http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1743.pdf

Media

Part of Materiały i dyskusje / LUD 1984 t.68

extracted text
Lud, t. 68, 198~

III. MATERIAŁY I DYSKUSJE

LARISA CZARNOCKA
Zakła,d Etnografii
UMCS Lublin

STOW ARZYSZENIA MŁODZIEŻY WIEJSKIEJ NA WSI
UKRAIŃSKIEJ W II POŁOWIE XIX W.
- NA POCZĄTKU XX WIEKU

Tradycyjne stosunki społeczno-obyczajowe
na wsi ukraińskiej
w II
połowie XIX wie1ku - na początku XX wieku są przedmiotem stałych
zainteresowań ukraińskich etnografów.
Według wiadomości źródłowych 1, dziewczęta i chłopcy na wsi uk'raińskiej w wyżej wymienionym
okresie - zgrupowani byli w organizacjach, zlllanych w etnografii ukraińskiej pod nazwą "parubockich
ta diWiockich gromad". Gr'omady miały duże znaczenie w organizowaniu pracy i wYip'JiC'zynkumłodzieży wiejSlki'ej Of'aZ w uroc:zyslJoś1cia1chweselnych.
Mając lat 15 - 16 chłopcy mieli prawo najpierw do obserwowania życia gromady w charakterze widzów, następnie do wkupu i stopnioweglO
aktywniejszego
zaangażowania
w życiu gromady. Najważniejszym
warunkiem umożliwiającym
chłopcu wstąpienie do gromady był wiek, najczęśeiej 17 - 18 'lat. Mł'ods'Zym w:ie:kierrn z reguły me przyjmowano,
Z'abrallliilalDlo
Iprr-aw1aWSltę,PUna "dJoslWitikli","weez€rnyci",
chyba że IW charakterze widzów. Z nielicznych wyjątków 2 dowiadujemy się o istnieniu
samodzielnych
zgrupowań młodzieży w wieku młodszym (12 - 16 lat).
"Meńs'i" spotykali się tak samo jak starsi organizując swoje "doswitki" .
No Wołyniu znany był podział na "rozriady" 3: "starszych",
"serednich" i "maleńkich"
(od 10 lat). "Doswitki" zorganizowane
były przez
wszystkie "rozriady" z tą różnicą, że starsi spotykali się w oddzielnym
pokoju, mając muzykę i jadło wyłącznie do swojej dyspozycji, natomiast
"seredni" i "maleńki" organizowali zabawy. W tym wypadku chłopiec
1 Odpowiedzi
IkoTespondentów wiejskich
ników InstY'tutu ,sztuki, follkloru i etnog'raiii
stulecia - przechowywane są w miej,s-cu.
2 MaryupoI
i okolice.
3 Grupy wiekowe
chłopców.

na Ankietę rozesłalną ,przez pracoww Kijowie w lata-ch 10 - 30 bieżąoego

218

Materialy

i dyskusje

JUz od lat lO-ciu uważany był za czł'Onka "gromady", natomiast mając
17 - 18 lat wstępował do gromady oficjalnie, stawiając "mohyrycz" przewodniczącemu ("atamanu") i chłopom w wieku starszym.
Po opuszczeniu gromady (zamążpójściu
bądź ożenku) przez "starszych", wolne miejsca zajmowane były przez "młodszych", co przyczyniało się do pewnej ciągłości gromady 4.
J·eż·eli w rodzinie doras.tało kLku chłopców, uzgadniało się między
nimi kolejność wstępu do gromady. Zdarzało się, że młodszy braŁ górował nad starszym sprawnością fizyczną. W tej sytuacji jego wstęp do
gromaidy mógł być Iprzy~piesZ'Ony. SpmWlll'ość fizycZJllIa, wy1Jrzymałość,
zręczno'ść, odwaga, umiejętność żartowania, śpiewania piosenek, opowiadania bajek, kawałów - icenio.ne były bardzo w gromadzie. Z reguły
chłopcy cisi i płochliwi nie byli lubiani, najczęściej byli przedmiotem
żartów, kpin ze strony dziewcząt, co uważane było za wielki wstyd. Jeż'eli chło.pak oprócz wieku posiadał wymienione wyżej umiejętności, mógł
zostać przyjęty bez "mohorycza"(chociaż
takie ustępstwa zdarzały się
rzadko).
Dowiadujemy
się z materiałów
archiwalnych,
że dla dziewcząt najważniejsżym warunkiem wstępu do gromady był wiek. Dziewczęta wiejskie 'Zaczy.na·ły odrwi-edJZJać,~dJoswhtJki", "wece;omytCJi", "wułyai" mając
lat 12 - 13.
Sbosunek r·ooziców do gromad, do których należały ich dzieci, nie
był wszędz~e jednakowy. Najczęściej był on bardzo niechętny, ponieważ
dzieci biorące udział w życiu gromady zanfedbywały
obowiązki domowe. P,od pT·esją opinii wiejSJkliej r1odz:ice zmuszeni byli liClzyć silę z fakt'em p'Tzyna,leżllio,śoi syna (córki) do gr'omady, dając pieniądze na
"mohorycz"
w wypadku składek, cÓrce - fundując udział w postaci
produktów
(mąki, kaszy). Ta sama opinia wiejska bardzo przychylnie
widziała natomiast udział młodzieży w wykonywaniu
obQwiązków spolecznych, takich jak: dyżurów nocnych, zabezpieczenie
mienia przed
pożarem, wypasu bydła na .pastwiskach, pilnowania porządku itd. Wszystko to brane było pod uwagę przez rodziców.
Syn po wstąpieniu do gromady stawał się bardziej samodzielny, jego
sta tus rodzinny ulegał zmianie. Rodzice zaczynali liczyć się ze zdaniem
syna w sprawach gospodarczych, syn mógł wydawać zapracowane pieniądze według własnego uznania, wychodzić z domu bez zezwolenia rodziców, samemu szukać narzeczonej.
Jeg·o sytuacja rodzinna była bardziej uzależniona od woli rodziców w wypadku życia poza gromadą.
Jesienią wybierano
przewodni·czącego
gromady - atamana. Wśród
4

KyiV, lust. s'Zt., faJkI. i etnografii

f. l - 3, 330, s. 4.

Materia!y

i dyskusje

219

młodzieży wyróż'niały atamana odwaga, pracowit,ość, umiejętność załatwianlia s!;Jtr'aworg,mi:z,ocyjnych. Czasem o wyoorzte decydiJwaJ wiek i doświadczenie, jeżeli chłopak jeszcze się nie ożenił :i. pozostawał wśród
młodszych kolegów.
Ataman - to miano dla przewodmiczącegto gromady charakterystyczne dla całej Ukrainy, może za wyjątkiem południowego zachodu, gdzie
wodzireja młodzieży nazywano "berezą" (od jego udziału w wigilijnych
uroczystościach). Odznaką atamana był bat przypięty do pasa; zwykle
z tą odznaką siedział ataman na hOIlJoT'o'wymmiejscu za stołem. Członkowie gromady równi'eż nosili bicze, ale wyłąci'Jnie podczas potyczek
z chłopcami z innej wsi 5.
Obowiązki atamana były następujące: wyznaczenie w kalendarzu dni
dla zorganizowania "doswitek", "weczornyć", "wułyć", pilnowanie porządku w gr oma/d'Z1ie,TOIZStlfzyglanie
komfliiktów między ch~Oipcami (najczęściej z powodu dziewcząt), pertraktacje z crtamaonem innej gromady,
przyjęcie do gromady nowicjuszy. Najczęściej pierwszym doradcą i pomocrni!kiema'1tamamł był skalfbn:Jk ("kaZlIl<acz;ej"),
I()ic1lp'owiedzri<aliny
1:zJ3
wspólny fundusz. Na południowym zachodzie wśród członków gromady działała instytucja koleżeńskiego sądu, któremu przewodniczył "beil'eza". Do
dys.pozycji "berezy" wybieralni byli pomocnicy ("sudci") 6.
Pijaństwo, pIlotki, a przede wszystkim postępowanie niezg'Odne z kodeksem koleżeństwa - uważane były za wykroczenia przeciwko tradycyjnemu prawu gromady i były powodem do wydalenia z niej. Zwyikle
decydował o wydaleniu ataman, który często się naradzał z p-ozostałymi
członkami gromady i postę.p'0wał zgodnie z ich wolą.
Zawarcie związku małżeńskiego uniemożlilwiało atamanowi pełnienie wli wodzireja wśród młodzieży i zmuszało do rezyglnacji z tej funkcji. Krótki zazwyczaj okres "be2lkrólewia" kończyły wybory noweg,o
przywódcy ("prowidcia "), czasem brata poprzedniego.
Wielkość wsi wpływała na ilość gr'omad na jej terenie. Duża wieś
(powyżej 100 - 150 1L3.gród)była 'limowni'e ,pod:ziehma Ina d:zielmri.ce(tzw.
"kutky"), z których każda posiadała własną organiza:cję młodzieżową.
Z reguły duża wieś, (800 - 1000 zagród), liczyła 3 - 4 "kutky" 7, często
sklócone między sobq z powodu dziewcząt. Jeżeli do którejś z dziewcząt
w gromadzi-e chodził chłopak z inn-ego "kutka", to musiał postawić "mohorycz" - "wkupitsia w kutok". W przeciwnym wypadku mógł być pobity. Pobity chłopak nie darował, przy pomocy bEskich przyjaciół o!fgal

Kyiv, Inst . .';zt., fo·l:k!. i etno'grafH f. 1 - 3, s. 8.
f. 1 - 2, 330, s. 8.
1 .,Rutok" -część
wsi mająca własną 'Organizację młodzieżową.
5

a Kyiv, Iln"Sit.
szt., folk!. i etno'~afii

Materiały

220

i dyskusje

nizował zasadzkę, w wyniku której czasem zdarzały się nawet poważne
obrażenia. W tym czasie chłopcy chodzili z biczami. W okresie "pokojowym" biczów nie noszono.
Jeżeli zaś chŁopak z innego "kutka" "wkupił się" z "moho'ryczem", to
mógł spOikojnie odwiedzać wybraną dziewczynę. Dziewczęta bardzo lub:ły odwiedziny "cudzych" chłopców, uważając, że "wtedy zabawa
lepsza" 8.
W okresie jesienno-zimowym (październik ..•kO'niec lutego) dziewczęta
i chłopcy prawie codziennie wieczorem organizowali spotkania - "doswitki". Mlodzież zbierała się razem w specjalnie do tego celu wynajętej
chacie, w domu wdo'wy albo rodzd.ny, nie posiadającej dzieci. W guberniach Ky:iwslki,ej, VinlIllidk!irej,Połtawskd.'ej i C:zrernihO'Wskiejza wynajęcie
chaty i uzgodnienie opłaty za nią z gtOspodarzami odpowiadały wyłącznie dziewczęta. Według umowy płacOOloproduktami (pszenicą) i pewnymi czynno'ściami: dziewczęta dostarczały same opał, podczas świąt zobowiązane były wybielić i posprzątać dom 9. Ataman pilntOwał przestrzegania porządku w domu, zapobiegał szkodom i kradzieżom. Na ogół szanowano gospodarzy, jeżeli zdarzały się kradzieże, to daleko od wynajętego
domu. Kradzieże uważane były za poważne wykroczenia przeciwko grom3Jd:z[re,Ip'oprełniJaniekh byłlo powrdem do szybkiego wydalenia z gromady. Najczęściej niezbędne do zorganizowania "doswitek" opał, oświettlenie ("kaganci") uczestnicy przynosili ze sobą.
Młodzież zbierała się około 5 - 6 wieczorem. Dziewczęta szyły, chłopcy reperowali obuwie. Coraz głośniej brzmiała melodia piosenek, coraz
częściej śmiech przerywał żartobliwą rozmowę. Przerywano pracę, rozpoczynano grę w karty, podawano poczęstunek. Alkoholu piło się raczej
mało. Organizowano najprzeróżniejsze gry i zabawy 10. Muzyki na "doswiltkalch" nile 'bylo. Mhldzlież ibawiłla się dio pólluocy, a JWSloibo,tęje:szC'ze
dłużej. Pod koniec sobotniej zabawy młodzież zostawała na noc w wynajętej izbie do rana. Prawo zwyczajowe gromady przewidywało możliwość dla każdego chłopca spania z upodobaną dziewczyną. W razie "wkupienia" z "mohoryczem" chłopiec z innego "ku tka' był traktowany z
wielkim szacunkiem, na znak którego mógł przenocować ze swoją dziewczyną 11. W wypadku odmowy dziewczyny, była ona traktowana dosyć
surowo pcr:zez chłopców z gromady, znajdowała się w trudnej sytuacji
Kyiv, Inst. szt., falkI. i etnografii f. 1 - 3, 330, s. 4.
Kyiv, Inst. szt., folkI. i etnog1rafii f. 1 - 3, 330, s. 4, 23, 30.
10 "W IsU\sida" (sąsiada),
"w numer a", "w .harbuza", "W kaprysy",
ezt., falkI. J etnogr. f. 1 - 3, 330, s. 5.
u Kyiv, Inst. ,szt., falkI. i etnografii f. 1 - 3, 330, s. 1.
8

9

Ky!v, List.

Materiały

i dyskusje

221

społecznej 12. Źródła nie podają żacllnych informacji na temat bliskich intymnych stosunków w gromadzie między chłopcami i dziewczętami. Można przypuszczać, że stosunki w grom3.dzie były na dosyć wys::>kim moralnym poziomie, dziewczęta szan::)\vano, dbano {) nie. Wiadomym pDWszechnie był negatywny stosunek społeczno·ści wiejskiej do dziewczyny,
która przed ślubem straciła "wianek". Wśród da,nych archiwalnych spotykamy się z wiadom::>ścią, że pan młody zobowiązany był dać gromadzie pieniądze na "moh::>rycz", jako opłatę za cześć ("czestn::>st") panny
młodej 13_ Noc:egi wspólne chłopców i dziewcząt nie były zjawiskiem powszechnym nawet dla jednej gubernii, w jednej wsi można je było zaobserwować, w innej nie. Zdarzały się rzadk::>, a jeżeli tak, to chbpcy
i dziewczęta ognniczali się do wzajemnego zalecania się. Rodzice patrzyli na wspólne noclegi spokojnie, nie obawiają'c się o niemoralne zachowanie dzieci.
Na pocz~ltku marca "doświtki" kończyły się. Na przedwiośniu i na
wiosnę of[anizowano "składki", które oznaczały koniec sez'onu zimowego.
Podczas "składek" przeważała muzyka, piosenki, tańce i - obfity
poczęstunek z "m:>horyczem". Te e~eme!I1tyodróżniały "skł3.dki" od "do5wit2'k", podczas których pracowano, a zabawy były na drugim miejscu.
Pamiętamy, że gromada miała swego "kaznaczeja", który zbierał pien:ądze na "mohorycz" od chłopdw, b'ldź wydzielał część zebranych poprzednio pieniędzy ze wspólnej kasy.
"Składki" dzieliły się na "składki" pieniężne i "naturoj". W wypadku ostat.n:m "m:>horycz" przynosił na spotkanie każdy chlopak osohno,
i trzymał do pewnego czasu bute.kę w kieszeni. Gdy gromada zasiadała
do stołu, wyjmował butelkę i częstował ko~egów 14. Dziewczęta przynosi~y ze SJbł produkty żywno3ciowe.
W życiu gromady "składki" można potraktować jako zjawisko raczej
r:za::lkie. Najczęści·ej uf'qdzxne były w okresie pf'zeodwielka;nJenym, na
Matkę BJską Zielną, Św. An:lrzeja i w marcu obowiązkowo kończyly
okres z:my - okres "doświtek". Chlopcy i dziewczęta bJ.wili się podczas
"skłJdek" hucznie, ale rozchodzili się do godziny ID-tej, ponieważ l'owrót
ze "składek" o p6źniejszej porze był niemile widziany przez rodziców.
Z rozpoczęc:em prac polowych młodzież wiejska nie miała m)żliwoś12 Rysowano
na ścianach zewnętrznych
izby mieszkalnej
malowi,dla o niep'l"zyzwoitej treści, strzelką
wsklzywano
od domu dziewczyny
k:erunek
ku domowi
woowca,
13 "Archiwum
Towarzystwa
Geo',e-raficznego ZSRR", s. 16, 1, N 29, s. 13
u Kyiv, Inst, szt., folkl. i etnografii
f. 1 - 3, 330, s. 22.

222

Materiały

i dyskusje

ci codziennego spotykania się. Zbierano się sporady,cznie w wolne od
pracy wieczory przy bramie którejś z zagród albo poza g.ranicami wsi,
w stepie. Młodzież spotykała się na powietrzu przed świętami. Podobne
S1PlQtka'niia
Ina 'wiosnę i w lecie młodZlieży wiejskilej już lIlie w dlQlIl1Ju,
,a ne
[>OW1etr.zu,ruosiły nazwę "wecZJDlfnyć" i "wułyć". Na tYJP'O'WY
abflalz,ek
wiejskich "wyluć'Slkłaidały się zalbawy ruchowe 15, plotki, iZl8.wierandenowych znajomości, śpiewanie piosenek. Wiadomośd źródłowe, dotyczące
"weczornyć" są zbyt powierzchowne i nie pozwalają na dokładniejsze z
nim zapoznanie się. Często nie różnią się istotnie "doswitki" i "weczornyci", w innych wypadka'ch różnice występują wyraźniej.
Najbardziej "weczornyci" organizowano w wigilię świąt, w okresie
zarówno zimowym jak i wiosenno-letnim. Ze względu na przewagę elementów roz,rywkowych, podobne byly do "składek". Chłopcy mieli prawo
przychodzić na "weczornyci" w każdym' ,,'kutku" wsi, dziewczęta natomiast trzymały się swojej dzielnicy. W charaikterze widzów na "weczornyci" dopuszczano dzieci, żonatych i ludzi w wieku starszym. Najczęściej
używalnY'mi 'ins-t1"'umentamimuzyoznymi były na "weC'ZJomyooch" ha1rmoni a, bęben, skrzypce.
Poza "doswiatkami", "składkami", "weczornycami", "wułycami" czynne życie "parubockich" i "diwookich" gromad przejawiało się podczas
świąt, szczególnie w okresie Bożego Narodzenia w tzw. "koladowaniu".
Ilości uczestników grupy kolędników nie da się określić dokładnie,
nie wiadomu też, czy chodzili wszyscy chłopcy, czy tylko wybrana część.
Nacz.e;l,e "pochodu" stawiano przewodn:iczącego ("bereze"), pOS.~3id.lająceg'o
dobry glos konieczny do śpiewania kolęd ("koladok"). W trakcie pochodu
po wsi "bereza" dzwonił specjalnym dzwonkiem, obok idący chłopiec
niósł gwiazdę kolędników ("koladnuju zwiezdu").
Podczas kolędowania chłopcy śpiewali piosenki, życząc gospoda'rzom
domu szczęścia i pomyślności, za swoje życzenia otrzymywali dary w
postaci produktów i pieniędzy. Otrzymane dary wpisywano do specjalnej
księgi, którą pro,wadził sekretarz ("artielszczyk"), a pomagał mu skarbnik ("sczetowod").
Na kolędowanie członkowie g'Tomady musieli mieć specjalne zezwoleni'e OldpGlfafii. Gmmada tylkJo w tym wYJ.fYadku
mogła k'olędować, jeżeli część uzbieranych pieniędzy i darów żywnościowych przekazała na
C€rlciew. Z l'€l5'Zltyk'OTzysta1agromada podczas ocg'clJnU
Z'Ow.am1i
a "sildrad.€Ik"
1~
1£ Znane
są wyłącz.nie nazwy: ,IW dowgoi łozy" - u chłopców, "haiłki", "w
dytiaty", "szuma zaplita,ty" - u .dziewcząt. Kyiv, Inst. szt., fol'kl. i -etlnografii, f.
1 - 3, 330, s. 8.
18 Kviv. In5lt.szt., folkI. i etnografii,
f. 1 - 2, 291. S. 2.

Materiały

i dyskusje

223

W okresie Bażego Narodzenia organizowały "składki" zamężne kobiety ("mołodyci") i ich mężowie, ale podobne spotikania były nieliczne.
W niektórych guberniach Ukrainy 17 można było zaobserwować w ramach g,romad wtórny podział na samodzielne stowarzyszenia chłopców
i podobnie dziewcząt. Zbierali się oddzielnie chło·pcy bez udziału dziewcząt na posiedzenia, na których załatwiano sprawy "pokoju" lub "wojny"
z innymi "kutkami", sądz.ono chł·opców, którzy przekro·czyli prawo gromady, albo organizowano "składki" i g'ry w karty 18. W okresie wiosennJ-letnim na świeżym powietrzu urządzali chłopcy swoje męskie zabawy 19.
Jeśli chodzi o wspólnotę dziewcząt, to miała ona porównaniu z chłopięcą ("parubocką") znaczenie mniejsze. Dziewczęta podejmowały wspólne decyzje i występowały jako całość podczas organi:wwania "doswitek", "weczornyć", ale nie "składek", za które odpowiedzialno'ść ponosili
chłopcy. Między sobą dziewczęta wybierały "starszą", najbardziej doświadczaną w sprawach gospodarczych. Czasem była nią gospodyni wynajętego domu ("do'świtczana maty"), która pilnawała po'rządku oraz
przyrządzania potraw. Dziewczęta winny jej były wyjątkowe posłuszeństwo. "Doswitczam.a maty" cieszyła się szacunkiem również wśród chłopców, ale ze wzglę:iu na doświadczenie, a nie na wiek.
Materiał archiwalny dotyczący ,diw'ockich gromad" jest skąpy, na
podstawie luźnych pojedynczych wzmianek trudno wywnioskować {)
zwartej całości. P!fzypuszczenie, Ż€ "parubocki" i "diwocki" gromady
istniały w ramach jednego zjednoczenia młodzieży na wsi ukraińskiej
na przełomie wieku XIX - XX i na początku wieku XX - wydaje się
najbardzi·ej bliskie istocie rzeczy.
Po zawarciu związku małżeński·ego chłopiec czy dziewczyna opuszczam Igroma1dę.Mo~liJwY1ffi jest ipJ"Z2IpI'()WladZJenie
krót:Jkiej anali'zy, która ucLoWt01cłni. •.aby i:stn:ien:'e O'rgaJlliza1cyjnychi prawnych norm ,g:r1omadyW obrzędowości weselnej.
1. Wiemy z przebiegu ohrzędowości weselnej, że pomyślne swaty
w domu rodziców dziewczyny zostawały pnypieczętowane
wypitym
"m:::>horyczem" przez przedstawicieli obydwu zainteresowanych
radzin.
W13dolffiJ05Ci
arehii1walne z guber'Ilii Kyti:wskiej, Czernihowskioej podają, że
chłopiec, który już zaswatał dziewczynę, powinien był postawić "mohorycz" kolegom w "gromadzie", Jeżeli pochodził z innej wsi, to "mohorycza" powinno było być jak najwięcej. Zazwyczaj wypijanie "mohorycza"
odbywało się w domu, w którym plfzedtem olrganizowano "doświtki".
Zbierały się dziewczęta i chl.opcy. Obowiązkiem panny młodej było wręOkolice Kijowa, Vi-nnica.
Kyiv, Inst. szt., foLkI. i etnografii,
l' "W IdOlwg'Q;i
lozy".

17
18

f. '1 - 3, 330, s. 28.

224

Materiały

i dyskusje

,

czyć od siebie prezent dla "doswitczanej materi": chustkę, płótno lub
coś innego. Spotkanie to m:alo nazwę "zamówiny" 20 i organizowane było
na kiLka dni przed właściwym weselem.
Według relacji z guberni Połtawskiej wiemy, że w wigilię wesela
państwo młiodzi, bojarowie, drużki szli do izby, w której w zimowym
okresie odbywały się "doswitki", w lecie wyb:'>r miejsca spotkania był
dowolny. Państwo młodzi kupowali wódkę, organizowali zakąskę i częstowali młodzież, która w tej sytuacji nazywała się "czelad" 21.
Państwo młodzi musieli szanować wiejską tradycję. W wypadku lekceważenia ustalonego obyczaju młodzież wiejska mogła nie pnyjść na
wesele, panna młoda mogła zostać bez drużek, a pan młody bez bJjarów.
2. Dziewczyna już wyswatana do oficjalnych zaręczyn mogła odwiedzać swoje ko~eżanki na "doswitkach" i "weczornycach". RJZem z nimi
szykowah swój posag. Do tej samej izby przychodził pan młody z muzyką i prezentami 22.
3. Do norm obyczajowych "gromady" można zaliczyć weselne "perej'ny" (wymaganie odkupnego za pannę młodą). Uczestniczyć mogli w
"perejnach" ludzie w wieku podeszłym, ale w zwyczaju wiejskim było.
to przywilejem chłopców.
4. Do ciekawych obrzędów wese'nych w gubernii Czernichowskiej
można zaliczyć "chustky", organizowane u panny młodej po "swatach"
jako zakończenie "zaręczyn". Przed obrzędem "chuistek" panna młoda
zapraszała do siebie "hulaty" (bawi~ się) dziewczęta i chłopców. Przyjeżdżał pan młody i starosbowie. Panna młoda podawała im chustki, co
mOŻn!l było tłumaczyć, ja:ko j-ej oficjalną zgodę na małżeństwo. Sie!dlzące
za stołem koleżanki częstowała w:'>dką i chlebem pokrajanym na drobne
kawałki 23. Pan młody częstował wódką kolegów. Po obrzędzie "chustek"
po kilku dniach panna młoda znów organizowała u siebie spotkanie młodzieży. Zebrani "witali" pana mlodego i jego wybrankę. Po przywitaniu
nastęoowal pJczęstunek w postaci wódki i chlEba - "palanyci" ze strony pana m~odego, cienkich placków ("blinów") ze strony panny młodej 24.
5. Zasadniczą treścią "dziewiczego wieczoru" odbywającego się w
wigLię ślubu było pożegnanie panny mł!odej z koleżankami, ze stanem
dziewictwa.
Kyiv, Inst. szt., falkI. i etnografii, f. 1 - 2, 270, s. 7.
"Archiwum
Towarzystwa
GeoglraHczne"o ZSRR", f. 31, 1, N 9, s. 12.
22 "Archiwum
Towarzystwa
Geo·graficzneglQ ZSRR", f. 104, 1, N 331, s. 2.
23 Częstowar
ie ch).ecem przez pannę młodą zapowiadało
szybkie zamą ;pój.icie.
24 P. Litwinowa-Barto'sz
Wesilni obriady
i zwyczai u seli Zcm!ianci
C lóciuwślkogo powitu
na Czernihowszczyni.,
s. 78. [W:) Materiały
do ukrainśko-ruśkoi
etnologii,
1900 r., t. 3.
20

21

Materiały

i dyskusje

225

"Dziewiczy wieczór" jako obrzęd był wydarzeniem, które zatwierdzało
pouszczenie "gromady" przez dziewczynę wychodzącą zamąż. Można dopatrywać się tutaj pewl".£j łączności pomiędzy formami oJ:'ganizacyjnymi
stowarzyszenia młodzieży i obrzędowością weselną. W istocie rzeczy
"dziewiczy wieczór" powtarza "weczornyci", w bardziej wybujałych kolorach, z dodaniem niektórych szczegółów obrzędowych.

FRANC'.ISZEK

SIELICKT

Instytut Filologii Słowiańskiej
Uniwersytet W'roclawski

ANEGDOTY

°

NARODOWOŚCIACH I WYZNANIACH
W B. POWIECIE WILEJSKIM

Wiadomą jest rzeczą, że na pograni<::z·achnar·odowościowych występuje zjdwisko wzajemnego naśmiewania się z ludności odmiennej. Na Wiłeńszczyźnie dochodiiły do tego jeszcze różnice wyznaniowe. Zobaczmy,
jak to wyraziło się w anegdotach, bytujących w byłym powiecie wilejskim, a szczególnie w okolicach wsi Mikulino gminy dołhinowsJkiej, z
której pochodzi piszący te słowa. W miejsc:owościach tych mieszkała ludność w większości katolicka, uważająca siebie na Polaków, jakkolwiek
m6wiąca po białorusku. Anegdoty też były tu opowiadane po białorusku,
najwyżej z cytowaniem słów odpowiednio POlSlkich czy rosyjskich. Niestety, nie jestem w stanie odtwo·rzyć tekstów w języku Q·ryginalnym
(poza dwoma tyłko - nr 23 i 46), przekazuję je więc po polsku i w streszczeniu. Teksty oczywiście tracą przez to na swej poetyce, zachowują
jednak sens ideowy, a co głównie tu chodzi. Blisko połowę anegdot przytaczam z pamięci własnej, inne za,pisałem od informatorów, którzy wskazani są w przypisach. Dla lepszej orientacji treściowej wplt'owadzam tytuły do każdego tekstu.
1. Oficer
r o s y j s k ii
polska
panienka.
Sta.cjonujący
na Kresach oficer rosyjski zalecał się do miejscowej polskiej szlachcianki.
co by ją nie zapytał, słyszał w odpowiedzi po polsku: "Owszem".
Zafrapowany tym, zwrócił się do kolegi znającego język polski by mu
wy jaśnił, co znaczy to "owszem". Kolega postanowił zakpić z niego i
mówi: "Znajesz, ona tiebia tak postojanno rugajet; «owszem» - eta
ich po;skoje rugatielnoje słowo". Rozgniewany oficer wpadł do domu pa-

°

15 Lud,

t. LXVIII

226

Materialy

i dyskusje

nienki i krzyknął: "Ja i tiebia owszem, i twoich roditielej owszem, i cełyj twoj dom owszem!" Trzasnął drzwiami i wyszedł.
2. R o s j a n i n b y ł n a p i ę ć w i a r s t z a w s z ę d z i e. Rosjanin znalazł się w towarzystwie Polaków, z których jeden, podróżnik,
przechwalał się tym, że dużo zwiedził miejscowości. Rosjanin także chciał
zaimponować swymi podróżami i po każdej miejscowości wymi·enianej
przez Polaka podawał swoje miejscowo·ści. Gdy Polak wymienił kilkadziesiąt miejsc, w których był i słyszał wciąż nowe nazwy terenowe, w
których był Rosjanin, zaperwny, krzyknął: "Ja byłem wszędzie!" A na
to Rosjanin: "A ja był jesz'cze piat' wiorst za wszendie!"
3. S ł o d k i e s ą g ę s i e ł a p k i. W pewnym towarzystwie chwalono się, kto co dobrego jadł. Przebywający w nim Rosjanin rzekł: "Sładki gusiny łapki". Zapytano go: "A ty ich jedał?" Odpowiedział: "Niet,
ja ~ch:ni,ejoeida,nroja widiał, ,balkmoj diadia jedał".
4. Po l a c y d z i w n y n ar ód. Rosjanin, który jakiś czas mieszkał wśród Polaków i zapoznał się z ich językiem, po powrocie do kraju
mówił: "Polski - stranJnyjlllaT'o::1.:w łóżka'ch s!piat, a kr'Q'wati na sz,ejach nosiat. I u nich wsio "pan"; pan otiec, pani matka, Pan Bah, Pan
Jezus i daże obyknowiennyj tufiel li nich - pan tu£iel".
5. P Q l s ki
ż u l i k c h Y t r z e j s z y. Spotkało się dwóch żulików
-- polski i ruski. Położyli się spać. Polski powiesił swój zegarek na
ścianie. Ruski powiedział, że go ukradnie. Ale gdy zgasili światło, pols,ki
cichcem schował zegarek. Zaczął udawać śpiącego. Ruski chciał skraść
zegarek, ale nie było go w tym miejscu. Potem polski żulik pokryjomu
powiesił zegarek na tym miejscu, wstał i zapalił papierosa. Ruski ZQbalCzył, że :zegareik wisIi. Lecz potem Polak zno'wu slchował zegaTek i gdy
Ruski podszedł aby go skraść - nie było go. Polak jeszcze ze dwa razy
wstawał palić i ciągle to chował zegarek, to go wieszał na ścianie, a Ruski nie mógł go żadną miarą skraść. I nazajutrz poiwedział: "Polskije żuliki chitriej russkich" 1.
6. P a l ak
z a b r u d z i ł b u ł k ę m i a d e m. Polak znalazł się
na targu w mieście rosyjskim. Chciało mu się jeść, ale miał p:eniędzy
tylko naku'Pno suchej bułJki. Kupił ją i za,czął 'przemyś:iwać, jak by
tIU zdio1byćoo'ś do niej. Widiz:i,że pewi€nchłJip
sprzedaje miód z wiadra.
Więc niby nienaumyślnie wrzucił do niego swą bułkę. Chłop poderwał
się i krzyknął: "CzY'to ty SiOil'isz [zaślmi'ecasz] maj illihy::1.?"
Polak poderwał
!bułkę z wiadra i mówi "Izwini, no eto ja twoim mierzkim [parszywymI
miodom sgaJwn:ial swoju buliku". I oidsiz'edlslzy,zjadl ją ze smakiem 2.
1 Podał
Józef K:rasowski (1971), la·t 80, b. mieszkaniec wsi Habiitacja gm.
budsławskiej pow. wilejskiego, ostatnio zam. w Wolowie Sląskim (zm. w 1975 [".).
2 Po,dala Janina
HryhorO'wicz-Lubniewska
(19'83), lat 61, b. mieszkanka m-~;:J
Rudslaw :po·w. wilejskiego, ohecnie zam. w Wolowie Sląs'kim.

Materialyi

dyskusje

227

7. C h l e b s u r o w y a ż s i ę k li r z y. Spotkali się podróżni Polak i Rosjanin. Szli razem. Gdy zatrzymali się na odpoczynek, pytają
siebie nawzajem, kto z nich co ma do zjedzenia. Polak powiedział, że ma
bułki, a Rosjanin odrzekł: "U mienia chleb, syr i kurica". I Rosjanin zaproponował, żeby jeść wspólnie, najpierw to, co gorsze, a potem to, co
lepsze. Polak się zgodził. Zjedli więc najpierw jego bulki, a potem Rosjanin dostał z torby jedynie jakiś marny chleb. Polak pyta: "A gdzież
ten ser i ku'ra?" A Rosjanin odpowiada: "Ja wied' tiebie goworił, szto u
mienia chleb syr Isurowy] i kurieca [aż się kurzy z niego]".
8. Ł a d n y s e n. Wędrowali Polak i Rosjanin. Byli gł.adni. Znaleźli na drodze jedną bułkę, która wypadła z wozu przejeżdżając·ego kupca.
Była ona za mała do podziału, Rosjanin więc zaproponował, aby położyli się spać, i komu się pa-zyśJI1iładniejszy sen, ten zje ową bułkę. Gdy
PolilJk usnął, Rosjanin zjadł bułkę i też zasnął. Po obudzeniu się, Rosjanin pyta Polaka: "nu, czto tiebie sniłoś?" Ten odpowiedział: "Sniło mi
się, że anieli wzięli mnie do nieba i widziałem cudny raj". Na to Rosjanin: "Ja także widieł wo snie, czto tiebia angieły wziali w raj, \Vat ja i
podumał: wied' tam w raju }ego nakarmia t. I potomu ja wział i sjeł
bułku".
Tekst ten wymaga komentarza. Jego wątek pochodzi ze staropolskiej
facecji, znanej już w XVI w. Występuje w niej trzech podróżnych, którzy mieli jeden bochenek chleb3., idą więc spać .a głodzie, postanawiając
oddać chleb temu, kto będzie miał najpiękniejszy sen. Nazajutrz jeden
opowiada sen o niebie, drugi o piekle, trzeci zaś mówi, że śnili mu siG
ci obaj, w niebie i w piekle, wobec czego doszedł do przekonania, że
chleb im niepotrzebny i zjadł go. Anegdota ta znajdowała się w Dziejach
Rzymskich i byla pochodzenia wschodniego. Na początku XVII w. motyw ten posłużył za osnowę pierwszego intermedium w języku ukraińskim, pomieszczonego w Tragedii ... Jana ChrzcicieLa Jakuba GawaLowica (wyd. 1619). Na Białorusi istniała też inna wersja tej anegdoty, w
klórej występował Cygan i chłop. Za pomocą najpiękniejszego snu zdecydowali oni przyznać jednemu z nich zmalezione prosię. Chłop zjadł
mięso i wytłumaczył się tym, że We śnie Cygan pozwolił mu na to 3.
9. C h ł a p i ill a g i s t r a t. Za czasów carskich chłop białoruski
trafił do dużego miasta i tu zachciało mu się wyjść na stronę. Nie wiedział, gdzieby mógł to uczynić. Wtem zobaczył wywieszkę z napisem
3 J. Krzyżanow5ki,
1063, s. 104; - Romans

systematycznym,
t. 2. Wa'oc!aw
Warszawa HJ62, s. 109; J. Janów, Zródla niektórych
baśni ludowych
w Po!scei
'Tia Rusi. Lwów, 1'928, s. 28; J. R. RomalFlW,
Bielorusskij
sbornik,
t. 3. Wit'ebsk 1887, 'S. 429; L. Barag, Sjuzety ! m.llt:,.lJy
l.ielaruskich
narodnych
kazak. Min~k 1978, nr 1626.
15'

Polska

polski

bajka

wieku

w

XVI.

układzie

228

Materiały

i dyskusje

rosyjskim "Magistrat'"
(z twardym 'znakiem na końcu). Chłop nie najlepiej czytał po rosyjsku, ale przesylabizował jakoś, że tam 'pisze "Magu
sr:at' ". UciJes:zyłsię i załatwił tui obok drzwi wejśc,iowych. Gdy go p.rzyłapał policjant, chŁop pokazał napis na wywieszce i w ten sposób wywinął się od kary.
10. W i e ś n i a c z k a i p o m n i k M u T a w i o w a w Wi l n i e.
B3ba wiejska przyjechała do Wilna i zobaczyła pomnik Murawiowa.
Podeszła, patrzy, a tam, na pomniku, ktoś stoi nagi. Zgo['szyła się baba
i zaczyna wymyślać: "A, razpiorła ciabie, wypirła z ciabie!" Usłyszał to
uradnik (policjant car·ski) i zabrał ją na komisariat. Powiadomiono męża.
Ten przyjechał do żony i zaczął ją besztać: "Jaż tabie kazali, durnaja
warona, szŁo jak pajedzisz u horad, dyk na usiakaja halino nie zahledajsia!" Posadzili więc i jeg,o za obrazę pomnika Murawiowa 4.
11. C h ł a p i P a l i c j a n t c a r ski. Pojechał chłop do dużego
miasta j IZJachCliallo·
mu się ~aloatwić. Z;.f'oibiłto na łpł1acu.Widząc nadehodzącego policjanta, przykrył ekskrementy czapką. Policjant pyta, co on
tu robi. Chłop skłamał, że złapał ptaszka pod czapką, że chce przynieść
kl:atikę ahy wsadzri.ć g/o do niej. P.olicjant zootał pilnować, żeby ptaszek
nie uciekł, a gdychlop długo nie wracał (bo czmychnął do domu), wsadził rękę pod czapkę by złapać ptaszka i ubrudził sobie ręce. - Ten
wątek też jest stary, imany w literaturze polskiej od w. XVII. Ciekawe,
że ldentyczną anegdotę zapisano niedawno na Śląsku, tyle że zamiasl
chłopa występują tu mali chł(}pcy, rzecz dzieje się współcześnie na placu
w Warszawie, a rolę policjantao'dgrywa
milicjant. Reszta fabuły jest
tożsama. Dodajmy jeszcze, że istniały warianty białoruskie, w których
zamiast policjanta występował pan 5.
12. Jak a w ł a d z a, t a k a i m a ż. Miejscowi chłopi nienawidzili władzy carskiej. Pewneg{) razu idzie uradnik, a chłop smaruje drewniane osie w wozie krowim łajnem. Policjant pyta, dlaczego to tak robi, a chłop odpowiedział: "Jakaja właść, takaja maść". Policjant spisa!
pr,otdkół 'za obralzę w1:uizyi slki,eT'owIałsprawę do sądu. W sądzie cllbp
odpQlwioeciział,że oln WicaIe nile obraż;a'ł 'władzy, powiedział tylko pollłcjan4 Podal a Klementyna
Olkowicz-Szedźkowa
(19·82), lat 7~, b. mieszkanka
wsi
Uzdryholowicze,
gm. ·krzywickiej pow. wilejs'kiego, obecnie zam. w Wolowie S'ąbki.m. Inf.ormatorka
ni'e wie, o który tu szczegół po:mn~ka cho,dził;), sJyszała tylko
tClką anegdotę w związ.ku z nim. Po odzyskaniu Iniepodleglości ,pomnik Murawiowa··Wieszatiela w Wilnie z·ostał z,bun'ony.
s Por. Krzyźanowski,
POlska bajka,t.
2, 5. 77, T.1528;
D. Simonides, WS1>ó!'
c::-esny jolklar
slowny
dzieci i nastolatków.
W'l'ocław 1976, s. 132; K. Kabasnikau.
P{)kazalnik sjuźetau belaruskich kazak (w:) Car.adzejnyja kazki, cz. 2. Mill.;k 1978
'" 665, T. 1258.

Materiały

i dyskusje

229

t'ow,i, że "jaikaja 51nasc I~przęt],ta!kl(łjla m,tść" bo drewni:run:e ,osie lllliaoŻlna
smay.owa~ "każdym haunom". I został uniewinniony 6.
13. U s otę P a n g i e l s k i i r o s y j ski. Pewien ziemianin rosyjski był w Anglii i spodobały mu się tam waserklozety. Gdy przyjechał
do niego znajomy Anglik, Rosjanin postanowił zaimponować mu jeszcze
bard.ziej. Pooadził w dole ustępu sługę, który miał nie tylk,o .zręczn.i,e
usunąć wiadro z ekskrementami,
ale jeszcze podetrzeć gCJścia miękką
SZocwtką. Al1Jgl'~k,zaLSIk'ocZlOny
talk 'Wspam.liałątechniką, nachylił się, aby
obejrz·eć nieznane mu urządzenie, a sługa, myśląc że niedokładnie wykolIHł swą powinn'Jść 'za Ipierwszym r1aJzem,pocią.gnął ,tąże S'ZIC1ZJotką
ra'z j,eszcze, tyle że po twarzy gościa.
14. A n e g d o t y r o s y j s kie
o P u s z k i n i e i i n n e. Kursowały wśród tutejszych wieśniaków także anegdoty rosyjskie pnynoszone z wojska lub zapożyczane od urzędników carskich. Kilka z nich dotyczyło Puszkina. Jedna opowiadała, że poeta zagrzebał się raz we mchu
i gdy reszta towarzystwa szukała go, wołając "Puszkin, gdie wy?" odpowiedział: "Wa mchu ja!" W anegdocie drugiej poeta wszedł do salonu,
gdzie towarzystwo spożywało podaną przekąskę, i zawołał głośno: "ZOPA"!, tłumacząc później skonsternowanym
uczestnikom, że posłużył się
tu skrótem słów "Żełaju obsz:czestwu prijatnogo appietita". Inne "puszkinowskie kawały" też były oparte na dwuznacznych kalamburach (m.
in. o ;rClJk~h). Znano też anegdotę 'O Katarz)'ll1ii:eII, przedstawiającą imperatorową jak,o wyuzdaną rozpustnicę, nie stroniącą od sodomii. Poza
tym tutejrsli mężczy~ni i ehłtJI?'cy opowiadali eza,sem 'plf'zy iPasli'e1ruiu
koni
inne pikantne anegdoty rosyjskie, zgoła niecenzuralne.
15. P r e z e n t u j b roń
p o uk r a i ń sku. Na omawiane tereny
trafiał folklor ukraiński wpO'staci pieśni i żartobliwych powiedzeń, ale
anegdot o Ukra.ińcach nie było, poza jedną, nawiązującą rzekomo do
armii petlurowskiej, w której występowała komenda w języku rodzimym. Otóż prezentowanie bI.'oni wykonywano tam na komendę: "Żelaziaku na puziaku, hyp!" Anegdota nawiązywała do znanego gatunku żartów z innych narodowości, p.eniących się w rosyjskim folklorze żołnierskim. Słyszałem np. w Ałtajskim Kraju, jak tamtejszy mężczyzna relacjonował komendę polską dotyczącą krycia w rzędach, wołając: "Pan za
pana chowajś!" Żart ten słyszał będąc w wojsku.
16. S Y n z a p o m n i a ł "p r o s t e g o" j ę z y k a. Syn wyjechał do
miasta na nauki i gdy wrócił, udawał, że zapomniał swego "prostego"
e Podał Wacław Sielicki (1983), lat 58, 'b. mieszkaniec zaśc:a~ka Kolano g-m.
Dołhinów pow. wilejskiego, obecnie zam. w Krzy.dlinie Wielkiej k. Wołowa Sląskiego.

230

Materia~y

i dyskusje

języka i nie wiedział, jak się co nazywa. Ale w stodole niebacznie nastąpił na grabie, przystawione wadliwie do ściany zębami na dół, skierowanymi na zewnątrz. Wiadomo, że w takim wypadku poczciwy ten
sprzęt uderza z wielką siłą swym trzonkiem tego, kto nań nadepnie.
Student też otrzymał mocno po łbie i wrzasnął: "Jaki du.rak pas'tawiii
hrabli u pierad zubami!" A więc wrócił mu "prosty" język. - Anegdota
ta znana też była w folklorze po:skim na kresach zachodnich i południowych; odnosiła się ona do syna służącego w wojsku niemieckim lub
austriackim. Ma powinowactwa ze starą facecją o synu-studencie, któ;ry
posługiwał się rzekomą łaciną. Dwie jej wersje zanotował Michał Federowski. Wariant prawie tożsamy z mikulińskim zamieścił Lew Tołstoj w
swym Elementarzu7 .
17. S po s ó b n a s y n a - s t u d e n t a. Syn wieśniaka uczył się
w szkołach, lecz wyrzucono go za lenistwo. W domu nie chce robić, bo
rzekomo nie rozumie języka "prostego", trzeba do niego m:'lwić po łacinie. Ojciec wziął się na sposób i mówi: "Biary widłakus i kidaj hnojakus
na wozakus!" Syn, trudna rada, zabrał się do roboty. - Anegdota pochodzi z facecji, wspomnianej wyżej. Jej przekład' rosyjski z języka polskiego ukazał się w XVII w. 8
18. S y n o w i e m ó w i ą P >O n i e m i e c k u. Pewien chłop wysłał
synów do miasta na naukę. Ci tam tYl'ko się wałkonili, nie uczyli. Gdy
przyjechali na waka'cje, ojciec postanowił sprawdzić ich postępy. Mówi:
"Pahawarycia wy z sabJj pa niamiecku". Więc jeden z nich mÓWi do
<irugiegi{):"Der paj,dziom". A ten pyta: "Der kudy?" Na to ojciec: "A jaj;
wam tut der dziahaj!" .i odpiąwszy pasa, sprał ich jak się patrzy za naigrawanie się z niego 9.
19. K u p m i c o Ś. Jedna pani była bardzo kapryśna. Wyprawiła słuŻąlCądo miasta, mówiąc jej: "Kwp mi mś". Shużą.c,apyta: "A szu.) kupić?" Pani odpowiada: "CJŚ". Służąca złapała pchłę, zawinęła ją w papierek i niby przyjechawszy z miasta, podała ją pani. Ta rozwinęła z cie!k;llwością prupiieT'ek,a pchła hyc - i uciekła. Pyta pam: "Co to było"
A służąca odpowiada: "Coś".
20. U s i a i R u s i a. Jedna pani nazywała dziwnie swoje córki: Jus-tynę - Usia, a Roza'ię - Ru:sia. Gdy miała je !Zawolać, krzyczała:
"U sia Rusia!" (po białorusku brzmiało to wu .•garnie: usram się).
1

Por. Krzyżanowski,

białoruski

na Rusi

Polska

Litewskiej,

bajka,

t. 2, s. 104, T. 1628; M. Federowski,

t. 3. Kraków

l\'fJtcaja Azbuka. Mo'skwa 1'978, s. 70.
s Po-r. Literatura
staroruska.
Antologia.

Lud
1'903, nr 149, 391; L. To-Isloj, Azbuka.

Opr. W. Jakubowski
i R. Łuźny. Warszawa 1971, s. 163.
9 Podał
Wacław Sielicki (1983), lat 54. b. meszi'kaniec wsi Mii<ulino gn .. Dołhin6w pow. wilejskiego, obecnie zm. we Wrocławiu.

Materiały

i dyskusje

231

2ł. P o l s z c z y z n a s z l a c h c i a n e k z a g r o d o w y c h. Już Michał Fedorowski pisało kpinach z polszczyzny szlachty zagrodowej zarówno ze strony mieszkających tu Pola,ków, jak też ludu białoruskiego.
W powiecie wilejskim także była szlachta zagrodowa, mówiąca śmiesznym narzeczem polsko-białoruskim.
Prześmiewano się więc z takich
.zwrotów, jak: "Ws:z)'lSilkiekl()nelpli wrz.eble {wróble] zj1e:dlli";"K'1"Z€ipiwa
[pol:<rzywraj)wyposła kala płol1;u"itp. Przytaczano t,eż Tz,E1k'omo
iClutentyazmy ci';,ak),gdwu sióstr "sz}achdanek":
"Gdzlie podiziała gT'ebiendziab?"
[grwb:eń] - prz,eciw pi'2'ndzi [pi'eca] w T!ozalCzalpiend:zi
w r:00c:zel'alpinie
[szczeliini'ew bi'erw~Jin:iechaty] sterczy" 10.
22. R Ym o wan k i P a n a i c h ł o p a. Chlop wiezie pana. Mży
deszcz. Panu się nudzi, zaproponował więc chłopu, żeby zabawić się
w "składne mówienie", czyli rymowanie. Chłop się zg'odził. Pan mówi:
"Deszczyk pada, deszczyk kropi, pocałuj mnie w dupę, chłopie" - i zachichotał, A 11lI1
ibo chłolp: "Paln lU hota,ch i u fraku, d)'1k lP'a1całujmianie
li sTaku" 11.
23. M a k ci u s i. Raskazywali, szto pa;n Kazłoiiski byu m)cna chwory, pacz ci nieprytomny, jak jon pisali testament. Na pytanie kamu j)n
astauajić majontak, jon pautarau: "Mak dusi!" - obo pirad hetym zjeu
porcyju z makam, szlo natta jamu zaszkodziła na zdarouji. Ale heta
dobra saupadała u testamencia: pisar liczyli, szto pan zapisau usio Magdusi, heta znaczyć Magdalenie. Tak majontak Mały Mikulin u nasz czas
byu własnościu Magdaleny Kazłouskaj i jaje daczki Bronisławy 12. Anegdota dotyczy konkretnego wypadku: ziemianin Kozłowski, mający
córkę ze swą służącą, na lożu śmierci wziął z nią ślub i zapisał jej swój
majątek. Jednakże mJtyw ten znano także w miejscowościach, gdzie opo'wiaciano IQ dzi'edZ!icu w Qgóle i j€lgoSlprytn€j służącej Magdusi, która 'P0Iprzez rna:ka.'mieni'e Ulmierają'oergopana m9.kiJemSipoiW'oldowalazapis majątku dla Sliebie. W Budslawiu doo:łano joeslZCze
nowy szcz·egół: służąca owa
trzy dnU ,pr'zed-tern 11Ii€d:.:rwał{)tC'hOlremujeść,' a sama zajadała r:;rzy nim
różne -pańS1kieprzys:maJki. Więc gdy spis yw aruo testament, umierają'cy
slkarżył soię, wskazując na wiJnowajtC'zynię, ż,e "OIlia żarł:a", a ta skiJlmtmlowah lJ1'o,tar:iuszlJłwi
t€ słlowa tak, że ;pain zapisuje jej j.eszcze drugi majątek, Zado 13.
24. W i e ś n i a c y i P o l i c j a n t p o l s k i. Młody chłop i jego lJ.1.arzeCZJna pojechali dJ Wilna. Był to dzień 11 listo?ada, Swięto Ni€p-odległo.ści. Na p"acu zawieszono portrety marszałka Piłsudskiego i prezyden-

Paodała Janina Hryhacrowicz-Lubniewska
(zob. wyżej przyp. 21.
Podała jw.
12 P.odał Stani·sław
Sielicki (1978), lat 81, do dziś miszkający
w MikLll:nie.
13 Podała Janina
Hryh.:lrawicz-Lubniewska.
10
11

232

Materiały

i dyskusje

.ta Mościckiego. Dziewczyna pyta narzeczonego: "Jakich hetaczarcie)
tut pawiesili?" Usłyszał to policjant i za obrazę władzy wlepił jej mandat dwuzłotowy. Potem chłopu za,chcialo się sikać. Poszedł za węgieł,
i znowuż złapał go policjant. Tym razem kazał mu zapłacić 1 zł kary.
Ale chłopak miał tylko monetę dwuzłotową, policjant zaś nie miał reszty. WiJllO'wajcamówi więc cl'Onairzecz,onej: "Scy, Mańka, ja funduju!" 14
25. T e n P i ł 5 U d s k i, k t ó rył
a p c i e w z u w a. W Mikulinie
jednego starszego chłopa pifZezywano Piłsudskim, gdyż nosił wysłużony
wojskowy płaszcz z armii carskiej i czapkę, a z profilu był podobny do
Marszałka. Razu pewnego przyszedł sąsiad i pyta jego wnuczka, kto mu
zrobił pajacyka, którym się bawił. Ten odpowiedział: "Pilsucki. Ali nia
het y, 5zto na ścianie wisić, ali het y, 5ztO wun łapci abuwajić". Wypowiedź ta, jak bywa na wsi, przekształciła się w stały żart, zarówno
z dziadka, jak i wnuka (także zresztą przezywanego Piłsudskim).
26. C Y g a n za m i e n i a s i ę k o ż u c h e m. Cygan miał całkiem
dziurawy kożuch. Spotkał chl:opa, będącego w nowym kożuchu i mówi:
"Nied::Jbry ty masz kożuch, zimno ci w nim będzie". Na pytanie chłopa
dllCleneglo,odp.owiedział: "Bo jak ':zJffi-a:rZini:~sz,
to to 'ZiiJmnom:e ma Igdzie
wyjść. Popatrz na mój: Jest w nim dużo dziur, więc zimno uchodzi. Jeżeli chcesz, możemy się zamienić kożuchami". I chłop zamienił się ...
27. C o C y g a n o w i p r z e s z k a d z a w p r a c y. Cygan najął się
do pracy u chłopa. Rano gospodarz zbudził go i mówi, by szedł kosić.
Ale Cygan wymówił się, bo Tano jest zbyt ,rośI1JO.
Wysyła go więc gospodarz w dzień, ale Cygan też się wymawia, bo w południe panuje skwar.
Nie poszedł też do pracy wieczorem, bJ tną komary. Gospodarz musiał
go zwolnić, ale Cygan za darmo żywił się u niego cały dzień. Z tej anegd'Jty powstało powiedzenie -białoruskie: "Rannicy rosna, u dzień młosna,
a wieczaTam kamary irabić nima kaIi".
28. C Yg a n ob -oi s i ę g z Ó w Cygan najął się do pracy u gospodarza,
ale uprzedził, że bardzo boi się gzów, bo wtedy on, podobnie jak kr::Jwa,
zaczyna gzić się, uciekać do lasu (po białorusku: zykacca). Dodał jednak,
że jeżeli gospodarz da mu ubrać kożuch z siermięgą i buty, to gzy nie
będą miały do niego takiego przystępu i może nie będzie musiał gzić się.
GoopodalfZ uhr:3Ił g'Otak jak sJ.bie Cygan życzył i 'k'a!za,łmu k/Qsićw gumnie. Ale gdy słońce przygrzało, Cygan rzucił kosę, zaczął skakać i pobiegł w stronę pola. Gospodarz krzyknął mu: "U asieć, u asieć!", tzn.
poradził mu, by schronił się w suszarni, która stała oJodal gumna; na to
Cygan odkrzyknął: "Kudy Bah paniasieć!" I uciekł do lasu w gospodarskim kożuchu z siermięgą i w butach.
14 Podał
J6'lJe1 Lesz'kowicz
r.ie zam. we W-rocławiu.

(1983), lat 57, 'b. mieszkaniec

m-ka

Dołhin6w,

obec-

Materialy

i dysk~sje

233

29. C Yg a n p a k a l ac j i n i e p r a c u je. Cygan najął się do gospodarza do pracy. Gdy zjedli śniadanie, zaproponował gospodarzowi:
"Wiesz co, zjedzmy od razu i obiad, to dłużej później popracujemy".
Gospodarz zgodził się. Ale po obiedzie Cygan mówi: "Zjedzmy też i kolację". Gospodarz zg'odził się i na to. Lecz po kolacji Cygan powiedział,
że nie pójdzie do pracy, bo on p.Qkolacji zawsze idzie spać. - W i1nnych
wers~I3,chbuabrusbch z.a.mi'3st Cygana występuje pal'obe:k, a jedinenJieod
razu trzech posiłków proponuje gospodarz, teby parobek mniej zjadł.
W weil'sja'ch rosyjskich zaś owym gospodarzem jest pop 15.
30. C Yg a n o d u c z y łka
b y ł ę j e ś ć. Cyganowi nie podobało
się, że musi ciągle zabiegać o paszę dla swej ,kobyły. Postanowił więc
oduczyć ją jeść. Dawał jej za każdym razem mniejsze porcje, aż kobyła
zdechła. - Anegdo,ta znana też w Polsce, z tym, że w niektórych wersjach zamiast Cygana występuje furman. Na Białorusi miała funkcję
IPTIZysł1o'W1bwą,
'W'slplominl3lllio
ją m. ilU. przy własnym gł1od'olWla:ndu
16.
31. Kar a l u c h w m a śle. Żyd kupił na targu u chłopa masło.
Przyniósł do domu i zaczął częstować rodzinę, a tu coś się w maśle rusza. Okazało się, że był to karaluch. Żyd pobiegł na targ i zaczął krzyczeć: "D7Ii'ehet y g'oj, szt::>u ma'3l:atrepa u nahoj?"
32. K o m u k a m y? Żydówka kupiła na targu słoik miodu. Postawiła na s-t~)(ei mówi dzliiecj,om(:po żydoW(gjkJU):
"Jeszcia!pa il:łrxl6LJku",
a sama zajęła się praniem. Dzieci jadły, lecz pod cienką warstwą miodu poikCliZlały
się "klamy", ozyli tłucz:me :zi.emn.iJallci.
P.aszły wię.c do matki
i pytają: "Mama, mama, kamu kamy?" Ona sądziła, że chodzi a grudki
miodu i mówi: "Wam, dzietki, wam". Lecz po slodkim miQdzie słone
kamy wyda'y im się wstrętne, więcc poszły do matki i mówią, że one
lI1Jj,e
<chcą ,,:kaJmów". Matka zaglądnęła do słowka ,i zaczęła wymyślać na
"goja", który ją oszukał.
33. Ż a b a w k l u s k a c h. Żydówka nagotowała dzieciom klusek
i postawiła garnek na stole, by jadły, a sama zajęła się szyciem. Dzieci
jedzą, lecz po chwili zobaczyły w garnku ugotowaną żabę. Nie wiedziały, jak się to stworzenie nazywa, poszły więc do matki i mówią: "Mame,
mam e, in klockicwaj ocki i fir łapken!" Lecz ta odrzekła: "Essen, essen,
kinder". W.róciły, jedzą dalej, lecz w miarę obniżania się poziomu klusek
w garnku żaba wydawaLi im się coraz straszniejsza. Znowu poszły do
matki ,i powtórzyły swoje spostrzeżenie, matka jednak i tym razem zbyIS Por. K. Kabasnikau,
Belar~ski
falklar
epochi kapitalizm~
(w:) Belar~skaj'l
narodnaja wusna-paety(\naja
tvor(\asć. Red. P. Hlebka i. Minsk 1967, s. 203; RlA.sshe narodnyje
skazki.
Podg. A. Ne(\aeva i N. Rybakova. Moskwa b52, :; 514- 515.
18 Krzyżanowski,
Polska bajka, t. 2, s. 124; M. Tank, Kartki
z kalen~;arza.
Tł.
S. Atlas. Wa'fszawa 1977, s. 146.

234

Materialy

i dyskusje

ła ich :słowami: "Essen, essen, kinder". Dzieci, chcąc nie .chcąc, zahrały
się do jedzenia żaby. Gdy matka zaglądnęła do nich, ogryzały już kJsteezki,w1baozy1a ,tyJk10na dnie garnikia sam l~b zlparą a1abrzękłych oczu.
Zaczęła krzyczeć na dzieci, że zjadły takie niekoszerne paskudztwo,
a 'OI11'e
odparły, i,e :pT'ZJecież
mów1:y j,ej, iż "in kllock,i CW!<lj
<lcki i tir ł,alPken". - W wersji zapisanej przez Federowskiego występuje tu rodzina
mazurska, nie żydowska 17.
34. N a i w n y Z yd. Zyd wynajął chłopa by go zawiózł na jarmark
do odległego miasteczka. Wyjechano w południe i zatrzymano się na
nocleg w lesie. Gdy Zyd mocno usnął, chlap akradł go, napaskudził do
jego jarmułki, przygiął brzózkę, przywiązał
do jej czuba jarmułkę
li 'puśoil, 'plOtC'zym :od:jechałc:ichc'em wraz z ,towarami Zyda. Gdy ten obudził się rano, od razu dJmyślił się, że został obrabowany. Szukał jarmułki i dostrzegł ją wiszącą na brzózce. Schwycił za pień i zaczął szamotać
dnewkiem z całej siły. Jarmułka spadła, lecz okazało się, że jest cała
napaskudzona. Zyd zaczął cmJkać z podziwu i rzekł: "Wszystko rozumiem, ale nie mogę pojąć, jak ten goj potrafił załatwić się do mojej
jarmułki na samym czubku brzózki?
Dodajmy, że pod,obną w typie anegdotę znano w Polsce na Podkarpa:Ciu, ale dotyczyła ona Niemca, właścici'ela zajazdu, w którym nocował pewien kawalarz. Ten załatwił się w papier i ekskrementy rzucił
na sufit. Otóż nazajutrz Niemiec długo metydawał nad tym, patrząc na
sufit i mówiąc: "Jak sral, tak sral, ale jak on tam stal?" Ten sam mJtyw zanotowano na Śląsku 18.
35. K ,r o wan a d r a b i n i e. Zyd wszedł do obory chlapa i widzi,
że na górnym szczeblu przystawionej do ściany drabiny znajduje się łajno krowie, zaczął się więc zast:mawiać, jak to krowa mogła narobić na
górny szczebel drabiny? Pyta chłopa, a ten m6wi, że krowa narobiła na
dolny szczebel, a ktoś przystawił drabinę drug:m końcem 19.
36. T c h ó r z l i w Y Z y d. Zydów uważano za tchórzliwych. Jedzie
Januk dJ miasta, a dT'Ogąidzli:e'~11Ia:jloIillY
mu Zyd ~ 'pyta: "Dolkąd ty, Janie, jedziesz?" Otrzymawszy odpowiedź, że do miasta, Zyd s:ada na wóz.
Chłol~JUżlal k'olIlia,al,e nie wypada mu SI.;>ędzićnatręta z WJ'zu. Myśli Wii~c,
jąk by tu pozbyć się nieproszonego pasażera. Po dro1ze trzeba było
przejeżdżać rzekę w bród, bo nie było mostu. Jadą, rozmawiają, i chłop
m6wi, ż,e pogryzł g'o wśdetkły p.ies, i że 'On jedzi,edo leilmlT~a.Wjeżdżają
Podal Józef Lesz:kowicz; Federowslki, t. 3, nr 362.
Krzyżanows'ki,
Polska
bajka,
t. 2, s. 30; Simo'nides, s. 133. Po]-ska werSja
,mecrdoty znana też jest dziś w Wołowie Sląs'kim (informacja Janiny Hryhorowi-:z-Lubniewskiejl.
lU Po,dał Wacław
Sielick.i (wh. wyżej przyp. 6).
17

18

Materi.aly

235

i dyskusje

do rzeki. Gdy byli na samym jej środku, chłop zaszczekał na Zyda. Ten,
myśląc, że ,chłop się wściekł i chce go pogryźć, skoczył do wody aż po
pachy. Chłop zaś przyjechał do miasta i konia postawił u tego Zyda.
Przychodzi Zyd i poznaje konia tego chłopa na swoim podwórku. Pyta
żony, jlk się :za'c'hio,wywlał.JaJnwk, gdy 'Pr.zyjechał, ,czy jest iOinnormalny.
Zona odpowiedziała, ż·e zachowuje się jak zawsze i nic mu nie jest 20.
37. O d waż n y I c e k. PewnegJ razu wi1k wpadł do ogrodu Icka.
Zobaczył to właściciel, schwycił strzelbę i wymierzył
do c1rapieżnika
przez lufcik w oknie. Na to jego żona: "Ach Icka. Icka, ty praz swaju
adwahu dusoj zahawiejis!" (przez swą odwagę marnie zginiesz) 21.
38. Kar a b i n z e z g i ę t ą l u f ą. Wołają Icka do wojska, bo szykuje slię W'ojln1a.Gdy dainu mu ikar a'bin, poszedł do k1{)lWa1a
i 'kf<l:ZIał
zgliąć
lufę pod kątem prostym. Gdy go zapytano, po co to zrobił, leek odpowiedział: "Bo bezpieczniej będzie strzelać zza węgła" 22.
39. I c e k i s.t o w i l k ó w. lcek przechwa.ał się, że gdy szedł kolo
:k.n~alków,W1idziałw n;k:h 600 wilków. Gdy .mu ni'e wierwnJo, 'poprawił się:
"Nu, moża ich było dziesić". Gdy i tę liczbę zakwestionowano,
rzekł:
"Nu, marża byu adzin wouk". A gdy i to poddano w wątpliwość, odparł:
"Nu, a 'S'z,toheta u ,kuście iSZ8Jsbał.a?ChWlQltbyu wasL-ry, jiCłJk
ISIzył'a,i u kust
p asikaiCIzył
a". OkazuJe się W1ięc,że' była Ij;>otyllko ja."zczurka 23.
40. I c e k li d e r z a n y g a ł ę z i ą. Chłop i Icek szli wieczorem
przez las. Icek bał się, zaproponował
więc, aby chlap szedł przodem.
Ten zgodził ei~, lecz idąc, zbo.śjwie , !przytrzymał i mocno puścił g,ałąź
w głowę Icka, aż się ten złapał za czoło. Gdy bJl zelżał, zaczął dziękować
ch~opu, że przytrzymał
gałąź, bo inaczej zabiłaby go ona ... 24
41. I c e k w y g r y w a k a wał d z i u r a w e j d e ski. Chłop i Icek
razem wędrowali i umówili się, że jeżeli coś znajdą, to będzie to zdobycz
tego, kto składniej określi znaleźioną rzecz. l ato znaleźli worek jęczmienia i wOtr€\kgTykti, 'któ:f'e W'idiooZll"lie
spadły z oCzyje[rDśwozu. kek kflzy'knął: "J aczmień-hreczka!",
a chłop: "Hrecz-J aczmień!" Icek musiał przyznać, że określenie chłopa było składniejsze i zgodzić się, że oba worki
przypadną chłopu. A na razie zarzucili je na plecy, po worku każdy,
i idą dalej. Po jakimś czasie znaleźli kawał spróchniałej deski, z dziurą
w środku. Chłop powiedział naumyślnie
niezgrabnie:
"Dzirka-doszka",
a Icek "Dzir-doszka" i ku swej wielkiej dumie, wygrał ... 25
Po·dał jw.
Podał Wacław Si,cIicki (zob. wyżej przyp. 9).
22 Podał Józef Leszkowicz.
23 Po,dała Janina
Hryhorowicz-Lubn:ewska.
24 Podał
Henryk Sielicki (983), lat 57, b. miszlkani€C wsi MikuliJno
nów pow. wi'ejs.kie-go, obecnie zam. we Wrocławiu.
25 Podał Wacław
Sielicki (zob. przyp. 9).
20

21

g,l).

Dołhi-

236

Materiały

i dyskusje

C h ł o p z a m i e n i o n y w ż y d o w s k i e g o ,k o n i a. Pewien
Żyd jechał drogą i spal. Zobaczył to chłop idący z synem, zatrzymał konia, wyprzągł go i kazał syn,owi zaprowadzić do swej stajni, sam zaś nałożył na siebie chomąto. Żyd zbudził się i chciał popędzić konia, ale
ujrzał zamiast Inieg.o·chlopa. Zdziwiony, zlazł z wozu i pyta, co on tu robi. A chłop mówi: "Za moje grzechy byłem zamieniony w twojego konia, ale kara moja dz.iś już minęła i znowu jestem człowiekiem". Trudna
:rada, musiał się Żyd z tym pogodzić. Za parę dU1i poszedł Żyd na targ
by ku'pić s::>bielllJ'weg'oilmm'iali 'SiP'o~k,ał
tamtego, wysta!w~{)neg:ona Sl;:yrzedaż. PJ!Cls;zi€ldł
do nieg:J' li s:z€lpnął mu inJa'Ulchio:"Znowu 'zglflz,es:zyłeś?"Ale
nie chciał go kupić, żeby nie mieć noweg.o ambarasu.
W wariantach
zapisamych przez Michała Federowskiego
zamiast
chłopa z synem występują bernardyni bądź pop z diakiem 26.
43. Ż Y d o b i t Y ko n i u s z k i e m b a t a. Pewien Żyd namówił
parobka, aby razem poszli kraść jabłka w sadzie jego gospodarzy. Parobek się zgodził, ale uprzedził gospodarza, że przyjdą kraść. Gospodarz
z łatwo3cią złapał ich na gorącym uczynku i ukarał chłostą. Kazał mianowicie obu położyć się naraz, parobkowi bjżej siebie, a Żydowi dalej
i wlepił im dwadzieścia batów. Późni-ej Żyd chwalił się: "Ja byłem bity
tylko koniuszkiem bata, a parobek - całym batem". Parohek zaś śmiał
się z tego, gdyż bat walił właśnie w Żyda, a jego zaledwie dotykał.
44. Ż y d z i z a b a w i a j ą si ę s t r z e l a n i e m. Żydzi znaleźli
strzelbę i postanowili wystrzelić. Rabin komenderował: "Ty Lejba, dziarży strelbu, ty Boruch syp siudy pOlrach,a ty Icka suń siudy spieku!"
Strzelba wypaliła, a Żydzi porozbi-egali się w przestrachu. - W wersji
zapisanej przez Michal,a Federowskiego (Zydaii.ska stralania) występuje
więcej postaci, mianowicie Lejba, Orach, Brat, Kony, Cić, natomiast
w ukraińskiej (Pro triach ty liw i rusznycciu) osobami działającyrrt:ł są
Boruch, Ićko i Doroch. Dwaj pieTwsi, strzel,ając niezgrabnie, zastrzelili
Dorocha. SIad tej anegdoty utrwalił się w powiedzeniu b:abruskim zapisanym w końcu XIX w. w sąsiednim z wilejskim powiecie borysowskm przez Eugeniusza Lackiego: "Icka, trymaj spicka, a ty Bo'ruch trymaj poruch, a ja, Chaim, ucikaim". enże Lacki zapisał inne powiedzerni'e, zl1l,unet,eż 'W nalS:zychKllk'oliicach:"Lrudz'i, ludzi, ISZJi'o
rz hetaha bl1JdziJa:
Żydy Jankila bjuć! - A chtoż Jankil, kali nia Żyd?". Jest to również
ślad jakiejś dawnej anegdoty, już zapomnianej 27.
45. D u reń, c o b r {)d y f a r b uje. Pewien Żyd miał rudą brodę,
a bard:uo chciał mieć czarną. Znalazł się frant, co podjął się ufarbować
42

Podał jw.
P. Cubins'kij, Trudy
Kraj, t. 2. Petersburg

211
27

skij

cestwa

i by ta

Belorusov.

etnograficesko-statisticeskoj

ekspedicyi

w Zapadno-R'.Ls-

18.8, s. 578; J. E. La-ckij, Materialy
dla i:wćenija
tVOTl. Poslovicy,
pogovorki,
zagadki.
Moskwa 18::J8,s. 14.

Materiały

i dyskusje

237

mu brodę. Nasypa,ł do gaflI1k:a kleju s1JolarlSll{jie:go,
TlolZJg'OlvO'Wał,
wsypał lSiadzy i kazał Zydowi wlożyć brodę do tego garnka, mówiąc mu: "Gdy farba 'za1stygnie, 'przy}dźd:> mnie. Ja Itymozasem pójdę na lfJ'lllielk.Pytaj:
"Czy widzieliście tego durnia, C'o brody farbuje? - bo mnie tak wszyscy
nazywają". Gdy farba zastygła, Zyd poszedł na rynek i wołał: "Czy widz,ie.iścioe tegoci:urnia, 00 brody f'aI'buj'e?" Ludzie 'Patrzyli na jeg!o brodę
zanurzoną w g'a flI1lku i Śimie.i się do r<lI:lJp'uku. Anegdotę OI;JIJIW';-adJaill<)
p::>b~alo'ms:ku, ale wolaruie "Czy wi!dzi'eli.Śicie bag'o durnia, 00 hY'ody farbuje" - po polsku, stąd wniosek, że źródłem była tu anegdota polska.
Istnialy jedllialk Ukże wel'sjebia~olf.usk:i'e, jedną z nkh 'Z!anot!o'WałMiehał
Federowski 28.
46. Z Yci j 'a Ikoś w ~i,a d € k. Byil tak,i S:p'rytiny Zydoik. Lubiu każ/' dym szczyra dapamahczy. Jaho achotna brali u świedki. Wat raz razh'a::!al'3l';ciaSlpralWaab Ipalk:raży k,alnia. PaS'~kadaWlalny pa'pr'a!sliil uśW'iedJki
taha Zydka. Suddzia pytajić: "Ty znajisz hetaha kania?" "Ny, czamu
ja nie mahu jaho znać; ja znail jaho jak jon byu małymżarabionkam".
S.::>rawa wyjhrana,
świedku pchwalili. Praz niekatary czas u hetymża
sudzie razh;adałasia sprawa ab pakraży dzierawa u lesia. Taj, chto ukrail,
padkupiu Zydka, kab zmani u, sztoo u het y czas widz.iu jaho u miasteczku.
I jon hedak skazau. Suddzia pytajić: "A szto, ty znajisz hetaha czaławieka?" A jon adkazywajić:
"NY,czamu
ja nie mahu jaho znać; ja znail
j3ho użo jak jon byu małym chlapczykam".
I uznoil sprawa wyjhrana.
A pośla zajszła sprawa ab ukradzieennaj
strelbia. Suddzia pytajić taho
s1maha Zydka-świe::!ku: "Ty znajisz hetu strelbu?" "Ny, czamu ja nie
mahu jaJe znać; ja znail jaje, jak jina była małym pis'talecikam". Tut
kariera jaho konczyłasia 29.
47. C h ło1P W bo ż n ic y ż yd,o w s k ie j. Pewien 'chł!op z:akradł się
d::>bożnicy żydowskiej, by z'obaczyć jak Zydzi się modlą. Lecz później
oni wyszli wszyscy i zamknęli drzwi, a on nie mógł się wydostać. W nocy za1chC'iaŁomu Siic;'Załatwić, uczyn.ił Wlięc tiD w 'kąIC'iJe.NalZaj'llt:r'z rano
'Przyszli ZydZli sit; modlić, 'o,twla,dtihoinicę, a tu goj w ni'ej s1edzi. W dlOdati~u lI1ajlpielrw:::l':Jezullill'QI:""ma Ip'Olt1em
'Z'oba.c:zyli:kupę. Pytają więc chłop.'!, skqd sit; ona wzięła w tym świętym miejsu, a chłop odrzekł: "U noczy spatkalisia tut nasz Boh i wasz, i naczali bicca. Nasz Bah jak dail
waszemu Bohu, dyk wasz Boh aż usrailsia". Usłyszawszy to, Zydzi zaczę:i maczać palce do tej kupy i żegnać się nabożnie po żydowsku, mówiąc: "Sza'kum, malam, hOlSkim Jmł,am". A chł.O'PLSlzybk'Ouci'e:kl. - P,::><bbną wersję zapisał Michał Federowski 30.
1

Krzyżano'Ws<ki. PoLska bajka, t. 2, T. 1138; Federawski,
t. 3, nr 486.
Podal Stanislaw Sielicki (zob. wyżej przy;p. 12).
10 Podał
Wacław Sie:licki (azb. przyp. 9); FederolWlSki, t. 3, 'nr 495.

f6
29

238

Materialy

i dyskusje

48. Jak L e j b a j e c h a l d o P a l e s t y n y. Lejba postanowił jechać do Palestyny, na świni. Gdy go pytano, dlaczego właśnie na świni,
'odpowiedizi,al: "B;) moja poidroÓż,ni,e !będ~'e nk !k'OIS7JtiC)wać:
świlIlia będzie
się żywiła moimi odchodami, a ja - jej odchodami". Trzeba tu zaznaczyć, że Jeżeli anegdoty podane wyż·ej (nr 31 - 47) niebyly złośliwie antysemickie, opierały się na zawartym w nich dowcipie i można było z powodzeniem
Żyda zamienić os-obą innej narodowości, o tyle anegdota
ostatnia zrodziła się z programowego
antysemityzmu,
rozwijanego przez
polskie organizacje nacjonalistyczne
okresu międzywojoennego.
49. W i a r a p r a w o s l a w n a ś m i e r d z i. Ktoś, dla kawału. wysmarowal pulpit ambony w cerkwi lajnem ludzkim. Pop wszedł na nią,
by glosić kazanie. Zaczął patetycznie,
wsparty o pulpi t: "Nasza \viera
prawo()slaWlnaja ... " - tu uderzył go smród, powąchał więc ręce i mówi:
"Każeh5'i,a, wIOlni'ajet!" I z/a'c:zyna od n'owa: "Nasza wiera prawoolawnaja ... " i znowu dodał: "Woniajet!" i po raz trzeci: "Nasza wiera prawosławnaja ... wsio-taki woniajet!" I, gniewny, zszoedł z ambony.
50. P o P ci e l n y. W pewnej parafii zachorował pop. Poradzono mu,
by wysłał mocz do zbadania lekarz'owi w mieście. Wysłal więc z moczem swego sługę. Toen, gdy siadł przy ·drodze odpocząć i przekąsić, nicba£znie przewrócił słoik z moczem. Zmartwiał, ale zobaczył, że opadaj
kil'IOlWla
szykuje się do oddania moc'Zu. Podbiegł 'więc ii napelnił słJ:ik
Ucieszony, zaniósł go lekarzowi. Ten zbadal mocz i orzekł, że pop jes~
cielny. Gdy parobek zakomunikował
to swemu gospodarzowi, ten długi
czas gryzł się myślą o czekającej go kompromitacji.
- Jest ta tylko
epizod dłuższej facecji polskiej, której bohaterem był głUPi chłop. Na
terenie b:aloruskim zrobiono zeń popa 31.
51. C h ł o P li oS;P o w i e dz i. P.OISiledł'chłop do spowied'Z<i. Szukająic p'OI~O.a,
ws!zedł do kuchn.i i :z'ohaczyl na stole dlUży sragan :z .krLlipnibem
i sterczącym w nim ugotowanym
prosięciem. W kuchni nie było nikogo.
CMJIP dos.tal pu-,oJsięi w~ożył j-e do 'Swej torby. L'>nala:złPOP) i ,gdy ten
nakrył go swoim ornatem, skradł mu zegarek z ki·eszeni sutanny. l zaczyna się spowiadać: "Ja wyhnau parasia z waszaha, baciuszka, jaczmiemu; janro :kruółasiJa, a j.a jano wynnau". "Cho'roSJZJCf
- m6wi 'Pop - elo
nie griech. Czto jeszczo?" "Ja ukrau zagarak". Pop m6wi: "Nada jego
otdat' tomu, u kogo ty ukrał". Na to chłop: "Waźmi jaho, baciuszka".
Pop: "Otdaj tomu, u kogo ukrał". Chlop: "Jon ni biareć". Pop: "No, jesli
nie bi€riot, to pust' budiet tiebie". Chlop otrzymał rozgrzeszenie i wródł do domu 'Z pO!p'owym proSJię<Cii.€rm
i 'Zeg~rłbem. - A'D!eg:c1ota)xl'chadzi

31

skij

Por. Krzyżanowski,

etnograficeskij

sbornik,

bajka, t. 2, T. 173'9; W. N. DobrovolL9kij, Smolent. 1. S.-Pil€itier1J'tl'r1g 1893, s. 704.

PoLska

Materiały

239

i dyskusje

z Polski, jej hohaterrami byli tu Cygan i ksiądz. Wersje białoruskie notowali M. Federowski i W. N. Dobrowolski 32.
52. Kra d z i e ż p o w r a z u. Chłop spowiada się u popa i jako cięż!ki grzech wyznaje Ikirad7Ji'eż!P'OIwT'oza.
Sp::lwiednik pCYUCza,
że 1;10 nie jest
grzech ciężki. I dopiero teraz chłop dodaje, że do powr·ozu była przywiązana krowa. W wersji zapisanej przez Michała Federowskiego spowiadającym się jest "MoiS1kal"(Jak MaskaL spawidausia)
33.
53. P o P z a m i a s t f i g U If y. Pewien archijea.-ej (biskup) zamówił
u rzeżbiarza wykonanie dwunastu apostołów. Ten wykonał tylko jedenastu, a tu nazajutrz ma przyjechać archijerej po rzeźby. BaTdzo się
tym rzeźbiarz zmartwił. Ale gdy szedł spać, złapał u swej żony zalotnego popa. Kazał mu się rozebrać i stanąć ohok owych rzeźb. Niedługo
nadjechał archijerej. Obejrzał wszystkie figury i szczególnie pochwalił
ową .figurę-popa, że jest "jak żywa", zauważył tylko, ż·e ma ona "grzesz·'
ne ciało", które należy usunąć, bo ,nie można w takim stanie postawić
jej w s::>bolfze.Rzeżhiar'z wziął dłulbo i 'zbliżył się da g,wego !popa, a ten
jak nie skoczy i - uciekł. - Geneza i tej anegdoty jest polska; zamiast popa występuje w niej ·chłop. W niektórych wersjach białoruskich
wśród trzech figur podstawionych są pop, generał i żolnierz 34.
54. S w i ę t Y W ł a s. Pop nawiązał romans z mężatką Nastią. Dowiedział siGo tym jej mąż. Raz poszedł niby kosić, a chyłkiem wrócił
i zaczął podglądać przez okno. Zobaczył popa w łóżku. Gdy otwierał
drzwi, pop, będący nago, zerwał się, podbiegł do kąta z ikonami, stanął
na kolalna i nachylił się c:w-lem aż do podŁo!gi, udając T,oz:m::>dIoneg'o.
Chlqp pyta żony: "ChLo heta?" Ona od:p!owi.e±:mal'a:"Heta'ż śWii'aty DIas"
Na to chl·op: "Świ1aty Ułais, a jajcy ja;k u nas" i zdzielił g'o mocno pasem
po wypi(?tym zadzie. Pop zerwał się z klęczek, wyskoczył oknem wyłamując ramy i pobiegł goly do domu 35.
55. P a r a f i a n i e r a b i ą t a s a m o, c a p a p. Nowy pop postanowił zaktywizować wiernych w służbie liturgicznej, każąc im robić
wszysUk,oto, 00 i on. Wt'em w ez.asie >olka!d:za:ni.a
cerkwi wypadł węgielek
z kadzidła i wpadł mu do buta. Pop polożył się na plecach, zadarł nogi
i zaczął nimi trząść, aby węgiel wypadł. Parafianie także pobżyli się
i zaczęlli 'tTZąŚĆwniesionymi da góry nogami. PalIfU, >00 sita'k) bliżej drzwi,
wyszło na z2'Wln<'i
kz. Ktoś, spóźn:iony, wiJdząc ż,e w cerkwi dzi-eje się coś
dziwnegla, pyta wychodzących, '00 to' ;?JI1aczy.A <mi mówią: "Abi-ednra
I

32 Podal Józef Klra'sowski (-zob. rpTZyip.1); por. też KrzyżanoW!5ki, Polska
bajka,
t. 2, T. 1807; Federowski, t. 3, nr 252; Dobr·ovols'kij, s. 700 - 701.
;].1 Podal Józef Leszkowicz
(zob. przy,p. 14); Federowski, t. 3, nr 435.
34 Krzyżanows'k i, Polska
bajka, t. 2, T. 1777; L. Barag, Belo-russirhe Vcl!.;:sma.rchen. Berlin 1967, s. 439 - 442.
85 Podał Józef Leszkowjcz.

240

Materiały

i dyskusje

konczyłaś, a naczałoś brykańje". - Anegdota znana M. Federowskiemu
i innym folklorystom 36.
56. P s a ł a m s z c z Yk m ó w i p r a w d ę. Podczas spotkania z wiernymi baciuszka zapewnił ich, że wszystko Co mówi psałomszczyk (kantor)
Iwan jest prawdą. A ten powiedział później: "Czyje dzieci w parafii są
ryże - wszystkie są papowej r·oboty". I ludzie mu uwierzyli 37.
57. K a z a n i e n i e d l a P o l a k ó w. Pop, wchodząc na ambonę,
zapytał, czy nie ma wśród słuchaczy Polaków. Nikt się nie odezwał, więc
zaczął kazanie a początku świata, jak Pan Bóg ulepił pierwszego człowieka z gjny i postawił go pod płotem, żeby wysechł. Ale wś:ród słuchaczyokazał
się jeden Polak i ten głośno przerwał kazanie, wołając:
"Przecież przed człowiekiem płotu jeszcze nie było!" Na to pop: "Ja
wied' spraszywał, niet li sredi was Polaka. I tak czeriez odnogo Polaka
ja wsiu propowied' sgawniał!" - Anegdota ta powstała w XVII w.
w czasie ostrych polemik wyznaniowych na Kresach, toczonych w związku z Unią Brzeską i walką z kontrreformacją. Wariant bardzo bliski zapisał Michał Federowski, a w jego wariancie drugim zamiast popa występuje pastor 38.
58. C z a p e c z k a k w i t. Pewien chłop furmanił. Po drodze zajeżdżał do kapo21myna tOlbj,ad.WY1pijał, j1adł, 'a wychodzą·c ,zdejmował starą,
dziurawą czapkę i mówił do karczmarza: "Sza paczka kwit", a ten odpowiadał: "Kwit". Widzialo to dwóch popów, którzy przychodzili do tej
karczmy. Dziwili się, że chłop nie płaci, a należność reguluje tylko swą
cudowną czapką. Postanowili więc odkupić ją. Chlop sprzedał swą czapkę za duże pieniądze i pojechał. A popi wypili sobie i zjedli dużo, a wychodząc, też powiedzi-eli do karczmarza: "Szapaczka - kwil". Lecz
karczm.'ł:rz kazał im płacić ra·chunek. Okazało się bowiem, że ów chłop
uiszczał należność za :swe stolowani,e się z góry, a ni'e tPO zjedzeniu 39.
59. K s i ą d z i p a p. Ksiądz i pop zasiedli do picia wódki, lecz umówili się, że każdy z nich może wypić kieliszek tylko po uprzednim wypowiedzeniu rymowanego toastu. Ksiądz powiedział: "Czas jest krótki, wypijmy więc ki€lisz€'k wódki" - i wypił. Pop nie zdołał niczego wymyślić,
więc ksiądz mówi: "Czas niedługi, wypijmy i drugi" - i wypił. Pop nadal milczy. Ksiądz powiada: "Czas szybko leci, wypijmy i trzeci" i wypił. Pop pauzuje nadal, gdyż mimo wysiłku nie jest w stanie niczego zrymować. A ksiądz mówi: "Ja człowiek nie uparty, wypiję więc
Podal jw.; Federowski, t. 3, nr 410; Kabasnikau.
Pakaz.alnik, s. 678.
Podala Klementyna Olkowicz-Sz.edźkowa (zob, tpfZY1P. 4).
36 Podała
Janina Hryhorowicz-Łubniewska
(zob. przyp. 2); Federowski,
Il~'331, 3S8; KrzyżanowsIki,
Polska bajka, t. 2, T. 11833 H.
111 Podal Wadaw
Si'elicki (zob. przyp. 6).
36

31

t. 3,

MateriaŁy

241

i dyskusje

i czwarty"
- i wypił. Tu pop nie wytrzymał,
krzyknął:
"Ach, mat' twoju jeti, dawaj wypjem
po piati!" - i wypił ciurkiem
pięć kieliszków.
60. A t o k t o? Na wąskiej
drodze spo,tkały
się dwie furmanki,
w jednej z tyłu siedział ksiądz, a w drugiej pop, na przedzie zaś siedzieli
wiozący
ich chłopi. Pierwszy
z nich krzyknął:
"Na bok, nia widzisz,
szto ksindza
wiazu?"
A drugi, wskazując
kciukiem
do tyłu, powiada:
"A heta

chto, ch .. ?" 40

61. P o P w j e z i e k s i ę d 'z a. :£<'sliądz i iP1QlP wdali !snę w :prog:awędkę·
Ksic1dz mówi: "Siądę na ten wóz, a ty nie zdołasz mnie pociągnąć"
(słudze zaś swemu dał aparat
fotograficzny).
Pop, jako że był krzepki,
podjął .wyzwa1ni'e, po/pluł w Tęoe, ISlchwycH 'zla ,ohłi01ble i (p'olciąglnął wóz
z ksiqdzem.
W tym czasie sługa zrobił zdjęcie. Ksiądz kazał sporządzić
wiele fotografii
i pokazywał
wszystkim,
jaką to ma przewagę
nad swym
oponentem
wyznaniowym
41.
62. P l' a w {) s ł a w n y p a p i e l e c. Pop przyjaźnił
się z księdzem,
odwiedzali
się m.wzajem.
Ksiądz zaprosił
popa do kościoła
na popielec,
żeby pokazać
katolicką
ceremonię
posypywania
głów popiołem.
Bardzo
się ta ceremonia
mu spodobała.
Postanowił
zrobić
to samo u siebie
w cerkwi (popielec
u prawosławnych
wypada
zwykle później niż u katolików).
Ksiądz nasypał
mu pełną kieszeń
popiołu.
Na ruski popie:ec
pop kazał wiernym
podchodzić
do si€bie dla posypywania
głów, ale gdy
sięgnął
rękę do kieszeni,
oka:zab
się, nU'e ma ipopioł'U, uMał pod sutannę inne spodnie.
Udawał więc, że każdemu
sypie popiół i mówił (po
polsku): "Z tegoś powstał, co w domu w spodniach
został" 42.
63. K a l e n d a l' z p r a w () s ł a w n y. Interesowało
ludzi, dlaczego
kalendarz
prawosławny
jest prawie o dwa tygodnie
późniejszy
niż katolicki. A było to tak. Polak i Ruski szli do Pana Boga po kalendarz:
Polak w chodakach
ze skóry, a Ruski w ła?ciach
z łyka lipowego.
Po drodze Ruskiemu
łapcie raz eciały się, a boso ni€ m:'>gł iść, musiał
więc
ściągnąć łyb 'z l<Jy i z:oobić nowe ła'poi'e. Polalk ,przyszedł razem z Francuzem, Wł'xhem,
Niemoem,
i pobrał kalendarz.
Kiedy IP'r:zyslz2dł Ruski,
już nie było kalendarzy
i musiał on zaczekać na nowy. Spóźnienie
łącznie z czekaniem
trwab
13 dni i stąd kalendarz
ruski
jest {) 13 dni
z tyłu 43.
64. M o d l i t waR
u s k i e g o i P {) l aka.
Rosjanin
modli się, mówiąc: "Chleb nasz nasuszczij
daj nam dni€.3, kusok chotia i czornyj,
no
40 Podał
Bolesław Lazar (1981), lat 69, b. mieszkaniec
hinów p:Jw. wilejs·kieg.o, obecnie zam. w Gorz·owie Wlkp.
4\ Podal Józ,ef Krasowski.
42 Po.dal Henryk
Sielicki (zob. przyp. 24).
ł3 Podal Wacław Sielicki
(ob. przyp. 6).

16 Lud.

t. LXVIII

wsi Witowce

gn:. !)0ł-

242

Materiały

i dyskusje

suszczyj" (=duży). A PoI'aJk mówi: "Chle,ba n:asreg'o 'P'OW\S,'Zi€idJnIi€gtO
daj
nam chociaż i mały kawałek, ale białego".
65. M o d l i t w a p o p a i k s i ę d z a. Chlop prawosławny zgubił noz
Składany, a ja.kżeż bez .1!a1bego11Ioia?POSiz,edłwięc do pOIpa,żeby się [pomodlił o szczęśliwe znalezienie. Pop zaczął się modlić: "Hospodi, pomiłuj,
HOIS!podi,!pamiłuj", leez n~c z tego nie wychodziło. Poszedł więc do -księdza. Ten zaczął się modlić: "Or€mus!", a chłop zawołał: "tak, tak, z remuszkom, z remuszkom!" Ksiądz modlił się jeszcze i zakończył: " ... in
saecula saeculorum" Chłop porwał się uradowany, krzyknął: "Za kulami,
za kulami!" i pobiegł do stodoły, bo teraz sobie przypomniał, iż rzeczywiście położył wcz-oraj nóż za kulami (= grubymi snopami wytrzGsionej
słomy, przeznaczonymi do krycia dachu).
66. C o z o s t a n i e w z ę b a c h m o ż n a j e ś ć w p o s t. Kiedyś
uciążliwe były dla wieśników posty eucharystyczne
przed komunią;
trzeba byla jechać (czy iść) na czczo do kościoła ,i czekać nieraz do obiadu i dłużej bez jedz£'l'lia. Pewien chłop :p'o:szedłdo 'ksliędza i .pyta: "Czy
jest grzechem, jeżeli zostanie coś w zębach 'z dnia p'O'plf'zedn:ieig,o
:i człowiek zje przed komunią?" Ksiądz powiedział,. że nie. Chłop wziął więc,
idąc spać ugotowany ogon wieprzowy do zębów i nazajutrz zjadł g-o
pl'z,ed 'k'omunią. W innych walfLantach t€j anegdoty choodZliłonie o post
eucharystyczny, lecz o wielki. Tak też jest w wersji, zanotowanej przez
Michała FetdeT'O!W'Slkiego;
tu chtop idą1c spać we wtorek zaipustny wziął
w zęby całą szynkę (kumpiak) i potem długo jadł "po troszku" 44.
67. Koń "g a d a" p o ł a c i n i e. Chło.p wiózł księdza do sąsiedni-ej
parafii na odpust. Koń, dobrze przedtem nakarmiony, zaczął wydawać
wiadome odgłosy. Ksiądz, chcąc zażartować z chłopa, mówi: "Co ten
twój koń gada?" A chłop, widząc że ksiądz jest w dobrym humorze,
mówi: "Księnża proboszczu, mój koń gada po łacinie, ksiądz proboszcz
pawinie'l1 lepi jaho razumieć, jak ja" 45.
68. K s i ą d z, o r g a n i s t a i k o b i e t a w s k r z y n i. Organista
okrada księdza, ten wysyła gospodynię w skrzyni, by podpatrzyła złodzieja, organista jednak spostrzega podstęp, dusi gospodynię, potem jej
trupa 'podrzuea księdzu i innym os'ooom, od każdeg'o pobierając c(o-1a·tę
za usunięcie zwłok. - Jest to anegdota znana w całej Europie. W wersji zapisanej przez M. Federowskiego zamiast księdza i organisty występująchłopi 46.
69. D e wo t k a i z ł o d z i e j e. Dewotka modli się nocą w kościele
spostrz€ga kosz, który złodzieje opuszczają przez otwór w sklepieniu.
Federowski. t. 3, nr 273.
Podał Wacław Sielicki (zob. przyp. 9).
48 Por. Krzyżanows:ki,
Polska bajka, t. 2, T. 1536 A; Federowski,
44

4S

t. 3, nr 172.

Materiały

i dyskusje

243

Sądzi, żet<> a:ni'Ołowi,ezCłiproaszająją do il1~e:ba,'Wsiada więc do kosza
iunasi się w ,n~m do gÓfry. Us'Zczęśli:wiQ1l1Ja
widce, zaczęła wołać: "Jezu
mój, Jezu, ja u niebu lezu!" Wystraszeni złodziele puszczają sznury i dewotka bardz·o siG potłukła. Doszła do w:niosku, że nie była jeszcze godna,
by trafić do raju. - Anegdota ma pochodzenie polskie 47.
70. D e wo t k a p a s i e kro w ę. W Mikulinie była jedna niewiasta
niby to pobożna, a bynajmniej nie moralna. Miała zwyczaj latem dopa~
S'anl~aswej \kr'OIWy
IpO miedzach taik, by jadła ona 1Zboż,e lub koniczynę są
siadów. Sama w tym czasie odmawiała różaniecc. Ulożonoo niej PQwie.,..
dzenie satyryczne: "Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, kaniuszynka użo paśpieła" (być może kiedyś był to dłuższy wiersz), wyśmiewając w ten sposób jej fałszywą dewocję·



Przytoczone anegdoty na temat problemów narrodowościowych wskazują, że nie bylo w naszych stronach ostrych konfliktów na tym tle.
Owszem, zachowywano wrogą postawę wobec władz carskich, ale poszczególne typy reprezentujące
naród rosyjski są traktowane najwyżej
z humorem, a ,niektóre z nich mają nawet przewagę nad Polakami (nr 6
i 8), co prawdopodobnie świadczy o rosyjskiej ich genezie. Cyganie są
ukazani konwencjonalnie jako nieroby i o'Szuści. Zydzi, jak już wspomniano, traktowani są przeważnie z dobrodusznym humorem. Brak tu
akcentów antypolsbch, bowiem większość tutejszej ludności utożsamiała
się z Polakami. Co najwyżej śmiano się z ich pańskich "udziwnień", jak
np. z imion Usia i Rusia czy kupna "czegoś".
Nie pokazano tu szerzej stosunku chłopów do panów, gdyż anegdoty
tego typu należą do kategorii klasowej, a nie narodowościowej i wymagają osobneg.o omówienia (pod.obnie j,ak anegdoty na tematy obyczajowe).
Dość mocno natomiast został zaakcentowany w przytocz'onych tekstach
niechętny stosunek tutejszej ludności, w większości .katolickiej, do prawosławia. Naleźy to tłumaczyć rusyfikatorską postawą Cerkwi na tych
ziemiach, szczególnie po powstaniu styczniowym. Wypada też zaznaczyć,
że dużo bylo an·egdot zgoła niecenzuralnych na temat p'Opów, a czasem
i księży (musieliśmy je pominąć w :niniejszym przeglądzie), charakterystyczne jednak, iż te pierwsze mialy przeważnie genezę rosyjską (sądząc
z używanych w nich zwrotów język(}wych), a drugie - polską. Można
się domyślać, że były one przynoszone ze środowisk miejskich, pierwsze
ze służby carskiej, drugie zaś pleniły się za pośrednictwem ml(}dzieży
polskiej, przybywającej
w OIklfooie międzywojennym
do tutejszych
miasteczek, jak też poprzez miejscowych chłopców uczących się w mia47

U'

Zob. tamże, T. 1482.

244

Materiały

i dyskusje

stach. Opowiadano p-odobnego r,odzaju anegdoty zwykle przy pasieniu
koni czy w innym odosóbnieniu i bardziej chodziło tu o owe pikantności,
niż o świadomy
antyklerykalizm,
który zasadniczo nie występował
w tych olkolioach. Bo anegdot alntYP'Olp1ow'5lk:ich
opowiadanych w ŚT'odowisku kabbckim,
-czy też n.a odwrót, ni'e możn!ł .o,czywiŚCiieU'Wtaż'aćza w!'a-ściwy przejaw a,ntyklerytkalli.:z.nw, gdyż wyśmiewały -one kler "cudzy", nie
swój.
ArtuiT Sandauer pisał ~wego czasu: "Anegdoty pogranicza językowonaroo·owego - ileż dal-oby się o nich powiedzieć!" 48. Właśnie. Przytoczone teksty dużo mówią bldacz<OIm nie tylko folkloru, ale też historii
północnco-wschodnich
Kresów II Rzeczypospolitej.

WOJCIECH

SADOWSKI

Muzeum Okręg'owe
Gorz6w WI'kp.

RZEŹ.BA ŚW. ANTONIEGO OD MACIEJEWSKICH
JAKO SYMBOL LOSÓW PRZESIEDLEŃCÓW
ZZA BUGA

Punktem wYJscla do napisania mmeJszego komunikatu
stała się penetracja terenowa prowadzona w 1982 roku w poszukiwoaniu
obiektów
etnograficznych
mogących wzbogacić zbiory Muzeum Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim. Podczas wizyty złożonej rodzinie polsko-niemieckiej Józ-efa Maciejewskiego
zamieszkałej
w Chwałowicach
21, gmina
Bogdaniec w woj-ewództwie gorzowskim, zwróciła swoją uwagę niespotykana na tym terenie rz€Źba wyobrażająca
św. Antoniego. Niekiedy
mówi się w takich razach o przypadkowym
odkryciu lub o miłym zaskoczeniu. Zainteresowanie
się statuą wyzwolilo u jej właściciela ciekawe wspomnienia, które stały się też b iski-e autorowi komunikatu. W rezultacie okazalo się, że Józef Maciejewski jest przybyszem ze wsi 01szanka w przedwojennym
p:lwiecie Słonim w województwie nowogródzkim, natomiast jego ż,ma zamieszkuje obecny ich dom bez przerwy 0:1
urodz-enia i jest narodow.:>ści niemieckiej. Oboje zaś gospodarze zwrócili przy tym uwagę, że św. A.ntoni przywędrował
za JÓzef.em Maciejewskim z jego rodzinnych stron. Zdziwienie auto'fa było tym większe, że w
4ll

A. Sandauer,

Nieźle

o Wańkowiczu.

"Nowe Książki",

1972. nr 18, s. 2.

Materiały

i dyskusje

245

swoim czasii'e przebywał u tej [['1od:zimy,
Iprrowadtząc badani1a dotyczące
osadników z Białorusi na wsi w Gorzowskiem.
Podstawę do napisania historii rzeźby stworzył wywiad przeprowadzony z Jej posia!daczrem w lutym 1983 rOiku. Przystępując do wyw'iadu
posiadałem już pewną orientację wyniesioną z uprzednio prowadzonych
rozmów. Uzyskany w ten sposób materiał posłużył do zbudowania pytań
dotyczących rzeźby, a odnoszących się zarówno do okresu międzywojennego, jak i powojennego. Nasunęło się równocześnie przypuszczenie, że
warto ze zdobytym materiałem zapoznać szersze grono osób.
Dzieje figury i jej droga do wsi podgorzowskiej mogą być symbolem
losów osiadłych w dolinie Noteci i Warty kresowiaków. Sama rzeźba
jest ponadto swoistym ewenementem w Gorzowskiem, a refleksja nad
nią jest formą gromadzenia faktów, które w przyszłości mogą posłużyć
do wzbogacenia przykładów wspierających naukowe opracowanie twórczości ludowej w XIX stuleciu i do lepszego jej zrozumienia. Odkrycie
to może wreszcie podbudować przygotowane wcześniej teoretyczne zasady. Na marginesie dopowiedzieć należy, że właściciel przechowuje ją,
bez \Zaimiaru rods.p'T'zerdanira,
'Z Ipowodów emorcjonalrnych i r·elirgijnJ71ch,
a nice
ze względu na zakodowane w niej wartości estetyczne. Nie zna on bowiem jej wartości kulturowej, jak też nie umie wskazać na nią jako
na dzieło sztuki ludowej. Są one jak gdyby poza nim.
Rzeżba przyścienna {) wysoko'ści 88cm przedstawia św. Antoniego
Padewskiego stojącego na wprost. Wykonana została z jednego pnia
drewna wydrążonego z tytuł i zaopatrzonego w ogniwo metalowe celem
łatwiejszego przymocowania do ściany. Pierwotnie stała na czarnej, grubej desce z naniesionym napisem "Swięty Antolni Padewski" 1. Obecnie
figura SpOczywa na zwykłej desce o zaokrąglonych krawędziach. Postać
przestrzenna i rozbudowana, w habicie, wykazuje sztywność w dość krępej sylwecie. Szew!wść w ramionach wynOSi 23 cm, w łokciach 33,5 cm,
a u podstawy 27 cm. Całość pokryta grubą warstwą polichromii olejnej.
Głowa świętego o otaczającym ją wianuszkiem włosów o nierytmicznym
grubym żłobieniu jest wyprostowana
i ma wzrok skierowany w dal.
Osadzorna ona została dość nieporadnie na grubej szyi. Duże płaszczyzny
twarzy o wąskich ustach i brwiach, średnim nosie i wyrazistych oczach
I Autorem
cytowanych
.poniżej wypowiedzi
jest Józef MacicJe.v.sk.; Ul". w
1924 roku w powiecie słonimskim,
a ,obecnie zamieszkały w Chwałowi,cach, gm.
Bogdaniec. Rozmowa dotycząca figury przeprowadzona
została 25 lutego 1983 roku. Zdania informatora ujęte w cudzysłów są wiernym i cytatami spisanymi z taśmy magnetofonowej.
Nic poczyniono ingerencji ani w słowmciw;.c, ani w składni.
,Nasz święty AntolIli stał kiedyś na ,grubej i czarnej desce. Na crzodzic deski było
napisane: Swięty Antoni Padewski. Pisano było już w starych księgach, takimi
fidrygałaml różnymi. Nie było to pismo proste, ale takie jak w stary,ch księgach".

246

Materiały

i dyskusje

nadają jej wyraz spokoju, czujności, szczerości, ale 1;eż i zawziętości. Są
niejako odbiciem poleszuckiej natury. Z prz.odu, ona lewym przedramieniu, skrytym w szerokim rękawie, leży księga podtrzymywana wysunię-

tą dłonią, a na niej siedzi Dzieciątko z przerzuconq powyż·ej kolan tkaniną i z ułamanym ponad łokciem prawym ramieniem. Natomiast prawa
ręka świętego, z widocz1ną spod rękwwa dłonią, jest zgięta w łokciu i zastygła w bliżej nieokreślonym geście. Sten~ortypową symbolikę wyróżniającą św. Antoniego uzupełnia wyrzezany wzdłuż lewego uda i biegnący
od pasa w dół różaniec. Brązowy habit osłaniający całą postać świętego
jest od przodu sfałdowany wzdłużnie i rytmicznie za pomocą zdecydowanych żłobień. Modelunek płaszcza uzupełnia gładki karczek i wysta-

Materiały

i dyskusje

247

jących ponad nim .kaptur. Polichromia jest do'ść dobrze zachowana, choć
miejscami zniszczona. Liczne otwory po aktywnych ciągle drewnojadach.
Rzeźba w sposób oczywisty nawiązuje stylistycznie do twórczości ludowej innych regionów Polski. Nasuwa się tym samym przypuszczenie,
że wykonawcą jej mógł być artysta przybyły na teren jej powstania z
Mazowsza, Podlasia lub Wileńszczyzny. Za lokalnym twórcą przemawia
natomiast "poleszucki" wyraiz twarzy A'll'tIQlIlieg,oi dziwny ilmrutTaSlt
między figurynkq Dzieciątka Jezus a postacią świętego. Wypada tu nadmienić:, żc wśród ludności zamieszkującej Polesie (co wynika z badań
przesiedleńców z tego terytorium osiadłych w Gorzowskiem) ludowa i
samoistna rzcźba odgrywała skromną rolę. Częściej spotykało się płaskorzeżbl~ zdobniczą na budynkach, przedmiotach użytkowych lub kapliczkach przydrożnych.
Tak różne cechy wyrazu artystycznego pozwalają też domniemywać,
iż rzeźba może być wynikiem naśladownictwa jakiejś innej figury lub
'ilustr'acj,i św. Anl;ornieg'oPadeT'E~wskiegl(}
C'zcz'one:go,na były,ch ,kresach iPółnocno-wschodnich. Zdradza to nieporadność w jej opracowaniu. W wykonawstwie postaci obok wyczuwalnej ambicji twórcy widoczne jest
jednak uproszczenie świadczące o braku umiejętności warsztatowych
uwidaczniajelce się chociażby w statyce i prostocie. Trudno też dziś powidzieć, czy postać świętego zastała zrobiona na specjalne zamówienie,
o czym może świadczyć jej rozwiązanie techniczne od tyłu (wydłubanie),
czy tc'ż wykonana została z wewnętrznej potrzeby twór'cy, a następnie
ofiarowana kościołowi.
Mimo trudności w datowaniu, na podstawie samej figury, można na
mocy wyvviadu Czas jej powstania umieścić grubo przed 1863 rokiem.
Opisywany tu kresowy wizerunek dewocyjny ma znaną z przekazu ustnego rodziny Maciejewskich długą i interesującą historię. Według świadectwa tcj rodziny, statua pochodzi z klasztoru Benedyktynów w Horodyszczu koło Pińska z.
Pojawienie się jej w rodzinie związane jest z dziadkiem ze strony
matki Józefa Maciejewskiego, który do chwili wybuchu Powstania Styczniowego był klerykiem we WSipomnianym klasztorze. Idea narodowego
wyzwolenia była powodem, że pewna grupa młodzieży duchownej opuściła mury -klaszto'l'ne i pospieszyła z pomocą powstańcom. Stworzyła ona
w ten sposób pretekst dla władz carskich do zlikwidowania "monastyru"
jako ostoi polsk,ości. W tej sytuacji przełożeni zakonu zmuszeni zostali
2 Klaszlo:r
Benedyktynów
w Horodysz'czu ufundowany
przez Karola Kopcia
p:Jwst;J! w XVII wi·eku. Zli'kwidowamy ·zaś został na mocy ukaz'u ca':~f.:iego w
1864 roku. Por. Słownik
Geograficzny
Królestwa
Polskiego
i innych
krajów
slowwński-cil., Warszawa
1882, t. III, ·s. 144. 'Plrzedlruk fotooffsetowy
z 1'976.

248

Materiały

i dyskusje

do poproszenia
swoich podopiecznych
i okolicznej ludności o zabranie na
pewien okres wyposażenia
kościoła i klasztoru
do swoich domów. Dziadek J óz-efa Maciejewskiego,
też imieniem
Józef, zdecydował
się wziąć
do domu rodzinnego
w Skóra tyczach na Pol-esiu ulubioną figurkę św. Antoniego Padewskiego
3. Ocalenie
statuy uważał za ocalenie skrawka polskości. Można zatem powiedzieć,
że w omawianym
wyobrażeniu
świętego tkwią dwa wątki: polityczny
i religijny.
Car wiedział, ż-e katolicy
(a więc i Polacy) osłabiają
jego władzę i dlatego w imię racji politycznej zwalczał wszelkie jego przejawy
mogły to być nawet kapliczki
lub krzyże przydrożne.
Po upadku Powstania
niedoszłego zakonnika wywieziono - oczywiście bez figury - na Syberię, skąd powrócił po kilku
latach dzięki zbiorowej
prośbie sąsiadów
skierowanej
do cara. Wielką
rolę odegrały
tu, zdaniem rodziny,
wspólne i częste modły jego krewnych przed św. Antonim.
Były kleryk-zesłaniec
powrócił do rodzinnej
miejscowości,
by wkrótce dowiedzi-eć się, że jego posiadłość została skonflskowana
na rzecz oficera carskiego.
Zabrał więc figurę i razem z rodziną osiedlił się niedaleko Bytyni na Białorusi, gdzie też wkrótce ożenił
slię. Zmall'ł w 1924 rdku pT'zekazuj.ą'c swegoświętre:g,o w po!saglu ,zamężnej
już córce, Filomenie.
Nakazał przy tym, aby jej strzegła jako relikwii
rodzinnej.
Padł' też ponoć wyraźny
zakaz wydawania
statuy poza rodzinę. Matka pana Józefa, Filomena z domu Kwir, przeniosła figurę do swe··
go domu w Olszance koło Słonima, gdzie uroczyście ustawiła ją na oltarzyku domowym, -a u stóp świętego razem z mężem złożyła kwiaty z
równoczesnym
oddani-em rodziny
w jego opiekę. W następnych
latach
tradycja
rodzinna
otaczała postać świętego coraz to nowymi "cudami"
i informacjami
nobilitującymi
figurę. Utrwalało
się przekonanie,
że jest
ona wyjątlkowymopiekunem
rodu Maciejewsibch.
S1Jr'zec kh miała .skutecznie przed kradzieżami,
pożarami i wyładowaniami
atmosferycznymi,
dopomagać
w uzyskaniu
lepszego urodzaju
i skutecznie
opiekować
się
w czasie wojny 4. Asystowała
również w uroczystościach
pogrzebowych
członków rodziny włącznie ze pogrzebem matki, który odbył się w Chwał'owicach koło Gorzowa.
W 1947 roku figura świętego Antoniego razem z Filomeną Maciejew3 "Dziadek
kiedyś uczył siG za księdza. Był to matki ojciec. Uczył siG w klas ztorz'e w HO'rodyszczu. W tym czasie, w 1863 roku, wybuchło PO'ws-tar,ie Slycznio'.',:c.
~iekt6rzy klerycy po'szU do Powstania".
4 "Figurka
ta zawsze nas strzegła. My byliśmy cztery razy paleni i przez nią
ocaleni. Filgurka t,a wyszła cało z wielu dziwnych i nie do wyjścia sytuacji. \1 my
razem z nią· Uważamy tę figurkę za cudowną. Dzięki niej ojciec wygrał trudml
sprawę w sądzie. Modliliśmy się do niej jak chcieliśmy mieć lepsze plony. Urato. wala też -ojca przed zabiciem jak weszli hitlerowcy oraz w 1942 roku przed wywiezieniem w głąb Rosji".

Materiały

i dyskusje

249

ską przywędrowała do Chwałowic, gdzie wcześniej osiadł powracający z
rob6t przymusowych w Niemczech jej syn Józef. Był on już w tym czasie ożeniony z Niemką - właścicielką obecnie zamieszkiwanego przez
Maciejewskich dWOJ'ku. Pierwszym przedmiotem, jaki nowi lokatorzy
wnieśli do budynku, była statua Antoniego. Spoczęła ona na stoliku pospiesznie zamienionym na ołta1rzyk. Umierająca matka pana Józefa przekazała ją synowi, prosząc () dalszą opiekę nad figurą· Józef Maciej-ewski
podarował ją następnie swej córce zamieszkałej w Gorzowie pod warunkim, ż·e zostanie ona zabrana z domu w Chwałowicach po jego śmierci. Decyzja ojca przyjęta wstała z powagą i z rozumieniem. Jak wspomina pani Herta Maciejewska, powtarzając słowa teściowej, mąż jejocalał i oc1nalazł się dzięki modlitwom rodziców przed figurą św Antoniego.
Dzieje figury, jak się okazuje, nie są takie proste. Są one zagmatwane tak jak hisbria rodziny polskiej wywodzącej się z kresów północno-wschodn:iich. Znajomo'ść jej zezwaila b'Oiw~emna dotarcie do oha:rakrterys tycznych cech kultury przesiedleńców z Zachodniej Biał'OTusi, cech
odróżniających ją od kultury innych regionów. Chodzi tu głównie {)
specyficzne porządkowanie historii, życia społecznego i świata przyrody.
Przykładem może tu być nieuf:ność do zdarzeń i ludzi, specyficzny język,
swoista interpretacja religii, słabsze zdolności adaptacyjne w porównaniu z przedstawicielami rekrutującymi
się z Wielkopolski, Kujaw lub
Mazowsza, a nawet trwająca po dziś dzień wiara w przesądy lub duchy.
Jedną z zasadniczych funkcji figury, jaką spełniała w rodzinie, było
opiekuństwo. Znaczyło to, że była ona niejako wbudowana w pomyślność rodziny. Spełniała tym samym poważną rolę w wyborze określolt1ego celu i sposobu postępowania jej członków, mimo świadomości, że
jest 'olnaczęsto z 'Punktu w:drzenia ra'cjlQlnalnegofałszywe. Ob::larzDna była
zatem ważną rolę wynikającą bardziej z konieczności irracjonalnej, niż
logicznej. W mniejszym przeto stopniu wędruje ona z pokolenia w pokolenie Maciejewskich jako obiekt ludowej sztuki sakralinej, a w dużo
większym jako wyimaginowany i dziedziczony po przodkach talizman z
wyobrażeniem świętego mogącego w cudowny sposób dopomóc współcześnie żyjącej rodzinie. Rzeźba zyskuje w ten sposób coraz większą
złożoność kulturową i stale obdarowywana jest przez posiadaczy nowym
zakresem funkcjonalnych możliwości. Niezmieni:ma wydaje się jedynie
funkcja kultowa, która jest przypuszczalnie identyczna z zamiarem twórcy. Na ukształtowanie się emocjonalnego do niej stosunku rodziny Maciejewskich znaczny wpływ miały oko!icznoślci wejścia w jej posiadanie,
pozytywne odczucia patriotyczne oraz związanie się dziejów :rzeźby z historią rodziny. Przekazywanie rzeźby w następne pokolenia rodziny i
związalne z tym opowieści są rodzajem tra[lsmisji histo'l'ycznej, w której
statua poprzez kumulowanie się wiadomości i doświadczeń pełni funkcję

250

Materiały

i dyskusje

kroniki. Święty od Maciejewskich jest symbolem jedności rodu i wszelkich zmian w nim zachodzących. Jest rodzaje-m nadprzyrodzonego narzędzia czyniąc·ego życie bezpieczniejszym oraz wyzwalającym energię
człowieczą u poszczególnych członków rodu. W miarę wzbogacania jej
poprzez pokolenia c-oraz to nowymi rolami, przybiera ona na sile nadprzyrodzonej, a kult jej staje się miernikiem pobożności i sprawiedliwości. Spuścizna historyczna, jaką niesie figura, ma wreszcie - przynajmniej potencjalni·e - przemClżny wpływ na ko.lejne losy rodziny i kolejne pokolenia, które w niej wystąpią. Współcześni członkowie rodziny
przydali jej, jak dotąd, jeszcze jedną funkcję, funkcję estetyczną. Nie
oznacza to oczywiście rezygnacji z należnego jej szacunku.
Trwałość znaczenia figury św. Antoniego w następujących pokoleniach Maciejewskich zależeć będzie od stopnia przywiązania do tradycji
oraz ukształtowalnych przez zmienione otoczenie odczuć historycznych,
,reLgijnych i estetycznych. Odmienne są bowiem warunki społeczno-polityczne na kresach zachodnich po 1945 roku w porównaniu z warunkami
. były kresów północno-wschodnich.

STEFAN

Zakład
UlVrCS

ALEKSANDROWICZ

Etnografii
Lublin

NOWOROCZNE "WYMIATANIE BIEDY" W CHRZĄCIIÓWKU
I OKOLICACH

Pierwszy dzień nowego roku na wschód od Puław w okolicach Chrząchowa, Witowie i Chrzclchówka obchodzony był w sposób szczególny.
Jeszcze do połowy lat dwudziestych naszego stulecia praktykowany był
niemal powszechnie zwyczaj "wymiatania biedy", nazywany równiez
"wymiataniem starego roku" oraz związane z nim "wynoszenie choinek".
W tamtym okresie miały one już niemal wyłącznie charakter zabawowy.
Pierwotnie, jak się wydaje, te wywodzące się z obrzędu praktyki posiadały dwie funkcje:spowoelowanie
w nowym roku powodzenia i dostatku
oraz wróżebno-mariażową.
Urodzona w 1909roku w Chrząchowie M a l' i a T l' o c k a wspomina
sposób obchodzenia tego święta następująco:

Materialy

i dyskusje

251

"Jak w wigilie się sadzało choinke, to sie sadzało choinke za siestrzan.
Pułapy jak to d.awniej było. Ile lud:Zlibyło w domu, ty}e gałązek trzeba byro wziąŚć. Czy dzie·ci, cy starsi. To było takie sprawdzenie, że
jak która gałązka zółknie najp.ierw, to mówili, że umrze ruezadługo.
Każdy se znacył nitko. Kazdy miał swoje. Abo pasecki jakiś. Jak sie
jadło wi,ecerze sie robiło. Wiecór. Nic sie nie mówiło. Taki był zwycaj. Patrzyło sie co dzień. Maze to na mni·e. Maze to na mnie kolej.
W ::"rowy Rok wszystkie kąty sie obmiotło. Pająki obmiotło to choinko. Biedy sie wyrzucało tak. Teraz to ni przyrównać. Najwięc,ej z
dzieci to obmiatanie robili. Ni'c sie nie mówiło. Ubrać trzeba było w
papierki i postawić trzeba było. Jak był śnieg, to w śnieg. Tak ziemia, to w ziemie. taki był zwycaj, to sie robiło. Tak ktoś postanowił.
Mówiły tez, że która panna wyniesie najpierw, ta piersa wyjdzie za
mi)ż. Inne podrzucały do góry. W którą strone poleci, z tej wyglądała
kawal,era. To była w nOlwy rldk. Kawalerka nie wróżyla sobie, bo to
panny były ciekawe" (zapisy z r. 1981 i 1982).
M a l' i a K u t a, urodzona w 1896 roku w Chrząchówku, pamięta te
z'Wycz'aje,!kiedy były one :pra.kt}"k'owail1Je
przed I wojną światową .
..ChCli'nke panny wynosiły. Któr:a raniej wSItanie, !która raniej wyniesie. Jeszcze nie bardzo widno było. W którą strone sie przewróci, z tej
strony przyjdzie kawaler. Takie śmieszki były. Wymiatało się z chalupy stare śmiecie. Wszystko stare wyrzucić, żeby wszystko dobre
było w nowym roku. Na dr·oge sie wyrzucało śmiecie. W jakiej
szmacie czy czym. Cokolewiek sie wymiotło. Na żarty, na śmieszki
taki~. Potem miotło trzeba był.o poprawiać. Na t.rzy dni wcześniej
ubierały. Jak była panna ładna, to kawalery wyrwały, a jak nie, to
do drugiego roku stał~. Kawaler jak wyrwał, to ni'ch nie r·obił. Smyrg[1<11
i nie. Jeszcze w Wigilie było z,obaczone gdzie ta choinka ma być
wsadzona. Płoty nie były takie jak teraz. Dwa kołki i dziury wiercono i za te dziury, za te kołki" (zapis z 1982 r.).
S t e f a n i a A b l' a m e k, urodzona w 1910 roku w Chrząchówku,
"uprzć)tala wszystko ze starego r,oku" i wystawiała "choinke" do dwudziestego rOiku życia. "W Nowy Rok trzeha było wstać rano. Jak :n!ajraniej, żeby wszystko ze starego roku uprzątnąć. Na przykład miotło albo szczotko i wyrucało się na śmietnik. Ubierał·o się też choinke rano. Jak
najraniej, Papierami i wstążkami. Jakiś kwiatki. Wynosiło na ulice, w
płot, żeby stała na Nowy Rok. Jak panna była w domu to dlatego, żeby
jak nćljp.;:t;dzej za mąż. Było też tak w Nowy R'ok, że wynosili żyto.
PrzeKilźnie żyto co gospodarz za obraz założyli w Wigilie. Wynosili na
pole j pJ'Zckładali kamieniem w bruzdę, żeby ur'odzaj by" (zapis z 1982 r.).
Urodz,()Inaw 1916 roku w Chrząchówku K.a t a r z y III ,a K o wal s ik a
pami~ta. kiedy praktykowane były te zwyczaje jesz·cze na kHka lat przed

252

Materiały

i dyskusje

okupacją niemiecką. Wtedy było to już zjawisko bardzo sporadyczne.
Sama wynosiła choinkę w okresie panieńskim.
"W nowy rok, panny które chciały wyjść, ustrajały choinke \v kwiaty i wynosiły na droge. Patrzyła oknem. Zdejmowali kawalery. Panna nieraz wylatywała i ni€ dawała. Z lasu na wigilie choinke sie stawiało. W nowy rok ułamało się wierzchołek. S<lsny, nie jodłe, jak to
teraz. Zamiotło się na niby, że to się Stary Rok wymiata i wynosiło
za droge. Nieraz ktoś jechał saniami, to zdjął. Uciecha dla panny była, ż€ wyjdzie za mąż. Jeśli stała, to dzieciarnia zdjeła i tak było"
(zapis z 1982 r.).
Na podstawie zebranych dotychczas materiałów wnioskować można,
że od czasu II wojny światowej te zwyczaje nie są na tych terenach
kul tywow ane.

U:ON

SKRZYPCZAK

PIL Poznań

MATERIAŁY DO ETNOGRAFII CHOJNA NAD WARTĄ

Leon Skrzypczak urodził się w Chojnie, 31 października
1901 roku. OjLiee jego,
At~drzej, rzemieślnik
i przedsiębiorca
budowlany,
pochodził z WI·onek. Ożeniwszy
się z Marianną z R,a>ctziejów, 'osiadł w Chojnie. Leo:n Skrzypczak w Chojnie kOl'lCZy
szkołę podstawową,
wówczas czteroklasową
i jako czternastr}leni chłopak wyjeżdża
do Nadrenii, aby pomóc matce w utrzymaniu
licznej ,ro,dziny. Powrocil do Po::ski
i wIroku
1919 przystąpił
do Powstania
Wielkopolskiego.
Z woj;!:.l z'.v')inwlly 70,tał w ruku 1921. Praktykował
jako eliew - uczel1 budowlany
w Pl,znaniu. puLem
razem z ojcem prowadził w Chojnie przedsiębiorstwo
budowla,1l'
By] cłuchaczem
uniwersytetów
ludowych w Poznaniu i w DaJkach, uczęszczal na kur.'y zaw'xlowe,
d:~iałał w o'rganizacjach
społecznych,
reżyseruwał
sztuki teatralne
wystawiane
na
wsi. Żeni .się z Pelagią z domu Rębacz, ma :3 córki. Wr.az z ojcem dzierżawi! okręg
łowiecki i namiętnie polował. Po powrocie z wojny w roku 1939 praco wal \V czasi'e okupacji jako stolarz we Wronkach. p,o wojnie założył na nowo w Choji;ie zakla,d budowlany.
Jest dyplomowan)"m
mistrzem
murarsko-betoniarsk;m
i plsiada
uprawnieni,a
budowlane.
Zniechęcoll1y domiarami
podatkowymi
przenosi siG do budownictwa
państwowego.
Pracuje na wLelu stanowiiskach,
od ki\~rownika budowy
aż do dyrektora
przedsiębiorstwa
budowlanogo. W ro"u UW'? prze,_hol~~; na cmeryeurę, osiada we Wronkach i zaczyna pisać.
A oto tytuły
1. Puszcza

nie

na Tysiqclecie

rę'kopi:;miennych
zdradza

swoich

Państwa

Polskiego,

prac L. Skrzypczaka:
1965; 2. Dawne dzieje Chojna nad Wariq
19'66; 3. Moje wspomnienia,
1966; 4. Moje wspom-

tajemnic,

Mater-ialy

7l:<;nia

czasów

1967; 6. Wojna
c:llch

Powstania
Wielkopolskiego
1918/1919, 1967; 5. Rodzina
polsko-bolszewicka,
1968; 7. O wielkich
rzekach
świata

romantycznym

Ośrodek

i dyskusje

pięknem,

wczasowo-wypoczynkowy

253
Lisieckich,
fascynuJą-

1968; 8. Autobiografia,
w legendzie

1!}80; 9. Cho_ino nad "VarLą.
1980; 10. Z;Jcie w cwwdo etnografii
Chojna,
Cl..
I i II,

i anegdocie.

Chojnie
nad Wartą,
1981; 1'1. Materialy
1982_
O L. Skrzypczaku
dowi·edziałem .się w roiku 1'979 'Wczasie
ba-dań terenowych
'.'1 Chojnk.
Zainteresowałem
się jego ,pisarstwem - rodzajem twórczości nieprofesjonalnej tak rzadkim w W ielkocplsce. W roku 1980 odwiedzam pisa,rza i zachęcam
do -utrwal·cnia materiałów
etnclg'raficzmych. L. S'krzypczak w roku 1981 przyjeżdżCl
z preIe-kcją na posiedZlen.ie Oddziału P.oznańSlkiego PTL, w 'wku 1982 zostaje członkiem PTL. Poja'wiają się wówczas jego pra.ce w całości wypełnione
materialami
etr.ograficznymi.
Podejmuje
również .krytykę
dotychczas'owych
informacj i etnograficznych dotyczących Chojna a zawarty'ch w pu,blikacjach.
Pisarstwo
L. Skrzy.pc·zaka związana
jest z o'soDowo;cją i losdlil! żyCif1wymi
auto,m - jego -o,gromną ciekawością
świata, przekonaniem
-o wart0ści .pracy. chęcią
przekazania
doświadcz-eń,
pragni·e.niem
pozostawieniem
śla.du
po sobie.
L. Skrzypcza:k wi·erzy w użyteczność pisania - chce oddać w tenspoiSób 'sprawiedliwość dziadkowi wyzu·temu z ojcowizny pod koniec XIX wi'eku, przyspieszyć bu·
d'lwę utwardzonej
drogi do Choj'na, rozsławić Cho'jno ja.ko ośrodek wyp,'czynkowy,
sprawić przyjemrość
i zainteresować
czytelnika,
Z1gromadzić matcriaiy
pntrzebne
do pracy naukowej. W jego tekstach własne obserwacje
sąsiadują z informacjami
uzyskanymi
z ksiąŻDk i do'kume11'tów hi<5torycznych, wiadomości
otrzy>ma_ne od
b3bci i ~nnych ludzi z Chojna wY'stępują ·obok wątków fabularnych
i oS'obistydl
przemyślel'!. Owo pJłącz·enie obserwacji
z oeer ą, otrzymanej
info-rmacji z pomy~lem literackim a także dydaktyzm
i bezpośrednia.ść w zwracaniu się do czyt·elnika nadają nieklórym ustępJm prac L. Skrzypcza,ka charakter
współczesnej
literatury ludowej.
Przedstawiony
t,u wybór fra,gmen'tów z prac L. SkrzypczaJka dotyczy Chojrna
w gminie Wronki w województwie
pil:s:kim, w dawnym powiec'ie sza.motulskim
Wioski położonej na skraju Puszczy No1eckiej, na .słabYch glebach, oddZIelonej
Wartą o·d zamożnych terenów rolniczych 'na J.ewym jej brzeg·u. Wi·oski do lier1<.wl1.l
trudro dostępnej a jednocześnie
od końca XIX wieku intensywni.e uczestmC'ącej
w sezonowych
wyjazdach
do pracy w Niemczech. Na spe.cyficzme miej'ice mie'Sz-'
kańców tej wsi wśród sąsiednich gru-p ludności zwracał uwagę już O. Ko'lberg.
Oryginalna
kultura
i życie społeczne Chojna, konoentracja
na sprawach
wła'snej
społeczrości,
żywa świadomość
historyczna,
za.chowaneelementy
fol'kl'o'ru, m. in.
unikalny w skali Polski zbiór anegdot -o dawnych mieszkańcaCh wsi, zresztą niechGlnie rejestrowanych
przez L. Skrzypczaka,
nie zajęły należneg.o im miejsca w
opracowaniach
etnograficznych.
Nie wyjaśniona
jest nadal spraw udzi,ału osadników z Mazowsza w zasi'edlaniu wioski i innych terenów
Puszczy Noteckiej
w
XVllI wieku i ksztalt·Q<waniu specyfiki 'kulturowej.
nym

Moja ingerencja w teksty L. Skrzypcza-ka była nieznaczna. Polegała na po-prav!leniu w kilku miejscach ortografii oraz wprowadzeniu
niektórych
tytułów. St3rałem się j,;,k naj rzadziej przerywać C'ią.głoŚćnar'ra'cji aulo,ra w wybranych
do publikacji fragmentach.
Pisarstwo
Leona Skrzypcza'ka
go·dne jelSt -uwagi etno,grafa z -dwóch co, najmpiej przyczyn_ Ukazuje wycho-dź,cę ze wsi przez całe życie silnie z tą wsią zw:ą·
zanego, samouka, człowieka o światC"pogIądzie budowanym
w kontakcie
z rO~!1Ymi środowiskami
i zlo'żone motywy po.djęcia twórczości pisarskiej.
Dos~ar(;2:a i,nle-

Materiały

254

i dyskusje

resujących
mater:iałÓtw o Chojnie, ,k't6're jednocześnie
posiadają
~echy literatury
ludowej. Materiałów
tak utrwalo'nych,
że pozwalają
nam Odcl.ytać spo..;6b myślenia i świat wacfltości ich autora.
Zbigniew

NAZWISKA,

PRZEZWISKA

Jasiew/cz

i NAZWY TERENOWE

W XX wieku ludność Chojna już nie mazurzyła. W Chojnie przetrwało 15 rodzin osiedlonych przed wiekami Mazurów, którzy siedzieli
'na gospodarstwach
swych przodków do XX wieku. Podaję nazwiska
tych rodzin: Radziej, Szwak, Mikuła, Piasek, Kajda, Rembarz, Gogołek,
Książek, Te.rka, Kapka, Musiał, Helpa, Nowak, Szóstak, Jarysz 1.
Każdy z mieszkańców miał jakieś przezwisko. Przezwiska te często
pochodziły od imienia i tak, jeżeli komu było na imię Antoni, wołano na
niego J,ajrut. Jeżeli mu było Franciszek, wolano na ntie,go Frąś. A jeżeli
Andrzej, woł<łJnlQJędroch. Ale były w wi,oooe i inne pf1zezwiska, j3k
Jeleń, Koza, Siwa, Górka, Kapturnik, Gorący, Grapa, Porcków Walek,
Cicia, Rybak. Ja znałem osobiście tych ludzi, którzy te przezwiska nosili, aI'e już WS:ZYSiCy
pormalrli a oZ nimi i przezwis'ka.
W Chojnie można się doszukać 120 nazw miejscowych różnych odcinków polnych, leśnych, wodnych i gór. Ja niestety doszukałem się
już tylko około 70. Reszta to jakieś małe odcinki pól, lasów, wód, gór
i dróg. Ale gdyby sobie zadać trochę trudu, to i te odcinki dałoby się
odnaleźć. Podaję nazwy tych odcinków:
W wiosce: Zdrojek, Piaski, Gumna, Kozi Rynek, Waliszewo, Cegielnia, Leśniczówka - dawny dwór, Leśnictwo Pustelnia, Prom, Szkoła
Polska, Przedszkole, Kościół, Dom Nauczyciela, Cmentarz, Cmentarz Niemiecki, Grób Zołnierzy Francuskich z 1812 roku;
Polne: Chojno M.yn, Smugi, Grund, Dębnik, Radziszewo, Suche Lasy,
Doły, Niedźwiadek, Kiesz, Malinie, Butka Lehmana, Butka Wodne, Butka czyli Biotko Zielone, Małe BIota, Duże Błota, Witoldowo, Kępiste,
Bielawy, BJnuwnik, Czarnoszyna, Radziszywiec, Łęk, Ochodza, Ochodza
Folwark, Cmentarzysko Łużyckie;
Wodne: Jezioro Chojeńskie, Jezioro Radziszewskie, Jezioro Głuchowskie, Warta, Struga Młyńska, Zimna Woda, Stawisko, Przełazek, Kocioł,
Kuchawnica, Struga Czarnoszyna, Strumyk;
Leśne: Cmachowskie Lasy, Olszyce, Piaskowe Góry, Okrągły Dół,
Stara Studnia, Bagno;
1 Nie
znane są dokumenty
potwierdzające
osiedlenie ludności mazurskiej
w
Chojnie. Nie prz€'pTowadzono rÓWnież dotąd analizy nazwisk znanych z Chojna
i innych terenów Puszczy Noteckiej oraz ludności chłopskiej z Mazowsza z XVIII
\vieku (Z.J.)

MateriaŁy

Góry: Góra Pustelnia,
Góra Kalwaria,
Mulita, Zagórze, Kaczmarska
Góra.
Zycie

w dawnym

Chojnie

nad Wartą,

PRZYWILEJ

255

i dyskusje

Łysa

Góra,

Szubieniea,

Góra

19&1, s. 42 - 44.

LOWIENIA

RYB W WARCIE

Gmina miała przywilej,
na podstawie
serwitutu
nadanego
jeszcze
przez księcia Sapiehę 2, łowienia ryb w Warde,
każdy w miejscu graniczenia jego roli z rzeką, na wspólnej długości około 6 kilometrów.
Było
to dużym dobrodziejstwem
dla nielicznej jeszcze ludności Chojna, bo gdy
inne źródła utrzymania
się wyczerpały,
to w rzece kilka ryb na obiad
zawsze można było złowić, nawet przy pomocy wędki. To też kaźdy mieszkaniec wioski był myśliwym,
rybakiem i rolnikiem.
Przywilej
łowienia ryb w Warcie dopiero po roku 1900 został przez
pewnego sołtysa, niedawno osiadłego w Chojnie, bez zgody Rady Gminnej, odstąpiony państwu
niemieckiemu.
Mieszkańcy
Chojna tej krzywdy
nigdy nie mogli temu człowiekowi przebaczyć
i przy każdej okazji mu to
wypomilllali ...
Pamiętam
ludzi bardzo starych,
którzy się rodzili w pierwszej
połowie XIX wieku i dziasiaj liczyliby sobie około 150 lat. Jednym
z nich
był Jan Ksiclżek, przodek
wszystkich
Książków,
którzy jeszcze dzisiaj
miesz:kają IW Chojmie. Zag:roda jego to za,budowa:nie, gdzie obok Marciniaka miesz:k1ał 'Qlstatnio Sylwester
Rladzliej ... , stareg!o Książka slPotykałem latem prawie eodzienni, igdy siedzliał nad Wartą z wędką w m'iejscu,
w którym jego ogród przylegał do rZietki, gdzie dawni,ej na po::listawie serwitutu miał 'prawo łowić ryby. Ale 'czasy się zmieniły i od czasu zaJprzedani'a p:r'awa łowienia 'ryb na Warcie p:r:zez wSlpomnialllego 'sołtysa, Niemcy ścigali t ych, którzy się dapuszczal:i takieg10 przestępstw'a.
Toteż Książek miJał z teglo tytułu bardzo wliele niCjpr:zyjemno'śd, jalk sam 'o tym opowiadał.
- Siedzę sobie pewnego razu nad rzelką a ryba ładnie bierze, aż tu
nagle z krzaka wyłazi jakiś oprawca
i mJwi: Guntach
Herr Książek,
drei Mark zu bezahIen. - Pytam - Co mówisz? A on wciąż to samo.
Herr Książek, drei Mark zu bezahIen. Ja pieniędzy
nie miałem,
więc coś tam w książce zapisał i sobie poszedł. Ale po pewnym
czasie
przyszło jakieś urzędowe
pismo. Go to może znaczyć?
Czytam!
Moja
czybała! Dał do oCzyta!niaa tam stoj1al,o jla!k byk napisane. - Herr Książek,
2 AUlto'r po'twierdza,
że wiedza o mazurskim pochodzeniu i osiedleniu przez ks.
Piotra Sapiehę przetrwała w Choj,nie przekazywana
z pokolenia w pokolenie i nie
zos,tała wniesiona z zewnątrz. Podkreśla również więź Chojna, m. in. przez zawierane małżeństwa, z innymi "mazurskimi" wioskami w Puszczy (Z. J.)

Materiały

256

i dyskusje

dn~i Mark zu bezahIen. - Za co? Przecież to była moja woda i ja miałem
prawo łowić w niej ryby!
Dawne

dzieje

Chojna

nad

Wartą

na

Tysiqclecie

Państwa

Polskiego,

i\166, s. 40,

;,3 - 54, 56 - 57.

WYJAZDY NA PRACE W GŁĄB NIEMIEC I ISKUTKI DLA CHU.JN,\

Dla ludności pochodzenia mazurskiego w Chojnie, która od wielu lat
wegetowała i b2zodrobiny nadziei patrzyła w czarną przyszlość, zbliżały
się szybkimi krokami lepsze dni. Bo czasy po zakończeniu wojny niemiecko-francuskiej
z lat 1870 - 71 były nie tylko dla Niemców ale także
dla mieszkańców Chojna czasem przełomowym ...
Wówczas powstab wielkie za!potrzebowanie na ludzi do pracy. W tym
-czasie dla mieszkań<:ów Ch ojna, którzy do tego czasu tworzyli zwartą i
zamkniętą społeczno-ść, nie wędrując poza granice swej wioski i nie dopuszczając do wsi obcego elementu, otworzyła się nowa era. Z przeludnionej wioski wszyscy młodzi ludzie obJjga płci, a także nieco starsi,
którzy posiadali własną zagrodę i kawał roli uprawnej, zostawiali zagrodę i rolę do uprawy rodzinie i wszyscy wyjeżdżali na prace w głąb Niemiec. BJ każdy był pot.rz-ebny, od silnego mężczyzny do słabej dziewczyny. Szczególnie poszukiwani byli rzemieślnicy, którzy byli dobrze
opłacani. Pracy było do wyboru i jeżeli pracodawca był zbyt wymagający a .bo obniżał zarobki, rzucali pracę i szli do innego pracodawcy, gdzie
byli mile widziani. D.a orientacji podam, że rzemieślnik zarabiał dzienlnie tyle, że mJgł kupić 50 kg zboża.
Człowiek wyjeżdżający na prac-e w głąb Niemiec po przepracowaniu
przykładowo trzech łat, wracał z zaoszczędzonymi pieniędzmi do rodzinnej w:oski i na działce otrzymanej od rodziny lub kupianej, budował sobi·e domek jednorodzinny, parterowy z cegły, pokryty czerwoną dachówką.
Kob:ety znajdywały pracę w rolnictwie i szkółkarstwie a także w
przemY3le cukrowniczym, bo usługi byly opanowane przez Niemki i Serbo-Łużycza:nki, które jako dJbrz-e m6wiące po niemiecku robiły w wielkich miastach Niemiec furorę jako ke:nerki, bufetowe, fryzjerki.
Ludzie wyjeżdżający do pracy w głąb N:emiec przywozili do Chojna
nie tylko pieniądze, ale także nową kulturę i nowy zapał do życia. LudZIe nabyli w Niemczech lepsze m miery, zaczęli się lepiej bawić i lepi-ej ubi,erać. Młody mężczyzna przyjeżdżał w nowym, modnym, dobrze
skrJjonym granatowym ubraniu, Dziewczyny zaczęły się t:lkże mxl.nie
ubierać w białe i różowe b:uzki i plisowane, granatowe spódniczki tro·chę pJniżej kolaJn i modne półbuciki. To wszystko starali sobie przy-

Materialy

257

i dyskusje

swoić pozostali młodzi mieszkańcy wioski. Dzięki wyjeżdżaniu na prace
w głąb Niemiec Chojno z wioski drewnianej, krytej strzechą, stało się
znacznie wcześniej od innych wiosek z sąsiedztwa, położonych na dobrych glebach, wioską murowaną, krytą dachówką i wioską kulturalną·· .
Ale nie tylko pieniądze i kulturę przywozili ludzie wyjeżdżający na
prace do swej wioski rodzinnej. Młody człowiek po pewnym czasie pobytu w Niemczech, wracając do stron rodzinnych, przywoził z sobą młodą kobietę, którą tam w Niemczech pojął za żonę. A młoda dziewczyna
wracając do stron rodzinnych przywoziła ,obcego człowieka, którego pojęła Z.l męża. I ehlJooiażrodzice nie byli ~ztegio ~zadowoleni, to jednak antagonizmów w tych rodzinach nie można <było zauważyć. Chooiaż t,en obcy mężczy:zna pozostał w rodzinie i wi,osce na zawsze obcym. Tych kobiet, które przywiozły sobie mężów z Niemiec, było w Chojnie bardzo
dużJ. Poicrmkowlie ki,llku tych kobiet odegrali w żyCliu 'ważne ['lale ale
dzis:aj w Ch!Djni<e
tych nazwisk już się nie spotyka.
W tym czasie zamknięta społeczność Chojna pękła i w drodze zawierania małżeństw poza granicami wioski do Chojlna napłynęło dużo obcej
i świeżej krwi. A czas był najwyższy, że to nastąpiło, bo skutki życia
i zawierania małżeństw w tak małej, zamkniętej społeczności, dały się
już w kilku rodzinach mocno zauważyć. W niektórych rodzinach potomstwo przychodziło na świat karłowate i wcześnie umierało. W innych rodzinach potomstwo było niemrawe, bez chęci do życia. A w jednej dość
licznej rodzinie wszyscy mówili w bardzo zwolniony sposób. Na takich
degeneratów Mazurowie mówili - Zyje Maćko ciele, zyje, ale nie becy 3.
Wielu wyjeżdżających na prace tam sobie brało żony, oczywiście
z Wielkopolski, bo innych Polek tam nie było i po pewnym czasie osiedlało sil; w Niemczech na stałe. Dlaczego to robili? Bo tam znaleźli lepsze
warunki bytu. A także dlatego, że obcemu mężczyźnie, Móry przybył
do Chojna, ciężko było żyć, a obca kobieta, która przyszła do Chojna,
w ogóle nie miała racji bytu. I te obce kobiety namówiły swych mężów
do porzucenia swej wioski rodzinnej i osiedlenia się nad Renem.
Materialy

do etnografii

Chojna,

1982,

s. 46 - 49.

JAK SIĘ ODZYWIANO

Dla orientacji podaję krótki jadłospis.
Śniadanie zawsze składało się z zupy mlecznej lub polewki z siadłego mleka. Do tego gotowane kartofle w mundurkach, które każdy mu3

17 Lud,

Powiedzenie
t. LXVIII

to było używane

przez babcię autora

i od niej przyjęte

(Z. J.)

258

Materiały

i dyskusje

siał sobie obrać i wkroić do zupy. W okn~sie zimowym, gdy nie było
mleka bJ krowy były zaciel<me, gotowano polewkę z kapuścianki, do tego kartofle tarte. Dlatego w każdym gospodarstwie kiszono dv,rie beczki kapusty i mówiono o nich, że to są nasze dojne krowy na zimę. Do
jednej z tych beczek wkłada'no kilka małych główek kapusty modrej,
żeby kapuścia:nka nabrała koloru różowego i miała bardziej apetyczny
wygląd. Dla odmiany gotowano zupę z tartego maku, do tego kartofle.
Obiad składał się z zupy fasolowej lub gwchówki nagotowanej
z sztuką mięsa, a gdy nie było mięsa maszczono smażoną, wędzoną słoniną. Dla odmiany gotowano zupę kartoflaną, bardzo zawiesistą, maszczoną smaż'oną słoniną, którą nazywano ślepe ryby. Do każdeg·o obiadu
była gotowana kapusta. Gotowano także dużo ryb, a szczególnie zupę
rybną, do teg·o kartofle. Pieczyste jadano na wielkie'święta
lub gdy
było świniobicie, wówczas jadłospis został urozmaicony. Bo bardzo często gotowano z płuc, wątroby, serca i nerek zupę, którą nazywano kwaśne. Do tej zupy wkładano suszony owoc śliwki i gruszki a gdy można
było do tego dodać jeszcze świeżej krwi, była to wówczas czernina, bardz.o chętnie jadana.
Kolacja znów z zupy mlecznej lub polewki z siadłego młeka albo
kapuścianki, do każdej z tych zup kartofle w mundurkach.
Jadano także dużo grzybów, latem świeżyc'h, zimą suszonych. Jadano
także duż·o sera w formie twar·ogu, do tego kartofle w mundurkach.
Chleb jadano tylko na wielkie święta. Sam wypiek chleba był w rodzime swego rodzaju uroczystością, na którą bardzo cieszyly się dzieci, bo
każde z nich dostało jeszcze gorącą bułkę wielkości rozwartej dłoni. Bułki te nadziewano skwarkami słoniny lub też dojrzałym owocem: wiśniami lub śliwkami.
W miejsce chleba Mazur-owie jadali dużo sera susz·onego. Było to rozwiązanie bez pre·cedensu, bardzo .praktyczne i dziś już nie stosowane.
Ser urabiano w misce, z dodaniem soli i nasion koperku lub kminku,
formowano gomółki, któ're nazywali kaskami, układali na desz,czółkach
i suszono na słońcu. Gdy ktoś udawał się do pracy na polu daleko oddalonym od domu, zabierał w miejsce chleba kilka gomółek sera. Tak samo, gdy udawał się w dalszą podróż do oddalonego miasta.
Materiały

do etnografii

Chojna,

1982, s. 43 - 45.

WESELE

W początka,ch XX wieku, które ja już dobrze pamiętam, takie wesela, na których jako chłopiec byłem wraz z rodzicami, trwały już jednak
2 dni i z powodu braku pomieszczenia zaprasza:no na nie tylko do 100

Materiały

i dyskusje

259

osób. Obrzęd weselny nie odbiegał wiele formą od ogólnie stosowanej
w okolicy. Najwyżej tym, że kiedy tańce odbywały się na salce publicznej wydzierżawionej na czas trwania wesela, na salkę oprócz gości weselnych szła wię.ksZ'OŚćmłodych mieszkańców wioski ogląc!,ać, ale także się
bawić, tańczyć. Z tą tylko różnicą, że goście weselni porozsiadali się przy
stołach suto zastawionych butelkami z winem, piwem i wódką a także
od czasu do czasu różnymi zakąskami, które po chwili usuwano ze względu na pył, który panował na sali. A goście nieproszeni musieli stać
w pewnej części sali. Gdy obcych byl0 za dużo i przy tańcu panował za
duży tłok, regulowano to w ten sposób, że od czasu do czasu drużba
ogłaszał. - Teraz tylko tańczą goście weselni. - Ale bardzo często zdarzało się, że kawalerowie spośród gości weselnych prosili do tańca panny, które nie były gośćmi weselnymi, gdy tańczyć mieli tylko goście
weselni.
Ten obyczaj jest właściwy tylko dla okolic z,amieszkałych przez ludność pochodzenia mazurskiego i gdzie indziej nie spotykany 4.
Takie wesele na sakeodbywał.o
się z wielkim szumem wśród ustawicznego pokrzykiwania. - Ho wesele, ho nasze, hu ha! - A ,najbardziej pokrzykiwały panny i kobiety zamężne.
Jedzono bardzo dużo różnego rodzaju mięsa i kiełbasy ,i pito bardzo
dużo wódki, bo była bardzo tania.
O wes,elu mojej cioci Kubackiej opowiadano bardzo długo, bo było
to pierwsze wesele, które odbywało się na nowo pohudowanej salce do
tańca w Chojnie, która do dzisiaj istnieje jako salka parafialna. Pan
młody, który pochodził z okolic Wwnek, zamówił na wesele orkiestrę
dętą, w Chojnie nie znaną. Gdy cały orszak weselny z domu weselnego
udawał się na salkę i wkraczał do wioski a orkiestra zagrała jakiegoś
marsza, to wszystkie psy w wiosce pozrywały się z łańcuchów i uciekły
do puszczy. Przypuszczały widocznie, że nastąpił koniec świata.
Bardzo ciekawe było pożegnanie gości weselnych, gdy wesele dobiegało końca. Gdy IpD dwóch dniarch trwa,nia wesela goście wesrelni zaezę1'i
się przygotowywać do odjazdu, wszyscy weselnicy wyszli z domu na
podwórze aby ich pożegnać. Parobcy przyjechali po swych rodziców
powózkami, wtedy przystępywali
do akcji drużbowie, tacy pijani, że
4 Autor
chętnie int'erproeluje ten i niektóTe inne zwycwje oraz -uznane za in;teresujące pozo.stałe przejawy kultury jako związa'ne z mazurskim
pocho,dzeniem
mieszkańców wioski. Nie spotkał ich bo-wiem wc wsiach sąsia,dujących z Chojnem,
IV których
nie było ludno5ci pochodzenia m.azurs'ki'cgo. Sprawy wniesionych przez
osadników mazurskich
elementów kulturowych
nie wstały jednak dotąd wyjaśnione. Prawo niepros2.Jnych ,gości -do ob.s'C!fJW1acji
wesela i uczestniczenia
w okreś!cnym za'kresie w zabawie weselnej znane było również na i'nnych terena.ch zachodniej i północnej Widko.pols1ki (Z. J.)

260

Materiały

i dyskusje

ledwo trzymali się ma nogach. Powyciągali z ukrycia długie, cienkie
żerdzi€, do których na cienkim ikońou ;przYWJiązanybył mały S1nOl?€c:zek
słomy. Te żerdzie z€ słomą nazywali półmiotłami i tymi półmiotłami
wypędzali wyjeżdżających z zagrody. Te póimiotla maczali w bajorach
albo udawali że maczają, ażeby odjeżdżającemu napędzić większego strachu. Odjeżdżający ICZęstobiegiem pędzili do swej pawózJki ci jak strzała
wyskak'iwah z zagrody. Było to bardziej zabawne jak 'całe wesel'e, bo jak
taki pijany drużba zamachnął się tym półmiotlem, to za każdym razem
się przewrócił w bIota, więc obaj wyglądali jak nieboże stwDrzenia.
Odjeżdżających drużbowie żegnali takimi epitetami. - Wygłodniałe psy,
przyjechaliście tutaj nam wszystko wyżreć i wszystką wódkę wypić, ter·az w domu przez cały miesiąc nie będziecie potrzebowali jeść i jeszcze
dlużej byście zostali, ale my wam damy na zapęd s.
:::ycie w dawnym

Chojnie

nad Wartq,

1981, s. 52 - 55.

POGRZEB

Jedną z tych pr-aktyk, które przetrwały aż do XX wieku, było urządzanie pustych nocy. Gdy który z mieszkańców wioski zmarł, wówczas
wieczorem schodzili się mieszkańcy wioski, przede wszystkim z sąsiedztwa, w domu żałoby i do późmej nocy odprawiah modły nad zmarłym.
Odmawiano różamiec, <}'itanię.A na zalkończenie modłów, po półnJcy, częstowano uczestników skromną kolacją. Sam jeszcze brałem udział, będąc
chłopcem, w kilku takich pustych nocach.
Drugim takim chwalebnym obyczajem, przywiezionym z Mazowsza,
było odprowadzenie zmarłego do granicy wioski przez wszystkich mieszkańców wioski i pożegnanie 6. Ten obyczaj przetrwał aż do 1918 roku.
Do tego czasu zmarłych z Chojna składano na wieczny odpoczynek na
cmentarzu w Biezdwwie. Bo tam była parafia i tam był cmentarz.
Kondukt żałobny, któremu towarzyszyła prawie cała ludność wioski,
udawał się do kapliczki przydrożnej w pobliżu pwmu na Warcie na mo5 Zwyczaj
wypędzania gości weselnych nie było dotąd notowa,ny w materiaLch etno'graficznych z Wielkopolski. Moje bada1nia potwierdziły
występowanie teg.J elementu obrzędowości weselnej
w Chojnie i O'k,olicznych wsiach puszczańskich na początku XX wieku. Nie wyjaśniona jest dotąd geneza zwyczaju i jego
związek z o'kreś-]OiIląg'rupą mieszkańców Puszczy (Z. J.)
a l ten zwyczaj, choć nie znany w sąsiadl\ljących z Chojnean wioskach, 'Spotykany jeS't również na innyeh terenaeh Wielkopo,lski. Występował
\V
niek1órych
ws:iach illie posiada1jącyc'h swoich cmealltalf<ZY
(Z. J.)

Materiały

i dyskusje

261

jej byłej posesji, gdzie obecnie dom nauczyciela. Przy kapliczce żegnając zmarłego chwalono jego cnoty i zalety, ba każdy miał prawo coś
powiedzieć. Ale proszono często o wygłoszenie przemówienia dobrego
mówcę "Kelnera" Nowaka, który barwnie potrafił podkreślić !zasługi
człowieka, który na to zasługiwał. Ale w większości wypadków przemawiał ktoś z bliskiej rodziny.
Potem odprawiano modły. Następnie rozdzielano pomiędzy odprowadzających, a szczególnie ludzi biednych i dzieci, duże kromki chleba
grubo smarowanego masłem, a jeżeli zmarły był za życia zamożnym gospodarzem, kromki były obłożone wędliną·
Na koniec obrzędu święcono cały kondukt i trumnę święconą wodą.
Potem tłuczono naczynie od święco'nej wody a takż€ półmisek od chleba o cokół kapliczki i kondukt ruszał jeszcze 100 metrów dalej do promu. Większość mieszkańców wioski rozchodziła się do swych domów już
od kapliczki a reszta dopiero, gdy prom odbił od brzegu. A tylko ścisły
kondukt pogrzebowy, najbliższa rodzina i krewni, odprowadzali zmarłego aż liliacmentarz w Bie'ZdrolWie,11 kU,ometrów.
Zycie w dawnym

Chojnie

nad Wartą,

1981, s. 49 - 51.

CIOTY I DUCHY

Było to wówczas jeszcze życie jak w bajce, które mieszkańcy wioski
spędzali na polowaniu i łowieniu ryb tyle tylko, że wśród duchów, upiorów i ciotów, których było więcej, jak samych mieszkańców, chociaż nikomu wielkiej krzywdy nie czyniły. Ale zdarzyło się kilka przykrych
wypadków, co było powodem, że strach przed upiorami i ciotami był
wśród mieszkańców wioski wprost zabobonny. I po zlpadnięciu zmroku
ludzie już z chat nie wychodzili i biada śmiałkowi, który to uczynił, zaraz cioty rzucały się na niego.
Pewnego razu dwóch mieszkańców wioski, którzy mieszkali na zachodnim końcu wioski a pracowali jako fornale w majątku, wstało
wcześnie rano i z latarnią udało się do majątku aby odpaść konie. Gdy
wracali z powrotem i przechodzili obok wysokieje topoli, która rosła na
miedzy pomiędzy Urbanm a Kęsym, od strony stoJoły zauważyli, że
na wierzchołku stodoły cioty odprawiają swój sabat i jeden do drugiega mówi. - Widzisz je! - W tym momenci jedna z ciotów ciężarem
swego ciała uderzyła w latarnię, którą rO'ztrzaskała, a na 'nlich samych
rzuciła taki strach, że upad~i na ziemię i przez kilka godzin do białego
dnia szli po kolanach do swoich domów oddalonych o 100 metrów.

262

Materiały

i dyskusje

Innym razem dwaj myśliwi, Radziej i Kopka, wracali z polowania
na zasiadkę a północy z Małych Błot. Gdy przecehodzili przez Łysą Górę, pifZelecialo nad nimi sta,c1Jocio,t6w na m1otłach. Jeden z nich, Kopka,
ściągnął z ramienia jednorurkę i wypalił za ciotami. Wtedy stało się
istne piekło. Cioty zawróciły i zaczęły tłuc miotłami, że mieli wrażenie,
jakby ich gęsi tłukły skrzydłami.
Pewnego znów razu, podczas nocnego wypasu koni na łąkach koło
Czarnoszyny, parobcy siedzący przy ognisku zup-ełnie wyraźnie słyszeli,
że w strumyku kąpie się całe stado ciotów, bo nawet było słychać i kwik,
ale nie mieli odwagi, żeby zobaczyć, co się tam wyprawia. Tylko się
glowili nad tym, że te cioty, które sobie wyobrażali jako istoty bardzo
brudne, są tak dbałe a siebie, że się nawet kąpią. Gdy się rozwidniało
i ostrożnie podeszli do strumyka okazało się, że dwa konie, które miały
przednie nogi powiązane tak się poplątały, gdy przyszły do wodopoju,
że wpadły do strumyka i się potopiły.
Zabob,)nny lęk przed upiorami i ciotami miał też i dodatnią stronę
mianowicie, że dzi-ewczyny nie wychodziły wieczorami sam)tnie do koleżanek i dziecko nieślubne byŁo w wi'OiSicerzadkim wypadkiem ...
Po opisaniu tych kilku bajek a ciotach zasłyszanych od mojej babci
należy stwierdzić, że dawniejsi mieszkańcy Chojna mieli wyobrażnię bardzo bujną, co było powodem różnych anegdotek opowiadanych {) nich.
Jeszcze jedna anegdotka {) duchach. Przewoźnikiem na Warcie był
potomek osiedlonych w Chojnie Mazurów, Helpa. P-ewnej nocy ktoś długo krzyczał po drugiej stronie Warty. - Hop! Hop! - Gdy łodzią przybił do drugiego przegu nikt na niego nie czekał tylko łódż mocno zachybotała, jak gdyby ktoś do niej wsiadł. Po chwili czekania wracał z powrotem. Gdy przybił do brzegu łódź znów zachybotała, jak gdyby ktoś
z niej wysiadł. Na pewno jak ów legendarny przewoźnik na rzec-e Styks,
Charon, prz,ewlió,zlprrzelzr!z!ekęjakiegiO ducha.
Dawne

dzieje

Chojna

nad

Wartą

na Tysiąclecie

Państwa

Polskiego,

1966,

s. 42 - 45.

ROBACZYCA

Pewnego razu trzech Mazurów z Chojna poszło oglądać, jak por-osła
trawa na łące i jeden z nich zauważył, że w pewnym miejscu trawa jest
wyżarta i m.Jwi. - Glądnijcie jeno kumy, jakaś robacyca wyźruła cały
kawał łąki i tutaj w trawie leży. - Gdy się zbliżyli, zauważyli coś ksywego, zagiętego z ogonem, jak żmija leży w trawie. Więc kijami, którymi się podpierali, zaczęli bić robacycę, ażeby zamęczyć. Ale robacyca
nie dała się zamęczyć, podskakiwała do nich i podskakiwała, a oni bili

Materiały

263

i dyskusje

i bili. Im bardziej bili, tym bardziej podskakiwała. W pewnym momencie skocyla jednemu z :ni'ch na kark a drwgi, który był w pobliżu, ażeby
ratować kuma, złap.ał robacycę za ogon, ażeby ściągnąć z karku kuma
i podągn'lł tak mxno, że kumowi odleciał łeb. Gdy zobaczyli, że robacyca użryła kumowi łeb, rzucili się w popłochu z ksykim do uciecki
i biegli w stronę wioski jak furie, oglądając się na b0ki, cy robacyea
ich nie dogania. Oct tegocasu nie chodzili na łąki.
Ale tylko jeden z nich dobiegł do wioski, bo drugiego dogoniła i zazarła. Gdy wpadł do chaty, nie mógł wymówić ani slowa. Dopiero po
długiej chwili przemówił. - By ześ ty widziała Maryna, jak robJCyca
zuciła siG na nas, taka duża jak byk a ślipia miała jak satun, a jakie
duże zębiska a na łbie miała takie zgające. By ześ ty widziała jak wys0ko skakała, jak chata. Jajntowi zaraz łeb użryła a Frąsia zazarła blisko wsi. Ale jo się ,nie dołem, bo jo sedłem jak bana. - To ty chłepku
jesteś hyrny hrycek - mówi Maryna.
T<'I rob3cycą był zwykły sierp, który ktoś z ludności autochtonicznej
zapomniał zabrać a którego świeżo osiadli w Chojnie jeszcze nie znali.
Chojno
llł80.

nad

Wartq.

Ośrodek

wczasowO-wypoczynkowy

w

legendzie

i anegdoc'ie,

s. 28 - 29.

BYSIU

Osiedli w Chojnie Mazurzy swoje nowo pobudowane chaty kryli trzciną
lub słomą. W słomie po wymłóceniu zawsze pozostaje pewna ilość ziarna, które wiosną, gdy słońce przygrzeje, skiełkuje i dach się zazieleni
jak łąka.
Jeden 'z Chojanów postanowił tę łąkę na dachu wykorzystać. Miał
w chlew,iku ła:1;n:egobysia i z rodziną uradzili, że bysia należy wciągnąć na dach chaty i ładnie sobie podeżre. Założyli bysiowi linkę na szyi
i przerzucili przez dach chaty i gdy jedni bysia po;:ychali, drudzy z drugiej stmny chaty za liiknę ciągnęli. Gdy bysia podciągnęli 'Pod sam dach,
bysiu wyciągnął długi jęzor, wtedy jeden z członkJw rodziny m:)wi.
- a jus ni mne docekać as go wciągniemy, taki ma apetyt aż jęzor
wyciągnął. - Gdy bysia wciągnę ii na dach, bysiu stracił apetyt więc
mu zrywali tę oziminę, podtykaj pod pysk i się prosili. - No bysiu,
no bysiu, taki miałeś apetyt, aż jęzor wyciągałeś a teraz nie chcesz żreć.
- A bysiu się udusił.
Chojno

nad

1980, s. 25.

Wartq.

Ośrodek

wczasowo-wypoczynkowy

w

legendzie

i anegdocie.

Materiały

264

i dyskusje

PUSTELNIK
Na górze Pustelni żył przed wielu latami w ziemiance nakrytej chrustem i mchem pustel.nik. Stąd nazwa leśnictwa. Nikt nie wie, kim on był
i za jakie winy pokutował chodząc po kolanach do odległego a kilkanaście kilometrów Lubasza pod Czarnkowem, do kościoła na odpust. Dmga
jego wiodła grzbietem wyżyny, na której wznosi się góra Pustelnia, aż
w pobliże Lubasza.
Pustelnik żywił się rybą, którą każdego dnia schodził złowić do pobliskiego jeziora o nazwie Kuchówiec. Ałe pewnego dnia zdarzylo się,
że żadnej ryby nie złowił i wtedy rzucił na jezioro straszną klątwę,
ażeby zniklo z powierzchni ziemi. I od tebll czasu coraz bardziej zarasta
różnymi wodorostami i trawą i prawdopodobnie w dalekiej przyszłości
zupełnie przestanie istnieć. Straszna musiała być klątwa starego pustelnika, tak straszna, jak straszne być musi przekleJ1stwo ludzi umierających z głodu na naszej ziemi, gdy tymczasem wiele artykułów żywnośdowych się rozmyślnie niszczy. I wielu stworzyło sobie istny raj na
naszej ziemi.
Opowiadała mi moja babcia, że jej prababcia osobiście widziała pustelnika, który mieszkał w ziemiance na tej górze. Mieszkańcy wioski
zbierając grzyby w lesie celowo zachodzili na górę, ażeby zaglądnąć do
ziemianki pustelnika ale on stronił ,od ludzi i w ogóle z nimi nie rozmawiał, tylko dawał znak ręką, żeby sobie poszli. Był to mężczyzna wysokiego wzr'ostu, o szlachetnym wyrazie twarzy. Może jaki żołnierz powstaniec, który nie mógł przeboleć "ciężkiej doli uciemiężonej Ojczyzny.
A może kochana kobieta zraniła mu serce, które przyszedł do tej pustelni uk'oić. Któż to może wiedzieć!
Dawne

dzieje

Chojna

nad

Wartą

na

Tysiąclecie

Państwa

Polskiego,

1~66. s, 103-

- 105.

LEHMAN
Lehman, żona z rodziny pochodzenia mazurskiego. Lehman to Polak
<ll'e to niemiecki,e llIazwisko mniej tego czł,owi€lka s:npecHo jak jego charakter i sposób postępowania. Był to zawadiaka bardzo niezgo'Clny,w dodatku sadJ'lsta, który dręczył nie tylko swoje zwierzęta domowe ale
i swoich domowników. Ze wszystkimi S'wOIimisąSiiedami żył w niez.g'od'?:ie. Nawet ze Stefaniakową, kobietą bardzo kłótliwą, a której napiszę
w dalszej części opowiadania.

Materiały

265

i dyskusje

Lehman był chlopem i kołodziejem, to też do karczmy zawsze chodził
z toporkiem lub młotkiem. Gdy z kim rozmawiał, szczególnie gdy popił, tiC) nie tyłko 'Sam się opanslkał, aJe takż,e swego rOIZffiÓ'wlcę·
'Do też :nikt
'z l1Jim ni'e choi13łil'o'unawiać i przez to stawał się jeg'o wT'OIgi'em.Jego sąsiad ukośnie przez drogę, który prowadził zakład masarski, któremu
Lehm.:m przez wiele lat mOCno nadokuczał, gdy umierał w średnim wieku powiedział, że musi umrzeć mł-odo tylko dlatego, że nie mOże żyć
w sąsiedztwie ani zabić tego wstrętnego, obrzydliwego sąsiada. A był to
człowiek potężny jak wieża.
Pewnej niedzieli żona i córka Lehmana wybierały się na odpust do
Biezdrowa, oddalonego 11 kilometrów i żona mówi do męża. - Tutaj
w garnku, na kotlinie, gotuje się mięso z królika, gdy będzie miękkie, to
najedz się a na nas nie czekaj, ba my wrócimy pod wieczór. - Gdy
Lehman jadł mięso z królika i kotu rzucał kości do ogryzienia stwierdził, że tego mięsa wcale nie jest tak dużo, więc postanowił zjeść wszysiko a kobietom ugotować kota. Gdy k'obiety wróciły zoąoustu
i jadły
mięso a kości rzucały pod stół dla kota, bardz.o się dziwiły, że mimo kilkakrotnego wołania, kot nie przychodził. Gdy to wołanie kota nie miało
końca Lehman się zdenerwował i mówi. - Głupie baby, zżarły żeście
kota, a teraz wołacie. - Wówczas obie wybiegły na podwórze wymi·otować, h::J 'wówczas kotów jeszcze się :ni,ejadalo.
Lehman miał konia i krowę. Gdy koń nie wyjadł nędznego obroku,
to bił Ik'onia dUżą ;kiOl?yśeiądo mi'€Sza1ni'aobr,OIkuab'Owa, Iktóf1astała z.araz abak, ,za każdym uderzeniem mrużyła oczy i Lehman to zauważył,
więc z k'olei bił krowę, krzycząc. - Ja ci na nieg'o pomrugam, żeby on
nie żarł. - Krowę tak okropnie zbił, że jej pozbijał koś'ci biodrowe.
Pamiętam doskonale tę krowę, jak kilka lat chodziła taka oszpec'ona bez
iych kości biodrowych na pastwisko.
CJwjno

nad

Wartą.

Ośrodek

wczasowo-wypoczynkowy

w

legendzie

'i anegdocie,

1980, s, 43 - 45.

STEFANIAKOWA

Stefaniakowa była kobietą bardzo kłótliwą, toteż wszystkie kobiety
bardza jej się bały, a nawet mężczyźni schodzili jej z drogi. Jedynie
mgr Stryczyński senior, właściciel apteki we Wronkach, bardzo ją poważał. I gdy umarła, to powiedział. - Dopóki Stefaniakowa żyła, to inieres jeszcze jako tako szedł. Ale teraz ludzie mało chorują i chyba będzie trzeba aptekę zamknąć. - Ale chorą to ona znów tak bardzo nie
była, bo miałem okazję się Q tym naocznie przekonać.

266

Materiały

i dyskusje

Był piękny ciepły dzień sierpniowy, kąpałem się z kilkoma chłopakarni, rówieśnikami w Warcie, w pobjżu miejsca, gdzie na ostrodze
wysuniętej około 10 metrów w wodę rzeki prała brudy Stefaniakowa.
Z prądem rzeki płynęła duża barka 7 obładowana zbożem. Tych barek
w czasach niewoli płynęło kilka codziennie wywożąc z Poznańskiego
zboże w głąb Niemiec. Na barce siedział człowiek w średnim wieku
i odpoczywał.
Gdy b,uka zrównała się tym miejscem, gdzie ów czlowiek siedział
ze Stefaniakową, człowiek ten odezwał się do Stefaniakowej w jGzyku
polskim. - Kobietko, kłóćma się. - Stefaniakowa wyprostowała się
i po chwili mówi. - Panie, o co my się mamy kłócić. Przecież się wcale
nie znamy. - Wtedy człowiek z barki m.'Jwi. - Ty głupia babo, nie
wiesz, o co mamy się kłócićl - Barka się już oddaliła i Stefaniakowa,
chcąc mu dać dosad,ną odpowiedź, zerwała się i szybko pobiegła do następnej ostrogi, oddalonej około 80 metrów i mówi. - No ty łysy byku,
ty mnie będziesz wyzywał od głupiej baby! 2ebym ja ciebi,e w moje
ręce dostała, to ja bym tobie ślipia wydrapała! - Człowiek z barki nie
pozostał Stefaniakowej dłużny i mówi. - Ty stara k,empo, ja cię .... Stefaniakowa, ażeby jemu dać odpowiedź, musiała znowu biec do następnejostrogi,
a my chłopcy za nią i tak biegła od ostrogi do ostrogi na
przestrzeni 1 kilometra.
Gdy barka przepływała nieco bliżej ostrogi, to Stefaniakowa rzucała
piaskiem i blotem do tego człowieka i bardzo się rozsierdziła. Taka była
zacietrzewiona, że miała pianę na ustach. A konwersacja pomiędzy nimi
się coraz bardziej za.)strzała i słowa padały takie, których w moim opo-.
wiadaniu nie mogę powtórzyć.
Stefaniakowa byłaby jeszcze dalej biegła ale człowiek z barki w pewnym momenci'e zaczął się głośno śmiać i szybko zeszedł do kajuty. My
chłopcy bardzo żałowaliśmy, że piękne widowisko tak szybko się skończyło, bo znając dobrze Stefaniakawą przypuszczaliśmy, że ona pobiegnie aż do Sierak'owa, 11 kilometrów....
Tej wprawy do kłócenia się
Stefaniakowa nabrała w ustawicznym kłóceniu się z sąsiadem Lehmanem. Nieraz cały dzień stali przy płocie, on z jednej strony, ona z drugiej i się kłócili. I nauka nie poszła w las. Po takiej kłótni Siefaniakowa wracała do domu przemoczona do suchej nitki, tak ją Lehman oparskał.
Chojno

nad

Wartą.

Ośrodek

wczasowo-wypoczynkowy

w

legendzie

i anegdocie,

IR80, s. 48 - 51.
Autor nie zamierzał nadać swym tekstom wartości źródła diale'ktologicz:neniekiedy stara się zaznaczyć mazurzenie. Tu używa literackich
wyrazów
ostroga, barka w miejsce używanych
bona. szkuta (Z. J.l
7

go, choć

Materiały

:liARIUSZ

267

i dyskusje

BilUMANN

Muzeum Narodowe,

Poznań

TRADYCJA - SZTUKA LUDOWALUDOWA KULTURA ARTYSTYCZNA

1

Pojęcia tradycja, sztuka ludowa i ludowa kultura artystyczna są terminami powszechnie używanymi przez e.ntologię. J,ednak brak im !precyzyjnych określeń, co podowuje wiele nieporozumień.
Pierwsze z nich wiąże się z kategorią "tradycji".
Wielokrotnie
definiowano to pojęcie. Sensy tych definicji są do siebie zbieżne. Definicję
odpowiadajqcą współczesnej etnologii dał, jak sądzę, J. Burszta 2. Wynika z niej wprost, że tradycja nie jest czymś stałym, lecz podlega zmianom, tak zewnętrznym
jak i wewnętrznym 3. Dlatego twierdzenie,
że
desygnat tradycyjny jest jednocześnie synonimem stałości, działaniu nie
podlegajclcemu rozwojowi, stanowi błąd, który może doprowadzić do fałszywych twierdzeń. Z pojęciem tradycji wiążą się dwa inne, stawiane
często w opozycji do niej. Jedno takie zestawienie, to tradycja i twórczość. J. Górecki usiłuje udawadniać, że to GO tradycyj,ne, nie jest twórcze 4. Jak w takim razie wytłumaczyć
wszelkie zmiany w kulturze ludowej? Czy zmiany te nie były twórcze? Jeżeli były twórcze to znaczy,
że nie opierały się na tradycji, a jeżeli nie opierały się na tradycji to
znaczy, że ni·e mamy do czynienia z kulturą ludową, czyli ona nie istnieje. Gdyby natomiast przyjąć, że nie były twórcze, to jak je wytłumaczyć? Może bezkrytycznym
przejmowcvniem nowości z i.nnych warstw?
Być może, niekiedy i tak bywało. Lecz wiadomo, chłop, to co przejmował z innych warstw, szczególnie w zakresie sztuki, twórczo przetwarzał zgodnie z zapotrzebowaniem
własnej grupy społecznej. Mogą
o tym świadczyć liczne XIX-wieczne
rzeźby ludowe w Wielkopolsce.
Trzeba jednak stwierdzić, że pojęcia tradycji i twórczości nie wykluczają
siG \vzajemnie a nawzajem uzupełniają.
J. Góreckiego,
Nowe
"Lud", t. 67:
pozatelitarną,
r,ie' ustrzegł się jednak błędu w pO's;taci traktowania
kategorii tradycji jako cze"o3
stalego, nie podlegającego
zmianom. Takie traktowanie
tego pojęcia doprowadzllo
autora do wysunięcia
tez, których nie można akceptować
bezkrytycznie.
2 J. Burszta,
Ku!tura
ludowa - kultura
narodowa.
Szkice i rozprawy,
Warszawa 1974, s. 342.
3 por. ta'kźe K. Zyguls'ki, Wartości
i wzory kultury,
Warszawa 1975.
4 J. Górecki,
op. cit. ... , s. 123.
I

Do napisania

-niniejszego

tekstus'kłonił

mnie

artykuł

perspektywy
etnologii
w świetle
problemu
tzw. sztuk p:naelitarnuch
: J 983. s. 121 - 154. Arykuł
ten, wnosząc nowe spojrzenie
na 'sztukę

268

Materiały

i dyskusje

Drugie zestawienie, to tradycja i współczesność. Już ich k'Ontekst
występowania sugeruje ich przeciwstawność. Możnaby sądzić, że to, co
w sztuce ludowej współczesne, nie jest tradycyjne. Może "współczesna"
kultura ludowa nie istnieje, może wymyślili ją etnografowie. Trzeba sobie zdać sprawę, że "współczesna" kultura ludowa jest kontynuacją kultury "tradycyjnej", czerpie z jej dorobku. Przyjęło się uważać, że termin współczesność w etnologii ma oznaczać zjawiska kulturowe mające
miejsce po 1945 roku. Nie jest to termin naj szczęśliwszy, szczególnie
w odniesieniu do sztuki ludowej. Trzeba pamiętać, że kultura ludowa
jest jedna, oparta na tradycji ludowej, aokreśienie współczesna kultura
ludowa maże mieć tylko znaczenie porządkujące.
Wszystkie te terminy mają ścisły zwi;tzek z częścią kultury ludowej
zwaną powszechnie sztuką ludową. Aby sens moich wywodów był jasny
muszę w tym miejscu zaznaczyć, że pojmuję sztukę ludową podobnie
jak A. Kroh jej fragment, rzeźbę ludową 5. Musi zatem sztuka ludowa
spełniać następujące warunki:
1. realizować zapotrzebowanie światopoglądowe i estetyczne ludu
jako grupy lokalnej,
2. twórca musi byćczłQukiem
grupy społecznej określanej jako
lud i nie posiadać wykształcenia plastycznego czyli być samoukiem 6.
Niespełnienie jednego z nich powoduje, że dany wytwór nie jest sztuką
ludową. Jednak w przeciwieństwie do A. Kroha, nie robiłbym sztucznego podziału na sztukę ludową tradycyjną i współczesną. Jeżeli twórczość ludowa wykonana po 1945 roku nie speł,nia powyższych warunków, jest po prostu sztuką amatorską mieszkańców wsi (ale należy ją
traktować jako część kultury ludowej).
Oczywiście, że takie rozumienie sztuki ludowej w istotny sposób
zawęża jej pole badawcze. W związku z tym należy wyłączyć ze sztuki
ludowej malarstwo kręgu częstochowskiego, większość malarstwa na
szkle i drzeworytów. Jedynie rzeźba ludowa jest w myśl takiej definicji najbardziej reprezentatywna
dla sztuki lud,owej. Jednak J. Górecki 7
poszedł jeszcze dalej. Uważa on, że w myśl definicji A. Kroha nie istnieje tradycyjna rzeźba ludowa. Takie rozumowanie J. Góreckiego jest
słuszne jeżeli przyjmiemy, że tradycja = costans. W myśl takiego rozumowania słuszne jest także negowanie istnienia sztuki ludowej. Jednak
fakty zaprzeczają tej tezie. Na fot. 1 i 2 widać dwie rzeźby, które
w myśl definicji akceptowanej przeze mnie trzeba uznać jako tradyA. Kroh, WspJłczesna
rzeźba ludowa
Karpat
Polskich,
Wwcław 1979, s. 8.
e Celowo pomijam pojęcie stylu, któTe jest tak nieprecyzyjne,
że trudno je
traktować w odniesi·eniu do sztUlki ludowej poważnie.
7 J. Górecki, op. cit., s. 135.
5

Materiały

i dyskusje

Matka Boska, rzeźb. P. Bryliński,

269

XIX w. wieś Olobak

cyjne rzeźby ludowe. Jedną wykonał Paweł Bryliński w połowie XIX
wieku, a drugą Jan Kozica po 1945 roku. O tym, że rzeźby te realizują
zapotrzebowanie światopoglądowe ludu nie trzeba chyba nikogo przekonyv,'aĆ'. Kw-estia zapotrz€bowania €st€tycznego może być dyskutowana, ale gdyby rzeźby te nie realizowały go, czyż funkcjonowałyby do
dzisiaj w kulturze ludowej? I ostatnia sprawa, obydwaj .autorzy byli
rzeźbiarzami wiejskimi, którzy nie odebrali żadnego wykształcenia plastycznego. Każdy z nich tworzył w innym okr€sie. Rzeźby ich są różne
,pod \,-,zględem formy artystycznej. Mimo tych różnic łączyło ich nawią-

270

Materiały

i dyskusje

zywanie do tradycji ludowej i akceptacja ich prac przez społeczność
wiejską·'
Problematycz.ne jest samo funkcjonowanie gustu estetycznego chłopa,
które ma ścisły związek z filozoficznym pojęciem piękna. Z jednej strony chł,op widział w kościele dzieła tzw. sztuki oficjalnej, uważał je za
piękne, chciał .posiadać podobne wartości także u siebie i kupowal je
od okolicznych rzeźbiarzy samouków. Podobnie przydrożne kapliczki,
krzyże czy słupy były wykonywane przez rzeźbiarzy ludowych na zamówienie fundato-ra. Mamy tu do czynienia z klasycznym przykładem
tego, jak zapotrzebowanie społecz.ne powołało do życia określoną grupę
twórców. Można s'obie zadać pytanie, dlaczego chłopi nie zamawiali tych
dzieł u twórców "oficjalnych"? Odpowiedź jest prosta, z tych samych
powodów, z których nie czynią tego dzisiaj, czyli finansowych. Tak oto
sfera materialna zmusiła do uznania (w ramach społeczności lokalnej)
za piękne wytwory rzeźbiarzy ludowych. Łatwo dalej prześledzić, że
zmiany gustów estetycznych wykazują powiązania (szczególnie w momentach przełomowych) ze sferą bytu materialnego oraz wzrostem świadomości. Jednocześnie trzeba stwierdzić, że rzeźby prezentowane na fctograf.iach udawadniają nieprawdziwość definicji A. Kroha i d;)\vodzą,
że tradycja nie jest czymś stałym, lecz po-dlega stałej ewolucyjnej zmianie.
Skupiłem się tutaj na rzeźbie ludowej jako na pewnym przykładzie.
Pod·obnych konkluzji może dostarczyć także malarstwo, a przede \\'szystkim tzw. sztuka dekoracyjna czyli zdobnictwo.
W myśl definicji przedstawionej
wyżej, poza ·obszarem zaintereSDwania sztuki ludowej znajduje się większość malarstwa na plótnie. malarstwa na szkle, tzw. ludowej rzeźby współcz·esnej oraz wytwory prz-emysłu artystycznego przeznaczone dla wsi i miasta. Czy oznacza to, że
etnologia nie powinna się tym zajmować? Nie, właśnie etnologia jest
dyscypliną do prowadzenia badań nad tą problematyką. Zjawiska tego
typu przyjęło się ostatnio określać terminem ludowa kultura artystyczna. Jest to, jak się zdaje, termin najbardziej ,adekwatny do otaczającej
nas rzeczywistości. Pod tą nazwą należy r·ozumieć całokształt zjawisk
plastycznych występujących na wsi z wyłączeniem twórczości ludzi chorych umysłowo. Wyłączenie chorych umysłowo jest celowe, gdyż nie
tworzą oni dla jakiegoś konkretnego odbiorcy. Ich twórcwść jest efektem rozładowania patologicznych emocji i powinna raczej zainteresować
psychiatrów i psychologów. Natomiast cała tWórczość artystyczna pozawiejska, której odbiorcą jest wieś (nie znaczy to, że tylko wieś) należy
zalkzyć do wspomnianej wyżej kategorii. W jej skład wchodziloby n·ie
tylko np. malarstwo częstochowskie, ale także oleodruki o treści kultowej i świeckiej. Z drugiej strony w skład ludowej kultury artystycznej

Materiały

i dyskusje

271



S·w. I.dz:i. r,zeźb. J. Koz'ica, 1961. w. Mi"orzy:n

będzie także wchodziła tzw. plastyka amatorska wsi, której odbiorcą jest
przede wszystkim miasto. Jednocześnie trze ba stwierdzić, że poza sferą
zainteresowań ludowej kultury artystycznej znajduje się cała plastyka
amatorska w miastach. Moż·e ona wchodzić jedynie w skład badań nad
kulturą miejską.
Podstawą do takiego określenia tego terminu ,są dwa zasadnicze warunki, które wytwór artystyczny musi spełniać aby zostać zaliczonym
do ludowej kultury artystycznej:
1. Jeżeli twórcą jest członek społeczności wiejskiej, to odbiorcą może być członek innej społffZllości.
2. Jeżeli twórca nie jest czlo·nkiem społeczności wiejskiej, to odbiorcą musi być czlonek spoleczności wiejskiej.
Termin ten ma szersze z,naczenie niż sztuka ludowa. Sztuka ludowa jest
tylko pewnym fragmentem ludowej kultury artystycznej, która z kolei
zawiera się w pojęciu sztuki pozaelitarne. W całym wywodzie J. Góreckiego zabraklo tego pojęcia, a raczej nie mogla ono powstać, gdyż jest
sprzeczne z tezą, że tradycja = costans.

272
Jak wynika z powyższego, trudno się zgodzić z wieloma tezami stawianymi przez J. Góreckiego. Sztuka ludowa jest faktem, które~o nie
można negować. Zgadzam się jednak z tym, że historycy sztuki i niektórzy etnologowie wprowadzili bada,nia nad sztuką ludową na manowce
po,przez bezkrytyczne
stosowanie metod badawczych zapożyczonych
z historii. Dla badania sztuki ludowej czy ludowej kultury artystycznej konieczne jest stosowanie technik i metod badawczych, które pozwolą na wyjaśnienie rzeczywistych mechanizmów powstawania tych
wytworów. To, że nadawano im i nadal nadaje się walory artystyczrne,
jest cechą drugorzędną nie mającą decydującego wpływu na ich istnienie. Takie stwierdzenie nie upoważnia nas jednak do twierdzenia, że
sztuka ludowa nie istnieje. Istnieje ona, ale ,nie w takim sensie jak to
rozumieją historycy sztuki. Nie można bezkrytycznie przenosić na twórczość pozaelitarną terminu sztuka, który w tym przypadku należy raczej uznawać jako zdobienie wytworu mającego inną funkcję podstawową. Historycy sztuki jako dzieła sztuki traktują tylko te wytwory,
które się im podobają (często decyduje o tym nazwisko autora). Takie
subiektywne podejście nie może mieć miejsca w etnologii, która powinna przede wszystkim badać zjawiska od strony ich gen-ezy, wewnątrzgrupowej akceptacji i percepcji. Dlatego też celowe byłoby w odniesieniu do dotychczas stosowanego terminu sztuka ludowa (w dotychczasowym znaczeniu) poszukać inego pojęcia, lepiej oddającego problematykęotaczającej
nas rzeczywist'ości. Wydaje się, że termin l u d o w a
k u l t u r a a r t y s t Y c z n a byłby lepszy niż dotychczasowy. Nie powoduje on fałszywego sugerowania się pojęciami z zakresu estetyki,
a użycie pojęcia kultura wskazuje, że chodzi o badania kompleksowe,
nie zamykające się w samej kategorii piękna, która według filozofów
i historyków sztuki istnieje obiektywnie, ale o tym, w jakim dziele ono
istnieje, decydują w sposób subiektywny ludzie.
W pełni zdaję sobie sprawę, że powyższy tekst nie wyczerpuje zagadnienia (nie było to zresztą moim celem), sygnalizuje on tylko niektóre problemy wynikające z teorii kultury. Jest on przede wszystkim
polemiką z niektórymi tezami prezentowanymi przez J. Góreckiego .

••

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.