http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5711.pdf
Media
Part of Sudan północny z perspektywy antropologicznej / LUD 2008 t.92
- extracted text
-
Lud, t. 92, 205058
MACIEJ KURCZ
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Śląski
Cieszyn
SUDAN PÓŁNOCNY Z PERSPEKTYWY ANTROPOLOGICZNEJ.
UWAGI N A TEMAT B A D A Ń TERENOWYCH
Badania społeczeństw Bliskiego Wschodu
Bliski Wschód doczekał się bogatej literatury antropologicznej, tak polskiej,
jak i światowej. Nic w tym dziwnego. To literalnie „bliski" Wschód — dla Eu¬
ropejczyków najbliższy geograficznie „obcy świat". Podróż w te rejony nie jest
już karkołomna. Nawet klimat nie jest specjalnie uciążliwy, a przynajmniej ni¬
jak się ma do ekstremalnych dla ludzkiego organizmu warunków ekologicznych
w rejonach tropikalnych. Jednocześnie, to ten zakątek Azji zachodniej i północ¬
no-wschodniej Afryki, który wzbudzał największe zainteresowanie i fascynację.
Znów powód jest oczywisty. Bliski Wschód to świat obcy, ale nie daleki. To
inność, którą po głębszym poznaniu udaje się zrozumieć i zaakceptować. To tutaj
wreszcie znajdują się korzenie kultury europejskiej. Człowiek nawet umiarko¬
wanie wrażliwy kulturowo może ulec złudzeniu, iż cofa się w czasie, w świecie
własnej kultury. Doznaje olśnienia, iż znalazł się w kręgu pierwotnych, utraco¬
nych wartości. Stąd też liczne przypadki skrajnej fascynacji tym obszarem, opi¬
sane jako „syndrom Lawrence'a z Arabii".
Badacze-profesjonaliści nie są wcale wolni od tego rodzaju emocji. Tutaj et¬
nograf może doznać uczucia całkowitej intelektualnej satysfakcji. Osiąga je po¬
przez złudzenie pełnego zrozumienia i właściwego usystematyzowania obrazu
badanej rzeczywistości. Mimo zagrożeń z tym związanych, fakt ten nadaje pracy
na Bliskim Wschodzie swoistego wymiaru. Może przyczynić się do znaczne¬
go ułatwiania działań w terenie czy wzbogacenia powstających na jego podsta¬
wie modeli interpretacyjnych. Dystans kulturowy jest tutaj niewielki — to rzecz
oczywista. Niemniej, zasadnicza dla procesu konceptualizacji obcej rzeczywi¬
stości. Wszystko to powinno działać dodatkowo stymulująco na badaczy — za¬
chęcić ich do podejmowania studiów nad społecznościami Bliskiego Wschodu.
256
Maciej Kurcz
Doszedłem do tej, w gruncie rzeczy banalnej, konstatacji, przenosząc swe bada¬
nia z północy na południe Sudanu, gdzie zetknąłem się z diametralnie inną kultu¬
rowo rzeczywistością. To tam właściwie po raz pierwszy poczułem się napraw¬
dę obco.
Sudan jako pogranicze
Sudan to największy kraj kontynentu afrykańskiego, nie bez powodów okre¬
ślany jako „mała Afryka". Zmierzając od północy, napotykamy tam strefę pustyń,
która stopniowo przechodzi w sawannę, by w końcu na południu krajobraz zdo¬
minowały bagniste rozlewiska Nilu, porośnięte bujną, tropikalną roślinnością.
Ekologia Sudanu koresponduje z jego różnorodną kulturą: wędrujących szlakami
pustynnymi pasterzy wielbłądów, społeczności rolniczych z doliny Nilu, czarno¬
skórych kopieniaczy z Gór Nuba i Darfuru czy hodowców bydła z górnego do¬
rzecza Nilu. Patrząc z perspektywy antropologii kulturowej, postrzegamy Sudan
jako kraj o wielowiekowych cechach pogranicza, gdzie stykają się dwa wielkie
kręgi cywilizacyjne — Bliski Wschód i Afryka. To fakt ogromnej wagi dla zrozu¬
mienia krajobrazu kulturowego minionego i współczesnego Sudanu.
Sudan północny, jak dotąd, nie budził szczególnego zainteresowania etno¬
grafów. W każdym razie nie był tak intensywnie penetrowany jak południowe
prowincje tego kraju. Te, jak wiemy, weszły do klasyki antropologii kulturowej.
Z perspektywy badań nad kulturą, obszary zamieszkiwane przez ludność mu¬
zułmańską traktowano jako prowincjonalne odbicie stosunkowo dobrze znanego
Bliskiego Wschodu. W rezultacie uważano je za mało ciekawe, nie zasługujące
na naukową refleksję.
Po raz pierwszy podróżowałem do Sudanu północnego jako archeolog, czło¬
nek polskiej ekspedycji archeologicznej do Doliny Nilu Środkowego. Dla archeo¬
logii to teren niewątpliwie wymarzony. Można by rzec, archeologiczne eldorado.
Piaski Sudanu północnego kryją bowiem bezcenne bogactwa minionych kultur.
Dzięki dobrodziejstwom klimatu, a zwłaszcza życiodajnemu Nilowi, mogły roz¬
winąć się tutaj bardzo wcześnie niezwykle wyrafinowane kultury. Ich materialne
ślady ustępują tylko nieznacznie kunsztowi i okazałości zabytków starożytnego
Egiptu. Jednak w przeciwieństwie do niego, znakomita większość starożytności
Sudanu wciąż czeka na swych odkrywców. W trakcie pierwszego wyjazdu zafa¬
scynowała mnie jednak nie tyle historia, co otaczająca mnie tam rzeczywistość
kulturowa. Z jednej strony, urzekł mnie tradycjonalizm i konserwatyzm społe¬
czeństw żyjących nad Nilem. Z drugiej — charakterystyczny dla nich synkretyzm. Na początku te właśnie fenomeny przekonały mnie o szczególnej atrakcyj¬
ności tego obszaru dla badań etnograficznych. Sprawiły, iż moje kolejne podróże
w tamte strony związane były z pragnieniem poznawania i obcowania ze światem
współczesnej kultury Sudanu.
Sudan północny z perspektywy antropologicznej
257
Co odpowiada za wspomniane zjawiska? Przede wszystkim fakt kresowości,
usytuowania tego kraju na pograniczu kulturowym i cywilizacyjnym. Konser¬
watyzm związany jest z aspiracjami tych terenów do cywilizacji położonych we
wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. To tradycja, która sięga swoimi
korzeniami starożytności. Od niepamiętnych czasów Sudan stymulowały treści
pochodzące z północy. Zafascynowani byli nimi budowniczowie piramid w Meroe czy świątyń w Dżebel Barkal. Podobnie było kilka wieków później, gdy do
tarło do Nubii chrześcijaństwo. Nie inaczej jest i dziś. Sudan od X V I wieku jest
krajem muzułmańskim i od tego czasu mieszkańcy północnych jego prowincji
pieczołowicie kultywują najlepsze arabskie tradycje. Starają się w tym nie ustę¬
pować bardziej metropolitarnym obszarom Bliskiego Wschodu.
Dzięki temu konsekwentnemu pragnieniu, w miejscowym obyczaju zacho¬
wać się mogło wiele elementów typowych dla cywilizacji muzułmańskiej, a czę¬
sto nawet archaicznych, takich, których obecnie próżno by szukać na innych
obszarach Bliskiego Wschodu. Konserwatyzm i tradycjonalizm ugruntował swo¬
isty fatalizm najnowszej historii Sudanu. Pamiętajmy, iż kraj ten przez ostatnie
dziesięciolecia był areną brutalnych konfliktów etnicznych i religijnych. Są one
główną przyczyną gospodarczej i politycznej zapaści Sudanu, co w gruncie rze¬
czy skutecznie hamowało procesy modernizacyjne i westernizacyjne. Sytuacja
ta doprowadziła z kolei do swego rodzaju hibernacji czy nawet anachronizacji
(powrotu do tradycyjnych struktur) sudańskiej kultury. Zjawisko to zaliczane
jest przez planistów modernizujących Sudan do skrajnie negatywnych. Dla bada¬
czy, ale także zwykłych podróżników, to z kolei niezaprzeczalny atut tego kraju.
Paradoksalnie, dzisiaj kraje nie mające dobrych stosunków z „cywilizowanym
światem", rządzone przez „twardogłowe reżimy", należą do najbardziej fascynu¬
jących dla współczesnych wędrowców. Wydają się bowiem przedstawiać świat,
którego już nie ma, który gdzie indziej rozpłynął się w oceanie globalizacji i kul¬
tury masowej. W Sudanie, na samym początku moich doświadczeń terenowych,
także uległem podobnemu złudzeniu. Motywowało ono tam silnie moje pierwsze
kroki badawcze.
Sudan to doskonały obszar dla badań tradycyjnych struktur Bliskiego Wscho¬
du. Jednocześnie to ciekawy przykład pogranicza kulturowego i cywilizacyjne¬
go, z całym bogactwem związanych z tym zjawisk. Są one niezwykle frapujące,
gdyż pozostają często bez analogii. Na przykład zwyczaj wyrzezania żeńskich
genitaliów. Próżno go szukać w tak skrajnej postaci na innych obszarach Bli¬
skiego Wschodu. Tylko tu, na pograniczu świata islamskiego i afrykańskiego,
wykształciła się tak drastyczna forma tego obyczaju. Podobnie jest z intrygują¬
cym kultem zaar i związanymi z nim nabożeństwami egzorcystycznymi, odpra¬
wianymi głównie przez muzułmańskie kobiety. To z kolei przykład synkretyzmu
kulturowego (zjawiska nader typowego dla obszarów przejściowych). Natural¬
nie, w tym przypadku widoczne są genetyczne wpływy islamu oraz rodzimych
wierzeń afrykańskich.
258
Maciej Kurcz
Z doświadczeń własnych prac terenowych — korzyści ze współpracy
z archeologami
Polacy w Sudanie długo nie odznaczali się czymś szczególnym. Docierali
tutaj niezwykle rzadko, a jeśli już, to ich losy pozostają nam prawie całkowi¬
cie nieznane. Sytuacja zmieniła się zdecydowanie po I I wojnie światowej, wraz
z pojawieniem się w Sudanie polskich archeologów. Po spektakularnych odkry¬
ciach w Faras rozpoczęli oni badania w innej nubijskiej stolicy — Starej Dongoli,
położonej między I I I a I V Kataraktą. Te także okazały się dla Polaków przysło¬
wiowym „losem na loterii". Dzięki pionierskim pracom nad chrześcijaństwem
nubijskim oraz wspaniałym odkryciom w Faras i Starej Dongoli, polska nauka
ugruntowała swoją pozycję na obszarze Sudanu. Więcej, zyskała palmę pierw¬
szeństwa w młodej subdyscyplinie — nubiologii. Od tego czasu mnożą się prace,
zwiększa się liczba polskich naukowców specjalizujących się w Nubii. Obecnie
do Sudanu rokrocznie wyrusza kilka ekip archeologicznych z Polski. To kilku¬
dziesięciu badaczy — archeologów, ale także historyków, filologów czy antropo
logów fizycznych, którzy regularnie prowadzą pracę na tym terenie.
0 współpracy archeologii i etnografii napisano już chyba całe biblioteki. Nie
zwracano jednak zbytniej uwagi na aspekt logistyczny takiej kooperacji. Arche¬
olodzy, prowadząc regularne, długoterminowe prace, dysponować muszą solid¬
ną bazą — miejscem do pracy i odpoczynku. Co więcej, wchodzą w interakcje
z otaczającym światem, zabiegają o akceptację i pomoc mieszkańców, przełamu¬
j ą zatem bariery międzykulturowej komunikacji. O pożytkach takiej współpra¬
cy miałem okazję przekonać się w czasie dwóch sezonów badawczych w 2003
i 2004 roku. Pracowałem wtedy wespół z dwoma polskimi ekspedycjami archeo¬
logicznymi: Polską Połączoną Ekspedycją Archeologiczną do Doliny Nilu Środ
kowego oraz Polską Misją Archeologiczną w Starej Dongoli .
Badania terenowe prowadzone były w trybie stacjonarnym, w kilku sąsiadu¬
jących ze sobą wioskach, położonych między I I I a I V Kataraktą — w tak zwa¬
nym Dar Dongola, na prawym brzegu Nilu. Głównym obszarem badań były wsie
ed Ghaddar i Banganarti. Intensywne prace terenowe prowadziłem również
w wioskach pomiędzy wspomnianymi osadami: Bukibul, Hammur oraz Sinada.
Minęły już chyba bezpowrotnie czasy, kiedy etnograf w kraju pozaeuropej¬
skim cieszył się sympatią lokalnej władzy. Obecnie każdy badacz współczesnych
zjawisk kultury traktowany jest co najmniej podejrzliwie przez przedstawicie1
Misja w Starej Dongoli, stolicy średniowiecznej Makurii, to najdłużej działająca polska ekspedy¬
cja archeologiczna w Sudanie (ponad 40 sezonów wykopaliskowych). Niemal od samego początku kie¬
ruje nią dr S. Jakobielski. Dzięki polskim badaniom w Starej Dongoli jest to najlepiej znane chrześcijań
skie stanowisko w Sudanie. Polska Połączona Ekspedycja Archeologiczna do Doliny Nilu Środkowego
działa w Sudanie od 1997 roku. Przyznana ekspedycji licencja zezwala na prowadzenie prac na prawym
brzegu doliny Nilu, pomiędzy Starą Dongolą a es Zumą, czyli na obszarze należącym do południowej
części Dar Dongola („Kraju Dongoli" położonego między III a IV Kataraktą).
1
Sudan północny z perspektywy antropologicznej
259
li postkolonialnych struktur państwowych. Nie lepiej jest na poziomie „zwy¬
kłych ludzi". Dziś, w potocznym wyobrażeniu, antropolog to szpieg, a w naj¬
lepszym razie dziennikarz — żądny sensacji, oszczerca. W rezultacie, w wielu
miejscach na świecie oficjalnie prowadzone badania typu etnograficznego to
przedsięwzięcie cokolwiek nieroztropne. W przypadku Sudanu, na pogłębienie
tych trudności wpływają nieustabilizowane stosunki tego kraju z większością
wspólnot międzynarodowych. Hamują one próby badań podejmowane przez
antropologów.
Zupełnie inaczej sprawa wygląda w przypadku archeologii. Archeologia,
w przeciwieństwie do antropologii, posiada zdecydowanie lepszy „wizerunek"
w postkolonialnym świecie. Doskonałym tego przykładem jest właśnie Sudan.
Archeolodzy obcokrajowcy działają w tym kraju nieprzerwanie od bez mała pięć
dziesięciolecia, i to bez względu na zawieruchy polityczne — konflikty zbrojne
czy wojskowe przewroty. W Sudanie, jak w wielu innych postkolonialnych
krajach, archeologia cieszy się szczególnymi względami władzy. Ma opinię dy¬
scypliny charakteryzującej się nieszkodliwą „dłubaniną w ziemi". Nie zajmuje
się przecież teraźniejszością, a odległymi w czasie epokami. Co więcej, może
okazać się niezwykle pożyteczna, pomagając kształtować narodową historię czy,
po prostu, przyciągając niezwykle cennych dla wszystkich reżimów turystów.
Choćby to czyni z archeologii nierzadko naukę uprzywilejowaną, dla której ot¬
warte stoją gabinety wysoko postawionych notabli.
Dlatego też tak ważna okazała się ochrona prawna, jaką gwarantowała mi
ekspedycja. Sudan należy do krajów z założenia wrogich państwom europejskim,
a w konsekwencji jednym z bardziej restrykcyjnych, jeżeli chodzi o obcokrajow¬
ców. Odwiedzający ten kraj Europejczyk, jeśli już dostanie wizę, musi się liczyć
z szeregiem ograniczeń, takich jak zakaz robienia zdjęć, konieczność zdobywa¬
nia specjalnych pozwoleń na podróżowanie, obowiązek rejestracji, a za wszystko
płacić musi „bajońskie sumy". Jako członek zaakceptowanej przez władze eki¬
py archeologów uniknąłem podejrzliwości przedstawicieli terenowych organów
urzędowych, a nawet korzystałem z ich pomocy.
Współpraca z archeologami wpłynęła pozytywnie na tempo moich prac.
Dzięki wieloletnim wykopaliskom na tym obszarze (Stara Dongola, Banganarti), polscy naukowcy zdołali się „wtopić" w miejscową rzeczywistość, niejako
spowszednieć dla okolicznej ludności. Między ekipą ekspedycji, w większości
o stałym składzie, a tubylcami wykształciła się swoista więź, oparta o czynniki
materialne, ale także przyjaźń. Członkowie misji traktowani są nie jak intruzi,
lecz „swoi obcy". Jest to szczególnie widoczne w ed Ghaddar, gdzie coroczne
prace polskich archeologów są dla miejscowych wieśniaków nieomal tak samo
oczywiste jak wylewy Nilu. Ta sytuacja w naturalny sposób ułatwiła mi postę¬
powanie badawcze, a także w dużym stopniu wpłynęła na wybór miejsca moich
badań. Przede wszystkim jednak dała mi możliwość intensywnych prac niemalże
od samego początku mojego pobytu w terenie.
260
Maciej Kurcz
Warto w tym miejscu poświęcić nieco uwagi recepcji mojej osoby przez tu¬
bylców. Jak pisałem, miałem na starcie zadanie ułatwione. Nie byłem obcym-intruzem, ale człowiekiem od razu obdarowanym kredytem zaufania. Przecież
wielu archeologów interesowało się miejscową kulturą już wcześniej. Tubylcy
byli wyraźnie zadowoleni, iż cudzoziemiec interesuje się ich życiem oraz nabiera
pewnej ogłady, poznając ich zwyczaje. Szybko jednak poczucie to ustąpiło in¬
nemu; moje zachowanie zaczęło wzbudzać zaniepokojenie. Okazało się, że nie
jestem typowym cudzoziemcem — przede wszystkim nie pracuję „na wykopie"
i przedkładam towarzystwo miejscowych nad kontakty z kolegami. Moja osoba
zaczęła wzbudzać konsternację. Nikt nie rozumiał, co ja tak naprawdę tutaj ro¬
bię. Na nic się zdały wtedy moje wyjaśnienia. Za to po wsi zaczęły krążyć plotki
na mój temat. Jeden z miejscowych szejchów zakazał ludziom rozmawiać ze
mną. Wreszcie, w dzień targowy doniesiono na mnie na policję. Powód banalny
— robiłem jakoby zdjęcia kobietom bez ich zgody. Na szczęście, nic nie moż¬
na było mi zrobić. Chronił mnie przecież parasol prawny Służby Starożytności
— instytucji państwowej, budzącej trwogę, szczególnie na odległej prowincji.
Był to jednak okres zdecydowanego spowolnienia moich działań i desperackich
prób pozyskania jakiegokolwiek rozmówcy, najczęściej zresztą kończących się
niepowodzeniem. Na szczęście okres ten minął tak szybko i niespodziewanie, jak
się rozpoczął. Nie bardzo także wiem, co się takiego wydarzyło, że nastawienie
do mojej osoby uległo kolejnej zmianie. Najpewniej swoje zrobił czas. Mimo
trudności nie wyjechałem. Nie zostałem też aresztowany. W rezultacie znów mo¬
głem pracować; byłem chętnie podejmowanym gościem, z którym każdy chęt¬
nie gawędził. Z tą jednak różnicą, iż moja osoba stała się częścią lokalnej rze¬
czywistości. Przestałem być kimś nadzwyczajnym, stałem się „swoim obcym".
Moja osoba nie wywoływała już u ludzi zakłopotania. Zyskałem status lekkiego
wariata, który jest co prawda trochę nietypowym cudzoziemcem — jakimś „an¬
tropologiem", ale zdecydowanie nie stanowi zagrożenia. Jest raczej komiczny
i interesujący niż niebezpieczny. Wszystko to generowało postawę obojętną wo¬
bec mojej osoby. Okazała się ona zbawienna dla moich prac. Od tej pory mogłem
pozwolić sobie nawet na najśmielsze kroki badawcze. Zamiast uwag, liczyć się
musiałem co najwyżej z pełnym współczucia politowaniem.
Status członka ekspedycji archeologicznych stworzył mi możliwość obcowa¬
nia z badaną zbiorowością, przy jednoczesnym zachowaniu optymalnych wa¬
runków egzystencji i pracy. Okoliczności te miały niebagatelny wpływ na rea¬
lizowane przeze mnie zamierzenia. Dysponowałem bezpiecznym i stosunkowo
komfortowym lokum na terenie badanego środowiska. Korzystając z infrastruk¬
tury logistycznej archeologów (choćby z dostępu do elektryczności), miałem do¬
skonałe warunki do pracy. Aspekt ten również posiada ogromne znaczenie w pra¬
cach terenowych.
Moje doświadczenia ostatecznie przekonały mnie o korzyściach współpra¬
cy z archeologami. Współpraca taka, moim zdaniem, może okazać się owocna
Sudan północny z perspektywy antropologicznej
261
także dla przedstawicieli innych dyscyplin. Nierzadko może ułatwić działania
na danym terenie lub też znacznie zintensyfikować ich przebieg. Nie chodzi tu
jednak wyłącznie o współdziałanie z jedną, konkretną dyscypliną. Pragnąłbym
raczej zwrócić uwagę na pożytki płynące z wkomponowania antropologicznych
studiów w szersze projekty. Dość wymienić w tym miejscu różnego rodzaju ak¬
cje pomocowe, które ogarniają obecnie swym zasięgiem cały niemalże świat.
Udział antropologów w tego rodzaju przedsięwzięciach jest związany z pewny¬
mi niebezpieczeństwami dla procedur badawczych (co na pewno mogłoby stać
się tematem osobnych rozważań). Mimo wszystko jednak uważam, iż stanowi
on, przynajmniej obecnie, zdecydowanie najlepszy, najtańszy i najbezpiecz¬
niejszy sposób projektowania badań antropologicznych w dalekich krainach.
Jest to szczególnie istotne z perspektywy takiego kraju jak Polska, dla którego
badania społeczności pozaeuropejskich w ich naturalnym środowisku należą do
szczególnie trudnych. U progu X X I wieku polska antropologia pozaeuropejska
charakteryzuje się ogromną profuzją zainteresowań, będących pokłosiem zmian
politycznych i społecznych w naszym kraju. Jednocześnie wciąż ograniczają j ą
znikome fundusze. Te, sprzężone z globalną drożyzną, stawiają polskich etnogra¬
fów w pozycji z góry przegranej. Zdecydowanie, w porównaniu z drugą połową
X X wieku, zmalały także perspektywy wyjazdowe. Zawieszono przecież więk¬
szość umów międzynarodowych, dzięki którym istniały możliwości wyjazdowe
do krajów „rozwijających się". Niedole te można by mnożyć jeszcze długo. Waż¬
ne jest jednak to, iż pomimo tych problemów, pojawiły się także nowe możliwo¬
ści badawcze, które lepiej korespondują z globalnymi zjawiskami współczesnego
świata. Moje afrykańskie doświadczenia — tutaj tylko w niewielkim zakresie za¬
prezentowane — mogą świadczyć o możliwości pokonywania przeszkód i osią¬
ganiu założonych efektów badawczych.
