Kapłan czy błazen? O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4

Item

Title
Kapłan czy błazen? O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.63-69
Creator
Sznajderman, Monika
Date
1995
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2776
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2972
Text
[

Kapłan czy błazen?

O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki
Monika Sznajderman
W s z y s t k o , co

mówił,

brzmiało

tak, j a k g d y b y miato

tajemniczy

ukryty sens, k t ó r e g o o d g a d n i ę c i e p o z o s t a w i a ł i n n y m z j a k b y diabelska
intencja w y k r a c z a j ą c ą d a l e k o p o z a

W zamieszczonym w numerze 3/4 (1992) „Kontekstów:
polskiej Sztuki Ludowej" szkicu Stary Gringo: Motyw Don
Kichota w filmie i literaturze pisałam o problemie „prawdy
j kłamstwa w znaczeniu kulturowym" - tak, jak ów problem
widzi James Clifford - w kontekście powieści Ćarlosa Fuentesa
i filmu Luisa Puenzo Stary Gringo. Nazwałam ów tekst podróżą
Don Kichota (podróżą z Don Kichotem) - w przebraniu artysty,
pisarza, wreszcie etnologa - we współczesność. Problem
„prawdy i kłamstwa w znaczeniu kulturowym" pojawi się
również w opisie dwóch innych symbolicznych podróży z Don
Kichotem - podróży, odzwierciedlających dwudziestowieczne
doświadczenie Tomasza Manna i Fran za Kafki.
Zatrzymajmy się zatem jeszcze przez chwilę przy roz­
ważaniach Clifforda. W kontekście refleksji nad względnością
prawdy i kłamstwa szczególnie inspirujący jest Clifford wów­
czas, gdy zestawia ze sobą dwa dzieła Bronisława Malinow­
skiego: jego Dziennik i Argonautów
Zachodniego
Pacyfiku.
uderzająco do siebie niepodobne. Dziennik, pisany głównie po
polsku i nie przeznaczony do publikacji zbulwersował an­
tropologiczną opinię. Z całą jaskrawością odsłaniał bowiem
kulisy pracy etnologa w terenie, jego - łagodnie mówiąc
- ambiwalentne odczucia w stosunku do tubylczych infor­
matorów, jego lęki, fobie, erotyczne pokusy, wściekłość i znie­
cierpliwienie. Można zatem uznać Dziennik, pisze Clifford, za
,nagą p r a w d ę " , „nagą r z e c z y w i s t o ś ć " .
W zestawieniu z nim Argonauci...
jawią się, dowodzi
amerykański antropolog, jako „ocalająca fikcja" Malinows­
kiego, jego ocalające, zbawienne kłamstwo, które rodzi „zbyt
wiarygodne opisy" etnograficznej rzeczywistości. I nie tylko
rzeczywistości: Argonauci
zarówno kreują kulturową fikcję,
jak też ogłaszają pojawienie się postaci obdarzonej autorytetem:
Bronisława Malinowskiego - antropologa w nowym s t y l u " .
Buduje bowiem Malinowski w Argonautach... fikcję swojej
własnej spójnej tożsamości, swego „ja'' wyzwolonego wreszcie
"d widocznych w Dzienniku udręk etnograficznego rzemiosła,
°d depresji i rozczarowań, od erotycznych urojeń, hipochond­
rycznych lęków i nienawiści do krajowców, wśród których
przyszło mu żyć. W miejsce uderzającego w Dzienniku gniewu
irytacji, manifestuje tutaj Malinowski życzliwą, rozumiejącą
Postawę wzorowego etnografa.
Na analogiczne - prawdziwe bądź pozorne - dysonanse
'ocknięcia napotykamy również w twórczości Tomasza Manna.
Bardzo podobna dysharmonia uderzyła mnie na przykład
Podczas lektury kluczowego dla naszych rozważań eseju
~ wspomnienia Podróż przez ocean z ,,Don Kichotem".
Na
Pierwszy rzut oka bowiem zupełnie do siebie nie przystają
*arte w nim wyznania Manna - szczerego miłośnika ładu
'konwencji, i Manna - równie szczerego admiratora don'"tiiotowskiego szaleństwa. A jednak ten właśnie dysonans
~ hoć uderzający - jest, jak postaram się pokazać, najzupełniej
P°zorny i bardzo dobrze wyraża istotę Mannowskiej metafory
^Cdnego rycerza. Prawdziwą dysharmonię dostrzec możemy
°P>ero pomiędzy tym esejem a innymi dziełami niemieckiego
P'sarz.a, na których tle opis transatlantyckiej podróży jawi się
utwór wyjątkowy i pełniący - niczym Argonauci... w cało­
2

1

a

c

0

habitus

ironii.'

ści dzieła Malinowskiego - rolę zbawiennej, ocalającej fikcji.
Ten drugi, prawdziwy j u ż dysonans, rysując dla Mannowskiej
egzegezy postaci Don Kichota szersze tło rzuca nań jeszcze
jaśniejsze światło. Światło, które pozwala pokusić się o praw­
dziwe zrozumienie tej bardzo specyficznej interpretacji jaką,
w oparciu o dzieło Cervanlesa, ale przede wszystkim o swe
własne doświadczenie współczesnego świata buduje niemiecki
pisarz. Pozwoli to nam zarazem od nowa zdefiniować i przewar­
tościować tak, zdawałoby się jasne i stabilne, kategorie błazeńs­
twa i kapłaństwa w XX-wieeznym kontekście historycznym,
politycznym i filozoficznym. Malinowski Don Kichot nie
będzie bowiem odosobniony w tej wędrówce przez dzisiejszą
rzeczywistość. Obok niego wracają przecież do domu inni Don
Kichotowie, a wśród nich jeden szczególnie dla naszych czasów
charakterystyczny: Don Kichot jako bohater Kafki, Don Kichot
jako mierniczy, Don Kichot jako myśliwy Grakchus. którego
łódź, „dzięki chwili nieuwagi p r z e w o ź n i k a " , skazana jest na
wieczną wędrówkę... Don Kichot Tomasza Manna j a w i się
w tym kontekście jako sprzeciw, jako wyraźna riposta na Don
Kichota Franza Kafki. Ci dwaj Don Kichotowie wyznaczają
w pewnym sensie dwie przeciwległe granice doświadczenia
współczesnego świata; sytuują się na dwu jego biegunach.
Szaleństwu obnażającemu błazeńskie szaleństwo świata, będą­
cemu jego doskonałym odzwierciedleniem, przeciwstawia się
szaleństwo, będące w istocie przejściem na pozycje kapłańskie,
szaleństwo stojące na straży dawnego porządku: utopijne
szaleństwo Tomasza Manna i jego Don Kichota.
Drugą inspiracją dla napisania tego szkicu stał się esej
Theodora W. Adorno Glosa do portretu Tomasza Manna.
Adorno, omijając „co napisano w baedekerze", stara się
zrozumieć dwoistość natury niemieckiego pisarza i przeniknąć
poza jego nakładane dla współczesnych i potomnych maski.
Stara się, jak sam pisze, pokazać „jak bardzo różnił się od
autoportretu, który sugeruje jego proza" . Nie przypadkiem też
chyba jedną z wielu możliwych masek, jakie się w tym
kontekście pojawiają jest maska pierrota, Pierrota Lunaire...
Esej Adorno sytuuje się na pograniczu całej masy naukowych
dysertacji na lemat twórczości Manna i , jak pisze jego autor,
celem było wywołanie „poczucia lekkiego dyskomfortu".
W doskonałym portrecie pisarza mnoży Adorno jego filozoficz­
ne, artystyczne i czysto ludzkie tożsamości. Psychologizuje, ale
nie do końca. Pisze przecież: „Ja zaś sądzę, że z zawartością
dzieła sztuki zaczynamy dopiero tam mieć do czynienia, gdzie
ustaje intencja autorska; ona wygasa w z a w a r t o ś c i . " Psycho­
logia nakładanych przez pisarza masek przekształca się zatem,
w rozważaniach Adorno, w projekt ciekawego szkicu na temat
archetypu artysty w różnych epokach. Jak bowiem zauważa
niemiecki filozof, motywy nakładania przez artystów masek od
co najmniej końca X V I I I wieku nie były natury osobistej;
przeciwnie, były wyrazem społecznego raczej niż psycho­
logicznego zapotrzebowania. „Około połowy X I X wieku ob­
noszono geniusz jak kostium. G ł o w a Rembrandta, aksamit
i beret, krótko mówiąc archetyp artysty, przemieniły się
w zinterioryzowaną cząstkę jego r u c h o m o ś c i . " Marcel Proust,
zauważa Adorno, grał rolę operetkowego dandysa z laseczką
3

4

5

6

63

i w cylindrze, a Kafka - najzwyklejszego urzędnika ubez­
pieczeniowego. „Ten impuls żywy byl również w Tomaszu
Mannie: impuls niepozorności
- pisze Adorno.
Obok zatem „ducha ciążenia, pokrewnego melancholii,
skłonnego do przemyśliwań, zatapiania się w sobie"" dostrzega
Adorno w Mannie także duszę mieszczanina, ukrytą pod maską
chłodnego i wyniosłego syna senatora z Lubeki. „Klisza
dekadenta komplementarna jest z kliszą m i e s z c z a n i n a ' - pisze
w końcowej części swego studium. A w innym miejscu: „Przy
całej sile jego Ja jego tożsamość wcale nie miała ostatniego
słowa: nie darmo pisał dwa w najwyższym stopniu odbiegające
od siebie rękopisy, które potem znów stapiały się w jedno." "
Znowu wracamy do Clifforda. Nie sposób oddzielać od siebie
masek, tak samo, jak nie sposób oddzielać rękopisów, choćby
jeden z nich całkowicie negował drugi. Dopiero bowiem wzięte
razem składają się one na całość dzieła. Do takich właśnie
wniosków doszedł, w kontekście twórczości Malinowskiego.
James Clifford. Kłamstwo, ocalające kulturowe kłamstwo jest
równorzędnym wyrazem rzeczywistości, co tzw. naga prawda.
Dzieło, by było pełne, powinno być polifoniczne; powinno
zawierać w sobie wiele różnych dyskursów. Dzieło Tomasza
Manna, za którym skrywa się jego osoba, jest właśnie takie.
W mieszczańskiej duszy przegląda się cygan; w duszy kapłana
- błazen.
Swymi maskami grał Mann nieustannie z całym światem,
z towarzystwem w salonie, z czytelnikami i ze śmiercią. To, że
śmierć była przedmiotem fascynacji w wielu jego utworach
tłumaczy Adorno pewną, powiedzmy nawet ludową, chytrością
i przebiegłością, służącą temu, by „ciągle przywoływaną
i nakłanianą właśnie przez to trzymać z. daleka i z a ż e g n y w a ć " " .
Zmieniał maski jedną po drugiej lak, by nawet śmierć go nie
poznała. Przywołując j ą maską dekadenta, zażegnywał zarazem
magicznie. Kto wie, może w łudząco bezpiecznym stroju
mieszczanina był jej, paradoskalnie, bliższy?
„Jego oczy były niebieskie lub szaroniebieskie, w chwilach
jednakże, kiedy stawał się świadomy siebie, rozbłyskiwały
czarno i z brazylijska, jak gdyby w głębokim pogrążeniu tliło się
coś, co tylko czekało, aby wybuchnąć płomieniem; jak gdyby
pod brzemieniem zbierało się tworzywo, które oto pochwycił,
by w zwarciu z nim mierzyć swe s i ł y . " ' Tę właśnie niezmożoną
mimetyczność, zabarwione swoistą kokieterią zmienianie ma­
sek, nieustanne, ironiczne mierzenie się ze światem wyraził
w
swoich
refleksjach
Adorno znamienną
metaforą:
„W obrazie odtwarzanym we wspomnieniu jego własna twarz
przyjmuje coś z pierrota" .
A więc Tomasz Mann pierrot? Mieszczanin i Cygan jedno­
cześnie, miłośnik ładu i szaleństwa w jednej postaci? Błazen,
którego maskarada obejmuje także i maski kapłańskie? A może
raczej kapłan w zwodniczej, przewrotnej masce błazna? Trudno
o jednoznaczną odpowiedź. Zapytajmy zatem inaczej: kim
dzisiaj t r z e b a być, kapłanem czy błaznem? Strażnikiem
przeszłości czy współuczestnikiem teraźniejszości? I kim jest
niemiecki pisarz w świetle tylu różnych jego tożsamości? Gdzie
w jego twórczości szukać prawdy, a gdzie ucieczki? I , wreszcie,
kim jest dla niego Don Kichot - staroświecką, bezpieczną
przystanią czy ucieleśnieniem współczesności?
Na tak właśnie postawione pytanie zdaje się Mann od­
powiadać całą swoją twórczością, a zwłaszcza zawartą w eseju
Podróż przez ocean z ,,Don Kichotem'' egzegezą dzieła Cervantesa. Zadziwiające jest przy tym i to, że właśnie do Don Kichota
porównał ojca syn Tomasza Manna, Klaus: „Ojcowskie oblicze,
zapamiętane z tej epoki, nie ma w sobie ani dobroci, ani ironii,
przynależnych wszak substancjalnie do jego charakteru. Twarz,
która wyłania się przede mną, jest pełna napięcia i surowa.
Wrażliwe, nerwowe czoło z delikatnymi skroniami, zamglone
spojrzenie, nos, mocno zarysowany i wydatny przy zapad­
niętych policzkach. Dziwne, ale jest to twarz brodata, długi
znękany owal, okolony twardą, kolącą brodą (...). Ojciec czasu
wojny jest brodaty. W rysach, jednocześnie dumnych i umęczo­
nych, przypomina hiszpańskiego rycerza i marzyciela, Don
Kichota.""
1

:

13

W swym eseju - wspomnieniu, a właściwie podróżniczy,,,
dzienniku, niemiecki pisarz przeciwstawia otwarty, nieograuj
czony świat wypraw Don Kichota, symbolizowany tutaj ргг
żywioł oceanu, światu na wskroś nowoczesnemu, zorganizowa
nemu wokół utartych i bezpiecznych szlaków komunikacyj.
nych, które dbałością otaczają rozmaite towarzystwa podróż
nicze. To świat turystyki, naukowych i artystycznych pieb.
rzymek do świętej ziemi, ale też świat uchodźców wojennych
i wszelkich pozbawionych ojczyzny wygnańców. Pamiętnika:,
ski esej Manna z całą pewnością potraktować można jako
wypowiedź, rządzącą się regułami tekstu mitycznego. Zmetaforyzowaniu uległy tutaj pojęcia przygody i podróży.
Kichot, arcydzieło literatury światowej - pisze Mann - j
akurat czymś odpowiednim w czasie podróży przez taki szmat
świata. Napisanie tego arcydzieła było wielką przygodą twórczą
i odbiorcza przygoda, j a k ą jest jego przeczytanie, ma w tej
sytuacji taką samą w i e l k o ś ć . "
Zmetaforyzowanie to nie jest rzeczą przypadkową i po.
zbawioną znaczenia, bowiem we współczesnym języku pojęcia
przygody i wędrówki zyskały w dużej mierze wymiar symbolu
i doświadczane są na takiej właśnie płaszczyźnie - zwłaszcza
w opisie doświadczenia artystycznego. „Struktura przygody jest
identyczna ze strukturą dzieła sztuki""' - pisał w swoich esejach
Bolesław Miciński, omawiając zbieżności pomiędzy człowie­
kiem przygody i artystą. A Gaston Bachelard, analizując swoją
własną egzegezę Opowieści Artura Gordona Рута z Nantucket
pisze tak: „Zrozumiałem wówczas, że ta przygoda, która
pozornie rozgrywa się na dwu oceanach, w rzeczywistości jest
przygodą podświadomości, która dokonuje się w zakamarkach
duszy."
Kategorie podróży, przygody, wędrówki - zinterioryzowane
i zmetaforyzowane - są zatem tymi kategoriami, które po­
zwalają Mannowi przybliżyć się do doświadczenia Don Kichota
- arcydzieła literatury i postaci. Nie bez kulturowego znaczenia
pozostaje fakt, że podróż Manna jest podróżą morską - woda
nadaje jej wymiar najgłębszy i ostateczny. Mitologia wody
z dawien dawna kojarzyła jej materię ze śmiercią, i - z drugiej
strony - wiązała ze śmiercią motyw podróży. „Schodziwszy
ziemię, przeszedłszy przez ogień, dusza powędruje na brzeg
wody - pisał Bachelard. - Wyobraźnia głębinna, wyobraźnia
materialna domaga się, aby w o d a miała swój udział w śmie­
rci; potrzebuje wody, dzięki której śmierć zachowałaby charak­
ter podróży." * Na pokład barki Charona wstępuje Tornad
Mann, by pożeglować ku Tamtemu Brzegowi. On jednak nadal
wierzy w sterowność swej łodzi i nieomylność przewoźnika...
Ameryka jawi się niemieckiemu pisarzowi jako przerażająca,
barbarzyńska „ziemia wygnania". „Przede m n ą debiut w po­
dróży transatlantyckiej - pisze na pokładzie statku Mann
- pierwsze spotkanie i znajomość z. morzem oddzielającym
stary świat od nowego, a tam, po drugiej stronie krzywizny
ziemskiej, wypełnionej bezmiarem wód, oczekuje nas Now*
Amsterdam, miasto - gigant. Jest takich cztery czy pięć i tworzą
one osobną, monstrualną odmianę miejskości. w przesadnym
stylu, przy czym wykraczają także poza klasę wielkich miast,
podobnie jak w świecie przyrody i pejzażu kategoria tworów
pierwotnych i elementarnych, pustynie, szczyty góskie i morza,
jest wyodrębniona od reszty w sposób potworny." ' 1. w opozy­
cji do tej infernalnej wizji: „Ja wychowałem się nad Bałtykt**
nad morzem prowincjonalnym, w tradycji ukształtowanej pr?
miasta stare i średnicii rozmiarów, w cywilizacji umiarkowanejw której ironiczna wyobraźnia czuje wobec żywiołu К
połączony z czcią - oraz ironiczny o p ó r . " " U kresu zaś poda".
pisze Mann: „Przede m n ą z porannej mgły wolno wynurzają*
drapacze chmur Manhattanu, fantastyczny pejzaż kolonial.;
spiętrzone miasto g i g a n t ó w . " Zaiste, demoniczna to
Zauważmy na marginesie, że, podobnie, jako przestrzeń
władnioną przez upadek wiary religijnej", widzi Amerykę' ••,
przybysz ze Starego Świata, Czesław Miłosz. „Jest to P \T,
nie poddająca się woli - pisze on - , bezużyteczna, bezsenso
ег

e s t

15

17

11

1

w

2

21

rzeSl

a więc przede wszystkim jałowizny wielkich miast, śmie'
place pokryte odpadkami, zarosłe pokrzywą, rodzaj otc»
którą niegdyś miały zamieszkiwać dusze nic znające don
zła."
22

64

1

1

r

Nic zatem dziwnego, wziąwszy pod uwagę piekielny charak­
ter powszechnie związanych z Nowym Światem wyobrażeń, iż
bohater Ameryki Kafki, mały Karl Rossman uważa, że „Pierw­
sze dni Europejczyków w Ameryce można by porównać do
rodzin i gdyby się nawet ktoś tutaj, niechże się tylko Karl
niepotrzebnie nie obawia, przyzwyczaił wcześniej, niż jakby
p zyszedł z innego świata, to musi jednak mieć na uwadze, że
pierwszy sąd oparty jest zawsze na niepewnych podstawach."-'
Wśród wielu świadectw, przemawiających za całkowitą inno­
ścią, wręcz infernalnością Nowego Świata i zmityzowanym,
idyllicznym charakterem Starego, tylko nieliczne starają się ten
wizerunek odmityzować. lecz pełnią one raczej rolę potwier­
dzających regułę wyjątków. Bo leż tylko taki piewca zwyczaj­
nej codzienności, jak Miron Białoszewski, mógł powiedzieć:
|e w Ameryce /prędko zwyczajnieje/ wszystko"; mógł napi­
sać: „Jak w P r z a s n y s z u " , „ A więc swojsko",„jak w Warszawie
na Nalewkach" .
Infernalny charakter amerykańskiej wizji Miłosza i Manna
zbudowany został na opozycji do zmityzowanego wizerunku
Starego Kraju i Europy. Jej symbolem i zarazem ostatnim
szańcem staje się stary statek, którego powolność i ociężałość są
dla Manna wyrazem tego, co najnaturalniejsze i najzdrowsze
w przeciwieństwie do „rozdygotanej żądzy r e k o r d ó w " . Euro­
pejski jest kelner w białych rękawiczkach i nieskazitelnie białej
marynarce podczas najsroższej burzy, europejska jest sala
koncertowa i etykieta przy stole. Podobnie, jak w opowiadaniu
Wąż morski Carlosa Fuentesa. gdzie okrętowe salony także były
w rzeczywistości „tylko transpozycją brytyjskiego pojęcia
wygody, a home away from home"'''.
Pomiędzy Europą i Ameryką, pomiędzy brzegiem życia
i brzegiem śmierci przepływa ocean. Mann. ten, jak sam się
określał - „spadkobierca wypraw Kolumba" - bał się oceanicz­
nego żywiołu. „Przcstronność oceanu ma w sobie coś kosmicz­
nego - pisał - statki giną w nim jak gwiazdy w otchłaniach
niebieskich i przypadek rzado pozwala spotkać się jednemu
/.drugim."" Uznawał jedynie morze - swojski Bałtyk, prze­
strzeń „ u c z ł o w i e c z o n ą " , okoloną znajomymi, bezpiecznymi
brzegami, nad którym leżało tyle dobrych, starych kupieckich
miast: Lubeka, Brema, Hamburg, Rostok... Morze - symbol
szaleństwa okiełznanego i w swoim zamknięciu oswojonego.
W tym eseju o transoceanicznej podróży, oceanowi poświęcone
są nieliczne tylko fragmenty. „Teraz wszystko zostaje od­
czarowane, co się chyba tłumaczy zredukowaniem żywiołu do
trasy komunikacyjnej, do gościńca, wskutek czego morze nie
jest juz kontemplowanym kształtem, wizją, ideą. spojrzeniem
ducha sondującego wieczność, lecz jedynie t ł e m . " ' "
Możemy zatem słusznie podejrzewać, że esej niemieckiego
pisarza nie tyle o podróży traktuje, ile o pozostaniu; nie tyle
0 wolnej, otwartej przestrzeni wędrówki, ile o zamknięciu.
Opisowi zacisznych zakamarków statku poświęcono tu wiele
miejsca. Labirynt schodów, schodków, pokładów, „rozkołysana
elegancja s a l o n u " , w y ś c i e ł a n e kanapy w barze „przytulnym jak
muszla" i fotel, będący „transpozycją wspaniałego leżaka
Hansa Castorpa" - to wszystko przeciwstawione zostało bez­
miarowi wód. „Okręt może być szyfrem odjazdu; jednak głębiej
№ szyfrem zamknięcia - pisał w eseju ..Nautilus" i Statek
Щапу Roland Barthes. - Zamiłowanie do statków oznacza
zawsze radość doskonałego zamknięcia, posiadania pod ręką
Możliwie dużej ilości przedmiotów, dysponowania przestrzenią
' lutnie skończoną. Kto kocha statki, kocha nie tyle dalekie,
tyeninicze odjazdy, ile raczej jakiś naddom. dom nieodwołalnie
ryknięty; statek jest najpierw miejscem zamieszkania, później
*>P'ero środkiem lokomocji." "
1 takiej perspektywy nawet wodny żywioł zdawać się musi
Piecz.ny. przyjazny i doskonale oswojony. „Dość bowiem
Bajh
'
' J
zamieszkania człowieka - pisze dalej
es - by ten począł się natychmiast rozkoszować krągłym,
?ladk'm światem, jaki wokół siebie stwarza: cała żeglarska
ralność widzi w człowieku boga. pana i właściciela owego
' ('pierwszy po Bogu' itp.).'
„Uspokajająco działa myśl
г at jakby w odpowiedzi na te refleksje Tomasz Mann - że
spotkanie z dziką naturą przeżyjemy w sojuszu z cywilizaP°d jej osłoną na tym solidnym statku, którego pokłady.
na

r

a

24

25

M|

2

z

S , a t e

a , a

<

/

a

m

e

s c e

lakierowane korytarze prowadzące do kabin, salony i pokryte
dywanami schody obrzuciliśmy przd chwilą pierwszym spoj­
rzeniem i którego dzielni oficerowie oraz podległa im załoga nie
uczyła się niczego innego, oprócz panowania nad ż y w i o ł e m . "
Przeciwieństwem statku-zamknięcia, statku-symbolu przewagi
człowieka nad naturą, statku Julesa Verne'a jest przywoływany
przez Barthesa Statek Pijany Artura Rimbaud, „ten statek, który
mówi ' j a ' i wyzwolony ze swej wklęsłości pozwala człowiekowi
przejść od psychoanalizy jaskini do prawdziwej poetyki po­
dróży i poznania" .
Ale gdzie we współczesnym świecie, we współczesnym
doświadczeniu odnaleźć tę „prawdziwą poetykę podróży i po­
znania"?
„A wie pan, profesorze, mnie też w młodości, niech skonam,
marzyło się odkryć wyspę, małpę czy inny w i r u s ' ' " - wspomina
z nostalgią XX-wieczny Kolumb z wiersza Josifa Brodskiego
Nowy Jules Verne. C ó ż , kiedy dzisiaj nawet klasyczna łódź
szaleńców z Lotu nad kukułczym gniazdem, obrazująca w tym
filmie przemożne pragnienie wolności zawirowała tylko na
wodzie i zawróciła do portu... Esej Manna skonstruowany jest
bardzo wyraźnie na zasadzie opozycji:
otwarte
zamknięte
podróż
zamieszkiwanie
ocean
statek
szaleństwo
bezpieczeństwo
Ameryka
Europa
obcość
swojskość
Gdzie zatem w tym dychotomicznym świecie miejsce dla
mitu Don Kichota, tej apologii szaleństwa, swobody, inności
i ekstrawagancji? Gdzie, którędy przemyca w swej twórczości
Tomasz Mann tych wędrowców bez domu, ojczyzny i paszpor­
tu, XX-wiecznych poszukiwaczy Graala, dzisiejszych błędnych
rycerzy? Esej o podróży przez ocean, będący zarazem refleksją
nad dziełem Cervantesa, jest przecież wyrazem głęboko mitycz­
nego marzenia - marzenia o domu, ojczyźnie, zamieszkiwaniu,
marzenia o schronieniu, o pozostaniu.
Po przeciwnej stronie tego doświadczenia sytuuje się lęk
i doświadczenie bohatera Ameryki, Karla. „ B o gdzieżby musiał
zamieszkać, gdyby wysiadł na ląd jako biedny, mały imigrant.'
- pyta Kafka. - (...) Ba - może by go w ogóle, co wuj na
podstawie swej znajomości ustaw imigracyjnych uważał nawet
za bardzo prawdopodobne, nie wpuszczono do Stanów Zjed­
noczonych, lecz odesłano do domu, nie troszcząc się o to, że nie
miałby j u ż wtedy żadnej ojczyzny." I taki jest przecież
ostatecznie, wyjąwszy może fragment pt. Teatr Ocklahomy, los
małego czeskiego podróżnika; los, który powiela wszak jedynie
los tysiąca innych, poddanych władzy swego przeznaczenia
i urzędów imigracyjnych, wiecznie krążących pomiędzy roz­
maitymi ziemiami, z których żadna nie jest ich domem; los
wędrowców mimo woli. Los ludzi, którym wyjęto z ręki ster;
błędnych wędrowców spod znaku myśliwego Grakchusa, które­
go łódź. dzięki „fałszywemu obrotowi steru, chwili nieuwagi
p r z e w o ź n i k a " wędruje odtąd bez końca po ziemskich wodach.
Tomasz Mann broni się przed doświadczeniem Kalki. Jego
esej nazwać by można, parafrazując określenie Ericha Fromma,
ucieczką od wszelkiej wolności bądź jakiejkolwiek formy
konieczności ku iluzji bezpieczeństwa i ładu. Warto więc
zapytać raz jeszcze, gdzie miejsce dla Don Kichota w świecie
niemieckiego pisarza, który oznajmia przecież, że jego stosunek
do szalonego rycerza pełen jest „bólu, miłości, uczucia i bez­
granicznego szacunku" . Do deklaracji tych zupełnie jednak
nie przystaje codzienna praktyka. Wszak nawet swoich współ­
towarzyszy podróży dzieli Mann nieustannie na swoich i ob­
cych, tych drugich zdecydowanie nie tolerując. Swoi to ci,
którzy podróżują statecznie, sensownie, w jasno określonym
celu - j a k on sam. Inni - ci „podróżują sobie czasem bez sensu".
Innym na pokładzie statku jest na przykład szczególnie irytujący
pisarz ..enfant terrible naszego podróżnego towarzystwa: jest to
kościsty Jankes z ustami wystającymi po anglosasku jak u ryby
(...), jego samotność drażni, współpasażerowie nie lubią go (...).
Coś w nim jest niewyraźnego, wszyscy to czują. Człowiek nie
powinien odgradzać się w ten sposób od innych ( . . . ) " . ! dalej:
31

12

34

35

36

65

,,Każdy powinien wiedzieć, do jakiej sfery należy. Trzeba się
trzymać s w o i c h . " '
Tomasz Mann nadaje wciąż, jakby powiedział Ludwik
Stomma, ten sam komunikat, który jest komunikatem zdecydo­
wanie kapłańskim (w odniesieniu do klasycznej już. opozycji
„kapłan-błazen"): ,,a) jestem poważny i stateczny swojak, b)
wiem, po co tu przyszedłem, c) akceptuję porządek rzeczy"-"*.
W Tomaszu Mannie nie ma na pozró nic, co upodobniałoby go
do szaleńca Don Kichota i usprawiedliwiało jego sympatię dla
hiszpańskiego rycerza. Posądzając się o tęsknoty do „prymity­
wizmu, żywiołowości, do egzystencji niepewnej, improwizo­
wanej jak na wojnie i awanturniczej", odkrywając w sobie
jakieś podejrzane „pożądanie irracjonalności" broni się przed
tymi uczuciami, „powodowany europejską sympatią dla rozu­
mu i rozsądku.
Parafrazując więc raz jeszcze to, co James Clifford napisał
o Dzienniku Malinowskiego w zestawieniu z jego Argonauta­
mi..., możemy zasadnie powiedzieć, że filozoficzne i światopo­
glądowe deklaracje Manna wydają się zostawiać niewiele
miejsca dla jego pozytywnego stosunku do Don Kichota. Być
może jednak porównanie z innymi dziełami niemieckiego
pisarza rzuci trochę więcej światła na tę zagadkową dysharmonię i pozwoli zrozumieć tę bardzo specyficzną wizję szalone­
go hiszpańskiego rycerza, którego maskę Tomasz Mann w is­
tocie nieustannie sobie przykłada.
7

„Poszedł drogą, którą iść musiał, szedł trochę niedbale
i nierówno, z głową na bok przechyloną, patrząc w dal, a jeśli
błądził to dlatego, że dla niektórych ludzi nic ma w ogóle
właściwych d r ó g . " " Tytułowy bohater opowiadania Tonio
Kroger opuszcza „ciasne miasto ojczyste", a wraz z wyost­
rzonym spojrzeniem na świat przychodzi dojmujące poczucie
osamotnienia. W trakcie swoich wędrówek po wielkich mias­
tach „Co za bezdroże! - myślał niekiedy. - Jak to być mogło, że
wpadłem w takie dzikie awantury. Przecież nie jestem z po­
chodzenia Cyganem na zielonym wozie." „Jest pan miesz­
czuchem na manowcach... mieszczuchem z b ł ą k a n y m " - mó­
wi do Tonią jego rosyjska przyjaciółka.
Bohaterowie Manna błądzą lak często, jak podróżują, choć
zazwyczaj podróże te zapowiadają się nad wyraz rozsądnie,
planowo i nobliwie. Ich wędrówki po Europie, po jej wielkich
miastach, sanatoriach i kąpieliskach odbywają się z. całym
ceremoniałem, właściwym osobom dobrze urodzonym. Co
skłania ich do tych wypraw? Troska o zdrowie, nuda, ale też
czasem, jak Gustawa von Aschenbacha. uczucie, że „coś
rozpiera mu piersi, jakiś nieuchwytny niepokój, młodzieńcza
tęsknota za dalą, uczucie tak żywe, tak nowe, albo też tak j u ż
niezwyczajne i zapomniane (...).
Była to chęć podróży, nic więcej, ale przyszła jak atak,
urastała w namiętność i h a l u c y n a c j ę . " ' Pokusa, która nim
owładnęła, zapanowała nad jego. jak pisze Mann. „europejską
d u s z ą " , nad nawykiem traktowania podróży wyłącznie lub
przede wszystkim jako środka higienicznego. A przemożne owo
uczucie zrodziło się, jak pamiętamy, pod wpływem spotkania
z pewnym niezwykłym cudzoziemcem, którego spotyka później
bohater w samym centrum weneckiej zarazy w postaci złowie­
szczego błazna - komedianta, zwiastuna i zarazem symbolu
śmierci. Od chwili tego pierwszego, monachijskiego spotkania
Aschenbach nie potrafi j u ż zapanować nad swoim życiem.
Jeszcze próbuje okiełznać żywioł: „A więc p o d r ó ż - d o b r z e . Nie
bardzo daleko, nie gdzieś aż do tygrysów. Jedna noc w sypial­
nym wagonie i sjesta dwu- trzytygodniowa w jakiejś uczęszcza­
nej miejscowości na przemiłym p o ł u d n i u . "
Gustaw von
Aschenbach mylił się jednak bardzo.
Doświadczenie Hansa Castorpa, Mann dzielił z nim osobiś­
cie. To właśnie przeżycie ucieczki z Czarodziejskiej góry było
właściwym źródłem powieści, która w założeniu miała być
tylko humorystycznym odpowiednikiem Śmierci w Wenecji.
T y m pierwszym, zasadniczym doświadczeniem, na jakie zwra­
ca uwagę pisarz, jest uczucie pułapki, która wciąga i zamienia
pierwotne trzy tygodnie w „siedem baśniowych l a t " . Z a r ó w n o
4

42

4

44

66

w Śmierci w Wenecji, jak i w Czarodziejskiej górze niezwykle
ezwykJe
ważnym wątkiem jest fascynacja śmiercią i magiczną potęgą
nieuleczalnej choroby; obie te opowieści mówią w istocie
0 uwiedzeniu.
Jednym z ich ważniejszych tropów jest także wątek inicjacyj­
ny. Omawiając napisaną przez uczonego z Harvardu książkę
poświęconą przede wszystkim Czarodziejskiej
górze pis7 '
Mann: „Autor umieszcza The Magic Mountain i jej prostego
bohatera w kręgu wielkiej tradycji - nie tylko niemieckiej, ale
1 światowej; w ł ą c z a j ą do pewnego typu literatury, która nazywa
się The Quester Legend i sięga daleko wstecz w piśmiennictwie
różnych n a r o d ó w " ; literatury, która zasięgiem swym obej­
muje zarówno Fausta Goethego, jak też utwory znane p j
nazwą Sangraal albo też Holy Grail Romances. Poszukującym
pytającym bohaterem tej literatury jest również, między innymi
Hans Castorp, porównywany z Pcrcevalem, Galahadem czy
Gawainem, ze wszystkimi tymi klasycznymi graal—ąuesterami, prostymi, naiwnymi, dziecięcymi. „Jednym s ł o w e m - p o d sumowuje Mann tę amerykańską egzegezę własnej twórczości
- Czarodziejska góra stanowi odmianę świątyni wtajemnicze­
nia, miejsce niebezpiecznych badań tajemnicy życia, a Hans
Castorp, 'poszukiwacz wiedzy' ma szlachetnych, mistyczno-rycerskich przodków; jest to typowy, w najwznioślejszym tego
słowa znaczeniu zachłannie ciekawy neofita, który dobrowol­
nie, aż nazbyt dobrowolnie, wpada w objęcia choroby i śmie­
rci.'""
O t ó ż l o właśnie! Dobrowolnie, aż nazbyt dobrowolnie - pisze
Mann. C ó ż jednak może znaczyć, zapytajmy, owa nadmierna
dobrowolność, z jaką człowiek - neofita - poszukiwacz czeka
na nadejście swej Przygody, swej Wiedzy, swego Spełnienia.'
Czy dobrowolność rzeczywiście ma prawo być nadmierna?
A może opisuje wówczas w istocie doświadczenie wręcz
przeciwne - doświadczenie przymusu?
Z przymusem, który przybiera różne formy i postaci, stykają
się wszyscy protagoniści Kafki. Przypomnijmy początek jego
symbolicznej przypowieści pod tytułem Sternik. ..'Czy nie
jestem sternikiem?' - krzyknąłem.
'Ty?' - zapytał ciemny, rosły mężczyzna i przesunął ręką po
oczach jakby odpędzał sen. Stałem przy sterze ciemną nocą. nad
głową świeciła słabo latarnia, a oto przyszedł ten człowiek
i chciał mnie o d s u n ą ć . "
W dzisiejszych czasach, mówi nam Kafka, nikt nie jest już
sternikiem swego losu. Nie wiemy, co decyduje: „chwila
nieuwagi p r z e w o ź n i k a " , czy może wyrok, który już dawno
został wydany i który za chwilę ogłoszą wysłannicy sądu.
Przygoda, sugeruje Milan Kundera. „ten pierwszy wielki temat
p o w i e ś c i " , s t a ł a się dzisiaj swoją własną parodią i dlatego Don
Kichot wraca do swojej wioski po czterech wiekach węd­
rowania właśnie w stroju mierniczego. „Opuścił ją niegdyś
żądny przygód, a teraz w tej wiosce u stóp zamku nie ma już
wyboru, jego przygoda została mu n a k a z a n a (...). Co się
więc stało, po czterech wiekach, z przygodą? Czyżby stalą się
swoją własną parodia?" - pyta Kundera.
Bohaterem Kafki jest człowiek, będący z pozoru zupełnym
przeciwieństwem bohatera Tomasza Manna. Człowiek skazanj
na wędrówkę, a nie wyruszający w drogę, skazany na przygodę
i trudną wiedzę, a nie poszukujący ich. Skazany na samotnos
„Bohater Kafki - pisze Max Brod - którego nazywa on
autobiograficznie po prostu ' K ' , kroczy samotnie przez żyert
Jest to element s a m o t n o ś c i w nas. który powieść ukazuję
z. przerażającą, nadnaturalną wyrazistością. Chodzi tu jed
przy tym o pewien ściśle określony odcień samotności (•• X
jest mianowicie w pełni człowiekiem dobrej woli, nie
p r a g n i e s a m o t n o ś c i i nic j^cst z niej dumny, *JJ?"
przeciwnie, jest mu ona narzucona." '' Bardzo podobnie okres
sytuację K . Albert Camus: „Chce pracy, domu. życia norffl*
nego człowieka. Nie może już. znieść swego szaleństwa. Cne
być rozsądny. Chce uwolnić się od klątwy obcości."
Bohaterowie Tomasza Manna wyruszają na swe wyprawy,
n a z b y t , jak j u ż napisałam, aż podejrzanie dobrowolnie
ich pociąga i prowadzi, coś ich ogarnia przemożnego, nad czy
zupełnie nie potrafią zapanować. W postaciach swoich " ' ^ j .
czuchów z b ł ą k a n y c h " , „mieszczuchów na manowcach' P^
e

45

oc

47

4,t

4

1

n 1 l

0

wa nam Mann współczesną wersję mitu o błędnych rycerzach,
fascynacja śmiercią, owe btazeńskie ..ciągoty do kultu śmiej ' . cyrografy podpisywane z Nieprzyjacielem Ludzkości,
nakty i mocami podziemi - jakżesz to ironicznie współgra
\ wizerunkiem „zbłąkanego mieszczucha"! Świat Manna jest
jednak na wskroś ironiczny. Jego bohaterowie, jakkolwiek nie
licowałoby to z ich pozycją, urodzeniem, upodobaniami i nawy­
kami zostają uwiedzeni. Na swoje inicjacyjne wędrówki wyru­
szają nieświadomi zrazu ich wagi i sensu. Cel odsłania się im po
drodze. Droga ta jest nieustannym błądzeniem, błądzenie zaś
I yniboliczną równoważnością poszukiwania.
Pomimo zatem pozornych różnic istnieje głębokie podobień­
stwo pomiędzy losami bohaterów Manna i Kafki. W gruncie
rzeczy i jedni i drudzy poddani są konieczności, na którą nie
mają wpływu, absurdalnej i tragicznej. I jedni i drudzy nie mają
żadnego wyboru, tak jak Cervantesowski szalony rycerz słucha­
ją ołosu przemawiającego z góry, słuchają wezwania, napotyka­
ją na znaki. Lecz czyjego słuchają wezwania, czyjego głosu?
Kim są ci dwaj panowie - pisze o wysłannikach sądu
Procesie Jan Kott - i kto ich wysłał? Stary Jahve czy
flrkegaard? 'Urodziłeś się. a więc jesteś winien'. Władza czy
podziemie?"'" „ W świecie Kafki - pisze Kott w innym eseju
-istnieje głód na pokarm z nieba. Ale ikonami tego metafizycz­
nego głodu jest głodomór w cyrkowej klatce i pies przykucnięty
ma dwóch łapach z otwartym pyskiem. W świecie Kalki nie ma
Boga i nie ma biblijnego Abrahama. Z Abrahama pozostał tylko
niemal zawsze obecny groźny cień mściwego Ojca. Nie ma
Synaju i góry Moriah. nie ma powołanych, są tylko poświęceni.
Z biblijnego Arche pozostał tylko Izaak, Izaak bez Boga i bez
Abrahama. Izaak zamordowany 'nożem wepchniętym w serce
i dwukrotnie w nim o b r ó c o n y m ' . I dlatego Kalka oczylywany
jest przez wielu jako zapowiedź holocaustu."'' Bohaterowie
Kalki są poświęceni, gdyż ciąży nad nimi klątwa: klątwa
wybrania, obcości i szaleństwa, klątwa wiecznej wędrówki
i wiecznego poszukiwania. Takim bohaterem jest przypo­
mniany przez Broda Odradck ze szkicu Die Sorge des Haasiaters (Troska ojca rodziny), Odradek o znaczącym, brzemien­
nym tyloma symbolicznymi znaczeniami imieniu: „pobrzmie­
wa w tym cała skala słowiańskich słów, oznaczających 'odszczepieńców', tych. co odeszli z rodu. od boskiego zamysłu
Stworzenia" . Takimi Odradkami są wszyscy poszukujący
i błądzący, wszyscy, którzy nie poruszają się w linii prostej,
wszyscy przemienieni w „rzecz bezużyteczną (...), w szpulę
nici. która jako 'troska Ojca niebieskiego' niespokojnie wędruje
schodami w górę i w d ó ł " .
Utwory Kałki, podobnie jak dzieła Tomasza Manna, zdają się
należeć do kategorii „powieści p o s z u k i w a ń " - dotyczy to
zwłaszcza Zamku. K. jest prostaczkiem, podobnym do Hansa
Castorpa, podobnym do Parsifala. „(...) a ty jesteś albo błaznem,
albo dzieckiem, albo bardzo złym i niebezpiecznym człowie­
kiem"* - mówi do K. zarządczyni gospody. Przynależysz,
powiedziałaby, gdyby była antropologiem, do kategorii obcych,
kategorii odszczepieńców. Odradków. Jesteś tym, który
• niczym błazen, dziecko, albo „bardzo zły i niebezpieczny
/bwiek" - przekreśla „boski zamysł stworzenia" i paktuje
'silami podziemi. Jesteś „rzeczą b e z u ż y t e c z n ą " , c z ł o w i e k i e m
*ędnym. Jesteś tym. który zamknięty jest w przestrzeni
"w.enia i dla którego błądzenie jest jedynym sposobem
4drówki.
W przestrzeni błądzenia zamknięci są także bohaterowie
"anna. Jakże inne są złowrogie labirynty jego krain śmierci
'nicjaeji od, wykreowanego w eseju Podróż przez ocean
•fion Kichotem" zacisznego labiryntu kabin, schodków,
*k>nów i bawialni statku - tego bezpiecznego „ n a d d o m u " .
podobne do onirycznych, labiryntowych przestrzeni
Kątki: do symbolicznej topografii Schronu, plątaniny
którymi błąka się wokół Zamku K „ czy wreszcie labiryntu
°d, po których pływa błędna barka myśliwego Grakchusa. Do
ys,tkich tych przestrzeni ślepego losu, absurdalnego przypa- wyższej - poddanej jakiejś niewiadomej instancji - konie^ości.
Omawiając inicjacyjne wątki w twórczości Manna i Kątki
acano zazwyczaj uwagę na różnice pomiędzy losami ich

sU

, 5 i

f C

s

1

1

54

5 5

1

1

z

u

r

bohaterów, na fakt, że podczas gdy bohaterowie Manna zwycię­
sko przechodzą inicjacyjne próby, protagoniści Kafki, o w i
wybrańcy a rebours, a właściwie ludzie poświęceni, nad którymi
ciąży „specjalna k l ą t w a " zawsze zmierzają do celu nadaremnie.
A jednak zamknięci w labiryncie sennych kąpielisk i sanatoriów
bohaterowie niemieckiego pisarza zanurzają się w bardzo
podobnym w istocie świecie, co K„ Józef K. czy Karl Rossman.
Świat Manna, pomimo wiary pisarza w ład i wszystkie inne
uświęcone wartości europejskiej cywilizacji jest równie gorzki
i szyderczy, jak świat Kafki. Człowiek Manna, poddany
nadludzkiej sile, staje się igraszką Wielkiego Błazna. Bo świat
Manna jest błazeński. Ludzie, mity i pragnienia odbijają się
w nim jak w krzywym zwierciadle. Odpowiedzią na marzenie
Tonio Krógera o powrocie do domu była czysta, iście kafkowska ironia zdarzeń. Kiedy bowiem dotarł on wreszcie, „drogą
o k ó l n ą " , n a miejsce, zarówno miasto, jak i sam dom oraz jego
mieszkańcy przyjęli go jak kogoś obcego. Do tego stopnia, że
posądzono go o bycie „kimś zupełnie innym, indywiduum,
które, pochodząc od niewiadomych rodziców i będąc nie­
znanego pochodzenia, ścigane jest wskutek rozmaitych oszustw
i innych przestępstw przez policję monachijską. Miałże położyć
kres całej sprawie, dając się poznać, oświadczając panu Seehaase, że nie jest szalbierzem nieokreślonej przynależności, nie
jest Cyganem na zielonym wozie, tylko synem konsula Krógera
z rodu K r ó g e r ó w ? N i e , nie miał ochoty. I czyż ci przedstawiciele
ładu społecznego nie mieli w gruncie rzeczy trochę słuszności?
Poniekąd zgadzał się z n i m i . . . " Tak właśnie może zdarzyć się
u Kalki i w nocnych koszmarach.
W twórczości Tomasza Manna nie ma dobrych, wesołych
błaznów. Są błazny nieszczęśliwe, a nawet tragiczne, ale przede
wszystkim są błazny złe. Jak choćby demoniczny komediant
w Śmierci w Wenecji. Albo złowrogi cavaliere Cipolla - „węd­
rowny wirtuoz, sztukmistrz, forzatore, illusionista i prestidigitatore (...)" - Czarodziej z opowiadania Mario i czarodziej. Jest
on symbolem współczesnej kondycji świata, w którym człowiek
poddany jest nieznanym, hipnotyzującym siłom, a zarazem
bardzo symptomatycznym błaznem naszych czasów. Nowela
opisuje dośwadczenie okresu hitlerowskiego, ale czyż nie jest
w istocie głębszą i pojemniejszą metaforą?
Z dwudziestowiecznej perspektywy Manna, perspektywy
historycznej i artystycznej, a także czysto osobistej szaleństwo
i błazeństwo stanowią żywioł, przed którym trzeba się bronić,
żywioł groźny ale i fascynujący zarazem. Świat oszalał, świat
stał się błazeński - rządzi nim przecież Wielki Kpiarz. Błędni
rycerze naszych czasów są nimi mimo woli - tak, jak na
przykład dzisiejszy Parsifal, mały Parry z filmu Terry'ego
Gilliama The Fisher King, który oszalał na skutek czyjegoś
szaleństwa, będącego tylko prostym odbiciem szaleństwa całe­
go świata. Słoneczne, nadmorskie kąpieliska, elegancki świat
weneckich hoteli odsłaniają swe odmienne oblicze, przekształ­
cając się w złowrogi labirynt przestrzeni idealnie wyizolowanej.
Podróż, przygoda stały się pułapkami. Człowiek nie ma już
żadnego wyboru, lecz nie ponosi też. żadnej winy. I , jak myśliwy
Grakchus, może tylko powiedzieć: „Jestem tutaj, nic więcej nie
wiem, nic więcej nie mogę uczynić. Moja łódź jest bez steru,
płynie z wiatrem, który wieje w najgłębszych regionach
śmierci." ''
Z szaleństwa świata doskonale zdaje sprawę zarówno współ­
czesna literatura jak i film, potwierdzając wcześniejsze nieco
przypuszczenia i przeczucia Tomasza Manna i Franza Kalki.
Szaleństwo stało się w pewnym sensie dominantą naszej
rzeczywistości, j e d n ą z podstawowych kategorii dla jej definio­
wania. „Żyjemy w szalonym świecie - cytuje Dorosz Mikołaja
Bierdiajewa, który pisał te zdumiewająco dziś aktualne słowa
w latach 30. - Nie zauważyliśmy, że człowiek stał się istotą
niespełna rozumu. Na skutek żądzy życiami umiłowania świata
człowiek stracił psychiczną r ó w n o w a g ę . Świat ponownie zna­
lazł się pod panowaniem polidemonizmu, z którego niegdyś
wyzwoliło go chrześcijaństwo. Dechrystianizacja doprowadziła
do dehumanizacji, dehumanizacja zaś do szaleństwa, ponieważ
obraz człowieczeństwa uległ zaciemnieniu.""" Nie jest przypad­
kiem, że omawiając literaturę drugiej połowy naszego stulecia,
a ściślej mówiąc amerykańską literaturę lat 60., Daniel Bell
57

5I<

5

67

pisze: „Czytając pisarzy reprezentatywnych dla tego okresu
dochodzi się do wniosku, żc głównym przedmiotem ich zainte­
resowania było ' s z a l e ń s t w o ' . ' " ' Sytuacje, na których skupia się
zainteresowanie omawianych przez Bella pisarzy, określa on
jako „absurdalne, nihilistyczne",fabułę ich książek jako „zwa­
riowaną i figlarną",.styl jako „zimny, groteskowy, b ł a z e ń s k i " .
„Jednostkę przedstawiano niezmiennie niczym piłeczkę miota­
ną w różne strony przez bezmyślne, wielkie, bezosobowe
instytucje." W literaturze tej - u J. Hellera, K. Vonneguta, B.J.
Friedmana czy T. Pynchona - tropi Bell klasyczne figury
i motywy szaleństwa. Możemy zaryzykować twierdzenie, że
- pod tym przynajmniej względem - zrodziła się ona z sennych
koszmarów Kafki, a także, choć na pierwszy rzut oka nie jest to
takje oczywiste - Manna.
Świat znowu, podobnie jak w renesansie, stał się sceną
szaleńców. Powraca stara metafora. Ale to szaleństwo jest j u ż
zupełnie inne - nieprzychylne człowiekowi, groźne, nieoblicza­
lne. Do dziejów szaleństwa w kulturze współczesność dopisała
nowe wyobrażenia, nowe figury. Jedną z nich jest metaforyczna
figura błazna, której rysy rozpoznajemy w rozmaitych przeja­
wach dzisiejszej myśli i kultury. W eseju Morrisa Dicksteina
Czarny humor a historia jego autor zwraca uwagę na rolę owego
humoru w nowej literaturze amerykańskiej lat 60., na charak­
terystyczną dla tej literatury, przejętą z literatury żydowskiej,
postać szlemiela, a także na innego bliskiego kuzyna szlemicla
- pikarejskiego anlybohalera. U Vonneguta w Rzeźni numer
5jest to święty prostaczek, alegorycznie nazwany Billy Pilgrim,
w Paragrafie 22 Hellera - Yossarian. Ci współcześni potom­
kowie Petera Schlemihla, niewinni i naiwni outsiderzy, nie­
świadomi rządzących nimi Wielkich Mechanizmów, nieznisz­
czalni „specjaliści od p o r a ż e k " stają się doskonałą maskotką
w ręku Wielkiego Błazna, Kpiarza, Losu, którego opowieść
układa się paradoksalnie zgodnie z regułami czarnego humoru.
Czarny humor obnaża naszą bezradność i niszczy resztki
kulturowych tabu. „Czarny humor - pisze Dickstein - z reguły
odgrywa rolę Falstaffa wobec Hotspura czy księcia Hala
konwencjonalnej p o w i e ś c i . "
Powieściowy czarny humor staje się zatem dzisiejszym
literackim odpowiednikiem postaci błazna. Błazna, który jest
częścią i emblematem otaczającej nas rzeczywistości, definio­
wanej przez Dicksteina takimi znamiennymi stówami: „Świat
oszalał, protagonista uwikłany jest w to szaleństwo i stara się
z niego wyrwać na swój własny, nieco szalony s p o s ó b . "
Odpowiada to, według niego, realiom politycznym: „Kiedy
cynicy i paranoicy, jakby rodem z Celine'a, zamieszkiwali
w Białym Domu, szary człowiek stał się jeszcze większym
cynikiem i paranoikiem. Paranoja ta ma zresztą pewne uzasad­
nienie, ponieważ w wysoce spolaryzowanym społeczeństwie,
gdzie odrzucono dobrowolne ograniczenia nakładane przez
tradycję i cywilizację, trudno wykluczyć fakt, że ktoś rzeczywi­
ście zechce nas zniszczyć przy użyciu wszystkich, bardziej lub
mniej przyzwoitych ś r o d k ó w . "
Powróćmy do omawianego eseju. Czasy Verne'a, które
pragnął w nim znów przywołać niemiecki pisarz, dawno
odeszły. Wiedział o tym dobrze Josif Brodski, kiedy pisał swego
Nowego Jules Verne 'a - w wierszu tym brzmią już zupełnie inne
nuty.
62

63

64

65

„Morze na pozór jest martwe, ale naprawdę to nie
tak: potwornego życia pełne są jego tonie:
przekonać się o tym można dopiero, gdy się tonie"
- pisał poeta, dodając:
„W oceanie wszystko zdarza się nagle.
Lecz potem długo jeszcze wirują w fal walcu
deski, koła ratunkowe, strzępy żagli ze zmytymi odciskami p a l c ó w . "
Wyobrażenie statku, jakie napotykamy w tym nowym micie,
zupełnie inne jest od wyobrażenia Nautilusa czy statku Tomasza
Manna. Nie ma tu j u ż opisów ciepłych i miłych, a przede
wszystkim szczelnych zakątków. Przez każdą szczelinę tego
nieszczelnego statku wdziera się pełne tajemnic, zimne życie;
najbezpieczniejsze i najprzytulniejsze okazuje się w końcu
wnętrze olbrzymiej ośmiornicy.

68

„Jeszcze jedno zwycięstwo wody
w zapasach z l ą d e m " " - pisze poeta.
7

Bo u niego, zupełnie inaczej niż u Verne'a, statki w y g l ą d a
„zarazem jak drzewo i jak albatros
którym spod nóg wymknęła się ziemia"" .
11

Ikona takiego właśnie statku, który w wielu „wysokich"
i popularnych przedstawieniach zadziwiająco przypomi
w dodatku stary motyw statku - widma, statku śmierci
polującej na człowieka w przestworzach oceanu pułapki
przywodzi także na myśl najkrótszy spośród aforyzmów Kafkj„Klatka poszła szukać ptaka''"''. Aforyzm ten Jan Kott przekłada
na realia jego utworów. Bo to właśnie „Klatka, która 'szuka'
ptaka, klatka w ruchu, klatka aktywna, klatka z góry przyg t .
wana (a to 'z góry' ma także podwójne znaczenie)" przyszła
pewnego ranka do Józefa K . jak „Śmierć do grzesznika
w największym arcydziele średniowiecznego dramatu 'Every,
man' " ; jak los, dodajmy, w przebraniu Przygody, do dzisiej­
szych podróżników, poszukiwaczy prawdy i wiedzy tajemnej
do dzisiejszych Don Kichotów.
Woda i zatopione w niej współczesne statki śmierci mogą być
trafną metaforą szaleństwa, zagrażającego dzisiaj każdej, po­
zornie najbezpieczniejszej przetrzeni. Zarówno woda, jak
i statek ujawniają teraz, w czasach 'Nowego Jules Verne'a'swą
zapomnianą nieco, pełną ambiwalencji naturę, której tak bardzo
nie chciał dostrzegać Tomasz Mann. Tę właśnie głęboką
dwoistość widzimy na przykład we wspomnianym już opowia­
daniu Carlosa Fuentesa, bo choć statek zaprojektowano tak, by
udawał a home away from home, „dla Izabeli kretonowe firanki,
głębokie fotele i obrazy przedstawiające sceny morskie, sofy
obite wzorzystym płótnem, ściany i podłogi z jasnych desek,
zaczęły wkrótce przeobrażać się w symbole czegoś obcego
i oślepiającego" . A czyż podobnej transformacji życia
w śmierć, bezpieczeństwa we wrogość i szaleństwo, swojskości
w obcość, tej samej gwałtownej erupcji najgłębszej ambiwalen­
cji zarówno natury statku jak i wody nie doświadczył na własnej
skórze jeden z wielu znanych nam podróżników do kresu nocy
- Ferdynand z powieści L.-F. Celine'a? We współczesnym
filmie, zwłaszcza z kręgu thrillerów, horrorów i science-fiction,
równie często zwraca uwagę motyw statku, jachtu, nowoczesnej
platformy badawczej, które przechodzą stopniową lub gwałtow­
ną metamorfozę. Ze statków podobnych temu, na którym płynął
Mann, statków, dla których wzorem miał być Vernc'owski
Nautilus - przestrzeń doskonale zamknięta i w tym zamknięciu
bezpieczna, przestrzeń, która realizować miała mit domu i azylu
- przekształcają się w pełne szczelin statki - więzienia, na które
zło może się wedrzeć, ale z których nie sposób uciec; w labirynt
podobny onirycznym labiryntom Kafki czy. ukrytym pod
pozorami bezpieczeństwa i luksusu, złowrogim labiryntom
Manna.
Pryska więc złuda bezpieczeństwa. Zło grozi dzisiaj każdemu
i wszędzie. Nie o takich podróżach marzyli niegdysiejsi
podróżnicy, wierzący w bezwzględną przewagę człowiel
naturą i w sterowność swych łodzi. Stary Nautilus przerdzewiał
i powoli nasiąka wodą. Nastały czasy Nowego Jules Verne о
które tak celnie oddała poetycka intuicja Josifa Brodskiego
Oprócz motywu zamknięcia w labiryncie pojawia się tu równiet
motyw otwarcia, ale nie takie otwarcie nazywa Roland ВаЛг^
„prawdziwą poetyką podróży i poznania".Nie o takie otwarcie
chodziło Arturowi Rimbaud, kiedy pisał swój Statek Pijain' °'
to nowe otwarcie jest w istocie otwarciem na szaleństwo i zło;"
błazeńską nieprzewidywalność otaczającego nas świata.
Powróćmy do Manna. Trudno inaczej zrozumieć jego P°
dróżniczy esej aniżeli poprzez zestawienie go zarówno z innyn"
utworami pisarza, jak też z innymi świadectwami naszej epoK
przede wszystkim dziełami Kafki. Trudno też nie rozważa^ г
w kategoriach mitycznych, jako obrony przed błazens*'
totalitaryzmem świata i skazaniem nań człowieka. Kapłana
- powiedzmy to jasno i wyraźnie - postawę niemiecka
pisarza wobec świata i literatury trzeba zrozumieć jako opo •
dzenie się po stronie pewnego „podstawowego kanonu pf
na

O

0

7 0

3

tt

3

72

j reguł" , jak określa go Leszek Kołakowski; kanonu, z za­
grożenia którego pisarz zdaje sobie doskonale sprawę. Tak jak,
^brew temu, co pisze w swoim eseju, zdaje sobie sprawę
kruchości i ułudy swego poczucia bezpieczeństwa na statku;
je świadomości tej wystarczająco jasno zdają sprawę inne jego
utwory. Mann wie, że każda łódź jest w istocie barką Charona,
a każda podróż może być tą, z której się j u ż nie wraca - choćby
była tylko oficjalną wycieczką powszechnie szanowanego
literata na zamorski uniwersytet z opłaconym biletem powrot­
em w kieszeni.
Możemy tu mówić o znaczących przewartościowaniach,
a nawet zamianie miejsc. W dwudziestowiecznej optyce błazeńwo nabrało zupełnie nowego, negatywnego znaczenia i rozu­
miane jest jako szaleństwo, które stało się udziałem dzisiejszego
świata'- wielu niegdysiejszych błaznów przeszło zatem na
pozycje kapłańskie. W świetle swojego eseju okazuje się Mann
kapłanem - ortodoksem w znaczeniu, jakie pojęciu temu nadaje
Ryszard Legutko" - w znaczeniu strażnika mitu, uświęconych
mitycznych wartości, tradycji wreszcie. I to właśnie najbardziej
upodabnia pisarza do bohatera jego eseju Don Kichota: błazna,
który tym się przecież wyróżniał spośród wiciu innych błaznów,
żenię łamał tradycji, a, wręcz przeciwnie, z heroicznym uporem
walczył o jej przetrwanie. Szalony hiszpański rycerz nie jest już.
odosobniony w tej walce o przestrzeganie praw, reguł i nakazów
ksiąg, walce o respektowanie norm przeszłości, które wydawać
się mogą całkiem anachroniczne. Podróż przez ocean z „Don
Kichotem" jest, moim zdaniem, wyrazem głębokiej niezgody
na tę realność świata, której wizja rysuje się w innych dziełach
autora Buddenbrooków.
Dlatego właśnie nazwałam ó w esej
zbawienną, ocalającą fikcją w twórczości Tomasza Manna, jego
ocalającym kłamstwem w znaczeniu, jakie nadaje temu pojęciu
James Clifford. Warto tu wspomnieć także i o tym, że jeżeli
etnologowie sięgają dzisiaj po maskę Don Kichota, to przynaj­
mniej jeden z nich czyni to z tego właśnie względu. Claude
Levi-Strauss, który przyznaje się, że całe jego dzieło ożywia
„jakaś maniera donkichotyzmu" mówi, odrzucając wszelkie
z

st

słownikowe definicje tego zjawiska: „Donkichotyzm, jak mi się
zdaje, to w istocie uporczywe pragnienie odnalezienia przeszło­
ści za teraźniejszością.
Tomasz Mann kocha szlachetnego D o n Kichota i dlatego
egzegezą swoją nie wykracza poza czasy Cervantesa; czasy,
kiedy obłęd był jeszcze zarówno wzniosły, jak też swojski,
poczciwy i znajomy. Człowiek współczesny skazany jest na los
błędnego rycerza i wyzwanie to staje się przekleństwem. Zza
horyzontu wyłania się nowa łódź szaleńców. Czas podróży jest
jednak czasem szczególnym. Tutaj, z dala od lądu i jego
rzeczywistości można zawiesić swoje doświadczenie współ­
czesności i powrócić do mitycznego illud tempus, do czystego,
szalonego świata Don Kichota. Pokład transatlantyku jest
przestrzenią symboliczną. „Dla większości czas podróży na
statku się 'nie liczy' - pisał Józef Czapski. - Jest poza
odpowiedzialnością, poza j a k ą ś ciągłością." M o ż e dlatego też
esej o Don Kichocie rozpięty w „kosmicznej (choć luksusowo
urządzonej) próżni między kontynentami" i w baśniowym
czasie podróży jest w twórczości autora Czarodziejskiej
góry
czymś niezwykłym. Jest chwilą wytchnienia od szaleństwa
świata. Jest wypowiedzią mityczną, a mit niszczy wszak czas,
nie uznaje jego wpływu, unieważnia go. Dlatego właśnie może
Mann zatrzymać się przy tej egzegezie doświadczenia Don
Kichota, która nie wykracza poza X V I wiek, dlatego opowiada
się po stronie czystości pierwowzoru hiszpańskiego arcydzieła
przeciwko jego kontynuacjom i późniejszym „ h e r e t y c k i m "
wersjom. A także przeciwko upływowi czasu, który zmienia
jego sens i wzbogaca go o sens kolejnych epok, wtapiając
w końcu sylwetkę Don Kichota w złowrogi, niełaskawy pejzaż
X X wieku. Mann dobrze wie, k i m jest współczesny błędny
rycerz, w sferze mitu jednak nie zmieni on dla niego swej
kondycji wzruszającego, szlachetnego, a jednocześnie śmiesz­
nie anachronicznego wędrowca, którego szaleństwo tak zupeł­
nie nie przypomina szaleństwa, będącego doświadczeniem
i maską współczesnego świata.

PRZY PISY
T.W. Adorno, Glosa do portretu Tomasza Manna. (w:t Sztuka i szjuki. Wybór
" T aesejów,
m ż e . s. 305—30*1 i 324
Warszawa IWO. pr/cl. K . Krzcmicń-Ojak, s. 325
Por. L . Stomma, Wariat czy geniusz.... maszynopis 1УХ1
J. Clifford, On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad atut Malinowski, " (w:)
T . Mann.
ThePodróż... s. 329—330
twtiatmenl oj Culture Twentienth-Centitry Ethnography, Literaturę atut *"
An.
T . Mann.
Cambridge,
Tonio Kroger, w: Nowele. Warszawa 1956. przcl. L . Staff, s. 141
Mass an London I9XX, s. I III
" T a m ż e . s. 143
Por. F. Kalita. Myśliwy Grukchus. przcl. R. Karsl. iw.) Nowele i miniatury. Cidvnia 1991.8.
T a m ż e . s. 15fi
73
T . Mann. Śmieie w Wenecji, w: Nowele, op. cit., s. 243
' T.W, Adorno. np. t i r , s. 322
T a m ż e . s. 24fi
Tamże
* T . Mann. Wstepdo..Czarodziejskiejgóry",
przcł. I.E. Naganowscy. w: E\eje. op. cii., s. 396
" Tamże. s. 39X
' Tamże, s. 323
" Por. F . Kafka. Sternik przcl. R. Karsl, w: Nowele, op. cit., s. 281
Tam/c
M. Kundcra, A jeśli powieść naprawdę zniknie. „ Z e s z y ł y Literackie" nr X, 19X4. przcł A .
Tam/c, s. 324
Danilowicz-Grudzińska. s. 112
' Tamzc. s. 3 2 »
M. Bród. Franz Kafka. Opowieść biografii zna. Warszawa 19X2. przcl. T . Zahludowskj. s.
"Tamże. s. 325
24fi
" Tamże. s. 32X
* A. Camus. Eseje. Warszawa 1974. przcł. J. Guze. s. 205
" Tamże. s. 325
Por. L Stomma, op. cii.
"Tam/c. s. 3 2 »
J. Kolt,... może innej apokalipsy nie będzie, w: Kamienny Potok. Eseje, Londyn 19X6. s. 152
K. Mann, Punkt zwrotny. Warszawa 199.3. przcl. M. Wydmuch, s. fil
J. Kott. Klatka szuka ptaka, w: op. cit., s. 40
T Mann. Podróż przez ocean z ..Don Kichotem", przcl. M. Żurowski, w: Eseje, Warszawa
I'M. s. 293
M. Brod. op. cit.. s. 177
Miciński. O prz.ygodz.ie i топи, w: Pisma. Eseje, artykuły, lixly, Kraków 1970,
" Tamże,
s. 94 s. 176
G. Bachclaru . Woda i marzenia, przcl. A . Talarkiewicz. w: Wyobraźnia poetycka.
F. Kalita. Zamek. Warszawa 19X6, tłumacz nic podany, s. 376
"ttzawa 1975. s. 131
Т. Mann. Tonio.... s. 166
Tamże. s. 14
T . Mann, Mario i czarodziej, w: Nowele, op. cit.. s. 457
j T Mann. Pmlróż... s. 2X9
" l'. Kalłca, Myśliwy....
s. 75
, Tam/e
К. Dorosz. Ziemia jałowa
i poszukiwanie Graala. w: Maski Prometeusza.
Eseje
Tamże, s. .344
konserwatywne. Londyn 19X9. s. 143
' Miłosz. Widzenia nad Zatoką San Francisco. Kraków 19X9. s. 55
D. Bell, Kulturowe sprzeczności
kapitalizmu. Warszawa 1994, przcł. S. Amsterdamski, s.
' J Kafka. Ameryka, Warszawa 19X9. przcl. J . Kydryński, s. .33
173
M Białoszewski. Na rzymskich równoleżnika i AAAmeryka. W' Obiiial>ywunieTamże
Europy.
•™**!,' Kalka. Myśliwy... s. 73
" 1. Czapski. Tumult i widma, w: Czytając
Kraków 1990. s. 235
M a n n , Podróż... s. 344
" T . Mann. Podróż...., s. 292
1

и

1

1

4 i

4 4

4 4

ł

4

4

4X

1

4-ł

4

ra

(

V1

1

M

я

M

ш

1

h :

w

T

9

7

r

69

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.