Paryż za dwa Ludwiki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4

Item

Title
Paryż za dwa Ludwiki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.153-157
Creator
Lewin, Ludwik; Stomma, Ludwik
Date
1995
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2781
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2977
Text
Paryż za dwa Ludwiki*
Ludwik Lewin, Ludwik Stomma
Legendy Montparnasse'u
Spacer ten zaczynamy zasadniczo na stacji metra Plaisance.
Wytrwałym proponowałbym jednak dodatkowa eskapadę na
mały i obskurny zaułek (passage) de Dantzig (najbliższe metro:
Porte de Versailles). W dziwnym okrągłym budynku po lewej
stronie mieściła się na początku wieku słynna „La Ruche"
-stolica i legenda artystów. W szczytowym okresie znajdowało
się tu i w okolicznych budynkach sto czterdzieści pracowni!
Nazwiska? - Proszę bardzo: Chagall. Zadkine. Modigliani.
Soutine, Lćger, Boucher, Archipenko
Jedyny kran z wodą
- pisze Jean Paul Crespelle - znajdował się u stóp schodów.
W pracowniach nie było kominków, przy których można by się
ogrzać, toteż, niektórzy mieszkańcy przebijali otwory nad
oknem, aby przepuścić tamtędy rurę od piecyka. W zimie
północny wiatr dmuchał przez źle okitowane wysokie okna
i wył pod nieszczelnymi drzwiami. Rynny zamarzały, a / da­
chów zwisały długie stalaktyty. Większość przestawała się myć
i wkładała na siebie warstwami całą posiadaną garderobę.
Widywano w passage Dantzig dziwaczne niby widma sylwetki.
okutane w kołdry i stare dywany
«La Ruche!» - wspomina
Fernand Lćger. - Cóż za niezwykłe miejsce! Czego tam nie
było! W «La Ruche» wszystko można było kupić i sprzedać.
Przypominam sobie między innymi czterech Rosjan, nihilistów.
Nigdy nie mogłem pojąć, jak mieścili się w pokoiku liczącym
trzy metry kwadratowe i jakim cudem zawsze mieli w ó d k ę " .
I namiętny komentarz Chagalla: „Życie w «La Ruche» było
cudowne, pracowałem całymi nocami... Kiedy w sąsiedniej
pracowni zwymyślana modelka zaczynała płakać, gdy Włosi
śpiewali przy akompaniamencie mandoliny, gdy Soutine wracał
z Hal z pękiem nadpsutych kurczaków, które miał malować, ja.
samotny w mojej celi z desek, stałem przed sztalugami, przy
świetle nędznej naftowej lampy...
Za trzydzieści pięć franków miesięcznie miałem zapewnione
wszystkie wygody". I wreszcie Crespelle raz jeszcze: „ W «La
Ruchc» mieszkało bardzo wielu Żydów rosyjskich i polskich, co
dawało temu osiedlu zdecydowany charakter getta, szczególnie
wyraźny, gdy dwa razy na tydzień zjawiał się tam stary Żyd
z Polski, w zielonkawej kapocie, popychając ręczny wózek:
wyglądał jakby miał pozować Chagallowi. Poczciwiec ten
przychodził z odległej ulicy des Rosiers i oferował kiełbaski
* chrzanem, wędzony ozór. śledzie, ogórki kiszone, chleb
kminkiem i wódkę. Niestety, był zbyt ufny i umarł zruj­
nowany, bo za często udzielał kredytu swoim współziomkom.
7 W «La Ruche» wytworzył się bardzo oryginalny coctail ras
' warstw społecznych. Wśród mieszkańców spotykało się
tystów prawdziwych i fałszywych, natchnionych i zbzikowa"ych, jak Granowski, któremu zdarzyło się otwierać nagle okno
Pracowni mieszczącej się w rotundzie i głosić niby muezzin: Ja
Setnusz!... Ja geniusz... - albo jak pewien Hindus, krewniak
"aharadży Kapurtali. którego przyjęcia z szampanem budziły
Podziw innych lokatorów. Dla wielu były to cudowne czasy;
tyło się swobodnie, bez żadnych rygorów, w czym Rosjanie
Posuwali się czasem zbyt daleko. Kiedy pewnego razu przyszedł
^ 'ospckcję Dujardin - Beaumetz. wpadł na podchmielonych
1

ar

Fragment k s i ą ż k i Paryż za dwa Ludwiki
Przewodnik po
Paryżu
' smaków,
która u k a ż e s i ę w W y d a w n i c t w i e B G W . A u t o r o m .
™ * c y i Pani K a t a r z y n i e M e r c i e z w y d . B G W d z i ę k u j e m y za
«OSt:Cpnienie tego fragmentu do d i u k u .
a

Cmentarz
Montparnasse

artystów, którzy, goli jak ich Pan Bóg stworzył, igrali na
zielonym trawniku niby w raju. Zabawy i rozrywki w «La
Ruche» nie zawsze bywały tak niewinne. Często pijacy,
wracający w nocy do pracowni, rzucali kamieniami w szyby
kolegów. W tym sporcie wyspecjalizował się Soutine, celując
szczególnie w okna Chagalla..."
Wróćmy jednak na stację metra „ P l a i s a n c e " . Ulicą Alćsia, na
której, pod numerem 114. mieściło się przed I wojną światową
najsłynniejsze kasyno Paryża, dochodzimy (pełno tu galijskich
patronatów) do ulicy Wercyngctoryksa. To na niej (pod nr. 6.
- obecnie hotel ..Sheraton") mieszkał w luksusowym apar­
tamencie na drugim piętrze Paul Gauguin ze swoją indonezyjską
kochanką Annah. zwaną powszechnie „ J a w a j k ą " . Będąc jed­
nym z nielicznych „ m o n t p a r n a s i s t ó w " docenionych i kupowa­
nych za życia, wydawał Gauguin sute przyjęcia, których stałymi
uczestnikami byli m.in.: August Strindberg. Edward Munch
i - co zaskakujące... Edgar Dćgas. fen ostatni nie szczędził panu
domu wszelakich uszczypliwości („Czy na Batignolles nic
można równic dobrze malować jak na Tahiti?"), nie czuł się
jednak na silach zrezygnować z pieczystego.
Na wysokości numeru 78. odchodzi od Wercyngctoryksa
mała uliczka Perrel. Mieszkał tutaj (nr 2. bis) Henri Rousseau
zwany „ C e l n i k i e m " . N a d drzwiami wywiesił szyld: „Akademia
Rysunku, Malarstwa i M u z y k i - Lekcje prywatne - Ceny
p r z y s t ę p n e " . I rzeczywiście, za parę groszy dawał lekcje
rysunku, czy solfeżu latoroślom okolicznych sklepikarzy. I on
także urządzał przyjęcia, zgoła jednak inne od swojego sąsiada
Przychodzili doń dozorcy, policjanci z. pobliskiego komisariatu,
ale także Picasso, Apollinaire, Robert Delaunay, Serge Ferat. To
ci dwaj ostatni odkryli oryginalność i wynalazczość płócien
Rousseau. Apollinaire uważał je za prostackie bohomazy
i bywał na Rue Perrel ze względów, rzec by można, „etnografi­
cznych" przede wszystkim. Nie popisał się przenikliwością
krytyczną również i Picasso. Wina z miejscowej winnicy (sic!
były takie na Montparnasse) dostarczała artystom niejaka pani
Coulon zamieszkała pod nr. 70. Jej wnuczka jeszcze w 1970
urządziła „ w i n o b r a n i e " z żałosnych resztek domowej winnicy
i uzyskała... cztery litry soku winogronowego.
Przez skwer imienia Kardynała Wyszyńskiego, plac Kastylii
i ulicę Liceum Buffona. która znajduje się nieco dalej, już na
bulwarze Pasteura, ruszamy na północ. W miejscu zajmowanym

153

dziś przez liceum i sąsiednie domy mieścił się ongiś cmentarz.
To tu właśnie odbył się pozorowany pogrzeb Jeana Valjean.
który jak pamiętamy mało nie skończył się tragicznie, gdyż
nowy grabarz - służbista uparł się zakopać trumnę, i dopiero
podstęp staruszka Fauchelevent uratował sytuację, na czym
kończy się „ N ę d z n i k ó w " tom pierwszy.
Od bulwaru w lewo niepozorna ulica Falguićre. I tutaj (nr
72.), podobnie jak w „La Ruche". zagnieździli się ekstrawa­
ganccy artyści. Rej wiedli Modigliani. Foujita i Lipchitz; z tym,
że Modiglianiego wyrzuciła w końcu pani Durchoux, właś­
cicielka kamienicy, za notoryczne niepłacenie czynszu. Legen­
da głosi - wspomina Crespelle - że „została ukarana za swoją
krewkość, dała bowiem synowi do zreperowania materaców
płótna, które Modigliani zostawił jej w zastaw, a parę lat później
ku swej rozpaczy dowiedziała się, że straciła fortunę".
Na wysokości nr. 24-3024-30, jeśli zechce się nam nadłożyć
nieco drogi, skręcić możemy w uliczkę Dulac i dojść nią
(jeszcze 20 m w lewo ulicą Vaugirard) do zaułka Ronsin. gdzie
(nr 8.) miała miejsce głośna ongiś sprawa kryminalna. 31 maja
1908 odnaleziono tu zwłoki uduszonego malarza Adolfa Steinheila i zmarłej na skutek szoku (?) jego teściowej. Znaleziona
w sąsiednim pokoju, związana i zakneblowana, lecz nie nosząca
jakichkolwiek obrażeń, żona malarza - Margueritte Steinheil
były osobą specyficznej sławy. 16.02.1899 odbywając z nią
właśnie w urzędowym gabinecie najzupełniej nieślubny stosu­
nek seksualny, zmarł na atak serca prezydent Republiki Fran­
cuskiej Feliks Faure. Zła opinia zrobiła swoje. Nie rozpatrując
niemal innych wariantów, policja oskarżyła Margueritte o mężobójstwo. Niedostatki i zaniedbania śledztwa zaważyły na
przebiegu procesu. 13.11.1908 ława przysięgłych uniewinniła
panią Steinheil. Nigdy już nie dowiemy się. co zdarzyło się
w majową noc 1908 roku w ponurym zaułku. Margueritte
Steinheil wyjechała do Anglii, gdzie w 1921 wydała nader mało
wiarygodny pamiętnik, a w 1917 wyszła za mąż za bogatego
szlachcica. Zmarła w Hove, w hrabstwie Sussex 20.07.1954
dożywszy pięknego wieku osiemdziesięciu sześciu lat.
Wracamy na Falguićre i skręcamy tym razem w prawo,
w ulicę Antoine Bourdellc, której patron tutaj pracował i miesz­
kał. Pod numerem 16. znajdziemy też przekształcone w 1948
w muzeum atelier rzeźbiarza. Impresjonistyczno-ekspresyjnc
dzieło Bourdella nie zachwyca nas szczególnie. Winniśmy mu
jednak wdzięczność, gdyż on to jest autorem zdobiącego
nabrzeże Sekwany koło placu Almy pomnika Adama M i c ­
kiewicza (1919) -jednego z okazalszych paryskich poloników.
Teraz w prawo i okrążywszy od tyłu, wzdłuż, dworca
kolejowego, wieżę Maine-Montparnasse (ze szczytu piękny
widok na miasto), po czym odbiwszy jeszcze sto metrów aleją
Maine, znajdziemy się na jej skrzyżowaniu z ulicą de la Gaite
(ulicą Radości). Doprawdy nie jest to nazwa uzurpowana.
W szalonych latach Montparnasse'u mieściło się tu pięć teatrów,
sale taneczne, a w części środkowej popularne knajpki, wyspec­
jalizowane przede wszystkim w owocach morza, co tym łatwo
można wytłumaczyć, że właśnie na pobliski dworzec przybywa­
ją pociągi z bogatej w ostrygi Bretanii. Wszystkich lokalów
uciech ulicy Radości wyliczyć nie sposób. O dwóch wspo­
mnijmy wszakże: pod nr. 2 1 . mieściła się w latach 1811-1920
kawiarnia „Piękna Polka" („La Belle Polonaise"), do której
wejścia strzegły figury dwóch nadwiślańskich szwoleżerów
w pełnym rynsztunku bojowym.
Pod nr. 20. trwa i czaruje słynne „ B o b i n o " - s a l a wodwilowa.
operetkowa, rewiowa, dzisiaj recitalowa najczęściej. Tutaj
rozpoczynali kariery Polin, Maurice Chevalier, Jeanne Mistinguctl, Marie Dubas i sama Edith Piaf. Bawiono się tu doskonale
mieszając gatunki, improwizując parodie, zniekształcając kla­
syków. Znana była tylko (w przybliżeniu) godzina rozpoczęcia
spektaklu. Dalej była to j u ż wyłącznie kwestia nastroju chwili,
oraz inwencji aktorów i widowni. „Książę p o e t ó w " (takim
tytułem, z którego był bardzo dumny, obdarzył go rozbawiony
Montparnasse) - symbolista Paul Fort, przesiedział ponoć

154

w „ B o b i n o " cztery doby non-stop, żywiąc się tylko alaszem
i croissantami, pokrywając za to poetyckimi szkicami dwa
obrusy, nie licząc serwetek.
Na końcu ulicy zakręt w prawo, w bulwar Edgar Quinet,
i zmiana nastroju. Zbliżamy się oto do murów cmentarza
Montparnasse. Z n ó w niekończąca się lista spoczywających tu
sław i postaci sercu bliskich. Maleńki jej wycinek: - Guy de
Maupassant (1850-1893), znany nam ze szkoły jako autor
niewinnych, obyczajowych nowelek. W rzeczywistości jedna
z najskandaliczniejszych i najbardziej tragicznych postaci
literatury europejskiej. W marcu 1877 pisał w liście do Roberta
Pinchon: „ M a m syfilisa, nareszcie, prawdziwego! Nie jakieś
tam żałosne krosty, nie burżujskie pryszcze, nie kalafiorowate
grzybki, nie, nie, prawdziwego syfilisa - tego, na który umarł
Franciszek 1.1 jestem z tego dumny i nade wszystko pogardzam
mieszczuchami.
Alleluja, mam syfa, więc siłą rzeczy nie muszę się już
obawiać, że go z ł a p i ę ! " Dalszy ciąg dopisał Izaak Babel:
„Płodność i wesołość, których był pełen, przeciwstawiały się
chorobie. Z początku cierpiał na bóle głowy i ataki hipochondrii.
Później stanęło przed nim widmo ślepoty. Wzrok jego słabł.
Rozwinęła się mania podejrzeń, mizantropia i pieniactwo.
Walczył zaciekle, miotał się jachtem po Morzu Śródziemnym,
uciekał do Tunisu, do Maroka, do Afryki Centralnej - i pisał bez
ustanku. Zyskawszy sławę, poderżnął sobie w czterdziestym
roku życia gardło, wykrwawił się, ale pozostał przy życiu.
Zamknęli go w domu wariatów. Pełzał tam na czworakach...
Ostatnie słowa jego historii choroby brzmią: ..Monsieur de
Mapupassant vien de s'animaliser" (Pan de Maupassant prze­
mienił się w zwierzę). Zmarł mając 43 lata. Matka go przeżyła.
Nieco dalej Szymon Petlura (1879-1926). Ukraiński sojusz­
nik Piłsudskiego w 1920 roku. Ten, którego oficerom mógł
tylko Marszałek powiedzieć: - Ja panów bardzo przepraszam.
Zamordowany w Paryżu przez Żyda rosyjskiego Szwarzbarda w odwet za pogromy dokonane przez petlurowców na
Ukrainie w 1918-1919. Utrapienie spolegliwego odłamu emi­
gracji polskiej. Jeśli 25 maja (w rocznicę zamachu) nie złożą
wieńca na grobie Petlury - obrażają się Ukraińcy; jeżeli złożą
- pretensję mają Żydzi.
Pierre Laval (1883-1945). Polityk francuski. Podczas II
wojny światowej orędownik kolaboracji z Niemcami. Był
przekonany, że stwarza alternatywę dla Francji. W przypadku
zwycięstwa aliantów - De Gaulle, on zaś w razie triumfu
Hitlera. Była w tym nawet jakaś cyniczna, polityczna logika.
Zabrakło jednak honoru i elementarnej moralności. „Narody
mogą z takich polityków korzystać - napisał później ChabanDelmas - nie mogą im jednak p r z e b a c z y ć " . Skazany po wojnie
na karę śmierci i rozstrzelany.
Alfred Dreyfus (1859-1935). Sam w sobie oficer średniego
polotu i średniego charakteru. Stał się jednak bohaterem słynnej
,,Affaire",która na długo podzieliła Francję na dwa zwalczające
się zaciekle obozy. Odłam broniący Dreyfusa przed oskar­
żeniem o szpiegostwo na rzecz Niemiec i widzący w jego
skazaniu akt szowinizmu i bezprawia, położył podwaliny pod
intelektualną formację nowoczesnej lewicy francuskiej.
Jean-Paul Sartre (1905-1980). Mierny filozof, znacznie już
lepszy pisarz. Przez szereg lat nie kwestionowany król dusz
francuskiej młodzieży. Bardziej niż styl myślenia stworzył, acz
zapewne nieświadomie, styl bycia. Panienki - intelektualistki
w czarnych swetrach z. papierosami w długich fifkach i tłustymi
włosami - to dzieci Sartre'a właśnie. Niektórzy twierdzą, że bez
niego nie byłoby paryskiej rewolty studenckiej w maju l9o°
Mogą tak twierdzić, bo i tak nikt tego nie sprawdzi...
A jeszcze - jaka szkoda, że miejsca nie starczy - pochowam
są tu, na Montparnasse, między innymi: Julio Cortazar, Charie
Baudelaire, Aleksander Alechin, Tristan Tzara, Osip Zadkm
Samuel Beckett, Simone de Beauvoire, Paul Reynaud. Ray­
mond Aron, Roger Caillois, Andre Citroen, Pierre Larousse.
Chaim Soutine...

Miłośnikom sztuki polecamy przede wszystkim alegoryczną
rzeźbę „Rozstanie k o c h a n k ó w " w kwaterze I X , nagrobek T.
Rachewskoj, dłuta Brancusiego w kwaterze X I X , czy surrealis­
tyczny dysk na grobie Pierre Loeba, zaprojektowany przez Jean
Arpa ( X X V I I I ) . Zaiste, są paryskie cmentarze pamięcią, histo­
rią, lecz i pięknem dotkliwym.
Po drugiej stronie bulwaru Edgar Quinet wylot ulicy Delambre, wsławionej ekstrawagancją malarza Szkoły Paryskiej Leo­
narda Foujity (pierwotnie Fujita Tsuguharu). Pamiętają otóż
państwo, że w „La Ruche" był tylko jeden kran. Artyści
z Falguićre zadowalać się musieli miniaturowymi zlewozmy­
wakami. Zamożny Bourdelle miał z kolei zlewozmywak i bidet.
Dla szczegółowych ablucji korzystano z łaźni miejskich, a w le­
cie z wód Sekwany. Tymczasem Foujita wybudował sobie
łazienkę z obszerną wanną, z której nie tylko sam korzystał, ale
korzystać też nakazywał swoim modelkom. Wieść wywołała
sensację i wkrótce cały Montparnasse śpiewał ironiczną (tak się
przynajmniej jej twórcom zdawało) piosenkę:
„Gdy się chce do obrazu pozować
I modelką być,
I modelką być.
Nie wystarczy sama uroda.
Trzeba się jeszcze m y ć ! "
Poprzez Delambre dochodzimy do wielkiego skrzyżowania
bulwarów Montparnasse i Raspail. Po lewej stronie, wzdłuż
bulwaru Monparnasse skupienie słynnych lokali: „Le petit
Napolitain" (nr 95.), gdzie odbywał Verlaine swoje wieczory
literackie; czynny catą noc ,,Select Bar" (nr 99.); najbardziej
dziś snobistyczna „La Coupole" (nr 102.); „La R o t u n d ę " (nr
105.) - ulubiona restauracja m.in. Apollinaire'a, Picassa, М а х а
Jacoba. czy Modiglianiego. ale także i naszego Reymonta;
„Cafe du D ó m e " (nr 108.), w której spotykali się Lenin, Trocki
i Krasin. Między „La Coupole" i „ D ó m e " (nr 106.) mieszkał
• wiatach 1891-1892 Stanisław Wyspiański.
Nieco dalej (nr 80.) mieściła się w latach 1859-1871 Wyższa
Szkota Polska. Pozostał po niej na frontonie budynku potrójny
herb - polski Orzeł, litewska Pogoń i ruski Lew. Ciekawostką
! jest, że zamknięto o w ą zasłużoną, założoną przez Adama
Czartoryskiego w 1848 (przed 1859 mieściła się przy Rue
Neuve Sainte Genevieve 33) uczelnię w odwet za udział
Polaków w Komunie Paryskiej.
Cóż z tego, że było ich mniej więcej tyle samo po obu
stronach barykad, skoro są Polacy jakże często postrzegani
przez Francuzów jako niespokojne dusze i nieuleczalni wy­
wrotowcy...
Montparnasse
Na Montparnasse znalazłem się. po raz. pierwszy ciemną nocą
zawieziony przez przyjaciół do kawiurni-restauracji
„La Cou­
pole". La Coupole znaczy „kopuła",
ale żadnej kopuły tam
wtedy nie dostrzegłem. Wiedziałem, że w tej dzielnicy mieszkali
malarze, ale nie znałem, czy raczej nie czułem jeszcze wtedy
legendy Montparnasse'u.
A tym bardziej
legendy tego
miejsca. Poprzecinana regularnie filarami, wielka
rozświetlona
sala wydala mi się wtedy wyspą.
Wiele lat później okazało się. że nie tylko ja miałem podobne
skojarzenia. Franęoise Płanioie w sześćdziesięciolecie
tej „in­
stytucji" napisała, że ,,«La Coupole» jest wyspą w samym
sndku wód terytorialnych,
należących do tych wszystkich, co
"talują, myślą, rzeźbią i piszą, niezależnie
od tego, skąd
Pochodzą". Pisarka zaznacza, że tak było w roku otwarcia
lokalu - /927, i natychmiast stwierdza z całą pewnością, że tak
jMJ do dziś dnia, że wciąż spotkać tu można
intelektualistów
' orty stów z całego świata. Niektórzy mają stałe godziny.
• * których przychodzą do „La Coupole'', inni wpadają tu mniej
tyularnie. Nie należy bynajmniej sądzić, że kawiarnia stalą się
istym muzeum figur woskowych,
w których
zatopiono
P

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.