-
Title
-
Refleksje po wystawie sztuki ludowej w Londynie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.6
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa 1956 t.10 z.6, s. 289 - 296
-
Creator
-
Jackowski, Aleksander
-
Date
-
1956
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:3486
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Państwowy Instytut Sztuki
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3710
-
Subject
-
sztuka ludowa - wystawy
-
Text
-
REFLEKSJE PO W Y S T A W I E SZTUKI
LUDOWEJ
W LONDYNIE
ALEKSANDER
Nie ł a t w o pisać o wystawie, k t ó
rej się jest w s p ó ł a u t o r e m . Osobiste
zaangażowanie utrudnia obiektywną
ocenę, chociaż i zaostrza spojrzenie
na r ó ż n e problemy z w i ą z a n e z w y
s t a w ą . A p r o b l e m ó w takich
jest
n i e m a ł o — z a c z y n a j ą c od koncep
cji wystawy, a k o ń c z ą c na sytuacji
naszego muzealnictwa, na katastro
f a l n y m stanie z b i o r ó w sztuki ludo
wej.
1
Podstawowym z a ł o ż e n i e m scena
riusza było pokazanie sztuki ludo
wej przede w s z y s t k i m od strony jej
w a r t o ś c i artystycznych. Liczyliśmy
na widza, k t ó r e g o m a ł o interesuje
nasza specyfika etnograficzna, k t ó r e
m u jest wszystko jedno, czy to, co
1
Wystawa polskiej sztuki ludo
wej eksponowana b y ł a w Londynie
w sali R. W. S. Galleries — Conduit
Street 26, w dniach 3—24 maja
1956 r. Scenarzysta i komisarz w y
stawy — mgr A. Jackowski. Opra
cowanie plastyczne — Cz. Wielhorski. Asystent komisarza w y s t a w y —
mgr A. K u n c z y ń s k a . Opieka nad
eksponatami — dr T. Delimat. W y k o
nawstwo — P r z e d s i ę b i o r s t w o W y
staw i T a r g ó w . Katalog opracowali
— mgr A . Jackowski i mgr A . K u n
czyńska. Plakat — J. Lenica. W y
s t a w ę p r z y g o t o w a ł Centralny Za
r z ą d I n s t y t u c j i Sztuk Plastycznych
i Wystaw M K i S , w Londynie f i r
m o w a ł I n s t y t u t K u l t u r y Polskiej.
JACKOWSKI
widzi, jest „ S i e r a d z e m " czy „Opocz
nem". W y s t a w ę a d r e s o w a l i ś m y do
publiczności wystaw plastycznych,
do ś r o d o w i s k a artystycznego,
do
tych, k t ó r y c h
interesuje
przede
wszystkim sztuka, k t ó r z y na
wy
stawach s z u k a j ą
przeżyć n a t u r y
estetycznej. W i d z o w i temu chcieliś
my p r z e k a z a ć ogólny obraz naszej
ludowej sztuki w jej n a j w a ż n i e j
szych w a r t o ś c i a c h artystycznych, a
zarazem — p o k a z a ć jej o d r ę b n y k o
loryt, to, co w niej jest
p o l
s k i e .
Adresowaliśmy wystawę
t a k ż e do naszej emigracji. I znowu
nie po to, by uczyć, na j a k i m tere
nie co jakie jest, ale aby przypo
m n i e ć smak k r a j u , a t m o s f e r ę ojczyz
ny, dzieciństwo. Chcieliśmy przeko
n a ć ich przy t y m , że nowy u s t r ó j
polityczno-społeczny
nie zniszczył
uroku ludowej sztuki, lecz przeciw
nie: otoczył j ą szacunkiem, ocenił
zarówno
jej tradycyjne w a r t o ś c i
(rzeźba i malarstwo religijne), j a k i
d a ł nowe możliwości rozwoju.
t a k ż e stroju, tkaniny, haftu, zdob
nictwa w drzewie, s k ó r z e , metalu
i t d . Poza szerszym zakresem różniła
naszą w y s t a w ę od poprzedniej od
mienna intencja w doborze i zesta
wie rzeźb. Wystawa z 1948 r. p o d
k r e ś l a ł a to wszystko, co łączy na
szą s z t u k ę l u d o w ą ze s z t u k ą p r y
m i t y w u a f r y k a ń s k i e g o , co jest w
niej w s p ó l n e z i n n y m i k u l t u r a m i .
Nam zaś, j a k w s p o m n i a ł e m ,
cho
dziło o wydobycie cech specyficznie
polskich. W y b i e r a l i ś m y w i ę c obiekty
bardzo „ n a s z e " : Chrystusa p a d a j ą c e
go pod k r z y ż e m , Frasobliwych,
a
nawet a u t e n t y c z n ą s t a r ą k a p l i c z k ę
u s t a w i o n ą na tle
fotograficznego
pejzażu, szopkę k r a k o w s k ą , ł o w i
ckie pasiaki, kolorowe p a j ą k i , p u
szyste „ ś w i a t y " , jarmarczne k w i a t y
z barwnych bibułek,
wycinanki.
Podstawowym k r y t e r i u m
selekcji
m a t e r i a ł u , p r z e w a ż n i e już muzeal
nego, b y ł a w a r t o ś ć artystyczna. Po
k a z a ć to, co najlepsze — znaczyło
przede wszystkim sięgnąć do u n i
kalnych z a b y t k ó w , do o k a z ó w b ę d ą
Trzeba b y ł o r ó w n i e ż b r a ć
pod cych ozdobą naszych
muzealnych
u w a g ę , że L o n d y n widział j u ż j e d ekspozycji.
n ą w y s t a w ę polskiej sztuki ludowej
w r. 1948; nasza wystawa m u s i a ł a
w i ę c być inna, w n o s i ć nowe ele
menty. O ile poprzednia ekspozy
Por. i n t e r e s u j ą c e u w a g i na ten
cja o g r a n i c z a ł a się t y l k o do rzeźby, temat dra J. Grabowskiego w art.
malarstwa i g r a f i k i , o tyle m y za „ S z t u k a ludowa s z t u k ą l u d ó w " i w
k ł a d a l i ś m y pokazanie przekroju ca o m ó w i e n i u
krakowskiej
wystawy
łości sztuki ludowej, we wszystkich malarstwa, r z e ź b y i g r a f i k i ludowej,
jej formach i przejawach, a więc „Pol. Szt. L u d . " nr 6-7-8/1948.
2
2
289
Zniszczone czy zagrożone ekspo
naty trzeba było zastąpić kopią, jak
lo zrobiliśmy ze starymi obrazami na
szkle, z n i e k t ó r y m i r z e ź b a m i , za
b a w k a m i oraz zdobioną wycinanka
m i gwiazdą obrzędową. Ogromną
pomoc okazał nam
w t y m prof.
T. Seweryn i m u s z ę s t w i e r d z i ć , że
wszystkie kopie wykonane pod j e
go opieką b y ł y istotnie d o s k o n a ł e .
K r y t e r i u m w a r t o ś c i artystycznych
s t o s o w a l i ś m y r ó w n i e ż przy wyborze
o b i e k t ó w w s p ó ł c z e s n y c h . Nie w i
dzieliśmy sensu
w akcentowaniu
sztuki dnia dzisiejszego t y l k o dla
tego, że pokazuje ona n o w ą t e m a t y
kę. Zbyt dobrze wszyscy wiemy, z
jakich źródeł p ł y n ę ł y „ i n s p i r a c j e "
takich dzieł. Woleliśmy ograniczyć
się do zestawu n a p r a w d ę w a r t o ś c i o
wych o b i e k t ó w — a takich jest we
współczesnej twórczości
ludowej
wcale n i e m a ł o (szczególnie z t k a
ctwa, ceramiki, zdobnictwa, p a m i ą t
karstwa, malarstwa na szkle) — niż
p o k a z y w a ć rzeczy, k t ó r e w istocie
swej ś w i a d c z ą t y l k o o upadku pew
nych gałęzi ludowej sztuki.
Nie
chcieliśmy k ł a m a ć , nie chcieliśmy
s t w a r z a ć sztucznych m i r a ż y r o z k w i
tu sztuki ludowej w obecnych
wa
runkach, nie chcieliśmy łudzić co
do perspektywy jej dalszego życia
i rozwoju. Z a l e ż a ł o nam na rzetel
ności informacji, na prawdzie —
w y r a ż o n e j z a r ó w n o w doborze eks
p o n a t ó w , koncepcji poszczególnych
d z i a ł ó w wystawy, j a k i we w s t ę p
n y m artykule katalogu. Istotny sens,
jeśli się tak m o ż n a w y r a z i ć — p r o
pagandowy, widzieliśmy w ł a ś n i e w
b r a k u propagandowych c h w y t ó w , w
o b i e k t y w n y m i rzetelnym obrazie,
który pragnęliśmy przekazać.
Nie znaczy to,
że zagadnienia
współczesne pozostały
na uboczu.
Cała wystawa b y ł a ostatecznie r o
biona z pozycji dnia dzisiejszego,
wysuwała współczesne
(dla nas)
problemy, nawet w doborze ekspo
n a t ó w k o r e s p o n d o w a ł a z dzisiejszy
m i problemami sztuki (akcent p o ł o
żony na r z e ź b ę m o n u m e n t a l n ą ,
na
rolę sztuki w organizowaniu co
dziennego życia). Nie p o k a z y w a l i ś m y
co prawda traktora zamiast
pługa
ani wycinanek z d y m i ą c y m i k o m i
nami fabryk. Chodziło nam o inną,
istotną p r a w d ę współczesności, o
w ł a ś c i w y obraz obecnego stanu sztu
k i ludowej, o to, czym obrasta, co
decyduje o drogach i możliwościach
rozwoju, p r z e k s z t a ł c e ń czy p o w i ą
zań. S t ą d mocne zaakcentowanie
twórczości pogranicza sztuki ludo
wej i amatorskiej, naszych „ n a i w
nych r e a l i s t ó w " — Janeczki, N i k i f o
ra, Ociepki, K u d ł y , a nawet R o j Kozłowskiej. A ponieważ
świat
naiwnego realisty jest jego o d r ę b
ną, p o e t y c k ą wizją, twórczość ich,
zwłaszcza Nikifora i K u d ł y , obrazo
w a l i ś m y c a ł y m zestawem prac (ok.
50 „ N i k i f o r ó w " i 25 „ K u d ł ó w " ) .
Z drugiej strony współczesność
widzenia sztuki ludowej — to do
strzeganie jej w p ł y w u i r o l i
w
rozwoju całej k u l t u r y narodowej.
Na wystawie s t a r a l i ś m y się w y e k s
p o n o w a ć to zagadnienie w specjal
290
n y m dziale pod h a s ł e m „ S z t u k a l u
dowa jako jedno ze źródeł inspi
r a c j i w s p ó ł c z e s n e j plastyki". Zna
lazły się tam r z e ź b y Z. Pronaszki
( „ P r o r o k " z 1918-19 r.),
fragment
kapliczki J. Szczepkowskiego, olej
T. Makowskiego („Chłopak"), a k w a
rela T. C z y ż e w s k i e g o („Zbójnik"),
karton
Z.
Stryjeńskiej,
grafika
Wł.
Skoczylasa,
E.
Bartłomiejczyka,
W.
Wąsowicza,
T.
Ma
kowskiego, T. Kulisiewicza, r y s u n
k i A. Stopki i i n . Obok pokazano
prace z kolekcji I n s t y t u t u W z o r n i
ctwa P r z e m y s ł o w e g o — tkaniny,
c e r a m i k ę , zabawki, wyroby z w i k l i
ny — projektowane przez A. M i l wicza, E. P l u t y ń s k ą , A.- Kenara,
W. W o ł k o w s k i e g o , m a l a r k i z Z a l i
pia, k o l e k t y w y robotnicze i m ł o
dzieżowe p r a c u j ą c e pod k i e r u n k i e m
K r . Szczepanowskiej,
A . Kenara,
G r z e ś k i e w i c z ó w i t d . W dziale t y m
znalazły się r ó w n i e ż zabawki i
r z e ź b y w drzewie z Liceum Tech
n i k Plastycznych
w
Zakopanem,
noszące na sobie u r z e k a j ą c e p i ę t n o
osobowości k i e r o w n i k a szkoły —
prof. A. Kenara, oraz prace i n d y w i
dualnych a r t y s t ó w , j a k broszki H .
Grunwalda czy b i ż u t e r i a M . Celm i ń s k i e g o , zabawki A . Rząsy z Za
kopanego itp. Wszystkie te prace
m i a ł y j a k i ś w i ę k s z y czy mniejszy
związek
ze s z t u k ą l u d o w ą , i to
z w i ą z e k o k r e ś l o n y w ł a ś n i e najtraf
niej s ł o w e m „ i n s p i r a c j a ' ' :
a więc
pokrewny klimat, coś z ducha l u d o
wej twórczości, a nie mechaniczne
go, eklektycznego przenoszenia jej
m o t y w ó w i w z o r ó w . Nie „ z a k o p i a ń
szczyzna" s t r a s z ą c a swego czasu w
mieszczańskich
salonach,
nie
pseudoludowa kalkomania, ale s i ę
ganie do w s p ó l n y c h źródeł prze
żyć, do poetyki, nastroju, do j a
kiejś ludowej tonacji. O d w o ł y w a
liśmy się do w r a ż l i w o ś c i widza, k t ó
r y nasycony w pierwszej części w y
stawy a u t e n t y c z n ą s z t u k ą l u d o w ą ,
t u powinien był jedynie s t w i e r d z i ć
fakt, że w Polsce sztuka ludowa
nie jest czymś m a r t w y m , na m a r g i
nesie k u l t u r y , ale że niezależnie od
w ł a s n e g o , tradycyjnego ciągu roz
wojowego, zahacza z jednej strony
o t w ó r c z o ś ć a m a t o r s k ą — z drugiej
zaś o t w ó r c z o ś ć naszych r z e ź b i a
rzy, malarzy, grafików, w y s t a w i e n n i k ó w , r e p r e z e n t a n t ó w sztuki de
koracyjnej i p r z e m y s ł u artystyczne
go. U n i k a l i ś m y przy t y m j a k i e g o ś
fałszywego przeceniania r o l i tego
„ l u d o w e g o " źródła inspiracji, w y
r a ź n i e p o d k r e ś l a j ą c , że jest
ono
t y l k o jednym z wielu, bynajmniej
nie n a j w a ż n i e j s z y m i nie najbar
dziej chyba owocnym.
Tyle o samej koncepcji wystawy,
o jej zasadniczych założeniach sce
nariuszowych. Dalszy ciąg pracy
b y ł już p r ó b ą adaptacji tych założeń
do danych w a r u n k ó w ekspozycji.
A w a r u n k i nie b y ł y korzystne: duża
sala o w y m i a r a c h ok. 20X15 m,
oświetlenie górne — padające z
oszklonego sufitu, z w y s o k o ś c i 2
p i ę t e r ; w o k ó ł ścian na wysokości
p i ę t r a biegła galeryjka szeroka na
2 m, podparta na stiukowych k o
lumnach, k t ó r e „zdobiły" w ten spo
sób w n ę t r z e , n a d a j ą c m u mies2c z a ń s k o - p a ł a c o w y charakter. U k ł a d
pomieszczenia n a r z u c i ł r o z w i ą z a n i e
— na galeryjce z n a l a z ł o się wszyst
ko, co b y ł o
p o c h o d n e
wobec sztuki ludowej, a w i ę c „ n a
i w n i realiści", amatorzy, I W P i
dzieła sztuki w s p ó ł c z e s n e j inspiro
wane l u d o w ą t w ó r c z o ś c i ą . Na par
terze zaś umieszczono całą ekspo
zycję sztuki ludowej. P o z o s t a w a ł o
r o z s t r z y g n ą ć : czy p r z y j ą ć m e t o d ę
pokazu r z e c z o w ą ,
tzn. oddzielnie
eksponować ceramikę,
oddzielnie
tkaniny, wycinanki, r z e ź b ę itp. —
czy też t w o r z y ć całości, np. regio
nalne. S t a l i ś m y na stanowisku, że
obiekty sztuki ludowej należy po
k a z y w a ć we w ł a ś c i w y m k o n t e k ś c i e .
Ze sztuka ludowa t ł u m a c z y się do
piero wtedy, gdy w i d z i m y j ą we
wszystkich p o w i ą z a n i a c h jako s u m ę
tych w a r t o ś c i estetycznych, k t ó r e
człowiek tworzy d l a s i e b i e , dla
wyrażenia
swoich w z r u s z e ń ,
dla
ozdoby swego życia.
Należało przy t y m p o k a z a ć d u ż ą
r ó ż n o r o d n o ś ć form,
i n n o ś ć
sztuki np. p o d h a l a ń s k i e j , k r a k o w
skiej czy kurpiowskiej.
Niestety,
p r z e s t r z e ń b y ł a tak m a ł a , że trze
ba b y ł o wszystkie te postulaty rea
lizować w syntetycznym skrócie.
Trudno też powiedzieć, kiedy k o n
cepcja scenariusza p r o w a d z i ł a m y ś l
plastyka, kiedy zaś b y ł o odwrotnie.'
Ostatecznie z d e c y d o w a l i ś m y się na
sześć „stoisk" r e p r e z e n t u j ą c y c h naj
bardziej typowe i i n t e r e s u j ą c e re
giony (względnie grupy pokrewnych
r e g i o n ó w ) . B y ł y to: P o d h a l e (aż
po
Sądeckie
i
Beskid
Śląski),
Śląsk
(Dolny, G ó r n y , Opolski i
Cieszyński), P o l s k a
południo
wo - w s c h o d n i a
(Rzeszowskie
i p o ł u d n i o w a część w o j . lubelskie
go), P o l s k a
p ó ł n o c n o w s c h o d n i a
(Kurpie, Podla
sie), P o l s k a c e n t r a l n a
(Ma
zowsze,
Opoczyńskie,
Sieradzkie,
Radomskie itd.) oraz
Krakow
s k i e . T a k i p o d z i a ł pozwolił poka
zać niemal cały m a t e r i a ł , k t ó r y m
d y s p o n o w a l i ś m y , przy czym starali
ś m y się o wydobycie w ekspozycji
każdego regionu jego cech specy
ficznych, typowych. Tak np. „ P o d
hale" c h a r a k t e r y z o w a ł o zdobnictwo
w drzewie, skórze i metalu oraz
obrazy na szkle,
podobnie , j a k
„Polskę północno-wschodnią" ' tka
niny dwuosnowowe, plecionki i w y
cinanki — a „ K r a k ó w " m a l o w a n k i
zalipiańskie, szopka, s t r ó j i p l a
styka o b r z ę d o w a (gwiazda, t u r o ń ) .
Wszędzie zresztą znalazł się s t r ó j ,
ceramika, mebel.
Jak już z tego opisu w y n i k a , nie
było m o w y o ż a d n e j dosłowności
etnograficznej
czy
naturalizmie
właściwym
skansenowskim
mu
zeom. Chodziło o znalezienie jakiejś
plastycznej syntezy, s k r ó t u — o za
sugerowanie charakteru sztuki l u
dowej. Tak np. „ p ó ł k a " Szymoszka
czy malowanki z a l i p i a ń s k i e stano
w i ł y j e d n o c z e ś n i e element obudo
w y stoiska i eksponat. Fotogramy
pejzaży, w n ę t r z a , sceny z życia —
d o p o w i a d a ł y to, czego mogła
nie
w y r a z i ć sama ekspozycja.
Rye.
1. Fragment wystawy
polskiej
sztuki ludowej w
Londynie.
Oczywiście zdaję sobie
sprawę
z zastrzeżeń,
jakie m o ż e b u d z i ć
przyjęty przez nas podział.
Nie
u w a ż a m go wcale za
najlepszy,
ale — p o d k r e ś l a m — w danych
warunkach w y d a ł nam się n a j
bardziej przydatny. Z r e s z t ą
—
poza n i m pozostała r z e ź b a , zabaw
ka i malarstwo. Te dwa ostatnie
d z i a ^ p o k a z a l i ś m y oddzielnie —
w m a ł y c h w n ę k a c h , r z e ź b a nato
miast w y p e ł n i ł a ś r o d e k sali oraz
znalazła się w stoiskach regional
nych.
Niejednolitość podziału, raz rze
czowego, raz terytorialnego
nie
sprzyjała przejrzystości
kompozy
cji wystawy, t ł u m a c z y ł a się jednak
tym, że w ł a ś c i w i e i w rzeźbie, i w
malarstwie, i nawet w zabawce
trudno jest jeszcze przy dzisiej
szym stanie wiedzy
wyodrębnić
ich cechy regionalne.
Woleliśmy
więc p o t r a k t o w a ć je w zasadzie j a
ko dobro o g ó l n o k r a j o w e , regiona
lizując je t y l k o w pewnych w y p a d
kach (np. Matka Boska S k ę p s k a
przy K u r p i a c h , pewne typy zaba
wek w K r a k o w s k i e m itp.).
Zasadniczym problemem plastycz
nym w y s t a w y stało się jednak roz
wiązanie trudności wynikłych
z
niekorzystnej architektury w n ę t r z a .
Co zrobić, aby w y t w o r y sztuki l u
dowej, p r z e w a ż n i e drobne w roz
miarze — z a g r a ł y p e ł n i ą b a r w i
form w t y m w y s o k i m p a ł a c o w y m
wnętrzu?
P r z y p o m i n a ł y się po
dobne t r u d n o ś c i ,
jakie napotykali
realizatorzy w y s t a w y
w Pałacu
Kultury
i Nauki.
Gdy
jednak
J. S o ł t a n i O. Hansen
usiłowali
p r z e k r e ś l i ć istniejącą
architekturę
b u d u j ą c w niej j a k b y nowe w n ę t r z e ,
Wielhorski s t a r a ł się raczej w t o p i ć
salę w ekspozycję, związać ją o
tyle, aby p r z e s t a ł a dzia?ać agresyw
nie.
U z y s k a ł to przez wpisanie
3
3
Por. recenzje z ogólnopolskiej
w y s t a w y sztuki ludowej 10-lecia
R. Reinfussa i J. Jarnuszkiewicz,
zamieszczone w niniejszym nrze
„Pol. Szt. L u d . " .
stoisk w salę, przy zachowaniu l o
gicznego i rytmicznego podziału d y
ktowanego u k ł a d e m kolumn, przez
zastosowanie w obudowie
stoisk
pionowych p r ę t ó w ,
podtrzymują
cych plansze czy gabloty, wreszcie
przez doskonale p o m y ś l a n y p o d
wieszony strop z r ó ż n o b a r w n y c h
p a j ą k ó w i „ ś w i a t ó w " , k t ó r y nie
tylko obniżył w ten sposób salę,
t w o r z ą c bardziej przytulne w n ę
trze, ale i s t a n o w i ł p i ę k n y k o l o r y
styczny akcent w p r o w a d z a j ą c y od
razu w j a k i ś l u d o w o - o d ś w i ę t n y na
strój.
Jak ocenić p l a s t y c z n ą realizację
wystawy? Sądzę, że należy t u w y
różnić trzy podstawowe elementy:
stosunek do scenariusza, stosunek
do w n ę t r z a i stosunek do ekspona
tu. Z a c z n ę od pierwszego. Zgod
ność koncepcji scenarzysty i p l a
styka jest w ogóle p i e r w s z y m w a
r u n k i e m udania się wystawy. Ta
zgodność, a nawet więcej — sta
lą w s p ó ł p r a c a , w s p ó l n e
kształto
wanie koncepcji istniejące w da-
291
n y m w y p a d k u — s t a n o w i ł y o pew
nej jednolitości wystawy. O sto
sunku do w n ę t r z a j u ż m ó w i ł e m —
rezultat u w a ż a m
za w y j ą t k o w o
udany. Pozostaje
sprawa trzecia:
stosunek do eksponatu,
a więc
stworzenie w ł a ś c i w e g o k l i m a t u w y
stawy, w k t ó r y m obudowa nie p r z y
t ł u m i eksponatu, spełniając t y l k o
rolę d o p o w i a d a j ą c e g o
akompania
mentu, na tle k t ó r e g o u w y d a t n i się
walor samego obiektu. Podstawo
w y więc sens pracy plastyka za
m y k a się w t y m , aby s t w o r z y ć
w a r u n k i najkorzystniejszego przed
stawienia t r e ś c i wystawy, aby po
k a z a ć w ł a ś c i w y eksponat we w ł a
ściwy sposób.
M a m w r a ż e n i e , że Wielhorskiemu
u d a ł o się s t w o r z y ć n a s t r ó j , w y s t a
wa b y ł a polska, b y ł a ludowa i b y
ła w s p ó ł c z e s n a . Nie jestem nato
miast pewny, czy w r ó w n i e traf
ny sposób u m i a ł w y d o b y ć poszcze
gólny eksponat, czy nie za bardzo
grał całością, nawet kosztem skupie
nia uwagi widza na w a r t o ś c i o w
szych dziełach.
Wystawa, mimo
wszystkich z góry p r z y j ę t y c h de
cyzji, b y ł a jednak t r o c h ę p r z e ł a d o
wana. (Oczywiście w i n ę ponosi t u
4
4
Z w r a c a m u w a g ę , że przy t a k i m
ustawieniu z a d a ń plastyk nie tylko
może, ale i musi b y ć w s p ó ł g o s p o
darzem w y s t a w y . Jego jest rzeczą
ustalić t a k ą k o n c e p c j ę p l a s t y c z n ą ,
przy k t ó r e j założenie t r e ś c i o w e znaj
dzie w ł a ś c i w e
rozwiązanie
arty
styczne. Wystawa, w odróżnieniu od
książki czy a r t y k u ł u , przemawia j ę
zykiem s k o j a r z e ń , obrazem a r t y
stycznym. Narracja prowadzona jest
t u specyficznymi ś r o d k a m i , r ó ż n y
m i w zależności od celów i założeń
wystawy, ale zawsze jest to narra
cja wystawowa, a więc działająca
wizualnie, a p e l u j ą c a do w r a ż l i w o ś c i
widza, a t a k u j ą c a jego w y o b r a ź n i ę .
P r a w i d ł o w o ś ć d z i a ł a n i a wystawy —
to w ł a ś n i e p r a w i d ł o w o ś ć w y w o ł y
wanych s k o j a r z e ń , p r a w i d ł o w o ś ć za
pamiętanych wrażeń. Twórcy w y
stawy, a zwłaszcza plastyk, odpo
wiedzialni są więc za to, j a k widz
reaguje, co u t r w a l a w p a m i ę c i , j a k
n a w a r s t w i a j ą się w jego ś w i a d o
mości odbierane w r a ż e n i a . Nie bez
znaczenia jest więc hierarchia eks
ponatu, uzyskana r ó ż n y m i ś r o d k a
mi:
wyodrębnieniem,
właściwym
rozmieszczeniem, p o d ś w i e t l e n i e m itp.
W a ż n y jest kontekst, w a ż n a zasada
eliminacji,
bezwzględnej
selekcji
wszystkiego, co nie jest konieczne,
co przeciąża, co zagłusza. Selekcji,
k t ó r a jest p o d s t a w o w ą z a s a d ą k a ż
dej twórczości, a w wystawiennic
twie decyduje w ogóle o t y m , co
i j a k się widzi.
Nie w d a j ę się t u . w ocenę r o l i
plastyka. Jest ona r ó ż n a przy r ó ż
nych rodzajach wystaw, jest ona
zmienna w zależności od charakteru
w s p ó ł p r a c y ze s c e n a r z y s t ą , fachow
cem. A l e zawsze plastyk powinien
być ostatecznym organizatorem w r a
żeń, jakie przekazujemy w y s t a w ą .
Oczywiście plastyk czujący i zna
jący s z t u k ę l u d o w ą .
292
w r ó w n e j mierze i scenarzysta,
k t ó r e m u , gdy m i a ł odrzucić rzeźbę
czy t k a n i n ę , nieraz r ę k a zadrżała.)
Toteż widz z p e w n o ś c i ą nie
do
strzegł
wszystkich p r z e d m i o t ó w ,
k t ó r e chcieliśmy m u p o k a z a ć . Nie
d o j r z a ł zapewne n i e k t ó r y c h rzeźb,
k t ó r e potraktowane b y ł y raczej jako
element dekoracyjny, co podnosiło
wprawdzie w a r t o ś ć e s t e t y c z n ą obu
dowy, ale zarazem t u s z o w a ł o dzia
ł a n i e samej rzeźby, nie p o z w a l a j ą c
s k o n c e n t r o w a ć na niej
należytej
uwagi.
Nie t w i e r d z ę , że to „ p s u ł o " w y s t a
w ę . B y ł a ł a d n a i wcale nie dziwię
się ludziom, k t ó r z y przychodzili na
nią po k i l k a razy. A l e m y ś l ą c o
tej ekspozycji i szeregu innych
dostrzegam
dość
symptomatyczne
dla naszego w y s t a w i e n n i c t w a nie-'
docenianie r o l i samego eksponatu.
W i d a ć w t y m zapewne w p ł y w p o w o
jennych w y s t a w „ p r o p a g a n d o w y c h " ,
przemysłowych
czy handlowych,
gdzie m a ł ą a t r a k c y j n o ś ć
ekspona
t ó w n a d r o b i ć m u s i a ł sposób
ich
plastycznego podania. W takich w y
padkach m i a ł o to sens i s p e ł n i a ł o
o k r e ś l o n e zadanie. T a m natomiast,
gdzie eksponatem jest dzieło sztu
k i , bogata i atrakcyjna oprawa p l a
styczna stwarza
niebezpieczeństwo
silnej konkurencjli,
przygłuszenia
w y m o w y obiektu, k t ó r y z e p c h n i ę t y
na drugi plan staje się nieraz pre
tekstem dla w y s t a w y a nie jej
istotnym sensem.
To, o czym t u piszę, nie dotyczy
b e z p o ś r e d n i o naszej ekspozycji, nie
mniej j a k i ś refleks takiego w y s t a
wienniczego m y ś l e n i a
na
pewno
z a w a ż y ł na r o z w i ą z a n i u n i e k t ó r y c h
f r a g m e n t ó w , a nawet w pewnych
wypadkach na niedocenianiu w a r
tości samego obiektu. W o l a ł b y m
widzieć w i ę c e j pieczołowitości
w
zaaranżowaniu
każdego
obiektu,
dłuższe przymierzanie i „pieszcze
nie" się z n i m , aby w y s t ą p i ł w
całej swej krasie. Wtedy nie d o s z ł o
by do tego, że np. znakomitego
„Frasobliwego
z Rabki",
rzeźbę
przede wszystkim o walorach prze
strzennych, położono w gablocie...
P e w n y m usprawiedliwieniem mo
że b y ć brak czasu przeznaczonego
na ostateczną: k o s m e t y k ę ,
która
przy tego rodzaju wystawie jest
niesłychanie ważna.
Brak
czasu,
k t ó r y w y n i k ł z tej drobnej p r z y
czyny, że organizatorzy wystawy,
troszcząc się przez blisko
rok o
zmontowanie całej
imprezy, za
pomnieli na czas w y s t ą p i ć o wizy
i u z y s k a ć zgodę A n g l i k ó w na p r z y
jazd wystawy. W t y m stanie rze
czy nieliczny zespół zmuszony był
w k a r k o ł o m n y sposób z m o n t o w a ć
w y s t a w ę w ciągu 3 d n i , zamiast
przewidzianych 12—15.
Publiczność
przyjęła
wystawę
bardzo życzliwie. Z w ł a s z c z a plasty
cy i architekci p o d k r e ś l a l i
smak
ekspozycji, p o r ó w n u j ą c j ą z w y
stawą meksykańską,
która
w
1953 r. stała się s e n s a c j ą L o n d y n u .
P o d o b a ł się r ó w n i e ż plakat J. L e nicy — kolorowy, wesoły, nowo
czesny, a przy t y m polski i j a k o ś
ludowy.
Z eksponatów największe w r a
żenie robiły rzeźby, zwłaszcza ule
figuralne. P o d o b a ł y się też obrazy
na szkle, dzieła n a i w n y c h r e a l i s t ó w ,
w y c i n a n k i oraz zabawki. Te ostat
nie p r z y c i ą g a ł y oczywiście szcze
gólną u w a g ę dzieci. P o d o b a ł
się
strój ludowy, haft, tkanina — w
pierwszym rzędzie szlachetne pa
siaki opoczyńskie, zapaski k o ł b i e l skie, d y w a n y dwuosnowowe.
Nie „ c h w y c i ł "
natomiast cały
dział „ i n s p i r a c j i " l u d o w y c h .
Są
dzę, że przyczyna leży t u nie w
doborze e k s p o n a t ó w , a po prostu
w t y m , że sam problem nie intere
suje dziś A n g l i k ó w . M y apelowa
liśmy do t r a d y c j i
społeczeństwa
wychowanego na Ruskinie i M o r r i
sie, ale nasz apel trafił w p r ó ż n i ę .
Po prostu jest to j u ż inne s p o ł e
czeństwo, z i n n y m i zainteresowa
niami, i n n y m i t r a d y c j a m i , i n n y m i
osiągnięciami. Co prawda z zain
teresowaniem reagowano na o r y
ginalne r z e ź b y i zabawki w y k o n a
ne przez A . Kenara oraz jego ucz
n i ó w , ale j u ż eksponaty I W P nie
wzbudzały
entuzjazmu,
zresztą
lepsze i ciekawsze m o ż n a b y ł o zna
leźć na niejednej wystawie sklepo
wej. Dość obojętnie p r z y j ę t o prace
plastyków „inspirowane" sztuką l u
d o w ą . Oceniano t y l k o ich bez
względną
wartość,
podobał
się
więc np. Kulisiewicz, ale dlatego,
że jest to ś w i e t n a grafika, a nie
z racji s k o j a r z e ń ze s z t u k ą l u d o w ą .
Przy t a k i m podejściu ta część w y
stawy nie m o g ł a w y w o ł a ć silniej
szego zainteresowania. Dla angiel
skiego odbiorcy nie b y ł a przy t y m
wyrazem współczesnego
widzenia
r o l i sztuki ludowej, ale dokumen
tem historycznym,
świadectwem
spraw j u ż dzisiaj m i n i o n y c h .
5
Prasa angielska oceniła w y s t a w ę
bardzo
przychylnie,
podkreślano
5
Sądzę, że f r a p u j ą c y m p r z e d s i ę
wzięciem b y ł o b y stworzenie w y s t a
w y sztuki ludowej widzianej okiem
współczesnego
plastyka, wystawy,
k t ó r a s t a n o w i ł a b y p r ó b ę pokazania
tego, co w sztuce ludowej jest dziś
ż y w e i cenne dla w s p ó ł c z e s n e g o ar
tysty. Wystawa taka p o d k r e ś l a ł a b y
pewne zależności r o z w i ą z a ń , w s k a
z y w a ł a b y na w s p ó l n e zasady m y ś l e
nia artystycznego, na f u n k c j o n a l
ność sztuki, jej więź z t w o r z y w e m
i narzędziem, szukałaby skojarzeń
pozornie tak odległych, j a k np.
współczesna
abstrakcyjna
rzeźba
przestrzenna
a
np.
Frasobliwy
z Rabki. Na pewno nie b y ł a b y to
wystawa etnograficzna, skojarzenia
jej nie zawsze b y ł y b y poparte w s p ó l
n o t ą postaw artysty ludowego i
współczesnego, ale w ł a ś n i e taka w y
stawa pozwoliłaby m o ż e na zobacze
nie w sposób nowy, świeży, t w ó r c z y
w a l o r ó w tradycyjnej sztuki ludowej
dla w s p ó ł c z e s n e g o człowieka.
Inna jest inspiracja s z t u k ą ludo
w ą w p o c z ą t k u naszego stulecia, co
innego dostrzega w niej Witkiewicz,
co innego formiści, inaczej p a t r z y ł
na s z t u k ę l u d o w ą K . S t r y j e ń s k i ,
inaczej wreszcie w i d z i ją w s p ó ł
czesny artysta.
Rye. 2. Fragment
wystawy
polskiej
sztuki ludowej w
Londynie.
artystyczną
wartość
dzieł
sztuki
ludowej, brak a k c e n t ó w propagan
dowych,
bogate
podbudowanie
s z t u k ą r e l i g i j n ą i wyeliminowanie
p r o d u k t ó w upadku sztuki ludowej,
tak często pokazywanych obecnie
przez r ó ż n e kraje jako p r z y k ł a d y
rozwoju czy zmian z a c h o d z ą c y c h w
ś w i a d o m o ś c i ludu.
W większości recenzje b y ł y rze
telne i obiektywne, bez tendencji
politycznych.
W y j ą t e k pod t y m
w z g l ę d e m s t a n o w i ł o m a ł e pisemko
wydawane przez j a k i ś z w i ą z e k k o
biet. Zamieściło ono fotografię j e d
nej z rzeźb z komentarzem: „ M a t k a
Boska płacze nad losem Polski".
Podobne metody s t o s o w a ł y t a k ż e
n i e k t ó r e pisma emigracyjne, stara
j ą c się „ p r z y c z e p i ć " do wszystkiego.
Ze niby r z e ź b y religijne dali
„bo
musieli", a szopka krakowska
—
niepolska, bo ma baniak j a k cer
kiew (mowa o przetworzeniu m o t y
wu
kaplicy
Zygmuntowskiej!).
Ale — p o d k r e ś l a m — takich w y p o
wiedzi było zaledwie p a r ę .
Dla
ogółu emigracji
wystawa
była
przeżyciem,
b y ł a wspomnieniem
Kraju,
dzieciństwa.
Wzruszała,
zwłaszcza pokolenie starsze i ś r e d
nie. Znam w y p a d k i , gdy ludzie za
oszczędzone grosze przyjeżdżali z
dalekiej p r o w i n c j i , aby t y l k o zoba
czyć „ k a w a ł e k Polski". M a t k i p r z y
p r o w a d z a ł y dzieci, ale te p a t r z y ł y
już raczej o b o j ę t n i e — dla nich
była to t y l k o wystawa, a wzrusze
nie — wzruszeniem rodziców.
Inaczej oglądali w y s t a w ę A n g l i
cy. Skrupulatnie, eksponat za eks
ponatem. Z katalogiem w r ę k u . Co
więcej — często najpierw czytano
objaśnienia, a potem szukano przed
miotu. P r z e k o n a ł e m się,
że dla
A n g l i k ó w w a r t o o p r a c o w y w a ć ka
talogi, z a w i e r a j ą c e szczegółowe ob
jaśnienia. To ich interesuje.
M i m o wszelkich o b j a w ó w
po
wodzenia o d c z u w a ł e m jednak go
rycz, że wystawa przygotowana z
takim n a k ł a d e m starań i środków
nie trafia jednak do celu, przechodzi
gdzieś obok, na j a k i m ś margine
sie l o n d y ń s k i e g o życia. Umieszczona
pozornie w centrum miasta, w isto
cie była j e d n ą z 70 wystaw t r w a
j ą c y c h w t y m okresie. Frekwencja
— normalna zresztą dla
takich
wystaw, w y n o s i ł a p o c z ą t k o w o 60-70
osób dziennie. I to nie zawsze tych,
na k t ó r y c h nam zależało. Wystawy
w Londynie czynne są od godz.
10 do 18, w sobotę jeszcze k r ó c e j ,
a w niedzielę — t a k i już zwyczaj
— z a m k n i ę t e ; a więc
pracujący
człowiek, choćby chciał, zobaczyć
wystawy w ł a ś c i w i e nie mógł. P r z y
chodzili a r t y ś c i (ci zawsze
mają
czas), emeryci, j a k i e ś starsze pa
nie i panowie, dzieci. Miejscowa
Polonia d o w i e d z i a ł a się o wysta
wie późno. Prasie emigracyjnej nie
wypadało
wprawdzie
wystawy
przemilczeć, ale m o g ł a powiedzieć
o niej możliwie późno. Tak
też
uczyniła. A nasze plakaty przyszły
w t y d z i e ń po otwarciu i to w for
macie w i ę k s z y m niż postulowany
przez A m b a s a d ę . S k u t k i e m tego b y
ły kłopoty, żeby je w ogóle j a k o ś
powiesić w w i t r y n a c h „ M e t r a " —
jedynym miejscu, gdzie tego rodzaju
reklama ma sens.
W rezultacie w y s t a w ę przygoto
w y w a n ą z tak w i e l k ą t r o s k ą i na
k ł a d e m ś r o d k ó w o b e j r z a ł o w cią
gu 3 tygodni około 3.500 osób. D o
płata do k a ż d e g o widza w y n i o s ł a
170 zł plus co najmniej 1/2 funta
293
gła b y ć sensacją, a jeśli nawet c z ę
ściowo nią
się s t a ł a — to t y l k o
w środowisku plastyków,
odnaj
d u j ą c y c h w malarstwie czy rzeźbie
w a r t o ś c i k o r e s p o n d u j ą c e z poszuki
w a n i a m i w s p ó ł c z e s n e j sztuki. *
Był sens — i istnieje nadal
—
rzucenia m a ł y c h p o g l ą d o w y c h w y
stawek sztuki ludowej do szkół,
klubów i różnych
stowarzyszeń.
Wystawki takie b y ł y na terenie
A n g l i i od k i l k u lat organizowane
przez I n s t y t u t K u l t u r y Polskiej w
Londynie przy pomocy
Minister
stwa K u l t u r y i Sztuki. Znam je
co prawda t y l k o z fotografii
—
ale i na t e i . podstawie m o g ę sądzić,
że są one raczej bardzo słabe. M i m o
to cieszą się powodzeniem, zwłaszcza
w ś r ó d młodzieży.
Zdaje sobie z
tego s p r a w ę I n s t y t u t K u l t u r y P o l
skiej w Londynie, dobrze p r a c u j ą
ca p l a c ó w k a , s k ł a d a j ą c a się bodaj
z 2 czy 3 osób — w t y m jednak
n i k o g o
z n a j ą c e g o chociażby j ę
zyk polski, nie m ó w i ą c już o na
szej kulturze i procesach w niej
z a c h o d z ą c y c h . Postanowiono jednak
Postaram się to w y j a ś n i ć .
Nie zrobić w y s t a w ę p o ś r e d n i ą , niezbyt
b ę d ę m ó w i ł o przyczynach słabej wielką, ł a t w o p r z e n o ś n ą , t a n i ą w
pracy naszych a t t a c h a t ó w , ani o cbsłudi-e.
ź r ó d ł a c h tych p o m y ł e k kadrowych,
Dezvderat w ę d r o w a ł przez MSZ,
k t ó r y m z a w d z i ę c z a m y fakt, że na
stanowiskach a m b a s a d o r ó w naszej M K i S , wreszcie d o t a r ł do Central
Instytucji
'Sztuk
k u l t u r y znaleźli się ludzie, niekie nego Z a r z ą d u
dy dosłownie nie m a j ą c y nic w s p ó l Plastycznych i Wystaw,. T u w i e
nego z k u l t u r ą . W a ż n y jest jednak dziano już t y l k o , że wystawa ma
fakt, że attachaty (m. i n . w L o n d y być „na Londyn". A w i ę c odpo
okazała.
nie) p o s i a d a j ą p r z e w a ż n i e
słabą wiednio reprezentacyjna,
się
fundusze, zrobiono
o r i e n t a c j ę w terenie swego d z i a ł a Z n a l a z ł y
wystawa
wypadła
nia. Na p r z y k ł a d z i e
l o n d y ń s k i m wszystko, aby
mogę powiedzieć w i ę c e j : źle znają j a k najlepiej. Szkoda t y l k o , że nie
b y ł a potrzebna...
w a r u n k i miejscowe, m a ł o w i e d z ą t a k i wystawa
o t y m , co się dzieje w kraju. D o .'Je o t y m w Warszawie nie w i e najprymitywniej
dajmy, że w okresie „zimnej w o j Oziano. Z a b r a k ł o
wszystko poszło
ny"
działalność
tych
p l a c ó w e k szej koordynacji,
który
sprowadzona była niemal do zera, t r y b e m administracyjnym,
a stanie się jasne, że w okre niestety aż za bardzo p r z y p o m i n a ł
sie n a w i ą z y w a n i a intensywniejszych z a b a w ę w „ z e p s u t y telefon". Jako
stosunków kulturalnych
i nauko wykonawcy nie m i e l i ś m y w i ę c powych z Zachodem attachaty nie ięcia, o co chodzi naszej l o n d y ń s
mogły
sprostać
nowym
potrze kiej p l a c ó w c e . O j a k ą w y s t a w ę ? Dla
bom. W takiej atmosferze zrodził kogo? W jakiej sali? Przez kogo
firmowa
się p o m y s ł zorganizowania w L o n o r g a n i z o w a n ą w z g l ę d n i e
dynie j a k i e j ś wystawy. P o m y ś l a n o ną? Na te pytania odpowiedzi nie
o sztuce ludowej. I t u już, j a k s ą dostaliśmy. Odmówiono' nam k r ó t
dzę, t k w i ł pierwszy b ł ą d .
L o n kiego wyjazdu w celu zapoznania
dyn, j a k to się m o g l i ś m y przeko się z w a r u n k a m i , potrzebami. Nie
nać, „nie l u b i " wystaw sztuki l u wiedzieliśmy, j a k p r z y j ę t o inne w y
dowej, m i a ł
ich zresztą i ma stawy, k t ó r e o d b y ł y się przed na
wciąż wiele. Poza t y m posiada jak mi, co „bierze", a co traktowane
wiadomo znakomite zbiory sztuki jest obojętnie. Ba! z t r u d e m uzyskaludowej,
że w y m i e n i ę
chociażby liśiny zdjęcia sali i n i e k t ó r e jej
O ś w i a d c z o n o nam
do
British Museum czy
Hornemann w y m i a r y .
Museum. Poza t y m — L o n d y n prze s ł o w n i e : „Musicie b y ć przygotowani
żywa obecnie szał kosmopolityzmu. na to, ze ż a d n y c h danych nie otrzy
Ściąga się wszystko z całego ś w i a macie, a \ v v f t a w ę trzeba będzie r o
ta, co t y l k o jest dobre, ł a d n e , celo bie."
we. Nikogo nie b a w i m y ś l o budo
W y s t a w ę zrobiliśmy, ale niestety
waniu współczesnej
sztuki
czy
wzornictwa p r z e m y s ł o w e g o na mo d o ś w i a d c z e n i a l o n d y ń s k i e p o t w i e r
tywach (czy inspiracji)
w ł a s n e i dziły t y l k o słuszność pierwotnych
sztuki ludowej. Bierze się zewsząd p y t a ń i w ą t p l i w o ś c i . Nie taka w y
— co może się o k a z a ć przydatne. stawa b y ł a potrzebna. A jaka? S ą
A w i ę c i ze sztuk ludowych, p r y dzę, że celowsza b y ł a b y raczej w y m i t y w n y c h itp. Ale nie robi się z
tego programu. (To, co m ó w i ę , do
Warto zwrócić u w a g ę na fakt,
tyczy zresztą głównie
Londynu,
inaczej jest, zdaje się, w Szkocji że n i k t niemal nie p a m i ę t a ł w y
czy Irlandii.) Wniosek z tego jas stawy z 1949 r., m i m o że w y w o ł a ł a
ny: gdzie jak gdzie, ale w ł a ś n i e ona w ó w c z a s d u ż e zainteresowanie.
Por. „Pol. Szt. L u d . " nr 2/1955
w Londynie wystawa nasza nie mo
s. 106—107.
w dewizach. Dodajmy do tego nie
uniknione niszczenie
transporto
wanych e k s p o n a t ó w oraz poczucie
daremnie straconego czasu, a jasne
się stanie, dlaczego m ó w i ł e m o go
ryczy, k t ó r ą wszyscy odczuwali
śmy.
Dlaczego tak się stało? Sądzę, że
na niepowodzenie wystawy złoży
ło się k i l k a przyczyn. Pierwsza —
to słabość naszych p l a c ó w e k k u l
turalnych za g r a n i c ą , a w danym
w y p a d k u ż e n u j ą c y wprost
brak
znajomości terenu ze strony a t t a chatu kulturalnego
w Londynie.
Druga — brak dostatecznej k o o r d y
nacji w pracy p o m i ę d z y attachatem,
MSZ, Ministerstwem
Kultury
i
Sztuki i wreszcie
wykonawcami
wystawy. Trzecia — złe ustawie
nie organizacyjne k o m ó r k i wystaw
w Ministerstwie K u l t u r y i Sztuki, co
w rezultacie powoduje faktyczne
wyeliminowanie w sprawach
za
sadniczych czynnika fachowego i
sprowadza w y s t a w ę do r o l i k o l e j
nej imprezy propagandowej.
7
6
7
294
stawa
plastyki
współczesnej,
w z g l ę d n i e wielka retrospektywa, np.
„100 lat sztuki polskiej" — u r z ą
dzona w w i e l k i c h , masowo u c z ę s z
czanych galeriach.
Na wystawie
takiej m o g ł a b y się znaleźć i sala
sztuki ludowej, j a k to m i a ł o m i e j
sce np. na wystawie sztuki meksy
k a ń s k i e j . Wystawa
organizowana
przez A r t s Council w z g l ę d n i e d y
r e k c j ę National Gallery czy Tale
Gallery m i a ł a b y z a p e w n i o n ą r e k l a
m ę , publiczność,
szeroki rezo
nans.
A jeśli zdecydowano się już
na
w y s t a w ę w sali k l u b u a k w a r e l i
stów, sali o tradycjach raczej nie
ciekawych, a w i ę c i o ograniczo
n y m k r ę g u publiczności — należało
przynajmniej u t r z y m a ć ekspozycję
przez 5—6 tygodni, j a k to jest
w l o n d y ń s k i m zwyczaju,
a nie
l i k w i d o w a ć w y s t a w ę po 3 tygod
niach, wtedy, kiedy zaczęła w ł a ś
nie m i e ć powodzenie! Kiedy frek
wencja w y n o s z ą c a p o c z ą t k o w o 60
osób dziennie doszła do 300—350!
Należało też lepiej z a d b a ć o r e k l a
m ę , d o t r z e ć przede wszystkim
do
ś r o d o w i s k emigracyjnych (a prze
cież w Londynie są całe dzielnice
polskie!).
Czy m o ż n a jednak w i n i ć o to
konkretnych ludzi,
odpowiedzial
nych
za
wystawę
w
ramach
attachatu kulturalnego,
Instytutu
K u l t u r y Polskiej
w
Londynie.
MSZ czy Ministerstwa
Kultury?
Nie, nie m o ż n a , a w k a ż d y m razie
w bardzo n i e w i e l k i m stopniu. L u
dzie na ogół pomagali, j a k mogli. A
że
struktura
organizacyjna
jest
wadliwa, że f a ł s z y w a b y ł a polityka
kadrowa, d e s y g n u j ą c a
nieraz na
odpowiedzialne ' p l a c ó w k i nieprzygo
towanych do tego ludzi — o to na
leży m i e ć pretensje chyba nie tylko
do tych ludzi.
Z r e s z t ą , i najlepszy attache nie
będzie
znawcą
fizjologii,
atomi
styki, literatury, plastyki, geologii
i boksu. P r a w i d ł o w a wymiana za
graniczna m o ż l i w a jest jedynie w
oparciu o kompetentne instytucje,
przy przerzuceniu g ł ó w n e g o cięża
r u odpowiedzialności z u r z ę d ó w na
w ł a ś c i w e instytucje czy stowarzy
szenia. W t y m k i e r u n k u
zresztą
zmierzają
zmiany w
organdzacji
k o n t a k t ó w kulturalnych z zagrani •
cą. Chodzi t y l k o o to, aby
zo
stały przeprowadzone konsekwent
nie
i na
wszystkich
odcinkach,
a więc r ó w n i e ż i w zakresie w y
stawiennictwa.
Nie rozumiem, dlaczego n o r m a l
ną w y m i a n ę a r t y s t y c z n ą czy n a u
k o w ą traktuje się
„propagando
wo"; dlaczego wystawy sztuki r o
bione są przez instytucje,
które
jednocześnie z a j m u j ą się targami
h a n d l o w y m i czy w y s t a w ą
chorób
wenerycznych; dlaczego nie p r z y
j ą ć zasady, iż wystawy o charakte
rze muzealnym m u s z ą b y ć robione
przez instytucje muzealne( w na
szym w y p a d k u przez Muzeum Sztu
k i Ludowej) pod opieką Centralne
go Z a r z ą d u M u z e ó w . Nie chodzi m i
t u tylko o tzw. czystość p r o f i l u , ale
o sprawy zasadniczej wagi. Wysta-
wa jest r e z u l t a t e m ,
osta
tecznym podsumowaniem j a k i e g o ś
dorobku. Wystawa sztuki ludowej
musi więc b y ć rezultatem p o w a ż n e j
pracy naukowej i dokumentacyjnej,
rezultatem p r z e m y ś l a n e j a k c j i ba
d a ń terenowych i z a k u p ó w . Rozu
miem sens u r z ą d z a n i a wystaw k r a
j o w y c h czy regionalnych, p o k a z u j ą
cych stan obecnej sztuki ludowej,
w y s t a w pokonkursowych czy też
tematycznych (np. haftu, ceramiki).
Ale już takie tematyczne wystawy
m u s z ą o p i e r a ć się o j a k ą ś b a z ę ma
t e r i a ł o w ą , o muzeum czy i n s t y t u
cję, m u s z ą s t a n o w i ć — j a k p u b l i
kacja — rezultat prac dokumen
tacyjnych, badawczych. T y m bar
dziej dotyczy to w y s t a w reprezen
tacyjnych, o b e j m u j ą c y c h
zarówno
dorobek przeszłości jak i o s i ą g n i ę
cia w s p ó ł c z e s n e . W y s t a w y
takie
m u s z ą o p i e r a ć się o stan naszego
muzealnictwa i zasoby, j a k i m i ono
dysponuje. Tak jednak nie jest. I
dlatego brak m i t u elementarnej,
gospodarskiej logiki. Bo przecież
najpierw trzeba coś m i e ć , a potem
dopiero p o k a z y w a ć . Najpierw m u
szą się znaleźć fundusze na zaku
py muzeaire i chociaż p r y m i t y w n ą
k o n s e r w a c j ę istniejących
zbiorów,
a dopiero potem b ę d z i e czas
na
chwalenie się dorcbkiem. Nie w o l
no t o l e r o w a ć t a k k g o stanu rzeczy,
w k t ó r y m niemal k a ż d a wystawa
przynosi
n i e p o w e t o w a n e straty dla naszej k u l t u r y , w y
krusza i tak z a s t r a s z a j ą c o
nikły
stan posiadania.
Serce się k r a j a ł o , gdy o b j e ż d ż a
ł e m muzea s z u k a j ą c
eksponatów
na l o n d y ń s k ą w y s t a w ę . W k i l k u
nastu muzeach z t r u d e m znaleźć
dziś m o ż n a j a k i ś zestaw, obejmu
jący c a ł o ś ć
naszej ludo
wej sztuki. I jeśli u d a ł o m i się
zdobyć w a r t o ś c i o w e
obiekty,
to
t y l k o dzięki w i e l k i e j pomocy k i e
rowników muzeów, którzy wypoży
czali z ekspozycji
najcenniejsze,
często unikalne obiekty. I to w
j a k i m stanie! K r u s z ą c e się rzeźby,
toczone przez k o r n i k i , r o z s y p u j ą c e
się cenne tkaniny, nadbite czy po
p ę k a n e okazy ceramiki. A i m cen
niejszy obiekt, t y m p r z e w a ż n i e k r u chszy, t y m w i ę k s z e m u
podlega
zniszczeniu. M i m o n a j w i ę k s z e j t r o
ski o zabezpieczenie — zniszczenie
jest nieuchronne. Razem z drem Delimatem, delegowanym przez Cen
t r a l n y Z a r z ą d M u z e ó w , z niepoko
j e m b r a l i ś m y w r ę c e k a ż d y obiekt
w r a c a j ą c y z Londynu. Dyrektorzy
m u z e ó w m ó w i ą , że o d d a l i ś m y je
w dobrym stanie, że na poprzed
nich wystawach b y ł o gorzej -—
ale my wiemy niestety lepiej, gdzie
i ile u b y ł o polichromii; w i d z i e l i ś m y
sypiące się drzewo, n a d t ł u c z o n e f i
g u r k i z gliny. I powtarzam: ż a d n e
zabezpieczenie nie uchroni od strat.
A są to w naszych w a r u n k a c h straty
niepowetowane, w r ę c z dewastacja,
za k t ó r ą j e s t e ś m y odpowiedzialni
przed s p o ł e c z e ń s t w e m .
okazy ludowej sztuki. W w i e l k i m
muzeum w i d z i a ł e m izbę zagraco
ną r z e ź b a m i , l e ż ą c y m i jedna na
drugiej, p o k r y t y m i g r u b y m k o ż u
chem kurzu. A w ś r o d k u izby ż e
lazny piecyk, rozgrzany do czerwo
ności. W i d z i a ł e m p o ł a m a n e , p o t ł u
czone, poniszczone przedmioty, z
k t ó r y c h w i e l u już nie da się zre
k o n s t r u o w a ć , a i te, k t ó r e
dziś
jeszcze n a d a j ą się do konserwa
cji, za rok b ę d ą do wyrzucenia: po
t ł u c z o n e obrazy na szkle, zniszczo
ne kafle malowane,
poobijana i
nieudolnie
poklejoną
ceramikę.
Znam wiele tych o b i e k t ó w z foto
grafii. Wiem, j a k w y g l ą d a ł y 5 lat
temu. Powtarzam: proces dewasta
cji jest z a t r w a ż a j ą c y . I nie w i ń
my t u d y r e k t o r ó w m u z e ó w . K a ż
dy z nich, gdy słyszy o nowej w y
stawie, blednie. Wiele
nasłucha
ł e m się o t y m , co w y p o ż y c z o n o i
zniszczono, zagubiono, zdemolowa
no. W i d z i a ł e m w Rzeszowie skarb
w i e l k i , unikat, c e r a m i c z n ą kaplicz
kę. Była już w P a r y ż u i Londynie.
Popękana, obtłuczona,
wymagjąca
pilnej
konserwacji i absolutnego
spokoju. M i a ł e m w r ę k u r z e ź b y ,
k t ó r e w r ó c i ł y z wystaw i fotogra
fie tych, k t ó r e nie wróciły. Widzia
ł e m na Ś l ą s k u p o t ł u c z o n e obrazy
na szkle, w ś r ó d nich s ł y n n ą św.
Barbarę,
chyba
najpiękniejszy
obraz, j a k i zdobił nasze
zbiory.
Obraz dziś już bezpowrotnie stra
cony — jedna z licznych . . p a m i ą
tek" zagranicznych wystaw. M ó
wiono m i o zaginionych dziełach,
o najstarszym datowanym d y w a
nie dwuosnowowym,
który
nie
w r ó c i ! z Czechosłowacji, podarowa
ny k o m u ś tam przez naszych d y
gnitarzy... Z r e s z t ą nie chodzi o
rejestr — m o ż n a go niestety prze
dłużać — chodzi o zasady. M ó w i ę
t u t y l k o o zabytkach przeszłości,
ale wystarczy p r z y j r z e ć się boga
t y m zbiorom w s p ó ł c z e s n y m M i n i
sterstwa K u l t u r y i Sztuki, niszcze
j ą c y m w nieodpowiednich w a r u n
kach na strychu i w piwnicy, aby
p r z e k o n a ć się, że z t r u d e m znaj
dziemy nie uszkodzony ciekawszy
okaz ceramiki czy nawet
wycinankę
(kłaniają się wystawy!!!). I ciśnie
się t r o c h ę demagogiczna
reflek
sja: czy nie słuszniej b y ł o b y prze
nieść te zbiory do k t ó r e g o ś z p i ę k
nych, zaopatrzonych w k l i m a t y z a c j ę
g a b i n e t ó w u r z ę d u j ą c y c h i nie u r z ę
dujących
v-ministrów?
Czy nie
b y ł b y z tego w i ę k s z y p o ż y t e k dla
kultury?
Tak, sprawa
zbiorów
wymaga
radykalnej ingerencji. Jeszcze dziś
m o ż n a k u p i ć na wsi czy od p r y w a t
nych zbieraczy cenne zabytki sztuki
ludowej. Ale trzeba to zrobić szyb
ko, póki nie jest za późno. I s ą
dzę, że najpierw należy przeprowa
dzić celową, r o z s ą d n i e p o m y ś l a n ą
a k c j ę z a k u p ó w , d a ć muzeum w i ę
cej niż po k i l k a tysięcy złotych
rocznie,
przeznaczyć
niezbędne
ś r o d k i na k o n s e r w a c j ę
i rekon
s t r u k c j ę z a b y t k ó w , d o p r o w a d z i ć do
O g l ą d a ł e m muzealne magazyny, p o r z ą d k u magazyny i stan posia
gdzie zwalone na k u p ę niszczeją dania m u z e ó w , s t w o r z y ć p e ł n ą k o
unikalne, niepowtarzalne już dziś lekcję przynajmniej w Warszawie
(w Młocinach) i K r a k o w i e , skon
c e n t r o w a ć cenne zabytki
znajdu
j ą c e się w r ó ż n y c h „ w z o r c o w n i a c h " ,
jak np. Centrali P r z e m y s ł u L u d o
wego i Artystycznego, a nawet ma
gazynach zespołów
artystycznych
(np. „Mazowsze"), a dopiero w t e
dy wydzielić duplikaty w m o ż l i
wie dobrym stanie, k t ó r e w o 1n o by t r a k t o w a ć jako eksponaty
na objazdowe czy zagraniczne w y
stawy.
I postulat zasadniczej wagi
—
s k o ń c z y ć wreszcie z fikcją
Mu
zeum K u l t u r L u d o w y c h w M ł o c i
nach. To, co jest, to są r u i n y , w
k t ó r y c h m a r n u j ą się t y l k o ekspo
naty. A Warszawa potrzebuje m u
zeum,
specjalistycznego
muzeum
sztuki ludowej, k t ó r e p r o w a d z i ć b ę
dzie obok prac badawczych w tere
nie i z a k u p ó w — k o n s u l t a c j ę , p o p u
l a r y z a c j ę naszej sztuki ludowej. Są
ludzie, jest m o ż l i w o ś ć
szybkiego
u z u p e ł n i e n i a z b i o r ó w — brak t y l k o
lokalu. Trudno nie w i n i ć o to M i
nisterstwa. W y d a w a ł o się (a wcale
nie jestem pewien, czy jeszcze się
nie wydaje) miliony złotych na r ó ż n e
zespoły pseudo-ludowe.
Robiono
w i e l k i ruch d o k o ł a sztuki ludo
wej. Że tradycja narodowa, że k u l
tura socjalistyczna w treści a na
rodowa w formie. Starano
się
ze sztuki ludowej zrobić panaceum
na wszelkie bolączki. W y m y ś l a n o
m o ż l i w e i n i e m o ż l i w e zastosowa
nia. To b y ł a fasada, m o ż e w p e w
n y m okresie efektowna, wygodna
— ale fasada. W istocie nie potrawiono z a ł a t w i ć jedynej sprawy na
p r a w d ę zasadniczej wagi dla
na
szej k u l t u r y
—
zabezpieczenia
osiągnięć sztuki ludowej, w i e l k i e
go dorobku naszego ludu. Na to
nie starcza j a k o ś środków...
Nie zawsze zresztą celowa jest
wystawa. Czasem znacznie w a ż
niejsza m o ż e b y ć dobra publikacja
o sztuce ludowei, ł a d n i e i z sen
sem wydana. ( A l b u m y czeskie, s ł o
wackie, w ę g i e r s k i e , r u m u ń s k i e —
wydane efektownie i bogato, z
r ó ż n o j ę z y c z n y m tekstem,
znaleźć
można w każdej większej księgarni
za g r a n i c ą . A my? M y nie mamy
ż a d n e g o takiego albumu, a proje
ktowany przez „ S z t u k ę " —• w y
p a d ł z planu.) Czasem w a ż n i e j s z y
może b y ć f i l m , k t ó r y też stanowi
przecież f o r m ę dokumentacji. Cza
sem w a ż n i e j s z y może b y ć
sklep
CPLiA, s p r z e d a j ą c y w y r o b y a r t y
stycznego r z e m i o s ł a ludowego. W i
d z i a ł e m takie sklepy w Londynie
—- j u g o s ł o w i a ń s k i i b u ł g a r s k i . W
d o s k o n a ł y m punkcie, w centrum —
m a ł e wystawy ludowei sztuki, a
przy t y m p r z y n o s z ą c e P a ń s t w u de
wizy, a l u d o w y m w y t w ó r c o m ź r ó d
ło dochodu. Myślę też, że w d ł u g o
falowej
polityce w y m i a n y
kulturslnei z z a g r a n i c ą niejednokrotnie
w a ż n i e j s z e jest. aby obiekty naszej
sztuki ludowej z n a l a z ł y
się w B r i
tish Museum, Victoria and A l b e r t '
Museum czy Horneman Museum
(jeśli mowa o Londynie), żeby m o ż
na je b y ł o znaleźć
w muzeach
etnograficznych Szwajcarii, Belgii,
295
Niemiec,
Związku
Radzieckiego,
I n d i i . Chiociażby na w y m i a n ę , w
zamian za eksponaty innych k r a
jów, innych k u l t u r . Ale to z n ó w
wymaga odpowiedniego
funduszu
rezerwowego, a w i ę c p i e n i ę d z y na
zakupy, na tworzenie kolekcji w y
miennych.
P r o s z ę mnie źle nie z r o z u m i e ć ,
bynajmniej nie n a w o ł u j ę do rezy
gnacji z wystaw. Wystawy są po
trzebne, a niekiedy n i e z a s t ą p i o n e .
I w ł a ś n i e wtedy należy je robić.
Wymaga to jednak ś w i a d o m e j po
l i t y k i ze strony Centralnego
Za
r z ą d u Wystaw, wymaga to skon
centrowania spraw opieki i p r o
pagandy sztuki ludowej w jednych
r ę k a c h . Wymaga to p r z e m y ś l e n i a
właściwych
form
wystawienni
czych. Tak np. sądzę, że p ó k i nie
stać nas na dysponowanie oryginał a m i - d u p l i k a t a m i , na w ł a ś c i w ą k o n
s e r w a c j ę dzieł sztuki, n a r a ż o n y c h
na zmiany k l i m a t u ,
temperatury,
na t r u d y i ryzyko transportu
—
ograniczmy się do dzieł
współ
czesnych, nie unikatowych (cho
ciaż, jeśli nie będzie się p r o w a
dzić s t a ł y c h z a k u p ó w — j u t r o dzie
ła te b ę d ą już u n i k a t a m i , o ile się
w ogóle d o c h o w a j ą ) , do plansz f o
tograficznych oraz do kopii. Tak,
do k o p i i najlepszych rzeźb, obra nie m ó w i , że ich nie ma. Są, trze
zów na szkle, zabawek, a nawet ba je t y l k o w ł a ś c i w i e w y k o r z y s t a ć .
wycinanek.
W y s t a r c z y ł o b y na p r z y k ł a d zamiast
kosztownej wystawy zrobić
nie
Z góry uprzedzam zarzuty. Wiem,
w i e l k ą i t a n i ą , a zaoszczędzoną su
że kopia nigdy nie da tego, co
m ę p r z e z n a c z y ć na sprawy podsta
oryginał, i t d . Ale nie przesadzaj
wowe. S k o ń c z m y wreszcie z fasamy. Dobra kopia daje dobre po
dowością, zacznijmy żyć i liczyć
jęcie o oryginale, a d o s k o n a ł a jest
po gospodarsku. Nie n a l e ż y prze
niemal nie do o d r ó ż n i e n i a . Jeśli
cież s p r y s k i w a ć
się
perfumami,
zaś nawet p r z y j ą ć , że wystawa o r y
kiedy nie ma na m y d ł o . Nie należy
g i n a ł ó w jest zawsze w i ę k s z y m w y
też chyba w y d a w a ć miliona zło
darzeniem niż wystawa złożona z
tych na w y s t a w ę „10-lecia"
czy
kopii, trzeba się z a s t a n o w i ć , co w a
600 000 zł na „ l o n d y ń s k ą " , kiedy
żniejsze: czy niepowetowane stra
b r a k 16 000 zł na zakup unikalnego
ty naszej k u l t u r y , straty w w y p a d
pieca kaflowego
Oksitowicza
w
ku zniszczenia lub zagubienia o r y
Rybnej czy na zakup szopki k r a
ginału nie do odrobienia, czy obni
kowskiej; kiedy stan naszych m u
żenie p r e s t i ż u wystawy. Wydaje m i
zeów etnograficznych jest rozpacz
się, że w tej sprawie nie m o ż n a
l i w y , kiedy ubiegły okres b y ł raczej
mieć w ą t p l i w o ś c i .
czasem dewastacji niż
rozkwitu.
Tak, ale powtarzam to
z całą Napierw postawmy w ł a ś c i w i e m u
kon
natarczywością,
konieczne
jest zealnictwo, p r z e p r o w a d ź m y
w ó w c z a s , żeby całość spraw w y s t a s e r w a c j ę zbiorów, p r o w a d ź m y ce
wowych (w zakresie sztuki ludowej) l o w ą p o l i t y k ę z a k u p ó w — nie cze
spoczywała
w ręku
Centralnego k a j ą c aż ze sztuki ludowej pozo
Z a r z ą d u M u z e ó w , ewentualnie p r z y s t a n ą nam... opisy i fotografie, a
szłego Centralnego Muzeum Sztu potem chwalmy się naszym do
granicą.
k i Ludowej.
Aby
gospodarowa robkiem w k r a j u i za
no zbiorami m ą d r z e , r o z w a ż n i e , z Inaczej za nasze sukcesy — płacić
m y ś l ą o przyszłości. A b y wreszcie b ę d ą przyszłe pokolenia. I to cięż
Ministerstwo znalazło na ten cel od ko płacić...
powiednie środki. I niech m i n i k t
Fot. Unity
296
Studios