Nazywam się Michel Leiris, skończyłem właśnie trzydzieści cztery lata/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4

Item

Title
Nazywam się Michel Leiris, skończyłem właśnie trzydzieści cztery lata/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.26-27
Creator
Leiris, Michel
Błoński, Jan (tł.)
Błońska, Teresa (tł.)
Date
2007
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:5963
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6390
Rights
Licencja PIA
Subject
Leiris, Michel (1901-1990)
Type
czas.
Text
MI CHEL LEIRIS

przynajmniej w większości. Może jednak zmieniłem je tyl­
ko i zastąpiłem innymi, których jeszcze nie rozpoznałem?
Jakkolwiek byłbym wprawny w obserwowaniu samego
siebie, jakkolwiek natrętna i maniacka byłaby skłonność
do tej gorzkiej kontemplacji, istnieją niewątpliwie sprawy,
które umykają mojej uwadze; zapewne też należą one do
najbardziej widocznych, ponieważ decyduje perspektywa
i moja podobizna, namalowana wedle mej własnej per­
spektywy, pozostawia na pewno w cieniu wiele szczegó­
łów, które innym muszą najbardziej rzucać się w oczy.
Głównym polem mojej działalności jest literatura,
określenie dziś m ocno ośmieszone. Używam go jednak
bez wahania, ponieważ oznacza fakt: jest się literatem,
tak jak botanikiem, filozofem, astronomem, fizykiem,
lekarzem. Daremnie wymyślać nowe określenia, nowe
preteksty, które by usprawiedliwiały zamiłowanie do
pisania: literatem jest każdy, kto lubi myśleć z piórem
w ręku. Parę książek, które ogłosiłem, nie przyniosło
mi żadnego rozgłosu. A n i się tym martwię, ani skarżę,
ponieważ czuję jednakowy wstręt do stylu „bożyszcze
publiczności” , jak do stylu „poeta niedoceniony”.
N ie będąc podróżnikiem we właściwym znaczeniu,
zwiedziłem jednak niemało krajów: we wczesnej mło­
dości Szwajcarię, Belgię, Holandię, W ielką Brytanię;
później N adrenię, Egipt, Grecję, W łochy i Hiszpanię;
ostatnio zaś tropikalną Afrykę. Nie władam jednak
przyzwoicie żadnym obcym językiem i to, dodane do
wielu innych słabości, budzi we mnie wrażenie niedo­
łęstwa oraz izolacji.
Chociaż muszę pracować (w dziedzinie niezbyt przy­
krej, ponieważ zawód etnografa odpowiada właściwie
moim gustom), żyję w niejakim komforcie; cieszę się dość
dobrym zdrowiem; nie brak mi, przynajmniej porównaw­
czo, wolności i powinienem, pod wieloma względami, za­
liczyć się do ludzi, których przyjęto nazywać „szczęścia­
rzami”. Mało było jednak w moim życiu zdarzeń, które
mógłbym rozpamiętywać z zadowoleniem i doznaję coraz
wyraźniej uczucia, że miotam się w pułapce i że - mówię
bez literackiej przesady - coś mnie stopniowo zżera. (...)
Jak wielu innych zszedłem do piekieł i jak niejeden
zdołałem z piekieł (lepiej czy gorzej) powrócić. Przed­
tem zaś było moje wczesne dzieciństwo... dzieciństwo,
ku któremu zwracam się od kilku lat w przeświadcze­
niu, że to jedyny okres mego życia, kiedy byłem szczęśli­
wy, aczkolwiek zawierało ono już w sobie zalążki wła­
snego rozkładu i wszystkie rysy, które - pogłębiwszy się
w zmarszczki - nadają podobieństwo portretowi.
Zanim spróbuję odsłonić kilka linii, które okazały się
trwałe w tym upadku absolutu, w stopniowym rozkładzie,
do którego - moim zdaniem - sprowadza się w znacznej
mierze przejście od młodości do wieku dojrzałego, chciał­
bym zapisać w kilku słowach to, co jestem w stanie zgro­
madzić z resztek metafizyki mego dzieciństwa.

Nazywam się Michel
Leiris, skończyłem
właśnie trzydzieści
cztery lata

S

kończyłem właśnie trzydzieści cztery lata, poło­
wę życia. Fizycznie jestem wzrostu średniego,
może mniej niż średniego. Włosy mam ciemne,
strzyżone krótko, aby nie falowały, a także po to, aby
zapobiec grożącej już łysinie. Jeśli mogę sam wyroko­
wać, znamiennymi rysami mojej fizjonomii są: prosty
zupełnie tył głowy, spadający pionowo jak mur czy
brzeg morski, typowe (jeśli wierzyć astrologom) znamię
osób zrodzonych pod znakiem Byka; wydatne i nieco
guzowate czoło z nadmiernie splątanymi i nabrzmiały­
mi żyłami na skroniach. W ielkość czoła, jak mniemają
astrologowie, pozostaje w związku ze znakiem Barana:
istotnie, urodziłem się 20 kwietnia, na granicy obu zna­
ków, Barana i Byka. Oczy mam czarne, zaczerwieniony
zwykle rąbek powiek; cerę żywą; wstydzę się przykrej
skłonności do rumieńców i lśnienia skóry. Ręce mam
chude, dość włochate, z bardzo wyraźnymi żyłami. M o­
je palce środkowe, zgięte u końca, zdają się zdradzać
coś słabego albo chwiejnego w charakterze.
Głowę mam w stosunku do tułowia raczej wielką;
nogi nieco za krótkie w porównaniu z całością, ramio­
na zaś za wąskie, względem bioder. Chodzę pochylony
do przodu; kiedy siedzę, garbię się zazwyczaj; pierś
mam niezbyt szeroką i nie jestem szczególnie umię­
śniony. Lubię ubierać się z największą elegancją; jed­
nakże wady budowy, które przed chwilą wymieniłem,
oraz środki, jakim i rozporządzam (mocno ograniczone,
aczkolwiek nie mogę się uznać za biedaka), sprawiają,
że uważam się zwykle za rozpaczliwie nieeleganckiego.
Kiedy znienacka zobaczę siebie w lustrze, ogarnia
mnie wstręt: nie przygotowawszy się zawczasu do wła­
snego widoku, znajduję, że jestem poniżająco brzydki.
Miałem - lub mam - kilka natrętnych gestów: obwą­
chuję sobie wierzch dłoni; obgryzam paznokcie niemal do
krwi; skłaniam lekko głowę w bok; zaciskam wargi i ścią­
gam nozdrza ze zdecydowaną miną; uderzam nagle czoło
wierzchem dłoni, jak ktoś, komu przychodzi do głowy na­
gła myśl (dawniej w podobnych okolicznościach obmacy­
wałem sobie potylicę); zasłaniam palcami oczy, kiedy mu­
szę odpowiedzieć tak lub nie na kłopotliwe pytanie albo
podjąć decyzję; kiedy jestem sam, drapię się w okolicę od­
bytu itd. Gestów tych pozbyłem się jednego po drugim

Za: Wiek męski, PIW W arszawa 1972, s. 21-25
Przełożyli Teresa i Jan Błońscy
26

Kiedy znienacka zobaczę siebie w lustrze, ogarnia mnie wstręt: nie przygotowawszy się zawczasu do
własnego widoku, znajduję, że jestem poniżająco brzydki.” Michel Leiris w Etiopii, Misja Dakar-Dżibuti. Fragment fotografii. Za: M. Leiris Miroir de l'Afrique, Gallimard 1996, ed. Jean Jamin.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.