Po co nam antropologia? / ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.1

Item

Title
Po co nam antropologia? / ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.1
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.1, s.21-24
Creator
Szynkiewicz, Sławoj
Date
1992
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1350
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1460
Text
„Etnografia Polska", t. XXXVI: 1992, z. 1
PL ISSN 0071-1861

Po co nam antropologia?
W końcu maja 1992 r. odbyło się zebranie Komitetu Nauk Etiologicz­
nych PAN o charakterze samounicestwiającym. Rozważano na nim bowiem
czy nie należy pożegnać się z nazwą dyscypliny „etnologia" i zastąpić jej
terminem „atropologia". Wyrażano przypuszczenie, że taka operacja mogła­
by uplasować etnologię polską na lepszej pozycji wobec innych dyscyplin,
czyli wyciągnąć ją z zapaści, na którą jest niechybnie skazana z powodu
niemodnego brzmienia, często lekceważonego przez innych uczonych, a co
ważniejsze, przez dysponentów funduszy badawczych. Powyższe zdanie nie
charakteryzuje całej dyskusji, tylko te jej fragmenty, które niżej podpisanego
przyprawiły o smutne refleksje.
Rozumując we wspomniany sposób, etnologowie uciekli się do fetyszyzacji nazwy, czyli zabiegu opisywanego przez innych ich kolegów jako
zachowanie magiczne, zastępcze wobec zachowań będących w stanie roz­
wiązać istniejące problemy. Już sam ten fakt wskazuje na to, iż przyczyną
musiała być poważna sytuacja stresowa, w jakiej znaleźli się uprawiający
tę dyscyplinę.
We wprowadzeniu do dyskusji wspomniano o godnych tradycjach ter­
minu „etnologia" i o jego równorzędności wobec „antropologii". Wspom­
nienia te utonęły jednak w mrocznym obrazie świata coraz powszechniej
uciekającego od stosowania pierwszego z nich na rzecz tego drugiego. Etno­
logia, w Polsce znana częściej jako etnografia i kojarzona z folklorystyką, nie
znajduje się raczej na naukowym Olimpie, pod jej bokiem zaś socjo­
logowie tworzą ośrodki antropologii społecznej, zmierzając do zgarnięcia
laurów przynależnych etnologii. Rozsądnie wskazywano na to, że nic nie
wyniknie z prawowania się o tytuł pierwszeństwa czy też o zawłaszczenie
działki z pola badawczego etnologii, gdyż we współczesnej nauce nie uznaje
się takich praw własnościowych. Zaproponowano zatem remedium w postaci

22

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

antropologizacji etnologii, czyli ewentualnej zmiany nazwy, a na pewno
sięgnięcia po zastrzyk teorii i metod sprawdzonych w antropologii.
Lecz „sprawdzone w antropologii" wykłada się nie inaczej jak „spraw­
dzone w etnologii anglosaskiej", oba używane tu terminy są bowiem synonimiczne. Trzeba to dobitnie podkreślić, gdyż zbyt częste są próby wynoszenia
odmienności do rangi różnic między dyscyplinami. Tożsamość znaczeniowa
obu terminów występowała w końcu X I X w. z pewną przewagą na rzecz
popularności „etnologii", nawet w nauce amerykańskiej, i w tym lub zbliżo­
nym znaczeniu są one do dziś w niej używane. Równoznaczność tę potwier­
dza Dictionary of Anthropology Ch. Winick'a (1964, hasło ,,Ethnology"). Do
niedawna jeszcze (1985) „American Anthropologist" grupował materiały
recenzyjne w działy antropologii, wśród których kulturowa etnologia wy­
stępowała pod wspólną nazwą obok stosowanej, lingwistycznej, archeologii
itd. Inne pismo amerykańskie „Ethnology" nosi podtytuł „Journal of Cul­
tural and Social Anthropology", czyli przyznaje etnologii pozycję jeśli nie
nadrzędną, to uogólniającą wobec pozostałych. Zatem w kraju, w którym
antropologia zajmuje miejsce mocarstwowe nie uznaje się bynajmniej etno­
logii za młodszą siostrę. Amerykanie nie uważają etnologii za plamę na
honorze w przeciwieństwie do Anglików, którzy nadal jeszcze odżegnują się
od niej energicznie.
Godzi się przypomnieć genezę dzisiejszego zróżnicowania terminologicz­
nego. Pojawiło się ono wraz z funkcjonalistyczną rewolucją przeciw ewolucjonizmowi i dyfuzjonizmowi, czyli głównym kierunkom wczesnej etnologii.
Był to protest przeciwko dominującemu w niej historyzmowi i manifest
badania jedynie współczesnego stanu społeczeństwa w izolacji od jego włas­
nej przeszłości i bodźców płynących od innych społeczeństw. Zaważyła tu
durkheimowska tradycja, iż społeczne bada się za pośrednictwem społecz­
nego i , zgodnie z nią, Malinowski nazywał początkowo swe badania socjo­
logicznymi. Najistotniejsze dla niego było bowiem zademonstrowanie odręb­
ności od metod ówczesnej etnologii. Dla podkreślenia owej odrębności me­
todzie funkcjonalnej przyznano nazwę dyscypliny: „antropologia społecz­
na", którą odziedziczyły postfunkcjonalne kierunki etnologii brytyjskiej. Tak
więc to, co istnieje dziś w kilku krajach jako dziedzina wiedzy stanowi frakcję
światowej etnologii, rezultat kontestacyjnego pochodzenia samego terminu.
Antropologia amerykańska rozwijała się wielokierunkowo, część jej kon­
tynuowała twórczo tradycje etnologiczne, część w inny sposób rozwijała
studia historyczne nad kulturami ludzkimi we współpracy z archeologią.
Zbiorczo całą dyscyplinę nazywało się antropologią, często z przydatkiem
„kulturowa", chociaż nikomu nie przeszkadzało, że równolegle odwoływano
się do etnologii. Brytyjczycy byli bardziej dogmatyczni, ale i oni z czasem
zaczęli nieśmiało powracać do studiów historycznych przy okazji opisu
konkretnego społeczeństwa. E. Gellner nazwał to głaskaniem ogona komety
w takiej konfiguracji gdy jądrem komety jest badane społeczeństwo, ogonem
zaś jego historia.

PO CO NAM ANTROPOLOGIA?

23

Parabola Gellnera idzie dalej, sięga etnografii radzieckiej, której niebo­
skłon rozjarzony jest światłem mnóstwa komecich ogonów, składających się
na historię ludzkości, pieczołowicie studiowaną w kontekście kilku już teorii
o ewolucjonistycznym rodowodzie. W oglądzie brytyjskim etnografia radzie­
cka jest klasyczną etnologią, w amerykańskim natomiast typową antropolo­
gią, gdyż badania etnograficzne wchodzą też na teren socjologii, antropologii
fizycznej, archeologii, językoznawstwa, demografii, ekologii, nie mówiąc już
0 historii. Toteż wydawcy przedruków prac autorów radzieckich (a wśród
wydawców są Brytyjczycy) nie mieli wątpliwości gdy nadawali serii tytuł
Soviet Anthropology and Archaeology. Sami Rosjanie określają się jako
etnografowie/etnolodzy i ostatnio zmienili nazwę swego Instytutu w Akade­
mii Nauk na Instytut Etnologii i Antropologii, przy czym ostatni człon
odnosi się do antropologii fizycznej, dość intensywnie uprawianej w tymże
Instytucie. Prywatnie komentowali to jednak jako dań dla tych cudzoziem­
ców, których widnokrąg ograniczony jest etykietą antropologii.
Z powyższego wynikać musi konstatacja, że poza Wielką Brytanią
etnologia i antropologia są nadal synonimami. Już w latach 30-tych tego
wieku ich zasięg przestrzenny był wyraźnie rozgraniczony: etnologia obej­
mowała kontynent europejski, antropologia zaś kraje anglosaskie i byłe
kolonie angielskie. Występują między nimi różnice przedmiotu i metody,
nie większe jednak niż w obrębie każdej z nich, jest to różnica szkół,
a nie dyscyplin. Ilustruje to zresztą porównanie haseł „Etnologia" oraz
„Antropologia społeczna" zamieszczonych w Słowniku etnologicznym (red.
Z. Staszczak, PWN 1987). To ostatnie odnosi się praktycznie do etnologii,
niezależnie od poglądów jego autora, zwolennika autonomii obu, rzekomo
odrębnych, dyscyplin.
Teza o odrębności lub podrzędności etnologii wobec antropologii ma
wybitnych poprzedników. Należy do nich Lévi-Strauss, który w antropologii
widział naddyscyplinę koronującą wiedzę o człowieku. Wynikało to z trady­
cji francuskiej, typologizującej nauki w porządku hierarchicznym (filozofia
kartezjańska, socjologia Durkheima), ale także ze słusznego przekonania, że
jego własne koncepcje lepiej wpisują się w teoretyczne osiągnięcia antropo­
logii anglosaskiej niż etnologii francuskiej czy europejskiej. Autorytet Lévi-Straussa oraz szybko rosnąca dominacja nauki amerykańskiej sprawiły, że
w drugiej połowie naszego stulecia Europa zaczęła poddawać się wpływom
tej ostatniej, w wyniku czego kolejne ośrodki akademickie dokonywały
przechrzczenia etnologii na antropologię. Wiązało się to z przejmowaniem
bardziej wyrafinowanych założeń teoretycznych i narzędzi analizy naukowej
powstałych na gruncie amerykańskim i częściowo brytyjskim. Nowe teorie
1 metody sprawiały wrażanie, że reprezentują inną dyscyplinę, a nie tylko
doskonalszy poziom wiedzy uprawianej od dawna u siebie. Zabieg metaboli,
zmiany terminu, miał sankcjonować nowy status starej dyscypliny.
Przeprowadzenie podobnego zabiegu proponuje się teraz w Polsce. Jest
on logicznie wadliwy, co usprawiedliwiałoby sarkazm na temat bezdroży

24

SŁAWOJ SZYNKIEWICZ

„powrotu do Europy", gdyby motyw owej propozycji nie był nadzwyczaj
poważny. Idzie o ratowanie miejsca naszej etnologii zarówno w odbiorze
publicznym, jak też w wewnętrznym rankingu nauki polskiej. Wątpię, by cel
ten można było osiągnąć przez mechaniczne kopiowanie najbardziej nawet
przodującego wzoru anglosaskiego, a praktycznie amerykańskiego. Status
antropologii jest wysoki nie z powodu jej nazwy, lecz jej potencjału intelek­
tualnego; należy więc orientować się na ten ostatni. Antropologizację pol­
skiej entologii trzeba zatem rozumieć jako jej dynamizaq'e i poszukiwanie
(w tym zapożyczanie) subtelniejszych podstaw teoretycznych dla dotych­
czasowych i nowych tematów badawczych oraz sposobów ich realizacji. Nie
jest to postulat łatwy do spełnienia, gdyż wymaga nie tylko dobrej znajomo­
ści światowych tendencji badawczych, lecz przede wszystkim instytucjonal­
nych reform w organizacji ośrodków etnologicznych w celu ich wzmocnienia.
Etnologia przoduje bowiem tam, gdzie liczba personelu badawczego jest
proporcjonalna do ilości wzorów analitycznych. Kryzys stanu nauki polskiej
nie rokuje tu optymistycznie
Powstające w środowiskach socjologicznych antropologiczne grupy stu­
dyjne (określające się u nas zwykle mianem antropologii społecznej) są
między innymi rezultatem regresu badań socjologicznych i konieczności
zatrudnienia wolnego personelu w tej dziedzinie. Nie jest to związane z po­
ważniejszymi nakładami, gdyż antropolodzy tej proweniencji zajmują się
studiami gabinetowymi, czyli akurat tym, co stanowiło dotąd trudno osięgalny luksus w etnologii. Przyszłość tych badań w Polsce ograniczona jest
perspektywą ich wyjałowienia bez towarzyszących im badań empirycznych
w terenie. Toteż racjonalnym wyjściem będzie w przyszłości raczej fuzja niż
konkurenqa między „nową" antropologią i „starą" etnologią.
Manipulacje polegające na zmianie nazwy nie mogą niczego zmienić
w samej istocie rzeczy. Zmienić się może na krótko jedynie samopoczucie
niektórych etnologów przemianowanych na antropologów. Z drugiej strony,
powstaje pytanie czy nie należy liczyć się z modą, która narzuca Europie
amerykanizację i w konsekwencji kalkę nazewniczą. Byłby to zabieg pusty,
chociaż nie pozbawiony symbolicznego znaczenia o wymowie zarówno ne­
gatywnej, jak i w jakiejś części pozytywnej. Pozytywny aspekt upatruję
w podniesieniu progu ambicji samych badaczy i (wątpliwym w pewnych
wypadkach) obłaskawieniu socjologów, który zajęli się antropologią i lek­
ceważąco traktują etnologów, głównie ze względu na dominującą niegdyś
wśród tych ostatnich czystą etnografię. Negatywy widzę w przejmowaniu
cudzych wzorów, utracie bogatych tradycji europejskiej etnologii i tym
samym jej tożsamości. Ta ostatnia nie musi być przecież, i na pewno nie jest,
skamieliną.
Sławoj Szynkiewicz

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.