Między Scyllą pogaństwa a Charybdą chrześcijaństwa: Indiańscy arystokraci z Tetzcoco (Nowa Hiszpania) w 1539 roku. Studium mikroetnohistoryczne / ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42

Item

Title
Między Scyllą pogaństwa a Charybdą chrześcijaństwa: Indiańscy arystokraci z Tetzcoco (Nowa Hiszpania) w 1539 roku. Studium mikroetnohistoryczne / ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42, s.107-140
Creator
Tomicki, Ryszard
Date
1998
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1490
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1610
Text
„Etnografia Polska", t. X L I I : 1998, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RYSZARD TOMICKI
Instytut Archeologii i Etnologii P A N

M I Ę D Z Y SCYLLĄ POGAŃSTWA A CHARYBDĄ CHRZEŚCIJAŃSTWA:
I N D I A Ń S C Y A R Y S T O K R A C I Z TETZCOCO (NOWA HISZPANIA)
W 1539 R O K U . S T U D I U M MIKROETNOHISTORYCZNE*

W latach 1536-1540 przez środkowy Meksyk, od 1521 r. będący jądrem
Nowej Hiszpanii, przetoczyła się fala inkwizycyjnych dochodzeń i procesów
przeciw Indianom oskarżanym o różnego rodzaju odstępstwa od chrześcijań­
stwa . Akta tych spraw, zachowane w meksykańskim Archivo General de la
Nación (i po części opublikowane na początku naszego stulecia ), zawierają
nadzwyczaj bogaty materiał źródłowy, z którego korzystało wielu badaczy.
Naturalną poniekąd koleją rzeczy wydobywano z niego przede wszystkim
przykłady ilustrujące typowe przypadki odrzucania nowej religii lub nie respekto­
wania jej poszczególnych norm . Zdecydowanie mniejsze - by nie powiedzieć:
minimalne - zainteresowanie okazywano społecznemu otoczeniu podsądnych.
Prawda, że akta inkwizycyjne rzadko pozwalają wyjść poza to, co zechcieli
1

2

3

* A r t y k u ł ten jest wyimkiem z większego opracowania. Dlatego pomijam w nim szereg
w a ż n y c h skądinąd zagadnień, m.in. o m ó w i e n i e specyficznych źródeł, jakimi są w ogólności akta
inkwizycyjne, a zwłaszcza akta powstałe w XVI-wiecznej Ameryce, będące pod pewnymi względa­
mi tematem samym w sobie.
1

W Meksyku trybunał inkwizycyjny p o w o ł a n o oficjalnie w 1569 r. Wcześniej funkcje in­

kwizytorskie pełnili lokalni zwierzchnicy franciszkanów i innych z a k o n ó w żebraczych w ramach
u p r a w n i e ń uzyskanych n a mocy bulli z lat 1521 i 1522; od 1528 r. pełnił je pierwszy w tym kraju
biskup, Juan de Zumárraga, formalnie mianowany apostolskim inkwizytorem 27 czerwca 1535 r.
(Greenleaf 1961, s. 3-25); o problemach i kontrowersjach związanych z objęciem Indian jurysdyk­
cją inkwizycyjną patrz: Greenleaf 1965.
2

Proceso

1910

(istnieje reprint: Guadalajara,

Jal. 1968

oraz wznowienie: M é x i c o

Procesos 1912; patrz też opublikowane później: Proceso 1941; Carreño 1950,
3

1980);

passim.

Zwykle zresztą czyniono to w opracowaniach d o t y c z ą c y c h dziejów chrystianizacji Meksyku

(np. Ricard 1933; Cuevas 1946; L a m b 1956; Alberro 1972; Uchmany 1980) i działalności in­
kwizycji (np. Jimenez Rueda 1946,

s. 1-12;

Greenleaf 1961, s. 42-75; Mariel de Ibáñez

1979,

s. 39-54). Stosunkowo nieliczne są prace p o ś w i ę c o n e głównie lub wyłącznie reakcjom Indian n a
chrystianizację (np. León-Portilla 1974, 1976, 1984; K l o r de A l v a 1982), a zupełnie sporadyczne
takie, w których pewne partie materiałów procesowych poddano dokładniejszej analizie (Nuttal
1911; K l o r de A l v a 1981; Gruziński 1989, s. 31-62).

108

RYSZARD TOMICKI

powiedzieć o sobie i o innych ludzie składający zeznania. Wynikające stąd
ograniczenia są szczególnie dotkliwe wtedy, gdy mówiąc o otoczeniu podsądnych
mamy na myśli tę jego część, która jawi się jako mało zróżnicowana grupa
„dobrych chrześcijan" (buenos cristianos), sytuująca się w opozycji do in­
kryminowanych postaw i czynów. W odniesieniu do osób, przeciw którym
nikt nie zeznawał i które były - przynajmniej teoretycznie - poza podejrzeniami,
mało kiedy da się powiedzieć coś konkretnego. Ich rzeczywiste poglądy,
postawy i zachowania pozostają na ogół niedostępne badaniom. Zdarzały się
jednak sytuacje, kiedy ludzie w zasadzie nie związani ze sprawą stawali się
przedmiotem żywego zainteresowania ekip śledczych i zmuszeni byli składać
zeznania nie mając czasu na przemyślenie ich treści, wskutek czego wyjawiali
więcej, niżby chcieli i zamierzali. Niżej poddany zostanie analizie jeden z takich
przypadków, najbardziej chyba interesujący, jeśli chodzi o rozpoznanie stosunku
indiańskiej elity polityczno-intelektualnej tych czasów do chrześcijaństwa i dawnej
rodzimej religii. Przypadek ów miał bezpośredni związek z najgłośniejszym
procesem inkwizycyjnym w całych wczesnokolonialnych dziejach Meksyku.
W ostatniej dekadzie czerwca 1539 г., na skutek donosu złożonego na ręce
„kapitana konkwisty duchowej" , biskupa Meksyku i apostolskiego inkwizy­
tora Juana de Zumárraga, wszczęto śledztwo w sprawie don Cariosa Ometochtli, oskarżonego przez donosiciela, również Indianina, o apostazję, antychrześcijańską propagandę, nawoływanie do restytucji pogaństwa i życie
w konkubinacie. Don Carlos miał wówczas około 35 lat. Pochodził z Tetzcoco. Był jednym z licznych synów Nezahualpilliego (zm. 1515?), ostatniego
wielkiego władcy tego miasta, które wraz z Tenochtitlanem i Tlacopanem
współtworzyło imperium azteckie. Jako dorastający chłopak przebywał w oto­
czeniu zdobywcy Meksyku, Hernána Cortesa. Ochrzczony w 1524 г., przeszedł
najprawdopodobniej przez franciszkańska szkółkę dla indiańskiej młodzieży.
W roku 1539, po śmierci swego przyrodniego brata don Pedra Tetlahuehuetzquititzina, dotychczasowego tlatoaniego Tetzcoco, pretendował do objęcia
wakującej funkcji, napotykając na opór miejscowej elity, w tym własnych
krewnych. Rozpoczęte na dobre w pierwszych dniach lipca dochodzenie,
a następnie proces trwały blisko pięć miesięcy. Wszystkie postawione don
Carlosowi zarzuty zostały potwierdzone, on zaś nie potrafił zdyskredytować
świadków oskarżenia ani znaleźć wiarygodnych świadków obrony. W ogłoszo­
nej 20 listopada sentencji, skonsultowanej z wicekrólem Nowej Hiszpanii,
członkami Królewskiej Audiencji oraz zwierzchnikami dominikanów i fran­
ciszkanów z miasta Meksyku, Zumárraga uznał go za „propagującego swe
poglądy heretyka" (hereje do\g\matizador), odmawiającego - na domiar złego
- przyznania się do winy. W praktyce oznaczało to wyrok śmierci. Publiczne
auto de fe odbyło się dziesięć dni później, w niedzielę 30 listopada, na głów­
nym placu stolicy Nowej Hiszpanii.
4

4

Określenie użyte w liście grupy franciszkanów do K a r o l a V z 17 listopada 1532 г., M o t o l i n í a

1986, s. 92.

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

109

M a p a 1. Rejon Tetzcoco i G ó r y Tlaloca (Tlalocantepetl) - obszar wydarzeń b ę d ą c y c h przedmiotem
dochodzenia inkwizycyjnego. Oznaczono wyłącznie miejscowości, o których mowa jest w artykule.
W prawym g ó r n y m rogu pokazano lokalizację G ó r y Tlaloca na terenie Meksyku

Sprawa, która będzie nas interesowała, pojawiła się na marginesie śledztwa
przeciw don Carlosowi, w pierwszej jego fazie, w wyniku dość nieoczekiwane­
go zbiegu okoliczności.

I.

PROLOG

Po otrzymaniu donosu i potwierdzeniu zawartym w nim zarzutów w Chiconauhtli, skąd pochodził delator, Juan de Zumárraga osobiście przybył do
Tetzcoco, aby asystować przy aresztowaniu podejrzanego i kierować docho­
dzeniem. 4 lipca don Carlos został uwięziony. Tego samego dnia zajęto jego
dobra. Podczas przeszukania należących do niego domów wpierw znaleziono
kodeks kalendarzowy czyli - jak podano w protokóle - „rachubę świąt
demona, które Indianie zwykli obchodzić zgodnie ze swą wiarą" (en su ley),
później odkryto dwa pomieszczenia pełne reliktów pogaństwa. W pierwszym
„były dwie nisze przypominające kaplice, niskie, sięgające mniej więcej do
piersi, a obok nich kamienna kolumna przylegająca do ściany i w rzeczonej
kolumnie znajdowały się jakieś twarze i kamienne figury bożków; w dru­
gim pomieszczeniu był domek podobny do dawnej świątyni, a obok niego,
na ścianach, kilka kamiennych figur bożków, oraz parę [idoli zrobionych]

по

RYSZARD TOMICKI

5

z obciętych włosów" (Proceso 1910, s. 8) . W sumie po rozbiciu ścian i kolum­
ny wydobyto dziewiętnaście rzeźb, które towarzyszący Hiszpanom tetzcokańscy dostojnicy potrafili zidentyfikować, trzydzieści przedstawień, o których
Indianie nic nie umieli powiedzieć, oraz dwa modele świątyń. Wśród ziden­
tyfikowanych figur były wizerunki czołowych bóstw epoki przedhiszpańskiej
- Quetzalcoatla, Xipe, Chicomecoatl, Tlaloca.
Zdumiewające, dokonane w centrum miasta odkrycie zaowocowało na­
tychmiastowym przesłuchaniem wuja don Cariosa, Pedra Izcuitecatla, który
był jedynym stałym bywalcem domu, opiekując się nim na polecenie siostrzeń­
ca. Chociaż świadek nie potrafił wyjaśnić kto, kiedy i po co zgromadził figury,
gdyż zajmował się domem zaledwie od dwóch lat, przyznał jednak, iż w tym
czasie don Carlos wielokrotnie przychodził oglądać bożki; zaprzeczył nato­
miast, by kiedykolwiek składał im ofiary. Z dużymi oporami, w dwóch ratach,
wymienił następnie dwanaście osób, które także oglądały figury. W końcu
wyjawił, że „zanim przybyli chrześcijanie ów dom był domem modlitw i zbie­
rano się w nim, aby obchodzić święta i prosić swoich bogów o to, czego
chciano, lecz po przybyciu chrześcijan nigdy więcej tego nie robiono" (Proceso
1910, s. 9-11).
Dwie z wymienionych przez Pedra Izcuitecatla osób przesłuchano jeszcze
tego samego dnia, jedną - nazajutrz. Żadna z nich nie była specjalnie rozmow­
na. Jedyne, co Zumárraga uzyskał, to pewność, że figury znajdowały się
w domu od kilkunastu lat. Sugerowano mu, że zgromadził je w czasach, gdy
niszczono bożki, dawno nieżyjący wuj don Cariosa, mając na względzie wy­
łącznie surowiec, bo kamienia - jako budulca - brakowało. Jeden ze świad­
ków, przyznawszy, iż wie o figurach od lat siedemnastu (od 1522 г.), tłumaczył
swe dotychczasowe milczenie przekonaniem, że były to rzeczy zniszczone i bez
znaczenia. Zapytany, ile razy czcił owe idole i składał im ofiary, zmienił nieco
ton. Oświadczył, że jeśli przychodził popatrzeć na figury, to jedynie po to, by
w duchu powiedzieć sobie: „należałoby je zniszczyć", choć nie wtrącał się, nie
chcąc rozgniewać opiekuna domu (Proceso 1910, s. 11-14, 27-28).
Już 4 lipca stało się oczywiste, że przechowywanie wizerunków dawnych
bogów było w Tetzcoco „tajemnicą Poliszynela". Biskup Zumárraga musiał
dostrzec w ujawnionych faktach wierzchołek góry lodowej, albowiem naza­
jutrz, w sobotę 5 lipca, wezwał do siebie grupę sprawujących w mieście wła­
dzę dostojników i przedstawił im alternatywę: albo dowiodą swej wierności
chrześcijaństwu wyjawiając wszystko, co wiedzą, o przypadkach posiadania
idoli i otaczania ich kultem zarówno w Tetzcoco, jak i poza nim, albo - gdyby
nie chcieli tego uczynić, a zostanie im dowiedzione, że sami są winni lub
osłaniają innych - spotka ich surowa kara. Słowa biskupa, iż „teraz zoba­
czy, jacy są z nich chrześcijanie", nie pozostawiały cienia wątpliwości co do
powagi sytuacji.
5

M o w a najprawdopodobniej o kosmykach w ł o s ó w obcinanych po urodzeniu i po śmierci,
przechowywanych przez rodzinę jako świętości, por. Motolinia 1970, s. 131-132.

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

I I . DRAMATIS

PERSONAE

111

I I C H ZEZNANIA INDYWIDUALNE

W ten sposób do złożenia wyjaśnień zmuszonych zostało pięć osób: don
Lorenzo de Luna - gubernator prowincji Tetzcoco , don Francisco, Lorenzo
Huiznaualtlailotla, don Hernando de Chavez i don Antonio. Dwaj ostatni byli
burmistrzami (alcaldes), co pozwala domniemywać, iż dwaj wymienieni wcześ­
niej byli rajcami (regidores), a łącznie stanowili czołowych przedstawicieli
władz municypalnych Tetzcoco . Cała piątka reprezentowała zatem najwyż­
sze władze miasta i podległej mu prowincji. Do kompletu brakowało tylko
tlatoaniego, lecz tetzcokański „stolec królewski" pozostawał nie obsadzony od
śmierci don Pedra Tetlahuehuetzquititzina w początkach maja 1539 r.
Stosunkowo mało wiadomo o poszczególnych dostojnikach. Najprawdo­
podobniej wszyscy, przed których imionami pojawia się hiszpański tytuł don,
należeli do arystokracji, byli - mówiąc po nahuatlańsku - pipiltin, to znaczy
wywodzili swój rodowód od jednego z poprzednich władców Tetzcoco. Doty­
czy to czterech z nich.
Spośród arystokratów postacią, o której mamy nieco więcej informacji, jest
don Lorenzo de Luna. Daleko spokrewniony z nim kronikarz Fernando
de Alva Ixtlilxóchitl (15787-1650) uważał go za syna Nezahualpilliego, co by
oznaczało, że był przyrodnim bratem don Cariosa Ometochtli . Jednak na
większe zaufanie zasługuje jeden ze świadków w procesie, według którego don
Carlos nazywał gubernatora mi sobrino (Proceso 1910, s. 42); don Lorenzo de
Luna byłby więc jego bratankiem lub siostrzeńcem . Mógł natomiast, jak
utrzymywał wspomniany kronikarz, przyjąć chrzest w 1524 r. razem z większoś­
cią członków rodu panującego w Tetzcoco. Zapewne miał za sobą naukę
w przyklasztornej szkółce, ponieważ potrafił podpisać się na protokóle zeznania
(podobnie jak don Hernando de Chávez). Data jego powołania na urząd
gubernatora nie jest znana, lecz na pewno nie pełnił tej funkcji przed 16 kwiet­
nia 1537 г., a był gubernatorem już 23 stycznia 1538 r. , co wskazuje, że
6

7

8

9

10

6

U r z ą d administracji kolonialnej, wśród Indian wprowadzony jako konkurencyjny, a z cza­

sem zastępczy w stosunku do tradycyjnej i d o ż y w o t n i e j funkcji tlatoaniego. Gubernator - miano­
wany przez wicekróla lub wybierany i zatwierdzany przez niego - stał n a czele prowincji (jednostki
podziału terytorialnego niższej niż audiencje, na które dzieliło się wicekrólestwo), p i l n o w a ł w niej
p o r z ą d k u , n a d z o r o w a ł płacenie p o d a t k ó w i egzekwowanie świadczeń n a rzecz p a ń s t w a , b y ł sędzią
i, w razie potrzeby, d o w ó d c ą pospolitego ruszenia. Wraz z radą miejską (cabildo) stolicy prowin­
cji, zarządzał całą prowincją. Por. Gibson 1960, s. 178-179; Gibson 1964, s. 166 i nast.
7

a)

Wprowadzona przez H i s z p a n ó w

zarząd municypium (ayuntamiento)

struktura wybieralnych w ł a d z lokalnych obejmowała:

składający

się z d w ó c h

burmistrzów lub jednego burmistrza

g ł ó w n e g o i kilku zwykłych, mających do pomocy rajców (regidores) oraz licznych wyspecjalizowa­
nych u r z ę d n i k ó w (pisarza, alguacila czyli stróża porządku publicznego i in.); b) radę miejską
(cabildo)

składającą się z o g ó ł u u r z ę d n i k ó w pod przewodnictwem burmistrza lub - w stolicy

prowincji - gubernatora.
8

9

1 0

A l v a Ixtlilxóchitl 1975-1977,1, s. 492; tak też Greenleaf 1961, s. 74 przyp. 10.
Analogicznie Cline 1966, s. 85 (tablica genealogiczna), który uznaje go za siostrzeńca.
Z akt innego procesu wiadomo, że 16 kwietnia 1537 r. gubernatorem Tetzcoco był niejaki

don Francisco, Procesos

1912, s. 42. O drugiej dacie patrz dalej, w związku z pismem wicekróla

Nowej Hiszpanii do don Lorenza de Luny.

112

RYSZARD TOMICKI

sprawował urząd przez dwie kolejne kadencje - w latach 1538-1539. W roku
1540 na jego miejsce mianowany został don Antonio Pimentel Tlahuitoltzin
(patrz niżej).
Nic pewnego nie potrafię powiedzieć o pozostałych osobach.
Na zasadzie bardzo hipotetycznego przypuszczenia można utożsamiać don
Antonia, burmistrza, z synem Nezahualpilliego noszącym imię Tlahuitoltzin,
znanym także jako don Antonio Pimentel, który wkrótce po straceniu don
Cariosa Ometochtli został jednocześnie tlatoanim i gubernatorem Tetzcoco .
Postawa, jaką „nasz" don Antonio zaprezentował podczas przesłuchań, czyni­
łaby taki awans wielce prawdopodobnym .
Z kolei don Francisca, przypuszczalnego rajcę, można kojarzyć z innym
synem Nezahualpilliego, znanym jako don Francisco Mochiuhquechoietzomatzin (Alva Ixtlilxóchitl 1975-1977,1, s. 492). Być może to on piastował urząd
gubernatora Tetzcoco w 1537 r .
W dostępnych mi źródłach nie zdołałem znaleźć bliższych informacji o don
Hernandzie de Chavez, drugim obok don Antonia burmistrzu. Nie wykluczo­
ne, że był także członkiem rodu rządzącego w Tetzcoco od dziesiątków lat .
Lorenzo Huiznaualtlailotla, pełniący prawdopodobnie urząd rajcy, to jedy­
na osoba, wobec której nie użyto tytułu don . Pochodził więc z niższej
warstwy społecznej, aczkolwiek noszony przezeń w charakterze nazwiska tytuł
huitznahuatlailotlac świadczy, że był wysokiej, a nawet bardzo wysokiej rangi
dostojnikiem w lokalnej hierarchii (według standardów przedhiszpańskich) .
Pewne jest wszakże, iż wezwani nagle przed oblicze inkwizytora dostojnicy
reprezentowali najściślejszą elitę polityczną Tetzcoco, a w większości - najwyż­
sze kręgi miejscowej arystokraqi. Wszyscy, o czym świadczą ich imiona, byli
ochrzczeni. Przynajmniej niektórzy mieli za sobą naukę w przyklasztornej
szkółce. Pod względem wymienionych cech nie różnili się od don Cariosa
Ometochtli.
Punktem wyjścia przesłuchań, jakim poddano ich za pośrednictwem tłuma­
cza, była naturalnie sprawa figur znalezionych w domu don Cariosa i wprost
sformułowane przez biskupa Zumarragę podejrzenie, że „wszyscy oni wiedzieli
11

12

13

14

15

16

1 1

Pomar 1964,

s. 214; Gibson 1964,

s. 171

(przypuszczenia tego autora, że don

Antonio

Pimentel Tlahuitoltzin był gubernatorem także wcześniej - oparte na Titles 1946, s. 120 i 122,
gdzie m o w a o roku 1537 - nie są uzasadnione, gdyż p o w o ł a n e źródło, znane w p ó ź n y c h kopiach,
jest dokumentem s f a ł s z o w a n y m i zawiera ewidentne błędy).
1 2

Patrz bliżej: V I . Wnioski.

1 3

Por. przyp. 10.

1 4

Osoba o tym imieniu i nazwisku s y g n o w a ł a 27 lipca 1545 r. list w sprawie zatwierdzenia

wyboru nowego tlatoaniego Tetzcoco (Horcasitas 1978, s. 152).
1 5

Nie u ż y t o go w p r o t o k ó l e zeznania indywidualnego, co jest w s k a z ó w k ą najważniejszą.

W jednym z późniejszych p r o t o k o ł ó w , gdzie wymienia się wszystkich d o s t o j n i k ó w ,
Huiznaualtlailotla figuruje wprawdzie jako „ d o n Lorenzo" (Proceso

1910,

Lorenzo

s. 22), lecz tu tytuł

dodano mu najwyraźniej „ z rozpędu".
1 6

T y t u ł taki przysługiwał jednemu z czterech najbliższych d o r a d c ó w tlatoaniego, pełniących

j e d n o c z e ś n i e rolę sędziów (z kategorii tecuhtlatoque), por. L ó p e z Austin 1961, s. 95.

MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

113

o nich i widzieli je" (Proceso 1910, s. 15). Każde zeznanie dotyczyło zatem tej
kwestii, lecz w pewnej tylko mierze, zawsze bowiem okazywało się szybko, iż
dla przesłuchiwanych o wiele bardziej istotne jest ujawnienie innej sprawy,
o której dotąd Hiszpanie nie wiedzieli. Ponieważ jej specyfika wymaga analizy
zeznań oraz towarzyszących im zdarzeń zgodnie z porządkiem chronologicz­
nym, najpierw omówię - jako sprawę odrębną - wyjaśnienia na temat figur .
Czterech z pięciu dostojników zdecydowanie zaprzeczyło, by wiedzieli o ich
przechowywaniu. Don Lorenzo de Luna wyraził przy tym pogląd, że najpewniej
„jakiś Indianin zebrał tam owe idole i ukrył je" w czasach, gdy wyobrażenia
dawnych bóstw były niszczone. Z kolei don Hernando de Chávez, który podobno
nigdy nie był w domu don Cariosa, zapewnił, że gdyby wiedział o figurach, na
pewno by o nich doniósł, gdyż stale daje baczenie na przejawy bałwochwalstwa,
aby je ujawnić i ukarać. Tylko don Antonio przyznał się do widywania figur,
niemniej - jak oświadczył - nie wiedział, co one przedstawiały.
Nie sposób stwierdzić, czy złożone wyjaśnienia odpowiadały prawdzie.
O kłamstwo można podejrzewać jedynie don Antonia, albowiem argument
niewiedzy (pojawiający się także w zeznaniach innych osób, o których tutaj
nie będzie mowy) brzmi mało przekonująco zważywszy, iż zaraz po odkryciu
figur spora ich część została zidentyfikowana jako wizerunki konkretnych
bóstw przez don Lorenza de Lunę, don Francisca i innych dostojników, co
skrupulatnie odnotowano w protokole. Nawet jeśli don Antonio nie posiadał
stosownej wiedzy, wydaje się wielce wątpliwe, by nie miał też świadomości, co
reprezentowały sobą - generalnie rzecz biorąc - owe figury.
Tak czy inaczej wyjaśnienia były zdawkowe i z pewnością nie zadowoliłyby
Zumárragi, gdyby przesłuchiwani zamierzali na tym poprzestać. Nieoczekiwa­
nie jednak - jak wspomniano - każdy z nich poświęcił przynajmniej kilka zdań
wydarzeniom mającym miejsce w Tetzcoco i okolicy w minionych miesiącach.
Nie próbowano bynajmniej odciągnąć uwagi Hiszpanów od kwestii figur.
Wprost przeciwnie, dostojnicy - znalazłszy się w kłopotliwym położeniu
- uznali za konieczne ujawnić jeszcze jedną mało dla siebie wygodną sprawę,
zanim biskup usłyszy o niej od kogo innego.
Ich zeznania, dotyczące tych samych i niezbyt odległych w czasie zdarzeń,
różnią się między sobą dość znacznie. Jest to bezsporny dowód (nie jedyny
zresztą), że nie zdążono uzgodnić wspólnej wersji. Fakt ten ma swoje oczy­
wiste zalety, pozwala bowiem na rekonstrukcję z jednej strony indywidualnych
postaw, z drugiej zaś rzeczywistego, choć jedynie przybliżonego przebiegu
wypadków. Aby nie tracić z oczu specyfiki poszczególnych zeznań, będę
analizował je kolejno. Dla jasności wywodu przyjmuję, idąc za wersją ze­
znającego jako pierwszy gubernatora Tetzcoco, iż w grę wchodziły dwa odręb­
ne zespoły zdarzeń: 1) akty bałwochwalstwa związane z przydrożnymi krzyża­
mi oraz 2) akty bałwochwalstwa związane z Górą Tlaloca.
17

1 7

O m a w i a j ą c poniżej zeznania pięciu d o s t o j n i k ó w nie podaję odsyłaczy do źródła; wszystkie
znajdują się w: Proceso 1910, s. 16-22.

RYSZARD TOMICKI

114

II.1. A K T Y BAŁWOCHWALSTWA ZWIĄZANE Z PRZYDROŻNYMI KRZYŻAMI

Gubernator don Lorenzo de Luna zaprezentował następująca wersję pierw­
szego zespołu zdarzeń: Oto przed około 70-80 dniami ( ± 1 6 - 2 6 kwietnia )
dotarła do niego wiadomość, że w Tetzcoco „przywoływano demona" i kierowa­
no do niego modły. Pomimo natychmiastowego zwołania miejscowych dostojni­
ków nie zdołał się dowiedzieć, kto był winny nagannych czynów. Zarządził przeto
dochodzenie, nakazując jednocześnie kopać pod krzyżami, których wiele stało
przy drogach, i pod niektórymi udało się znaleźć „kilka noży i krzemieni, i innych
pozostałości ofiar". Wydobyto je stamtąd. W chwili składania zeznania świadek
miał je nadal w swym posiadaniu. Pewne efekty przyniosło także wdrożone
dochodzenie. Okazało się, że w rytuałach brało udział wielu ludzi, wskutek czego
gubernator nie odważył się nikogo uwięzić. W trakcie przesłuchania oznajmił
wszelako, iż „jeśli jest to potrzebne", teraz może osoby te wymienić (czy złożył
donos, nie wiadomo; w aktach brak odnośnych informacji).
Składanie ofiar pod przydrożnymi (i nie tylko) krzyżami było w omawia­
nym okresie jedną z typowych form kontynuowania dawnych kultów. Rzecz
nie polegała wyłącznie na tym, że krzyże wznoszono często w miejscach, gdzie
Indianie czcili wcześniej własnych bogów. Pewne znaczenie miał też fakt, iż
ustawienie krzyża stanowiło dla misjonarzy akt oczyszczenia danego miejsca,
wykluczający możliwość przebywania tam diabła (co rozumiano w bardzo
fizyczny sposób ). Dla nie podzielających tego przekonania Indian krzyże
niejako automatycznie zapewniały względne bezpieczeństwo wszystkiemu, co
zdołano u ich stóp zakopać (zarówno wizerunkom bóstw, jak też przeznaczo­
nym dla nich ofiarom) . Z zeznania gubernatora jasno wynika, że w Tetzcoco
składano ofiary umieszczając je właśnie pod krzyżami; to też ukierunkowało
późniejszą akcję poszukiwawczą.
W przeciwieństwie do gubernatora pozostali dostojnicy nie zamierzali nikogo
denuncjować. Żaden z nich nie powiedział o składaniu ofiar. Starali się zaprezen­
tować akcję poszukiwawczą jako naturalny przejaw chrześcijańskiej gorliwości
lokalnych władz (a więc swojej własnej). Don Francisco - nie wyjaśniając
powodów podjęcia akcji - zauważył, iż jego zdaniem znalezione obiekty
pochodziły sprzed około 15 lat (±1524), z czasów, gdy krzyże stawiano , czego
18

19

20

21

1 8

Podane tu i dalej daty są m o j ą rekonstrukcją (według o b o w i ą z u j ą c e g o w ó w c z a s kalendarza
juliańskiego). Zeznający zawsze operowali w z g l ę d n ą r a c h u b ą czasu.
1 9

Por. np. relację Cervantesa de Salazar (1971,1, s. 132): „Pndianie] uważali za b o g ó w i CZCiii

j a k o takich [...] niektóre drzewa [...] składając
krzyż

między

przed nimi ofiary;

[...]Bóg zechdś,

takimi drzewami, te zaraz usychaly, jak to sie zdaryvh

od [miasta] Meksyk".

J

?

штг

УЮ

że sdv stwiimn

w Cw„ г
W Шя

/

Fe, półtorej
. 212,

213.

fegua

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

115

miał dowodzić zły stan zachowania części z nich. Don Hernando de Chávez
oznajmił, że poszukiwania podjęto w wyniku pewnej rozmowy, w której
uczestniczyli gubernator, burmistrzowie i rajcy. Przypomniano sobie wówczas, iż
niektóre krzyże zostały wzniesione w miejscach, gdzie dawniej były pogańskie
ołtarze, w związku z czym mogło się pod nimi jeszcze „coś" znajdować.
Przypuszczenie okazało się trafne. Świadek wymienił wśród znalezionych przed­
miotów już nie tylko - jak jego poprzednicy - noże i krzemienie, lecz także jakieś
kamienne figury (algunas figuras de piedra), skrzyneczki i szereg innych ofiarniczych utensyliów. Identycznie jak don Hernando de Chávez przedstawili przyczy­
nę akcji poszukiwawczej Lorenzo Huiznauatlailotla i don Antonio; ten drugi
wskazał przy okazji jako prawdziwego jej pomysłodawcę don Hernanda de
Chávez, a wśród znalezisk wymienił wprost figury bożków (figuras de ídolos).
Istniała jeszcze jedna różnica między gubernatorem a resztą dostojników.
Nikt nie potwierdził podanego przez don Lorenza de Luna terminu akcji
poszukiwawczej. Wszyscy datowali ją zgodnie (choć każdy z osobna) na okres
Wielkiego Postu, który w 1539 r. wypadał w dniach od 19 lutego do 5 kwiet­
nia. Ujawnione zdarzenia miały więc miejsce co najmniej parę tygodni wcześ­
niej, niż twierdził gubernator, co oznaczało, iż od mniej więcej trzech miesięcy
znał on tożsamość osób składających ofiary i nie doniósł o tym, a ponadto
przetrzymywał w niewiadomym celu wydobyte spod krzyży obiekty, w tym
wizerunki dawnych bóstw.
Do sprawy chronologii wydarzeń przyjdzie jeszcze wrócić. Teraz zauważyć
wypada, iż nieco zaskakującą w kontekście innych zeznań gotowość don
Lorenza de Luny do oddania bałwochwalców w ręce inkwizycji wytłumaczyć
można (przynajmniej częściowo) rangą piastowanego przezeń urzędu i związa­
ną z tym większą odpowiedzialnością za sytuację w Tetzcoco. Z hiszpańskiego
punktu widzenia na nim jako funkcjonariuszu administracji kolonialnej ciążył
obowiązek egzekwowania praw stanowionych przez władze zwierzchnie, a za­
kres zobowiązań przyjętych wraz z nominacją obejmował również sferę życia
religijnego. Dobrze ilustruje to rozporządzenie, jakie 23 stycznia 1538 r. skie­
rował pod jego adresem wicekról Nowej Hiszpanii, Antonio de Mendoza.
Wicekról sygnalizował na wstępie swe zaniepokojenie sytuacją w prowincji
Tetzcoco, gdzie wielu tubylców stale pozostawało poza kontrolą, żyło w kon­
kubinacie, składało potajemnie ofiary i dopuszczało się innych aktów bałwo­
chwalstwa. Stwierdzając brak należytej dbałości o zmianę tego stanu rzeczy
w minionych latach, pisał następnie:
[...] nakazuję, żebyście przymuszali i ponaglali Indian tej prowincji, aby w niedziele i o b o w i ą z k o w e
święta szli do najbliższych kościołów i klasztorów wysłuchać mszy i przyjąć n a u k ę chrześcijańską [...];
[...] nakazuję wam d o w i a d y w a ć się i wiedzieć o ofiarach i bałwochwalstwie, jakie byłyby czynione
przez t u b y l c ó w tej prowincji, a jeżeli stwierdzicie i odkryjecie, że są tacy, którzy to czynią, razem
z w i a d o m o ś c i a m i , jakie o tym będziecie mieli, przyślecie do mnie owych przestępców, uwięzionych
i pod d o b r ą strażą [...]; i będziecie n a p o m i n a ć i ostrzegać, by nikt nie czynił rzeczonych ofiar
i b a ł w o c h w a l s t w a , ani nie uczestniczył w pijatykach, ani nie żył w konkubinacie, pod groźbą, iż
zostanie ukarany; a jeśli byście takich znaleźli i gdyby żyli w konkubinacie, ich także pojmiecie
i przyślecie do mnie wraz z c T e z o y u c a ) były mizerną p o z o s t a ł o ś c i ą dawnego
w ł a d z t w a t e t z c o k a ń s k i e g o , w większości rozparcelowanego po konkwiście p o m i ę d z y hiszpańskich
encomenderos; patrz: Gerhard 1972, s. 311-312.

120

RYSZARD TOMICKI

6 kwietnia), a z kolei don Francisco i Lorenzo Huiznaualtlailotla starali się
ukryć fakt znalezienia jakiegoś bożka. Jawne kłamstwa i przemilczenia wszyst­
kich przesłuchanych dotąd osób ujawniły jednak dopiero zeznania dwóch
pozostałych świadków.
Don Hernando de Chávez przedstawił podobną chronologię zdarzeń, jak
jego bezpośredni poprzednik, dodając wszakże kilka ważnych szczegółów.
Według niego, po zakończeniu poszukiwań pod krzyżami postanowiono konty­
nuować akcję przenosząc ją na pobliskie góry. Na Górze Tlaloca alguacil Pedro
Zapotlacatl znalazł kamiennego bożka, posąg Tlaloca, który rozbił i pozostawił
na miejscu. Wkrótce potem świadek udał się tam osobiście i pod jego nadzorem
rozbity posąg przetransportowano do Tetzcoco. Podczas tej samej wyprawy na
skraju góry odkryto jeszcze jedną kamienną figurę nie zidentyfikowanego
w zeznaniu bóstwa. Ją również rozbito i przyniesiono do miasta. Po pewnym
czasie odbyła się następna wyprawa; wtedy znaleziono ofiarne papiery oraz inne
drobne obiekty, ale ponieważ don Hernando de Chávez nie brał w niej udziału
i nie widział przyniesionych przedmiotów, nie potrafił nic o nich powiedzieć.
Nie wiedział również, kto złożył ofiary. Słyszał natomiast od tetzcokańskich
kupców, że w Meksyku (Tenochtitlanie), Chalco, Huexotzinco i Tlaxcali jego
uważano za sprawcę zniszczenia posągu Tlaloca i miano mu to za złe.
Na Górę Tlaloca wyprawiano się więc trzykrotnie.
Już podczas pierwszej wyprawy, będącej kontynuacją poszukiwań pod
krzyżami, odnaleziono posąg Tlaloca. Wyprawa ta, której przewodził alguacil
Pedro Zapotlacatl, musiała się odbyć jeszcze w okresie Wielkiego Postu (19 lu­
tego - 5 kwietnia) albo zaraz po Wielkanocy (6 kwietnia), w każdym razie
przed końcem kwietnia, gdyż traktowano ją jako bezpośrednią kontynuację
wcześniejszych działań. Don Lorenzo de Luna kłamał zatem twierdząc, że
Pedro Zapotlacatl znalazł bożka, do tego - nie zidentyfikowanego, dopiero
po dostrzeżeniu dymu nad Górą Tlaloca w ostatnich dniach maja (co bez
wątpienia oznaczać miało: po ówczesnej wizycie Zumárragi w Tetzcoco).
Druga wyprawa, pod wodzą don Hernanda de Chávez (wspomniana także
przez Lorenza Huiznaualtlailotla), miała miejsce niedługo po pierwszej. Wtedy
przyniesiono rozbity posąg Tlaloca do Tetzcoco.
Trzecia wyprawa, w której don Hernando de Chávez nie brał udziału, była
najwyraźniej tą, którą don Lorenzo de Luna chciał przedstawić jako jedyną.
Zorganizowano ją po dostrzeżeniu dymu nad Górą Tlaloca - albo w końcu
maja, jak utrzymywał gubernator, albo około 5 czerwca, jak twierdzili don
Francisco i Lorenzo Huiznaualtlailotla. Wówczas posągu Tlaloca od dawna
na górze nie było.
Ostatni z zeznających dostojników, don Antonio, niewiele wniósł do kwe­
stii chronologii wypraw, ujawnił za to nowe szczegóły pozwalające ujrzeć
wydarzenia w szerszym kontekście. Przede wszystkim potwierdził fakt znale­
zienia kamiennego posągu Tlaloca bezpośrednio po akcji poszukiwań pod
krzyżami. Posąg był zagrzebany w ziemi, a po odnalezieniu został rozbity.
Świadek wyjaśnił zarazem, że Tlaloc był bogiem wód i „kiedy nie padało,

121

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

a potrzebowano wody, udawano się na ową górę, aby rzeczonemu Tlalokowi
złożyć ofiary, tak z Meksyku, jak z Tezcoco, Chalco, Huexotzinco, Choluli,
Tlaxcali i całej okolicy". Odkąd w kraju są chrześcijanie, zwyczaju - jego
zdaniem - nie kontynuowano. Dopiero w „minionych dniach", gdy brako­
wało deszczu, kupcy handlujący w Huexotzinco i Tlaxcali wrócili stamtąd
z wiadomością, że mieszkańcy tych miast „wygrzebywali [posąg] spod ziemi
i mówili, że to przez Tetzcokanów nie padało, bo rozbili boga Tlaloca, boga
wód, i za ich przyczyną wszyscy umierają z głodu".
Zreferowany fragment przyniósł nader istotne uzupełnienie wersji zdarzeń
podanej przez don Hernanda de Chávez. Mówiąc o odszukaniu i rozbiciu
posągu don Antonio odnosił się do pierwszej wyprawy. Wówczas pozosta­
wiono figurę na górze. I to właśnie wtedy tetzcokańscy kupcy zaczęli roz­
głaszać, iż winą za panującą w całym regionie katastrofalną suszę obarcza się
Tetzcokanów. Wzmianka o suszy, trwającej zapewne od dłuższego czasu,
skoro pociągnęła za sobą głód i (być może) śmiertelne ofiary, sama w sobie
odsłania ważną okoliczność towarzyszącą omawianym wydarzeniom . Po­
zwala też zrozumieć lepiej, co pragnął zakomunikować ekipie śledczej don
Hernando de Chavez wyznając, że jego osobiście czyniono odpowiedzialnym
za zniszczenie posągu boga wód, nie tylko zresztą w Huexotzinco i Tlaxcali,
lecz również w Meksyku (Tenochtitlanie) i Chalco, słowem - wszędzie.
28

Nie mniej interesujące informacje zawierał ciąg dalszy zeznania don Antonia.
Stwierdził on, że doniesienia kupców zaniepokoiły tetzcokańskich dostojników
tak dalece, iż postanowili wysłać potajemnie ludzi do Huexotzinco i Tlaxcali, aby
na miejscu sprawdzić, co konkretnie mówiło się o całej sprawie. Misja zakończyła
się zaskakującym rezultatem, gdyż wysłannicy ustalili, że „nic się nie mówiło".
Widzieli natomiast oczyszczone przez Huexotzinków drogi wiodące na Górę
Tlaloca, co dawniej zwykło się robić, gdy zamierzano złożyć ofiary.
Jeżeli świadek mówił prawdę, a w tym przypadku nie ma powodu sądzić
inaczej, jego relacja prowadzi do wniosku, że zniszczenie posągu Tlaloca
w trakcie pierwszej wyprawy spotkało się z dezaprobatą nie w odległym
Huexotzinco i jeszcze dalszej Tlaxcali, lecz w samym Tetzcoco, kupcy zaś,
którzy wyrażali ją publicznie, powoływali się na sąsiadów wyłącznie w celach
taktycznych. Z wiadomości dostarczonych przez szpiegów wynikało przecież,
że Huexotzinkowie dopiero szykowali się do odwiedzin miejsca kultu Tlaloca.
Jeśli tak rzeczywiście było, to z dużym prawdopodobieństwem można też
przyjąć, że druga wyprawa pod wodzą don Hernanda de Chavez ruszyła na
górę z zadaniem usunięcia corpus delicti zanim dotrą do niego sąsiedzi.
O tej wyprawie don Antonio nic nie powiedział. Przeszedł od razu do
wypadków, jakie nastąpiły po zaobserwowaniu dymu nad Górą Tlaloca.
Posłani tam ludzie znaleźli wiele papierów ze śladami krwi, kadzidło, przepiórkę
(ptaka dość powszechnie składanego w ofierze w czasach przedhiszpańskich)
2 8

O suszy i głodzie j a k o okolicznościach z w i ą z a n y c h z rewitalizacją p o g a ń s k i m praktyk

w s p o m n i a ł też autor donosu na don Cariosa Ometochtli, Proceso 1910, s. 1.

122

RYSZARD TOMICKI

i inne pozostałości rytuału ofiarnego. Co się dało zabrać, przyniesiono do
Tetzcoco i oddano gubernatorowi. Na podstawie pewnych szczegółów stwier­
dzono, że ofiarę złożyli Huexotzinkowie, albowiem - jak wyjaśnił świadek
- „każda społeczność (pueblo) miała swój sposób składania ofiar". Następnie
wystawiono na górze straże, lecz nikogo nie zdołano ująć, chociaż jeszcze
dwu- lub trzykrotnie natrafiono na pozostałości nowych ofiar.
Tyle uznał za stosowne wyjawić ostatni z piątki dostojników. Po wy­
słuchaniu go ekipa śledcza dysponowała niezłym rozeznaniem co do prawdo­
mówności poszczególnych świadków. Ponieważ jednak nikogo z nich nie
zatrzymano, siłą rzeczy i oni zyskali możliwość uświadomienia sobie groźby,
jaką stworzyły poważne różnice w opisie minionych zdarzeń. Że tak się stało,
dowodzi błyskawicznie podjęta decyzja, w wyniku której doszło do jeszcze
jednego, tym razem zbiorowego zeznania.

III. Z E Z N A N I E Z B I O R O W E

Zaraz po przesłuchaniu don Antonia przed biskupem Zumárraga stawiło się
ponownie czterech zeznających wcześniej dostojników, aby wspólnie udzielić
dodatkowych wyjaśnień. Brakowało jedynie don Antonia. Powód jego nieobec­
ności nie został podany, lecz porównanie zeznań indywidualnych z tym, które
zapragnęli złożyć czterej dostojnicy, nie pozostawia zbyt wielkiego pola do
domysłów - zapewne nie chciał on uczestniczyć w ryzykanckim szalbierstwie.
Don Lorenzo de Luna i jego towarzysze podjęli próbę zatuszowania rozbież­
ności zarówno między własnymi zeznaniami, jak też między nimi a zeznaniem
don Antonia (Proceso 1910, s. 22-24). Miała ona wszelako dość niezwykły
charakter. Dostojnicy zaczęli od stwierdzenia, że - „jak mówili poprzednio"
- niedawno, gdy dotkliwie odczuwano skutki panującej suszy, dotarła do nich
wiadomość o składaniu na Górze Tlaloca ofiar bogu wód zwanemu Tlalokiem
(wcześniej tylko don Hernando de Chávez i don Antonio wymienili imię bóstwa,
nikt zaś oprócz don Antonia nie mówił o suszy i jej związku z wydarzeniami).
Wiadomość o tyle ich nie zaskoczyła, iż wiedzieli, że na górze stał w przeszłości
posąg tego boga, cieszącego się sławą jednego z najstarszych na ziemi, do którego
„cały kraj" przychodził z prośbami o deszcz i stosownymi ofiarami. Słyszeli
ponadto, że w okresie wojen między Huexotzinco i Tlaxcala z jednej strony,
a Meksykiem (Tenochtitlanem) i Tetzcoco z drugiej, pewnego razu Huexotzinko­
wie rozbili posąg, aby zrobić na złość Meksykanom (mieszkańcom Tenochtitlanu). Władca Meksykanów, Ahuitzotl, polecił go potem naprawić i Tlaloca
czczono dalej, gdyż był „starożytny" i stał na górze od niepamiętnych czasów .
29

2 9

O k o ł o 1582 r. Tetzcokanie byli przekonani, iż Tlaloc stał na górze zanim ich praprzodkowie
przybyli w ten rejon i założyli swoje osiedla (Pomar 1964, s. 165). Archeologiczne rozpoznania
wskazują, że miejsce kultu na G ó r z e Tlaloca m o g ł o funkcjonować od okresu formatysvnego, tj.
od pierwszych w i e k ó w n.e. (Townsend 1991, s. 29; Iwaniszewski 1994, s. 165).

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

123

Kiedy zatem doniesiono im o składaniu ofiar, domyślili się od razu, że posąg
najpewniej jest tam nadal. I rzeczywiście, wysłani przez nich ludzie odnaleźli po
długich poszukiwaniach zagrzebaną w ziemi, popękaną figurę z wyraźnymi
śladami naprawy - jej części okręcone były żelaznym, złotym i miedzianym
drutem. Wszystko to przetransportowano do Tetzcoco.
Na dowód dostojnicy zaprezentowali Zumárradze duży kłąb żelaznego
drutu, siedem sztabek złota i trzy sztabki miedzi, uzyskane - jak wyjaśnili - po
przetopieniu złotego i miedzianego drutu, a ponadto kamień chalchihuitl z glifem kalendarzowym zawierającym liczbę 6, który miał zdobić oblicze bóstwa.
Opowieść o rozbiciu posągu i jego późniejszej reperacji (przed rokiem 1502 )
już na pierwszy rzut oka była mocno podejrzana. Niewiarygodnie brzmiało
twierdzenie jakoby posąg zniszczono na złość Meksykanom, skoro rzekomi
niszczyciele, Huexotzinkowie, również otaczali Tlaloca kultem, co przyznawano
we wcześniejszych zeznaniach i powtórzono nieco później w zeznaniu zbioro­
w y m . W ogóle w przedhiszpańskim Meksyku raczej nie niszczono umyślnie
wizerunków bóstw podczas wojen, nawet jeśli były to postacie bogów-opiekunów wroga; najchętniej zabierano je i umieszczano w świątyniach własnego
miasta. To jedna uwaga, jaka się tu nasuwa. Druga dotyczy użycia do naprawy
posągu m . in. żelaznego drutu - tak być nie mogło, bo żelaza w przedhiszpańs­
kim Meksyku nie znano . Czy Hiszpanie zwrócili uwagę na obie kwestie, nie
sposób powiedzieć, lecz dalszy tok dochodzenia wymownie świadczy, że z tych
czy innych powodów w prawdziwość opowieści powątpiewano.
Po okazaniu znalezisk dostojnicy wrócili do opisu wydarzeń. Usunąwszy
posąg Tlaloca, w miejscu, gdzie się znajdował, wystawiono straże, chcąc
stwierdzić, czy ofiary będą kontynuowane, a jeśli tak, to przez kogo. Czujność
30

31

32

3 0

Ahuitzotl, wspomniany jako zleceniodawca naprawy, b y ł tlatoanim Tenochtitlanu w latach

1486-1502.
3 1

Ponadlokalne znaczenie sanktuarium n a G ó r z e Tlaloca potwierdza D u r a n (1967, I , s. 83),

w e d ł u g k t ó r e g o raz w roku, w „ m i e s i ą c u " Huey Tozoztli, przybywali tam w ł a d c y i arystokracja
z m i a s l - p a ń s t w p o ł o ż o n y c h z a r ó w n o po zachodniej stronie Sierra Nevada (Tenochtitlan, Tetzcoco,
Tlacopan, Xochimilco, a więc z imperium azteckiego), jak i po stronie wschodniej

(Tlaxcala,

Huexotzinco). K r o n i k a r z informuje dalej, że po złożeniu ofiar przez w ł a d c ó w imperium n a górze
zostawali wojownicy mający zapobiec kradzieży klejnotów i jedzenia przez w r o g ó w , H u e x o t z m k ó w
i T l a x c a l a n ó w . Straż trzymano d o p ó t y , d o p ó k i łatwo psująca się część ofiary nie uległa zniszczeniu;
wtedy resztę zakopywano i wojownicy opuszczali sanktuarium. Złupienie cudzych ofiar, to mimo
wszystko co innego niż zniszczenie wizerunku boga. Wszelako w i a r y g o d n o ś ć przekazu nie jest
pewna, g d y ż

Duran p o d a ł

następnie, że straże, wystawiane przez okoliczne miejscowości, zmieniały

się „ c o sześć dni" (s. 85). T e n zaś szczegół nazbyt przypomina wydarzenia ujawnione w 1539 r. by
nie zapytać, czy cały przekaz nie jest tylko i wyłącznie ich pogłosem? Bezsporny w p ł y w w y d a r z e ń
z 1539 r. na treść „pamięci historycznej" odnotowany będzie w przyp. 41.
3 2

Nie wyrabiano t e ż drutu, nawet ze złota czy miedzi. Naiwny anachronizm, z jakim mamy

tu do czynienia, przypomina mi pewnego m ł o d z i e ń c a ze wsi A c a t l á n w stanie Guerrero (Meksyk),
który w maju 1987 r. - w rozmowie z egzotycznymi, przybyłymi z „ojczyzny p a p i e ż a " obser­
watorami lokalnego święta, o d b y w a j ą c e g o się przed okazałym k o ś c i o ł e m - w y c h w a l a ł w i e l k o ś ć
swych indiańskich p r z o d k ó w , potrafiących z b u d o w a ć tak wspaniałą świątynię w czasach poprze­
dzających k o n k w i s t ę .

124

RYSZARD TOMICKI

nie przyniosła oczekiwanego skutku, ponieważ kolejne ofiary złożone zostały
w innym miejscu, na zboczu od strony Huexotzinco. Dwa lub trzy razy
znaleziono tam papiery ze śladami krwi, kadzidło, kawałki tkanin (mantillas),
naszyjniki i inne przedmioty. W tym samym miejscu, od strony Huexotzinco
- co z naciskiem podkreślono, odkryto też kałużę świeżej krwi: „wyglądało
na to, że złożono w ofierze jakiegoś chłopca (muchacho), niedawno, sądząc po
krwi i po śladach" . Tak papiery, jak sposób ofiarowania wskazywały, iż było
to dzieło Huexotzinków; pomyłka nie wchodziła w grę, gdyż każda „prowin­
cja" miała sobie tylko właściwe znaki i metody składania ofiar.
W tej części zeznania łatwo dostrzec element, którym poprzednio pojawił się
tylko w zeznaniu don Antonia. Chodzi o fakt dwu- lub trzykrotnego złożenia
ofiar pomimo wystawienia na górze straży. Jest to szczegół przyciągający uwagę
i z tego powodu, iż wraz z odstąpieniem dostojników od wersji podanej wcześniej
przez don Lorenza de Lunę, przebieg zdarzeń stał się prawdziwą zagadką.
Gubernator utrzymywał pierwotnie, jakoby pozostałości ofiar znaleziono
tylko raz, w miejscu, skąd zabrano posąg Tlaloca, i że ofiary złożono w niedzielę,
kiedy strażników akurat nie było. Wyjaśnienie, choć zaskakujące, brzmiało
logicznie. Utraciło ono swój walor w chwili, gdy don Lorenzo de Luna
zdecydował się przyznać - idąc za wersją don Antonia, która tym samym
musiała być bliższa prawdy - iż ofiary złożono jeszcze dwa lub trzy razy. Teraz,
aby wytłumaczyć nie ujęcie sprawców, przesunął miejsce składania ofiar poza
obszar kontrolowany przez straże . Ale gdyby ofiary znajdowano faktycznie
gdzieś na zboczach góry, to w swym indywidualnym zeznaniu gubernator nie
musiałby uciekać się do kłamstwa. Jeżeli wtedy nie podał tego najprostszego
wyjaśnienia, rodzi się pytanie: czy przypadkiem nie było tak, że ofiary składano
- nie bacząc na obecność strażników - dokładnie w miejscu, gdzie zwykł stać lub
gdzie do niedawna był ukryty posąg Tlaloca , czego wszakże nikt, łącznie z don
Antoniem, nie chciał wyjawić (w istocie don Antonio nie sprecyzował, gdzie
„znajdowano" pozostałości ofiar). Podejrzenie jest tym bardziej zasadne, że don
Antonio, mimo swej gadatliwości, o pewnych rzeczach mówić nie zamierzał. Na
wstępie przemilczał prawdziwe przyczyny akcji poszukiwań pod krzyżami.
Później zataił odkrycie śladów krwawej ofiary z chłopca; fakt ten wyszedł na jaw
dopiero podczas zeznania zbiorowego i to zapewne tylko dlatego, iż dostojnicy
obawiali się, że Zumárraga wie już o nim od don Antonia.
33

34

35

3 3

O składaniu dzieci w ofierze Tlalokowi i generalnie b ó s t w o m akwatycznym patrz: Moto-

linia 1970,

s. 34, 218-219; D u r á n 1967, I , s. 83; Pomar 1964,

s. 165; Broda

1971,

s. 272-276,

passim; Broda 1991b, s. 94.
3 4

Przesłuchany po zbiorowym zeznaniu d o s t o j n i k ó w Lorenzo de Á g u i l a z Chiauhtli, który na

polecenie don Lorenza de L u n y wysłał stamtąd strażników na G ó r ę Tlaloca, też utrzymywał, że
p o z o s t a ł o ś c i ofiar znaleźli oni „ o d strony Huexotzinco", Proceso 1910, s. 28.
3 5

W czasach przedhiszpańskich p o s ą g stał w sanktuarium otoczonym wysokim murem, por.

D u r a n 1967,1, s. 82, a także wyniki penetracji archeologicznych: Townsend 1991; Iwaniszewski 1994
(tutaj wcześniejsza literatura). Jednakże w 1539 r. p o s ą g był ukryty, zagrzebany w ziemi i zarzucony
kamieniami (patrz: I V . Dodatkowi świadkowie), zapewne gdzieś w pobliżu dawnego sanktuarium.

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

125

Postawione wyżej pytanie nieuchronnie pociąga za sobą następne: czy
ofiary składali rzeczywiście Huexotzinkowie, jak starano się wmówić ekipie
śledczej, czy może czynili to również albo wręcz wyłącznie mieszkańcy miasta
i/lub prowincji Tetzcoco? Za hipotezą taką przemawiałoby dostrzeżone w ze­
znaniu don Antonia echo konfliktu, jaki po zniszczeniu posągu Tlaloca po­
wstał wśród samych Tetzcokanów, z których część potępiała akt świętokradz­
twa używając Huexotzinków i Tlaxcalanów jako parawanu. Ważnych poszlak
dostarczają tu także indywidualne zeznania Lorenza Huiznaualtlailotla i don
Hernanda de Chávez, obaj bowiem zapewniali początkowo, że nie wiedzą, kto
składał ofiary, zaś ewentualność, że chcieli w ten sposób osłonić dalekich
sąsiadów, wydaje się bardzo mało prawdopodobna.
Na szczęście dla dostojników żadnych kłopotliwych pytań im nie zadano.
Kończąc swe wyjaśnienia, przekazali biskupowi Zumárradze rozbity na ka­
wałki posąg, żelazny drut, sztabki złota i miedzi oraz kamień chalchihuitl
z glifem kalendarzowym. Przy okazji podkreślili, że „szukali i znaleźli owego
bożka, a ponieważ już to rozpoczęli, zdecydowani są szukać pozostałych, jakie
by się jeszcze znajdowały w całych górach i które zdołają odnaleźć, jeżeli
biskup da im na to zgodę i pozwolenie". Nie omieszkali dodać, że „jeśli nie
powiadomili Jego Wielebności wcześniej, to dlatego, że szukali innych [boż­
ków] i zamierzali dać mu wszystkie razem".
Ostatnie utrwalone w protokole słowa miały wzmocnić zasadniczą dla
całego zeznania tezę, iż wydarzenia związane z Górą Tlaloca rozegrały się
stosunkowo niedawno. Unikano jak ognia bardziej precyzyjnych odniesień
chronologicznych. Odnalezienie posągu Tlaloca miało nastąpić po prostu
„w minionych dniach", po dostrzeżeniu oznak odbywającego się rytuału ofiar­
nego. Powrócono więc do pierwotnej wersji don Lorenza de Luny, modyfiku­
jąc ją jedynie w części dotyczącej przyczyn nie zidentyfikowania ofiarników
oraz ilości złożonych ofiar i ich charakteru. Nawet don Hernando de Chávez,
który przyczynił się najbardziej do wykazania fałszywości tej wersji, teraz
przekonywał Zumarragę, że podczas jego majowego pobytu w Tetzcoco wła­
dze miasta i prowincji nie dysponowały jeszcze obiektami z Góry Tlaloca.
IV. D O D A T K O W I ŚWIADKOWIE

Kłamstwo szyte było grubymi nićmi. Tym też tłumaczyć można szybkość
działania ekipy śledczej, która jeszcze tego samego dnia, w sobotę 5 lipca,
wezwała trzech dodatkowych świadków. Byli to uczestnicy wyprawy uwieńczonej
odnalezieniem posągu boga deszczu - alguacil Pedro Zapotlacatl (wspominany
w niektórych zeznaniach indywidualnych), Juan Tlacuzcalcatl oraz niejaki
Andrés. Przesłuchano ich w podanej kolejności (Proceso 1910, s. 25-27).
Cała trójka oświadczyła, że Tlaloca znaleziono przed 60-80 dniami
( ± 1 6 kwietnia - 6 maja) w wyniku poszukiwań przedsięwziętych na polecenie
36

3 6

K a ż d y z zeznających użył jednak innego określenia, odpowiednio - mniej więcej 60-70 dni
temu, 60 lub 80 dni temu, o k o ł o 60 dni temu.

126

RYSZARD TOMICKI

don Lorenza de Luny. Według Pedra Zapotlacatla figury szukano kopiąc
w różnych miejscach, zanim na nią natrafiono. Kamienny posąg oblepiony był
nasionami różnych roślin, już zgniłymi, co - zdaniem świadka - świadczyło
0 umieszczeniu ich „dawno temu" . Posąg rozbito i niektóre jego fragmenty
zniesiono do Tetzcoco. Resztę przyniosła później inna grupa. Wersja ta po­
krywała się z zeznaniem don Hernanda de Chavez, choć według niego za
pierwszym razem zniszczono jedynie posąg, zostawiając go na górze. Zapewne
Pedro Zapotlacatl poprawił nieco przebieg zdarzeń, gdyż następny świadek,
Juan Tlacuzcalcatl, potwierdzając rozbicie odnalezionej po dłuższych poszuki­
waniach figury, pękniętej przez środek i oblepionej rozmaitymi nasionami, nic
nie powiedział o przetransportowaniu kawałków rzeźby do Tetzcoco. A nie
był nastawiony na oszczędne używanie słów, skoro sam dodał, że Tlaloca
dawniej zwano Tlalocantecuhtli .
Najważniejszym elementem zeznań obu tych świadków było wszakże zde­
cydowane zaprzeczenie, gdy przesłuchujący zapytali ich, czy przy posągu
znaleziono jakieś złoto, srebro (sic!) lub tepuzque (miedź) i w jakiej ilości. Tym
samym zakwestionowane zostało twierdzenie jakoby posąg był naprawiany
1 powiązany drutami. Istniała jeszcze co prawda możliwość, iż to nowi świad­
kowie z jakichś powodów mijali się z prawdą, lecz tę ewentualność wykluczyło
zeznanie Andresa.
Według niego posąg bóstwa odnaleziono na wysoko porośniętej łące, wciśnięty
między kamienie i przykryty nimi. Był przez środek pęknięty. Kiedy figurę
rozbito, świadek i kilka innych osób „wzięli głowę" i „na niej" znaleźli siedem
kawałków złota oraz trzy kawałki tepuzque, każdy o długości mniej więcej jednego
xeme . Poza tym głowa obwiązana była żelaznym drutem. Wszystkie znaleziska
przyniesiono do Tetzcoco i przekazano gubernatorowi. Na pytanie, czy na posągu
były też szlachetne kamienie lub co innego, padła odpowiedź przecząca.
Zeznanie to dostarczyło koronnego dowodu, że tetzcokańscy dostojnicy
dopuścili się mistyfikacji, a następnie usiłowali odpowiednio przygotować
kolejnych świadków. Bez wątpienia działali w dużym pośpiechu, gdyż Andresa
powiadomili o samej istocie mistyfikacji, nie podając mu szczegółów zapew­
niających jej pozory wiarygodności. Czy Pedra Zapotlacatla i Juana Tlacuzcalcatla nie zdążono poinstruować, czy też nie chcieli oni kłamać, nie wiado­
mo. W każdym razie sprzeczności w zeznaniach świadków dodatkowych,
a zwłaszcza rozbieżność między wersją Andresa a zbiorowym zeznaniem do­
stojników, czyniły całą sprawę aż nadto przejrzystą. Na posągu Tlaloca nie
37

38

39

3 7

Ze s p o r z ą d z o n e g o na podstawie ustnych p r z e k a z ó w opisu Pomara (1964, s. 165) wynika,

że w czasach, gdy sanktuarium Tlaloca funkcjonowało normalnie, obok p o s ą g u znajdowało się
specjalne naczynie, w k t ó r y m corocznie umieszczano - w gęstej mazi z gumowatej żywicy olli
- nasiona wszystkich roślin, jakie u ż y w a n o w celach s p o ż y w c z y c h lub innych. W okresie później­
szym obywano się, jak widać, bez owego naczynia.
3 8

„ P a n Tlalocanu", patrz przyp. 27.

3 9

XemeIjemeIgeme

- hiszp. miara długości; odległość dzieląca k o ń c e kciuka i palca wskazują­

cego przy ich maksymalnym oddaleniu od siebie.

MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A CHARYBDĄ CHRZEŚCIJAŃSTWA

127

40

znaleziono ani żadnych drutów, ani szlachetnego kamienia ; historia o roz­
biciu figury przez Huexotzinków i jej późniejszej naprawie została więc spre­
parowana dla uwiarygodnienia „znaleziska" .
Jaki cel mógł przyświecać mistyfikacji? Wedle wszelkiego prawdopodobień­
stwa najcenniejsza część rzekomego znaleziska stanowić miała swoisty okup
uwalniający dostojników od konsekwencji matactw lub przynajmniej dowo­
dzący ich dobrej woli (zgodnie z protokółem, gdy Zumárraga kazał ich poin­
formować, że zatrzymuje złoto w formie depozytu, dostojnicy dobrowolnie
zrzekli się go na rzecz Świętego Oficjum, Proceso 1910, s. 24). Ilość przekazanego
Hiszpanom kruszcu nie była mała. Odrębny protokół przejęcia darowizny
precyzuje, że 7 sztabek zawierało 207 pesos 16-karatowego złota, co odpowiada
983,25 gramom. To prawie kilogram. Po odliczeniu królewskiej kwinty oraz
dziesięciny pozostało 161 pesos i 3 tomines albo - w przeliczeniu na tzw. złoto
kopalniane (oro de minas) -114 pesos i 6 tomines. Aby uzmysłowić wartość tego
„datku" wystarczy podać, że w maju 1537 г., podczas licytacji dóbr pewnego
skazanego za bałwochwalstwo Indianina, za 122 pesos w złocie kopalnianym (przy
cenie wywoławczej 30pesos) sprzedano: a) zabudowania mieszkalne i ziemię
o powierzchni ponad 5 ha wraz z wieloma drzewami i plantacją agaw, b) ziemię
o powierzchni ponad 2 ha ze wszystkim, co się na niej znajdowało, c) ziemię
o nieznanej powierzchni ze wszystkim, co na niej było {Procesos 1912, s. 46).
W czerwcu tego samego roku za 28 pesos sprzedano dom w dzielnicy Santa Ana
w mieście Meksyku, a za 2 pesos można było kupić 15 kompletów wierzchniego
okrycia wraz z przepaskami biodrowymi (Procesos 1912, s. 47-48, 51).
41

V. FINAŁ

W sobotę 5 lipca don Lorenzo de Luna i inni dostojnicy zgłosili się raz jeszcze
do Zumárragi, żeby oddać mu obiekty wydobyte podczas poszukiwań pod
krzyżami, jak również resztę tego, co przyniesiono z Góry Tlaloca. Zapewne byli
już świetne zorientowani, czego zdołali dowiedzieć się Hiszpanie. Nic dziw­
nego, że nie szczędzili wysiłków dla poprawienia swego wizerunku. W protokóle
4 0

W świetle przedstawionej rekonstrukcji zdarzeń bezzasadne jest branie za d o b r ą m o n e t ę

związku glifu kalendarzowego zawierającego liczbę 6 z p o s ą g i e m Tlaloca i f o r m u ł o w a n i e na tej
podstawie hipotez o d n o ś n i e do archeoastronomicznych a s p e k t ó w sanktuarium na G ó r z e Tlaloca,
patrz: Iwaniszewski 1994, s. 168.
4 1

Nie m o ż n a jednak w y k l u c z y ć , że konstruując swą „legendę" dostojnicy nawiązywali

do

jakichś rzeczywistych prac renowacyjnych. Pomar (1964, s. 166) opowiada o podjętej za panowa­
nia Nezahualpilliego (1472-1515?) próbie zastąpienia starego p o s ą g u Tlaloca nowym, rychło
zniszczonym przez uderzenie pioruna. Por. też hipotezy a r c h e o l o g ó w o rozbudowie sanktuarium
przy k o ń c u X V stulecia (Iwaniszewski 1994,

s. 165-166). Warto tu d o d a ć , że o k o ł o 1582 r.

w Tetzcoco istniało przekonanie, iż odnaleziony za c z a s ó w Zumárragi p o s ą g miał jedno z ramion
przytwierdzone do korpusu trzema grubymi g w o ź d z i a m i ze złota i jednym g w o ź d z i e m miedzia­
nym, które, po zniszczeniu p o s ą g u na rozkaz biskupa, zostały zabrane (Pomar 1964,

s. 166;

Torquemada 1969, I I , s. 45-46). Oto znamienny przyczynek do kwestii wiarygodności tzw. ustnej
tradycji historycznej.

128

RYSZARD TOMICKI

przeczytać można, iż złożyli solennie zapewnienie, że oddają wszystkie TLOCTJ
znalezione pod krzyżami oraz podczas trzech lub czterech (sic!) wypraw na Górę
Tlaloca i nic więcej nie mają, lecz jeśli o czymś się dowiedzą lub coś odkryją, bo
zamierzają szukać gdzie tylko się da, bezzwłocznie powiadomią biskupa i przeka­
żą mu to, co znajdą. Ale to nie wszystko. Z kolejnego dokumentu wiadomo
bowiem, że biskupa nakłoniono, aby osobiście udał się na górę Tetzcotzinco,
gdzie było „wiele postaci bożków wykutych w skałach". Brak informacji, kiedy
doszło do rozmowy na ten temat - jeszcze w sobotę, czy może w niedzielę;
stwierdzono jedynie, że wyprawa odbyła się w poniedziałek 7 lipca „na prośbę
rzeczonego gubernatora i dostojników". W Tetzcotzinco, pod bacznym okiem
inkwizytora, gromada Indian dokonała dzieła zniszczenia, posiłkując się ogniem
w celu skruszenia kamiennych postaci, ponieważ „Jego Wielebność rozkazał
im zniszczyć je wszystkie tak, by ślad po nich nie został" (Proceso 1910, s. 29).
K r o k ten podyktowała dostojnikom już nie tyle chyba obawa o własną
reputację i pozycję, ile wprost o wolność. Tetzcotzinco, niewielka, położona
opodal Tetzcoco góra, na której mieli swą rekreacyjną siedzibę tetzcokańscy
władcy, stanowiła jedną z najpiękniejszych realizacji azteckiej sztuki ogrodowo-parkowej. Na zalesionych zboczach, poprzecinanych murowanymi lub
wykutymi w skale pieszymi ciągami oraz siecią kanałów i zbiorników wod­
nych, rozmieszczone były zespoły rzeźb i płaskorzeźb. Jak zaświadcza kroni­
karz Fernando de Alva Ixtlilxóchitl, któremu zawdzięczamy najdokładniejszy
opis posiadłości, blisko wierzchołka, przy pierwszym zbiorniku wodnym,
wznosiła się lita skała z wykutymi w formie okręgu glifami kalendarzowy­
mi, obrazującymi kolejne lata życia założyciela siedziby, Nezahualcoyotla
(zm. 1472). Na zewnątrz okręgu wyobrażono jego najważniejsze dokonania.
Wewnątrz znajdował się zespół symboli zwany przez kronikarza „herbem"
władcy - był tam m.in. dom w płomieniach (glif oznaczający podbój), jakiś
inny dom o wyszukanej architekturze, pomiędzy domami - ozdobiona dro­
gocennymi kamieniami noga jelenia, z której wystrzeliwały okazałe pióro­
pusze, dalej łania mająca na ciele wizerunek ramienia trzymającego łuk
i strzały, następnie postać wojownika, po bokach dwa jaguary, z pysków
których wydobywała się woda i ogień (glif oznaczający wojnę). Na obrzeżach
tego zespołu widniało dwanaście głów „władców i panów". Według Alvy
Ixtlilxóchitla to właśnie te wizerunki kazał zniszczyć biskup Zumárraga „są­
dząc, iż są to jakieś bożki" (1975-1977, I I , s. 115)* .
2

Późnemu kronikarskiemu przekazowi niekoniecznie trzeba wierzyć. Badania
archeologiczne wykazały, że na wzgórzu znajdowały się również wyobrażenia
bóstw i miejsca ich kultu (Townsend 1995, s. 137-144). Jeżeli więc dominowała
nawet symbolika historyczno-komemoratywna, ze względu na jej nieczytelność

4 2

O przywiązaniu t e t z c o k a ń s k i e g o rodu panującego do Tetzcotzinco świadczy sporządzone
w pierwszej p o ł o w i e X V I I I w. drzewo genealogiczne, gdzie dano wyraz żalowi z powodu po­
stępującej stale dewastacji posiadłości, Kutscher 1961. Fragmenty zniszczonych w 1539 r. p ł a s k o ­
rzeźb z a c h o w a ł y się po dziś dzień, por. Parsons 1971, tablica 46a.

MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

129

dla Hiszpanów Tetzcotzinco doskonale nadawało się do „rzucenia na pożarcie"
biskupowi. Don Lorenzo de Luna nie poprzestał zresztą na tej jednej manifestaq'i
prawo wierności. Choć Zumárraga wrócił tego samego dnia do Tetzcoco,
gubernator ruszył dalej w góry z wielką liczbą ludzi szukać kolejnych idoli.
Nazajutrz, we wtorek 8 lipca, dostarczył Hiszpanom kilka wykopanych gdzieś
kamiennych i glinianych figur bożków, naszyjniki z cennych kamieni, dwie tarcze
i szereg drobnych przedmiotów ofiarnych (Proceso 1910, s. 31).
Na tym definitywnie kończą się informaq'e dotyczące sprawy, która zamknię­
ta została równie nieoczekiwanie, jak się pojawiła. Biskup Zumárraga przerwał
nowe, ledwo rozpoczęte śledztwo; podobnie postąpił zresztą w przypadku figur
odkrytych w domu don Cariosa Ometochtli, rezygnując z dociekania, kto
i w jakim celu odwiedzał pomieszczenia, w których je przechowywano. Począwszy
od 8 lipca uwaga ekipy śledczej skoncentrowała się na poglądach i czynach
głównego podejrzanego, niedawnego pretendenta do rangi tlatoaniego Tetzcoco.

VI. WNIOSKI

Dzięki stosunkowo obszernym materiałom zgromadzonym w trakcie docho­
dzenia, analiza drobnego epizodu pozwala sformułować kilka hipotez w dwóch
przynajmniej kwestiach. Pierwsza to świadomość religijna indiańskiej elity w kon­
kretnym momencie historycznym. Kwestia druga to ewentualny związek opisa­
nych wydarzeń z werdyktem, jaki zapadł w procesie don Cariosa Ometochtli.
1. O świadomości religijnej gubernatora don Lorenza de Luna i innych
członków tetzcokańskiej rady miejskiej wnioskować można w pierwszej kolej­
ności na podstawie tego, co wiemy o ich działaniach w obliczu nasilenia się
pogańskich praktyk wśród podległej im ludności. Jak wynika z zeznań, prak­
tyki te związane były z panującą od dawna suszą i spowodowanym przez nią
głodem. Dodatkową, nie ujawnioną podczas dochodzenia okoliczność stano­
wił fakt, iż okres, dla którego zaświadczone jest nasilenie modłów i ofiar, miał
w rejonie Tetzcoco kluczowe znaczenie dla rolnictwa. Zazębiały się wówczas
ważne fazy dwóch podstawowych cyklów rolniczych. Uprawy na terenach
sztucznie nawadnianych, wysiewane w styczniu/lutym i zbierane w czerwcu/
lipcu, ostatni etap wzrostu osiągały przy końcu pory suchej, tj. w kwietniu/
maju. Z kolei na terenach nieirygowanych siewu dokonywano tuż przed
nastaniem pory deszczowej, zwykle między końcem kwietnia a początkiem
czerwca, warunkiem zaś prawidłowego przebiegu wegetacji było nadejście
regularnych opadów w maju i czerwcu . Ich brak zawsze groził nieurodzajem.
W czasach przedhiszpańskich w wypadającym w kwietniu „miesiącu" Huey
Tozoztli następowała kulminacja obrzędów poświęconych bóstwom wód i płod­
ności, w szczególności Tlalokowi, do którego sanktuarium na górze noszącej
jego imię pielgrzymowali wtedy władcy i najwyżsi dostojnicy okolicznych
43

Broda 1983, s. 150 i nast.; Iwaniszewski 1994, s. 159-160.

130

RYSZARD TOMICKI

44

miast . Mając to na względzie, można sądzić, że pierwsza wysłana z Tetzcoco
wyprawa na Górę Tlaloca, datowana przez jej uczestników (świadków dodatko­
wych) na okres między 16 kwietnia a 6 maja, miała ścisły związek z tradycyjnym
kalendarzem i dorocznym świętem obchodzonym w górskim sanktuarium. Cel
wyprawy - odszukanie i zniszczenie posągu boga - traktować należy jako
podstawowy wskaźnik świadomości religijnej zarówno tych, którzy polecenie
wydali, jak i jego wykonawców. Takiego czynu dopuścić się mogli tylko ludzie,
którzy utracili wiarę w boskość lub w ogóle w istnienie Tlaloca i nie podzielali
przekonania, że zniszczenie jego wizerunku grozi sankcjami o charakterze
nadnaturalnym czy to samym niszczycielom, czy też całej okolicznej ludności.
Postawa ta dotyczyła z pewnością ogółu bóstw z przedhiszpańskiego panteonu,
o czym świadczą inne przypadki bezczeszczenia ich wyobrażeń.
Nie oznacza to, że tetzcokańscy dostojnicy powodowali się wiarą chrześ­
cijańską. Ich zachowanie w okresie poprzedzającym śledztwo, jak również
postawa zaprezentowana podczas przesłuchań skłaniają raczej ku tezie, że byli
ludźmi zdystansowanymi także wobec chrześcijaństwa. Ważnym sygnałem jest
tu pojawienie się w niektórych zeznaniach terminu „chrześcijanie" (cristianos)
jako synonimu nazwy Hiszpanie (Proceso 1910, s. 11, 21). Wprawdzie był to
uzus językowy występujący powszechnie, nawet w latach znacznie później­
szych , lecz posługiwanie się nim - choćby mimowolne - przez członków
tetzcokańskiej elity ma wymowę specjalną z uwagi na rolę, jaką Tetzcoco
odgrywało we franciszkańskim projekcie ewangelizacyjnym (patrz niżej). Jesz­
cze bardziej wymowna jest wszakże niechęć dostojników do ujawnienia Hisz­
panom już nie tylko osób praktykujących dawne kulty, ale i samych obiektów
kultu, które „dobrzy chrześcijanie" powinni byli uważać za siedlisko demo­
nów i bezzwłocznie przekazać hiszpańskim „specjalistom" w celu ich właś­
ciwego zniszczenia . Dla władz Tetzcoco posągi i figurki bóstw, zabierane
z miejsc kultu i składowane gdzieś pod kluczem, nie były najwyraźniej ani
45

46

4 4

Por. przyp. 32. D u r a n (1967, I , s. 83) d a t o w a ł to święto na 29 kwietnia; w e d ł u g ustaleń

Pomara (1964, s. 168) m i a ł o ono w y p a d a ć zwykle w maju. Współcześni badacze sytuują „miesiąc"
Huey Totoztli w okresie od 13 kwietnia do 2 maja (wg kalendarza gregoriańskiego, Broda 1983,
s. 149; jest to korelacja hipotetyczna, jak wszystkie inne, które spotyka się w literaturze meksykanistycznej). Podobne, odbywane na wierzchołkach gór rytuały, określane obecnie mianem
„ z a n o s z e n i a p r ó ś b o deszcz" {peticiones de lluvia) i bynajmniej nie ograniczone w okresie przedhiszpańskim do G ó r y Tlaloca, przetrwały do naszych c z a s ó w w wielu rejonach Meksyku (obser­
wacje własne w 1987 r. we wsi Petlacala, stan Guerrero, Meksyk; por. m.in.: Sepúlveda 1972,
1977; B r o d a 1991a; Iwaniszewski 1986, 1992).
4 5

M u ñ o z Camargo (1979, s. 249; 1984, s. 268), p o c h o d z ą c y z Tlaxcali metys zaświadcza, że

jeszcze n a p o c z ą t k u lat osiemdziesiątych X V I w. Indianie d o ś ć powszechnie nazywali H i s z p a n ó w
cristianos mimo perswazji z a k o n n i k ó w , aby używali nazw Hiszpanie lub Kastylijczycy, g d y ż sami
są także chrześcijanami. Potwierdza to Mendieta (1945, I I I , s. 163-167), franciszkanin, który
o zaszczepienie i podtrzymywanie dychotomii c h r z e ś c i j a m ^ n d i a n i e oskarżał H i s z p a n ó w , w tym
r ó w n i e ż część kleru.
4 6

D o procedury tej misjonarze przykładali wielką w a g ę . N p . p o g a ń s k i e obiekty

oddane

w Tetzcoco biskupowi Zumárradze zostały wyekspediowane do miasta Meksyku, aby tam „zrobić
z nimi, co należy".

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

131

zasobnikiem świętej mocy istot, które sobą reprezentowały, ani kryjówką diabła
wymagającą magicznej destrukcji.
Wszystkie znane nam poczynania gubernatora, burmistrzów i rajców Tetzco­
co prowadzą do wniosku, że usiłowali oni lawirować między Scyllą pogaństwa
a Charybdą chrześcijaństwa. Nic nie wskazuje, by skłonni byli - w przeciwieńst­
wie do władz Huexotli, o których mówił Gerónimo de Pomar - aprobować
dawne praktyki religijne. Ale też nie przejawiali specjalnej ochoty do ich tropie­
nia, a tym bardziej ujawniania. Na akty bałwochwalstwa, czy po prostu zachowa­
nia naganne, reagowali wybiórczo i doraźnie, gdy uznawali to za niezbędne i/lub
możliwe, kierując się najprawdopodobniej z jednej strony - stopniem zagrożenia
ingerencją Hiszpanów, z drugiej - przewidywaną reakcję własnej społeczności.
Tolerowanie zgromadzonych w domu don Cariosa Ometochtli figur bogów nie
było jedynym przykładem powściągliwości w likwidowaniu pogaństwa. Podobnie
postępowano w odniesieniu do miejsc i obiektów kultu, takich jak przydrożne
krzyże z zakopanymi u ich stóp bożkami czy ukryte w górach, w pobliżu
dawnych sanktuariów posągi, pozostawiane przez lata w spokoju. Aktywność,
jaką dostojnicy wykazali akurat w 1539 г., spowodowana była zapewne udziałem
w składaniu ofiar pod krzyżami wyjątkowo dużej liczby ludzi i spodziewaną
w bliskiej przyszłości ponowną intensyfikacją rytuałów ofiarnych, tym razem na
Górze Tlaloca. Wyjawione przez don Antonia zaniepokojenie możliwością, iż
sąsiedzi obarczyli ich winą za klęskę suszy i głodu, pozwala jednak domniemy­
wać, że przy silniejszym nacisku „opinii publicznej" być może zaniechaliby
niszczenia pogańskich świętości. Nie wykluczone zresztą, że ostatecznie ugięli się
pod presją. Kilkakrotne złożenie ofiar na górze pomimo obecności straży, choć
pozostaje epizodem zagadkowym, każe dopuścić jako prawdopodobne i takie
wyjaśnienie, iż w tym przypadku zrezygnowano z bezpośredniej ingerencji.
Mimo ograniczeń, jakie narzuca materiał źródłowy, jego analiza dostarcza
mocnych przesłanek do skorygowania dotychczasowych sądów na temat podzia­
łów religijnych istniejących około roku 1539 w Tetzcoco. Mam na myśli w szcze­
gólności opinię Serge'a Gruzińskiego (1989, s. 34), który - komentując m.in.
materiały zebrane w sprawie don Cariosa Ometochtli - stwierdził, że pozwalają
one uchwycić dwie wyraźnie zarysowane grupy: nowych chrześcijan oraz „trady­
cjonalistów" (hołdujących nadal pogaństwu), a ponadto znacznie słabiej widocz­
ną grupę stanowiącą „niezdecydowane pogranicze między tymi dwoma oboza­
m i " , a złożoną z ludzi pragnących być w dobrych stosunkach ze wszystkimi
bogami i wszystkimi duchownymi, tyleż pogańskimi, co chrześcijańskimi, kierują­
cych się bardziej oportunizmem aniżeli cynizmem i zapewniających swoisty
balans pomiędzy chrześcijańską dewocją a przywiązaniem do tradycji. Piątka
dostojników, o których była mowa, zdecydowanie wyłamuje się z tego schematu.
Uznać ich należy za przedstawicieli takiego odłamu indiańskiej społeczności,
który w sferze zachowań publicznych charakteryzował się konformizmem wobec
religii dominującej (deklaratywny chrystianizm, uczestnictwo w obrzędach koś­
cielnych itp.), natomiast w sferze rzeczywistych postaw - indyferentyzmem tak
w stosunku do dawnej rodzimej religii, jak i chrześcijaństwa.

132

RYSZARD TOMICKI

Wystąpienie tego typu reakcji na chrystianizację teoretycznie można było
przewidzieć, co też uczyniono , niemniej jednak omawiany przypadek dostar­
cza egzemplifikacji mimo wszystko dość nieoczekiwanej. Dotyczy bowiem ludzi
wywodzących się ze środowiska, które właściwie już od stycznia 1521 г., gdy
Tetzcoco stało się de facto aliantem konkwistadorów, pozostawało pod silnym
wpływem Hiszpanów, a w kilka lat później wybrane zostało jako najodpo­
wiedniejsze do pełnienia roli demonstratora i rozsadnika pożądanych postaw
i zachowań w sferze życia religijnego. Przywołajmy tylko podstawowe fakty.
Nie kto inny, jak tetzcokańska arystokracja wydała pierwszego tlatoaniego
będącego chrześcijaninem - don Hernanda Cortesa Tecocoltzina (zm. 1521),
który przyjął nową wiarę jeszcze przed upadkiem imperium azteckiego (Alva
Ixtlilxóchitl 1975-1977, I , s. 390-391, 457). W sierpniu 1523 r. trzej pierwsi
franciszkanie, jacy dotarli do Nowej Hiszpanii w celach misyjnych, wybrali na
swą siedzibę Tetzcoco i tam, w dawnym pałacu Nezahualcoyotla, najsłynniejszy
z nich, Pedro de Gante, utworzył pierwszą szkółkę dla arystokratycznej
młodzieży (Mendieta 1945, I I , s. 57-58, I V , s. 53; Torre Villar 1973, s. 73).
W czerwcu 1524 г., wkrótce po przybyciu regularnej misji franciszkańskiej,
niemal cały tetzcokański ród panujący przyjął chrzest (Alva Ixtlilxóchitl
1975-1977, I , s. 492). 1 stycznia 1525 r. w Tetzcoco franciszkanie rozpoczęli
akcję bezwzględnego niszczenia miejsc i obiektów pogańskiego kultu, rozszerzo­
ną następnie na inne miasta i rejony Nowej Hiszpanii (Motolinia 1970, s. 209).
W 1526 r. w mieście tym zapoczątkowano systematyczną, codzienną katechezę
i masowe chrzty (Motolinia 1970, s. 251), jak również sprawowanie sakramentu
pokuty (Motolinia 1970, s. 53, 258). W tym samym roku misjonarze wybrali
Tetzcoco, aby 14 października udzielić z niebywałą pompą pokazowego ślubu
in facie ecclesiae bratankowi ówczesnego tlatoaniego i siedmiu innym młodzień­
com „wychowanym w domu Bożym" (Motolinia 1970, s. 65-66, 262; Mendieta
1945, I I , s. 147) . Tam też w 1528 r. zorganizowano pierwszą indiańską
procesję (Motolinia 1970, s. 252). Było wreszcie Tetzcoco jednym z czterech
miast - obok Meksyku (Tenochtitlanu), Tlaxcali i Huexotzinco - w których od
połowy 1524 r. działały nieprzerwanie klasztory franciszkanów. Wszystko to
zdawałoby się świadczyć, że gdzie jak gdzie, ale wśród członków tetzcokańskiej
elity, będących przez kilkanaście lat prawdziwymi „królikami doświadczalnymi
franciszkańskiej ewangelizacji" (Gruziński 1989, s. 34), stopień przyswojenia
i ugruntowania nowej religii powinien być zadowalający. Wydarzenia z 1539 r.
zaprzeczyły takiemu mniemaniu pokazując, że w procesie przechodzenia od
pogaństwa do chrześcijaństwa znacząca część indiańskiej arystokracji - zna47

48

4 1

Por. t y p o l o g i ę z a p r o p o n o w a n ą przez K l o r de A l v a (1982, s. 351-352), który nie potrafił

w s z a k ż e u d o k u m e n t o w a ć skrywanego indyferentyzmu religijnego (s. 360).
4 8

Przywołani franciszkańscy kronikarze nazywają głównego bohatera ceremonii, don Hernanda

Pimentela, bratem ó w c z e s n e g o tlatoaniego. Jest to ewidentny błąd, gdyż młodzieniec ten b y ł synem
nieżyjącego j u ż wtedy Coanacochtzina, brata don Hernanda Cortesa Ixtlixocbitla, który w 1526 r.
s p r a w o w a ł funkcję tlatoaniego Tetzcoco (obaj byli synami Nezahualpilliego; Kutscher 1961, s. 245;
Horcasitas 1978, s. 152).

133

M I Ę D Z Y SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

cząca politycznie, bo dzierżąca władzę w resztkach swych dawnych dominiów
- wytworzyła własną neutralną przestrzeń pomiędzy religijnymi biegunami
i próbowała utrzymać wobec nich podobny dystans.
2. Powodu, dla którego biskup Zumárraga przerwał dochodzenie w spra­
wie bawochwalczych praktyk w Tetzcoco i okolicy, rezygnując zarazem z po­
ciągnięcia do odpowiedzialności dostojników winnych licznych wykroczeń
i kłamstw, szukać należy - jak się zdaje - w przyjętej wówczas strategii
zwalczania pogaństwa. W istocie rzeczy sytuacja zastana w Tetzcoco nie
przedstawiała się najgorzej. Wprawdzie postawa lokalnych władz daleko od­
biegała od oczekiwań, lecz nie sposób było zarzucić im aprobaty dla bałwo­
chwalstwa ani tym bardziej aktywnego w nim uczestnictwa. Dalsze śledztwo
wykazało też, że jawna apostazja don Cariosa Ometochli pozostała zjawiskiem
odosobnionym - reszta tetzcokańskiej arystokracji ani nie była skora pójść
w jego ślady, ani nie kwapiła się wybrać go tlatoanim, ani nie zamierzała
stawać w jego obronie. Sytuacja taka, choć mało satysfakcjonująca z punktu
widzenia kilkunastoletnich, skupionych na elicie indiańskiej wysiłków misyj­
nych, w konkretnym historycznym kontekście mogła być oceniona jako umiar­
kowanie zadowalająca. Od 1536 r. rosła bowiem stale liczba ujawnionych
przypadków przechowywania wizerunków dawnych bogów lub ich relikwii,
oddawania im czci i kontynuowanie innych pogańskich zwyczajów. Raz po
raz okazywało się przy tym, że krąg winnych obejmuje również arystokrację.
W połowie 1539 r. zjawisko uzyskało dodatkowy wymiar. 20 czerwca, tuż
przed wpłynięciem donosu na don Cariosa Ometochtli, biskup Zumárraga
otrzymał jeszcze jedno doniesienie, początkowo brzmiące wręcz niewiarygodnie.
Dotyczyło ono ukrywania figur bóstw znajdujących się niegdyś w stolicy
imperium azteckiego, Tenochtitlanie, i wywiezionych stamtąd przed zdobyciem
miasta przez hiszpańskich konkwistadorów w sierpniu 1521 r . Gdy zaczynało
się dochodzenie w Tetzcoco, biskupa i jego współpracowników bulwersowało
nade wszystko pytanie: jak to było możliwe, że „najważniejsze bożki całego
kraju" pozostawały w ukryciu przez kilkanaście lat i nikt ich nie ujawnił?
Zanim proces don Cariosa dobiegł końca, w wyniku prowadzonych równolegle
w innych miastach przesłuchań stało się jasne, że pytanie to należałoby skiero­
wać do najznakomitszych przedstawicieli indiańskiej elity środkowego Meksyku
49

- ludzi uchodzących od dawna za przykładnych chrześcijan, na pozór pogodzo­
nych z warunkami pax hispana, często funkcjonujących jako „ p a n o w i e " lub
wysocy dostojnicy głównych miast i prowincji, współpracujących na co dzień
z administracja kolonialną, a niekiedy mających nawet za sobą podróże do
Hiszpanii na dwór królewski.
Biskup Zumárraga, który już 24 listopada 1536 r. w liście do Rady Indii
wyrażał przekonanie, że jedynym remedium na potajemne praktykowanie
50

4 9

Procesos

5 0

S ł o w e m señores

1912, s. 115 i nast.; zobacz też: Nuttal 1911.
„ p a n o w i e " (albo caciques „ k a c y k o w i e " , które z czasem w y p a r ł o to pierw­

sze) Hiszpanie określali indiańskich w ł a d c ó w - tlatoque (1. mn. od tlatoani).

134

RYSZARD TOMICKI

bałwochwalstwa wśród Indian byłoby powywieszanie większości biorących
w tym udział „kacyków" (Liss 1975, s. 82), w 1539 r. zdecydował się sięgnąć
po exemplum tremendum jako najodpowiedniejszy oręż w walce o dusze tubyl­
czej arystokracji . Don Carlos nadawał się do tej roli doskonale, tak ze
względu na pochodzenie i pozycję społeczną, jak też - być może - z uwagi na
jego konfliktowe stosunki z najbliższym otoczeniem (zmniejszające ryzyko
gwałtownej reakcji na drakońską karę). Wbrew opinii niektórych „obiektyw­
nych badaczy", gotowych uznać proces don Cariosa za praworządny, a wyrok
za usprawiedliwiony licznymi dowodami jego winy jako „szerzyciela herezji"
(Greenleaf 1961, s. 75), nie ma najmniejszej wątpliwości, że jak w każdym
procesie pokazowym, tak i tu kwalifikacja przestępstwa, a zwłaszcza wysokość
kary były rezultatem przedwstępnych kalkulacji. Dowodzi tego pismo skiero­
wane do Zumárragi 22 listopada 1540 r. w imieniu członków Rady Indii,
zaniepokojonych jego wcześniejszym listem do biskupa Badajoz (Hiszpania),
w którym nie krył, iż w sprawach toczących się przeciw „kacykom" obwi­
nianym o nawrót do bałwochwalstwa i wywieranie szkodliwego wpływu na
pozostałych Indian zamierza kilku z nich skazać na stos i konfiskatę majątku,
aby „wzbudzić strach i dać innym nauczkę" (Carreóo 1941, s. 13-14) . Śmierć
don Cariosa stanowić miała adresowany do całej indiańskiej elity komunikat,
że pobłażliwość misjonarzy osiągnęła kres.
51

52

Pozostaje kwestią do dalszych badań, w jakim stopniu adresaci przesłania
odczytali je właściwie i jakie praktyczne skutki pociągnęło ono za sobą w bliż­
szej i dalszej perspektywie. Jest to zagadnienie o tyle intrygujące, iż strategia
Zumárragi wkrótce po wcieleniu z życie została zastopowana przez Koronę,
a jej autor utracił w 1543 r. uprawnienia apostolskiego inkwizytora. Czy
stosunkowo szybkie odejście od ekstremalnych metod zwalczania pogaństwa
znalazło jakiekolwiek odzwierciedlenie w postawach Indian?
Wiadomo na pewno, że w samym Tetzcoco bezpośrednim skutkiem wyda­
rzeń roku 1539 było wzmożone pozbywanie się obiektów tak czy inaczej
związanych z pogaństwem albo po prostu kojarzących się z nim. Świadczą
o tym trudności, jakie w 1582 r. napotkał Juan Bautista de Pomar, metys,
siostrzeniec don Cariosa, zabrawszy się do spisywania relacji o Tetzcoco.
Pragnąc rzetelnie wykonać pracę, poszukiwał starych piktograficznych ksiąg,
będących jego zdaniem najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy historycznej,
lecz dotrzeć do nich nie zdołał, bo jak stwierdził: „Te, które zostały w posia­
daniu niektórych dostojników [po zniszczeniach okresu konkwisty], spalili oni
5 1

„ P e d a g o g i a strachu" - by u ż y ć określenia ukutego dla metod działania inkwizycji w E u r o ­

pie (Biały 1989, s. 79) - nie była obca misjonarzom pracującym w Nowej Hiszpanii i n a przyleg­
łych obszarach, por.

Clendinnen 1982; K l o r de A l v a 1982,

s. 357. Karanie

bałwochwalstwa

śmiercią zdarzało się jednak bardzo rzadko; wcześniej w ś r o d k o w y m Meksyku kara taka spotkała
kilku wysokich d o s t o j n i k ó w z Tlaxcali w 1527 r. (Gibson 1967, s. 34-37).
5 2

Z a u ż y c i e m radykalnych metod zwalczania p o g a ń s t w a i zastosowaniem strategii „pouczają­

cych p r z y k ł a d ó w " opowiadali się w tym czasie także inni, c h o ć zapewne nie wszyscy misjonarze,
por. pismo Zumárragi z lutego 1537 r. w: Cuevas 1914, s. 493.

MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

135

ze strachu przed don Juanem de Zumárraga [...], żeby nie przypisał im rzeczy
związanych z bałwochwalstwem, albowiem w owym czasie o uprawianie bał­
wochwalstwa, po tym jak został ochrzczony, oskarżony był don Carlos Ometochtzin..." (Pomar 1964, s. 153). Można jednak przypuszczać, że poświad­
czone przez dociekliwego amatora historii zjawisko było zaledwie powierzch­
niowym przejawem o wiele trudniejszej do zaobserwowania reorientacji „poli­
tyki wyznaniowej", jaką podjęła w tym czasie tetzcokańska arystokracja.
Oprócz inkwizycyjnego dochodzenia, silny bodziec ku temu stanowiły
wydane 10 czerwca 1539 r. surowe rozporządzenia wicekróla Nowej Hiszpanii,
po wielokroć ogłaszane i objaśniane zainteresowanym, które zakazywały
m. in. obejmowania urzędów i uzyskiwania oficjalnych godności przez Indian
„nie chcących być chrześcijanami" (Carreño 1950, s. 52; Dyckerhoff 1985,
s. 11). W tej sytuacji, biorąc nadto pod uwagę potencjalną groźbą wznowienia
w dowolnym momencie zawieszonego śledztwa w sprawie aktów bałwo­
chwalstwa w Tetzcoco i na Górze Tlaloca, uprawiana dotąd z niejakim
powodzeniem polityka zrównoważonego dystansu wobec pogaństwa i chrześ­
cijaństwa zdecydowanie traciła rację bytu. Jej kontynuowanie przynieść mogło
rządzącym miastem potomkom Nezahualpilliego jedynie utratę władzy i ma­
jątku, nie mówiąc o ewentualnych innych karach. Że w Tetzcoco starano
się sprostać nowemu wyzwaniu, zdają się świadczyć przetasowania w radzie
miejskiej, do jakich doszło na przełomie 1539 i 1540r. oraz w latach następ­
nych. Aczkolwiek nie dysponujemy w tym względzie dokładnymi informa­
cjami, istniejące dokumenty umożliwiają poczynienie kilku interesujących
obserwacji odnośnie do dalszych losów osób, które wyszły obronną ręką
z konfrontacji z Zumárraga.
Otóż, patrząc na te cząstkowe, ale być może wystarczająco reprezentatywne
dane, zauważa się przede wszystkim, że po roku 1539 nikną całkowicie z pola
widzenia don Francisco i Lorenzo Huiznaualtlailotla, obaj zdecydowanie naj­
bardziej oporni podczas przesłuchań, początkowo w ogóle nie mający zamiaru
ujawnić Hiszpanom kulisów akcji poszukiwań pod krzyżami oraz faktu odnale­
zienia posągu Tlaloca, a następnie uczestniczący w kompromitującej mistyfika­
cji. Nie wykluczone, iż z powodu swej postawy w śledztwie musieli usunąć się
na dalszy plan. Inaczej rzecz się miała z don Lorenzo de Luną. Ten stracił
wprawdzie urząd gubernatora wraz z upływem kadencji, lecz pozostał postacią
liczącą się w lokalnej hierarchii władzy, gdyż jakiś czas potem, w roku 1545, to
on najprawdopodobniej piastował urząd burmistrza Tetzcoco i uczestniczył
w elekcji kolejnego tlatoaniego (Horcasitas 1978, s. 152) . W gronie decyden­
tów pojawił się wówczas także don Hernando de Chávez, człowiek niesłychanie
„giętki", jedyny z piątki dostojników, który w śledztwie ujawnił od razu
faktyczny przebieg wypadków związanych z Górą Tlaloca, starając się zarazem
53

5 3

Brak całkowitej p e w n o ś c i co do tego wynika z faktu, iż w dokumentach figuruje on j a k o

„ d o n Lorenzo". Jednak p r a w d o p o d o b i e ń s t w o , że chodzi o j e d n ą i tę s a m ą o s o b ę jest duże,
p o n i e w a ż z owych lat nie jest znany żaden inny dostojnik o tym imieniu.

136

RYSZARD TOMICKI

wywrzeć jak najlepsze wrażenie na Zumárradze, co nie przeszkodziło mu
przyłączyć się ostatecznie do zbiorowego zeznania i zaprzeczyć swej pierwotnej
wersji zdarzeń. Wreszcie don Antonio... Jeżeli słuszne jest postulowane na
wstępie utożsamienie go z don Antoniem Pimentelem Tlahuitoltzinem, to nie
kto inny, jak on właśnie mianowany został w 1540 r. nowym gubernatorem
i obrany kolejnym tlatoanim Tetzcoco. W awansie tym dopatrywać się można
z jednej strony efektu koncyliacyjnego nastawienia Hiszpanów, z drugiej
zaś wyraźnej oznaki reorientacji dokonywanej przez tetzcokańską elitę. Don
Antonio wypadł podczas przesłuchań stosunkowo najlepiej. Nie o wszystkim
mówił, ale dostarczył Zumárradze poszlak, które - gdyby ten zechciał pójść
ich śladem - doprowadziłyby prawdopodobnie do ujawnienia rzeczywistej roli
ludności miasta i prowincji Tetzcoco w rytuałach ofiarnych na Górze Tlaloca,
jak również prawdziwego wymiaru kunktatorstwa miejscowych władz wobec
bałwochwalców. A co może najważniejsze, tylko don Antonio uchylił się od
uczestnictwa w mistyfikacji. Jego postawa w śledztwie pozwalała go zakwali­
fikować - bardziej niż kogo innego - do kategorii Indian „chcących być
chrześcijanami". Cokolwiek zaś mogli mu wyrzucać później pozostali dostoj­
nicy, szczęśliwy finał tej części dochodzenia, w którą uwikłani byli osobiście,
czynił don Antonia dobrym kandydatem do najwyższych stanowisk także
z ich punktu widzenia. W najbliższej przyszłości jedynie człowiek akceptowany
przez Hiszpanów, a nie będący ani skrytym poganinem, ani nadgorliwym
neofitą, był w stanie chronić Tetzcoco od niebezpieczeństw związanych z ist­
nieniem ciągle żywego pogańskiego podglebia, prowokującego ze wszech miar
niepożądane ingerencje inkwizytorskie, a jednocześnie bronić żywotnych in­
teresów własnej grupy społecznej, w tym zwłaszcza jej stanu posiadania,
mocno nadwerężonego w minionych latach i uszczuplanego dodatkowo przez
konfiskaty majątku ludzi skazanych w procesach inkwizycyjnych.
Jeśli don Antonio - powtórzmy raz jeszcze - był faktycznie don Antoniem
Pimentelem Tlahuitoltzinem, to taką właśnie politykę starał się prowadzić.
Skądinąd wiadomo bowiem, że nowy tlatoani i gubernator Tetzcoco zaraz po
objęciu tych funkcji wdał się w spór sądowy z hiszpańskimi władzami o część
dóbr zarekwirowanych jako własność don Cariosa Ometochtli, dążąc do
wykazania, że należały one do majątku rodowego i tylko czasowo były w pry­
watnym użytkowaniu (Cline 1966; Cline 1968). Nadzwyczaj wymownym świa­
dectwem troski i dbałości don Antonia Pimentela Tlahuitoltzina o utrzymanie
resztek dawnego władztwa w rękach prawowitych spadkobierców jest też jego
testament z 20 lipca 1545 r. (Horcasitas 1978, s. 149-152). Z dokumentu,
będącego typowym testamentem politycznym, wynika niedwuznacznie, że waż­
nym elementem realizowanego w latach 1540-1545 programu było - jakże by
inaczej - manifestowane na różne sposoby przywiązanie do chrześcijaństwa.
Złożony ciężką chorobą tlatoani z naciskiem podkreślał konieczności kontynuo­
wania zakrojonej na dużą skalę akcji wznoszenia w prowincji Tetzcoco solid­
nych (a nie byle jakich, jak bywało niegdyś) kościołów i skoncentrowanych
wokół nich nowych osiedli. Przedsięwzięcie to, nawiasem mówiąc bardzo

MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

137

kosztowne, było niewątpliwie odpowiedzią na postulaty misjonarzy i miało na
celu mocniejsze związanie rzesz ludności indiańskiej z Kościołem. Jeśli zważyć
przy tym, że testator wskazał jako swego następcę don Hernanda Velázqueza
(kiedy indziej występującego pod nazwiskiem Pimentel), tego samego, który
w 1526 r. był głównym bohaterem pokazowego ślubu kościelnego zorganizo­
wanego przez franciszkanów dla wychowanych i wykształconych w „domu
Bożym" młodych arystokratów, to sądzić należy, iż po roku 1539 tetzcokańska
elita gotowa była nie tylko uściślić swe związki z chrześcijaństwem ze względów
taktycznych, ale i przekazać władzę w ręce młodszego pokolenia, silniej zapew­
ne identyfikującego się intelektualnie i emocjonalnie z nową religią.
LITERATURA
A l b e r r o S.
1972
Políticas de la Iglesia frente a las manifestaciones idolátricas durante la Colonia, [w:]
Religión en Mesoamérica.
XII Mesa Redonda, eds. J . Litvak K i n g , N . Castillo
Tejero, M é x i c o , s. 485-494.
A l v a I x t l i l x ó c h i t l F . de
1975-1977
Biały L.

Obras históricas,

ed. E . O'Gorman, 2 vols., M é x i c o .

1989
Dzieje inkwizycji hiszpańskiej,
Warszawa.
B r o d a [de C a s a s ] J .
1971
Las fiestas aztecas de los dioses de la lluvia, „Revista E s p a ñ o l a de A n t r o p o l o g í a
1983

Americana", t. 6, s. 245-329.
Ciclos agrícolas en el culto: un problema de la correlación

del calendario

mexicano,

1991a

[w:] Calendars in Mesoamérica
and Peru. Native American Computations of Time,
eds. A . F . Aveni, G . Brotherston, B A R International Series 174, Oxford, s. 145-165.
Cosmovisión
y observación
de la naturaleza: el ejemplo del culto de los cerros, [w:]

1991b

Arqueoastronomía
y etnohistoria en Mesoamérica,
eds. J . Broda, S. Iwaniszewski,
L . M a u p o m é , M é x i c o , s. 461-500.
The Sacred Landscape of Aztec Calendar Festivals: Myth, Nature, and Society, [w:] To

Change Place: Aztec Ceremonial Landscapes, ed. D . Carrasco, Niwot, Col., s. 74-120.
Carreño A.M.
1941
Don fray Juan de Zumárraga,
primer obispo y arcobispo de México.
Documentos
inéditos, publicados con una introducción y notas por..., M é x i c o .
Don fray Juan de Zumárraga.
Teólogo y editor, humanista e inquisidor
inéditos),
México.
C e r v a n t e s de S a l a z a r F .
1950

(Documentos

1971

Crónica de la Nueva España, edición de M . M a g a l l ó n , estudio preliminar e índices
por A . Millares Cario, 2 vols., Madrid ( B A E , 1.154-155).
C l e n d i n n e n I.
1982

Disciplining the Indians: Franciscan Ideology and Missionary
Century Yucatán, „Past and Present", nr 94, s. 27-48.

Violence in Sixteenth-

Cline H.F.
1966
1968

The Oztoticpac Lands Map of Texcoco, 1540, „Quarterly Journal of the Library of
Congress" (Washington), t. 23 (2), s. 76-115.
The Oztoticpac Lands Map of Texcoco, 1540: Further Notes, [w:] Actas y memorias del
XXXVII
Congreso Internacional de Americanistas, Buenos Aires, t. I I I , s. 119-137.

Cuevas M.
1914
Documentos inéditos del siglo XVI para la historia de México,
1946
Historia de la Iglesia en México, M é x i c o , 1.1.

México.

138

RYSZARD TOMICKI

D u r á n D.
1967

Historia de las Indias de Nueva España e Islas de la Tierra Firme, edición de Á . M a .
Garibay K . , 2 vols., M é x i c o .
Dyckerhoff U.
1985
Umerziehung in Neu-Spanien, „ M e x i c o n " , vol. V I I (1), s. 10-13.
G e r h a r d P.
1972
A Guide to the Historical Geography of New Spain, Cambridge.
G i b s o n Ch.
1960

The Aztec Aristocracy in Colonial Mexico,
History", t. 2 (1959-1960), s. 169-196.

„ C o m p a r a t i v e Studies in Society and

1964

The Aztecs under Spanish Rule. A History of the Indians of the Valley of
1519-1810, Stanford, C a l .

Mexico,

1967
Tlaxcala in the Sixteenth Century, Stanford, C a l . (2 wyd.)
Greenleaf R.R.
1961
1965

Zumárraga
and the Mexican Inquisition, 1536-1543, Washington.
The Inquisition and the Indians of New Spain: A Study in Jurisdictional
„ T h e Americas", t. 22 (2), s. 138-166.
1969
The Mexican Inquisition of the Sixteenth Century, Albuquerque.
G r u z i ń s k i S.
1989

Confusion,

Man-Gods in the Mexican Highlands. Indian Power and Colonial Society,
trans, from the French by E . Corrigan, Stanford, C a l .

1520-1800,

Historia
1963

Historia de la nación mexicana. Reproducción
a todo color del Códice de 1576
(Códice Aubin), edición, introducción, notas, índices, versión paleográfica y traduc­
ción directa del náhuatl por el doctor C h . E . Dibble, Madrid.
Horcasitas F.
1978
Los descendientes de Nezahualpilli: documentos del cacicazgo de Tetzcoco (1545-1855),
„ E s t u d i o s de Historia Novohispana", t. 6, s. 145-185.
I c a z a F . A . de
1928

Selección

de documentos referentes a México,

de extractos

sacada de los volúmenes

de la

de Belmente existentes en el Archivo de Indias por don

Colección

, jefe de la

Comisión Mexicana de Investigaciones y Estudios Históricos y confrontados con las
signaturas originales. Años 1922 y 23, „Revista Mexicana de Estudios Históricos",
t . 2 (1-4), s. 7-112.
I w a n i s z e w s k i S.
1986
1986

1992

La arqueología de alta montaña en México y su estado actual, „Estudios de Cultura
N á h u a t l " , t. 18, s. 249-273.
De Nahualac al Cerro Ehécatl: una tradición prehispánica
más en Petlacala, [w:]
Arqueología
y etnohistoria del Estado de Guerrero, ed. R . Cervantes Delgado,
M é x i c o , s. 497-518.
Los cerros que envían las lluvias y delimitación del territorio: la sobrevivencia de una
cosmovisión prehispánica
en Petlacala, Guerrero, México, [w:] América Latina local
y regional, Varsovia: C E S L A , t. 3, s. 183-187.

1994

Archaeology and Archaeoastronomy of Mount Tlaloc, Mexico:
„Latin American Antiquity", t. 5 (2), s. 158-176.
J i m é n e z R u e d a J.
1946
Herejías y supersticiones en la Nueva España
K l o r de A l v a J . J .

A

Reconsideration,

(Los heterodoxos en México),

México.

1981

Martín Oceloti: Clandestine Cult Leader, [w:] Struggle and Survival in Colonial
America, eds. D a v i d G . Sweet, G a r y B . Nash, Berkeley - L o s Angeles - London,
s. 128-141.

1982

Spiritual Conflict and Accommodation in New Spain: Toward a Typology of Aztec
Responses to Christianity, [w:] The Inca and Aztec States, 1400-1800: Anthropology
and History, eds. G . A . Collier, R . I . Rosaldo, J . D . Wirth, New Y o r k , s. 345-366.

139

MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

Kutscher G.
1961
Ein Stammbaum des koniglichen Geschlechtes von Tetzcoco. Postkolumbische Bilddokumente aus Mexiko im Berliner Museum für Vdlkerkunde: I, „Baessler-Archiv",
N . F . , t. 9, s. 233-263.
Lamb U.
1956

Religious Conflicts in the Conquest of Mexico, „Journal of the History of Ideas",
t. 17, s. 526-539.
León-Portilla M.
1974

Testimonios nahuas sobre la conquista espiritual, „Estudios de Cultura N á h u a t l " ,
t. 11, s. 11-36.
La conquista espiritual: puntos de vista de los frailes y de los indios, [w:] tenże,

1976

Culturas en peligro, M é x i c o , s. 63-91.
Los franciscanos vistos por el hombre náhuatl. Testimonios indígenas
„ E s t u d i o s de Cultura N á h u a t l " , 1.17, s. 261-339.

1984
Liss P.K.
1975

Mariel

XVI,

Mexico under Spain, 1521-1556. Society and the Origins of Nationality, Chicago and
London.

L ó p e z A u s t i n A.
1961
La constitución
Mandamientos
1939

del siglo

real de México-Tenochtitlan,

México.

Mandamientos del Virrey D. Antonio de Mendoza: 1 Die. 1537 a 12 Sep. 1538,
7 Mar. 1550 a 25 Mar. 1550 (introducción de E . O'Gorman), „Boletín del Archivo
General de la N a c i ó n " , t. 10 (2), s. 213-311.
de I b á f i e z Y .

1979
Martínez
1972

El Tribunal de la Inquisición en México (siglo XVI), M é x i c o (2 wyd.).
M a r í n C.
Santuarios y peregrinaciones en el México prehispánico,
[w:] Religión en
Mesoaméri­
ca. XII Mesa Redonda, eds. J . Litvak K i n g , N . Castillo Tejero, Sociedad Mexicana
de A n t r o p o l o g í a , M é x i c o , s. 161-178.
M e n d i e t a G . de
1945
Historia eclesiástica indiana, ed. J . de D o m a y q u í a , 4 tomy, M é x i c o .
M o t o l i n í a T . [de B e n a v e n t e ]
1970
Memoriales e Historia de los indios de la Nueva España, ed. F . de Lejarza, Madrid.
1986
Epistolario (1526-1555), ed. L . G ó m e z C a ñ e d o , M é x i c o .
M u ñ o z Camargo D.
1979
1984

Historia de Tlaxcala (Crónica del siglo XVI), anotada por A . Chavero, M é x i c o .
Descripción de la ciudad y provincia de Tlaxcala, [w:] Relaciones geográficas del siglo
XVI: Tlaxcala, ed. R . A c u ñ a , 1.1, M é x i c o .

N u t t a l l Z.
1911

L'éveque Zumárraga
et les idoles principales du Grand Temple de Mexico,
de la Société des Américanistes de París", n.s., t. 8 (1-2), s. 153-171.

„Journal

Parsons J.R.
1971
Prehistoric Settlement Patterns in the Texcoco Region, Mexico, A n n Arbor.
P o m a r J . B . de
1964
Proceso
1910
1941
Procesos
1912

Relación de Texcoco, 1582, [w:] A . M a . Garibay К., Poesía
los señores de la Nueva España, M é x i c o , s. 152-219.

náhuatl.

I. Romances de

Proceso inquisitorial del cacique de Tezcoco, ed. L . González Obregón, M é x i c o (Publica­
ciones de la Comisión Reorganizadora del Archivo General y Público de la N a c i ó n , 1.1).
Proceso inquisitorial contra una india curandera, 1538, „Boletín del Archivo General
de la N a c i ó n " , t. 12 (2), s. 209-214.
Procesos de indios idólatras y hechiceros, ed. L . González Obregón, M é x i c o (Publicacio­
nes de la Comisión Reorganizadora del Archivo General y Público de la N a c i ó n , t. 3).

140

RYSZARD TOMICKI

R i c a r d R.
1933

La 'conquete spirituelle' du Mexique.

Essai sur 1'apostolat et les méthodes

mission-

naires des Ordres Mendiants en Nouvelle - Espagne de 1523-24 a 1572, Paris.
Sepúlveda
1972

у H..M.T.
Ritos y ceremonias paganas en el ciclo agrícola:
Mesoamérica.

la petición

de lluvias, [w:] Religión

en

XII Mesa Redonda, eds. J . Litvak K i n g , N . Castillo Tejero, Sociedad

Mexicana de A n t r o p o l o g í a , M é x i c o , s. 537-541.
1977

Ceremonias de petición

de lluvias, „ R e v i s t a Mexicana de Estudios A n t r o p o l ó g i c o s " ,

t. 23 (3), s. 345-363.
Titles
1946

The Titles of Tetzcotzinco

(Santa Maria Nativitas),

translated and annotated by

B . McAfee and R . H . Barlow, „Tlalocan", t. 2 (2), s. 110-127.
T o r q u e m a d a J . de
1969

Monarquía

indiana, introducción por M . León-Portilla, 3 vols., M é x i c o .

T o r r e V i l l a r E . de l a
1973

Fray Pedro de Gante. Maestro y civilizador de América,

México.

T o w n s e n d R. F.
1991

The Mt.

Tlaloc Project,

[w:] To Change Place: Aztec

Ceremonial Landscapes,

ed.

D . Carrasco, Niwot, C o l . , s. 26-30.
1995

77ie Aztecs,

London (2 wyd.).

U c h m a n y E . A.
1980

Cambios

religiosos

en la conquista

de México,

„ R e v i s t a Mexicana de Estudios

A n t r o p o l ó g i c o s " , t. 26 (1), s. 1-57.

RYSZARD TOMICKI
B E T W E E N S C Y L L A O F PAGANISM AND CHARIBDIS O F CHRISTIANITY.
T H E I N D I A N A R I S T O C R A C Y O F T E T Z C O C O (NEW SPAIN)
I N 1539. A M I C R O E T H N O H I S T O R I C A L

STUDY

Summary
T h e article belongs to a broader study and is focused on the analysis of documents of the trial
of Inquisition against don Carlos Ometochtli, an Indian aristocrat of Tetzcoco, New Spain (today
Mexico), sentenced to death in 1539 for "widespreading of heresy". During the inquiry, the
investigating group headed by bishop Juan de Zumárraga forced five local notables representing
local authorities and enjoying the reputation of "good Christians", to give evidence and to reveal
"the acts of paganism". T h e analysis of their declarations and all the circumstances shows that
a considerable group of Indian aristocracy had conformed to Christianity only apparently. They
declared their faith in public while their actual attitudes were indifferent both to Christianity and
to their native religion. They strived to control the native society, -their subjects- attached rather
to pagan cults, and at the same time for the colonial administration and clergy, they wanted to
save appearances to be active in fighting against paganism within the area of their rule. T h e
investigation and the trial resulted in the immediate reorientation of the "religious policy" of the
local elite who not only tried to manifest more strongly their commitment to Christianity but also
replaced in 1545 the former tlatoani (ruler) by a younger one, educated by the Franciscans, a man
with a stronger intellectual and emotional identification with the new faith. T h e case studied by
the author of the article throws a new light on the process of Christianization of the Aztecs in
Mexico and especially the conversion of the native aristocracy.

Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.