"Obliviscere".O pokusie zapomnienia i dylematach reprezentacji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2

Item

Title
"Obliviscere".O pokusie zapomnienia i dylematach reprezentacji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.90-97
Creator
Michera, Wojciech
Date
2003
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4908
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5286
Subject
pamięć
Text
WOJCIECH

MICHERA

do wiszącego na ścianie diagramu. Ważnym uzupeł­
n i e n i e m tej m n e m o - t e c h n i k i są robione p o l a r o i d e m

Obliviscere

i opatrywane podpisami zdjęcia - ludzi, z którym się

0 pokusie zapomnienia

lie - ona też kogoś straciła. Pomoże, bo współczuje"),

spotyka („Teddy - nie wierz w jego kłamstwa", „Nata­
przedmiotów

1 dylematach reprezentacji

(„mój

samochód")

i miejsc

(„hotel,

w którym mieszkam").
Najważniejsze jednak informacje (a jest to też k l u ­
czowa informacja w m o i m streszczeniu f i l m u ) Shelby
zapisuje pro memoria na własnym ciele. W pierwszej
c h w i l i dziwi nas (budzi w nas po-dziw, thauma) piękna

Nieprawdziwa
Nie wsiadłaś

jest moja

na okręt z pięknymi

Nie weszłaś nigdy do Troi

grafia t y c h n o t a t e k ; później zobaczymy, że bohater

opowieść,

(wcześniej) wykonał je w profesjonalnym salonie tatu¬

ławami,

ażu. U r o d a tej kaligrafii - zwłaszcza w scenie, gdy k u ­

warownej.

Stezychor,

Palinodia

sząca N a t a l i e (piękna C a r r i e - A n n e Moss), rozpina

1

mężczyźnie koszulę i spoglądając jednocześnie w lustro
czule bada p a l c a m i epigrafy pokrywające jego tors

Zacznę tak, j a k Christopher N o l a n w filmie

- podkreśla erotyczną taktylność zapisanych słów.

Me­

mento - o d k o ń c a h i s t o r i i ; czyli - zacznę o d tego wła­

Odwrócona czasowo konstrukcja f i l m u sprawia, że

śnie f i l m u .

staje się o n dla widzów (dokładnie tak, jak dla samego
bohatera jego codzienne

życie) serią zagadek

typu:

„prawda czy fałsz?". Przeszłość każdego zdarzenia ma t u
4

utworu

status równie niepewny, co w n o r m a l n y m świecie przy¬

niejako palingenetycz-

szłość - rozpoznawana w trybie przewidywań i przypusz­

Zapowiedzią palintropicznej k o n s t r u k c j i
(zapowiedzią o charakterze

n y m ) jest pełniąca w n i m funkcję prologu albo na­

czeń. Zresztą dla widza uczestniczącego w seansie filmo­

główka pierwsza scena - t r i k o w o puszczona o d tyłu do

w y m 'przeszłość' jest t u 'przyszłością'. O t o więc w kolej¬

przodu. Cały b o w i e m f i l m tworzą zachodzące na siebie

nych, następujących po sobie scenach, obserwujemy co¬

i k o l e j n o odchylane, coraz wcześniejsze fałdy historii.

raz wcześniejsze wydarzenia, czyli najpierw - działania,

W

t e n sposób, niczym w p a l i n d r o m i e , kresem (gr.

jakie Shelby podejmuje opierając się na swoich zapiskach

i celem (telos) f i l m u , a zarazem źró­

(wykonanych przez siebie, ale wypartych z żywej pamię-

eschaton, peirar)

dłem (pege) i logicznym początkiem (arche) wszystkich
opowiedzianych w n i m zdarzeń (oglądanych wcze¬
śniej, ale chronologicznie późniejszych), okazuje się
to, co zobaczyliśmy (nie rozumiejąc) w p r o l o g u .

2

Bohater f i l m u , L e o n a r d Shelby (Guy Pearce), jest
byłym d e t e k t y w e m ubezpieczeniowym, co jasno też
określa jego obecne powołanie: poszukuje o n prawdy,
jaką kryją ślady przeszłości. Prawdę tę uosabia tajem¬
niczy Johnny G., bandyta, który (rzekomo) zabił żonę
Shelby'ego. To tragiczne wydarzenie z przeszłości oka­
leczyło też samego d e t e k t y w a : cierpi o n na „szczegól­
ną przypadłość", m i a n o w i c i e zanik pamięci krótko¬
trwałej. N i e jest to typowa amnezja. Jak sam ciągle
każdemu powtarza (powtarza, bo nie pamięta, że już
o t y m mówił): w i e , k i m jest, w i e , co kiedyś (przed wy¬
p a d k i e m ) robił, teraz jednak niczego nie p o t r a f i zapa¬
m i ę t a ć dłużej niż k i l k a m i n u t . N i e rozpoznaje n o w o poznanych miejsc, ludzi, a podczas dłuższej rozmowy
zapomina, o d czego się zaczęła.
M i m o tej ułomności (jest to swoista 'śmierć pamię­
ci'), bolesna 'pamięć śmierci' (ukochanej żony) nie
pozwala m u zrezygnować z poszukiwań. Posługuje się
w n i c h szczególną protezą, mającą zastąpić zwykłą pa¬
mięć: prowadzi na bieżąco (póki to jeszcze możliwe)
precyzyjny system n o t a t e k , zapisane zaś k a r t k i , owe
hypomneumata,

3

albo nosi przy sobie („marynarka mu¬
Guy Pearce w filmie Memento

si mieć przynajmniej sześć kieszeni"), albo przyczepia
90

Wojciech Michera

»OBLIVISCERE O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

Carrie-Anne Moss i Guy Pearce w filmie Memento

ci, a zatem w owej chwili już „zewnętrznych"), „wypowia­

postacie bardzo się różnią, w y m o w a samych filmów

dając się" niejako w trybie całkowicie o d n i c h zależnym;

jest zaskakująco p o d o b n a ; n a w e t jeśli u braci W a ­

następnie - rzeczywiste przyczyny i okoliczności, w jakich

chowskich cała już rzeczywistość staje się 'zapisem'

owe interpretowane p o t e m „źródła" powstawały.

(graficznym p r o g r a m e m k o m p u t e r o w y m ) , wymazują¬

W t e n sposób 'prawda' (gr. etymon) poddana zosta­

c y m i zastępującym prawdziwą 'pamięć'. W o b u wy¬

je n a użytek widza swoiście „etymologicznej" weryfika­

padkach w i r t u a l n i e wykreowane złudzenie (pozosta¬

cji: przez odtworzenie p i e r w o t n e j , źródłowej postaci

wiające n a ciele człowieka jeśli nie tatuaż, t o stygma-

danego działania-„wyrażenia". I wprawdzie d e t e k t y w

tyczny ślad po technologicznych przewodach łączą¬

próbuje dodać sobie otuchy, mówiąc, że t o „wspo¬

cych go niegdyś z maszyną) p o t r a f i skutecznie wieść n a

m n i e n i a są zawodne, bo t o tylko interpretacje" rzeczy¬

pokuszenie - jest bardziej ponętne niż realny świat.

wistych wydarzeń, w śledztwie zaś o f a k t a c h zawsze

I j a k L e o n a r d Shelby z Memento wybiera kłamstwo

mówią precyzyjnie sporządzone n o t a t k i (w języku fe¬

(pisma) p o t o , b y poczuć się szczęśliwszym, t a k też

n o m e n o l o g i i powiedzielibyśmy, że stanowią one „zo¬

w Matriksie

biektywizowane m e d i u m wyrażające sens") - za każ¬

Nebuchadnezzar (a zatem jeden z „przebudzonych",

Cypher - jeden z buntowników ze statku

d y m razem wszystkie jego w n i o s k i okazują się drama¬

którzy w y d o b y c i z k o m p u t e r o w e j „Matrycy" zdołali

tycznie fałszywe.

odzyskać prawdziwą świadomość-pamięć) - dopuszcza

Morał filmu? Zgodny z tytułem: memento! Jak się

się zdrady (wobec towarzyszy i „prawdziwej" rzeczywi­

wydaje, historia ta opowiada o dramatycznej niemoż¬

stości), ulegając pokusie p o w r o t u do stanu letargicz-

ności zastąpienia 'żywej' pamięci j a k i m k o l w i e k , choć¬

nej niepamięci (gr. lathesthai - o d lethe),

by i najdoskonalszym systemem graficznej n o t a c j i .

czystą, digitalną rozkosz (kuszący smak w i n a i wy¬

oznaczającej

kwintnej kolacji).

A l e t o przecież nie wszystko: finałowa scena („re-

Co ciekawe (ciekawe w porównaniu t y c h dwóch

pryza" przedstawiająca jeszcze raz - t y m razem wyczer¬
wydarzenie zapowiedziane w ekspozycji)

bardzo o d m i e n n y c h , j a k mogłoby się wydawać, p o d

ujawnia inną, bardziej szokującą prawdę: dowiadujemy

n i e m a l każdym względem filmów), nie tylko Carrie¬

pująco -

się oto, że bohater podjął wówczas świadomą decyzję

- A n n e Moss, ale i grający Cyphera Joe Pantoliano po­

(choć szybko p o t e m zapomnianą; n a co przecież jed¬

jawia się też w Memento,

n a k w t y m krótkim momencie przytomności właśnie li¬

E d w a r d G a m m e l l - postać w opowieści N o l a n a zupeł­

jako 'Teddy', czyli John

czył), nieodwołalną zatem decyzję wejścia w kuszący

nie kluczowa. D l a Schelby'ego jest o n zarazem stałym

świat pozoru: „Czy okłamuję sam siebie, żeby czuć się

łącznikiem z zapominaną systematycznie realnością,

szczęśliwym? W t w o i m przypadku Teddy - zrobię t o " .

ale także - „podrzuconym" samemu sobie celem kolej¬

A zatem raczej: Obliviscere,

nego fikcyjnego dochodzenia ( k o l e j n y m J o h n e m G . ) .

„zapomnij"! Konstata­

cja, zachęta bądź przestroga. B o t r u d n o oprzeć się po¬

Te zbieżności obsadowe o b u obrazów f i l m o w y c h ,

kusie zapomnienia, „zapomnienia się", tej perswazyj¬

przy jednoczesnym i c h bardzo b l i s k i m następstwie cza¬

nej sile (peitho) wykreowanego sztucznie - za p o m o c ą

sowym, nie wydają się przypadkowe. Przeciwnie, moż¬

„sztuki" - pozoru (doksa) i sprytnego łudzenia

na sądzić, że stanowią świadomą grę reżysera, który za

(apate).

p o m o c ą tego środka wyrazu filmowego, konstruując
swoistą, pozanarracyjną

relację

„intertekstualną",

podsuwa w i d z o w i właściwe jego zdaniem tło kontek¬

C a r r i e - A n n e Moss - podstępna N a t a l i e : pamięta­
m y j ą przede wszystkim jako T r i n i t y z wcześniejszego

stowe, sugerując t y m samym istnienie pewnej interfe¬

o r o k f i l m u Matrix. W p r a w d z i e te dwie grane przez nią

r e n c j i ideowej o b u utworów.
91

5

Wojciech Michera

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

•OBLWISCERE

znośny i doprowadzający go do aktów desperacji nad¬
Memento

m a szczególną siłę przypominania o i n ­

nych filmach.

to wszyscy i n n i (podob¬

coś z f i l m u V i n -

nie jak w Memento osamotniony Shelby) za każdym ra¬

cenzo N a t a l i Cube (transponowanego w wymiar czaso­

zem budzą się z pamięcią gruntownie wyczyszczoną,

6

Jest t u coś z Matriksa,

miar pamięci. W Dniu świstaka

w y ) , coś z A n t o n i o n i e g o (jak w Powiększeniu:

odkrywa¬

„zresetowaną" - pozbawieni świadomości, że to, co ro¬

nie prawdy zarejestrowanej przez samego siebie w tek-

bią i mówią (z p u n k t u widzenia Connorsa i widzów

ście-obrazie; jak w Zawód

oglądających f i l m ) , już się wielokrotnie zdarzyło. P h i l

reporter:

eksperyment ze

świadomą modyfikacją własnej tożsamości); z pewno¬

Connors (nawiasem mówiąc: telewizyjny specjalista o d

ścią wiele z wyobraźni D a v i d a Lyncha (precyzyjna za¬

prognozowania

gadka kryminalna, mająca gęstą konsystencję snu-nie-

j ą c (dosłownie!) wydarzenia jednego dnia, badając nie¬

-snu, rozwidlającego ścieżki wnioskowania, możliwe

jako tkwiący w n i c h potencjał, zagęszcza cały świat do

znaczenia i tożsamości bohaterów), a także Greena-

w y m i a r u tej czasowej celi -

waya (przede wszystkim, ale nie tylko, owa 'gramatolo-

wprawdzie (jednodniową), ale za to absolutną, wręcz

giczna' body-art, narzucająca skojarzenie z P i l l o w B o o k ) .

boską pamięć (mówi do A n d i e M a c D o w e l l , prowoka¬

7

budując

krótkotrwałą

cyjnie żartując: „Jestem bogiem").

Jako szczególnie wydajny k o n - t e k s t interpretacyjny
przychodzi m i jednak na myśl słynny Dzień

pogody), w nieskończoność prze-rabia-

świstaka

Pierwszy zatem, Shelby - stara się przeniknąć utka¬

H a r o l d a Ramisa z 1993 r. Już prosta analiza struktural¬

ną z niepamięci zasłonę świata, jednak pismo i graficz¬

na ujawnia uderzające podobieństwo o b u obrazów -

na m n e m o t e c h n o l o g i a jeszcze gęściej osnuwają poszu¬

polegające na znaczącej współ- i lustrzanej rozbieżno¬

kiwaną prawdę, w zamian podsuwając fałszywe (pseu-

ści. Można powiedzieć

dea) i mylące ( apate), c h o ć przecież kuszące i przeko¬

(wspominając

nauki

Levi-

-Straussa o m i c i e ) , że m a m y t u do czynienia z d w o m a
symetrycznymi wobec

siebie w a r i a n t a m i tej

nujące (peitho) wątki tego śledztwa.

samej

D r u g i , C o n n o r s - dzięki nadzwyczajnej konden¬

w istocie h i s t o r i i .

sacji żywej pamięci, bez wsparcia żadnej „zewnętrz¬

To nie przypadek zatem, że r y t m o b u opowieści

n e j " t e c h n o l o g i i archiwizującej doświadczenia,

bez

określa powracająca z m o n o t o n n ą regularnością scena

n i e p r z y d a t n y c h w jego szczególnej sytuacji n o t a t e k

przebudzenia bohatera w p o k o j u h o t e l o w y m : utkwił o n

l u b zdjęć (a jako członek ekipy telewizyjnej m a do

t u niczym Odyseusz u Kalypso, i niczym też władca Ita¬

dyspozycji kamerę telewizyjną z o p e r a t o r e m ) , coraz

k i nostalgicznie płacze z tęsknoty za d o m e m . Tymcza¬

lepiej wszystko rozumie i w efekcie rezygnuje z do¬

sem powrót, nostos, jest niemożliwy; z różnych jednak

tychczasowego życia, wygodnego, ale w istocie pełne¬

powodów. O ile w Dniu świstaka,

go pozorów.

k u rozpaczy główne¬

go bohatera, każdego ranka rozpoczyna się zawsze t e n

W pierwszej h i s t o r i i wszystko (zapomniane) wzięło

sam dzień, 2 lutego, i wszystko w nieskończoność się

się ze straty ukochanej kobiety. W h i s t o r i i drugiej - do

powtarza (z czego jednak n i k t poza n i m nie zdaje sobie

zdobycia ukochanej

sprawy), to dla bohatera Memento

prowadzi.

przerażająca jest

kobiety wszystko

(pamiętane)

właśnie absolutna nie-powtarzalność i brak wszelkiej
k o n t y n u a c j i : każdy dzień jest zawsze pierwszy, pokój
hotelowy zaś -

k o m p l e t n i e nieznany i pozbawiony

wspomnień lub i n n y c h wyróżniających go cech.

W precyzyjnie skonstruowanej intrydze f i l m u Me¬
mento jedno się nie zgadza: bohater, który o d c h w i l i

8

Jeśli zatem L e o n a r d Shelby cierpi na niedobór pa¬

tragicznego w y p a d k u niczego p o n o ć nie

mięci (dotyczącej tego, co aktualne), to P h i l Connors

pamięta,

o j e d n y m przynajmniej nie zapomina nigdy: właśnie

(Bill M u r r a y ) przeciwnie: o d ludzi, z którymi się spoty­

o swojej „przypadłości", o t y m , że jest człowiekiem cier¬

ka w miasteczku Punxsutawney, różni go właśnie nie-

piącym na zanik pamięci. Bez tego k o m p r o m i s u w psy¬
chologicznej

charakterystyce

postaci a n i L e o n a r d

Shelby nie byłby w stanie w j a k i k o l w i e k sensowny spo¬
sób interpretować pozostawionych samemu sobie pi¬
semnych instrukcji, a n i Christopher N o l a n (bez tej
choćby tak w i o t k i e j osnowy) zapleść logicznej intrygi.
W zamyśle reżysera zresztą łagodzić tę niekonse¬
kwencję ma zapewne powracający wątek związany
z tatuażem na lewej dłoni Schelby'ego:

Remember

Sammy Jenkins. Jenkins to człowiek ze świata przeszło¬
ści, sprzed w y p a d k u , który cierpiał rzekomo na podob¬
ny zanik pamięci krótkotrwałej. Jego właśnie historię
Schelby opowiada (w n o r m a l n y m już porządku chro¬
nologicznym) Teddy'emu podczas k o l e j n y c h rozmów
telefonicznych, traktując ją też jako klucz pamięciowy
Joe Pantoliano w filmie Memento

pozwalający m u zrozumieć własną sytuację.
92

Wojciech Michera

•OßLIVISCERE O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

N a j m n i e j zresztą jest t u ważna kwestia psycholo­

* * *

gicznego prawdopodobieństwa przedstawionych oko­
liczności. C a ł ą konstrukcję - z k l u c z o w y m w opowie­

Idealną teraźniejszością w świadomości człowieka

ści psychologicznym pojęciem „pamięci krótkotrwa­

wydaje się nieskończenie krótka, krótsza niż mgnienie

ł e j " - wypada uznać przecież za coś więcej niż tylko

oka, c h w i l a zmysłowego spostrzeżenia. A l e j a k uczy

kliniczny opis jakiejś rzadkiej choroby. To raczej, j a k

E d m u n d Husserl (w Wykładach

sądzę, miara, modulus,

wnętrznej

obrazowy m o d e l , który dzięki

świadomości

czasu)

9

z fenomenołogii

we­

nie da się oddzielić spo­

zastosowaniu r e d u k c j i (liczby elementów) i uwydat­

strzeżenia („impresji") o d tego, co spostrzeżeniem już

n i e n i a ( i c h skali) wyodrębnia istotne cechy tego, co

nie jest, a co natychmiast po n i m następuje: „Do ' i m ­

absolutnie najważniejsze, a co zwykliśmy określać jako

presji' w sposób ciągły dołącza się - jako jej modyfika­

conditio humana. I oczywiście t o właśnie Shelby (a nie

cja - pierwotne przypomnienie (primäre

i n n e postacie, ludzie zdrowi i cieszący się dobrą pamię¬

albo, j a k powiedzieliśmy, retencja".

cią) k o n s t r u o w a n y jest w filmie jako m o d e l o w y wzo¬

Erinnerung)

„W sensie idealnym zatem spostrzeżenie (impresja)

rzec człowieczeństwa.

byłoby tą fazą świadomości, która konstytuuje czyste

I n t e r p r e t a c j a f i l m u ( i nie t y l k o tego przecież) wy¬

«teraz», a przypomnienie wszelką inną fazą [tego] kon¬

maga szczególnej uwagi, podobnej do tej, która towa¬

t i n u u m . A l e t o jest właśnie tylko idealna granica, coś

rzyszy oglądaniu t r i k o w y c h , d w u - z n a c z n y c h rysun¬

abstrakcyjnego, co nie może istnieć samo dla siebie."

ków, kodujących za p o m o c ą t y c h samych kresek d w a

O w o przypomnienie retencyjne (jak t o mówi Husserl:

niezależne, alternatywne wyobrażenia. W portrecie

złączone ze spostrzeżeniem niczym warkocz k o m e t y

Z y g m u n t a Freuda w y d a t n y nos zamienia się nagle

z jej głową) jest zatem częścią „naoczności" i uczestni¬

w nagą, przeciągająca się kobietę, kiedy indziej

czy w związanej z nią poznawczej oczywistości.

-

piękna dziewczyna, po odwróceniu rysunku, okazuje

Bohater f i l m u Memento

się szpetną staruchą. Podobnie w konturze postaci Le­

nie jest więc pozbawiony

pamięci „najkrótszej", określonej przez Husserla jako

onarda Shelby'ego, nakreślonym przez reżysera, przy

„pierwsza", „pierwotna" czy też „retencjonalna". Żyje

o d r o b i n i e wysiłku - jeśli zdołamy przełączyć zakres

w owej poszerzonej teraźniejszości, n a którą składa się

naszego postrzegania

(„królik czy kaczka?" -

pyta

spostrzeżenie (teraźniejszość idealna) oraz bezpośred¬

- dostrzeżemy

n i o po niej następująca i w istocie nie dająca się ana¬

wiele mówiącą, wartościową poznawczo karykaturę

litycznie oddzielić retencja (a także, współtworząca

nas samych.

otoczkę czasową spostrzeżenia 'protencja', czyli ocze­

Ernst G o m b r i c h w Sztuce

i złudzeniu)

Jeśli zatem chcemy wyjść poza pierwszy, oczywisty,

k i w a n i e ) . Problem Shelby'ego dotyczy (jeśli przyjąć

realistyczno-psychologiczny w y m i a r f i l m u , w a r t o za¬

kategorie Husserla) drugiego rodzaju pamięci - przy¬

stanowić się raz jeszcze, czym jest ów niezwykły defekt

p o m n i e n i a 'wtórnego' (sekundäre

dręczący bohatera, a także ta niedługa chwila, gdy

nownego'

przytomnie k o n t a k t u j e się o n ze światem zewnętrz¬

angielskim oddawane jest słowem

n y m . L u b raczej: czym jest owa przytomność właśnie -

(Wiedererinnerung),

Erinnerung),

l u b 'po¬

które w tłumaczeniu
recołłection.

O w o 'drugie przypomnienie' nie jest już złączone

t a k u l o t n a , że wydać się może nie tyle pamięcią, ile

bezpośrednio

nadzwyczaj przedłużoną teraźniejszością.

uobecnia się samodzielnie. Dzięki n i e m u właśnie m o 93

ze spostrzeżeniem

i w świadomości

Wojciech Michera

• OBLWISCERE

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

żemy „powtórzyć" w myślach to, co przeminęło, a za¬

ma zawsze dla Husserla, kiedy w ogóle się n a d n i m za¬

t e m (nawet jeśli przeminęło niedawno) już nie jest te¬

stanawia, charakter d u p l i k a t u , któremu jako «odbiciu»,

raźniejszością, lecz przeszłością. Wszystko w n i m - pi¬

«szacie», «sukni», «powłoce», «osadowi» doświadczeń

sze Husserl - „ jest takie samo j a k spostrzeżenie i pier¬

- czy jakichkolwiek i n n y c h metafor Husserl t u używa -

w o t n e przypomnienie, a przecież nie jest to spostrzeże¬

nie przysługuje i c h «autentyczność»".

nie i pierwotne przypomnienie".

wyrazu - między poprzedzającym język źródłowym, ży¬

Jest warstwą

w y m doświadczeniem (percepcja, doznanie, pragnie¬

I n n a jest również jego wartość poznawcza. Zauwa¬
ża b o w i e m autor Wykładów...:

12

nie) a przekraczającym go ideałem czystych, racjonal¬

„Godna uwagi różnica

zachodzi też w odniesieniu do oczywistości przypo¬

n y c h i także niejęzykowych struktur l o g i c z n y c h .

m n i e n i a pierwotnego i wtórnego. To, co uświadamiam

smem - rozumianym jako techniczny duplikat języka -

13

Zpi-

sobie retencjonalnie, jest, j a k widzieliśmy, absolutnie

jest oczywiście jeszcze gorzej (sam Husserl, co podkreśla

pewne. A l e j a k mają się sprawy z dalszą przeszłością?

Klaus N e l l e n , pragnąc zapewne zredukować dramatycz¬

[ . . . ] Możliwe są t u zatem [w sferze pamięci wtórnej -

ny rozziew między myślą a jej technicznym zapisem, po¬

W M ] błędy, które swe źródło mają w o d t w o r z e n i u

sługiwał się pismem stenograficznym).

j a k o t a k i m " [podkr. W M ] .

Poznawcza rola języka - a także materialnej jego

D l a Husserla (mówiąc w niezbędnym t u uproszcze¬

artykulacji, innej niż dźwiękowa (jeśli można tak po¬

n i u ) źródłem 'pewności' jest spostrzeżenie. L u b inaczej:

wiedzieć) -

pewność doświadczenia poznawczego bierze się z ta¬

i z n a t c h n i e n i a M a r t i n a Heideggera) radykalnie prze-

k i c h wartości, jak „pierwotność", „źródłowość", „orygi¬

formułowana: w zdolności mówienia w i d z i się coś wię¬

n a l n o ś ć " (origo, źródło). Właściwa jest i m b o w i e m apo¬

cej niż tylko jeden pośród w i e l u i n n y c h atrybutów

dyktyczna oczywistość, naoczność żywej

obecności.

człowieka (wtórny wobec myślenia). Jak pisze Paul R i -

Wszystko też, co nas o d źródła oddala, jest kłopotliwym

coeur (w 1970 r o k u ) : „Mowa zajmuje szczególne miej¬

dodatkiem,

poznawczą

sce w egzystencji ludzkiej, skoro okazuje się funkcją,

przeszkodę, wymagającą stosownych przeciwdziałań,

która nie w c h o d z i w skład i n n y c h , ale umożliwia i c h

redukujących jej negatywny (czyli wszelki) wpływ.

l u d z k i charakter". Dotyczy to nawet postrzegania:

zniekształceniem

i stanowi

została o d czasów Husserla (za sprawą

„Rzeczy przez nas oglądane, słyszane, dotykane są

Pierwotne jest zatem prezentujące spostrzeżenie,
wyobraźnia zaś (re-prezentująca, od-twarzająca to, co

p r z e d m i o t a m i już z r y t y m i p r z e z n a s z j ę z y k

minęło, co było teraźniejszością w przeszłości) - wtór¬

Nasze postrzeżenia są n a p i ę t n o w a n e

na. A ponieważ z „żywego teraz" nie da się wyekstra¬

słownym

h o w a ć czystej, dziewiczej percepcji, „impresji" (zawsze

strzeganiu coś w rodzaju f r a z o w a n i a , frazowania

b o w i e m towarzyszy jej - jak warkocz komecie - pamię¬

w świecie, coś sprawiającego, iż cała

ciowa retencja), Husserl przesuwa granicę 'źródłowej

wszelkie zmysłowe przedmioty są przejęte przez zna-

oczywistości' między d w a typy przypomnienia: reten¬

czenia".

cję a przypomnienie drugie, wtórne, rekolekcyjne i re¬
p r o d u k c y j n e : między retencję i wyobraźnię.

[...].

znaczeniem

[ . . . ] . Można by powiedzieć, że jest w po¬
zmysłowość,

14

Z d a n i e m Ricoeura

owo „frazowanie",

językowe

w swej istocie, odnosi się też do ludzkiego gestu. Przy¬

10

'Przypomnienie wtórne' j a w i się więc jako poznaw¬

kładem, j a k i przywołuje w t y m miejscu Ricoeur, jest

cza przeszkoda. Z tego p u n k t u widzenia przypadłość,

wytwarzanie krzemiennego narzędzia przez człowieka

na jaką cierpi Shelby, można by uznać wręcz za meta¬

pierwotnego: „narzędzia ludzi p i e r w o t n y c h są z pew¬

forę m e t o d y fenomenologicznej: oto realizuje się po¬

nością czymś współczesnym m o w i e , sprawiając, że każ¬

stulat redukcyjnego p o w r o t u do źródłowej oczywisto¬

dy nasz gest został niejako przejęty przez mowę, jest

ści „rzeczy samych": pojawia się szansa na opis czyste¬

w niej artykułowany do tego stopnia, iż antropolodzy

go przeżycia: wolnego o d wcześniejszych, reproduko¬

- j a k L e r o i - G o u r h a n dla przykładu - pisząc o geście

w a n y c h w pamięci doświadczeń.
N a czym zatem polegał błąd detektywa? Otóż, my¬
śląc nadal w kategoriach fenomenologicznych, prze¬
szkodą musiała być pokusa „pisma" - t e c h n i k i mającej
stanowić uzupełnienie n a t u r a l n e j , żywej pamięci. A l e
- wykraczając już poza te kategorie - można też uznać,
że porażka bohatera filmowego eksperymentu ujawnia
naiwność fenomenologicznej wiary w możliwość doko¬
n a n i a takiej r e d u k c j i „bytu" do objawiającego się świa¬
domości czystego „sensu".

11

D l a Husserla przeszkodą na drodze do „czystego
znaczenia" i p i e r w o t n e j , logicznej prawdy jest już język

Memento, r e i . Christopher Nolan

i gramatyka. „Albowiem język - pisze Klaus N e l l e n 94

Wojciech Michera

•OBLWISCERE

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

rzaniu, jest b o w i e m ucieleśnioną (w ruchach) mową.
Takie p o j m o w a n i e języka - jako nieredukowalnego
czynnika, frazującego postrzeganie i „gestowanie" obce jest oczywiście fenomenologii, odwołującej się do
żywej, i n t e n c j o n a l n e j świadomości.

16

Ricoeur jednak

nie zajmuje się w gruncie rzeczy samym „arte-faktem",
„artykułem", czyli wy-artykułowanym za p o m o c ą gestu
narzędziem (jak się wydaje, dla owego pasma gestu, ja¬
ko pasma frazy - pomyślanego radykalnie,

niejako

„pantomimicznie" - nie jest nawet konieczna fizyczna,
„kamienna" obecność „produkowanego" przez paleoli¬
tycznego łowcę narzędzia).
C o zatem z k r z e m i e n n y m arte-faktem? Czy nie na¬
leży widzieć w n i m zapisu owej sekwencji gestów, reje¬
strującego j ą niczym p r y m i t y w n a płyta gramofonowa?
A l e może coś więcej: czyż nie o n właśnie, techniczny
wytwór - a nie t y l k o „świadomość" wykonawców jest szczególnym nośnikiem uogólnionej pamięci kul¬
turowej? Inaczej mówiąc - jest o n nie t y l k o rejestracją
dopełniającą t e n konkretny, wytwórczy gest, ale też
materializacją ogólnej wiedzy, k u l t u r o w y m wzorcem,
poprzedzającym logicznie i określającym samą możli¬
wość owej powracającej frazy l u d z k i c h gestów, a także
weryfikującym jej poprawność.
D o sporu o logiczne pierwszeństwo między źródłowym-vs-frazowanym „sensem" a ekspresyjnym-vs-frazującym „ językiem" włącza się zatem trzeci, zewnętrz¬
ny wobec świadomości element. Jeśli chcielibyśmy
jeszcze raz odwołać się d o t e r m i n o l o g i i Husserla, naj¬
bardziej przydatne, j a k się wydaje, byłoby
„świadomości obrazowej" -

W Wykładach

pojęcie

Bildbewusstsein.

z fenomenologii

wewnętrznej

mości czasu „świadomość obrazowa"

świado­

(bildbewusstsein)

pojawia się niejako m i m o c h o d e m (par. 2.28) - jako
negatywny składnik d e f i n i c j i przypomnienia wtórne¬
go, czyli pamięciowego uobecnienia przeszłości. Hus¬

Guy Pearce w filmie Memento

serl pisze zatem: „Trzeba jeszcze rozważyć, do jakiego
g a t u n k u należy t o uobecnienie, o którym tutaj jest
i mowie u ludzi p i e r w o t n y c h , będą mówić o określonej

mowa.

syntezie gestualnej, gdy przy analizie k a m i e n i a ciosa¬

w przypadku świadomego odwzorowania obrazowego

nego będą wykazywać, że ociosanie tego k a m i e n i a za¬

(malowidło, popiersie, i t p . ) , nie w c h o d z i w grę."

kładało pewną liczbę związanych ze sobą gestów i t o
pasmo gestu jest j a k pasmo f r a z y " .

Reprezentacja przez p o d o b n y o b i e k t , j a k

Świadomość obrazowa -

„Malowidło, popiersie,

i t p . " - wyprowadza pamięć poza obszar świadomości.

15

Ciosanie określonego narzędzia krzemiennego jest

W

obrazie malarskim n a przykład, który oglądamy

powtarzalną sekwencją gestów, które n i e t y l k o coś

w galerii, powstałym w bliższej l u b dalszej przeszłości,

produkują, ale też „frazują". S ą ( t o już moje własne

dostrzec możemy co najwyżej ślad, zapis, uzewnętrz¬

skojarzenie) niczym skodyfikowane r u c h y aktora w te¬

nienie pamięci malarza, który coś kiedyś widział l u b

atrze azjatyckim; są techniką, zatem umiejętnością

sobie wyobrażał. M y - możemy studiować t e n obraz,

określoną k u l t u r o w o i tak też, jako tradycja, j a k język

ale przecież nie jako pamięć naszej własnej, przeżytej

(a nie t y l k o jako „sens" - t u t a j : użyteczna przydatność

przeszłości.

17

wytworzonego za i c h pomocą narzędzia) przekazywa¬

To przywołane i o d razu porzucone przez Husserla

n ą . W t y m znaczeniu wszelka t e c h n i k a (techne) zawsze

pojęcie - rozumiane jako i n n a „pamięć", wykraczająca

jest m n e m o - t e c h n i k ą .

poza obszar świadomości, czyli poza retencję i rekolek¬

Ricoeur mówi zatem o kształtującym, „frazującym"

cję - odegrało znaczącą rolę w kształtowaniu się myśli

geście, który nie wyczerpuje się w skutecznym w y t w a -

Jacques'a Derridy, w jego rozprawie z fenomenologicz95

Wojciech Michera

» O B L I V B C E R E O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

n y m p r y m a t e m poznawczym „żywej o b e c n o ś c i " i „na­
ocznej oczywistości".

18

D e r r i d a , j a k w i a d o m o , wszyst­

W y m o w a f i l m u Memento

k o odwraca, całą tę logikę doświadczenia poznawcze­

nie jest jednoznaczna.

M a m y w n i m niewątpliwie do czynienia z radykalną

go wraz z jej n i e c h ę c i ą do „zewnętrzności" (logikę „su­

krytyką „pisma" jako ( m n e m o ) t e c h n o l o g i i , która wy­

p l e m e n t u " ) , kwestionując źródłową wyłączność spo¬

pierając żywą pamięć fałszuje (wirtualizuje) rzeczywi­

strzeżenia i przenosząc p u n k t ciężkości w stronę pa¬

stość. Możemy j e d n a k też uznać, że „szczególna przy­

mięci - pierwszej, drugiej, ale także - tej „trzeciej".

padłość" Schelby'ego m a charakter wzorcowy i doty­

Wspólnym b o w i e m korzeniem r e t e n c j i i re-prezentacji

czy w istocie nas wszystkich. A wówczas znika wpraw¬

jest jego zdaniem: „ m o ż l i w o ś ć p o - w t ó r z e n i a

[ré­

dzie nadzieja, wszelka nadzieja, n a możliwość wyzwo¬

ślad

lenia

pétition]
w

w jego

najogólniejszej

znaczeniu najbardziej

postaci,

uniwersalnym,

możliwość,

się z więzów

„technologicznego

złudzenia"

(i w t y m sensie obraz t e n różni się na przykład o d Ma-

która musi nie tylko zamieszkiwać czystą aktualność

triksa),

teraźniejszości, ale także j ą tworzyć za sprawą samego

też „normalność", z jej zwykłą, nie sprawiającą po¬

r u c h u różnicości [différance],

znawczych problemów pamięcią.

szość] w p r o w a d z a " .

który w nią [w teraźniej­

ale zarazem - bardzo problematyczna staje się

Dramatyczna ambiwalencja pamięci i (pokusy) za¬

19

p o m n i e n i a , skojarzona w filmie Memento

R u c h „różnicości" (albo „różni", w polskiej litera¬

z techniczną

différance)

n o t a c j ą i „pismem" - t r a k t o w a n y m „graficznie", j a k

można t u chyba rozumieć (niech znawcy D e r r i d y wy¬

obraz, w y k o n y w a n y m przez bohatera n a własnym cie¬

turze występują oba te tłumaczenia słowa

baczą tę definicyjną profanację) jako nadwerężenie lo¬

le, uwikłanym w namiętność i śmierć - przywołuje

g i k i „obecności", która t r a c i możliwość uzasadniania

bardzo bogate konteksty k u l t u r o w e . Wśród n i c h naj¬

oczywistej toż-samości (oczywistości bycia-sobą „po

ważniejszy wydaje się wątek platoński. Wydaje się

prostu") za sprawą „ frazującej" (że użyję tego obcego

wręcz, że f i l m Christophera N o l a n a potraktować moż¬

Derridzie określenia) pamięci. D l a Husserla, j a k wie­

na jako ilustrację, l u b nawet symulację Sokratesowej

my, t e n wkład pamięci (podobnie j a k języka), t e n

k r y t y k i pisma jako „lekarstwa n a p a m i ę ć "

„osad doświadczeń", stanowił przeszkodę w d o t a r c i u

274-275). A l e t y m zagadnieniem wypadnie zająć się

do istoty rzeczy (skoro cała prawda zawiera się w źró¬

osobno.

(Fajdros

21

dłowej impresji, a błędy „swe źródło mają w odtworze¬
n i u jako t a k i m " ) . Teraz jednak, jeśli podążamy śladem
Derridy, można powiedzieć, że dostęp d o rzeczywisto¬
ści poznawanej w prezentującym spostrzeżeniu otwie¬

Przypisy
1

ra się właśnie dzięki re-prezentującemu przypomnie¬

Tłumaczenie Jerzego Danielewicza. Słowa Stezychora (VII/VI
w. przed Chr.), cytowane przez Platona w Fajdrosie, dotyczą He­

n i u . Ze poznanie z konieczności jest zawsze roz-pozna-

leny. Palinodia: odwołanie pieśni.

n i e m . Ze nigdy nie da się wypreparować czystego „sen¬

ouk estin etymos logos houtos

su" z „ faktyczności" świata, b o nic, żaden „tekst", nie

oud' ebas en neysin eusselmois
oud' hikeo pergama Troias

istnieje poza k o n - t e k s t e m . I że ów k o n - t e k s t nadcho¬
2

dzi spoza sfery świadomości - jest „świadomością ob¬
razową" (bildbewusstsein),

cie źródła jako też kresy przykre", panton pegai kai peirata. Tł. Je­

„faktycznością", którą na-

- p o t y k a m y jako „zawsze-już" istniejącą,

rzego Łanowskiego.

stanowiącą

3

w a r u n e k i zasadę wszelkiego po-wtórzenia i roz-poznania, ponadindywidualną

teratura, opr. Tadeusz Komendant, Warszawa 1999, s. 306 n .
4

W istocie konstrukcja ta jest jeszcze bardziej złożona, bowiem wy­
odrębnione czarno-białą tonacją zdjęć sekwencje rozmów telefo¬

m e n t a c j i - pamięcią kulturową. S a m ą kulturą. Zywio-

nicznych toczą się zgodnie z własnym, niezależnym porządkiem.

łem antropologicznym.
5

D e r r i d a tak podsumowuje swoją książkę Głos i fe­
nologii Husserla

Na temat hypomneumata zob. Michel Foucault, Sobąpisanie, tł.
M . P Markowski, w tegoż: Powiedziane, napisane. Szaleństwo i li­

(„quasi-transcendentalną"),

„zarchiwizowaną" l u b też poddaną procesom sedy¬

nomen. Wprowadzenie

Hezjod w Theogonii (738) pisze o Tartarze: „wszystkiego w świe­

Na temat intertekstualności zob. Ryszard Nycz, Tekstowy świat.
Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000, s. 83

do problematyki znaku w fenome­

6

z r o k u 1967: „Nie w i e m y już zatem,

Pomijam t u nawet aż nadto oczywiste podobieństwo filmu Nolana do opowieści, także literackich, z odwróconym biegiem

czy to, co prezentowało się zawsze jako p o c h o d n a l u b

narracji. Tylko dwa przykłady: filmowy - Nieodwracalne Gaspa-

przekształcona re-prezentacja prostej prezentacji, jako

ra Noe, z roku 2002; literacki - opowiadanie Alejo Carpentie-

«uzupelnienie», «znak», «pismo», «ślad», nie «jest»,

ra Powrót do ziarnka, ze zbioru Wojna czasu, Guerra del tiempo
(Warszawa 1974, tł. Kalina Wojciechowska).

w sensie koniecznie, ale w n o w y sposób a-historycz7

n y m , «starsze» niż o b e c n o ś ć i system prawdy, starsze

Dylemat reprezentacji obrazowej powraca w wielu filmach
Greenawaya, takich choćby jak Brzuch architekta, Kontrakt ry¬

niż «historia». «Starsze» niż sens i zmysły: niż źródło¬

sownika. Należy też wspomnieć (bo na wyczerpujące wyjaśnie¬

w o prezentująca naoczność, niż aktualne i pełne spo¬

nie brak t u miejsca), że wymowa ideowa aktu pisania na ludz¬

strzeżenie «rzeczy samej», niż widzieć, słyszeć, doty¬

kim ciele jest w Pillow Book zupełnie inna niż w Memento.

kać, zanim nawet d o k o n a się rozróżnienia n a i c h

8

„Każdy dzień jest pierwszy, jeśli nie pamięta się poprzedniego" -

«zmysłową» dosłowność i metafizyczną inscenizację

mówi cierpiąca na zaniki pamięci bohaterka najnowszego filmu

w całej h i s t o r i i f i l o z o f i i " .

Clauda Leloucha Piano Bar (cytuję z pamięci).

20

96

Wojciech Michera

• OBLWISCERE

O POKUSIE ZAPOMNIENIA I DYLEMATACH REPREZENTACJI

Edmund Husserl, Wykłady z fenomenologii wewnętrznej

ufundowaniu logicznych treści na wyrażeniach językowych, fe¬

świado­

mości czasu, tł. Janusz Sidorek, Warszawa 1989. Poglądy Hus­

nomenologia opiera te ostatnie na sile intencjonalności, która

serla przedstawiam t u w sposób radykalnie uproszczony. Na te­

jest pierwotniejsza od języka i łączy się ze «świadomością» jako

mat Husserlowskiej koncepcji czasu zob. np.: Maurice Merleau¬

taką". Por. też Derrida (Głos i fenomen): „Husserl [...] chciał

-Ponty, Fenomenologia percepcji, tł. M Kowalska i J. Migasiński,

niewątpliwie zachować pierwotnie niemą, «przed-wyrażenio-

Warszawa 2001 (rozdział Czasowość,

wą» warstwę przeżycia" (s. 26).

s. 431 n.); Krzysztof M i ­

chalski, Logika i czas. Próba analizy Husserlowskiej teorii sensu,

Trzeba jednak wspomnieć (i z braku miejsca - tylko wspo¬

Warszawa 1988 (rozdz. 3.); Jacques Derrida, Głos i fenomen, tł.

mnieć), że po latach Husserl zrewiduje swój pogląd na temat

Bogdan Banasiak, Warszawa 1997.

bildbewusstsein - w rozprawie na temat Pochodzenia Geometrii
Paris

(1937). Stwierdzi tam, że właśnie „zapis" pozwala przekroczyć

1967, s. 72). Dlatego też Husserl przeciwstawia się poglądowi

istotną słabość indywidualnej pamięci, tę mianowicie, że jest

Por. Derrida, Głos...

(1. wyd.: La voix et le phénomène,

Brentana, który twierdził, że także pierwsza pamięć ma charak¬

śmiertelna. Pismo, jako uzupełnienie pamięci, umożliwia jej

ter wyobrażenia.

przekazywanie kolejnym pokoleniom i kumulację, stając się wa¬

Por. Vincent Descombes, To samo i inne. Czterdzieści pięć lat fi­

runkiem możliwości powstania takiej na przykład dyscypliny,

tł. B. Banasiak i K. Matuszewski,

jak geometria. Wstęp Derridy do (własnego tłumaczenia) Po¬

lozofii francuskiej (1933-1978),

chodzenia Geometrii jest pierwszym dziełem tego francuskiego fi¬

Warszawa 1997, s. 94 n .

lozofa, w którym w jasny już sposób zarysowuje swoją koncep¬

Klaus Nellen, „Język" i „świat przeżywany" w myśli Husserla, w:
Świat przeżywany. Fenomenologia i nauki społeczne,

cję „pisma" (Introduction, w: E. Husserl, Lorigne de la géométrie,

Z. Krasno-

dębski i K. Nellen (red.), Warszawa 1993, s. 130. Zob. też Der­

Paris 1962).

rida, Forma i znaczenie. Uwagi o fenomenologii języka, w tegoż: Pi­

Zob. Bernard Stiegler, Derrida and technology: fidelity at the limits

smo filozofii, tł. B. Banasiak, s. 109-128

of deconstruction and the prothesis of faith, w: Tom Cohen (red.),

Paul Ricoeur, Husserl i Wittgenstein o języku, tł. M . Drwięga,

Jacques Derrida and the Humanities, Cambridge 2001, zwł. s.

„Principia" X V I - X V I I , 1997, s. 59-69

244.

Paul Ricoeur, Struktura a znaczenie w mowie, tł. Stanisław Ci­

Derrida, La voix et le phénomène,

chowicz, w tegoż: Egzystencja i hermeneutyka, Warszawa 1985, s.

i podkreślenie własne - W M . Por. Głos..., wyd. cyt., s. 113). Por.

276 (podkr. - W M )

Stiegler, s. 242-43.

s. 75 (wyjątkowo tłumaczenie

Tamże, s. 277. Ricoeur odwołuje się tu do pracy André Leroi-

Derrida, Głos..., wyd. cyt., s. 173-174.

-Gourhan Le geste et la parole. Powołuje się na nią także Derri­

Uwagi dotyczące filmu Memento miały być krótkim, jedno-dwu

da w rozważaniach na temat (arche) pisma (O gramatologii, tł.

stronicowym wprowadzeniem do tekstu na temat „pokusy zapo¬

B. Banasiak, Warszawa 1999, wyd. oryg. De la grammatologie,

mnienia" u Hezjoda i Homera. Ponieważ jednak rozrosły się one

Paryż 1967)

ponad właściwą miarę, przynaglany też czasem, skorzystałem
z uprzejmej sugestii Redaktora Naczelnego „Kontekstów", by

Pisze Ricoeur: „Kiedy Husserl stwierdza, że wszelka świadomość
czegoś, że wszelka świadomość jest świadomo¬

„wstęp" t e n opublikować niezależnie. Pozostało kilka śladów

ścią intencjonalną, stara się umieścić znak wraz z jego dynami¬

wcześniejszego zamierzenia, m . i n . motto, pierwsze zdanie,

jest świadomością

ką o wiele niżej niż mowa w powszechnej właściwości - można

a także uparcie wtrącane i - wobec słabo uzasadnionej przydat¬

by rzec niemal - życia, w każdym razie życia świadomości, któ¬

ności - wyglądające pretensjonalnie pojęcia greckie. Nie usuną¬

re daje się wykryć w postrzeganiu, które daje się wykryć w dzia¬

łem tych błędów, licząc, że życzliwy Czytelnik znajdzie dla nich

łaniu, i ta moc znaczenia czegoś ulegałaby artykulacji nie tylko

usprawiedliwienie w artykule, jaki ukaże się w następnym nu¬

na poziomie mowy, ale także na poziomie o wiele niższym niż

merze pisma.

mowa, zwanym antepredykatywnym, który jest czymś uprzed¬

Pragnę przy tej okazji podziękować Mateuszowi Damięckiemu,

n i m w porządku życia wobec aktu nadawania predykatów

studentowi Akademii Teatralnej w Warszawie, za wytrwałą za¬

przedmiotom dyskursywnym." (Struktura..., s. 285. W innym

chętę, która skłoniła mnie do obejrzenia filmu Christophera

zaś miejscu czytamy (Ricoeur, Husserl..., wyd. cyt. s. 61): „Po

Nolana.

97

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.