"Pracować nie tylko sdla zysku i marnej chwały" / LUD 2005 t.89

Item

Title
"Pracować nie tylko sdla zysku i marnej chwały" / LUD 2005 t.89
Description
LUD 2005 t.89, s.295-312
Creator
Kopczyńska-Jaworska, Bronisława
Date
2005
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4848
Language
pol
Publisher
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5223
Subject
etnologia polska
Kopczyńska-Jaworska, Bronisława
Text
Lud, t. 89, 2005

III. R O Z M O W Y I W SPO M N IE N IA

BRONISŁAWA KOPCZYŃSKA-JAWORSKA
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytetu Łódzkiego

„PRACOWAĆ NIE TYLKO DLA PODŁEGO ZYSKU
I MARNEJ CHWAŁY”.
ODPOWIEDZI NA PYTANIA ZBIGNIEWA JASIEWICZA

Studia na Uniwersytecie Łódzkim podjęła Pani Profesor ju ż wiosną 1945
roku, a jesienią tegoż roku stała się Pani pierwszą studentką łódzkiej etno­
grafii. Uzyskała zatem Pani Profesor możliwość obserwacji i uczestnictwa
w pracach etnologii polskiej od początku okresu powojennego aż p o dzień
dzisiejszy. Jak można określić kierunek zmian, którym podlegała nasza dys­
cyplina na przestrzeni ostatnich 60 lat?

Wyczerpująca odpowiedź na to pytanie wymagałaby osobnego referatu.
Pisałam juź na ten temat wraz z prof. Józefem Bursztą w artykule zamówio­
nym przez czasopismo „Ethnos” (Stockholm 1982, nr 1-2, tekst polski „Lud”
t. 66,1982, s. 3-17) i po przejrzeniu go stwierdziłam, że niewiele bym w nim
zmieniła poza tym, że opisywał on zarówno organizacyjne, jak merytoryczne
losy dyscypliny do pierwszych łat 80. Mimo iż artykuł ten pisany był jeszcze
w latach „realnego socjalizmu”, nie widać w nim specjalnie śladów stosowa­
nej wówczas autocenzury. Może tylko brak w nim do końca wyraźnie sfor­
mułowanych ocen merytorycznego dorobku powojennej etnografii ani tro­
pienia „hańby domowej” (rok publikacji!).
Odnośnie do generalnych zmian, jakie, podobnie jak we wszystkich in­
nych naukach humanistycznych, zaszły również w naukach etnologicznych,
to doczekały się one już licznych omówień (zob. chociażby t. 88 „Ludu”),
których nie chciałabym tu streszczać.
Etnologia, razem z antropologią kulturową i społeczną, to wyjątkowe dzie­
dziny nauki, w których bardzo wcześnie eksponowaną pozycję zajęły kobiety,

296

Bronisława K opczyńska-J aworska

w tym uczone polskie. Wystarczy przypomnieć Antoninę Czaplicką, pierwszą
kobietę wykładającą antropologię od roku 1916 na Uniwersytecie Oksfordzkim, i Cezarię Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczową, która
profesorem Uniwersytetu Wileńskiego mianowana została w roku 1929. Czym
można wyjaśnić to zjawisko? Katedra Etnografii Uniwersytetu Łódzkiego była
po wojnie jedyną kierowaną przez kobietę, Profesor Kazimierę Zawistowicz-Adamską. Kierownictwo Katedry przejęła następnie Pani Profesor. Katedrę
Łódzką można zatem uznać za najbardziej sfeminizowaną. Czy istnieją cechy
szczególne kobiecych badań i pisarstwa etnologicznego?

Przyznam, że zaskakuje mnie samo postawienie pytania i ocena sytuacji, tak
dalece, że trudno mi na nie odpowiedzieć. Przede wszystkim ocena, że Katedra
Łódzka była „najbardziej sfeminizowana”. Przecież obok prof. W. Dynowskiego
w badaniach i pracy dydaktycznej Katedry Warszawskiej bardzo dużą rolę ode­
grały prof. A. Kutrzeba-Pojnarowa i prof. Z. Sokolewicz? A jak ustosunkować
się do wpływu prof. M. Frankowskiej na działalność ZakJadu Etnografii IHKM
PAN czy prof. M. PriifFerowej na muzeologię polską? Jakiś rodzaj oddziaływa­
nia wymienionych osób widziałabym przede wszystkim na polu organizacji na­
uki, a nie w jakimś szczególnie „kobiecym” podejściu do badań czy charakterze
pisarstwa etnograficznego (tu trzeba uwzględnić założenia „postpozytywistyczne”, które na pewno ograniczały ekspresję osobistą!). Nie wiem, czy za „kobie­
cą” właściwość uznać można cechującą zwłaszcza prof. prof. K. ZawistowiczAdamską, A. Kutrzeba-Pojnarową i M. Znamierowską—Priifferową ogromną
bezkompromisowość zarówno w sprawach naukowych jak organizacyjnych?
Jedną ze specjalności badawczych ośrodka łódzkiego były studia nad współ­
działaniem w kulturze i życiu społecznym wsi, uprawiane p o d koniec lat 40.
i na początku 50. Wiem oczywiście, że nie były to badania zlecone przez par­
tię czy rząd w okresie kolektywizacji wsi w Polsce. Jednocześnie jednak zo­
stały przedstawiane, np. w memoriale opracowanym przez konferencję etno­
grafów w Krakowie z lutego 1951 roku, jako studia wskazujące na etnografię
jako na dyscyplinę przydatną w zabezpieczaniu potrzeb budownictwa socjali­
stycznego: „ kooperacji, pracy, wiążące się ściśle z organizowaniem spółdzielni
produkcyjnych ” („Lud" t. 39, 1948-1951, druk. 1952, s. 628). Jakie były rze­
czywiste źródła tych interesujących badań? Czy prowadzący badania mieli świa­
domość możliwości ich upolitycznienia i ideologizacji?

O początku i wyjściowej koncepcji badań wspominałam już w innym miej­
scu1. Powtórzę więc tylko, że chodziło w nich o przypomnienie, iż w tradycji
kulturowej wsi polskiej istnieje rozbudowana koncepcja współdziałania, od­
1 B. Kopczyńska-Jaworska, Wgórach i w mieście, w: Moja droga do nauki, Łódzkie Towarzy­
stwo Naukowe, Łódź 2000, s. 50-52.

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

297

wołanie się do której mogłoby być pomocne przy odbudowie zniszczonego
przez wojnę kraju. Te zdania, które przytacza Pan Profesor, nawiązujące do
organizowania spółdzielni produkcyjnych (które nie były w swej istocie spół­
dzielniami!), to reżymowy ukłon, nie wiem nawet czyjego autorstwa? Na­
szych badań nie tylko nikt nie chciał wykorzystać, ale wręcz odwrotnie, nie
chciano dopuścić do opublikowania ich wyników! Pierwsze wyniki opubli­
kowano z dużym trudem i z pomocą pewnych protekcji (zob. w.w. tekst).
Dalsze opublikowano już bez przeszkód (po 1956 roku), ale nadal w ówcze­
snej gospodarce scentralizowanej nie spotkały się z zainteresowaniem (trud­
no uznać za przejaw zrozumienia istoty tradycyjnej pomocy wzajemnej uży­
cie nazwy „pomoc wzajemna” w rozporządzeniu, nakazującym mieszkańcom
wsi świadczenia zbliżone do dawnych szarwarków!). Przyszło czekać bez mała
pół wieku, aby pojawiło się zarówno naukowe, jak praktyczne zainteresowa­
nie społecznymi formami współdziałania, które uznaje się dziś za niezbędny
aspekt działań życia społecznego (świadczy o tym m.in. ponad 20 tysięcy
odwołań do różnych form współdziałania w Internecie!).
Nie pytam Pani Profesor, kto był Jej nauczycielem i mistrzem. Była nim
Profesor Kazimiera Zawistowicz-Adamska. To piękna i intrygująca postać
w dziejach polskiej etnologii. Jakie było credo naukowe i społeczne Profesor
Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej? Czy choćby niektóre założenia i przeko­
nania przez nią przyjmowane udało się zachować i mogą być użyteczne rów­
nież dzisiaj?

Znowu zbyt obszerne zagadnienie, do którego trudno ustosunkować się
w krótkiej wypowiedzi, nie mówiąc już o tym, że moje „widzenie” Profesor
może być dyskusyjne, bo bardzo subiektywne!
Dla mnie dominującą cechą pracy naukowej Profesor była jej wiara w za­
równo naukową, jak i istotną dla rozwoju wsi polskiej wartość badań etnogra­
ficznych. W naukowej pracy dominowało przekonanie o istotnym znaczeniu
empiryzmu, choć przystępowała do organizacji badań z jasno uświadomioną
koncepcją, u podstaw której leżały nie zawsze zwerbalizowane założenia ogólne.
Chlubiła się tym, że była chyba jedynym etnografem, który przebywał
w badanym środowisku przez okrągły rok! Swoje obserwacje, zrobione na mar­
ginesie podstawowych badań opublikowała w formie prawie literackiej w Spo­
łeczności wiejskiej. Ze względu na charakter tej publikacji, miała zawsze wąt­
pliwości, czy pracę tę można zaliczyć do jej dorobku „naukowego”.
Obruszała się, gdy w środowisku etnograficznym nazywano ją niekiedy
„socjologiem”. W swoim mniemaniu, zwłaszcza ze względu na ten kult ba­
dań, kontaktu „twarzą w twarz” z badanym, uważała, że jest „etnografem”,
jakkolwiek tłumacząc zjawiska kulturowe, relatywizowała je głównie do uwa­
runkowań społecznych. W dobie rozwiniętych socjologicznych badań „ilo­

298

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

ściowych”, opartych o masowe badania typu ankietowego, co do których miała
liczne zastrzeżenia, nie identyfikowała się z socjologami. Nacisk kładziony na
badania etnograficzne związany był także z jej przekonaniem, że tworzone przez
etnografa zapisy stają się źródłem historycznym, stąd waga, jaką przypisywała
do tworzenia uporządkowanych archiwów z badań. W związku z tymi przekona­
niami dyskutowała z prof. B. Baranowskim, który np. podważał wyniki badań
atlasowych, czy miała wręcz żal do prof. J. Burszty, który polemizował z potrze­
bą, w pracach nad współdziałaniem, zbadania wszystkich gospodarstw obserwo­
wanej wsi (zasada zrealizowana przez A. Mioduchowską we wsi Brzozówka na
Kurpiach). Niestety, nie udało mi się znaleźć recenzji prof. Burszty, i o ile pamię­
tam reakcje Profesor, to nie pamiętam argumentów prof. Burszty.
Odnośnie do zainteresowań społecznych, to prof. Zawistowicz była typo­
wym przedstawicielem polskiej inteligencji patriotycznej, pamiętającym czasy
zaborów i odzyskanie Niepodległości, inteligencji o tak zwanych „postępowych”
i liberalnych poglądach, z imperatywem „służby społecznej” na czele. Była
wielbicielką uniwersytetów ludowych i „pracy u podstaw”. Pomimo zafascy­
nowania kulturą wsi i dostrzegania jej ciężkiej sytuacji gospodarczej, czy ogra­
niczeń z dostępem do oświaty, nie należała, jak mi się wydaje, do grona rady­
kałów, kontakty rodzinne (jej pierwszy mąż był chyba działaczem legionowym,
pracował w dyplomacji) wiązały jąraczej ze środowiskiem piłsudczykowskim,
przyjaźniła się z prof. Heleną Radlińską, Jędrzejem Ciemiakiem, kierownic­
twem Instytutu Gospodarstwa Społecznego (Ludwik Krzywicki, Stanisław Rychliński, Tadeusz Szturm de Sztrem). Współpracowała z upaństwowionym
Uniwersytetem Ludowym w Szycach, w czasach gdy usunięto z niego Solarza,
jakkolwiek zawsze wyrażała się o jego działalności z wielkim uznaniem!
W czasie wojny w Warszawie brała udział w tajnym nauczaniu Wolnej Wszech­
nicy Polskiej oraz kierowała jedną z komórek Komendy Głównej AK, która
zajmowała się odbiorem i wyposażaniem tzw. cichociemnych (za działalność
tę została odznaczona Krzyżem Walecznych, Krzyżem Armii Krajowej i Zło­
tym Krzyżem Zasługi z Mieczami nadanymi przez rząd polski na emigracji).
W PRL-u, mimo że krytycznie nastawiona do „władzy ludowej”, jedno­
cześnie pracowała z oddaniem na Uniwersytecie i w Dziale Etnograficznym
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, brała czynny udział
w wystawach na dziesięciolecie i dwudziestolecie Polski Ludowej, szykując
ekspozycję sztuki ludowej. Uczestniczyła we wszelkich działaniach, radach,
ekspertyzach, które miały na celu ochronę sztuki i kultury ludowej i działal­
ności etnograficznej w ogóle. Wolna od wszelkiej ksenofobii, tolerancyjna
w sprawach obyczajowych, jednocześnie przestrzegała twardo własnego ka­
nonu wartości. Pewną jej słabością w świetle deklarowanych poglądów de­
mokratycznych był noszony sygnet oraz szczególna duma z powodu „kreso­
wego” pochodzenia (stamtąd wywodzili się „prawdziwi” Polacy!). Zdarzyło
mi się kilka razy usłyszeć od niej uwagę o „obcych”, nieznanych jej, „chyba

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

299

łódzkich, mieszczańskich, a może niemieckich obyczajach”? Wieś była dla
niej niewątpliwą ostoją swojskości! Jednocześnie z wielkim entuzjazmem
uczestniczyła w pracach Koła Miłośników Folkloru Łódzkiego, wręcz przy­
jaźniąc się z poetą-tramwajarzem Tadeuszem Muchą czy artystą ludowym
panem Henrykiem Burzyńskim, który odwiedzał ją w ostatnich latach jej ży­
cia. Prowadzili ze sobą długie rozmowy podczas spacerów w pobliskim Par­
ku Staszica. Była już bardzo słaba, on przyjeżdżał specjalnie z podłódzkiej
wsi, gdzie mieszkał, żeby się nią zaopiekować!
Katedrze Etnografii Uniwersytetu Łódzkiego dwukrotnie, w roku 1951
i 1964, odbierano prawo kształcenia studentów. Pierwsze wstrzymanie nabo­
ru, o czym p isze Pani Profesor w autobiograficznym szkicu W górach
i w mieście (w: Moja droga do nauki, Łódzkie Towarzystwo Naukowe, Łódź
2000), było sankcją za wstrzymanie się Profesor K Zawistowicz-Adamskiej
od poparcia uchwał I Kongresu Nauki Polskiej. Profesor K. Zawistowicz—
-Adamska była ponadto przedmiotem ataków profi Józefa Chałasińskiego.
Jakie były tego przyczyny?

Czym była spowodowana ta obustronna niechęć, zawsze było dla mnie za­
gadką! W gruncie rzeczy oboje tak samo wysoko cenili kulturę wsi. Oboje
bez reszty oddani byli pracy naukowej. Przed wojną oboje wykładali na let­
nich kursach dla nauczycieli. Oboje wykładali na Wolnej Wszechnicy Pol­
skiej. Nigdy nie słyszałam od Profesor o jakimkolwiek jawnym konflikcie
między nimi. Może wzajemna niechęć była odbiciem rywalizacji naukowej,
jaka panowała między Instytutem Gospodarstwa Społecznego, kierowanym
przez L. Krzywickiego, i Państwowym Instytutem Kultury Wsi, w którym
badania prowadził J. Chałasiński?
W każdym razie, gdy po wojnie spotkali się na Łódzkim Uniwersytecie,
Chałasiński, pomimo o wiele wyższej pozycji (był kierownikiem Instytutu
Socjologii, ona zaledwie małego Zakładu Etnografii, on był już profesorem
zwyczajnym, ona zaledwie doktorem, zastępcą profesora), nie opuścił żadnej
okazji, żeby jej dokuczyć i utrudnić życie zarówno naukowe, jak prywatne!
Obserwowałam to na co dzień i z bliska, gdyż nie tylko pracowałam od lipca
1946 roku w Zakładzie Etnografii, ale przyjaźniłam się z wieloma kolegami
z Instytutu i chodziłam na zajęcia z socjologii. Chyba mojej roli najbliższej
współpracownicy Profesor zawdzięczałam zainteresowanie prof. Chałasińskie­
go, który na seminarium socjologicznym, gdy przygasała dyskusja, miał zwy­
czaj pytać z sardonicznym uśmiechem: „A co ma do powiedzenia nasza etnografka?”. Nigdy też nie przepuścił okazji, żeby nie zaznaczyć coś na temat
tych, których interesują „hafty i wycinanki”, chociaż doskonale wiedział, że
akurat nasze badania dotyczą zupełnie czegoś innego! Przykładem jego „bez­
interesownej złośliwości” było zawezwanie Profesor do Rektoratu w ostat­

300

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

nim dniu urzędowania (dostał nominację na Prezesa PAN), żeby jej osobiście
zakomunikować, że postanowiono dokwaterować j ej lokatora do pozyskane­
go z przydziału uniwersyteckiego mieszkania (Profesor zajmowała dwa po­
koje, z których jeden był przechodni i ceniła sobie bardzo swoj ą prywatność!).
Notabene po wyjeździe Chałasińskiego nikogo jej nie dokwaterowano!
Były również w tej awersji momenty komiczne. Na obronie mojej pracy
doktorskiej, która to obrona odbywała się przy pełnej Radzie Wydziału, wów­
czas Humanistycznego, padł jeden głos negatywny. W czasie ogłaszania wy­
ników głosowania Pani Profesor odruchowo spojrzała na Chałasińskiego, który
podniósł ręce do góry i pokręcił głową, że to nie on!
Jeszcze długo w okresie p o II wojnie światowej etnologia (etnografia) przy­
pominała zbiorowość udzielnych księstw, to izolujących się, to zawierających
zaczepno-obronne sojusze. Wielkim tego czasu (Kazimierz Moszyński, Euge­
niusz Frankowski, Józef Gajek) zwykle towarzyszyły panie adiunkt — żony
lub współpracownice. Z kim najchętniej nawiązywała kontakty i współpraco­
wała Profesor Kazimiera Zawistowicz—Adamska, jakim i posługiwała się kry­
teriami oceny innych etnografów?

Profesor ogromnie szanowała prof. Kazimierza Moszyńskiego jako czło­
wieka i za jego wiedzę, co nie znaczy, żeby w pełni uznawała jego metodę
pracy. Na przykład w dyskusji nad założeniami Polskiego Atlasu Etnogra­
ficznego popierała stanowisko swoistego historyzmu prof. J. Gajka, a w wy­
tycznych do badań dumna była z przeforsowania „ogólnej charakterystyki
badanej wsi” w punktach atlasowych! Podobnie jak inni młodsi od Moszyń­
skiego etnografowie nie doceniała wówczas jego „kulturologicznych” zało­
żeń. Podobnie z szacunkiem (i większą aprobatą, jako do socjologizującego
etnografa) odnosiła się do dorobku prof. Kazimierza Dobrowolskiego, choć
z kolei nie aprobowała jego niektórych deklaracji społeczno-politycznych —
obaj profesorowie byli recenzentami jej pracy habilitacyjnej. Z młodszej ge­
neracji ceniła talenty terenowe prof. M. Gładysza i jego prace o sztuce. Uwa­
żała, że prof. Roman Reinfuss powinien się raczej zajmować nadal badaniem
grup etnograficznych (pozytywnie odnosiła się do jego prób połączenia myśli
J. Obrębskiego z wynikami badań „klasycznej” etnografii), nie interesowała
się osiągnięciami inwentaryzacyjnymi pracowni prof. Reinfiissa i miała mu
za złe, że nie udziela się w ogólnopolskich wojnach o pozycję etnografii, że
nie pilnuje interesów etnografii, opuszczając w przeciwieństwie do niej ze­
brania Rady Instytutu Sztuki PAN, której była członkiem, i w których czyn­
nie uczestniczyła prawie do ostatnich lat swego życia!
Stosunki prof. Zawistowicz-Adamskiej z prof. J. Gajkiem uległy na prze­
strzeni lat znamiennym zmianom. Początkowo popierała jego inicjatywy
z ogromnym entuzjazmem. Współdziałała z nim w pracach Zarządu PTL. Zor­

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

301

ganizowała aktywny Oddział Towarzystwa w Łodzi, brała udział w badaniach
zespołowych Towarzystwa, prof. Gajek był recenzentem pracy pierwszej do­
ktorantki Profesor. Ta zgodna współpraca zaczęła się psuć, kiedy w ośrodku
wrocławskim zaczęły się mnożyć różne niesnaski między pracownikami za­
równo Katedry, jak pracowni PAN czy PTL-u. Prof. Gajek był demonem ini­
cjatywy, ale zarazem autokratą. Przy okazji różnych spotkań naukowych,
a było ich w tym czasie sporo, z Międzyuczelnianymi Obozami Etnograficz­
nymi na czele, niektórzy młodsi współpracownicy, początkowo należący do naj­
bliższego grona pupilków prof. Gajka, zaczęli się na niego uskarżać, szukając
rady i pomocy poza Wrocławiem. Centrum konfliktów stał się jednak zarząd
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, który do początku łat 60. z pełnym
zaufaniem oddawał zarówno całą władzę, jak i wszystkie kłopoty Towarzystwa
w ręce prof. Gajka oraz pomagającej mu żony. Nie będąc na miejscu, siłą rze­
czy wszyscy członkowie zarządu ulegali relacjom „z drugiej ręki”, w końcu
skłóceni pracownicy zarzucili Profesorowi uchybienia finansowe w gospoda­
rowaniu majątkiem Towarzystwa. Kontrole finansowe zarzuty potwierdziły. Jak
zwykle w takim przypadku najtrudniej było jasno wykazać, czy chodzi o błędy
formalne w rachunkowości, czy o osiąganie jakichś indywidualnych korzyści.
Prof. Gajek oburzony, że po tylu latach tak owocnej pracy ktoś może czynić mu
jakiekolwiek zarzuty, zamknął się w sobie i odmówił kolegom wyjaśnień. Pro­
fesor Zawistowicz-Adamska postawę taką uznała nie tylko za przejaw dumy,
ale także pewnej arogancji, co ją zdecydowanie zraziło do Gajka i spowodowa­
ło, że przyłączyła się do grona krytyków jego działalności. Wydarzenia te spo­
wodowały, że prof. Gajek wycofał się zupełnie z prac Towarzystwa i tak się
złożyło, że Profesor wybrano na jego miejsce prezesem PTL-u. W wyniku tego
ich osobiste kontakty uległy całkowitemu zawieszeniu.
W późniejszych zmaganiach o utrzymanie pozycji Towarzystwa Profesor
współdziałała ściśle z prof. Znamierowską-PrufFerową, którą ceniła za jej
artystyczną naturę i ogromną kulturę osobistą oraz niezachwianą pasję etno­
graficzną. Gdy prof. A. Kutrzeba-Pojnarowa osiągnęła pełną samodzielność,
razem walczyły o pozycję etnografii. W tym miejscu trzeba może zaznaczyć,
że znacznie młodsza od dwóch poprzednich pań prof. Pojnarowa, pomimo bar­
dzo wczesnego debiutu naukowego (książka o budownictwie w Zawoi!), przez
wiele lat pracowała trochę w cieniu prof. Dobrowolskiego, a następnie po prze­
niesieniu się do Warszawy nie najlepiej, co było publiczną tajemnicą, układały
jej się stosunki z kierownikiem Katedry Warszawskiej, prof. Witoldem Dynowskim. Z czasem prof. Pojnarowa stała się czołowym członkiem etnograficznej
społeczności akademickiej, cenionym za organizację i kierownictwo znakomi­
tych badań na Kurpiowszczyźnie czy wyniki własnych prac badawczych nad
wsią małopolską. Była osobą niezwykle życzliwą i zawsze skorą do pomocy,
jednakże gdy zaczęła kierować badaniami, odchodzili od niej niekiedy pod­
opieczni, gdyż przy swojej dużej inteligencji była bardzo wymagająca wobec

302

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

cudzych prac. Jej krytyczne uwagi, chociaż czasem dość bezapelacyjne, nie
były jednak nigdy złośliwe! Podobnie jak prof. Zawistowicz-Adamska oddana
była bez reszty sprawom reprezentowanej dyscypliny i podobnie angażowała
się w sprawę powołania w Akademii osobnego Instytutu Etnografii.
Może należałoby w tym miejscu wspomnieć jeszcze o prof. Dynowskim,
który od czasu powołania Polskiej Akademii Nauk, choć często nieformal­
nie, pełnił w środowisku rolę główną. Mieszkając w Warszawie, gdzie znaj­
dowało się centrum decyzyjne, znany w środowisku, siłą rzeczy zapraszany
był do różnych gremiów decyzyjnych zarówno w Ministerstwie Nauki, jak
w Akademii. Dynowski nie ukrywał się z tym, że nie lubi prof. Zawistowicz-Adamskiej, że denerwuje go jej nieustanny entuzjazm etnograficzny i zapał,
z jakim podejmowała najróżnorodniejsze inicjatywy. Ona z kolei krytykowa­
ła rezerwę Dynowskiego oraz demonstrowaną przez niego postawę, z której
można było wnosić, że świat się dla niego nie kończy na etnografii. Wielo­
krotnie wysłuchiwałam opowiadania, jak to wyszedł przed końcem jakiegoś
ważnego zebrania, „bo musi nakarmić kota!?”. Dynowski nigdy nie zaprosił
p. Profesor na MOE (Międzyuczelniany Obóz Etnograficzny), choć wiedział,
że metoda badań terenowych jest „oczkiem w jej głowie”. Ona z kolei nie
doceniała jego zasług w organizowaniu międzyuczelnianych obozów, nie miała
mi jednak za złe, że począwszy od lat 50. w nich uczestniczyłam. Z kolei
Dynowski mnie nie tylko tolerował, ale nawet sprzyjał mojej pracy nauko­
wej. (Z jego inicjatywy brałam udział w badaniach bułgarskich, kilka razy
byłam kierownikiem dydaktycznym MOE, za jego kadencji w IHKM PAN
korzystałam ze stypendium i wyjazdów zagranicznych).
Znany był opór środow iska etnograficznego p rze d akceptowaniem
w nim ludzi nowych. Takim był Profesor Józef Burszta. Nie zaakceptowała go
m.in. Profesor K. Zawistowicz-Adamska. Jakie były tego przyczyny?

Poznawszy z czasem bliżej życiorys prof. Józefa Burszty, trochę nie rozu­
miem dlaczego ciągle był traktowany jako człowiek „nowy”? Przecież więk­
szość etnografów, którzy studiowali w okresie międzywojennym, miała dy­
plomy również z innych specjalności. Może ta obcość Burszty polegała na
tym, że nie wprowadził go do grona „akademickich” etnografów żaden au­
torytet środowiskowy? Że pomimo gruntownych studiów socjologicznych
i również etnograficznych ogółowi środowiska etnograficznego dał się po­
znać jako historyk wsi, instytucjonalnie związany z badawczymi placówkami
historycznymi? Z rezerwą zostało przyjęte utworzenie dla niego w 1956 roku
Zakładu Historii Kultury Materialnej w ramach Katedry Etnografii w Pozna­
niu, a protestami zaowocowało powierzenie w 1957 roku jemu, a nie Marii
Frankowskiej, kierownictwa Katedry. Wydarzenia te spowodowały pewien
osad, który pozostał w stosunkach z Profesorem, pomimo (a może zwłasz­

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

303

cza?) jego znacznych osiągnięć w dalszej pracy naukowej, organizacyjnej
i dydaktycznej! Prof. Burszta miał niewątpliwy talent organizacyjny i dobrą
rękę w ratowaniu różnych upadających placówek etnograficznych. Tak stało
się z poznańską Katedrą Etnograficzną, osłabioną po wojnach prof. Gajka
z prof. Frankowskim, a następnie pozbawioną prężnego kierownictwa na sku­
tek choroby prof. Frankowskiego. Podobnie udało się prof. Burszcie zorgani­
zowanie od nowa przejętej od prof. Gajka Redakcji Dzieł Wszystkich Oskara
Kolberga. (W ocenie tego ostatniego sukcesu krytycy osiągnięć Profesora nie
mogli zapomnieć, że prace w Redakcji przejął prof. Burszta po uchwale Rady
Państwa o celowości tego wydawnictwa, uchwale, która zapewniła wydaw­
nictwu na długie lata podstawy materialne działania. I że to właśnie prof.
Zawistowicz poddała myśl wydania opublikowanych przez Kolberga tomów
jako reprintów, co umożliwiło szybką reedycję pierwszych tomów Dzieł i dało
Redakcji więcej czasu na przygotowanie do druku ineditów Kolberga!). Nie
przysporzyło też Burszcie sympatii przygotowanie do druku, skądinąd bardzo
potrzebnej studentom, reedycji Kultury ludowej Słowian Kazimierza Moszyń­
skiego, gdyż za dyspozytorkę prac tego ostatniego powszechnie uważano jego
długotrwałą współpracownicę prof. Jadwigę Klimaszewską. Z rezerwą patrzo­
no też na wielką liczbę doktorantów i habilitantów Profesora, którzy zgłaszali
się do niego nieraz z odległych ośrodków, i to niekiedy po nieudanych próbach
pisania prac na innych uniwersytetach. Przyznaję się, że interesowała mnie
metoda pracy prof. Burszty z doktorantem i zdarzyło mi się kiedyś indagować
jednego z nich. Z tego, co mi powiedział, wynikało między innymi to, że Pro­
fesor nie szczędził delikwentowi częstej, konstruktywnej konsultacji, ale jed­
nocześnie nie próbował zbytnio narzucać własnych koncepcji, nie starał się na
siłę, ponad możliwości doktoranta, pracy „ulepszać”.
Zgodnie z prawdą, z przykrością muszę stwierdzić, że na czele tej opozy­
cji stała prof. Zawistowicz-Adamska, wspomagana przez prof. Priifferową,
Pojnarową i Frankowską. Znacznie młodszy prof. Burszta (tylko z Pojnarową
był równy wiekiem), mający oparcie w politycznym środowisku ludowym,
nie miał równego mu konkurenta w środowisku profesorskim etnografów, stąd
też był wysuwany stale przez centralne władze akademickie na głównego re­
prezentanta etnografii, w tym na potencjalnego kierownika wymarzonego In­
stytutu Etnografii, co spotykało się z aktywną opozycją wyżej wymienionych
pań, jak również pozostałych mniej aktywnych panów profesorów.
Z czasem te opory, wobec wycofywania się z aktywnej pracy starszej ge­
neracji, straciły na znaczeniu i prof. Burszta, pozbawiony starszych oponen­
tów, z powszechnym aplauzem młodszych generacji, objął z wielkim pożyt­
kiem główną rolę w naukowym i organizacyjnym życiu środowiska.
Wyraźne są zmiany w zainteresowaniach naukowych Pani Profesor: p a ­
sterstwo i szerzej tradycyjna kultura Karpat, kultura wsi Polski środkowej,

304

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

metodyka badań etnograficznych, zmiana kulturowa, historia etnologii pol­
skiej, kultura środowisk robotniczych i kultura miasta. Co kierowało Panią
Profesor w wyborze tematów badawczych? Do których swych prac je st Pani
Profesor najbardziej przywiązana?

Badania nad pasterstwem podjęłam w ramach zespołowych badań Kate­
dry nad pomocą wzajemną i formami współdziałania gospodarczego. Do
wyboru były maszoperie albo pasterstwo, wolałam góry! Z czasem zaintere­
sowania moje objęły całokształt kultury i historii ziem górskich. Mój dokto­
rat zbiegł się w czasie z początkiem badań nad folklorem robotniczej Łodzi,
Ponieważ jest to rodzinne miasto mego ojca, chciałam się do tych badań przy­
łączyć, ale pani Profesor przekonała mnie, że szkoda moich „karpackich”
wiadomości i że lepiej będzie jeszcze Karpatom poświęcić pracę habilitacyj­
ną. Ponadto otwierały się nowe możliwości w związku z rozwojem współ­
pracy międzynarodowej w ramach Komisji do Badania Kultury Ludowej
Karpat i Bałkanów. Kiedy kończyłam doktorat, rozgorzały w środowisku tzw.
„młodej kadry” ożywione dyskusje na temat metod pracy terenowej. To my
jeździliśmy ze studentami w teren, to my pełniliśmy rolę instruktorów na
Międzyuczelnianych Obozach Etnograficznych. Przejęci wiarą w maksymal­
ną sprawdzalność naszych obserwacji organizowaliśmy międzyuczelniane
seminaria młodych pracowników. Dużą rolę w tych dyskusjach odegrali ko­
ledzy z ośrodka krakowskiego: Hanka Kunachowicz, Zbyszek Biały wraz
z żoną logikiem, Władek Kwaśniewicz, Teresa Dobrowolska. Wynikiem Obo­
zów i tych dyskusji stał się mój skrypt o metodzie badań terenowych.
W okresie kończenia pracy habilitacyjnej, zaproszona przez prof. Dynowskiego, przez pięć kolejnych sezonów brałam udział w badaniach bułgarskich,
których pełne wyniki nie doczekały się niestety publikacji! a po zakończeniu
pracy habilitacyjnej przez trzy lata brałam wraz z socjologami z łódzkiego
ośrodka akademickiego udział w badaniach wsi z polskich rejonów uprze­
mysławianych. Gdy te ostatnie zostały zakończone, zaabsorbowana prowa­
dzeniem reaktywowanego w Łodzi w 1971 roku kierunku studiów, powróci­
łam do idei prowadzenia badań w mym rodzinnym mieście, które to badania
nie wymagały długotrwałych wyjazdów. Materiały z poprzednich badań Ka­
tedry nie były mi obce, a ponadto miasto to było mi dobrze znane zarówno
z przeżyć własnych, jak i tradycji rodzinnych.
Istotne są dla mnie zawsze prace pasterskie, choć z górami mam już,
z przyczyn ode mnie niezależnych, rzadszy kontakt, do Łodzi żywię dużo sen­
tymentu, choć też już od kilku lat absorbują mnie inne prace, gdyż od wielu
już lat w spadku po prof. Kazimierze Zawistowicz-Adamskiej kieruję zało­
żonym z jej inicjatywy Ośrodkiem Dokumentacji i Informacji Etnograficznej
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, który zlokalizowany jest w Łodzi
przy Katedrze Etnologii UŁ.

Fot 1. Ukraina, Bukowina, Czemiweckij muzej narodnoj architektury ta pobytu, (z lew.)
Zagroda chłopska, Nowoselica, rej. Kelmeniecki, (z praw.) Karczma, Nowoselica,
rej. Kelmeniecki. Fot. J. Czajkowski 2001.

Fot 2. Ukraina, Bukowina, Czemiweckij muzej narodnoj architektury ta pobytu. Cerkiew
trójwnętrzna w kształcie chałupy na planie: sień -.- izba — komora. XIX w., Draczinci,
rej. Kicmańśki. Fot. J. Czajkowski. 2001.

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

305

Oddzielne miejsce w pracach Pani Profesor zajmuje dokumentacja i in­
formacja w naukach etnologicznych. Stworzyła Pani i kieruje Ośrodkiem Do­
kumentacji i Informacji Etnograficznej Polskiego Towarzystwa Ludoznawcze­
go. Dzięki pracom Pani Profesor i Jej zespołu dysponujemy bibliografiami,
niezbędnymi w każdej dyscyplinie naukowej. Co skłoniło Panią Profesor do
zajęcia się tymi sprawami? Jakie ważne zadania należy zrealizować w zakre­
sie dokumentacji i informacji etnologicznej?

Jak już napisałam powyżej, moja praca w ODIE PTL jest jeszcze jednym
spadkiem po inicjatywach Profesor. Zainteresowanie i waga, jakie prof. Zawistowicz-Adamska przywiązywała do tworzenia archiwów etnograficz­
nych, padła na podatny grunt. Mało, że przecież byłam pierwszą osobą, która
tworzyła archiwum i bibliotekę Katedry łódzkiej, ale w pracy tej mogłam
spożytkować wiadomości pozyskane na studiach bibliotekarskich Wol­
nej Wszechnicy Polskiej, które były początkiem mojej akademickiej eduka­
cji. (Tu może trzeba podkreślić, że na studiach tych przywiązywano ogromną
wagę do techniki pracy umysłowej, której zasad uczył podręcznik Rudniańskiego).
Na potrzeby ODIE PTL musiałam się siłą rzeczy dokształcić, „goniąc” tem­
po rozwijających się osiągnięć w zakresie informatyki! Dużo mi dały kontakty
z kolegami prowadzącymi podobne prace za granicą, wspólne dyskusje i kon­
ferencje, zwłaszcza organizowane przed redakcję IVB i Demosu, czy udział
w pracach sekcji dokumentacji na Kongresie w Chicago (nie opuszczałam też,
w czasie mych wyjazdów zagranicznych, żadnej okazji poznania pracy archi­
wów i placówek dokumentacyjnych muzeów i innych placówek naukowych!).
Nie bez znaczenia były też konkretne zamówienia społeczne, jak np. przygoto­
wanie analizy zatrudnienia etnografów zleconej przez komitet Nauk Etnolo­
gicznych PAN (analiza ta była oparta na danych Głównego Urzędu Statystycz­
nego z akcji „Magister”), czy bazy danych dotyczącej aktualnie pracujących
artystów i rękodzielników, która została sporządzana w Ośrodku w latach 1994­
-1997 dla Ministerstwa Kultury i Sztuki. Po opublikowaniu kilku tomów bie­
żącej bibliografii etnografii polskiej wobec trudności z publikacją bibliografii
z ostatnich dziesięciu lat, zgodnie z panującymi obecnie tendencjami, przystą­
piliśmy do przygotowania bieżącej bibliografii etnologii/antropologii kulturo­
wej w Internecie. Mamy nadzieję, że względnie wyczerpująca bibliografia prac
za lata 2001-2003, mogących zainteresować etnografa, ukaże się w pierwszym
półroczu 2006 roku. W bibliografii tej znajdą się też niepełne prace z bazy Ośrod­
ka za lata 1997-2001 oraz 2003-2006. Chcielibyśmy, w łatach następnych,
zdobyć środki na uzupełnienie tych braków, jak również prowadzenie inter­
netowej bibliografii na bieżąco. Rzeczą nader pożądaną byłoby też sporzą­
dzanie mutacji bibliografii w którymś z języków kongresowych oraz rozbu­
dowanie dostępu do streszczeń i wybranych artykułów.

306

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

Etnologia je s t taką szczególną dyscypliną, w której nader wyraziście za­
znacza się rola kontestujących przedstawicieli młodego pokolenia. Łódź mia­
ła swoich: Zbigniewa Kowalewskiego i Andrzeja Lipińskiego. Dlaczego fe ­
nomen podziałów pokoleniowych je st tak ważny w etnologii? Jak Pani Profesor
ocenia znaczenie kontestatorów w rozwoju dyscypliny?

Na temat podziałów pokoleniowych powinien się raczej wypowiedzieć pe­
dagog czy psycholog. Czy podziały takie są osobliwością tylko etnologii? My­
ślę, że młodzież w ogóle jest elastyczniejsza i bardziej podatna na nowości, co
siłą rzeczy może wpłynąć na większą chęć zmiany i zdolność do eksperymen­
tu. Bodźce takie na pewno są pożyteczne, zwłaszcza w naukach humanistycz­
nych, w których tak wielką wagę przywiązuje się do erudycji sprzyjającej nie­
kiedy konserwatyzmowi.
Co do naszych „rodzimych” łódzkich kontestatorów, to czasem mi żal, że
ich bunt zakończyło odejście ze środowiska, bo obydwaj byli nieprzeciętnie
zdolni! Przykład innych „buntowników” pokazał, że po okresie młodzień­
czych buntów i totalnej negacji z wiekiem zamieniają się w cenionych pra­
cowników nauki w sposób konstruktywny poszerzaj ących j ej horyzonty.
Ja sama swego czasu (jak to dziś oceniam w sposób nieco arogancki) przyczy­
niłam się do spopularyzowania w naszej Katedrze prac B. Malinowskiego, z któ­
rymi się zetknęłam na zajęciach z socjologii, w wyniku czego zaczęliśmy go prze­
rabiać na etnografii (zarówno prof. Zawistowicz, jak i ówczesna asystentka mgr.
Jadwiga Świątkowska były uczennicami Stanisława Poniatowskiego). Po odej­
ściu od jego koncepcji kulturowych Profesor w pracy dydaktycznej korzystała
z Wstępu do ludoznawstwa Bystronia, a w naszych badaniach społeczności wiej­
skiej często sięgała do Thumwalda. Andrzej Lipiński i Zbigniew Kowalewski
zmusili nas do zainteresowania się strukturalizmem, moje zainteresowania in­
formacją naukową zaowocowały zwróceniem uwagi na semiotykę itp.
Od 1946 roku je s t Pani Profesor członkiem Polskiego Towarzystwa Ludo­
znawczego. Pełniła w nim Pani wiele ważnych funkcji, w tym najważniejszą
funkcję Prezesa. Czym było i je s t Towarzystwo dla etnologów-profesjonalistów i wszystkich zainteresowanych tą dyscypliną? Czy nie wymaga ono prze­
kształcenia w stowarzyszenie profesjonalistów i zmiany nazwy? Razem,
z okazji 100-lecia Towarzystwa, napisaliśmy artykuł: „Perspektywy Polskie­
go Towarzystwa Ludoznawczego u progu drugiego stulecia jego działalno­
ści". Jakie widzi Pani Profesor obecnie perspektywy dla Towarzystwa?

Członkiem PTL-u jestem od momentu założenia Oddziału w Łodzi, to jest
od 1950 roku. W organizacji tej realizowałam swe zamiłowania do pracy spo­
łecznej !

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

307

PTL do połowy łat 50. był jedyną organizacją skupiającą etnografów pra­
cujących w różnych instytucjach, był rodzajem związku zawodowego i jed­
nocześnie forum dyskusji merytorycznych, naukowych. Należeli do niego
wszyscy samodzielni pracownicy nauki oraz chyba wszyscy „szeregowi” et­
nografowie! PTL w pierwszych latach swego działania organizował wspólne
badania, występował u władz w obronie interesów środowiska, pomimo pra­
cy w czasach realnego socjalizmu miał absolutnie demokratycznie wybiera­
ne władze, nie przypominam sobie również jakiegokolwiek przymusu ideo­
logicznego w jego działaniach. Było wiadomo, że materializm historyczny
interesuje się „bazą”, więc bez przykrości zajmowaliśmy się gospodarką i hi­
storią cywilizacji, uzupełniając luki w przedwojennych badaniach, tym bardziej,
że zniszczenia wojenne i postępująca industrializacja kraju zacierały przede
wszystkim widzialny obraz tradycyjnej wsi polskiej. Myślę, że dlatego, iż tzw.
kultura materialna zawsze leżała w polu zainteresowań etnografii, stosunkowo
bezboleśnie udało się ten okres przebrnąć! Podobnie zresztą bezboleśnie gro­
madzono materiały ze skądinąd instrumentalnie traktowanego przez władze
folkloru muzycznego i sztuki ludowej. (Z tymi latami i z działalnością PTL-.u
związane jest powołanie dwóch cennych inicjatyw kontynuowanych do cza­
sów współczesnych: Polskiego Atlasu Etnograficznego i reedycji Dzieł Wszy­
stkich Oskara Kolberga).
Być może mój obraz tych czasów jest niepełny, gdyż w latach największe­
go ucisku ideologicznego, zawieszenia studiów etnograficznych na rzecz stu­
dium Historii Kultury Materialnej, nie mieliśmy w Łodzi studentów, nie mu­
sieliśmy więc realizować żadnych narzuconych programów, nie stykaliśmy
się z indoktrynowaną młodzieżą ZMP-owską. Pracowaliśmy półprywatnie pod
kierunkiem Profesor, która, choć pozbawiona studentów, była nadal zatrud­
niona na Uniwersytecie. W Katedrze, choć pozbawionej formalnie asystenta
(zostałam w 1954 zwolniona z pracy), nadal pracowała „siła pomocnicza”,
absolwentka etnografii Teresa Kulesza (później Zakrzewska). Kontynuowa­
liśmy wcześniej zapoczątkowane prace badawcze, przygotowując opracowa­
nia, które w nowej sytuacji politycznej ukazały się w pierwszym tomie „Bi­
blioteki Etnografii Polskiej” publikowanej przez IHKM PAN.
Wracając do spraw PTL-u , o czym już pisano, jego rola w momencie po­
wstania w Akademii Instytutu Historii Kultury Materialnej zaczęła maleć, gdyż
miejsce oficjalnego reprezentanta etnografii w kraju i zwłaszcza za granicą za­
czął przejmować Instytut. Przykładem mogła być przynależność Polski do Mię­
dzynarodowej Unii Nauk Antropologicznych i Etnologicznych. Początkowo
uczeni polscy wybierani byli demokratycznie przez Radę Unii na wniosek jed­
nego z już wybranych członków Unii. Decyzje te zależały od znajomości kan­
dydata i jego pozycji w międzynarodowym świecie nauki, nie bez znaczenia
były jego studia i publikacje zagraniczne, wcześniejszy udział w międzynaro­

308

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

dowych ekspedycjach badawczych i między innymi kontakty wynikłe z aktyw­
ności w Polskim Towarzystwie Ludoznawczym znanym od przedwojnia za gra­
nicą jako „Polskie Towarzystwo Etnologiczne” — jedyna organizacja nauko­
wa zrzeszająca polskich etnografów. Po zaistnieniu IHKM-u Prezydium PAN
powołało „Polski Komitet Narodowy Unii”, na czele którego stanął dyrektor
Instytutu. Komitet też decydował (chociażby ze względów finansowych) o skła­
dzie oficjalnej delegacji wysyłanej na kolejne Kongresy, tym samym zmalała
rola PTL-u, który stał się w większym stopniu klubem dyskusyjnym szerszej
rzeszy etnografów niż oficjalną instytucją reprezentującą etnografię polską.
Po zorganizowaniu Instytut Historii Kultury Materialnej PAN składał się
z czterech działów: archeologii pradziejowej, archeologii śródziemnomorskiej,
historii kultury materialnej i etnografii. Pomimo iż najliczniejszy dział stano­
wiła archeologia, w początkowym okresie działania posiadał pracownie et­
nograficzne prawie we wszystkich ośrodkach akademickich i zatrudniał wie­
lu etnografów na tzw. drugich etatach i pracach zleconych, przejmując
i finansując wiele prac zapoczątkowanych, tak jak Polski Atłas Etnograficz­
ny w środowisku peteelowskim. Z czasem działalność działu etnograficzne­
go Instytutu ze względów proceduralnych (np. ustawowe ograniczenie w 1962
roku dwuetatowości) i finansowych zaczęto ograniczać do niewielkiego gro­
na etatowych pracowników. Trudno dziś ocenić, o ile były to słuszne preten­
sje, ale wśród etnografów zaczęło się rodzić przeświadczenie, że Instytut
w większym stopniu ma na względzie interesy archeologii, że etnografowie
w Instytucie „giną” i że, podobnie jak w innych krajach demokracji ludo­
wych i w ZSRR, w Akademii powinien powstać odrębny Instytut Etnografii,
który w sposób konsekwentny stałby na straży interesów naukowych naszej
dyscypliny! Jak już pisałam powyżej, gorącą rzeczniczką tego projektu była
prof. Zawistowicz-Adamska redagująca w tym celu liczne petycje, opiniują­
ca projekty i występująca początkowo z racji swej funkcji profesorskiej
w imieniu środowiska akademickiego, a począwszy od 1967 roku, jako pre­
zes w imieniu wszystkich etnografów zrzeszonych w PTL-u, którzy coraz
bardziej zaczęli odczuwać ograniczane możliwości Towarzystwa (m.in. usta­
wowo głównym reprezentantem nauki polskiej była Polska Akademia Nauk,
ona zawierała umowy o międzynarodowej współpracy, za jej pośrednictwem
otrzymywały dotacje towarzystwa naukowe na działalność statutową i wy­
dawniczą itp.). W tej sytuacji posiadanie „własnego” instytutu wydawało się
ze wszech miar pożądane. Dlaczego projekt ten nie został zrealizowany, dłu­
go można by dywagować! W każdym razie pomimo upadku tych projektów
PTL nie odzyskał swego dawnego znaczenia. Przestała w nim działać część
pracowników akademickich, z czasem nie wszyscy nawet wstępowali w jego
szeregi. Najdłużej Towarzystwu pozostali wierni muzeologowie, którzy roz­
rzuceni po całej Polsce, często pozbawieni w ośrodkach prowincjonalnych
kontaktu z szerszym środowiskiem naukowym, chętnie przyjeżdżali na do­

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

309

roczne zjazdy PTL-u połączone z sesjami naukowymi. Mam wrażenie, że te
sesje i coraz większe trudności finansowe utrudniające udział w zjazdach (ogra­
niczenie delegacji służbowych i funduszy własnych Towarzystwa) przyczy­
niać się zaczęły do ograniczenia atrakcyjności członkowstwa. Wszyscy dłu­
goletni działacze Towarzystwa wiedzą dobrze, na czym polega meritum
sprawy. Towarzystwo zgodnie z tradycją jest hybrydą: zrzesza zarówno „za­
wodowych” etnografów, jak i „miłośników” kultury ludowej. Coraz trudniej
jest tym dwóm kategoriom członków współdziałać w jednym gronie. Inter­
pretacja nawet pozornie pospolitych zjawisk kulturowych stała się wyspecja­
lizowaną dziedziną nauk antropologicznych, w której często gubi się nieprzy­
gotowany zawodowo nawet najlepszy praktyk i działacz kulturalny. Sesja
zjazdowa zbyt „popularna” nudzi i zniechęca do udziału ambitnych pracow­
ników nauki, zbyt „naukowa” nie interesuje praktyków. Podobnie jest
z wydawnictwami Towarzystwa.
Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe jest pogodzenie tych
sprzecznych stanowisk w łonie jednej organizacji i czy należy do tego dążyć?
Obserwuję jednak, że o ile sprawy organizacji życia ogólnokulturalnego,
w tym także sprawy folkloru i kultury wsi podejmowane są w najróżnorodniej­
szych gremiach, o tyle brak jest szeroko dostępnego forum, na którym by moż­
na dyskutować nie tylko na tematy merytoryczne dyscypliny, ale również na
związane z nią sprawy organizacyjne, w tym potrzeby i dezyderaty zawodowe
jej przedstawicieli, stąd też uważam, że warto by pomyśleć o „profesjonaliza­
cji” Towarzystwa. Widzę taką możliwość przy nieznacznej zmianie statutu oraz
być może uzupełnieniu jego nazwy, ale przede wszystkim w szerokim zaintere­
sowaniu środowisk naukowych, zwłaszcza młodszej generacji. Bez ich udzia­
łu, samookreślenia i zdefiniowania własnych dążeń, żadne zabiegi dotychcza­
sowych działaczy Towarzystwa nie przyniosą pożądanych rezultatów.
Od powstania Komitetu Nauk Etnologicznych PAN aż do dzisiaj uczestniczy
Pani Profesor w pracach tej kiedyś powoływanej, a obecnie wybieranej, korpora­
cji przedstawicielskiej samodzielnych pracowników nauki z zakresu etnologii
i dyscyplin pokrewnych. Przez wiele lat pełniła Pani funkcję wiceprzewodniczą­
cej Komitetu. Jakie są niewykorzystane możliwości tego ciała zbiorowego?

Problemy zawarte w tym pytaniu w sposób logiczny łączą się z poprzed­
nio poruszanymi sprawami Instytutu i Towarzystwa. Chciałabym przy tej okazji
jako „wiekowy świadek historii” przypomnieć, że to właśnie w wyniku nie­
powodzeń z Instytutem i szukania jakiegoś organizacyjnego i dostatecznie
ważnego forum powstała w środowisku etnograficznym idea podjęcia starań
o reprezentację etnografów w Komitetach Naukowych PAN. Pierwszym kro­
kiem było zaproponowanie stworzenia Sekcji Etnograficznej w łonie Komi­
tetu Nauk Socjologicznych (Sekcje powoływane były z samodzielnej inicja­

310

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

tywy Komitetów i członkowie ich nie musieli być powoływani przez władze
Akademii). Rzecznikami tej sprawy stali się zaprzyjaźnieni socjologowie, przy
czym istotną rołę w pomyślnym powołaniu Sekcji odegrał ówczesny członek
Prezydium PTL prof. Władysław Kwaśniewicz, który chyba wtedy był też
członkiem Komitetu Nauk Socjologicznych. Nie pamiętam już dokładnie stro­
ny organizacyjnej tego przedsięwzięcia, pamiętam jedynie, że przez pewien czas
małe grono etnografów uczestniczyło w zebraniach Komitetu Nauk Socjolo­
gicznych, między innymi w jakimś zebraniu w Krakowie, w czasie którego zwie­
dzaliśmy Nową Hutę i mieszkaliśmy (co było normalnie niedostępne dla nor­
malnych niezrzeszonych obywateli) w domu konferencyjnym PZPR w Lasku
Wolskim2! W następnej kadencji w 1975 roku powołano już osobny Komitet
Nauk Etnologicznych, którego przewodniczącym został prof. Józef Burszta.
Odpowiadając na zadane pytanie, chciałabym na wstępie zauważyć, że
możliwości Komitetu w pewnym stopniu ogranicza jego siłą rzeczy elitarny
charakter i ograniczona liczba członków. Wraz ze wzrostem liczby samodziel­
nych pracowników nauki nie gromadzi nawet wszystkich „samodzielnych”
etnografów, ponadto nawet nie wszyscy wybrani biorą aktywny udział w jego
pracach, więc aktywność Komitetu złożona jest głównie na barki Prezydium,
a biorąc pod uwagę jego rozproszenie terytorialne, koncentruje się na działa­
niach dwóch osób Przewodniczącego i Sekretarza Naukowego. W tych warun­
kach wobec braku większego sekretariatu nie bardzo widzę możliwości rozwi­
nięcia jakiejś większej niż dotychczas działalności, przy czym przy dalszym
wzroście liczby samodzielnych przedstawicieli dyscypliny, elitarność Komite­
tu jeszcze się pogłębi. Nasuwa się wniosek, iż tym bardziej pożądane byłoby
„zaplecze” w postaci większej organizacji profesjonalnej, która mogłaby
z jednej strony współdziałać z Komitetem, a z drugiej gromadziłaby i przeka­
zywała opinie i dezyderaty całego środowiska.
Po roku 1989 zmieniły się w Polsce warunki uprawiania nauki i upowszech­
nienia je j wyników. Zwielokrotnieniu uległa liczba studentów etnologii, przy­
było pracowników uniwersyteckich katedr i instytutów etnologicznych, poja­
wiła się liczna grupa doktorantów, jednocześnie skomplikowała się sytuacja
wielu muzeów etnograficznych i innych placówek kulturalnych korzystają­
cych ze współpracy z etnologami. Jak rysuje się przyszłość etnologii? Jakie
są obecnie je j obowiązki wobec społeczeństwa ?

Nie jest to pierwsze pytanie Pana Profesora, na które trudno odpowiedzieć.
Żyjemy w bardzo skomplikowanym czasie, chyba powszechnej i do tego bar­
dzo szybkiej transformacji. Chyba dopiero dziś nabrały dosłownego sensu sło­
2
W domu tym dostojne grono profesorów i docentów odwiedzało się wieczorem, oglądając
z zainteresowaniem urządzenie niedostępnych normalnie pomieszczeń. Wieczorem oglądaliśmy nada­
waną wówczas (zresztą chyba najlepszą ) inscenizację Sławy i chwały na kolorowym (!) telewizorze!

Pracować nie tylko dla podłego zysku i marnej chwały

311

wa Kołłątaja, z którymi nas zapoznawano niemal na pierwszym wykładzie
z etnologii: „o powszechnej rzeczy zmianie..”. W wątpliwość są podawane
wszelkie normy i standardy, wszelkie prawa naukowe i reguły społeczne, na­
wet te dopiero co sformułowane i co z tego ma wyniknąć? Mogłabym jedy­
nie powiedzieć, co ja pragnęłabym osobiście realizować i co osobiście uwa­
żam za słuszne, ale obawiam się, że niewiele osób by to zainteresowało.
Mimo przejścia na emeryturę je s t Pani Profesor ciągle czynna. Jakie za­
dania stawia sobie teraz Pani Profesor? Co nadaje sens pracy uczonego po
zakończeniu pracy normowanej etatem?

Przede wszystkim pracy prawdziwego pracownika nauki (tytuł „uczone­
go” wydaje mi się trochę na wyrost!) nie normuje żaden etat i w ogóle jego
pracy nie ogranicza czas. Za niezwykle trafne uznałam przeczytane niegdyś
opowiadanie (niestety nie zapamiętałam autora!) o pisarzu czy pracowniku
naukowym, który słysząc ogłoszoną waleniem w szynę przerwę w pracy to­
czącej się za oknem budowy, z żalem stwierdza, „że on nigdy nie ma fajrantu!”. Myślę, że tak jest naprawdę, że interesujący się swą pracą naukowiec
zawsze ma coś do zrobienia, coś jeszcze do przeczytania, czy odszukania...
Nie zawsze byłam dogłębnie przekonana o największej wartości tego, co
robię, ale zajmowałam się po prostu tym, co mnie aktualnie interesowało. Sko­
ro udało mi się zorganizować w ODIE prace nad bieżącą bibliografią etnografii
polskiej, chcę, żeby te prace były kontynuowane, żeby nie zmarnować tego, co
było do tej pory zrobione. Skoro mamy ograniczone środki i nie stać nas na
opłacenie większej ilości współpracowników, wykonuję prace bibliograficzne
razem z zespołem. Co do sensowności gromadzenia danych bibliograficznych
z zakresu określonej dyscypliny nie mam wątpliwości i chyba nikogo nie muszę
o tym przekonywać! Co najwyżej mogę mieć wątpliwości co do tego, czy
uda się nam wykonać zamierzoną pracę dostatecznie dobrze.
Jest Pani Profesor niezwykle ceniona w ogólnopolskim środowisku etno­
logicznym. Jubileusz 80—lecia Pani Profesor, zorganizowany razem z LXXX
Walnym Zgromadzeniem i Konferencją PTL w Łodzi w dniach 24-25 wrze­
śnia 2004 roku, zgromadził wielu Jej przyjaciół i uczniów. Przypominano
wówczas przekonanie podzielane przez Panią Profesor, że nauka je s t przede
wszystkim rodzajem służby społecznej. Co zrodziło takie przekonanie? Jakie
są powinności uczonego i nauczyciela akademickiego ?

3Na pewno na postawie mojej zaważyło to, że byłam kiedyś harcerką i studia rozpoczęłam od
pedagogiki społecznej i może w tym miejscu powinnam się włączyć do dyskusji nad wartością
tolerancji, poprawności politycznej i urokach wielokulturowości, ale może tę dyskusję przenie­
siemy na inną okazję.

312

Bronisława Kopczyńska-Jaworska

Przede wszystkim, w miarę swoich sił przyzwoicie pracować, nie tylko
„dla podłego zysku i marnej chwały...”, które to sformułowanie było przed­
miotem licznych anegdot w środowisku akademickim!
A poważnie, mam głęboko zakorzenione przekonanie o wadze nauczania
i o potrzebie szerzenia drogą nauczania wartości, które uznaje się za słuszne3,
w tym również przekonanie o pożytkach płynących z szerzenia wiedzy etnolo­
gicznej!

Item sets
Lud

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.