Antropologai kultury, historia i Kubuś Puchatek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4

Item

Title
Antropologai kultury, historia i Kubuś Puchatek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.123-124
Creator
Stomma, Ludwik
Date
1992
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2222
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2394
Text
Antropologia kultury, historia
i Kubuś Puchatek
Ludwik Stomma

,, — P r o s z ę p a ń s t w a , oto m i ś . M i ś jest bardzo grzeczny
d z i ś . " W r o k u 1967 obroniona z o s t a ł a na Uniwersytecie
W r o c ł a w s k i m praca magisterska p o d t y t u ł e m : Analiza kultu
niedźwiedzia w świetle wierzeń i obrzędów w Polsce z uwzględ­
nieniem genezy tego kultu u ludów totemicznych. Uniwersytet
A d a m a Mickiewicza w Poznaniu był znacznie skromniejszy
i z a d o w o l i ł się Niedźwiedziem
w wierzeniach i obrzędach ludu
polskiego na tle wierzeń i zwyczajów
w środkowej
Europie
(1967). P ó ź n i e j w pracach p s y c h o a n a l i t y k ó w ze szkoły
Lacana c z y t a ć m o g l i ś m y wielokrotnie o „ k o m p l e k s i e nie­
d ź w i e d z i a " , w r o d z o n y m p o c i ą g u dziecka d o niedźwiedziej
m i ę k k o ś c i etc. M i ś naszych dziecinnych d o z n a ń w t a r g n ą ł
w naukowe horyzonty i z u n i w e r s a l i z o w a ł się — chytre
zwierzę.
Tymczasem rzecz jest akurat prosta i udokumentowana.
Pewnego dnia 1902 r o k u , prezydent Teodor Roosevelt, k t ó r y
był zapalonym m y ś l i w y m o d m ó w i ł strzelania do m ł o d e g o
n i e d ź w i a d k a . Scena stała się legendarna i j u ż w p a r ę t y g o d n i
p ó ź n i e j zalały rynek a m e r y k a ń s k i m a ł e , pluszowe n i e d ź w i a ­
d k i zwane do dzisiaj w Stanach Zjednoczonych „ T e d d y
bear". N o w a maskotka d o ś ć szybko p r z e n i o s ł a się do
Europy, co szczególną jest z a s ł u g ą a r m i i a m e r y k a ń s k i e j
interweniującej p o d koniec I wojny ś w i a t o w e j . Ostateczny
t r i u m f z a p e w n i ł misiowi w latach dwudziestych A l a n Alexa­
nder M i l n e swoim Winnie-the-Pooh, czyli, j a k genialnie
p r z e t ł u m a c z y ł a poetycko Irena T u w i m o w a — Puchatkiem
(w samych latach 1926—1936 dziewiętnaście masowych
w y d a ń anglojęzycznych).
M u s i m y spojrzeć prawdzie w oczy: przed r o k i e m 1902 był
miś pluszowy i s t o t ą n i e z n a n ą i nie b a w i ł y się n i m dzieci.
J a k ż e m a ł o trzeba b y ł o czasu, by przypadek p r z e m i e n i ć
w z a s a d ę , nabyte - we wrodzone i jeszcze znaleźć genezę tego
wszystkiego u „ l u d ó w totemicznych", k t ó r e g o to pojęcia
m i m o najlepszej w o l i r o z s z y f r o w a ć nie jestem w stanie. Jedno
jest pewne: bez Misia Puchatka nie b y ł o b y m a j a c z e ń o k u l ­
tach niedźwiedzia w ś r e d n i m paleolicie.
P r z y k ł a d to prostacki wręcz, j a k rudymentarna z g o ł a
egzegeza historyczna u n i e w a ż n i ć m o ż e synchroniczne sofizmaty.
Lecz n i e p r a w d ą jest, że ze szczętem zapomnieli etnologo­
wie o historii. P r z y k ł a d e m historycznych c i ą g o t , czy m o ż e
i m p e r a t y w ó w , są j a k ż e częste o d w o ł a n i a etymologiczne
— szukanie odległych z n a c z e ń słów, k t ó r e r o z s z e r z a ł o b y
pole semiotyczne pojęć i symboli. A l e dlaczego t y l k o słów?
— C z y ż b y p o d ś w i a d o m y strukturalizm? Czemu nie sięgnąć
po dzieje p r z e d m i o t ó w , struktur spłecznych, i d i o m ó w ; dzieje
najzupełniej materialne i fizyczne?
„ Ż y c i e " . W marksistowskiej i j a k ż e j u ż przy literze „ Ż "
cenzurowanej Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN ma­
m y p o d h a s ł e m „ ż y c i e " aspekta filozoficzne, teologiczne
i genetyczne wreszcie. — Gdzie miejsce dla aspektu socjo-fizycznego? Tymczasem ś r e d n i a d ł u g o ś ć życia ludzkiego
(bez u w z g l ę d n i e n i a śmiertelności n i e m o w l ą t ) w y n o s i ł a
w V w . o k . 27 lat, w X V w. 33 lata, w 1850 — 36,4 lat; w 1900
— 48,9; w 1950 — 66,2. K r z y w a d ł u g o w i e c z n o ś c i we Francji
przy wszystkich z r o z u m i a ł y c h wahaniach (rewolucja, wojny

n a p o l e o ń s k i e ) p o k r y w a się z n o r m ą o g ó l n o e u r o p e j s k ą . Po­
wolny, ach, j a k ż e p o w o l n y p o s t ę p przez wieki i n a g ł y b o o m
o k o ł o 1880 r o k u . W ciągu d w ó c h tysiącleci p r z y b y ł o n a m
nadziei na trwanie lat osiem wszystkiego, i nagle w p r z e c i ą g u
jednego, g ł u p i e g o w i e k u lat czterdzieści prawie (Francja
1985: 77,45 lat). C z y ż nie jest to rewolucja s p o ł e c z n a
i pojęciowa?
M a j ą c p e r s p e k t y w ę ś r e d n i o trzydziestoletniego życia nie
ma się czasu na d z i e c i ń s t w o . „ W wieku o ś m i u lat — pisze
V a n D e n Berg — Goethe pisał po niemiecku, francusku,
grecku i łacinie; m i m o c h o d e m n a u c z y ł się w ł o s k i e g o , k t ó r e g o
ojciec uczył jego s i e d m i o l e t n i ą siostrę. Czteroletni „ T u r n vater" Jahn u m i a ł p i s a ć i c z y t a ć . Przyszły ojciec Józef, b ę d ą c
w t y m samym wieku, w d r a p y w a ł się na stolik i r e c y t o w a ł
przed g o ś ć m i ojca dramat G o l g o t y . ' V a u b a n holenderski',
M e n n o van Coehoorn, m i a ł szesnaście lat, kiedy j a k o
komendant k o m p a n i i piechoty w y s ł a n y z o s t a ł z wojskiem
z Fryzji do garnizonu w Maastricht. I tak dalej — nieprze­
r w a n y ciąg dzieci p r z e d w c z e ś n i e d o j r z a ł y c h (jak to dziś
nazywamy), przed k t ó r y m i stawiano d o r o s ł e o b o w i ą z k i
i k t ó r e najwyraźniej doskonale w y w i ą z y w a ł y się ze swoich
z a d a ń . D o t y c z y to zresztą r ó w n i e ż dziewcząt: jeśli decydowa­
no się d a ć i m wykształcenie, nauka z a c z y n a ł a się z chwilą,
gdy u k o ń c z y ł y d w a lub trzy lata. N i e k t ó r e w wieku pięciu lat
m i a ł y j u ż za s o b ą l e k t u r ę całej B i b l i i , a skoro w t y m w i e k u
czytały K s i ę g ę Świętą, to c z e m u ż by nie d a ć i m o d czasu do
czasu historyjki z Dekamerona ( m i m o dezaprobaty M o n t a i g ne'a)." — V a n D e n Berg opowiada o w i e k u X V I I I . C ó ż
m ó w i ć o czasach wcześniejszych.
Przypomnijmy słynny dramat na z a m k u w C h i n o n 6 mar­
ca 1429, kiedy to rozpozna Joanna d ' A r c przebranego
Delfina. K t ó ż gra w n i m g ł ó w n e role? — K t o decyduje
0 losach Francji? — K a r o l V I I lat 26, Joanna — lat 17,
m a r s z a ł e k Gilles de Rais — 25, książę Jan d ' A l e n c o n — 19
1 jego siostra Charlotte — 16, k a n o n i k Thomas Basin - 17...
A przecież, n i k o g o to nie dziwi.
W bitwie p o d Maupertuis ( 1 9 I X 1 3 5 6 ) w y r ó ż n i się szcze­
gólnie czternastoletni syn Jana I I Dobrego — F i l i p , książę
Burgundii. N i e ma w jego w i e k u niczego w y j ą t k o w e g o .
Pasowanie na rycerza w wieku c z t e r n a s t u - p i ę t n a s t u lat b y ł o
w X I V / X V w. rzeczą zupełnie n o r m a l n ą , p r z y d a r z a ł o się z a ś
r ó w n i e ż i d w u n a s t o l a t k o m . Jakby to nie r a n i ł o czułych
naszych serc, u z n a ć musimy, że tak p o d A z i n c o u r t , j a k i na
p r z y k ł a d p o d G r u n w a l d e m , starły się ze s o b ą armie z ł o ż o n e
w p o k a ź n e j części z n a s t o l a t k ó w .
Jeszcze książę Piotr Aleksiejewicz K r o p o t k i n (urodzony
1842) s k a r ż y się we Wspomnieniach, że nie m i a ł w dziecińst­
wie zabawek. Nie t y l k o o n . P r z e c h a d z a j ą c się po muzeach
o g l ą d a m y stroje m i n i o n y c h . Serie takich samych o d z i e ń
w c a ł y m bogactwie w y m i a r ó w : dla trzylatka, dwudziestolat­
ka, j a k i dla pięćdziesięcioletniego starca. Dziecko jest t u
m i n i a t u r o w y m d o r o s ł y m . N i c dziwnego, że nie ma specyficz­
nie m u n a l e ż n y c h p r z e d m i o t ó w . Wystarczy w y p o s a ż e n i e
d o r o s ł y c h w zmniejszonej ewentualnie skali.
Lecz oto koniec X I X w. Życie zaczyna się w y d ł u ż a ć tak
namacalnie, że rodzi się też wiara w procesu tego t r w a ł o ś ć .

123

M a m y czas i b ę d z i e m y go mieć coraz więcej. S z e r o k o ś ć
w i d m a zaczyna b y ć w y s t a r c z a j ą c a , by dzielić je i klasyfiko­
w a ć . I tak rodzi się d z i e c i ń s t w o . „ D z i e c k o nie zawsze b y ł o
dzieckiem — s t a ł o się n i m " pisze V a n D e n Berg. D o d a j m y , że
„ s t a ł o się n i m " w stosunkowo k r ó t k i m i ł a t w y m do chronologizacji okresie.
C ó ż t o jednak znaczy: „ k l a s y f i k o w a ć " ? Znaczy: z b u d o w a ć
o p o z y c j ę . Dziecko d o t ą d nie r ó ż n i ą c e się od d o r o s ł e g o , musi
z a c z ą ć się r ó ż n i ć o d niego i to r ó ż n i ć się radykalnie.
Rozpoczyna się więc teatralizacja dzieciństwa. Odmienny
s t r ó j , odmienny świat o b i e k t ó w (zabawki). W 1860 nie b y ł o
w P a r y ż u ani jednego sklepu z zabawkami dla dzieci. W 1900
jest ich j u ż 26. A l e nie to m o ż e najbardziej szokuje. Jean de
Greve, przedstawiciel starszawego j u ż w 1990 r o k u pokole­
nia, gorszy się w Dzienniku, iż nie d o ś ć , że w s p ó ł c z e s n e m a t k i
o p o w i a d a j ą l u b czytają progeniturze teksty najwyższego
infantylizmu, to o g ł u p i a j ą je jeszcze d o d a t k o w o p r z e k s z t a ł ­
ceniami słów i p o ł y k a n i e m l u b z m i ę k c z a n i e m zgłosek. Ależ
tak. D o lat o k o ł o 1850-tych m ó w i o n o do dzieci j ę z y k i e m
n o r m a l n y m , codziennym, niczym do partnera. — C y dzidziuś ce z r o b i ć k u p k ę ? — Dlacego j ę z y c e k wysuwa? — A m o ­
że w o l i mlecka cacany... — są to zdobycze ostatnich
stukilkudziesięciu lat.
N a p r z e ł o m i e X I X i X X wieku u p o w s z e c h n i ł y się we
Francji — pisze M i c h e l Wlassikoff — k o n k u r s y na najpięk­
niejsze dziecko, k t ó r e t o w a r z y s z y ł y wszystkim ważniejszym
targom i jubileuszom. „ K o n k u r s y te m i a ł y pretensje nauko­
we. Dzieci były podczas nich w a ż o n e , mierzone i szczegóło­
w o badane przez wyspecjalizowanych lekarzy. W y g r a ć m a
dziecko d o s k o n a ł e p o d k a ż d y m w z g l ą d e m — dziecko uoso­
bienie zdrowego dzieciństwa. P a t r z ą c na zdjęcia widzimy
cały p r o g r a m ideowy tych imprez: nagie dziecko na o k r y t y m
draperiami stole i zakutane po szyję j u r y d o r o s ł y c h . " N a g o ś ć
o z n a c z a ć m a t u n i e w i n n o ś ć i b e z b r o n n o ś ć . Czy nie jest
jednak tak n a p r a w d ę projekcją tylko obsesji r o d z i c ó w ?
Opozycja raz stworzona, zaakceptowana i w d r o ż o n a
społecznie przynosi n i e u b ł a g a n e skutki. „Dzisiejsi pionierzy
n a u k i — oddajmy raz jeszcze głos V a n D e n Bergowi — nie
ujawnili w m ł o d y c h latach znamion późniejszego geniuszu,
przeciwnie, są o n i raczej p r z y k ł a d e m dojrzałości o p ó ź n i o n e j .
A co do naszych w ł a s n y c h dzieci, to dziecko p o w t a r z a j ą c e
p i e r w s z ą klasę, p o n i e w a ż intelektualnie nie o s i ą g n ę ł o jeszcze
wieku szkolnego, jest w mniejszym stopniu przedmiotem
rodzicielskiej troski niż dziecko, k t ó r e przerasta swoich
r ó w i e ś n i k ó w i siedzi zagrzebane w k s i ą ż k a c h , w czasie, kiedy
tamci k ą p i ą się, biją l u b d o k u c z a j ą d o r o s ł y m . " I nic dziw­
nego — to dziecko zaczytane zaciera w s z a k ż e w y r a z i s t o ś ć
klasyfikacyjnej opozycji b a c h o r y : d o r o ś l i , wchodzi w niebez­
pieczny teren tego, co s t r u k t u r a l i ś c i n a z y w a j ą „ m e d i a c j ą " ,
czyli p o j ę c i o w e g o obojnactwa.
M o d a o d z i e ż o w a dla dzieci. W y k r e ś l o n a r ó w n i e arbitral­
nie, j a k ta dla d o r o s ł y c h , t y m się jednak oznacza, że nigdy nie
jest taka sama. G d y dla d o r o s ł y c h zalecane są k o l o r y
jaskrawe, dziecko odnajdziemy popielate; kiedy d o r o ś l i
n o s i ć się m a j ą obcisłe, dzieciom na pewno poleci się l u ź n e
i swobodne...
Bajka. Jeszcze bracia G r i m m , a nawet Andersen nic nie
pojęli. I c h bajki ociekają p r a w d ą . Jest w nich miejsce dla
cierpienia, zdrady, sprzeniewierzenia... Z ł u d z e n i e , że wystar­
czy przenieść w odrealnione, by z a s p o k o i ć z a s a d ę opozycji.
D o p i e r o Disney z r o z u m i a ł . Przemoc jest u niego przym r ó ż e n i e m oka — pies Pluto się spłaszcza, ale zaraz o t r z ą s a
i łypie lewym okiem; świnki trzy triumfują nad w i l k i e m . . . N i e
wystarczy dzieci o d r ó ż n i ć . Trzeba i m s t w o r z y ć „ i c h ś w i a t " .
A c h ten świat dziecięcy, czy też „ n a s z e g o d z i e c i ń s t w a " . K t ó ż
by ośmielił się go wyrzec?
Lecz j a k ż e u b o g i w istocie i p r y m i t y w n y to świat. Przypisu­

124

je się dzieciom p o e t y k ę n a i w n o ś c i , n i e s k r ę p o w a n i e wyobra­
źni. Cienia tego nawet nie znajdziemy w n a j w i ę k s z y m p o n o ć
w Europie sklepie z zabawkami przy bulwarze Sewastopolu
w P a r y ż u . P e ł n y asortyment uzbrojenia, tyle że w rzeczywis­
tości przeciwnika nie r a ż ą c y ; m i l i o n y s a m o c h o d z i k ó w (nie­
raz wysoce elektronicznie skomplikowanych), służących nie
do transportu; k l o c k i „ L e g o " i i m podobne, z k t ó r y c h
s k o n s t r u o w a ć m o ż n a niemieszkalne budowle... Prosty za­
bieg odebrania funkcji p r z e n o s i ć m a obiekt ze ś w i a t a doros­
łych w d z i e c i ń s t w o . Zamiast „ n i e s k r ę p o w a n e j w y o b r a ź n i "
prosta opozycja funkcjonalne : dysfunkcyjne. Zaiste, sklep
z zabawkami nic n a m nie m ó w i o dzieciach (o ile takowe
istnieją); w s p a n i a ł y m jest za to miejscem obserwacji obsesji,
m a r z e ń i t r w ó g d o r o s ł y c h naszych społeczeństw. Ś r e d n i o ­
wiecze d a w a ł o m a l u c h o m miecze proporcjonalne do m o ż ­
liwości fizycznych, metalowe w s z a k ż e i prawdziwie ostre.
W i e k X X proponuje gumowe i plastikowe miecze na niby.
„ J a ustałyj staryj k ł o w n , j a b o d u miecziom k a r t o n n y m "
— śpiewał W e r t y ń s k i w Żółtym Aniele. K l o w n e m , pajacem
jest p o s ł u g u j ą c y się niefunkcjonalnym. D o d a t k o w a to rola
s p o ł e c z n a sprowadzonych do r o l i m i l u s i ń s k i c h . I c h śmiesz­
n o ś ć gwarantuje n a s z ą p o w a g ę .
Przed r o k i e m 1902 nie b y ł o pluszowych m i s i ó w — m ó w i
historyk. Jeszcze w X V I I I wieku nie b y ł o dzieci — m ó w i
historyk. Szampan wynaleziony z o s t a ł dopiero za c z a s ó w
L u d w i k a X V , przedtem nie b y ł o szampana — m ó w i his­
toryk... A bajeczna historia kartofli?... — I j a , stary strukturalista, widzę nagle cały b ł ą d mojej wiary. O, nie polega
ona nawet na „ p o w o ł y w a n i u b y t ó w " , czy sprowadzaniu
wszystkiego do f o r m u ł y dziesięciu zaklęć, o co o s k a r ż a n o nas
najczęściej. C h o d z i o p y c h ę „ s y n c h r o n i i " , k t ó r a tak napraw­
d ę uniwersalny m i a ł a m i e ć w y m i a r . Ileż w „ s y n c h r o n i c z ­
n y c h " naszych analizach o d w o ł a ń do R z y m i a n , G r e k ó w ,
średniowiecza, symboliki, s k ą d by ona nie była... Bo przecież
nasze „ T a b l i c e Mendelejewa" - g ó r a : d ó ł , j a s n o ś ć : ciem­
n o ś ć , d z i e c i ń s t w o : wiek dojrzały, m i a ł y b y ć ponadczasowym
do prawdy wytrychem. A t u , ot, nie m a dzieciństwa. I nie
p o m o ż e Levi-Straussa w y k r ę t o „ l u d a c h bez h i s t o r i i " . K a j ­
many dopiero p o d koniec X V I I I wieku pojawiły się w O r i n o k o . J u ż to wystarczy: jest historia.
Nie znaczy t o , by w y c o f a ć się m i a ł a etnologia z p o d ­
stawowej swojej tezy relatywizmu k u l t u r o w e g o . W r ę c z prze­
ciwnie: w i n n a mocniej a k c e n t o w a ć jego p o d w ó j n y — pozio­
my i pionowy wymiar.
Jest we F r a n c j i gra w „ t o m a t e " ( p o m i d o r ) , m a j ą c a d o k ł a d ­
ny odpowiednik w polskim „ p o m i d o r z e " , a w z m i a n k o w a n a
j u ż w X V I I I w i e k u . Opowiada się k o m u ś śmieszne rzeczy,
a o n m a z p o w a g ą o d p o w i a d a ć : tomate. Jak będzie tak
r o z ś m i e s z o n y , że nie z d o ł a warzywa w y m ó w i ć — przegrał.
P o m i d o r y s p r o w a d z i ł do Francji Franciszek I . C o przedtem
śmieszyło gawiedź? A m o ż e gry nie było? W k a ż d y m razie
trzy przynajmniej w i e k i g ł u p a w e g o powtarzania „ t o m a t e " ,
to ciągłość i m p o n u j ą c a . M a ona jednak swój p o c z ą t e k
i w każdej c h w i l i m o ż e m i e ć i koniec. O t , zadekretuje geniusz
społeczny, że zabawniejsza jest „ k a p u s t a " . T a k , o t y m
w ł a ś n i e z a p o m n i a ł a j a k b y etnologia, że k u l t u r ę w znacznej
mierze się dekretuje. D o w o d e m dziecko. A k t o by jeszcze nie
wierzył, niech przyjedzie na pokazy m o d y do P a r y ż a . M o d y
na przyszły (sic!) sezon.
Etnologia jest n a u k ą p o r ó w n a w c z ą . S t ą d jej imanentne
zainteresowanie e g z o t y k ą z a m o r s k ą l u b s p o ł e c z n ą . Zada­
niem etnologa jest przecież dziwienie się. N i c z a ś nie jest
dziwne samo w sobie, lecz zawsze w stosunku do c z e g o ś .
Etnologia w s p ó ł c z e s n o ś c i s a m ą j u ż n a z w ą akcentuje swój
nieuchronny p u n k t odniesienia. G d y z a s a d ą jest „ t e r a z " ,
w s p o s ó b naturalny p o r ó w n a n i e m staje się „ k i e d y indziej".
Wtedy z a ś j a d ą c w teren p u k a m y do d r z w i historyka.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.