http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5735.pdf

Media

Part of Reaktywowanie zapomnianej afrykańskiej technologii pozyskiwania żelaza w Mali / LUD 2009 t.93

extracted text
Lud, t. 93, 2009

JACEK ŁAPOTT
Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych
Uniwersytet Szczeciński

REAKTYWOWANIE ZAPOMNIANEJ AFRYKAŃSKIEJ
TECHNOLOGII POZYSKIWANIA ŻELAZA W MALI

Żelazo jest wytwarzane przez kowala.
Tylko ci, co wytwarzają żelazo,
są prawdziwymi kowalami1.

Stare powiedzenie, cytowane wielokrotnie przez afrykanistów — Ex Africa
semper aliquid novi, użyte przez Pliniusza Starszego w I wieku n.e. w drugim
tomie jego Historii naturalnej, sprawdza się do dziś. Kontynent ten zaskakuje nas
nie tylko skalą nierozwiązywalnych problemów, wymykających się nierzadko
wszelkim racjonalnym ocenom i prognozom, ale także inicjatywami, o które być
może nikt by dziś Afrykańczyków nie posądzał.
Przez ostatnie lata zajmowałem się, rozległym w czasie i przestrzeni, tematem
pozyskiwania żelaza na tym kontynencie (Łapott 2008). Zgodnie z moją wiedzą
(oraz wiedzą innych badaczy zajmujących się tym zagadnieniem), ten fragment
działalności Afrykańczyków został definitywnie zamknięty co najmniej przed
20-30 laty. Terry Childs i David Killick, podsumowując w jednej ze swoich prac
historię metalurgii na tym kontynencie, pisali w 1993 roku: „Wytop żelaza nie
istniał w wielu częściach Afryki już w czasie I wojny światowej, ale przetrwał
w niektórych niedostępnych regionach Afryki zachodniej aż do lat 60. [XX wie­
ku — J.Ł.]. Ostatnie rodzime piece używane do wytopu żelaza na handel, które
obserwowano w północnej części Wybrzeża Kości Słoniowej, zakończyły pro­
dukcję w 1983 roku, zamykając tradycję technologiczną istniejącą ponad 2500
lat” (Childs, Killick 1993: 325).
W tym kontekście informacja o istniejących jeszcze w Mali kowalach, któ­
rzy do dziś zajmują się pozyskiwaniem żelaza w dymarkach, nie wydawała się*
Z pieśni Bamana śpiewanej w Kolokani w trakcie wydobywania łupy z dymarki (1.02.2009).

254

Jacek Łapott

prawdopodobna. Dotarła ona do mnie przy okazji innych badań prowadzonych
aktualnie w tym kraju. Dowiedziałem się, że być może kilkadziesiąt kilometrów
na północ od Bamako, między Noussambougou a Kolokani, mieszka kowal ob­
sługujący do dziś dymarkę dostarczającą mu żelazo. Rzeczywistość okazała się
o wiele bardziej złożona. Informację tę uzyskałem w 2008 roku na przełomie
pory deszczowej i suchej, jeszcze przed zbiorem plonów — w okresie, gdy w re­
jonie sawanny jest mnóstwo prac innych niż pozarolnicze zajęcia rzemieślnicze.
Udało mi się dotrzeć do miejscowości Kena, potwierdzić tę wiadomość i zoba­
czyć dymarkę2.
Wieś Kena znajduje się około 90 km na północ od Bamako (jadąc drogą na Kati
w kierunku granicy mauretańskiej). Zarówno tę wieś, jak i cały region zamieszkują
Bamana, znani lepiej w literaturze polskiej jako Bambara3. Jest to ludność rolnicza
z tak zwanej grupy ludów Mande, uprawiająca na żyznej tutaj glebie proso, sorgo,
orzechy arachidowe i inne rośliny strefy pogranicza sawanny i sahelu.
Kena została założona w przeszłości przez ród Diarra (są oni dugule — miej­
scowymi notablami), potem dopiero zjawiły się na tym terenie rody Traore i Fane.
Usytuowana jest około 8 kilometrów na wschód od drogi prowadzącej dalej na
północ. Dojazd jest utrudniony, brak tutaj jakiejkolwiek komunikacji. Miejsco­
wość jest na tyle mała, że nie odbywają się w niej nawet tradycyjne, cotygodnio­
we targowiska. Kontakt ze światem zewnętrznym utrzymują wędrowni handlarze
poruszający się na rowerach i oferujący „niezbędne” już produkty miejskie, takie
jak cukier, zielona herbata, latarki, baterie, mydło, tkaniny fabryczne.
Odkryta w 2008 roku dymarka była używana już wcześniej. Potwierdziło to
moją wiedzę o afrykańskich dymarkach jako o urządzeniach wielokrotnego użyt­
ku. Obie strony zaangażowane w tę sprawę — my i rodzina Fane (nieco nieufne
wobec siebie) umówiły się na luty 2009 roku, kiedy to dymarka zostanie ponow­
nie uruchomiona. Zarówno sama dymarka, jak i pokazywane nam fragmenty łupy
potwierdzały możliwości techniczne miejscowych kowali. Trudny dojazd, brak
jakichkolwiek osób obcych w bliższej i dalszej okolicy, poziom życia miejscowej
ludności, gwarantował oryginalność działania, którego mieliśmy być świadkami.
Z kolei Bamana nie byli chyba do końca pewni, czy, zgodnie z obietnicą, pomo­
żemy im finansowo w kolejnym uruchomieniu dymarki — poniesiemy koszty
zakupu zwierząt składanych na ofiarę, koszty pozyskania i transportu rudy, zaku­
pu węgla drzewnego, prezentów itp. Niezależnie od tego, istniejąca i działająca
współcześnie w Afryce dymarka była wydarzeniem, o którym jak najszybciej
należało poinformować opinię publiczną.
2 W pierwszej penetracji w 2008 r. brali udział także mgr E. Prądzyńska i mgr K. Podyma. Właściwe
prace badawcze prowadziłem w lutym 2009 r. w towarzystwie dr. L. Buchalika. Obecna publikacja jest
swojego rodzaju kronikarskim zapisem tego wydarzenia.
3 Bamana należą do jednej z liczniejszych grup etnicznych Mali; stanowią obecnie ok. 25-30% po­
pulacji tego kraju, natomiast językiem bambara posługuje się ponad 80% miejscowej ludności. Bamana
spotkać można także w Senegalu, Wybrzeżu Kości Słoniowej i w Burkina Faso.

Reaktywowanie zapomnianej afrykańskiej technologii pozyskiwania żelaza w Mali

255

W Kolokani
Kolejne spotkanie nastąpiło pod koniec stycznia 2009 roku i było „miłym
rozczarowaniem” dla obu stron. Prace związane z uruchomieniem dymarki po­
suwały się do przodu, została ona już naprawiona, zgromadzono specjalną glinę
na dysze, inną glinę na tynkowanie ścian itp. Największym zaskoczeniem okazał
się dla nas fakt, że nie jest to jedyna dymarka w okolicy. Uruchomienie „naszej”
przewidziane było za około dwa tygodnie, natomiast w nieodległym Kolokani
już następnego dnia miała się odbyć uroczystość wyciągania łupy z tamtejszej
dymarki.
Kolokani to osada czy raczej miasteczko liczące około 20 tys. mieszkańców.
Kilka miesięcy wcześniej miejscowy mer — F.T. Traore wydał zgodę na budo­
wę dymarki i pozyskanie przy jej pomocy żelaza. Według umieszczonej obok
dymarki pamiątkowej tablicy, „realizatorami” tego planu byli Diatourou Fane
z Kena, Bassourou Diarra z Kati oraz Datigui Fane z Kolokani. Mer w między­
czasie zmarł, natomiast okoliczni kowale kontynuowali projekt, którego finału
mieliśmy być świadkami. W wigilię wyjmowania łupy, grupa kowali i okolicz­
nych mieszkańców udała się do zagrody mera, by złożyć wyrazy szacunku jego
pamięci i jego rodzinie. Kowale tańczyli przy akompaniamencie miejscowych
muzyków „taniec kowali z siekierą”. Trwało to z przerwami do późnych godzin
nocnych.
Wyciąganie łupy z dymarki w Kolokani było świętem dla całej miejscowości.
Pojawili się wszyscy uczestnicy projektu, kowale z okolicznych wsi, starszyzna
wioskowa, oficjalni przedstawiciele władz, muzycy, żony kowali, a nawet tele­
wizja z Bamako, razem kilkaset osób4. Część uczestników przyjechała z oko­
licznych miejscowości samochodami, część motorowerami, większość dotarła
pieszo. Miejsce wytopu usytuowane zostało poza Kolokani, na jej północno­
-wschodnim skraju, niedaleko zagrody kowala Datigui Fane.
Dymarka miała u podstawy około 1,8 m średnicy, a wyciągana z niej łupa
stanowiła okrąg o wymiarze około 1 m i grubości 20-25 cm. Żeby nie zniszczyć
dymarki przy wyjmowaniu łupy, należało ją wcześniej rozbić na kawałki. Po wy­
ciągnięciu i ocenie jakości łupy okazało się, że winna być ona „poprawiona”
— żelazo zawierało za mało węgla, było zbyt miękkie. Z uwagi na to, że zgroma­
dzenie mieszkańców przy dymarce przerodziło się w rodzaj festynu, postanowio­
no do programu spotkania włączyć także „poprawienie” łupy. Kilkaset metrów
od dymarki, na skraju drzew rzucających cień, zbudowano szybko specjalne, ot­
warte palenisko, podłączono do niego dwa miechy-dmuchawy (a po jakimś cza­
sie dodano trzeci) i rozpoczęto podgrzewanie fragmentów łupy. Trwało to ponad
dwie i pół godziny. W końcu uzyskano żelazo o zadowalającej kowali jakości.
4 Wraz z L. Buchalikiem byliśmy jedynymi obecnymi Europejczykami.

256

Jacek Łapott

Wszystkie działania były dokumentowane przez telewizję z Bamako, nagrywa­
no też wywiady z kowalami5. Procesowi poprawiania poddano tylko niewielki
fragment łupy. Pozyskana łupa, po jej wstępnym oczyszczeniu, ważyła sto kilka­
dziesiąt kilogramów i została przewieziona do zagrody szefa kowali w bagażniku
samochodu osobowego, który musiał w tym celu obrócić aż trzykrotnie6.

W Kena
Jak się potem okazało, rodzaj dymarki i sposób pozyskania żelaza w Kolokani
różnił się od tego w Kena, ponadto dymarki w Kolokani i Kena były fragmen­
tami większego przedsięwzięcia. W trakcie rozmów uzyskaliśmy informacje, że
podobne dymarki były używane współcześnie także w Tioribougou (23 km od
Kolokani), Fanafiekoro (na południu, w okręgu Kati), Beneso, Faladje, Negela,
Djinidja, Marena (także okręg Kati). W niektórych miejscach, jak Faladje czy
Kena, dymarka była uruchamiana kilkakrotnie.
Jednym z organizatorów tego przedsięwzięcia był wiekowy kowal Diatourou
Fane, zwany Babou, mieszkający w Kena7. Jego wiek nie jest do końca znany.
Na pewno przekroczył 100 lat, niektórzy twierdzą, że ma nawet 120. On sam
przyznaje się do 106 lat. Miał trzy żony, które urodziły mu 10 synów i 4 córki. Po
założeniu rodzin przez dzieci i wnuki kowala, jego rodzina liczy 126 osób.
Jak mówi Babou, w dzieciństwie i młodości pracował z ojcem przy dymarkach w okolicach Kati („tam jest dobra ruda”), w takich miejscowościach, jak
Dougabougou, Toula, Daforo, Djoko. „Kiedyś w okolicy Bamako było dużo dy­
marek. W tamtych czasach dymarki pracowały przez cały sezon suchy i zwykle
było wiele wytopów. Praca była ciężka. Wszystko trzeba było nosić na własnych
plecach — rudę, glinę i węgiel drzewny. To była praca dla silnych mężczyzn”. Do
Kati wrócił w latach 60-70. XX wieku. W Kena osiadł niedługo potem, a około
10 lat temu wpadł na pomysł reaktywowania (po blisko 30 latach) dawnej, rodzi­
mej tradycji hutniczej Bamana.
Niestety, nie było nam dane obejrzeć procesu budowy samej dymarki. Została
ona wzniesiona kilka lat wcześniej — obecny wypał był już czwartym z kolei.
5 Również my prowadziliśmy dokumentację filmową i fotograficzną. Poszczególne fragmenty uro­
czystości były rejestrowane także przez kilku innych uczestników, z użyciem aparatów fotograficznych
i telefonów komórkowych (!).
6 Oprócz łupy, efektem wytopu był piasek wypełniający dno dymarki (o którym trudno znaleźć in­
formacje w literaturze omawiającej wytop żelaza). Ustawiła się po niego kolejka kobiet, które zbierały
go w chustki i plastikowe woreczki. Według powszechnej opinii, był znakomitym antidotum przeciw
wrogim fetyszom, jak i — po dodaniu go do wody — skutecznym środkiem stosowanym w leczeniu
chorób skóry oraz „dla urody”.
7 Zajmuje się on ponadto wróżbiarstwem, a konkretnie geomancją— wróżeniem ze znaków kreślo­
nych na piasku. W ciągu kilkudniowego pobytu w jego zagrodzie widzieliśmy codziennie kolejkę ludzi
oczekujących na wróżby czy błogosławieństwo Babou. Nazwisko Fane jest tradycyjnym nazwiskiem
kowali u Bamana.

Reaktywowanie zapomnianej afrykańskiej technologii pozyskiwania żelaza w Mali

257

Głównym budowniczym dymarki był najmłodszy syn Babou — Mamadou (Madou) Fane, a pomagali pozostali męscy członkowie rodziny. Budowa dymarki
trwała tylko jeden dzień. Wzniesiono ją z gliny (pochodzącej z termitiery), do
której dodaje się rozbite kawałki liany, namoczone wcześniej w wodzie. Powo­
duje to lepsze utwardzenie gliny, co skutkuje także „wodoodpomością”. Takiej
dymarki nie trzeba zabezpieczać przed porą deszczową8.
Dymarka z Kena (podobnie jak ta w Kolokani) to typ dymarki szybowej. Mia­
ła kształt ściętego stożka o wysokości około 185 cm i średnicy u podstawy około
110 cm, a na górze, u wylotu 90 cm. Ściany dymarki miały grubość około 15-20
cm. Od strony południowej usytuowane były pełne, gliniane siedmiostopniowe
schodki ułatwiające załadunek dymarki. Otwór do wyciągania łupy znajdował się
od strony wschodniej, z kolei po przeciwległej stronie był szeroki (ok. 1 m) kanał
z trzema szerokimi stopniami, sięgający poniżej podstawy dymarki, z otworem
do spuszczania żużla. Wokół podstawy dymarki znajdowało się osiem otworów
na pomieszczenie długich dysz (o średnicy ok. 12-14 cm, a długości ok. 140 cm),
dwie kolejne dysze mocowano w otworze do wyciągania łupy, na specjalnych
drewnianych widełkach. Wszystkie dysze po ich umieszczeniu w dymarce sta­
rannie oklejano i uszczelniano gliną, specjalnie wzmocnioną materiałem z termi­
tiery. Dysze montowane były ukośnie w dół, lekko zachodząc w środku na siebie.
Na zewnątrz ich wyloty wystawały nie więcej niż 20 cm poza lico ścian dymarki.
Ustawianie dysz było procesem długotrwałym i w całości nadzorowanym przez
Babou9. Jeśli konieczne było stłumienie ognia w dymarce, dysze przykrywano
specjalnymi, glinianymi pokrywkami. Przy żadnej z dysz nie było miechów, nikt
także z miejscowych kowali Bamana nie słyszał o ich stosowaniu przy dymar­
ce. Potwierdzałoby to opinię Hermanna Amboma, który twierdził, że w piecach
szybowych o wysokości powyżej 1,3 m powstawał w trakcie wytopu tak zwany
efekt kominowy, na tyle duży, że pozwalał uzyskać temperaturę potrzebną do re­
dukcji tlenu z rudy, co było niezbędne w procesie produkcji (Ambom 1976: 29).
Budowniczowie w Kolokani i Kena twierdzą, że wymiary dymarek są w zasadzie
dowolne, poza tym, że nie mogą być one niższe niż 150 cm. Paradoksalnie, uży­
cie miechów w trakcie wytopu mogłoby doprowadzić do szybszego przepływu
powietrza przez szyb dymarki i do obniżenia temperatury w jej wnętrzu10.

8W trakcie naszej wizyty w Kena w 2008 r. pod koniec pory deszczowej, ta sama, niezabezpieczona
dymarka znajdowała się wśród pola dorodnego prosa.
9 Przygotowano 12 dysz, z uwagi na to, że (jak nam powiedziano) czasami podczas umieszczania
w dymarce mogą się połamać (są wykonane z niewypalanej gliny zmieszanej ze specjalną trawą).
10 Niektórzy znawcy tematu, jak C. Francis-Boeuf, wyróżniają jednak w zachodniej Afryce dwa
rodzaje dymarek: tzw. wielki piec (grandfurneau), z naturalnym nawiewem powietrza, oraz „zwykły”
piec-dymarkę (furneau), ze sztucznym nawiewem powietrza przy pomocy miechów (Francis-Boeuf
1937: 427). Potwierdzone użycie tych ostatnich dymarek odnotowano tylko w kraju Lobi, na południowym-zachodzie Burkina Faso. Znana dzięki publikacjom R. Gardiego (1969) dymarka Kirdi z Kameru­
nu Północnego (a więc już spoza Afryki Zachodniej) ma miechy umocowane na szczycie, a powietrze
tłoczone jest w dół.

258

Jacek Łapott

Przygotowania do wytopu trwały kilka dni. Konieczne było dostarczenie rudy
(przywiezionej ciężarówką z okolic Kati), zakup węgla drzewnego, zgromadze­
nie co najmniej trzech rodzajów gliny, naprawienie ścianek dymarki, wykona­
nie dysz itp. Te prace zostały wykonane przed naszym przybyciem. Natomiast
bezpośrednie przygotowanie dymarki do wytopu, osadzenie dysz, napełnienie
dymarki węglem i rudą oraz wytop zajęły dwa i pół dnia oraz dwie noce. Sam
wypał trwał około 41,5 godziny11.
Do wypełnienia dymarki potrzebne było 17 dużych koszy węgla drzewnego
oraz 6 mniejszych koszy rudy. Układ zawartości koszy węgla drzewnego i rudy
został spisany na kartce przez Babou. Rudę zwykle sypano wzdłuż ścianek dy­
marki. Zanim wsypano pierwsze kosze węgla drzewnego, dno dymarki oraz prze­
strzeń między zachodzącymi na siebie promieniście dyszami została wypełniona
suchą trawą. Podpalenie dymarki nastąpiło przy pomocy długich kijów, zapalo­
nych na końcach, wkładanych przez dysze i sięgających tej trawy. Przed zapale­
niem dolną część dymarki do wysokości wylotów dysz (które umiejscowione są
około 40 cm od poziomu) obsypano ziemnym nasypem, następnie obficie pola­
nym wodą. Wszelkie pęknięcia w ściankach dymarki naprawiane były na bieżąco
specjalną gliną. Obie te czynności (polewanie i tynkowanie) powtarzane były
wielokrotnie w ciągu tych dwóch dni i nocy. Ważny był nadzór nad dymarką,
szczególnie w nocy, aby nie pękła czy nie doznała innego uszkodzenia (dysze za­
pychają się np. żużlem i trzeba je przebijać). W nocy ogień nad górną krawędzią
dymarki unosił się na wysokość ponad metra.
Po podpaleniu dymarki złożono w ofierze kozę, którą następnie poćwiartowa­
no i ugotowano. Zjedli jąwszyscy kowale zajęci przy wytopie. Łącznie pracowało
tutaj (na zmianę) sześć osób oraz Babou. Pomimo, że był to kolejny wypał w cią­
gu ostatnich dwóch lat, cały czas pojawiali się „goście”, którzy chcieli przyjrzeć
się temu, „co się dzieje”. Przynosili prezenty — miejscowe wino, piwo, zieloną
herbatę, orzechy kola itp. Robili sobie zdjęcia (!) i słuchali opowieści kowali.
Po południu drugiego dnia wybito otwór u dołu dymarki od strony zachodniej
i spuszczono żużel do wspomnianego wyżej kanału.
Na marginesie warto dodać, że stereotypowe wyobrażenia o wytopie żelaza
w dymarce nie do końca odpowiadają opisywanej rzeczywistości. W procesie pro­
dukcji żelaza w dymarce nie otrzymuje się produktu finalnego w stanie płynnym.
Jest on w stanie stałym i nosi nazwę łupy. Na łupę rzadko kiedy składa się li tyl­
ko dobre, kowalne żelazo. Zwykle po wyciągnięciu z dymarki jest ona zmieszana
z żużlem, węglem drzewnym i piaskiem. Dopiero w procesie „poprawiania żelaza”,
tak jak to było w Kolokani, poprzez jego powtórne podgrzanie i nawęglenie otrzy­
muje się metal nadający się do dalszej pracy w kuźni. Jedyną płynną substancją,
którą usuwa się z dymarki przed jej ostudzeniem i wyciągnięciem łupy, jest żużel.

11 Od godziny 12, 11 lutego, do godziny 5.30 rano 13 lutego.

Reaktywowanie zapomnianej afrykańskiej technologii pozyskiwania żelaza w Mali

259

Potwierdza to jednocześnie fakt, że w dymarkach afrykańskich nie otrzymywano
raczej temperatury niezbędnej do stopienia się żelaza (1535° C).
Wyciąganie łupy z dymarki rozpoczęło się o świcie. Dymarka wcześniej zga­
sła sama (wypalił się cały węgiel), ale była w dalszym ciągu gorąca. Szybko
odkopany został wał ziemny, usunięto dysze (które się połamały) i odsłonięto
otwór od strony wschodniej. Przewiew powietrza miał „ostudzić” całość. Jed­
nak niektórzy kowale, nie mogąc się doczekać finału próbowali rozbić łupę że­
laznymi drągami, chociaż w dalszym ciągu nie można jej było wyciągnąć z pie­
ca z powodu wysokiej temperatury. Sukcesywnie rozbijane kawałki łupy i dysz
wyciągnięto w końcu przy pomocy długich, żelaznych cęgów. Usunięto także
piasek spod łupy, umieszczony tam i ubity pierwszego dnia przed załadunkiem
dymarki. Wówczas łupa jakby zawisa w powietrzu i łatwiej ją rozbić na kawał­
ki. Wyciągnięte, pierwsze fragmenty łupy rozbito niecierpliwie, aby sprawdzić
jej jakość. Okazało się, że żelazo jest dobrej jakości. Miejscowi kowale, dumni
z efektu, byli przekonani, że zawdzięczają to Babou — jego doświadczeniu, sta­
ranności produkcji oraz bliskim kontaktom ze światem nadprzyrodzonym. Otrzy­
mana łupa była względnie czysta i nadawała się od razu do dalszej przeróbki na
niezbędne w życiu codziennym przedmioty żelazne12. Według szacunków, z tego
wypału uzyskano około 70 kg łupy.

Jak to się zaczęło?
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden, bardzo istotny aspekt tej sprawy.
Jak wspomniałem, tradycja pozyskiwania rudy w dymarce zanikła przed około
40 laty także w okolicy Bamako i Kolokani. Byliśmy świadkami swoistej „reak­
tywacji kulturowej”, dokonanej z inicjatywy Diatouro Fane oraz grupy starszych
kowali, którzy potrafili przekonać do tej idei nie tylko innych kowali, ale także,
w przypadku Kolokani, mera tej miejscowości. Z uwagi na powszechne zainte­
resowanie miejscowych kowali tym przedsięwzięciem (każdy z kowali chciał
otrzymać kawałek łupy)13, dymarka z Kolokani była prawie dwa razy większa
niż ta w Kena.
Interesujące, że projekt budowy dymarek w tym regionie (w ostatnich latach
wykonano już co najmniej 9 wytopów) był inicjatywą wewnętrzną. Na jego re­
alizację złożyli się wspólnie wszyscy zainteresowani kowale. Nie otrzymano
żadnych dotacji ani od administracji państwowej, ani od organizacji pozarządo­
wych. Informacje o tym przedsięwzięciu dotarły do nas przez przypadek. Nasza
obecność skutkowała pokryciem części kosztów wytopu w Kena, jednak wytop
i tak był wcześniej zaplanowany. Tego rodzaju wewnętrzne działanie, samoorga­
12Otrzymane wyniki analizy fizyko-chemicznej potwierdziły tę opinię.
13 Podobnie jak w innych rejonach Afryki Zachodniej, także tutaj panuje przekonanie, że żelazo
pozyskiwane z dymarki ma właściwości nadprzyrodzone.

Jacek Łapott

260

nizacja miejscowej ludności w celu „przypomnienia i kontynuacji tradycji”, jak
powiedział jeden z kowali, jest czymś zdecydowanie nowym w tym rejonie.
To także novum w obserwowanych, współczesnych kontaktach na linii Mali
— „reszta świata”. W sąsiednim kraju Dogonów czy w odwiedzanych przez licz­
nych turystów Dżenne oraz Timbuktu (także w Mali), wśród miejscowej ludno­
ści przeważają postawy oczekiwania na pomoc, aby nie powiedzieć: postawy
roszczeniowe. Niewykluczone, że sędziwy Diatorou Fane, z racji swego wieku
i autorytetu, potrafił stworzyć w kraju Bamana zupełnie nową (choć silnie zako­
rzenioną w tradycji) rzeczywistość kulturową, której skutki będzie można ocenić
dopiero w przyszłości.
Właśnie w sąsiedniej wiosce, Bougoudiana (kilka km od Kena), mieszka Tiori
Diarra. Jego matka, Konimba Diarra (ur. około 1895 r.), jest znana jako mistrzyni
w malowaniu tradycyjnych tkanin Bamana, bogolan. Sam Tiori jest animatorem
także nieco zapomnianej tradycji — teatru marionetek. To właśnie kontakt z nim
naprowadził nas na trop dymarek. Współcześnie, dzięki takim ludziom, jak Tiori
Diarra, nad Nigrem (w Segou, Markala) odbywa się co roku festiwal marionetek
ściągający dużą liczbę turystów. Autor tego pomysłu nie bierze jednak udziału
w festiwalu. Być może za jakiś czas ktoś wymyśli, w Kolokani czy Kena, festi­
wal dymarek. Ale czy będzie to ten sam projekt? Jaki będzie do niego stosunek
miejscowych kowali? Czy odsuną się od niego tak, jak Tiori Diarra od festiwalu
marionetek? Czy będzie to w dalszym ciągu „przypomnienie i kontynuacja tra­
dycji”? To już jednak zupełnie inna historia.

BIBLIOGRAFIA
A m bom H.
1976

D ie Bedeutung der Kulturen des Niltals fü r die Eisenproduktion im subsaharischen Afrika, Wiesbaden: Franz Steiner Verlag.
Childs S.T., Killick D.
1993
Indigenous African Metallurgy: Nature and Culture, „Annual Review
o f Anthropology” 22, s. 325-334.
Francis-Boeuf C.
1937
L ’industrie autochtone du fe r en Afrique Occidentale Française, „Bulletin
du Comité d ’Etudes Historiques et Scientifiques de l’Afrique Occidentale
Française” 20: 4, s. 403-464.
Gardi R.
1969
Unter afrikanischen Handwerken, Bem: Akademische Druck- u. Verlags­
anstalt.
Łapott J.
2008
Pozyskiwanie żelaza w Afryce Zachodniej na przykładzie ludów masywu
Atakora, Żory: Muzeum Miejskie.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.