-
Title
-
Sukces wśród najuboższych.Chicagowscy Indianie i ich elita / LUD 1987 t.71
-
Description
-
LUD 1987 t.71,s.133-158
-
Creator
-
Mucha, Janusz
-
Date
-
1987
-
Format
-
application/pdf
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:1793
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1932
-
Subject
-
Indianie Ameryki Płn.
-
Chicago - społeczność indiańska
-
Text
-
Lud, t. 71, 1987
JANUSZ
MUCHA
Uniwersytet
Jagielloilski
SUKCES WŚROD NAJUBOŻSZYCH. CHICAGOWSCY INDIANIE I ICH
ELITA 1
Wstęp
Indianie amerykańscy to jedna z naj uboższych grup etnicznych 2
w Stanach Zjednoczonych. Istnieje wiele raportów dotyczących ich sytuacji. Niektóre wspominane były w literaturze polskiej 3. Przypomnijmy
kilka faktów odnoszących się do lat sześćdziesiątych. W 1967 roku 90%
mieszkań, w których żyli Indianie, znajdowało się ponieżj dopuszczalnej
w USA granicy standardu. Średni tygodniowy dochód rodziny indiańskiej wynoEiił 30 dolarów, podczas gdy dochód rodziny nie-indiańskiej
wynosił 130 dolarów. Bezrobocei w rezerwatach szacowano na 46% osób
zdolnych do pracy. Wskaźnik zachorowań na cukrzycę był wśród Indian
7 do 15 razy (w różnych rezerr'watach) wyższy, niż u nie-Indian. Indianie
dożywali średnio 64 roku życia, podczas gdy pozostali Amerykanie 71 lat 47. PCld koniec następnej dekady Indianie nadal należeli do najuboższych grup etnicznych Ameryki 5. Wielu Indianom, ale też wielu
na temat tej zbiorowości.
l Badanid,
których częściowe rezultdty publikowane są w tym tekście, sfinansJwane zastaly przez American Council of Learned Societies, któremu winien jes'_cm wdzięczność_ Przede wszystkim jednak podziękowania należą się tym wszystkim Indianom chicagowskim, z którymi rozmawiałem.
2 Terminu
"grupa etniczna" używam tu w szerokim znaczeniu, obejmującym
zarówno zbiorowości wyodrębniające
się od otoczenia społecznego swymi cechami
narodowymi, religijnymi, jak i "rasowymi". Por. na ten temat mój artykuł Prze-
obrażenia
społeczeństw
wieloetnicznych
pod wpływem
konfliktów
etnicznych,
w: Za-
pod redakcją Hieronima Kubiaka i Andrzeja K. Palucha,
Wrocław, Ossolineum 1'980_
3 Por. np. mój
artykuł Z prerii na ulicę. Przemiany
indiańskiej
społeczności
Chicago, "Lud", t. 69, 1985.
4 POI'. np. Gerard
Littman, Alcoholism,
Illness, and Social Pathology
among
American
Indians in Trans'tion,
w: American Journal of Public Health and the
Nation's Health" 60, 9, September 1970, s. 1771; Bruce A. Chadwick, The Inedible
Feast, w: Native
Americans
Today:
Sociolo[lical
Perspect;ves,
ed. by
Howard
M. Bahr, Bruce A. Chadwick and Robert C. Day, New York 1972, s. 13.2.
"Par.
Thomas Sowell, with the assistance of Lynn D. Collins (ed.), Essay.'
and Data on American
Ethnic Groups. The Urban Institute
1978, ss. 257 - 58.
łożenia
teorii
asymilacji,
134
Janusz Mucha
instytucjom rządowym, wydawało się, że wyjściem z dramatycznej sytuacji w rezerwatach byłaby emigracja zarobkowa do wielkich miast,
połączona z możliwie częstymi wizytami "w domu", to znaczy w rezerwacie.
Zróżnicowanie społeczne tradycyjnych społeczności plemiennych to
głównie podział według płci, wieku , podział na kasty, klany, grupy pokrewieństwa 6. W miejskich społecznościach zbiorowości genetycznie plemiennych utrzymać się mogły faktycznie tylko tradycyjne związki rodzinne. Włączenie się Indian do życia w ramach nowoczesnego podzi:llu
pracy spGwGdowało pojawienie się nowego, w przyp3dku tej grupy etnicznej, charakterystycznego dla miasta, zróżnicowania społecznego. Według
raportów z przeprowadzonych w latach 1~68 i 1969 badań indiallskiej
społeczności Chicago, podzielić można ją było na trzy podstawowe kategorie społeczno-ekonomiczne. Około 70% Indian miało należeć do mało
stabilnej społecznie zbiorowości osób zajmujących sif; dorywczą, niewykwalifikowaną pracą fizyczną (daily-pay
labor), około 20% do ustabilizowanej klasy robotniczej, a 10% do klasy średniej, rozproszonej wśród
klasy średniej całego miasta 7. W tym tekście interesować mnie będzie
głównie ta ostatnia grupa.
Jak wiadomo, w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie istnieją obecnie 173 indiańskie grupy kulturowe 8. Mimo tej różnorodności, wci'1ż
trwają, jak się wydaje, pewne cechy wspólne wszystkim grupom india/lskim, których szczególne natężenie pozwala odróżnić ich kulturę od kultur nie-indiańskich. Wymieilmy tylko kilka z nich: hojność i nacisk na
dzielenie się tym wszystkim, co się posiada; niechęć do antagonizowania
innych i do mieszania się w cudze sprawy; przykładanie wielkiej wagi
do systemu pokrewieilstwa, z czym wiąże się poczucie odpowiedzialności
przede wszystkim za krewnych, a także wychowywanie dzieci przez szeroko rozumianą rodzinę; traktowanie pracy jako czegoś, dającego przede
wszystkim satysfakcję, a dO'piero potem pieniądze; niechęć do współzawodniczenia z nie-Indianami; na okręgu, a nie na linii oparta koncepcja
Por. np. Raymond Firth, Spoleczności l1ldzkie. Wstęp do antropologii
społecz1965 (1'956), ss. 114 - 46; Harold E. Driver, Indians of North l1merica,
Chicago and London 1'9'75(1961), ss. 330 - 4-1, Abraham Rosman and Paula G. nubel,
The Tapestry
of Culture. An Introduction
to Cultural
Anthropology,
Nc's York
1985, ss. 49 - 9':1.
7 Par.
George D. Scott, John K. Whitc and Estelle Fuchs, Ind 'ans WId t heir
Education in Chicago, w: National
Study of American
Indian Education. Serics II,
NO.2. 1969, ss. 2 -7; Estelle Fuchs and Robert J. Havighurst, To Ure on lhis
Earth. American
Indian Education. Garden City, NY 1973, ss. 107 - 09.
s Par. Edward H. Spicer, The American Indians. Cambridge, Mass and London,
England 1982, s. 13.
5
nej, Warszawa
CHICAGOWSCY
INDIANIE
I ICH ELITA
135
czasu i przestrzeni, łącząca w jedno to co było, jest i będzie, to co jest
tu i to co jest tam 9. Te cechy kulturowe utrudniają Indianom skuteczne
współzawodniczenie z innymi grupami etnicznymi w nowoczesnym, wielkoprzemysłowym mieście.
W każdej grupie, nawet naj uboższej i naj gorszej przystosowanej do
życia w Jej społecznym otoczeniu, istnieć muszą i istnieją ludzie, którzy
w opinii własnej i opinii innych członków grupy odnieśli sukces. Celem
tet{0 tekstu jest przeanalizowanie wzorów sukcesu WŚTód amerykal'l.skich
indIan mieszkajqcych w wiekim mieście. Zimą roku 1982 i wiosną roku
l (;2:1 przeprowadziłem długie wywiady z 34 Indianami żyjącymi w Chicago, będącymi, wedle moich informacji, ludźmi sukcesu. Niektóre ich nazwiska znalazłem w rozdziale "Indiański biznes" w broszurze American
Indian Community Se'rvice Directory, wydawanej przez niewielką indiańską uczelnię chicagowską o nazwie NAES College (wydania z roku
1981 i 1982). Inne nazwiska podali mi sami Indianie. Zainteresowany byłem rozmowami tylko z tymi ludźmi, którzy zdaniem własnej społeczności odnieśli sukces w swej zawodowej działalności poza-indiańskiej, ale
równocześnie znani byli jako członkowie tej społeczności. Kilka osób nie
chciało ze mną rozmawiać, podając różne powody. Gdy pytałem o dalsze nazwiska, po odbyciu wspomnianych 34 wywiadów, okazywało się,
że otrzymywałem wciąż te same, znane mi już nazwiska. Z tego względu
przypuszczać można, że w liczącej 5 do 10 tysięcy osób społeczności indiańskiej w Chicago istnieje tylko kilkadziesiąt osób, o których wiadomo,
że w swej poza-indiańskiej działalności odnieśli sukces, nie asymilując
sie przy tym w pełni. Być może więc zbiór osób, z którymi rozmawiałem, jest reprezentatywną (choć nie dobieraną losowo) próbą interesującej mnie tu zbiorowości.
Gdy mamy do czynienia z tak małą liczbą osób jak trzydzieści cztery,
niemożliwe jest prowadzenie jakichkolwiek subtelnych analiz statystycznych. Nie chodzi mi zresztą o przedstawienie danych statystycznych.
Moim celem jest tylko analiza pewnych wzorów działalności, uważanej
za reprezentującą sukces przez członków bardzo biednej i słabo dostosowanej do nowoczesnego przemysłowego społeczeństwa zbiorowości etnicznej. Historię samej tej zbiorowości przedstawiłem w artykule cytowanym w przypisie trzecim. Podane są w nim też inne źródła informacji
Por. np. Richard G. Woods and Arthur M. Harkins, Indian Ameri~'a1}s in
Minneapolis 1968, s. '8; Wilcomb E. Washburn, The Indians in America,
New York et al. 1975. ss. 12 -21, Ill; Murray L. Wax and Rosalie H. Wax, Religion
among American Indians, w: .,The Annals of the American
Academy of Political
and Social Sciences", vol. 436, March 1978, ss. 28 - 30; Rosalie H. Wax and Robert
K. Thomas, American Indians and White People, "Phylon" XX, 4, Winter 1961,
ss. 306, 310 - 12.
9
Chicago.
Janusz Mucha
136
2. I n d i a ń s k i e
c h a rak
t e r y s t Yk i
badan ej
p rób y
Indianie, z którymi przeprowadzane były wywiady, reprezentują 17
plemion, ale ich większość pochodzi z czterech plemion. Mamy tu więc
siedmiu Chippewa, czterech Winnebago, trzech Sioux i trzech Cherokee.
Chippewa and Sioux to od lat jedne z największych "plemion chicagowskich" 10. Dwadzieścia pięć osób urodziło się w rezerwatach (dwie z nich
oświadczyły, że stało się to przez przypadek, ale oba te "przypadki" polegały na tym, że rodzice przybyli specjalnie do rezerwatu, aby dziecko
urodziło się "w domu" i rodzina spędziła tam później co najmniej sześć
miesięcy). Pięć innych osób urodziło się w małych wioskach indiańskich
ulokowanych poza rezerwatami. Tak więc tylko cztery osoby nie urodziły
się w społeczności indiańskiej. Trzydzieści jeden osób zarejestrowanych
było w swoich plemionach. Pozostałe trzy nie były zarejestrowane z powodów biurokratycznych. Dwadzieścia sześć osób oświadczyło, że są Indianami pełnej krwi, a pozostali mieli w sobie od jednej czwartej do
trzech czwartych krwi indiańskiej. Jedenaście osób zadeklarowało, że
mówiły one biegle w swoim języku plemielmym. Siedemnaście innych
osób było w stanie porozumiewać się w tym języku, choć z mniejszymi
lub większymi trudnościami, a sześć osób nie znało wogóle swego języka. Dwadzieścia osób było kiedyś, lub w ostatnim czasie, bardzo aktywnymi członkami chicagowskiej społeczności indiańskiej, podczas gdy pozostali to mniej lub bardziej bierni jej członkowie. Bierność oznaczała tu,
że uczestniczyli oni w pow-pow kilka razy w roku (tańce powo-wow odbywają się w Chicago około 15 razy w roku), bądż też, że uczestniczyli
rzadko w rutynowych imprezach indiańskich, ale na przykład wystawiali
swe prace na wystawach .organizowanych przez chicagowskie stowarzyszenie artystów indiańskich.
3. I n n e c h a rak
Indianie,
t e r y s t Y k i P rób y
z którymi
rozmawiałem,
to przede wszystkim
mężczyzll1
(23) w wieku od 40 do 50 lat. Sześć osób miało mniej niż 40 lat, a osiem
więcej niż 55 lat. Trzy osoby były już na emeryturze; trzy były czasowo bezrobotne (lata 1982 i 1983 to okres wielkiego bezrobocia \'1 stanie
Illinois, a zwłaszcza w Chicago), ale poprzednio pracowały stale i bez
10
POr. np. Woods i Harkins, op. cit., s. 20.
CHICAGOWSCY
INDIANIE
I ICH ELITA
137
kłopotów; szesc osób pracowało we własnych, mimo iż bardzo niewielkich, przedsiębiorstwach, a pozostali byli wysoko wykwalifikowanymi robotnikami bądź pracownikami umysłowymi.
Piętnaście osób przybyło do Chicago, gdy nie mieli jeszcze 20 lat,
a trzynaście osób między 21 a 30 rokiem życia. Tylko cztery osoby z tych
dwćch grup oświadczyły, że miały jakieś problemy z adaptacją do miejskiego życia w Chicago. Trzy osoby przyjechały do Chicago w ramach
organizowanej przez BuremJ of Indian Affairs akcji przesiedleń 11.
Siedemnaście osób było właścicielami domów lub mieszkań, w których żyły. Pozostali wynajmowali mieszkania o zupełnie przyzwoitym,
nawet jak na warunki amerykańskie, standarcie. Ponad jedna czwarta
próby (9 osób) miało co najmr:iej akademicki stopień bakałarza (B. A.
lub B. Sc.), a ponad jedna trzecia próby (12 osób) studiowała kiedyś na
wyższych uczelniach, ale nie uzyskała żadnego stopnia akademickiego.
Trzy osoby nie ukończyły nawet szkoły średniej (high-schooL), uważanej w Ameryce za szkołę niezbędną dla otrzymania jakiejkolwiek stałej
pracy. Pozostałe dziesięć osób ukończyło szkołę średnią oraz kursy zawodowe różnego typu i różnej długości trwania.
Niezbędne jest wspomnienie w tym miejscu problemu alkoholizmu,
do którego z konieczności trzeba będzie kilkakrotnie wracać. Nie pytałem moich rozmÓwców o nic na ten temat, ale dziesięć osób (ośmiu
mężczyzn i dwie kobiety) samych oświadczyło mi, że miało w swoim
życiu poważne problemy związane z nadużywaniem
alkoholu.
Pięć
z tych osób znalazło się w jakimś okresie w stanie nałogowego alkoholizmu i żyło na ulicy w społeczności alkoholików (skid row). Trzy z tych
pięciu osób są obecnie "niezależnymi biznesmenami". Sześciu mężczyzn
(z ośmiu) stwierdziło, że ich problemy alkoholowe narodziły się lub poważnie rozwinęły w czasie służby wojskowej.
4. P r z e s z k o d Y d o p o k o n a n i a
Jak wspomniałem w poprzedniej części tego tekstu, droga większości
indial'lskich ludzi sukcesu z Chicago do pozycji zajmowanych obecnie
nie była szczególnie zawikłana. Niektórzy z nich napotykali jednak trudności, które mogą być typowe dla innych Indian, tych, którzy nie osiągnęli w mieście sukcesu. Cztery osoby, z którymi rozmawiałem, wspominały o trudnościach z zaadaptowaniem się do miejskiego życia w Chica11
Na temat tej akcji piszę w pracy cytowanej
w przypisie nr 3.
138
Janusz Mucha
go. Trzy z nich uznały, że organizacja przestrzeni miejskiej, oparta na
zasadach innych niż te, do których wcześniej przywykły, przyczyniła
się do ich wstępnych niepowodzeń zawodowych i ogólnie - życiowych.
J eden z tych ludzi, dziś uznany indiański 8rtysta-malarz, podkreślił jednak inny czynnik jako znacznie istotniejszy. Przybył on do Chicago prosto z rezerwatu, korzystając z organizowanej przez BIA akcji przesiedleń, gdy miał 22 lata. Po raz pierwszy w swym życiu znalazł się tu
w środowisku prawie całkowicie pozbawionym Indian. Jak wspominał,
samotność była dla niego najwnżniejszym problemem. Nie było trudno
przezwyciężyć ją, ale trzeba było by w tym celu zacząć uczqszczć'..ć;do
"indiańskich barów". Na to jednak nie miał jeszcze wtedy ochoty. Inny
mężczyzna, obecnie projektant elektrowni, po uk0l1czeniu szkoły podstawowej w rezerwacie, poszedł do szkoły średniej umieszczonej poza.
jego granicami. Mówił wówczas przede wszystkim swym własnym, plemiennym językiem, a w niewielkim zakresie łamaną angielszczyzną. Porządne nauczenie się angielskiego zajęło mu ponad rok. W Chicago, dokąd przybył po ukończeniu szkoły średniej, w wieku 18 lat, nie mógł
przystosować się do "psiego świata" białych ludzi, którzy "szczekali na
siebie i gryźli się nawzajem". W końcu nauczył się pracować z nimi,
ale do dziś żyje w prawie zupełnej izolacji od nich. Ale nie było łatwo
nauczyć się nawet współpracować z białymi. "Biała" koncepcja czasu dopuszcza sytuację, w której ludzie rządzeni są przez swe zegarki. Koncepcji tej przybysz nie był w stanie zrozumieć. W końcu przyzwyczaił
się do "białego pojęcia czasu", a nawet doszedł do przekonania, iż jest
to jedyna trafna koncepcja wtedy, gdy współpracować ze sobą mają
duże grupy ludzi. (Do podobnego wniosku doszło po latach również paru
innych Indian, z którymi rozmawiałem). Przez około dziesięć lat był na
krawędzi wyrzucenia z pracy za stałe spóźnianie się. Uratować go miało
bardzo solidne wykonywanie obowiązków wtedy, gdy był w pracy.
Inną, bardzo ważną przeszkodą, którą wielu amerykańskich Indian
musiało przezwyciężyć, było pijaństwo. Według
Littmana, w latach
sześćdziesiątych, wśród Indian ,,44% śmierci osób dorosłych związane
było z użyciem alkoholu, a 3 (14%) spośród 22 śmierci dzieci było skutkiem nadużycia alkoholu przez rodziców" 12. Następna dekada nie zmieniła sytuacji. "Współczynnik śmiertelności Indian z powodu marskości
wątroby jest mniej więcej trzy razy wyższy niż taki współczynnik dla
całej ludności USA. Aresztowania wywołane nadużyciem alkoholu są
liczniejsze, a wywołane nadużyciem alkoholu śmiertelne wypadki drogowe są znacznie częstsze wśród Indian w porównaniu z innymi grupami.
Ponadto, współczynnik samobójstw wśród niektórych grup indiańskich
12
Por. cytowana praca tego autora, s. 1771.
CHICAGOWSCY
INDIANIE
I ICH ELITA
139
wydaje się być bezpośrednio powiązany z wysokim poziomem spożycia
alkoholu" 13.
Prawie jedna trzecia próby musiała stawić czoła wspomnianemu problemowi. Wszyscy oni zdołali go przezwyciężyć. Interesujące są ?arówno
drogi, które prowadziły Indian do alkoholi7.ri1u, jak i sposoby wydobywania siC;z niego. Wcześniej przedstawiłera pewne ogólne infarmncje na
temat tych osób, z którymi rozmawiałem, a które kiedyś piły. Obecnie
chciałbym skoncentrować się na wzorach picia i przezwyciężania alkoholizmu. Prezentowanie tych kwestii nie ma na celu podtrzymywania tradycyjnego w literaturze amerykailskiej obr2zu Indianina-pijo.ka, Jecz rna
wskazać pewne źródła problemu, a także możliiNości pozbycia się go.
Z grubsza biorąc, moglibyśmy mówić o "indiańskich" i "nie-indiańskich" początkach nadużywania alkoholu wśród badanych Indian. Moim
zdaniem do pierwszej grupy zaliczyć można cztery, a do drugiej sześć
osób.
Rozpocznijmy od tych powodów picia, które są w znacznej mierze,
choć nigdy jedynie, związane z faktem bycia Indianinem. Dwóch mężczyzn rozpoczęło nadużywanie alkoholu - choć, jak twierdzili, nie był
to jeszcze alkoholizm - w wojsku, a więc w środowisku nie-indiańskim. Pfźniej jednak znaleźli się w Chicago, nie mogli przyzwyczaić się
do życia miejskiego, do samodzielności, samotności, wywołanej brakiem
innych Indian. Tutaj dopiero różnice między obyczajami
indiańskimi
a obyczajami tkwiącymi w dominującej kulturze białego człowieka nabrały jaskrawego charakteru. Mężczyźni ci znaleźli sposób na rozwiązanie swoich kłopotów pijąc w czasie wolnym od pracy. Piątkowo-sobotnie intensywne picie ciągnęło się w ich przypadku przez ponad dziesięć
lat. Trzeci mężczyzna uczęszczał do średniej szkoły poza rezerwatem,
z białymi Amerykanami. Oni wiedzieli znacznie więcej niż on o tym
wszystkim, co się w szkole liczyło. Oni byli lepszymi uczniami, zachowywali się zawsze o wiele swobodniej niż on. Miał poczucie niższości.
Przezwyciężyć mógł je jedynie przy pomocy alkoholu. Tylko picie dawało mu odwagę, której potrzebował w kontaktach ze swymi kolegami.
Służba wojskowa umocniła tylko ten nawyk.
Jedna kobieta, należąca do tej grupy, wychowana była w swej kulturze plemiennej przez bardzo tradycyjną i autorytarną matkę. W jej
rodzinie, czy - szerzej mówiąc - w jej rezerwacie, dbano o dzieci
w sposób właśriwy, ale brakowało tam czułości i ciepła. Kobieta "-a potrzebowała jednak owego ciepła i czułości. Wychowanie spowodo\ 'ało,
że rozluźnić się nie mogła bez dodatkowego silnego bodżca. Gdy lJ liała
13
'1978,
Alan L. Sorkin,
s. 5Q.
The Urban
American
Indian,
Lexington,
Mass. and Toronto
140
Janusz Mucha
kilkanaście lat okazało się, że takim,' bardzo jej potrzebnym środkiem
może być alkohol. Później dorosła, wyszła za mąż za białego i przestała
pić. Żyła przez całe lata jako zamożna reprezentantka klasy średniej,
mieszkająca z mężem w eleganckiej dzielnicy. Po siedmiu latach pobytu
w Chicago natrafiła przypadkiem na plakat z2.cl:ęcający do udziału w
pow-wow. Zaczęła uczestniczyć w spotkaniach w instytucjach indiańskich i bardzo pragnęła zaprzyjaźnić się z Indianami. Ci jednak nie
chcieli jej zaakceptować z uwagi na jej pozycję klasową i miejsce zamieszkania. Zaczęła więc uczęszczać do "indiańskich barów", zapraszała
pijących i pijanych Indian do swego i swego męża eleganckiego mieszkania. Przyjaźni tym sposobem nie znalazła, wyrzucono ją natomiast za
pijaństwo z kierowniczego stanowiska w banku. W końcu jednak doszła
do siebie, znalazła nową, dobrą pracę w innym banku, a równocześnie
stała się szanowaną aktywistką kilku indiańskich organizacji.
"Nie-indiańskie" początki nadużywania alkoholu są częstsze w analizowanej tu próbie ludzi sukcesu. Podobnie jak w poprzedn:m przypadku, choć nieco inaczej, powiązane są one głównie ze służbą wojskową.
Trzech mężczyzn rozpoczęło picie w siłach zbrojnych nie dlatego, że
czuli się samotni bez innych Indian, lecz dlatego, iż picie uważane tam
było za jedyny, społecznie akceptowany, sposób spędzania wolnego czasu.
Jedna osoba zaczęła pić ze swym ojcem, Indianinem, który pracował
z białymi jako robotnik przy budowie kolei, a później ośrodków uniwersyteckich. Był on solidnym pracownikiem, ale podobnie jak jego koledzy, spędzał większość czasu z dala od domu i jedyną rozrywkę znajdowali oni wszyscy w piciu. Piąty mężczyzna, którego indiańska matka
także piła wiele, zaczął sam picie z białymi kolegami w szkole średniej.
Pił od tego czasu niemal bez przerwy przez ponad dwadzieścia pięć lat.
Jedyna kobieta należąca do tej kategorii piła dość dużo ze swymi białymi koleżankami przez około cztery lata, dopóki nie wyszła za mąż
i nie zaszła w ciążę.
Pięć osób (tylko mężczyźni) z mojej próby znajdowało siG kiedyś
w chicagowskim skid row, a więc w ulicznej społeczności nałogowych
alkoholików. Tylko jedna z tych osób należy do grupy o "indiańskich"
początkach i powodach alkoholizmu. Jednakże wszyscy oni spotkali na
ulicy innych alkoholików - Indian. Każdy z przypadków owych pięciu
osób jest bardzo interesujący, ale tu skoncentrujemy się na jednym
z nich. Jest to przypadek Indianina (nazwijmy go Johnem), będącego
obecnie uznanym artystą, pracującego we własnym studio. Jako młodzieniec mieszkał w dużym mieście w Teksasie, gdzie ukończył szkołę
średnią. Już w szkole pił z kolegami. Po zdobyciu dyplomu wyjechał do
Kalifornii i spędził tam osiem lat stale pijąc. W ogóle nie może sobie
CHICAGOWSCY
INDIANIE
I ICH ELITA
141
przypommec pierwszych trzech lat pobytu w tym stanie. Pamięta natomiast, że później pracował przez rok jako drukarz, upijając się co
tydzień. Po roku dostał płatny urlop, jedyny w życiu, ale nie mógł
sobie przypomnieć tego, co robił przez cały następny rok. Wrócił później do Teksasu, gdzie pracował dorywczo i pił codziennie. Pamięta on
też, że około dwadzieścia lat temu przyjechał ze stanu Kolorado do Chicago i tu kompletnie pijany wypadł z pociągu. Następnie dziesięć lat
spędził John na ulicy z innymi nałogowymi alhokolikami. Wiele razy
był aresztowany, wiele dni i nocy spędził w więzieniu. Był wówczas
zadowolony, gdyż było mu ciepło i nie był głodny. Często bywał zabierany do szpitali, gdyż alkohol zniszczył mu zdrowie fizyczne i psychiczne. Jedna z ulicznych społeczności nałogowych alkoholików znajduje się
na Wilson Avenue w dzielnicy Uptown, gdzie mieszka znaczna część
chicagowskich Indian. Tu również John dotarł. Po raz pierwszy cd czasu dzieciństwa spotkał Indian i wiele czasu spędzał pijąc między nimi
i z nimi. Razem z nimi otrzymywał też pomoc od indiańskich instytucji
i organizacji, jak na przykład American Indian Center czy S1. Augustine's
Center. Ich pracownicy socjalni próbowali wytłumaczyć mu, że czas
już na porzucenie picia i wzięcie się w garść. Ale on czuł się dobrze
pijąc na ulicy ze znajomymi. Kierując się radami wziął jednak udział
w kilku spotkaniach, jednego z paru w Uptown, klubu Anonimowych
Alkoholików (AA). Nie lubił jednak wówczas tych spotkań. Ostatni raz,
gdy po miesiącu spędzonym na oddziale psychiatrycznym jednego ze
szpitali w Uptown wyszedł na ulicę, zdał sobie sprawę z tego, że miał
już 45 lat, nie posiadał zupełnie nic, był ciężko chory, a ważył 25 kilogramów. Miejski wydział szkolenia zawodowego dał mu pomoc finansową i skierował go do ośrodka rehabilitacyjnego
prowadzonego przez
charytatywną organizację żydowską. Pracował w nim około jednego roku i to z trudnościami, gdyż z jednej strony ciągnęło go do picia, a z
drugiej zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństw, związanych z piciem wciąż był przecież poważnie chory, miał na przykład poważne problemy
z koordynacją pracy rąk. Przebywanie w ośrodku zobowiązywało go do
uczestnictwa w spotkaniach klubu AA. Dopiero po kilku latach doszedł
do wniosku, że spotkania te miały ogromne znaczenie dla jego powrotu
do równowagi psychicznej. Pracujący w ośrodku rehabilitacyjnym psycholog zorientował się, że ręce Johna są słabe i nie wyćwiczone, ale
zręczne i wysłał go na kurs artystycznego wiązania węzłów. Po ukończeniu szkolenia John zaczął wytwarzać sznurowe wieszaki na kwiaty,
sprzedawał je, kupował sznur, robił nowe wieszaki, itp. Ośrodek rehabilitacyjny wysłał też Johna do lokalnej dwuletniej uczelni, którą ukończył
w terminie. Przez cały ten czas żył z zasiłku dla bezrobotnych.
Po
142
Janusz Mucha
otrzymaniu dyplomu uczelni podziękował organizacjom charytatywnym,
które się nim opiekowały i zrezygno,wał z dalszej pomocy finansowej.
Na spotkaniach AA przekonano go bowiem, że powinien sam się utrzymywać, a nie obciążać sobą społeczeństwo. Nikt nie mógł go teraz zrozumieć - pracownicy socjalni zetknęli się po raz pierwszy z osobą,
która z własnej woli rezygnowała z zasiłku i chcieli wysłać go do psychoanalityka. Również i później niewiele osób mogło go zrozumieć.
Wszyscy patrzyli na niego jak na wariata, gdy po roku samodzielności
wypełnił dobrowolnie i uczciwie deklarację podatkową. Obecnie John
wynajmuje pracownię i sklep, zarabia wystarczająco, aby żyć dostatnio
i wygodnie, studiuje psychologię na jednym z chicagowskich uniwersytetów i zbliża się do otrzymania stopnia bakałarza. Jest też uważany za
jednego z najbardziej interesujących artystów indiańskich w mieście.
Cztery aspekty powyższej historii są charakterystyczne
dla tych
wszystkich Indian, którzy kiedyś przeszli przez "skid row", a później
osiągnęli sukces. Po pierwsze, nie znaleźli się tam dlatego, że byli Indianami. Po drugie, sami musieli podjąć decyzję o tym, że czas już rzucić
picie; jak to zwykle bywa, podjęcie decyzji było łatwiejsze niż cały proces jej realizacji. Po trzecie, ważnym czynnikiem pomagającym im w
powrocie do trzeźwego życia był program AA. Niektórzy z nich wciąż
uczestniczą w tym programie. Po czwarte, pozbycie się narogu byłoby
niemożliwe bądź poważnie utrudnione bez życzliwości instytucji opiekuńczych i ich pracowników socjalnych.
Ci członkowie mojej próby, którzy byli kiedyś alkoholikami, ale uniknęli "skid row", zawdzięczają pozbycie się nałogu z jednej strony swej
własnej "sile moralnej", a z drugiej zwierzchnikom, przyjaciołom i krewnym.
Powody, dla których tak szeroko przedstawiam tu problem alkoholizmu wśród Indian leży w jego "ideologicznym" znaczeniu. Zgodnie z powszechnymi, również wśród samych Indian, przekonaniami, (1) Indianie
są bardziej niż inne grupy etniczne podatni na działanie alkoholu, (2)
częściej niż przedstawiciele innych grup etnicznych spotkać ich można
w "skid row", i (3) w ich przypadku jest praktycznie rzeczą niemożliwą
wydostanie się ze wspomnianej, ulicżnej społeczności nałogowych alkoholików. Nie mam żadnych kwalifikacji dla podejmowania
dyskusji
w pierwszej sprawie, ale zdaniem cytowanego wcześniej Sorkina, "nie
istnieją dowody na jakąkolwiek nadzwyczajną fizjologiczną wrażliwość
na alkohol ze strony jakiejkolwiek grupy etnicznej, włączając w to Indian" 14. Zwrócić chciałbym też uwagę na to, że nic nie wskazuje jak
na razie na to, aby Indianie "czystej krwi" mieli większe problemy
14
Ibid., s. 57.
CHICAGOWSCY
INDIANIE
I ICH ELITA
143
z alhokolem, niż w pełni uważane za Indian osoby, mające znacznie
mniejszy ułamek krwi indiańskiej. Jeśli chodzi o drugie zagadnienie, to
nawet dobre antropologiczne studia nad "skid row" nie wyjaśniają go
w pełni 1G. Przedstawione powyżej przykłady pokazują natomiast, że trzecia teza nie jest prawdziwa. Wydostać się ze "skid row" jest bardzo
trudno, ale jest to możliwe. Dostanie się tam oraz wydostanie się stamtąd nie jest w żaden sposób związane z faktem przynależności do takiej
czy innej grupy etnicznej. Nawet jeśli ktoś dostał się na "skid row"
i jest Indianinem, może później zdobyć wyższe wykształcenie i osiągnąć
zawodowy i życiowy sukces.
Istnieje dość popularna opinia, w ostatnich latach jednak podważana 16, że dyskryminacja rasowa i etniczna może być istotnym powodem
niepowodzeń członków mniejszościowych grup etnicznych w przemysłowej Ameryce. Z tego względu konieczne jest w tym miejscu przyjrzenie
się tej kwestii na omawianym tu przykładzie indiańskich ludzi sukcesu.
Zdaniem Benny Bearskina, z którym wywiad przeprowadził Studs
Turkel17, tylko ci Indianie są w Ameryce dyskryminowani w pracy zawodowej, którzy sami aktywnie się do tego przyczyniają złym wykonywaniem obowiązków. Bearskin to kultywujący tradycyjne wartości Indianin Winnebago/Sioux, od dziesięcioleci aktywny przywódca chicagowskiej społeczności indiańskiej, a przy tym pracujący od lat jako spawacz
przy budowie wielkich kotłów. Indianie z St. Paul w stanie Iv1innesota,
badani przez Harkinsa i Woodsa, nie czuli się dyskryminowani (choć
ich przywódcy mieli w tej kwestii przeciwną opinię) 1$. Według Chadwicka i Bahra, "Hipoteza, mówiąca iż wysoki poziom bezrobocia Indian
amerykańskich w powiecie Umatilla był konsekwencją dyskryminacji ze
strony pracodawców, nie uzyskała żadnego poparcia. Zadna z trzech miar
dyskryminacji wymierzonej przeciw Indianom nie była znacząco skorelowana z którąkolwiek z miar bezrobocia" 19. Faktem jest równocześnie,
Por. np. Hugh Brody, Indians on Skid Row. The Role of Alcohol and CommuProcess of Indian Urban Migrants,
Ottawa 19'71; MerrU Singer, Family Comes First: An Examination
of the Social Networks of Skid Row
Men, w: Enman Organization
44, 2, Summer 19,85.
16 Par.
np. William Julius Wilson, The Declining Significance
of Race. Blacks
and Changing
American
Institutions.
Chicago