całe życie z Poznaniem.
Prowadził zakład litograficzny i drukarnię przy ul. Wrocławskiej. Udzielał się
we władzach Towarzystwa Przemysłowego, a następnie został jego członkiem
honorowym. Wydał własnym nakładem m. in. kilka druków skierowanych do
młodzieży. Dwa najbardziej popularne to: Wizerunki Królów Polskich i Sławni
Mężowie Polacy. Pod koniec X I X w. były to wydawnictwa unikatowe. Teodor
ożenił się z Bronisławą Adamską (siostrą żony najmłodszego z braci Teofila
Waleriana - Stanisławy). Niestety, ta gałąź rodziny Szulców wygasła. Teodor
dożył 81 lat i zmarł po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
Trzeci syn - Władysław (ur. 1846), był księgarzem. Przeniósł się do War­
szawy i prowadził tam sklep do 1916 r. Zachowane wspomnienia rodzinne
mówią, iż utrzymywał żywy kontakt z braćmi w Poznaniu i obdarowywał
ich dzieci wydawnictwami nieosiągalnymi w zaborze pruskim. Sam zmarł bez­
potomnie w Warszawie.
Dopiero najmłodszy z braci Teofil Walerian (ur. 1849 r.) utrzymał ciągłość
rodu. Ożenił się ze Stanisławą Adamską. Mając zaledwie dwadzieścia trzy lata
założył bardzo cenioną wkrótce firmę zegarmistrzowską, a potem sklep z ze­
garkami, mieszczący się w ośrodku polskości - Bazarze Poznańskim . Przez
wiele lat był prezesem Towarzystwa Przemysłowego a także znanym działa­
czem społecznym. Współtworzył Radę Nadzorczą Związku Przemysłowców,
działał w Kole Śpiewackim i w Związku Sokołów Wielkopolskich (por. Dzieje
Poznania 1994, t. 2, vol. 1, s. 366). W pracy złotniczo-zegarmistrzowskiej za­
słynął poprzez umiejętne wprowadzanie do swych wyrobów elementów patrio­
tycznych. Były to ornamenty, bądź miniatury emalierskie przedstawiające
sławne, polskie postacie historyczne. Jako pierwszy nawiązał też współpracę
ze szwajcarską firmą „Patek Philippe", co uczyniło z Poznania prawdziwą
4

4

Bazar Poznański skupiał najbardziej światłych przedstawicieli życia kulturalnego, handlo­
wego i przemysłowego miasta i regionu. Lata jego trwania udowodniły, że idea Bazaru jako
centrum polskości w zaborze pruskim była ważna, a sam Bazar był świadkiem najistotniejszych
dla Wielkopolski wydarzeń historycznych od połowy X I X wieku. Powstał ze składek akcjonariu­
szy. Jednym z inicjatorów utworzenia Spółki Akcyjnej Bazar Poznański (od 1838 r.) był Karol
Marcinkowski. W okazałym budynku znalazły swe miejsce sklepy, hotel, restauracja i sale konferencyjno-bankietowe. Budowany w latach 1838-1841 stał się jednym z symboli miasta (por.
Trzeciakowscy 1987, s. 34).

128

RAFAŁ BESZTERDA

stolicę handlu wyrobami zegarmistrzowskimi spod tego znaku. Zmarł wcześnie,
w 1901 г., osierocając szóstkę dzieci. Ostatecznym ciosem był dla niego przegrany
proces z władzami pruskimi o polską pisownię rodzinnego nazwiska.
Rodzina Szulców zaskarżyła bowiem do sądu decyzję administracyjną na­
kazującą zmianę pisowni ich nazwiska na szyldzie sklepowym lokalu miesz­
czącego się w Bazarze Poznańskim. Proces ten stał się swojego czasu bardzo
głośnym w Poznaniu, a dzięki sprawozdaniom prasowym - także w całym za­
borze pruskim. Członkowie omawianej gałęzi rodu używali pisowni Szulc już
przynajmniej od jednego pokolenia. We wspomnieniach Tadeusz Szulc nad­
mienia, że on sam podpisywał się Szulc nawet przy wypełnianiu dokumentów
niezbędnych do podjęcia studiów medycznych we Wrocławiu i nikt takiej
pisowni nie kwestionował (Szulc 1957, s. 147). W przypadku tej rodziny pi­
sownia nazwiska była zróżnicowana. Jak podawałem wcześniej, jeszcze Teofil
Walerian zapisany był w magistracie jako Theofil Walerian Schulz(tz). Nie
wiadomo kiedy wśród członków rodziny utrwaliła się spolszczona wersja na­
zwiska. Być może już za życia Jana Nepomucena, chociaż brak na to dowo­
dów. Najprawdopodobniej administracja pruska w 1901 r. zwróciła uwagę na
znaną rodzinę kupiecką i sprawdziła dokumenty znajdujące się w rejencji
poznańskiej. Wynikało z nich, iż nikt nie zezwolił urzędowo na zmianę nazwis­
ka, wobec czego zażądano przywrócenia jego pierwotnego brzmienia. Taka
decyzja władz zaborczych doprowadziła do wystąpienia rodziny posiadającej
polską tożsamość na drogę sądową. Obie strony poszukiwały dowodów na
poparcie swojego stanowiska. Odnalezione przez Teodora i młodego Tadeusza
księgi Bractwa Szewckiego potwierdziły, iż nazwisko pradziada Franciszka
wpisane było do niej w brzmieniu niemieckim. Nie ujawnili tego faktu w trak­
cie przewodu sądowego. Strona pruska nawet nie powołując się na tak dawne
zapisy nakazała usunięcie szyldu z polskim nazwiskiem Szulc z zakładu zegar­
mistrzowskiego i zastąpienie go innym, z nazwiskiem Schultz . To, że sklep
znajdował się w Bazarze Poznańskim, owym symbolu polskości, miało dla
Niemców ogromne znaczenie. Rodzina początkowo zignorowała postanowie­
nie sądu. Po kilku tygodniach szyld zdjęli pracownicy administracji pruskiej
w asyście policji. Przez kilka kolejnych miesięcy firma funkcjonowała, ku
uciesze poznaniaków, bez żadnego szyldu. Dopiero w końcu 1901 Szulcowie
zostali zmuszeni do umieszczenia na widocznym miejscu „nowej" nazwy fir­
my: W. Schultz. Prawo do noszenia nazwiska Szulc przywrócono rodzinie
22.10.1919 г., na podstawie jej wniosku skierowanego do rejencji poznańskiej.
Teofil Walerian i Stanisława Adamska mieli szóstkę dzieci: Tadeusza, Bro­
nisława, Helenę, Stanisława, Zdzisława i Janusza.
Najstarszy syn Tadeusz (ur. 1881) od lat gimnazjalnych związany był
z tajnymi organizacjami samokształceniowymi i wolnościowymi. W murach
gimnazjum św. Marii Magdaleny były to: kółko im. Tomasza Zana i Czer5

5

Nie udało się odnaleźć szczegółowych akt procesowych, a tym samym prześledzić rodzaju
argumentacji użytej przez obie strony w trakcie postępowania.

RODZINA SZULCÓW

129

wona Róża. Po ukończeniu szkoły średniej studiował medycynę we Wroc­
ławiu, Monachium i Gryfii (w Poznaniu nie było wtedy uniwersytetu).
W 1905 r. uzyskał doktorat nauk medycznych na uniwersytecie w Gryfii.
Następnie odbywał obowiązkową, wojskową praktykę lekarską i w 1907 r.
opuścił szeregi wojska pruskiego jako oficer rezerwy. Został lekarzem miejs­
kim w poznańskiej dzielnicy Wilda, a ponadto lekarzem fabrycznym zakładów
metalowych H . Cegielskiego. Od swych młodych lat uczestniczył czynnie w ży­
ciu miasta. Kiedy tylko powstało polsko-niemieckie Stowarzyszenie Zawo­
dowe Lekarzy Poznańskich (było ono organizacją zbliżoną do związku zawo­
dowego), objął w nim funkcję członka zarządu, który składał się z sześciu
Niemców i sześciu Polaków. Pełnił w nim obowiązki skarbnika. Urząd ten
złożył faktycznie dopiero po I wojnie światowej. Uznanie kolegów i społeczeń­
stwa miasta zdobył dzięki aktywności na Wydziale Lekarskim Poznańskiego
Towarzystwa Przyjaciół Nauk, gdzie redagował „Nowiny Lekarskie" i w la­
tach 1908-1912 był ich sekretarzem. Ze względu na zdolności muzyczne został
także członkiem zarządu towarzystwa „Lutnia", które dzięki osobie dyry­
genta, ks. W. Gieburowskiego, miało znaczne poważanie wśród poznańskich
melomanów. Pracował także w sekcji kulturalnej organizacji „Straż". Był
dodatkowo w zarządzie Towarzystwa Higieniczno-Społecznego i innych orga­
nizacji, mniej istotnych ze względów historycznych. Oprócz tego szeregu zajęć
i funkcji w organizacjach zawodowych i społecznych zaakceptowanych przez
administrację pruską, należał do organizacji konspiracyjnych. Najważniejszą
z nich była „Obrona Narodowa" (podporządkowana „Lidze"), która swą
działalnością obejmowała cały obszar zaboru pruskiego. Tadeusz Szulc z du­
mą wspominał, iż był także jednym z niewielu członków samej „Ligi" (Szulc
1957, s. 7). Była to organizacja narodowo-demokratyczna, bardzo ważna dla
poznańskiego życia politycznego.
Od 1907 r. współpracował z nowo powstałym dziennikiem „Kuryerem
Poznańskim" jako recenzent muzyczny. W tej dziedzinie zasłynął również jako
dobry organizator przygotowując rozmaite koncerty okolicznościowe. Za naj­
większe dokonania można uznać poznańską premierę oratorium „Quo Vadis"
Feliksa Nowowiejskiego i premierowe wykonanie dzieł Karola Szymanow­
skiego. Jego celne recenzje muzyczne ukazywały się aż do 1918 г., z przerwą
w trakcie I wojny światowej. Z obszerniejszych tekstów muzycznych jego
autorstwa należy przypomnieć broszurę o F.Chopinie wydaną w 1910r.
i szkic o muzycznym Poznaniu w latach 1870—1939, napisany wspólnie z wybit­
nym historykiem sztuki G. Chmarzyńskim. Swoje artykuły podpisywał także
pseudonimem „Iatros" lub ,,-z,-z".
Nie były to jedyne nurty zainteresowań Tadeusza. W swej działalności
przejawiał wielokrotnie troskę o fizyczny rozwój młodzieży. Napisał na ten
temat szereg artykułów i broszur.
Pierwszą wojnę światową przeżył jako lekarz armii pruskiej w stopniu
porucznika a później kapitana. Dwukrotnie podczas wojny przez kilka mie­
sięcy przebywał w Poznaniu jako rekonwalescent po przebytych chorobach.

130

RAFAŁ BESZTERDA

Odzyskanie niepodległości w listopadzie 1918 r. zastało go w Poznaniu, gdzie
z początku utrzymał dotychczasowe stanowisko lekarza dowódcy Głównego
Szpitala Fortecznego. Odradzające się władze polskie zaproponowały mu kierow­
nictwo Instytutu Higienicznego i Lekarza Powiatowego. Został także poproszony
0 prowadzenie zajęć z anatomii na tworzącym się Uniwersytecie Poznańskim.
Powszechne zaufanie społeczne i wybitne cechy organizatorskie zaowoco­
wały propozycją objęcia funkcji członka Magistratu poznańskiego. Jako radca
pracował tam od 1925 do 1936 г., a jako Naczelnik Wydziału Zdrowia Pub­
licznego do 1938 r. (wydział ten został przez niego stworzony od podstaw).
Ceniony przez zwierzchników był w latach 1934-1936 zastępcą Prezydenta
Miasta Poznania - Cyryla Ratajskiego.
Najobszerniejszym tekstem dotyczącym rodziny Szulców są wspomnienia
Tadeusza. Liczą one około 900 stron maszynopisu, którego fragmenty zostały
wydane drukiem w 1995 r. Żal, iż wyboru dokonano przede wszystkim pod
kątem opisywanej przez niego działalności lekarskiej. Nie opublikowano części
rozważań natury ogólnej, czasami o charakterze filozoficznym, czy w końcu
obszernej części ciekawostek z życia dawnego Poznania. Tekst ten daje wgląd
w osobowość jednego z Szulców żyjącego na przełomie wieków, a ponadto
pozwala uchwycić różne odcienie mentalności poznańskiego mieszczaństwa
1 epoki. Opisuje on na przykład ciekawą kwestię ceł miejskich:
Bardzo charakterystyczną rzeczą dla dawnego Poznania, mieszczącego się w obrębie wałów
fortecznych i jego ekskluzywności wobec gmin zewnętrznych była sprawa ceł. Miasto miało swoje
własne cła wwozowe, szczególnie na mięso. Jeżeli ktoś np. kupił mięso zwykłe, drób lub dziczyznę
poza murami fortecznymi, np. na Rynku Jeżyckim, musiał przy wejściu do miasta uiścić od­
powiednie cło. U bram szczególnie u najwięcej frekwentowanej Bramy Berlińskiej patrolowali
miejscy, zielono umundurowani celnicy i wychwytywali podejrzanych o zamiar przemytu mięsa.
W miejscu, gdzie dzisiaj stoi tzw. „Hotel Royal" , stał podówczas mały parterowy miejski urząd
celny. Tam to trzeba było się udawać z mięsem, tam je odważano i obliczano wysokość cła. Każdy
tramwaj konny, który szedł z dworca ku miastu musiał się liczyć z tym, że celnik wejdzie do
wnętrza i zapyta, czy kto ma coś do oclenia.
Również istniało cło mostowe na moście Chwali szewskim, który łączył ulicę Chwaliszewo
z dzisiejszą ulicą Wielką (wówczas Szeroką). Po godzinie dziesiątej wieczorem do którejś godziny
rannej musiał każdy, kto przejeżdżał przez most wozem lub czymś podobnym, zatrzymać się przed
budką celnika stojącą w bliskości krzyża, skąd celnik dla wygody przejeżdżających wysuwał
łopatkę o bardzo długim trzonie, tak, że przejeżdżający mógł nie wysiadając opłacić cło za każdą
osobę wiezioną w wysokości kilku fenigów od osoby (Szulc 1957, s. 37-38).
6

Nie wszyscy ze współczesnych mieszkańców Poznania zdają sobie sprawę,
że zaledwie sto lat temu obszar miasta był dalece ograniczony wybudowanymi
przez władze pruskie fortyfikacjami. Ich częściowe wyburzenie i włączenie do
Poznania dodatkowych obszarów spowodowało rozszerzenie granic miasta
dopiero w ostatnim dziesięcioleciu X I X w. Zniesiono wtedy także nakaz
wznoszenia budynków techniką muru pruskiego w pasie przyfortecznym (por.
6

Hotel o niezmienionej nazwie stoi w Poznaniu do dziś przy ul. Św. Marcin, naprzeciwko
wylotu ul.Gwarnej.

RODZINA SZULCÓW

131

Trzeciakowscy 1987, s. 29). Wielokrotnie spotkać można w cytowanych wspom­
nieniach opis problemów, z jakimi borykała się młoda administracja polska
po 1918 г., której decyzjami Poznań zmieniał swoje oblicze terytorialne (Szulc
1957, s. 509-511).
Inną ciekawostkę historyczną zawarł Szulc przy okazji opisu mobilizacji
podczas I wojny światowej:
W mieście panował niezwykły, nerwowy ruch. Plakaty obwieszczające mobilizację, rozlepione na
słupach całego miasta, ukazały się - rzecz nie do uwierzenia - także w języku polskim. Teraz, gdy
chodziło o własną skórę, nawet władze wojskowe pruskie uważały za właściwe odezwać się do
Polaków w ich języku ojczystym i nawoływać do spełnienia „obowiązku wobec ojczyzny" nie­
mieckiej (Szulc 1957, s. 336).

Wspominałem, że Tadeusz Szulc był stałym recenzentem muzycznym „Kuryera Poznańskiego". Przebywając na froncie tęsknił za wiadomościami z ro­
dzinnego miasta, toteż, jak pisał:
zaabonowałem „Kuryera Poznańskiego", którego mi następnie przez cały czas mego pobytu na
froncie pod opaską przysyłano. W ten sposób byłem w stałym i dość ścisłym kontakcie z Po­
znaniem i mogłem na ogół dobrze się orientować, co dzieje się w kraju i w Poznaniu mając stałe
informacje z polskiej strony. Listy od żony i rodziny dopełniały reszty. I z frontu można było
pisywać listy polskie w zamkniętych kopertach, tylko w samych początkach wolno było pisywać
jedynie otwarte karty i to po niemiecku, nie podając jednak miejsca wysyłki, a tylko formację
(Szulc 1957, s. 350).

W obszernym tekście wspomnień znalazło się miejsce na nowinki dotyczą­
ce zmiany czasu na letni. Niemcy wprowadzili taką zmianę po raz pierwszy
podczas I wojny (Szulc 1957, s. 404).
W innym miejscu autor celnie scharakteryzował sytuację frontu antypruskiego na ziemiach wielkopolskich i prasę ugodową:
Wewnątrz społeczeństwa poznańskiego i zaboru pruskiego była sytuacja w stosunku do zwalczających
się kierunków pozostałych zaborów na ogół jasna i nie powikłana. Rozbieżności wewnętrznych
w zasadzie nie było, ani politycznych ani społecznych, a front antyniemiecki poza garstką nieuleczal­
nych prusofilów, próbujących akcję swą prowadzić na łamach poznańskiej w tym celu do życia
powołanej „Gazety Narodowej" pod redakcją Ignacego Żnińskiego, był zwarty. [...] W czasie
pierwszej wojny przyjął [mowa o Ignacym Żnińskim - przyp. R.B.], zaofiarowane mu przez
ugodowców pruskich stanowisko redaktora owej „Gazety Narodowej", która jednak żadnego nie
wywierała wpływu i nie była zdolna, podobnie jak w tym samym celu uruchomiony w Lesznie „Kraj",
osłabić front antyniemiecki. Poza tymi dwoma organami w Wielkopolsce jeszcze „Gazeta Gru­
dziądzka" Wiktora Kulerskiego i „Godzina Polski", zwana powszechnie „Gadzina Polski", pod
kierownictwem Adama Napieralskiego w Częstochowie usiłowały oddziaływać, lubo bezskutecznie, na
społeczeństwo zaboru pruskiego na rzecz państw centralnych (Szulc 1957, s. 418-419).

Kilka stron maszynopisu poświęcił Szulc dość powszechnemu w Wielko­
polsce, niechętnemu stosunkowi do Józefa Piłsudskiego. Objętość niniejszego
artykułu nie pozwala na przytoczenie całości jego rozważań. Poza cytowanymi
fragmentami T.Szulc zwraca uwagę na specyfikę zaboru pruskiego i wynika­
jące stąd różnice w ocenie postaci marszałka:

132

RAFAŁ BESZTERDA

Co skłoniło do tego kroku Piłsudskiego i jego popleczników z P.P.S. i kazało mu w konflikcie
[fragment dotyczy czasów I wojny światowej - przyp. R.B.], zaraz u jego początku szafować krwią
polską, już wtenczas, gdy wyniku zmagań nikt nie mógł nawet w przybliżeniu przewidzieć, trudno
z całą pewnością jeszcze dzisiaj powiedzieć. Czy wchodziły tam w grę jakieś osobiste pobudki
uczuciowe, czy też opierał Piłsudski swój plan na jakichś rachubach politycznych, nie można
nawet teraz po tylu latach stwierdzić na pewno bez bliższych danych. Czy kierowała nim tylko
nienawiść wyłącznie socjalisty do caratu - a pochodził z Litwy - czy była mu motywem osobista
ambicja odegrania jakiejś wybitniejszej roli, czy pragnął tylko po raz pierwszy od 1831 r. powołać
do życia polską regularną jednostkę zbrojną, choćby małą, było có najmniej dla zaboru pruskiego,
wtenczas, w czasie I wojny zupełnie rzeczą nie jasną. Może łudził się, że tworząc tę jednostkę
równocześnie stworzy ośrodek zbrojny, który rozrastając się i wzmacniając ochotnikami spod
zaboru rosyjskiego stanie się czynnikiem reprezentującym militarny czyn i polityczną myśl polską.
[...] W każdym razie powiedzieć można, że wystąpienie Piłsudskiego i jego zwolenników - bez
względu, z jakich powstało motywów - w czasie czteroletniej wojny w niczym nie zaważyło,
szczególnie w sensie dodatnim, na rozwoju sprawy polskiej i obojętnym było w gruncie rzeczy, czy
legiony Piłsudskiego, od których zresztą „legion wschodni" wnet odpadł i swoją poszedł drogą,
istniały w ogóle czy nie. Zaważył Piłsudski na losach Polski dopiero po pierwszej wojnie. Rozwój
wypadków w czasie wojny dowiódł nadto, że Piłsudski stanął po fałszywej stronie, co też - choć
późno - sam pewnie musiał uznać poznawszy bliżej Niemców i przekonać się, że przelewanie krwi
polskiej ochotniczo już w pierwszej fazie wojny było błędem (Szulc 1957, s. 419a-d).

Chociaż przytoczone tu słowa są jedynie wyjątkiem, nie zapominajmy, że
autor był w chwili ich pisania podpułkownikiem W.P. i jego poglądy jako
żołnierza były zazwyczaj wyważone. Potrzeba działań wojennych nie była mu
obca. Nie zgadzał się jednak z decyzjami politycznymi Piłsudskiego i jego
obozu. Wyrażał w ten sposób poglądy bliskie wielu Wielkopolanom. Pry­
watny stosunek T. Szulca do tej kwestii był zresztą znany Prezydentowi Mia­
sta Poznania, Cyrylowi Ratajskiemu, który nakłonił go do pracy samorządo­
wej i objęcia funkcji zastępcy prezydenta.
Przy okazji opisu dotyczącego początkowych faz tworzenia polskich sił
zbrojnych w Wielkopolsce autor wspomnień przytoczył znamienną sytuację
charakteryzującą ten proces:
7

Polaków z wyższym wykształceniem wojskowym w Poznaniu wówczas nie było. [...] Wybór padł na
generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. [...] Dowbor zjechał niezwłocznie do Poznania i około połowy
stycznia 1919 r. objął naczelne dowództwo wojsk wielkopolskich. Wprowadził niebawem jednolite
mundury polskie barwy popielatej. Pokrycie głowy stanowiły czapki kształtu wysokiej rogatywki. [...]
Z dawniejszych niemieckich oficerów zawodowych znaleźli się w wojsku wielkopolskim w stopniach
obecnie generalskich Polacy Kazimierz Raszewski i Grudzielski. Szereg oficerów wyższych przywiózł
ze sobą z byłych formacji polskich w Rosji Dowbór-Muśnicki. W początkach były trudności pewne
z polską komendą, której nikt nie znał. Używano więc zrazu komendy niemieckiej z konieczności.
Szybko się to jednak zmieniło i język polski zapanował w wojsku niepodzielnie tak, że, gdy po kilku
tygodniach na wezwanie Lwowa wyruszyły mu pierwsze bataliony poznańskie na odsiecz przeciw
oddziałom ukraińskim, szły tam już pełne zapału formacje w każdym calu polskie (Szulc 1957, s. 441).

Był też Tadeusz Szulc pomysłodawcą i osobą odpowiedzialną za urządze­
nie „dziecińca" na łąkach dębińskich. Powstał on na wzór ogrodów jordanow-

7

Tadeusz Szulc pisał omawiane wspomnienia pod koniec życia, zmarł w 1957 r.

RODZINA SZULCÓW

133

skich. Od chwili powstania (lata dwudzieste) do dzisiaj zachował się układ
przestrzenny tego miejsca wraz z ulicą Jordána (Szulc 1957, s. 511-512).
Wiele miejsca Tadeusz Szulc poświęcił we wspomnieniach wynalazkom
technicznym, ich przyjmowaniu i następstwom, jakie wywoływały w życiu
codziennym Wielkopolan oraz w szerokiej skali Polski i Europy. Z perspek­
tywy dwóch wojen światowych, które przeżył, dał m. in. wyraz swojemu sto­
sunkowi do samolotu, rozważając jego użyteczność pod wieloma względami:
W tych to pełnych zgrozy chwilach przeżytych w Warszawie i częściowo już przedtem w rodzin­
nym Poznaniu uwidoczniła się w całej swej jaskrawości różnica między pierwszą wojną światową
a już nawet początkiem drugiej. [...] Co za rozpiętość między jej siłą niszczycielską [bombą
atomową - przyp. R.B.], a owymi „niewinnymi" strzałkami spuszczonymi przygodnie z samolo­
tów w r. 1914 we Francji, które miałem sposobność oglądać, jak pisałem, pod Verdun. A wszystko
to stało się możliwe dzięki - genialnemu skądinąd - wynalazkowi samolotu. [...] Póki samolot, jak
było jeszcze prawie zasadniczo w I wojnie światowej, służył celom wywiadowczym lub dzięki
zrzucanym ulotkom celom propagandowym, był na usługach celów pozytywnych. Z chwilą jed­
nak, gdy technicznie wydoskonalony, stał się - i to z czasem, coraz więcej - środkiem transpor­
towym i tym samym roznosicielem śmiercionośnych pocisków, przemienił się wkrótce w ruchomą
bazę dla oręża zaczepnego, przed którym nikt w świecie i nigdzie nie jest bezpieczny. Odtąd nie
ma zakątka na ziemi, gdzieby można się ukryć i prawie zaryzykować można twierdzenie, że
bezpieczniej było w pierwszej wojnie na froncie, niż w drugiej w domu. [...] A co ma ludzkość
w zamian za to? Jakie pozytywne korzyści przyniósł wynalazek samolotu ludzkości jako całości?
Prawie żadnych. W stosunku do kolosalnych strat w krwi i mieniu oraz niebywałej udręki
nerwowej w czasie wojen, które ludzkość zawsze nawiedzały i nawiedzać będą, są zyski czy to
w podczas ich trwania czy w razie pokoju tak nikłe, że prawie żadne. [...] Zyskiwanie na czasie jest
zdobyczą bardzo względną, ma znaczenie tylko głównie i prawie wyłącznie wtenczas, gdy się chce
ubiec współzawodnika, konkurenta, przeciwnika. Przecież gdy on nie posiada możności tej szyb­
kiej zmiany miejsca, natenczas i mnie jest ona niepotrzebną a ludzkość chroni się w ten sposób od
pożerającego ją i wyczerpującego ją ciągłego pośpiechu, który ją wiedzie coraz więcej do rozstroju
oraz upadku i nie przynosi - absolutnie biorąc - żadnej korzyści. [...] Ten wynalazek samolotu był
wszak początkiem i poniekąd źródłem wojen totalnych, w których zaczęto walczyć poza armią
także z ludnością cywilną. [...] Tak to okazało się tutaj, jak pewnie nigdy przedtem, że genialność
wynalazczości ludzkiej zeszła niestety znów na bezdroża i zamieniła nieprzewidzianie najszlachet­
niejsze niewątpliwie zamierzenia w następstwa straszliwe (Szulc 1957, s. 696a-b).

Powróćmy do dziejów Tadeusza Szulca i założonej przez niego rodziny.
Ożenił się z Anną Mann i miał trójkę dzieci: Bogdana, Wacława i Urszulę.
Bogdan był sędzią. Ożenił się z Benigna Dudzianką (1947), lecz zmarł
przedwcześnie i bezpotomnie w Gorzowie Wielkopolskim.
Jego brat Wacław także wybrał prawo jako swój zawód. Był przez wiele lat
sędzią Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu i sędzią Sądu Najwyższego w Warsza­
wie. Ożenił się z Aliną Karasińską. Miał z nią dwójkę dzieci: Annę i Jerzego. Jerzy
ożenił się z Bożeną Walczak. Mają oni syna Michała, który jest jednym z dwóch
żyjących męskich potomków rodziny Szulców w siódmym pokoleniu. Anna
wyszła za mąż za Witolda Kozaka i ma trójkę dzieci: Wojciecha, Jerzego i Elizę.
Urszula, absolwentka Akademii Handlowej, wyszła za mąż za Leona Gattnera,
profesora WSE w Poznaniu, z którym miała piątkę dzieci: Grażynę, Włodzimierza,
Andrzeja, Ryszarda i Ewę.
Rodzeństwo Tadeusza Szulca, który był najstarszym synem Teofila Waleriana
i Stanisławy Adamskiej, to: Bronisław, Helena, Stanisław, Zdzisław.

134

RAFAŁ BESZTERDA

Bronisław zmarł w dzieciństwie.
Helena wyszła za mąż za Edwarda Winklera. Był on nauczycielem gimna­
zjalnym w Warszawie. Dlatego też małżeństwo na długo zamieszkało z dala od
Poznania. Dopiero po 1945 r. Edward Winkler został wykładowcą w Politech­
nice Poznańskiej i małżonkowie powrócili do stolicy Wielkopolski.
Najmłodszy brat - Janusz, przez czas jakiś kierował filią rodzinnego przed­
siębiorstwa kupieckiego w Bydgoszczy. Razem z braćmi brał czynny udział
w Powstaniu Wielkopolskim.
Bracia Stanisław i Zdzisław wymagają szczególnego omówienia ze względu
na ich wkład w rozwój poznańskiego kupiectwa i kultury. Stanisław, podobnie
jak jego starszy brat Tadeusz, uczęszczał do gimnazjum św. Marii Magdaleny.
Jednakże nie było mu dane je ukończyć. Wraz ze śmiercią ojca (1901 г.),
a podczas studiów medycznych Tadeusza, na niego właśnie spadł ciężar pro­
wadzenia wraz z matką rodzinnej firmy zegarmistrzowskiej. Został wysłany na
praktyki do Królewca i Szwajcarii. Pod wpływem Stanisława firma przekształ­
ciła się stopniowo we wzorcowy zakład jubilerski. Po latach okazało się, że
wybór Stanisława na następcę ojca, dokonany poniekąd z konieczności, dla
całej rodziny był szczęśliwy. Młodzieniec od początku przejawiał spore talenty
kupieckie i artystyczne. Podobnie jak bracia, włączył się czynnie w organizację
ruchu zawodowego organizując Ogólnopolskie Zjazdy Złotników i Jubilerów.
Pracownię złotniczą przeniósł w latach dwudziestych z Bazaru na PI. Wol­
ności 5 (budynek ten do dzisiaj pozostaje w rękach rodziny). Swoje prace
przedstawiał m.in. na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r.
i Międzynarodowej Wystawie Rzemiosł w Berlinie w 1938 r. Był długoletnim
prezesem Zjednoczenia Zegarmistrzów i Złotników Miasta Poznania, radcą
Izby Rzemieślniczej oraz członkiem zarządu Cechu Zegarmistrzów i Złotni­
ków Miasta Warszawy. Nawet po 1945 r. dalej działał w zarządach rzemieśl­
niczych. Był m.in. wiceprezesem Poznańskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Poza pracą związaną z wykonywanym przezeń zawodem działał od mło­
dych lat w organizacjach narodowościowych i samokształceniowych. Był pre­
zesem „Ogniwa", organizacji młodzieżowej mającej na celu nauczanie historii
i literatury polskiej w zaborze pruskim, a także czynne występowanie przeciw
władzom zaborczym. Ponadto, był członkiem Straży Ludowej i uczestnikiem
powstania wielkopolskiego. Opiekował się również młodzieżą w okresie między­
wojennym jako Kurator Towarzystwa Uczniów Handlowych w Poznaniu.
Podzielał poglądy polityczne braci i dlatego w tym samym okresie był przewod­
niczącym Koła Mieszczańskiego BBWR. Okupację spędził w Warszawie, gdzie
prowadził zakład jubilersko-zegarmistrzowski i własną pracownię złotniczą.
Pomagał finansowo Szarym Szeregom. W 1945 r. powrócił do Poznania i otwo­
rzył ponownie własny zakład. Równolegle do 1950 r. funkcjonował jego sklep
w Warszawie. Powojenna rzeczywistość zmusiła go do przekształcenia zakładu
poznańskiego w spółdzielnię pracy. Co prawda, jeszcze do 1954 r. był człon­
kiem zarządu hurtowni zegarmistrzowsko-złotniczej „Zegarhurt" i założycielem
przewodniczącym rady nadzorczej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu Złotników

RODZINA SZULCÓW

135

i Zegarmistrzów w Poznaniu. Napisał też kilka szkiców dotyczących złotnictwa
artystycznego zamieszczonych w Kronice Miasta Poznania.
Kolejną z jego pasji było kolekcjonerstwo rzadkich wyrobów złotniczych,
przeważnie sreber. Ten unikatowy zbiór (zawierający nawet srebra powstałe
w pracowni Odiota - nadwornego złotnika Napoleona) przetrwał powstanie
warszawskie i choć mocno uszczuplony znalazł się po wojnie w Poznaniu
(Sokolnicki 1974, s. 17). Rodzina ofiarowała go Muzeum Rzemiosła, nowo
powstałemu w Poznaniu Oddziałowi Muzeum Narodowego. Wśród wspania­
łych dzieł sztuki znajdował się puchar srebrny, wykonany przez Stanisława,
z miniaturą ratusza poznańskiego na wieku, którym prezydent Poznania Cyryl
Ratajski wznosił toast na cześć prezydenta Ignacego Mościckiego przeby­
wającego w Poznaniu z okazji otwarcia PWK w 1929 r. Także z inicjatywy
Stanisława i w jego pracowni udało się zrekonstruować insygnia rektorskie
Uniwersytetu Warszawskiego. Darował poza tym komplet insygniów rektor­
skich i prorektorskich Akademii Handlowej w Poznaniu.
Żonaty był z Ireną Wilhelmi i miał dwójkę dzieci: Danutę i Andrzeja. Dzieci
zaangażowały się w kampanię wrześniową jako harcerze, później były żołnie­
rzami Szarych Szeregów. Andrzej był żonaty z Barbarą Chwiłkowską i miał z nią
córkę Alinę. Zginął w 1941 r. w trakcie napadu rabunkowego na sklep ojca
w Warszawie. Siostra Danuta wyszła za mąż za Jerzego Sokolnickiego i zamiesz­
kała w rodzinnym Poznaniu. Ich jedyna córka Katarzyna wyszła za mąż za
Michała Męczyńskiego. Mieszkają w Poznaniu. Danuta, po śmierci brata i po­
wrocie z Warszawy do Poznania, prowadziła ojcowską firmę. Ukończyła studia
historii sztuki i zdobyła dyplom mistrzowski w zakresie złotnictwa. Po upaństwo­
wieniu zakładu była kierownikiem artystycznym Spółdzielni „Rytosztuka".
Najmłodszym dzieckiem Teofila Waleriana i Stanisławy Adamskiej był
Zdzisław Szulc. Nie mógł wiele pomóc rodzinie po śmierci ojca, gdy bowiem
jego brat Tadeusz studiował, a Stanisław zajął się firmą złotniczą, on sam miał
zaledwie sześć lat. Jak bracia, ukończył gimnazjum św. Marii Magdaleny. Ze
starszym bratem Stanisławem brał udział w demonstracjach antypruskich.
Jako młody człowiek wziął udział w powstaniu wielkopolskim i wojnie polsko
- sowieckiej w 1920 r. W tych wydarzeniach historycznych brała też udział
jego przyszła żona Maria Wysocka. Oboje małżonkowie zostali uhonorowani
Wielkopolskimi Krzyżami Powstańczymi a Zdzisław dodatkowo Krzyżem
Walecznych za udział w wojnie 1920 r.
Zdzisław kontynuował zawodowe tradycje rodu i został kupcem. Zajmo­
wał się handlem zbożem. Prowadził duże przedsiębiorstwo do dnia wybuchu
I I wojny światowej i był przedstawicielem duńskiej firmy Pingwin, produkują­
cej słynne lody. W czasie ostatniej wojny wraz z żoną został wysiedlony
z Poznania, ale wrócił zaraz po oswobodzeniu miasta. Od młodych lat jego
życie zawodowe było podporządkowane dwóm pasjom: tenisowi ziemnemu
i kolekcjonerstwu instrumentów muzycznych. Zdzisław był więc kolejnym
z rodzeństwa, który dbał o rozwój tej dziedziny sztuki, jaką jest muzyka.
Świadczyć to może o szczególnej atmosferze panującej w rodzinnym domu

136

RAFAŁ BESZTERDA

Szulców. Żadne istotne wydarzenie muzyczne w Poznaniu w trakcie kilku­
dziesięciu lat nie minęło przecież bez ich udziału organizatorskiego, czy choćby
komentarza prasowego. Bracia popierali każdą ideę, jeśli dotyczyła ona spra­
wy niepodległości ojczyzny lub muzyki. Zdzisław wszystkie środki, jakimi
rozporządzał przeznaczał na zakup instrumentów muzycznych. Jego kolekcja
była imponująca i należy podkreślić, iż tylko dzięki wyrozumiałości żony
- muzykologa i pianistki, zbiór ten, przechowywany w prywatnym miesz­
kaniu, wciąż się powiększał. Ponoć wszyscy goście, którzy odwiedzali ich dom
za każdym razem byli porażeni rozmiarami kolekcji Zdzisława. Każdy kąt,
każde miejsce na ścianach zajęte było przez instrumenty, czasami bardzo
pokaźnych rozmiarów. Zdzisław wielokrotnie podróżował po krajach Europy
i Egipcie przywożąc stamtąd starannie wybrane instrumenty. Jerzy Sokolnicki
w swoich wspomnieniach przytacza anegdotyczną historię z czasów okupacji,
kiedy to kolekcja Zdzisława była schowana za masywnymi, mahoniowymi
szafami wystawy sklepu jubilerskiego brata przy dzisiejszym PI. Wolności
(Sokolnicki 1974, s. 21-22). Pewnego razu, w godzinach otwarcia sklepu pękła
jedna ze strun harfy, czyniąc przy tym potworny hałas. Pracownicy wytłuma­
czyli niemieckiemu kierownikowi, że to wynik rozsychania się drewna maho­
niowego jednej z szaf. Nie wiadomo do dzisiaj czy uwierzył, ale tak schowane
instrumenty przetrwały całą wojnę.
Zdzisław już przed wojną był znanym specjalistą zajmującym się naukowo
pochodzeniem instrumentów, w tym ludowych. Dowodził m . i n . polskiego
rodowodu skrzypiec, napisał kilka rozpraw na temat instrumentarium ludo­
wego. Do najważniejszych jego prac należy Słownik Lutników Polskich (1953).
Po wojnie jego prywatne zbiory znalazły się w Muzeum Wielkopolskim a póź­
niej w Muzeum Narodowym. Dzięki staraniom Zdzisława odrestaurowano
jedną z kamieniczek na poznańskim Starym Rynku i przeznaczono ją na
siedzibę Muzeum Instrumentów Muzycznych. Zdzisław został jego pierwszym
kustoszem. Zapoczątkował kilka trwających do dzisiaj tradycji: przede wszyst­
kim zainicjował Koncerty Sylwestrowe w M I M i międzynarodowe Konkursy
Lutników w Poznaniu. Założył też Stowarzyszenie Polskich Artystów Lutników
i był jego pierwszym prezesem.
Zdzisław popularyzował także tenis ziemny. Był inicjatorem budowy pierw­
szych kortów i prezesem założycielem Polskiego Związku Lawn-Tenisowego
w 1921 r. (miał wówczas 26 lat!). Zaledwie w cztery lata później wydał pierwszy
polski podręcznik zasad gry w tenisa.
Małżeństwo Zdzisława i Marii Wysockiej miało trójkę dzieci: Olgierda,
Mirona i Aleksandrę. Miron zmarł mając zaledwie kilka dni. Olgierd skończył
studia na poznańskiej WSE i pracował w banku. Ożenił się z Hanną Garstecką.
Przedwcześnie zmarł pozostawiając trójkę dzieci: Wojciecha, Marię i Agnieszkę.
Wojciech ożenił się z Haliną Urban i mają syna Olgierda. Jest on drugim obok
Michała, syna Jerzego i Bożeny, kontynuatorem rodu Szulców.
Siostra Olgierda (seniora), Aleksandra, ukończyła po I I wojnie studia
muzykologiczne i pracowała w tym zawodzie.

RODZINA SZULCÓW

137

Przedstawiając dzieje tak znaczącego rodu należy nie tylko zwrócić uwagę
na jego wkład w rozwój kulturalny miasta, a tym samym w kulturę polską, ale
zastanowić się nad fenomenem tak szybkiej asymilacji. Nie powierzchownej,
ale głęboko przenikającej, w pełni uświadomionej i akceptowanej. W ciągu sześciu
pokoleń, ich przedstawiciele wykazali wiele zrozumienia dla potrzeb kraju, który
uznali za swą ojczyznę. Spolonizowani w krótkim czasie, nie pozostawali na
uboczu wobec problemów dotyczących społeczności, w której żyli i zaakceptowali
ją jako swoją. Życie każdego z nich wpisało się w historię miasta i regionu.
Niestety, wielu członków tej rodziny odeszło w zapomnienie i nawet poznaniacy
ich nie znają. Ten stan rzeczy wynika z niewłaściwej edukacji oraz braku
efektywnych działań na rzecz upowszechniania lokalnych tradycji. Ta mieszczań­
ska rodzina od początku swego osiedlenia się w Poznaniu utrzymywała kontakty
z liderami życia kulturalnego i społecznego miasta. Sama tę elitę współtworzyła.
W przeciwieństwie do niektórych Polaków od początku była wyczulona na
sprawy ważne dla Wielkopolan. Trudno znaleźć w ciągu dwustu lat ich zamieszki­
wania w Poznaniu istotną historycznie inicjatywę społeczną, której Szulcowie nie
poparliby czynnie. Ojcowie rodziny pozostawili po sobie pokolenia nie tylko
wykształcone, ale także obdarzone talentami organizatorskimi. Przedstawione
w tym artykule osoby pogodziły pracę zawodową ze społeczną i wieloma innymi
zajęciami, w których zawsze sprawy polskiej kultury, gospodarki oraz życia
społecznego były najważniejsze. Pragnąc uczcić choć jednego z członków tej
rodziny władze Muzeum Narodowego i krewni postanowili ufundować tablicę
pamiątkową poświęconą Zdzisławowi Szulcowi. Znalazła ona swoje miejsce
w pobliżu wejścia do Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu. Uro­
czystość odsłonięcia odbyła się w marcu 2000 r.

ŹRÓDŁA
Archiwalia
Karty ewidencyjne ludności Poznania. Archiwum Państwowe w Poznaniu (lata ok. 1800-1900).
Protokół Bractwa Szewckiego Przedmieścia Ś.Woyciecha. Archiwum Państwowe w Poznaniu
(sygn. AP 466).
Wywiady przeprowadzone w latach 1998-1999 z pp. Urszulą Gattner i Katarzyną Męczyńską
(zapisy - w archiwum Pracowni Etnologii I A i E PAN w Poznaniu).
Czasopisma
Odpisy notatek prasowych z „Dziennika Poznańskiego" i „Kuryera Poznańskiego" z lat 1900-1910.
Literatura
Dzieje Poznania 1994, J. Topolski, L . Trzeciakowski (red.), Warszawa-Poznań, t. 2, vol. 1.
S o k o l n i c k i J . 1974, Rodzina Szulców, tekst odczytu dla Towarzystwa Miłośników Miasta
Poznania, maszynopis.
S z u l c T. 1957, W Poznaniu i wkoło niego, maszynopis.
- 1995, W Poznaniu i wkoło niego. Poznań.
T r z e c i a k o w s c y M . i L . 1987, W dziewiętnastowiecznym Poznaniu, Poznań.
Wielkopolski Słownik Biograficzny. 1981, Warszawa-Poznań.

138

RAFAŁ BESZTERDA

RAFAŁ BESZTERDA
T H E SZULC F A M I L Y
Summary
The oldest traces of the history of the family Szulc reach back to the place called Wołów in
Silesia, where in 1757 Franciszek was born as the first son of the tailor Jan Krzysztof. In the 1780s
Franciszek came to Poznań and since then on the history of that, primarily German, family
became connected with the capital of the region of Wielkopolska. Six generations of the lineage
felt responsibility for the needs of the country which their ancestors had chosen as their own.
They soon became polonized, accepted Poland as their homeland and never held themselves aloof
to the problems of their community.
Life of each of the members of the Szulc family became in some way involved in the history
of the town and of the region.
From the very beginning they were in touch with representatives of local social and cultural
elite and soon they joined the elite themselves. Not all autochtonous Polish families were so
sensitive to the problems important to the province of Wielkopolska as the members of successive
generations of the Szulc family. Within the recent two centuries it is hardly possible to find any
important social enterprise which would not be actively supported by the Szulcs. The forefathers
of the family were followed by numerous generations of descendants who were not only well-educated people but also revealed considerable organizational skills. In the article the author
presents some of the outstanding members of that unusual family who were always able to join
professional success with social activity, for whom the cause of Polish culture and economy was
always of greatest importance.
In order to honour at least one of that extraordinary family, Zdzisław Szulc, a commemorat­
ing plaque has been founded by the National Museum together with the relatives. The ceremony
took place in March 2000.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.