Sobota i inni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.2

Item

Title
Sobota i inni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.2
Description
Polska Sztuka Ludowa 1974 t.28 z.2; s.99-104
Creator
Jackowski, Aleksander
Date
1974
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4197
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4513
Subject
twórcy ludowi
rzeźba ludowa
Sobota, Józef - rzeźbiarz ludowy
Text
Aleksander Jackowski

SOBOTA I INNI

Łączy ich to, że rzeźbią bardziej „z siebie" ivż z ob.wrwacji innych wiojskich twórców. G d y b y zrobić wykres, na
k t ó r y m p u n k t e m zerowym b y ł a b y twórczość absolutnie
samorodna, nie obciążona wiedzą, umiejętnością, t r a d y c j ą —
a p u n k t e m szczytowym twórczość sprawna, dojrzała, świa­
doma tradycji — oni znaleźliby się właśnie w pobliżu zerr,.
W t y m sensie, porównując „ i c h " z rzeźbiarzami tek spraw­
n y m i , j a k Krajewscy, Wierzchowski, Cąkała, Kozioł, Adam­
ski czy Rzepa, nasuwa się określenie (nie zawsze zresztą
słuszne) — p r y m i t y w n i .
Nie m a j ą sprawności manualnej, k t ó r a pozwoliłaby i m
cokolwiek skopiować, wiernie n a ś l a d o w a ć . Technikę p r o s t ą ,
p r y m i t y w n ą , w y p r a c o w u j ą sobie sami. Jest to technika naj­
bardziej przylegająca do ich możliwości fizycznych i psy­
chicznych. Dzieło jest więc w ogromnym stopniu w y n i k i e m
wypracowanej techniki, ściśle z n i ą związane.
R z e ź b y te są przy t y m w dużej mierze poza wzorem,
schematem, t r a d y c j ą . Albo dlatego, że wzór t a k i jest zbyt
odległy od możliwości technicznych rzeźbiarza, albo dlatego,
że t w ó r c a nastawiony na wypowiedzenie własnych treści,
nie chce s z u k a ć zapożyczeń w rzeźbie ludowej czy kościelnej.
W pierwszym przypadku bywa — np. u Józefa Soboty — że
przyjmuje on najogólniejszy schemat ikonograficzny, uprasz­
cza go, sprowadza do znaku (np. w przedstawieniu Trójcy
Świętej — zamiast gołębia daje k r z y ż ) . W drugim przypadku
— widzimy to np. u Szczepana Muchy — rzeźby są wyrazem
obsesji czy idei n u r t u j ą c y c h t w ó r c ę .
Oryginalność t y c h rzeźb (Soboty, H e r ó d k a czy Slomińskiego) jest oryginalnością „ p i e r w o t n ą " . Trudno t u o precy­
zyjne słowo, postaram się więc szerzej objaśnić o co chodzi.
Oryginalność w y s t ę p u j e w swej krańcowej postaci w d w ó c h
fazach rozwoju — wczesnej i szczytowej. Wielcy t w ó r c y
osiągali oryginalność przez przezwyciężenie zastanych kon­
wencji, przez ś w i a d o m y stosunek do tradycji — wyboru lub
negacji pewnych wartości niesionych przez nią. Oryginalność
tego rodzaju jest więc związana z istnieniem artystycznej
świadomości, stanowi rezultat wysokiego stopnia organizacji
dzieła, w k t ó r y m dochodzi do głosu w y o b r a ź n i a t w ó r c y .
Oryginalność jest więc z w i ą z a n a z odejściem od kanonu,
konwencji, z przyjęciem nowego, własnego „ s z y f r u " , „ k o d u " .
W y s t ę p u j e ona u t w ó r c ó w świadomie d y s p o n u j ą c y c h swoją
t e c h n i k ą , p a n u j ą c y c h nad ś r o d k a m i , wśród k t ó r y c h świado­
mie d o k o n u j ą wyboru.
Bywa też, że oryginalność przejawia się w sposób nie
kontrolowany świadomością, że jest spontanicznym zapisem
w i z j i , w y o b r a ź n i , że jest malarskim, graficznym czy rzeź­
biarskim sposobem w y r a ż a n i a treści intelektualnych i emo­
cjonalnych. Oryginalność w y n i k a wówczas z p o d p o r z ą d k o ­
wania formy wypowiedzi potrzebie w e w n ę t r z n e j , z odrzuce­
nia konwencjonalnych i powszechnie w d a n y m czasie przyję­
t y c h wzorców. W i d a ć to w tej grupie twórczości, k t ó r ą
Dubuffet n a z w a ł ,,L'art b r u t " , a więc w sztuce surowej, nie
poddanej ż a d n y m u ł a d z a j ą c y m zabiegom k u l t u r y . Jest to
sztuka s t a n o w i ą c a swoisty zapis ś w i a t a wewnętrznego, k t ó r y
stanowi źródło formy. Zakłócenie relacji człowiek — świat
z e w n ę t r z n y , prowadzi do ignorowania środków artystycz­
nych powszechnio p r z y j ę t y c h , do posługiwania się formą,
k t ó r a jest najbardziej adekwatna dla w y r a ż e n i a treści prze­

kazywanych. Oczywiście i w t y m pvzyp--,dku środki i sposób
wypowiedzi plastycznej wiążą się z poziomem sprawności
technicznej, manualnej, z rodzajem wcześniejszych doświad­
czeń artystycznych czy kulturowych zakodowanych w pa­
mięci. N i k t nie jest wolny od wpływów ś w i a t a zewnętrznego,
ale w tej twóiczości stopień t y c h w p ł y w ó w jest niewielki,
istnieje swoista blokada oddzielająca człowieka od otoczenia,
k a ż ą c a m u n a s t a w i ć się na ekspresję w e w n ę t r z n ą , i tej
ekspresji p o d p o r z ą d k o w a ć formę wyrazu.
Oryginalność takich t w ó r c ó w wynika w i ę T z b r a k u za­
interesowania konwencjonalnymi ś r o d k a m i
wypowiedzi,
z niomyślenia o t y m „co wolno, co n a l e ż y " — a więc ze
swoistego „ z a p o m n i e n i a " o sztuce ś w i a t a otaczającego.
Oryginalność jest t u w y n i k i e m stosunkowo bezpośredniej
transmisji w e w n ę t r z n e j ekspresji.
Oryginalność Soboty czy H e r ó d k a wynika z ich rzeczy­
wistej niewiedzy i z ich technicznej, warsztatowej niespraw­
ności. Mozolnie, sami k s z t a ł t u j ą język plastycznej wypowie­
dzi. P u n k t e m wyjścia nie jest t u żar w y o b r a ź n i , skłębienie
m y ś l i , wizji i obsesji — j a k u twórców ,,1'art b r u t " — ale
t r u d wypowiedzi, oporność m a t e r i a ł u .
H e r ó d e k nie dlatego rzeźbił p r y m i t y w n e klocki, że u z n a ł
je za najbardziej „ e k s p r e s y j n e " , ale dlatego, że jego możli­
wości psycho-fizyczne pozwalały m u t y l k o na t a k ą formę
wypowiedzi.
W y s t ę p u j e więc w tej twórczości sprzężenie m i ę d z y
dziełem a możliwościami wyrazowymi. W t y m też sensie jest
to twórczość absolutnie autentyczna. Ci rzeźbiarze, nawet
gdyby chcieli, nie mogliby przecież t w o r z y ć inaczej. Orygi­
nalność nie jest więc w tej grupie efektem geniuszu czy nad­
świadomości — ale samorodnego talentu i . . . konieczności.
I oni i ci z ,,1'art b r u t " są na swą oryginalność niejako ska­
zani. Jedni, ponieważ m a j ą zbyt intensywne życie psychicz­
no, skoncentrowani na w ł a s n y c h wizjach, obsesjach, ideach
— drudzy, ponieważ m u s z ą w trudzie w y p r a c o w a ć w ł a s n y
system form, z n a k ó w — jedyny zgodny z ich dyspozycjami.
Niezależnie jednak od tego, na j a k i m szczeblu przejawia
się oryginalność, jest ona we współczesnej kulturze zjawis­
kiem b u d z ą c y m szczególno zainteresowanie. S t ą d toż i uwaga
j a k ą p r z y w i ą z u j e m y do twórczości H e r ó d k a , Słomińskiego,
H o ł d y , Muchy czy Soboty. Zwłaszcza, że widzimy ich rzeźby
na tle masowo rozwijającej się produkcji ludowej czy ludowo-podobnej.
Cechą tej produkcji jest jej związek z wzorcami d a w n y m i
i współczesnymi, a więc pewne skonwencjonalizowanie. Na
t y m tle twórczość omawianej t u grupy wyróżnia się więk­
szym zindywidualizowaniem.
W y n i k a też ona głównie z pobudek w e w n ę t r z n y c h , z woli
rzeźbienia, a nie z kalkulacji, nie z m o t y w ó w komercyjnych,
k t ó r e w istocie z a d e c y d o w a ł y o powstaniu takich ośrodków
współczesnej rzeźby, j a k : sierpockic, łukowskie czy łęczyckie.
A przecież bez zainteresowania ze strony miasta, t u r y s t ó w ,
Cepelii — ośrodki to w ogóle by nie p o w s t a ł y . Natomiast
H e r ó d e k , Mucha czy Sobota rzeźbiliby nawet w kulturo­
wej próżni. Zresztą t a k i było — rzeźbili niezrozumiani we
w ł a s n y m środowisku wiejskim, nic myśląc nawet o t y m , że
ich twórczość m o g ł a b y okazać się źródłem dochodu. Rze­
źbili w izolacji, a to sprzyjało krystalizowaniu się ich indy­
widualności.
99

11. 1—3. J. Robota. Kapliczka na cokole, ruchoma, całość i fragmenty. Drewno surowe, podstawa — drewno mai. olejno.
Wys. 88 cm.

Izolacja rzeźbiarzy tego t y p u jest obecnie większa niż
to miało miejsce dawniej, w okresie rozkwitu ludowej k u l t u ­
r y . N i e g d y ś , nawet indywidualne i p r y m i t y w n e formy wypo­
wiedzi mieściły się w ramach n a w y k ó w porcepcyjnych środo­
wiska. W i e ś a k c e p t o w a ł a je, g d y ż w rzeźbie szukano substy­
t u t u świętego przedstawienia. Do identyfikacji osoby świętej
w y s t a r c z y ł a t r y b u t , względnie czytelna aluzja do znanego
wszystkim schematu ikonograficznego. R z e ź b y takie akcep­
towano, gdyż mieściły się w ramach ówczesnych s ą d ó w este­
tycznych. Najlepszym dowodem tego jest fakt, iż wiole z nich
p r z e t r w a ł o do naszych czasów.
Inaczej jest obecnio. Zmieniły się kryteria oceny, wieś
szuka w rzeźbie nie „ z n a k u " świętej postaci, ale jej wizerunku
bliskiego natura]istycznym i idealizowanym wzorom kościel­
nych litografii, obrazów ozy gipsowych figur.
R z e ź b y H o ł d y czy Soboty są więc poza e s t e t y k ą środo­
wiska, a to sprzyja izolacji twórców, odbiera i m możliwość
k o n t a k t u ze środowiskiem.
T w ó r c y ci rozwijają się, wzbogacają swe środki warszta­
towe, r o z b u d o w u j ą m o t y w y i o r n a m e n t y k ę — alo jest to
rozwój i d ą c y od w e w n ą t r z , od „ ś r o d k a " . Jest to doskonalenie
swoj własnej formy — a nie zbliżania się do wzorca zewnętrz­
nego, do formy realistycznej.
Oczywiście m ó w i ą c o t y m , co łączy t w ó r c ó w takich, j a k
Sobota, Mucha i H e r ó d e k , trzeba toż powiedzieć co ich różni.
A różni ich wiele. W ł a ś n i e dlatego, że są indywidualni, że
twórczość dla k a ż d e g o z nich zaczęła się od stworzenia włas­
nego sposobu wyrazu.
Wszystko to sprawia, że interesują nas oni szczególnie,
z a r ó w n o od strony psychologicznej jak i artystycznoj. W y d a ­
100

je się, że obserwując właśnie ich, m o ż n a najskuteczniej zbli­
żyć się do — j a k ż e trudnego do uchwycenia — fenomenu
twórczości, o d n a j d y w a ć powiązania między p o d n i e t ą , wzo­
rem, dyspozycjami psycho-fizycznymi — a dziełem. Dlatego
właśnie na t y c h ł a m a c h kilkakrotnie omawiano osobowość
i twórczość H e r ó d k a , dlatego intoresuje nas Józef Sobota.
K i m jest Sobota? Człowiekiem starym, utrudzonym
życiem. Zaczął rzeźbić m a j ą c 78 lat, a więc wtedy, gdy oso­
bowość człowieka jest już w pełni u k s z t a ł t o w a n a , dłonie m a j ą
ograniczoną sprawność, a w y o b r a ź n i a i upodobania estetycz­
ne od dawna są już uformowano.
Nie umie czytać ani pisać, jogo świat w e w n ę t r z n y opiera
się na doświadczeniach życiowych, o k t ó r y c h opowiada cie­
kawie, ale bieg w y d a r z e ń c h ę t n i e t ł u m a c z y sobie n i e z i e m s k ą
interwencją. Jego wiara jest wzruszająca, głęboka, ale zara­
zem naiwna, żeby nie rzec — infantylna. Naiwna jest również
wyobraźnia Soboty, jego in+eipretaeja świata.
Naiwna jest opowieść o t y m , j a k pod w p ł y w e m głosu
usłyszanego wo śnie leczył niedowład nóg, kalectwo wynikłe
na skutek urazu po upadku i szoku. Prosił dzieci aby przyno­
siły m u p i j a w k i , k t ó r e p r z y s t a w i a ł do nóg, a one — j a k m ó w i
—• „piły złą krow i d e c h ł y " . Całe p o d w ó r k o było n i m i zasłane,
gdy wreszcie zaczęła m u w r a c a ć w ł a d z a w nogach. I znów po
latach s p a d ł z dachu i znów s t a ł się kaleką, i znów zaczął
p r z y s t a w i a ć p i j a w k i . A gdy b y ł o m u lepiej, usłyszał we śnie
głos Ducha Świętego, k t ó r y m u k a z a ł zrobić i powiesić
5 kapliczek. Rzeźbiarz dodaje uczciwie: „Ale nio było powie­
dziane, żo to mnie uzdrowi, Lylko żeby zrobić i rozwiesić po
lesie". Wszystko co potem n a s t ą p i ł o świadczy w przekonaniu
ś w i ą t k a r z a o bożoj interwencji. Kapliczka przy szosio zwró-

ciła u w a g ę przejeżdżającego w czasie b a d a ń etnograficznych
dr Mariana Pokropka, k t ó r y z kolei przywiózł do rzeźbiarza
znanego zbieracza i opiekuna sztuki ludowej — L u d w i k a
Zimmerora, ten zaś nie t y l k o , że k u p i ł kilkanaście kapliczek
Soboty, alo kilkakrotnie przywiózł wybitnego lekarza, zagra­
niczne leki, zrobił wszystko co trzeba, aby przywrócić Sobocio
zdolność chodzenia. Wszystko więc co n a s t ą p i ł o później —
moje zetknięcie się z rzeźbiarzem, zakup prac przez P a ń s t w o ­
we Muzeum Etnograficzne w Warszawie, przyznanie m u sta­
łej zapomogi przez Ministerstwo K u l t u r y i Sztuki, wszystko
— t ł u m a c z y sobie rzeźbiarz jako rezultat m o d l i t w i poboż­
ności.
N a i w n o ś ć cechuje t e ż rzeźby Soboty, wiąże się z p r y m i ­
t y w i z m e m środków, z p o t r z e b ą znalezienia w ł a s n y c h z n a k ó w
określających p o s t a ć . Sylwetki rzeźbi w sposób równie niepo­
radny i ogólny j a k dziecko. O k r ą g ł a główka, szpilkami w y ­
żłobione oczka, prosty nos, jeszcze jedno cięcie — to usta.
Postacie kobiet i m ę ż c z y z n nie różnią się niemal od siebie,
zwłaszcza we wczesnych rzeźbach, w k t ó r y c h nie znaczył
jeszcze nóg. A b y więc nie b y ł o wątpliwości co do osoby i płci,
zaznacza piersi w przedstawieniach M a t k i Boskiej. P o s t ę p u j e
j a k t y p o w y artysta „ n a i w n y " , k t ó r y rysuje k o b i e t ę w sukien­
ce, ale zaznacza piersi i p ę p e k , bo „ w i e " , że one są.
Jeszcze w y r a ź n i e j t a „ n a i w n o ś ć " m y ś l e n i a w y s t ę p u j e
w hierarchizacji postaci „ L e g e n d y o Św. Rodzinie i z b ó j c y "
(il. nas. 113), o czym t a k ciekawie pisze w swym artykule dr
Pokropek. Posługuje się dla oznaczenia postaci a t r y b u t a m i
— t a k więc zbój ma w r ę k u p a ł k ę , niewiasta plącząca —
różaniec i t d .
P r y m i t y w i z m ś r o d k ó w wypowiedzi i naiwność wyo­
b r a ź n i p r o w a d z ą w rezultacie do zaznaczenia t y l k o elemen­
tarnego schomatu postaci, do „ z n a k ó w " . Jest to oczywiście
bliskie sztuce dziecka, alo różno i n n y m zasobem doświadczeń,
odwołaniom się do ikonografii kościelnej. Sobota pozostaje
w k r ę g u sytuacji znanych ze ś w i ę t y c h obrazów, t y l k o raz
sięgając do legendy (o „ Ś w . Rodzinie i z b ó j c y " ) i raz przed­
s t a w i a j ą c św. J ó z e f a przy stolarskim warsztacie. W t y m
ostatnim przypadku możliwe jest, że widział wzór takiego
ujęcia na obrazku, litografii. A l e wzorzec widziany, zapamię­
tany —• m u s i u p r o ś c i ć , czyni to z konieczności „ f i z y c z n e j "
N i e u m i e j ę t n o ś ć jest t u więc ź r ó d ł e m p o m y s ł ó w , nawet orna.
mentacyjnych. Żłobienie równoległych nacięć wokół niszy
w k t ó r e j umieszcza p o s t a ć M a t k i Boskiej służy bowiem nic
t y l k o dekoracji, ale i określa osobę, właśnie przez wyższy niż
gdzie indziej stopień u ś w i e t n i e n i a . T u dodajmy ciekawy
szczegół — Sobota w ogóle nio zaznacza aureoli.

że to dawne kapliczki b y ł y t y l k o skrzynkami, w k t ó r y c h
umieszczał obrazki. Ale przed trzema l a t y , w r a c a j ą c do
robienia kapliczek zaczął zastępować obrazek — płasko­
rzeźbą. Dlaczego ? Czy z a w a ż y ł a na tej decyzji t r u d n o ś ć
w uzyskaniu świętego obrazka? Nie umiem na to odpowie­
dzieć. W k a ż d y m razie faktem jost, że punktem wyjścia b y ł
obraz, s t ą d płaskorzoźbione deski kapliczkowe Soboty
bliższe są wieloelementowym obrazkom niż kompozycjom
rzeźbiarskim.
Sobota rzeźbił pierwsze figury przez wydobycie ich,
wyprowadzenie z t ł a , p ł y n n i e przechodząc od wypukłości
do płaszczyzny ( i l . 7). W późniejszych postaciach p r ó b u j e
jo oddzielić od deski konturem ostrym, j a k b y rysowanym,
rozczłonkowujo też p r y m i t y w n i e postacie męskie pionowymi
nacięciami korpusu. Prawdopodobnie chodzi m u o w y o d r ę b ­
nienie nóg, k t ó r e j a k j u ż w s p o m n i a ł e m — zaczął rzeźbić
późnioj, jesienią ubiegłego roku. W t y m okresie w k i l k u
kapliczkach przodstawia na postumencie siebie ozdrowionego,
na nogach, z uniesionymi kosturami w r ę k a c h . B y ć m o ż e
t u trzeba szukać genezy pojawienia się i w ujęciu i n n y c h
postaci — nóg, dotychczas t y l k o „ z n a c z o n y c h " .
Śledząc rozwój artysty m o ż n a z a u w a ż y ć i inne zmiany
zachodzące w jego twórczości. N i e k t ó r e w y n i k a j ą z bodźców
i rad p ł y n ą c y c h „z z e w n ą t r z " , inne są rezultatem w ł a s n y c h
doświadczeń rzeźbiarza. Zacznijmy od t y c h pierwszych.

I I . 4. J . Sobota. Fragment kapliczki s ł u p k o w e j ,
drewno mai. olejno, wys. 61 cm.

Prosta, naiwnie urocza jost t e ż kompozycja płasko­
r z e ź b . W zależności od wielkości s ł u p k a Sobota m n o ż y
scenki, poszczególne postacie czy ujęcia. Nio myśli całością,
nie buduje sceny o bardziej s k o m p l i k o w a n y m u k ł a d z i e ,
narracji. Gdy p r z e s t r z e ń jest niewielka — daje U k r z y ż o w a ­
nie i dwie postacie po bokach, gdy większa — w pasmach
(piętrach) umieszcza M a t k ę B o s k ą , Ś w i ę t ą R o d z i n ę , Serce
Jezusowe. Czasem to samo przedstawienie powtarza k i l k a ­
krotnie na tej samej ścianie s ł u p k a i na i n n y c h .
R z e ź b i z trudom, po prostu ręce starego człowieka nie
mtiją sprawności pozwalającej na podjęcie trudnego zadania,
na odtworzonie rzeczy widzianych. R ę c e Soboty są spraco­
wano, zgrubiałe, zreumatyzowahe. N a r z ę d z i a — p r y m i t y w n e .
Nie zna przy t y m rzeźb ludowych, t y c h najprostszych,
sztywnych figurek, k t ó r e m o g ł y b y stać się wzorem łatwiej­
szym do przyjęcia, n a ś l a d o w a n i a . Sam trawestujo więc na
d o s t ę p n y sobie „ j ę z y k " wzorce ikonograficzne z r y c i n
i obrazów. F i g u r y z kościołów s ą — j a k na możliwości
rzeźbiarskie Soboty — zanadto skomplikowano.
Zresztą Sobota nie inspirował się rzeźbą. P o c z ą t k o w o —
m ó w i , że przed dwudziestu l a t y — zaczął rzeźbić i wieszać
kapliczki. Dopiero w trakcie p y t a ń o szczegóły okazuje się,
101

P o c z ą t k o w o , j a k wiemy, Sobota rzeźbił dla boskiej
chwały, ale po odkryciu go przez dr Pokropka zaczął praco­
wać dla odwiedzających go osób, wobec k t ó r y c h odczuwa
wdzięczność za d o z n a n ą pomoc. Twórczość jego nie ma
więc charakteru merkantylnego. R z e ź b ę przeznacza dla
konkretnej osoby i k o m u innomu nie chce jej o d d a ć , mimo
możliwości zarobku. Rzoźbiąc dla „ p r z y j e z d n y c h " , nie t y l k o
sam myśli o ich potrzebach, alo i słucha u w a ż n i e ocen, rad,
życzeń.
Pierwszo kapliczki m a l o w a ł olejno. Proszono go, aby
pozostawiał jo w stanie surowym, boz malowania. Trudno
m u było się z t y m pogodzić, malowanie nie t y l k o w y k a ń ­
czało dzieło, ale i konserwowało je. P r z e k o n a ł go argument,
żo w pokoju rzeźby nie podlegają w p ł y w o m atmosferycznym,
ale po zrobieniu k i l k u „ s ł u p k ó w " i kapliczek w surowym
drewnie, zaczął je n a s t ę p n i e p o k o s t o w a ć , aby uchronić od
brudu i robactwa.
Od razu na p o c z ą t k u proszono go, aby zrobił t y l k o
ś r o d k o w ą deskę kapliczki, jako że w mieszkaniu osłona nie
jest jej potrzebna. Ale Sobota nie ograniczył się do zdjęcia
obudowy, w y p r a c o w a ł nowe, bogate formy t y c h desek-kapliczek. Zwieńczył je k r z y ż e m , po bokach umieścił
postacie aniołków.
Rzeźbiąc do mieszkań, wymyślił czworoboczne „ s ł u p k i "
0 charakterze „ p o m n i k ó w dla Pana Boga". F o r m ę t ę sam
w y n a l a z ł , nie znał przecież ani rzeźbionych ze wszystkich
stron k r z y ż y wielkopolskich czy kieleckich, ani obelisków
egipskich. „ S ł u p k i " , p o c z ą t k o w o niewielkie, zaczął rozbudo­
w y w a ć , powiększać. P o n i e w a ż m i a ł y stać na stole, Sobota
w p a s o w a ł jo na czopie w nieco szerszą p o d s t a w ę — cokół,
tak aby m o ż n a je było swobodnie obracać i oglądać z każdej
strony. P o d k r e ś l a m t u logikę myśli rzeźbiarza. Zakładał, żo
kapliczka powinna b y ć oglądana w całości, zo wszystkich
stron, podobnie j a k to się dzieje z kapliczkami na rozstajach
dróg. Kapliczki umieszczono na słupie, komponowano tak,
aby ze wszystkich stron widoczne b y ł y święte
figury,
równorzędnie t r a k t u j ą c główne p ł a s z c z y z n y : f r o n t a l n ą
1 t y l n ą . K a p l i c z k ę t a k ą m o ż n a było obejść ze wszystkich
stron'— ale „ s ł u p e k " przeznaczony do postawienia na biurku
czy stole, przy ścianie, widać by było t y l k o z przodu! Sobota
w p a d ł więc na p o m y s ł umieszczenia go na cokole i obracania
w zależności od ochoty widza.
N a u w a g ę zasługuje rozwiązanie kompozycyjne, równo­
waga plastyczna elementów rzeźbionych, ich architektonika.
We wczesnych pracach Sobota z t ł a w y d o b y w a ł postacie —
znaki traktowane jako wypukłości, m i ę k k o modelowano,
w t a p i a j ą c e się na k r a w ę d z i a c h w t ł o . Malował je srebrzyście,
oddzielając od t ł a założonego bielą. Ale później, gdy pod

w p ł y w e m uwag z z e w n ą t r z pozostawiał swe rzeźby nie malo­
wane, zaczynał wypełniać puste miejsca ryzowanymi gwiazd­
k a m i . Umieszczał je t e ż t a m , gdzie odczuwał „ p u s t k ę " , gdzie
sama kompozycja r z e ź b i a r s k a nie zabudowuje harmonijnie
płaszczyzny.
N a p r o ś b ę „ D o k t o r a " zrobił dla niego „ s ł u p e k " ,
w k t ó r y m t ł o cofnął o k i l k a m i l i m e t r ó w , t a k że obrzeża
ścian bocznych pozostały w y s u n i ę t e na poziomie rzeźb.
Innowacja s p o d o b a ł a m u się, chwalił sobie p o m y s ł , ale
w n a s t ę p n y c h kapliczkach j u ż go nie p o w t ó r z y ł .
Rozwój w ł a s n y Soboty widoczny jest w wynalazczości
nowych form, t r a k t o w a n i u postaci, wprowadzeniu a k c e n t ó w
dokoracyjnych.
Najważniejsza wydaje się inwencja rzeźbiarza w two­
rzeniu nowych form kapliczek, niespotykanych w ludowej
tradycji. D a w n i rzeźbiarze wiejscy n a w i ą z y w a l i do ikono­
grafii i do form znanych środowisku. Rzeźbili Frasobliwych
czy świętych — zgodnie z wzorem w i d z i a n y m w ludowych
kapliczkach l u b rzeźbie kościelnej. Ale rzeźbiarze współ­
cześni, tacy j a k L u r k a , Chajec, H e r ó d e k czy Sobota —
nie sięgają do t e m a t y k i religijnej przez wzór plastyczny lecz
t w o r z ą własne w y o b r a ż e n i a , zainspirowane tekstem, opo­
wieścią, w ł a s n ą f a n t a z j ą . I m p r o w i z u j ą — nie bardzo licząc
się z gustem otoczenia, albo dlatego, że t w o r z ą dla siebie
z wewnętrznego impulsu (Heródek), albo dlatego, że o d b i o r c ą
ich prac jest miasto, koneser, szukający bardziej oryginal­
ności p o m y s ł u niż n a w i ą z a n i a do tradycyjnego schematu.
Sobota na p o c z ą t k u swej twórczości n a w i ą z a ł do kapliczki
wiejskiej, ale w dalszym rozwoju s t w o r z y ł k i l k a w a r i a n t ó w
kapliczek: słupków, p o m n i k ó w Pana Boga, kapliczek —
szopek i t p . Przy wynalazczości w t y m zakresie przejawia
jednak Sobota brak fantazji w tematyce i układzie scen.
Ogranicza się w nich do różnego zestawienia niewielu iden­
tycznych elementów, z rzadka w p r o w a d z a j ą c nowe (jak
na p r z y k ł a d aniołki z włosami, k t ó r e s ą zarazem s k r z y d ł a m i ,
własna postać z laskami, Golgota).
Element dekoracyjny nie istniejący we wczesnych kom­
pozycjach, obecnio występuje często. Dekoracyjnie, umow­
nie, traktowane są gałęzie „ c h o i n k i " , włosy aniołków,
ryzowano gwiazdki, wypełniające puste miejsca.
Pewne zmiany widoczne s ą t a k ż e w t r a k t o w a n i u postaci.
O ile w pierwszych kapliczkach Sobota przybijał sylwetki
aniołków rzeźbionych z profilu, to później przeszedł do
płaskorzeźby. R o z b u d o w a ł nieco postacie na rzecz realizmu,
wprowadzając szczegóły d o t ą d pomijane, j a k nogi, włosy.
W ostatnich pracach pojawiły się postacie p e ł n e , towa­
rzyszące scenie kapliczkowej. Muzykanci, a n i o ł y i osoby
klęczące. Sobota umieszcza chętnie takie figurki naprzeciw

I I . 5—7. J . Sobota. Fragmenty kapliczek.

102

П. 8. J . Sobota. Kapliczka, drewno, wys. 41 cm. W y s . figurek 17-25

frontalnej ściany kapliczki, nieświadomie zapewne wzorując
się na scenach wotywnych. K a p l i c z k i takie stają się już
j a k b y z a m k n i ę t ą opowieścią o kapliczce i ludziach m o d l ą ­
cych się u jej s t ó p . F i g u r k i cechuje s y n t e t y c z n o ś ć ujęcia.
N a zakończenie c h c i a ł b y m , chociaż w k i l k u słowach
powiedzieć o t y m , co wydaje m i się szczególnie ważne.

cm.

R z e ź b y Soboty są zaskakująco, jedyne, w rzeczywisty
sposób samorodne, autentyczne. U r o k ich leży w naiwnej
poetyce, w wewnętrznej spójności, w konsekwencji, z j a k ą
rzeźbiarz operuje elementami najprostszymi, umownymi,
b l i s k i m i sztuce dziecka, organizując z nich duże, strefowe
kompozycje.

203

SOBOTA A N D T H E O T H E R S
The author analyses Sobota's carvings i n comparison
w i t h the work of other similiar Polish artists and tries to
define the individual character of their art.
These sculptors can be defined as primitive artists
because their works are spontaneous, shaped neither by
t r a d i t i o n nor professional knowledge. Also their manual
skills are limited what prevents them from copying anything.
The techniques they have devised correspond to their
psychical and psychological abilities and their works are i n
a considerable degree the result of the techniques thoy are
using.
The non-conventional character of carvings by Sobota,
H e r ó d e k , Mucha and other artists similar to them does not
stem from an attempt to over-come the existent convention
— as i n the case of great professional artists - — neither does
i t stem from spontaneous imagination — as i n the case of
l'art b r u t . Difficulty of expression and resistibility of
material are a point of departure for Sobota and other artists
like h i m . Their originality is the result of a genuine talent and
a necessity, also a psychological one. Even i f thoy wanted
they could not create i n any other way. I n this respect they
are absolutely authentic. Their works are free from con­
vention and stylization, contrary to the practice of other
contemporary sculptors working for C E P E L I A .
Isolation of the sculptors i n question is now more
pronounced than i t was i n the traditional folk culture. I n the
past the village used to accept such sculptures because
people wanted to see a substitute for their saint in such
carvings and attributes sufficed for identification of the
given saint. Today the criteria of evaluation have changed:
the village does not want a symbol b u t a presentation i n
accordance w i t h the aesthetic criteria of modern devotional
articles.

Artists such as Sobota are of especial interest to us both
i n the psychological and artistic respects because observation
of their work may allow a close-up on the phenomenon o f
creation, and may allow to find a relation between the
stimulus, the model, the psychological and physical dis­
position and the work of a r t itself.
Sobota is a man whose faith is naive, moovingly deep and
simple. He began to carve shrines because, as he t o l d the
author of the article, the H o l y Spirit ordered h i m to do i t not
promising, though, to cure h i m . Carving his shrines Sobota
prayed for his health and believes his prayers have been
answered because the m a n who became interested i n his work
sent h i m a doctor who helped h i m .
Sobota's carvings are not copies of anything. H e might
copy what he saw i n the local church b u t the figures of the
saints there were too complicated for h i m to copy, and so he
himself created the simplest possible type of a human figure,
almost identical for a l l personages ho carves which differ
only i n size and the attributes.
H e chose bas-relief probably because he thought t h a t
a shrine should contain a holy picture. P r i m i t i v i s m of Sobo­
ta's carvings is of especial k i n d because i t does not concern
the composition of the whole shrine which, i n recent carvings,
has become considerably devoloped. Sobota composes his
religious tales b y means of extremely interesting juxtaposi­
t i o n of naive symbols. The most interesting carvings include
small posts-monuments t o God covered w i t h bas-reliefs on a l l
sides.
Since the ,,discovery" Sobota has been carving not only
to worship God b u t also for the people, giving i n and follow­
ing various remarks and advice. The author has made a re­
cord of the changes and expresses his concern about w h a t
may happen i f the number o f people interested i n Sobota's
carvings grows.

СОБОТА И ДРУГИЕ
А в т о р а н а л и з и р у е т т в о р ч е с т в о Ооботы на ф о н е
р а б о т г р у п п ы п о д о б н ы х ему п о л ь с к и х с к у л ь п т о р о в
и п ы т а е т с я о п р е д е л и т ь с а м о б ы т н у ю с у щ н о с т ь его и с ­
кусства.
Эту к а т е г о р и ю х у д о ж н и к о в м о ж н о н а з в а т ь п р и ­
м и т и в а м и , потому что их т в о р ч е с т в о я в л я е т с я с а м о ­
р о д н ы м в п о л н о м с м ы с л е этого с л о в а ; н а н е м н е т я ­
готят ни т р а д и ц и и , н и п р о ф е с с и о н а л ь н ы е з н а н и я .
Они н е о б л а д а ю т т а к ж е у м е н и е м и н а в ы к а м и п о д р а ­
ж а н и я кому либо и в чем либо. И х т е х н и к а , к о т о р у ю
с а м о с т о я т е л ь н о в ы р а б о т а л и , строго соответствует и х
возможностям равно физическим, к а к и психическим,
а и х п р о и з в е д е н и я в огромной мере я в л я ю т с я р е з у л ь ­
татом в ы р а б о т а н н о й ими т е х н и к и .
Генезис не стереотипной ф о р м ы в ы с к а з ы в а н и я С о боты, Г е р у д к а , М у х и и п о д о б н ы х им х у д о ж н и к о в не
является, к а к у крупных художников-профессиона­
лов, с л е д с т в и е м п р е о д о л е н и я
существующих услов­
ностей, не я в л я е т с я т а к ж е , к а к в l'art b r u t ф о р м о й ,
возникшей в результате спонтанной записи вообра­
ж а е м ы х образов. Д л я Ооботы и х у д о ж н и к о в того ж е
п о к р о я и с х о д н о й т о ч к о й я в л я ю т с я трудности, с в я з а н ­
ные с высказыванием и с сопротивлением материала.
Оригинальный характер их творчества это результат
р а в н о самородного т а л а н т а , как. и в н у т р е н н е й п с и х и ­
ческой необходимости. Д а ж е п р и ж е л а н и и о н и б ы л и
бы не в с о с т о я н и и т в о р и т ь и н а ч е . В этом с м ы с л е о н и
абсолютно с а м о б ы т н ы . И х п р о и з в е д е н и я л и ш е н ы у с ­
ловностей и с т и л и з а ц и и п п р о т и в о п о л о ж н о с т ь р а б о ­
там о о в р е м е н г ы х н а р о д н ы х с к у л ь п т о р о в , с в я з а н н ы х
с „Цепелией".
В н а с т о я щ е е в р е м я о б с у ж д а е м а я в статье г р у п п а
с к у л ь п т о р о в гораздо более и з о л и р о в а н а , чем когда то
в у с л о в и я х т р а д и ц и о н н о й народной к у л ь т у р ы . П р е ж ­
де д е р е в н я п о о щ р я л а т а к о г о рода творчество, ибо
и с к а л а в с к у л ь п т у р е субститут святого п р е д с т а в л е н и я ,
д л я о т о ж д е с т в л е н и я с в я т о й л и ч н о с т и достаточно б ы ­
ло н а л и ч и я аттрибута. Т е п е р ь к р и т е р и и о ц е н к и и з м е ­
н и л и с ь и д е р е в н я не и ш е т „ з н а к а " а и з о б р а ж е н и я ,
отвечающего эстетике современных предметов культа.

Т а к и е х у д о ж н и к и к а к Собота в ы з ы в а ю т у н а с
особый и н т е р е с к а к с п с и х о л о г и ч е с к о й , т а к и с х у ­
д о ж е с т в е н н о й т о ч к и з р е н и я , ибо по в с е й в е р о я т н о с т и
н а б л ю д а я за н и м и м о ж н о скорее п о с т и г н у т ь с у щ н о с т ь
ф е н о м е н а т в о р ч е с т в а н а й т и с в я з ь м е ж д у стимулом,
образцом,
психо-физическими
предрасположениями
и произведением искусства.
Собота ч е л о в е к в е р у ю щ и й н а и в н о , т р о г а т е л ь н о ,
г л у б о к о и просто. В р а з г о в о р е с автором он отметил,
что смог м а с т е р и т ь ч а с о в е н к и по в е л е н и ю Святого Д у ­
ха, не о б е щ а в ш е г о е м у в з а м е н в ы з д о р о в л е н и я , Но во
в р е м я р а б о т ы Собота м о л и л с я об обретении з д о р о в ь я
и считает, что его м о л и т в ы б ы л и у с л ы ш а н ы , ибо
„пан", к о т о р о г о и н т е р е с у ю т его с к у л ь п т у р ы , п р и в е з
в р а ч а , и з л е ч и в ш е г о его недуг.
В своем т в о р ч е с т в е Собота не п о л ь з у е т с я н и к а ­
к и м и о б р а з ц а м и , к о т о р ы е он мог б ы п о ч е р п н у т ь т о л ь ­
к о из увиденного в к о с т е л е . Н о п о д р а ж а н и е с т а т у я м
с в я т ы х было б ы д л я него ч е р е с ч у р с л о ж н о и поэтому
он создал собственную с а м у ю у п р о щ е н н у ю , д о с т у п ­
н у ю ему с х е м у статуи, ч у т ь л и не о д и н а к о в у ю д л я
в с е х и з о б р а ж е н и й , к о т о р ы е р о з н я т с я только в е л и ч и ­
ной и а т т р и б у т а м и . Т е х н и к а
барельефа,
вероятно
п р е л ь с т и л а его тем, ч т о по его п о н я т и я м в ч а с о в е н к е
д о л ж е н н а х о д и т ь с я с в я т о й образок. С к у л ь п т у р ы Оо­
б о т ы о т л и ч а ю т с я с в о е о б р а з н ы м п р и м и т и в и з м о м , не
к а с а ю ш и м с я к о м п о з и ц и и в целом, д о в о л ь н о р а з в е р н у ­
той особенно в п о с л е д н и х р а б о т а х х у д о ж н и к . С Р О И
р е л и г и о з н ы е п о в е с т в о в а н и я с к у л ь п т о р гоздчет пл'тем
очень интересного с о п о с т а в л е н и я н а и в н ы х с х е м - з н а к г в . К с а м ы м и н т е о е с н ы м о т н о с я т с я столРики — п а ­
м я т н и к и Господу Богу, со в с е х сторсн у к р а ш е н н ы е
барельефами.
С т е х пор к а к Соботу . . о т к р ы л и " он с т а л т в о с к т ь
не т о л ь к о во с л а в у б о ж ь ю , но и д л я л ю л ^ й . у - и т ы и я я
в н а ч а л ь н о й ф а з е своего П О Р О Л О троо^е^тря г я ? . и и " н ы е з а м е ч а н и я и советы. О т м е ч а я ш.'трггягеитие птг"-ля п е о е м е н ы . автоп с т а т ь и г г е е г к ж о й г т р г м .л\'мрет
О

НОСЛРДСТВИЯХ,

ГРОЗЯЩИХ

если к р у г его з а к а з ч и к о в

TPOD4eCTPV

расширится.

Fot.: Marian Pokropek — 11. bez nru, 1, 2, 5, G; J a n Świderski — il. 3, 4, 7, 8. Wł. L . Zimmerer — II. 1—4, 7

10i

ГЮ'ЛЫТГОПЯ,

Item sets
Lud

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.