Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.1

Item

Title
Recenzje i omówienia / ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.1
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.1, s.267-313
Date
1989
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1252
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1355
Text
R

E

C

E

N

Z

J

E

I

O

M

Ó

W

I

E

N

„Etnografia Polska", t. X X X I I I :

I

A

1989. z. 1

P L I S S N 0071-1861

LUDWIK

STOMMA.

Antropologia

kultury

wsi polskiej

XIX

w..

Instytut

Wydawniczy

P A X , Warszawa 1986. ss. 268
Ukazanie się tej pracy poprzedzone
„Polskiej Sztuki Ludowej" w latach
kierunkach: refleksji nad magią
czynników

kształtujących

zostało artykułami autora publikowanymi na lamach

1978-1979. Zainteresowania

ludową

XIX-wieczną

i metodami

wiejską

kulturę

w całości znalazły się w Antropologii kultury wsi polskiej

L . Stommy

szły w d w ó c h

jej klasyfikacji, a także
ludową.
XIX

Teksty

badaniami

artykułów

prawie

w.

Książka ta składa się z dziewięciu luźno ze sobą związanych rozdziałów. Wątpliwości,
których nie rozprasza lektura pracy, budzi sformułowanie jej tytułu. Posługując się terminem
tak szerokim, jak antropologia kultury, autor nie wyjaśnia, co sam za antroplogię kultury
uważa. Nie byłoby to konieczne, gdyby koncepcja antropologii kultury czytelna byla w samej
pracy.
Autor zapowiada w tytule zainteresowanie kulturą wsi polskiej X I X w., a więc kulturą
istniejącą w konkretnych ramach geograficznych i chronologicznych. W jednym z przypisów
precyzuje jednak, iż rozważania dotyczyć będą polskojęzycznej ludności z a b o r ó w rosyjskiego
i austriackiego. Stomma jest uwarunkowany polskimi zapisami materiałów terenowych,
ale należy pamiętać, że pewna liczba m i e s z k a ń c ó w wsi znala dwa języki, np. polski
i litewski. Właściwość tę należałoby wziąć pod uwagę przy rozważaniach o j ę z y k u jako
jednym z w y r ó ż n i k ó w obcości, tym bardziej że autor częstokroć posługuje się materiałami
z t e r e n ó w mieszanych etnicznie. Autor nie podaje przyczyn, dla których nie uwzględnił
dziejów m i e s z k a ń c ó w wsi zaboru pruskiego, formułuje zaś tezy dotyczące kultury całości
ziem polskich. W przypadku braku materiałów terenowych p o c h o d z ą c y c h z ziem zaboru
pruskiego należałoby uwzględnić opracowania dotyczące sytuacji społecznej, kulturalnej i gospo­
darczej tych ziem. Informacji ź r ó d ł o w y c h należałoby też p o s z u k a ć w aktach kościelnych.
Dzieje ludności wiejskiej pod zaborem pruskim winny
moim zdaniem
zaistnieć c h o ć b y
w tle g ł ó w n y c h rozważań, j a k też skłonić autora do bardziej o s t r o ż n e g o formułowania
ocen, w szczególności, gdy pisze o naturze relacji swój
obcy, izolacji wsi i jej niskim
poziomie kulturalnym.
Praca w zamyśle dotyczy kultury wsi XIX-wiecznej. a więc winna być oparta na
materiałach p o c h o d z ą c y c h z tego okresu. Autor nazbyt często posługuje się materiałami
współczesnymi, nie zaznaczając jednak tego w tekście. Nie powinny one z a s t ę p o w a ć braku
informacji w zapisach XIX-wiecznych.
W pracy zostały wykorzystane materiały z określonych zazwyczaj miejscowości. Warto
byłoby więc zamieścić mapę i zaznaczyć na niej wsie, z których p o c h o d z ą dane źródłowe.
Pobieżny rzut oka wskazuje na ich nierównomierny rozrzut. Przeważają materiały z terenów
wschodnich i p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i c h . Powstaje więc pytanie, na ile zasadne są u o g ó l ­
nienia zawarte w pracy, czy nie została zgubiona r ó ż n o r o d n o ś ć życia i wyobrażeń ludności
wiejskiej.
Tytuł pracy zapowiada przedstawienie antropologii kultury wsi, a więc społeczności
zróżnicowanej, składającej się w większości z c h ł o p ó w , ale też z m i e s z k a ń c ó w d w o r ó w
szlacheckich, drobnej szlachty, d u c h o w i e ń s t w a . Bohaterami książki są jednak wyłącznie chłopi,
czytelnik nie otrzymuje więc próby opisu całości kultury wiejskiej.
W rozdziale pierwszym L . Stomma koncentruje się na o m ó w i e n i u literatury dotyczącej
głównie wielorakich a s p e k t ó w relacji swój
obcy. Informacje płynące z o m ó w i e n i a są
ciekawe, szkoda, że nie podano ich w s p o s ó b bardziej syntetyczny. Najwięcej uwagi,

268

RECENZJE I OMÓWIENIA

momentami krytycznej, p o ś w i e c o n o J . S. Bystroniowi i jego Megalomanii
narodowej. N a
tej pracy opart L . Stomma część swoich w y w o d ó w . Podnosi on znaczenie dydaktyczne
Megalomanii
narodowej w czasach, w jakich się ukazała, wskazuje na pewne słabości
metodologiczne i teoretyczne z owego zamiaru wynikłe. Zabrakło tu jednak szerszego
o m ó w i e n i a dorobku i. Obrębskiego, z którego propozycji interpretacji materiałów dotyczących
relacji swój — obcy L . Stomma skorzystał. W 1936 r. J . Obrębski pisał:
„W koncepcjach jakiejś grupy etnicznej wybija się więc na pierwszy plan stale i niezmiennie
wizerunek grupy obcej. Wizerunek własny jest tylko refleksem tych kontrastów, na których
podstawie jakaś grupa etniczna definiuje o d r ę b n o ś ć grup innych. T o wszystko, co grapa
ocenia jako swoje, własne, różniące od innej grupy etnicznej, zostaje postawione w ten
związek jako antyteza tych cech, które stanowią o odrębności grupy obcej. W ten s p o s ó b
wizerunek własny grupy jest wtórny i zależny; jest on po prostu negatywem tych wszystkich
obrazów, w których ujmuje ona rzeczywistość obcych grup etnicznych" (Obrębski 1936,
s. 187).
N a stwierdzeniu tym oparta została część pracy L . Stommy. Pojawia się też w niej
nazwisko Z . Benedyktowicza. Szkoda, że rezultaty jego przemyśleń nie wpłynęły na s p o s ó b
interpretacji części materiałów. Rozszerzając obserwacje J . S. Bystronia i J . Obrębskiego,
Z . Benedyktowicz zauważa istnienie obcości wewnątrz grupy własnej, nawet rodzinnej.
Wbrew uproszonej interpretacji Bystrbnia podkreśla ambiwalencję w postrzeganiu obcości.
Obcy wzbudza strach, a zarazem pociąga i fascynuje (Benedyktowicz. Kateegoria „swój —
obcy"). T y m samym spostrzeżenia Z . Benedyktowicza się propozycjami wyjścia poza kwestio­
nariusz badawczy nakreślony przez Bystronia i Obrębskiego. Zapewne relacje swój
obcy
trudno jest interpretować na podstawie materiałów XIX-wiecznych. Skoro jednak L . Stomma
posłużył się zapisami współczesnymi, to m o ż e warto było gromadzić je według zmienionego
kwestionariusza, a zasady jego konstrukcji przedstawić czytelnikowi. W rozdziale omawiającym
literaturę przedmiotu należało scharakteryzować materiały terenowe wykorzystane w pracy,
wskazać, na ile typ zapisu określa zasób uzyskanych informacji. Zabrakło tu także prezentacji
o p r a c o w a ń zajmujących się innymi kwestiami podniesionymi w książce L . Stommy.
Rozdział drugi nosi tytuł „Wierzenia o obcych". Materiał ź r ó d ł o w y pozwolił autorowi
na klasyfikację wierzeń o obcych. Cechy obcości postrzegane są w sferze antropologii
fizycznej, języka, pochodzenia geograficznego, w a l o r ó w intelektualnych i moralnych, wyposaże­
nia materialnego, pochodzenia społecznego, wykonywanych zajęć. Autor opisuje owe wierzenia
podając przykłady zaczerpnięte c z ę ś c i o w o z materiałów współczesnych. Wykorzystane zostały
też materiały zgromadzone przez Bystronia, ale te p o c h o d z ą z różnych epok, wytworzyły
je różnorodne kręgi społeczne. Nie jest pewne, czy treści zawarte w bystroniowskich materiałach
żyły w kulturze XIX-wiecznej wsi. Opisując wyobrażenia o świecie zewnętrznym autor
stawia tezę, iż świat ten postrzegany był jako inny, tamten (według M . Eliadego miejsce
chaosu, śmierci, nocy). Nie jestem pewna, czy zaprezentowany materiał uprawnia do wysunięcia
takiego wniosku, czy też nie wynika on z milczącego założenia o ostrości podziału na
to, co swoje, a co obce. L . Stomma zajął się, jak twierdzi, mitycznym wymiarem owego
podziału. Warto jednak bardziej precyzyjnie przedstawić granice swojskiego świata Najbliższą
jest granica w ł a s n e g o domu, zagrody, potem wsi czy parafii. Nawet przestrzeń leśna w o k ó ł
wsi nie zawsze pojmowana była jako dzika, odległa, obca c z ł o w i e k o w i . L a s był wszak
również miejscem działalności gospodarczej. W sferze s t o s u n k ó w międzyludzkich relatywizm
wyobrażeń o obcych został przez L . S t o m m ę dostrzeżony. Wspomniał on o młynarzach
przynależących do społeczności wiejskiej, a j e d n o c z e ś n i e posiadających cechy demoniczne
przypisywane obcym.
L . Stomma napomyka też o żebrakach, wkraczając tym samym w tematykę nie podjętą
w dalszej części pracy, a dotyczącą o b o w i ą z u j ą c y c h praw gościnności i zarezerwowanego
w nich miejsca dla przybyszów z zewnątrz. R o z d z i a ł kończy stwierdzenie, iż „obcy zawsze
miał p o z o s t a ć obcym". Wydaje się, że m o ż n a je złagodzić pamiętając o o d m i e n n o ś c i ,
która bywa czynnikiem podtrzymującym procesy komunikowania się. Autor często posługuje
się cytatami z literatury pięknej. Wprowadzanie etnologii w sferę szeroko rozumianej

RECENZJE I OMÓWIENIA

269

humanistyki jest cenne, ale opinie o obcych A . Fredry, T . Manna lub H . Sienkiewicza
podlegają zasadom opisu i krytyki różnym od tych, jakie stosuje się wobec wypowiedzi
XIX-wiecznych c h ł o p ó w polskich.
„Portret z negatywu" to tytuł trzeciego rozdziału. Autor przedstawia informacje płynące
z materiałów w ujęciu tabelarycznym. Stwierdza, że istniały cztery kryteria wyróżniania
obcych: j ę z y k o w e , terytorialne, stanowo-zawodowe, religijne. Podaję też listę cech przypisywanych
obcym. Wskazuje na możliwości tworzenia kombinacji pomiędzy wymienionymi kryteriami,
do których p r z y p a s o w a ć m o ż n a konkretne realizacje społeczne, czyli konkretne postacie.
Im z kolei przypisał autor właściwą sumę jednostek obcości. Zabiegi p o w y ż s z e doprowadziły
L . S t o m m ę do odkrycia autodefinicji c h ł o p a polskiego X I X i przełomu X I X / X X w. Brzmi
ona: jestem tutejszy, jestem c h ł o p e m — rolnikiem, jestem katolikiem. Powyżej przedstawiłam
kilka uwag dotyczących sposobu doboru i prezentacji materiału ź r ó d ł o w e g o , czynienia uogól­
nień bez uwzględniania różnorodności terenów, z których p o c h o d z ą zapisy, jak też wykorzysty­
wania informacji współczesnych. Wydaje się. że uwagi te m o ż n a w dużym stopniu o d n i e ś ć
do części pracy konstruującej portret z negatywu. Autor wyliczając cechy i jednostki
obcości sprawia wrażenie posługiwania się materiałem prawie statystycznym. Sądzę, że warto
byłoby z a p o z n a ć z nim czytelnika, wprowadzić go. c h o ć b y na kilku przykładach w sposoby
doboru i kwalifikacji materiału. Zaprezentowana autodefinicja została oparta, jak pisze autor,
na najważniejszych i posiadających wyraźną hierarchię kryteriach identyfikacji kulturowej.
Nie jest to zapewne autodefinicja pełna, uzyskanie takowej jest bowiem niemożliwe. Pozostaje
więc kwestia stosowania odpowiednich metod prowadzących do wykrycia autodefinicji cząstko­
wych. L . Stomma przyjął założenie J . Obrębskiego, iż wyobrażenie grupy o sobie jest
przeciwstawieniem wyobrażeń tej grupy o obcych. Wnioski Obrębskiego dotyczyły jednak
terenów Polesia, a więc o b s z a r ó w o swoistej specyfice etnicznej.
Badania J . Obrębskiego ukierunkowane byly na odkrywanie s p o s o b ó w poszukiwania
identyfikacji kulturowej (etnicznej) właściwych tamtejszej ludności. Wyraźny podział na swoich
i obcych opierał się na różnicach etnicznych, odmienności dziejów i t y p ó w kultur sąsiadujących
ze sobą społeczności. L . Stomma zaś poddał obserwacji obszar o innych niż Polesie
właściwościach etnicznych i kulturowych. Stąd też założenie istnienia ostrego podziału na
swoich i obcych nie wydaje się być równie zasadne, jak w przypadku badań J . Obrębskiego.
Wydaje się, że analiza w mniejszym stopniu obarczona p o w y ż s z y m założeniem m o g ł a b y
d o p r o w a d z i ć do przedstawienia portretu c h ł o p a w innym, wykraczającym poza rudymentarne
kryteria wymiarze. B y ć m o ż e materiał p o z w o l i ł b y na próbę zbadania na przykład relacji
między światem dorosłych i dzieci, kobiet i mężczyzn, grup wewnątrz danej społeczności.
Wydaje się też, że zebrane materiały dają m o ż l i w o ś ć rekonstrukcji pewnego sytemu wartości
o b o w i ą z u j ą c e g o w społeczności chłopskiej. Rekonstrukcja owa m o g ł a b y stanowić wsparcie
rozdziału o religijności ludowej.
K i l k a pytań rodzi samo sformułowanie autodefinicji. Jakiego terenu dotyczy określenie
tutejszości, czy jest to wieś, w której się mieszka, czy też obszar większy? Stwierdzenie
„jestem c h ł o p e m
rolnikiem" posiada konotacje stanowo-zawodowe. Swoim jest c h ł o p
wykonujący zajęcia rolnicze. Jak natomiast postrzegany był np. rzemieślnik wiejski uprawiający
ziemię i będący c h ł o p e m ? Pod nazwą „chłopi" kryli się w X I X w. mieszkańcy wsi
o r ó ż n y m stopniu z a m o ż n o ś c i i środkach utrzymania. Autor pisze, iż powyższa auto­
definicja dotyczy chłopa polskiego X I X i przełomu X I X / X X w. Wyobrażenia właściwe
kulturze ludowej trwają niezależnie od zmieniającej się rzeczywistości, a badacz jest uwarunko­
wany c h r o n o l o g i ą zapisów. Powstaje jednak pytanie, czy w okresie ponad stuletnim zaszły
w autodefinicji chłopskiej jakieś zmiany.
Czwarty rozdział nosi tytuł „ R ó ż n e wymiary izolacji". Wsparciem tezy o izolacji jest
o m ó w i o n a wyżej autodefinicja c h ł o p a polskiego, aktualne są więc uwagi dotyczące jej formuło­
wania. W rozdziale zostały wykorzystane opracowania dotyczące historii społeczno-gospodar­
czej poszczególnych terenów ziem polskich. Izolacja chłopska posiadała kilka w y m i a r ó w :
poziomy— geograficzny, pionowy — kulturowy i ś w i a d o m o ś c i o w y . Stomma stwierdza, iż izolację
geograficzną przerywała służba wojskowa c h ł o p ó w , udział w pielgrzymkach i wymianie

RECENZJE I OMÓWIENIA

270

handlowej, migracje zarobkowe, żebractwo i zbójnictwo. Autor omawia wymienione czynniki
mobilności chłopskiej. Pisząc o służbie wojskowej c h ł o p ó w uwzględniał opracowania dotyczące
tylko terenów Królestwa Polskiego. Wedle szacunkowych obliczeń chłopi po odbyciu służby
wojskowej stanowili zaledwie 0.41% męskiej ludności wsi Królestwa Polskiego. Nie został
dotychczas przebadany udział c h ł o p s t w a katolickiego w XIX-wiecznych pielgrzymkach. Wykorzy­
stywanie do tego celu relacji współczesnych m o ż e d a ć mylące rezultaty. N a l e ż a ł o natomiast
p o d d a ć analizie większą liczbę Libri miraculorum. Księgi c u d ó w z Chodla i Krasnobrodu
nie są reprezentatywne dla całości o b s z a r ó w ziem zaboru rosyjskiego i austriackiego.
Przedstawiony materiał nie uprawnia do publikowania s z a c u n k ó w liczbowych dotyczących
uczestnictwa c h ł o p ó w w pielgrzymkach. Refleksje o udziale c h ł o p ó w w jarmarkach, migracjach,
a także p o ś w i ę c o n e zjawisku żebractwa, oparte są na niewystarczającej liczbie o p r a c o w a ń .
Izolacja posiadała swój wymiar pionowy. C h ł o p , pozbawiony bezpośrednich informacji
o świecie, wiedzę o nim czerpał poprzez kontakt z K o ś c i o ł e m , dworem, szkołą, karczmą.
Wszystkie wymienione typy k o n t a k t ó w wymagałyby osobnego przebadania. R o l ę Kościoła,
a w szczególności kaznodziejstwa, w społecznościach o m a ł y m stopniu znajomości pisma,
podkreślano niejednokrotnie (Bystroń 1947; Kloczowski 1966). Próbując badać wpływ K o ś c i o ł a
na zasób wiedzy c h ł o p ó w należałoby p o d d a ć analizie m. in. skład społeczny duchowieństwa,
poziom jego wykształcenia, zasoby biblioteczne, z jakich korzystali księża. Zapadają w p a m i ę ć
przykłady ukazujące księżowską fantazję i niekompetencję (cytowany przez L.
Stommę
bernardyn m ó w i ą c y o wielorybach), ale też trzeba przyjrzeć się zbiorom kazań, instrukcjom
kaznodziejskim i spowiedniczym. Trudno prześledzić bezpośrednie kontakty między księżami
a ludnością chłopską, warunkowane c h o ć b y obszarem parafii. Bywały parafie wiejskie, w których
działały rady parafialne, a także organizacje o profilu charytatywnym. Parafia jednoczyła
l u d n o ś ć z kilku wsi. byla miejscem skupiającym całą z r ó ż n i c o w a n ą s p o ł e c z n o ś ć wiejską.
Chciałabym zwrócić też uwagę na związki łączące l u d n o ś ć wiejską ze wspólnotami zakonnymi,
które przetrwały mimo kasat z a k o n ó w . Ustalił się bowiem pewien typ kontaktu nieformal­
nego między okoliczną ludnością a zakonnikami. U furty m o ż n a było otrzymać lekarstwo,
zasięgnąć porady rolniczej, wymienić towary.
Jak w s p o m n i a ł a m , charakter k o n t a k t ó w między chłopami a d u c h o w i e ń s t w e m wymaga
szczegółowych badań, toteż nie m o ż n a go oceniać tylko na podstawie treści przysłów.
R ó w n i e z ł o ż o n a jest sprawa s t o s u n k ó w między c h ł o p a m i a dworem. L . Stomma nie akceptuje
„obrazka dworu chłopskiej wszechnicy i okna na świat", bliższy jest negatywnej ocenie
roli dworu w chłopskiej edukacji. Omawiając relacje między dworem a wsią autor przy­
tacza fragmenty p a m i ę t n i k ó w chłopskich oraz wiersz pewnego szlachcica ukazujący wymagania
dworu wobec służby. C h c ą c
jak pisze Stomma
i z o l o w a ć c h ł o p ó w od wszelkich nowin,
panowie nakazywali wyrzucanie ze wsi w ł ó c z ę g ó w i żebraków. Uzasadnieniem p o g l ą d ó w
autora jest cytat z Wesela W y s p i a ń s k i e g o : „Pan się boją we wsi ruchu".
Poruszone zagadnienie nie jest najbardziej istotne w ocenie k o n t a k t ó w między dworem
a wsią, natomiast typ argumentacji zastosowany przez autora budzi nieufność, tym bardziej
że pojawia się w kilku innych fragmentach pracy. W wielkich dobrach dwór p o z o s t a w a ł
odległy, w średnich był bliższy i chłopi mogli o b s e r w o w a ć panujące w nim zwyczaje.
Między tego typu dworami a chłopami istniały bezpośrednie kontakty gospodarcze. Wspól­
nie przeżywano część uroczystości religijnych i o b r z ę d o w y c h , o czym autor, jednak nie
wspomina. Z okolicznych wsi najmowano do dworu czeladź, która spotykała w nim służbę
pochodzenia szlacheckiego. N a l e ż y pamiętać, że właścicielami d w o r ó w był niewielki procent
szlachty. Bardziej liczna była szlachta uboga, zaściankowa. Z tą grupą ludności szlacheckiej
chłopi mieli kontakty codzienne, częstokroć nacechowane wrogością, ale też wspólnota
interesów prowadziła czasem do jej zaniku.
Pojawiali się też, acz nie we wszystkich wsiach, pańscy urzędnicy. Reformy przeprowadzone
w X I X w. wprowadziły do wsi licznych u r z ę d n i k ó w władzy p a ń s t w o w e j . Wsie tworzyć
poczęły nowy typ gminy z wójtem i aparatem administracyjnym. S p o ł e c z n o ś ć wiejska posiadała
też swoje elity, których c z ł o n k o w i e przekraczali granice rodzinnych wsi.
Sądzę, że całokształt

relacji

między dworem a c h ł o p a m i

przedstawiony

został

nazbyt

RECENZJE I OMÓWIENIA

271

schematycznie. Bardziej d o k ł a d n e wykorzystanie istniejących o p r a c o w a ń p o z w o l i ł o b y pełniej
zarysować problem, nie stawiając go w kategorach właściwych czarnej lub białej legendzie.
Podobnie opisał autor rolę karczmy, przeciwstawiając się „licznym etnografom" upatrującym
w postaciach w ę d r o w n y c h d z i a d ó w „profesorów wsi". Według Stommy owi dziadowie poprzez
swoje opowieści nie rozszerzali h o r y z o n t ó w ludności wiejskiej, a raczej potwierdzali ostry
podział ś w i a t ó w na „ s w ó j " i „obcy". Zapisy opowieści dziadowskich są rzadkie, stąd
sądy o ich treści winny być formułowane ostrożnie. Broniąc po części owych ..profesorów
wsi" chiałabym zwrócić u w a g ę na posiadane przez nich w i a d o m o ś c i historyczne, które
trafiały później do pieśni żyjących w środowisku wiejskim. Karczma była miejscem spotkań,
r o z m ó w toczących się m. in. w o k ó ł życia gminy. Nie pomijałabym całkowicie tego aspektu
życia wiejskiego, nawet jeśli „obcy" pojawiał się w karczmie rzadko, a dialogi między
c h ł o p a m i kończyły się „dymieniem z czubów".
Pisząc o wpływie szkoły na życie wsi L . Stomma słusznie z a u w a ż a różnice między
zaborami, istnienie większej liczby szkół w zaborze pruskim, poprawiającą się sytuację
w Galicji i najgorszą w Królestwie Polskim. Liczba szkół oraz poziom jej p r a c o w n i k ó w
bywały różne w zależności od regionu i istnienia w nim tradycji o ś w i a t o w y c h .
W dobie pozytywizmu i pracy od podstaw pojawiają się na wsi ludzie, pracujący
poza instytucjami szkolnymi, a p r o w a d z ą c y działalność na poły o ś w i a t o w ą . Ich wysiłki
nie doprowadziły zapewne do zmniejszenia liczby analfabetów wiejskich, ale m o g ł y mieć
wpływ na zmianę ich stosunku do nauki i zdobywania wiedzy. Autor nie wspomina też
0 nauczaniu dzieci chłopskich, jakie o d b y w a ł o się we dworach. Bardziej systematycznej
obserwacji powinno być poddane czytelnictwo i wszelkiego rodzaju literatura krążąca w środo­
wisku c h ł o p s k i m . L . Stomma pisze o początku ruchu ludowego i postaciach z nim związa­
nych. Wydaje się jednak, że nie zwraca uwagi na wzrost aktywności społecznej c h ł o p ó w
na przełomie X I X i X X w. U d z i a ł c h ł o p ó w w bractwach trzeźwości, kasach samopomocy
jest zjawiskiem wartym przebadania, tym bardziej iż daje m o ż l i w o ś ć czynienia obserwacji
dotyczących postaw c h ł o p ó w wobec własnej i innych grup społecznych.
Izolacja pozioma i pionowa prowadzą do izolacji ś w i a d o m o ś c i o w e j , wyrażającej się
według autora w powiedzeniu: „ m a być tak, jak jest" oraz „jest tak. jak ma być".
N a l e ż a ł o b y tę izolację ś w i a d o m o ś c i o w ą bliżej określić, wszak konserwatyzm bywa tylko
jednym z jej a s p e k t ó w . N i e c h ę ć do zmian, to również d o w ó d swoistego stosunku do przeszłości,
wartościowania czasu. N a udowodnienie tezy o izolacji ś w i a d o m o ś c i o w e j autor przytacza
obszerne fragmenty Konopielki, cytat z p a m i ę t n i k ó w W. Witosa i niezbyt jasno w y ł o ż o n e
opinie bliżej nie określonych etnografów o konserwatyzmie, nieufności i pewnej nieracjonal­
ności c h ł o p ó w . Wydaje się to b y ć niewystarczające.
Pisząc o rozmaitych wymiarach izolacji autor nie wykorzystał ksiąg parafialnych i ksiąg
stanu cywilnego, które zawierają dane dotyczące wyboru m a ł ż o n k ó w , ś w i a d k ó w ś l u b ó w
1 r o d z i c ó w chrzestnych. Na podstawie tych źródeł m o ż n a określić m. in. miejscowości,
z których pochodzili m a ł ż o n k o w i e czy też ś w i a d k o w i e ślubów, a tym samym uzyskać
informacje dotyczące geograficznych i ś w i a d o m o ś c i o w y c h a s p e k t ó w izolacji.
R o z d z i a ł piąty, „Etnologia w rozterkach", zawiera informacje właściwe p o d r ę c z n i k o m
historii nauki. Istotne dla dalszej części w y w o d ó w jest tylko zwrócenie uwagi na występo­
wanie w wielu kulturach podstawowych opozycji binarnych, przedstawienie ich w tabeli
i zarysowanie kilku p r o b l e m ó w metodologicznych strukturalizmu. Metoda strukturalna posłużyła
autorowi do prezentacji zasad rządzących myśleniem ludowym, toteż dyskusjom nad strukturalizmem należało poświęcić w tej pracy więcej uwagi.
W kolejnym rozdziale L . Stomma powrócił do zagadnień izolacji ś w i a d o m o ś c i o w e j ,
koncentrując się na rozważaniach teoretycznych. Jeśli autor u w a ż a za konieczne wprowadza­
nie polskiej kultury ludowej w sferę kultury biblijnej, to należałoby w pracy wykorzystać
teksty samej Biblii, a nie książkę T . Manna Józef
i jego bracia. Nie wydaje się też
zasadne tak częste posługiwanie się fragmentami z literatury pięknej. Idąc za strukturalistami autor przypomina, że zmiana jednego z e l e m e n t ó w struktury powoduje przemiany
w całości kultury. Walka o nieużywanie kosy opisana w Konopielce jest więc walką

272

RECENZJE I OMÓWIENIA

0 utrzymanie sensu całości kultury wiejskiej. Problem p o w y ż s z y jest istotny, toteż autor
winien przedstawić go wykorzystując materiały XIX-wieczne. Fragmenty Konopielki są sugestywną
ilustracją tego zagadnienia, zabrakło natomiast wystarczającej liczby świadectw ź r ó d ł o w y c h .
L . Stomma kontynuuje rozważania na temat opozycji orbis interior
orbis exterior.
N a d o w ó d jej istnienia przytacza wyniki współczesnych badań J . O l ę d z k i e g o dotyczących
postaw estetycznych K u r p i ó w . P r o w a d z ą one do wniosku, iż ludności kurpiowskiej podobają
się tylko najbliższe, znane okolice. Obszary p o ł o ż o n e dalej, o odrębnych warunkach geogra­
ficznych nie są nawet warte poznania. Współczesne badania terenowe m. in. z okolic
Opatowa wykazały, iż l u d n o ś ć wiejska posiada mały zasób wiedzy o ptakach. Dziewiętnasto­
wieczne zbiory materiałów etnograficznych r ó w n i e ż wskazują na n i e z n a j o m o ś ć ptasiego świata.
W wyobrażeniach o n i m — j a k sądzi L . Stomma — m o ż n a jednak dostrzec realizację zasady
występowania opozycji binarnych. Autor pragnął, jak przypuszczam, przedsiawić izolację
ś w i a d o m o ś c i o w ą poprzez ukazanie typu myślenia nastawionego na potwierdzenie niezmienności,
odrzucającego to. co pochodzi z zewnątrz i nie z o s t a ł o zaakceptowane w przeszłości.
Zmiany naruszają poczucie sensu, pociągają za sobą upadek systemu wartości. Wydaje
się, że taka propozycja ujęcia zjawiska izolacji ś w i a d o m o ś c i o w e j wymagałaby badań i refleksji
idących tropem myśli zawartych np. w pracy J . i R . Tomickich (1975).
K o ń c z ą c rozdział Stomma przytacza typologie kultury proponowane przez kilku badaczy,
w tym Bystronia. Niezbyt jasny jest jednak cel jego polemiki z Bystroniem. Autor stwierdza,
że istotne w kulturze ludowej są treści przekazu kultury, a nie jego forma. Przypomnieć więc
należy, że we Wstępie do ludoznawstwa Bystroń określił ludoznawstwo jako naukę o określonych
treściach kulturalnych.
L . Stomma kieruje uwagi krytyczne pod adresem etnografów piszących o kulturze
ludowej. Sądzę, że polemika ta winna być prowadzona z konkretnymi osobami, a tytuły
ich prac należałoby zamieścić w przypisach.
Rozdział s i ó d m y zatytułowany „Tablice Mendelejewa" jest według mnie najlepszą częścią
pracy, m o g ą c ą stanowić o s o b n ą całość po odpowiednich uzupełnieniach. N a l e ż a ł o b y w ó w c z a s
bardziej s z c z e g ó ł o w o przedstawić założenia metodologiczne, według których autor prowadził
swą analizę. Warto byłoby też p o d d a ć obserwacji inne, poza wiedzą i medycyną, sfery
myśli ludowej. „Tablice Mendelejewa" to katalog opozycji bazowych właściwych danej
kulturze. Autor konstruując go posłużył się materiałami zawartymi w XIX-wiecznych zbiorach
1 opracowaniach, a także zapisami współczesnymi. Wywody przedstawione w rozdziale opierają
się na wyliczaniu przykładów opozycji występujących w wiedzy i medycynie ludowej.
Autor porządkuje materiał tworząc szeregi opozycji, wskazuje też na ich funkcjonowanie
w świadomości chłopskiej. Efektem rozważań jest tabela, nazwana przez L . S t o m m ę
„ p r o l e g o m e n a do Tablic Mendelejewa tekstu polskiej kultury ludowej X I X w." Nie wyczerpuje
ona, jak pisze autor, zbioru opozycji bazowych organizujących ś w i a d o m o ś ć c h ł o p a polskiego
w X I X w.
Zabiegiem istotnym w tworzeniu tego typu tabel jest d o b ó r materiału egemplifikacyjnego, przeprowadzenie możliwie pełnej kwerendy w XIX-wiecznych zapisach. Zastanawia
pytanie o przykłady źródłowe, w których ciągi opozycji nie układają się z tymi, jakie
złożyły się na powstanie proponowanej tabeli. Należy też pamiętać, iż przyjęcie innego
klucza metodologicznego prowadziłoby do o d r ę b n e g o odczytania tych samych materiałów.
L . Stomma pisze zresztą o ograniczonych możliwościach korzystania z tabeli. Przy jej
układaniu konieczne jest rozpatrywanie znaczeń poszczególnych e l e m e n t ó w opozycji na pod­
stawie materiałów p o c h o d z ą c y c h z tej samej kultury. Pisząc o tym, iż na Roztoczu Mazo­
wieckim nie wolno jeść ryb o zmierzchu, gdyż sprowadzi to do domu śmierć, L . Stomma
przedstawia ciąg skojarzeń: cisza— c i e m n o ś ć — śmierć. C i e m n o ś ć i śmierć są oczywiste,
natomiast milczenie ryb nie wynika bezpośrednio z roztoczańskich materiałów. Cisza wydaje
się więc być składnikiem poniekąd dodanym przez autora.
Rozdział ó s m y p o ś w i ę c o n y jest religijności ludowej, problemowi niezwykle ciekawemu
i wyczuwanemu po części intuicyjnie. Autor zapowiada przedstawienie wpływu izolacji na
formowanie się modelu chłopskiej religijności w X I X w. Rodzi się wątpliwość, czy zjawisko

RECENZJE I OMÓWIENIA

273

tak z ł o ż o n e , jak religijność, m o ż n a rozpatrywać w proponowany przez autora s p o s ó b .
Skutkiem izolacji jest rytualizm, sensualizm i swoiste poczucie m o r a l n o ś c i właściwe religijności
ludowej. L . Stomma pisze o niskim wartościowaniu indywidualnych praktyk religijnych
przez l u d n o ś ć chłopską. Z a ł o ż e n i e m K o ś c i o ł a katolickiego jest tworzenie wspólnot wiernych,
toteż udział ludności wiejskiej w zbiorowych modlitwach, w s t ę p o w a n i e do organizacji przy­
kościelnych nie świadczy o szczególnym wypieraniu się przez nią indywidualizmu religijnego.
Autor uzasadnia tezę o wysokim stopniu rytualizacji praktyk religijnych ludności c h ł o p ­
skiej brakiem wiedzy religijnej, tworzeniem fałszywych (niezgodnych z dogmatem) wyobrażeń.
Jednakże owe błędy, o d c h o d z ą c e od kanonu wyobrażenia stanowią istotny składnik właśnie
religijności ludowej.
Z niewiedzy na temat spraw religii wynika też niestosowanie się społeczności wiejskiej
do zasad etyki chrześcijańskiej. Podobne p o s t ę p o w a n i e obserwuje się jednak wśród ludzi
posiadających spory zasób wiedzy religijnej. S p o ł e c z n o ś ć wiejska dba o zachowanie status
quo w obrębie swej w s p ó l n o t y , dlatego łagodnie ocenia występki swych c z ł o n k ó w skierowane
przeciw obcym, przybyszom. Sytuacja odwrotna budzi bardziej g w a ł t o w n e reakcje. Należy
jednak zwrócić uwagę na surowe traktowanie s p r a w c ó w wykroczeń p o p e ł n i o n y c h wobec
instytucji kościelnych.
Potrzeba istnienia hierarchii w rodzinach sankcjonowała ostre p o s t ę p o w a n i e wobec
dzieci i kobiet. Katalog g r z e c h ó w chłopskich m o ż n a by oczywiście poszerzyć, próbując
szukać najbardziej typowych spośród nich w instrukcjach spowiedniczych. Łagodniejsza ocena
w y s t ę p k ó w ..swojaków", współplemieńców. nie wydaje się być właściwa tylko s p o ł e c z n o ś c i o m
chłopskim. Omawiając to zagadnienie należałoby — jak sądzę — zwrócić uwagę np. na tradycje
prawne żyjące w świadomości ludności wiejskiej.
Pisząc o sensualizmie przeżyć religijnych Stomma przytacza opowieści o pojawianiu
się rozmaitych s a m o z w a ń c ó w . Wydaje się, że należałoby je rozpatrywać w innym, różnym
od religijnego planie. Uproszczeniem jest twierdzenie, iż sensualizm przeżyć religijnych został
powodowany izolacją społeczności wiejskiej. Ten typ przeżyć tworzył się wraz z formowaniem
określonych pojęć doktryny katolickiej.
L . Stomma pisze dalej o wrażliwości religijnej społeczności wiejskiej, sakralizacji przy­
rody, świętych patronach, postach. Wszystkie wymienione zagadnienia warte są osobnych
omówień.
Kościół katolicki nakłada na wiernych o b o w i ą z e k przestrzegania pewnych z a k a z ó w w okresie
postu, sami zaś wierni podejmują rozmaite z o b o w i ą z a n i a np. w trakcie trwania misji.
Następuje czas, w którym s p o ł e c z n o ś ć wiejska odrywa się od starych, złych n a w y k ó w .
Wkracza do niej nowy porządek, trudny do dłuższego przestrzegania. Nowy ład przychodzi
z zewnątrz, dlatego L . Stomma widzi wyżej opisane zjawisko jako element walki między
orbis interior a orbis exterior.
K o ń c z ą c rozdział o religijności ludowej L . Stomma pokusił się o przedstawienie stanu
zwanego przez D . Bonhoeffera „przeżyciem głębi". Nie sądzę, aby opisując los zatłuczonego
przez c h ł o p ó w karczmarza Lejbusia oraz przypadki pomagania Ż y d o m w czasie I I wojny
światowej owo bliżej nie określone uczucie c h o ć w części przedstawił.
Lektura rozdziału ó s m e g o pozostawia wrażenie niedosytu. Religijność ludowa nie jest
tym samym, co religijność ludu, a autor zajął się tylko tym drugim zjawiskiem. N a l e ż a ł o b y
wykorzystać większą liczbę materiałów i źródeł, sięgnąć do literatury kaznodziejskiej, d r u k ó w
wydawanych przez K o ś c i ó ł . Pisząc o pielgrzymkach autor p o w o ł y w a ł się na Libri
miraculorum,
które m o g ą wszak służyć i do badań nad religijnością l u d o w ą . Niewykorzystane pozostały
akta kościelne. Socjologowie religii wypracowali metody obserwacji pewnych a s p e k t ó w życia
religijnego. Próba ich zastosowania m o g ł a b y przynieść ciekawe rezultaty.
Pracę kończy rozdział zatytułowany „ L u d o w o ś ć mityczna". Stomma podkreśla rozdźwięk
między sielskim obrazem wsi kreowanym przez badaczy i literaturę a tragicznymi realiami
jej życia. Jednym z winnych tego stanu rzeczy jest według autora O. Kolberg, w którego
materiałach przeważają teksty pieśni ludowych. Wydaje się, iż fakt ten nie stanowi dowodu
na to, że badacz ó w celowo tworzył obraz wsi wesołej i roztańczonej. Bardziej d o k ł a d n a



Etnografia Polska, t. 33. z. i

RECENZJE I OMÓWIENIA

274

lektura literatury i czasopism XIX-wiecznych

wskazuje, że ówcześni

obserwatorzy

również

dostrzegali podstawowe problemy życia wsi, jak też fakt zachodzących w nim zmian.
N a zakończenie uwaga p o d s u m o w u j ą c a .

Wydaje mi się, że L . Stomma nie

zrealizował

zamierzenia zawartego w tytule pracy. C a ł o ś ć w y w o d ó w nie składa się na wykład koncepcji
antropologii kultury

wsi

polskiej X I X w.

Autor

winien

źródeł etnograficznych, historycznych i o p r a c o w a ń .
wsi mazowieckiej czy
Czynienie

uogólnień

podlaskiej, nie
jest

więc

są prawdziwe np.

zabiegiem

był

wykorzystać

większą

liczbę

Wnioski, do jakich dochodzi, dotyczące
w odniesieniu do

ryzykownym,

mogącym

wsi

galicyjskiej.

wprowadzić

czytelnika

w błąd.
do

M o ż n a natomiast z a p r o p o n o w a ć autorowi, aby pytania zawarte w swej pracy

odniósł

mniejszego obszaru, wykorzystał

kultury

wiejskiej przedstawił

więcej źródeł,

bardziej dokładnie.

Jest

to

a mechanizmy funkcjonowania
propozycja

zawężająca zamiar

badawczy

L . Stommy, mniej ciekawa, ale dająca większe szanse rzetelnej realizacji.

LITERATURA

B e n e d y k t o w i c z Z.
mpis

Kategoria

„swój

obcy" w kulturze ludowej

i niektóre

etnicznej i kulturowej (praca doktorska, archiwum K E i A K

problemy

identyfikacji

UW).

B y s t r o ń J . S.
1935

Megalomania narodowa,

1939

Wstęp

1947

Kultura ludowa.

Kościół
1966

Warszawa.

do ludoznawstwa polskiego,

Warszawa

Poznań.

Warszawa.

w Polsce
Kościół

w Polsce,

t. 1, J . K ł o c z o w s k i (red.), K r a k ó w .

O b r ę b s k i J.
1936

Problem grup etnicznych

w etnologii i jego socjologiczne

ujęcie,

„Przegląd

Socjolo­

giczny", t. 4, z. 1-2, s. 177-195.
T o m i c c y J. i R.
1975

Drzewo życia.

Ludowa

wizja świata

i człowieka,

Warszawa.
Małgorzata

HANNA

Z A R E M S K A , Niegodne rzemiosło.

P a ń s t w o w e Wydawnictwo Naukowe, Warszawa

Kat

w społeczeństwie

1986, ss.

Maciszewska

Polski XIV-XVI

w..

144

Historyk gromadzący fakty w o k ó ł problemu ludzkich stereotypów, p r z e k o n a ń i s ą d ó w
w naturalny s p o s ó b wkracza w obszar zjawisk o charakterze ponadczasowym, domagają­
cych się refleksji nieskrępowanych p o w a g ą utartych m n i e m a ń czy kapryśną sugestią „zdro­
wego rozsądku". Oczywisty w y m ó g rzetelności i naukowej precyzji nakazuje ostrożność wobec
jałowości rzekomo obiektywnych racjonalizacji, dociekliwa zaś, lecz ś w i a d o m a swej podmio­
towości przekora jest tu zaletą nader p o ż ą d a n ą . Realizacja podjętego w tym duchu zamiaru
przybliżenia p r o b l e m ó w odległych w czasie ł ą c z y interesującą i w dużej mierze odkrywczą
treść z atrakcyjną nic tylko dla f a c h o w c ó w formą przekazu.
T a optymistyczna ocena czy też refleksja, narzucająca się czytelnikowi Niegodnego rze­
miosła, jest tym wdzięczniejsza, że zaskakująca (bo jakże odmienna wymowa tytułu). Jednak
nie walor treści samej w sobie jest tu decydujący, lecz raczej posmak intelektualnej przy­
gody, czasem niepozbawionej m o z o ł u , jeśli wraz z autorką dzielimy jej wątpliwości i szukamy
rozwiązań.
Z pozycji etnologa m o ż n a twierdzić, że jest to

praca

w głównej mierze etnologiczna.

RECENZJE I OMÓWIENIA

275

wnosząca istotny wkiad do b a d a ń , tej dyscypliny. Warsztat historyka z jego niezbędnym
zapleczem m e t o d o l o g i c z n o - ź r ó d l o w y m służy tu wypracowaniu w n i o s k ó w nawiązujących wprost
do zainteresowań i badań współczesnej etnologii godna zaś uwagi dbałość o rzetelne
i możliwie wyczerpujące potraktowanie zagadnienia wyraża się w konsekwentnym poszerzaniu
z a r ó w n o faktograficznej, jak i teoretycznej bazy źródłowej pracami z zakresu polskiej i za­
chodnioeuropejskiej etnografii i antropologii kulturowej.
Książka
powstała w kierowanej przez Bronisława Geremka Pracowni Historii P ó ź n o ­
średniowiecznej Instytutu Historii P A N
wiąże się z rozbudowanym przez tego badacza
cyklem s t u d i ó w nad subkulturą grup marginesu s p o ł e c z n e g o w średniowieczu i stanowi
kolejną znaczącą realizację badań podjętych w duchu „ N o u v e l l e Histoire", tak bliskim
praktyce etnologii. Perspektywę badawczą wyznacza tu wszakże nie wewnętrzny opis takiej
grupy, lecz
co szczególnie istotne
problem jej recepcji przez większość społeczeństwa.
Wielostronnie ukazana p o s t a ć kata, będącego ekstremalnym przykładem c z ł o w i e k a marginesu,
służy odkrywaniu przyczyn ekskluzji społecznej oraz techniki jej stosowania w skomplikowanej
siatce determinantów natury rełigijno-ideologicznej, socjologicznej czy ekonomicznej.
Wstępna część pracy szkicuje genezę dziejową funkcji i urzędu katowskiego w Polsce
związaną z formowaniem się immunitetu s ą d o w e g o i zaprowadzeniem prawa magdebur­
skiego w p ó ź n o ś r e d n i o w i e c z n y c h ośrodkach miejskich. Zachowane przekazy i nieliczne źródła
sprzed tego okresu, poparte wnioskami płynącymi z litery wcześniej obowiązujących praw,
skłaniają autorkę do twierdzenia, iż nie była w ó w c z a s znana u r z ę d o w a instytucja płatnego
egzekutora w y r o k ó w śmierci i okaleczeń. Przekazy te pozwalają również d o m n i e m y w a ć , że
p o s ł u g i w a n o się wtedy zbrodniarzami więzionymi lub skazanymi na śmierć, którzy egzekucją
wyroku okupywali własną w o l n o ś ć . Pojawieniu się o k o ł o X I I I w. urzędowej funkcji kata
towarzyszy odtąd przez wieki charakterystyczny kompleks społecznie kształtujących się przekonań,
którego pogłębiona analiza jest przewodnim wątkiem i najistotniejszym rdzeniem problemowym
książki. Ujawniają się tu najciekawsze związki p o m i ę d z y historią a etnologią, w praktyce
przybierające kształt ponaddyscyplinarnych obserwacji i r o z w a ż a ń o niektórych p r a w i d ł o w o ­
ściach rządzących kulturą i mechanizmach jej modelowania. Treść faktograficzna wzbogacona
jest ciągłą obecnością tła teoretyczno-ideowego, w a ż n e g o dla p r a w i d ł o w e g o umiejscowienia
faktów we właściwym im, szerokim kontekście kulturowym, oraz ich pełniejszego zrozumienia
poprzez uaktywnienie nie tylko intelektualnej, lecz i emocjonalnej strony odbioru.
W skonstruowanym przez autorkę obrazie kata u w z g l ę d n i o n e zostały obok jego podstawowych
zajęć r ó w n i e ż i te, które w y k o n y w a ł on zwyczajowo w ramach normalnego funkcjonowania
średniowiecznego miasta, a które w istotny s p o s ó b utwierdzały jego szczególną pozycję
społeczną. M o g ł y to być czynności czy funkcje takie, jak usuwanie z miasta nieczystości,
padliny i bezpańskich zwierząt, czyszczenie ulic i cel więziennych, sprawowanie kontroli
nad więzieniami, domami publicznymi i prostytutkami, a niekiedy także grzebanie straconych
przestępców. Łącząca te zajęcia k o n i e c z n o ś ć obcowania z brudem lub jego metaforycznie
poszerzoną sferą odniesień, plami kata piętnem wykraczającym poza fizyczną d o s ł o w n o ś ć
„skalania". Jest ono konsekwentnym pogłębieniem sensu p e ł n e g o i nieodwracalnego zbrukania,
jakiemu ulega on wskutek stykania się z krwią i wydzielinami ludzkimi w izbie tortur
i na miejscach kaźni. Nieuniknionym następstwem faktu „skalania" było pogrążenie osoby
w cieniu niesławy i pohańbienia. Stan ten aktywizował profilaktyczne mechanizmy segregacji
społecznej, określające specyfikę bytowania infamisa w życiu w s p ó l n o t y
gwarantującą jego
właściwe oddalenie i izolację. „Ekskluzja jest społeczną realizacją niesławy" (s. 106),
odsuwającą o s o b ę n i e g o d n ą na peryferie życia zbiorowości, również w d o s ł o w n y m znaczeniu.
K a t zamieszkiwał przeważnie poza murami miasta lub w jednej z otaczających je wież,
w kościele zajmował specjalnie wyodrębnione miejsce itd. Wiele praktykowanych z a c h o w a ń ,
po części zobiektywizowanych w formie s z c z e g ó ł o w y c h zastrzeżeń i zakazów, nosiło w sobie
wszelkie cechy antidotum przeciw dominującemu poczuciu niejasnego zagrożenia, jakie wzbudzać
musiała jego osoba.
Zagrożenie to. którego o b e c n o ś ć dostatecznie potwierdzają źródła i którego zlekceważenie
b y ł o b y nieostrożnością, należy — co pozornie zaskakujące — do l ę k ó w całkowicie irracjonalnych

276

RECENZJE I OMÓWIENIA

z punktu widzenia potocznego racjonalizmu naszych c z a s ó w . Rozumiejąca egzegeza przeszłości
wyjaśnia jednak dobrze sprawę, jak względny w czasie bywa zasób treści współtworzących
ideę „racjonalności". Autorka dostrzega znamienną sytuację rozwarcia p o m i ę d z y zwyczajową
sferą z a k a z ó w i praktyk związanych z o s o b ą kata a treścią obowiązujących praw. Wykazuje,
iż „ m a r g i n e s o w o ś ć pojmowana jest r ó w n o z n a c z n i e z przestępstwem — w s p o s ó b łączny trakto­
wani są ludzie złej sławy, rozbójnicy, włóczędzy, dewianci seksualni, heretycy. Grupy i kategorie —
będące przedmiotem ekskluzji społecznej [...] przyporządkowuje się do kategorii lub sytuacji
ściganych przez prawo" (s. 190). Natomiast z prawnego punktu widzenia, wbrew potocznej
klasyfikacji: „Pojęcie środowiska marginesu społecznego nie jest r ó w n o z n a c z n e ze środowiskiem
przestępczym" (s. 109).
T o istotne rozróżnienie w obrębie jednego tylko fragmentu rzeczywistości historycznej
uświadamia jasno, jak rozległy nurt zwyczajnej codzienności wielu p o k o l e ń płynął i niknął w nie­
pamięci, pozostawiając potomnym ślady niewiele m ó w i ą c e o powszechności, dotyczące z reguły
wydarzeń niezwykłych i sytuacji skrajnych. Ś w i a d o m o ś ć ta jest zarazem odpowiedzialnością
i imperatywem wskazującym kierunek p o s z u k i w a ń badaczom spod znaku „ N o u v e l l e Histoire".
Hanna Zaremska zmierza do zrozumienia z a c h o w a ń społecznych, nadających kształt i duchowe
oblicze zamierzchłej codzienności, o której milczą lub s k ą p o wzmiankują źródła. Te najbardziej
powszechne, a mimo to najtrudniejsze do uchwycenia momenty, wymykają się opisowi
w kategoriach zmian, rozwoju i zdarzeń, p o n i e w a ż przynależą do nieuświadamianych form
rzeczywistości kulturowej. W tym miejscu dochodzi do najwyraźniejszego zetknięcia historii
z de facto „ p o m o c n i c z y m " dorobkiem myśli etnologicznej. Autorka sygnalizuje j u ż na wstępie
wielość zjawisk determinujących badany wycinek rzeczywistości. Szkicując problematykę pracy
stwierdza, iż proces marginalizacji tworzą „nie tylko mechanizmy działające w sferze ściśle
ekonomicznej, lecz także społeczne i ideologiczne oraz sankcja, jakiej udziela im obowiązująca
doktryna" (s. 8). W toku dalszego przewodu konsekwentnie uwypukla treści światopoglądu
ludowego, rozważa sens procesów, zdarzeń i postaw społecznych widzianych przez pryzmat
wiedzy o sacrum, tabu, strukturze czasoprzestrzeni mitycznej i o b s z a r ó w marginesu. R o z w a ż a ­
nia nad teorią ekskluzji społecznej ilustruje szeregiem interesujących i przeważnie m a ł o
znanych szczegółów, wybranych z imponującej biblioteki stricte historycznych oraz literackich
źródeł (np. t w ó r c z o ś ć M . Reja). Grupują się one zwłaszcza w o k ó ł problemu „skalania",
ukazując obszary rzeczy i c z y n ó w nieczystych w mitycznym obrazie rzeczywistości.
Wspomnieliśmy wyżej o różnych czynnościach hańbiących oraz podstawowym zajęciu
kata, zmuszającym go do częstego kontaktu z krwią i wydzielinami ludzkimi. Klasyczne
studium Edwarda Leacha nad rolą e k s k r e m e n t ó w w systemach mitycznych stanowi tu,
m o ż n a sądzić, najbardziej przekonującą interpretację. Szczególny charakter wydzielin ludzkich
oraz czynności i rzeczy z nimi związanych lokuje je w obszarze marginesu, obwarowanym
cechami fizyczno-moralnego oraz sakralnego tabu. Zrozumiały staje się lęk przed jakim­
kolwiek kontaktem z o s o b ą kata. oczywisty mechanizm izolacji społecznej i ekskluzji,
czytelne techniki utrzymywania dystansu.
Autorka nie dążyła do wyczerpującego potraktowania etnologicznych a s p e k t ó w problemu,
pozostawiając tym samym sporo interesujących p u n k t ó w wyjścia do dalszych badań wiążących
się z f e n o m e n o l o g i ą wstydu, tabu słowa i gestu, zmiennością i trwaniem społecznych wyznacz­
n i k ó w „nieczystości", ambiwalencją postaw emocjonalnych względem mediacji itd. Są to
propozycje wymagające nieco odmiennych preferencji i założeń, bynajmniej jednak nieodległe
od omawianych.
Sądzę, że właściwe miejsce znajdzie tu fragment tekstu Paula Ricoeura, kontynuujący
niejako
w jakże niedościgłej urodzie s ł o w a — rozważane tu myśli:
„ P o prawdzie—pisze francuski hermeneutyk—-zmaza nie jest nigdy d o s ł o w n i e plamą,
nieczyste nigdy nie było d o s ł o w n i e brudem, zaszarganiem. Prawdą jest też, że nieczyste
nie osiągnęło nigdy abstrakcyjnego poziomu c z e g o ś niegodziwego, w przeciwnym razie
zniknęłaby cała magia kontaktu i zarażenia. Przedstawienie zmazy utrzymuje się w światło­
cieniu quasi-fizycznego zakażenia, które zbliża się do quasi-moralnej niegodziwości. T a dwu­
z n a c z n o ś ć nie jest wyrażona p o j ę c i o w o . lecz jest przeżywana w s p o s ó b intencjonalny poprzez

277

RECENZJE 1 OMÓWIENIA
na poły
Zmaza

fizyczny,
nie

jest

na poły zaś etyczny
plamą,

ale

jest

jak

lęk przynależny przedstawieniom
plama,

jest

po

prostu

nieczystości.

plamą

[...]

symboliczną.

[...]

Uderzający jest z tego względu przypadek zabójcy. Jak się zdaje, mamy tu do czynienia
jakby ze wzorcem i przypadkiem granicznym wszystkich nieczystach k o n t a k t ó w "

(Ricoeur

1986, s. 36-37).
Cytowane s ł o w a m o g ą być wstępem do dalszych rozmyślań nad zawartymi w książce
problemami, dalekimi od wyczerpania i w wielu punktach nie mieszczącymi

się w zakresie

nowatorskich nawet koncepcji i s p o s o b ó w interpretacji. Bo oto tuż obok faktów „ o s w o j o n y c h "
i zgrabnie u ł o ż o n y c h w szablonie opozycji i mediacji pojawiają się niesforne,
i bynajmniej nie przypadkowe

wątki, tym ciekawsze,

że nie poddające

lecz znaczące

się zbyt

prostym

ujęciom.
Czytamy bowiem

o kacie siejącym strach i odrazę, lecz także o kacie kroczącym jak

memento doczesnej marności

na czele

procesji lub spełniającym

posługi

lekarza — znawcy

ludzkiej anatomii i mocy ziół. O kacie obdarzonym szlachectwem i dostojeństwem
istniejącym na skrajnie przeciwnym niż monarcha biegunie

społeczeństwa

jak

dziwnej

w karykaturalnym odbiciu,

się nie

tylko

izolacji

i nietykalności.

związanym

w bachtinowskich

z nim więzami

inwersjach karnawału,

K a t zabija,

lecz zdolny

jest

lecz także

symetrii,
w

też uzdrawiać;

kala

aspekcie

dotykiem,
187-209).

lecz

Motyw

króla i kata łączy prastare tradycje folkloru i literatury, odleglejsze zapewne

dramat Króla
i

ujawniającej

sakralnym

woda, w której utonął, m o ż e się stać wodą życia (por. Caillois 1973, s.
śmierci

tytułów,

i wskutek tego,

szubienicy

Lasu w starożytnej Arycji. Słyszymy wreszcie śmiech kata w cieniu
(na kanwie: Geremek

1983,

s.

1266-1293),

gdzie

„mistrz"

niż

szafotu

przybiera

postać

na wpół trefnisia i szydercy, na wpół zaś ludowego filozofa, straszącego zebranych g a p i ó w
monologiem o położeniu

ludzkiego

żołądka,

wygłaszanym

z niezwykłej sceny

i aż

nadto

d o s ł o w n i e zilustrowanym.
Strach i c i e k a w o ś ć , dramat śmierci i s p r o ś n o ś ć komedii plebejskiej, tremendum i fascinosum,
mieszają

się

i

przenikają

nawzajem.

A

przecież

to

tylko

nieliczne

z książki Hanny Zaremskiej lub podanych przez nią źródeł. Momenty,
raz jeszcze dowodzi
i

winny

nam swej

być owocne.

Nie

różnorodności

godzą

wiele obietnic, zawsze godnych

się z

i odsłania

łatwizną,

wciąż

rozsadzają

przykłady

nowe oblicza,
zbyt

wybrane

w których kultura
ciasne



zdrowe

ramy -

dają

ryzyka.

LITERATURA

C a i l l o i s R.
1973

Socjologia

kata, [w:] Żywioł

i lad. Warszawa.

G e r e m e k B.
1983

Śmiech

w cieniu szubienicy:

o Wülonie-,

„Znak", nr 8.

R i c o e u r P.
1986

Symbolika

zla, Warszawa.
Mirosław

M I C H A I Ł G R I G O R I E W I C Z R A B I N O W I C Z , Życie
feudalnym, P I W , Warszawa 1985

Mąka

codzienne w ruskim i rosyjskim

mieście

Zanim książka ta ukazała się w tłumaczeniu polskim, wąskie grono specjalistów wpro­
wadziło ją do obiegu naukowego dzięki rosyjskiemu wydaniu w 1978 r. pod znacznie
właściwszym (choć zapewne mniej handlowym) tytułem Oćerki etnografii russkogo feodal'nogo
goroda, gorožanie, ich obščestvennyj
i domašnyj byt. Ten podtytuł stał się — jak przypuszczam =-

RECENZJE I OMÓWIENIA

278
źródłem polskiego,

tak bardzo nie oddającego treści książki, tytułu. Być m o ż e

to

właśnie

s p o w o d o w a ł o , że poza grupą badaczy zainteresowanych etnografią miasta tout court, książka nie
była szerzej dyskutowana przez etnografów. Rozeszła się błyskawicznie wśród wiernych czytel­
ników

pięknej

PIW-owskiej serii „Życie

codzienne",

czytana zapewne

nie

tylko

dla jej

wielkich w a l o r ó w ź r ó d ł o w y c h i teoretycznych, dla których m o ż n a ją uznać za jedną z naj­
ważniejszych, europejskiej klasy pozycji na temat etnografii ogólnej, szczególnie zaś etnografii
miasta.
Kogo m o ż e zainteresować ta książka i dlaczego? Dlaczego u w a ż a m , że ma ona znaczenie
ogólnoteoretyczne

i może

przyczynić

się do

dyskusji na temat

zakresu badań

etnografii

i charakteru jej warsztatu? Dotyka ona bowiem przynajmniej trzech z wielu spraw bulwer­
sujących współczesną etnografię polską, a to: kwestii tzw. etnografii historycznej, etnografii
miasta oraz propozycji badaczy kultury współczesnej ujmowania tej ostatniej jako niepodzielonej
między miasto i wieś w przewidywaniu, że jesteśmy świadkami narodzin nowego uporządko­
wania społeczności

ludzkich, do

zrozumienia

którego

opozycja

miasto

i wieś

przestanie

wystarczać, a m o ż e nawet stanie się myląca.
Etnografię historyczną w Polsce stanowi nawiązanie do myśli teoretycznej J . S. Bystronia
i K . Dobrowolskiego. T w o r z ą ją etnografowie, nierzadko zajmujący się kulturą

współczesną,

jak i historycy z wykształcenia poszukujący na gruncie etnografii, o świetle etnograficznego
materiału,

lepszej

perspektywy

dla źródeł

historycznych

sensu

strhlo,

znajdując

w

m o ż l i w o ś ć ich lepszej weryfikacji poprzez odtworzenie hipotetycznych k o n t e k s t ó w etc.

nim
Etno­

grafia historyczna funkcjonuje w Polsce jako odrębny przedmiot nauczania uniwersyteckiego
(analogicznie do archeologii historycznej), uwzględniana jest w planach wydawniczych. Należy
dodać,

że

do

etnografii

skróty historii regionu

historycznej

czy jakiegoś

nie

zaliczam

zagadnienia,

rozpraw zawierających

służące

za „tło" do

we

wstępach

dalszych

rozważań

autora. Zwłaszcza w opracowaniach regionalnych autorzy posługują się informacjami z drugiej
ręki, często przestarzałymi rezultatami badań, co odbiera historycznej części

ich rozważań

w i a r y g o d n o ś ć , a często sens.
J . S.

Bystroniowi, zaliczonemu

polskiej w etnografii,

zawdzięczamy

przez A .

Kutrzeba-Pojnarową

podstawowy

dla etnografii

do

historycznej

szkoły

historycznej model kultury

ludowej wyjaśniający jej mechanizmy dla okresu o k o ł o 1000 lat, to jest od rozpadu struktur
plemiennych aż do jej upadku w wyniku intensywnej industrializacji X X w. W tym okresie
zmianom uległy treści kultury ludowej, niezmienny

natomiast

pozostawał

jej

podstawowy

mechanizm. Podobny mechanizm przyjmuje, w gruncie rzeczy, w swoich badaniach Rabinowicz
i

dlatego

przypomnę

tu jego

podstawowe

elementy,

niezbędne

do

dalszych

Bystroń rozumie kulturę l u d o w ą jako zespół treści nie ograniczających
do jednej grupy

społecznej,

przenikających

ich granice,

rozważań.

się co prawda

ale rozwijających

się na gruncie

każdej z nich dzięki s z c z e g ó l n e m u mechanizmowi przekazu i k o n t a k t ó w ze światem zewnętrz­
nym. Bystroń przedstawia kulturę l u d o w ą jako bezpośrednią spadkobierczynię układu plemien­
nego.

Powstałe

w

okresie

wczesnego

średniowiecza

osadnictwo

wiejskie

połączone

w skali całej Europy siecią s z l a k ó w i d r ó g o starożytnym nieraz rodowodzie.

było

Funkcjonowało

ono w wielopoziomowym układzie zależności. Jego p o d s t a w ę stanowiła społeczność chłopska,
w

obręcie

której

o

przyjmowaniu nowych

treści,

zapewnieniu

przekazu j u ż

istniejących

etc. d e c y d o w a ł y autorytety, wśród których ludzie starzy stanowili szczególnie ważną grupę.
Źródłem
każde

nowych treści

w

swoim

przy czym

i instrumentem

wymiarze

relacje między

historycznego.

Z biegiem

modyfikacji starych był Kościół,

lokalnym

i

nimi,

treść,

ich

ogólnosystemowym
gęstość

lat d o s z ł o do nich wojsko

etc.

dwór

(państwowym,
zmieniały

i szkoła,

się

włączając

i

miasto,

uniwersalnym,

w

toku

procesu

ludność

wiejską

bezpośrednio w zakresie oddziaływania o g ó l n o p a ń s t w o w e g o systemu o ś w i a t o w e g o i obronnego,
ze wszystkimi tego konsekwencjami dla ś w i a d o m o ś c i mas chłopskich. N a ten układ nakładał
się wspomniany j u ż system s z l a k ó w i d r ó g zapełnionych kupcami, wędrownymi
kami, ludźmi luźnymi,

których znaczenia dla rozwoju kultury wsi niepodobna

rzemieślni­
przecenić,

a to włączało wieś w szersze systemy p o w i ą z a ń .
Uwaga

Rabinowicza skupia się na ludności

miejskiej, a nie

wiejskiej, ale

podobnie

RECENZJE I

279

OMÓWIENIA

do Bystronia przyjmuje on k o n i e c z n o ś ć wyróżnienia populacji ludzkiej, będącej
omawianej kultury, twórcami, żyjącymi nią, będącymi jej podmiotem.
w skomplikowanym
T a k jak Bystroń,
zależności

układzie

społecznym

Rabinowicz umieszcza

między dworem

książęcym,

interesującą

grupę w systemie

go

nosicielami

Ludzie miasta działają
świątynią a targiem.
różnorodnych

wewnętrznych i zewnętrznych; społeczności mocno związanej wewnętrznie

dzięki

przyjętemu sposobowi organizacji przestrzeni, zależnościom wynikającym z podziału pracy i podo­
bieństwom powstającym dzięki realizacji zasady s a m o ż y w i e n i o w o ś c i ; społeczności

umieszczonej

w szerszym systemie

nieraz

politycznym, gospodarczym,

społecznym,

wykraczającym

granice państwa. Przedstawiony nam przez Rabinowicza obraz ukazuje s p o ł e c z n o ś ć
w pewnym

poza

miejską

sensie p o d o b n ą do społeczności wiejskiej opisywanej przez Bystronia: zintegro­

wanej, c h o ć podzielonej, lokalnej, ale mającej p o w i ą z a n i a

z szerokim światem — i właśnie

dzięki temu zdolnej f u n k c j o n o w a ć jako całość, czego dowodem są znakomite rozdziały na
temat życia s p o ł e c z n e g o i obyczaju.
Rabinowicza łączy także z Bystroniem stosunek do metodologii. Podobnie jak Bystroń,
jest on ogromnie oszczędny w formułowaniu uwag metodologicznych wprost. Zasady teoretyczne,
którymi się posługuje, wyprowadzane z nich kryteria p o r z ą d k o w a n i a materiału trzeba wydo­
bywać z treści przedstawionych w książce. Niezmiernie klarowne rozumowanie trzeba ujawniać
spoza niezmiernie bogatych o p i s ó w zdarzeń i z a c h o w a ń ludzi.
Chciałabym zaryzykować twierdzenie, że Oćerki

etnografii russkogo

feodal'nogo

goroda

stanowią koncepcyjnie odpowiednik Kultury ludowej J . S. Bystronia. Byłaby to jednak koncepcja
wzbogacona d o ś w i a d c z e n i e m K . Dobrowolskiego.

Nie c h c ę przez to powiedzieć, że Rabino­

wicz wzorował się na tych uczonych. Jeżeli poświęcam w tym miejscu u w a g ę
teoretycznym
i

Rabinowicza z filarami historycznej s z k o ł y

Dobrowolskim,

to jedynie

także i doświadczeń
dadzą

się łatwo

po

to,

aby

wskazać,

powinowactwom

polskiej w etnografii,

jak dobry

mamy

grunt

Rabinowicza. Sądzę, że istotne dla nas p o d o b i e ń s t w a

wytłumaczyć w kategoriach

(Rabinowicz podobnie do

Dobrowolskiego

przyjęcia

tych koncepcji

historii nauki: p o d o b i e ń s t w e m

jest historykiem średniowiecza),

Bystroniem
do

wykształcenia
podobieństwem

warsztatu. Fakt. że Rabinowicz jest także archeologiem, przyczynia się tylko do zwiększenia
tych p o d o b i e ń s t w
różnorodności
integralnej

lo

analizie realizuje podstawowe

wymagania

metody

Dobrowolskiego.

Ten ostatni
wicza.

dzięki umiejętnemu wprowadzeniu źródeł archeologicznych i zwiększeniu

t y p ó w źródeł poddanych

Jeżeli

z kolei

punkt wydaje się b y ć bardzo ważnym dla zrozumienia koncepcji Rabino­

bowiem
sposób

sposób

traktowania

rozumienia kategorii

czasu

procesu

i

przestrzeni

historycznego

łączy

go

z

Bystroniem

i analizy źródeł

wskazuje

na bliskość koncepcji jego i Dobrowolskiego. T o ten ostatni proponuje nam, żeby wychodząc
od małych społeczności ukształtowanych na tej samej fali osadniczej badać cały ich r o z w ó j
od momentu powstania (pojawienia się najstarszych źródeł) i porównując przebiegi
wyprowadzać
ze

wszystkich

wnioski dotyczące
dostępnych

prawidłowości

kategorii

źródeł

rozwoju.

Miałyby

pozwalających

z

b y ć one

różnych

zdarzeń

wyprowadzone

pozycji

naświetlić

to samo zjawisko, u k a z a ć jego różne strony i cechy, układy p o w i ą z a ń — ująć je integralnie,
c a ł o ś c i o w o (w czym pobrzmiewa nuta znana nam z propozycji francuskiej socjologii: teorii
c a ł o ś c i o w e g o faktu s p o ł e c z n e g o Durkheima i Maussa). T a k więc
wicza cel pracy

ustalenie

wskazany przez Rabino­

ogólnej tendencji rozwoju kultury miasta

z propozycjami Dobrowolskiego,

byłoby

w zgodzie

a także tej części teorii F . Braudela, która dotyczy zjawisk

dziejących się w czasie średnim

czasie koniunktur.

I wracając jeszcze raz do myśli wyrażonej na p o c z ą t k u : ukazanie polskich i w części
obcych powinowactw teorii Rabinowicza i jej realizacji w postaci Očerkov
feodal'nogo

goroda

ma na celu podkreślenie,

etnografii

russkogo

że książka ta winna liczyć u nas na

pełne

zrozumienie, że autor nawiązuje do rzeczy akceptowanych, nie musi walczyć z żadną teo­
retyczną

i metodologiczną

opozycją,

że jego książka

i stawiana za wzór p o s t ę p o w a n i a badawczego
miasta,

i to

nie

ze

względu

na

wskazane

powinna

b y ć szeroko

dyskutowana

w zakresie etnografii historycznej i etnografii
powinowactwa,

bo

one

tylko

mogą

przyswojenie tez Rabinowicza. ale ze względu na jego własny, oryginalny wkład.

ułatwić

280

RECENZJE I OMÓWIENIA

Jeżeli te spodziewania są tylko w pewnej części spełniane, a dyskusja ogranicza się do
kameralnego grona o s ó b , to przyczyny należy szukać w aktualnej sytuacji etnografii polskiej.
Wyrażam więc tu wdzięczność Autorowi za to, że lektura jego książki dała mi asumpt
do zastanowienia się i nad tą kwestią.
Współczesna etnografia polska wciąż jeszcze jest przede wszystkim zajęta badaniem
chłopskiej kultury tradycyjnej, a także badaniem zmiany kulturowej (na wiejskim przede
wszystkim gruncie). Z drugiej strony zajęta jest. budowaniem własnego warsztatu dla badań
strukturalnych i semiotycznych. Autorytetami radzieckimi w tej materii są przede wszystkim
przedstawiciele szkoły tartuskiej lub szerzej, semiotyki i j ę z y k o z n a w s t w a o g ó l n e g o . G d y
dyskutowano kolejne książki Guriewicza. trudno bylo znaleźć zrozumienie dla koncepcji
Rabinowicza. D o tego należy d o d a ć , że w Polsce odnotowujemy dopiero początki zainteresowań
etnografią historyczną i etnografią miasta, a dla tej grupy badaczy książka ta ma fundamen­
talne znaczenie. Książka, j a k i ziarno — musi paść na podatny grunt.
Myślę, że po paru latach ciszy nadszedł moment, aby uwypuklić znaczenie właśnie
dla etnografów polskich kwestii poruszanych przez Rabinowicza, a przy tej okazji powiedzieć
parę s ł ó w o książce — wzorze dobrego warsztatu naukowego.
Wydaje się, że etnografię polską cechują dwa procesy, które m o g ą w niedalekiej
przyszłości stworzyć szersze grono dla o d b i o r c ó w pracy Rabinowicza i jemu podobnych
oby takie były. Znaczy je zainteresowanie etnografią historyczną w rozumieniu badania
tych historycznych zjawisk i procesów, które leżą u genezy zjawisk i p r o c e s ó w charakterystycz­
nych dla kultury ludowej X I X i nawet X X w., na przykład badanie miasteczek i osiedli
rolniczych w średniowieczu, które skupiają w o k ó ł siebie wsie w promieniu 50, 40, 30, 20
czy nawet 10 km (w zależności od g ę s t o ś d ^ a i u d n i e n i a ) tworzyły swoistego rodzaju „węzły" systemy wymiany tak silnie zintegrowane, że kultura ich winna być badana łącznie w obu typach o b i e k t ó w : wsiach i miasteczkach, tak jak na przykład ośrodek warszawski
robi to obecnie na Podlasiu (Pokropek 1979) lub w programie badawczym Wisła w historii
i pradziejach (Sokolewicz, red.). W tym ostatnim programie obszar badań został tak po­
dzielony na sektory, że w k a ż d y m z nich znalazło się miasteczko (Solec, Czerwińsk,
Zakroczym) i skupione wokół niego wsie. O b o w i ą z k i e m badaczy jest uwzględnienie organizacji
kościelnej, administracyjnej, tradycji pobliskich d w o r ó w ziemiańskich etc. Nie jest to więc
badanie małych miasteczek lub miast ani też badanie wsi, ale badanie pewnych zintegro­
wanych s y s t e m ó w , w których miasteczko stanowi centrum. Wydaje się, że badanie tego
zjawiska w pewnym tylko okresie nie zapewnia ciekawych w y n i k ó w — te daje dopiero
badanie czasu dłuższego (choć niekoniecznie długiego), czyli tzw. koniunktury. Spotkanie
się etnografii z historią jest tu p o ż y t e c z n e i wręcz niezbędne.
Podobnie podejścia historycznego wymagają badania nad religijnością ludową. Bez znajo­
mości zaplecza historycznego pewnych ludzkich postaw, bez tej etnografii historycznej
kończą się one zbyt uniwersalistycznymi wnioskami (Tomicki 1981; Wasilewski 1979).
O p r ó c z ujawniającej się potrzeby etnografii historycznej, c h o ć obejmującej nie tylko
badanie miast, powstają również badania nad kulturą miejską. W etnografii europejskiej
zostały one zainicjowane w 1 p o ł o w i e X X w. pracami nad kulturą l u d o w ą miasta L i n z
(Commenda 1918, 1959) i Wiednia (Schmidt 1940). W Polsce jako jaskółki tych zainteresowań,
c h o ć nie czyniące jeszcze wiosny, wymieniamy zazwyczaj przyczynek Cerchy (1919) na temat
krakowskiego Kleparza. I zazwyczaj wymieniamy je w związku z przeglądem prac zapisanych
w historii b a d a ń nad kulturą klasy robotniczej (Sokolewicz 1986). Tymczasem rozwijający
się systematycznie kierunek badań z a r ó w n o nad miastem, jak i nad kulturą klasy robot­
niczej lub r o b o t n i k ó w w Polsce (Kopczyńska-Jaworska
1976; Pietraszek 1966), Z S R R
(Krupjanskaja, Poliščuk 1971). N R D (Schóne 1977), Czechosłowacji (Robek 1981), Bułgarii
(Ganev 1985) i także coraz szerzej obecny w Europie (Bausinger 1986) wykazuje dowodnie
k o n i e c z n o ś ć odstąpienia od podziału na etnografię miasta lub etnografię klasy robotniczej
czy kultury ludowej i traktowania wszystkich tych badań jako szczególnych form ujęcia
kultury w kategoriach jej teorii. Etnografia polska coraz częściej proponuje widzenie kultury
jako całości i niedzielenia jej na kulturę chłopską, robotniczą, mieszczańską, wiejską lub

281

RECENZJE I OMÓWIENIA

małego

miasta

(Jackowski

1981;

Sokolewicz

1986;

Zadrożyńska

1983).

Zbytnie

bowiem

dzielenie pól badania (nieraz konieczne ze względu na specyficzny charakter źródeł i wymagania
krytyki

źródłowej

lub po

prostu

przyczyny

natury

technicznej

że umykają nam z pola widzenia wspólne mechanizmy
procesy

kulturowe, jak te wspomniane

i organizacyjnej)

sprawia,

rozwoju kultury, struktury kultury,

wyżej, a polegające

m. in. na szczególnej

łączności

treści i m e c h a n i z m ó w kultury wsi i małych rolniczych miasteczek, trwałości struktury myślenia
mitycznego przy historycznej zmienności jego form, a nieraz i treści w religijności

ludowej,

patrzenia na miasto nie tylko przez pryzmat jednej grupy społecznej, np. klasy robotniczej,
ale jak na cały organizm, w którym s p o s ó b zorganizowania przestrzeni, organizacja, podział
władzy,
całość

wymiana etc.
i mogą

wyrażają

interesy

różnych

być charakteryzowane jedynie

grup społecznych

przez ich

składających

wzajemne

się na tę

odniesienia

i

opisanie

jako całości.
Oryginalny wkład Rabinowicza polega na tym, że zdołał on stworzyć koncepcję
mującą cały z r ó ż n i c o w a n y organizm miasta, uwzględniając cechy specyficzne
grup. a także ukazać relacje między nimi i cechy,
Ukazał

on

miasto j a k o

część

struktury

władzy

które z tych właśnie

państwowej,

ale

także

obej­

poszczególnych
relacji

wynikają.

obszar

wpływów

cerkwi rządzącej przecież nie tylko duszami ludzkimi. Ukazując to zjawisko w ciągu tysiąca
lat stara! się dojść
z jego minutowej
nader

do

cech

charakterystycznych

dla procesu

rozwoju

miasta,

rezygnując

historii i zatrzymywania się na krótkich okresach, co jest u historyków

rzadkie, a właściwe

raczej etnografom.

Nie

ulega

wątpliwości,

że dalsze

badania

ź r ó d ł o w e m o g ą wnieść wiele szczegółowych danych do jego twierdzeń na przykład w zakresie
badania

systemu

wskazać

na

Nie

pokrewieństwa

meandry

zmieni

historii

to jednak

(również

i

zakłócające

w

Polsce

zupełnie

zarysowaną

faktu, że nareszcie

ktoś

przez

odważył

nie

niego

rozwiniętych),
tendencję

się spojrzeć

na

mogą

rozwojową.

miasto

jak

na

p e w n ą klasę o b i e k t ó w c a ł o ś c i o w o , odejść od wzoru historii miasta xyz w krótkim przedziale
czasowym.
Zastosowana

koncepcja c a ł o ś c i o w e g o

ujęcia,

w y w o d z ą c a się od Durkheima i Maussa

(choć nie m o ż n a wykluczyć, że Rabinowicz doszedł do niej całkiem niezależnie),
koncepcją

Lévi-Straussa

o

uwarstwionym

fakcie

społecznym,

pozwoliła

mu

wzbogacona

na

pokazanie

miasta w jego wymiarze produkcyjnym, życia domowego, sytuacji prawnej, religijnej, wreszcie
obrzędowości lokalnej, politycznej etc. Przenikanie się tych warstw u k a z a ł o nam

pulsowanie

ż y w e g o organizmu społeczności miejskiej na przestrzeni tysiąca lat Rusi i Rosji.
Dlatego też m o ż e niepotrzebne
recenzowanej

książki.

są pewne definicje

zawarte na p o c z ą t k o w y c h

Tak na przykład definicja życia codziennego

(s. 20)

stronach

sprowadzająca

je (za Bromlejem) do sfery bezpośredniego zaspokajania potrzeb materialnych i duchowych.
C z y dlatego w obszar tego życia codziennego autor włącza analizę świętowania,
dorocznych, rodzinnych

etc?

Zapewne, nie definiowane

niego pojęcie stylu życia i obyczajowości

ruskiego

obrzędów

przez autora, ale stosowane przez

i rosyjskiego

miasta w okresie

tysiąca

lat są tu bardziej właściwymi pojęciami.
Również,

o ile zrozumiałe

przyczyn, dla których
nie sądzę,

by

było

wydaje mi się o d w o ł y w a n i e

etnografowie rosyjscy

to

wyjaśnienie

do

Lenina

(s.

byli zafascynowani

ludem

w X I X w.

wystarczające),

to

odwoływanie

5) w

się do

analizie

Lenina

(choć
(s.

6)

w kwestii, która grupa społeczna jest nosicielem przodującej kultury, wydaje się niepotrzebne.
Jak autor wykazuje na kartach książki, zależnie od sytuacji historycznej, funkcje te pełnią
różne

grupy.

Na

marginesie

tej

uwagi

mam

k l a s y k ó w redagowane są w skrócie (np. Dzieła,

żal do

redakcji,

że

przepisy

do

w której zamieszczona jest cytowana wypowiedź. Czytelnicy rzadko znają dzieła
marksizmu dokładnie,
dana

wypowiedź

a tytuł m o ż e nieraz zachęcić do

została

sformułowana

cytatów

I I ) bez wskazania na dokładny tytuł pracy,

i może

sprawdzenia,

przyczynić

się

do

w jakim
lepszego

klasyków
kontekście

zrozumienia

tekstu przez czytelnika.
Nie podzielam
okazało

też decyzji tłumacza

się zręczne

w Słowniku

języka

pozostawienie

polskiego

(autora?) w niektórych

rosyjskiego

„posadu"

w

tej

kwestiach
formie.

przekładu.
Jest

M . Samuela Lindego znajdujemy hasło „ p o s a d "

faktem,

Nie
że

zdefiniowane

282

Ч! I ! N / j )

I OMÓWIENIA

między innymi jako miejsce osadzenia, osada, a dalej jako pomieszkiwania mimo

fortecy,

miasteczka. Dowiadujemy się też. że w nieco innym znaczeniu posługiwał się tym Kochanowski
(jako określenie

położenia

miejsca), ale nie

termin „ p o s a d " brzmiał dobrze

sądzę,

by

we

współczesnym

języku

polskim

jeszcze gorzej brzmi zwrot „ludzie posadzcy". Liczna literatura

archeologiczna przyzwyczaiła nas do terminu „podgrodzie" również w odniesieniu do podgrodzi
ruskich.
Rażą

mnie pewne

niezręczności

tłumaczenia,

których

przykładem

może

być przyjęcie

formy Matki Boskiej Opiekuńczej zamiast Opiekunki (s. 130) na tłumaczenie Pokrowy. którą
to formą posługuje się Gębarowicz,

rzadziej zresztą od terminu Matki

Bożej

Miłosierdzia,

znaczącego to samo.
Nie traktuję swojej wypowiedzi jako recenzji w ścisłym
ograniczam się w szczegółowych

uwagach

do

sensie tego słowa, dlatego też

wymienionych

przykładów.

tłumacza, wiem. że sztuka przekładu związana z poszukiwaniem
mych,

a zaledwie

analogicznych

form kulturowych, jest

błędem jest podanie tytułu oryginału bez podtytułu
pracy.

Wydawnictwu

należą

się słowa

uznania

Doceniam

trud

o d p o w i e d n i k ó w nie tożsa­

bardzo trudna. Sądzę jednak, że

to c z ę ś c i o w o wyjaśniłoby polski tytuł

za

sam

fakt

wydania

tak

cennej

i co więcej, wydania jej z pełnym aparatem naukowym przypisów, źródeł etc.

pracy

co rokuje,

że poza ogólnie wykształconym czytelnikiem książka stanie się przyjacielem i wzorem dla
każdego

specjalisty.

zajmują

się sensu stricto

Etnografowie

i etnologowie przyjmą ją zaś niezależnie

etnografią

historyczną

i kulturą

miasta,

ale ze

od

tego, czy

względu

o g ó l n o t e o r e t y c z n e znaczenie. Wydaje się zwłaszcza, że pytania typu historycznego

na jej

ponownie

zaczynają ich interesować.

LITERATURA

Bausinger H.
1986

Volkskuttur

in der technischen

Weil. Frankfurt

N. Y .

C e r c h a S.
1919

Kleparz.

przedmieście

Krakowa

przed 50 laty. Materiały

Antropologiczne-Archeolo-

giczne i Etnograficzne, t. X I V s. 3-80.
Commenda H.
1918

Volkskunde

1959

t. I I .

Folklor

robotniczej

1976

der Stadt Linz cm der Donau, Linz, t. I.

Lodzi

Folklor robotniczej

Lodzi,

Wroclaw.

G a n e v St.
1985

Sofia. Sofia

G ę b a r o w i c z M.
1986

Mater

Misericordiae,

Europy,

Pokrow,

Pokrowa

w sztuce

i legendzie

środkowo-wschodniej

Wrocław 1986.

J a c k o w s k i A.
1981

Pomniki

ludu, „Polska Sztuka Ludowa", t. X X X V I , nr 3-4, s.

131-151.

Kladensko
1951

Kladensko.

Život

Kopczyńska-Jaworska
1976

a kultura lidu v promyslové

Zmiany podstaw bytowych wsi w procesie
Prace

oblasti, Praha.

В.

i Materiały

Muzeum

regionalizacji

Archeologicznego

kulturowej

i Etnograficznego

etnograficzna nr 29, Ł ó d ź
Krupianskaja
1971

Kultura

V. J . , P o l i š č u k N . S.
i byt rabočich

Gornozavodskogo

Urala, Moskwa.

Polski

środkowej,

w Łodzi,

seria

RECENZJE I OMÓWIENIA
L i n d e M . S.
1858
Słownik
Pietraszek E .

języka

polskiego,

1966
Wiejscy robotnicy kopalń
Pokropek M.

2*

L w ó w . t. I V . s. 366.
i hut. Wrocław

1979

Zróżnicowanie
kulturowe na pograniczu językowym
i jego odbicie w
świadomości
mieszkańców
na przykładzie
pogranicza polsko-litewsko-hialoruskiego
w pn.-wsch.
Polsce. „Etnografia Polska", t. X X I I I . z. 2. s. 127-155.
Rabinowicz M. G.
1985 Życie codzienne w ruskim i rosyjskim
R o b e k A . (red.)
1981
Stara dělnická
Schmidt L.

Praha,

1940
Wiener Volkskunde,
S c h ó n e B.

feudalnym.

Warszawa.

Praha.

Wien u. Leipzig.

1977
Kultura und Lehenweise Lauzitzer
Sokolewicz Z.
1986

mieście

Bandweber (1750-1850).

Berlin.

Kultura robotnicza, ludowa, narodowa, [w:] A . Ż a r n o w s k a
kultury robotniczej w Polsce. Warszawa, s. 17-49.

(red.).

Wokół

tradycji

S o k o l e w i c z Z . (red.)
[wdruku]Etnografia

ziem dorzecza

Wisły,

seria:

Wisła

w

Historii

i pradziejach,

cz.

2,

Warszawa.
T o m i c k i R.
1981

Religijność ludowa, [w:] Etnografia Polska. Przemiany
Warszawa Wroclaw
Kraków.
Wasilewski J.
1979
Po śmierci
Z a d r o ż y ń s k a A.
1983

wędrować,

„Teksty",

kultury ludowej, t. I I . s. 29-71.

cz. I, nr 3, s. 97-121; cz.

I I , nr 4. s.

58-84.

Homo faber — homo ludens. Warszawa.
Zofia

M.G.

KOTOVSKAJA,

Ětničeskie

processy

v Brazílii,

Nauka,

Sokolewicz

Institut Etnografii

im.

M . N. Miklucho-Maklaja A N S S S R . Moskva 1985. ss. 134
Praca M . G . Kotowskiej jest znacznym rozwinięciem rozprawy zamieszczonej przez nią
w

obszernym zbiorze studiów, jaki

etniczne

w krajach

naukowców

Ameryki

radzieckich,

w

Jest przede wszystkim pracą
historycznym.

1

przed paroma laty ukazał

Południowej^.
tym

i

Mieści

etnografów,

się

w

się pod

szerokim

kontynentem

socjologom

zarówno

ze

Procesy

zainteresowań
2

południowoamerykańskim .

o chrakterze etnograficznym z wyraźnie

Bliska jest również

tytułem

nurcie

względu

zarysowanym tłem

na charakter badanej

M . G . K o t o v s k a j a , Smešannye gruppy severo-vostoka Brazílii, [w:] Ětničeskie
processy
v stranách
Jużnoj
Ameriki,
I. F . Chorošaeva, E . L . Nitoburg, (red.), Nauka, Moskva
1981.
Zob. m. i n . : Nacionaťnye
processy v Centralnej Amerike i Meksike, S. A . Gonionskij,
I. F . C h o r o š a e v a (red.). Nauka, Moskva 1974; Ětničeskie
processy v stranách
Karihskogo
morja, A . D . Dridzo, E . L . Nitoburg, S. Ja. Serov (red.), Nauka Moskva 1982; L . S. S e j n b a u m ,
Argentinsky ětnos. Etapy formirovanija i razvitija. Nauka, Moskva 1984.
2

RECENZJE I OMÓWIENIA

284
problematyki,

skłonność

się do u w a r u n k o w a ń

do

ujęć

społecznych,

procesowych,
a także

jak

również

poprzez

wykorzystanie w y n i k ó w

częste

badań

odwoływanie

socjologicznych.

Tytuł pracy m o ż e sugerować czytelnikowi, iż o m ó w i o n o w niej procesy etniczne całego
obszaru Brazylii. T a k jednak się nie stało. „ W książce tej — wyjaśnia M . G . Kotowskaja analizowane są przede wszystkim grupy etnorasowe
(materiały dotyczące grup mieszanych

południa

ludności

kraju

północnego

wschodu

wykorzystuje się głównie

p o r ó w n a w c z y c h ) " (s. 6). Stwierdza również, iż „ostatnimi czasy grupy ludności
mieszanego w Brazylii

w ogóle,

a na p ó ł n o c n y m

wschodzie

Brazylii
w celach

pochodzenia

w szczególności,

praktycznie

nie byty badane z a r ó w n o w literaturze radzieckiej, jak i obcej" (s. 7). Zgodnie ze sformułowaną
we „Wstępie" zapowiedzią (s. 7), procesy etnokulturowe zachodzące na p ó ł n o c n y m
zostały przedstawione w kontekście zmian s p o ł e c z n o - e k o n o m i c z n y c h

wschodzie

zachodzących

w całym

kraju.
We „Wstępie", o p r ó c z o g ó l n y c h założeń i sformułowań wprowadzających w problematykę
pracy, o m ó w i o n o historiografię p r o c e s ó w etnicznych w Brazylii, z oddzielnym przedstawieniem
literatury radzieckiej. Kolejne cztery rozdziały,
„Formowanie
(1500-1889)",

się

grup

„Procesy

pochodzenia
etniczne

na

z których

mieszanego
północnym

w

składa się praca,

okresie

wschodzie

zatytułowano:

kolonialnym

Brazylii

w

i

imperialnym

latach

1889-1940",

„Procesy etnospołeczne w Brazylii od lat 50-tych do początku 80-tych X X w.",
kulturowa grup

pochodzenia

mieszanego

od

lat

50-tych

do

początku

„Specyfika

80-tych

XX

w.".

Podsumowanie omawianych p r o c e s ó w zawarte zostało w „Zakończeniu".
Rozdział pierwszy, p o ś w i ę c o n y rozwojowi p r o c e s ó w etnicznych w okresie prawie czterech
stuleci, otwiera opis Indian p ó ł n o c n e g o

wschodu

kraju,

ich terytorialnego

rozmieszczenia,

obyczajowości, wpływu systemu pokrewieństwa poszczególnych plemion na ich mieszanie się
z

portugalskimi

kolonistami.

Przedstawiono

w nim k r ó t k o

podbój

i osiedlanie

się Por­

t u g a l c z y k ó w w Brazylii, wprowadzony przez nich system własności ziemskiej, społeczno-ekonomiczne

uwarunkowania s t o s u n k ó w

między

tych grup, ich prawnie u w a r u n k o w a n ą

Białymi

a Indianami, procesy

mieszania się

hierarchizację, a także sposoby asymilacji M e t y s ó w

i Indian do kultury portugalskiej. O m ó w i o n o przywóz M u r z y n ó w do Brazylii, ich plemienną
regionalizację na owym obszarze osiedlenia, status s p o ł e c z n o - e k o n o m i c z n y ,
wśród nich rozwarstwienie i drogi mieszania się z Białymi,
do

kultury kolonialistów

portugalskich. Znaczną

pogłębiające się

w tym postępującą

uwagę poświęcono

asymilację

formowaniu

się — za­

równo w rejonach nabrzeża, jak i wnętrza Brazylii — nowych grup ludności powstałych
zmieszania różnych

ras. wyróżniających

się nie tylko

antropologicznie,

lecz

ze

również swą

wyraźną specyfiką kulturową. Przedstawiono imigrację ludności europejskiej do Brazylii w okre­
sie imperialnym, jej skutki społeczne, jak również wpływ poszczególnych zbiorowości rasowych
na formułowanie się wspólnej kultury brazylijskiej.
Rozdział drugi zawiera o m ó w i e n i e p r o c e s ó w narastającego mieszania się poszczególnych
grup rasowych w następnym okresie historycznym, w odmiennych

warunkach społecznych

(zniesienie niewolnictwa) i politycznych (republika). Opisano dwie podstawowe grupy ludności
mieszanej wnętrza Brazylii: m i e s z k a ń c ó w sertao ( p ó ł n o c n o - w s c h o d n i a część kraju) i gauchos
(południe). G ł ó w n ą u w a g ę z w r ó c o n o jednak na procesy mieszania się ludności
i

białej.

N a przykładzie

miasta Bahia

przedstawiono

strukturę

rasową

(z

murzyńskiej

uwzględnieniem

podziału na zawody) m i e s z k a ń c ó w p ó ł n o c n e g o wschodu kraju. Szczególnie wiele miejsca po­
ś w i ę c o n o Mulatom, ich uwarstwieniu według koloru skóry, p o ł o ż e n i a ekonomicznego i miejsca
w hierarchii

prestiżu.

W omawianym w tym rozdziale okresie wzrosio

znaczenie

miast dla przebiegu anali­

zowanych p r o c e s ó w etnicznych. P o w s t a w a ć zaczęły dzielnice ubogich —favelas, w zdecydowanej
większości

nasiliły

się procesy

asymilacji do kultury Białych, z drugiej poczęły p o w s t a w a ć ruchy murzyńskie

zamieszkane przez M u r z y n ó w

doszukujące

się w swej o d m i e n n o ś c i

rasowej (a także

i Mulatów.

Z jednej strony

i kulturowej) wartości

samej w sobie.

Wyniki

przytoczonych przez M . G . K o t o w s k ą badań socjologicznych wskazują na istniejący w ó w c z a s
między Białymi a innymi grupami rasowymi znaczny stopień dystansu s p o ł e c z n e g o .
rasowe były d u ż o większe na południu niż p ó ł n o c n y m wschodzie kraju.

Bariery

Ki П \ / Л

I OMÓWIENIA

285

Dwa k o ń c o w e rozdziały zawierają o m ó w i e n i e p r o c e s ó w etnicznych w Brazylii w ciągu
ostatnich paru dziesięcioleci. Wyeksponowano w nich ich społeczne uwarunkowania oraz
kulturową specyfikę. Kontynuowano przedstawiony w poprzednich rozdziałach opis imigracji
Europejczyków do Brazylii analizując jej skutki społeczne. Niektóre z grup narodowych
asymilowały się łatwo do kultury białych Brazylijczyków (np. Włosi). Wśród innych odno­
towywano jednak niekiedy wyraźne skłonności do endogamii (np. w przypadku N i e m c ó w ) .
Przedstawiono procentowe zmiany rasowego składu m i e s z k a ń c ó w Brazylii oraz o m ó w i o n o
społeczne uwarunkowania tych zmian. Opisano grupy: pardos ( M u l a t ó w ) oraz M u r z y n ó w ,
analizując proces zwiększania się ich wewnętrznej integracji, a następnie organizowania się,
co miało ułatwić powrót do murzyńskości (m. in. poprzez bezpośrednie kontakty z Afryką,
e k s k l u z y w n o ś ć rasową zakładanych organizacji).
W ostatnich kilkunastu latach wciąż m o ż n a m ó w i ć o istnieniu d w ó c h tendencji w kul­
turze brazylijskiej: występowaniu wśród niektórych grup społeczeństwa brazylijskiego skłon­
ności do separatyzmu kulturowego, kontynuowania grupowych (często lokalnych) tradycji
kulturowych, obyczajów, i j e d n o c z e ś n i e wyraźnie dominującej w społeczeństwie skłonności
do poddania się procesom ogólnokrajowej unifikacji. Rozdział ostatni p o ś w i ę c o n o o m ó ­
wieniu kultur grup rasowo mieszanych. Opisano ich kulturę d u c h o w ą i materialną: wie­
rzenia religijne, o b y c z a j o w o ś ć , specyficzne dla niektórych grup potrawy, niektóre elementy
j e d n o c z ą c e społeczeństwo brazylijskie. Wskazano jednocześnie na dominującą tendencję (szcze­
gólnie wśród warstw z a m o ż n y c h ) do awansu s p o ł e c z n e g o poprzez asymilację do broncos
(Białych).
M . G . Kotowskaja dość wszechstronnie opisała w swojej pracy przebieg p r o c e s ó w etnicznych
w społeczeństwie brazylijskim. Wyróżniając poszczególne grupy uczyniła to ze względu na
ich terytorialne rozmieszczenie, odmienności rasowe, kulturowe, ekonomiczne,
zawodowe,
uwzględniając ich historyczną z m i e n n o ś ć (i niekiedy miejsce w skali prestiżu społecznego).
Nie poświęciła oddzielnej uwagi pojęciu etniczności i zasadom wyróżniania grup etnicznych,
za które uznaje jak m o ż n a sądzić na podstawie treści pracy — te, które tradycyjnie uznawane
są w Brazylii za odrębne. Autorka stwierdza, iż „już w k o ń c u X V I I I w. były sformowane
podstawy kształtowania się brazylijskiego etnosu. Jego g ł ó w n y m komponentem stali się Biali
i przyłączający się do nich rasowo i kulturowo zasymilowani Mulaci i Metysi" (s. 127).
Szczegółowej charakterystyki brazylijskiego etnosu praca nie zawiera. BrakAv niej również
rozważań na temat treści pojęcia „naród brazylijski". Należy żałować, iż problematyka ta
nie stała się przedmiotem badań autorki, sądząc bowiem po wykorzystanej literaturze dyspo­
n o w a ł a materiałami upoważniającymi ją przynajmniej do wstępnych u o g ó l n i e ń . U ż y w a n e w przy­
padku Brazylii pojęcie narodu ma specyficzną treść. W społeczeństwie tym wciąż wystę­
pują d o ś ć silne więzi regionalne, rasowe i kulturowe. Interesujące byłoby ustalenie wzajem­
nych relacji między więziami politycznymi i kulturowymi spajającymi m i e s z k a ń c ó w tego ogro­
mnego kraju, a także ich treści, jak również natężenia wśród p o s z c z e g ó l n y c h grup społecznych
(etnicznych). Wydaje się bowiem, że jest to s p o ł e c z e ń s t w o o r ó ż n y m stopniu unarodowienia
jego poszczególnych warstw (grup etnicznych i terytorialnych) i samo stwierdzenie, że w tym
przypadku mamy (bądź też nie) do czynienia z narodem ma niewielką moc wyjaśniania.
Praca M . G . Kotowskiej oparta została przede wszystkim na literaturze brazylijskiej.
Jest w decydującym stopniu— co z r o z u m i a ł e — relacją z badań przeprowadzonych przez
brazylijskich etnografów, h i s t o r y k ó w i s o c j o l o g ó w . Nie jest pracą teoretyczną. Jest książką
napisaną przystępnie, która m o ż e być traktowana jako wprowadzenie w problematykę etniczną
społeczeństwa brazylijskiego. Pod jej adresem m o ż n a zgłosić także pewne zastrzeżenia o charak­
terze bardziej s z c z e g ó ł o w y m . Prezentowane w niej dane statystyczne c z ę s t o sprawiają wrażenie
wielkości wybranych wyrywkowo i przypadkowo. Dotyczy to wielkości liczbowych imigracji
do Brazylii, struktury rasowej i innych danych struktury społecznej (w tym demograficznej)
społeczeństwa brazylijskiego. Winny być one podane dla maksymalnie długich o k r e s ó w
uwzględniając możliwości ich ustalenia. Błędami w niektórych datach (np. s. 45, 66)
obarczyć należy chyba korektora. Nie zawsze dane statystyczne, jak r ó w n i e ż wyniki badań
socjologicznych opatrzone są datami ich odnotowania (np. s. 66-67, 92) bądź też p o w o ł a n i e m

286
się

RECENZJE

na źródła,

stronie

98 jest

imigranckie"

rozumie

wyłącznie tych c z ł o n k ó w zbiorowości imigrackich. którzy nie posiadają obywatelstwa

brazylij­

niejasna

skąd je zaczerpnięto

(należy

się domyślać,

(np.

I OMÓWIENIA

tablica

iż autorka pod

na

s.

83).

Tablica

określeniem

..grupy

na

skiego). Niepotrzebnie też wprowadza autorka na pierwszych stronach swej pracy stwierdzenia
jawnie wartościujące, jak to dotyczące p o s t ę p o w e g o charakteru asymilacji (s. 3), lub błędne,
m ó w i ą c e o ekonomicznej niezbędności formowania się jednego narodu w ramach w s p ó l n e g o
państwa

(s. 3) (w obu przypadkach powołując się na Lenina).

Skrótowa

forma,

w jakiej

zostały przytoczone, wzbudza w stosunku do ich treści jedynie sprzeciw.
Ryszard

Life.

.ANDRF..IS P L A K A N S . Kinship in the Past. An Anthropology
1500-1900, Basil Blackwell. Oxford 1984. ss. I X . 276

of

Radzik

European

Family

Badania historii rodziny i pokrewieństwa są jedną z najbardziej intensywnie rozwijają­
cych się ostatnio w krajach zachodnich dziedzin historii społecznej. Uzasadnienia atrakcyjności
tych badań poszukuje się w ich znaczeniu dla sprawdzenia ogólnych twierdzeń teoretycz­
nych na temat rodziny i pokrewieństwa, w ich rozwoju historycznym; pozwalają one
ponadto wyjaśniać współczesny obraz życia rodzinnego. Książka A . Plakansa uświadamia
nam jeszcze jedną przyczynę rozwoju badań nad historią rodziny i pokrewieństwa. Przed­
stawia je bowiem jako dziedzinę, w ramach której spotykają się zainteresowania historyków
i a n t r o p o l o g ó w (etnologów), historyk zaś m o ż e skorzystać z pojęć, metod i w y n i k ó w
badań antropologii.
Książka

jest przede

wszystkim

studium

metodologicznym.

Została

zaplanowana

pierwsza część większej całości, na którą mają się złożyć trzy studia na temat

jako

pokrewieństwa

na terenie Europy. Zawiera ona analizy niektórych rodzajów źródeł historycznych uznanych
przez autora za szczególnie
i pojęć stosowanych

przydatne do badań nad pokrewieństwem

w antropologii

społecznej

za p o m o c ą

i wskazuje na m o ż l i w o ś ć

metod

tworzenia w ten

sposób historii antropologicznej.
Autor poszukuje inspiracji

teoretycznej

przede wszystkim w strukturalizmie brytyjskim,

adaptując niektóre z koncepcji A . R . Radcliffe-Browna, Meyer-Fortesa. S. H . N á d e l a
Jego g ł ó w n y m celem jest wkład w napisanie
zostało

zapoczątkowane

dzięki

..niehipotetycznej"

pionierskim pracom

A.

i in.

historii pokrewieństwa,

Macfarlane'a, studiom

Grupy

co
do

Badań Historii Ludności i Struktury Społecznej z Cambridge, książkom J . Goody'a, D . Hughesa
i F . W. Kenta oraz M . Segalena.
Autor rozpoczyna swoje rozważania od charakterystyki d o k u m e n t ó w historycznych jako
źródła

informacji

trzech

rodzajach źródeł:

o pokrewieństwie
1.

w przeszłości.

Spisach

(korezydancji); 2. Dokumentach

ludności,

Koncentruje się przede

ważnych

jako

źródło

wszystkim

wiedzy

interakcyjnych, takich jak kontrakty ślubne

o
i

na

wzorach

testamenty,

mówiących o zachowaniach związanych z rolami pokrewieństwa: 3. Rejestrach o d n o t o w u j ą c y c h
istotne wydarzenia
ustalenia

powiązań

w życiu jednostki,
genealogicznych.

takie jak narodziny,

Przykładami

śluby

poszczególnych

i zgony,
rodzajów

cennych
źródeł,

do

które

A . Plakans stopniowo wprowadza do treści książki, a następnie wykorzystuje w przeprowadza­
nych analizach, s ą : tzw. „Rewizja dusz"

spis s p o r z ą d z o n y do c e l ó w podatkowych w Kurlandii

w roku 1779, siedmiokrotnie p o w t ó r z o n y do roku 1859, uznawany za w y j ą t k o w o interesujący
zespół

dokumentów

Społecznej

z

przez w s p o m n i a n ą

Cambridge: francuskie

rejestry parafialne z X V I I - X X

j u ż Grupę

kontakty

w. z Niemiec

Badań

małżeńskie

Historii Ludności
z

i sporządzone

XVII

w.

z

i Struktury

Bordeaux

tam na ich podstawie

oraz
przez

lokalnych historyków genealogie m i e s z k a ń c ó w (tzw. Ortssippenbücher).
Autor uznaje o d m i e n n o ś ć świadectw historycznych i danych antropologicznych,
m. in. z faktu, że te pierwsze są informacjami zastanymi,

sporządzanymi

niż

rodzajów

badawcze,

nie przeciwstawia jednak sobie tych d w ó c h

wynikającą

w celu

źródeł.

innych

Przypomina

KI ( i NA'! I OMÓVVIÍNIA

287

też stwierdzenie С. Lévis-Straussa. który napisał, że źródła historyczne m o ż n a traktować
jako zapisy amatorów-etnografów. Zainteresowanie A . Plakansa przede wszystkim źródłami,
które m ó w i ą o związkach pokrewieństwa wielu anonimowych o s ó b . nie oznacza jednak braku
zrozumienia dla jednostki i jej doświadczania s t o s u n k ó w pokrewieństwa. Badanie z jednej
strony indywidualnego wymiaru pokrewieństwa, a z drugiej zobiektywizowanego
(grup
pokrewieństwa) oraz ich miejsca w systemach społecznych nie jest, zdaniem autora, sprzeczne
i nie powinno się wykluczać. Szczególną uwagę poświęca Plakans językowi źródeł historycznych.
Odróżnia dokumenty, w których informuje się o pokrewieństwie za p o m o c ą terminów
używanych przez ludzi uczestniczących w tych więzach pokrewieństwa od innych, gdzie
terminy te zapisane zostały w języku pisarza sporządzającego dokument (bardzo często
obcym etnicznie lub społecznie). Zwraca również uwagę na to, iż należy zdawać sobie
sprawę z o d r ę b n e g o charakteru języka analitycznego stworzonego przez kilka p o k o l e ń badaczy
pokrewieństwa.
Wielka jest r ó ż n o r o d n o ś ć pojęć, technik i metod zastosowanych w książce w celu
odczytania informacji o pokrewieństwie zawartych w źródłach historycznych. Od strukturalistów brytyjskich autor zapożyczy! pojęcie „dziedziny" (domain) i „układu" (arrangement)
pomocne w wyodrębnianiu w i ę z ó w pokrewieństwa od innych rodzajów więzi społecznych
i ich uporządkowaniu. Największe jednak znaczenie przypisuje pojęciu „roli społecznej"
i „sieci". Koncepcja ról społecznych, sprowadzona do roli pokrewieństwa, pozwala Plakansowi
na transformację danych dotyczących zamieszkania, przede wszystkim zaś genealogii, w dane
m ó w i ą c e o pokrewieństwie. Natomiast analiza sieciowa wybrana została jako dobrze prezentująca
więzi pokrewieństwa i wskazująca na kanały informacyjne w obrębie grupy krewnych i powino­
watych. Szerokie o m ó w i e n i e znalazły metody analizy statystycznej, szczególnie użyteczne
w studiach posługujących się źródłami masowymi. Podejście statystyczne m o ż n a s t o s o w a ć
do rozstrzygania problemu reprezentatywności próby, ustalenia jednostki analizy, wyboru
zmiennych i wreszcie wyboru szczegółowych technik opracowania, takich jak testy korelacji
i testy znaczenia.
Szczególnie interesujące są fragmenty pracy p o ś w i ę c o n e grupom pokrewieństwa. Autor
jest przekonany, że źródła historyczne pozwalają p o z n a ć nie tylko grupy, które są w nich
wyraźnie określone i w jakiś s p o s ó b nazwane, np. małe rodziny (conjugal families) lub
grupy domowe (households), lecz r ó w n i e ż te przemilczane. Przedstawia propozycje rekonstrukcji
(na podstawie d o k u m e n t ó w historycznych) takich grup pokrewieństwa, jak np. bilateralny
krąg krewnych definiowany z punktu widzenia jednostki (the kindred),
grupa krewnych
w y w o d z ą c a swą w s p ó l n o t ę od tego samego przodka (descent group) lub lineaż. Jest jedno­
cześnie ś w i a d o m , że nie zawsze potrafimy o d p o w i e d z i e ć na pytanie, czy tak zrekonstruowane
konfiguracje pokrewieństwa istnieją realnie w społeczeństwie.
Osiągnięciem autora jest nie tylko umiejętne i efektywne adaptowanie pojęć i metod
antropologii do badania p o k r e w i e ń s t w a w przeszłości. Zaletą książki jest ponadto obrona
autonomii badań historycznych. A . Plakans nie sprawdza w niej za p o m o c ą źródeł historycz­
nych hipotez sformułowanych w obrębie antropologii, lecz podejmuje próby zrozumienia
informacyjnej wartości tych źródeł. Jeśli wzmiankuje o takich hipotezach, przedstawiając
np. pogląd o zmniejszaniu się w Europie (poczynając od X V I w.) roli korporacyjnych
grup pokrewieństwa zorganizowanych patrylinearnie na rzecz bilateralnych grup krewnych
skoncentrowanych w o k ó ł jednostki, to tylko po to, by hipotezy takie zrelatywizować.
W propozycjach w z o r ó w analizy źródeł historycznych przestrzega przed ignorowaniem dostar­
czanych przez nie drugorzędnych („miękkich") informacji, których pominięcie m o ż e zagrażać
historycznej naturze badań i prowadzić j e w kierunku analiz pokrewieństwa ponadczasowych
i wyrwanych z kontekstu społecznego, mających znaczenie dla budowania teorii, lecz m a ł o
przydatnych do zrozumienia konkretnych, historycznych społeczności. Nie identyfikując antropo­
logicznej historii pokrewieństwa z antropologią, autor uczynił książkę interesującą także
dla a n t r o p o l o g ó w , zwracając ich uwagę m. in. na k o n i e c z n o ś ć dostrzegania synchronicznego
wymiaru pokrewieństwa i znaczenia wydarzeń unikalnych oraz proponując ostrożność w posłu­
giwaniu się hipotezami w momencie analizowania źródeł i opisu rzeczywistości.

RECENZJE I OMÓWIENIA

288

Książka Plakansa zmusza do refleksji nad stanem

badań

nad historią rodziny i po­

krewieństwa w Polsce. Niezmiernie mafo jest w naszej literaturze o p r a c o w a ń
cych źródła historyczne, a jednocześnie nie łączących przeszłości z niedawną

wykorzystują­
teraźniejszością.

Wśród prac historyków należy wymienić odosobnione studia nad organizacją r o d o w ą K . Tymie­
nieckiego

i S. Adamusa oraz opracowania

odtwarzające

drzewa genealogiczne

i

lineaże,

głównie rodzin szlacheckich, a stanowiące uzupełnienie badań przede wszystkim z zakresu
historii politycznej lub historii ideologii. Brakuje natomiast monograficznych o p r a c o w a ń życia
rodzinnego

i stosunków

pokrewieństwa

studia historyczno-demograficzne,
demograficznymi
prokreacyjnymi
K.

w parafii Czacz
funkcjami

Dobrowolskiego

testamentami

nad tzw.

analiz d o k u m e n t ó w

w okresie

rodziny.

włościańskimi

napisanych

przez

historyków.

Wyspecjalizowane

m. in. interesujące badania S. Borowskiego nad procesami
od

X V I do

Zapoczątkowane

„związkami

z XVII

już

rodowymi"

i XVIII

w„ nie

historycznych z pytaniami

XX

w

w.,

zajmują

latach

na Podhalu,
były

tworzonymi

posługujące

kontynuowane.

pańszczyźnianej

XVIII

w. Historia rodziny

przez etnologię

i pokrewieństwa

głównie
badania

się m. in.

Próby

kolejny wyraz dopiero w pracy A . W o ź n i a k a na temat rodziny i jej funkcji
wsi

się

dwudziestych

łączenia

znalazły

swój

w mazowieckiej

w Polsce

oczekuje

więc

nadal na swoich badaczy.
Zbigniew

D A W N C H A T T Y . From
Press, New Y o r k

Camel

lo Truck:

The Bedouin in the Modern

Jasiewicz

World, Vantage

1986

Kultury pasterskie doczekały się ostatnio w piśmiennictwie etnograficznym szeregu opraco­
wań,

które aktualizują

oblicze

tych form ludzkiej gospodarki

udział także i polscy etnografowie,

chociażby

i stylu życia.

Mają

w tym

w postaci publikacji w y n i k ó w swoich

badań

w Mongolii, Pakistanie i Algierii (Szynkiewicz 1981; Wolski 1963; Rybiński 1976). Tradycyjny
obraz

koczowniczego

pasterza

Azji

i

Afryki

wymaga

dziś

znacznych

korekt,

z

czego

etnografowie wyraźnie zdają sobie sprawę. Wykłady prowadzone na te tematy na uniwersytetach
coraz częściej uzupełniane

muszą

dla

etnograficznego

polskiego środowiska

zatem,

iż informacja o

każdej

być nowymi,
nowej

współczesnymi

dostępnymi

książce

na

te

tylko

materiałami,

zwykle

fragmentarycznie.

tematy,

stanowiącej

zresztą

Wydaje się

istotny

wkład

w nasz z a s ó b wiedzy o etnografii koczowniczego pasterstwa, będzie cenna dla c e l ó w z a r ó w n o
studyjnych, jak i dydaktycznych. Pozornie niedostępne na naszym rynku naukowym publikacje
etnograficzne ze strefy dolarowej w rzeczywistości — w dobie odbitek kserograficznych i jednak
jako tako działającej wymiany m i ę d z y b i b l i o t e c z n e j — m o g ą
sowanych. Kierując się głównie

tymi motywami

skandynawskie

temat

rozważania

w jej aspekcie ekologicznym

na

(Dzięgiel

tradycyjnej
1986).

trafić do rąk najbardziej zaintere­

omawiałem

niedawno

gospodarki

D z i ś chciałbym

na ł a m a c h

pasterskiej
zwrócić

„Ludu"

Afryki

uwagę

Czarnej

na

książkę

amerykańskiej etnografki, D a w n Chatty, zatytułowałną „ Z wielbłąda na c i ę ż a r ó w k ę : Beduini
we

współczesnym

świecie".

Czterdziestoletnia

Dawn

Chatty

przebywała

5 lat

w

Syrii.

Po skończeniu studiów antropologicznych w Kalifornii wykładała na uniwersytecie amerykań­
skim w Bejrucie, a potem uzyskała stypendium badawczo-dydaktyczne
z antropologii

kulturowej na uniwersytecie

w

Damaszku

w latach

i prowadziła
1977-1979.

1979 zamieszkała w Omanie, gdzie jako ekspert O N Z zajmuje się opracowaniem

zajęcia

O d roku
programów

pomocy społecznej dla koczowniczych pasterzy.
Z w y z n a ń autorki we wstępie wynika, ż e od początku pragnęła zweryfikować obiegowe
poglądy z a r ó w n o zachodnich badaczy i ekspertów, jak i bliskowschodnich

polityków,

do­

tyczące rzekomej wrogości pasterskich b e d u i n ó w względem oficjalnych p r o g r a m ó w rozwojowych.
Lektura r a p o r t ó w m i ę d z y n a r o d o w y c h

agencji rozwoju rodziła

podejrzenia,

iż co

najmniej

c z ę ś ć odrzucanych przez pasterzy bliskowschodnich p r o g r a m ó w socjalnych i ekonomicznych

RECENZJE I OMÓWIENIA

289

stanowi po prostu zagrożenie dla ich bytu i kultury. W k a ż d y m razie ś r o d o w i s k o B e d u i n ó w
p ó ł n o c n o a r a b s k i c h przy bliższym kontakcie nie p r z y p o m i n a ł o jakiejś kulturowej skamieliny,
0 średniowiecznych strukturach. Były to społeczności dynamiczne, ż y w o reagujące na każdą
n o w ą , nadającą się do wykorzystania okazję. Kultura arabskich B e d u i n ó w zmieniała

swoje

oblicza kilkakrotnie od c z a s ó w , gdy w g ł ę b o k i m średniowieczu Prorok z kupieckiego

miasta

siłą

lub perswazją

zjednał

trwają i nieraz postępują

sobie te

wojownicze

nadspodziewanie

z pogranicza Arabii Saudyjskiej, Jordanii,

plemiona

szybko.

Półwyspu

Arabskiego.

Wyruszając do obozowisk

Zmiany

beduińskich

Syrii i Iraku Dawn Chatty uświadamiała sobie,

że politycznie p ó ł n o c n o a r a b s c y Beduini zostali j u ż w X I X wieku spacyfikowani przez Turcję
o t o m a ń s k ą , a ostatecznie zmuszeni do posłuchu
wych.

Dawn

Chatty

zdawała

sobie

sprawę,

w okresie europejskich rządów



tradycyjny

rozbój

i

mandato­

wymuszanie

danin

na słabszych sąsiadach, tak chętnie od w i e k ó w uprawiane przez B e d u i n ó w , należą do przeszłości.
Oczekiwała jednak, iż zastanie jeszcze tradycyjne układy kulturowe: podział na „wielkich"
k o c z o w n i k ó w , specjalizujących się w chowie wielbłądów oraz na ich pośledniejszych współbraci,
specjalizujących się w chowie owiec i kóz, zmuszonych ż y ć w pobliżu w o d o p o j ó w , a zatem
na obrzeżach o b s z a r ó w rolniczych, lub opodal miast. Zastała jednak sytuację
1 obyczajową

zupełnie

różną

od

tradycyjnych wizji.

Zanika

obyczaj

gospodarczą

chowu

wielbłądów.

T o zwierzę juczne, służące od w i e k ó w w pustynnym ruchu karawanowym, zostaje
poczynając

od

lat sześćdziesiątych

ropy naftowej na Bliskim

naszego stulecia przez wielkie ciężarówki.

Wschodzie sprzyja

dwu dni przerzucać się z dobytkiem

owej ewolucji. C i ę ż a r ó w k a m i m o ż n a w ciągu

obozowym

Wielbłądy p o k o n y w a ł y

te odległości

dostęp do w o d o p o j ó w

Beduini ł a g o d z ą

wyparte

Dostępność

i stadami

zwierząt

w ciągu dwu tygodni.
za p o m o c ą

na nowe pastwiska.

Okresowe

susze

samochodów-cystern.

i utrudniony

Niedostatek

pasz

likwidują także dzięki transportowi samochodowemu. C o więcej, zaczynają regularnie w miastach
kupować
Coraz

nowoczesne mieszanki paszowe

częściej

też pasterz

arabski

i d o w o z i ć je na obszary

rezygnuje

z pośrednika

w

wypasów

skupie

swoich

wełny

i

stad.

zwierząt.

Sam ładuje owce i kozy na skrzynię wielkiej ciężarówki i rusza na miejskie targi, sprzedając
swój produkt tam, gdzie ceny są najkorzystniejsze. Nowego oblicza nabrała także produkcja
mleczna.

Mleko z pastwisk transportuje się cysternami do miejskich zlewni. Zdarzają się

także ruchome, zmotoryzowane przetwórnie mleka, produkujące m a s ł o i sery.
Szybki transport zwierząt i wody

oraz k o m p o n e n t ó w

paszowych

spowodował

zainteresowania ziemią. Koczownik p ó ł n o c n o a r a b s k i , niegdyś użytkujący marginesy

wzrost

ekumeny

na obrzeżu terenów zdatnych pod uprawę roślin, dziś pragnąłby zawładnąć jak najrozleglejszymi
obszarami pastwisk. T u jednak natrafia na konkurencję osadnictwa rolniczego

i państwowe

programy aktywizacji rolnictwa. Autorka zaobserwowała, jak liczne rody dawnych k o c z o w n i k ó w
pasterskich
paszowe.

na części

Niekiedy

posiadanych

ziem

zresztą dzierżawią

same

swoje

zaczynają

ziemie

uprawiać

rośliny

chlebowe

rolnikom. Zaczyna zacierać się

lub
także

granica między w ę d r o w n y m a osiadłym trybem życia. Powstają murowane osady, w których
okresowo mieszkają z rodzinami właściciele stad, w innych porach ruszając z tych stałych
domostw na dalekie pastwiska, pod namioty.

Jednak nawet

o b ó z pasterski nie musi się

teraz tak często przenosić j a k dawniej. Samochodami ciężarowymi przewozi się stada owiec
i

kóz

dogląda

na

pastwiska

młodzież

z koczowniczego

w

znacznym

dojeżdżająca
obozowiska

do

promieniu
stad

podejmuje

na

dokoła

takiej

motocyklach.

Co

grupy

namiotów.

Zwierząt

część

dziewcząt

sezonowe prace na polach okolicznych

rolników.

Codziennie ich gromady d o w o ż o n e są do pracy samochodami.

najmniej

Przymus szkolny,

nałożony

na dzieci tych koczowniczych społeczności, też łatwiej realizować dzięki transportowi k o ł o w e m u .
Zresztą co najmniej część rodziców

kształci swoje potomstwo. Dodajmy, że autorka czas

pewien gościła u jednego z w p ł y w o w y c h koczowniczych e m i r ó w , który sam miał na swoim
koncie

studia w Anglii r zakresu nauk społecznych

i był autorem

kilku

esejów

nauko­

wych. ..
D a w n Chatty charakteryzuje ambiwalentny stosunek niepodległych p a ń s t w bliskowschodnich
do swoich Beduinów. Oficjalnie co prawda chętnie nawiązuje się do szlachetnych
średniowiecznego Araba, Beduina. który byl zbrojnym ramieniem armii Proroka.

19 -

Etnografia Polska, t. 33. z. 1

tradycji

Z drugiej

RECENZJE I OMÓWIENIA

290

strony miejskie sfery rządzące p a ń s t w bliskowschodnich obawiają się beduińskiego poczucia
niezależności. Chatty zwraca uwagę, że a k t y w n o ś ć polityczna B e d u i n ó w rosła zawsze w czasach,
gdy centralne ośrodki były słabe. W ó w c z a s stada k o c z o w n i k ó w p o d c h o d z i ł y bezkarnie niemal
pod mury miast. D z i ś miejski żywioł arabski oferuje Beduinom idee integracji narodowej.
Z niepokojem też spogląda na fakt istnienia po obu stronach każdej z granic tych samych,
wspólnot, które dają priorytet tradycyjnym lojalnościom plemienno-rodowym. Amerykanka
notuje utrzymywanie się autorytetów wśród szeików i emirów nawet wtedy, gdy zostają
oni przez rządy centralne pozbawieni dawnej sily ekonomicznej i militarnej. Z a u w a ż m y
przy tej okazji, że j u ż francuskie władze mandatowe w latach trzydziestych musiały ukrócić
wśród B e d u i n ó w próby zastosowania s a m o c h o d ó w do c e l ó w militarnych. Niektórzy z w o d z ó w
koczowniczych poczęli uzbrajać swe pojazdy w karabiny maszynowe.
Książka D a w n Chatty, c h o c i a ż licząca zaledwie 172 strony druku, zawiera szereg bardzo
interesujących szczegółów. Autorka pisze o stosunku mężczyzn z obozowisk koczowniczych
do swoich maszyn, o organizowaniu wyścigów ciężarówek i motocykli, tak jak to ongiś
miało miejsce z wielbłądami. Zajmuje się też stosunkiem kobiet do innowacji samochodowej.
Okazuje się, że wiele z nich z żalem wspomina czasy karawan wielbłądów i wspólny,
mozolny trud zwijania obozowisk, będący zarazem okazją do kobiecych spotkań, współpracy,
s ł o w e m c z e g o ś w rodzaju towarzyskiej rekreacji.
Nie znajdziemy natomiast w omawianym dziełku, oprócz paru interesujących fotografii
z obozu, s z c z e g ó ł ó w dotyczących kultury materialnej czy sztuki i zdobnictwa w życiu
codziennym. Te dziedziny omawia dla B e d u i n ó w Jordanii nieduża, ale pięknie wydana
i bogato ilustrowana książeczka innej etnografki. Angielki Shelagh Weir z British Museum
(Weir 1976). Obie te publikacje traktujące o współczesnych Beduinach tego samego mniej
więcej obszaru uzupełniają się zatem znakomicie i zasługują na uwagę etnografa.
U w a ż n y czytelnik pracy D a w n Chatty m ó g ł b y zarzucić autorce pewien d o ś ć powierzchowny
optymizm. Wydaje się. że o b s e r w o w a ł a ona sytuację z perspektywy najbogatszych o d ł a m ó w
opisywanych społeczności. Wielu a u t o r ó w podkreśla, iż co najmniej od X I X wieku wspólnoty
plemienne k o c z o w n i k ó w pasterskich ulegają coraz silniejszemu rozwarstwieniu m a j ą t k o w e m u .
C o prawda bogaci zaczynają korzystać z nowoczesnych u d o g o d n i e ń i wynalazków, zmieniając
swój s p o s ó b gospodarowania w rodzaj hodowli towarowej, ale biedota coraz częściej musi
szukać chleba w miastach. Albo też staje się dzierżawcami i pastuchami u swoich p o b r a t y m c ó w .
Malo też znajdziemy u Dawn Chatty rozważań ekologicznych, chociaż autorka zauważa
niebezpieczeństwo wyczerpywania pastwisk przez p o w i ę k s z a n e ciągle stada koczownicze. Usiłuje
twierdzić, że przynajmniej w Syrii niebezpieczeństwo zażegnuje się stosując rodzaj kontroli
wypasanych terenów, zwany „hema" i nawiązujący do średniowiecznych praktyk arabskich.
W konkluzji Amerykanka daleka jest od pesymizmu z a r ó w n o na temat l o s ó w beduiriskich
h o d o w c ó w z Bliskiego Wschodu, jak i przyszłości ich u k ł a d ó w z poszczególnymi rządami
centralnymi. T y m niemniej wskazuje na istniejące nadal nastroje nieufności wzajemniej.
Zdaniem Dawn Chatty koczownicy p ó ł n o c n o a r a b s c y nie są przeciwni zmianom, lecz w procesie
tych przemian pragną brać aktywny udział i przy okazji pilnie strzec własnych interesów.

LITERATURA

Dzięgiel L.
1986

Skandynawscy
gicznym,

antropolodzy o tradycyjnej gospodarce pasterskiej

i jej aspekcie

ekolo­

..Lud", t. 70. s. 260-270.

R y b i ń s k i A.
1979

Gospodarka

pasterskich beduinów

z Algierii,

s. 77-117.
S z y n k i e w i c z S.
1981

Rodzina pasterska

w Mongolii,

Wrocław.

„Przegląd informacji o Afryce", nr 1-2,

RECENZJE I OMÓWIENIA

291

W e i r S.
1976

The Bedouin.

Aspects

of the material

culture

of the bedouin

of Jordan.

London.

i Pakistanu,

„Etnografia

Polska",

W o l s k i К.
1963

Powindah:

pakistańscy

koczownicy

Afganistanu

t. V I I . s. 312-325.
Leszek

Dzięgiel

A N N I K A R A B O . Change on the Euphrates.
Villagres, Townsmen and Employees in
Northeast Syria, Stockholm Studies in Social Anthropology. No 15, Stockholm 1986,
ss. 222
Rozprawa doktorska Anniki Rabo. obroniona na uniwersytecie sztokholmskim w Instytucie
Antropologii Społecznej, stanowi plon badań

stacjonarnych prowadzonych przez dwa lata

w p ó ł n o c n o - w s c h o d n i e j Syrii od jesieni 1978 do początku zimy 1980 r. Autorka j u ż w roku
1975 odwiedziła

obszar

swoich

przyszłych

obserwacji studiując

wówczas

na

Uniwersytecie

A m e r y k a ń s k i m w Bejrucie. Krótki pobyt na terenie realizowanego od lat wielkiego projektu
rolniczego, który miał zapewnić Syrii rozwój gospodarczy, skłonił Annike Rabo do
tematu

przyszłych

badań

i wyboru miejsca eksploracji. Rabo władała językiem

podjęcia
arabskim

w wystarczającym stopniu. bv w prowadzeniu w y w i a d ó w z urzędnikami agencji rozwojowej,
mieszczanami i wieśniakami oraz robotnikami rolnymi o b y w a ć się na ogół bez pośrednictwa
tłumaczy.

Celowo

usiłowała

w każdym

razie

ograniczać



pomoc

do

minimum,

acz

przyznaje w p o s ł o w i u . że wiele zawdzięcza gościnności Syryjczyków, z a r ó w n o w Damaszku,
jak i na prowincji. Pierwotnie zresztą starała się o pozwolenie na badania e f e k t ó w kulturowych
realizacji projektu rolniczego nad Eufratem zakładając, iż będzie mieszkała w jednym z istnieją­
cych tam eksperymentalnych
jei

te

plany

i z

gospodarstw

konieczności

wynajęła

„pilotowych".
kwaterę

Względy

przy jednej

z

techniczne

uniemożliwiły

zaprzyjaźnionych

rodzin

syryjskich w miasteczku Raqqa. O k a z a ł o się to zresztą nader korzystnym zbiegiem okoliczności,
ponieważ

właśnie

tu znajdował

się ośrodek

kierujący

całym

projektem

zagospodarowania

regionu Eufratu, zwany w skrócie G A D E B . Annika Rabo nie tylko mogła zatem o b s e r w o w a ć
ś r o d o w i s k o zasiedziałych mieszczan, lecz również uzyskała pozwolenie studiowania d o k u m e n t ó w
projektowych i prowadzenia w y w i a d ó w z personelem

administracyjnym i technicznym tego

przedsięwzięcia.

zamieszkać

Od wiosny roku

1979 m o g ł a

nawet

na osiedlu

zbudowanym

specjalnie dla personelu G A D E B i jego rodzin. T o dalo z kolei autorce okazję do przeprowa­
dzenia r o z m ó w i obserwacji życia codziennego odrębnej grupy ludzi, jak się o k a z a ł o wyraźnie
wyalienowanej względem reszty m i e s z k a ń c ó w prowincji. Wielokrotne odwiedziny okolicznych
farm pilotowych
osad

pozwoliły Annice Rabo z a p o z n a ć

wyrobników

rolnych i z pracą

przyjaciele z Raqqa

kierujących

zorganizowali jej pobyt

się z życiem
gospodarstwem

w wiosce,

którą

tych nowo zbudowanych
agronomów.

Na

autorka nazwała

koniec

„Sabgha"

nie chcąc swoich r o z m ó w c ó w w tej osadzie narażać na nieprzyjemności. Opinie wieśniaków
i ich problemy
o efektach
Annika

dostarczyły

tej antropolożce

polityki rozwojowej

Rabo pisze,

materiałów do

trzeciego

realizowanej przez p a ń s t w o

iż uniknęła

zamknięcia

się w jednej

członu jej rozprawy

w północno-wschodniej

Syrii.

grupie czy

ludzi,

środowisku

których opinie, nader subiektywne, mogłyby przedstawić obraz wypaczony. Z a r ó w n o bowiem
wieśniacy, jak m i e s z c z a ń s t w o z Raqqa
nie tylko

wzajemnie

mnóstwo

do

izolują

zarzucenia.

i przybyli z zewnątrz

się najzupełniej

Wyraźnie

różnią

świadomie,
się

ale

sposobem

do

życia

m ó w i ć , by istniała między nimi jakakolwiek w s p ó l n o t a interesów.
zgadza się to z o g ó l n o p a ń s t w o w ą

ideologią

partii

tego regionu

także

mają

i

trudno

w

nawzajem
tej

chwili

W s p o s ó b jaskrawy nie

Baath, rządzącej

sześćdziesiątych i głoszącą oficjalny solidaryzm narodowy.

specjaliści

sobie

Syrią

od

sychłku

lat

RECENZJE I OMÓWIENIA

292
Annika

Rabo mogła

przeprowadzić

swoje

badania

dzięki

funduszom

Szwedzkiej Agencji do Współpracy Badawczej z Krajami Rozwijającymi
czyli Szwedzkiej R a d y do

Badań

Humanistycznych i Społecznych.

SAREC,

Się, oraz

Korzystała

czyli
HFSR,

z pomocy

ambasady szwedzkiej w Damaszku oraz wielu przyjaciół, obywateli syryjskich. Jako m ł o d a ,
niezamężna kobieta nie natrafiała bynajmniej na trudności w prowadzeniu w y w i a d ó w w terenie.
Mieszkając

przy

rodzinie

w

Raqqa

wkrótce

zaczęła

uchodzić

za

wykształconą

kuzynkę

ze stolicy, kobietę n o w o c z e s n ą z wyuczonym zawodem, co we współczesnej Syrii lat osiemdzie­
siątych

staje się w środowiskach

miejskich zjawiskiem zgoła

częstym.

Rabo

podkreśla, że prowincjonalne, wschodniosyryjskie społeczności — z a r ó w n o
jak

i wiejskie — nie

obcych

mężyczyzn.

stosują
W

na co

każdym

dzień

zasad

razie nie

do

muzułmańskiej

tego stopnia,

wielokrotnie

małomiasteczkowe,

izolacji kobiet

j a k to

się

względem

czyta

o

świecie

islamu. T o raczej z a m o ż n e mieszczaństwo wielkomiejskie, a nadto część p r z y b y s z ó w zatrudnia­
nych w administracji G A D E B , próbuje realizowania owej wytwornej, staroświeckiej izolacji
płci w swoich rodzinach. T a k czy inaczej, Rabo m o g ł a prowadzić swoje wywiady, p o d r ó ż o w a ć ,
wertować

archiwa G A D E B .

Nie

wspomina

administracyjno-policyjnych, tak często

ani

słowem

stosowanych

o

jakichkolwiek

w krajach

utrudnieniach

rozwijających

się, acz

tai, iż aparat administracyjno-polityczny Syrii współczesnej przenika obecnie do

dziedzin życia kraju nawet na dalekiej prowincji. Przypuszczalnie zresztą w ł a d z o m
fakt, iż specjalistka z dalekiego

uniwersytetu europejskiego

nie

wszystkich
schlebiał

pisze pracę n a u k o w ą na temat

projektu rolniczego, który jest od lat prestiżowym dziełem rozwojowym państwa syryjskiego.
GADEB,
państwową,

czyli Zarząd
która

ma

za

nawodnienia i inne zabiegi

Główny

Rozwoju Basenu Eufratu, jest scentalizowaną

agencją

zadanie

aktywizację

poprzez

gospodarczą

rekultywacyjne. Graniczy

zbiornikiem Assad na Eufracie,

640

tys.

hektarów

ten obszar projektowy ze

sztucznym

w pobliżu którego wzniesiono zresztą nowe miasto

Thaura

(Rewolucja). Stolica administracyjna jednak nadal mieści się w dawnej, niewielkiej i poduupadlej mieścinie Raqqa,

przeżywającej obecnie burzliwy rozwój. Tylko

północno-wschodni

skrawek prowincji Raqqa znajduje się w strefie deszczów. Reszta jest dziś na o g ó ł wyschniętym
pustkowiem, c h o c i a ż gleby lokalne są żyzne, a nad rzekami od 30 lat udawały się plantacje
bawełny.

Zraszany corocznymi deszczami step na p ó ł n o c y jest

w i e k ó w dla plemion pasterskich, które jednak dziś j u ż wiodą

obszarem

atrakcyjnym od

tryb życia osiadły lub p ó ł -

osiadły.
Władze p a ń s t w o w e
i

zmienianie

go

nadzwyczaj niechętnie

w pola

ekstensywnej

godzą

uprawy

się na samowolne

pszenicy,

gdyż

może

zaorywanie

to

stepu

doprowadzić

do

c a ł k o w i t e g o wyniszczenia szaty roślinnej i przesunięcia granicy pustyni na p ó ł n o c . Wprowadzona
w latach pięćdziesiątych

nawadniana uprawa bawełny

o zmianie struktury społecznej
grupa w p ł y w o w y c h

szejków

tradycyjnych plemion

organizujących

dawnych lojalności w s p ó l n o t .

Wokół

uprawę

w znacznym

stopniu

pasterskich. Wytworzyła

tej rośliny

przemysłowej

miast pojawili się przedsiębiorcy

rolni,

zdecydowała
się u nich
na

zasadach

organizujący

produkcję dostarczając usług maszynowych. Przedsiębiorcy ci, aczkolwiek oficjalnie potępiani
przez lewicujące władze współczesnej Syrii, działają nadal, gdyż p r ó b y organizowania wieśniaków
w spółdzielnie nie p o w i o d ł y

się zupełnie na tych

terenach.

Syria jest przekonana,

iż jej

p ó ł n o c n o - w s c h o d n i e obszary — dziś słabo zaludnione, pustynne i zaniedbane — posiadają wielki
potencjał rolniczy. Nad



filozofią

ciąży

istotnie spichlerz starożytnych metropolii.

antyczna przeszłość kraju, s t a n o w i ą c e g o

niegdyś

Władze w Damaszku widzą w prowincji

Raqqa

klucz do u n o w o c z e ś n i e n i a Syrii nie tylko pod względem gospodarczym. Uważają, że powodzenie
GADEB

może

przynieść

zbawienne

zmiany

społeczne

i

polityczne.

Że

dzięki

otwarciu

p ó ł n o c n o - w s c h o d n i c h połaci Syria stanie się silnym p a ń s t w e m , utwierdzi swoją niepodległość,
a zarazem przestanie być krajem nieproporcjonalnie zaludnionym i zagospodarowanym

tylko

w swej zachodniej połaci śródziemnomorskiej. N a s u w a j ą się tu analogie z szeregiem innych
współczesnych państw Trzeciego Świata, w których elity rządzące wyobrażają sobie, że większość
trapiących je p r o b l e m ó w da się rozwiązać za p o m o c ą jednego, wielkiego projektu rozwojo­
wego.
Nawet zresztą, gdyby G A D E B

nie okazał się panacaeum na wszelkie bolączki

współ-

RECENZJE I OMÓWIENIA

293

czesnej Syrii, to i tak jego powodzenie m o g ł o b y się stać zbawienne dla setek tysięcy
m i e s z k a ń c ó w tej części kraju. Syria korzystała w tworzeniu tego przedsięwzięcia z pomocy
i rady co najmniej kilkunastu krajów świata. Obok specjalistów radzieckich pracowali
tu Anglicy, Francuzi, Włosi, ale także i Niemcy z obu p a ń s t w niemieckich. A nadto
Bułgarzy, Rumuni. W ę g r z y . . . Rabo nie wspomina o tym, lecz skądinąd wiemy, iż Syryjczycy
zasięgali r ó w n i e ż rady u Australijczyków, mających zresztą d o ś w i a d c z e n i a z bardzo podobnym
środowiskiem klimatycznym. Mimo tak licznych zagranicznych u d z i a ł o w c ó w i ekspertów
opinię na temat najwłaściwszej drogi w p o s t ę p o w a n i u rezerwowały sobie naturalnie czynniki
syryjskie. G A D E B stawał się we wschodniej Syrii rodzajem p a ń s t w a w państwie. D o lat
osiemdziesiątych efekty całego przedsięwzięcia nie były jednak zadowalające. Źle pracował
łańcuch eksperymentalnych form pilotowych. D ó spełnienia nadziei ż y w i o n y c h przez władze
w Damaszku, jak i przez l u d n o ś ć powincji Raqqa, było bardzo daleko.
Annika Rabo
reprezentująca ten typ szwedzkiego środowiska a n t r o p o l o g ó w społecznych
i etnografów, który pragnie a n a l i z o w a ć losy współczesnych społeczeństw w krajach roz­
wijających się w trakcie ich dramatycznych p r ó b wyjścia z zacofania — k o n c e n t r o w a ł a
swoją uwagę na konfliktach i stosunkach międzyludzkich. Nie interesowała się szczegółami
technicznymi. Jej praca jest studium humanistycznym pewnej filozofii rozwoju i jej realizacji
w środowiskach ludzkich, którym projekt rozwojowy ma oficjalnie służyć. Z a r ó w n o a n g a ż o ­
wani do pracy w G A D E B specjaliści syryjscy, inżynierowie, agronomowie, e k o n o m i ś c i
i technicy, jak m a ł o m i a s t e c z k o w a l u d n o ś ć Raqqa i wreszcie wieśniacy z pustynnych osad
łączyli z projektem wielkie nadzieje osobiste. M o ż l i w o ś c i pracy, dobrobyt i ożywienie gospo­
darcze miasta, otwarcie rodzinnej wsi na świat i nowe m o ż l i w o ś c i życiowe, wszystko to
z n a j d o w a ł o się w oficjalnych obietnicach władz centralnych przystępujących do realizacji
projektu. Nikt natomiast — zdaniem R a b o — n i e uświadamiał sobie, iż każda zmiana niesie
ryzyko. Ż e zyskując jedno, traci się drugie. N o i że czasami w gronie z w y c i ę z c ó w , którym
się p o w i o d ł o , znajdą się i tacy, co w ostatecznym rachunku na nowej rzeczywistości
stracili. Nie m u s z ą też p o ś r ó d przegranych znajdować się przedstawiciele oficjalnych w r o g ó w
społeczeństwa, „feudałowie i wielcy kupcy". Tych raczej w prowincji Raqqa było akurat
niewielu. C o zyskują osobiście mieszkańcy, a co tracą, j a k zmienia się ich kultura i rosną
aspiracje, kogo winią za rozczarowania, z czego m u s z ą dziś r e z y g n o w a ć — oto pytania,
jakie stawiała sobie Rabo w trakcie badań. Ale nadto zastanawiała się, czy władze biorą
pod uwagę konflikty międzyludzkie, jakie w y w o ł y w a ć musi na miejscu polityka rozwojowa,
czy też raczej ignorują te niebezpieczeństwa w imię oficjalnej ideologii solidaryzmu. Czy
próbują faktycznie wciągnąć miejscową l u d n o ś ć w wielkie dzieło aktywizacji prowincji, czy
też tylko ograniczają się do paternalizmu w z g l ę d e m „zacofanej prowincji" i do biurokratycz­
nego kierowania poczynaniami w najdrobniejszych szczegółach.
I wreszcie w rozważaniach Szwedki znajdziemy n i e m a ł o miejsca p o ś w i ę c o n e g o bezpo­
średnim ingerencjom politycznym Baath w e k o n o m i k ę i w personalne układy sztabu G A D E B .
T a k więc obok studium z zakresu antropologii ekonomicznej znajdziemy tu również niemało
rozważań z dziedziny antropologii politycznej państwa bliskowschodniego. Bardzo ciekawe
są opisy m e c h a n i z m ó w uzyskiwania rozmaitych t y p ó w protekcji w sprawach drobnych,
codziennych, właściwie obracających się w sferze legalnej i w problemach p o w a ż n y c h ,
ryzykownych, wymagających ominięcia litery prawa. Inna rzecz, iż — jak słusznie zauważa
sama autorka — te układy występują w państwach także i innych k o n t y n e n t ó w , jak chociażby
w Meksyku. W Europie autorka dostrzega pewne p o d o b i e ń s t w a , np. w życiu publicznym
p o ł u d n i o w y c h W ł o c h , lecz analogii nie musielibyśmy szukać aż tak daleko. W a ż n a natomiast
jest uwaga, iż zjawiska takie nie są p o z o s t a ł o ś c i ą po tradycyjnych formach życia społecznego,
rodzajem „feudalno-plemiennego" przeżytku. Są one raczej dziełem zupełnie współczesnych
elit rządzących. U k ł a d y patron ~ klient w j a k i m ś sensie zacierają konflikty klasowe. W sytuacji,
gdy każdy, nawet najskromniejszy obywatel ma „własne" dojście do sprawującego władzę
urzędnika, który mu świadczy usługi, załatwia sprawy nie do załatwienia normalnym trybem,
ratuje z tarapatów i pułapek zastawianych przez system biurokratyczny, wytwarza się złudne
wrażenie, że wszyscy mają jakiś udział we władzy. Rabo dowodzi natomiast, iż część co

294

RECENZJE I OMÓWIENIA

najmniej biurokracji

po prostu ciągnie zyski z owych „usług" na rzecz kłientów-obywateli.

Wyzyskiwacze eksploatując

pozbawione

wpływu

grupy

ludności

równocześnie

wytwarzają

w umysłach swoich ofiar poczucie satysfakcji, ż e ludzie zaradni, mimo iż skromni i ubodzy,
poprzez „ s w o i c h " odgrywają w życiu kraju wcale niepoślednią rolę.
U k ł a d y typu popierającej się nawzajem kliki oraz typu patron

klient rozbijają solidarność

społeczności wyzyskiwanych. Nie są to bynajmniej formy epoki minionej, mimo że w przeszłości
Bliski

Wschód

znał je dobrze.

Obecnie

kanałami

nowoczesnej

biurokracji

centralistycznej

przenikają do wszystkich z a k a m a r k ó w życia publicznego, przejmują dawne formy
szczepowej

i

modyfikując je

gubernatora prowincji, który

posługują

korzystając

się nimi dla

z przyjaźni

własnych

głowy

celów.

państwa

lojalności

Rabo

opisuje

na swoim

obszarze

stał się wkrótce patronem tradycyjnych szeików. Korzystał z ich systemu lojalności plemiennych,
ale równocześnie zręcznie posługiwał się n o w o c z e s n ą administracją p a ń s t w o w ą ,
rzystał z politycznych k a n a ł ó w
człowiekiem

rządzącej partii

w prowincji. Wobec

stolicy

był n i e z a w o d n ą

czasach rewolty bractwa m u z u ł m a ń s k i e g o .
rolę jedynego ich rzecznika u władzy,

Baath. Wkrótce

a także ko­

też stał się najbogatszym

podporą

władzy

w burzliwych

Wobec m i e s z k a ń c ó w prowincji Raqqa

bez którego pośrednictwa

odgrywał

nic się nie da załatwić.

W p o s ł o w i u dowiadujemy się o odejściu tego dygnitarza, ku uciesze dotychczas poniżanych
przez niego p o l i t y k ó w lokalnych, lecz przecież na tym nie koniec.
Inną interesującą
fenomenu

sprawą

kulturowego.

prezentowaną

nam przez Rabo jest problem

C z y m jest rozwój w rozważaniach

teoretyków

rozwoju jako

euroamerykańskich

różnych epok? C z y m natomiast w praktyce działania nowoczesnych

elit władzy w

Świecie? C o wreszcie oznacza on dla zwykłych obywateli

rozwijających

recepty

na

znajdują
opinii

rozwój

posłuch

zarówno

którym

Świecie?

„rozwoju

władz,

by

Ale także

władzy

mają

w ogóle

chciały

Trzecim
się? C z y

przez

Zachód

ochotę

polityki rozwojowej, jak i własnych

W wypadku Syrii

istotnie p o w a ż n i e

i próby

zerowego" proponowane

C z y elity

zagranicznych teoretyków

ten rozwój obiecują?

ze strony
Eufratu.

lub też propozycje
w Trzecim

państw

zasięgać
obywateli,

Rabo nie dostrzega jakichkolwiek oznak
pytać

się o

opinie

mieszkańców

konsultacji z zagranicznymi ekspertami, jakże

basenu

licznymi,

nie

dawały jednoznacznych odpowiedzi. Zresztą same władze w Damaszku nie zawsze dokładnie
wiedzą, czy ich celem jest rozwój ekonomiczny, czy też osiąganie doraźnych c e l ó w politycznych
nawet za cenę zwolnienia tempa realizacji projektu rolnego. T a k np. p o c z ą t k o w o

zakładano

sieć eksperymentalnych wsi rolniczych, w których na nadzielonych polach mieli g o s p o d a r o w a ć
indywidualni rolnicy pod opieką a g r o n o m ó w . W pewnej chwili G A D E B
by owe

wsie zmienić

w państwowe

gospodarstwa

pilotowe,

otrzymał polecenie,

na których

mieli

pracować

najemnicy rolni. S p o w o d o w a ł o to napływ zupełnie odmiennego elementu ludzkiego do owych
gospodarstw, płynność kadr i brak z a a n g a ż o w a n i a w w y k o n y w a n ą pracę ze strony najemników.
R ó w n o c z e ś n i e pilotowym farmom, mającym pierwotnie w y p r ó b o w y w a ć nowe rodzaje roślin
uprawnych i nowoczesne zabiegi hodowlane na obszarach projektowych, narzucono sztywne
zadania produkcyjne. Kierujący nimi agronomowie byli raczej rozliczani z ilości wyproduko­
wanych p ł o d ó w rolnych niż z nowych d o ś w i a d c z e ń polowych.
Rozbudowany aparat biurokratyczny G A D E B spętany był m n ó s t w e m przepisów zniechęca­
jących jego personel
o

niechętnym

zwierzchników.

inicjatywy i nowatorstwa.
co

zdolniejszych

się, że G A D E B

ich krewni, zasiadający w Związku

wieśniacy

można

bezkarnie wypasali swe zwierzęta

Rabo

w

wielu

i energiczniejszych

L u d n o ś ć miejscowa, szczególnie

szybko zorientowała
stad owiec

do

traktowaniu

wyzyskiwać

angażowani
do

miejscach

inżynierów

do robót

własnych

celów.

na poletkach doświadczalnych

R o l n i k ó w lub piastujący g o d n o ś c i

wspomina

przez

swoich

polowych,
Właściciele

lucerny, gdyż

w Baath, tuszowali

te nadużycia. Chłopi po staremu traktują zatem G A D E B jako część obcej siły polityczno-policyjnej,

która

z

natury jest

niebezpieczna

i opresyjna.

ale

da

się

obłaskawić

pod

warunkiem, że się ma właściwe dojścia do odpowiednich ludzi.
Mieszczanie z Raqqa
na które sami liczyli,
Drażnią

ich ci

są rozczarowani, bo najatrakcyjniejsze posady

w nowej

agencji,

obsadzane są przez ludzi z wielkich miast, z Damaszku i Aleppo.

przybysze,

ich

dobrobyt

i

władza.

Ale

przybysze-eksperci,

wykształceni

RECENZJE

1 OMÓWIENIA

295

Syryjczycy z wielkich o ś r o d k ó w , są także rozczarowani. Drażni ich prymitywizm i niechęć
tuziemców, nazywanych przez nich pogardliwie „pastuchami owiec". Złości ich także biuro­
kratyczny system działania G A D E B i ociężałość tej machiny. Czują się w niej bezsilni,
mimo że l u d n o ś ć miejscowa widzi w przybyszach wszechwładną, lecz leniwą i s k o r u m p o w a n ą
elitę. Zagraniczni specjaliści utyskują wreszcie na nieudolnych i zbiurokratyzowanych techników
i urzędników syryjskich z G A D E B . C i ostatni d o w o d z ą , że wielu usterkom realizacyjnym
m o ż n a byłoby zapobiec, gdyby zagraniczni doradcy i eksperci sumienniej wykonywali swoje
ekspertyzy. Obecnie, zdaniem Syryjczyków, stanowią oni nietykalną, uprzywilejowaną kastę,
która rządzi się własnymi prawami w wydzielonych enklawach projektowych.
W sumie zatem, wszystkie opisywane grupy realizatorów zagospodarowania rolniczego
basenu Eufratu są niezadowolone z e f e k t ó w przedsięwzięcia i oskarżają się nawzajem.
Nie ma mowy o zbliżeniu i współdziałaniu. Annika Rabo widzi przyczyny takiego stanu
rzeczy w lekceważeniu roli czynnika ludzkiego i w centralistycznym paternalizmie państwa,
a także poniekąd w słabości elity władzy, która zmuszona jest do r z ą d ó w arbitralnych,
wydających chaotyczne dyrektywy i usiłujących nieraz zyskać sobie p o p u l a r n o ś ć za wszelką
cenę. Przy niewątpliwym wzroście stopy życiowej tego regionu i rozwoju ludność traktuje
władze nieufnie, niechętnie, z lękiem, korzystając zarazem z pozytywnych o w o c ó w , jakie
dało prowincji zainstalowanie G A D E B właśnie tutaj.
Studium Anniki Rabo jest jednak o wiele bogatsze w treść niż by to wynikało
z dotychczasowego o m ó w i e n i a . Etnograf, który nie interesuje się akurat ani mechanizmem
władzy państwa bliskowschodniego, ani kulturowymi efektami projektów rozwojowych znajdzie
w rozprawie o mieszkańcach miast, c h ł o p a c h i ekspertach p a ń s t w o w y c h p ó ł n o c n o - w s c h o d n i e j
Syrii m n ó s t w o interesujących materiałów na temat najnowszego oblicza prowincji na Bliskim
Wschodzie. Rabo odcina się we wstępie od tych a n t r o p o l o g ó w , którzy pomijają etnograficzne
realia życia codziennego jako nudne opisy nie w n o s z ą c e niczego do analiz kulturowych.
Czytelnik polski, izolowany od g ł ó w n e g o nurtu światowej literatury etnograficznej, z uczuciem
frustracji czyta niejednokrotnie zagraniczne studia na temat j a k i e g o ś kraju, z których nie
dowiaduje się niczego o kulturze jego m i e s z k a ń c ó w poza garścią danych encyklopedycznych,
gdyż cudzoziemski badacz zafascynował się bez reszty j a k i m ś s p o ł e c z n y m czy politycznym
fenomenem s z c z e g ó ł o w y m , który
trzeba przyznać
opisał po mistrzowsku. Trudno tu jednak
winić obcych uczonych, dysponujących obszerną literaturą współczesną przedmiotu; nie muszą
oni przy okazji prezentacji swoich analiz s z c z e g ó ł o w y c h d a w a ć wstępu ogólnoetnograficznego. Nam jednak w Polsce brak nieraz wiedzy natury zupełnie elementarnej o aktualnym
obliczu życia obcych l u d ó w , które znamy na o g ó ł z dawnych o p i s ó w etnograficznych,
liczących sobie po 30 czy nawet 70 lat. K s i ą ż k a Rabo jest zatem dla nas szczególnie
cenna, bo m ó w i co działo się w życiu Syrii u progu lat osiemdziesiątych i jaki wówczas
był o g ó l n y kierunek przemian kulturowych na wsi oraz w m a ł y m , lecz rozrastającym się
mieście.
Po wstępnych dwu rozdziałach w trzecim Annika Rabo zajmuje się s z c z e g ó ł o w o życiem
wioski pustynnej Sabgha, posiadającej stare tradycje ekstensywnej gospodarki pasterskiej
na stepach i zupełnie m ł o d e tradycje rolnicze. Charakteryzuje sytuację kobiet wiejskich
i ich rolę e k o n o m i c z n ą jako siły roboczej. Daje wgląd w manipulacje prywatnych przed­
siębiorców rolnych, w ustrój rolny i zagadnienia własności ziemi. W opisie cyklu prac
polowych zapoznaje nas z życiem i funkcją kulturową sezonowego obozowiska pasterskiego,
a następnie analizuje rolę upraw bawełny w życiu zagrody wieśniaka. Dowiadujemy się
o aspiracjach gospodarczych rolników, dążności do posiadania maszyn rolniczych, furgonetek
lub przynajmniej motocyklowych p o j a z d ó w dostawczych. Stykamy się z problemem emigracji
zarobkowych do bogatych krajów naftowych Zatoki Perskiej, która jednak staje się coraz
trudniejsza. Praca w Zatoce Perskiej wydaje się również i dla m ł o d y c h mieszczan z Raqqa
wyjściem z finansowego impasu, lecz rządy tamtejszych państw coraz niechętniej udzielają
zezwoleń na przyjazdy zarobkowe swoim arabskim pobratymcom z mniej gospodarczo
rozwiniętych krajów. Rabo kreśli dalej stosunek w i e ś n i a k ó w do oświaty i przesadne nadzieje
z nią związane. Bardzo interesująca jest analiza p o g l ą d ó w społeczeństwa wiejskiego na

RECENZJE I OMÓWIENIA

296
szaraf

(honor) i fakt przynależności

społeczności

wiejskie należały

do

wspólnot

plemienno-rodowych.

do grup znajdujących

tradycyjnej drabiny społecznej

i nie zaliczały

się od

się do

Opisywane

przez

w i e k ó w na niskich szczeblach

wpływowych

wspólnot

plemiennych.

Reszta m i e s z k a ń c ó w pogardliwie nazywała ich pastuchami, owczarzami, z którymi się nikt
nie liczył. C h ł o p s t w o to jednak usiłuje k u l t y w o w a ć tradycje „człowieka honoru", wolnego,
rycerskiego Beduina, przy niezliczonych odstępstwach od tego kodeksu w życiu codziennym.
U s t ę p s t w a i świadczenia na rzecz lokalnych policjantów czy datki w naturze dla wiejskiego
nauczyciela chętnie tłumaczy się gościnnością, szlachetnością, hojnością. B y ć pasterzem liczy
się

w opinii

właściciel

wieśniaków.

pola jest

B y ć rolnikiem, fellahem — l i c z y

tylko

organizatorem

produkcji, a

się także,

prace

pod

manualne

warunkiem, iż
wykonują

najęci

wyrobnicy.
Niemniej ciekawe obserwacje etnograficzne zawdzięczamy Rabo z m a ł e g o miasta Raqqa,
szczególnie

ze środowiska

zasiedziałych

w nim mieszczan, którzy

z

niechęcią

spoglądają

na roje p r z y b y s z ó w ze wsi i wielkich miast. I tu r ó w n i e ż formalnie liczy się przynależność
do poszczególnych
klanu,

mówi

w s p ó l n o t rodowych, zalecane są małżeństwa w obrębie

się o

idealnej

solidarności

rodowców.

Annika

Rabo

mieszczańskiego

równocześnie

podaje

przykłady procesu rozpadu tego systemu, ustępującego rozwarstwieniu ekonomicznemu. Bogaci
łączą się z bogatymi lub posiadającymi wpływy w życiu publicznym. Podobnie jak we wsi
także i wśród mieszczan formalnie obowiązują
rodzinnym

i zawodowym.

Ale m ł o d z i

zasady honorowego p o s t ę p o w a n i a

przyznają,

że idealny,

dziś szans wobec brutalnej konkurencji p r z y b y s z ó w

honorowy

z zewnątrz. T a k więc

w życiu

kupiec

nie

odstępstwa

ma
od

honorowych, rodowych norm mieszczańskich tłumaczy się złym wpływem p r z y b y s z ó w z Aleppo
i Damaszku, przede wszystkim pracujących
rdzennym
pytają

mieszkańcom

rozgoryczeni

Raqqa.

absolwenci

„Któż
szkół

w GADEB.

lepiej

od

nas

i uniwersytetów

Oni to zajmują
zna
po

potrzeby
powrocie

Ale tak naprawdę to mieszczańskie ś r o d o w i s k o prowincjonalnego

posady

naszego

należne

regionu?"

w rodzinne

Raqqa nie zawsze

strony.
kwali­

fikacjami dorasta do potrzeb G A D E B . Hierarchia miasteczka wyraża się w systemie ceremo­
nialnych odwiedzin wzajemnych. K t o do kogo przychodzi, jak często, kto się z kim przyjaźni —
oto cała sieć zasad, wedle których winien p o s t ę p o w a ć człowiek honoru.
Cały czwarty rozdział p o ś w i ę c o n y życiu mieszczan z Raqqa jest dla etnografa bezcennym
materiałem, g d y ż w s p o s ó b rzeczowy odmitologizowuje

m n ó s t w o zagadnień etnografii

współ­

czesnych miast bliskowschodnich. Annika Rabo obok zagadnień gospodarczych wiele miejsca
p o ś w i ę c a rozwarstwieniu mieszczaństwa,

ideologii, obyczajom, tradycji

„starej" i tej, którą

się dziś ś w i a d o m i e wprowadza. Relacje R a b o na temat pozycji i roli wykształconych m ł o d y c h
kobiet niezamężnych, grup z a w o d ó w , jakie są dla dzisiejszej Syryjki uznane za „przyzwoite",
i szybkiego procesu emancypacyjnego są prawdziwą rewelacją dla wszystkich, którzy interesują
się z m i a n ą kulturową w społeczeństwach

muzułmańskich.

Piąty rozdział przedstawia świat ekspertów, inżynierów i administratorów G A D E B

od

strony ich marzeń, aspiracji i r o z c z a r o w a ń . Analizuje ich ś r o d o w i s k o rodzinne, lękliwą d b a ł o ś ć
o

„dobrą

opinię"

swoich

małżonek,

ewolucję

nastrojów,

od

patriotycznego

entuzjazmu

po biurokratyczną rutynę. Szósty i s i ó d m y omawiają zagadnienia polityczne, które są tematem
w i o d ą c y m c a ł e g o studium. Autorka szwedzka daje na k o ń c u bibliografię liczącą 118 pozycji,
wydanych g ł ó w n i e w latach siedemdziesiątych

i osiemdziesiątych, a także mały

słowniczek

najczęściej używanych terminów arabskich.
C a ł o ś ć utrzymana jest w spokojnym, rzeczowym, chwilami trochę chyba zbyt beznamiętnym
tonie. Z charakterystyczną dla S z w e d ó w powściągliwością autorka stara się f o r m u ł o w a ć sądy
ostrożnie, a nawet chwilami j a k gdyby p o w s t r z y m y w a ł a się od d o ś ć oczywistych dla czytel­
nika (może polskiego czytelnika) konluzji. R a z i ć także musi używanie wobec Syrii terminu
welfare

state

u

kogoś,

kto

wzrastał

w

typowym

zachodnim

„państwie

opiekuńczym",

jakim jest Szwecja. Deklarowanie powszechnego dobrobytu i szczęścia jest udziałem wszystkich
elit rządzących Trzeciego Świata, w tym naturalnie także i elity w Syrii, lecz dla pojęcia
welfare state mamy j u ż chyba wypracowane pewne kryteria.

Szkoda również, ż e autorka

nie zajęła się rolą religii muzułmańskiej w aspekcie polityki rozwojowej i w o g ó l e czynnik

297

RECENZJE I OMÓWIENIA

religijny został w rozważaniach Rabo potraktowany marginesowo, podczas gdy w rzeczywistości
idee fundamentalistyczne na Bliskim Wschodzie nadają swoistej barwy coraz to nowym
dziedzinom życia publiczngo tego regionu. Jasny, precyzyjny w y w ó d autorki jak gdyby
stawał się mniej klarowny w k o ń c o w y c h rozdziałach. Pojawiają się w nich powtórzenia.
Metodycznie m o c n ą stroną są w celach dokumentacyjnych przytaczane wypowiedzi
rozmaitych informatorów, bardzo trafnie dobrane do toku rozważań. Staranny druk i d o s k o n a ł y
papier ułatwiają lekturę dzieła. Szkoda, iż w paru miejscach nie usunięto drobnych nie­
d o k ł a d n o ś c i i o m y ł e k redakcyjnych, j a k np. w wypadku daty działalności Ibn Chalduna.
Praca została wydrukowana po angielsku, jak zresztą poprzednie rozprawy antropologiczno-etnograficzne z tej serii wydawanej przez Instytut Antropologii Społecznej uniwersytetu
w Sztokholmie. Tłumaczenie zostało — jak w poprzednich wypadkach — skontrolowane przez
rodowitych A n g l i k ó w pod w z g l ę d e m j ę z y k o w y m . Szwedzcy antropolodzy konsekwentnie dbają
o upowszechnianie swoich w y n i k ó w badawczych na całym świecie. Spośród 15 monografii
wydanych między rokiem 1974 a 1986 przez ten ośrodek, i z reguły stanowiących efekty
b a d a ń terenowych, dwie dotyczą indiańskich rezerwatów w Kanadzie, dwie inne traktują
0 problemach zaobserwowanych w północnej Kenii i uzupełnia je nadto rozprawa o tradycyjnej
ekonomice pasterzy afrykańskiej sawanny. Po jednej przypada na Wyspy Dziewicze, Nepal,
Jemen P ó ł n o c n y , Syrię, G a m b i ę i K o l u m b i ę . Cztery traktują o sprawach rozgrywających
się we współczesnej Szewcji, lecz tylko jedna z owych trzech monografii omawia problemy
rodowitych S z w e d ó w . Z p o z o s t a ł y c h bowiem jedna m ó w i o imigrantach asyryjskich z Turcji
1 Syrii oraz Iraku, druga zajmuje się mieszkającymi pod Sztokholmem imigrantami tureckimi,
a trzecia traktuje o szwedzkich Lapończykach.
Dzięki konsekwentnemu wydawaniu swoich prac w jednym z j ę z y k ó w światowych
szwedzcy antropolodzy i etnografowie są czytywani i cytowani także i poza swoim krajem.
Monografie serii sztokholmskiej zasługują na uwagę polskich e t n o g r a f ó w jako źródło cennych
materiałów i jako przykład umiejętnego upowszechniania swoich osiągnięć naukowych.
Leszek

E D M U N D L E A C H , Culture and Communication.
An Introduction

to the use of structural

Dzięgiel

The logic by which symbols are connected.

analysis in social anthropology, Cambridge University

Press, 1985
„Obecnie z a r ó w n o w Wielkiej Brytanii, jak i w U S A większość a n t r o p o l o g ó w społecznych
u w a ż a się za « f u n k c j o n a l i s t ó w » , tj. najogólniej rzecz biorąc za k o n t y n u a t o r ó w stylu pracy
i tradycji Malinowskiego. W przeciwieństwie do nich Claude Lévi-Strauss jest antropologiem
s p o ł e c z n y m k o n t y n u u j ą c y m tradycje, lecz nie styl pracy Frazera. N a j w y ż s z y m celem, jaki
sobie stawia, jest raczej poznanie prawd dotyczących ludzkiej myśli n i ż poznanie f a k t ó w
dotyczących organizacji p o s z c z e g ó l n y c h społeczeństw czy klas społecznych. Jest to różnica
zasadnicza" (Leach 1973, s. 6).
E.

Leach,

z którego

książki

pochodzą

cytowane

słowa,

należy

do

najwybitniejszych

a n t r o p o l o g ó w brytyjskich starszego pokolenia. Urodził się w 1910 r. w rodzinie należącej
do klasy średniej. Studia politechniczne u k o ń c z y ł w Cambridge uzyskując stopień inżyniera, potem
w latach trzydziestych zmienił zainteresowania i wstąpił do London School of Economics,
gdzie studiował antropologię pod kierunkiem Bronisława Malinowskiego. W 1938 r. prowadził
badania wśród K u r d ó w , w 1939 przebywał w Birmie badając K a c z i n ó w . Po wojnie p r z y g o t o w a ł
dysertację d o k t o r s k ą opartą głównie na pracach publikowanych, g d y ż

materiały

zaginęły

London

mu

w

czasie

wojny.

Z a czasów

Firtha

był

docentem

w

terenowe
School

of

Economics, w 1953 przeszedł do Cambridge, gdzie został w y k ł a d o w c ą , a później rektorem
Kings Collegu. W 1972 r. mianowano go profesorem (za: Kuper 1987, s. 203).
Już pierwsza praca Leacha,

Social

and

Economic

Organization

of

Rowanduz

Kurds,

298

RECENZJE I OMÓWIENIA

która

ukazaia się w

1940 г., byla zapowiedzią

W tej krótkiej rozprawie zawarł on bowiem

nowych

treści

w antropologii

krytykę statycznego modelu

brytyjskiej.

funkcjonalnego,

wypowiadając m. in. następujące charakterystyczne zdania: „nigdy nie istnieje absolutna z g o d n o ś ć
z normą kulturową, w rzeczywistości sama norma istnieje jedynie jako stan napięcia p o m i ę d z y
sprzecznymi

interesami

i

rozbieżnymi

nastawieniami".

„Mechanizmu

zmiany

kulturowej

m o ż n a p o s z u k i w a ć w reakcjach jednostek na ich z r ó ż n i c o w a n e interesy ekonomiczne i polityczne"
(Kuper
W

1987, s. 204).
1954 r. ukazała się nader interesująca

Systems

of

Highland

Burma,

gdzie

i najbardziej znana praca Leacha

rozwija zapowiedziane

w

poprzedniej

Political

pracy

wątki,

stwierdzając m. in., że r ó w n o w a g a systemu m o ż e b y ć traktowana jedynie jako pewien

model

przyjęty do c e l ó w analizy, któremu jednak rzeczywistość nigdy

nie odpowiada

całkowicie.

O b s e r w o w a ć tu bowiem zawsze m o ż n a współgranie przeciwstawnych interesów i sprzeczności,
które są źródłem zmiany społecznej. W każdym systemie tkwi w zarodku jego przeciwieństwo,
a do zmiany przyczyniają się zwłaszcza jednostki rywalizujące o władzę. Wykazał to
na przykładzie s y s t e m ó w politycznych K a s z i n ó w : gumalo. gumsa i państwa Szan.

Leach

W typie

gumsa składającym się z sześciu powiązanych lineaży zasada symetrii p o ł ą c z o n a jest z zasadą
hierarchii. W procesie rozpadu lineażu trzeba w pewnym momencie zrezygnować z pokrewieństwa
na

rzecz hierarchii

i traktować

pewną część

swoich

krewnych j a k o n i e w o l n i k ó w .

Należy

więc d o k o n a ć wyboru p o m i ę d z y zasadą hierarchii i pokrewieństwa. Ukazując różnice p o m i ę d z y
systemami pokrewieństwa wskazał dalej, że dotyczą one raczej „porządku idealnego", a nie
„rzeczywistości
prowadził
(Kuper

empirycznej".

Leach

swoją

Do

analizę,

końca
czy

jednak

na

nie

poziomie

bylo

wiadome,

ideologii

czy

na jakim

poziomie

rzeczywistego

działania

1987, s. 209).

Naczelny problem, jaki wyłania się w propagowanej przez Leacha analizie strukturalnej,
sprowadza się do odkrycia m e c h a n i z m ó w

logicznych

ujawniających

sposób,

w jaki

tworzą koncepcje w umyśle, w sferze idei i odnoszą je następnie do zewnętrznej,

ludzie

obserwo­

wanej rzeczywistości. Jaki stopień realności m o ż e m y przypisać owym operacjom i czy są one
niezależne od p r z e d m i o t ó w zewnętrznych? Jak wiadomo problem ten jest rozwiązywany dwojako.
D e Saussure i jego europejscy kontynuatorzy w j ę z y k o z n a w s t w i e mieli tendencję do przyjmo­
wania ekstremalnie racjonalistycznego stanowiska i ignorowania p r z e d m i o t ó w

zewnętrznych.

Jest to oczywiście zniekształcenie analogiczne do tego, jakie przyjmowali pozytywiści traktując
wszystkie

fakty

oraz

rzeczy

istniejące

obiektywnie

i

niezależnie

od

naszego

umysłu.

D l a Leacha metoda Lévi-Straussa była znakomitym narzędziem analizy s y s t e m ó w idealnych.
Nigdy jednak
przystawały

w przeciwieństwie do Lévi-Straussa

dokładnie

do

obserwowanych

nie uważał, aby te struktury idealne

statycznych

wzorów

zachowania.

(Kuper

1987,

s. 215).
Strukturalizm Lévi-Straussa przeniknął
wpływy

zaznaczyły

się najwyraźniej

do

Wielkiej Brytanii j u ż w p o ł . X X w.

w latach sześćdziesiątych.

Leach.

Needham

i

Jego
Mary

Douglas to trzy nazwiska głównych szermierzy sławy Lévi-Straussa, jakkolwiek neostrukturalizm brytyjski

był zawsze

w dużej mierze krytyczny. W

1970 r. Mary

Douglas

pisała:

„ N i g d y nie powinno się p o z w o l i ć na prowadzenie analizy zwartego systemu kategorii m y ś l o w y c h ,
która by nie miała ewidentnego odniesienia do życia s p o ł e c z n e g o ludzi myślących

w tych

kategoriach" (cyt. z a : Kuper 1987, s. 240). W gruncie rzeczy więc większość strukturalistycznie zorientowanych a n t r o p o l o g ó w brytyjskich pozostała wierna tradycji klasycznego

funkcjo-

nalizmu. Jest on bowiem bliższy społecznej i emocjonalnej stronie życia, ukazując

żywego

człowieka, ś w i a d o m i e kształtującego swoją rzeczywistość.
Niemniej Lévi-Strauss oddziałał
nowego spojrzenia na kulturę jako
s y s t e m ó w myślenia.

twórczo na a n t r o p o l o g ó w
na system

skłaniając

komunikacji i do

W swojej doskonałej pracy Culture

and

ich do

podjęcia

Communication

przyjęcia

problematyki
Leach

pisze:

„ T y m c z a s e m moja ogólna teza jest nam bliska i znana: kultura komunikuje. Z ł o ż o n a współ­
z a l e ż n o ś ć wydarzeń kulturowych sama w sobie przekazuje informacje tym, którzy uczestniczą
w tych wydarzeniach. Przyjmując tę tezę m ó j g ł ó w n y cel sprowadza się do ukazania sy­
stematycznej procedury, przy pomocy której antropolog prowadzący obserwację uczestniczącą

RECENZJE

299

1 OMÓWIENIA

m o ż e rozszyfrować informacje zawarte w z i o ż o n y c h całościach, jakie obserwuje" s. 2). Z a ­
danie to Leach znakomicie wypełnia.
W ujęciu Lévi-Straussa strukturalizm jest metodą
dzonych (a więc natury psycho-biologicznej)

badania głębokich,

ukrytych i wro­

struktur rządzących ludzkim umysłem. Jest to

n i e ś w i a d o m a działalność umysłu, funkcjonująca u wszystkich ludzi na tych samych zasadach.
Lévi-Strauss poszukuje

więc uniwersaliów.

Są to pewne mechanizmy

logiczne,

określające

s p o s ó b tworzenia się koncepcji w ludzkich umysłach. Ich celem jest p o r z ą d k o w a n i e otaczającej
rzeczywistości. Odkrycie tego sposobu nie jest rzeczą łatwą. Konieczne jest do tego najpierw
znalezienie odpowiednich reguł transformacji, czyli reguł ich przenoszenia z jednego układu
w drugi. Istnieje oczywiście

wiele płaszczyzn

w jednych dziedzinach dokonuje

takiej transformacji, niemniej u w a ż a

się, że

się ona łatwiej niż w innych. Dlatego Lévi-Strauss pre­

feruje sztukę, język, a szczególnie mit. N a gruncie strukturalizmu d o k o n a ł o się rozszerzenie
pojęcia znaku i znaczenia. Nie jest to znaczenie rozumiane psychologicznie, dla k o g o ś : nadawcy
łub odbiorcy. „ D l a strukturalisty o znaczeniu o k r e ś l o n e g o znaku decyduje nie intencja m ó ­
wiącego, ani kontekst wypowiedzi, lecz pozycja, jaką zajmuje znak w systemie, do którego
należy" (Rosner 1984, s. 71). Znaki j ę z y k o w e

i niewerbalne

nie posiadają

znaczenia jako

izolaty, lecz jedynie jako elementy systemu. Leach pisze: „dwa kluczowe punkty są tu na­
stępujące [1] znaki nie zdarzają się w izolacji, znak jest zawsze częścią

zespołu

przeciw­

stawnych z n a k ó w , które funkcjonują w ramach specyficznego kulturowego kontekstu, [2] znak
tylko wtedy przekazuje informacje, gdy jest p o ł ą c z o n y z innymi znakami i symbolami na­
leżącymi do tego samego kontekstu".

I dalej: „najbardziej o g ó l n ą

tezą, jaką

tu stawiamy

jest ta, że symbole występują w zespołach i że znaczenie p o s z c z e g ó l n y c h symboli m o ż e b y ć
odczytane nie w samym symbolu jako takim, ale jedynie poprzez przeciwstawienie

go in­

nym symbolom" (s. 13 i 59).
U

podstaw języka, podobnie j a k działań społecznych, leżą bowiem

działający ludzie sobie nie uświadamiają.

struktury, których

Kultury społeczeństw ludzkich różnią się między

sobą tak j a k gramatyki p o s z c z e g ó l n y c h j ę z y k ó w . Niezależnie jednak od tych różnic wszystkie
kultury mają jakąś głęboką,

podstawową

strukturę, której Lévi-Strauss właśnie

poszukuje.

Wysunął on hipotezę, że podstawowe myślenie u ludzi dokonuje się na bazie zasad
rzenia par binarnych opozycji: dzień

noc, czarny

Dualizm ten ukazuje się w powierzchniowych

biały,

życie- śmierć,

strukturach na różne

duch

sposoby,

two­

ciało
ale jest

etc.
to

zawsze dzielenie świata na przeciwstawne elementy, których znaczenie zależy od tego co jest
przeciwstawiane czemu. Jedno przeciwstawienie m o ż e b y ć wyrażone za p o m o c ą innego. Leach
podaje

przykład,

że ubierając

pannę m ł o d ą

w białą

suknię

i w biały

welon,

a

wdowę

w czarną suknię i czarny welon, wykorzystujemy opozycję biały/czarny nie tylko, aby wy­
razić przeciwstawienie panna m ł o d a / w d o w a , ale również d o b r o / z ł o , szczęśliwy/smutny, czysty/
skalany (s. 19).
D l a umysłu wszystkich ludzi charakterystyczne jest dążenie do p o r z ą d k o w a n i a zjawisk
i ich klasyfikacji. Bardzo ważną cechą tego procesu jest, j a k pisze
niszczenie ciągłości przestrzeni i czasu i dzielenie
że ś r o d o w i s k o
podzielonych

nasze składa się z niezliczonej
na odrębne klasy opatrzone

liczby odrębnych

osobnymi

to odbywa się zgodnie z zasadami, według których

Leach

(1985,

go na odcinki, dzięki czemu

s. 22),

uważamy,

p r z e d m i o t ó w i wydarzeń,

nazwami. I co więcej,

j a k sobie wyobrażamy

porządkowanie
uporządkowana

jest natura. Klasycznego przykładu dostarcza tutaj totemizm, który jest w pierwszym rzędzie
systemem społecznej klasyfikacji. Wierzenia totemistyczne wiążą się z kultem g a t u n k ó w roślin­
nych i zwierzęcych opartym na wierze, że p o s z c z e g ó l n e grupy ludzkie w y w o d z ą swój r o d o w ó d
właśnie od tych roślin i zwierząt,

które stają się totemem tej grupy. Wierzenia te łączą

się z o c h r o n ą tych g a t u n k ó w i szeregiem praktyk magicznych, które mają na celu

pomno­

żenie gatunku. C o jednak faktycznie kryje się za tymi wierzeniami? Podążając za Leachem
m o ż e m y o d t w o r z y ć zespół następujących „logicznych" kondensacji, jakich dokonuje Australijczyk
w swoim u m y ś l e : 1) koncepcja w s t ę p n a : „wszyscy jesteśmy c z ł o n k a m i jednej grupy społecznej,
p o n i e w a ż pochodzimy

od w s p ó l n e g o przodka"; 2) „oni wszyscy są członkami jednej grupy

społecznej, p o n i e w a ż p o c h o d z ą od w s p ó l n e g o przodka"; 3) „te białe ptaki to Orły, te czarne

300

RECENZJE I

OMÓWIENIA

ptaki to K r u k i " — to klasyfikacja dokonana w oparciu o obserwację Natury; 4) „ M y różnimy
się od nich, tak jak Orły różnią się od K r u k ó w " -

to prosta metafora; 5) „ M y różnimy się

od nich, p o n i e w a ż ich pierwszy przodek był Orłem, podczas gdy nasz pierwszy

przodek

był Krukiem" — jest to logiczna kondensacja twierdzeń 1-4 (Leach 1985, s. 40).
Przykład ten ilustruje s p o s ó b rozszyfrowywania kodu zawartego w poszczególnych

pod­

systemach kulturowych, które powinno s t a n o w i ć jedno z g ł ó w n y c h zadań antropologa społecz­
nego.
Wstępna teza Leacha była, j a k j u ż podkreśliłam, następująca: kultura komunikuje. Dzia­
łania, dzięki którym ludzie k o m u n i k u j ą

się, są ekspresyjne i przeciwstawiane naturalnym

c z y n n o ś c i o m biologicznym ludzkiego organizmu oraz działaniom technicznym. Działania ekspre­
syjne to te, „które albo po prostu m ó w i ą c o ś o stanie świata takim jakim on jest,

albo

inaczej, zmierzają do zmiany jego znaczenia przez dostarczenie wyjaśnienień metafizycznych"
(s. 9). D z i a ł a n i a ekspresyjne m o ż n a klasyfikować j a k o : sygnały, znaki i symbole.
Leacha jest nadanie tym trzem powszechnie u ż y w a n y m terminom wyraźnie

Zasługą

sprecyzowanego

znaczenia. Przyjmuje on wstępne założenie, że wszystkie niewerbalne wymiary kultury, np.
style ubierania się, rozplanowanie wioski, architektura, meble, ż y w n o ś ć ,

przyrządzanie

po­

siłków, muzyka, taniec itp., zorganizowane są we wzory, tak jak dźwięki, s ł o w a i zdania
w języku. Jego zdaniem m o ż n a równie zasadnie m ó w i ć o regułach
ubrań, j a k o regułach gramatycznych rządzących wyrażeniami

rządzących

noszeniem

mowy. Przekazy informacji,

jakie odbieramy za p o m o c ą różnych z m y s ł ó w , m o ż e m y ł a t w o przekształcić jedne w drugie.
T o co słyszymy, daje się przedstawić w postaci o b r a z ó w wizualnych. Tekst m ó w i o n y
przekształcić w pisany, wizualny zapis utworu muzycznego

muzyk przetwarza w

można
dźwięki

oraz ruchy ramion, ust i p a l c ó w (s. 11). Leach stawia tezę, że wszystkie rodzaje postrzegania
zmysłowego

muszą

„logicznego"

przebiegać

mechanizmu,

według

który

tego

pozwala

samego

kodu.

przekształcać

Musi

obrazy

istnieć

pewien

wzrokowe

w

rodzaj

dźwiękowe,

dotykowe lub zapachowe. N a l e ż y jednak pamiętać, że istnieje jedynie przybliżone p o d o b i e ń s t w o
p o m i ę d z y porozumiewaniem się za p o m o c ą języka m ó w i o n e g o albo pisanego a przekazywaniem
informacji poprzez zachowania niewerbalne. N a przykład, gdy tworzymy symbole w snach
lub poezji

czy

też nowe

konwencje

nie będą one przekazywały
w inny s p o s ó b . Natomiast

żadnych

niewerbalnego

zachowania,

możemy

informacji, o ile nie zostaną

b y ć pewni,

że

dodatkowo

wyjaśnione

budując nowe zdania w ojczystym języku m o ż e m y

oczekiwać,

że zostaniemy natychmiast zrozumiani przez swoje audytorium.
Z a p o d s t a w o w ą j e d n o s t k ę komunikowania przyjmuje Leach tzw. „wydarzenie komuniku­
jące", tzn. gdy A przekazuje jakieś informacje na temat B . Związki p o m i ę d z y

przekazującą

informację j e d n o s t k ą

metaforyczne

A a informacją

В mogą

b y ć automatyczne

(sygnały),

(symbole) lub metonimiczne (znaki). Kluczowe rozróżnienie terminologiczne, jakie proponuje
Leach, to rozróżnienie między s y g n a ł e m

i o z n a k ą . S y g n a ł zachodzi wówczas, gdy związek

między A i В jest mechaniczny i automatyczny,

np.

widok

pożywienia

wywołuje

w z m o ż o n e wydzielanie śliny; uczucie pragnienia zmusza mnie do natychmiastowego

u psa

poszuki­

wania c z e g o ś do picia. O z n a k a zachodzi wtedy, gdy A wskazuje na B , ale p o m i ę d z y A i В
nie ma ż a d n e g o związku przyczynowo-skutkowego.
opisowy

i jest

arbitralnie ustalony

z n a c z e n i a (signa) i o z n a k i
„dym

ludzkiego
W

jest

wskaźnikiem

danej

wyboru. Oznaki

ognia",

ale

symbolu

Oznaki

dzielą

związek

pomiędzy

naturalne dotyczą

są uznawane

wyboru. Znaczenia z kolei m o g ą

wypadku

Związek p o m i ę d z y A i В ma charakter

kulturze.

się

z

kolei

na

n a t u r a l n e . Znaczenia to wszystkie związki dokonywane na

zasadzie arbitralnego ludzkiego
np.

w

za

oznaki

z w i ą z k ó w naturalnych,
również

na

być dalej podzielone na s y m b o l e
A

i

В jest

metaforyczny,

np.

zasadzie
i

gdy

znaki.
x,

y,

z

w równaniu algebraicznym oznaczają odpowiednio cenę sera, masła i chleba lub gdy korona
jest u ż y w a n a jako marka piwa czy też gdy wąż w R a j u jest symbolem zła. We wszystkich
przykładach A i В p o c h o d z ą z różnych k o n t e k s t ó w kulturowych i związek p o m i ę d z y nimi
jest metaforyczny, całkowicie arbitralnie ustalony. Natomiast ze znakami mamy do czynienia
w ó w c z a s , gdy p o m i ę d z y

A

i В zachodzi rzeczywiście j a k i ś

wewnętrzny

związek;

chociaż

RECENZJE I OMÓWIENIA

301

jest on też kulturową konwencją. Niemniej A i В p o c h o d z ą z tego samego kontekstu
kulturowego i związek p o m i ę d z y nimi jest metonimiczny, np. korona jest znakiem władzy
królewskiej, mitra jest znakiem biskupa etc.
Rozróżnienie pomiędzy metaforą a metonimia pochodzi od Jakobsona. Lévi-Strauss
dla oznaczenia tych z w i ą z k ó w używał terminów „paradygmatyczny" i „syntagmatyczny".
Podobne rozróżnienie spotykamy w muzyce, gdzie harmonia jest przeciwstawiana melodii.
W przybliżeniu mamy tu następujące ekwiwalencje: S y m b o l / Z n a k — M e t á f o r a / M e t o n i m i a ^
= Związek p a r a d y g m a t y c z n y / Ł a ń c u c h syntagmatyczny = Harmonia/Melodia (s. 9-16).
Związki metaforyczne i metonimiczne są c z ę s t o ze sobą przemieszane i znaczenie
nierzadko zależy od transformacji z jednego typu do drugiego i na odwrót. Lévi-Strauss
ukazał to na przykładzie mitu. Rozbija on najpierw syntagmatyczny łańcuch całej mitycznej
historii na sekwencje pojedynczych e p i z o d ó w . Potem przyjmuje, że każdy epizod jest metaforyczną
transformacją k a ż d e g o innego. Także mit jako c a ł o ś ć m o ż e b y ć u w a ż a n y za palimpset
nakładających się na siebie metaforycznych transformacji (s. 25).
Przemieszanie z w i ą z k ó w metaforycznych i metonimicznych jest charakterystyczne dla wszel­
kich r o d z a j ó w ludzkiego komunikowania się. Ilustruje to Leach m. in. na przykładzie błędów,
jakie popełnia czarownik oddziałując magicznie na włosy potencjalnej ofiary X . P o d s u m o w u j ą c
jego w y w ó d m o ż n a stwierdzić na przykład, ż e : gdy włosy rosną na głowie X są one
metonimicznym znakiem X (częścią całości). G d y znajdują się w rękach czarownika, w ó w c z a s
jedynym połączeniem, jakie występuje p o m i ę d z y X a jego włosami, jest werbalne stwierdzenie
„to są włosy X " , p o m i ę d z y tym stwierdzeniem a X zachodzi więc związek metaforyczny.
O t ó ż czarownik myli ten metaforyczny symbol z metonimicznym znakiem. N a s t ę p n i e zaczyna
on traktować przypisany znak tak, jakby był on naturalnym wskaźnikiem i na koniec
interpretuje on przypuszczalny wskaźnik jako sygnał zdolny do w y w o ł a n i a automatycznych
konsekwencji na odległość (wierząc, że odprawiając rytuał m o ż e rzeczywiście wyrządzić
szkodę X ) . Jedna z g ł ó w n y c h p o m y ł e k czarownika polega na niedostrzeganiu faktu, że włosy
oddzielone od swojego naturalnego kontekstu, tzn. g ł o w y ofiary, zmieniają swoje znaczenie
(s. 31). Znak staje się symbolem.
Wprowadzony przez Leacha żargon jest męczący, ale sprecyzowanie formalnych rozróżnień
p o m i ę d z y tymi trzema zasadniczymi typami dyady komunikacyjnej: sygnałami, znakami
i symbolami, jest w praktyce użyteczne, p o n i e w a ż dzięki przyjęciu tych rozróżnień w prak­
tyce często ze sobą mieszanych m o ż e m y postrzegać świat tak, jak go postrzegamy.
Lévi-Strauss widział p o d s t a w o w ą cechę sposobu klasyfikowania zjawisk przez ludzi
w ustalaniu opozycji binarnych. N o w o ś c i ą w p r o w a d z o n ą przez Leacha b y ł o wskazanie trzeciej
pośredniej, dwuznacznej i otoczonej tabu kategorii p o m i ę d z y opozycjami binarnymi nie
będącej ani A , ani B . Jest ona swego rodzaju anomalią. Tę propozycję ilustruje Leach
m. in. na przykładzie pojęcia granicy. Oddzialając j e d n ą klasę od drugiej za p o m o c ą symboli
tworzymy granice dla dziedziny, która z natury swej jest ciągła. Wszystkie granice są przedmio­
towymi przerwami w tym, co z natury jest ciągłe (sąsiadujące ogrody oddzielone są płotami,
granice p a ń s t w o w e przez pasy „ziemi niczyjej"). Odnosi się to z a r ó w n o do przestrzeni,
jak i do czasu. Biologiczny u p ł y w czasu, którego fizycznie d o ś w i a d c z a m y , jest ciągły,
stajemy się po prostu coraz s t a r s i . . . , „cały czas". A b y zmierzyć ten doświadczany przez
nas czas, korzystamy z takich urządzeń, jak zegary i kalendarze i rozbijamy continuum
czasowe na odcinki— sekundy, minuty, godziny, dnie, tygodnie. K a ż d y segment ma określony
czas trwania, ale przerwy p o m i ę d z y nimi teoretycznie nie mają wymiaru czasowego. Jednak
gdy odwracamy ten czas p o j ę c i o w y w społeczny, w ó w c z a s każda taka nie posiadająca
wymiaru czasowego przerwa będzie z a j m o w a ł a określony czas. N a przykład zmiana statusu
n i e ż o n a t e g o w ż o n a t e g o p o j ę c i o w o jest tylko w y m i a n ą kategorii, ale gdy ujmujemy rzeczy
na poziomie działania wymaga ona odprawienia rytuału, który zabiera pewien czas (następuje
w „czasie niczyim"). Granica stanowi więc tę linię, która oddziela dwie sfery społecznej
czasoprzestrzeni, które m o ż n a scharakteryzować jako normalne, czasowe, wyraźnie oddzielone,
centralne i świeckie, ale sama granica jest nienormalna, dwuznaczna, bezczasowa i święta,

302

RECENZJE 1 OMÓWIENIA

często otoczona tabu. We wszystkich niemal społeczeństwach ludzkich przekraczanie granic
i p r o g ó w związane jest z rytuałem, podobnie j a k przechodzenie z jednego statusu społecznego
do drugiego.
Przeprowadzając społeczne rozróżnienie p o m i ę d z y dzieckiem a d o r o s ł y m tworzymy sztuczną
granicę, p o n i e w a ż z biologicznego punktu widzenia nie ma tu żadnej wyraźnej „przerwy".
Wobec tego my musimy jej d o k o n a ć . Fizyczne okaleczenia ciała podczas inicjacji dokonywane
są celem wprowadzenia właśnie takiego progu, punktu p r z e ł o m o w e g o czy punktu wejścia.
Wszystko, co zostało w takim wypadku usunięte z ciała (włosy, zęby, napletek itp.),
uważane jest za „brudne", za „sprawę nie na miejscu". Działanie to zapewnia czystość
naszych społecznych kategorii; okaleczone ciało zostaje „oczyszczone". Opozycja czysty/brudny
ma głębokie korzenie psychologiczne. K a ż d e dziecko w pewnym momencie zaczyna się
interesować następującymi kwestiami: „ K i m jestem?", „Jakie są granice mojej osoby?",
„Czy moje fekalia, moja uryna. m ó j pot, moje nasienie są częścią mojej osoby, czy nie?".
Wydzieliny ludzkiego ciała są niejako zbędne, a wszystkie otwory ludzkiego ciała tworzą
progi. Wydzieliny powinny stać się więc ośrodkiem tabu i w istocie w większości społeczeństw
ludzkich są one prototypem „brudu", z k t ó r e g o każdy powinien się oczyścić. Jednak
w takiej całkowicie oczyszczonej postaci człowiek nie miałby żadnych styczności ze światem
zewnętrznym i z innymi jednostkami. Byłby wolny od dominacji innych, ale zarazem cał­
kowicie bezsilny. W oczyszczaniu się z owego granicznego brudu tkwi zatem pewien paradoks,
który m o ż n a wyrazić za p o m o c ą następującej ekwiwalencji: Czysty/Brudny
Impotencja/
/Potencja. Nasuwa się tu wniosek, że moc jest umiejscowiona w brudzie (s. 62).
Ten paradoks jest m. in. źródłem wielu rytuałów religijnych oraz występującej w wielu
religiach tendencji do wiązania świętości z a r ó w n o z zachowaniem ascetycznym, jak i rozwiązłym.
Skoro bogowie są nieśmiertelni, fakt. że m o g ą się r o z m n a ż a ć przez stosunki seksualne,
stanowi anomalię. Dalej
skoro ludzie są śmiertelni
byłoby anomalią, gdyby nie rozmnażali
się przez stosunki seksualne. D l a boga-człowiek a anomalią jest z a r ó w n o rozmnażanie się
przez stosunki seksualne, jak i nie rozmnażanie się w ten s p o s ó b .
Znaczna większość wierzeń i praktyk religijnych w różnych kulturach m o ż e być wyjaśniona
na zasadzie tego paradoksu. P o t ę g a b ó s t w jest często ł ą c z o n a z potencją seksualną. Wszyscy
bogowie w klasycznej i orientalnej mitologii byli w y j ą t k o w o rozpustni. R ó w n o c z e ś n i e jednak
powszechnie m o ż n a było o b s e r w o w a ć tendencję, że mężczyźni aspirujący do osiągnięcia
całkowitej świętości p o d p o r z ą d k o w y w a l i się reżimowi seksualnej ascezy.
Paradoks ten rozwiązywany był w mitach religijnych na różne sposoby. Jednym z nich
było przyjęcie, że pierwszy przodek płodził dzieci dopiero w bardzo podeszłym wieku.
Adam spłodził Seta w wieku 130 lat, Abraham spłodził Isaaka mając lat sto. Oddzielano
też seks od grzechu przez przyjęcie założenia, że prorok został niepokalanie poczęty przez
świętą kobietę, która dawno j u ż przekroczyła wiek odpowiedni do rodzenia dzieci lub
była bezpłodna z innych p o w o d ó w , jak Sara, Rebeka, Rachela. Elżbieta itp. (s. 73).
Innym rozwiązaniem w odniesieniu do b o g a - c z ł o w i e k a jest przypisywanie mu s t o s u n k ó w
z ladacznicą, która następnie staje się świętą przodkinią. „ L u d z k o ś ć " Jezusa potwierdzać
miały fakty, że wiązał się on z ulicznicami, do których należała Maria Magdalena.
W tego typu historiach seks pozostaje koniecznie zły, ale potencja seksualna świętego
jest faktem uznanym. Mimo to zachowuje on swój ascetyzm w obliczu zepsucia. Leach
podaje na to szereg przykładów, zaczerpniętych m. in. z mitologii chrześcijańskiej i hinduskiej.
Wypływa 7 nich ogólny wniosek, że ascetyzm jest środkiem do osiągnięcia osobistej
czystości, podczas gdy zachowanie ekstytyczne (rozwiązłe) sprzyja osiągnięciu mocy mi­
stycznej.
Te dwuznaczności obecne w mitologii religijnej m o ż n a też o b s e r w o w a ć w patrylinealnych.
egzogamicznych grupach linneażowych. Kobieta, która wchodzi do lineażu poprzez małżeństwo,
uznawana jest p o c z ą t k o w o za obcą. Jest w pewnym sensie c z y m ś złym
w drugim etapie,

kiedy staje się matką

nowych c z ł o n k ó w

dobra. Jest symbolem cnoty i czystości, antytezą obiektu

lineażu,

seksualnego.

i nieczystym. Ale

staje się

wewnętrznie

RECENZJE

303

I OMÓWIENIA

Zarysowują się tu więc następujące ekwiwalencje:
zona

seksualna

brudna

grzeszna

matka

aseksualna

czysta

bezgrzeszna

Wzór ten odpowiada d w ó m Mariom w mitologii chrześcijańskiej: Marii

Matce Dziewicy

i Marii Magdalenie (s. 75).
Kwestia ta wiąże się jak najściślej z wyjaśnieniem

tabu

incestu.

Istnieje wiele

teorii

na ten temat, ale żadna z nich nie jest w pełni zadowalająca. Leach sugeruje, że transformacja
żona

matka jest

absolutnie

nieodwracalna.

Istnieje

też

przeciwieństwa

pomiędzy

tymi

kategoriami. Jest to nowa wersja tezy Malinowskiego, że funkcją tabu incestu jest ochrona
przed pomieszaniem się ról społecznych i konfliktami, jakie mogłyby z tego tytułu wynikać.
Lévi-Strauss oddziałał na antropologię brytyjską przede wszystkim swoją teorią pokrewień­
stwa, zawartą

w słynnych

Elementarnych

udanej próbie zastosowania

strukturach

pokrewieństwa,

teorii tranformacji do s y s t e m ó w

ambitnej, c h o ć

pokrewieństwa

niezbyt

występujących

od Australii do Północnej Syberii.
Koncepcje zawarte w terminach pokrewieństwa, takie jak „ o j c o s t w o " czy „małżeństwo",
są w pierwszym rzędzie ideami tworzonymi w umyśle, a nie odbiciem obiektywnej, materialnej
rzeczywistości istniejącej w zewnętrznym świecie. Stąd, rozważania na temat kategorii pokre­
wieństwa

i reguł

małżeńskich

mogą

być ł a t w o

przekształcone

w pewien

rodzaj

algebry.

Leach jednak sugeruje, że związek p o m i ę d z y tą algebrą pokrewieństwa a faktami bezpośrednio
obserwowanymi w terenie jest często bardzo pośredni. Jego zdaniem do problematyki pokrewień­
stwa należy p o d c h o d z i ć z wielką ostrożnością.
R ó ż n o r o d n o ś ć reguł małżeńskich, z jakimi spotykamy

się w różnych

społeczeństwach,

jest uderzająca: w jednych społeczeństwach zakazuje się kategorycznie wszelkich małżeństw
p o m i ę d z y krewnymi, w innych g ł ó w n y m nakazem małżeńskim jest ożenek z kobietą spokrewnio­
ną.

Na

drugim

końcu

znajdują

się

społeczeństwa

zezwalające

na

małżeństwo

z

każdą

niemal kobietą, która nie jest matką czy r o d z o n ą siostrą. R e g u ł y małżeńskie stanowią system
klasyfikacji i służą określaniu środowiska społecznego danej jednostki. N a przykład
„skoro wolno mi się pobierać

z siostrą

X , wobec tego moja własna

kategorii kobiet, z którymi X m o ż e się pobierać"

do

zakłada zasadę wzajemności i równości.

T y dajesz mi żonę, j a oddaję ci w zamian swoją siostrę. Istnieją jednak reguły

zakładające

przeciwną implikację: „jeśli mnie wolno się pobierać z siostrą X , to X nie m o ż e
mojej siostry"

reguła:

siostra należy

ta reguła ustawia nas w nierównej pozycji. Reguły

takie mają

poślubić
ogromne

znaczenie dla strukturyzacji wszystkich samoregulujących się społeczeństw.
W krótkim eseju Leach nie czuje się przygotowany do bardziej s z c z e g ó ł o w e g o rozważania
wszystkich teoretycznych implikacji reguł małżeństwa

i pokrewieństwa.

Ogranicza się więc

jedynie do kilku uwag. Tak więc. reguły egzogamii służą nie tylko identyfikacji i ściślejszemu
odróżnianiu

grup descendencji, ale posiadają one także negatywną

implikację

zagęszczania

całego systemu. Skoro nie wolno nam się pobierać wewnątrz danej grupy, musimy poszukiwać
partnerów małżeńskich na zewnątrz. Reguły endogamii

z kolei, które zakazują

małżeństwa

z osobami p o c h o d z ą c y m i z innych s e g m e n t ó w tego samego systemu (np. dziewczyna indyjska
z kasty wyższej nie m o ż e poślubić mężczyzny z kasty niższej; Biały z Afryki

Południowej

nie m o ż e ożenić się z Czarną kobietą z tego kraju, Żyd nie m o ż e wziąć za ż o n ę nie-Żydówki)
wywołują

na ogół silne emocje i niepokoje.

test ortodoksji

to,

Jednakże na ogół
Żydzi

od

2500

że

mężczyzna

Żydzi,

i jego ż o n a

rzeczywistość nigdy nie odpowiada

lat

łączyli

się

tylko

z

kwakrzy, katolicy

uważają

winni b y ć wyznawcami

Żydówkami,

tej

często

samej

za

wiary.

ściśle tej normatywnej idei. Gdyby
stanowiliby

dziś

zapewne

odrębną

rasę. Jednakże świadectwa genetyczne wskazują, że tak nie jest. O g ó l n e spostrzeżenie Leacha
mówi,

że reguły

dotyczące

obserwowanych faktów.

zawierania małżeństw

dotyczą

raczej idei

aniżeli

empirycznie

RECENZJE I OMÓWIENIA

304

Na koniec, to co podkreślał Lévi-Strauss, gdy występuje reguła: „ja (mężczyzna)
poślubić córkę brata mojej matki, ale moja siostra nie m o ż e poślubić

matki", w ó w c z a s grupy descendencji ł ą c z o n e są w p a r y — j e d n a grupa, to
druga,

to

„otrzymujący

żony".

Stosunek

ten

zakłada

swego

mogę

syna brata swojej
„dający

żony",

rodzaju nierówność,

która

znajduje odbicie w miejscowej ideologii politycznej (s. 68).
W przeciwieństwie do

Lévi-Strausa

Leach

twierdził, ż e system

wyborów

małżeńskich

nie stanowi niezależnego zjawiska, ale dostosowany jest do w a r u n k ó w politycznych i ekono­
micznych

danego społeczeństwa.

Jeśli

dający

żony

posiadają

w

danej

strukturze

wyższy niż otrzymujący żony, zależy to przede wszystkim od r ó ż n e g o statusu
i

ekonomicznego

tych

grup

(Kuper

1987,

s.

229).

Nie

można

więc

status

politycznego

sprowadzać

reguł

małżeńskich do uniwersalnych cech ludzkiego u m y s ł u , ale należy je wyjaśniać w kontekście
konkretnych w a r u n k ó w

społeczno-ekonomicznych.

T o samo odnosi się do reguł pokrewieństwa. Stanowią one o wiele bardziej skompliko­
wany problem i dlatego nie zostały tu szerzej o m ó w i o n e . Jeśli np. Trobriandczycy mają
w

zakresie

stosunków

pomiędzy

i siostrą,

bratem

to dlaczego Tonga mają układ - j

i synem

ojcem

układ —

-f--|~,



+ — • Jeśli brat matki jest częścią atomu pokrewieństwa,

to dlaczego nie spotykamy awunkulokatu w każdym miejscu i czasie.
O w a algebra pokrewieństwa nie przystaje do rzeczywistości
wiążą się bezpośrednio
podnoszonym

ze stosunkiem

empirycznej. Te trudności

Lévi-Straussa do historii

problemem j a k ż e

przez jego adwersarzy. Lévi-Strauss rozmija się z konkretną

często

rzeczywistością

historyczną, pomija c e l o w ą i ś w i a d o m ą działalność ludzi, która zawsze zmierza do przekształ­
cania zastanej rzeczywistości, a związek życia ludzkiego z konkretną rzeczywistością nie jest
przypadkowy. Przejawia się on m. in. w stałej obecności
ludzi tu i teraz. Pomijając

dziedzictwa przeszłości

historyczny wymiar rzeczywistości,

Lévi-Strauss

w

życiu

staje bezradny

wobec wyjaśnienia przyczyn r ó ż n o r o d n o ś c i kulturowej.
Z

uwagi

na

to,

że p o k r e w i e ń s t w o

okazało

się zjawiskiem zbyt

mocno

osadzonym

w realiach życia społecznego, Lévi-Strauss zwrócił się do mitologii, która stanowiła właściwsze
pole do poszukiwania czystych struktur mentalnych. W mitologii, jak pisał,
oswobodzony jest na tyle,

by prowadzić

rozmowę

z samym

sobą

„umysł ludzi

i uwolniony

jest

od

przymusu zajmowania się przedmiotami i uznaje siebie za c o ś , co sprowadza się w jakiś
sposób

do

postrzegania

siebie j a k o podmiotu"

Lévi-Straussa nie był kartezjański.

Nie uważał

(za: Kuper

1987,

on, że człowiek

universum w swoim umyśle podążając za logiką czystego,

s.

233). Racjonalizm

tworzy

prawdziwy

model

logicznego argumentu w

sensie

arystotelowskim, czyli posługując się ścisłe ustalonymi, łatwymi do wyodrębnienia
„matematycznej logiki". W koncepcji Lévi-Straussa
w sposób

niejako poetycki,

posługując

człowiek

się metaforami,

to zilustrować na przykładzie pseudo-logiki

tworzy w umyśle

analogiami

myślenia mitycznego.

i

regułami

powiązania

symbolami.

Można

Gdy analizujemy

czynności techniczne, jest dla nas rzeczą oczywistą, że A jest różne od В i że nie
one

b y ć równocześnie u w a ż a n e za identyczne.

W wypadku mito-logiki

zwykłe
mogą

argumentacja jest

akurat odwrotna.
W mitologii chrześcijańskiej np. Matka Boga jest D z i e w i c ą , B ó g - s y n
z Boga—ojca, mimo że B ó g - o j c i e c ,
I chociaż

nawet

głęboko

wierzący

został

zrodzony

B ó g — s y n i D u c h Święty byli jednym i tym samym.
chrześcijanie

mają

trudności

ze

zrozumieniem

takich

tajemnic, to jednak z pewnością nie m o ż n a twierdzić, że koncepcje teologiczne są nielogiczne
i

pozbawione

znaczenia. Posiadają

one

znaczenie,

ale

odnosi

się ono

do

rzeczywistości

metafizycznej. Nie m ó w i m y : wierzę, że 2 x 2 ~ 4; jest to dla nas pewnik. Ilekroć jednak
używamy

zwrotu

„ja w i e r z ę . . . " ,

wiąże

się on

z ostrzeżeniem,

że reguły

zwykłej

logiki

nie mają tu zastosowania. Najbardziej fundamentalną cechą mitologiki jest o d w r ó c e n i e zwy­
k ł e g o doświadczenia. Istotną i g ł ó w n ą ideą wszystkich doktryn religijnych jest zaprzeczenie
faktu, że śmierć zakłada unicestwienie jednostki. Dlatego

wprowadza się pojęcie

„tamtego

świata" istniejącego w j a k i m ś „innym czasie". Dlatego przeciwstawia się ludzkiej bezsilności
wszechmoc b o g ó w .

Rytuały religijne są właśnie próbą ustalenia pomostu

a „tamtym światem", za pośrednictwem

którego wszechmoc

pomiędzy

„tym"

boża m o ż e zostać przekazana

RECENZJE

bezsilnemu
szamani,
które

człowiekowi.

media,

mogą

N a straży

pustelnicy,

tego pomostu

a może

być równocześnie

stoją

on być także

bogami

305

1 OMÓWIENIA

i ludźmi,

święte

osoby— kapłani,

zamieszkany

przez

jak też c e c h o w a ć

prorocy,

bóstwa

wcielone,

się szeregiem

innych

przeciwstawnych cech. Istota b ó s t w a polega m. in. na tym, że przerasta ono samo
i jednoczy

wszelkie przeciwieństwa.

i potencję

seksualną

Wierzenia przypisujące

są tutaj dobrym przykładem.

bogom

równocześnie

siebie

ascetyzm

Historie tego typu nie są po prostu

wymyślone celem ćwiczenia się w sztuce paradoksu. Mają one często implikacje praktyczne.
Pobożny

Bramin

ma np. o b o w i ą z e k

spłodzenia

męskiego

potomka,

ale jest

on

także

moralnie z o b o w i ą z a n y do wycofywania się stopniowo w kierunku ascetyzmu (s. 74).
Mit

ilustruje więc tezę, że kategorie, za p o m o c ą których

porządkujemy

świat,

tworzą

się na zasadzie dowolnego zestawienia p o d o b i e ń s t w i przeciwieństw. Jeśli mają one charakter
arbitralny, to u ich p o d ł o ż a muszą leżeć pewne zasady o bardziej uniwersalnym charakterze.
O m ó w i o n e tutaj s k r ó t o w o p o g l ą d y Leacha p o c h o d z ą

z książki, której polski

przekład

ukaże się niebawem nakładem P W N - u . Jest to zasygnalizowanie pracy orginalnej i ciekawej,
pomyślanej jako wprowadzenie do analizy strukturalnej w antropologii społecznej. Najbardziej
godne uwagi jest przedstawienie formalnej aparatury pojęciowej dotyczącej k o d ó w informa­
cyjnych

w terminach powszechnie

znanego,

codziennego doświadczenia.

miejscach posługuje się faktami zaczerpniętymi
z założenia,

że dla początkującego

z monografii

Autor w niewielu

antropologicznych,

czytelnika najbardziej zrozumiałą

wychodząc

antropologią jest ta,

która wiąże się 7 jego własnym doświadczeniem ż y c i o w y m . Jedyna monografią

etnograficzną,

na jaką często powołuje się Leach. jest Biblia. Oryginalnym wkładem Leacha jest przedstawiona
w ostatnim paragrafie strukturalna analiza logiki ofiary oparta na danych zawartych w księgach
Starego Testamentu

Exodusie i Leviticusie.

W ujęciu Leacha
i talentem godnym

strukturalizm staje się jasny, a analizy prowadzone

Wyrazem rosnącego
było
i

pojawienie

blisko

na Zachodzie zainteresowania systemami myślenia

się. obok

związana

są ze s w o b o d ą

odnotowania.

strukturalizmu. takich

z nią antropologia

nurtów,

symboliczna

i postrzegania

jak antropologia

oraz

etnonauka

kognitywna

i nowa

etnografia.

Antropologia kognitywna to s p o s ó b podejścia kładący szczególny nacisk na badanie procesów
myślenia

i postrzegania

przedstawicieli różnych

także e t n o n a u k ę i nową etnografię
Sapir.

Twierdził

on, że zachowanie

kultur. Niektórzy

terminem tym określają

nurty, którym początek dał właściwie znacznie wcześniej
kulturowe jest zachowaniem

symbolicznym

a kultura

to pojęcie abstrakcyjne, obejmujące sieć idei i w z o r ó w zachowania c z ł o n k ó w danego społeczeń­
stwa. Jest to zarazem pojęcie, które posiada różne znaczenia dla poszczególnych
Te

właśnie

indywidualne

centrum zainteresowań

znaczenie, jakie ludzie przypisują

„kulturze",

stać się

antropologa.

Właściwy ruch zwany etnonauka z a p o c z ą t k o w a n y został artykułem Warda
Componential

jednostek.

powinny

Analysis...

z 1956 r. Stwierdził

on, że każde s p o ł e c z e ń s t w o

Goodenougha

posiada

własny

u m y s ł o w y szablon lub m a p ę kultury, obejmującą wszystko to, co jednostka musi wiedzieć,
aby skutecznie działać w swoim środowisku. Etnonaukę określa jako m e t o d ę . W jej alternatywnej
nazwie („nowa etnografia") zawarte jest jednak pewne założenie teoretyczne: kultura istnieje
jedynie w umysłach jej nosicieli. Jest to więc

koncepcja skrajnie racjonalistyczna i men-

talistyczna.
Aby uzyskać informacje całkowicie wolne od kategorii myślowych antropologa, przedsta­
wiciele etnonauki zwracają się do procedur lingwistycznych, używając głównie języka tubyl­
czego celem odtworzenia własnych klasyfikacji informatora. K o ń c o w y m efektem
stępowania

winno

być uzyskanie kompletnego modelu

danego tubylca. Jest to technika ogromnie
do

zbierania informacji

z

zakresu

czasochłonna,

wycinkowych

dlatego badacze ograniczają się

dziedzin,

takich jak kategorie

klasyfikacje roślin itp. M o ż n a więc uznać, że nowa etnografia,
danych, jakkolwiek

u jej p o d ł o ż a

z wieloma

krytycznymi. Podkreślano,

V

głosami

- Hnojanliu Pobka. i H - >

leżą

pewne

takiego po­

uniwersum charakterystycznego dla

założenia

że badaczy

koloru,

to nowa technika zbierania

teoretyczne.
zachowań

Spotkały
zawsze

się one

interesowało

306

RECENZJE

i

OMÓWIENIA

bardziej to. co ludzie robią, aniżeli to, co się dzieje w ich głowach (odkrycie tego jest
bowiem zadaniem niewykonalnym). Poza tym jest to orientacja zbyt indywidualistyczna
i racjonalistyczna i przez to uniemożliwiająca p o r ó w n y w a n i e , badania ilościowe i ustalanie
o g ó l n y c h prawidłowości. Niektórzy jednak wierzą, że u podstaw „emicznych klasyfikacji
tubylczych leżą jakieś uniwersalne struktury organizujące ludzkie myślenie i zachowanie
i że etnonauka, która nigdy nie posługiwała się tak zwartym systemem teoretyczno-metodologicznym jak strukturalizm Lévi-Straussa. pozwoli te zasady odkryć.
W ramach tej orientacji Anthony Wallace z a p r o p o n o w a ł tzw. koncepcję „labiryntu
poznawczego" (mazeway). Terminem tym określa on właściwą jednostce mapę poznawczą,
obejmującą reguły ról społecznych i odpowiadające im zachowania. K a ż d a jednostka organizuje
w pewien s p o s ó b swoje doświadczenie i nie powiela mapy innych jednostek. „Labirynt
poznawczy" obejmuje jedynie dziedziny ważne z punktu widzenia wzajemnych oczekiwań
partnerów interakcji, umożliwiające właściwe zachowanie i przewidywanie jego rezultatów.
Ż a d n a jednostka nie rozporządza jednak całą wiedzą swojego społeczeństwa i dlatego po­
trzebuje innych ludzi, którzy ją uzupełniają. Jest to koncepcja skrajnie indywidualistyczna,
ale
jak wskazywał S a p i r — w ł a ś n i e owo psychologiczne podejście do kultury, z punktu
widzenia konkretnej jednostki, kryje w sobie większe m o ż l i w o ś c i niż przyjmowanie z góry
założenia, że kultura jest c z y m ś gotowym i danym. Badając indywidualne doświadczenie
jednostki m o ż e m y więcej p o w i e d z i e ć o kulturze, niż dokonując tradycyjnego etnograficznego
inwentarza cech kulturowych. T a k a zdepersonalizowana kultura jest zawsze pewną abstrakcją,
modelem zachowania, który jest realizowany inaczej przez każdą jednostkę. Edward Sapir
tak pisał na ten temat: „doszedłem do wniosku, że to właśnie mniemanie o kulturze,
iż jest ona gotowa i dana stanowi najpoważniejszą przeszkodę w rzeczywistym rozumieniu
kultury i przemian kulturowych oraz ich związku z o s o b o w o ś c i ą " (Sapir 1978, s. 144).
Proponuje on następujące tematy, które powinny stać się przedmiotem dociekań antropologa:
„poznanie porządku, w jakim wzorce kulturowe i ich fragmenty pojawiają się w psychice
dziecka, co wymaga starannych i drobiazgowych badań jego rozwoju od narodzin, powiedzmy
do 10 roku życia, analiza relewantności tych w z o r ó w dla rozwoju o s o b o w o ś c i dziecka,
wreszcie pod koniec proponowanego okresu należałoby zbadać, j a k a część badanej kultury
ma dla dziecka istotne znaczenie. C o więcej, należałoby ustalić, jaki stopień świadomej
i nieświadomej systematyzacji oraz scalenia w z o r ó w jest dziecku dostępny. Trudne to zapewne,
lecz nie niemożliwe [...] Zaryzykowałbym przepowiednię, że uzyskane w ten s p o s ó b pojęcie
kultury, będzie zapewne niejasne i niepełne
okaże się donioślejsze w skutkach i bardziej
życiodajne niż przypinane do tej czy innej zbiorowości karty inwentaryzacyjne, które zwycza­
jowo nazywamy kulturą (tamże. s. I45-I4d).
To psychologiczne podejście Sapira oddziałało niewątpliwie na późniejsze koncepcje
antropologii kognitywnej. W jej ramach m o ż n a wyodrębnić nurt zwany antropologią symboliczną.
Jego przedstawiciele podzielają przekonanie, że kultura jest systemem symboli, które posiadają
różne funkcje znaczące i symboliczne. Niektórzy uważają, że jest to tylko odmiana szerszej
tradycji funkcjonalistycznej. Uczonymi, których poszukiwania mieszczą się w tym nurcie,
są: C . Geertz, D . Schneider, V. Turner i M . Douglas.
David Schneider badał amerykańskie systemy pokrewieństwa jako systemy symboli,
traktowane niezależnie od s y s t e m ó w socjologicznych i biologicznych. Pokrewieństwo to nie
tylko fakty biologiczne. Symbolizuje ono wartości, takie j a k utrwalenie solidarności grupy,
wzajemnej współpracy, norm zachowania itp.
Clifford Geertz zajmuje się religią jako systemem symboli, który wyjaśnia i umacnia
naturę otaczającego świata i utrwala emocje, z jakimi ludzie postrzegają świat rzeczywisty.
Religia, to symboliczna interpretacja istoty ludzkiej egzystencji, istoty życia i porządku
świata.
Victor Turner, uczeń Maxa Gluckmana, zwraca swoje zainteresowania również na religię
i rytuał jako zespoK symboli. Stara się zrozumieć, co te symbole znaczą dla c z ł o n k ó w
danego społeczeństwa, opierając swoje rozważania na materiałach terenowych dotyczących
plemienia Ndembu.

RECENZJE 1 OMÓWIENIA

307

Mary Douglas rozwinęła innego rodzaju podejście do badania symboli. P r ó b o w a ł a ona
znaleźć symbole uniwersalne, te mianowicie, które pojawiają się w wielu okresach i w wielu
kulturach. Inspiracją do jej badań były prace Durkheima i Maussa dotyczące prymitywnych
s y s t e m ó w klasyfikacji. Przyjmuje ona,
sensie porządek
naturalnymi

że porządek

symboliczny

odzwierciedla

symbolami,

dodając

m. in. symbolizm

międzykulturowym (wg: Garbarino

dotyczący

ludzkiego

Są to próby oscylujące w o k ó ł t e m a t ó w nieobcych Lévi-Straussowi.

kognitywnej

oraz
i

pewnym

ciała

relatywizm

symbolicznej,

w

aspekcie

1977, s. 83-84).
Te dwa stanowiska

łączy racjonalistyczne spojrzenie na kulturę, dzieli natomiast indywidualistyczne,
nastawienie

w

społeczny i wysuwa hipotezę, że m o ż n a p o s z u k i w a ć tego, co nazywa ona

kulturowy

badaczy

wywodzący

mieszczących

się zapewne

z

się

tradycji

w

psychologiczne

nurcie

antropologii

Boasowskiej.

określa się też czasem, niezbyt uprzejmie, jako ostatnie tchnienie relatywizmu

Etnonaukę
kulturowego.

LITERATURA

Garbarino
1977

M . S.

Sociocultural

Theory

in Anthropology.

A Short

History,

New Y o r k - Chicago- San

Francisco i in.
Goodenough
1956

W.

Componential

Analysis

and the Study of Meaning,

„Language", nr 32, s.

195-216.

K u p e r A.
1987

Między

charyzmą

a rutyną.

Antropologia

brytyjska

1922-1982, Ł ó d ź ,

Wydawnictwo

Łódzkie.
Leach E.
1973
Lévi-Strauss,
Warszawa.
Rosner K.
1984
Strukturalne badania sztuki i kultury, „Studia estetyczne", t. 19.
Sapir E.
1978
Język, kultura, osobowość, Warszawa.
Barbara

A D A M K U P E R , Między charyzmą
nictwo Łódzkie, Ł ó d ź 1987, ss. 283

a rutyną.

Olszewska-Dyoniziak

Antropologia brytyjska.

1922-1982, Wydaw­

Status antropologii społecznej lub kulturowej jako ważnej dyscypliny nauki uznawany
jest nie tylko w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, gdzie od dawna rozwijała
się ona szczególnie bujnie, ale również w wielu krajach Europy, w Ameryce Łacińskiej,
Indii, Australii i dużej części Afryki. Jej przedmiot (za wzorem A m e r y k a n ó w ) ujmowany
jest dziś szeroko — antropologia to nauka badająca początki, rozwój i istotę g a t u n k ó w
ludzkich. Tak rozumiana antropologia rozpada się na cztery działy: antropologię
fizyczną,
społeczno-kulturową, archeologię i antropologię lingwistyczną. W praktyce jednak tak szerokie
pojmowanie antropologii pozostaje na o g ó ł w sferze deklaracji, p o n i e w a ż — z wyjątkiem
Franza Boasa, który istotnie poruszał się swobodnie po tych czterech polach — inni antropolo­
gowie zawężają swe zainteresowania do tzw. antropologii społeczno-kulturowej, którą określa
się jako naukę o początkach kultury, kierunkach jej rozwoju i współczesnym zróżnicowaniu
kultur ludzkich. W taki s p o s ó b definiuje również etnografię Wielka encyklopedia powszechna
(Warszawa 1964, s. 500). Tradycyjny podział na etnografię, etnologię i antropologię stracił
już dziś bowiem na znaczeniu. Wszystkie te gałęzie stopiły się w jedną naukę (antropologię)
ujmującą swój przedmiot bardzo szeroko jako badanie ludzkości we wszystkich formach

308
i

RECENZJE

aspektach jej istnienia, j a k o całokształt

I OMÓWIENIA

emiprycznej i teoretycznej

wiedzy

o

człowieku

i jego kulturze. T o . co wyróżnia antropologię od innych nauk humanistycznych i społecznych,
to
ujął

szerokie

i ogólne

to następująco:

spojrzenie

na

„etnologia

sprawy człowieka,

daleka jest

od

kultury, społeczeństwa.

ograniczania

się do

roli

G . Picon

jednej

z

wielu

nauk społecznych i humanistycznych [...] jest właściwie uogólnieniem badań nad człowiekiem,
jest ich aspektem

teoretycznonaukowym,

ich aspekt empiryczny" (Panorama

myśli

Bez względu na reprezentowane
prawność

i komplementarność

historycznego

stanowisko

trzech

gdy

inne dyscypliny przedstawiają

teoretyczne,

sposobów

tylko

Paryż 1960, s. 183).
antropolog musi uznać

podejścia

badawczego:

pełno-

holistycznego,

i p o r ó w n a w c z e g o . Holizm oznacza badanie istot i grup ludzkich w kate­

goriach c a ł o ś c i o w e g o
wytworami

podczas
współczesnej.

wzoru życia,

i działaniami

postuluje

kulturowymi.

badanie z w i ą z k ó w

Metoda

historyczna

w

i współzależności
antropoologii

między

sprowadza

się do próby opisaniai przebiegu ludzkiej ewolucji biologicznej i kulturowej oraz umieszczenia
różnych w z o r ó w życia w perspektywie historycznej. Metoda p o r ó w n a w c z a zaś bada zróżnicowanie
kulturowe zmierzając do wyjaśnienia p o d o b i e ń s t w i różnic między kulturami oraz do wykrycia
cech stałych tkwiących w tych różnicach

i podobieństwach.

Wszystkim naukom, z jakimi

jest związana, antropologia dostarcza perspektywy historycznej oraz wskazuje na konieczność
uwzględniania w ich analizach relatywizmu kulturowego.
Z

uwagi na wzrastającą

Adama

Kupera

Dotyczy

spotkała

rolę

antropologii

w integracji nauk

ze

zrozumiałym

zainteresowaniem

się

ona przecież rozwoju

antropologii

w kraju,

o

zachowaniu

środowiska

gdzie dyscyplina ta

książka

naukowego.

ma

szczególnie

świetne tradycje i z którego wywodzi właściwie swój początek. A k a d e m i c k ą pozycję zdobyła
antropologia

w

1884

г.,

kiedy

to

Edward

Burnett

Tylor,

sławny

twórca

ewolucyjnych

s c h e m a t ó w rozwoju kultury, objął wykłady na Uniwersytecie w Oxfordzie. Ostateczny profil
współczesnej antropologii spoleczno-kulturowej ukształtował się właśnie w krajach anglosaskich,
przy czym plejada liczących się w nauce światowej uczonych w y w o d z ą c y c h się z tych krajów
jest długa (przypomnijmy tu m. in. J . Lubbocka, J . Frazera, E . Smitha, B. Malinowskiego,
A. R . Radclifie-Browna, E . Evans-Pritcharda. R . Firtha, E . Leacha. A . Richardsa. L . H . Mor­
gana, A . L . Kroebera. C . Kluckchohna. R . Benedict, M . Mead, R . Lintona. i i n ) .
Kuper przedstawia obraz antropologii
zasadnicze zmiany, jakie zaszły
brytyjska,

np.

w porównaniu

brytyjskiej ostatnich sześćdziesięciu

w refleksji antropologicznej
z

amerykańską,

lat

w tym okresie.

charakteryzowała

się

ukazując

Antropologia

rozwojem

podejścia

holistycznego, które mistrzowsko zastosowane w badaniach trobriandzkich Bronisława Malinow­
skiego d o p r o w a d z i ł o do zasadniczej reorientacji teoretyczno-metodologicznej i z a d e c y d o w a ł o
o funkcjonalistycznym kształcie tej dyscypliny. Funkcjonalizm w antropologii oznacza ujmo­
wanie e l e m e n t ó w kulturowych w kategoriach ich wzajemnych pow"iązań, bazując na założeniu,
że szczegóły zwyczaju rozpatrywane w izolacji „są tak pozbawione znaczenia, jak oddzielne
litery alfabetu". Amerykanie zarzucali c z ę s t o antropologom

brytyjskim ignorowanie historii,

nieprzykładanie wagi do zmienności kultur, pomijanie psychologicznego wymiaru rzeczywistości
kulturowej, wyłączanie z zakresu ich zainteresowań takich a s p e k t ó w kultury, jak technologia,
folklor, sztuka, wychowanie lub język oraz pomijanie badań p o r ó w n a w c z y c h
się do krajów W s p ó l n o t y
Kuper -

i ograniczanie

Brytyjskiej.

o czym sam pisze we „Wstępie" -

s p o w o d o w a ł prawdziwe wrzenie w środowisku

a n t r o p o l o g ó w brytyjskich, przedstawiając je w s p o s ó b anegdotyczno-obrazoburczy,
niejednokrotnie do o d b r ą z o w i e n i a jego pomnikowych postaci. Zacznijmy od

prowadzący

Malinowskiego.

Kuper twierdzi, że Malinowski uważał się za proroka, p o s t a ć mesjanistyczną, której zasługą
było nie tylko wypracowanie

metody badań terenowych,

ale niemalże

stworzenie

nowej dyscypliny akademickiej. „Całe pokolenie jego n a s t ę p c ó w nauczone
antropologia

społeczna

rozpoczęła

się na Trobriandach w

1914

r." (s.

zupełnie

było sądzić,
9).

Nie

jest


to

stwierdzenie tak dalekie od prawdy ~ - antropologia istotnie zyskała własne ramy teoretycznometodologiczne wraz z pojawieniem się funkcjonalizmu Malinowskiego.
W

innym miejscu Kuper

przytacza opinię

Lowiego:

„Malinowski

zajęty jest

zawsze

dwoma ulubionymi rozrywkami. Albo w y w a ż a drzwi otwarte, albo z rozdrażnieniem wyszydza

RECENZJE I OMÓWIENIA

309

prace, które go osobiście nie pociągają" (s. 36). Warto podkreślić, że opinia ta wyszła
spod pióra antropologa amerykańskiego, krytykowanego za skrajnie atomistyczne i dyfuzjonistyczne podejście do kultury. Ośmieszane bylo zwłaszcza jego określenie kultury jako bez­
ładnej mieszaniny „strzępów i łat" (shreds and patches) nie przejawiającej żadnych cech
integracji ani c a ł o ś c i o w e g o wzoru. Gdyby więc Lowiemu w porę w y w a ż o n o otwarte drzwi,
nie popełniałby z pewnością takich błędów. Powyższy cytat wskazuje jednak na inną tendencję.
Podczas gdy etnologowie w Polsce i na świecie dostrzegają w teoretycznym dorobku
Malinowskiego szereg nieprzemijających wartości i z powodzeniem przystosowują jego model
m. in. do badania współczesnych t y p ó w instytucji, antropologowie brytyjscy pomijają milcze­
niem lub znacznie bardziej krytycznie oceniają teoretyczną spuściznę po Malinowskim,
podkreślając głównie jego zasługi jako znakomitego nauczyciela i badacza terenowego.
Niemniej Kuper w pełni docenia i rozumie znaczenie generalizacji historycznych Malinow­
skiego: „wielkość Malinowskiego leży w jego zdolności chwytania w sieć teorii rzeczywistego
c z ł o w i e k a : dumnego i dwulicowego, przyziemnego i m y ś l ą c e g o . Malinowski zaszczepi! swoim
studentom bezcenną ś w i a d o m o ś ć napięcia, jakie istnieje zawsze p o m i ę d z y tym, co ludzie
m ó w i ą , a tym. co czynią, p o m i ę d z y dążeniami jednostek a porządkiem s p o ł e c z n y m " (s.
49). Podkreśla też znaczenie okrytej przez Malinowskiego zasady wzajemności, służącej
stwarzaniu więzi p o m i ę d z y ludźmi i stanowiącej potężny czynnik kontroli społecznej. O wielkości
Malinowskiego świadczyło poznanie Trobriandczyka w całej pełni jego człowieczeństwa,
skierowanie analizy na to, co w obcej kulturze jest powszechne, uniwersalne, właściwe
także nam.
P r z e m o ż n e oddziaływanie Malinowskiego na antropologię brytyjską trwało od 1924 do
1938 r. Po tym okresie nastąpiła dominacja orientacji socjologicznej, rozwijanej przez drugiego
wybitnego luminarza funkcjonalizmu w antropologii Alfreda R . Radcliffe-Browna, który
w 1937 r. objął katedrę antropologii społecznej na Uniwersytecie w Oxfordzie. Ten entuzjasta
Durkheima położył szczególny nacisk na badanie s y s t e m ó w i p r o c e s ó w społecznych, stworzywszy
podwaliny dla nurtu określanego mianem „socjologii p o r ó w n a w c z e j " . Malinowskiemu natomiast
zarzucano często niedostateczne rozpracowanie teorii systemu s p o ł e c z n e g o i sprowadzanie
wyjaśnień do biologizmu i płytko rozumianego psychologizmu, b ę d ą c e g o połączeniem teorii
instynktów M c Dougalla i teorii s e n t y m e n t ó w Shanda. W proponowanym przez Malinow­
skiego podziale potrzeb na biologiczne, pochodne i psychiczne m o ż n a się d o p a t r y w a ć dalekich
z w i ą z k ó w z koncepcją Marksa (podstawa materialna, struktura społeczna i ideologia),
ale Kuper podkreśla, że jest to bardzo niedojrzałe zrozumienie p o g l ą d ó w Marksa i zreduko­
wanie marksizmu do pewnego rodzaju dietetyki (s. 45).
Anglicy, zapewne przez sentyment dla swojego rodaka, skłonni są przypisywać większe
zasługi w określeniu kształtu przyszłej antropologii brytyjskiej Radcliffe-Brownowi. Skonstruował
on, j a k pisze Kuper, „bardziej precyzyjny zestaw pojęć do opracowania metariałów etno­
graficznych" (s. 51). W związku z tym nasuwa się pytanie, dlaczego większość znanych
i d o s k o n a ł y c h monografii funkcjonalnych wyszła spod pióra u c z n i ó w Malinowskiego, uczestników
jego seminariów, m. in. A . Richardsa, R . Firtha, I. Schapery, E . Evans-Pritcharda i in.
Większość uznanych teorii dotyczących kultury pierwotnej (gospodarki, rodziny, prawa, magii,
religii) wiąże się z nazwiskiem Malinowskiego. T o on przede wszystkim obalał mylne poglądy,
p o r z ą d k o w a ! fakty, dostarczał nowych p r o w o k u j ą c y c h idei, a jego pozornie m a ł o frapujące
teoretycznie pojęcie instytucji o k a z a ł o się narzędziem niezwykle skutecznym w badaniu zjawisk
kulturowych.
N a czym więc polegał wkład A . R . Radcliffe-Browna? Badane zjawiska dzielił on na
trzy typy: techniki, reguły zachowania i zwyczaje o b r z ę d o w e , związane z sytuacjami zmian
w życiu s p o ł e c z n y m . Interesowały go „sytemy faktycznych s t o s u n k ó w zależności p o m i ę d z y
jednostkami pełniącymi określone role społeczne". Badacz ten posługiwał się często pojęciem
„struktury społecznej" rozumianej jako „suma wszelkich społecznych relacji p o m i ę d z y wszyst­
kimi jednostkami w danej chwili" (s. 72). Wbrew Malinowskiemu uważał posługiwanie się
pojęciem kultury za m a ł o przydatne w konkretnych badaniach: „ N a u k a o kulturze nie jest
możliwa. M o ż n a badać kulturę jedynie jako cechę systemu społecznego [...],
badając

310

RECENZJE I OMÓWIENIA

kulturę bada się zawsze akty z a c h o w a ń określonej grupy o s ó b . które p o w i ą z a n e są ze sobą
w strukturze społecznej" (s. 75).
Drugi c z ł o n tej wypowiedzi byłby w pełni akceptowalny

także dla Malinowskiego,

utożsamianie badań nad kulturą z badaniem struktury społecznej, jak to czynił

ale

Radcliffe-

-Brown, p r o w a d z i ł o w konsekwencji do niedostrzegania i pomijania szeregu zjawisk kulturo­
wych, takich j a k gospodarka, magia i religia pierwotna, wychowanie, folklor, sztuka. I fak­
tycznie.

Radcliffe-Brown i jego uczniowie

ograniczali

pokrewieństwa, systemów politycznych, rzadziej s p o s ó b uprawiania antropologii
co

rozumiał

ograniczenie

się na o g ó ł

do

badania

przez Radcliffe-Browna „ k o l e k c j o n o w a n i e m

się jedynie

do

systemów

prawa. Nie bez racji Edmund Leach nazwał

sporządzania

typologii

motyli",

przez

struktur społecznych

bez

naukowego wyjaśniania zjawisk i formułowania praw naukowych. Podejście Radcliffe-Browna
było

uboższe

od

teorii

Malinowskiego

przez faktyczne

eliminowanie

jednostki

biologicznych w analizie funkcjonalnej. Fakt ten zapewne s p o w o d o w a ł ,

i

potrzeb

że Radcliffe-Brown

p o z o s t a ł właściwie bezradny wobec problematyki zmiany kulturowej, podczas gdy Malinowski
podjął ją, mimo że jego propozycje w tym względzie uznano za niezadowalające, i wskazał
na istotne czynniki zmian, jakimi są modyfikujące się w różnych sytuacjach potrzeby ludzkie
oraz na to, że zmiany mają na o g ó ł charakter instytucjonalny.
Należy także podkreślić, że u Radcliffe-Browna pojęcie „struktury" nie m i a ł o nic w s p ó l n e g o
z podobnym pojęciem stosowanym
przede wszystkim budowanym

później przez Lévi-Straussa, dla którego struktura była

w umyśle ludzkim modelem

rzeczywistości.

Radcliffe-Brown

pisał na ten temat do Lévi-Straussa: „ U ż y w a m terminu «struktura spoteczna» w znaczeniu
tak

odmiennym

zapowiada

od

korzyści.

pańskiego,
Podczas

że prowadzenie
gdy

dyskusji jest

nie

dla Pana struktura społeczna

tylko
nie

trudne,
ma

ale

nic

i nie

wspólnego

z rzeczywistością, lecz z budowaniem modeli, j a u w a ż a m strukturę społeczną za rzeczywistość"
(s. 73).
Łączenie

pojęcia

„struktury" z rzeczywiście

obserwowalnymi

stosunkami

społecznymi

przetrwało w antropologii brytyjskiej nawet wówczas, gdy przyjęcie koncepcji Lévi-Straussa
i żywa

na nią reakcja

skłoniły

badaczy

do

zajęcia

się systemami

myślenia

i spojrzenia

na kulturę jako na system komunikowania. Antropologia brytyjska pozostała jednak zawsze
funkcjonalistyczna, a Edmund Leach — c z o ł o w y kontynuator idei Lévi-Straussa w anglojęzycznym
środowisku naukowym — u w a ż a ł , że prace antropologiczne
do

badania struktur idei, jak to

uwzględniać
Leacha,

rzeczywiście

postulował

obserwowalne

r ó w n i e ż ó w porządek

wzory

nie m o g ą się ograniczyć jedynie

francuski strukturalizm, lecz
stosunków

międzyludzkich.

winny
W

idealny nie zawsze przystaje do zewnętrznej,

zawsze

przekonaniu
obserwowalnej

rzeczywistości, jak to zakładał Lévi-Strauss. M o ż n a powiedzieć, że dzięki znakomitej szkole,
jaką stanowił funkcjonalizm brytyjski, antropologia w tym kraju p o z o s t a ł a empiryczna i po­
wiązana z praktyką, a zarazem otwarta na nowe prądy intelektualne, przygotowana do ich
oceny krytycznej i reinterpretacji. Te nowe prądy
w ujęciu

E . Evans-Pritcharda,

to przede

M . Gluckmana i E . Leacha,

wszystkim

neofunkcjonalizm

uwzględniający

problematykę

konfliktu s p o ł e c z n e g o oraz neostrukturalizm reprezentowany również w głównej mierze przez
Leacha, a także — Needhama, M . Dauglas, W. Turnera. W latach pięćdziesiątych u Evans-Pritcharda, Gluckmana i Leacha pojawiają się pierwsze próby krytyki statystycznego modelu
funkcjonalnego.
w rzeczywistości

Leach
sama

pisał: „ N i g d y
norma

nie istnieje absolutna z g o d n o ś ć z n o r m ą

istnieje jedynie j a k o

stan

napięcia

pomiędzy

kulturową,
sprzecznymi

interesami i rozbieżnymi nastawieniami. Mechanizmu zmiany kulturowej m o ż n a
w- reakcjach jednostek
Leach,
stanowi

profesor

na ich z r ó ż n i c o w a n e

Uniwersytetu

obecnie jedną

interesy

w Cambridge i przez

z najwybitniejszych postaci

Jego praca Culture and communication

poszukiwać

ekonomiczne

i polityczne"

(s.

pewien

rektor

College,

w

czas

Kings

brytyjskiej antropologii

204).

społecznej.

będąca znakomitym wprowadzeniem w reguły analizy

strukturalnej, stanowi zarazem oryginalny wkład w strukturalizm. Leach przede
nie zgadza się z Lévi-Straussem, jakoby

„uniwersalne"

struktury mentalne

wszystkim

właściwe

były

wszystkim ludziom. W jego przekonaniu są one właściwe tylko niektórym, a poza tym —
uwarunkowane kulturowo i zależne od w a r u n k ó w ekonomiczno-politycznych danego społeczeń­
stwa. Leach nie zgadza się także z tym, jakoby myślenie u ludzi d o k o n y w a ł o się jedynie

RECENZJE I OMÓWIENIA

311

na zasadzie tworzenia opozycji binarnych. Postuluje wprowadzenie trzeciej, pośredniej kategorii,
która

nie

jest

ani

A,

ani

В — jest

dwuznaczna,

stanowi

w

pewnym

sensie

anomalię

i przez to otoczona jest tabu. Taką kategorią jest np. pojęcie granicy czasowej, przestrzennej
lub społecznej. W wielu społeczeństwach przekraczanie p r o g ó w i granic społecznych

wiąże

się z różnego rodzaju rytuałami. Wiele z tych rytuałów traktuje się jako rytuały oczyszczenia,
zapewnienia czystości naszym s p o ł e c z n y m kategoriom. Leach nakłania do traktowania analiz
strukturalnych z ostrożnością, dostarcza jednak przekonujących d o w o d ó w na ich p ł o d n o ś ć
p o z n a w c z ą , pod warunkiem wykorzystania precyzyjnej aparatury analitycznej w postaci do­
kładnie zdefiniowanej terminologii, określającej charakter z w i ą z k ó w między kodami zawartymi
w obserwowanych zachowaniach kulturowych a informacjami, jakie one przekazują.
Kuper ocenia krytycznie ostatnie lata rozwoju antropologii brytyjskiej. W latach 1972-1982
wielu znakomitych u c z n i ó w Malinowskiego osiągnęło już wiek emerytalny, ż e g n a n o ich wielką
liczbą ksiąg p a m i ą t k o w y c h , a nowi profesorowie nie zdołali przejąć przywództwa.
wując rozwój antropologii brytyjskiej w latach siedemdziesiątych

Podsumo­

i osiemdziesiątych

uważa, że okres ten charakteryzuje się raczej konserwatyzmem u m y s ł o w y m .

Kuper

Antropologów

mniej interesowały problemy socjologiczne, a koncentrowali się na badaniu p r o c e s ó w poznania.
Znalazło to wyraz w pojawieniu się dwu n u r t ó w określanych jako „antropologia kognitywna",
„ n o w a etnografia", „etnonauka". Obojętni też byli na osiągnięcia nauki światowej w zakresie
antropologii lub innych związanych z nią dyscyplin, skupiając się na badaniu etnograficznych
detali. Teoria w coraz mniejszym stopniu zaprzątała głowy a d e p t ó w tej dyscypliny na rzecz
doskonalenia metod obserwacji i zdobywania wszechstronnej wiedzy historycznej, j ę z y k o w e j
i in. na temat regionu, który ma stanowić przedmiot badań. O wyborze motywu przewod­
niego w badaniach decyduje zaś najczęściej nie teoria, ale preferencje profesora, u
pisze się pracę lub też m o ż l i w o ś ć

uzyskania większych

którego

dotacji na badania. Czyżby

upadający R z y m ? Nie jest zapewne tak żle. N i e p o k o j ą c e zjawisko, o którym pisze
m o ż e wiązać się z tym, że nie pojawiła się jeszcze nowa indywidualność
byłaby zdolna z d o m i n o w a ć umysły, tak jak kilkadziesiąt lat temu

naukowa,

inwencji teoretycznej.

Może

to

także

j a k pisze

która

Malinowski, a także —

być m o ż e — i z tym, że przerost wiedzy ściśle etnograficznej ograniczył w pewnym
śmiałość

więc

Kuper,

Kuper —kwestia

stopniu

„skromności

i braku ambicji" (s. 243).
Praca Kupera,

mimo że przygotowana rzetelnie i ukazująca

d o k o n a ł y się w myśleniu o człowieku
świecie,

nieco

istotne przemiany, jakie

w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat w Anglii i na

rozczarowuje. Pisana jest jakby z pozycji dumnego

syna Albionu,

który

m o ż e sobie p o z w o l i ć na autoironię, ukazanie własnych słabości i spojrzenie na zagadnienie
z pełnym dystansu krytycyzmem. Autor nie proponuje też ż a d n e g o
Odnośnie

do

Malinowskiego

np.

podaje

m. in.,

że jego

własnego

własne

stanowiska.

noty

biograficzne

(umieszczane np. w Who is who) podkreślały zawsze dwa elementy: „szlacheckie

pochodzenie

ze strony obojga r o d z i c ó w oraz doktorat w 1908 roku sub auspicias

Imperatoris,

co

było

najwyższym zaszczytem akademickim w monarchii austro-węgierskiej" (s. 19). Cieszymy się,
że w kraju, w którym tak wielką wagę przykłada się do nobilitacji a n t r o p o l o g ó w (w trudnym
okresie lat siedemdziesiątych aż trzech z nich otrzymało nominacje szlacheckie), nasz rodak
j u ż w chwili przybycia na teren Wielkiej Brytanii spełniał te

warunki.

Barbara

Olszewska-Dyoniziak

H E I D E N I X D O R F F , H E I D I M U L L E R , Weisse Western - Rite Roben. Von den Farbordnungen des Mitlelalters
zum individuellen Farbgeschmack.
Mit einem Beitrag von Bernhard
Zepernick und Else-Marie Karlsson-Stresse,
Berlin 1983, 218 ss. 115 fot.
Omawiana publikacja p o w s t a ł a równolegle do wystawy na ten sam temat,

przygotowanej

przez Staatliche Museen Preussischer Kulturbesitz, Museum für Vólkerkunde (Abt. Europa)
i

Museum

für

Deutsche

Volkskunde w Berlinie. Zaprezentowano

na

niej zbiory

z

31

312

RECENZJI; I OMÓWIENIA

m u z e ó w krajowych i zagranicznych, w tym z Bazylei. Berna, Wiednia, Salzburga, Amsterdamu,
Hagi. Brukseli. Paryża. Zamieszczony na końcu książki spis e k s p o n a t ó w (s. 191-207)
wprawdzie nie podaje ich kolejnej numeracji, ale ilościowo zapewne przekraczają one ponad
700 sztuk, gdyż składają się z a r ó w n o z pojedynczych pozycji, j a k i całych z e s p o ł ó w tworzących
komplety. Intencją autorek w przypadku publikacji i wystawy było przedstawienie historii
odzieży nie od strony kroju. tj. formy i zestawu poszczególnych części czy ich zdobnictwa,
ale od strony kolorystyki, jej zmienności w czasie, znaczenia i funkcji, począwszy od średnio­
wiecza, kiedy p o d p o r z ą d k o w a n a byla pewnym prawom i uzależniona od naturalnych ś r o d k ó w
barwiących oraz zwyczajowych tradycji, aż po współczesne indywidualne upodobania. R ó w n o ­
legle autorki starały się o d p o w i e d z i e ć na szereg wiążących się ze sobą i nurtujących je
pytań. np. jak d ł u g o i gdzie z a c h o w a ł o się respektowanie symbolicznego znaczenia kolorów,
jak długo przetrwało w poszczególnych grupach społecznych prawo posługiwania się określoną
kolorystyką i czy kolory są wyrazicielem stanów psychicznych," estetycznych, intelektualnych
itp.?
N a podstawie badań okazuje się, że do polowy X I X w. (1856), kiedy to przez
angielskiego chemika. Wiliama Henry'ego Perkin'a, wynaleziony zosta! barwnik syntetyczny,
stosowany w odzieży kolorystyka była ograniczona. Warunkowały ją barwniki pochodzenia
naturalnego, przede wszystkim roślinnego, j a k : urzet (Isatis tinctoria), narzana (Rubia tinctorum),
rezeda (Reseda luteo/a), indygo (Indigotera tinctoria), szafran (Crocus sativas), oraz zwierzęcego ~
purpura (Murex hrandaris) czy szkarłat (Coccínea)
powszechne w całej Europie. Dzięki
anilinie udało się uzyskać czyste i zróżnicowane w odcieniach barwy, które d o ś ć prędko
zdobyły świat.
Po Rewolucji Francuskiej nowe prądy m o d y stosunkowo szybko docierały na wieś,
tak więc popularny w ó w c z a s kolor szary w niedługim czasie ustępuje miejsca szerokiej
palecie kolorystycznej. N a skutek jednak zachodzących zmian społecznych i gospodarczych
nie podlega ona żadnym ograniczeniom, jakie zgodnie z hierarchią społeczną, a potem stosownie
także do praw przeciw zbytkom, obowiązywały, np. we Francji od k o ń c a X I I w., w Hiszpanii od X I I I w., a w Holandii i Niemczech od polowy X I V w. W X V i X V I w. przestrzegano
ich surowo. W X V I i X V I I w. prawom tym p o d p o r z ą d k o w a n o , oprócz gatunku tkanin,
kolorystyki i formy odzieży, także różne jej detale, jak obramowania czy obszycia obrzeży,
jej długość oraz stosowanie o z d ó b . W X V I I I w. wszelkich tych z a k a z ó w coraz mniej
przestrzegano, a po Rewolucji Francuskiej znikają z a r ó w n o zarządzenia, j a k i funkcjonujące
normy. Pozostały jednak pewne tradycje kolorystyczne, których znaczenia m o ż n a dopatrzeć
się w obowiązujących niegdyś regułach i obyczaju. Utrwaliły się one w pewnych grupach
społecznych i zawodowych. Znane są także przypadki, kolorystycznego wyróżniania się odzieży
niektórych prowincji, stanowiących w przeszłości np. odrębne księstwo czy własność kościelną.
Odpowiednia kolorystyka podkreślała rangę wartości i upodobania estetycznego, podobnie
jak czyniły to różnego rodzaju obszycia czy koronki albo hafty, np. złote lub srebrne.
Miały więc przysługujące im tekstylia, kolory i ozdoby tylko stany wyższe, d u c h o w i e ń s t w o ,
miało je mieszczaństwo, rzemieślnicy i urzędy, a także wydziały fakultatywne w uniwersytetach.
Odzież chłopska, zwłaszcza kobiece suknie i spódnice — j a k wskazują średniowieczne źródła,
np. rękopis heidelberski albo zwierciadło saksońskie z początku X I V w. — były w kolorze
szarym, brunatnym lub brunatno-fioletowym i w dużej mierze takie pozostały do X X w.
Stosunkowo rzadko u ż y w a n o koloru niebieskiego lub czerwonego. Dopiero w X V I I w. kolor
niebieski upowszechnia się w odzieży odświętnej, podczas gdy kolor czarny, wzorem hiszpańskiej
mody. uważany był w tym czasie i nieco później w kręgach mieszczańskich za uroczysty
i odświętny. Niemniej na wsi ani niebieski, ani czerwony kolor nie występują często.
Przeważają raczej nadal barwy szare, wynikające z naturalnej kolorystyki surowca, jakim
była wełna i len. Niejednokrotnie je mieszano, uzyskując melanż czarno- lub szaro-biały,
co praktykowano przede wszystkim przy wyrobie popularnego lodenu. N a urozmaicenie
kolorystyki w odzieży wiejskiej, a także jej symbolicznego znaczenia niemały wpływ wywarł
Kościół katolicki, w którym np. żałobne znaczenie mają kolory czarny, fioletowy i biały.

RECENZJE i

Również

313

OMÓWIENIA

kolorystyka przypisywana p o s z c z e g ó l n y m

świętym patronom i świętom

oddziałała

na wprowadzenie jej do odświętnej odzieży na wsi.
Omawiana publikacja składa się z 5 podstawowych rozdziałów, p o ś w i ę c o n y c h szczegółom
d o t y c z ą c y m kolorystyki, techniki pozyskiwania barw. znaczenia i kształtowania się ich symboliki
p o c z ą w s z y od c z a s ó w średniowiecznych aż po współczesne. Mowa tutaj także o harmonii
barw wyrażonej w tkaninach i kompozycji przy zestawianiu poszczególnych- części odzieży.
Najobszerniejszą część opracowania (s. 83-170) stanowi analiza popularnych w odzieży ko­
l o r ó w : szarego i brunatnego, białego, ż ó ł t e g o , czerwonopurpurowego. r ó ż o w e g o , niebieskiego,
zielonego, czarnego oraz czerwonego i niebieskiego jako k o l o r ó w Matki Boskiej i Chrystusa,
dalej ich funkcji, symboliki i zastosowania na szerokim tle p o r ó w n a w c z y m , wykorzystującym
materiały z różnych krajów europejskich. Ostatni wreszcie rozdział p o ś w i e c o n o relacji po­
między kolorystyką odzieży a człowiekiem, tj. jego fizjonomią, psychiką itp., nadto uzależnieniu
kolorystyki odzieży od pogody. C a ł o ś ć zamyka obszerne zestawienie literatury przedmiotu
(s. 209-218).
Na koniec warto podkreślić, że opracowanie zawiera wiele cennych wiadomości wiążących
się z kolorystyką odzieży i strojów z a r ó w n o warstw elitarnych, jak chłopskich, z jej
historią i prawami, jakim podlegała w ciągu minionych wieków, a także wiążących się
z tendencjami współczesnego świata.
Barbara

Bazielkh

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.