-
Title
-
Karmienie zmarłego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.153-162
-
Creator
-
Prosińska, Magdalena
-
Date
-
2004
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:5029
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Instytut Sztuki PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5411
-
Rights
-
Licencja PIA
-
Text
-
formuły
zawieszone w czerni nocy
na granicy tego co ludzkie i boskie.
Jej ruchy wypracowane do perfekcji przeobrażają przestrzeń - zwykłe otoczenie glinianej
chaty na wzgórzu staje się niezwykłe. Tej nocy
w świetle pochodni uczestnicy misterium mają
kontakt ze światem bogów, duchów i dusz przodków. Jest to opowieść o pieśniarce then, która dokonuje heroicznych czynów dla dobra ludu Tajów
i o armii duchów then, które pod jej dowództwem
uczestniczą w bataliach.
G
esty i
oscylują
Pieśniarka
then
Przyjechałam do dystryktu Van Quan w prowincji
Lang Son w północno-wschodnim Wietnamie na staż
w wietnamskiej organizacji zajmującej się rozwojem
terenów górskich. Miałam nadzieję swobodnie poruszać się po okolicy i poznać kulturę Tajów zamieszkujących region. Ale zarówno program projektu, jak
i mój czas wolny ograniczone zostały do krótkich wizytacji pod czujnym okiem opiekunów z komitetu ludowego. Tłumaczyli to niebezpieczeństwem ze strony
miejscowych, którzy są na niskim poziomie rozwoju.
Pilnowali, bym poznała oficjalną wersję kultury wietnamskich mniejszości etnicznych promowanej przez
ministerstwo informacji. Po kilku tygodniach rygoru
zaczęłam "nielegalnie" wymykać się z hotelu na piesze
wyprawy w góry. Podczas jednej z nich dotarłam do
domostwa Kit, tradycyjnej uzdrowicielki, tajskiej szamanki, czyli pieśniarki then.
Jest ładną kobietą o dziwnie błyszczących, nieobecnych oczach i bladej cerze, co jest naturalne u osoby,
która nie w pełni należy do świata ludzi i ma konszachty z umarłymi. Młoda jak na ważną pozycję zajmowaną wśród szamanek w prowincji Lang Son opowiada o tajemnicach swojego ginącego zawodu. Wła
dza tępi szamanizm jako oznakę zacofania i zepsucia
społecznego. Nazywa go społecznym diabłem.
W Van Quan o ołtarz przodków, który znajduje się
w reprezentacyjnym pomieszczeniu tajskiego domu na
palach, dbają kobiety. Tajki są strażniczkami tradycji
i życia religijnego. Ale nie każda może zostać wybranką bogów, która śpiewając pieśń then nawiązuje z nimi
kontakt. O powołaniu można dowiedzieć się ze snu
lub tajemniczej choroby, na którą nie pomagają leki.
Kiedy przyjdzie czas powołania przodkowie then
wchodzą w ciało wybranki i łapią duszę . Nie można od
tego uciec; bogowie karzą brak pokory wobec przeznaczenia ślepotą lub szaleństwem.
Mianowana przez bogów na pośredniczkę między
światem ludzkim i boskim Kit musi odchować dzieci
i zająć się nauką. Uczą ją przodkowie then w snach.
Asystuje również swojej mistrzyni, która przekazuje
jej tajemną wiedzę . Rytuał Lau Then jest inicjacją,
podczas której zostaje oficjalnie uznana przez przod-
MAGDALENA PROSIŃSKA
Karmienie zmarłego
ków then, bogów, inne szamanki i społeczność, która
odtąd korzysta z jej usług. Składa przysięgę, że nie bę
dzie popełniać wykroczeń wobec rodziny i społeczno
ści, dotykać rytualnie nieczystych przedmiotów, jak
zwierzęce odchody, zabijać zwierząt, jeść mięsa. Zła
manie tych zakazów mogłoby być ukarane obłędem
lub szalonym tańcem, którego nie mogłaby powstrzymać. Otrzymuje nakrycie głowy z pięcioma wiszącymi
pasami. W miarę zdobywania doświadczenia Kit
otrzymuje od przodków then coraz więcej pasów. Dziś
ma ich trzynaście, co jest rzadkością. Ma również coraz więcej pomocnic. Zaliczają się do nich dzieci, które wyleczyła z choroby lub kalectwa. Powiększa się też
jej armia duchów then. Pieśniarka nabiera mocy.
Wzywana do wiosek rozsianych w dystrykcie Kit
wiecznie wędruje. Trudno jest jej godzić życie rodzinne z pracą. W czasie, gdy jest zwykłą kobietą, żoną
i matką, musi zadbać o rodzinę i gospodarstwo. Wspomina, że mężczyźni boją się pieśniarek then, bo mają
one kontakt ze światem ponadnaturalnym i widzą to,
czego inni dostrzec nie potrafią- przeszłość, teraźniej
szość i przyszłość. I są wykształcone . Niektóre z koleżanek Kit nie wyszły za mąż, co jest nieczęste wśród
kobiet tajskich.
Tajowie mówią, że pieśniarkę then można odróżnić
po "dziecinnie lekkiej duszy". Szanowana pieśniarka
oprócz wiedzy medycznej i umiejętności odprawiania
rytuałów odznacza się łagodnym charakterem i uczciwością finansową. Musi być uzdolniona aktorsko, pięk
nie śpiewać i ruszać się. Podkreślają, że od perfekcji wykonania ceremonii zależy pomyślność mieszkańców
wioski. Ale ceremonie są również rozrywką w społecz
ności, która nie ma dostępu do teatru, kina i telewizji.
U Tajów bogowie, przodkowie i duchy są uczestnikami życia rodziny, asystują, radzą, karzą. Aby zachować dobrobyt i bezpieczeństwo, ludzie żyją w harmonii
z porządkiem stworzonym i rządzonym przez siły ponadnaturalne. Kto naruszy pokojowe stosunki i porzą
dek rzeczy, podpali las, zabrudzi rzekę, nie okaże respektu lub naruszy normy społeczne, sprowadza nieszczęście na siebie i swoich najbliższych. Na przykład
kazirodztwo lub pozamałżeńska ciąża mogą być ukarane suszą lub powodziami, które mają zgubne skutki dla
całej społeczności. W takich sytuacjach wzywana jest
Kit, która ma moc pertraktowania z mieszkańcami zaświatów. W Nowy Rok Kit wędruje po domostwach
i odprawia rytuał zapewniający zdrowy i bogaty przyszły
rok. Podczas uroczystości, przed posianiem ryżu, zaprasza Matkę Księżyc, by prosić ją o deszcz. Przed żniwami
prosi o bogate zbiory i ochronę przed szkodnikami. Tajawie wierzą, że niektóre okresy życia są niebezpieczne.
Kit wzywana jest więc, by przeprowadzić rytuał chroniący przez zgubnymi siłami kosmicznymi lub odwrócić
nieszczęście zapisane w gwiazdach. Podróżuje również
w zaświaty, by odszukać czyjąś duszę, która uszła z ciała, kogoś, kto został przestraszony, wędrował podczas
snu i zgubił drogę powrotną lub został porwany przez
demony. Sprowadza też do ciała duszę zgubioną podczas wędrówki po lesie. Odłączenie się jednej z dusz od
ciała objawia się chorobą. Kit wraz ze swoją armią duchów walczy i pertraktuje z nimi o powrót duszy, czyli
przywrócenie zdrowia. Jest również zapraszana przez ludzi, którzy chcą odnaleźć zgubione przedmioty lub zrozumieć przyszłość zapisaną w snach.
,,Wszystko przedstawia się tak, jak gdyby istniał jawedle którego każda rzecz musi
przybyć na swoje miejsce w swoim czasie i którego
przestrzeganie jest nad wyraz ważne. Podważa go każ
de gwałtowne zjawisko, głównie zaś przejścia między
tym a drugim światem, które mogą naruszyć równowagę, doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu
zgubnych energii, do niebezpiecznego zmieszania tego,
co powinno pozostać oddzielone. Dlatego porody
i agonie wzbudzają taki strach i wymagają tylu zabezpieczeń. Zakłócają bowiem ustalony porządek" - pisze
francuski badacz mitologii Roger Caillois w książce
Człowiek i Sacrum. Jednym z obowiązków Kit, która
zna geografię zaświatów, jest odprowadzanie zmarłych
do Krainy Przodków podczas rytuału nazywanego karmieniem zmarłego. Kit zaprasza mnie i Daniela, etnografa z Freiburga, byśmy wzięli udział w ceremonii,
kiś porządek świata,
którą opisuję poniżej.
Wędrówka
przez góry Van Quan
Dwie wysłanniczki idą przez góry dystryktu Van
Quan. Mieszkają w oddalonej o 10 kilometrów wiosce
Chu Tuc Huyen, gdzie dziś w nocy zostanie odprowadzona do Krainy Przodków dusza zmarłego przed stoma dniami pana Tuana. Punktualnie o ósmej rano docierają do domu szamanki Kit, aby zabrać ją do wioski
zmarłego. Wesoło witają się i pytają o zdrowie domowników. Cichy mężczyzna jak cień przemyka z kuchni,
aby obsłużyć nowo przybyłe. One zmęczone piją zieloną herbatę, żartując i śmiejąc się.
Szamanka siada ze skrzyżowanymi nogami przed
ołtarzem i zapala kadzidła. Zasłania twarz purpurowym wachlarzem z papieru. Monotonnym głosem
w języku Tajów prosi bogów o oczyszczenie jej i przedmiotów leżących na ołtarzu. Opowiada przodkowi pieśniarek then o swoich planach, pyta o pozwolenie na
mobilizację armii duchów then. Prosi o wsparcie podczas dzisiejszej nocy. Następnie wzywa swą armię . Zaopatrza w zbroje, strzelby, naboje, sztylety, stożkowe
nakrycia głowy, sztandary z wyszytym słońcem, księży
cem i gwiezdnymi konstelacjami.
Kit pakuje rytualne szaty, haftowane serwetki, kadzidła, sztylet, dzwonek o płaskim kielichu i wiązkę
łańcuszków z okrągłymi dzwonkami do ręcznie wyszywanej, czerwonej, płóciennej torby z frędzlami w kolorze zielonym. Trzystrunową drewnianą lutnię dan tinh
o kulistym pudle rezonansowym i smukłej szyjce owija
materiałem. Przedmioty staną się instrumentem komunikacji z mieszkańcami zaświatów, batutą dyrygują
cą armią then, orężem walki z demonami.
Kit jest ubrana w codzienne ubranie - szerokie,
czarne spodnie z jedwabiu i białą, bawełnianą bluzkę.
Rytualne stroje będzie nakładała dopiero podczas ceremonii; są z nimi związane siły ponadnaturalne. Na czarne, aksamitne nakrycie głowy, charakterystyczne dla
kobiet tajskich, Kit zakłada słomkowy kapelusz
w kształcie stożka chroniący przed żarem słońca. Wyruszając z domu, trzykrotnie wstrząsa prawą ręką- z gracją nie do opisania, z hukiem otwiera i zamyka purpurowy wachlarz. Armia duchów then rusza z nią w drogę.
Pomimo upału wędrujemy bez zatrzymania. Ogrody pachną bananami i grejpfrutami. Mijamy drewniane domy na palach o dwuspadowym dachu, galerii
biegnącej dookoła i obszernej platformie dobudowanej
od frontu, gdzie suszy się ziarno, a kobiety wykonują
domowe roboty. Za nami, w bezpiecznej odległości,
biegnie tłum dzieci zainteresowanych białą kobietą
i dwumetrowym mężczyzną z brodą i w okularach.
Z piskiem uciekają, gdy on odwraca się w ich stronę.
Wysłanniczki dźwigają torbę i lutnię. Rozmawiamy
o urodzie mężczyzn z wioski, do której idziemy. Gdy
szamanka dowiaduje się, że jestem niezamężna, żarto
bliwie oferuje pożyczeniem na wieczór bransoletki z jadeitu. Kobiety zapewniają, że czarodziejskiej biżuterii
nie oprze się żaden mężczyzna. Mam szczęście, że jestem kobietą. Dzisiejsze obchody organizowane są
przez kobiety, i to one będą jego głównymi aktorkami.
Ale jest z nami Daniel. Speszony, gdyż nie czuje się
w tym towarzystwie na miejscu. Tajki śmiało zerkają
w jego stronę, a ich nastrój świadczy o tym, że "dobre
maniery" dziś nie obowiązują. Proszą Daniela o pokazanie członka. Śmiejąc się do rozpuku, zastanawiają
się nad możliwościami seksualnymi Daniela. Ale ile
można dyskutować o męskim członku? Po kilku godzinach niekończącej się rozmowy o seksie, zaczynam się
zastanawiać czy rozwiązłość nie jest rytualną częścią
święta. W szale nadchodzącej nocy, podczas której dokona się przemiana surowego życia codziennego
w czas odświętny, wszystkie wybryki i nadużycia będą
dozwolone. Daniel coraz częściej spogląda w moją
stronę, szukając wsparcia. Ja też się cieszę, że nie idę
w nieznane sama. Oboje czujemy, że te tajskie żarty
wcale nie są żartami.
154
Magdalena
Prosińska
• KARMIENIE
Przechodzimy przez przełęcz; po drugiej stronie zielona dolina. Szczyty gór o obłych kształtach są miękko
porośnięte dżunglą. Dolne partie zamienione w tarasowe pola ryżowe i ogrody. Chaty na palach kryją się
w bananowych zagajnikach. Zbliżamy się do wioski.
Mimo że Kit udziela nam kilku informacji na temat
rytuału, zaraz po rozpoczęciu ceremonii zrozumiałam,
że i tak nie mam szans pojąć tego, co widzę. Gdyż każ
dy gest jest ważny, każdy ruch wachlarza i lutni, każdy
dźwięk. A podczas ceremonii z mistrzynią nie ma kontaktu. Nie wolno jej dotykać, nie wolno do niej mówić.
Zresztą i tak nie usłyszy. Jest daleko, w podróży.
Jeszcze z nami żartuje, ale jest coraz bardziej skupiona i nieobecna. Coraz bardziej wydaje się iść wyznaczonym szlakiem, poboczem drogi. Przeistacza się
w mistrzynię rytuału. Zwalnia. Już za nami nie nadąża.
Zaczyna stąpać inaczej. Jak gdyby tańczy. Unosi stopę
w górę . Czubkiem pantofelka wywija w powietrzu. Zapala kadzidło. Rysuje nim w powietrzu chiński znak.
Pałeczkę kadzidła wsadza za ucho. Twarz zasłania wachlarzem. Mówi zza niego niskim głosem. Czynności
powtarza kilkakrotnie jak rytmiczny takt. Przygotowuje się na batalię dzisiejszej nocy. Buduje strefę ochronną, wyznacza ścieżkę w góry; "most", którym zmarły
odejdzie do Krainy Przodków.
Wspinamy się na wzgórze labiryntem ścieżek przez
tarasowe pola. Chatka, w której spędzimy noc, ma gliniane ściany. Jest zbudowana bezpośrednio na ziemi.
Oszczędność drewna świadczy o biedzie mieszkańców
domu. Mam wątpliwości, jak odebrana będzie nasza
wizyta w tak ważnym momencie. Pani domu wita nas
serdecznie mimo spuchniętych od płaczu powiek. Niezapowiedziani goście wpisują się w scenariusz dnia,
dodając mu niezwykłości. Ponadkulturowy refleks,
stosunek do gościa, zaproszenie na czarkę zielonej herbaty i kieliszek wina domowej roboty pozwala nam
znaleźć wspólny symboliczny język, mimo że należymy
do innych światów.
O godzinie czwartej po południu rozpocznie się ceremonia. Szamanka pomoże panu Tuanowi bezpiecznie dotrzeć i osiedlić się w Krainie Przodków. Będzie
pertraktowała z bóstwami w sprawie pomocy w trakcie
niebezpieczeństw wyprawy i przekonywała innych
zmarłych, aby wpuścili pana Tuana. Kit sprawi, aby
dusza zmarłego nie wyrządzała krzywd rodzinie, opiekowała się nią, była ambasadorem jej spraw w świecie
bogów. Zmarły osiągnie spokój. Dla rodziny jest to wyjątkowy dzień. Jej członkowie, będą mogli poprzez medium z nim porozmawiać.
Już od kilku dni w domu pana Tuana panuje zamęt. Kobiety z wioski pomagają wdowie w przygotowaniach do święta. W chacie na podłodze zbudowane
jest miniaturowe miasto. Z kolorowej bibuły i bambusowych patyków. Domki, rynek. Na rynku miniaturowe stragany z jedzeniem, miseczkami, mebelkami,
ubraniami. Różowy koń z różową grzywą z bibuły na
ZMARŁEGO
czterech sztywnych nogach z patyków. Wszystko
ozdobne, zrobione starannie. Tajki siedzą grupkami na
podłodze i cały czas wycinają. Miniaturowe żółte ludziki, które szamanka będzie rzucała w ogień demonom na pożarcie. Stosy papierowych pieniędzy, które
weźmie pan Tuan na dostatnie życie wieczne i którymi
Kit przekupi bogów, aby przepuścili ich dziś w nocy
przez niebiańskie bramy. Papierowe łańcuchy, które
ułatwią żywym kontakt ze zmarłymi.
Mężczyźni konstruują drewniany podest, na którym odbędzie się ceremonia. Kit krąży dookoła swoim
dziwnym krokiem. Mruczy. Fortyfikuje. Pani domu
przynosi posiłek. Nasza tłumaczka Hay nie tyka jedzenia ani wina. Gdy zmarli są blisko, nie wolno jeść.
Można zachorować.
Wołanie
duszy
zmarłego
Zmrok w tropiku zapada szybko. Nagle robi się
czarno i spada temperatura. Stoimy przed chatą. Pod
nami zatopiona w ciemności dolina. Nad głową niebo
usiane gwiazdami i płaska twarz księżyca. Wokół góry.
Podwórze rozświetlone jest pochodniami. Na ziemi
rozłożone są tace z jedzeniem dla zmarłego i dla armii
duchów then. Czarki z ryżem i mięsem. Ucięta głowa
bawołu.
Rodzina zmarłego wychodzi z domu ubrana w dłu
gie szaty z białej gazy, z kapturami opadającymi na
twarze. Wyglądają jak zmory. Rzucają się na ziemię.
Dla okazania zmarłemu żalu płaczą. Lamentują. Lament odbity górskim echem powraca przed chatę,
gdzie stoją mistrzyni wraz z dwoma uczennicami
w krwawoczerwonych szatach i w rytualnych nakryciach głowy. Gotowe do rozpoczęcia wołania duszy
zmarłego. Szamanka stoi w rozkroku. Asystentka po
lewej stronie mistrzyni trzyma sztylet o szerokim ostrzu
gotowa do zadania ciosu. Odstrasza demony, które
mogą przyjść podczas wołania duszy.
Z tłumu wychodzi przygarbiona staruszka. Poprzez
nią przyjdzie pan Tuan. Mężczyźni ucinają giętkie
drzewko. Na nim zawieszają ozdobny pojemiczek,
w który wejdzie dusza. Wręczają go staruszce. Rodzina
tarza się po ziemi i wyje. Włosy stoją na głowie.
Wstrząsają mną dreszcze.
Kit gra na lutni i śpiewa pieśń then. Zapala pałecz
kę kadzidła. Pisze chiński znak w powietrzu. Zawieszony w przestrzeni błyszczy podświetlony pochodnią.
Dym stopniowo unosi się . Znika. Przechodzi do tamtego świata; prowadzi pieśniarkę w podróż. Kit przestaje grać, wsadza kadziclełka za ucho. Następnie
gwałtownie trzykrotnie z hukiem otwiera purpurowy
wachlarz. Wzywa duszę do siebie. Osłania twarz wachlarzem. Rozmawia z duchem. Widać tylko jej pięk
ne oczy.
Zapada cisza. Kit wyjmuje dzwonek o płaskim kielichu i uderza w niego trzykrotnie metalową pałeczką.
Dźwięk niesie się po dolinie; drzewko w rękach starej
kobiety zaczyna się wyginać. Staruszka zaczyna szarpać
się jak oszalała. Wytrzeszcza oczy i szczerzy zęby. Podskakuje na dwóch nogach w kierunku domu. Czterech
mężczyzn łapie ją i wprowadza do chałupy. Dusza pana Tuana uchodzi ze starej kobiety do pojemniczka.
Podróż
do Krainy Przodków
Narracja misterium oscyluje na granicy tego i tamtego świata. Uczestnicy słuchają zawartych w słowach
pieśni then wiadomości z dalekich krajów, siedząc wokół ołtarza. To, co rozgrywa się w niewidzialnej dla
śmiertelników rzeczywistości, ma wpływ na ich życie.
Szamanka niesiona pieśnią then i dymem z kadzideł
podróżuje z towarzyszami niebezpieczeństw po niebiańskich terenach i napotyka nieludzkie postacie.
Jednocześnie jej ciało jest wśród ludzi. Kit siedzi na
podeście przed ołtarzem ku czci przodków. Dyryguje
armią then, wykonując ruchy końcem szyjki lutni. Gdy
wskazuje przed siebie, armia przekracza bramę. Gdy
lutnia ustawiona jest pod kątem, armia przemierza
równinę lub przekracza rzekę albo ocean. Również wachlarz jest instrumentem komunikacji. Otwierany
z hukiem jest rozkazem dla armii, by podążać za przywódcą. Przy przekraczaniu rzek wachlarz służy za wiosło. Gdy szamanka udaje się z petycją do któregoś
z bogów, zasłania wachlarzem twarz.
Przed przejściem z jednego boskiego departamentu
do następnego rozmawia z bogami. Opowiada o życiu
pana Tuana. Płaci im, paląc papierowe pieniądze. Następnie nabiera na koniuszek wachlarza ryż i zsypuje
go na ziemię. Ryż opada lekko i rozpryskuje się. Czynność powtarza trzykrotnie, żeby zmarły nie był głodny
zgodnie z zasadą - jeśli masz ryż, nie jesteś głodny.
Pieśń then opowiada o tym, że Kit i zmarły podróżu
ją konno; armia then na koniach o różowych grzywach
i na słoniach. Najpierw muszą przekroczyć Niebezpieczną Bramę. Wysłannicy pod dowództwem Najwyż
szego Mandaryna zostają wysłani na zwiady. Mają
sprawdzić trasę przejazdu i powrócić do Kit z raportem.
dzwonkami przez cztery pomocnice siedzące w rogach
podestu. Kit wybiera mnie na jedną z nich. Wiele godzin uderzam łańcuszkami w kwadratową, wyszywaną
w tajemne symbole serwetkę, którą Kit rozłożyła
u moich stóp. Szybko udaje mi się wyczuć rytm koń
skich kopyt; bardzo specjalny ruch prawej ręki. Powoli wchodę w trans.
W momencie przekraczania wrót jednego z królestw raptem pomiędzy nas na ołtarz wdziera się syczą
ca kobieta z wyszczerzonymi zębami. Wstąpił w nią demon! Zamiast oddać demonowi duszę pana Tuana, Kit
przekupuje go, paląc stertę żółte ludziki. Uciekamy po
równinie waląc łańcuchami w rytm nadawany przez
pieśń then. W takich momentach od cwału wierzchowców może zależeć pomyślność wyprawy. Krwawe
ślady po łańcuszkach na palcach mojej prawej ręki wyryte podczas momentów galopu zaatakowanej armii,
pozostały namacalnym dowodem, że to wszystko mi
się nie przyśniło.
Na pieśń then składają się setki wersetów śpiewa
nych bądź recytowanych w różnych etapach podróży.
Zaświaty obejmują bezkresne przestrzenie, a królestwa
różnią się od siebie. Zamieszkane są przez najróżniejsze
węże o nieziemskich rozmiarach i duchy o wielkich
paszczach. Pojawiają się nazwy takie jak: Most Przeznaczenia, Ocean, Dżungla, Las Cykad, Kłaniający się
Las Bambusowy. Wędrowcy składają ofiary w Królestwie Jadeitowego Cesarza, Boga Ziemi, Boga Matki,
Boga Kuchni, Boga Nieszczęścia, Niebiańskich Generałów, Buddy Avalokitesvary. Na swej drodze mijają
Trzy Dziwne Wioski - Bezdomnych, Upośledzonych
i Hermafrodytów, Wioski Wdów i Wdowców, Tereny
Bezchmurnego Nieba, Księżycowy Pałac, gdzie mieszka Księżycowa Królowa i piękne nimfy, które tańczą
i śpiewają. Podróżnicy zatrzymują się, aby zaśpiewać
miłosne pieśni i zarecytować wiersz.
Szamanka, używając magii, musi pokonywać przeszkody. Przekroczyć morze, które chroni dostępu do
najwyższego poziomu Niebios.
Moja armia i koń
docierają
nad brzeg wody.
Moje konie docierają na brzeg morza,
Na morzu zawsze panuje burza.
Najwyżsi
Mandaryni
Wykształceni
wyruszają tłumnie.
Mandaryni jadą na koniach o różowych grzywach.
Szamanka jedzie na
dużym,
wysokim koniu.
Nie
używać
Nie
używać liści
Idę
do wioski na górze, aby nauczyć się magii.
drzewa sosny do budowy szerokiej
do budowy
Otwórzcie drzwi natychmiast by wyruszyć na czas!
Nauczyłam się
magii przekraczania rzeki,
Mam dekret Króla Niebios.
Nauczyłam się
magii przekraczania wody.
Aby
wypełnić złoty
Poprzez przedzielenie wody na dwie
dekret królewski,
przemierzyć
Duże
trzy
światy.
konie i słonie wyruszają imponująco.
Są
tam
Są
tam węże wielkie jak pale domu.
węże
wielkie jak drzwi,
Then wydaje uroczyste oświadczenia do armii duchów.
Używam
magii przekraczania,
Wraz z armią w podróż by ofiarować czarki.
Używam
magii by
Przemieszczają się
z królestwa do królestwa w takt
wystukiwany łańcuszkami z umocowanymi do nich
części, buduję ścieżkę,
Na brzegu burzliwego morza.
Pierwsza mowa jest modlitwą do bogów,
Aby
łodzi,
łodzi,
przejść
przez morze.
W jednym z pierwszych etapów podróży oddział
dociera do mitycznego targu, który został symbolicznie
156
Magdalena
Prosińska
• KARMIENIE
odtworzony w chacie. Pieśń then opowiada o miejscu
pełnym wszelakich dóbr. Kit zabiera pana Tuana
i swych rycerzy na zakupy. Kupują wszystko, czego bę
dą potrzebowali w podróży i w Krainie Przodków. Pan
Tuan zaznaje bogactwa, którego nie doświadczył podczas życia na ziemi. Zakupione na miniaturowym targu przedmioty zostają spalone. Z dymem przechodzą
do niewidzialnego świata. Pod koniec ceremonii całe
misternie zbudowane miasteczko, a także łóżko pana
Tuana zostają z dymem wysłane w zaświaty.
Pomiędzy kolejnymi etapami podróży Kit wycień
czona posila się cukrem z przygotowanej na ołtarzu
cukiernicy. Żona częstuje pana Tuana herbatą, którą
nalewa do malutkiej czarki i podaje szamance na oł
tarz. Wokół ołtarza siedzi tłum kobiet. Żujemy orzechy
betelu z tytoniem. Krwawoczerwonymi resztkami
spluwamy do specjalnej metalowej spluwaczki. Mię
śnie rozluźniają się przyjemnie. Dym z kadzideł, po. chodni i lamp oliwnych gryzie w oczy. Pod glinianymi
ścianami, w półmroku piją ryżowy alkohol mężczyźni.
Przez cały czas kobiety próbują mnie namówić, bym
wyszła za chatę z jednym z młodzieńców. Wykonują
gesty kopulacji. Pokazują na migi ogromne rozmiary
członka chłopaka. W miarę upływu nocy są coraz bardziej natrętne. W pewnym momencie próbują wycią
gnąć mnie z chaty siłą. Boję się pójść do toalety. Nasza tłumaczka wróciła z podbitym okiem. Cudem udało jej się uniknąć gwałtu. Ale czy naprawdę gwałtu?
Czy nie jest oczywiste, że kto włóczy się po ogrodzie
w taką noc, szuka miłosnych przygód? Gdy w końcu
wychodzę w ciemność, w poszukiwaniu toalety, rusza
za mną dwóch chłopaków. Ukrywam się w bananowym zagajniku. Na szczęście po chwili chłopcy dają
spokój poszukiwaniom. Również Daniel ma powodzenie. Grupa kobiet siedzi dookoła niego i daje znaki gotowości wyjścia w mrok. On jednak trzyma się męskie
go towarzystwa, co oznacza picie ogromnych ilości ryżowego wina. Również szamanka znów rozlewa alkohol. Mam szczęście, że Europejki mają mocniejszą gło
wę od Azjatek. Pornocnicy szamanki i gościowi z daleka znów nie wypada odmówić.
Naszej tłumaczce Hay, która kierując się przestrogami matki, przez długi czas nie piła, tym razem nie
udaje się wykręcić. Po wypiciu odrobiny wina zwala się
na podłogę. Trudno mi uwierzyć w to, co widzę. Początkowo posądzam Hay o to, że udaje. Ale Hay
naprawdę leży nieprzytomna, sina na twarzy. Czyżby aż
tak zasugerowała się tym, przed czym ostrzegała ją
matka? Kobiety zaczynają ją masować, delikatnie uderzać po policzkach. Ale to nic nie daje. Jej stan pogarsza się. Ogarnia mnie panika. Co ja zrobię w tej głuszy,
gdzie nie ma lekarza. Przenoszą ją na łóżko, otulają
ciepło, masują. Mówię do niej, staram się ją obudzić.
Po półgodzinie zamieszanie przyciąga uwagę Kit. Kobiety coś jej w pośpiechu tłumaczą. Moje przerażenie
wzrasta, gdy widzę szamankę na wpół ogarniętą transem zbliżającą się z igłą w palcach. Co ona chce zro-
ZMARŁEGO
bić?!
Nie wiem, czy zaufać czy odgonić ją od łóżka?
Ale co wtedy? Najbliższy lekarz mieszka 20 kilometrów stąd, a z Hay jest naprawdę źle. Kit podchodzi do
głowy Hay. Dotyka ją palcem między oczami i szybko
wbija między oczy igłę. Masuje palcami skronie. Hay
odzyskuje przytomność.
Na zaokrąglonych szczytach gór pojawiają się pierwsze promienie słońca. Szamanka i jej pomocnice tańczą.
Na podwórzu słychać kwik zabijanych w ofierze świń
i kur. Zaraz zaczną je gotować. Armia i pan Tuan posilą
się po raz ostatni. Kit i jej towarzysze podróży docierają
nad brzeg Drogi Mlecznej, wielkiej rzeki z czarującą scenerią. Oddział then musi siłą rekrutować przewoźnika,
aby przekroczyć rzekę. Delikatne ruchy wachlarza naśladują wiosło. Rozżarzone kamienie pani domu polewa
roztworem z ziół. W chacie robi się parno jak w łaźni.
Pachnie ziołami. Oczyszczający prysznic na granicy następnego królestwa. Zaczynają się pertraktacje ze zmarłymi w sprawie "wizy" do Krainy Przodków. Duchy dostają ubrania; liliowe koszulki z bibuły zostają spalone.
Po długiej, niebezpiecznej podróży pan Tuan zostaje doprowadzony do celu. Jego rodzina może być spokojna.
Kit zatrzymuje oddział. Rozbraja, nakazuje uwolnić konie i słonie, które odważnie niosły ich na swoich grzbietach. Armia otrzymuje trzeci posiłek przed powrotem
do kwatery głównej pieśniarki then.
Tamta noc była dla mnie przeżyciem duchowym
i estetycznym. Ceremonialność, oprawa plastyczna
i muzyczna, mieszanina gestów, dźwięków, smaków, zapachów, emocji złożyły się na arcydzieło. Wspominam
i mam przed oczami ubogą chatę na wzgórzu i wdowę,
która rozmawia ze zmarłym mężem i której żal zostaje
przynajmniej po trosze ukojony. Widzę twarze ludzi
uczestniczących w misterium. Jest ono dla nich oknem
na świat boski. Z jednej strony się go boją. Dlatego wzywają Kit i jej armię do pomocy zmarłemu w drodze
przez zaświaty. Z drugiej pragną go poznać, naśladować,
zbliżyć się do niego. Jest nierozłączną częścią ich życia.
Słowa pieśni then pokazują bogatą wyobraźnię Tajów.
Bogactwo, które podobnie jak dziedzictwo pozostałych
53 grup etnicznych Wietnamu, niechronione, niepielę
gnowane, znika bezpowrotnie dzięki polityce komunistycznej, a także współczesnym zjawiskom globalizacji.
A przecież to niezastąpione źródło pięknych historii,
niezeksplorowane, mimo że mamy wiek XXI, mogłoby
na przykład zainspirować niejednego współczesnego pisarza lub filmowca. Tak jak mitologie i eposy nordyckie
i celtyckie, które były zawsze śpiewane bądź recytowane,
zainspirowały J.R.R. Tolkiena, autora Władcy pierścieni.
Narrację tej bogatej w przygody wojenne opowieści snutej na 1500 stronicach czyta się w tempie dziejących się
wydarzeń. Słuchanie czytanej na głos wydaje się idealne
do poznania przygód grupy bohaterów przemierzających
nieznane krainy. Tak jak słuchałam relacji z wydarzeń
mających miejsce w zaświatach otulacjących góry Van
Quan.
l. Wysłanniczki, uczennica i Kit (druga od
prawej strony) wędrują przez góry do
wioski Chu Tuc Huyen na rytuał
karmienia zma rł ego.
2. Krajobraz Van Quan, zaokrągl one szczyty
gó r miękko porośnięte dżunglą.
158
3. Rodzina zma rl ego ubrana w szaty z białej gazy. Fot.
Daniel Apolinarski
4. Portret kobiety z wioski.
5. Rodzina nung
6. Mijany dom grupy etnicznej Nung. Chłopcy stoją przy
sratu le psa, zwierzęci a czczonego przez Nungów,
strzegącego wejścia do domostwa.
7. Ciekawskie dzieci przyglądają się przybyszom z daleka.
8. Gliniana chata
wdowy po panu
Tuanie, w której
odbył się rytuał
karmienia zmarłego.
9. Portret Kit
w rytualnym stroju.
lO. Kit i jej uczennica.
Przygotowania
do rytuału.
11. Uczennica Kit
przed ołtarzem
w swoim domu.
160
Magdalena
12. Łóżko zmarłego, na
nim tymczasowy
o łtarzyk ze zdjęciem
pana Tuana. Po
prawej stronie
widoczny ozdobny
pojemniczek, w który
zosta ła złapana dusza
zma rłego.
13. Szamanka Kit i jej
uczennice w trakcie
odprawiania rytuału.
Fot. Daniel
Apolinarski
Prosińska
• KARMIENIE
ZMARŁEGO