-
Title
-
Paradoksy pamięci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.18-19
-
Creator
-
Czaja, Dariusz
-
Date
-
2003
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:4899
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Instytut Sztuki PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5277
-
Subject
-
pamięć - aspekt antropologiczny
-
Text
-
DARIUSZ CZAJA
inaczej, ów aspekt pragmatyczny. Ponieważ, jak dobrze
wiedzą nasi czytelnicy, antropologia jaka pojawia się
na tych łam ach - przy założeniu, że portret zbiorowy
nie jest tylko chwilową chimerą wspólnego mianowni
ka - jest dyscypliną doskonale niepraktyczną (i tę
przypadłość, jak ktoś bystrze zauważył, dzieli z filozofią
i poezją), proponujemy więc trochę dystansu i nie na
stawionej na doraźny zysk refleksji. W tekstach tu po
mieszczonych interesuje nas przede wszystkim kultu
rowy wymiar pamięci. Jej historyczne przejawy. Jej śla
dy literackie. Jej biograficzne ekspresje. A nade
wszystko jej paradoksalna, janusowa natura.
Paradoksy pamięci
Parę wątpliwości
zamiast wstępu
2.
1.
„Zapomniane spotkania, zapomniane okulary... ”.
Bez wątpienia, doświadczenia znane niemal każdemu.
A le czy rzeczywiście z tej jednostkowej perspektywy
patrząc, czy mnożąc owe chwile i miejsca niepamięci,
czas, w którym żyjemy można adekwatnie opisać przy
pomocy hasła „zapominanie”, eksponując przy tym je
go złowrogie konotacje? Gdyby tylko szło o okulary...
Rzecz przecież nie tylko w codziennych przygodach
z kapryśną pamięcią. Historia niedawno miniona da
wała dziesiątki przykładów na ideologicznie motywo
waną amnezję, na świadome zapominanie całych ob
szarów przeszłości, modyfikowanie jej wedle politycz
nych celów. Wyrzekania na krótką pam ięć współcze
sności, na życie chwilą, na jałową egzystencję z ampu
towaną przeszłością, to przecież zwyczajowa mantra
wszelkiej m aści konserwatystów. Żyjemy więc w mro
kach zapomnienia?
A może jednak jest odwrotnie, może uwolniona od
dyktatu wieku ideologii współczesność to właśnie czas
pamięci, czas upamiętniania, a nawet, jak chcą niektó
rzy - wręcz nadmiaru pamięci. W jednym z wywiadów
historyk Pierre Nora, autor klasycznej już książki
0 miejscach pamięci, zdaje się nie mieć wątpliwości,
kiedy podkreśla, że żyjemy w „epoce upamiętniania”:
„To jest historyczny fenomen naszych czasów, w któ
rych żyjemy. Fenomen polegający na gwałtownej erup
cji pamięci, która w ciągu ostatnich 20 czy może 25 lat
stopniowo dotykała kolejne kraje i regiony świata,
a dziś jest już zjawiskiem światowym. (...) Rośnie zain
teresowanie ludzi własnymi korzeniami i genealogią.
Mnożą się muzea i wszelkiego rodzaju uroczystości
rocznicowe. Powraca zainteresowanie utrzymywaniem
1 publicznym udostępnianiem archiwów. Ludzie przy
wiązują coraz większą wagę do swego dziedzictwa”.
(J. Żakowski, Rewanż pamięci) Ale, z kolei, powiadają
inni, nie jest to pamięć, która nam pomaga. To pamięć
zinstytucjonalizowana, pamięć, którą zrzucamy z siebie
oddając w pacht anonimowej instytucji. Paradoksal
nie: im więcej tego typu instytucji mających za zadanie
obronę pamięci i jej konserwację, tym my sami pamię
tamy mniej. Zrzucając ciężar pamiętania na innych ży
jemy w złudnym komforcie łączności z przeszłością.
N ie myślelibyśmy pewnie o pamięci, gdybyśmy nie
zapominali. To zapomnienie powołuje pamięć do ist
nienia, wyciąga ją na światło dzienne i każe jej się
baczniej przyjrzeć. Jest coś kłopotliwie znaczącego
w tym, że sięgając po książkę z pam ięcią w tytule, czę
sto zamiast rozważań na jej temat, znajdujemy tam je
dynie kolejny przyczynek do dziejów zapomnienia.
O bojętne przy tym, czy jest to popularny poradnik
(Jak wzmocnić pamięć w godzinę i pół) czy podbudowa
na empirycznie uczona rozprawa. Tytuł wydanej u nas
niedawno wielce instruktywnej książki psychologa
D aniela Schactera Siedem grzechów pamięci, przynaj
mniej nie kłamie. Tytułowy, utajony w „grzechu”,
oksymoron sugeruje, że będzie o jednym i o drugim.
I w istocie, autor omawia drobiazgowo grzechy ciężkie
naszej pamięci (w ich nazwach język katechizmu gład
ko zostaje sprzymierzony z językiem nauki: „grzech
blokowania”, „grzech błędnej atrybucji”...) po to, by
jak twierdzi, jeszcze bardziej ją docenić, by dostrzec
jak cenne jest to „błogosławieństwo zesłane przez bo
gów” . Ta koturnowa peryfraza w niczym jednak nie
zmienia podstawowej diagnozy, która stoi u źródeł je
go książki, a ma ona raczej dość prozaiczne podstawy:
„Wraz ze starzeniem się pokolenia powojennego wyżu
demograficznego kłopoty z pamięcią są wśród tej czę
ści populacji coraz powszechniejsze. (...) pam ięć stała
się podstawowym problemem zdrowotnym zabiega
nych, zestresowanych i zapominalskich przedstawicie
li tego pokolenia. (...) Zapomniane spotkania, zgubio
ne okulary, niemożność przypomnienia sobie imion
znajomych...”. Jeśli wierzyć temu rozpoznaniu, to żyje
my na gruzach pamięci, w rozszerzających się strefach
zapomnienia. Wszystkich nas, w ten czy inny sposób,
zainfekował wirus niepamięci.
W tej sytuacji, anonsowany tu numer naszego pi
sma, poświęcony tym razem dwóm pięknym siostrom
(lub jak może ktoś inny by wolał: dwugłowej hydrze):
pam ięci i zapomnieniu, wydaje się jak najbardziej na
czasie. N ie zamierzamy wszakże rywalizować ani z po
radnikami oferującymi zestawy ćwiczeń poprawiają
cych pamięć, ani też z poważnymi rozprawami z psy
chologii pamięci, w których tle pojawia się, tak czy
18
Dariusz Czaja ♦ PARADOKSY PAMIĘCI
protezą, to może pamięć prywatna byłaby przeciwwa
gą dla instytucji i mechanicznych urządzeń ją wspo
magających. Amarcord Felliniego, Speak, memory N a
bokova, Je me souviens Pereca... Poruszające pam iętni
ki prywatności. Co tak naprawdę zdołały ocalić?
W przejmującym eseju W półtora pokoju napisanym
przez Josifa Brodskiego po śmierci rodziców, również
i nad tą, najmocniejszą, bo najgłębiej własną pam ię
cią, zawisł solidny znak zapytania: „Pamięć zdradza
wszystkich, szczególnie tych, których znaliśmy najle
piej. To wspólniczka zapomnienia, sojuszniczka śmier
ci. To sieć z drobnym połowem, z której wypłynęła wo
da. Nie można użyć pamięci do wskrzeszenia kogokol
wiek nawet na papierze”. Pamięć nasza kleci niepo
radne całości z dostępnych jej danych, buduje jakieś
związki przyczynowe o trwałości zamków na piasku.
I nie sposób udawać, że te wzruszające czasem kon
strukcje są tylko na ludzką miarę skrojone. Z koniecz
ności więc są niepełne i nieuleczalnie ułomne. Być
może więc, sugeruje Brodski, nasze wady pamięci do
wodzą przede wszystkim tej trudnej do zniesienia
prawdy, „że wszyscy jesteśmy sobie nawzajem obcy,
a nasze poczucie niezależności jest silniejsze niż poczu
cie jedności” . Pamięć ma słabość do selekcji i nigdy
nie uzyskamy pełnego obrazu bliskiej osoby. Miłość
skazana jest tedy na szczegół, niedopowiedzenie, frag
menty rozbitej całości. Czy nie jest więc tak, że p a
mięć, koniec końców, odsyła do portu przeznaczenia,
któremu na imię samotność? I czy to jest zwycięstwo
pamięci?
Jak zatem kwalifikować pamięć, jak odnosić się do
zapomnienia? Pamięć, utrzymujemy zwyczajowo, jest
podstawowym tworzywem tożsam ości, utwierdza
w istnieniu. Pamiętam, więc jestem. Pamięć kładziemy
tedy po stronie zysków, zapomnienie po stronie strat.
Pamięć jawi się jako siła sprawcza, jako czynnik budu
jący i życiodajny, zapomnienie strąca w niebyt (osoby
z chorobą Alzheimera są bolesnym tego procesu świa
dectwem). A le znowu: czy tak jest zawsze, w każdych
okolicznościach?
Komentując współczesny rozrost owych „urządzeń
do pamiętania”, szczególnie m ając na myśli wirtualną
bibliotekę jaką jest Internet, Umberto Eco mówi wręcz
0 konieczności wskrzeszenia sztuki zapominania jako
koniecznego kontrapunktu do szlachetnej ars mnemonica: „Internet, czyli World Wide Web, już jest albo nie
długo będzie wielkim Fuenesem. D o tej pory społeczeń
stwo filtrowało dla nas wiadomości poprzez podręczniki
1 encyklopedie. N a stronach internetu jest cała wiedza,
wszelkie możliwe informacje, nawet te najmniej istotne.
(...) Rozszerzyliśmy nasze możliwości gromadzenia pa
mięci, ale nie znaleźliśmy jeszcze nowego sposobu filtro
wania. (...) Kiedyś napisałem mały esej (...), traktujący
pół żartem, pół serio temat możliwości uprawiania ars
oblivionalis, sztuki zapomnienia”.(Rozmow;y o końcu cza
sów). N a nadmiar pamięci - kosa zapomnienia. Bo nie
ma i nie może być pamięci bez selekcji. Bez selekcji czy
li jakiejś formy zapomnienia. Pamięć, która chce objąć
wszystko jest w istocie ciężarem, produkuje byty kale
kie, jak Borgesowski Fuenes. N a lamentacje podnoszo
ne wobec właściwej jakoby tylko naszym czasom skłon
ności do amnezji, trzeźwo przypomina Eco, że dzieje
kultury to nie tylko spinająca je w jedno nić pamięci. To
również nieustające zapominanie. Historia cywilizacji,
chcemy czy nie, to również historia czarnych dziur,
w których znikają całe obszary wiedzy i minionego do
świadczenia. Właśnie dialektyka pamięci i zapomnienia
tworzy osnowę historii.
4.
Zostawiamy więc Czytelników sam na sam z cięż
kim tomem artykułów, wspomnień, rozmów i wierszy.
Zagadka pamięci i jej siostry - zapomnienia, rozpisana
została, jak widać, na wiele różnobrzmiących głosów.
Wiele tu poetyk, stylów i języków. Niczego nie uspójnialiśmy na siłę, nie wygładzaliśmy kantów. Nie ma tu
raczej jednoznacznych odpowiedzi i prostych recept.
Ot, trochę pytań dodanych do tych już istniejących.
To są nasze jesienne memorabilia. Memorabilia czyli po
polsku - jeśli dobrze pamiętam - niezapominajki.
3.
Może więc pam ięć jednostkowa, osobna, idiomatyczna jest remedium na powstawanie owych ciem
nych stref zapomnienia. Może ona przynajmniej ocala
od zbiorowej amnezji. Jeśli pam ięć zorganizowana jest
19