http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4063.pdf

Media

Part of Prawdziwym pięknem jest natura (o twórczości malarskiej Bazylego Albiczuka) /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.1

extracted text
1

Jacek Olędzki
PRAWDZIWYM PIĘKNEM JEST NATURA
(0 TWÓRCZOŚCI MALARSKIEJ BAZYLEGO ALBICZUKA)

1

0 indywidualności artysty należałoby powiedzieć na wstępie

J u ż z tej k r ó t k i e j w y p o w i e d z i A l b i c z u k a rysuje się w y r a z i ś c i e
jego o s o b o w o ś ć o g ł ę b o k i c h k o n f l i k t a c h

w e w n ę t r z n y o h , rozbu­

o sobie pisze: „ S z c z ę ś c i e z n a l a z ł e m w ogrodzie. S k ł o n n o ś c i do

dowanym

spraw

rzeźby, m u z y k i i m a l a r s t w a o d c z u w a ł e m o d n a j m ł o d s z y c h

jego s ł o w a , k t ó r e m a j ą w a ż n e znaczenie dla zrozumienia t w ó r ­

jego własnymi s ł o w a m i . O t o w j e d n y m z p i s m w r u b r y c e

Sami

1

lat.

poczuciu n a j p o w a ż n i e j s z y c h

otycznyoh.

Oto

Jeszcze przed w o j n ą , p r a c u j ą c w r o l n i c t w i e ( u r o d z i c ó w z t r o j ­

czości i o s o b o w o ś c i tego z a d z i w i a j ą c e g o a r t y s t y : „(...) p o c z u ł e m

giem r o d z e ń s t w a — J.O.), t y m i u p o d o b a n i a m i

w s t r ę t do prac z a r o b k o w y c h ... — i dalej — ... s t o c z y ł e m się do

p r z e p l a t a ł y się

moje każdo wolne niedziele i ś w i ą t e c z n e chwile. Czasem coś w y ­

r z e m i o s ł a " . Słowo „ s t o c z y ć s i ę " nadaje t u

rzeźbiłem, coś n a m a l o w a ł e m (zazwyczaj przedstawienia

ptaków

stwierdzeniu autora. „ O g a r n ę ł o mnio z n u ż e n i e , z n i e c h ę c e n i e do

— J.O.), a najczęściej g r a ł e m na skrzypcach (do d z i ś dwie p a r y

wszystkiego". I m o ż n a b y s k o ń o z y ć na t y c h w y z n a n i a c h a r t y s t y .

skrzypiec z n a j d u j ą się w jego d o m u — J.O.). N a w e t w l a t a c h

Ale nie. A l b i c z u k nie k r ę p u j e się p o w i e d z i e ć rzeczy s p r a w i a j ą c e j

mego uczestniczenia

k a ż d e m u o g r o m n ą t r u d n o ś ć . S ł o w a , że „ u g r z ą z ł w

na [ r o n t a c h (drugiej w o j n y ś w i a t o w e j



szczególną

wymowę

śmietniku,

J.O.), w okopach nie r o z s t a w a ł e m się z o ł ó w k i e m i k a w a ł k i e m

j a k i sam sobie s t w o r z y ł " , w y p o w i a d a z c a ł ą n a t u r a l n o ś c i ą , bez

papieru.

f a ł s z y w e g o w s t y d u , k r ę p o w a n i a się czy maskowania.

Po wojnie s p r ó b o w a ł e m m a l a r s t w a zarobkowego, j a k o u c z e ń

Z cytowanej n a w s t ę p i e w y p o w i e d z i w y n i k a j ą jeszcze inno

mistrza przy o d n a w i a n i u k o ś c i o ł ó w wiejskich (wszystkie w n a j ­

w n i o s k i . C h o c i a ż A l b i c z u k od l a t wczesnej m ł o d o ś c i r y s o w a ł i m a ­

bliższej okolicy B i a ł e j Podlaskiej — J.O.). P o t e m

malowałem

sam. Myśl o zyskach, k l i e n t a c h , d u ż y c h z a m ó w i e n i a c h
staczać mnie do

r z e m i o s ł a

(to i p ó ź n i e j s z e

zaczęła

podkreślenia

lował, nie r o z s t a w a ł się w n a j c i ę ż s z y c h chwilach z o ł ó w k i e m i pa­
pierom — m u s i a ł p r z e j ś ć d ł u g ą i u c i ą ż l i w ą d r o g ę , n i m u z y s k a ł
r o z g ł o s w k r a j u i za g r a n i c ą .

w wypowiedziach a r t y s t y moje — J.O.) i s z a b l o n ó w .

Pejzaże,

O d m ł o d o ś c i g r a ł t e ż n a skrzypcach. G r a ł dla siebie, ale i na

obrazy ś w i ę t y c h , p o r t r e t y , m a k a t y

oddalały

zabawach. T a k o t y m m ó w i p r z y b y ł e j dziennikarce: „ N a t y c h

i m a k a t k i

mnie od prawdziwego p i ę k n a . O d d a l a ł o m n i e to od prawdziwego

zabawach g r a ć t o k a t o r g a b y ł a m o j a . B o j a l u b i ę g r a ć dla siebie,

piękna, j a k i m jost n a t u r a .

P o c z u ł e m t ę s k n o t ę za i n n y m t w o ­

ale nie n a zabawach. G r a ł e m na skrzypcach. L u b i ł e m skrzypce.

rzeniem i coraz bardziej o g a r n i a ł o m n i e z n u ż e n i e , z n i e c h ę c e n i e

T a k p o l u b i ł e m , że m u s i a ł e m n a u c z y ć się g r a ć . Skrzypce, zdaje się

do wszystkiego, co dotychczas m a l o w a ł e m . W y d a w a ł o m i s i ę , ż e

dla m n i e , że jest k r ó l o w ą i n s t r u m e n t ó w w s z y s t k i c h m u z y c z n y c h .

ugrzęzłem w ś m i e t n i k u , j a k i sam sobie s t w o r z y ł e m .

(...) G r a m jeszcze ".

wstręt

do w y k o n y w a n y c h na

zamówienie

Poczułem

portretów,

2

róż,

D l a A l b i c z u k a n a t u r a : r o ś l i n n o ś ć , k w i a t y , k r z e w y , drzewa,

jeleni ( w dalszej części t e k s t u C z y t e l n i k znajdzie d o w o d y po­

p t a k i , a t a k ż e wiatr, śnieg, zmiany p ó r roku, chmury, kształty

twierdzające te s ł o w a — J.O.).

r o ś l i n i wszelkich najosobliwszych k w i a t ó w , nade wszystko słońce
prawdziwe-

oraz g w i a z d y — t o w a r t o ś c i naczelne. W a r t o ś c i , k t ó r y m nadaje

g o. Z n a l a z ł e m je w s w o i m ogrodzie i w 1965 r o k u w y d a ł e m pier-

znaczenie moralne, z k t ó r y m i u t o ż s a m i a c a ł k o w i c i e sens swego ist­

szy »OGPvOD «, a n a s t ę p n i e c a ł y c y k l o t y m temacie, w l a t a c h

nienia. Z w r ó ć m y na t o u w a g ę — t o p r z y r o d a , n a t u r a , a nie ludzie,

Z a c z ą ł e m s z u k a ć p o w r o t u do

p i ę k n a

1966—1968. D r u g i m ó j p r z e ł o m t o r o k 1971, k i e d y w y s z e d ł e m

z k t ó r y m i się nie p r z y j a ź n i , wyznacza w a r t o ś c i , k t ó r y m i się kie­

z ogrodów w szersze przestrzenie

ruje w ż y c i u i k t ó r y c h w y r a ż e n i e u z n a ł za swe p o s ł a n n i c t w o .

o t a c z a j ą c e g o

świata.
Moim nauczycielem i m i s t r z e m jest i b y ł a n a t u r a . "

mnie

W m i e j s c o w o ś c i D ą b r o w i c a M a ł a , gdzie żyje od urodzenia,
u r z ą d z i ł o g r ó d , j a k i t r u d n o s p o t k a ć w k r a j u , a nawet w p a r k a c h

29

I I . 1. B a z y l i A l b i o z u k , D ą b r o w i c a M a ł a , w o j . bialskopodlaskie. I I . 2, 3. B . A l b i c z u k i jogo

„Ogrody"

p i e l ę g n o w a n y c h przez zawodowych o g r o d n i k ó w . N i e jest t o d u ż y

n y m , n i c z y m nie z w i ą z a n y m w znaczeniu m a t e r i a l n y m . One są

o g r ó d , ale znajduje się w n i m blisko 300 r z a d k i c h g a t u n k ó w r o ś ­

p r a w d ą , ale i n n i n i m i g a r d z ą , n i s z c z ą . A n a j w y ż e j cenią kwiaty

l i n , p i e l ę g n o w a n y c h z czułością i . z w i e l k ą z n a j o m o ś c i ą

sztuki

„ d u b e l t o w e " , a jeszcze bardzioj przywiezione z Czech l u b Ameryki

ogrodniczej. O walorach r o ś l i n z jego ogrodu ł a t w o p r z e k o n a ć się

r ó ż n e t a k i e sztuczne..." A b y z a k o ń c z y ć rejestr r o ś l i n znajdujących

p a t r z ą c na obrazy, k t ó r e r e p r o d u k u j e m y w t y m szkicu.

się w ogrodzie A l b i c z u k a , d o d a j m y , że m a o n w n i m za drogio

A oto k i l k a szczegółów o jego rozeznaniu, w i e d z y i w y r a f i n o ­

p i e n i ą d z e k u p i o n y cis, j o d ł ę k o n k a r s k ą , wrzosiec, przebiśniegi,

wartością:

przylaszczki, k a c z e ń c e (o n i c h m ó w i „ t o m o j a ś w i ę t o ś ć " ) , pry-

„ M n i e nie interesuje barwa, lecz k s z t a ł t y . B o t o jest prawda. D l a ­

m u l e , fiołki z ł ą k . „ T o t e ż m ó j n a j d r o ż s z y k w i a t — dodaje — bo

tego nie cenię sobie r ó ż szlachetnych, one m n i e się nie n a d a j ą do

k w i t n i e przez 40

k o m p o z y c j i w obrazach. Cenię natomiast różę d z i k ą , t o jest po­

N a t o m i a s t o narcyzach, k t ó r e w i d z i a ł e m w jego ogrodzie, gdy

ezja...

b y ł e m t a m w m a j u , a r t y s t a w y r a z i ł s i ę , ż e l u b i je, ale nie traktuje

w a n i u w u k a z y w a n i u tego, co jest m u n a j w y ż s z ą

Kocham dereń. Kształty

s ą konieczne do zadowolenia.

d n i . T o m o j a s t a ł a dekoracja

poduszkowa".

L u b i ę m a k i , chociaż s ą z b y t n i o czerwone, ale m a j ą k s z t a ł t i dla­

ich j a k o „ r e l i k w i e " . P o w t ó r z y ł p r z y t y m , ż e ceni w istocie tylko

tego m a l u j ę je w i ę k s z e n i ż n a l e ż y , bo chodzi m i o pokazanie i c h

byliny, kwiaty łąkowe i leśne.

niezwykłej natury, delikatności, delikatności k w i a t ó w polnych

T r u d n o c o ś d o d a ć do t y c h słów. A l b i c z u k jest

wyjątkiem

— b y l i n . Bo nade wszystko cenię b y l i n y , k w i a t y z ł ą k , k w i a t y ,

w ś r ó d a r t y s t ó w o charakterze l u d o w y m , k t ó r y u m i ł o w a ł to, czego

k t ó r y c h i n n i nie c e n i ą , n i s z c z ą , a s ą najcenniejsze, n a j d e l i k a t n i e j ­

nie ceni ś r o d o w i s k o , z k t ó r e g o się w y w o d z i .

sze, prawdziwe. Nasze rodzime. Co j a sobie cenię dalej — fioletowe
karpackie, dzwonek l e ś n y , g i p s ó w k ę b i a ł ą , naparstnice,

3

Oto fragment l i s t u z 5.1.1966 r. do Aleksandra Jackowskiego :

ostróżki,

„ P a ń s k i l i s t p r z e r ó s ł moje marzenia i w z b u d z i ł w i a r ę w twórcze

dziewanny, zawilce; n a g i e t k i l u b i ę , ale t o nie b y l i n y , t a k samo

siły, k t ó r e czuję, że nie z a w i o d ą T y c h , k t ó r z y docenili m o j ą pracę.

piwonio i szlachetne r ó ż e . . . J a k p a s ł e m k r o w y w d z i e c i ń s t w i e , t o

Jestem niezmiernie r a d , że m ó j w y s i ł e k n a p o l u malarstwa zna­

z ż y ł e m się z b y l i n a m i , d z i k i m i ł ą k a m i — k t ó r y c h dzisiaj j u ż nie

l a z ł t a k zaszczytny o d d ź w i ę k w N a j w y ż s z y m autorytecio Kraju

m a — r o s ł y t a m w ł a ś n i o zawilce, r z e ż u c h a , r ó ż n e f i r l e t k i , i r y s y ,

j a k i m jest Polska A k a d e m i a N a u k ... M a m n a d z i e j ę , że może

lelyje, a t a k ż e wiele i n n y c h , k t ó r y c h j u ż nie w s p o m n ę . . . Co do

przez w p ł y w Waszego a u t o r y t e t u wreszcie z n a j d ę j a k i e ś zrozu­

drzew, to nie cenię sobio t a k owocowych, j a k n p . ś w i e r k i , j o d ł y ,

mienie u w ł a d z t e r e n o w y c h i b ę d ę m ó g ł w lepszoj sytuacji i tych

j a r z ę b i n y , a najbardziej to c h y b a brzozy. S ą ludzie, k t ó r z y po­

t r u d n o ś c i (jakie m i a ł A l b i c z u k — J.O.) p o ś w i ę c i ć czas i swoje

t r a f i ą zniszczyć b r z o z ę (bo szkodzi uprawie z b o ż a — J.O.) albo

t w ó r c z e

ś w i e r k , bo toż do niczego i w zamian p o s a d z i ć . . . w i ś n i ę !

( p o d k r e ś l e n i e moje — J.O.). W t y m s a m y m liście autor pisze

d u ż o drzew dekoracyjnych, k t ó r e nie d a j ą ż a d n y c h

Hoduję

„korzyści",

t a k i c h , j a k w i ś n i e czy u l ę g a ł k i . . . W p r o w a d z a m do ogrodu i do
swoich o b r a z ó w b y l i n y , b o

je

lubię.

To są k w i a t y prawdzi­

we, one u s z l a c h e t n i a j ą c z ł o w i e k a , one c z y n i ą o z ł o w i e k a swobod­

.30

siły

dla

K r a j u



P i ę k n a



Sztuki"

o swoich fascynacjach „ n a t u r ą z i e l o n ą , r ó ż n o r o d n ą , b u j n ą i kwit­
n ą c ą , p r z e s t r z e n i ą nieba w r ó ż n y c h odcieniach".
Z l i s t u pisanego do tego samego adresata w p a r ę miesięcy po
p o p r z e d n i m : „ P a ń s k i e zainteresowanie

» O g r o d e m « , k t ó r y oboe-

nie (jost) w B r a t y s ł a w i e , zrodziło we innie m y ś l

„(...) Najgorsze jest t o , że d u ż o czasu i w y s i ł k u z a b i e r a j ą m i

namalowania

wr. 1966—1967 8 o b r a z ó w tego rodzaju, k t ó r o w całości s t a n o w i ł y ­

obrazy, j a k i e m u s z ę m a l o w a ć

by całą „ g a m ę " p i ę k n a r o ś l i n n e g o , z m i e n i a j ą c e g o

mego

się w

porę

skromnego

bytu

za p i e n i ą d z e dla p o d t r z y m a n i a

materialnego".

A r t y s t a nie wspomina

każdego miesiąca, od wzbudzonego ż y c i e m k w i e t n i a do zamie­

przez s k r o m n o ś ć , ile go kosztuje u t r z y m a n i e ogrodu, r e m o n t do­

rającego listopada. T a k ą „ k o l e k c j ę " odcieni m i e s i ą c ó w w świecie

m u , zdobywanie farb, p ł ó t n a , b l e j t r a m ó w , p ę d z l i i r a m . ,,(...) Ma­

roślinnym zamiaruję

mieć

u

siebie",

( p o d k r e ś l e n i e moje

luję p r z e w a ż n i e z fantazji,

pracowni przechowuje — m i m o o g r o m n y c h z a k u s ó w na jogo

że o to „ O g r o d y " z a b i e g a j ą muzoa, B H Z „ D e s a " , kolekcjonerzy,

odpowiadających

kolejnym

miesiącom

na

wiejskiej n a t u r y . O g r o d ó w

nie

prace — 12 o b r a z ó w ,

m a l u j ę

motywy

— J.O.). D o d a ć t u m o ż n a , że a r t y s t a d o t r z y m a ł s ł o w a : w swojej

s p r z e d a ż " . D o d a j m y w t y m miejscu,

o f e r u j ą c n a j w y ż s z e ceny. P r o s z ą go o s p r z e d a ż osoby, z k t ó r y m i
A l b i c z u k p o w i n i e n się l i c z y ć , j a k c h o ć b y miejscowy proboszcz.

w roku!
A oto wyznanie pisane w s t y c z n i u 1967 r . : „ J a się z Panem
zgadzam. B y ł e m sam niezadowolony niebem i g ó r n ą częścią ob­
razu. Widziałem, że ten b ł ę k i t z a ć m i e w a k o l o r y k w i a t ó w , a gałęzie
drzow p r z y p o m i n a ł y j u ż nieraz powtarzano obrazy jarmarczne.
Ale zmieniać obawiam się, g d y ż nie m i a ł e m w swojej w y o b r a ź n i
ani w rzeczywistości czegoś, co b y d a ł o (mi) p e ł n e zadowolenie
... Ale udało m i się p r z e ł a m a ć te przeszkody częściowo i w i e r z ę ,
że je ostatecznie u s u n ę . N a to p o t r z e b n y jest czas i s p o k ó j , a tego

A l e A l b i c z u k maluje „ O g r o d ó w " niewiele, s p r z e d a ł z ż a l e m k i l k a ,
gdy nie m ó g ł j u ż o d m ó w i ć . „ O g r o d y " m a l o w a ł przez t r z y l a t a ,
p ó ź n i e j o d c z u ł p o t r z e b ę z m i a n y t e m a t y k i . P i s a ł w k o ń c u 1968 r . :
„(...) N a a r e n ę mojej w y o b r a ź n i z n i e u g i ę t ą siłą w c i s k a j ą się
P O L A i Ł Ą K I . I c h p i ę k n o i u r o k , j a k i w i d z ę , odczuwam i prze­
żywam,

p r z e s z ł y do m o i c h m y ś l i

i nie u s t ę p u j ą

„Ogrodom".

T o s p o w o d o w a ł o p o d koniec tego r o k u pojawienie pierwszego
obrazu, k t ó r y z a t y t u ł o w a ł e m „ P o l e " . J e ż e l i w „ O g r o d a c h " nio
b y ł o miejsca dla „ n i e b a " , t o ono w obrazie „ P o l e " z n a l a z ł o s w ó j

brak m i " .

triumf.
Wcześniej jeszczo, bo w 1966 r o k u , przed Ś w i ę t a m i B o ż e g o
Narodzenia Albiczuk s k ł a d a j ą c

ż y c z e n i a swemu

przyjacielowi,

pisał, co n a s t ę p u j e : „ W g r u d n i u z r o b i ł e m obraz jeden dla pie­
niędzy i szkicowalom c a ł y c y k l n o w y c h o g r o d ó w ( d o d a ć t u n a l e ż y ,
że szkic reprodukowany obok ( i l . 17) jest s z c z e g ó ł o w y m rozplano­

N i e ł a t w o m i się t o u d a ł o , bo z a c z y n a ł e m o d nieba...

W m o i c h „ P o l a c h " nie t y l k o d o m i n u j ą zadumane k ł o s y , alo znaj­
d u j ą sobie p r z y n i c h miejsce p i ę k n e b y l i n y . . . Ż a l m i , że wiele
z t y c h r o ś l i n z n i k n ę ł o , że nie w i d z ę i c h nigdzie. Gdzie m o ż n a
joszczo s p o t k a ć niebiesko k w i t n ą c e niebieskie i r y s y z m i ł y m za­
pachem albo k r e m o w o - b i a ł e , silnie p a c h n ą c e s t o r c z y k i ? "

waniem kompozycji dzieła i ustaleniem r ó w n i e d o k ł a d n y m u ż y ­
I

tych do poszczególnych d e t a l i b a r w i s p o s o b ó w k ł a d z e n i a f a r b y

jeszczo na koniec wyznanie z 1974 r o k u : ,,(...) Teraz nie

— J.O.), w czym t r a f i ł e m na p o w a ż n e t r u d n o ś c i . M u s i a ł e m k i l k a

m a l u j ę . Jest n i e z b ę d n y m dla m n i e o b s e r w o w a ć N a t u r ę . A l e p r z y ­

dni poświęcić na szukanie, m y ś l e n i e , j a k o d r o d z i ć n a t u r ę i m o j ą

j a z d siostry i szwagra na m i e s i ą c bardzo m i przeszkadza. P o m i m o

(o niej) w y o b r a ź n i ę . 15 X I I — 20 X I I u d a ł o m i się u s u n ą ć łu­

t y c h p r z e s z k ó d w drugiej polowie tego m i e s i ą c a ( V I I ) b ę d ę po

dzącą zasłonę naturalistyczno - f o t o g r a f i c z n ą ,

trosze

w g ł ę b i ć się i w y ­

malował".

Co z ł o ż y ł o się na o d r ę b n o ś ć i w y j ą t k o w o ś ć a r t y s t y ? S p r ó ­

czuć nowe elementy P i ę k n a N a t u r y . . . C y k l o g r o d ó w l e ż y m i n a
sercu. Zgadzam się z Panem. N I E M I A Ł E M R A C J I . T a k . E f e k t

b u j m y o d p o w i e d z i e ć na t o p y t a n i e . Rodzico A l b i c z u k a b y l i pra­

(artystyczny — J.O.) nie w

(podkr. — J . O . ) , lecz

w o s ł a w n y m i . M i e l i czworo dzieci, z k t ó r y c h o p r ó c z naszego ar­

w samym obrazie... P r z e s y ł a m serdeczne pozdrowienia i Najlepsze

t y s t y żyje jeszcze t y l k o jego siostra. Czasami się s p o t y k a j ą , ale,

sumie

jak

Noworoczne Ż y c z e n i a . "

twierdzi,

„nudzi

go", utwierdzając

w

starokawalerstwie,

w ż y c i u z dala o d r o d z i n y . Rodzice z a j m o w a l i się r o l n i c t w e m
I już w t y m miejscu m o ż n a b y ł o b y z a k o ń c z y ć c y t o w a n i e

i h o d o w l ą . M i e l i 20 m ó r g ziemi. D o m r o d z i n n y z a c h o w a ł się do

wybranych f r a g m e n t ó w l i s t ó w A l b i c z u k a , ale niechaj C z y t e l n i k

dzisiaj. W d o m u t y m A l b i c z u k m a p r a c o w n i ę , n i e z a l e ż n i e o d

wybaczy m i m o j ą n a d g o r l i w o ś ć . Niechaj s k r o m n y m u s p r a w i e d l i ­
wieniem będzie t o , że w t y c h dalszych fragmentach o d n a j d u j e m y
jeszcze bardziej f r a p u j ą c e s z c z e g ó ł y z w i ą z a n e z procesem
czym a r t y s t y spod B i a ł e j

3

twór­

Podlaskiej

Oto zdanie z l i s t u pisanego w s t y c z n i u 1967 r o k u : „ W z i e l e m
się za ogrodowe b y l i n y , a s t r y i p o ż ó ł k ł y asparagus. T o k o c h a m .
Chociaż s u b t e l n ą p o e z j ę o d c z u w a m nie w o g r o d o w y c h b y l i n a c h ,
lecz w bylinach i t r a w a c h d z i k i c h na ł ą k a c h i polanach

leśnych

i brzogach rzek nie d o t n i ę t y e h l u d z k ą „ t e c h n i k ą " . . . W

moim

ogrodzie z r o b i ł e m „ w y s e p k ę " b y l i n i t r a w , j a k i e s ł u ż ą m i za w z ó r
do malowania... Często w i d z ę we ś n i e oryginalne i n i e z w y k l e p i ę k ­
ne byliny, j a k i c h nie s p o t y k a m t u w r z e c z y w i s t o ś c i . M y ś l ę z t a ­
kich k w i a t ó w n a m a l o w a ć obraz. T o b ę d z i e p r a w d z i w y
twórczy

sno-

o b r a z " (podkr. — J.O.).

,, W Ogrodzie — VI ( p r o s z ę z w r ó c i ć u w a g ę , ż e a u t o r k a ż d y
ze swoioh „ O g r o d ó w " oznacza l i c z b ą m i e s i ą c a — J.O.) p o w z i e ł e m
temat z czerwcowej p o r y — bujnego zieleni i k w i a t ó w . R o ś l i n y w y ­
brałem t y l k o te, k t ó r o (są) m i znane i n o s z ą n a z w ę :
Są one

dekoracyjne,

ale

u l i s t n i e n i e m bardzo

BYLINY.

„plastyczne"...

(Wydaje się, że fascynacja a r t y s t y o w y m i b y l i n a m i nie odnosi się
wyłącznie do i c h w a l o r ó w k w i e t n o - p l a s t y c z n y c h . S ą d z ę , ż e s ą
one dla niego c z y m ś s y m b o l i c z n y m , z n a k i e m czasu m i n i o n e g o ,
byłego,

chwil, z k t ó r y m i

ł ą c z y najlepsze

wspomnienia, ra­

dość dojrzewania, m ł o d o ś c i , d z i e c i ń s t w a ) . D o Ogrodu — VI w p r o ­
wadziłem m a l u n k i p t a k ó w — w i l g ę i p o k r z y w k ę za ich m i ł y ś p i e w
w czerwcu 1966 r o k u , w czasie m o i c h w s t ę p n y c h prac do tego
tematu... J o ż e l i (zaś) wejdzie do mojego obrazu p o s t a ć l u d z k a ,
to t y l k o t a , k t ó r a

o d w i e d z i ł a m n i e w czasie m e j

(Obraz z t ą „ n i e s z c z ę s n ą " p o s t a c i ą w ż y c i u

artysty

depresji..."
odnajdzie

Czytelnik w t y m ż e s z k i c u ; obraz ukazuje k o b i e t ę w ogrodzie oraz
inną jeszcze w e r s j ę tego t e m a t u , p o r t r e t tej samej k o b i e t y — J . O . ) .

31

skromnego p a w i l o n u zbudowanogo z p ł y t p i l ś n i o w y c h , w k t ó r y m
przechowuje prace i p r z y j m u j e g o ś c i .
K i e d y b y ł dzieckiem, p a s a j ą c k r o w y — podobnie j a k wielu
w i e j s k i c h c h ł o p c ó w — r z e ź b i ł p t a k i i z w i e r z ę t a oraz, co zdarzało
się r z a d k o , r y s o w a ł , m i ę d z y i n n y m i r ó w n i e ż p t a k i i l u d z i . W okre­
sie m i ę d z y w o j e n n y m , po ś m i e r c i r o d z i c ó w , z a n i e c h a ł prac gospo­
darczych i u t r z y m y w a ł się z prac o charakterze

„artystycznym".

P o d b a r w i a ł obrazy „ ś l u b n e " , p o r t r e t y ż o ł n i e r z y w r a c a j ą c y c h ze
s ł u ż b y . W t y m czasie z a p r z y j a ź n i ł się z d z i e w c z y n ą wiolkiej urody,
m a l a r k ą . P r z y j a ź ń ich nie t r w a ł a j e d n a k d ł u g o . R o z s t a l i się. Jak
m ó w i A l b i c z u k : „ W mojej p r a c y konieczne jest skupienie i całko­
w i t a w o l n o ś ć " . S t ą d do dzisiaj — zgodnie ze s w y m i żelaznymi
p r z e k o n a n i a m i — jost c z ł o w i e k i e m w o l n y m , i t o nio t y l k o w ka­
tegoriach serdecznych, ale r ó w n i e ż i n n y c h , o c z y m b ę d z i e mowa
dalej. W czasie w o j n y d o s t a ł się do Z w i ą z k u Radzieckiego. Jako
saper z o s t a ł w c i e l o n y do wojska i b r a ł u d z i a ł w w i e l u operacjach
w o j e n n y c h . P o z n a ł j ę z y k r o s y j s k i i c z y t a ł w oryginale dzielą
Lermontowa,

Niekrasowa,

Tołstoja,

albumowe

wydawnictwa

0 sztuce, z w ł a s z c z a o w i e l k i c h r e a l i s t a c h : R i e p i n i e , Orłowie i in.
(ale nie w i d z i w tej t w ó r c z o ś c i swego w z o r u , t o „ s z t u k a społecz­
na" — mówi).
N a j w i ę c e j j e d n a k sobie ceni inne k s i ą ż k i przywiezione do
k r a j u po w o j n i e , j a k n p . Świat

w obrazach, J o h n a L . Stoddarda,

w y d a n y we L w o w i e oraz k s i ą ż k i o r o ś l i n a c h , z i o ł a c h leczniczych,
grzybach.

Są to

przeważnie

w y d a w n i c t w a niemieckie

sprzed

ostatniej w o j n y . T e m a t y k a p r z y r o d n i c z a interesuje go bardzo,
obecnie

c z y t a Tadeusza G o r c z y ń s k i e g o Rośliny

I s a n i n a Osnowy botaniki.
muje

częsty

użytkowe

o

O d L u d w i g a Z i m m e r e r a (z k t ó r y m u t r ;

kontakt) otrzymał

kilka

i n n y c h jeszcze książek

1 a l b u m ó w o r o ś l i n a c h , k t ó r e bardzo sobie ceni. N i o interesuje go
natomiast

z u p e ł n i e m a l a r s t w o „ n a i w n e " . O d Aleksandra Jac­

kowskiego o t r z y m a ł bogato i l u s t r o w a n e k a t a l o g i wystaw, w któ­
I I . 4. В . A l b i c z u k , szkic r y s u n k o w y z 1953 r.

r y c h b r a ł y u d z i a ł jego prace — z Triennale s z t u k i naiwnej w Bra­
t y s ł a w i e i Zagrzebiu. M a te k a t a l o g i , alo nie l u b i toj sztuki, nie
u w a ż a z r e s z t ą siebie za

„naiwnego".

Natomiast najważniejszą
П . б. B . A l b i c z u k , Portret,

ol./pł., 5 3 x 3 9 c m . 1955.

p o z y c j ą w jego b o g a t y m księgo­

zbiorze jost P i o t r a L a v o d a n a Historia

sztuki

( W r o c ł a w 1954).

Ciekawe s ą u w a g i zapisane na marginesach k s i ą ż k i , wypisy z tek­
stu dzieła: „ D o s k o n a ł y

rozsądek

u n i k a wszelkiej skrajności...

P r a w d z i w a sztuka nie m o ż e b y ć a n i p a t r i o t y o z n a , ani narodowa,
ani nacjonalistyczna, j a k t e ż szowinistyczna, lecz ogólnoludzka
(powinna z a c h w y c a ć c z ł o w i e k a n i e z a l e ż n i e od jego narodowości)."
Ceni t e ż k s i ą ż k ę L u d w i k a G o ś c i ń s k i e g o Rozstanie
(Katowice

1971), b . k s i ę d z a , k t ó r y d u ż o

z kościołem

p o d r ó ż o w a ł i utracił

w i a r ę . B l i s k a m u jest d o c i e k l i w o ś ć i pasja, z j a k ą autor szuka
p r a w d y . I n n y m d z i e ł e m , k t ó r e w y w a r ł o w p ł y w na a r t y s t ę , jest


Aleksandra

K r a w c z u k a Mity,

mędrcy,

polityka

(Warszawa

1975). L e k t u r y t e t ł u m a c z ą wiele, w i ą ż ą c się z doświadczeniami
ż y c i o w y m i a r t y s t y i k o n t a k t a m i z l u d ź m i o szerokich horyzontach
m y ś l o w y c h i e t y c z n y c h ( L . Z i m m e r e r ) . „ J e s t e m w o l n y — mówi
0 sobie — wolnej m y ś l i . Interesuje m n i e k a ż d a religia, chociaż
nie c h o d z ę m o d l i ć się do ż a d n e g o k o ś c i o ł a . . . C h o c i a ż w jednym jest
m o j a r z e ź b a , baranek na o ł t a r z u , w i n n y c h z a ś obrazy świętych
1 a n i o ł ó w , malowane jeszcze p r z ó d 1960 r. A w ogóle, to powiem
p a n u na koniec — dlaczego p a t r z ę na g w i a z d y , na słońce ? Bo tam
c h c i a ł b y m r o z w i ą z a ć z a g a d k ę , gdzie jest koniec... Koniec, którego
nie m a , a r z ą d z i n i m w kosmosie a b s o l u t n y r o z u m — porządek.
I m o ż e jest t o d l a m n i e w a ż n i e j s z e , a n i ż e l i o g r ó d i moje malowanie.
B o j a — panie — m a l u j ę , ż e b y nie m y ś l e ć " .
A w i ę c ścisła w i ę ź , a n a w e t p o d p o r z ą d k o w a n i e sztuki pro­
blematyce

etycznej,

filozoficznej.

Zacytujemy

jeszcze uwagę

w p i s a n ą do k s i ą ż k i L a v e d a n a : „ J e s t e m p r z e c i w n i k i e m nienawiści
m i ę d z y l u d z k i e j . . . M o i rodzice b y l i p r a w o s ł a w n i , a j a jestem wol­
n y . C e n i ę w y z n a w c ó w wszelkich r e l i g i i , b u d d y s t ó w i muzułma­
nów". A b y pojąć

t o w y z n a n i e , trzeba

w i e d z i e ć , że w wiosce,

w k t ó r e j się nasz a r t y s t a w y c h o w a ł , przez stulecia t r w a ł y okrutne
k o n f l i k t y . Dzisiaj nie p o z o s t a ł o j u ż ś l a d u z t a m t y c h czasów, ro­
dzice p r a w o s ł a w n i ż e n i ą swe dzieci z k a t o l i k a m i , cmentarz prawo­
s ł a w n y p o ł ą c z o n o z k a t o l i c k i m . M i n ę ł y w ' de. A l o może tamte,

32

П. 6. В . A l b i c z u k , Dama

w ogrodzie,

ol/pł., 6 4 x 4 9 c m . 1967.

dawne spory w y p ł y n ę ł y na t o , że B a z y l i A l b i o z u k p o s z u k i w a ł roz­

zawsze w k r a t ę , bez k r a w a t a , nie w k ł a d a go nawet w n i e d z i e l ę .

strzygnięcia w kontakcie z w a r t o ś c i a m i najczystszymi, n a t u r a l ­

Jest c z ł o w i e k i e m wielkiej ł a g o d n o ś c i , w r a ż l i w y m i m y ś l ą c y m .
Zastanawia

nymi, pozbawionymi l u d z k i e j n i e n a w i ś c i .
W rozmowie staram się w y j a ś n i ć sobie stosunek m a l a r z a do

się nawet n a d rzeczami m a ł o w a ż n y m i . U c z y n n y ,

ufa n a w e t nie z n a n y m sobie uprzednio osobom. W ruchach raczoj

ludzi, jego d o b r o w o l n ą izolację w ś r o d o w i s k u : „ P a n m y ś l i o m i ­

p o w o l n y . N i e m a samochodu, m o t o c y k l a , t y l k o stary rower, k t ó ­

łowaniu — m ó w i — o m i ł o w a n i u b l i ź n i e g o . T a k , t o jest m o r a l n i o ,

r y m c h ę t n i e i wiele się p o s ł u g u j e .

tylko, że bliźni nieraz w y k o r z y s t u j ą

czyjś altruizm... Powiem

Co l u b i ? Najbardziej — w s c h ó d s ł o ń c a . „ J e s t o n dla mnie
— m ó w i — n i c z y m ś w i ą t y n i a . T o jest dla m n i e niedziela, B ó g .

więcej, k r a d n ą albo nie o d d a j ą tego, co wzięli (...)
Co ja m o g ę p o w i e d z i e ć o pesymistach ? — N i e c h c i a ł b y m b y ć

N i g d y w t e d y nie m a l u j ę . W t e d y c h o d z ę , przechadzam
¡5ucham

śpiewów ptaków.

się, za-

nigdy wśród nioh. — A o o p t y m i s t a c h m o g ę p o w i e d z i e ć jedno, t o

chwyoony światem.

Słucham,

są ludzie. I kiedy m a l u j ę , t o c h c ę , ż e b y m ó j obraz w z b u d z i ł u t a ­

szumi w i a t r . M a l u j ę dopiero po p o ł u d n i u , k i e d y się ś c i e m n i a .

jak

kich ludzi r a d o ś ć " .

N a t o m i a s t k i e d y nadohodzi z a c h ó d , t o wszystko m i j a ,

zostaje

,,— Pan mnie p y t a , co jest w a ż n i e j s z e : „ m i e ć czy b y ć " —

p r z y g n ę b i e n i e . I jeśli w ó w c z a s m a l u j ę , to ż e b y nie m y ś l e ć , u k r y ć

odpowiadam: B Y Ć . — P y t a m n i e p a n o t r z y n a j w a ż n i e j s z e cechy

p r z y g n ę b i e n i e . I d ę s p a ć o dwunastej, pierwszej ... S n ó w p r z e w a ż ­

człowieka dobrogo. O d p o w i a d a m :

nie nie m a m . A l e j u ż n a d r a n e m m y ś l ę , co r o b i ć d a l e j " .
N i m p r z y s t ą p i do m a l o w a n i a kolejnego obrazu — chodzi,

Być t o l e r a n c y j n y m .

r o z m y ś l a , m e d y t u j e . Tego ostatniego s ł o w a u ż y w a on sam. Ma­

Mieć czyste sumienie.

luje w starej chacie (w k t ó r e j się u r o d z i ł ) , p r z y oknie z w r ó c o n y m

No i ż y ć w p r a c y .
— Pan mnie p y t a , j a k i e s ą cechy c z ł o w i e k a najgorszego.

Odpo­

na północny-zachód. Schyłek dnia, n a d c h o d z ą c y m r o k t w o r z ą —
j a k się zdaje — n i e z b ę d n y n a s t r ó j , s t a n skupienia m y ś l i .

wiadam :
Chytrość, p o d s t ę p , f a ł s z y w o ś ć .

N i e zawsze j e d n a k udaje m u się z n a l e ź ć czas. ,,(...) O d po­
ł o w y r o k u 1974 do obeonej c h w i l i jeszcze nic nie n a m a l o w a ł e m

FANATYZM.
Wykorzystywanie drugiego c z ł o w i e k a (pogarda — J.O.).
*
Bazyli A l b i c z u k w y g l ą d a t a k : jest s ł u s z n e g o w z r o s t u , c h u d y ,

— p i s a ł w 1975 r. Obfito deszcze p r z y c z y n i ł y się do t a k i e j

przer­

w y . . . D z i u r a w y dach p r z e g n i ł , z a w a l i ł się i u s z k o d z i ł k o m i n . Mój
spółlokator

ulotnił

się..., a j a m u s i a ł e m

prowadzić

remont...

R o b i ł e m wszystko sam. N i e ż a ł o w a ł e m t r u d u swego, c i e s z y ł e m

czuprynę m a s i w ą , oczy b ł ę k i t n e , d ł o n i e r o z w i n i ę t e , palce d ł u g i e .

się, ż e deszcze w y k u r z y ł y spod jednego dachu ozłowieka,

Ma lat 68 ( u r o d z i ł się/r~'"ł909 г . ) , ale w y g l ą d a n a 50. Koszule nosi

k t ó r e g o w ó d k a —• a l k o h o l (był) i jest religią i » b o g i e m « " .

dla

33

Sam

j e d n a k nie

s t r o n i c a ł k o w i c i e o d alkoholu.

Czyni

to

N i g d y i c h j e d n a k nie kopiuje.

Przeciwnie. T y g o d n i a m i chodzi

j e d n a k u m i a r k o w a n i e . W y p i j a co d z i e ń b u t e l k ę p i w a , za t o nio

zamyślony i rozważa, jak

p a l i , j a d a bardzo skromnie — g ł ó w n i e m a k a r o n , j a j a , chleb, j a r z y ­

jest dla niego n a j w y ż s z ą w a r t o ś c i ą — ś w i a t n i e p o j ę t y , nieza-

ny, popija h e r b a t ą , n a j c h ę t n i e j z c y t r y n ą .

k ł a m a n y , radosny, w j a k i pragnie w i e r z y ć i doprawdy wierzy.

p r z e d s t a w i ć w ł a s n ą wersję tego, co

W s p o m n i a ł e m , że m a l o w a n i e poprzedza n a m y s ł , m e d y t a c j a .

W wiosce, w k t ó r e j p a n o s z ą się m a k a t k i jarmarczne (zresztą

Co pewien czas p r z e g l ą d a posiadane k s i ą ż k i , z w ł a s z c z a te, w k t ó ­

wielkiej u r o d y — J . O . ) , t w ó r c z o ś ć A l b i c z u k a jest ewenementem.

rych znajdują

P o m y ś l e ć , c z ł o w i e k t e n c z y t a k l a s y k ó w l i t e r a t u r y , koresponduje

34

się naturalistyczne w i z e r u n k i

kwiatów i roślin.

П. 7. В . Albiczuk, Ogród, ol/pł., 6 5 x 5 1 e m . 1969. I I . 8. В . A l b i c z u k , Majowy hymn Słońca przed wschodem, ol/pł., 66x50,5 c m . 1974.
II. 9. B . Albiczuk, Ogród, ol./pł., 7 3 x 5 6 c m . 1976. I I . 10. B . A l b i c z u k , Ogród. I I . 11. B . A l b i c z u k , Poranek w lesie z jeleniem na po­
lanie, o l . / p ł . , 65x52,5 c m . 1972.

35

ii

ze znawcami sztuki, s t w o r z y ł sobie p r z y t y m na m a ł y m s k r a w k u

z sierści skubanej z k o ń s k i e g o b o k u . Obecnie maluje

w ł a s n e j ziemi w ł a s n y ś w i a t , no i cierpi. Cierpi w

f a r b a m i , „ T a l e n s a m i " . K o r z y s t a r ó w n i e ż z d o b r y c h pędzli za­

napięciu

aktu

tworzenia.

Wierzy,

że

natura

najwyższym

jest

najwyższą

granicznych. F a r b y i p ę d z l e o t r z y m u j e o d o s ó b i instytucji zain­
teresowanych jego t w ó r c z o ś c i ą . Pracujo t a k :

wartością.

drogimi

na

początku —

A l b i c z u k k o n t a k t u j e się z i n s t y t u c j a m i i osobami zaintere­

zgodnie z t e m a t e m , c z y l i w i z e r u n k i e m o d p o w i a d a j ą c y m porze

sowanymi jego p r a c a m i . A l e co jest z a s k a k u j ą c e . M i m o w i e l k i c h

r o k u — „ k ł a d z i e " stosowny p o d k ł a d , jeśli m a t o b y ć lato, to

pochwał i namów,

p o d k ł a d jest u g r o w y , jeśli z i m a — t o b i a ł a w o s i n y , jeśli jesien­

0

z dziełami swymi

rozstaje

się

niechętnie.

n i e k t ó r y c h z g ó r y m ó w i , że ich nie sprzeda. Zdarza się, ż e

ny,

to

płowofioletowy,

jeśli

wiosenny, t o

jaskrawosoczysto-

oddaje je za darmo, gdy jest przekonany, że t a k p o w i n i e n p o s t ą p i ć .

zielony. Z a l e ż n i e od t e m a t u maluje odpowiednie rośliny, zgodnie

G d y m u s i — sprzedaje zawsze n i e c h ę t n i e . T o go r ó ż n i zdeoydo-

z p o r ą r o k u . N a n i e k t ó r y c h obrazach przedstawia p t a k i żyjące

wanie od ś r o d o w i s k a , od m a l a r z y m a k a t . O n i s p r z e d a j ą za nie­

w d a n y m czasie, w zimie — gile, w leoie — m a k o l ą g w y itd.

wielkie p i e n i ą d z e t o , w co w i e r z ą , ale

Maluje precyzyjnie, j a k m i s t r z o w i e ś r e d n i o w i e c z n e g o czy rene­

Albiczuk

z obrazami,

k t ó r e n a p r a w d ę ceni, nie chce się r o z s t a ć . G d y b y je

sprzedał

•— m ó w i - p o s t r a d a ł b y d u s z ę . I nie m a p o w o d ó w , b y t e m u oś­

sansowego m a l a r s t w a . A l e

najbardziej

zachwyca

obrazu, jego h a r m o n i j n o ś ć , w y w a ż e n i e p r o p o r c j i

kompozycja

poszczególnych

r o ś l i n - k w i a t ó w . M a p r z y t y m w p r o s t n i e z w y k ł e poczucie koloru.

wiadczeniu nie w i e r z y ć .
Jest jeszcze jedna p r z y c z y n a , dla

której

niechętnie

roz­

J e ś l i się z w a ż y , że a r t y s t a u k o ń c z y ł t y l k o cztery dawno oddziały

staje się n a w e t z m n i e j w a ż n y m i dla siebie p r a c a m i . N i g d y nie

s z k o ł y , że ż y j e w ś r o d o w i s k u , gdzie n a j w y ż e j cenione są agresyw­

jest z n i c h c a ł k i e m zadowolony. W c i ą ż u w a ż a , ż e t o , co z r o b i ł ,

ne w barwie m a k a t k i , oleodruki, o b r a z k i z p o z ł o t k ą o charakterze

n a l e ż y p o p r a w i ć . Oto p r z y k ł a d . N a j e d n y m z o b r a z k ó w namalo­

dewooyjnym —

t w ó r c z o ś ć Bazylego A l b i c z u k a

w a ł s a m i c z k ę m a k o l ą g w y , ale bez s ł o m k i niesionej do gniazdka.

gólnej

Jest t o t w ó r c z o ś ć bez

1 co się okazuje. A u t o r t r a p i się, ż e b y t ę s ł o m k ę n a m a l o w a ć .

k u l t u r z e l u d o w e j , i nie t y l k o

I t o t a k j a k „ b y ć p o w i n n a " . N a i n n y m obrazie — „ l i p c o w y m " —
tło w środkowej partii wyszło malarzowi, jak twierdzi,

wymowy.

nabiera szoz

precedensu w

nas

ludowej.

L o g i k a o b r a z ó w A l b i c z u k a , k t ó r a uderza j u ż w pierwszym

nadto

z e t k n i ę c i u z jego p ł ó t n a m i , jest — j a k to s t a r a ł e m się pokazać

ciemno. N o i p o s t a n o w i ł t ł o r o z j a ś n i ć . A l e proces dochodzenia

— nie t y l k o estetycznego p o r z ą d k u . Jest t o logika, k t ó r a wynika

do decyzji t r w a j u ż więcej n i ż 3 t y g o d n i e . N a l e ż y on b o w i e m

przede w s z y s t k i m ze sposobu m y ś l e n i a i odczuwania malarza.

do

Z w r ó ć m y u w a g ę c h o ć b y na d o b ó r k w i a t ó w i r o ś l i n w obrazach.

tych

wyjątkowych

twórców,

którzy

decyzje

artystyczne

A l b i c z u k nie maluje r ó ż szlachetnych, bo s ą — twierdzi — jak

w a ż ą a ż do przesady.
Albiczuk

wyhodował

ogród, aby

przeżywać

jego

uroki...

„ g ł ó w k i k a p u s t y " . N a t o m i a s t c h ę t n i e przedstawia kardiominę,

A l e nie t y l k o w t y m celu. G d y w n a s t ę p s t w i e p ó r r o k u zmienia

c z y l i r z e ż u c h ę , d z i e w a n n ę , f i r l e t k i oraz i r y s y . One m a j ą „kształt

się n a t u r a , zmienia się r o ś l i n n o ś ć w jego ogrodzie — śledzi „ p r a w ­

j a k ś w i e c a " , s ą proste, d o d a j ą u r o k u obrazom. One go wzmac­

d ę p r z e m i a n y n a t u r y " i maluje t a k

„ j a k jest n a p r a w d ę " .

To

n i a j ą . Pisze o sobie w j e d n y m z l i s t ó w : ,,(...) lubię krajobrazy

wyznanie a r t y s t y wydaje się n a j w y ż s z y m p r z e s ł a n i e m jego r o z u ­

pagórkowate,

mienia p o j ę ć m o r a l n y c h .

w obrazach nie m o g ę w y z w o l i ć się z r ó w n i n . W i d a ć jest to przy­

górzyste,

lecz nie

doliny

i nie

podmokło. Ale

maluje? Przede w s z y s t k i m z n a j g ł ę b s z y m zastanowie­

zwyczajenie p r z e j ę t e z p r a o j o ó w . . . Jeszcze raz powiadam, piękno

n i e m , nie dla p i e n i ę d z y , nie n a efekt, nie dla uznania o s ó b , k t ó r e

daje n a m zadowolenie w i ę k s z e niż cokolwiek, w i ę k s z e niż CHLEB."

Jak

sobio m ó g ł b y c e n i ć , nie dla nagrody. D o p r a w d y jest to czło­
wiek w „ p e ł n i n i e z a l e ż n y " — j a k sam m ó w i — w o l n y .
O d k i l k u n a s t u l a t maluje wszystkie swoje obrazy n a p ł ó t n i e .

• Swoje

pejzażo-ogrody

ozdabia

zależnie

od

p t a s z k a m i . W p e j z a ż a c h l e t n i c h maluje m a k o l ą g w y ,

pory roku
barwniej­

sze s a m c z y k i i p ł o w o - s k r o m n e samiczki, k t ó r e w dziobie trzymają

P o c z ą t k o w o c z y n i ł t o f a r b a m i o l e j n y m i , d o s t ę p n y m i w sklepach

s ł o m k ę do u w i c i a gniazda. W obrazach z i m o w y c h oczywiście gile.

w B i a ł e j Podlaskiej. M a l o w a ł w ó w c z a s p ę d z l a m i w ł a s n e j r o b o t y

W i n n y c h — ukazuje p t a s z k i , o k t ó r y c h nic nie potrafi powie

36

dzieć, są one dla niego znakiem czy s y m b o l e m n a t u r y , w o l n o ś c i

w y p o w i e d z i e ć w n i e p o w t a r z a l n y s p o s ó b swoje doznania i swój

— a więc toj wartości moralnej, tej p r a w d y , k t ó r ą ceni n a j w y ż e j .
Zaozął Albiczuk m a l o w a ć we wczesnej m ł o d o ś c i , ale dopiero

stosunek do ś w i a t a ,

do p o d s t a w o w y c h p r o b l e m ó w

etycznych
twórczych

człowieka.

w późnych latach życia s t a ł się t y m , k i m jest. Z ł o ż y ł o się na

A b y z o r i e n t o w a ć się w k i e r u n k a c h p o s z u k i w a ń

to wiole przyczyn, l e k t u r y , p r z e m y ś l e n i a , k o n t a k t y z l u d ź m i ,

A l b i c z u k a , w a r t o m o ż e jeszcze p r z y t o c z y ć k i l k a t y t u ł ó w

których ceni. Malarstwo jest dla niego w y r a z e m

prac.

stosunku

do

życia, do świata o t a c z a j ą c e g o . D z i ę k i n i e m u i s w y m p r z e m y ś l e ­
niom zdobył coś, co m o ż n a n a z w a ć

ładem

„ J e s i e ń z l e c ą c y m ż u r a w i o m " , „ L e t n i a noc ze w s c h o d z ą ­

domością norm, k t ó r y m i się w ż y c i u k i e r u j e .
twórczość,

cym

nie­

księżycem",

„Poranek

w lesie

z jeleniem na

polanie",

„ W r z o s o w a p o l a n k a r a n k i e m w lesie", „ N a r o z d r o ż u " ,

łatwo znaleźć jej n a j w a ż n i e j s z e ź r ó d ł a . A l e jedno m o ż n a w s k a z a ć
bez obawy popełnienia b ł ę d u — znaczenie p r z e ż y ć z ł a t m ł o ­
dości na formowanie się o s o b o w o ś c i a r t y s t y . B a z y l i A l b i c z u k —

bylinowy

w czerwcu", „ O g r ó d

w maju",

(a t a k ż e

z niebem", „ O g r ó d

we w s z y s t k i c h p o z o s t a ł y c h

„Ogród
kwitnący

porach

roku,

nie w y ł ą c z a j ą c z i m y s ł o t n e j i „ p r a w d z i w e j " — J.O.), „ P o l e " ,

— syn rodziców p r a w o s ł a w n e g o w y z n a n i a — d o j r z e w a ł w wiosco,

„Maj

w której miały miejsce w l a t a c h w o j n y b u d z ą c e z g r o z ę wydarze­
nia na tle różnic

jego

k o r z y s t a z n a z w y „ O g r ó d " . Ale

o t o inno n a z w y - t y t u ł y :

moralnym, świa­

Niełatwo objaśnić t ę b o g a t ą i n i e z w y k ł ą

Oczywiście najczęściej

przed wschodem s ł o ń c a " , „ M a j o w y

h y m n Słońca

przed

w s c h o d o m " , „ L o t n i w s c h ó d S ł o ń c a " (autor słowo «slonce» zaw­

narodowościowo-wyznaniowych.

sze pisze d u ż ą l i t e r ą , odpowiada t o jego przekonaniom o naj­

Do 1939 r, we wsi zgodnie w s p ó ł ż y l i z a r ó w n o k a t o l i c y , j a k

w y ż s z e j w a r t o ś c i s ł o ń c a w ś r ó d wszelkich p r z e j a w ó w n a t u r y —

i prawosławni, później z a c z ę ł y się k o n f l i k t y , rozpalone, j a k pisze

— J.O.), „ D a m a w ogrodzie", „ L a s " , „ K w i e c i e ń " , „ M a j " oraz

Albiczuk, ,,od z e w n ą t r z " . Sam k o n f l i k t ó w t y c h nie b y ł ś w i a d ­

„Kwiaty".

kiem, alo gdy wrócił w 1945 r. do rodzinnej w s i , z o b a c z y ł i c h
W i e l e z t y c h o b r a z ó w t r u d n o d z i ś o d n a l e ź ć , z n a l a z ł y się

skutki. Był joszczo ś w i a d k i o m f a n a t y z m u i w a ś n i m i ę d z y przedsta­
wicielami tej samoj w i a r y . D z i ś r a n y się z a b l i ź n i ł y , n a m i ę t n o ś c i

w

rękach

opadły, wrócił spokój i harmonia w s p ó ł ż y c i a . W ś r ó d 70 r o d z i n

a r t y s t ę do sprzedania obrazu. N a szczęście s p o r ą k o l e k c j ę dziel

osób

przygodnych,

nachodzących

i

nagabujących

w Dąbrowicy Małej żyjo oboenio 8 r o d z i n p r a w o s ł a w n y c h ; przed

A l b i c z u k a z g r o m a d z i ł L u d w i g Z i m m c r e r , c h r o n i ą c jo przed za­

wojną proporcjo b y ł y inne, p r z e w a ż a ł a l u d n o ś ć

t r a t ą w ś r ó d l u d z i s n o b u j ą c y o h się s z t u k ą „ n a i w n ą " . N a t o m i a s t

prawosławnego

w muzoach ( E t n o g r a f i c z n y c h w Warszawie, K r a k o w i e , L u b l i n i e

obrządku.

i in.) znajduje się zaledwie k i l k a o b r a z ó w , nie d a j ą c y c h p o j ę c i a

Dla Albiczuka k o n f l i k t y wyznaniowe b y ł y w s t r z ą s e m , k t ó r y
Spowodował, żo ostatocznio o d s z e d ł o d swej w i a r y .

o drodze artystycznej m i s t r z a z D ą b r o w i c y M a l e j . A p r z e c i e ż

„Szukałom

serca i rozumu nio w religii — n a p i s a ł a u t o r y z u j ą c tekst

t y l k o „ O g r o d ó w " a r t y s t a t e n w y k o n a ł co n a j m n i e j k i l k a n a ś c i e .

tego

Jak

artykułu — nie w n a r o d o w o ś c i , ale w p r a w d z i w y m c z ł o w i e k u ,
wolnym od wszelkiego f a n a t y z m u " . A l e w ś r o d o w i s k u , w k t ó r y m
dane mu było p r z e b y w a ć , w y b ó r ,

jakiego d o k o n a ł ,

kompensaty, ukojenia, aby, j a k sam m ó w i , „ o d n a l e ź ć

podkreślam

wymagał

tragedio

nękające

II. 12. B . Albiczuk, Ogród zimą

jogo

rodzinną

tu

zasługi

BHZ

L u d w i g a Z i m m e r o r a , żo

„Desa"

naciskiem

zabezpieczył

Ludziom takim,

j a k Zimmerer i J a c k o w s k i a r t y s t a

zaw­

dzięcza niomało. Oni służyli m u r a d ą , zachętą i p o m o c ą , zwłaszcza

wioskę,

z domkiem, ol./pł., 7 1 x 6 ñ c m . 1971. I I 13. B . A l b i c z u k , Ogród zimą.
o l . / p ł y t a , 5 0 , 5 x 3 8 c m . 1973. I I . 15. B . A l b i c z u k , Bociany na łące.

U

poprzez

Dlatego z t a k i m

dzieło t w ó r c y r ó w n e g o n a j w i ę k s z y m naszym a r t y s t o m .

siebie".

Twórczość malarska i h o d o w l a k w i a t ó w p o z w o l i ł y m u — j a k
sądzę — przeżyć

m o ż n a się d o m y ś l a ć , najcenniejsze

w y w ę d r o w a l y poza granice k r a j u !

U . 14. B . A l b i c z u k ,

Kwiecień,

15

37

П . 16. В . A l b i c z u k , Czerwcowy poranek,

w pierwszym, t r u d n y m
zaprezentował

na

ol./pł., 7 0 x 5 6 c m . 1975. (Wł. P M E Warszawa). I I . 17. B . A l b i c z u k , szkic do obrazu.

Albiczuka

nie nie u w a ż a się za „ n a i w n e g o " za „ n i e d z i e l n e g o " czy „ludowego"

„niezawodo­

m a l a r z a . Z n i k i m i z n i c z y m nie u t o ż s a m i a się w sztuce. Świat

okresie. J a c k o w s k i obrazy

najważniejszych

wystawach

samorodnej
w

s z t u k i interesuje go t y l k o w odniesieniu do w ł a s n e j twórczości.

73

N i e zna w a r t o ś c i w y ż s z y c h n i ż te, do k t ó r y c h sam doszedł w naj­

Neuchatel

w i ę k s z y m n a w e t t r u d z i e , samotnie, bez r o d z i n y , bliskioh przy­

w B r a t y s ł a w i e (1066 i 1972), w y s t a w ę Naiwni

Zagrzebiu, w y s t a w y

i Stuttgarcie (1967

Polskiej

sztuki

naiwnej

w

г.), L o n d y n i e (1969), Budapeszcie ( w y s t a w a

plastyki

amatorskiej

Triennale

plastyki

krajów

socjalistycznych

nieprofesjonalnej

1974

г.),

jaciół.

I

S ą d z ę t e ż , że t o , co A l b i c z u k w n o s i do d o r o b k u naszej sztu­

(1974 r . ) w Szczecinie, K r a ­

k i , nie da się s p r o w a d z i ć do „ w z b o g a c a n i a " o „ n o w e odcienie".

kowie, Warszawie, s ł y n n ą w y s t a w ę Inni



5

sztuki

w y c h " w k r a j u i za g r a n i c ą , że w y m i e n i ę t y l k o : Triennale

„Za­

To p r z e c i e ż g ł ę b o k o uzasadniony w y b ó r e t y c z n y , decyzja, kim

c h ę c i e " (1965 г . ) , o d k t ó r e j z a c z ą ł się „ r u n " na obrazy A l b i c z u k a .

w warszawskiej

b y ć n a l e ż y , a k i m b y ć m o ż n a . A l b i c z u k w s w y m dziele wnosi

twórczości

w a r t o ś c i rzadko spotykane, w a r t o ś c i etyczne, k t ó r y m daje wy­

„O

raz z a d z i w i a j ą c o d o j r z a ł y a r t y s t y c z n i e .

Aleksander J a c k o w s k i , dobrze z o r i e n t o w a n y w
artystów

nieprofesjonalnych, t a k

o nich

napisał:

najwy­

bitniejszych m o ż n a b y p o w i e d z i e ć , że s ą j a k g w i a z d y ś w i e c ą c e

J a c k o w s k i pisze — i t u t r u d n o się z n i m nie zgodzić, iż:

w ł a s n y m ś w i a t ł e m . Znajduje się t u w i ę c N i k i f o r , Monsiel, Ociepka,

,,(...) j o d y n i e c i e k a w ą jest t w ó r o z o ś ć , k t ó r e j ź r ó d ł a t k w i ą w zaka­

ale t a k ż e m a l a r k a k w i a t ó w M a r i a W o j t o w i c z

m a r k a c h ludzkiej p s y c h i k i , k t ó r a u j a w n i a czy w r ę c z demaskuje

oraz — o g r o d n i k
:

4

BAZYLI ALBICZUK" .

to,

co

jest

autentycznym

problemem

czy

nawet

dramatem

mogą

c z ł o w i e k a . . . Jest s m u t n ą p r a w d ą s z t u k i naszego czasu, że coraz

b y ć w y b i t n i e i n t e r e s u j ą c e — c z y t a m y dalej — w z b o g a c a j ą obraz

t r u d n i e j jest p o w i e d z i e ć coś w a ż n e g o , a n a w e t t y l k o nowego".

„Wyselekcjonowane

dzieła

artystów

nieuczonych

s z t u k i naszego czasu o nowe odcienie". W t y m miejscu nie zga­
dzam się j e d n a k z J a c k o w s k i m . A l b i c z u k nie jest t y l k o

„nie-

A l b i c z u k m ó w i p r a w d y w a ż n e , m ó w i w s p o s ó b p i ę k n y i so­
bie t y l k o w ł a ś c i w y , i w t y m l e ż y w a r t o ś ć jego o b r a z ó w . Sądzę,

u c z o n y m " , w k a ż d y m razie o k r e ś l e n i e t o nie m ó w i o t y m , co

że w c i ą ż są one niedoceniane, że c z ę s t o p a t r z y się na nie poprzez

jest dla tego a r t y s t y n a j w a ż n i e j s z e , o jego ś w i a d o m o ś c i i pos­

m o d ę na „ n a i w n y c h " , nie d o s t r z e g a j ą c tego, co jest w nich wy­

ł a n n i c t w i e . W y r ó ż n i a go t o s p o ś r ó d i n n y c h . N i e jest t e ż i absolut­

jątkowe.

P R Z Y P I S Y

1

cyjny

B a z y l i A l b i c z u k , Szczęście
Stowarzyszenia

n r 7—8, s.
2

3

„Biuletyn

Ludowych",

Informa­

Lublin

1974,

30.

A n n a W a w r z y c k a , Polski

n r 4 (372) z

w ogrodzie,

Twórców

4

Aleksander J a c k o w s k i , Plastyka

Szt. l u d . " , R . X X V I I I ,
Celnik Rousseau,

„Perspektywy",

15.Х.1976.

D z i ę k i życzliwości odbiorcy t y c h l i s t ó w , m o g ł e m skromne

f r a g m e n t y i c h w p r o w a d z i ć do t e k s t u . L i s t y te, pisane o d
r o k u , z n a j d u j ą się w P r a c o w n i S z t u k i Nieprofesjonalnej

1965

Instytutu

S z t u k i P A N . Z a r ó w n o one, j a k t e ż i korespondencja z L u d w i g i e m

Fot.: J . Olędzki — il. 2—4,

38

Z i m m e r e r e m s t a n o w i ć m o g ą p r z e d m i o t osobnej pracy.

5

Albiczuk

z

nieprofesjonalna,

„Pol.

1974, n r 4, s. 105 i n a s t ę p n e .

katalogu

wystawy

w

Zagrzebiu

wyróżnił'

c h o ć t e ż z z a s t r z e ż e n i a m i , j e d y n i e obraz J . Generaliea Cyganie,
oraz prace I w a n a R a b u z i n a .
M i m o iż n i e o h ę t n i e przystaje n a

wszelkie klasyfikowanie

go, n a l e ż y do „ S t o w a r z y s z e n i a T w ó r c ó w

Ludowych".

10, 13; M. Pokropek — il. 1, 15; B . Sowilski — il. 16; J. Świderski — il. 5, 6-—9, 11, 12, 14

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.