Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie / Homo interneticus: etnograficzne wędrówki w głąb sieci

Item

Title
Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie / Homo interneticus: etnograficzne wędrówki w głąb sieci
Description
Etnograficzne wędrówki w głąb sieci
Homo interneticus; ; pod red.Ewy Jagiełło i Pawła Schmidta s.8-13
Creator
Wejland, Andrzej P.
Date
2010
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4654
Language
pol
Publisher
Wydawnictwo Portalu Wiedza i Edukacja
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5018
Rights
Licencja PIA
Subject
metodologia badań internetowych
internet - aspekt etnograficzny
Type
e-book
Text
Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

Andrzej Paweł Wejland
UNIWERSYTET ŁÓDZKI

Założenia teoretyczne i metodologiczne
badań Internetu i w Internecie.
Kilka uwag krytycznych

1.

M

am tu - tytułem wprowadzenia do dyskusji - powiedzieć parę słów o zało­
żeniach teoretycznych i metodologicznych badań Internetu i w Internecie.
Sprawa jest jednak o tyle zawiła i niejasno postawiona, że nie wiem, czy
chodzi o założenia, które są lub - chyba tak lepiej powiedzieć - bywają przyjmowane,
czy też o założenia, które - z jakichś powodów - dopiero należałoby lub warto by
przyjąć. To chyba oczywista różnica: albo opisujemy nasze faktyczne założenia ba¬
dawcze, albo określone założenia do badań postulujemy lub zalecamy, tworzymy więc
dla tych badań otoczkę normatywną. Oczywiste jest również, że oba podejścia - i to
deskryptywne, i to normatywne - w żywym dyskursie często się splatają. Choćby
z tej przyczyny nie uda mi się z pewnością zachować czystości rozważań: w zasadzie
chciałbym jedynie opisywać, lecz przypuszczalnie natknę się na, a może i potknę
o własne wyobrażenia o tym, jak etnograficzne (cokolwiek to znaczy) badania Inter­
netu i w Internecie powinno się w naukach społecznych przeprowadzać.
Dlaczego chcę tylko opisywać? Dlaczego z założenia chcę się wypowiadać o za¬
łożeniach teoretycznych i metodologicznych badań Internetu i w Internecie wyłącz¬
nie w duchu opisu (nawet jeśli zawiera on oceny), a nie postulatu czy dezyderatu? Po¬
wód jest prosty: by stawiać postulaty i wysuwać dezyderaty, trzeba mieć albo wię¬
cej niż ja wiedzy, albo więcej odwagi, albo niemało jednego i drugiego. Trzeba zaś
przede wszystkim oswoić problem konceptualnie i teoretycznie, a poza tym mieć na¬
prawdę rozległą znajomość badań już Internetowi poświęconych lub w Internecie
przeprowadzonych. Dopiero to wszystko uzasadnia, moim zdaniem, poważne po¬
stulaty i dezyderaty. Poważne, a nie naprędce i doraźnie formułowane i przedstawia¬
ne. Przedstawiane naukowo, a nie publicystycznie.
Sam wolę więc mówić ostrożnie o założeniach, które - jak to przed chwilą ująłem
- są lub raczej bywają przyjmowane przez badaczy. Bywają, a ponadto tylko niekiedy
są założeniami jawnymi, często bowiem pozostają założeniami jedynie domyślnymi

Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

9

- niejawnymi, czyli nieprzedstawianymi wprost. To zwykle rozmaite paradygmatyczne
oczywistości, wspólnotowe przedsądy i przesądy, a także inne podobne entymematy.
Zagadnienia jawności nie chcę przy tym mylić z nieswoistą, bo pojawiającą się przecież
i gdzie indziej, kwestiąjasności albo czytelności wypowiedzi służących wyrażaniu przyj­
mowanych założeń. I to co jawne, i to co niejawne kryje się często (niejawne zatem po­
dwójnie) pod warstwą mętnego, mglistego języka: rozmaitych powabnych, tyle że - dla
analiz i interpretacji - kłopotliwych określeń. Część z nich to określenia nowe, niekiedy
metaforyczne, mieszające się z określeniami dosłownymi, część to stare słowa w nowych
znaczeniach jeszcze nie całkiem ustalonych, zdarza się, że wciąż rozmytych.

2.
Założenia teoretyczne to - użyję znanej metafory architektonicznej - założenia
najwyższych, zwieńczających myślowych pięter lub najgłębszych, utrzymujących
od spodu, myślowych fundamentów. Wśród tych założeń jedno przy tym wydaje mi
się tutaj zwieńczeniem zwieńczeń lub fundamentem fundamentów. To, jak łatwo się
domyślić, teoretyczne, a może po prostu filozoficzne, bo ontologiczne bądź epistemologiczne założenie o istnieniu (o istnieniu dla nas, w naszej konceptualizacji tego,
co poznajemy i badamy) dwóch rzeczywistości albo - to po części jedynie inna szata
słowna - dwóch światów: świata Internetu oraz świata poza nim.
Interesujące dla naszej dyskusji może być pytanie, o ile jest to założenie właściwe.
Bo czy w ogóle jest uprawnione? Problem uprawnienia to - w skrócie i uproszczeniu
- sprawa uznania za trafne i dopuszczenia we wspólnocie naukowego dyskursu: pod¬
parcia lub uzasadnienia jakąś teorią albo (jedno drugiego nie wyklucza) umocnienia
czy potwierdzenia jakąś zwyczajową praktyką etnograficzną. Co się wszak stanie,
jeśli rzucić je na tło, u swych źródeł nie najnowszych, lecz nieustannie powracających
w naukach społecznych rozważań bądź choćby prostych tez o wielości rzeczywis¬
tości? Czy umiemy, a przede wszystkim chcemy nawiązać do koncepcji mikroświatów Williama Jamesa lub wielości obszarów sensu Alfreda SchUtza, albo porządków
istnienia Arona Gurwitscha? Czy nie ulękniemy się fenomenologicznych sympatii,
zwłaszcza u tych dwóch ostatnich? Czy myśląc na przykład o wspólnotach interneto¬
wych jako wspólnotach wyobrażonych zgadzamy się być jednocześnie - wcale nie
skrajnymi - konstruktywistami społecznymi, takimi jak Peter L. Berger i Thomas
Luckmann - z całym ich fenomenologicznym i socjologicznym zapleczem pojęcio¬
wym? Czy potrzebne jest nam tutaj powiązanie idei wielości rzeczywistości z ideą
wielości tożsamości - z koncepcją homo multiplex, człowieka o wielu twarzach za¬
leżnych od rozlicznych, a zarazem równie ważnych porządków rzeczywistości jako
kontekstów jego społecznego działania, w tym również działania w codzienności?
O ile owe porządki rzeczywistości (a przynajmniej niektóre z nich) są - zaglądam do
Fredrica Jamesona - jedynie obrazami czy wizerunkami? Podobnych pytań o teore¬
tyczne i filozoficzne nawiązania, z przywołaniem innych autorów, można rzecz jasna
postawić dużo więcej, zwłaszcza poszukując objaśnień związku między tym, co „re­
alne", i tym, co „wirtualne".
Dodam od razu, iż - w moim przekonaniu - niewiele zmieni w tych poszukiwaniach
podstawienie zamiast wersji radykalnej, głoszącej zasadniczą i całkowitą rozdzielność
obu tak nazwanych rzeczywistości czy światów, wersją ponoć łagodniejszą, zgodnie
z którą mamy tu do czynienia z dwoma stanami tej samej rzeczywistości: jednym
„stałym", drugim zaś „ciekło-lotnym". Nie zmieni również dlatego, że - gdy zabrniemy

Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

10

w rozważania ontologiczne - natrafimy zapewne na pokusę sięgnięcia do bardzo
starych znaczeń wyrażeń „rzeczywistość realna" oraz „rzeczywistość wirtualna". Bę¬
dziemy wtedy skorzy uznać rzeczywistość wirtualną za istniejącą dopiero w stanie
możliwości, choć bliższą aktualizacji, nie czysto potencjalną; za zaczątek czegoś, co się
dopiero wyłoni w ukształtowanej postaci, za coś więc, co na swój sposób jest już zdolne
do działania, lecz jeszcze nie w pełni. Czyniąc tak, rzeczywistość poza Internetem
w porównawczym zestawieniu wyróżnimy jako swego rodzaju model czy też wyjś¬
ciowy, mocny punkt odniesienia; to z nią będziemy konfrontować rzeczywistość Inter¬
netu i do niej j ą przyrównywać: co ma, a czego nie ma, jaka jest, a jaka nie jest itd.
Tymczasem wiemy już dziś, że gdy mowa o Internecie, te bardzo dawne znaczenia
wyrażeń „rzeczywistość realna" i „rzeczywistość wirtualna" okazują się adekwatne tylko
częściowo albo całkiem przebrzmiały. Rzeczywistość wirtualna - jak często się pod¬
kreśla - jest na swój sposób realna, słowo „wirtualny", w parze z „realny", zmieniło za¬
tem współcześnie swój sens. Pół biedy, gdy jest to sens jasny i przez badaczy uświa¬
damiany. Pół biedy, gdy redefinicje słów „realny" i „wirtualny" nie są obliczoną na po¬
klask ekwilibrystyką słowną albo czysto perswazyjną retoryką. Odnosi się bowiem wra¬
żenie, że bywają one niekiedy - w tej nierozłącznej parze - zaledwie łatwym w użyciu,
rozleniwiającym językowym szablonem. Są może nawet tylko - co jeszcze bardziej nie¬
pokoi i boli - chwytliwą lub mającą dodać powagi, patetyczną frazeologią.
Warte uwagi - i prawdziwie poważne na tle takich pseudonaukowych błyskotek
- są zresztą koncepcje kontrujące: to te, które oddzielanie świata „realnego" i „wir¬
tualnego" uznają za językowo czasem wygodne, lecz w gruncie rzeczy, czyli w innej
teoretycznej perspektywie, jeśli nie zbędne, to z pewnością przesadne, bo mnożące
byty i przez to zawierające poznawczo mylącą nadwyżkę. Zwolennicy tych kon¬
cepcji utrzymują, że istnieje tylko jeden świat społeczny, jakkolwiek relacje między
ludźmi - ich stosunki czy interakcje - przebiegać mogą, i przebiegają, w różnych
obszarach (czyli „przestrzeniach") i za pomocą różnych, właściwych tym obszarom
sposobów i środków (czyli „technologii"). Nie ma potrzeby, ani podstaw, by na serio
przywoływać ontologicznie zbyt mocne i epistemologicznie zbyt stanowcze tezy
o „wielości rzeczywistości" i osadzonych w nich odmiennych ludzkich „prawdach".
W jednej, wciąż tej samej rzeczywistości społecznej ludzie komunikują się - od za¬
wsze - bezpośrednio ustnie, twarzą w twarz, ale też - od czasu wynalezienia pisma
- za jego pomocą, również przy użyciu gołębi pocztowych, potem jeszcze za po¬
mocą telefonu i radia, a od niedawna komputerów i Internetu. Wystarczy odwołać
się do starych, ale jarych teorii, by na przykład uznać (to jedna z rozważanych tutaj
możliwości), że w „przestrzeniach" wyznaczonych tymi „technologiami" pełnią oni co
najwyżej rozmaicie modulowane, albo po prostu różne role społeczne. Zauważmy, iż
tego rodzaju ujęcia nie wymagają rezygnacji z poglądu, wedle którego każdy z nas ma
tylko jedną tożsamość, choć jej struktura jest z pewnością złożona. W różnych rolach
społecznych, w tych również w rolach określonych przez osobliwe sposoby i środki ko¬
munikowania się w Internecie i przez Internet, ta sama tożsamość uczestniczy inaczej,
chociażby - to spojrzenie nie tak znów przestarzałe - inaczej wypowiada się w narracji
(co owocuje zwykle tak zwanym rozkawałkowaniem narracyjnym).

3.
Zamierzam teraz postawić nieodkrywczą tezę, iż od ogólnych założeń teoretycz¬
nych, w tym również od - wyznaczających perspektywę badawczą - rozstrzygnięć po¬
jęciowych, zależą szczegółowe problemy i rozwiązania metodologiczne. Bo jeśli się

Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

11

twierdzi, iż mamy jednak do czynienia z dwiema rzeczywistościami i jeśli (to jedna
z wersji najłagodniejszych) w czymś się one różnią, lecz w czymś sąjednak podobne,
to jakie sposoby i narzędzia są czy też bywają używane do ich badania? I czy w ba­
daniu naprawdę chcemy poznać obie, i to traktując je na równych prawach, czy raczej
tylko jedną z nich, chociaż poprzez tę drugą - zwykle tę „realną" poprzez „wirtualną"?
A może gotowi jesteśmy istnienie jednej z nich całkiem w badaniu zignorować? Od¬
powiedzi na te pytania (zabrzmiały one jak podpowiedzi do rachunku sumienia) mogą
być różne, a związane z nimi strategie badawcze nawet bardzo złożone. Odróżnić
wśród nich wypada wszakże strategie czyste i strategie mieszane. Te pierwsze, czyli
„czyste", to strategie badania wyłącznie jednej rzeczywistości i niesięgania w bada¬
niu do innej (nawet po to, by poprzez nią poznać tamtą). Te drugie, chyba o wiele cie¬
kawsze, lecz bardziej problematyczne, czyli strategie „mieszane", łączą badanie
Internetu czy w Internecie z badaniem świata poza nim czy z badaniem w tym świe¬
cie przeprowadzanym. Ich problematyczność zamyka się w pytaniu: dlaczego i po co
je obieramy? Jeśli towarzyszy nam jakakolwiek myśl o sprawdzeniu, czyli weryfika¬
cji tego, co wiemy z badania Internetu lub poprzez Internet, za pomocą badania prze¬
prowadzanego poza nim - i nie jest to myśl o eksperymencie czysto metodologicznym
- to dajemy tym znak, że badania internetowe uważamy za podrzędne: wciąż bowiem,
naszym zdaniem, ich wyniki wymagają podparcia, umocnienia.
Także wśród badaczy są netentuzjaści i netsceptycy - to w dużej mierze sprawa
nastawień paradygmatycznych i przywiązania do wyznaczanych przez nie poznaw­
czych perspektyw. Nie dowierza, jest wstrzemięźliwy, przeto sprawdza (o ile w ogóle
Internetu nie omija) netsceptyk. Netentuzjasta natomiast jest pełen zapału i wiary.
Którego z nich ucieszą, a którego zniechęcą, wymagające metodologicznej refleksji,
a i pokory, pytania dotyczące Internetu jako terenu badań, nas samych jako jego ba¬
daczy, wnoszonych przez nas do badania artefaktów, szczególnie zaś - jeśli jeszcze
ufamy prawdzie i nie wpadliśmy w relatywizm (albo nawet dużo skromniejszy perspektywizm) - poznawczych obciążeń, zniekształceń i skażeń? Czy w równym stop¬
niu przejmą się oni etycznymi kwestiami badań Internetu, w Internecie i poprzez
Internet? Który z nich weźmie pod uwagę, a który przeoczy zagadnienie wpływu, jaki
na wyniki mają szczegółowe metody i techniki stosowane w badaniu internetowym?
Czy będą to metody i techniki znane z badań poza Internetem, może jakieś ich prze¬
róbki i adaptacje, czy może jednak metody i techniki opracowane specjalnie z myślą
o badaniach internetowych? Wyjątkowo interesujący wydaje się w tym względzie
zabieg przeniesienia do badania Internetu, czyli „przełożenia", rozmaitych tradycyj¬
nych metod i technik etnograficznych. Na czym takie przeniesienie polega i jakie są
jego granice? Nawet tradycjonaliści wśród nas muszą uznać, że granice te są już dzi¬
siaj przepuszczalne jak osmotyczna błona, a tworzące się na nich ciśnienie jest sil¬
niejsze od starych badawczych zastrzeżeń i nawyków - i tych mentalnych, i tych
tworzących badawczy habitus.

4.
Co do mnie, to staram się być netrealistą. Zdaję więc sobie sprawę choćby z tego,
że sporo problemów stawianych w tej dziedzinie jako nowe to problemy sędziwe, po¬
wracające znów po latach, problemy więc na swój sposób wędrowne. Dlaczego nie
od razu je rozpoznajemy? Nierzadko z powodu zasłony językowej. Nadmiar powab¬
nej terminologii, bałamutnie dekonstruujące metafory, ozdobna, czcza retoryka - to
wszystko zdarza się również w refleksji nad badaniami Internetu i w Internecie.

Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

12

Zdarza się wszakże w tej refleksji coś znacznie głębszego: zagubienie starych teo¬
retycznych i metodologicznych tropów. Albo się ich w ogóle nie zna i szczęśliwie od¬
krywa na nowo, nie od razu jednak w całej złożoności (ekscytując się przy tym zwykle
dziwnością i niezwykłością spraw, których dotyczą), albo znając je lub choćby prze¬
czuwając - odtrąca, ponieważ komplikują to, co wydawało się proste, w przykry
sposób tamują badawczy rozmach i zapał. Bywa i tak, że same słowa „teoria" i „me¬
todologia" brzmią tu dla niektórych zbyt groźnie, a teoretyczne i metodologiczne pro¬
blemy, jak problem założeń, który tu roztrząsam, są uważane za wydumane, górno¬
lotne, w najlepszym zaś razie za staromodne.
Zagubienie starych teoretycznych i metodologicznych tropów dziwi zwłaszcza
wtedy, gdy etnografowie Internetu próbują eksplorować go tak, jak czyniono lub czyni
się, badając świat społeczny poza Internetem. Mimo różnic mają to być przecież światy
na tyle podobne, że użycie wobec Internetu lub w Internecie znanych skądinąd metod
i technik badawczych wydaje się uzasadnione, może wręcz oczywiste. Stare tropy, pod¬
jęte w refleksji nad badaniami w Internecie i poprzez Internet, przydałyby się wobec
tego przynajmniej jako myślowe powinowactwa, instruktywne paralele, oświecające
analogie. Łatwiej byłoby zrozumieć - to nie więcej niż skromna ilustracja - na czym
polega osobliwość badanej zbiorowości internetowej, rozważana jako jej (powodująca
poznawcze „skrzywienie") niereprezentatywność, ponieważ w pewien szczególny spo¬
sób niereprezentatywne okazywały i okazują się zbiorowości osiągane w innych bada­
niach między innymi za pomocą ankiety prasowej czy konkursu na pamiętniki. Prostsza
mogłaby się również stać dzięki temu analiza dręczącej, często więc powtarzanej przez
badaczy „zagadki", dlaczego tak paradoksalnie pomieszane bywają w świecie Internetu
dwie, o różnym natężeniu, postawy (albo strategie komunikatywne): postawa zmyśle¬
nia i kłamstwa, przywdziewania przesłaniających prawdziwą tożsamość „masek" oraz
postawa nieskrępowanej otwartości, autentycznej prawdomówności, szczerości „aż do
bólu". Niezwykłe może wydawać się to, że obie one wyrastają z tego samego podłoża:
z poczucia anonimowości, jakie daje komunikowanie się w Internecie i poprzez Inter¬
net. Zapewne z mniejszą jaskrawością krzyżowanie się obu tych postaw zawsze wy¬
stępowało w sytuacjach badawczych poza Internetem (i w życiu poza nim w ogóle),
dlatego też - w związku ze sprawą anonimowości, czy też konfidencjonalności - było
ono teoretycznie dogłębnie rozważane, poświęcano mu także osobne eksperymentalne
studia metodologiczne. „Zagadką" pozostało o tyle, że - chociaż pojęciowo oswojone,
obudowane podręcznikowymi przestrogami i zaleceniami - niezmiennie fascynuje,
trochę też zmusza do męczącego kręcenia się w kółko tych głównie, którzy wciąż nie
chcą być społecznymi konstruktywistami i dociekliwie pytają o „prawdę" wypowiedzi
uzyskiwanych w badaniu. Owszem, dawno minęły czasy, gdy fascynacja tą „zagadką"
wywoływała rozkoszny dreszcz, wprowadzała całe wspólnoty badawcze w stan eufo¬
rii, kazała, w imię prawdy, toczyć widowiskową walkę z „błędami" i „zniekształce¬
niami". Dziś to badawcza rutyna, dziś również - co dotyczy niektórych spośród nas paradygmatyczny zwrot: dawnych siebie widzimy jako naiwnych donkiszotów, siebie
dzisiejszych kierujemy już bowiem ku konstruktywizmowi, który tej „zagadki" jako za¬
gadki już nie traktuje.
Wędrówka po starych teoretycznych i metodologicznych tropach może dzisiej¬
szych etnografów Internetu uzbroić w bardzo przydatne nastawienie: cierpliwego pie¬
chura, a nie szybkobiegacza. Zrobić dobre badanie nie jest łatwo, zrobić badanie, które
naprawdę coś doda do wiedzy o Internecie i coś dorzuci do puli wspólnych doświad¬
czeń - jeszcze trudniej. Oprócz wytrwałości i cierpliwości, również w formułowaniu

Andrzej Paweł Wejland - Założenia teoretyczne i metodologiczne badań Internetu i w Internecie...

13

uogólnień, kontrolowaniu - o ile to możliwe - poznawczej optyki (zwłaszcza włas¬
nych stereotypów i etnocentrycznych uprzedzeń) oraz jej wpływu na wyniki badania,
wędrówka ta może uświadomić, że ominąć wszystkich raf się nie da, lecz zapładniając
etnograficzną wyobraźnię i z pokorą, a przy tym odpowiedzialnie czerpiąc z już na¬
gromadzonej wiedzy i doświadczeń - obok części z nich przejść jednak można bez¬
piecznie. Jedną bodaj z takich raf jest przeświadczenie o tym, że „wirtualny" świat
Internetu jest całością niezróżnicowaną w tym sensie, iż w każdej swej domenie mno¬
ży przed badaczem te same, równie dokuczliwe przeszkody. Nie rozbija się o nią ten,
kto dostrzeże przystępność i przychylność dla badań niektórych społeczności interne¬
towych, ich nie tylko już życzliwą gościnność, ale wręcz oczekiwanie, że - jako wspól¬
noty alternatywne, zaludniające kulturowe nisze i tworzące tak zwane historie zbio¬
rowe, dotąd pozbawione „głosu" - dzięki badaniu będą się mogły „objawić", „ujaw¬
nić", czyli po prostu wypowiedzieć, stając w opozycji do strzegących normatywnego
status quo, to znaczy właściwych dyskursowi panującemu, tak zwanych historii kul¬
turowych. W świecie poza Internetem, a więc w świecie „realnym", to zróżnicowanie
dyskursów i narracji dawno temu już dostrzeżono i , co tu tak ważne, poszukano dla
jego badaczy teoretycznych i metodologicznych osłon.
Warto się zatem, w moim przekonaniu, upierać przy stawianiu problemów teore¬
tycznych i metodologicznych, i przy szukaniu dla nich starych, nieźle rozpoznanych
tropów, ponieważ bez tego naukowe badania Internetu i w Internecie pozostałyby
badaniami niepełnymi: pozbawionymi zadumy nad ich poznawczymi zwieńczeniami
i fundamentami, i poniekąd pozbawionymi świadomości własnych korzeni. Żal po¬
myśleć, że taka - ułomna i na wpół ślepa, albo dziecięco niedojrzała - mogłaby być
internetowa etnografia.

Item sets
Książki

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.