Twórcy ludowi w świetle swoich pamiętników / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4

Item

Title
Twórcy ludowi w świetle swoich pamiętników / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.199-213
Creator
Woźniakowa, Maria
Date
1983
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:3159
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3371
Rights
Licencja PIA
Text
Maria Woźniakowa

TWÓRCY LUDOWI W ŚWIETLE SWOICH PAMIĘTNIKÓW
PAMIĘTNIKI TWÓRCÓW LUDOWYCH JAKO ŹRÓDŁO
W styczniu 1974 r o k u rozpisany został konkurs na
p a m i ę t n i k i t w ó r c ó w l u d o w y c h pod h a s ł e m „Moja droga
dc twórczości". Organizatorami b y l i : Towarzystwo Pam i ę t n i k a r s t w a Polskiego i Z w i ą z e k Spółdzielni R ę k o ­
dzieła Ludowego i Artystycznego „ C e p e l i a " przy w s p ó ł ­
udziale M i n i s t e r s t w a K u l t u r y i Sztuki oraz Stowarzy­
szenia T w ó r c ó w L u d o w y c h .
K o n k u r s m i a ł p r z y n i e ś ć v. efekcie „ m a t e r i a ł y ź r ó d ­
łowe obrazujące sylwetki
osobowościowe
ludowych
a r t y s t ó w , koleje ich życia, drogi w i o d ą c e do twórczości
oraz bogactwo, potrzeby i r ó ż n o r o d n o ś ć sztuki ludo­
w e j " . N a p ł y n ę ł o 280 prac od t w ó r c ó w ludowych z cze­
go przejrzanych zostało 257 p a m i ę t n i k ó w o b e j m u j ą c y c h
niemal wszystkie dziedziny twórczości. Najliczniej
re­
prezentowana b y ł a r z e ź b a (79 p a m i ę t n i k ó w ) , plastyka
o b r z ę d o w a (30), haft (30), tkactwo (26), garncarstwo (20),
koronka (11); inne dziedziny były mniej liczne: ma­
larstwo (poza I w ó r c a m i ł ą c z ą c y m i malarstwo i rzeźbę
8 p a m i ę t n i k ó w ) , malarstwo na porcelanie (5), zabawkarstwo i snycerka (4), elementy s t r o j ó w l u d o w y c h (3),
plecionkarstwo (6), galanteria s k ó r z a n a (1). Nie brano
pod u w a g ę 12 p a m i ę t n i k ó w pisarzy i p o e t ó w , ani osób
z a j m u j ą c y c h się k o r z e n i o p l a s t y k ą , b e t o n o p l a s t y k ą i t p .
W sumie w t y m opracowaniu wykorzystano 152
p a m i ę t n i k i w mniejszym lub w i ę k s z y m stopniu odpo­
w i a d a j ą c e celom konkursu, tzn. p r z e d s t a w i a j ą c e koleje
życia, d r o g ę do twórczości, w a r u n k i pracy t w ó r c z e j itp.
P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w n a d e s ł a n e na konkurs stano­
wią bogaty, ale bardzo niejednolity m a t e r i a ł . Objętość
ich waha się od jednej do k i l k u d z i e s i ę c i u stron. M n i e j
w i ę c e j p o ł o w a zawiera k r ó t k i , lub tylko t r o c h ę posze­
rzony życiorys, a n i e k t ó r e pisane były nawet w formie
podania o przychylne p o t r a k t o w a n i e (czego? twórczości
czy p a m i ę t n i k a ? ) , co ś w i a d c z y с niezrozumieniu celów
konkursu.
Poziom l i t e r a c k i p a m i ę t n i k ó w , swoboda w y p o w i e ­
dzi, u z a l e ż n i o n e są od poziomu wiedzy, „ o b y c i a " pa­
m i ę t n i k a r z a , co nie musi wcale p o z o s t a w a ć w z w i ą z k u
z w a r t o ś c i ą p a m i ę t n i k a jako źródła. Z n a n i i cenieni
s k ą d i n ą d t w ó r c y l u d o w i często nie u m i e j ą i n t e r e s u j ą c o
p i s a ć o swojej twórczości, co trafnie ilustruje wypo­
w i e d ź Wincentego Krajewskiego, p o d s u m o w u j ą c a jego
zwierzenia: „na t y m kończę swój z b ł ę d a m i k r ó t k i ży­
ciowy m a ł y p a m i ę t n i k , p i s a ć nie umiem, ale za to r z e ź ­
b i ć " . (166, w.k.).
N i e k t ó r e p a m i ę t n i k i r o b i ą w r a ż e n i e , j a k gdyby p i ­
sane były r ó w n o c z e ś n i e przez k i l k a osób lub na zasaczie wypracowania szkolnego: „pokaż jak to napisa­
łeś, to odpiszę od ciebie". Odnosi się to głównie do pa­
m i ę t n i k ó w hafciarek i k o r o n k a r e k Zawarte w nich i n ­
formacje i s f o r m u ł o w a n i a są p r a w i e identyczne.
Trudno natomiast s t w i e r d z i ć z c a ł y m przekonaniem,
k t ó r e z ciekawszych p a m i ę t n i k ó w
zawierają
własne,
(..-yginalne p r z e m y ś l e n i a i sądy t w ó r c ó w , a k t ó r e p o w ­
t a r z a j ą z a s ł y s z a n e lub przeczytane przez autora t w i e r ­
dzenia m e c e n a s ó w , z n a w c ó w sztuki i t p . C y t u j ą c te w y ­
powiedzi w y c h o d z ę z założenia, że jeśli autor p a m i ę t ­
nik? podaje je jako w ł a s n e , jest przekonany o ich s ł u s z ­
ności.
T

1

W w i e l u p a m i ę t n i k a c h znaleźć m o ż n a szczegółowy
cp:s techniki procesu t w ó r c z e g o , t e m a t y k i prac, h i s t o r i ę
reprezentowanej przez p a m i ę t n i k a r z a dziedziny t w ó r ­
czości we wsi i okolicy.
Niektóre
zawierają
także
wspomnienia o p i s u j ą c e obyczaje, c b r z ę d y doroczne, wa­
r u n k i życia na wsi w dzieciństwie p a m i ę t n i k a r z a , w i a ­
domości dotyczące medycyny ludowej, f o l k l o r u i l i t e r a ­
tury, a t a k ż e p r z e ż y c i a wojenne T y m i ostatnimi za­
gadnieniami nie b ę d ę się tu z a j m o w a ć .
Celem tej pracy jest p r ó b a zarysowania sylwetek
t w ó r c ó w , charakterystyka ich drogi do twórczości, k o n ­
t a k t ó w z w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m i odbiorcami prac,
charakteru twórczości oraz przedstawienia opinii t w ó r ­
ców o w s p ó ł p r a c y z „ C e p e l i ą " i i n n y m i mecenasami l u ­
dowej twórczości, w a r u n k a c h pracy t w ó r c z e j i t r u d n o ś ­
ciach z nią z w i ą z a n y c h , o p i n i i o pracy k o m i s j i k o n ­
kursowych, w p ł y w i e o d b i o r c ó w na charakter twórczości,
perspektywach rozwojowych sztuki ludowej, szkoleniu
m ł o d y c h kadr.
W i ę k s z o ś ć p a m i ę t n i k ó w zawiera ciekawe i d a j ą c e
się p o r ó w n a ć m a t e r i a ł y d o t y c z ą c e losów t w ó r c ó w i ich
drogi do twórczości. Analiza tych m a t e r i a ł ó w w e d ł u g
jednolitego kwestionariusza p o z w o l i ł a na uchwycenie
pewnych p r a w i d ł o w o ś c i i specyfiki poszczególnych grup
współczesnych twórców ludowych.
l/znano za istotne i p r z y j ę t o za p o d s t a w ę p o r ó w n a n i a
następujące czynniki:
a — wiek, w j a k i m t w ó r c a z e t k n ą ł się ze swoją dzie­
dziną;
1: — motywy podjęcia t w ó r c z o ś c i ;
с — czas, miejsce, okoliczności n a u k i ;
cl — stosunek rodziny i w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a do t w ó r ­
cy i uprawianej przez niego dziedziny twórczości
(a także zmiany tego stosunku i ich przyczyny);
e — s a m o o k r e ś l e n i e t w ó r c y i jego ocena w ł a s n e j t w ó r ­
czości;
f — zbyt w y r o b ó w , odbiorcy. Zmiany w t y m zakresie
i ich przyczyny.
P o r ó w n a n i e m a t e r i a ł ó w u p o r z ą d k o w a n y c h wg. po­
w y ż s z y c h k r y t e r i ó w pozwoliło na w y r ó ż n i e n i e k i l k u od­
r ę b n y c h grup p a m i ę t n i k a r z y r e p r e z e n t u j ą c y c h
różne
d;iedziny t w ó r c z o ś c i :

2

1. Tkactwo, haft, koronka (deuej
stosuję
określenie
rękodzieło) — 49 p a m i ę t n i k ó w ;
.2. Garncarstwo (19 p a m i ę t n i k ó w ) ;
3. Plastyka
obrzędowa
(wycinanki,
pisanki, palmy,
k w i a t y , r e k w i z y t y o b r z ę d o w e — 24 p a m i ę t n i k i ) ;
4. T w ó r c z o ś ć i n d y w i d u a l n a (rzeźba, malarstwo, g r a f i ­
ka — 60 p a m i ę t n i k ó w ) .

Twórca ludowy we w ł a s n y m środowisku
i wobec nowego odbiorcy
Wyraźne prawidłowości
dostrzec m o ż n a
czas i m o t y w y rozpoczęcia pracy t w ó r c z e j .

badając

1.99

I

Garncarze rozpoczynali p r a c ę we wczesnej m ł o ­
dości, zazwyczaj po u k o ń c z e n i u 14—15 lat, pod k i e r u n ­
kiem ojca, krewnego lub też oddawani b y l i do t e r m i n u
w n a j b l i ż s z y m s ą s i e d z t w i e . Tradycja rodzinna jest t u
n a j c z ę s t s z y m m o t y w e m rozpoczęcia pracy w zawodzie,
choć w a r u n k i materialne o d g r y w a ł y n i e b a g a t e l n ą rolę.
W i ę k s z o ś ć garncarzy pochodzi z rodzin wielodzietnych
i małorolnych.
Podobnie przedstawia się droga do twórczości w

r ę k o d z i e l e . Z 45 wypowiedzi tkaczek, hafciarek, k o r o n karek 62% odziedziczyło swojo u m i e j ę t n o ś c i po k r e w ­
nych, 47*/o jako źródło swoich umiejętności wymienia
t r a d y c j ę l o k a l n ą i aż 55% u z n a ł o k o n i e c z n o ś ć zarobko­
wania jako podstawowy bodziec do podjęcia pracy r ę k o ­
dzielniczej. Jedna z hafciarek wprost stwierdza:
,.bo mama m ó w i ł a : r ó b dziecko, to jak nie będziesz
r o b i ł a , to nie będziesz j a d ł a . " (25, L.M.).

Wiek pamiętnikarzy
Grupa
wytwórczości

Ilośó
wypo­
wiedzi

M

К

Poniżej
30 lat

30—50

50—70

Powyżej ;
70
.. .

19
49

17
3

2
46

2

3
9

10
23

4
7

24

2

22

1

7

9

3

60

58

2

24

24

14

152

80

72

7

43

56

Garncarze
Rękodzieło
Plastyka
obrzędowa
Twórczośó
indywidualna
Ogółem

j

j
8
22

J
j

Wykształcenie pamiętnikarzy
Wykształcenie
Grupa
wytwórczości

ilośó wypowie­
dzi

średnie,
zawodowe

Garncarstwo

18

3

Rękodzieło
Plastyka obrzę­
dowa
Twórczośó indy­
widualna

39

34

14

11

47

34

13

118

82

36

Ogółem

36 osób pisze o t r u d n y c h w a r u n k a c h b y t o w y c h w
j a k i c h rozpoczynali p r a c ę t w ó r c z ą W parze z koniecz­
nością zarobkowania idzie j e d n a k ż e z a m i ł o w a n i e do
prac r ę c z n y c h , co najlepiej ilustruje wspomnienie zna­
nej hafciarki M a r i i Szewczykowej:
„Wtedy byłam małą dziewczynką p r z y p a t r y w a ł a m
się pracy moich hafciarek (matki i babki). M n i e
to bardzo p a s j o n o w a ł o ten autentyzm r o ś l i n n y ,
k ł a d z i o n y na materiale. A ż e b y moje hafciarki nie
o d p y c h a ł y mnie d o p o m a g a ł a m i m n a w l e k a j ą c po­
c z ą t k o w o n i c i do igły. Tak się zaczęła moja t w ó r ­
cza praca haftu kujawskiego. N a s t ę p n a faza to
k a w a ł e k p ł ó t n a , igła, n i c i i p o c z ą t k i haftu. M a m a
zaczęła m i u d z i e l a ć
wskazówek.
Chciałam jak
n a j p r ę d z e j n a u c z y ć się h a f t o w a ć , żeby pomóc ma­
mie (...) Babcia mnie p o c h w a l i ł a (...) I tak babcia
powiedziała, że trzeba jej w y r y s o w a ć coś na p ł ó t ­
nie niech się w p r a w i a . Ja w ó w c z a s m i a ł a m 9 lat".
(151, M.S.).
200

podstawowe
lub niepełne

15
(nauka rzemio­
sła)
5
3

Nie wszystkie hafciarki m i a ł y tak dobry start do zawedu j a k w c y t o w a n y m fragmencie. Na K u r p i a c h t r u d ­
ne w a r u n k i życia z m u s z a j ą c e do szukania dodatkowych
z a r o b k ó w p o w o d o w a ł y k o n k u r e n c j ę w ś r ó d hafciarek, o
czym wspomina kilka, p a m i ę t n i k s r e k z tego terenu,
a m.in. K.C. (206):
„ p o n i e w a ż w tych latach p o w a ż n i e o d c z u w a ł o się
brak pracy zarobkowej poza r o l n i c t w e m , dlatego
też te osoby, k t ó r e p o t r a f i ł y w y k o n y w a ć hafty
r ę c z n e n i e c h ę t n i e p o k a z y w a ł y i n n y m (...). Wyszy­
w a ł a m w e d ł u g w ł a s n e g o rozeznania, w i d z ą c je
(hafty na chustkach — M.W.) u kobiet n o s z ą c y c h
na g ł o w a c h " .

R ę k o d z i e ł e m z a c z y n a ł y się p a r a ć d z i e w c z ę t a w c z e ś n i e .
Na 45 o s ó b w s p o m i n a j ą c y c h o p o c z ą t k a c h swojej t w ó r ­
czości 30 rozpoczęło p r a c ę w d z i e c i ń s t w i e (tzn. przed
14 r o k i e m życia) i 18 we wczesnej m ł o d o ś c i .

Z u p e ł n i e inaczej przedstawia się sprawa m o t y w a c j i
i źródeł u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z y c h u r z e ź b i a r z y i malarzy,
a częściowo t a k ż e — w plastyce o b r z ę d o w e j .
Plastyka o b r z ę d o w a , z r a c j i głębokiego z w i ą z k u
z t r a d y c j ą r e g i o n a l n ą m o g ł a b y znaleźć się w grupie
r ę k o d z i e ł a ludowego, j e d n a k ż e w trakcie opracowania
źródeł okazało się, że pod p e w n y m i w z g l ę d a m i bliż­
sza jest charakterem twórczości i n d y w i d u a l n e j , niż inne
rodzaje r ę k o d z i e ł a . O ile w r ę k o d z i e l e i r z e m i o ś l e czas
rozpoczęcia twórczości p r z y p a d a ł w y ł ą c z n i e na okres
d z i e c i ń s t w a lub wczesnej młodości, o tyle w plastyce
o b r z ę d o w e j na 24 w y p o w i e d z i 5 kobiet rozpoczęło to
zajęcie w w i e k u d o j r z a ł y m (p) zamążpójściu), a w a ­
r u n k i bytowe nie o d g r y w a ł y tak w i e l k i e j r o l i j a k w
r ę k o d z i e l e (na 17 w y p o w i e d z i 8 określiło swoje w a ­
r u n k i bytowe jako trudne, 9 jako nie m a j ą c e znaczenia
dla podjęcia twórczości). W i ę k s z ą też rolę odgrywa
u pisankarek, w y c i n a n k a r e k
i t d . potrzeba
twórcza:
„(....) Codzienne o b o w i ą z k i stały się dla mnie c i ę ż a r e m .
Raz w r o k u o ż y w i a ł a m się z a s i a d a j ą c do robienia pisa­
nek (...) Po z a k o ń c z e n i u robienia pisanek czas zaczął
się dłużyć, a zajęcia domowe u w a ż a ł a m za dopust
Boży. P o s t a n o w i ł a m r o b i ć pisanki na sprzedaż. Chcia­
ł a m p o p r a w i ć s y t u a c j ę m a t e r i a l n ą i j e d n o c z e ś n i e przed­
ł u ż y ć okres ich pisania". (126, O.S.),
W t w ó r c z o ś c i i n d y w i d u a l n e j na 57 w y p o w i e d z i pot r i e b a tworzenia stanowi w 93°/o p r z y p a d k ó w podsta­
w o w y bodziec rozpoczęcia twórczości, co nie znaczy,
że sytuacja materialna (21°/o) craz tradycja rodzinna
(28"/o) nie odgrywa t u pewnej r o l i . O t r a d y c j i wiosko­
wej w s p o m i n a j ą zazwyczaj p a m i ę t n i k a r z e , k t ó r z y s w ą
t w ó r c z o ś ć rozpoczynali od zabawek, r e k w i z y t ó w o b r z ę ­
dowych, szopek (5 wypowiedzi!, natomiast wspomniana
t u tradycja rodzinna nie oznacza, jak w r ę k o d z i e l e ,
b e z p o ś r e d n i e j k o n t y n u a c j i zajęcia wykonywanego przez
r o d z i c ó w , lecz raczej dotyczy obeznania z surowcem,
t e c h n i k ą o b r ó b k i drewna i t p . (ojciec stolarz, bednarz,
zabawkarz).
Droga do t w ó r c z o ś c i r z e ź b i ą : zy i malarzy jest tak
r ó ż n o r o d n a , że trudno sprawy t t z a w r z e ć w j e d n y m
zdaniu. W ś r ó d 60 w y p o w i e d z i p a m i ę t n i k a r z y , w dzie­
c i ń s t w i e rozpoczęło p r a c ę 20 osób, a we wczesnej m ł o ­
dości 23 t w ó r c ó w . P o z o s t a ł y c a 11 zaczęło rzeźbić, ma­
l o w a ć w w i e k u d o j r z a ł y m . W i e l u pisze o dziecinnym
struganiu f i g u r e k na pastwisku, t r a k t u j ą c je jako
pierwszy kontakt z r z e ź b ą .
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y b o w i e m b o d ź c e m b y ł y
s'lne p r z e ż y c i a psychiczne, z w i ą z a n e z k o n k r e t n y m w y ­
darzeniem (śmierć bliskiej osoby, wojna, spotkanie z
f a s c y n u j ą c y m a r t y s t ą czy d z i e ł e m sztuki) b ą d ź z w a ­
r u n k a m i życia t w ó r c y , r o d z ą c y m i poczucie k r z y w d y ,
wyobcowania ze ś r o d o w i s k a ( n r z e w l e k ł a choroba, k a ­
lectwo, nędza, brak rodziny).
W
tych
przypadkach
t w ó r c z o ś ć p e ł n i rolę k o m p e n s a c y j n ą , rodzi się z silnej
potrzeby w y r a ż e n i a swoich d o z n a ń . Dla innych t w ó r ­
czość zaczyna się od ś w i a d o m e j p r ó b y w y w o ł a n e j p r o ­
gramem w telewizji, a r t y k u ł e m w gazecie, n a m o w ą
„ a n i m a t o r a " — kogoś i n t e r e s u j ą c e g o się s z t u k ą ludo­
w ą , pracownika domu k u l t u r y i t p .
Na 49 w y p o w i e d z i d o t y c z ą c y c h problemu m o t y ­
w a c j i t w ó r c z e j , w 18 w y m i e n i a się jako p r z e ł o m o w e
wydarzenie p r z e ż y c i a osobiste; w 12 przypadkach decy­
d u j ą c y okazał się kontakt z i n n y m t w ó r c ą lub dziełem.
K o n t a k t z domem k u l t u r y , muzeum, „ a n i m a t o r e m " oka­
zał się istotny w 40 przypadkach, zaś z e t k n i ę c i e się
z w y t w o r a m i l u b w i a d o m o ś c i a m i o konkursie w ś r o d ­
kach masowego przekazu w 9.
Zdaję sobie s p r a w ę , iż podane w ten sposób suche
informacje nie w y c z e r p u j ą bogaciwa m o t y w ó w i b o d ź ­
ców t w ó r c z y c h , stąd też oddaję głos p a m i ę t n i k a r z o m :

„Dziś zdaję sobie s p r a w ę , że b y ł a to j a k a ś dzie­
cinna z a z d r o ś ć do dzieci, k t ó r e nie b y ł y g ł o d n e ,
nie b y ł y bezdomne, m i a ł y się lepiej w co u b r a ć
i to m n i e odciągało od ich w e s o ł o ś c i " . (145, W.D.).
„ O d p o c z y n k i e m od koszmaru mojej c o d z i e n n o ś c i
(był m ó j w ł a s n y ś w i a t m a r z e ń i t ę s k n o t zamiesz­
czony w kolorowe m a l u n k i k w i a t ó w , z w i e r z ą t ,
ludzi i k r a j o b r a z ó w " (bieda w domu, w szkole
niesprawiedliwe oceny — M.W., (153, M.K.).
„Chodząc j u ż do szkoły z a c z ą ł e m w szkole i w
domu w y s t r u g i w a ć coś n o ż y k i e m z drzewa l i p o ­
wego, g ł ó w k i k a r z e ł k ó w i f i g u r k i k o l ę d n i k ó w do
szopki (...). W oknie domu Jakuba Juszczyka zo­
b a c z y ł e m w y r z e ź b i o n e przez niego r ó ż n e f i g u r k i
i(...) Strasznie w z r o s ł a we mnie chęć a ż e b y uczyć
się coś takiego r o b i ć i m ó w i ł e m do m a t k i zaraz,
że j a b y m poszedł do tego r z e ź b i a r z a się uczyć,
a matka m i o d p o w i e d z i a ł a , że jego t u nie ma, on
r z e ź b i daleko po świecie ś w i ę t y c h do kościołów,
p o m n i k i w Warszawie (...) Smutna była dla mnie
ta o d p o w i e d ź , ale r o b i ł e m od tego dnia moje dro­
biazgi z jeszcze w i ę k s z y m z a p a ł e m , ale n i k t się
m o j ą r o b o t ą nie i n t e r e s o w a ł i n i k t m i nie doda­
w a ł z a p a ł u i nie z a c h ę c a ł do tej roboty (...) s ą ­
siad (...) zawsze złośliwie szydził po co to r o b i ę
j a k nic z tego nie b ę d ę m i a ł " . (213, A.Z.).
„ Z a i n t e r e s o w a n i e t y m k i e r u n k i e m twórczości m i a ­
ł e m od dziecka. O g l ą d a ł e m prace nieżyjącego już
r z e ź b i a r z a Konstantego Chojnowskiego. Proste l u ­
d z i k i i inne f i g u r k i w y r z y n a ł e m z drewna scyzo­
r y k i e m . Po wojnie, kiedy p o w s t a ł o w i ę k s z e za­
interesowanie w k r a j u s z t u k ą l u d o w ą , kiedy w
gazetach, w radio i telewizji b y ł y opisy prac
niezliczonych w ó w c z a s t w ó r c ó w p o s t a n o w i ł e m po­
p r a c o w a ć w tej dziedzinie z czego jestem dziś za­
dowolony". (69, W.K.).
„Najczęściej p a t r z y ł e m na k r z y ż stojący na na­
szym polu, figura Chrysi;usa b y ł a tak p i ę k n a , że
z a c h ę c a ł a mnie do strugania Wystrugany Chrys­
tus nie p r z y p o m i n a ł r z e ź b y na k r z y ż u i dlatego
z a p r z e s t a ł e m strugania (...) (Po latach wojennej
zawieruchy autor mar.iy o powrocie do k r a j u ,
M.W.) I t u zrodziła się m y ś l postanowienia sobie,
że gdy w r ó c ę szczęśliwie do domu, to w zamian
w y r z e ź b i ę ś w i ą t k a " . (243, A.S.).
„ N i e j e d n o k r o t n i e b r a ł e m je (świątki z p r z y d r o ż ­
nych kapliczek — M.W.) do r ę k i , o g l ą d a ł e m i
w k ł a d a ł e m z powrotem. C h c i a ł e m je t a k ż e r z e ź ­
bić. To urzeczenie tych prostych ś w i ą t k ó w , d ł u ­
banych w k a w a ł k u lipowego drewna p o z o s t a ł o we
mnie do dziś". (158, B.S.).
„Podczas w o j n y p a r t y z a n porucznik m ó w i ł m i
(...) ż e b y m tej roboty mojej nie p o r z u c i ł (...), że
b ę d z i e lepiej i że doczekam takiego czasu, że b ę d ę
mógł r o b i ć f i g u r k i i za p i e n i ą d z e , a nie za dar­
mo. I znów przez tego człowieka zostałem na
nowo z a c h ę c o n y (...). Wnet m i n ę ł y te lata nie­
korzystne i dziś w trzydziestolecie Polski Ludowej
p o s t a w i ł e m nowy dom i p r a c o w n i ę ,
złożyłem
egzamin czeladniczy, z a r e j e s t r o w a ł e m się, należę
do cechu i jestem już legalnym r z e m i e ś l n i k i e m " .
(213, A.Z.).
„ S p o t k a ł e m w gazecie zdjęcie r z e ź b y ludowej (...)
i to m i u t k w i ł o w oku. P o s t a n o w i ł e m zaraz s p r ó ­
b o w a ć . P o c z ą t k i b y ł y oczywiście k r w a w e , bo nóż
często z a h a m o w a ł o palec. M i m o tego r z e ź b a bar­
dziej m i o d p o w i a d a ł a , gdyż m o g ł e m wszystko r o ­
bić w e d ł u g w ł a s n e g o gu.itu, w korzeniach to się
t y l k u nieznacznie poprawia n a t u r ę " . (114, S.C.).
„Gdy p r a c o w a ł e m w Warszawie, w i d z i a ł e m rzeźby

201
I

i tak sobie m y ś l ę — ja bym to zrobił ale czy to
k u p i ą (...) Pewnego
razu
przyjechał
szwagier
Wierzchowski, w i ę c go pytam o tych rzeźbach,
a on m i m ó w i , że on to r o b i i sprzedaje „Cepelii",
Desie i on m i dał adres i p o w i e d z i a ł : masz t a k ą
zdolność, to potrafisz robić takie rzeźby". (92
M.A.).
„A rzeźbić (w 69 r o k u życia — M.W.) to z a c z ą ł e m
od tego czasu jak u nas w Janowie b y ł y D n i
K u l t u r y i O ś w i a t y i na p r z e m ó w i e n i u słyszałem,
że tow. E d w a r d Gierek interesuje się rzeźbą l u ­
d o w ą i że k a z a ł położyć w i ę k s z y nacisk na roz­
wój k u l t u r y i sztuki ludowej. No i ja od tego
czasu n a b r a ł e m chęci tak mnie to r u s z y ł o , że
p a ń s t w o interesuje się r z e ź b ą l u d o w ą , że z a c z ą ­
ł e m t r o c h ę rzeźbić". (157, P.J.).
Przytoczone t u u r y w k i p a m i ę t n i k ó w dotyczą p i e r w ­
szego okresu twórczości, o p s u j ą wydarzenia b ę d ą c e
jakby
kamieniem
w ę g i e l n y m drogi t w ó r c z e j , k t ó r e j
szczegółowym o m ó w i e n i e m zajmę się w dalszej części
pracy.
W w y p a d k u garncarstwa trudne jest bliżej o k r e ś l i ć
stosunek ś r o d o w i s k a wiejskiego do tego zajęcia, gdyż
garncarze prawie nie w s p o m i n a j ą o t y m w p a m i ę t n i ­
kach, n a d m i e n i a j ą c co n a j w y ż e j k r ó t k o : „ludzie kupo­
w a l i " . Jeden tylko z p a m i ę t n i k a z y (z M e d y n i G ł o g o w ­
skiej) wspomina o z a z d r o ś c i starych garncarzy w sto­
sunku do niego, gdyż z a t r u d n i ł przy w y r o b i e n a c z y ń
całą r o d z i n ę , u s p r a w n i a j ą c proces w y t w ó r c z y .
;

r

O stosunku rodziny do zajęcia garncarskiego wspon r n a 9 p a m i ę t n i k a r z y i w 8 wypadkach
synowie
w s p ó ł d z i a ł a j ą z garncarzem w jego pracy, jeden tylko
narzeka na brak zainteresowania r z e m i o s ł e m ze strony
dzieci.
R ę k o d z i e ł o i plastyka o b r z ę d o w a były powszechnie
w opinii wioskowej oceniane pozytywnie (32 z 34 w y ­
powiedzi i 18 z 20 wypowiedzi). Tkaczki, hafciarski, kor o n k a r k i , pisankarki, traktowane b y ł y przez w ł a s n e
ś r o d o w i s k o jako specjalistki w г п а п у с п i i n n y m kob etom zajęciach i często zarniwiano u nich w y r o b y .
Jedynym w y j ą t k i e m od tej r e g u ł y jest stosunek
ś r o d o w i s k a wiejskiego do zawodu tkacza, p o c h o d z ą c e g o
ze wsi zamieszkanej przed w o j n ą przez ludność u k r a i ń ­
ską. Tkacz ten kontynuuje w innej już wsi p o w i a t u
hrubieszowskiego odziedziczony po ojcu zawód, w y k o ­
n u j ą c dywany w e d ł u g starych unikalnych w z o r ó w „ p a ń ­
skich i d w o r s k i c h " i nie icst pozytywnie oceniany
p'-zez ś r o d o w i s k o wiejskie, co sam sobie z r e s z t ą p r ó b u ­
je w y j a ś n i ć :
„Ożeniłem się (...) ż o n a p o m a g a ł a m i w pracy w
gospodarstwie jak też w t k a n i u . Zaczęło nam się
p o w o d z i ć lepiej. W i d z ą c to ludzie z otoczenia za­
częli w y ś m i e w a ć się z nas, że oboje z żoną r o ­
bimy p i e n i ą d z e na owczych ogonach, gdyż nie
doceniano w a r t o ś c i sztuki ludowej (...) M a r t w i
mnie, a j e d n o c z e ś n i e d z i w i fakt, że nie z n a j d u j ę
w ś r o d o w i s k u w k t ó r y m mieszkam i z k t ó r e g o
się w y w o d z ę c h ę t n y c h d : k o n t y n u o w a n i a i upow­
szechniania sztuki ludowej. Być m o ż e p r z y c z y n ą
tego jest w y b i t n i e rolniczy charakter naszego po­
w i a t u , gdzie dba się o w y d a j n o ś ć z hektara d ó b r
konsumpcyjnych, a w y d a j n o ś ć p o ż y t k u dla ducha
o d k ł a d a się na później (...) Są u nas w Polsce
regiony gdzie s z t u k ę l u d o w ą u w a ż a się za zaję­
cie b e z p o ż y t e c z n e dla kogokolwiek i t w ó r c y są
przez otoczenie t r a k t o w a l i , jako j a c y ś maniacy,
którzy niepotrzebnie t a c ą czas na n i k o m u nie­
potrzebne d ł u b a n i n y . W y r a ź n y m tego p r z y k ł a d e m
r

202

jest nasz region hrubieszowski, gdzie t w ó r c ó w
ludowych m o ż n a policzyć d o s ł o w n i e na palcach
jednej r ę k i " . (195, Cz.R.I.
Ten gorzki ton towarzyszy c a ł e m u p a m i ę t n i k o w i , a ów
tkacz jest charakterystycznym p r z y k ł a d e m b r a k u akcep­
tacji d z i a ł a l n o ś c i t w ó r c z e j nie w y w o d z ą c e j się z m i e j ­
scowych tradycji.
K l i m a t b r a k u akceptacji ś r o d o w i s k a wiejskiego to­
warzyszy większości p o c z y n a ń t w ó r c z y c h
rzeźbiarzy.
Dopiero uzyskanie powodzenia i s p r z e d a ż prac poza
w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m zmienia częściowo to nastawie­
nie, ale o t y m b ę d z i e jeszcze mowa.
Na 36 wypowiedzi ś r o d o w i s k o wiejskie odnosiło
się n i e c h ę t n i e do t w ó r c y i jego dzieł w 20 wypadkach,
pozytywnie w 15; rodzina natomiast częściej (choć nie
zawsze) a k c e p t o w a ł a pierwsze k r o k i t w ó r c z e (na 29 w y ­
powiedzi 20 przy 8 nie a p r o b u j ą c y c h twórczości i 4
o b o j ę t n y c h ) . K l i m a t t o w a r z y s z ą c y pierwszym p r ó b o m
t w ó r c z y m najlepiej o d d a j ą sami p a m i ę t n i k a r z e :
„Sąsiedzi i koledzy w pracy m ó w i l i : „ ś w i r a stary
d o s t a ł " . Miejscowe otoczenie p a t r z y ł o na mnie
z p o g a r d ą i z i r o n i c z n ą litością. Zona p r z e s t a ł a
się w ogóle o d z y w a ć , w domu wieczna draka".
(140, C.S.).
„ W t e d y to (po ś m i e r c i Chojnowskiego) z a c z ą ł e m
p r a c o w a ć na odkryto i śmiało i w t e d y to spotka­
ł e m się z zawodem, zaczęli się ze mnie ś m i a ć ,
iż r z e ź b y moje są n i e k s z t a ł t n e , jedna noga g r u b ­
sza, druga cieńsza itp.". (125, M.G.).
„ P o c z ą t k o w o ludziom p o d o b a ł y się r z e ź b y , szcze­
gólnie młodzieży j a k m i e l i k a w a ł e k l i p y p r z y ­
chodzili do mnie. Potem stosunek z m i e n i ł się. (...)
niekiedy dlatego, że ludzie z a z d r o s z c z ą m i moich
u m i e j ę t n o ś c i i nie chcą s p r z e d a ć d r e w n a . To jest
taka ludzka z a w i ś ć i z a z d r o ś ć o m ó j talent (...).
M o i rodzice k r z y w o p a t r z ą na moje r z e ź b y , często
krzyczą, że nic nie r o b i ę , t y l k o b a w i ę się t y m i
„ d z i a d a m i " . M o i koledzy zaczynają mówić, że dziw a c z e j ę z t y m i „ ś w i ą t k a m i " . N i e k t ó r z y koledzy w
moim w i e k u ś m i e j ą się ze mnie, j a k niosę j a k i ś
klocek lipowy, w o ł a j ą wtedy: „hej ty k o ł k u l i p o ­
w y , bo zdechniesz przy swoich ś w i ą t k a c h ; choć
na w i n o " . (118, A.B.).
„Żona się kłóciła, sąsiedzi dziwnie na to p a t r z y l i
i pewnie też myśleli, że m a m tego kota w gło­
wie. Teraz (po z a m ó w i e n i a c h „Cepelii") rodzina
i ja j e s t e ś m y zadowoleni, bo już p a r ę groszy za­
robione i jestem j a k o ś inaczej t r a k t o w a n y . L u ­
dzie też mnie nie p o s ą d z a j ą , że u p a d ł e m na gło­
wę, tylko p o d z i w i a j ą moje zdolności". (135, S.J.).
„W okolicy ludzie zawiszczom m i , strasznie m i
zazdroszczono. Bo kto tu przyjdzie, to m ó w i : „nie
ma j a k jemu, to on siedzi, d ł u b i e se, moszżeć
ty n a t u r ę g ł u p i o m " (...) nawet m n i e meldowali, że
strasznie dużo zarabiam. M u s i a ł e k się o d s t a w i ć
do u r z ę d u finansowego dwa razy". (127, L . K . ) .
„ J a k b y ł e m na stoisku na Jesieni T a t r z a ń s k i e j
miejscowi g ó r a l e ś m i e l i się, m ó w i l i , że siedzą
w klatach jak w ZOO i tu przyszli i to w nie­
dzielę r o b i ą j a k b y w c h a ł u p i e nie m i e l i co jeść.
Obecnie w ś r o d o w i s k u jestem w ł a ś c i w i e docenia­
ny, może n i e k t ó r z y zazdroszczą, m ó w i ą , że jestem
d ł u b a k , ino głową myślę i m a m p i e n i ą d z e " . (198
„Lubań").
Działalność twórcza
m i ę t n i k a r z y dzieli się

w życiorysach
j a k gdyby na

większości pa­
dwa etapy. W

p i e r w s z y m t w ó r c a pracuje zazwyczaj na potrzeby w ł a s ­
ne i swojego ś r o d o w i s k a (rękodzieło, r z e m i o s ł o , plasty­
ko o b r z ę d o w a ) lub też w y ł ą c z n i e dla siebie. W d r u g i m
etapie zostaje „ o d k r y t y " i zaczyna t w o r z y ć dla nowego
odbiorcy. U ż y w a m t u s f o r m u ł o w a ń „w w i ę k s z o ś c i " i
„ z a z w y c z a j " gydż p o d z i a ł ten nie dotyczy wszystkich
p a m i ę t n i k a r z y . Część t w ó r c ó w , szczególnie z m ł o d s z e ­
go pokolenia, została w c i ą g n i ę t a do pracy przez osoby
już w s p ó ł p r a c u j ą c e z r ó ż n y m i instytucjami i od p o c z ą t ­
k u rozpoczęła p r a c ę dla o k r e ś l o n e g o odbiorcy spoza
ś r o d o w i s k a wiejskiego.
P o n i e w a ż obecnie interesuje nas d z i a ł a l n o ś ć t w ó r ­
ców ludowych we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u , d r u g ą g r u p ą
t w ó r c ó w z a j m ę się p ó ź n i e j .
Rynek z b y t u na w y r o b y r ę k o d z i e l n i c z e o g r a n i c z a ł
się zazwyczaj w pierwszym okresie do rodziny i w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a (z 40 w y p o w i e d z i 26 osób p r a c o w a ł o
na potrzeby swoje i wsi, a 6 w y ł ą c z n i e dla siebie),
k o r o n k a r k i i n i e k t ó r e hafciarki s p r z e d a w a ł y swoje w y ­
roby na targach i j a r m a r k a c h (15) lub też p r a c o w a ł y
na z a m ó w i e n i e d w o r u . J u ż w tyn. okresie traktowane
b y ł y jako specjalistki w s w o i m zawodzie:
„W szkołach w t y m czasie na robotach też uczyli
r ó ż n y c h takich r o b ó t e k , nic też dziwnego, że na­
sze prace były zawsze oceniane na celująco (...)
To wszystko p r z y d a ł o się żeby we wczesnym dzie­
c i ń s t w i e móc p r a c o w a ć na siebie. Były nas w t e d y
cztery, a mama p i ą t a . Pracy m i a ł y ś m y bardzo
dużo, gdyż wszystkie panny dziedziczki z okolicy
o b s t a l o w y w a ł y u nas w y p r a w y , a wiadomo, że
do w y p r a w y n a l e ż a ł o bardzo dużo bielizny p o ś ­
cielowej, koszul nocnych, dziennych, o b r u s ó w , ser­
wetek, c z e p k ó w , chusteczek. Jak w k a ż d y m za­
wodzie, tak i w naszym w y ł a n i a ł y się specjali­
zacje. K a ż d a z nas miata dla siebie u l u b i o n ą tech­
n i k ę , jedna n a j ł a d n i e j r o b i ł a pościel, inne z n ó w
serwetki s z y d e ł k o w e , mama w y k o r z y s t y w a ł a to,
trafnie i s k r z ę t n i e d y r y g o w a ł a r o b o t ą " . (57, J.S.).
Garncarze w okresie przedwojennym i zaraz po wojnie
zbywali swoje w y r o b y na targach i j a r m a r k a c h , a t a k ż e
we wsi i najbliższej okolicy sam' r o z w o ż ą c towar lub
też o d s p r z e d a j ą c cały w y p a ł handlarzom.
Pisanki, k w i a t y , palmy, w y c i n a n k i , r e k w i z y t y ob­
r z ę d o w e w y k o n y w a l i zazwyczaj t w ó r c y dla siebie i dla
w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a nie z a j m u j ą c się s p r z e d a ż ą na
w i ę k s z ą skalę.
W r z e ź b i e — znaczna część t w ó r c ó w p r a c o w a ł a dla
siebie, k r y j ą c się ze swoim, j a k sami o k r e ś l a j ą : „ h o b ­
b y " (27 z 42 wypowiedzi) lub też o f i a r o w y w a ł a prace
znajomym, rodzinie (16), n i e i i e i i i a zaś grupa r z e ź b i a r z y
(4 osoby) w y w o d z ą c a s w ą t w ó r c z o ś ć od zabawkarstwa
z b y w a ł a swoje w y r o b y na targach.
Tak w p r z y b l i ż e n i u w y g l ą d a ł pierwszy okres dzia­
łalności t w ó r c z e j p a m i ę t n i k a r z y , do momentu p r z e ł o ­
mowego, j a k i m stało się (dla większości) odkrycie t w ó r ­
cy przez m e c e n a s ó w i generalna zmiana odbiorcy prac.
Stosunek t w ó r c ó w do w ł a s n e j pracy w i ą ż e się za­
zwyczaj z rodzajem i charakterem w s p ó ł p r a c y z no­
w y m i odbiorcami.
Wśród n o w y c h o d b i o r c ó w w y t w ó r c z o ś c i
ludowej
n a j p o w a ż n i e j s z y m jest bezsprzecznie „Cepelia". W s p ó ł ­
pracuje z n i ą 82% tkaczek, hafciarek i koronkarek,
83% osób z a j m u j ą c y c h się p l a s t y k ą o b r z ę d o w ą , 84%
garncarzy i 55% r z e ź b i a r z y . S t ą d też n a j w i ę c e j o p i n i i
i sądów dotyczących k o n t a k t ó w z nowym środowiskiem
odnosić się b ę d z i e do tej i n s t y t u c j i . W sumie ze spół­
dzielniami Z w i ą z k u „ C e p e l i a " w s p ó ł p r a c u j e na r ó ż n y c h
zasadach 109 a u t o r ó w p a m i ę t n i k ó w .

P o w a ż n y m i odbiorcami prac są t a k ż e muzea oraz
l u d n o ś ć miejska k u p u j ą c a w y r o b y ludowe na j a r m a r ­
kach, wystawach i kiermaszam, organizowanych z r ó ż ­
nych okazji przez instytucje kulturalne.
R z e ź b i a r z e , poza w y m i e n i o n y m i instytucjami, n a j ­
więcej w ł a s n y c h prac s p r z e d a j ą osobom p r y w a t n y m —
kolekcjonerom, „ m i ł o ś n i k o m sztuki ludowej", turystom,
gościom zagranicznym. P r ó c z r z e ź b i a r z y jedynie w r ę k o ­
dziele z d a r z a j ą się w y p a d k i .sprzedaży wyrobów
pry­
w a t n y m odbiorcom spoza własr,ego ś r o d o w i s k a , nato­
miast w plastyce o b r z ę d o w e j i i z e m i o ś l e są to w y p a d k i
sporadyczne.
Po r o z p o c z ę c i u pracy dla o d b i o r c ó w miejskich j e ­
dynie 7 tżaczek i hafciarek oraz 8 wycinankarek 1 p i sankarek w y k o n u j e jeszcze w y r o b y na z a m ó w i e n i e w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a , nieliczna grupa r z e ź b i a r z y i malarzy
zajmuje się k o n s e r w a c j ą , rzeźbi f i g u r y do kościołów,
kaplic, stacji k r z y ż o w y c h , czasem wykonuje t a k ż e po­
piersia i obrazy do szkół i ś w i e t l i c . Powodzeniem we
w ł a s n y m ś r o d o w i s k u cieszą się t a k ż e prace odrzucone
przez komisje konkursowe i. „Cepelię" — p ł a s k o r z e ź b y
wypalane na sklejce, ś w i e c z n i k i , obrazki na pniach,
ramki itp.
Generalna zmiana o d b i o r c ó w i w y k s z t a ł c e n i e no­
wego r y n k u zbytu w y w a r ł o ogromny w p ł y w na w a r u n ­
k i materialne t w ó r c ó w , charakter ich prac, stosunek r o ­
dzinnego ś r o d o w i s k a , a t a k ż e rozumienie w ł a s n e j t w ó r ­
czości. W p a m i ę t n i k a c h znajduje w y r a ź n e odbicie zde­
rzenie t r a d y c j i i potrzeb estetycznych w ł a s n e g o ś r o d o ­
wiska z wymaganiami i gustami nowych o d b i o r c ó w
prac, nawet jeżeli sądy to nie są w p e ł n i u ś w i a d o ­
mione. Zagadnienia te niejednokrotnie poruszane b y ł y
w a r t y k u ł a c h dyskusyjnych na temat tzw. „współczesnej
sztuki l u d o w e j "
p o n i e w a ż jednak nie c h c ę z a m ą c i ć
obrazu zawartego w tytule pracy. „ T w ó r c y l u d o w i w
świetle swoich p a m i ę t n i k ó w " o g r a n i c z ę się w t y m m i e j ­
scu do refleksji j a k i e n a s u w a j ą m a t e r i a ł y w n i c h za­
warte.
Większość twórców współpracujących z „Cepelią"
jest z tej pracy zadowolona. Praca dla stałego odbiorcy
stała się d o d a t k o w y m , a niekiedy g ł ó w n y m ź r ó d ł e m
dochodów, p o p r a w i ł y się w a r u n k i materialne t w ó r c ó w
i ich rodzin.
I tak w r ę k o d z i e l e na 38 osób ocenia s w o j ą w s p ó ł ­
p r a c ę pozytywnie 31, m o t y w u j ą c to m o ż l i w o ś c i a m i za­
robku, u d z i a ł u w konkursach i k o n t a k ó w z szerszym
ś w i a t e m , wyjazdu z z e s p o ł e m cepeliowskim za g r a n i c ę ,
a t a k ż e w y ż y c i a się t w ó r c z e g o :
4

„(..) o teraz p r a c u j ę prawie na stałe, nawet m i
idzie nie najgorzej, bardzo się cieszę gdy nad­
chodzi dzień odbioru, bo lubię nawet p o t r z e ć na
m ł o d e panie, k t ó r e nieraz m u s z ą n e r w ó w d o k ł a ­
d a ć aby nam
starym w y t ł u m a c z y ć , a jednak
grzecznie z n a m i p o s t ę p u j ą i tak j a k o ś we m n i e
w s t ą p i ł ten duch siły w i d z i m i się, że i ludzie ze
wsi na mnie p a t r z ą , a nawet synowie m i m ó w i ą :
„ale mama teraz nasza zarabia tak j a k m y " i tak
ciężka droga moja do tej twórczości jest dużo
opóźniona, ale i tak nie żałuję". (71, S.S.).
C i e k a w o ś ć ś w i a t a i ludzi charakterystyczna jest z w ł a s z ­
cza dla p a m i ę t n i k a r z y z opoczyńskiego (hafciarek, w y ­
cinankarek, tkaczek), k t ó r e zazwyczaj są t a k ż e c z ł o n ­
kami zespołu tanecznego „ O p o c z n i a n k a " :
„Dziś z w i e l k i m zadowoleniem mogę s t w i e r d z i ć ,
że tą m o j ą s k r o m n ą p r a c ą rozpoczęły się prace
na w i e l k ą skalę w Opocznie. W ślad za m n ą
poszło
wiele
innych
kobiet. Jestem
bardzo
203

i

w d z i ę c z n a spółdzielni „ O p o c z n i a n k a " , gdyż dzięki
niej od kilkunastu lat w y j e ż d ż a m na r ó ż n e spot­
kania t w ó r c ó w ludowych (z z e s p o ł e m „ O p o c z n i a n ­
ka" b y ł a t a k ż e na nagraniach do f i l m u „ W e s e l e "
w K r a k o w i e ) " . (138, R.K.).
„Nie s p o d z i e w a l i ś m y się nigdy, że n a s t a n ą lata,
że b ę d ą nas tak u w a ż a ć , że my mamy sposob­
ność z w i e d z a ć t r o c h ę ś w i a t a , a jak się gdzie po­
jedzie to się człowiek rozweseli i tak m ó w i ę do
bratowej: przyjechali by my tu, kiej by nas tu
nie powieźli? (...) Tego r o k u w lato chcemy się
z a b r a ć na w y c i e c z k ę z „ O p o c z n i a n k a " w góry,
żeby my przed s t a r o s t o m zobaczyły ś w i a t a t r o ­
chę". (93, D.S.).
Ustalona forma w s p ó ł p r a c y i stałe zarobki są najczęściej
w y m i e n i a n y m t a k ż e przez garncarzy m o t y w e m pozy­
t y w n e j oceny pracy dla „Cepelii", choć p e w n ą rolę od­
g r y w a też możliwość brania udziału w wystawach.
W ś r ó d 33 r z e ź b i a r z y w s p ó ł p r a c u j ą c y c h z „Cepelią"
17 ocenia ten k o n t a k t pozytywnie, przede w s z y s t k i m
ze w z g l ę d u na możliwość zbytu prac (14) oraz uczestnistwo w konkursach, zyskanie s ł a w y i uznania:
„ T a m do tyj „Cepelii" co ż e m r o b i ł do Katowic,
tam tych był nic p o w i e d z i a ł na to, tom żech
dość dobrze z a r o b i ł . I ty z a m ó w i e n i a m i a ł bar­
dzo d u ż e . I b y ł e c h z tego zadowolony, no boch
prace m i a ł i chcioł r o b i ć i był człowiek zdrow­
szy jeszcze. Po t y m żech zaczął w „ C z a n t o r y j e "
p r a c o w a ć . Mówili m i co bydom w kasie chorych,
co b y d o m p r a c o w a ć i b y ł e m z tego bardzo zado­
wolony i do dziśka dnia jestem bardzo zadowo­
lony". (127, K . L . ) .
„Biorę dużo udziały w konkursach i kiermaszach,
k t ó r e dla mnie są dużą w a r t o ś c i ą t w ó r c z ą . Jestem
za to bardzo w d z i ę c z n y „Cepelii", że są d o b r y m i
odbiorcami mych prac i s k ł a d a m serdeczne po­
d z i ę k o w a n i e za o p i e k ę i dobry odbiór mych prac
(...)". (36. C.T.).
Rozszerzenie zbytu na w y r o b y ludowe poza w ł a s n e ś r o ­
dowisko, n a w i ą z a n i e k o n t a k t ó w z n o w y m i odbiorcami,
z k t ó r y c h n a j p o w a ż n i e j s z y m s i a ł a się „Cepelia" spowo­
d o w a ł o u większości p a m i ę t i i i k a r z y z d e c y d o w a n ą po­
p r a w ę w a r u n k ó w materialnyiin. Najczęściej p o d k r e ś l a ­
j ą ten fakt k o r o n k a r k i , tkaczki, opisując inwestycje, j a ­
kie dzięki pracy w spółdzielni p o r o b i ł y one same i i n n i
m i e s z k a ń c y wsi.
Osoby z a j m u j ą c e się p l a s t y k ą - o b r z ę d o w ą rzadko
w y p o w i a d a j ą się na ten temat; podobnie jak r z e ź b i a r z e ,
w ś r ó d k t ó r y c h o warunkach b y t o w y c h wspomina 36
osób, o c e n i a j ą c je jako lepsze niż były (64,0%) lub na­
dal trudne (35,12%).
Obraz k o n t a k t ó w t w ó r c ó w ludowych z n o w y m ś r o ­
dowiskiem b y ł b y c a ł k o w i c i e z a f a ł s z o w a n y , gdyby nie
w s p o m n i e ć o c a ł y m szeregu k ł o p o t ó w i t r u d n o ś c i jakie
sprawia t w ó r c o m k o n i e c z n o ś ć w y w i ą z y w a n i a się z za­
m ó w i e ń , podpisywanie u m ó w , oczekiwanie na o c e n ę
k o m i s j i i o d b i ó r pracy, dogodzenie l i c z n y m k l i e n t o m
w e d ł u g i n n y c h (a nie znanych p o c z ą t k o w o t w ó r c y ) gus­
t ó w i masie innych k ł o p o t ó w , na k t ó r e „ n i e p r z y s p o s o biony u m y s ł o w o " t w ó r c a nie był przygotowany:
„ C e p e l i a " z a m ó w i ł a w 196G r o k u 60 sztuk, nie
s p o d z i e w a ł e m się, że tyle naraz z a m ó w i ą i za­
m ó w i e n i e było dla mnie trudne, bo p r z y s ł a l i m i
w formie fachowej, u r z ę d o w e j , czego ja nie mog­
łem zrozumieć. Oni w Z a r z ą d z e n i e może myśleli,

że to r z e ź b i a r z jest człowiek przysposobienia i
u m y s ł o w e g o zarazem, a to okazuje się nie, to
c z ł o w i e k c a ł k i e m zwykły, to t y l k o r z e ź b i a r z nie
p r a w n i k , nie k s i ę g o w y i nie biuralista, nie w y z ­
n a w a ł e m się na symbolach, na tych numerach,
każdy symbol ma swój numer i n a s t ę p n e z a m ó ­
w i e n i a na ostatnich symbolach, a symbole moje
gdzieś się rzuciło. Szukam, szukam, suszę głowę,
na s t a r o ś ć n a u c z y ł się r z e ż b i e r s t w a i tu się oka­
zuje, że i m u s z ę się jeszcze f o r m a l n o ś c i u r z ę d o ­
w y c h uczyć, m i a ł e m n i e m a ł e k ł o p o t u n i m doszed­
ł e m do w n i o s k u , a p r z e w r a c a ł e m wszystko, gdzie
są ostatnie symbole, aby się na nich w z o r o w a ć ,
to co mam o d s t a w i ć i tu s t r a s z ą , że za n i e w y ­
konanie k a r ę g r z y w n y o d c i ą g n ą w rozliczeniu".
(3, J.F.).
Na zbyt w i e l k ą ilość z a m ó w i e ń i b i u r o k r a c j ę najczęściej
n a r z e k a j ą r z e ź b i a r z e , k t ó r z y zazwyczaj
współpracują
z „ C e p e l i ą " na zasadzie skupu. Ż ą d a n i e zbyt dużej i l o ­
ści prac od jednego t w ó r c y w y w o ł u j e u jednych chęć
pozbycia się wszystkich zajęć nie z w i ą z a n y c h z r z e ź b ą
i mechanizowanie „ p r o d u k c j i " , u innych zaś z n i e c h ę c e ­
nie do w s p ó ł p r a c y i głębsze lefleksje na temat d z i a ł a l ­
ności „Cepelii":
„Ze Zrzeszenia o t r z y m a ł e m zaproszenie do wzięcia
u d z i a ł u w O g ó l n o p o l s k i e j wystawie r z e ź b y ludo­
wej w K r a k o w i e . Bardzo się cieszę. T e r m i n co
prawda k r ó t k i , do 15 czerwca br. trzeba prace
o d d a ć w ilości 10 sztuic, a w domu nic gotowe­
go nie mam, wszystkie prace moje m i u c i e k a j ą
i stąd z n o w u ż p r o b l e m n a j w i ę k s z y j a k i mnie stale
p r z e ś l a d u j e za m a ł o czasu na p r a c ę t w ó r c z ą , a
z a r z ą d z e n i a o d n o ś n i e t w ó r c ó w l u d o w y c h są nieraz
dziwne i nierealne. Ż a ł u j ę jednego, że nie jestem
z zawodu r z e ź b i a r z e m , m ó g ł b y m o t w o r z y ć p r y ­
w a t n y z a k ł a d i p r a c o w a ć dla „ C e p e l i i " albo cho­
ciaż hektar ziemi, m ó g ł y m p r a c o w a ć dla „Cepelii".
Nie p r a c u j ą c nigdzie „ C e p e l i a " moich prac nie
może p r z y j ą ć , trzeba p r a c o w a ć w p a ń s t w o w y m
z a k ł a d z i e pracy, a p r a c u j ą c zawodowo nie m o ż n a
wiele zrobić dla „Cepelii". Poprostu nie ma w y j ś ­
cia z tej sytuacji, a pasja r z e ź b y ludowej i jej
wykonanie stale się wzmaga. Trzeba poprostu
czekać do e m e r y t u r y i kiedy człowiek b ę d z i e już
z g r z y b i a ł y , wyczerpany z sił, też nie wiele będzie
mógł już zrobić, a może tej e m e r y t u r y się nie
doczekać. Jak do tej pory sytuacja jest bez w y j ś ­
cia". (214, H.H.).
„Pragnę urządzić jakąś pracownię i trochę ją
z m e c h a n i z o w a ć , aby p o d o ł a ć swoim z a m ó w i e n i o m ,
k t ó r y c h mam pod dostatkiem". (135, S.J.).
N i e m n i e j s z ą b o l ą c z k ą jest dla r z e ź b i a r z y zbyt długi
okres oczekiwania na ocenę prac i wynagradzanie, co
z r e s z t ą dotyczy nie tylko w s p ó ł p r a c y z „Cepelią":
„Te wszystkie oczekiwania na kontakt, na odpo­
wiedź, na ocenę poprostu mnie i nas t w ó r c ó w
zżerają, gaszą, o d b i e r a j ą w i a r ę , a p r z y s ł o w i e po­
noć m ó w i : że nawet r ę k a ż e b r a k a zbyt długo
w y c i ą g n i ę t a o pomoc może w k o ń c u z a w r z e ć się
w pięść". (117, S.S.).
Wspomniane t u kłopoty są n a j p o w a ż n i e j s z y m i i n a j ­
częściej p o w t a r z a j ą c y m i , się w p a m i ę t n i k a c h problema­
m i , z w i ą z a n y m i ze w s p ó ł p r a c ą z n o w y m i odbiorcami.
Prócz
kłopotów
w y n i k a j ą c } ch
b e z p o ś r e d n i o ze
w s p ó ł p r a c y z i n s t y t u c j a m i często wymieniane są w pa-

m i ę t n i k a c h t r u d n o ś c i transportowe i warsztatowe
brak możliwości zdobycia surowca.

oraz

Opis t r u d n o ś c i z w i ą z a n y c h z powstawaniem no­
w y c h w y t w o r ó w k o ń c z y się często k o n k r e t n y m i propo­
zycjami pod adresem m e c e n a s ó w ; d o t y c z ą c y m i u ł a t w i e ń
w zakupie s u r o w c ó w , transportu, zmniejszenia f o r m a l ­
ności i t p .
H a f c i a r k i s k a r ż ą się na brak n i c i i p ł ó t n a , w y c i n a n k a r k i — papieru, r z e ź b i a r z e chcą b y ć zaopatrywani
przez o d b i o r c ó w w m a t e r i a ł y , n a r z ę d z i a i f a b r y ; listę
potrzeb tego rodzaju m o ż n a by m n o ż y ć . Do jednostko­
w y c h natomiast n a l e ż ą (w relacjach p a m i ę t n i k a r z y ) ta­
kie w y p a d k i j a k doniesienie m i e s z k a ń c ó w w i o s k i do
u r z ę d u finansowego na r z e ź b i a r z a , że za d u ż o zarabia,
k ł o p o t y w y t w ó r c y zabawek z t y m ż e u r z ę d e m l u b po­
danie do s ą d u przez s t r a ż p o ż a r n ą za przechowywanie
drzewa na p o d w ó r k u .
Praca dla innego niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy
m u s i a ł a w y w r z e ć silne p i ę t n o na charakterze t w ó r c z o ś c i
ludowej.
O d d z i a ł y w a n i e sztuki elitarnej na s z t u k ę l u d o w ą
istniało od czasów, k i e d y w ogóle k u l t u r a l u d o w a zaist­
n i a ł a jako o d r ę b n e zjawisko. W p r z e s z ł o ś c i j e d n a k ż e
(i to dość odległej) o d d z i a ł y w a n i e to o d b y w a ł o się na
drodze naturalnego niejako przyswajania przez k u l t u r ę
w i e j s k ą pewnych w z o r ó w r ę k o d z i e ł a i sztuki dworskiej
i miejskiej i przetwarzania jej na m i a r ę w ł a s n y c h m o ż ­
liwości, potrzeb i g u s t ó w .
Jest to obszerne zagadnienie, k t ó r e m u p o ś w i ę c o n o
n i e j e d n ą j u ż p r a c ę n a u k o w ą i nie miejsce t u na tego
rodzaju r o z w a ż a n i a . C h c ę tylko z a z n a c z y ć , że i w pa­
m i ę t n i k a c h t w ó r c ó w l u d o w y c h m o ż n a znaleźć materia­
ły s t a n o w i ą c e przyczynek do tego i n t e r e s u j ą c e g o te­
matu.
Jeden z r z e ź b i a r z y w swoisty sposób t ł u m a c z y p o w ­
stanie sztuki l u d o w e j : „ F i g u r k i i obrazy fachowe b y ł y
za drogie, sami chłopi na w z ó r r o b i ą swoje p r y m i ­
tywne ze w z g l ę d u na n a r z ę d z i a i brak w p r a w y . Z bie­
giem czasu w i ę s z k o ś ć t w ó r c ó w pod w p ł y w e m czasu
d o s k o n a l i ł a swe u m i e j ę t n o ś c i dochodząc do takich w y ­
n i k ó w , że umieszcza się je w k o ś c i o ł a c h . Ostatnio n a ­
rosło p s e u d o t w ó r c ó w i z n a w c ó w sztuki ludowej". (139,
Kmieć).
Hafciarka kaszubska spisuje t a k ż e h i s t o r i ę p o w ­
stania i rozwoju haftu ż u k o w s k i e g o , k t ó r y dzięki o p u ­
b l i k o w a n e m u w z o r n i k o w i cieszy się ostatnio n i e m a ł y m
powodzeniem w całej Polsce:
„W 1210 r o k u do klasztoru ż u k o w s k i e g o p r z y b y ł y
pierwsze N o r b e r t a n k i . One to w ł a ś n i e w p r o w a ­
dziły hat kaszubski, u c z ą c tego p i ę k n e g o dzieła
w swoich ś w i e c k i c h s z k o ł a c h . (Zbiory h a f t ó w prze­
chowywane są w kościele w skarbcu podklaszt o r n y m w Ż u k o w i e ) . Pracownie haftu b y ł y p r o ­
wadzone przez w y b i t n e siły nauczycielskie, k t ó r e
b y ł y obeznane z w y s o k ą t e c h n i k ą . S k ą d t a m m o ­
ja prababka od swoich poprzedniczek
czerpała
swoją w i e d z ę i na podstawie podpatrzonych t a m
m o t y w ó w i w z o r ó w ornamentalnych w y k o n y w a ł a
s w ą p r a c ę (...) M o t y w y dc swoich w z o r ó w 1 haf­
t ó w czerpię ze Skarbca Ż u k o w s k i e g o . W kompo­
zycjach moich w y s t ę p u j ą najczęściej takie m o t y ­
w y jak palmeta, t u l i p a n , róża, rozgwiazda morska,
margareta, niezapominajka, chaber, k w i a t k o n i ­
czyny, k w i a t granatu, dzwonki, pszczółki i inne.
W i ą z a n k i 7 k o l o r ó w — 3 odcienie niebieskiego,
czerwony, żółty, zielony, czarny. W y c h o d z ą r ó w ­
nież hafty tak zwane: „Haft k o ś c i e l n y " to znaczy

imitacja złota i imitacja srebra wykonane b i a ł ą
n i t k ą . Obwiedzone są n i t k ą b r ą z o w ą . W haftach
moich nie o d s t ę p u j ę od tradycji haftu ż u k o w ­
skiego pomimo, że mieszkam w Kartuzach, w y ­
stępuje przewaga koloru niebieskiego. C ó r k i moje
natomiast l u b i ą c z e r w i e ń i stosują j ą w m i a r ę
możliwości więcej n i ż ja. To jest dopuszczalne,
ma prawo sobie z m i e n i a ć " . (46, W.E.).
J u ż w k o ń c u X I X i p o c z ą t k a c h X X w i e k u , a szczegól­
nie w okresie m i ę d z y w o j e n n y m rozpoczęto na s z e r o k ą
skalę a k t y w i z a c j ę wiejskich
ośrodków
wytwórczych.
P o w s t a w a ł y szkoły r z e m i o s ł artystycznych, gdzie uczono
haftu, syncerki, koszykarstwa, często w e d ł u g obcych
w z o r ó w . Znane dziś ludowe o ś r o d k i hafciarskie i koszy­
karskie (Bobowa, M a k ó w ) z a w d z i ę c z a j ą p r ę ż n o ś ć szkol­
n i c t w u zawodowemu, że nie w s p o m n ę o Szkole Prze­
m y s ł u Drzewnego w Zakopanem, k t ó r a w y p u ś c i ł a dzie­
s i ą t k i znanych a r t y s t ó w .
Niemałą
zasługę w powstawaniu
znanych
dziś
o ś r o d k ó w wiejskiej w y t w ó r c z o ś c i artystycznej położyły
entuzjastki, zazwyczaj w ł a ś c i c i e l k i d w o r ó w , ucząc k o ­
biety wiejskie r ę k o d z i e ł a artystycznego jak np. Hele­
na M o s z c z y ń s k a w Golinie (haft „ s n u t k o w y " czy W a n ­
da Modzelewska w G ł a d c z y n i e (haft na t i l u ) , a z w ł a s z ­
cza działacze Towarzystwa Popierania P r z e m y s ł u L u ­
dowego z prof. E l e o n o r ą P l u t y ń s k ą na czele:
„ P i e r w s z y d y w a n z r o b i ł a m z p a n i ą prof. P l u t y ń ­
ską. Było to w tak zwane „ s t a r e k w i a t k i " . Sama
jeszcze nie p o t r a f i ł a m k o m p o n o w a ć lecz przy po­
mocy prof. P l u t y ń s k i e j to m i się udało, jak r ó w ­
nież zachęciło mnie do dalszej pracy. Za k t ó r y to
d y w a n o t r z y m a ł a m od prof. P l u t y ń s k i e j p i e r w s z ą
z a p ł a t ę , k t ó r a mnie s p r a w i a ł a dużo zadowolenia
i r a d o ś c i . Więc mnie to z a i n t e r e s o w a ł o i z a c z ę ł a m
r o b i ć j u ż samodzielnie. B a r w i e n i a p r z ę d z y na d y ­
w a n n a u c z y ł a m się od w y ż . w y m . profesor. Bar­
w i l i ś m y b a r w n i k a m i n a t u r a l n y m i to jest k o r ą
kruszyny, k o r ą dębu, liśćmi brzozy, skrzypu pol­
nego i t d . z dodatkiem s k ł a d n i k ó w chemicznych,
k t ó r e to prof. P l u t y ń s k ą p r z y w o z i ł a z Warszawy
(...). P o s t a n o w i ł a m k o m p o n o w a ć dywany z mego
wiejskiego otoczenia jak r ó w n i e ż i przyrody to
jest k w i a t y , drzewa, z w i e r z ę t a , ptaki, zabudowa­
nia wiejskie, zabawy młodzieży i t p . " (208, J.O.).
„Była to osoba bardzo
p r z e m y ś l n a . W ł a ś n i e jej
p r z y s z e d ł do gołwy p o m y s ł , żeby hafty, k t ó r e zdo­
b i ł y nasze koszule p r z e n i e ś ć na serwety. P i e r w ­
szy raz u b r a ł a m się w to (co sama w y h a f t o w a ­
ł a m — M.W.) w Boże C i a ł o do kościoła (asysta) ...
nie m i a ł a m jeszcze 14 lat i n i k t nie chciał u w i e ­
rzyć, że to jest m ó j haft. Po tej pierwszej p r ó b i e
n a b r a ł a m odwagi, żeby iść do tej p a n i Modze­
lewskiej i p o p r o s i ć j ą o r o b o t ę . Pani ta (...) d a ł a
m i n i e w i e l k i komplet (...) Miał to być haft czer­
wony z czarnym (...) Ta pani zobaczyła m o j ą r o ­
b o t ę i m ó w i : „Skoro tak p i ę k n i e haftujesz to ja
ci dam haft b i a ł y " . B r a k o w a ł o jej hafciarek, k t ó r e
u m i a ł y by r o b i ć b i a ł y haft. To j u ż było t r u d ­
niejsze (...) ale się z g o d z ' ł a m i potem r o b i ł a m j u ż
ten haft i b y ł a m zadowolona, bo ten haft był
bardziej p o p ł a t n y . Od tamtej pory j u ż m i rodzice
nie potrzebowali grosza na mnie d a w a ć " . (152,
P.M).
„ N a u c z y ł a m s i ę haftu od kobiet na w s i , k t ó r e
u m i a ł y od dziedziczki, 'właścicielki Goliny Helenv
M o s z c z e ń s k i e j . Ona r o z p o w s z e c h n i ł a haft w G o l i ­
nie p ł a c ą c za hafty wykonane do kościołów i
f u n d u j ą c je k o ś c i o ł o m " . (103, GM.).
205

7

P o t r a k t o w a ł a m szerzej nieco tę s p r a w ę , gdyż w t w ó r ­
czości p a m i ę t n i k a r z y d z i a ł a l n o ś ć tych instytucji i osób
o d e g r a ł a n i e m a ł ą rolę, jeżeli nawet nie b e z p o ś r e d n i o ,
to na skutek zakorzenionej w poprzednich pokoleniach
tradycji.
Zakres p o j ę c i a „ l u d o w y " w odczuciu t w ó r c ó w i ich
ś r o d o w i s k a w i ą ż e się ze ś w i a d o m y m o d d z i a ł y w a n i e m
o d b i o r c ó w pozawiejskich na s z t u k ę i r ę k o d z i e ł o ludo­
we. D a j ą temu w y r a z p a m i ę t n i k a r z e r o z r ó ż n i a j ą c o k r e ś ­
lenie „ l u d o w y " od o k r e ś l e n i a „ t r a d y c y j n y " , u ż y w a n e g o
w ł a ś n i e na oznaczenie w y t w o r ó w l u d o w y c h w sensie
funkcjonowania ich w kulturze w i e j s k i e j .
R o z b i e ż n o ś ć g u s t ó w ś r o d o w i s k a i o d b i o r c ó w spoza
tego k r ę g u k u l t u r y daje się z a u w a ż y ć zwłaszcza w
tkactwie i hafcie:
„ Z a j m u j ą c się p r a c ą w spółdzielni dalej w y k o nję wzory b i a ł e 1 kolorowe, k t ó r e z w i ę k s z ą c h ę ­
cią w y k o n u j ę , bo mnie to cieszy, że to jest moje
w ł a s n e i lepiej m i się p o d o b a j ą . Ja jestem na­
p r a w d ę samouk, bo w Sidzinie, ani mnie n i k t
nie odwiedza, ani ż a d e n historyk, ani etnograf —
co się m y ś l i , że p i ę k n e to się r o b i (...) Z tygod­
nia pracy t w ó r c z e j (...) Gdy p r z y j e c h a ł a m do do­
m u było już p o ł u d n i e , w i ę c nie b r a ł a m się za
haft dla spółdzielni, tylko za swoje wzory a ż e b y
o d p o c z ą ć od tak jednakowych w z o r ó w i haftowa­
ł a m b l u z k ę k o l o r o w y m i n i ć m i " . (270, B.M.).
„ K o b i e t y chciały ż e b y i m j a k n a j w i ę c e j
tkać
k w i a t y , a szczególnie róże. Wzory były r ó ż n e :
kapowe, serwetowe. Dużo z t y m było kłopotu, bo
k a ż d a kobieta chciała i n n y wzór, k a ż d e j inna
p r z ę d z a . Pani E. P l u t y ń s k a pierwsza p o k a z a ł a j a k
r o b i ć dywany ludowe. Ona pierwsza d a ł a wzór
i p o k a z a ł a jak f a r b o w a ć . Dla niej jestem bardzo
w d z i ę c z n a i bardzo serdecznie j ą wspominam, bo
to ona w ł a ś n i e mnie w p r o w a d z i ł a na d r o g ę i d l a ­
tego z o s t a ł a m t w ó r c z y n i ą l u d o w ą " . (89, K.B.).
„ K o b i e t y wiejskie jeszcze ciągle l u b i ą wzory kapo­
we — tak n a z y w a j ą , ale ja je też staram się
p r z e k o n a ć , że to niedobre, n i e ł a d n e . Myśli o tern
i moja spółdzielnia, bo w 1971 r o k u zorganizo­
w a ł a kurs tkania, żeby ta dobra t w ó r c z o ś ć l u ­
dowa się r o z w i j a ł a " . (179, G.S.).
„ T u już nie b y ł o (w pracach pod kier. P l u t y ń skiej) w z o r ó w tradycyjnych, a ludowe. I na takie
t k a n i n y m i e l i ś m y z a m ó w i e n i a od Zrzeszenia Cha­
ł u p n i k ó w w B i a ł y m s t o k u . J u ż dziś w posagu nie
poniesie dziewczyna do t e ś c i o w e j d y w a n u t r a ­
dycyjnego. Z a m ó w i l u d o w y i potrafi w y b r a ć wzór,,
n a n i e ś ć p o p r a w k i . Zaczyna i w i e j s k a młodzież
d o s t r z e g a ć a r t y z m w w y t w o r a c h ludowych". (159,
M.A.).
Ś w i a d o m e u m o w n o ś c i o k r e ś l e n i a „ l u d o w y " tkaczki, k t ó ­
re we w s p ó ł p r a c y z d o b r y m i
animatorami
znalazły
m o ż l i w o ś ć wypowiedzi t w ó r c z e j c h w a l ą sobie w s p ó ł ­
p r a c ę z „ C e p e l i ą " zwłaszcza w systemie skupu. Nowy
odbiorca p o z w o l i ł i m w y r w a ć się z z a m k n i ę t e g o k r ę g u
g u s t ó w ś r o d o w i s k a wiejskiego i d a ć w y r a z w ł a s n e j i n ­
wencji t w ó r c z e j :
„W B i a ł y m s t o k u są d w a p u n k t y „Cepelii". W j e d ­
n y m k u p u j ą w y r o b y od tkaczek wykonane z w ł a s ­
nego surowca i o nowych wzorach i kompozy­
cjach (...) Zdolne tkaczki i s t a ł e m a j ą przyznane
stypendia. Jako wynagrodzenie za czas p o ś w i ę c o ­
ny na nowe kompozycje (...) Ja osobiście też tam
od czasu do czasu s p r z e d a j ę w ł a s n e w y r o b y (...)
Jeżeli m a m swój surowiec, to od czasu do czasu

206

coś nowego w y m y ś l ę i w y l k a m . Zbyt mam za­
pewniony. Bo ja p r a w d ę powiedziawszy, to lubię
zawsze coś nowego w y m y ś l e ć . C h o ć zabiera czas
to jednak sprawia dużo zadowolenia. A jak chcę
zarobić, to t k a m do swojej „ C e p e l i i " (...) i chyba
nadal z o s t a n ę jej c z ł o n k i e m . C h c i a ł a b y m o t r z y ­
m a ć r e n t ę na stare lata". (171, S.Z.).
„Dla Zrzeszenia r o b i ł a m t k a n i n y ze swojej p r z ę ­
dzy. Sama f a r b o w a ł a m , o b i e r a ł a m kolory. Na­
reszcie p e ł n a swoboda wypowiadania się. Da­
wano g o t o w ą f a r b o w a n ą p r z ę d z ę , nie narzucano
w z o r ó w . A l e raczej b y ł y to wzory tradycyjne.
T r o c h ę nudne. Z a c z ę ł a m d a w a ć t r o c h ę rodzaj i
fantazji, z m i e n i a ć wzory, choć .za k a ż d y m razem
d r ż a ł a m czy chociaż ten numer przejdzie. J a k o ś
nie m o g ł a m zrobić dwóch jednakowych egzem­
plarzy". (159, M.A.).
„W Cepelii (...) b r a ł a m r o b o t ę c h a ł u p n i c z ą . T k a ­
ł a m b i e ż n i k i , m a k a t k i , narzuty o r ó ż n y c h w y ­
miarach i wzorach, k t ó r e szły na eksport. Tutaj
znowu z a c z ę ł a m sobie p r z y p o m i n a ć o moich w ł a s ­
nych wzorach. P r z e w a ż a ł y w nich p t a k i , postacie
ludzkie w r ó ż n y c h scenach obyczajowych i ele­
menty dekoracyjne. Ile ich w y t k a ł a m , kto by to
zliczył". (170, D.M.).
Gcrzej jest, jeżeli praca c h a ł u p n i c z a dla „Cepelii" za­
bija u m i e j ę t n o ś c i i i n w e n c j ę t w ó r c z ą , co t a k ż e odnoto­
w u j ą p a m i ę t n i k a r k i , choć często w pogoni za zarobkiem
same nie p r z y w i ą z u j ą do tego w a g i .
„Na b i e l i z n ę t k a ł a m p ł ó t n o , na ubranie też, tak
się n a z y w a ł a u b r a n i ó w k a . Obrusy, r ę c z n i k i w
cztery, sześć i nawet w d w a n a ś c i e niczonki t k a ­
ł a m , na pościel w dziureczki w cztery niczonki
i w trzy to b y ł o od ś w i ę t a , a na codzień t k a ł o
się takie p ł ó c i e n k o w k r a t k ę z gorem, b i a ł e z sza­
r y m , a nawet niebieskim rozbijane. To t a k ż e było
tkane p o ś c i e l o w e t k a ł a m p ł a c h t y tak zwane p r z e ś ­
c i e r a d ł a , w o r k i , chodniki. Jeszcze t k a ł a m
tak
zwane sukno (...) i szyły się duże b u r k i (świty),
z kapiszonami czyli k a p t u r a m i (...) Nawet jeszcze
t k a ł a m i na sukienki, c h o d z i ł a m w t y c h sukien­
kach do kościoła, a nawet na zabawy. Na codzień
to r ó ż n e k r a t k i , w paski. A o d ś w i ę t n e to b y ł y
przeplatane, przetykane bardzo ł a d n y m i n i ć m i z
j e d w a b i u . Od 1950 r o k u t k a ł a m c h o d n i k i dla spół­
dzielni, potem grube d y w a n i k i i dorywczo jeszcze
wzory (...) Niedawno z m i e n i ł a m p r a c ę : zamiast
d y w a n i k a grubego, szmaciska r o b i ę chodniki pod­
ł o g o w e z w e ł n i a n e j p r z ę d z y „ P o ł a m " . (173, W.J.).
Dużo ostrzej rysuje się sprawa kreowania „stylu ludo­
wego" w twórczości indywidualnej.
W opiniach r z e ź b i a r z y i malarzy brak swobody
t w ó r c z e j i n i e p e w n o ś ć oceny przez kolejne komisje k o n ­
kursowe stanowi p o w a ż n e z a g r o ż e n i e dla ich t w ó r c z o ś c i .
Oddam głos p a m i ę t n i k a r z o m gdyż s p r a w ę oceny prac
i „ s z u f l a d k o w a n i a " t w ó r c z o ś n u w a ż a j ą za tak i s t o t n ą
w swych p r z e ż y c i a c h , że p o ś w i ę c a j ą jej wiele miejsca
w pamiętnikach:
„Nie m o g ę się p o g o d z i ć z t y m , że do dzisiaj nie
ma ustalonej definicji t w ó r c y ludowego. N i e k t ó r z y
u w a ż a j ą za t w ó r c ó w ludowych tylko tak zwanych
u ł o m n y c h co nie m a j ą k o n t a k t ó w ze ś r o d o w i s k i e m
i ze ś w i a t e m i coś t w o r z ą i tych, co r o b i ą ekspo­
naty muzealne. Ja u w a ż a m t a k i c h za straszny
p r y m i t y w ludowy. Obecnie nie m o ż n a już tego
b r a ć pod u w a g ę , bo analfabetyzm został już daw­
no z l i k w i d o w a n y i s p o ł e c z e ń s t w o na wsi ma i n n y

pogląd na ś w i a t i w y o b r a ż e n i e jak dawniej. W
m o i m przekonaniu sztuka ludowa jest tworzona
w miarę przeobrażeń i postępu zachodzącego w
danym k r a j u . W m i a r ę możliwości nabycia na
r y n k u potrzebnych m a t e r i a ł ó w n i e z b ę d n y c h do
tworzenia tego co może się z w a ć s z t u k ą ludo­
w ą " . (198 „ L u b a ń " ) .
„Do p r z y k r y c h spraw n a i e ż a ł a nieraz ocena pracy
przez r z e c z o z n a w c ó w . Jedni zachwycali się m y m i
pracami, t w i e r d z ą c , że jest to czysta r z e ź b a l u ­
dowa, na w y s o k i m poziomie, drudzy na te same
prace m ó w i l i , że są kiczem. A jeszcze i n n i , że to
p r y m i t y w i z m , a b y l i i tacy, k t ó r z y t w i e r d z i l i , że
to amatorszczyzna. T a k i m dowodem b y ł fakt, że
przez dwa lata stała moja r z e ź b a „ H u l i g a n " w
Pedeku i d w u k r o t n i e ją odrzucano, że nie nadaje
się na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą , za to w trzecim
uznano j ą jako n a j l e p s z ą z mych prac i przyzna­
no d r u g ą n a g r o d ę na wystawie
wojewódzkiej.
Bądź tu m ą d r y i pisz wiersze. Taka ocena nie
w p ł y w a m o b i l i z u j ą c o lecz odwrotnie z n i e c h ę c a do
pracy, zwłaszcza p o c z ą t k u j ą c y c h .
Dla
każdego
t w ó r c y jest potrzebny j a k i ś sprawdzian,, spra­
w i e d l i w a i s ł u s z n a k r y t y k a , bo m a ł o jest takich,
k t ó r z y by mogli t w o r z y ć w y ł ą c z n i e sobie i muzom.
Ostatecznie nie s a m ą m a n n ą lecącą z nieba czło­
w i e k żyje ale tragicznie jest gdy t w ó r c a jest za­
interesowany w y ł ą c z n i e materialnie, w ó w c z a s eks­
ponaty są kiczowate i p r z y n o s z ą więcej szkody
niż korzyści, takie jest moje osobiste zdanie".
(140, C.S.).
„Istniejąca obecnie konkurso-festiwalo-mania oraz
organizowanie j a k i c h ś „ D n i " z takiej czy innej
okazji stwarza coraz to n o w ą okazję wystaw
i p r z e g l ą d ó w oraz innych k o n k u r s ó w . Jest to na­
pewno bardzo cenne. Mamy obecnie w Polsce
chyba jak nigdy d o t ą d dużą ilość t w ó r c ó w ludo­
wych
„ o d k r y w a n y c h " z tej okazji.
Nawiasem
m ó w i ą c mnie też obecnie „ o d k r y t o " . Ale czy ta
ilość jest r ó w n o z n a c z n a z j a k o ś c i ą ? Popyt na tego
rodzaju imprezy stwarza też duże z a g r o ż e n i e . Za­
stanawiam się czy p r a w d z i w a sztuka ludowa nie
staje się j a k ą ś s z t u k ą k o n k u r s o w ą , gdzie t w ó r c y
stają się powoli w y c h o w a n k a m i k o m i s j i k o n k u r ­
sowych, t r a c ą c w ł a s n ą i n d y w i d u a l n o ś ć , u l e g a j ą c
r ó ż n y m sugestiom. Czy t w ó r c a ludowy, k t ó r y w y ­
chodzi z r a m d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h
kanonów
sztuki ludowej (...) nie jest j u ż t w ó r c ą ludowym?
(...) gdzie t k w i on mocno w rodzinnej sztuce l u ­
dowej? Jest wiele p y t a ń i z a g a d n i e ń , na k t ó r e
szukam odpowiedzi przy n a d ą ż a j ą c e j się okazji
na rozmaitych spotkaniach i miejscach. K o n f r o n ­
tuję i szukam w ł a s n e g o miejsca w t y m wszyst­
k i m . Tymczasem r z e ź b i ę to co l u b i ę i tak jak
l u b i ę . Najprawdopodobniej nie b ę d ę b r a ł u d z i a ł u ,
a jeżeli to bardzo rzadko w konkursach sztuki.
Osobiście w o l a ł b y m organizowanie wystaw z oce­
ną przez o d p o w i e d n i ą k o m i s j ę a r t y s t y c z n ą , z t y ­
powaniem miejsc bez n a g r ó d . Dla częstych uczest­
n i k ó w k o n k u r s ó w nagrody p i e n i ę ż n e s t w a r z a j ą pe­
wien bodziec do rzeźbi ;nia i uprawiania swojej
twórczości. Jednak s t w a r z a j ą też z a g r o ż e n i e w
postaci r z e ź b i e n i a tak jak się takiej czy innej
k o m i s j i konkursowej podoba. Nie n e g u j ę b y n a j ­
mniej ż a d n e j z k o m i s j i konkursowych, jednak są
w y p a d k i przy rozmaitych p r z e g l ą d a c h , że j e d n ą
i tą s a m ą rzecz jedna komisja pochwali, inne nie.
W y s y ł a m też swoje prace na r ó ż n e k o n k u r s y i
wystawy sztuki ludowej, ale bez w i ę k s z y c h rezul­
t a t ó w (...) S p r a w i a m t r o c h ę k ł o p o t u gdyż nie w i a ­

domo jak mnie z a s z u f l a d k o w a ć , bo to ani n a i w n y
t w ó r c a ludowy, ani artysta z l e g i t y m a c j ą z w i ą z ­
k o w ą , j a k p i s a ł a prasa na mój temat. Sam siebie
u w a ż a m za t w ó r c ę ludowego, gdyż r z e c z y w i ś c i e
n i m jestem. Rzeźby moje napewno naiwne ani
p r y m i t y w n e nie są, ale t k w i ą korzeniami w r o ­
dzimej twórczości ludowej oraz z niej się w y w o ­
dzą (...). Trudno b y ć p r o r o k i e m we w ł a s n y m k r a ­
j u . (...) C h c i a ł b y m zwrócić u w a g ę na jedno zagad­
nienie i s p r a w ę z k t ó r ą ja osobiście i w i e l u i n ­
nych t w ó r c ó w się spotyka, a z k t ó r ą ja nie m o g ę
się zgodzić i nie m o g ę jej z r o z u m i e ć . Jest n i ą
j a k i e ś pedentyczne i niebardzo z r o z u m i a ł e „szuf­
ladkowanie" sztuki (...), a może nie sztuki co jej
t w ó r c ó w . Rozumiem, że nie m o ż n a do jednego
w o r k a włożyć t w ó r c y ludowego, t w ó r c y amatora
i artysty z l e g i t y m a c j ą z w i ą z k o w ą . Zdarza się
jednak, że t a k i ludowy t w ó r c a czy amator nie
mieści się sztywno w tych ramach, wiem, że to
trudne do uchwycenia granice, ale napewno są.
M a m y p r z e c i e ż w h i s t o r i i sztuki całą g a l e r i ę sa­
m o u k ó w . Dlaczego nie -.tworzyć takiej szansy u
nas w Polsce t a k i m ludziom. M a m na myśli stwo­
rzenie możliwości od czasu do czasu b e z p o ś r e d n i e j
konfrontacji dzieł i t w ó r c ó w , k t ó r y c h prace od­
p o w i a d a ł y b y odpowiednim k r y t e r i o m ocen.
Trzeba się też zgodzić z t y m , że margines p r z y ­
s ł o w i o w e g o „jelenia na r y k o w i ;ku" m o ż e istnieć
nie tylko w sztuce l u l o w e j , dlatego weryfikacja
prac w y m a g a ł a b y prawdziwej b e z s t r o n n o ś c i i rze­
czowości (...) B r a ł e m udział w t a k i c h wystawach
za g r a n i c ą naszego k r a j u i ż a d n ą n a d z w y c z a j n ą
r e w e l a c j ą moje prace tam nie były, jednak spot­
k a ł y się t a m z uznaniem i(...) Tam nie pytano
o l e g i t y m a c j ę z w i ą z k o w ą . Chcieliby tylko w i e d z i e ć
co mam do pokazania (...) Takie w y s t a w y p r z y ­
d a ł y b y się czasem u nas w Polsce. Na pewno
sztuce przez duże „ S " by to nie zaszkodziło, pod­
czas gdy legitymowanie a r t y s t ó w , a nie ich dzieł
na zdrowie jej nie wychodzi". (158, B.S.).
(Na konkurs ogólnopolski „ K o p e r n i k w r z e ź b i e
l u d o w e j " r z e ź b i a r z p o m a l o w a ł p r a c ę i nie d o s t a ł
nagrody.
M i m o to Muzeum
zakupiło
prace):
„(...) Ponadto w w i e l u czasopismach chociaż nie
nagrodzone moje р г а с э u k a z y w a ł y się i u k a z u j ą
(...) i przybył do mnie redaktor w celu n i e w ą t p l i ­
wie poznania tego w y k o n a w c y , k t ó r e g o praca po­
d o b a ł a się wszystkim, a nie zajęła ż a d n e g o m i e j ­
sca. Prawdopodobnie znawcy sztuki ludowej z
Warszawy uznali, że mój styl jest i n n y i to w ł a ś ­
nie mnie cieszy że mam inny styl w ł a s n y i nie
b i o r ę p r z y k ł a d u ,z innych t w ó r c ó w ludowych, u
k t ó r y c h w ł a ś n i e obserwuje się w y k o n y w a n i e r z e ź b
identycznych przez kopiowanie i powielanie. I tu
te r z e ź b y o dziwo m a j ą duże powodzenie na
wszelkich konkursach. Ale p r z e c i e ż r z e ź b a to nie
w a r z ą c h e w ani cedzak, że musi b y ć niezmienna
forma lub kubatura i nie mogę jednego zrozu­
m i e ć : czym etnografowie się p o s ł u g u j ą przy oce­
nie r z e ź b , może tu dużą rolę gra nazwisko t w ó r ­
cy lub miejsce zamieszkania. K a ż d y t w ó r c a od
dawnych c z a s ó w s t a r a ł się dać swej r z e ź b i e jak
n a j w i ę c e j życia, nie w s z y s t k i m się to u d a ł o , ale
b ł ę d e m jest hamowanie innowacji w e w s p ó ł c z e s ­
nej r z e ź b i e ludowej.
Znawcy
chcieliby,
żeby
t w ó r c a b y ł m a r i o n e t k ą i r z e ź b i ł tak jak go się
nastawi". (139 „ K m i e ć " ) .
Na r z e ź b i e i r z e ź b i a r z a c h n a j w y r a ź n i e j odbija się fa­
talny w skutkach w p ł y w kreowania „ l u d o w o ś c i " stylu
гот

prac przez r ó ż n y c h „ m e c e n a s ó w " i komisje konkurso­
we. T w ó r c y czują się z a g u b i e ń : .
Jedni, t r a k t u j ą c y swoje zajęcie jako r z e m i o s ł o , przy­
noszące zarobek, zadowolenie i sławę, c h w a ł ą sobie
.dobre rady" r z e c z o z n a w c ó w , dc tyczące techniki, stylu
itp., ci zaś, dla k t ó r y c h w ł a s n y styl jest c e n n ą zdo­
byczą t w ó r c z ą nie chcą p o d d a w a ć się biernie ż ą d a n i o m
co az liczniejszych o d b i o r c ó w , czują się pokrzywdzeni
i zawiedzeni:
v

„W czerwcu 1973 r o k u b y ł e m na plenerze t w ó r ­
ców ludowych zorganizowanym przez Z a r z ą d W o ­
j e w ó d z k i ZSMW w K r a k o w i e . Plener t r w a ł 2 t y ­
godnie w Znamierowicach koło R o ż n o w a . Na ple­
nerze dopiero pierwszy raz zobaczyłem jak się
rzeźbi, bo nigdzie dotychczas nie w i d z i a ł e m w ży­
ciu jak się rzeźbi. P r z e k o n a ł e m się kto dzisiaj
tworzy p r a w d z i w ą s z t u k ę l u a o w ą dla w y ż y c i a się
artystycznego i dla p r z y j e m n o ś c i ż y c i o w e j . Jak
r ó w n i e ż m o ż n a n i e d u ż y m n a k ł a d e m pracy i spryt­
nie r o b i ć niby s z t u k ę l u d o w ą s e r y j n ą , no i pie­
niądze.
Ja plener w y o b r a ż a m sebie inaczej bo w ł a ś n i e
ma to być m o ż l i w o ś ć w y ż y c i a się artystycznego,
tworzenia coś nowego. P r z e w a ż n i e r o b i l i to co
r o b i ą seryjnie do skupu, r o z c z a r o w a ł o mnie to,
bo pierwszy dzień nie r o b i ł e m , a p r z y g l ą d a ł e m
się z boku na r o b o t ę i n a d s t a w i a ł e m uszy j a k
wielcy a r t y ś c i l u d o w i są w mowie, j a k się p ó ź ­
niej o k a z a ł o . Ja m ó w i ę m a ł o , a dużo myślę, co
dzisiaj nie popłaca, ale ja m a m t a k i charakter.
Na plenerze r o b i ł e m to czego jeszcze w życiu
nie r o b i ł e m . M o i m zdaniem ani p o ł o w a to nie
b y l i t w ó r c y l u d o w i . W czasie pleneru i po, za­
stanawiali się czy to nie zaszkodzi n i e k t ó r y m .
T y m co r o b i ą nie seryjnie i chcą r o b i ć po swo­
j e m u j a k się to m ó w i to nic nie zaszkodzi. A
spryciarzom też nic j u ż nie zaszkodzi, bo o n i już
dawno są uszkodzeni chęcią ł a t w i z n y , podpatry­
wania innych i robien a na t y m korzyści ma­
terialnych. Nie godzę się z t y m , ażeby dzisiaj
t w ó r c a nie w i d z i a ł ś w i a t a i nie w i d z i a ł nic poza
swoje ś r o d o w i s k o i nie o r i e n t o w a ł się o t w ó r ­
czości ludowej amatorskiej no i tak zwanej no­
woczesnej". (198 „ L u b a ń " ) .
;

„ J a k r z e b i y m to se już m y ś l y m o nowej rzeźbie,
j a k ą w y m y ś l e ć . Zawsze człowiek kombinuje co
by to było t a k i czym najstarsze — zabytkowe".
(127, K . L . ) .
„Może b y ł b y m r z u c i ł to wszystko, ale m i a ł e m na­
dzieję, że może k t o ś zainteresuje się m o i m i r z e ź ­
bami, r o b i ł e m na konkurs a w sztuce ludowej
nie wiadomo co kogo interesuje. Jak m i się nie
p o w i o d ł o to r o b i ł e m dla siebie. Czasem tak było,
że z a m ó w i ł sobie k t o ś j a k ą ś rzeźbę czy obrazek,
a później nie chce, bo on w o l i , żeby było k o l o ­
rowe czy tam z i n n y c n przyczyn. Wcale się t y m
nie z r a ż a m , lubię jak m a m p ó ł k ę z a p e ł n i o n ą . Moja
r z e ź b a jest nie malowana i m o ż e nie k a ż d e m u się
p o d o b a ć , widocznie mało znają się na t y m . (118,
B.A.).
„ Z a c z y n a ł e m coś d ł u b a ć , m i a ł e m p a r ę w z o r ó w go­
towych. P o w i o z ł e m do „Cepelii". T a m s p o t k a ł o
mnie rozczarowanie, okazało się, że wzory są źle
wykonane i w ogóle nie dano ich na k o m i s j ę więc
z a b r a ł e m z powrotem i w r z u c i ł e m w piec. Bo ja
wiem dzisiaj, j a k zrobię ł a d n e wzory i komisja da
mi bardzo d o b r ą ocenę to się cieszę j a k m a ł y
synek i stale staram się zrobić coś nowego i ł a d ­
208

nego aby m o i odbiorcy b y l i jaknajbardziej za­
dowoleni. Nie sprawia i n i t y l e zadowolenia w y ż ­
sza cena za dobrze w y k o n a n ą p r a c ę ile to sama
p o c h w a ł a i szacunek j a k i m mnie d a r z ą pracow­
nicy „Cepelii". (135, S.J.).
„Nie l u b i ę z r o b i ć coś na z a m ó w i e n i e , dlatego, że
odbiorca stawia w a r u n k i niezgodne z m y m sty­
lem, a często ż ą d a n a ś l a d o w n i c t w a , co u mnie
jest niedopuszczalne. R ó w n i e ż nie l u b i ę p o w t a ­
r z a ć tych samych t e m a t ó w . Najlepiej się czuję,
gdy mogę r o z p u ś c i ć wodze w y o b r a ź n i i p r a c o w a ć
nad t y m co m i podszepnie potrzeba czy j a k kto
w o l i — natchnienie". (140, C.S.).
„ M a m nieraz zwracane r z e ź b y za złą f o r m ę plas­
tyczną, ale j a k to n a z y w a j ą jest to dla mnie j a k ­
by p r z y s ł o w i o w ą o l i w ą w i e w a n ą do ognia, bo
wtedy staram się w y c h o d z i ć j a k najlepiej w swo­
jej t w ó r c z o ś c i " . (254, T.B.).
„Rzeźbiąc nie m o ż n a m y ś l e ć o zarobku, bo w t y m
w y p a d k u sztuka nie b y ł a by s z t u k ą lecz rzemios­
łem, k t ó r e r o z w i j a ł o by się na r ó w n i z zapotrze­
b o w a n i e m i c h ł o n n o ś c i ą ogółu. M o i m zdaniem
sztuka musi w y p r z e d z a ć i k s z t a ł t o w a ć (...) Często
jestem tak zrezygnowanv że g o t ó w jestem się
p o d d a ć w p ł y w o m ludzi, ale nie mogę zabić w r a ż ­
liwości swoich uczuć". (217i, K . A . ) .
Oto j a k w y g l ą d a , w relacjach p a m i ę t n i k a r z y
kreowanie „stylu ludowego". „ W y r z e ź b i ł e m kobie­
tę s i e d z ą c ą na stołku z m a s e l n i c ą , b y ł a fajna,
w y g l ą d a ł a na p r a w d z i w ą w i e j s k ą k o b i e t ę . Gruba,
w chustce na głowie, a^e t r o c h ę z e p s u ł e m , bo
lekko p o m a l o w a ł e m f a r b ą o i e j n ą . Wtedy nie w i e ­
d z i a ł e m , że ładniej w y g l ą d a jako r z e ź b a w na­
t u r a l n y m kolorze.
Na w y s t a w ę p o w i a t o w ą w 1973 r o k u latem da­
ł e m j u ż s i e d e m n a ś c i e r z e ź b z czego k i l k a zakwa­
l i f i k o w a n o na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą w Olsztynie,
O r ł y , k t ó r e od czasu do czasu r z e ź b i ł e m nie da­
w a ł e m na w y s t a w ę , bo m ó w i l i m i , że to nie nasz
region, w r z e ź b i e n i u orłów t y l k o region Podhale".
(254, T.B.).
„Na 3 sierpnia o t r z y m a ł e m zaproszenie na ze­
branie t w ó r c ó w do O d d z i a ł u w o j e w ó d z k i e g o „ A r t -Region". Na t y m zebraniu b y ł a pani etnograf
M . H . k t ó r a u d z i e l a ł a cennych rad t w ó r c o m ludo­
w y m . Z tego spotkania w y n i o s ł e m dużo korzyści.
D o w i e d z i a ł e m się п р . : że prace nie n a l e ż y w y ­
g ł a d z a ć papierem ś c i e r n y m , że należy p o z o s t a w i ć
f a k t u r ę po n a r z ę d z i u . D o w i e d z i a ł e m się j a k na­
leży p r z y g o t o w y w a ć drzewo mokre do suszenia
i j a k trzeba r o z c i e ń c z a ć farby olejne i o t r z y m a ­
ł e m wiele cennych rad, do k t ó r y c h się przysto­
s o w a ł e m (...) k a ż d a rada lub uwaga fachowca
jest p o ż y t e c z n a dla samouka". (257, J.K.).
„ P o j e c h a ł e m do Sopotu gdzie dość w y c z e r p u j ą c o
o p o w i e d z i a ł a m i p a n i mgr H . o wymogach r z e ź b y
skupowanej przez „ A r t - R e g i o n " , j a k r ó w n i e ż z w i e ­
d z i ł e m w magazynie bardzo wiele r z e ź b i n n y c h
t w ó r c ó w ludowych, co n i e w ą t p l i w i e b y ł o d!a mnie
p o ż y t e c z n e , c h o ć b y ze względu na wyrobienie
w ł a s n e g o stylu". (139, K m i e ć ) .
„Na wystawie tak m i powiedzieli: obrazy to nie
t w ó r c z o ś ć ludowa, t w ó r c z o ś ć to garncarstwo, r z e ź ­
ba w drewnie, ozdoby kowalskie, koronka, tak
s ą d z ą n i e k t ó r z y . T w o j e malarstwo to prace a r t y ­
styczne, a powinno b y ć p r y m i t y w n e i naiwne (...)
S p o t k a ł e m znajomego r z e ź b i a r z a — nie o t r z y m a ł
on wprawdzie nagrody, bo to nie b y l p r y m i t y w
lecz ślicznie w y g ł a d z o n y Chrystus na k r z y ż u i M a -

donna z D z i e c i ą t k i e m . Wszyscy z w i e d z a j ą c y go
c h w a l i l i , chcieli z mieji'-Ч k u p i ć , ale nie s p r z e d a ł ,
bo czul sn; pokrywdzony P o r a d z i ł e m mu by sic
p r z y g l ą d a ł pracy innycn. P o p a t r z y ł i s t w i e r d z i ł ,
że są oryginalne. Tak, r z e ź b a p r y m i t y w n a jest
też bardzo ciekawa". (14, D.S.).
„Nie c h c i a ł e m pójść, poprostu siłą z a c i ą g n ę l i mnie
do „ C e p e l i i " powiedzieli, ż e owszem to jest dobre,
ale temat nie odpowiada. Kierowano mnie do
„ A r s - C h r i s t i a n a " , a przy okazji namawiano mnie
a b y m s p r ó b o w a ł rzeźbić kapele ludowe, poczet
k r ó l ó w polskich itp. W „ A r s - C h r i s t i a n a " powie­
dzieli m i , że owszem p r z y j m ą lecz m u s z ą się po­
s t a r a ć o zezwolenie na w y r ó b tych rzeczy, oraz
m u s z ę m i e ć uprawnienia. To mnie zniechęciło
i z r o b i ł e m dwie rzeźby p e ł n e m u z y k ó w , jednego
k r ó l a i rycerza. P o p r o s i ł e m kolegę, aby o d d a ł to
w „ C e p e l i i " i z a p y t a ł czy to jest dobre. P r a c u j ą c a
t a m w ó w c z a s p a n i mgr I.G. p o w i e d z i a ł a , że to
jest dobre i musi p r z y j ś ć autor tej pracy, musi
p o w i e d z i e ć c e n ę " . (214, H.H.).
„ W y k r y t o mnie przez Dom K u l t u r y we W ł o d a ­
wie (...) D o s t a ł e m d u ż ą s u m ę p i e n i ę d z y . Jak w
bajce Robinson, w y n a l a z ł e m ogień. P o c z u ł e m się
młodszy, silniejszy, ta suma 4,8 tys. p o b u d z i ł a
mnie do dalszej pracy. Od tej pory nazywali mnie
t w ó r c ą l u d o w y m " . (16, W.A.).
„W prasie codziennej nazwano nas a u t o r ó w prac
k o n k u r s o w y c h a r t y s t a m i l u d o w y m i . Ja o s o b i ś c i e
nie poczuwam się za ż a d n e g o a r t y s t ę n a w e t nie
za ludowego. Nie ja, ale prasa z r o b i ł a ze mnie
j a k i e g o ś a r t y s t ę ludowego". (83, P.J.).
N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e z w r a c a j ą u w a g ę na nie­
j e d n o l i t o ś ć k r y t e r i ó w uznawania za t w ó r c ó w ludowych
(STL). O s t r o ż n o ś ć k r y t e r ó w u z a l e ż n i o n a
jest
przede
w s z y s t k i m od regionu k r a j u . Na terenach, gdzie t w ó r ­
czość ludowa jest ż y w a k r y t e r i a ocen są surowsze, a np.
na ziemiach p ó ł n o c n y c h i zachodnich, p r a w i e k a ż d y
kto rzeźbi czy haftuje może b y ć uznany za t w ó r c ę .
Twórca i jego praca, sylwetki t w ó r c ó w
Z a w ó d czy pasja? Na pytanie to znajdujemy od­
p o w i e d ź w większości o m a w i a n y c h p a m i ę t n i k ó w . W i ę k ­
szość p a m i ę t n i k a r z y potrafi u m i e j ę t n i e łączyć p r a c ę
z z a m i ł o w a n i e m i nawet jeżeli p o d s t a w o w y m b o d ź c e m
do p o d j ę c i a pracy b y ł y trudne w a r u n k i materialne (jak
to zazwyczaj m i a ł o miejsce w r ę k o d z i e l e ) ,z czasem za­
jęcia te p r z y n i o s ł y r a d o ś ć tworzenia i s a t y s f a k c j ę t w ó r ­
czą. W ś r ó d 44 tkaczek, hafciarek i koronkarek przeszło
p o ł o w a t r a k t u j e swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarob­
kowo, a 43% t a k ż e emocjonalnie.
P r z y w i ą z a n i e do zawodu jest w ś r ó d garncarzy często
j e d y n ą p r z y c z y n ą do pozostania przy t y m r z e m i o ś l e
mimo jego uciążliwości i możliwości zmiany pracy.
W y ł ą c z n i e emocjonalne r a k t o w a n i e w ł a s n e j t w ó r ­
czości charakterystyczne jest jedynie dla o s ó b w y k o n u ­
j ą c y c h p l a s t y k ę o b r z ę d o w ą (36% z 22 wypowiedzi) oraz
r z e ź b i a r z y i malarzy (38% z 60 wypowiedzi). W ś r ó d
tych ostatnich częściej n a t o m a s t niż m o g ł o b y się w y ­
d a w a ć , mamy do czynienia z zawodowym p o d e j ś c i e m
do pracy t w ó r c z e j (28%).
O postawie wobec w ł a s n e j twórczości „ z a w o d o w ­
c ó w " w rzeźbie nie b ę d ę t u w s p o m i n a ć , g d y ż zamiesz­
czone w poprzedniej części fragmenty p a m i ę t n i k ó w są
w y s t a r c z a j ą c ą i l u s t r a c j ą ich postawy
wobec
własnej
twórczości. C h c i a ł a b y m natomiast poświęcić w i ę c e j m i e j ­
sca na przedstawienie emocji z w i ą z a n y c h z procesem
tworzenia. Nie b ę d ę k o m e n t o w a ć
tych
wypowiedzi,
+

gdyż one same m ó w i ą
własnej twórczości:

o

stosunku

pamiętnikarzy

do

„ C i ą g n i e mnie do r z e ź b i e n i a j a k żabę do b ł o t a ,
m u s z ę r o b i ć , kusi coś natura, z a m i ł o w a n i e " . (20,
CH.W.).
„ R z e ź b a to m ó j nałóg, do k t ó r e g o ciągnie mnie
j a k r y b ę do wody. Potrzebna m i jest jak po­
wietrze, słońce czy woda, jak g ł o d n e m u uprag­
niony chleb, k t ó r e g o na codzień trzeba z j a d a ć .
Bez mojej r z e ź b y nie m ó g ł b y m żyć, a życie bez
niej b y ł o b y dla m n i e niczym. Czym więcej r o b i ę
t y m w i ę c e j czuje się głód. K o c h a m j ą dlatego,
że w t r u d n y c h w a r u n k a c h j ą z d o b y ł e m dlatego,
że n i k t m i jej nie n a r z u c i ł , a to co u m i e m zdo­
b y ł e m w ł a s n ą p r a c ą " . (145, P.W.).
„Rzeźbię z p a s j ą w i e l k ą , nie czuję głodu, z m ę c z e ­
nia i t u w ł a ś n i e n a j w i ę c e j wypoczywam. Czasem
zastanawiam się dlaczego p o w i e d z i a ł k t o ś , że czło­
wiek to istota d o s k o n a ł a . Nie z g o d z i ł b y m się z
t y m . Dlaczego c z ł o w i e k musi s p a ć i t r a c i ć na to
tak cenny czas. Dlaczego 1/3 swego życia czło­
w i e k musi się w y ł ą c z y ć na ten czas ze s p o ł e c z e ń ­
stwa, musi b y ć nieczynny, a życie jest takie k r ó t ­
kie. Aż strach o t y m p o m y ś l e ć , że człowiek c h c i a ł ­
by w życiu tyle zrobić, tyle s t w o r z y ć , a życie
ucieka za k r ó t k i czas, poprostu za p a r ę m i n u t
się u r y w a i koniec. Ginie o t y m p a m i ę ć , nie do­
konane zamierzenia, ginie c z ł o w i e k istota dosko­
n a ł a " . (214, H.H.).
„ B y ł e m szczęśliwy, że r z e ź b i ę coś ł a d n e g o , t u od­
d a ł e m serce i duszę do pracy t w ó r c z e j . P a m i ę t a m ,
ojciec mnie p r z e k l i n a ł : „idź s p a ć , po c h o l e r ę ci
te dziady", ja śpię, a lampa się świeci ale ja nie
b y ł e m na tyle gapski, o b m y ł e m twarz z i m n ą w o ­
dą i p o l a ł e m głowę, p o m a g a ł o , dobre lekarstwo,
tak się s p a ć nie chciało". (13, D.F.).
„Rzeźba „ P ł a c z ą c a kobieta" była tak sugestywna,
że k a ż d y kto p a t r z y ł na n i ą p o w a ż n i a ł i często
z a m y ś l o n y długo w p a t r y w a ł się w n i ą . W ł a ś n i e
oprócz w e w n ę t r z n e j potrzeby u t r w a l e n i a swych
d o z n a ń w r z e ź b i e t a k ż e i zainteresowanie oraz
reakcje o g l ą d a j ą c y c h moje prace w p ł y n ę ł y na to,
że r z e ź b a s t a ł a się dla mnie t y m czym jest dzisiaj
tzn. t r e ś c i ą życia i chęcią do niego. M a t k a dziś
nie m o ż e m i d a r o w a ć , że p o z b y ł e m się tej p i e r w ­
szej r z e ź b y (...) M o i m i r z e ź b a m i z a i n t e r e s o w a ł a
się s ą s i a d k a , jednak na razie nie chcę się z n i m i
r o z s t a ć (...) nie m o g ę p r z y w y k n ą ć do myśli, że
coś w co w ł o ż y ł e m tyle serca m o ż n a tak po prostu
s p r z e d a ć j a k zboże czy z i e m n i a k i " . (153, M . K . ) .
„Nie znaczy to, że swych prac nie s p r z e d a j ę , cóż
b y m m i a ł z n i m i r o b i ć , nie s t a r c z y ł o b y pomiesz­
czenia, b y je m a g a z y n o w a ć , z r e s z t ą to by było
egoistyczne p o d e j ś c i e , bo jeżeli one (sztuka) coś
przedstawia, ma j a k i e ś w a r t o ś c i w i n n a służyć i
o d d z i a ł y w a ć na szersze k r ę g i s p o ł e c z e ń s t w a . Za­
tem l u b i ę , gdy moja praca stoi m i e s i ą c , czy dwa,
w z r o k mój nacieszy się nią, w ó w c z a s trafia się
amator (a tych nigdy nie brak) niech idzie l u ­
dziom służyć. S ą okresy, że w domu nic nie ma,
wszystkie
ludzie
r o z k u p i ą . W ó w c z a s czuję się
strasznie ubogi. Wydaje m i się, że zaczynam swój
dorobek od nowa". (140, C.S.).
„(...) Gdy siedzę na p n i a k u , a w r ę k a c h k a w a ł e k
drewna samym zapachem l i p y mnie zachęca, a po
w y k o n a n i u w s t ę p n y c h cięć w drewnie n a s t ę p u j e
częściowo
w y k o ń c z e n i e , to chcąc m i się bez
przerwy siedzieć i d ł u b a ć , zapomina się o p o ż y ­
w i e n i u o t r u d n o ś c i a c h , serce i ducha t w ó r c z e g o

209

b a w i i rozwesela, g d y b y m nie m u s i a ł nie p o s z e d ł ­
b y m nawet spać. K a ż d a godzina ucieka mi m a ł ą
m i n u t ą , p o r ó w n a ł b y m wnet ten moment do m ł o ­
dej pary zakochanych i z d a j ą c y c h się nigdy ze
sobą nie r o z s t a w a ć , tak c h c i a ł b y m i ja siebie po­
r ó w n a ć " . (75, H.J.).
„Rzeźbę p o r ó w n u j ę do b r y ł y ,
według
mo.ego
mniemania r z e ź b a p o w i n n a b y ć b r y ł ą tak dosko­
n a ł ą , że po zrzuceniu jej z okna 2 p i ę t r a nie ma
prawa nic się o d ł a m a ć . Nie p o w i n n o nic wysta­
w a ć co by nie p r z y p o m i n a ł o b r y ł y . R z e ź b i ł b ę d ę
tak długo d o k ą d m i sił starczy, a gdy tej tężyzny
fizycznej zabraknie i nie b ę d ę zdolny t w o r z y ć , po­
święcę się sztuce malowania na szkle. T u w ł a ś n i e
jest pole do popisu, t u m o ż n a w y r a z i ć wszystko
w szczegółach, t u m o ż n a wszystko w y s t a w i ć i
p r z e d s t a w i a ć . T u m o ż n a zrobić to czego się nie
da w r z e ź b i e . Na szkle malowanie to temat nie
do wyczerpania". (214, Н.Ы.).
„ Z r o z u m i a ł e m , że tak j a k pisarz w y p o w i a d a się
na kartach książki, tkaczka może w y p o w i e d z i e ć
się na tkaninie (...) M o ż n a było t k a ć p a s i e k ę ojca,
ulicę mojej wsi, drzewo co od lat samotnie stało
pośród pola, s ą s i a d k ę , co ugięta pod c i ę ż a r e m w i a ­
der p r z e m i e r z a ł a drogę z domu do odległej studni
i las i r z e k ę i co m i tylko p r z y s z ł o do głowy (...)
Sama f a r b o w a ł a m , d o b i e r a ł a m kolory. Nareszcie
p e ł n a swoboda w y p o w i a d a n i a się". (159, M.A.).
Stosunek p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j pracy w a r u n k u j e
niejednokrotnie rodzaj satysfakcji jakie daje t w ó r c o m
jej wykonanie. N a j w i ę k s z y m
pragnieniem, zwłaszcza
r z e ź b i a r z y , było zyskanie s ł a w y i uznania dla swojej
twórczości, stąd też najczęściej w swoich wyznaniach
piszą o r a d o ś c i ze s p e ł n i e n i a tego pragnienia.
„ J e s t e m z tego bardzo dumny, j a k z tego, że
prosty nie uczony człowiek ma uznanie dla swego
talentu (...) dziś napawa mnie d u m ą , ż e moje
r z e ź b y jako syna przedwojennego
pastucha są
zakupywane przez muzea". (102, K.J.).
„ J e s t e m bardzo z a m i ł o w a n y do. t w ó r c z o ś c i ludo­
wej i p r a g n ę się r o z w i j a ć na wysoki poziom tak
rzeźbę j a k i zabawki ludowe. Wszelkimi siłami
b ę d ę się s t a r a ł , żeby moi odbiorcy to znaczy „ C e ­
pelia" b y l i z moich prac zadowoleni, bo w ł a ś n i e
i ja też widzę, że „ C e p e l i a " też dba o k a ż d e g o
t w ó r c ę ludowego. O t r z y m a ł e m wiele n a g r ó d w
konkursach od „Cepelii", b i o r ę zapomogi, bo
jestem teraz na rencie. Nawet się nie spodzie­
w a ł e m , że kiedyś w życiu mnie spotka t a k i za­
szczyt i z o s t a n ę t w ó r c ą l u d o w y m i będę nosił
o d z n a k ę t w ó r c y ludowego". (101, G.S.).
Niemniejsze zadowolenie sprawia t w ó r c o m ś w i a d o m o ś ć ,
że ich dzieła są potrzebne „ s p o ł e c z e ń s t w u i kulturze
polskiej", że p r z e t r w a j ą dla p o t o m n o ś c i . D u ż e znacze­
nie ma t a k ż e n a w i ą z a n i e dze.ki t w ó r c z o ś c i k o n t a k t ó w
z l u d ź m i w y k s z t a ł c o n y m i , poznanie szerszego ś w i a t a .
„Cieszy mnie to, że praca moja może p r z e t r w a ć
w i e k i , a oglądać ją m o g ą nawet moi p r a w n u k o wie. Bardzo mnie to cieszy, że podoba się k o m u ś
to co m ó j umysł i ręce p o t r a f i ą s t w o r z y ć . Nie
ma chyba nic milszego j a k zadowolenie z pracy,
k t ó r ą się w y k o n a ł o . Daje to o wiele więcej j a k
p i e n i ą d z e " . (214, H.H.).
„ M a m to zadowolenie, że te naczynie, k t ó r e sam
r ę c z n i e r o b i ę i ono wyjdzie m i ł a d n i e i k t o ś to
210

k u p i i ozdabia sobie mieszkanie, czy daje k o m u ś
prezent i to mnie cieszy, że ja swoją p r a c ą u p i ę k ­
szam k o m u ś życie". (262, O.J.).
„Lubię wyjeżdżać do miasta i na inne spotkania
i to mnie bardzo zachęciło do pracy tak j a k spot­
kanie z l u d ź m i w mieście w y k s z t a ł c o n y m i na
w y s o k i m poziomie, człowiek ma t a k i d o s t ę p , mile
się porozmawia, a p r z e w a ż n i e z b i u r e m k i e r o w ­
n i c t w a S T L , k t ó r z y o t a c z a j ą nas t r o s k l i w ą o p i e k ą
i to mnie strasznie p r z y w i ą z a ł o do w.spóżycia z
twórczością (98, A.M.).
Jestem zadowolona i szczęśliwa i potrzebna, ce­
nią m o j ą p r a c ę 1 mnie, że u t a r g u j ę , a ważniejsze,
'.e ś w i a t a i ludzi zobaczę, a ludzie mnie". (212,
!\J).
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y , szczególnie tych, k t ó r z y t r a k ­
t u j ą swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarobkowo, n a j ­
p o w a ż n i e j s z y m powodem do zadowolenia było uzyska­
ni? niezależności finansowej, „ d o r o b i e n i e się", a t y m
samym zyskanie szacunku w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a .
Pragnienie u t r w a l e n i a w ł a s n e j s ł a w y odzwierciedla
się w d a l e k o s i ę ż n y c h planach i marzeniach n i e k t ó r y c h
twórców:
„ P r a g n ą ł b y m tyle chociaż żyć ż e b y m jeszcze dzieci
w y k s z t a ł c i ł , a zarazem może z o s t a w i ł b y m po so­
bie j a k i e ś ślady, że ja k o c h a ł s z t u k ę , co pod­
k r e ś l i ł y b y moje k l o c k i lipowe lub k a w a ł k i szyb
albo p ł ó t n a czy papieru. Jeżeli mam być szczery
to c h c i a ł b y m m i e ć w i ę k s z ą izbę, w k t ó r e j to
m ó g ł b y m u m i e ś c i ć swoje i mojej rodziny rzeźby
i obrazy. Byłoby to takie m a ł e muzeum rodziny".
(237, K.W.).
„Jeżeli chodzi o mnie, to n a j w i ę k s z y m , a zara­
zem najskrytszym m o i m marzeniem jest to aby
k i e d y ś w przyszłości utkany przeze mnie, a opar­
ty na starych unikato ,vych wzorach tzw. „ p a ń ­
skich czy d w o r s k i c h " K i l i m mógł być zawieszony
w symbolu polskiej p a ń s t w o w o ś c i w odbudowa­
n y m obecnie Z a m k u K r ó l e w s k i m , gdzie w ł a ś n i e
chyba tego rodzaju w y r o b y z n a j d o w a ł y się przed
tragicznym dla nas dniem jego zburzenia. Za­
mierzam r ó w n i e ż w p a j a ć swoim dzieciom zami­
ł o w a n i e do uprawianego przeze mnie tkactwa,
aby tradycja ludowa pozostała w rodzinie i była
nadal kontynuowana". (195, G.R.).
P o d s u m o w u j ą c to wszystko, co zostało powiedziane na
temat stosunku p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j twórczo-ci
m e ż n a s p r ó b o w a ć o k r e ś l i ć i : h s y l w e t k i . Za k r y t e r i u m
w y r ó ż n i a j ą c e p r z y j m u j ę tu, j a k j u ż w s p o m n i a ł a m , sto­
sunek do w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i zdeklarowany przez sa­
mego p a m i ę t n i k a r z a , lub też w y n i k a j ą c y z całości pa­
m i ę t n i k a . Z a z n a c z y ć jednak m u s z ę , że klasyfikacja ta
może nie w p e ł n i o d p o w i a d a ć
rzeczywistości,
gdy?
opiera się ona na tak s u b i e k t y w n y m materiale ź i ó d i o w y m j a k i m są p a m i ę t n i k i .
R o z p a t r u j ą c sylwetki t w ó r c ó w , n i e z a l e ż n i e od re­
prezentowanej dziedziny w y t w ó r c z o ś c i m o ż n a podzier.ć
p a m i ę t n i k a r z y na k i l k a grup.
1. T w ó r c y w p e ł n y m znaczeniu tego słowa, działający
pod w p ł y w e m potrzeby tworzenia, nie p o d d a j ą c y się
wpływom
nacisków
z e w n ę t r z n y c h , nie zrażający się
t r u d n o ś c i a m i w odbiorze ich dziel, s t a w i a j ą c y w ł a s n ą
s a t y s f a k c j ę t w ó r c z ą przed o s i ą g a n i e m materialnych k o ­
rzyści i s ł a w y . Nie znaczy to, że nie cenią sobie po­
p u l a r n o ś c i i zarobku, jeżeli jednak te ostatnie k o l i d u j ą
z m o ż l i w o ś c i ą swobodnej w y p o w i e d z i t w ó r c z e j s k ł o n n i
są z r e z y g n o w a ć z tych k o r z y ś c i .

T a k ą p o s t a w ę r e p r e z e n t u j ą przede w s z y s t k i m r z e ź b i a r z e
i malarze (28 w ś r ó d 60) oraz n i e k t ó r e tkaczki d y w a n ó w
p o d w ó j n y c h i hafciarek (tworząc i n d y w i d u a l n ą tech­
n i k ą „ m a l a r s k i e " kompozycje). W ś r ó d tej grupy pa­
m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o t w ó r c ó w rozpo­
c z y n a j ą c y c h s w ą d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą bez b o d ź c ó w zew­
n ę t r z n y c h , j a k też t w ó r c ó w kreowanych, k t ó r z y zostali
z a c h ę c e n i do t w ó r c z o ś c i przez r ó ż n y c h a n i m a t o r ó w (o
czym b y ł a j u ż m o w a wcześniej).
2. T w ó r c y k r e o w a n i (lub odkryci) przez instytucje czy
osoby spoza w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a i g ł ó w n i e na ich po­
trzeby u p r a w i a j ą c e d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą . W ś r ó d tych
p a m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o r z e ź b i a r z y (3J)
j a k i h a f c i a r k i i tkaczki, zwłaszcza z młodszego poko­
lenia. Grupa ta w ł a s n e zajęcie traktuje zawodowo, p r a ­
cując na z a m ó w i e n i e o k r e ś l o n e g o odbiorcy i zgodnie
z jego w y m a g a n i a m i . Wprawdzie k r y t y k u j ą oni niekie­
dy wymagania powielania w z o r ó w i w y k o n y w a n i a zbyt
d u ż e j ilości prac w k r ó t k i m czasie, j e d n a k ż e p o d d a j ą
się ż y c z e n i o m o d b i o r c ó w z a r ó w n o co do charakteru w y ­
t w o r ó w j a k i ilości prac.
3. Rzemieślnicy i r ę k o d z i e l n i c y wiejscy, z w i ą z a n i korze­
n i a m i swojej działalności z t r a d y c j a m i w ł a s n e g o ś r o ­
dowiska, a k o n t y n u u j ą c y p r a c ę , z b r a k u możliwości
zbytu na wsi, na potrzeby innego k r ę g u o d b i o r c ó w .
Charakter tej w y t w ó r c z o ś c i w n a j w i ę k s z y m stopniu na­
w i ą z u j e do modelu, k t ó r y m o g l i b y ś m y n a z w a ć t r a d y ­
cyjnym.
Do tej grupy m o ż n a zaliczyć przede wszystkim
garncarzy, tkaczki oraz większość hafciarek.
Zastosowany przeze mnie podział nie wyczerpuje
o c z y w i ś c i e w p e ł n i zagadnienia. D y s p o n u j ą c jednak tak
s u b i e k t y w n y m ź r ó d ł e m , j a k i m są dokumenty osobiste,
gazie w g r ę wchodzi i n d y w i d u a l n o ś ć t w ó r c z a z c a ł y m
b a g a ż e m w ł a s n y c h s ą d ó w , trudno byłoby u n i k n ą ć b ł ę ­
dów przy p r ó b i e szczegółowszej klasyfikacji.
Na marginesie r o z w a ż a ń o sylwetkach t w ó r c ó w m u ­
szą w s p o m n i e ć o warunkach, w j a k i c h przychodzi t w ó r ­
com, po długiej często p o d r ó ż y , b r a ć udział w r ó ż ­
nych
imprezach
folklorystycznych,
wystawach
itp.
T w ó r c y ludowi, jak wszyscy t w ó r c y są zazwyczaj l u d ź ­
m i bardzo w r a ż l i w y m i na stosunek w i d z ó w do dzieła
i jego autora. Znamienny jest p r z y k ł a d hafciarki (nie­
typowej, bo t w o r z ą c e j w i n d y w i a u a l n e j technice „ m a ­
larskiej" kompozycji) zaproszonej na otwarcie w y s t a ­
w y w S z y d ł o w c u w 1973 г о к и : „Na p r ó ż n o s z u k a ł a m
j a k i e g o ś miejsca, żeby m o ż n a było usiąść (...) A prze­
cież na parterze w dość d u ż y m pomieszczeniu nie za­
gospodarowanym m o ż n a było r o z s t a w i ć s t o l i k i i k r z e s ł a ,
k t ó r e tam w i d z i a ł a m w k ą c i e , p o k r y t e kurzem (...) kto
p o m y ś l i o poczekalni dla ludzi, kiedy w ostatniej go­
dzinie k o ń c z o n o dekorowanie wystawy (...) Na wysta­
wie (...) z a u w a ż y ł a m d w ó c h bardzo m ł o d y c h ludzi, k t ó ­
rzy swoim zachowaniem zbudzili we mnie o d r a z ę i
niechęć. Chichotanie i w y k r z y w i a n i e się nad m a l o w i d ­
ł a m i w i s z ą c y m i na ś c i a n i e , p o w i e d z i a ł o m i o nich
wszystko. B y ł a m jakoś r o z d r a ż n i o n a i zawiedziona.
M o ż e k o m u ś się nie p o d o b a ć , ale s w o i m zachowaniem
nio p o w i n n i u r a ż a ć c z ł o w i e k a , k t ó r y to w y k o n a ł i m o ż e
dla k t ó r e g o ta praca jest c z y m ś w z n i o s ł y m , czymś z
czego wykonawca jest dumny i głęboko przekonany,
że to co r o b i jest w a ż n e i dlatego m ó g ł w z i ą ć u d z i a ł
w tak zaszczytnej imprezie. Ludzie w y k s z t a ł c e n i po­
w i n n i r o z u m i e ć , że t y m p r y m i t y w n y m w y k o n a w c o m n i k t
c a ł y m i latami w ż a d n e j szkole nie k ł a d z i e wiedzy jak
ł o p a t ą do g ł o w y . T y l k o oni przez u p a r t ą w y t r w a ł o ś ć
i u m i ł o w a n i e sztuki zdobywali to co p o t r a f i ą . C i ę ż k ą
p r a c ą przez d ł u g i e lata i w ł a s n y m d o ś w i a d c z e n i e m " .
(113, B.M.).

W i e l u p a m i ę t n i k a r z y wspomina o t r u d n y c h w a r u n ­
kach pracy na stoiskach na ,Cepeliadzie'\ festiwalach
i innych imprezach, na k t ó r e przecież zostali zaproszeni
przez o r g a n i z a t o r ó w . Zaproszenie z o b o w i ą z u j e do za­
pewnienia podstawowych w a r u n k ó w : c i e p ł e g o p o s i ł k u ,
możliwości skorzystania z toalety i t p . Bez w z g l ę d u na
rodzaj
prezentowanej
twórczości i s ł a w ę nazwiska
t w ó r c y l u d o w i w o ś r o d k a c h miejskich w i n n i b y ć zawsze
t r a k t o w a n i j a k zaproszeni goście.
Perspektywy sztuki ludowej w opiniach pamiętnikarzy
P a m i ę t n i k a r z e niejednokrotnie p o d k r e ś l a j ą o p i e k ę
p a ń s t w a nad s z t u k ą l u d o w ą , zainteresowanie j a k i m cie­
szy się ona w s p o ł e c z e ń s t w i e , r o z m a i t o ś ć sposobów jej
prezentacji i t p . Nie oznacza to jednak, że na perspek­
t y w y rozwoju sztuki ludowej wszyscy z a p a t r u j ą się
optymistycznie. O ile w r ę k o d z i e l e i plastyce o b r z ę d o ­
wej ponad 90% t w ó r c ó w (na 35 wypowiedzi) przeka­
zało swoje u m i e j ę t n o ś c i i n n y m osobom (rodzinie, zna­
jomym, na kursacn „Cepelii"), w garncarstwie zaledwie
4. R z e ź b i a r z e w c i ą g n ę l i do w s p ó ł p r a c y 19 c z ł o n k ó w r o ­
dziny (23 wypowiedzi).
M ó w i ą c o b r a k u perspektyw rozwojowych w y t w ó r ­
czości ludowej j e d n i t w ó r c y p o d k r e ś l a j ą zmiany g u s t ó w
i u p o d o b a ń l u d n o ś c i wiejskiej (zwłaszcza w w y p o s a ż e ­
n i u w n ę t r z ) , garncarze natomiast
główną
przyczynę
u p a t r u j ą w możliwościach lżejszej pracy w innych za­
wodach czy zmianie miejsca zamieszkania.
Najbardziej optymistycznie na p r z y s z ł o ś ć sztuki l u ­
dowej z a p a t r u j ą się r z e ź b i a r z e . T w ó r c y ci t r a k t u j ą c swe
zajęcia zawodowo u t w o r z y l i nawet całe szkółki r z e ź ­
biarskie, gdzie w y c h o w u j ą kadry n a s t ę p c ó w , pomaga­
jących i m w wykonywaniu zamówień.
„Aby ocalić dotychczasowy t r u d i sukcesy zorga­
n i z o w a ł e m po prostu szkołę we w ł a s n y m domu
i wszystkich c h ę t n y c h i zdolnych, k t ó r z y chcieli
się p o ś w i ę c i ć tej w ł a ś n i e p i ę k n e j pracy postanowi­
ł e m n a u c z y ć tego do czego sam d o s z e d ł e m w tak
niedługim
czasie. Jaka zwycięzca
wypuściłem
spod swojej r ę k i tak się m o g ę w y r a z i ć 10 ludzi,
k t ó r y m m o g ł e m p o w i e r z y ć część pracy w y k o n y ­
wanej przeze zmnie. Z a m ó w i e n i a n a d s y ł a n e , zo­
stały wykonane. K a ż d y z tych w ł a ś n i e ludzi, k t ó ­
rzy odeszli ode mnie z a k ł a d a ł w ł a s n ą p r a c o w n i ę
i p r a c o w a ł osobiście. K a ż d y p r a c o w a ł na s w o j ą
r ę k ę , k a ż d y o b m y ś l a ł osobiście i w y k o n y w a ł nowe
wzory, aby w z b o g a c i ć s z t u k ę l u d o w ą Polski L u ­
dowej jeszcze w i ę c e j . Tak p o w s t a ł p u n k t skupu
w Nowogrodzie". (125.C.M.).
„Jeśli chodzi o s p r z e d a ż (osobom p r z y j e ż d ż a j ą c y m )
nie m o g ł e m s p e ł n i ć p r o ś b y o d w i e d z a j ą c y c h , bo
sam j u ż m a ł o r o b i ę , a syn też nie m o ż e n a d ą ż y ć ,
w y k o n a ć prac z a m ó w i o n y c h przez „Cepelię". W i e ­
le swoich w z o r ó w o d d a ł e m c h ę t n y m do tej pracy.
P i ę c i u s ą s i a d ó w ze wsi mojej i s ą s i e d n i e j r o b i
w y r o b y z moich w z o r ó w . M a m w planie dalej
k o n t y n u o w a ć tę p r a c ę , zamierzam d a ć k i l k a no­
w y c h w z o r ó w . Wszystkie wzory są z mojego re­
gionu kurpiowskiego w k t ó r y m żyję". (69, K.W.).
N i e k t ó r z y t w ó r c y , z a r ó w n o ci pesymistycznie o c e n i a j ą c y
perspektywy sztuki ludowej j a k i o p t y m i ś c i p r o p o n u j ą
na ł a m a c h p a m i ę t n i k ó w 'szereg d z i a ł a ń m a j ą c y c h p o d ­
t r z y m a ć s z t u k ę l u d o w ą . Do najczęściej p o w t a r z a j ą c y c h
się należy propozycja ograniczenia ilości organizowa­
nych k o n k u r s ó w i postawienie ich na w y ż s z y m pozio­
mie z k o m p e t e n t n y m j u r y . Inne propozycje d o t y c z ą
r ó ż n y c h f o r m propagandy sztuki ludowej w ś r o d k a c h
211

r

masowego przekazu, ś w i e t l i c a c h , organizowanie s p o t k a ń
ze znanymi t w ó r c a m i , wystaw i p o k a z ó w w m a ł y c h
o ś r o d k c h , pomocy finansowej w organizowaniu w i ­
dowisk i t p .
Na marginesie c h c i a ł a b y m dodać, że r o z w a ż a n i a
o w ł a s n e j twórczości p r o w a d z ą czasem p a m i ę t n i k a r z y
do ogólniejszych s p o s t r z e ż e ń na temat sztuki ludowej,
sztuki w s p ó ł c z e s n e j , innych a r t y s t ó w i t p . Przytaczam
tu jedynie najbardziej charakterystyczne z tych uwag:
„ J a osób ś w i ę t y c h nie o d w a ż y ł e m się jeszcze r z e ź ­
bić, tak dostojnych osób p r z e d s t a w i ć w n a l e ż y t e j
godności, żeby i m nie ubliżyć tak jak n i e k t ó r z y
p r z e d s t a w i a j ą w postaci b a ł w a n a . W tygodniku
„Myśl S p o ł e c z n a " (...) o g l ą d a ł e m r z e ź b y , k t ó r e
r e p r e z e n t u j ą r ó ż n y c h r z e ź b i a r z y polskich w y k o ­
nane w k r a j u b ą d ź za g r a n i c ą i d o s t a j ą uznanie.
Ja osobiście nie p o c h w a l ę , r o b i ą j a k i e ś b a ł w a n y
bez ż a d n e j proporcji, bez charakteryzacji, głowa
r ó w n a t u ł o w i u , r ę k a j a k k i k u t i to n a z y w a j ą
r z e ź b ą " . (119, K.F.).
„Moim zdaniem obecnie polska sztuka ludowa
jest tak z m ą c o n a j a k polskie rzeki. Dlatego, że
dzisiaj k a ż d y się zna na sztuce ludowej, t ł u m a c z y
ludziom, k t ó r z y j ą t w o r z ą , że nie tak ma b y ć , to
trzeba z m i e n i ć , tamto dołożyć i wtedy b ę d z i e le­
piej. Przez z góry planowane ilości
produkcji
seryjnej, a sztuka ludowa nie powinna b y ć p r o ­
d u k c j ą s e r y j n ą . O k r e ś l e n i e produkcja sztuki l u ­
dowej mnie razi. Co prawda zmieniono n a z w ę
„ p r z e m y s ł " na „ r ę k o d z i e ł o " ale produkcja b ę d z i e
p r o d u k c j ą . Wiem, że to musi b y ć , bo jest o b j ę t e
w planie p a ń s t w o w y m . M o i m zdaniem etnogra­
fowie i a r t y ś c i plastycy p o w i n n i b y ć k i e r o w a n i
na etaty m a j ą c e wiele w s p ó l n e g o ze s z t u k ą l u ­
d o w ą , na tereny, z k t ó r y c h się w y w o d z ą . Bo kto
lepiej może z n a ć się na sztuce ludowej, m i ł o ś n i k
f o l k l o r u m i e s z k a j ą c y stale na danym terenie,
czy artysta po szkole z innego k r a ń c a Polski.
O b a w i a m się, że z czasem ci a r t y ś c i , k t ó r z y nie
m a j ą swojej i n d y w i d u a l n o ś c i z m i e n i ą s z t u k ę l u ­
d o w ą c h c ą c u p o d o b n i ć s z t u k ę l u d o w ą do sztuki
nowoczesnej. Obecnie bardzo modne jest i w y c h ­
walane z a k ł a d a n i e szkółek r z e ź b i a r s k i c h i m ó w i
się, że to są młodzi t w ó r c y l u d o w i i m a j ą być
w przyszłości. Ja z t y m nie m o g ę się zgodzić dla­
tego, że sztuki samorodnego tworzenia nie da się
w y u c z y ć i we w ł a s n y m stylu. Zgadzam się z prze­
w i d y w a n i a m i ostatniego zjazdu t w ó r c ó w ludowych,
że ż y w o t STL przewiduje się na około 30 lat. To
dlatego, bo teraz wszyscy m u s z ą iść do szkoły,
k t ó r y ma j a k i e ś zdolności idzie do szkoły a r t y ­
stycznej. N i e k t ó r y po szkole się zepsuje i nie wie
jak r o b i ć i co r o b i ć , bo to co teraz t w o r z ą to nie
ma na to za dużo n a b y w c ó w , jeżeli u w a ż a się
chleb malowany lub z g w o ź d z i e m , albo m u s z k ę
za dzieło sztuki". (198 „ L u b a ń " ) .

*
*

*

P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w ludo wy ch z a w i e r a j ą wiele cen­
nych, d a j ą c y c h się jeszcze niejednokrotnie w y k o r z y s t a ć
m c t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h , szczególnie do takich zagad­
n i e ń jak historia p o s z c z e g ó l n y c h dziedzin w y t w ó r c z o ś c i
ludowej w regionie reprezentowanym przez p a m i ę t n i ­
karza, t e c h n i k i i procesy w y t w ó r c z e , asortymenty w y ­
r o b ó w w r ó ż n y m okresie i t p .
Niniejsze opracowanie p o ś w i ę c o n e jest r o z w a ż a n i o m
nod osobą t w ó r c y i charakterem jego k o n t a k t ó w ze

212

ś r o d o w i s k i e m w ł a s n y m i obcym. P a m i ę t n i k i są jednak
ź r ó d ł e m mało o b i e k t y w n y m , a obraz j a k i przedstawia­
ją, m o ż e b y ć niekiedy daleki od r z e c z y w i s t o ś c i . Dopiero
b e z p o ś r e d n i e k o n t a k t y z t w ó r c a m i i ich d z i e ł a m i , szcze­
g ó ł o w e badania terenowe oraz p o r ó w n a n i a obu rodza­
j ó w m a t e r i a ł ó w p o z w o l i ł y b y na w y c i ą g n i ę c i e o g ó l n i e j ­
szych w n i o s k ó w . M a j ą c to na uwadze o g r a n i c z y ł a m się
w pracy do zasygnalizowania p r o b l e m ó w poruszonych
w p a m i ę t n i k a c h , n a j w i ę c e j miejsca p o ś w i ę c a j ą c w y ­
powiedziom samych t w ó r c ó w .
Po lekturze p a m i ę t n i k ó w nasuwa się jednak k i l k a
refleksji, k t ó r e j a k się wydaje m o g ą p r e t e n d o w a ć do
w m i a r ę o b i e k t y w n y c h s t w i e r d z e ń . T w ó r c a ludowy znaj­
d o w a ł zrozumienie we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u w ó w c z a s
jego praca z w i ą z a n a b y ł a z tradycjami miejscowymi
i „ k o n s u m o w a n a " przez to ś r o d o w i s k o . T w ó r c y i n d y ­
w i d u a l n i , k t ó r y c h d z i a ł a l n o ś ć niewiele m i a ł a w s p ó l n e g o
z tradycjami miejscowymi zostają zaakceptowani do­
piero w c h w i l i gdy t w ó r c z o ś ć ich zaczyna p r z y n o s i ć
widoczne efekty finansowe i p r e s t i ż o w e poza w ł a s n y m
ś r o d o w i s k i e m , co nie oznacza jednak akceptacji przez
w i e ś ich w y t w ó r c ó w . Przeciwnie — t w ó r c z o ś ć dla inne­
go niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy daleko odbiega od
g u s t ó w i u p o d o b a ń z a r ó w n o w s i jak t e ż i samego t w ó r ­
cy. Daje się w y c z u ć w p a m i ę t n i k a c h ton nieszczerości
kiedy t w ó r c y w s p o m i n a j ą , że w y t w o r y , k t ó r e w y k o n y ­
w a l i przed „ o d k r y c i e m " były n i e ł a d n e , „ale teraz już
w i e m j a k i e są ł a d n e " . N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e szczerze
m ó w i ą , że dla siebie i znajomych w y k o n u j ą inne w y ­
roby niż na z a m ó w i e n i e miasta.
Obraz twórczości ludowej j a k i w y t w o r z y ł się w
ś w i a d o m o ś c i odbiorcy miejskiego, a t a k ż e n i e k t ó r y c h
c z ł o n k ó w k o m i s j i konkursowych i k w a l i f i k a c y j n y c h jest
obrazem n a l e ż ą c y m j u ż do przeszłości etapu k u l t u r y
wsi, j u ż historycznie z a m k n i ę t e g o , „ m u z e a l n e g o " . Ele­
menty lansowanego „stylu ludowego" t a k ż e i w przesz­
łości nie tylko nie p o w s t a ł y w izolacji od w p ł y w ó w
innych ś r o d o w i s k ale n i e k t ó r e rodzaje r ę k o d z i e ł a w r ę c z
w y k r e o w a n e były przez a n i m a t o r ó w twórczości i szkoły
r ę k o d z i e l n i c z e (jak np. haft biały m a k o w s k i czy „ s n u t k i golińskie"), o czym j u ż b y ł a mowa.
Zamykanie w s p ó ł c z e s n e j twórczości w ramy w y i m a ­
ginowanej „ l u d o w o ś c i " jest b ł ę d n e z samego założenia.
Co jest dziś bardziej ludowe: d y w a n w p r ą d k i ,
tkany mozolnie przez trzecie już pokolenie tkaczek w e d ­
ług w z o r ó w z kap fabrycznych, zakorzeniony dziś w
t r a d y c j i w i e j s k i e j , czy t k a n i n a dwuosnowowa Moja
droga przez wieś, wykonana pod k i e r u n k i e m profesor
P l u t y ń s k i e j ? Czy bardziej l u d o w y jest dziergany biały
haft, rozpowszechniony przez szkołę w Makowie, czy
kolorowe k w i a t k i , k ł a d z i o n e
swobodnie na t k a n i n ę
przez h a f c i a r k ę w c h w i l i wolnej od p r o d u k c j i na za­
mówienie „Makowianki"?
Rozbieżność g u s t ó w
ś r o d o w i s k a wiejskiego i od­
b i o r c ó w w s p ó ł c z e s n y c h w y r o b ó w „ l u d o w y c h " zaznacza
się bardzo w y r a ź n i e w p a m i ę t n i k a c h o czym wspomnia­
ł a m już poprzednio (str. 28—29)
Zeby być dobrze z r o z u m i a n ą c h c i a ł a b y m p o d k r e ś l i ć
zdecydowanie, że a b s t r a h u j ę w tej c h w i l i od oceny
estetycznej w z o r n i c t w a „ l u d o w e g o " czy „ n i e l u d o w e g o " .
Chodzi m i przede w s z y s t k i m o przekonanie k o m i s j i
konkursowych, że uczenie t w ó r c ó w co jest a co nie
jest ludowe w stylu prac wprowadza absolutny chaos
w umysłach twórców.
W r ę k o d z i e l e kreowanie nowego charakteru w y ­
twórczości artystycznej na wsi, zwłaszcza pod k i e r u n ­
kiem dobrych a n i m a t o r ó w (takich jak prof. E. P l u t y ń s k a czy zespół I W P pod k i e r u n k i e m prof. Wandy
Telakowsklej) ma więcej p l u s ó w niż m i n u s ó w , jeżeli

pobudza i n w e n c j ę t w ó r c z ą i jeżeli proces powstawa­
nie nowych t k a n i n czy h a l t ó w ma charakter t w ó r c z e ­
go w s p ó ł d z i a ł a n i a plastyka i t w ó r c y ludowego.
Nadawanie nowego k s z t a ł t u artystycznej w y t w ó r ­
czości wiejskiej musi p r z e b i e g a ć w harmonijnej w s p ó ł ­
pracy (na zasadzie partnerstwa) artysty plastyka, etno­
grafa i t w ó r c y ludowego, jeżeli w ostatecznym k s z t a ł ­
cie w y t w ó r c z o ś ć ta s t a n o w i ć ma dobro o g ó l n o n a r o d o w e .
Pozostawienie r ę k o d z i e ł a wiejskiego w „ n i e s k a ż o n e j "
formie jest absurdem, bo taka forma (jak już wspom­
n i a ł a m ) nie istnieje. Artystyczne r ę k o d z i e ł o w s p ó ł c z e s ­
nej w s i powinno c z e r p a ć (i m i e ć takie możliwości)
z najlepszych w z o r ó w dorobKu artystycznego, a nie
z o d p a d ó w k u l t u r y masowej.
Pozornie w y d a w a ć by się mogło, że w moich roz­
w a ż a n i a c h istnieje s p r z e c z n o ś ć . U w a ż a m za s ł u s z n e czy
n i e s ł u s z n e kreowanie twórczości ludowej? T a m gdzie
mamy do czynienia z kopiami w z o r ó w muzealnych,
o d t w a r z a n i e m starych w z o r ó w i f o r m sprawa jest jas­
na Chodzi m i tutaj przede w s z y s t k i m o sposób t r a k ­
towania wszelkich innowacji
i prób twórczych
we
w s p ó ł c z e s n e j t k a n i n i e wiejskiej, hafcie i t p . Nie m o ż e ­
my jej o c e n i a ć na zasadzie: „nie podobna do muzeal­
nych — nieludowa", „ p o d o b n a — ludowa". W s p ó ł c z e s ­
ne rękodzieło wiejskie musimy ocenić (zważywszy na
ogromny n a p ł y w n o w y c h w z o r ó w , nie zawsze najlep-

PRZ

1

„Zielony Sztandar" nr 8 z 27.02.1974
O m a w i a j ą c p o r ó w n a w c z o k a ż d e zagadnienie poda­
ję ilość p a m i ę t n i k ó w w k t ó r y c h z n a l a z ł a się informacja
na ten temat.
O k r e ś l e n i e „ a n i m a t o r " nie jest najlepszym sfor­
m u ł o w a n i e m , ale przyjęło się już w pracach i dys­
kusjach p o ś w i ę c o n y c h tej tematyce i z a s t ą p i e n i e go
i n n y m np. „ b u d z i c i e l " m o ż e nie b y ł o b y w ł a ś c i w i e zro­
zumiane. Pod o k r e ś l e n i e m t y m rozumiem c e l o w ą dzia­
ł a l n o ś ć osób lub instytucji m a j ą c ą na celu o ż y w i e n i e
i rozwijanie t w ó r c z o ś c i ludowej.
2

3

szych), jako dobre artystycznie, lub złe, nie n a z y w a j ą c
dobrego „ l u d o w y m " , a złego .„nieludowym w stylu".
We w s p ó ł c z e s n e j w y t w ó r c z o ś c i wiejskiej
najbardziej
— ludowe stają się w y t w o r y , k t ó r y c h w z o r n i c t w o opar­
te często na z a p o ż y c z o n y c h wzorach wrasta już w k u l ­
t u r ę w i e j s k ą i m o g ł o b y ulec z biegiem czasu, gdyby
z a i s t n i a ł y po temu w a r u n k i , charakterystycznym dla tej
kultury modyfikacjom .
W ą t p l i w o ś c i wszelkich k o m i s j i b i o r ą się zazwyczaj
z faktu, że tempo przenikania do k u l t u r y wiejskiej no­
wego (nie zawsze z d o b r y : h
źródeł
pochodzącego)
w z o r n i c t w a jest szybsze niż k i e d y k o l w i e k i dokonuje
się ono niejako na naszych oczach.
Ingerencja dobrych a n i m a t o r ó w r ę k o d z i e ł a ludowe­
go wydaje się t u konieczna, j e d n a k ż e , jak już wspom­
n i a ł a m musi o d b y w a ć się na zasadzie t w ó r c z e j w s p ó ł ­
pracy, a nie odrzucania nowej w charakterze t w ó r c z o ­
ści, bez uzasadnienia (jak to często ma miejsce) k r y ­
t e r i ó w , j a k i m i k i e r u j ą się komisje konkursowe.
Na pewno też n a l e ż a ł o b y w w i ę k s z y m , niż dotych­
czas stopniu w y k o r z y s t y w a ć u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z e haf­
ciarek i tkaczek, k t ó r e w przeszłości u m i a ł y w y k o n y ­
w a ć wszelkie, u ż y w a n e na wsi, rodzaje t k a n i n , a obec­
nie p r o d u k u j ą np. chodnik s ł o m i a n y czy szmaciak.
P r z e c i e ż celem naszym m i a ł o b y ć podtrzymywanie t r a ­
dycyjnych u m i e j ę t n o ś c i i rozwijanie twórczości ludo­
wej.
6

PISY

4

Por. np. A . Jackowski: O sztuce ludowej,
kon­
kursach i kryteriach
ocen, „ B i u l e t y n S T L " nr 11—12,
1976, s. 11—11; tegoż: Sztuka ludowa — relikt czy war­
tość żywa,
„Pol. Szt. L u d " . , R. X X I X , 1975, nr 3; K .
Piwocki, Uwagi
o zagadnieniu
tzw.
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt. L u d . " R. X X I X , 1975, nr 3; S. Błaszczyk,
Współczesne
przeobrażenia
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt.
L u d . " , R. X X I V , 1970, nr 3—4
Por. J. O r y n ż y n a , O sztukę
ludową,
W - w a 1965,
s. 38—49, W. Telakowska, W kręgu chłopskiej
kultury,
W - w a 1970
5

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.