Guzik z historii? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1

Item

Title
Guzik z historii? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.
Creator
Czaja, Dariusz
Date
2005
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:6122
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6550
Rights
Licencja PIA
Subject
historiografia
Type
czas.
Text
DARIUSZ

CZAJA

m o l o g i c z n y c h kwestii współczesnej historiografii. Już
nawet kartkując t y l k o pobieżnie książkę, można mieć
pewność, że żadne ważne pytanie z katalogu historiograficznych wątpliwości nie zostało t u pominięte. H a ­

Guzik z historii?
Dylematy współczesnej
historiografii

słowo można je ująć tak: jak pisać historię po ostat­
n i c h r e w o l u c j a c h w humanistycznej epistemologii?
k i m w tej sytuacji staje się historyk? czy w swojej pra­
cy m a o n kierować się obowiązkami etycznymi, czy
względami estetycznymi? jak ma się zapis pamięci do
historycznego konstruktu? po co n a m jeszcze historia
po ogłoszonym jakiś czas t e m u „końcu historii"? jeśli
historia tak naprawdę niczego nie uczy, to do czego

P a m i ę ć , etyka i historia. A n g l o - a m e r y k a ń s k a

może n a m się jeszcze przydać?

teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych.

Trzy wyraźnie wyodrębnione części dobrze d o k u ­

(Antologia przekładów)

m e n t u j ą tego rodzaju wybór tematów d o k o n a n y przez

Red. E w a Domańska, Poznań 2002

autorkę a n t o l o g i i .
Patrząc z perspektywy antropologicznej na te pyta­
nia, t r u d n o uciec o d przekonania, że podobne wątpli­
wości nawiedzają o d pewnego czasu i myśl a n t r o p o l o ­
giczną. Można nawet odnieść wrażenie, że dzieje się to
ostatnio ze wzmożoną intensywnością. I z tego też po­

N

w o d u moja l e k t u r a zbioru Pamięć,
ajpierw konieczne

u s p r a w i e d l i w i e n i e . Parę

znawcze zaprzyjaźnionej dyscypliny, ale każe m i przyj­

zdań o... h i s t o r i i tej recenzji. Pierwotnie miała

rzeć się baczniej także używanym przez nas narzę­

ona wejść do jednego z dwóch g r u b y c h n u m e ­

dziom. Redagując przed laty n u m e r „Kontekstów" po­

rów naszego pisma dotyczących pamięci, związków h i ­

święcony związkom wzajemnym h i s t o r i i i antropologii,

storii i pamięci, i t y m p o d o b n y c h problemów. Zdawa­

traktowaliśmy jako p e w n i k zdanie, że pytania i wątpli­

ło się b o w i e m , nie bez racji, że t a m będzie najstosow­

wości poznawcze o b y d w u dyscyplin - c h o ć nie tożsa­

niejsze miejsce dla tej recenzji, że t a m wśród oświetla­

me - to są bardzo sobie bliskie. Czytając teraz antolo­

jących ją z różnych stron, tak właśnie: kontekstów -

gię przekładów zmagających się ze skomplikowaną

będzie jej najlepiej. Jednakże, z powodów najbardziej

materią m e t o d o l o g i i historii, m a m cały czas poczucie,

prozaicznych z możliwych - n a d m i a r tekstów bieżą­

że jestem u siebie. Ze h i s t o r y k i a n t r o p o l o g jadą na

c y c h i t y c h „na wczoraj" - publikacja tej recenzji o d ­

t y m samym - c h y b o t l i w y m i t r u d n y m w prowadzeniu

wlekła się m o c n o w czasie. A l e nie m a tego złego...

— epistemologicznym wózku.

W r a c a m więc n i e m a l po r o k u rozłąki do książki,

N i e sposób w krótkiej recenzji powiedzieć wyczer­

o której miałem kiedyś pisać. I m a m dziwne poczucie,

pująco o wszystkich tekstach, toteż poniższe uwagi ko­

że książka, którą czytam teraz, to już jest nieco i n n a

rzystają ze zrozumiałej w t y m kontekście strategii wy­

książka niż ta, której ślad zachował się n a „trzech stro­

b o r u . T e n zaś p o d y k t o w a n y jest po części wagą p o r u ­

n a c h " kiedyś rozpoczętej recenzji. T r u d n o ukrywać, że
Pamięć,

szanych w artykułach problemów, ale również - nie ma

etyka i historia - bo o niej t u cały czas m o w a -

p o w o d u tego ukrywać - całkiem p r y w a t n y m i zaintere­

niezwykle intrygująca antologia przekładów tekstów

sowaniami. Z żalem pozostawiam więc na b o k u k i l k a

teoretycznych dotyczących sposobu uprawiania histo­

ważnych myślowo artykułów (zwłaszcza H a y d e n W h i ­

r i i dzisiaj, po lekturze w i e l u artykułów z naszych
dwóch tołstych żurnalow

t e ! ) , m a j ą c wszakże świadomość, że mówić po t r o c h u

zgłębiających zagadki pamię­

o wszystkim, to w istocie mówić po t r o c h u o niczym.

c i i zapomnienia prezentuje m i się dzisiaj inaczej niż

Przejdźmy już teraz do szczegółów.

r o k t e m u . O związkach i pokrewieństwach między n i ­
m i za chwilę, powiedzmy jednak najpierw parę zdań

Rozważny, romantyczny i jeszcze...

o samej książce.
S k o m p o n o w a n a przez Ewę D o m a ń s k ą z wyraźną

Jeśli jest jakieś ważne metodologicznie odkrycie

starannością i wielce t r a f n y m d o b o r e m tekstów a n t o ­

o s t a t n i c h lat, to chyba t o , że wizja n a u k i - m a m t u na

logia przekładów anglo-amerykańskiej teorii h i s t o r i o ­

myśli, rzecz jasna, Geisteswissenschaften

grafii jest pozycją wyjątkową. Świadczy o t y m , z jednej

myślowego skansenu. To, że zdarza się spotykać o d

n i c h F r a n k l i n A n k e r s m i t , H a y d e n W h i t e czy D o m i -

czasu do czasu jeszcze osobników konserwujących na­

n i c k LaCapra - co chyba wystarczy za rekomendację,
k i l k u najistotniejszych i najbardziej drażliwych episte-

- z pozytywi­

stycznych rojeń odesłana została w znacznej mierze do

strony, reprezentatywny wybór autorów - a są wśród

z drugiej zaś - jakość samych rozpraw, dotykających

etyka i historia nie

jest t y l k o spojrzeniem „z zewnątrz" na kłopoty po­

miętnie

p r a g n i e n i a o wiedzy p e w n e j ,

prawdziwej

I i o b i e k t y w n e j , w n i c z y m nie zmienia f a k t u , że tworzą

58

Danusi

Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I ? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

oni - powiedzmy bezpieczniej: zaczynają tworzyć - już

każdym tazem coraz i n a c z e j ? Pytanie to pozosta­

tylko malowniczy margines h u m a n i s t y k i , a i c h teksty

w i a m w zawieszeniu.

pozwalają się zorientować jedynie w t y m „jak to drze­

W myśleniu Topolskiego o h i s t o r i i , przy p e w n y c h

wiej bywało".

wątpliwościach, ostatecznie jednak zwycięża n a u k o ­
wiec. Z k o l e i F e r d i n a n d Sanchez-Marcos

A l e co to bliżej oznacza dla historyka? A przede

próbuje

wszystkim, co realnie oznacza rozbrat z pojęciem na­

przyjrzeć się bliżej figurze historyka jako tłumacza.

uki r o z u m i a n y m na sposób pozytywistyczny?

Przypomina t r u d n y d o zgryzienia również dla history­

Dość przejrzystą odpowiedź na tak postawione

ka włoski kalambur traduttore, tradittore i pyta, czy

wątpliwości daje Jerzy Topolski. Jego głos jest o tyle i n ­

w przeszłości historycy byli raczej tłumaczami, czy też

teresujący, że z jednej strony uznaje o n status quo h i ­

może zdrajcami. Przyswajali realnie coś z „innego

storii po postmodernistycznej rewolcie, nie b r o n i nie-

świata", czy w p r o j e k t o w y w a l i weń własne przekona­

pottzebnie spraw przegranych i nie trzyma się kurczo­

nia? Mówili prawdę, czy kłamali?

wo dogmatów klasycznej historiografii, z drugiej zaś,
nie jest na p e w n o z w o l e n n i k i e m k o n c e p c j i

W

s w o i m artykule Sanchez-Marcos

najbardziej

anything

może ze wszystkich autorów zbioru zbliża się do opisa­

goes, stara się m i m o wszystko uratować zręby h i s t o r i i

nia n a t u r y poznania historycznego j a k o strategii b l i ­

pojmowanej (jednak!) n a u k o w o . Jak to rozumieć? To­

skiej w i s t o t n y c h p u n k t a c h b a d a n i u antropologa,

polski wyraźnie podkreśla, że pora rozstać się z naiw­

a więc tego, który stara się - mówiąc najkrócej - w n i ­

nym przekonaniem historyków o całkowitej mimezie

kać w „ o b c e " światy, przełamywać liczne bariery i n n o ­

świata, o którym piszą, czy może lepiej: który powołu­

ści. Przypomina o n spopularyzowaną przez D a v i d a L o -

ją do istnienia. Można mieć różne zdania na t e m a t re­

w e n t h a l a frazę „przeszłość to obcy k r a j " (w istocie jest

alnych skutków fali postmodernistycznej w h i s t o r i o ­

to pierwsze zdanie z powieści Leslie P H a r t l e y a -

grafii, t r u d n o jednak, pisze Topolski, trzymać się dalej

Go-Between),

realistycznej t e o t i i korespondencji między narracją h i ­

ność, odmienność m i n i o n e g o świata o d tego, w któ­

storyczną a przeszłością samą w sobie. W świetle tego

r y m f u n k c j o n u j e h i s t o r y k . Jego zadanie j a w i się w tej

kryzysu przedstawienia trzeba przeformułować zadania

sytuacji jako zadanie translatorskie: zrozumieć na tyle,

nauki. Jeśli w istocie nie do utrzymania jest prosto­

na ile się da „obcy" świat i przeszczepić jego rozumie­

duszna wiara w jedną prawdę czy uchylanie związku

nie na „własny" g r u n t . Przełamywanie obcości, znosze­

między sposobem prezentacji przeszłości a nią samą, t o

nie barier między o b c y m i światami to główne zadanie

nie oznacza to całkowitego porzucenia p e w n y c h ele­

historyka. Zastanawia się autor n a d interesującą k w e ­

mentarnych wymogów naukowości. T o p o l s k i zalicza

stią: jak się mają ograniczenia w r o z u m i e n i u ludzi tej

do nich: ścisłość i precyzję badawczą, procedury ide-

samej kultury, ale żyjących w i n n y c h epokach, d o

The

kładąc nacisk właśnie na obcość, i n ­

alizacyjne, czyli k o n s t r u o w a n i e m o d e l i , nacisk na ob­

trudności w r o z u m i e n i u ludzi żyjących w t y m samym

serwację świata bez względu na twierdzenia o dostępie

czasie, ale należących do różnych kultur? Czy na przy­

bądź braku dostępu do niego i wreszcie: postęp w ba­

kład łatwiej n a m , Europejczykom, zrozumieć człowie­

daniach historycznych.

ka e p o k i Oświecenia, czy żyjącego obecnie Hindusa?
Która obcość jest n a m bliższa, którą łatwiej przyswoić?

Tekst Topolskiego jest zbyt krótki i zbyt ogólny, by

Intrygujące to zagadki.

z nim dyskutować. Jest taczej listą haseł i zaleceń (mo­
że czasem: ptagnień) niż dogłębną analizą sytuacji h i ­

N a t u r a l n i e , takie rozumienie poznania historycz­

storiografii „po p o t o p i e " . Formułowany t u p r o g r a m

nego łączy się ze wszystkimi zagrożeniami i iluzjami,

pozytywny jest na tyle ogólnikowy i oczywisty, że w za­

które napotyka tłumacz w swojej pracy translatorskiej.

sadzie (poza może tezą o postępie) t r u d n o się z n i m nie

A u t o r nawiązuje wyraźnie w swojej propozycji do k o n ­

zgodzić. K t o będzie dyskutował z tezą, że myślenie po­

cepcji

winno być raczej ścisłe niż niechlujne? G o d n e wszak­

i h e r m e n e u t y k i twórczego przyswojenia Paula Ricoeu-

że odnotowania jest t o , że w tej wypowiedzi tak wyraź­

ra. I , co ważne, podkreśla o n za w s p o m n i a n y m i auto­

nie ściera się „nowe" ze „starym". T o p o l s k i przyjmuje

r a m i wyraźny kontekst etyczny takiego podejścia do

pewne rozwiązania postmodernistycznej historiografii,

przeszłości. C h o d z i już nie t y l k o o t o , by wyjaśniać

fuzji horyzontów

Hansa-Georga

Gadamera

ale najwyraźniej nie chce wylać dziecka z kąpielą i po­

„jak było naprawdę", ale by m ó c wejść w owocny dia­

stuluje - m i m o wszystko - w a r u n k o w e utrzymanie te­

log ze światem, który się bada. Oczywiście, myśl jest

zy o naukowym (przy nieco rozluźnionych rygorach)

szlachetna, ale w praktyce badawczej n i c nie jest pro­

statusie historii. Dyskusyjna jest natomiast dla m n i e

ste i oczywiste. Bywa, że próby przełamywania obcości

teza, czy tzeczywiście można mówić o a k u m u l a c j i wie­

stają się źródłem napięcia raczej niż porozumienia,

dzy historycznej, czy wraz z rosnącą górą i n f o r m a c j i

bardziej iluzji niż owocnego dialogu. N i e m n i e j jednak

o przeszłości,

Sanchez-Marcos postrzega tę hermeneutyczną prakty­

rzeczywiście

wiemy o

niej

coraz

w i ę c e j . Skoro, jak chciał B u r c k h a r d t , historia jest

kę historyczną jako j e d n o z ważniejszych

„zapisem tego, co jeden w i e k uznaje za godny o d n o t o ­

współczesności. Możliwe, że jest o n o u t o p i j n e w swo­

wania w i n n y m " , to może jest raczej tak, że nie tyle

i c h dalekosiężnych celach, ale przynajmniej nie w y ­

wiemy o m i n i o n y c h światach więcej, ile po prostu za

zbywa się pewnej dozy odpowiedzialności za świat - co

1

59

wyzwań

Danusi Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I . ' D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

w słowach n a d m i e r n i e może patetycznych stara się

tetycznego nie zaś epistemologicznego rozumienia re­

wyrazić autor w p o d s u m o w a n i u swoich uwag.

prezentacji. Z rozważań n a d kłopotami z pojmowa­

W

stronę nieco podobnie r o z u m i a n y c h konse­

n i e m reprezentacji wynikają trzy, brzemienne w s k u t k i

k w e n c j i etycznych pracy historyka zmierza myśl Fran­

w n i o s k i . Po pierwsze: w b r e w tradycyjnemu stanowisku

ka A n k e r s m i t a , c h o ć co innego jest dominantą jego

epistemologicznemu, w przypadku reprezentacji histo­

rozważań. W m o i m przekonaniu jest t o jeden z n a j ­

rycznej nie porównujemy języka i rzeczy, ale „rzeczy"

ważniejszych tekstów całego zbioru. Tezy A n k e r s m i t a ,

z „rzeczami", ocenianie więc tekstu historycznego pod

jak zwykle, nowatorskie i świetnie uargumentowane,

kątem fotograficznej dokładności zupełnie mija się

wyrywają z epistemologicznej d r z e m k i i zmuszają d o

z celem. Po drugie: n a solidnie rozpracowanym przy­

g r u n t o w n e g o przemyślenia rzekomo niewzruszonych

kładzie k o n c e p t u „ruchu robotniczego" (pytanie, co

pewników.

realnie o d p o w i a d a t e m u pojęciu?) dowodzi autor, że

A n k e r s m i t rozważa o d różnych s t r o n t a k m o c n o

nie m a rzeczy bez reprezentacji, że przeszłość o d m a l o ­

krytykowaną w t r a d y c y j n y m m o d e l u obiektywistycz-

wywana przez historyka jest nie m n i e j uzależniona o d

nej historiografii kwestię subiektywności badacza. H i ­

sposobu jej przedstawienia niż „obiekt" przedstawienia

storyk, j a k dobrze wiemy, w i n i e n być w swej pracy cał­

w malarstwie p o r t r e t o w y m . Po trzecie: dokładność,

kowicie bezstronnym sędzią, w i n i e n unikać wszelkiej

rozumiana jako ścisła odpowiedniość słów i rzeczy jest

tendencyjności, odsuwać własne poglądy n a bezpiecz­

niemożliwa d o osiągnięcia, i dotyczy t o zarówno repre­

ną odległość i p o prostu skrupulatnie i uczciwie korzy­

zentacji artystycznej, j a k i historiograficznej. Jest t a k

stając z materiału źródłowego opowiadać o t y m , co się

dlatego, ponieważ n i e dysponujemy a b s o l u t n y m i kry­

wydarzyło. W t a k formułowanym programie pozytyw­

t e r i a m i , które mogłyby n a m pokazać jakie relacje p o ­

n y m szczególnie podkreślano, że badacz - jeśli nie

w i n n y łączyć słowa z rzeczami.

chce pogwałcić obowiązujących w k o n f r a t e r n i history­

Najciekawsza jest konkluzja t y c h wywodów. Otóż,

ków reguł gry - p o w i n i e n przede wszystkim zrezygno­

nie traktuje A n k e r s m i t powyższych konstatacji jako

wać z u j a w n i a n i a swoich sympatii p o l i t y c z n y c h i prze­

ułomności poznania historycznego, nie rozumie i c h ja­

konań m o r a l n y c h . D o w o d z i A n k e r s m i t , że z nieja­

ko epistemologicznych defektów. Przeciwnie: pokazuje

snych (a może właśnie: nazbyt jasnych)

powodów,

język reprezentacji, jego tworzenie, wyłanianie się jako

z reguły kiedy mówiono o subiektywności tekstu histo­

sferę wolności: „nieokreśloność relacji między słowem

rycznego

rzadko zwracano

uwagę

n a t a k łatwo

a przedmiotem nie jest wadą, lecz największą zaletą

u c h w y t n e jego cechy j a k : specyficzny styl pisarski czy

wszelkich reprezentacji językowych. C i historycy, któ­

przynależność d o jakiejś szkoły badawczej, natomiast

r y m w i c h własnej dziedzinie przeszkadza brak precyzji,

zawsze zarzut subiektywności kojarzono z wartościami

okazują względem niej nieufność spowodowaną t y m ,

p o l i t y c z n y m i i m o r a l n y m i . Dlaczego t a k się dzieje?

co w istocie stanowi jej największą wartość i najcie­

A n k e r s m i t przekonuje, że n i e dlatego, by były one su­

kawsze wyzwanie. Tutaj b o w i e m język dopiero się rodzi,

b i e k t y w n e , ale właśnie dlatego, że obydwa te światy

wyłania się z tego, co językiem jeszcze riie jest", (s. 66-

wartości - inaczej niż styl pisarski czy orientacja m e t o ­

67) Historyczne reprezentacje danego w y c i n k a prze­

dologiczna - należą d o sfery o b i e k t y w n e j . M a ł o tego,

szłości, to i n n y m i słowy p r o p o z y c j e konstruktów

wbrew naszym r u t y n o w y m przyzwyczajeniom, są one

językowych najlepiej odpowiadających rzeczywistości,

niezwykle blisko powiązane z wartością, której głów­

którą opisują. Z t y m idzie w parze m o c n o podbudowa­

nie chce służyć h i s t o r y k - prawdą: „być może w war­

ne przekonanie, że - logicznie rzecz biorąc - w ocenie

tościach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h dostrzega się t a k

reprezentacji historycznych kryteria estetyczne wyprze­

wielkie zagrożenie d l a prawdy historycznej n i e dlate­

dzają kryteria dyskursu poznawczego i normatywnego.

go, że są one o d niej nieskończenie odległe i należą d o

Te pierwsze pozwalają n a m dopiero ocenić wartości po­

zupełnie innego świata, ale właśnie dlatego, że są zbyt

znawcze i n o r m a t y w n e tekstu. Jeśli b o w i e m , reprezen­

blisko niej i ze t r u d n o te światy rozdzielić. Wartości

tacja historyczna zawsze jest (musi być) w y b o r e m spo­

moralne i polityczne należą bardziej d o świata przed­

śród k i l k u możliwości, t o w efekcie stopień jej trafności

m i o t u niż p o d m i o t u , a zatem h i s t o r y k określany jako

(udatności) badamy n i e poprzez porównanie narracji

'subiektywny' pozostaje wierny domenie

z samą przeszłością, ale poprzez porównanie narracji

przedmiotu

(zgodnie z w y m o g a m i o b i e k t y w i z m u ) , nie zaś w sferze
własnej podmiotowości

między sobą.

i osobistych doświadczeń. I n n y ­

Jak te uwagi o reprezentacji wiążą się z kwestią war­

m i słowy, istota p r o b l e m u może polegać n a t y m , że

tości? Postuluje A n k e r s m i t twierdzenie zgodnie z któ­

prawda historyczna przejawia się niekiedy w w a r t o ­

r y m , u w a r u n k o w a n i a polityczne i moralne tekstu h i ­

ściach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h i vice versa", (s. 57)

storycznego t o - w b r e w zdroworozsądkowym przeko­

drobiazgowo dyskutuje standardowe

n a n i o m - nie przeszkoda w d o t a r c i u do prawdy, ale

argumenty obiektywistyczne, szczególną jednak uwagę

przeciwnie, to jej w a r u n e k ! Najbardziej zaskakująca

poświęca kwestii reprezentacji historycznej i jej nie­

konkluzja brzmi t a k : „dyskurs narracyjny bądź histo­

bezpiecznym związkom z wartościami, o których była

ryczny jest najlepszym p u n k t e m odniesienia, gdy cho­

m o w a . Jego myślenie w tej kwestii zmierza w stronę es­

dzi o wybór najwłaściwszych n o r m politycznych i m o -

Ankersmit

60

Darius? Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

ralnych. Inaczej mówiąc, wybór określonego działania

rzeczywistości. Dzisiaj historycy muszą wiedzieć, że

politycznego l u b etycznego może zasadzać się na wcze­

w t e n czy i n n y sposób konstruują tę rzeczywistość,

śniejszym ustaleniu, które reprezentacje historyczne

bądź, j a k to ujął b r u t a l n i e G o l o M a n n , zmyślają ją.

uważamy za najlepsze i jakie n o r m y polityczne i m o r a l ­

Oczywiście, kiedy mówi o n o zmyślaniu, to nie ma na

ne są w n i c h eksponowane. Zgodnie z tą metodą po­

myśli zwykłego kłamstwa, ale konieczność uzupełnia­

winniśmy wybierać te wartości polityczne i moralne,

nia, wypełniania „pustych" miejsc w obrazach prze­

któte stały się źródłem najbardziej u d a n y c h i wyrazi­

szłości: „Historycy (...) zmyślali o d czasu, kiedy T u k i ­

stych reprezentacji przeszłości" (s. 78). Przykładowo:

dydes wprowadził d o swojego dzieła mowy, dramatycz­

niemal wszyscy zgadzamy się co do tego, że obraz rewo­

ne dialogi, co do których przyznawał, że wprawdzie nie

lucji francuskiej w dziele Tocqueville'a przewyższa w i ­

w i a d o m o , czy tak zostały wygłoszone, ale p o w i n n y być

zję Micheleta, co z kolei może być p u n k t e m wyjścia do

tak wygłoszone. Nowoczesne

porównania wartości politycznych wchodzących w grę

stwo nie zaniechało tej m e t o d y t a k całkowicie jak się

w obu przypadkach, kulminującego we wniosku o wyż­

sądzi. B o w i e m jeśli nawet z reguły wystrzega się o n o

szości wartości liberalnego indywidualizmu (Tocqueville)

wkładania w usta s w o i m b o h a t e r o m słowa mówione­

nad indywidualizmem z l e w i c o w y m o d c h y l e n i e m ( M i -

go, to odgaduje myśli, jakie zostały pomyślane tak al­

chelet). A zatem, reprezentacja historyczna czytana

bo inaczej; w t e n sposób k o n s t r u u j e przecież poglądy,

n a u k o w e dziejopisar­

nie tylko z czysto poznawczego, ale też z pragmatyczne­

przyczyny, związki, których rzeczywistości i oddziały­

go p u n k t u widzenia, może być d o b r y m źródłem wybo­

wania nie może dowieść, a którym jednak i właśnie i m

ru właściwych (przekonujących, najlepiej uzasadnio­

zawdzięcza sens swego przedsięwzięcia".

nych) wartości politycznych i

moralnych.

3

Jednakże

różnica między Tukidydesem a współczesnymi history­
k a m i jest - w o l n o sądzić - taka, że c i o s t a t n i wiedzą,

W p u b l i k o w a n y m kiedyś w „Kontekstach" wywia­

co robią (w każdym razie wiedzieć p o w i n n i ) i są świa­

dzie A n k e r s m i t mówił o konieczności p o w r o t u „prze-

d o m i k o n s e k w e n c j i stosowanych przez siebie „kon­

naukowionego" pisarstwa historycznego do r o m a n ­

s t r u k c y j n y c h " procedur.

tycznych korzeni, do n a r r a c j i z wyraźnym stemplem
jednostkowego stylu i autorskiej sygnatury. Mówiąc

W „nowej" historiografii anglo-amerykańskiej za­

o nowym romantyzmie j a k o atrakcyjnej dla historyka

miast jałowego o p t y m i z m u pozbawionego pytań d o m i ­

propozycji, przeciwstawiał się w t e d y h i s t o r i i pisanej

nuje raczej m o c n e poczucie ułomności naszych m e t o d

przez „całkowicie odczłowieczone, abstrakcyjne j e d ­

docierania do przeszłości i świadomość, j a k wiele zale­

nostki, które po prostu orzekają o prawdziwości jakie­

ży o d samego historyka, jak wielka t y m samym spoczy­

goś fragmentu przeszłości". W p r e z e n t o w a n y m tek­

wa na n i m odpowiedzialność za p r o p o n o w a n y czytel­

ście rozwija tę myśl i wzmacnia, ale t y m razem czyni

n i k o m obraz światów m i n i o n y c h . By być w i a r y g o d n y m

tak, nie w obronie żywego, pojedynczego doświadcze­

i słuchanym, m u s i o n teraz odgrywać wiele ról. I to nie

nia, ale - paradoksalnie - w obronie wartości obiek­

z osobna, ale najlepiej jednocześnie. Teraz już nie w y ­

tywnych, tych, które tworzą rzeczywisty świat każdej

starczy m u d o epistemologicznego szczęścia i sukcesu

historycznie i k u l t u r o w o określonej wspólnoty.

czytelniczego solidna krytyka źródeł. Dzisiaj m u s i być

2

i „rozważny", i „romantyczny". A także „etyczny" i „es­

K t o więc, w świetle powyższych propozycji, pisze
teraz historię? K i m jest - bądź: k i m być p o w i n i e n

tetyczny". Dobrze też, by miał jeszcze pisarski talent.

-

współczesny historyk? Współczesny, a więc t e n , który

Nieproste wymagania...

lata poznawczej niewinności i naiwności ma już za so­

Pamięć, żałoba i melancholia

bą. K i m zatem? Kładącym wciąż nade wszystko nacisk
na solidny warsztat i precyzyjne i n s t r u m e n t a r i u m po­
jęciowe Naukowcem? Wyrozumiałym,

słuchającym,

niwelującym historyczne odmienności

Tłumaczem?

Wspomniałem wcześniej o dwóch s o l i d n y c h t o ­
m a c h „Kontekstów" (nr 1-3 i 3-4: 2003) poświęco­

Niewyrzekającym się e m o c j i i osobistego zaangażowa­

n y c h różnym aspektom pamięci i i c h oświecającej r o l i

nia noworomantycznym Pisarzem?

w mojej p o n o w i o n e j lekturze zbioru Pamięć,

Pewnie każdym z n i c h po t r o c h u . C h y b a żadna ge-

etyka i hi­

storia. D w a słowa o t y m . Pośród w i e l u tekstów z n u m e ­

neralizacja nie jest t u możliwa. A przecież wymieniłem

r u 1-2 dotykających s k o m p l i k o w a n y c h relacji pamięci

tu ledwie trzy opcje. M i m o że zdają się one dość repre­

i h i s t o r i i dwa zdają m i się wielce symptomatyczne.

zentatywne, nie wyczerpują, co jasne, wszystkich moż­

W pierwszym artykule h i s t o r y k Żydów Yosef H a y i m

liwości. Przy wszystkich różnicach ról p r o p o n o w a n y c h

Yerushalmi pisze o t r u d n y m do zrozumienia dla naszej

historykom wyraźna teza, jaka płynie z recenzowanego

zhistoryzowanej świadomości fakcie p r y m a t u , j a k i j u ­

tomu, jest taka: nie m a już raczej p o w r o t u do pozyty­

daizm przydawał żywej pamięci n a d zainteresowaniem

wistycznej wizji historii, do h i s t o r i i z i n d u k c y j n y m na-

faktografią, a więc historią, w znaczeniu w j a k i m rozu­

nizywaniem faktów na przyczynowo-skutkowy sznu-

m i e m y ją dzisiaj. Pamięć pielęgnująca wiedzę o bo­

tek, z przezroczystymi semantycznie źródłami, z k o n ­

skich wtargnięciach w empiryczny świat ostatecznie

cepcją jednej Prawdy i h i s t o r y k i e m - s u m i e n n y m ar­

okazywała się dla wrażliwości żydowskiej

chiwistą, który ma n i e k o n f l i k t o w y dostęp do m i n i o n e j

mocniejszą

4

61

rzeczywistością

niż

znacznie

zanotowane

przez

Dańusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L I

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.