Wilno / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4

Item

Title
Wilno / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.34-38
Creator
Stomma, Stanisław
Date
1993
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:3357
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3580
Text
WILNO
Rozmowa z e Stanisławem Stommą

Proszę nam Panie Profesorze, opowiedzieć o Wilnie, o tym.
jakie było w latach
międzywojennych.
Przede wszystkim
było to miasto kresowe, niewielkie,
nawet jak na tamte lata. P o l a k ó w liczyło j a k i e ś 85.000, przy
czym należy zwrócić u w a g ę na to, iż w okresie m i ę d z y w o j e n ­
nym przyrost ludności był tu znacznie niższy niż w innych
miastach Rzeczpospolitej. W ciągu dziesięciolecia 1921
-1931 p r z y b y ł o jedynie 65.000 o s ó b , podczas gdy we Lwowie
przyrost wyniósł ponad 110.000. Z w r ó ć m y przy t y m u w a g ę
na to, że l u d n o ś ć miasta wyraźnie się zmniejszyła w latach
wojny, w 1914 r. wynosiła 185.000, a w 1921 r. t y l k o 129.000
osób.'
W i l n o b y ł o miastem spokojnym, p i ę k n y m , stosunkowo
tanim. A l e bez reprezentacyjnych hoteli, restauracji. W
d w ó c h . . d u ż y c h " hotelach pokoje były bez łazienek. Jedna
wanna dla wszystkich gości! Trzeba się było na m ą zapisy­
w a ć . W mieście wiele było wolnych p o k o i , m i e s z k a ń , kosz­
t o w a ł y mniej, niż w innych miastach.
Czemu to przypisać?
Przede wszystkim k r e s o w ą sytuacją miasta. P r o s z ę spoj­
rzeć na m a p ę . O d Warszawy - ponad 450 k i l o m e t r ó w , od
K r a k o w a - 750 k i l o m e t r ó w . Granica z L i t w ą szczelnie
z a m k n i ę t a , szyny kolejowe rozebrane. Ż a d n y c h s t o s u n k ó w
sąsiedzkich. A na p ó ł n o c y malutki korytarz łączący z Ł o t w ą .
Na Wschodzie ogromna granica ze Z w i ą z k i e m Radzieckim,
wroga, niespokojna. Przerzucano przez n i ą d y w e r s a n t ó w ,
przechodziły bandy, ale w praktyce była t o granica za-

* W g spisu z 1887 r. w Wilnie Żydzi stanowili 41,5% ludności.
Polacy - 30,9%. Litwini - 2%. Rosjanie - 20,2%. Przed 1914 r.
Żydzi stanowili 60% ludności.

34

m k n i ę t a . Linia kolejowa z W i l n a d o M i ń s k a właściwie nie
f u n k c j o n o w a ł a , p o c i ą g „ z d a w c z y " k u r s o w a ł raz na tydzień
z M o ł o d e c z n a d o Radoczkowic.
Jak wyglądał skład etniczny ludności
Wilna?
L u d n o ś c i polskiej, w dużej części inteligencji, było około
6 0 % , 2 8 - 3 0 % Ż y d ó w , mniej niż 4 % Rosjan, Białorusinów
3%. A więc w Wilnie dominowali Polacy i Ż y d z i . W końcu
X I X w. ci ostatni nawet zdecydowanie p r z e w a ż a l i * , po
wojnie sytuację zmienił n a p ł y w u r z ę d n i k ó w , a t a k ż e stac­
j o n u j ą c y garnizon wojska.
A
Litwini'
L i t w i n ó w było niewielu, liczono, że o k o ł o 1,5 tysiąca
m i m o to L i t w i n i uważali W i l n o za klejnot swojej historii, nie:
w y o b r a ż a l i sobie niepodległego p a ń s t w a bez niego.
L i t w i n i stanowili natomiast większość w powiecie świec i a ń s k i m , p o ł o ż o n y m kilkadziesiąt k i l o m e t r ó w na północ.
S t a m t ą d też p o c h o d z i ł a znaczna część młodzieży uczęsz­
czającej d o gimnazjum litewskiego w Wilnie. Młodzieży
litewskiej w samym mieście bvlo bowiem zbyt m a ł o , aby
zapełnić klasy gimnazjum.
Litwini nigdy nie wyrzekli się praw do Wilna jak w się więc?
stało, ze stanowili w rum przed wojną .,/,-, i,/,.„ona mniej­
szość?
S p r a w i ł a t o polonizacja miasta, trwająca właściwie od
pierwszej unii w Horodle, w 1385 r. aż do czasu unii lubelskiej
w 1569 r. W t y m właśnie czasie n a s t ą p i ł a polonizacja szlachty
litewskiej w Wilnie, b a j o r ó w . Była dobrowolna, bez żadnej
presji, i w jej rezultacie wiele r o d ó w litewskich związało się
w s p o s ó b trwały z Polską i o d e g r a ł o znaczącą rolę w historii ,
naszego kraju (Radziwiłłowie. Sapiehowie. Tyszkiewicz^
wie, Gieysztorowie i inni).

Co zostało w Wilnie z tamtych czasów
przedunijnych?
Niewiele. Baszta, wieża Giedymina, ruiny. Palące były
przecież drewniane, nic z nich nie ocalało. Teraz t y l k o
archeologowie p r a c u j ą nad t y m , by o d t w o r z y ć kształt i dzieje
zamku Gedymina.
Pisze o tym w naszym numerze Vvtautas
Urhanavicius.
W i l n o , jakie znaliśmy, jakie p a m i ę t a m , nierozerwalnie
wiązało się z naszym romantyzmem. U d e r z a ł o to ludzi
przyjeżdżających z innych miast Polski. Ależ t u jest żywy
romantyzm! - zachwycali się. T u się nic od tamtego czasu nie
zmieniło! Było tak rzeczywiście przez to, że W i l n o nie m i a ł o
przemysłu, wszystko w y d a w a ł o się z w r ó c o n e k u przeszłości
- pięknej i wspaniałej. Mickiewicz żył ciągle w tym mieście.
Słowacki tak samo. T o b y ł o n a p r a w d ę miasto romantyzmu!
A gdzie się znajdowało jego centrum?
Centrum miasta, jego życie, to był Uniwersytet, i jeszcze
raz Uniwersytet! On ożywiał miasto. A d r u g i m z a u w a ż a l n y m
elementem, k t ó r y zaważył na charakterze Wilna, było wojs­
ko, legionowe dywizje, najwierniejsze P i ł s u d s k i e m u . Wojsko
oddziaływało na życie kulturalne, o r g a n i z u j ą c zabawy, wie­
czorki. T o były właśnie te g ł ó w n e centra polskości Uniwer­
sytet i wojsko.
A Ostra
Brama'
N a z w a ł b y m j ą raczej centrum życia religijnego, duchowe­
go, ale nie tylko P o l a k ó w . Profesor Jundziłł, k t ó r e g o bardzo
ceniłem, c h o ć nudnie w y k ł a d a ł , użył takiego o k r e ś l e n i a , że na
Wileńszczyźnie jest osobny n a r ó d , k t ó r y m ó w i po polsku, po
litewsku, po b i a ł o r u s k u , ale czci M a t k ę Boską O s t r o b r a m s k ą
i ta więź jest najsilniejsza. T o gruba przesada, ale przecież coś
w tym było. Sentyment do Ostrej Bramy w y s t ę p o w a ł w s p ó l ­
ny, ale nie on przecież s t a n o w i ł o życiu k u l t u r a l n y m miasta.
A inne ośrodki?
Były dwa polskie teatry dramatyczne i operetka. U s i ł o w a ­
no z o r g a n i z o w a ć o p e r ę , ale to się nie u d a ł o . Jeden z tych
teatrów, „ R e d u t a " Osterwy, miał znaczenie o g ó l n o p o l s k i e .
Biorąc pod u w a g ę życie intelektualne, p r a s ę (konser­
watywne „ S ł o w o " , endecki „ D z i e n n i k W i l e ń s k i " i sanacyjny
„Kurier W i l e ń s k i " ) , teatry, koncerty - W i l n o świeciło w Pol­

sce j a k gwiazda, ale pozbawione p r z e m y s ł u , było jednak
kresowym miastem, a to w ó w c z a s bardzo u t r u d n i a ł o k o n ­
takty ze ś w i a t e m . Inne miasta, zwłaszcza K r a k ó w , m o g ł y
z a p e w n i ć lepsze w a r u n k i , t r u d n o się więc dziwić, że W i l n o
raczej opuszczano, niż do niego p r z y j e ż d ż a n o z innych miast,
innych c e n t r ó w k u l t u r y . Było o d s u n i ę t e , na p ó ł n o c y , a przy
tym odcięte od L i t w y . Wystarczy powiedzieć, że nie m o ż n a
było p o j e c h a ć z W i l n a do K o w n a , m i m o że to tylko 100
k i l o m e t r ó w , półtorej godziny jazdy samochodem. Ale skoro
k t o ś chciał, m u s i a ł do K o w n a j e c h a ć przez R y g ę , albo
Królewiec... Z r e s z t ą nielegalnie lub z w i e l k i m trudem. Trze­
ba było bowiem d o s t a ć w Rydze wizę. L i t w i n i mieli wbitą
pieczątkę w paszporcie' pour tout le pays la Pologne excepte
W Wilnie, j a k wiadomo, z n a j d o w a ł o się d u ż e skupisko
Żydów.
Czy między tą społecznością a polską istniały punkty
Jak wyglądało współżycie obu
narodowości?

styku?

Żydzi ubodzy, k t ó r y c h nazywano „ c h a ł a t o w y m i " , zamie­
szkiwali o d r ę b n ą część miasta. T w o r z y l i niejako getto,
w k t ó r y m żyli. AJe jeśli k t ó r y ś się e m a n c y p o w a ł , z d o b y w a ł
z a w ó d , robił karierę f i n a n s o w ą , w y n o s i ł się z tej żydowskiej
dzielnicy, w y n a j m o w a ł mieszkanie w ś r ó d m i e ś c i u , o t w i e r a ł
k a n c e l a r i ę a d w o k a c k ą czy gabinet lekarski, w c h o d z i ł w wię­
kszy b ą d ź mniejszy kontakt ze społecznością p o l s k ą . Plutokracja, wolne zawody, kupcy. Jednak ortodoksyjne, hebrajs­
kie W i l n o było bardzo izolowane. Właściwie prawie nigdy
tam nie byłem, żałuję tego teraz.
Egzotyka,

kiedy jest pod bokiem, nie

interesuje.

M o ż n a tę dzielnicę ż y d o w s k ą , p r z y r ó w n a ć do takiego
C h i n a t o w n w N o w y m J o r k u . Ż y ł a swoim w ł a s n y m , or­
ganicznym życiem. A l e pewne kontakty istniały. Na przy­
k ł a d rabin ż y d o w s k i był senatorem w Senacie polskim, byli
też posłowie żydowscy, wybrani do Sejmu. Z w ł a s z c z a w ś r o ­
dowiskach lewicowych s p o t y k a ł o się wielu ludzi ż y d o w s ­
kiego pochodzenia. Oczywiście w ś r o d o w i s k a c h lewicowych
pochodzenie nie o d g r y w a ł o ż a d n e j r o l i , nie s t a w a ł o się
powodem dyskryminacji. PPS nie u z n a w a ł a p r z e s ą d ó w

35

n i

rasowych, ale jej b a z ą byli przede wszystkim robotnicy
i rękodzielnicy. Proletariat.

Pomimo tego. ii „Odrodzenie"
miało wyraźnie
charakter, by nie rzec nacjonalistyczny?

A czy PPS miała znaczenie wśród wileńskiej
inteligencji,
w środowisku
uniwersyteckim?
Nie, Uniwersytet był d o m e n ą ludzi pochodzenia z i e m i a ń s ­
kiego, inteligencji.

Owszem, m i a ł o taki charakter w Warszawie, Poznaniu czy
K r a k o w i e , ale nie we Lwowie i Wilnie. Z w ł a s z c z a w nim
m i ę d z y n a r o d o w y charakter miasta i jego przeszłość wywoły­
wały t ę s k n o t ę do Wielkiego Księstwa Litewskiego i b y l i ś m y :
zwolennikami p a ń s t w a ponadnarodowego, Rzeczypospoli-^
tej N a r o d ó w . Z r e s z t ą , pod w p ł y w e m prof. Świeżawskiego
podobne d ą ż e n i a w y s t ę p o w a ł y t a k ż e w „ O d r o d z e n i u " lwow­
skim.

Czy Rosjanie
miasta?

stanowili

jakiś

zauważalny

element

tego

T a k , była to grupa w y r a ź n i e dostrzegalna, c h o c i a ż nie­
liczna. Sami inteligenci. W Wilnie nie było bowiem proleta­
riatu rosyjskiego, jedynie ci, k t ó r z y uciekli z Rosji w okresie
wybuchu rewolucji p a ź d z i e r n i k o w e j albo też dawni miejs­
cowi urzędnicy, administracja. M i e l i swoje miejsca s p o t k a ń ,
cerkwie, instytucje kulturalne. M i ę d z y s o b ą rozmawiali po
rosyjsku, a l e s i ę nie izolowali. Stosunki między inteligencją
p o l s k ą i rosyjską k s z t a ł t o w a ł y się dobrze. K o ł o Rosjan na
Uniwersytecie liczyło o k o ł o 200 s t u d e n t ó w , b y ł o więc liczne,
w ł ą c z o n e w nasze życie uniwersyteckie, c h o ć mieli też swoje
teatry, imprezy, obchody świąt, rocznic. Ja byłem prezesem
„ O d r o d z e n i a " i mieliśmy z Rosjanami stosunki więcej niż
dobre.

36

narodowy

Czy w tamtych latach zauważało się dążenie do polonizacp.
Litwinów czy
Rosjan?
Interesujące pytanie. P o w i e d z i a ł b y m , że politycznie było
ono ze strony w ł a d z i kościoła zamierzone, program polegał
na asymilacji, zwłaszcza B i a ł o r u s i n ó w . Dotyczy to z a r ó w n o ^
r z ą d ó w endecji przed 1926 r „ j a k i sanacji, p o m i m o tego, [
sam Piłsudski nie był nacjonalistą. U s i ł o w a ł a p o l o n i z o w a ć
administracja, ale niewiele w y c h o d z i ł o z tej głośnej, urzędo­
wej polonizacji, cicha bowiem d o k o n y w a ł a się w sposób
niejako naturalny. C h ł o p i , k t ó r z y wciągali się w życił
cywilizacyjne woleli posyłać dzieci do polskich gimnazjów, I

dotyczy to jednak przede wszystkim B i a ł o r u s i n ó w , w znacz­
nie mniejszym stopniu L i t w i n ó w . Z r e s z t ą j u ż wtedy budził się
ruch narodowy b i a ł o r u s k i . Stworzono dwa gimnazja - w W i ­
lnie i N o w o g r ó d k u . Potem jednak sanacja z a m k n ę ł a nowo­
gródzkie, ku wielkiej rozpaczy B i a ł o r u s i n ó w , k t ó r z y odczuli
to jako k r z y w d ę i m u c z y n i o n ą . Dzisiaj, gdy o t y m myślę,
uważam, że to była bardzo n i e r o z s ą d n a polityka, p o n i e w a ż
Białorusinów nie m o ż n a b y ł o j u ż s p o l o n i z o w a ć , n a l e ż a ł o
natomiast uczynić to, co zrobili Austriacy z U k r a i ń c a m i ,
wychować kadry, mieć w nich dobrych obywateli. Ale
zamiast tego w o ł a n o z a m y k a ć o ś r o d k i , gimnazja, c h o ć to nie
tylko, że nie sprzyjało polonizacji, ale n a s t a w i a ł o l u d n o ś ć
*recz antypolsko. A l e my w „ O d r o d z e n i u " . Mackiewicz
..Słowie W i l e ń s k i m " walczyliśmy przeciw tej polityce.
w

Skoro weszliśmy na grunt polityki, zapytam jeszcze
sudskiego. Jaki byl stosunek do niego w Wilnie?

o Pił­

Endeków negatywny, w r o g i , ale istniały grupy inteligencji
Piłsudczykowskiej, silniejsze niż w Warszawie czy Poznaniu.
W y w i ą z a n i e Piłsudskiego do W i l n a b y ł o tak oczywiste
g°rące, że to u j m o w a ł o ludzi. A l e na Uniwersytecie
*'ekszość stanowiła m ł o d z i e ż endecka, niechętna M a r s z a ł ­
kowi,
1

Jak przyjmowano koncepcję federacyjną
Piłsudskiego?
Źle. Wszyscy byli przeciw temu, ogromna większość
P o l a k ó w w W i l n i e i na Wileńszczyźnie, a t a k ż e L i t w i n i . D l a
nich W i l n o b y ł o stolicą p a ń s t w a i nie dopuszczali na ten
temat ż a d n y c h dyskusji. W ł a ś n i e dlatego Piłsudski po nieu­
danych p r ó b a c h narzucenia koncepcji federacyjnej zdecydo­
wał się na wcielenie W i l n a do Polski.
Marszałek
Piłsudski miał do Wilna szczególny
Powiedział przecież kiedyś, iż wszystko „Wszystko
duszy przez Wilno
pieszczone".

sentyment.
piękno mej

Zarzucano m u to nawet w prowadzeniu d z i a ł a ń wojen­
nych. Wtedy, gdy toczyły się ciężkie w a l k i o L w ó w , a miasto
było o b l ę ż o n e , s k i e r o w a ł swe g ł ó w n e siły na W i l n o . Legioni­
ści chcieli z r o b i ć prezent K o m e n d a n t o w i i wyzwolić miasto
z r ą k b o l s z e w i k ó w na Wielkanoc. W drugi dzień świąt
Wielkiej N o c y m ó g ł więc Piłsudski wjechać do W i l n a przez
O s t r ą B r a m ę . N a mieście rozlepiono afisze, w k t ó r y c h było
powiedziane, że Polska wkracza do W i l n a , ale że miasto
samo określi swój los. O b u r z y ł o to e n d e k ó w , dla nich jasne
było, że W i l n o jest r ó w n i e polskie, j a k K r a k ó w czy War­
szawa. A Piłsudski pisał, że nie m o ż e być m o w y o ż a d n y m
nacisku polskim. Wierzył w m o ż l i w o ś ć federacji.
Ale były i inne dowody uczuć K o m e n d a n t a do W i l n a .

37

Jeszcze w t o k u działań wojennych, wtedy, gdy z d a w a ć by się
m o g ł o , powinny były go z a j m o w a ć tylko sprawy operacyjne,
wznowił działanie Akademii Wileńskiej. Z a p r a s z a ł profeso­
r ó w ze L w o w a , K r a k o w a . M ó g ł to sam z r o b i ć , j a k o głów­
n o d o w o d z ą c y , nie o g l ą d a j ą c się na Sejm. Wiedział, że
w n o r m a l n y m trybie Sejm podjąłby t a k ą decyzję po dyskus­
jach, z o c i ą g a n i e m . Później, gdy j u ż M a r s z a ł e k o d s u n ą ł się do
Sulejówka, zrzekając się funkcji szefa sztabu, p o z o s t a w a ł
formalnie w czynnej służbie i o t r z y m y w a ł w o j s k o w ą pensję
m a r s z a ł k o w s k ą . O t ó ż mówił, że to pensja nie zarobiona
przez niego, i odsyłał j ą na rzecz W y d z i a ł u Sztuk P i ę k n y c h
w Wilnie. Chciano bowiem W y d z i a ł z a m k n ą ć , a r g m e n t u j ą c ,
iż d u ż o kosztuje. M i a ł też piękne p r z e m ó w i e n i e na otwarciu
Uniwersytetu.
Przeżył Pan wrzesień 1939 r. w Wilnie. Jaki byl wówczas
stosunek ludności do cofających się oddziałów?
W z r u s z a j ą c y . Żołnierze odchodzili na Litwę, na Ł o t w ę ,
żeby się p o d d a ć . Z płaczem ż e g n a n o ich. Ale j a j u ż tego nie
widziałem. Wiem t y l k o , że na Litwie przyjmowano ich
zupełnie poprawnie, rozbrajano i o d s y ł a n o do o b o z ó w ,
dobrze k a r m i o n o , dawano urlopy, przepustki. N i c z t r i u m falizmu. A l e tak było d o p ó t y , d o p ó k i istniało oficjalnie
p a ń s t w o polskie i Sowieci nie zażądali od L i t w y usunięcia
posła polskiego. Wtedy sytuacja się p o g o r s z y ł a .
Zaczęły się ciężkie czasy dla Polaków w Wilnie. Trudne
lata. Problem Wilna został rozwiązany radykalnie.
Wiatach
1944-45 nastąpił masowy exodus
ludności.
L u d n o ś ć ż y d o w s k a zginęła, wymordowana w obozach
zagłady. C a ł ą inteligencję p o l s k ą przesiedlono do Polski.
Szły transporty za transportami. Jeśli k t o ś nie chciał, opierał
się, N K W D p r z e d s t a w i a ł o a l t e r n a t y w ę - d e p o r t a c j ę do
Kazachstanu, w g ł ą b Z w i ą z k u Radzieckiego. Była to więc
deportacja przymusowa, zresztą j a k na to. co się działo
w Z w i ą z k u Radzieckim, prowadzona humanitarnie. K a ż d a
rodzina o t r z y m y w a ł a wagon na swój dobytek. Zabierano
meble, fortepiany, książki, a nawet k r o w y , konie. Pociągi
szły stosunkowo szybko, przejazd do Warszawy trwał d o b ę .

Dziś musimy u k ł a d a ć nasze stosunki p a ń s t w o w e , w y ­
c h o d z ą c od sytuacji realnej. Polska nie pretenduje do W i l n a .
Granice są nienaruszalne. Trzeba r o z u m i e ć d r a ż l i w o ś ć L i t ­
w i n ó w , ich ogromny wysiłek, by z d o b y ć pełną s u w e r e n n o ś ć ,
wyzwolić się z w p ł y w ó w lat sowietyzacji, z a c h o w a ć s w ą
n a r o d o w ą , k u l t u r o w ą t o ż s a m o ś ć . S t ą d właśnie to uczulenie
na p o l s k o ś ć , naturalna obawa m a ł e g o kraju przed zatrace­
niem swej o d r ę b n o ś c i .
Francuzi, Niemcy, Anglicy tych obaw nie mają...
Pochodzi Pan z Litwy i. jak wszystko na to wskazuje,
zachował Pan do Litwy niekłamany
sentyment.
N a L i t w i e m i e s z k a ł e m do 1920 r o k u . M o j a m a t k a prowa­
dziła gospodarstwo w pobliżu Kiejdan, j a z a ś jeździłem do
szkoły polskiej w Wilnie. Latem s p o t y k a ł e m się z L i t w i n a m i
u siebie. Przyjaźniłem się z L i t w i n a m i , s t a r a ł e m się ich
z r o z u m i e ć . Jedne racje nie wykluczają bowiem drugich.
I n t e r e s o w a ł mnie ruch odrodzenia narodowego na L i t w i e ,
wręcz s y m p a t y z o w a ł e m z n i m . Pod t y m w z g l ę d e m nie
z g a d z a ł e m się z m o j ą m a t k ą , k t ó r a była m u przeciwna.
Natomiast m ó j ojciec był, że tak powiem, litwomanem.
Bardzo go lubili chłopi litewscy, ale j a go nie p a m i ę t a m
- u m a r ł , gdy m i a ł e m 3 lata.
Na tle stosunku do L i t w i n ó w m i e w a ł e m w d o m u konflik­
ty, bo mnie L i t w i n i wydawali się sympatyczni. R o z u m i a ł e m
ich reakcje, nawet to, że ich ruch o d n o w y , o d samego
p o c z ą t k u był znacznie bardziej antypolski niż antyrosyjski.
A l e to b y ł o nieuchronne, p o n i e w a ż byli zmieszam z Polaka­
m i silniej, tworzyli w s p ó l n o t ę tak wielką, tak d ł u g o t r w a ł ą , że
nie mogli, c h c ą c z a c h o w a ć i pogłębić swą t o ż s a m o ś ć , po­
s t ę p o w a ć inaczej. Musieli p o t ę p i ć unię litewską, te trzysta lat
unii, musieli inaczej niż my spojrzeć na Jagiełłę, na w s p ó l n ą
naszą historię.
Z czasem te emocje się u s p o k o j ą . L i t w a ma przecież
p o w a ż n e osiągnięcia w kulturze i nasze stosunki powinny się
stać partnerskie. Dawna przeszłość, widziana przez nas, była
w s p ó l n a i p i ę k n a , ale dla L i t w i n ó w dwuznaczna, dlatego
m ó w m y więcej o przyszłości.

I
Wszystkie fotografie p o c h o d z ą z lat trzydziestych. II. 1 . 6 - lot. Jan Bułhak

38

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.