Antropologia kultury między nauką a sztuką / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4

Item

Title
Antropologia kultury między nauką a sztuką / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.4-5
Creator
Benedyktowicz, Zbigniew
Date
2001
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2825
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3021
Text
Zbigniew Benedyktowi:? • ANTROPOLOGIA K U L T U R Y MIĘDZY NAUKĄ A SZTUKĄ

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ

Antropologia kultury
między nauką
a sztuką

Oi

d wielu już lat i numerów tropimy ten wątek.
Ostatni rocznik, który by! jednocześnie kata­
logiem do wystawy Malinowski - Witkacy, opo­
wiadający
wiadaiacv o Podróży od Zakopanego, Krakowa... do świa­
ta i o źródłach antropologicznej przygody X X wieku, jakim
była wspólna podróż naukowca-antropologa i artysty do
Australii u początków - jakże trudno przyzwyczaić się
do tego słowa: nie naszego już, ale z e s z ł e g o wieku,
nosił podtytuł Fotografia: między nauką a sztuką. Ale
także i poprzednie numery poświęcone podróżom, miej­
scom mitycznym, przedmiotom, Jackowi Malczewskie­
mu, teatrowi Tadeusza Kantora, antropologii wizualnej
(por. „Konteksty" 3-4/1997; 3-4/1998; 1-2/1999) pod­
nosiły i rozwijały ten motyw, i śmiało również mogłyby
nosić ten situ podtytuł: „antropologia kultury, etnografia
miedzy nauką i sztuką " Czyż można by sobie wyobrazić
lepszy temat na kontynuowanie i rozwijanie tego wątku
aniżeli wieloraka działalność Ośrodka Praktyk Teatral­
nych i Teatru „Gardzienice".
Podróż do kultury ludowej, (gardzienickie Wyprawy
i Zgromadzenia), podróż do źródeł, podróż do starożyt­
nej Grecji, podróż w sferę mitu. M i t - obrzęd - rytuał,
misteria, inicjacje, odczytywanie, odtwarzanie d z i ś
mitu, tradycja i współczesność to nie tylko słowa i pyta­
nia kluczowe dla działalności „Gatdzienic", to także
główne pytania i zworniki tego całego numeru „Kon­
tekstów". A przynajmniej splot tematów inspitujących
i intrygujących dla antropologa. Można by więc powie­
dzieć, że numer o „Gardzienicach" to kolejna cegiełka
w budowaniu konstrukcji, we wznoszeniu budowli,
w której mogłaby znaleźć swe miejsce i zamieszkać „an­
tropologia pomiędzy nauka i sztuką". „No lak - powie
ktoś - ładna mi cegiełka. Toż to kolejna niesamowita
cegła!". A szanowni koledzy w redakcji patrząc na gru­
bość grzbietu kolejnego rocznika już przyjaźnie radzą
„koledze redaktorowi" zastanowić się czy nie powinni­
śmy przejść w przyszłości na drukowanie (znów sądząc
po grzbietach, a nie treści)... książek telefonicznych.
Tak, przyznaję, to niepokojące i dla mnie, paradok­
salne, i jakby na ironię losu dziejące się doświadczenie,
że oto wobec wezwań z przywołanych na wstępie po­
przednich numerów, wezwań czerpiących z wzorów po­

ezji o to, by w szczególny sposób „widzieć więcej", z ma­
rzeń o „projekcie poetyckiej antropologii", jakby wbrew
tym wezwaniom i na przekór wzorom poezji, jeśli rozu­
mieć ją - jak to podkreślał Zbigniew Bieńkowski - jako
synonim precyzji, ścisłości mowy zwięzłej, „powstaje ta­
k a cegła", chociaż, od razu chciałoby się dodać: „po­
śród (nie) jednej (nie przespanej) nocy..." T y m bardziej,
jakże niepokojąco i paradoksalnie, i znów jakby na prze­
kór i na ironię losu musi wyglądać taki ogromny numer
o „Gardzienicach", zważywszy na zasłyszaną niegdyś re­
gułę, przywołaną przez Włodzimierza Staniewskiego tak, było to chyba, jak pamiętam, po spektaklu Awwakuma w Pałacu Prymasowskim w Warszawie - że:
„prawdziwy dramat sceniczny nie powinien trwać dłużej
niż 20-25 minut!". A tu jakaż więc rozpiętość proporcji!
Ale czy można pLsać inaczej o „Gardzienicach". Prze­
cież to jedno z najważniejszych zjawisk na świecie w te­
atrze współczesnym. A nazwisko Włodzimierza Staniew­
skiego należy obok Petera Brooka, Jerzego Grotowskiego,
Tadeusza Kantota, Eugenio Barby do listy najwybitniej­
szych twórców teatru XX wieku. Czy warto o „Gardzie­
nicach" pisać inaczej? Czy jednak nie oddajemy i m
niedźwiedziej przysługi? Czy nie przykładamy się tym sąż­
nistym numerem do swoistego mitu „Gardzienic"?
W wielu opiniach artyści tego zespołu, we wszystkim co
robią unoszą się w c i ą ż kilka c e n t y m e t r ó w (dla i n n y c h :
metrów) nad ziemią. Stworzyli własny słownik, w którym
wiele słów jak choćby te Wyprawy i Zgromadzenia Z i i c z y
nają się z dużych liter. Poważni, owładnięci swoją misją.
Niekiedy (dla jednych) za mało powściągliwi w tym, co
o sobie mówią i piszą, egzaltowani, żeby nie powiedzieć
napuszeni. Z jednej strony jakiś dziwny Zakon Sztuki, po­
święcający dla niej całe życie. Z drugiej zaś strony (dla in­
nych) nienaturalnie tkwiący w tej wsi, a na jesieni i na
wiosnę w błocie polskiej, podlubelskiej prowincji po pas
— po co oni bratają się z tym ludem kiedy przecie'to już
wiadomo, że nie ma żadnego ludu i kultury ludowej że
kultura ludowa się skończyła" - jak oni mogą t ' i m, po¬
śród nie zaws e przyjaznego środowiska
-

T

t

mać?" Czv nie dokładamy sie do tveh obiegowych i s f
reótvDOwvch sadów') Gtrd-ienicach" C ^ możni nisać
o G a r d ' i e n i c i h " inaczej iak ni • rvlko wsoimiac stes i
p i a c h hołdowniczó?AIbo kni'irsko i -e sr 'nrv~v7m sn '
Czy można, pisać o „Gardzienicach" krócej Czy warto
pisać O „Gardzienicach" inaczej?
Dotykamy t u drugiego antropologicznego zagadnie­
nia obecnego w przywołanych już i poprzednich nume­
rach „Kontekstów", od lat trapiącego etnografów i an­
tropologów. Nasze kłopoty ze wspomnianą paradoksal­
ną i ironiczną sytuacją w jakiej znaleźliśmy się na szla­
ku: „antropologia między nauką i sztuką", jak i powyż­
sze nie zawsze poważne pytania i wątpliwości wiążą się
z generalnym problemem stojącym w samym centrum
antropologii od lat. A mianowicie z problemem
7

THgniew BenedykxiM'icz • ANTROPOLOGIA KULTURY MIEDZY NAUKA A SZTUKĄ

o p i s u. T o jeszcze jeden temat przewodni łączący tek­

k i , oni artyści w stronę nauki. Powstały w ten sposób

sty tego numeru. Staraliśmy się zgromadzić i pomieścić

dwa osobliwe, kolejne roczniki, zamiast „cegły" wolał­

różnego rodzaju zapisy. Uczynić opis maksymalnie wie­

bym powiedzieć: dwa milowe kamienie na wspólnym

logłosowy, polifoniczny, opis gęsty (słynne antropolo­

szlaku. Bo czyż nie jest to tęsknotą wspólną współcze­

giczne rozróżnienie „thick" and „thin" description) po­

snej nauki, humanistyki i sztuki przekraczać te sztywne

łączyć, stronami i tonami cienkimi. Czytelnik znajdzie

podziały na naukę i sztukę, odkrywać w naukowcy coś

więc t u obok notatek, zapisków, rozmów, wywiadów,

z artysty, w artyście coś z naukowca.

listów, dyskusji panelowych, noty reżyserskie i zapisy

Trzecim tematem obok „bycia pomiędzy nauką

aktorów o realizowanych spektaklach, listy, „notatki

i sztuką", „kłopotów z opisem" jest sam powracający t u

z życia", swoiste „teatropisanie". Bo jakże inaczej na­

uporczywie temat „podróży". Wiąże się on niejako

zwać ten gatunek twórczości, którą uprawiają „Gar­

z kwestią natury technicznej. W tym samym czasie, gdy

dzienice".' Jak nie użyć strawestowanej formuły przy­

przygotowywane były oba projekty w 1999 roku redak­

woływanego w tym numerze Edwarda Stachury?

cja przymierzała się do numeru na „koniec świata"

Obok więc zapisów poczynionych „od wewnątrz",

i przełomu

stuleci. W Warszawie odbywał się cykl wy­

sporządzonych przez artystów i uczestników, zapisów

staw „Sąd Ostateczny". Temat eschatologiczny, przej­

często subiektywnych, ciążących jakby w stronę bieguna

ś c i a w nowy wiek i nowe tysiąclecie stał się niezwykle

poezji i sztuki umieściliśmy t u teksty pisane „z zewnątrz"

żywy i aktualny. T o także kontekst powstawania tych

- opinie, analizy, dyskusje, teksty wychylone w stronę

dwu projektów: naszej podróży do Australii śladami

nauki lub stricte naukowe. Dlatego też i pytania o to czy

naszych bohaterów należących do tego szczególnego po­

można pisać o „Gardzienicach" inaczej, czy można pisać

kolenia, które doświadczyło dwu wojen i rewolucji (tak

krócej, nazwałem niepoważnymi, bo odpowiedź jest pro­

naprawdę b y ł a to przecież t e ż i podróż do początków

sta. Jeszcze bardziej paradoksalna i ironiczna wobec an­

naszego krwawego wieku -

tropologicznych rozstrząsań - „jak pisać„(słynne antro­

„Gardzienic": jeszcze głębszej (do początków naszej

pologiczne rozważania: „jak opisywać, pisać kulturę"). -

ery: I I w. po Chrystusie) i wcześniej ukształtowanej -

Ta rzecz chociaż po części zaplanowana, po prostu zło­

Metamorfozy były przecież już uformowane - podróży

żyła się sama. „Gardzienice" napisały się same. Numer

do „niemej" Grecji, by z okruchów wyczarować muzy­

0 Gardzienicach" powstał dzięki samym Gardzienicza-

kę, która ocala i pociesza. („Czyż jest na darmo legen­

1914-1918!), i podróży

da, że w trenach po Linosie/ pierwsza nieśmiała

nom i ich przyjaciołom. O t o bowiem w tym samym nie­

ka przemogła drętwą martwotę [...] ta, która dziś nas

mal czasie, gdy my wyruszaliśmy w naszą „podróż pomię­

porywa, pociesza, wspomaga." - Rainer Maria Rilke,

dzy nauką i sztuką", podróż do źródeł antroptAogkznej

/ Elegia Duincjska, w przekl. M . Jastruna). Nie miejsce

przygody u początków naszego zeszłego wieku, podążając

tu by dalej snuć symetrie i asymetrie

tropami Malinowskiego i Witkacego do Australii, aby

podobieństwa

i różnice w o b u podróżach na koniec i początek nowe­

odtworzyć ją w postaci wystawy i w „Kontekstach",

go wieku i tysiąclecia. Problemem natury technicznej

w tym samym dokładnie czasie na jesieni 1999 roku

było to 'e można by oddzielić monograficzny numer

„Gardzienice" zorganizowały w Krakowie swoją pierwszą

o

sesję naukową z cyklu Misteria, Inicjacje rozpoczynającą

Gudzienicach" Misteriach i Inicjacjach od pozosta

łych tekstów Postanowiliśmy inaczej Wybrać choćby

dwuletni program zakończony Festiwalem i drugim sym­

te t e k s t y które Drzez swć>i charakter t e T t r a l n v

pozjum pod tym samym tytułem. Cały program „Gar­
dzienic" (podobnie jak i nasz) rozgrywał się w ramach

eic-nv ów m o t w n o d r ó ż l (Etwlo?

Festiwalu Kraków 2000. Z tej to właśnie pierwszej sesji

wam

Chin

w bodim

KaroŁ Frycza misia na

etnolo

abto

DdekiWs-hód)

z 1999 roku pochodzą zamieszczone tu teksty history­

a t a k ż e i moment przejścia (Sąd Ostateczny

ków kultury starożytnej, filologów klasycznych, specjali­

polskich; Pokolenie, którego me ma. Młody teatr lat dzie­

stów od starożytnej Grecji. Ich autorom składamy ser­

więćdziesiątych;

deczne podziękowania tu i w stosownym miejscu obok

„Wesele". Miedz^ Fredrą i Słowackim)

Kraków

między

teatrem a

rytuałem;

w jakiś sposób łą­

czą się i głębiej'korespondują z doświadczeniami i po­

programu tej sesji. Dziękujemy również organizatorom
1 przyszłym wydawcom z Biura

Węgajty

artystów

2000 - przygoto­

wywana bowiem jest książkowa edycja materiałów z obu

szukiwaniami „myślących artystów" z Gardzienic, i zda­
ją zarazem relację z owego czasu przejścia u końca i po­
czątku nowego wieku A . D 1999, 2000, 2001. Pozosta­

sesji - za zgodę na publikację, zwłaszcza zaś dziękujemy

je nam jedynie na koniec przeprosić, prosić raz jeszcze

Panu doktorowi Dariuszowi Kosińskiemu, który współ­

o cierpliwość i wyrozumiałość oraz zapewnić Autorów

pracował z nami w tym względzie i będzie czuwał nad

tekstów oczekujących na publikację już od dłuższego

dalszymi losami zapowiadanej pełnej edycji.

czasu a zepchniętych przez oba potężne roczniki, że

Paradoksalne więc w tym spotkaniu z „Gardzienica-

w n a s t ę p n y m roku powrócimy do pojedynczych kwar-

m i " i obu „podróżach między nauką a sztuką" jest to, że

talnikowych wymiarów.

my nominalni naukowcy zwróciliśmy się w stronę sztu­

5

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.