Retoryka kolonializmu w "Kolędzie moskiewskiej" Pawła Palczowskiego/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)

Item

Title
Retoryka kolonializmu w "Kolędzie moskiewskiej" Pawła Palczowskiego/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)
Description
Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr 1 (19), s.67-82
Creator
Sztafa, Krzysztof
Date
2013
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:5295
Language
pol
Publisher
Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5696
Rights
Licencja PIA
Text
Krzysztof

Sztafa

Ur. w 1991 roku. Student polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, publikował
w „Czasie Kultury" i „Korespondencji z Ojcem", pochodzi z gór. Naukowo
zainteresowany marksizmem.

Retoryka kolonializmu
w Kolędzie

moskiewskiej

Pawła Palczowskiego

W niniejszym artykule zamierzam opi­
sać i p r z e a n a l i z o w a ć funkcjonowanie dyskursu
kolonialnego w warunkach polskiego p i ś m i e n ­
nictwa politycznego. O d w o ł u j ą c się do pism
Michela Foucault, p o d e j m ę się rekapitulacji naj­
w a ż n i e j s z y c h w a r u n k ó w , na jakich ó w dyskurs
funkcjonuje, wraz z najbardziej podstawowymi
konotacjami filozoficznymi, k t ó r y c h dla pełnego
zrozumienia kwestii nie sposób p o m i n ą ć . Później
przytoczę powody i okoliczności powstania Kolędy
moskiewskiej - stanowiącej przedmiot niniejszych
rozważań - jako że materia ta nie należy do główw ą t k u d o c i e k a ń , ograniczę się do nakreśle­
nia najogólniejszego rysu historycznego w taki
sposób by Jasnym okazało sie dlaczego dla autora
i jednocześnie całej ówczesnej Rzeczypospolitej
nastąpiła - nibv to obiektywna - t y t u ł o w a oka
zyia o o ż a d a n a " do oodiecia zbroinei wyorawy
na M o s k w ę Nasteonie orzeide do orocesu kre
acii TnnJo" łączącego sie z L o równoczesna
dvskwalifiL'ia i wnedzeniern noza r e n m l n v
kontekst k u l t u r o w y ! * ! k o ń c u natomiast zwrócę

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

u w a g ę na gospodarcze korzyści w y n i k a j ą c e z opi­
sywanego przez pisarza planu kolonizacji wraz
z ich skutkami zarówno dla ówczesnych obywa­
teli Rzeczypospolitej, jak i p o d p o r z ą d k o w a n y c h
j u ż M o s k w i c i n ó w . U w z g l ę d n i ę tutaj perspek­
tywę Palczowskiego i połączę ją z o g ó l n i e j s z y m i
tendencjami t o w a r z y s z ą c y m i na ogół zjawisku
kolonializmu. Rzecz jasna, nie w y k a ż ę wszystkich
w y s t ę p u j ą c y c h w Kolędzie p r o b l e m ó w - broszurce
tej m o ż n a by p o ś w i ę c i ć o wiele obszerniejsze
opracowanie - a wskażę jedynie najważniejsze
w y s t ę p u j ą c e w dziele strategie imperialne i uzu¬
pełnię je stosownym komentarzem.

Zasady dyskursu postkolonialnego
Aby rozjaśnić swój punkt widzenia, c h c i a ł b y m
w k i l k u słowach o m ó w i ć najbardziej podstawowe
warunki, na jakich funkcjonuje jedno z czoło­
wych pojęć u ż y w a n y c h w analizie postkolonialnej - dyskurs. Skorzystam tutaj głównie z roz­
w a ż a ń Michela Foucault, które - ze w z g l ę d u na

Krzysztof Sztafa

68

dość bliskie p o k r e w i e ń s t w o zachodzące p o m i ę d z y
obydwoma m y ś l i c i e l a m i - w szerszej perspekty­
wie zestawię z n i e k t ó r y m i w ą t k a m i podejmowa­
n y m i przez Louisa Althussera w kwestii ideologii
i Ideologicznych A p a r a t ó w P a ń s t w o w y c h (dalej:
IAP). Swoje r o z w a ż a n i a u z u p e ł n i ę p r z y k ł a d a m i
z Kolędy.
Jak pisze Michel Foucault:
W każdym społeczeństwie
wytwarzanie dyskursu
jest równocześnie
kontrolowane, selekcjonowa­
ne, organizowane i poddane redystrybucji przez
pewną liczbę procedur, których rolą jest zaklinać
moce i niebezpieczeństwa,
zawładnąć
przypadko­
wością zdarzeń, wymknąć się ciężkiej,
niepokojącej
materialności .
1

Na gruncie teorii francuskiego filozofa dyskurs
stanowi podstawowy warunek istnienia i rozwoju
kultury w jej dojrzałej, instytucjonalnej postaci;
wytwarza się on oddolnie, spontanicznie, obie­
rając za bazę p a n u j ą c y kontekst kulturowy oraz
d o m i n u j ą c y system aksjologiczny; w przypadku
realiów towarzyszących Kolędzie
wspomnianym
przez m y ś l i c i e l a Podmiotem Z a ł o ż y c i e l s k i m jest
cała tradycja humanitas , ale nie tylko - w a ż n y
jest r ó w n i e ż ogrom pewnych lokalnych, stricte
polskich u w a r u n k o w a ń kulturowych. Foucault
ukazuje ó w Podmiot nie tylko w kategoriach
oficjalnie afirmowanego n o ś n i k a pewnej k u l t u ­
rowej t o ż s a m o ś c i w jej najbardziej podstawo¬
wych postaciach, ale r ó w n i e ż m ó w i o n i m jako
2

0 najskuteczniejszym s t r a ż n i k u ładu; akumulu-

1

2

M . Foucault, Porządek dyskursu, tłum. M . Kozłowski,
słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2002, s. 7.
Mówiąc ściślej: tradycja ta jest o tyle Podmiotem Za­
łożycielskim, że wszelkie wpisane w nią, usankcjono­
wane historycznie obrzędy oraz pożądane wartości
zachowują w sobie pewne stosunki mikrowładzy;
Podmiot Założycielski realizuje się więc w tych na po­
zór najmniej upolitycznionych składnikach, na któ­
rych zbudowana jeslcała formacja kulturowi.

jąc historyczne d o ś w i a d c z e n i e kultury, w c h ł a n i a
je, dzięki czemu zajmuje jego miejsce i sam, j u ż
w p e ł n i autonomiczny, zasiada na tronie, by
„zaklinać moce i niebezpieczeństwa, z a w ł a d n ą ć
p r z y p a d k o w o ś c i ą zdarzeń, w y m k n ą ć się c i ę ż k i e j ,
niepokojącej materialności" .
3

Posługuje się przy t y m pewnymi ściśle określo­
n y m i procedurami, od k t ó r y c h notabene zależy
jego w ł a s n e istnienie. Pierwszą, p o d s t a w o w ą ,
jest uznanie opozycji fałszu i prawdy, k t ó r y c h
definicje wytwarza na w ł a s n y c h warunkach. Usta­
n a w i a j ą c „granice p r a w d z i w o ś c i " , przechodzi do
wytworzenia - dla p r z y k ł a d u - kategorii sza­
l e ń c a , z n a j d u j ą c e g o się poza p o r z ą d k i e m - jego
j e d y n ą funkcją i przeznaczeniem jest integra­
cja p o d m i o t ó w w obrębie dyskursu. Istnienie
s z a l e ń c a pozwala i m bowiem u k o n s t y t u o w a ć
w ł a s n ą t o ż s a m o ś ć na kontrze wobec Obcego,
p o r z ą d k u j e rzeczywistość w łatwo p r z y s w a j a l n ą
prostą d y c h o t o m i ę : n o r m a l n o ś ć - nienormal¬
ność (czy też rozum - s z a l e ń s t w o ) . U o g ó l n i a j ą c ,
w skali makro odbiciem tego p r z e c i w i e ń s t w a
iest iak wykazuje Said sam podział na Europę
oraź Orient. O ile jednak odmieniec sytuuje się
dyskursu (iest potrzebny do utrzymania
w oełni kontrolowanego ^
Jo) o tyle wykre
owany przez Palczowskiego wizerunek Rosjan
na ieeo antypodach - w t y m t e ż mieiscu
4

5

rnLa idenrvfZLć

Mo.kwiHnów" z L e
.
J
" » ,
„ L "
mieszczonym „ n a zewnątrz s z a l e ń c e m , spełnia­
jącym w s p o m n i a n ą juz, n a j w a ż n i e j s z ą t u r c j ę
konstytuowanie tożsamości p o d m i o t o w a jego
specyhka nie polega jednak tylko na t y m obcy
europejskiej humanistycznej tradycji Rosjanin
p e ł n i rolę innego; o jego istnieniu p o ś w i a d ­
cza wiedza. Granica p o m i ę d z y dwoma światami
( p o d t r z y m u j ą c a d y c h o t o m i ę „normalny — nienor7

7

n

3

Ibid., s. 7.

4

Ibid., s. 8.

5

n

7

U

m

E.W. Said, Orientalizm, tłum. W. Kalinowski, PIW,
Warszawa 1991, s. 30.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

Retoryka kolonializmu w Kolędzie Moskiewskiej

malny") zbiegała się z granicami Rzeczypospolitej
oraz Rusi; to właśnie tutaj, „ n a k r a ń c u Europy"
istnienie Obcego było przez ogół najbardziej
odczuwalne i j e d n o c z e ś n i e w naturalny spo­
sób inicjowało silne, sarmackie poczucie pewnej
wyjątkowości.
Teraz p o k r ó t c e p r z e d s t a w i ę z w i ą z e k , j a k i
zachodzi p o m i ę d z y m y ś l ą Foucaulta a Althussera. Althusser wspomina, że Ideologiczne Apa­
raty P a ń s t w o w e istnieją głównie w oparciu o ide­
o l o g i ę ; dalej wymienia kilka z nich - religijny
(pod postacią zinstytucjonalizowanych z w i ą z k ó w
wyznaniowych), kulturalny ( o b e j m u j ą c y pozy­
tywne w a r t o ś c i o w a n e , „ k a n o n i c z n e " aspekty k u l ­
tury, takie jak język czy określone elementy dzie­
dzictwa, np.: łacinę, sztuki p i ę k n e , l i t e r a t u r ę ) ,
szkolny (sieć uniwersytecka, system o ś w i a t y )
ora.z inne. N a j w a ż n i e j s z e jednak dla poniższych
rozważań są wymienione trzy Wszystkie IAP są
ze sobą ściśle p o w i ą z a n e . Kiedy Althusser inter¬
pretuje ideologię jako „urojone przedstawienie
stosunku jednostek do "ich realnych w a r u n k ó w
bytowych"? nie można- Dozbvć sie wrażenia że te
same właściwości przynależą do g ł ó w n y c h z a d a ń
dyskursu Ten realizuje je w bardziej subtelny spo
sób- o ile w orzyoadku deolomi zawsze oozostaie
newna m o ż l i w a zewnetrzność" o tvle dvskurs
dvskwal"ifik„ie ia iako sferę nrzvńależna obcemu
wyabstrahowanemu wobec k t ó r e g o m o ż l i w a
6

oozostaie
ó o s t a w a ooozycii
pozostaje wyłącznie postawa
opozycji i pogardy
w taki właśnie sposób lalczowski będzie usiło­
wał przedstawić „ M o s k w i o n o w
ludzi Ubcych
dzikich
starając się przy tym jednocześnie tak
nakierować swoje wywody, by czytelnik odczul
do nich nienawiść. Na tle swojej epoki nie jest
w tym odosobniony.

Pawła Palczowskiego

„ O d początku X V I I wieku w polskiej litera­
turze p a m i ę t n i k a r s k i e j p o j a w i ł się zdecydowanie
negatywny image Rosji i Rosjan. Rosja dla wielu
P o l a k ó w (...) była krajem p ó ł n o c n y m i surowym,
a z a m i e s z k u j ą c y j ą ludzie całkowicie zniewoleni
i p o d p o r z ą d k o w a n i absolutnemu monarsze" .
W czasach szlachcica z Palczowic argument o nie­
wolniczym duchu wschodnich sąsiadów właśnie
zaczął z y s k i w a ć na „ p o p u l a r n o ś c i " - Stanisław
Żółkiewski pisał, i ż „u tego narodu carska krew
jest i n summa veneratione w najwyższej czci" .
W podobnym tonie w y r a ż a ł sie o Moskalach"
Samuel Maskiewicz: „Bo o n i tak rozumieją, że
monarchy większego pod słońcem świat nie
ma.
nad ich cara i żaden nr u. w y d o ł a ć nie m o ż e "
M i m o nielicznych w y j ą t k ó w w literaturze epoki
d o m i n u j ą generalizujące przedstawienia w s c h ó d
niego sąsiada, które w ostateczności składają się
La całościowy sDeiora.tvzowa.nv portret o g ó l n e j
moskiewskiej grubianitas"".
8

9

10

Przed p r z y s t ą p i e n i e m do w ł a ś c i w e j analizy
dzieła warto n a k r e ś l i ć k r ó t k i rys biograficzny
samego autora. Urodzony najprawdopodobniej
w Ł ę k a w i c y nieopodal m a ł o p o l s k i e g o Stryszowa
około 1570 roku Paweł z Palczowic Palczowski,
n a j m ł o d s z y syn M i c h a ł a i Barbary z Lubomir­
skich, po latach o d e b r a ł gruntowne w y k s z t a ł A. Siemiańczuk, H . Siemiańczuk, Moskwa w rela­
cjach polskich XVI i pierwszej połowy XVII wieku,
[w:] G Kotlarski, M . Figura (red-), Oblicza wschodu
w kulturze polskiej, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań
1999, s. 61.

8

S. Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej,
PIW Warszawa 1966, s. 96.

9

A. Sajkowski (oprać), W. Czapliński (red.), Pamięt­
niki Samuela i Bogusława Maskiewiczów (wiek XVII),
Ossolineum, Wrocław 1961, s. 146.

_ Kępiński, Lach i moskal Z dziejów stereotypu,
, W a l L w ^ K r a k ó w 1990; j . Madszewski,Ł
1603-1618: opinie i stanowiska szlachty
polskiej, PWN, Warszawa 1968.

10

6 L. Althusser, Ideologie i deolog czne aparaty państwowe, tłum. A Staroń, http://www.nowakrytyka.pl/
spip.php?article374, 10.03.2013.
/
Ibid.
t

1 (19) PD13

t

BARBARZYŃCA

69

Z

o

P

s

b A

W

k

aa

M

o

s

k

w

a

Krzysztof Sztafa

70

cenie na uniwersytetach m . i n . we Frankfurcie
nad O d r ą oraz Padwie. Podczas s t u d i ó w doko­
nał konwersji z kalwinizmu na katolicyzm oraz
nawiązał kontakt z krewnym S t a n i s ł a w e m Lubomirskim. Po powrocie do kraju w 1605 roku,
dzięki swoim licznym koneksjom, zajął solidną
p o z y c j ę w ś r o d o w i s k u kancelarii k r ó l e w s k i e j .
O regalistycznych p o g l ą d a c h szlachcica ś w i a d c z y
dodatkowo wydany w tymże roku panegiryk jego
autorstwa z okazji ś l u b u Zygmunta I I I z K o n ­
stancją Austriaczką. Znany ze swoich licznych
p o d r ó ż y (Włochy, Francja, Niderlandy), w 1606
roku sprzedał odziedziczony m a j ą t e k w Księstwie
Zatorskim, aby przyłączyć się do moskiewskiego
poselstwa,/mającego reprezentować k r ó l a podczas
koronacji Maryny Mniszech na carycę Rosji .
12

Jako że wydana n a k ł a d e m oficyny Jana Szarfenbergera Kolęda moskiewska stanowi pismo
skierowane do posłów i s e n a t o r ó w z 1609 roku,
n a m a w i a j ą c e do p o d j ę c i a wyprawy zbrojnej na
R o s j ę , czuję się w o b o w i ą z k u pokrótce przedsta­
w i ć okoliczności, które d o p r o w a d z i ł y do wydania
tej broszurki.
13

R u ś początku X V I I wieku p o p a d ł a w chaos
- po śmierci nieudolnego cara Fiodora I w 1598
roku p a ń s t w o pozbawione zostało prawowitego
następcy. N a tron wstąpił Borys Godunow, jed­
nakże jego rządy nie cieszyły się p o p u l a r n o ś c i ą
u znacznej części bojarstwa, k t ó r a b u n t o w a ł a
się przeciwko nowemu władcy. W m i ę d z y c z a 12

13

G. Franczak, Wstęp, [w:] P. Palczowski, Kolęda mo­
skiewska, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2010.
Kilka uwag o samej broszurce: pisane prozą dzieło
Palczowskiego w całości poświęcone jest agitacji za
sprawą podboju Rusi; autor nie krąży wotół innych
tematów, podporządkowuje swój wywód wyłącznie
podburzaniu przeciwko wschodniemu sąsiadowi Ko­
lęda zajmuję się w jej całości, co oznacza, iż na użytek
analizy w żaden sposób nie modelowałem tekstu - tak
też rekapituluję tutaj zastosowana przez Palczowskie­
go taktykę argumen acyjną uzupełniając ją następnie
Lsownym komentarzem

sie w i e ś ć o śmierci D y m i t r a , syna Iwana Groź­
nego, odbijała się szerokim echem pośród ludu
wespół z plotkami o jego cudownym ocaleniu.
Tymczasem w 1604 roku na terenie Rzeczypo­
spolitej Obojga N a r o d ó w z n a l a z ł s i ę D y m i t r
Samozwaniec, człowiek p o d a j ą c y się za owego
cudownie ocalałego syna. P r z y j ę t y na dworze
Zygmunta I I I Wazy, starał s i ę p r z e k o n a ć pol­
skiego k r ó l a o swoim pochodzeniu i p o d j ę c i u
w s p ó l n e j wyprą.wy na. M o s k w ę w celu objęcia
należytego tronu. N i k t , rzecz jasna, nie w i e r z y ł
W opowiadane przez przybysza rewelacje, jed­
n a k ż e pojedyncze g r u p k i m a g n a t ó w w i d z i a ł y
w tych o k o l i c z n o ś c i a c h d o s k o n a ł ą o k a z j ę do
przejęcia w ł a d z y w osłabionej Rosji i rozszerze­
nia przez to swoich wpływów. Pomimo niezgody
Seimu zdołano z o r g a n i z o w a ć w y p r a w ę maiaca za
cel obalenie Godunowa. Ostatecznie, w wyniku
ś m i e r c i te?o osta.tnie?o Dvm.itr w ipcu 1605
roku został k o r o n o w a n i na cara a rok nóźniei
noślubił Marvne M n i s z c h ó w n e córkę woiewodv
sandomierskiego Terzego M n i s z ć h a . N o w y w ł a d c a
ściągnął na siebie w k r ó t c e n i e c h ę ć części bojar
stwa w wvnik"ii neon w v h n r h ł b nt -n o-r
stwa, w w y n i k u czego wyoucm Dunt, inspiro­
wany przez Wasyla Szujskiego podczas Którego
zamordowano U y m i t r a i pokonano „Krwawej
jutrzni , p o z b a w i a j ą c życia KilKuset poslow pol­
skich, litewskich oraz w oskich . Wsrod ocala­
łych z masakry był l a w e ł l a l c z o w s k i - podzielił
on los pozostałych towarzyszy, spędzając kilka
kolejnych lat w n i e w o l i rosyjskiej. Z d a n i e m
Grzegorza Franczaka, „w Kolędzie
doświadcze­
nie moskiewskiej katastrofy posłuży m u jedynie
za bezosobowy argument na rzecz interwencji
zbrojnej . Po powrocie do Polski w 1608 roku
Palczowski staje się g ł ó w n y m propagatorem nie­
nawiści wobec Rosji i Rosjan - żywiąc osobi¬
stą n i e c h ę ć do rządów Wasyla Szujskiego oraz
14

15

L. Bazylow, P. Wieczorkiewicz, Czas Smuty, [w:]
eidem, Historia Rosji, Ossolineum, Wrocław 2005,
s. 91-107.
G. Franczak, Wstęp, op. cit, s. 16.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

Retoryka kolonializmu w Kolędzie Moskiewskiej

k o n t e s t u j ą c ogólny, głęboki kryzys politycznos p o ł e c z n y ówczesnego p a ń s t w a moskiewskiego,
dostrzega w owych o k o l i c z n o ś c i a c h „ o k a z y j ę
pożądaną", by n a j e c h a ć osłabiony kraj i „dobro
Rzeczypospolitej r o z m n o ż y ć " .

Ale żeby to ledwie nie trzyletnie Ich Mości
Panów
Posłów, a potym też czas niemały Ich Mości
Panów
Posłanników zatrzymanie nic więcej sprawić i nic
inszego znaczyć nie miało? (...) Coś większego
i dalszego Pan Bóg nam w tym pokazać
chciat .
6

Wniosek jest prosty. To d z i ę k i szczególnej
boskiej opatrzności Polacy zostali pojmani w nie­
wolę, by poprzez to poznać lepiej słabości Państwa
Moskiewskiego oraz b a r b a r z y ń s k i e usposobienie
jego mieszkańców. Argument p o w o ł y w a n i a się na
instancję boską będzie się wielokrotnie powtarzał
na kartach k s i ą ż k i , u w y p u k l a j ą c k o n i e c z n o ś ć
dokonania ekspansji. J e d n a k ż e owe „Ich M o ś c i
P a n ó w P o s ł a n n i k ó w zatrzymanie" spełnia jeszcze
jedną, d o d a t k o w ą funkcję. Sytuuje ono samego
autora ponad t ł u m e m , d o d a j ą c m u specyficz­
nej auctoritas - Palczowski, poprzez osobiste
d o ś w i a d c z e n i a z Rosjanami staje sie w oczach
czytelnika kompetentny, by n a m a w i a ć do aneksji
17

16

17

P. Palczowski, op. cit, s. 59.
Ibid., s. 108 - „Niewdzięczność nasza łaski i błogosła­
wieństwa Bożego! Pan Bóg nam to państwo prawie do
rąk podaje, a my go brać nie chcemy". Dalsze adresy
do cytatów z omawianego dzieła znaj duj ą się w nawia­
sach

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

71

pogrążonego w chaosie p a ń s t w a . Stara się s p r a w i ć
w r a ż e n i e , jakoby był w posiadaniu rzeczywistej,
obiektywnej wiedzy. M o ż e m y zresztą p r z e k o n a ć
się o t y m j u ż na p o c z ą t k u dzieła, podczas formu­
ł o w a n i a propositio:
Com, długi czas mieszkając z ludźmi moskiewskiemi,
Uszyma i oczyma pilno czerpał swemi,
Tom krótko tu zebrać chciał (...)
Uszedłem z targu złego z uszyma do domu,
I nie mogłem stamtąd nic więcej przywieźć komu.
[s. 17-18, w. 1-3]

Pozycja mówiącego, mówiący
a wiedza
S p r z y j a j ą c e o k o l i c z n o ś c i same z siebie nie
wystarczają, p o t r z e b u j ą jakiejś wyższej instancji,
k t ó r a m o g ł a b y u s a n k c j o n o w a ć obrany sposób
działania. W t y m też celu na samym początku
Kolędy
Palczowski wskazuje na ich nieprzypad­
kowy zbieg, m a j ą c y swój punkt kulminacyjny
w „ k r w a w e j jutrzni":

Pawła Palczowskiego

Ta p o d w ó j n a funkcja wiedzy (jako usprawie­
dliwienia podboju i źródła auctoritas), jak rów­
nież wiedza sama w sobie stanowi typowy w y t w ó r
dyskursu: pozwala m u istnieć i j e d n o c z e ś n i e roz­
w i j a ć się dalej. Wiedza, będąca w rzeczywistości
s u b i e k t y w n ą interpretacją zaobserwowanych zja­
wisk , sankcjonuje w i ę c dyskurs, natomiast tę
pierwszą uprawomocnia c z u w a j ą c a nad nią boska
opatrzność, z k t ó r ą nikt nie śmie p o l e m i z o w a ć .
18

Palczowski jako autor w szerszej perspekty­
wie nie może sobie p o z w o l i ć na w y w y ż s z a n i e się
ponad c z y t e l n i k ó w - aby ich sobie z j e d n a ć {captatio benevolentiae), musi „zniżyć się" na poziom
odbiorców, nie może p o z w o l i ć sobie na dystans
w z g l ę d e m nich, wreszcie: musi jasno i w y r a ź n i e
s y g n a l i z o w a ć swoje jednoczesne p r z y w i ą z a n i e do
w s p ó l n o t y . W t y m celu nie tylko u ż y w a określeń
pierwszej osoby liczby mnogiej {musimy, chcemy),
ale dokonuje szeregu innych, bardziej wyrafi­
nowanych z a b i e g ó w - p o w o ł u j e się na w s p ó l n ą

18

E. M . Thompson, Said a sprawa polska, „Europa.
Tygodnik ideT 26 2005, s. 11. W tej perspektywie
Palczowski staje sie Saidowskim „orientalistą" - „ uczo¬
nym, który uogólnia na olbrzymią skalę zjawiska za­
obserwowane w koloniach oraz zamraża niejako swe
interpretacje narodów podbitych, przekształcając te
interpretac e w fakty historyczne". Jest to wiedza poli­
tyczna mimo jej pozornej apolityczności ( E W Said
op cit s 40)

72

Krzysztof Sztafa

t r a d y c j ę ; manifestuje swoje p r z y w i ą z a n i e do k o n ­

hospodar pokazał

wencjonalnych, „staropolskich" w a r t o ś c i i religii.
To „bratanie się" ze zbiorowym o d b i o r c ą jedno­

stwa, [s. 96]

się być wdzięcznym

tego posel­

cześnie w pewien sposób tworzy go: ostentacyjne
p r z y w o ł y w a n i e w s p ó l n y c h symboli projektuje

Jako poseł w Moskwie Palczowski b y ł posłannikiem samej K r ó l e w s k i e j M o ś c i - reprezentując

w i ę c określoną w s p ó l n o t ę k u l t u r o w ą , albo lepiej

k r ó l e w s k i majestat, staje się w ramach ustalonego

- umacnia j ą w kwestii stosunku do Innego, przez
co p o g ł ę b i a się a k t u a l n o ś ć opozycji p r a w d a - f a ł s z

p o r z ą d k u obyczajowego k i m ś nietykalnym - poj­
manie go i wzięcie do niewoli oznacza nie tylko

oraz s o l i d a r n o ś ć w e w n ą t r z grupy. I n t e g r a l n o ś ć tej
ostatniej stanowi równocześnie o jej sile i goto­

k r n ą b r n o ś ć wobec zwyczajów, ale r ó w n i e ż obrazę
n a j w y ż s z e g o majestatu. M o s k w i c i n i , k t ó r z y

w o ś c i do podboju.

„z c h ł o p ó w panem się stali" [s. 9 6 ] gwałcą usta­
lony porządek, w y ł a m u j ą się szanowanym, starym
zasadom, d o w o d z ą c przez to d w ó c h rzeczy - jako

19

Wiedza spełnia jeszcze j e d n ą f u n k c j ę . Pozwala
ona na wytworzenie wizerunku Obcego, na jego
uformowanie w zgodzie z i m p e r i a l n ą p e r s p e k t y w ą
Zachodu: w świetle tych okoliczności w y ł a n i a ­
j ą c y się z „ o b s e r w a c y j " Palczowskiego Moskwicin
zostaje zdefiniowany jako Gorszy Inny, bo nie
mieszczący się w k u l t u r o w y m p o r z ą d k u autora
i ostatecznie jako naturalny obiekt podboju, nad
k t ó r y m n a l e ż y roztoczyć k o n t r o l ę . C h c i a ł b y m
teraz prześledzić sposób, w jaki t y t u ł o w y „szlach­
cic polski" konstruuje swojego wroga..

Potrzeba Innego
Palczowski w swej argumentacji sięga po cały
arsenał cnót, w a r t o ś c i oraz symboli p r z y n a l e ż ­
nych tradycji humanitas, k t ó r e przeciwstawia
Rusinom - jego argumenty b r z m i ą o tyle wia­
rygodniej, że nieustannie podpiera je w ł a s n y m
d o ś w i a d c z e n i e m . Tak t e ż , p r z y w o ł u j ą c dzieje
„ k r w a w e j j u t r z n i " , p o s ł u g u j e s i ę figurą grec­
kiej w i e r n o ś c i (graeca fides), aby u k a z a ć - obcą
ludziom godnym - n i e w i e r n o ś ć i nierycerskość
Moskwicinów:

20

b a r b a r z y ń c y m a j ą w pogardzie obyczaje cywilizo¬
wanego świata, bądź, jeszcze gorzej, zupełnie ich
nie znają. N i e w i e r n o ś ć Rosjan zostaje tutaj zesta­
wiona z czystością intencji P o l a k ó w - ż y c z l i w o ś ć
zostaje zdradzona, a dobre chęci zaprzepaszczone
przez zła wole i podstęp Ujecie to dodatkowo
dyskwalifikuje Obcego Dozwalając na r ó w n o
czesne w y w y ż s z e n i e swoiei strony" Ostatecznie
cała win L a d a na k r n ą b r n y c h M o s k w i c i n ó w "
7 n e r s n e k t v w v ó w c z e s n v c h realiów trudno w iakiś
21

n r l k o n n i L snosóh odenrzeć hadź rhoriażbv
oddalić te z L ™ C n wierei krwawa intrz
n " staj
r i e się
• n' " wo b
ma
nie r\V
tylko ir>A\Jw\
zrodiem nienawiści
Dec
wscnodmego sąsiada aoprasza się zdecydowanej
_

reakcji. Muzy w i ę c za argument
o konieczności podboju:
inaczej by się nam uczynić

żadną

miarą

dziło, jedno się jako nabarziej mścić tej
2 0

Tak ten jaszczurcy naród nagradza nam chęci
i życzliwości
nasze, tę zapłatę za przyjaźń,
którą
im więc ofiarujemy, odnosimy. Tak ten miły pan
21

' M . Foucault, op.cit.,s. 10.

przemawiający

nie go­
świeżej

Argument o „Moskwicinach-mużykach" można zna­
leźć nie tylko w tekście Kolędy. W XVII-wiecznym
pamiętnikarstwie polskim negatywna figura Rosjanina-chłopa pojawia się w twórczości braci Masktewiczów czy relacjach Aleksandra Piaseczyńskiego (patrz:
A. Niewiara, Moskwtan-Moskal-RoJmn w dokumen­
tach prywatnych. Portret, Wydawnictwo Naukowe Ibi­
dem Łódź 2006).
Zarzut o zdradziecki czy krzywoprzysiężny charak­
ter Rosjan również nie stanowił wówczas novum: już
w X V I wieku pojawia się w zapiskach Jana Piotrow­
skiego (patrz: A. Niewiara, ibid.).

BARBARZYŃCA

1 ( 1 9 ) PD13

Retoryka kolonializmu w Kolędzie Moskiewskiej

ich zdrady przeciwko nam, tej niewinnej krwie
braciej naszych, którą ten zły nieprzyjaciel świętokradzkiepokrwawił
ręce swoje, tego ich tak
wielkiego obelzenia Pana i Rzeczypospolitej naszej.
[s. 93-94]
Pomszczenie śmierci posłów staje się moral­
nym imperatywem - zaniechanie tego jest rów­
noznaczne z zaniechaniem o b o w i ą z k u {officium)
utrzymania dobrego imienia całego p a ń s t w a .
Brak r y c e r s k o ś c i M o s k w i c i n ó w jednak nie
k o ń c z y s i ę jedynie na g w a ł c e n i u u ś w i ę c o n y c h
obyczajów. Palczowski dowodzi, że „ten n a r ó d
słaby, marny i niepotężny" nie zasługuje na żaden
szacunek. O t ó ż j e d y n ą realną bronią nieprzyja­
ciela, oprócz jego liczebności, jest p o d s t ę p :
Tak jest, iż nam wiele zamków i miast pobrali, ale
trzeba wiedzieć jako. Nie męstwem abo dzielno­
ścią jaką, ale zdradą i chytrością pod przymierzem.
[s. 88]
Ta chytrość wskazuje nie tylko na k r y j ą c ą się
pod n i ą w d o m y ś l e t c h ó r z l i w o ś ć , ale r ó w n i e ż
bezsilność, o czym m o ż e m y przeczytać w n a s t ę p ­
nym zdaniu: „Lecz gdy kiedy z nami wręcz poszli,
nigdy nie w s k ó r a l i , i owszem, z a w ż d y przegrawali" [s. 88]. Moskwicini są nierycerscy; nie w p i ­
sują się t y m samym w zachodni ideał człowieka;
zniżą się do wszelkich bezeceństw, by osiągnąć
swój cel i rozszerzyć wpływy. Pozór „hardego sie­
bie pokazywania" kryje słabość oraz n i e m o ż n o ś ć
stoczenia „ p r a w d z i w e j " , m ę s k i e j walki. U z u p e ł ­
nienie powyższego stanowiska stanowi przykład
będący j e d n o c z e ś n i e zręczna^ próbą zawłaszczenia
historii na. swoją korzyść: „czego ś w i a d k a m i są
wszystkie b i t w y / k t ó r e ś m y kiedykolwiek z n i m i
mieli" [s 88] Nie m o g ł o , rzecz jasna, z a b r a k n ą ć
argumentu sankcji ostatecznych w postaci łaski
Bożei i d o k o n a ń p r z o d k ó w d w ó c h n a i w a ż n i e i
szych źródeł auctoritas. „Jasne i dosyć znaczne za

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Pawła Palczowskiego

73

łaską Bożą zacnych p r z o d k ó w naszych p r z y k ł a d y
i teraz w potomkach ich" [s. 8 8 ] .
W a ż n e , iż powyższe acempla m a j ą swoje źródło
poza causa, są aprobacją w y w i e d z i o n ą z zewnątrz
- o ile bowiem standardowe dowody w sposób
ścisły odnoszą się do danej sprawy, o tyle zasto­
sowany przez autora Kolędy przykład ma charak­
ter całkowicie od niej niezależny, co u m o ż l i w i a
użycie swobodnej taktyki argumentacyjnej oraz
- w d o m y ś l e - pozwala na w y c i ą g n i ę c i e wnio­
s k ó w oraz s f o r m u ł o w a n i e uniwersalnych tenden­
c j i . Co ciekawe, Palczowski w t y m względzie
nie wskazuje ż a d n e g o konkretnego p r z y k ł a d u
z historii, ogranicza się do pozostania na pozio­
mie o g ó l n o ś c i , nie precyzuje jakie d o k ł a d n i e
wydarzenia historyczne m i a ł y b y się składać na
rzeczoną tradycję i „dziedzictwo przodków".
Dowodzenie sprawia w r a ż e n i e , że zostało oparte
na historycznej prawdzie — j e d n o c z e ś n i e , poprzez
umieszczenie w n i m figury p r z o d k ó w w y w o ł u j e
u o d b i o r c ó w emocjonalny rezona.ns przysłania­
jący m i a ł k o ś ć argumentu. W ten sposób Moskwicin zostaje skutecznie zdeprecjonowany; odziera
sie eo z p r z y m i o t ó w cnotliwo/ci zostaje ukazany
jako chytry niegodny dzikus k t ó r e g o w d o m y ś l e
należy bez s k r u p u ł ó w p o d b i ć i „ucywilizować".
22

Kwestia ucywilizowania, jako typowe zjawisko
imperializmu, zasługuje na osobną u w a g ę . Na ogół
w analizie postkolonialnej pojęcie misji cywiliza­
cyjnej łączy się z drugim obliczem Innego, które to
na pierwszy plan wysuwa jego nieznajomość i niez r o z u m i a ł o ś ć . Ten nieznany Inny, z racji tego, iż
niepokoi , musi zostać w jakiś sposób zneutrali23

24

2 2

2 3

24

H . Lausberg, Retoryka literacka. Podstawy wiedzy o li­
teraturze, tłum. A. Gorzkowski, Wydawnictwo Homini,Bydgoszcz2002,s.4ll,4l2.
M.P. Markowski, A. Burzyńska, Teorie literatury XX
wieku, Znak, Kraków 2009, s. 553.
Ibid, s. 553. Autorzy wspominają o tym, że Inny,
oprócz tego, że niepokoi, również fascynuje - wątpię
jednak, czy ten jego aspekt jest adekwatny w stosunku

74

Krzysztof Sztafa

zowany, oswojony za p o m o c ą znanych obrazów
i przedstawień. U Palczowskiego jednak aspekt
„nieznajomości" wydaje się nieodpowiedni: prze­
cież Polacy przez długie stulecia mieli żywy kon­
takt ze swoim wschodnim s ą s i a d e m . Co w i ę c e j :
w świetle tego, co zostało j u ż powiedziane o wie­
dzy nabytej podczas rosyjskiej niewoli, kategoria
ta z pewnością nie ma żadnego pokrycia. Autor
Kolędy
podchodzi do problemu ucywilizowania
z nieco innej perspektywy - miast wspomnianej
nieznajomości na pierwszy plan wysunie się odręb­
ność Innego, fakt, że w ogólności funkcjonuje on
w odmiennym (w domyśle- gorszym) porządku
symbolicznym (nasuwa się skojarzenie z M o n teskiuszowskim zdumieniem: „jak to m o ż l i w e ,
żeby ktoś był Persem!" ). W całym tym procesie
punktem wyjścia jest'autorytatywne przekonanie
o wyższości własnej k u l t u r y - o t ó ż tylko cywiliza­
cja" europejska dla M o s k w i c i n ó w bardzo odleeła

towarzyszącej polskiemu szlachcicowi tendencji
m o ż e m y przeczytać j u ż na samym początku:
Ziemię ich wziąć obfitą, hardość ich ukrócić,
Wiarę i złe zwyczaje w lepszy rząd obrócić, [s. 55]

25

Niedaleko stąd do wniosku, iż aneksja i eks­
ploatacja ziem rosyjskich rysuje się jako coś
p o ż ą d a n e g o nie tylko ze strony kolonizatorów,
ale r ó w n i e ż ze strony samych kolonizowanych.
Palczowski zresztą m ó w i o t y m explicite:
Dal tym tam ludziom [Bóg] czas tak długi, aby
sposób życia narodu naszego chędogi, obyczaje
cudne, więc i milą wolność dobrze wybaczywszy
i wyrozumiawszy, większą aniżprzedtym
chęć
i miłość ku nam brali. [s. 59]

26

ze swoimi korzeniami w ereckiei i rzymskiej sta'
rożvtności może w d a ć z siebie nowoczesno ć "
W ówczesnych studiach kultura prawosławno27

ruska była usuwana na margines, uznawana za
coraz
; . 'ie
sp r ó bszą
, U
I
^ " Dęazie
^ 7
y czasu Z .TlodoDme
więc 1palczowski
d

podkres ,

^
7 J7

od Rzeczypospolitej istnieje jakiś derekt; kultury
2 6

W

r Z ą

U

p a

ą C

M

d

pozaeuropejskie są zamrożone, a wreszcie
są po
prostu niezdolne do przekształcenia się w kierunku
nowoczesności bez udziału zewnętrznej siły. O tej

do Rosjan; dotyczy raczej ludów spoza kontynentu,
z którymi do czynienia miały zachodnie imperia.
2 5

2 6

J. Niedźwiedź, Humanitas na styku kultur. Kwestia
dyskursów kolomalnych we wschodmej Europte, [w:]
A Borowski (red.), Humanizm. Ltone
pojęaa,
Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2009, s. 202 „należy założyć (...) równorzędność i partnerski
charakter tych relacji".
I . Wallerstein, Europejski uniwersalizm. Retoryka
władzy, tłum. Adam Ostolski, Wydawnictwo Nauko­
we Scholar, Warszawa 2007, s. 52.

27

Ibid.,s. 91-92.

2 8

J. Niedźwiedź, op. « f c , s . 2 2 6 .

Jest to typowy, wręcz podręcznikowy przykład
m y ś l e n i a kolonialnego - kolonizatorzy zostają
usprawiedliwieni wobec samych siebie, gdyż wraz
ze swoim przybyciem przynoszą ład i porządek;
z perspektywy zachodniej pragnienie tych dwóch
ostatnich nie podlega dyskusji. Przywołany frag­
ment wskazuje dodatkowy trop. Otóż kolonizowani
najpierw muszą poznać „obyczaje cudne" koloniza­
t o r ó w - oznacza to, że proces „asymilacji" będzie dla
Rosjan korzystny dopiero w szerszej perspektywie,
po przezwyciężeniu „w sobie" początkowych opor ó w . Na M o s k w i c i n ó w spływa łaska boża, dająca
możliwość poznania owych polskich o b y c z a j ó w
pokrywa się ona jednocześnie ze szlachetną dzie­
jową misją Sarmatów (antemurale
christianitatiś)
aby zmodernizować i uwolnić od własnych słabości
29

„słowiański Orient"
W ramach dalszej deprecjacji Palczowski usi­
łuje w y k a z a ć n i e w o l n i c z ą m e n t a l n o ś ć „ M o s k w i c i -

29

I . Wallerstein, op. cit., s. 90. W takim duchu argu­
mentował na rzecz podboju Indian Juan Ginćs de Sepulveda w swojej znanej polemice z Bartolome de Las
Casasem.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

Retoryka kolonializmu w Kolędzie Moskiewskiej

nów", m a j ą c ą w d o m y ś l e k o n t r a s t o w a ć z polskim
u m i ł o w a n i e m złotej w o l n o ś c i . Posługuje się tutaj
argumentami a simili, p o r ó w n u j ą c wschodniego
sąsiada do Ż y d ó w :

32

Ktemu żadnej rzeczy nie mógł odmówić
carowi
tatarskiemu, by mu też dobrze i na wojnę kazał
z sobą jechać przeciw chrześcijanom,
[s. 77]
Powyższy cytat stanowi przykład z historii z retorycznego p u n k t u widzenia jest najbardziej
pożądany, g d y ż ma swoje źródło w prawdzie.
Palczowski jednak znowu pozostaje na t y m ogól­
nym poziomie tempus generale, j a k i e g o ś odle­
głego okresu historycznego . Poniżej przytaczam
jeszcze jeden p r z y k ł a d , odnoszący się do okresu
niewoli rosyjskiej:

Autor Kolędy
korzysta tutaj jednocześnie ze
znanego ówczesnego stereotypu ; przemyca zaka­
m u f l o w a n ą treść, m a j ą c ą s p r a w i ć w r a ż e n i e , że
Moskwicini, dla k t ó r y c h niewolnictwo jest rzeczą
przyrodzoną, nie będą sprawiali większego pro­
blemu jako skolonizowani; nie trzeba o b a w i a ć się
z ich strony ż a d n y c h b u n t ó w czy z r y w ó w - aneksja i późniejsza gospodarcza eksploatacja kraju
przebiegnie bez p o w a ż n i e j s z y c h komplikacji. Ta
niemożność wyrażenia pełnej podmiotowości
Rosjan wynika, rzecz jasna, z ułomności p o r z ą d k u
symbolicznego, do którego należą - nie chodzi
tutaj j u ż tylko o czystą zależność, ale o coś w i ę ­
cej o „ w y k l u c z e n i e , niepełną a u t o n o m i ę " w jej
szerszej, ontologicznej perspektywie.

33

30

Jacy to są chrześcijanie,
łacno obaczyćz
tego, co się
już wspomniało,
i z tego przeciwko nam zdra­
dzieckiego i okrutnego występku, [s. 129]
Autor Kolędy
zdaje sobie sprawę z ważkości
powyższych zarzutów; są one o tyle skompliko­
wane, że przecież „oficjalnie" w Rosji obowią­
zuje obrządek prawosławny, a w i ę c chrześcijański.
Ogołocenie M o s k w i c i n ó w z ich wiary, wyłączenie
ich z religijnego porządku, ma bardzo doniosłe
znaczenie - dlatego też Palczowski konsekwent­
nie przywołuje figurę Boga będącego po „naszej"
stronie, a wręcz explicite nakazującego na.m p o d b ó j
wschodnich sąsiadów. Sposób argumentacji przy¬
biera tutaj specyficzny charakter - chodzi głównie
o to, by u d o w o d n i ć wyższość zachodnich obrząd­
k ó w chrześcijańskich, a. wra.z z n i m i całej przy na—
.
leżnej i m tradycji łacińskiej, której przeciwstawia
się „nieokrzesany wschód" ' . Dalsza deprecjacja
w tej materii wymaga jednak pewnej wyższej
sankcii dlatego też Palczowski szuka perspektywy
odmiennej niż swoja nie tak bezpośrednio związa

31

Potrzeba sankcji
Spoiwem łączącym c y w i l i z o w a n ą Europę jest
wiara chrześcijańska. I w tej materii Palczowski
nie pozostaje bezczynny - w Kolędzie
konse­
kwentnie p r ó b u j e w y k a z a ć , że Rosjanie nie w p i ­
sują się w tę religijną w s p ó l n o t ę , ba, w y s ł u g u j ą
się nią, w rzeczywistości będąc c h r z e ś c i j a ń s k i m i

31

3

XVII-wieczne „argumenty" świadczące o niewolni­
czym duchu Rosjal czytelnik może odnaleźć w przy­
taczanej już książce: A. Niewiara, Moskwtctn-Moskal-Rosjanin,op.A,s.
82-87.
J. Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmamnia
-formą, Uniyersitas, -Kraków
- z nowoczesną
2011,
454^55.
3

1 (19) P019

J J

BARBARZYŃCA

J

J

&

75

tylko z pozoru , a bliżej i m do p o g a ń s k i c h Tur­
k ó w czy T a t a r ó w :

Waśni są teraźniejszy Żydzi. Tyraństwo,
którym
ten naród jest uciśniony
spiritus ich tępy
bojaźń,
z którą się rodzą (...). Animusze w tych ludziach
są poniżone,
niewolnice, nie wylatają w górę, nie
kochają się w górnych i pod niebo wyniosłych
za­
mysłach, [s. 110]

30

Pawła Palczowskiego

4

P. Palczowski, op. cit, s. 86: „tylko tytułem chrześci­
jańskim jest pokryty".

H . Lausberg, op. cit., s. 386.

3 2

3 3

1

J. Niedźwiedź, op. cit, s. 229-231.

Krzysztof Sztafa

76

nej z causa. Aby w z m o c n i ć siłę i prawdziwość argu­
mentu, jak również osobistą auctoritas, przywołuje
„świadectwo jednego człowieka wielkiego a prawie
świętego, k t ó r y też u nich był długo w więzieniu"
[s. 129]. To M i k o ł a j de Mello, portugalski misjo­
narz do Indii, Persji i Rosji.
ci ludzie chrześcijańskiego
nazwisku i tytułu nie
są godni. (...) pełnią takie grzechy i sprośności,
jakowych żaden inny naród na świecie. (...) nie
widziałem ani słyszałem o takowym narodzie, któ­
ry by zrównał z Moskwą we wszełakiem rodzaju
nieprawości,
przewrotności,
zdrady, co by tak był
próżen wszelakiej słuszności i sprawiedliwości,
pra­
wa ludzkiego i Boskiego, próżen wszelakiej mibści
i skłonności miłosierdzia,
bojaźni Bożej i ludzkiej,
pełniąc wszelakie grzechy, nieprawości,
sprośności,
rozpusty, wszeteczeństwa,
sodomie, gwałty
(...)
tępi, brzydcy, szkaradni, głupi we wszelakich rze­
czach do cnoty należących,
[s. 130]
N i e w ą t p l i w i e fragment ten jest najbardziej
j a d o w i t y m w y s t ą p i e n i e m przeciwko wschod­
niemu sąsiadowi w całej Kolędzie.
Jego przywo­
łanie nie tylko u z u p e ł n i a tok m y ś l e n i a Palczow­
skiego, lecz r ó w n i e ż uwydatnia siłę dowodzenia.
Co istotne, autorem nie jest osoba ś w i e c k a ,
a „prawie święty" - misjonarz p o d r ó ż u j ą c y aż „po
Indyjej O r y j e n t a ł s k i e j i O k c y d e n t a ł s k i e j " . Dalej
czytamy:
pełniący grzechy tak sprośne, których mię wstyd
pisać; a nade wszystko główni nieprzyjaciele
imienia naszego katolickiego (...) przed wszystkiemi narody zelżyć, zesromocić
i wiarę nam skazić
usiłują, mówiąc i twierdząc przeciwko naszej
wierze świętej katolickiej i przeciwko jej wszystkim
professorum tysiącpotwarzy,
przewrotności
i wszeteczne kłamstwa, lżąc nasze chwalebne ceremonije i obrzędy tak święte i potrzebne, których siła
właśnie z natchnienia Bożego poszło,
świętokradzkich języków swych żądzą rozpuczając
na święte

sakramenta, tym barziej a daleko barziej na sługi
Boże, począwszy
od Ojca Świętego papieża, aż do
zakrystyjanów.
[s. 130]
Czego w i ę c e j potrzeba do całkowitego zdys­
kwalifikowania wroga? D z i ę k i przytoczeniu
figury z e w n ę t r z n e j auctoritas Palczowski sank­
cjonuje swój punkt widzenia, a p o d b ó j h e r e t y k ó w
staje się w r ę c z ś w i ę t y m o b o w i ą z k i e m k a ż d e g o
prawdziwie chrześcijańskiego narodu. Palczow­
ski idzie w tej materii jeszcze o k r o k dalej.
Wyprawa contra schismaticos, jak stara się wyka­
zać, przyczyni się nie tylko Rzeczypospolitej,
ale c a ł e m u c h r z e ś c i j a ń s k i e m u ś w i a t u ; zespolenie
d w ó c h n a r o d ó w sprawi, że cywilizacja europej­
ska zdobędzie znacz
Item sets
Barbarzyńca

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.