-
Title
-
Z Aleksandrem Jackowskim o "Sztuce zwanej naiwną" i "Na skróty" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.204-211
-
Creator
-
Benedyktowicz, Zbigniew
-
Date
-
1995
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:2782
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Sztuki PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2978
-
Text
-
Z Aleksandrem Jackowskim
o Sztuce zwanej naiwną i Na skróty
rozmawia Zbigniew Benedyktowicz
Zbigniew Benedyktowicz. Najpierw przyjmij nasze - od
redakcji „Kontekstów"-gratulacje. Można powiedzieć, ż.e trwa
festiwal Aleksandra Jackowskiego.
Wydałeś dwie
książki
0 sztuce zwanej naiwną i Na skróty, obok
publikujemy
fragmenty recenzji, które powitały z entuzjazmem pojawienie się
albumu. Są bardzo zgodne, przynajmniej w jednym punkcie,
wszystkie podkreślają
wartość literacką, pisarską tej książki.
' 'to czyta się od deski do deski''. Moje pytanie jest takie : jak się
czuje autor tego życiopisania, i w jaki sposób, to, ż.e równolegle
powstawała druga książka, autobigraficz/ia: Na skróty, wpły
wało na kształt tego dzieła. Album Sztuka zwana naiwną to owoc
wieloletniej pracy i materiałów publikowanych w ,,Polskiej
Sztuce Ludowej"
oraz przy innych okazjach, w katalogach
wystaw itp., zawiera bibliografię
i pokazuje te poprzednie
edycje, w których prezentowałeś już. tych samych twórców. Ten
album mógłby się ukazać o wiele wcześniej, był przecież gotowy
do druku w wydawnictwie „Arkady''. Jakie widzisz zalety i wady
faktu, że on pojawia się teraz a nic wcześniej. Czy warto było
czekać tyle czasu aby się ta książka
ukazała?
Aleksander Jackowski. Warto było z jednego powodu.
Z powodu przemian jakie nastąpiły w naszej kulturze, tego że
zaciera się, dawniej bardzo ostra, granica pomiędzy sztuką
ludową, sztuką naiwną, inną, osobną, czy jak ją tam nazwiemy,
a sztuką dzisiejszego czasu, profesjonalną. To jest dla mnie
sprawą istotną. Natomiast jeżeli chodzi o opóźnienie tej książki,
to oczywiście wolałbym, aby się ukazała 10 lat wcześniej, ale
w tym kształcie jaki ma obecnie. To jest już inna historia,
ponieważ „ A r k a d y " upierały się, żeby wydać ją tak, jak się
wydaje normalne kompendia tego typu, to znaczy oddzielnie
ilustracje (żeby potem móc dać wersję zagraniczną), oddzielnie
biogramy, raczej bardziej suche niż literackie i oddzielnie
fotografie twórców. Ja się upierałem, żeby te trzy elementy
stanowiły jedną całość. „ A r k a d y " tego nie chciały, dlatego
cieszę się, że ta książka ukazała się w wydawnictwie Krupski
1 S-ka w tej wymarzonej przeze mnie formie.
Z.B. Jest to siłą rzeczy (album ma podtytuł Zarys encyk
lopedyczny) pokazanie zjawiska i pokazanie twórców na zasa
dzie pars pro toto. Czego żałujesz? Co się nie znalazło w tej
książce'.'
A . J . Niczego nie żałuję. Można by było wydać książkę dwa
razy większą, można by było wydać drugi tom. Jeżeli się jednak
czyta tę książkę od początu do końca, to dlatego, że istnieje
pewna jej dramaturgia i dla mnie ta dramaturgia jest rzeczą
najbardziej istotną. Jestem zadowolony z wyboru, mimo że żal
mi niektórych sylwetek ludzkich, że się tu nie zmieściły. Ale
gdybym je dał, to bym, w pewnym sensie, powtarzał niektóre
zjawiska artystyczne, bądź pewne sytuacje ludzkie.
Z.B. Układem książki rządzi alfabet...
A . J . Tak, ale dla mnie jest to układ aleatoryczny. W gruncie
rzeczy, gdyby nic rządził tym alfabet, prawdopodobnie niektóre
sylwetki bym dodał a niektóre bym odjął. Alfabet zadziałał tutaj
o tyle, że przy ostatecznej redakcji, czytając tę książkę,
chciałem, żeby była odpowiednia reżyseria, żeby wątki się
rozwijały i splatały. Bardzo mi odpowiada ta sytuacja alfa
betyczna, ponieważ to powoduje spięcia, iskrzenie pomiędzy
jedną a drugą sylwetką. Dbałem o lo, żeby to nie była
przypadkiem książka, podporządkowana jakimś z góry przeze
mnie przyjętym założeniom, tego typu na przykład, że teraz
dajemy pogranicze ludowe, a teraz pogranicze psychopalologiczne. Wtedy to by zupełnie inaczej wyglądało, musiałbym dać
o wiele większy wstęp, zrezygnować z takiego jaki jest teraz.
Gdyby przyjąć ten poprzedni, który, nie pamiętam, liczy!
sobie chyba ze dwieście stron i był właśnie laką syntezą
obejmującą poszczególne działy, wtedy reszta byłaby zaledwie
ilustracją poszczególnych zjawisk. Natomiast mnie zależało
przede wszystkim na tym, żeby to była książka, którą po prostu
da się oglądać i da się czytać. Żeby to była książka żywa.
rozumna.
Z . B . Tak, wielu to podkreśla, szczególnie jej wartość literac
ką. Tak się dzieje, że współcześni
etnografowie twierdzą. Żc
etnografia to przede wszystkim pisanie. Dawniej pisałeś inat ;•