Pod wieżą Babel - po komunizmie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1

Item

Title
Pod wieżą Babel - po komunizmie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1, s.28-32
Creator
Hall, Dorota
Date
1998
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2799
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2995
Text
Pod w i e ż ą Babel - po komunizmie
Dorota Hall
Widzę są niewielkim miasteczkiem leżącym na pograniczu
litewsko-łotewsko-białoruskim. Zamieszkują je Polacy (do 40%
ogółu ludności), Białorusini (do 40%), Rosjanie (ok. 10%), Li­
twini, Tatarzy i Cyganie - razem trzy tysiące osób. Na niejedno­
znaczny podział etniczny nakłada się inny, grupujący ludzi pod
względem wyznaniowym (jeszcze trudniejszy do przeprowadze­
nia). Większość stanowią chrześcijanie trzech wyznań: katolicy,
prawosławni i staroobrzędowcy. W mniejszości, lecz znaczącej,
znajdują się muzułmanie (Tatarzy), oraz ludzie, którzy nie iden­
tyfikują się z żadną z tych religii. Pamięć starszego pokolenia
obejmuje też wiedzę o Żydach, którzy przed wojną stanowili
znaczną część tutejszej społeczności.
To, że miasteczko ma już długie dzieje, dało się wyraźnie od­
czuć podczas naszych badań. Nowsza historia, ta, którą mie­
szkańcy Widz jeszcze pamiętają, raz po raz pojawiała się bezpo­
średnio w przeprowadzanych przez nas rozmowach - we wspo­
mnieniach rozmówców. Wraz z historią dawniejszą tworzyła
specyficzny kontekst, bez którego trudno byłoby zrozumieć dzi­
siejszą rzeczywistość.
0 specyfice Widz, ich wieloetniczności i wielowyznaniowości, o ich historii, zadecydowało położenie geograficzne - na po­
graniczu.
Po pierwsze, na pograniczu politycznym. Pamiętają przez to
Widzę wiele wydarzeń, wiele wojsk w przemarszu, nacierpiały
się niemało, ale zazwyczaj z upadku podnosiły się szybko, bo­
wiem główne ataki kierowane były zawsze na Brasław. Gdy już
nie wytrzymywał zniszczeń, stolicę powiatu przenoszono czaso­
wo do Widz, co oczywiście podnosiło rangę miasteczka.
Po drugie, miejscowość położona jest na pograniczu etnicznym.
1 po trzecie, na pograniczu wyznaniowym. Wielowyznaniowość ma tutaj długą tradycję. Autor historycznej monografii Brasławszczyzny, przedwojenny nauczyciel gimnazjum brasławskiego Otto Hedemann podaje, że Widzę są jedynym miastem
w powiecie, które zamieszkiwali (choć nie w jednym czasie) lu­
dzie tylu wyznań: żydzi, mahometanie oraz chrześcijanie pięciu
obrządków (1930 : 368). XVII*I-wieczna granica między kato­
1

2

3

likami i grekokatolikami przebiegała właśnie w tamtych okoli­
cach. Od czasu kasaty unii w 1839 r. nie ma unitów w miastecz­
ku, za to ostatnio wzrosła tam liczba prawosławnych. Już od
dwóch wieków są Widzę ośrodkiem staroobrzędowców, od daw­
na zamieszkują je Tatarzy, nie mówiąc już o Żydach, którzy
przyczynili się znacząco do rozwoju miasteczka - w XVTII w.
było ono najbardziej ożywionym punktem handlowym powiatu.
I później nie traciły Widzę nic ze swej świetności. Stąd pocho­
dził Tomasz Wawrzecki - ostatni dowódca powstania kościu­
szkowskiego, tu przyjeżdżał na wakacje Adam Mickiewicz do
swego wuja Majewskiego, rozwijała się także widzka uczelnia szkoła powiatowa (zamknięta po upadku powstania listopadowe­
go). Także w okresie międzywojennym były Widzę nie byle jakim
polskim miasteczkiem. Górowały nad nimi wieże kościoła podług relacji mieszkańców jednego z trzech czy dwóch najwięk­
szych, czy też najpiękniejszych na świecie: ot, u Krakowie kościół
i u Widzach. A więcej nigdzie nie najdziesz takiej formy i takiego
rozmiaru. Z daleka widać było błyszczący półksiężyc na minare­
cie widzkiego meczetu, kolorytu dodawała Widzom starowierska
molena, a Żydzi mieli na miejscu swoją synagogę. Były miastecz­
kowe urzędy, była polska szkoła, był także hotel. Zresztą wiemy
o nim od Melchiora Wańkowicza, który się tam niegdyś zatrzymał,
a zadziwiony wielowyznaniowością miasteczka napisał później re­
portaż pod znamiennym tytułem - Pod wieżą Babel (1971).
Od czasów wojny wiele się zmieniło. Przede wszystkim
znacznie zmniejszyła się liczba mieszkańców gwałtownie uboże­
jących Widz i okolicznych przysiółków. Nie ma już Żydów - zo­
stali wymordowani w czasie okupacji niemieckiej, a ci, którzy
przeżyli, wyjechali po wojnie. Pozostała pamięć po kupieckich
rodzinach żydowskich i ich straszliwym końcu. Rozmówcy
wskazywali mi miejsce ich rozstrzeliwania, opowiadali o ponu­
rych zdarzeniach, których byli świadkami. (A widzieli wiele w Widzach znajduje się i drugie miejsce straceń, gdzie mordowa­
ło NKWD, m.in. polskich żołnierzy. O tym rozmówcy też pamię­
tają). Po wojnie do Polski znajdującej się w nowych granicach
wyemigrowało wielu Polaków, a w ostatnich czasach popularna

Mogiła Tomasza
Wawrzeckiego

28

stalą się emigracja zarobkowa (do Polski, na Litwę, na Łotwę).
0 rozmiarach wyludnienia można przekonać się porównując
choćby przedwojenną, polską „sztabówkę" z mapą współczesną
- znikły z niej liczne wioski i przysiółki. Z dawnej świetności
Widz pozostało niewiele, w zadumę wprowadza tylko siedem
cmentarzy przy dzisiejszej trzy tysięcznej ludnos'ci...
Nie ma Żydów - siłą rzeczy nie istnieje synagoga. A gdy Wi­
dzę, w wyniku wojennych przesunięć, znalazły się na obszarze
Związku Radzieckiego, rozprawiono się także z innymi religia­
mi. Zamknięto kościół (w 1949 r.), rozebrano meczet. O ile ka­
tolikom, których w Widzach jest sporo, udało się (mniej lub bar­
dziej) zachować wiarę pomimo braku księdza, to Tatarzy stano­
wiący widzką mniejszos'c, bez swego mułły w miarę upływu cza­
su coraz bardziej zatracali odrębność. Dzisiaj nie pamiętają już
dobrze swego języka modlitwy, obrzędowości, prawd wiary.
Niektórzy deklarują się jako muzułmanie, inni przyznają się do
swego ateizmu, a katolicy opowiadają, że widują ich w kościele
- tych, którzy przyjęli wyznanie katolickie.
Ale komunistyczna rzeczywistość to nie tylko zamknięte
świątynie, degradacja materialna i przymus pracy w kołchozach.
To także ostra indoktrynacja burząca stare autorytety i agresyw­
nie propagująca ateizm naukowy (uznawany za jedynie słuszny
światopogląd). Pojawiała się ona wszędzie - w pracy, w szkole,
w prasie, w telewizji i radiu - we wszystkich łatwo, a zarazem je­
dynie dostępnych środkach masowego przekazu.
Gdy przyjechalis'my do Widz, zobaczylis'my wies' biedną
1 szarą. Upadł komunizm, zostawiając po sobie bezrobocie, za­
gubienie światopoglądowe i brak nadziei na przyszłość, pustkę,
w którą wdziera się kultura masowa - otworzył się rynek dla
wolnych mediów. Mieszkańcy Widz z lubością oglądają tasiem­
cowe seriale południowoamerykańskie, wpatrują się w drastycz­
nie kontrastujący z codziennością świat kolorowych, „zacho­
dnich" produktów. Ciekawe, że przy tym wszystkim wciąż daje
się dostrzec w Widzach tradycje przedwojennego, wielonacyjnego miasteczka.
Postanowiłam przyjrzeć się, jak określają swoją religijną toż­
samość ludzie żyjący w widzkiej społeczności wielowyznaniowej. Zaczęłam więc od rozmów dotyczących obrazu innowier­
ców, chciałam ustalić, jak się nawzajem postrzegają wyznawcy
różnych religii czy obrządków i jak wobec tego widzą siebie.
Trudność pojawiła się, gdy zauważyłam, że liczni rozmówcy nie
są w stanie jednoznacznie zadeklarować się jako wyznawcy jed­
nego, konkretnego wyznania. Owszem, zebrałam materiały
świadczące o stereotypizacji innowiercy, ale w miarę jak drąży­
łam ten temat, coraz bardziej przekonywałam się, że ta droga nie
prowadzi do zrozumienia ani jak mieszkańcy wielowyznaniowych Widz określają swoją tożsamość, ani jakie międzywyzna­
niowe relacje zachodzą w miasteczku. Zwróciłam natomiast
uwagę, że rozmówcy zadziwiająco często powtarzają popularną,
ponadwyznaniową formułę „Boh adzin". Zadałam więc sobie
pytanie, gdzie kryje się ta postulowana jedność Boga w takiej
wielości wyznań.
Odwieczne współżycie grup różniących się między sobą wia­
rą musiało wpłynąć - i rzeczywiście wpłynęło - na mentalność
mieszkańców oraz na charakter poszczególnych wyznań. Tatarka
zapytana o to, czy chciałaby żyć wśród samych Tatarów, odpo­
wiada: aj, ja przywykłszy już do wszystkich ludzi- A ten sam apo­
kryf opowiadany jest zarówno przez chrześcijan, jak przez mu­
zułmanów: pająk zasnuł swoją siecią wejście do jaskini, wyba­
wiając tym samym z rąk prześladowców ukrywającego się
w pieczarze Pana Jezusa - według jednej wersji, a Mahometa
według drugiej. U nas nawet nie wolno bić pająka. Dlatego, że
ten pająk spas naszego Mahometa. Proroka naszego, wyjaśnia
muzułmanka.
Rozmówcy z nostalgią wspominają minione, polskie czasy.
Wydaje się, że przed wojną silny był w Widzach patriotyzm lo­

kalny, usuwający w cień wszelkie etniczne czy wyznaniowe
podziały. Opowiada katoliczka o Żydach: No wiecie, ja wam po­
wiem, jak tutaj Polacy byli te nasze miestne żytieli i Jewrieje, też
miestne żytieli byli i wsjo, to oni jakieś' ci dobre byli; oni widzkie
same. Same widzkie. I oni dobre byli.
Być może ośrodkiem takiego właśnie myślenia była szkoła
tworząca ponadwyznaniową wspólnotę uczniów. Ja chodził
w szkołu w Widzach, ja miestnyj (...), u szkoły (...)do nasprichodził ksiądz, a do Ruskich pop, u nas nie było ty Polak, ty Moskal
[staroobrzędowiec - D.H.], Prawosławna opowiada, że na rozpo­
częcie każdego roku szkolnego chodziła z katolikami na mszę
Św., Tatarka wspomina, jak polskie narodowe święto, 3 maja,
wraz z uczniami całej szkoły obchodziła przy mogile Tomasza
Wawrzeckiego. Mało tego, niejeden rozmówca przyznaje się, że
uczęszczał na lekcje religii z wyznawcami innej wiary. A swoją
lekcję religii miała każda grupa wyznaniowa, z wyjątkiem pra­
wosławnej (w tym czasie nielicznie reprezentowanej na Brasławszczyźnie). Mówi muzułmanka, córka przedwojennego widzkiego muezzina: No my czasami zostawali tak na religii, bo to
było przyjemnie posłuchać jednej religii i drugiej religii... To ja
już nigdy nie powiem, że moja religia sama lepsza, nie. Przecież
w jakiej człowiek rodzony, taka religia powinna go interesować,
a tak w ogóle trzeba znać o wszystkich. Po troszeczku. Prawda ?
Katoliczka informuje: Do nas każdy czwartek przyjeżdżał ksiądz,
a do Ruskich każda środa. My chodzili tu i tu. A czy można mo­
dlić się? - pewnie, że można, Pan Bóg-że jeden.
Ale jednoczyła nie tylko szkoła, jednoczyło każde wspólne
przebywanie, choćby wspólna praca. Starowierka opowiada, jak
uczyła się szyć u katoliczki i wraz z nią śpiewała polskie kościel­
ne pieśni: / daże mnie nrawiłosja... Takije haroszyje pieśni... dopowiada. Mieszkańcy miasteczka spotykali się także na zaba­
wach tanecznych organizowanych co jakiś czas w Widzach oraz
na tzw. święcie byka w pobliskim majątku szlachcica Minejki.
Co roku po Zielonych Świątkach pan kazał zarżnąć byka i orga­
nizował dla wszystkich zabawę z tańcami, jadłem, napitkiem
i innymi atrakcjami. Moi rozmówcy do dzisiaj tęsknie wspomi­
nają to masowy je hulanije.
Wydaje się zatem, że idee jednoczące widzką wspólnotę ma­
ją długą tradycję. Tradycję, która, mimo powojennej zmiany sy­
tuacji politycznej i społecznej w miasteczku, o dziwo, jest wciąż
w jakiś sposób kontynuowana. A mówienie o kimś, że chodził do
polskiej szkoły, wyraźnie go nobilituje.
Ale nie tylko tradycja łączy w jedno tę wielowyznaniową
społeczność. Bardzo silnym czynnikiem jednoczącym są mał­
żeństwa mieszane, stanowiące widzką normę. Szczególnie
w ostatnich czasach. Zamykanie kościołów, kasacja świątyń wy­
znawców różnych wiar, sowiecka polityka ateizacji sprawiły, że
przez społeczność widzką zaakceptowany został zwyczaj zawie­
rania wyłącznie małżeństw cywilnych (tzw. zapisanie się) i szyb­
ko do porządku dziennego przeszło jego praktykowanie. Kato­
liczka o dosyć konserwatywnych, wydawałoby się, poglądach,
zapytana o to, czy zawieranie tylko takich małżeństw nie jest aby
grzechem, odpowiada: No... Musi u nas nie grzech.
Rzeczywiście, każdy z rozmówców (o ile sam nie był
w związku mieszanym lub z niego nie pochodził) miał kogoś
w rodzinie, czy choćby jakiegoś znajomego, który zdecydował
się na zawarcie takiego małżeństwa. Jego popularność potwier­
dzają nagrobki na cmentarzu: obok siebie pochowani są różnowyznaniowi małżonkowie, obok siebie stoją różnej formy krzy­
że.
Tak powszechne zawieranie małżeństw mieszanych ma oczy­
wiście ogromne znaczenie dla sytuacji religijno-społecznej
w Widzach. Wszak wiarę przejmuje się od rodziny, szczególnie,
gdy rzeczywistość ZSRR zepchnęła funkcjonowanie religii do
poziomu niemal wyłącznie rodzinnego. Ja polowicznaja. Babuszka - Polka, tatki mama, a mama moja była prawosławna - tak
4

5

29

na pytanie o wyznawaną wiarę odpowiada jedna z rozmówczyń.
A co zrobić, gdy nie tylko rodzice nie są zgodni co do wyznania,
gdy dodatkowo szkolna indoktrynacja nawołuje do porzucenia
takich zabobonów jak wiara w ogóle? Pojawia się tu problem za­
gubienia człowieka w ideologiach dzisiejszego świata - wrócę
doń w dalszym ciągu artykułu.
Powszechne zawieranie małżeństw mieszanych ma jeszcze
inne następstwa, których nie można pominąć, mówiąc o widzkich wyznaniach i ich wzajemnym przenikaniu się. W przypad­
ku ślubów cywilnych obydwie strony pozostają zwykle przy
swojej wierze. A różnica w wiarach oznacza różnice w obrzędo­
wości, czyli np. w kalendarzu s'wiąt. Zwykle rodziny katolickoprawoslawne świętują każde święto dwa razy. Ale nie kończy się
na rozwiązaniu całej sprawy w ten sposób. Małżonkowie próbu­
ją dociec cech wspólnych obydwu wiar, bez przerwy porównują,
zrównują religijne praktyki oraz tradycje.
Taka projekcja własnych wierzeń na inne religie, wynikła czy
to z przyzwyczajenia moich rozmówców do bezkonfliktowego
współżycia, czy z popularności mieszanych małżeństw, stawia
znak równości pomiędzy elementami rytuału różnych wyznań.
Mieszkańcy Widz wciąż je porównują, całkiem zatracając przy
tym poczucie ich nieprzystawalności. Rozmówcy niekatoliccy
pytani o swoją wiarę odpowiadają mi, że wszystko jest paczti tak
jak u was. W molennie, a przede wszystkim u prawosławnych
czytają jedno i to samo. Starowierka na pytanie, dlaczego u sta­
roobrzędowców nie ma sakramentu eucharystii, mówi: u nas jest
takaja kutia ; gdzie indziej powiada, że muzułamanie świętują
Bajram kak i w molennie, zresztą same Tatarki zgodnie twierdzą,
że tak jak u was Wielkanoc po tym Wielkim Poście, tak u nas ten
Bajram. Katoliczka informuje mnie, że Biblia staroobrzędow­
ców to tam u nich jakości musi po łacinie, inna twierdzi, że po
żydowsku. Z kolei żydowskie święto Pesach zrównywane jest
przez katolików z chrześcijańskim Bożym Narodzeniem lub
Wielkanocą, maca - z wigilijnym opłatkiem, wielkanocnym jaj­
kiem czy nawet komunią Św., filakterie, a zwłaszcza lestowki
i czotki z różańcem. Rabin, batiuszka, nastawnik czy mułła to
nikt inny jak ich ksiądz. Natomiast jeśli chodzi o święta, to wy­
powiada się na ich temat katoliczka: Ja liczę, tak jak u Polaków,
tak już wszędzie jest, i u Białorusów to samo, wszystkie, wszyst­
kie te same święta, u prawosławnych. I u Maskalów [staroobrzę­
dowców - D.H.] wszystkie te święta. Jak u Polaków, tak i u Ma­
skalów. To i u Żydów też pewnie (1. 57). Równie często do Ży­
dów, jak i do Tatarów odnoszone są popularne stwierdzenia w ro­
dzaju: onijakiści tam chrzest swój to mają, a i sami Tatarzy uwa­
żają azan za odpowiednik chrztu. Widzki ksiądz (cokolwiek
zbulwersowany) opowiadał, jak to pewnego razu przyszedł do
6

1

niego Tatar pragnący ożenku z katoliczką i twierdził, że był
chrzczony (a miał na myśli azan).
Tak, niezwykłą społeczność stanowią mieszkańcy Widz.
I z przenikania się wiar zdają sobie sprawę, szczególnie starsi wychowankowie przedwojennej szkoły. Jedna z katoliczek zau­
waża, że katolicy przejęli od prawosławnych zwyczaj zostawia­
nia jedzenia dla zmarłych na grobach, inni wskazują na hadauszczynę* jako na zwyczaj przejęty, tym razem, od staroobrzę­
dowców. A starowierka mówi, że z kolei jej współwyznawcy na­
uczyli się od katolików palić gromnice, święcić wodę czy chleb
na św. Agaty. A jakże wiele elementów innych wiar przejmowa­
nych jest nieświadomie. Starowierka podczas rozmowy wskazu­
je wiszącą na ścianie fotografię Aleksieja II, informując, że jest
on staroobrzędowym patriarchą. W molenie pali się obok jedynie
dozwolonych świec woskowych - świece parafinowe. Zresztą
przykłady można by mnożyć.
Przekonaliśmy się już, że ciągłe porównywanie wyznań nie
odbywa się wyłącznie na poziomie wypowiedzi, wpisane jest ra­
czej w codzienną praktykę. Przedstawiciele różnych wiar mie­
szkają obok siebie, nieraz nawet pod wspólnym dachem, razem
pracują, odwiedzają się w swoich domach - żadna z grup wyzna­
niowych nie jest i nie czuje się chyba w zwykłych codziennych
stosunkach społecznych specjalnie izolowana.
Szczególna więź łączy katolików, prawosławnych i staroo­
brzędowców. Posiadają oni poczucie chrześcijańskiej wspólnoty
i ciekawi są nawzajem własnej obrzędowości. Rozmówcy często
opowiadają o wizytach własnych lub znajomych w cudzych świą­
tyniach: staroobrzędowców w kościele, katolików w starowierskiej molenie albo cerkwi. Mówią o prawosławnych, których naj­
bliższa świątynia (w Bohini) oddalona jest o ok. 10 km od Widz,
o tym, że widują ich w kościele lub molenie. Wszyscy przycho­
dzą ze zwykłej ciekawości albo dla wzięcia udziału w pogrzebie
sąsiada czy jakiegoś znajomego. Niektórzy przypominają, że do
katolickich miejsc cudownych przybywali także pielgrzymujący
niekatoliccy chrześcijanie, a do Ostrej Bramy wędrowali nawet
Tatarzy. Ekumeniczną atmosferę w Widzach wprowadzali niewąt­
pliwie powojenni kapłani: nastawnik i ksiądz. Na ich autorytety
często powoływali się moi rozmówcy twierdząc, że nie ma abso­
lutnie nic złego w przychodzeniu do cudzych świątyń. Opowiada­
li także, jak nastawnik ofiarował datek na kościół przy okazji
odwiedzin i modlitwy przy żłóbku Pana Jezusa. Mówili o tym, że
ksiądz odprawił mszę Św. w staroobrzędowej molenie, kiedy
w kościele był już sportiwnyj zal (sala gimnastyczna).
Wierni odwiedzający się nawzajem w nie swoich świątyniach
zwykle modlą się, żegnają po swojemu, są obserwatorami. Ale
nie tylko. W czasach komunizmu w Widzach jedyną funkcjonu-

Prawdziwy konflikt zarysowuje się mianowicie pomiędzy
jącą świątynią pozostała molena staroobrzędowców. Otwarte by­
tradycyjnie wierzącymi a tymi, którzy występują, czy też wystę­
ty cerkwie w Bohini i Kozianach, ale do kościoła trzeba było je­
powali przeciwko wierze. W komunizmie współwyznawcy loko­
chać dalej. Wielu katolickich mieszkańców Widz i pobliskich
wali się „po obydwóch stronach barykady". Okazało się, że to
przysiółków przyznaje się do przychodzenia do moleny czy cer­
„nasi" Polacy nie cofnęli się przed zniszczeniem kościoła, czy
kwi w celu odmówienia modlitw, dla których zwykle udawali się
też dopuścili, aby niszczyły go dzieci. W rozmowach często po­
do kościoła. Wszak Boh adzin.
My wszystkie Tryklaciszki jednej i jednej przypowiemy, żeby jawiały się wypowiedzi tego typu: Ale ja tylko to powiem: roz­
byli u tej chacie, żeby taka i taka pora. (...) I już wszystkie wy-maitych jest ludzi na świecie, i dobrych z Polaków, i złych. I z Ru­
bieralisię i szli. Izaszli raz u Bogina. (...)A tam cerkiew. Aj, jak skich, i z prawosławnych jest rozmaitych. Ale mnie zdaje się, kto
i tam szli krągiem kościoła. (...) Oni po swojemu modlą się, ty po w Boga wierzy, choć trochę, to jeszcze ten człowiek, jeszcze moż­
swojemu... (1. 56). Dzisiaj z kolei widzcy prawosławni, szczegól­ liwy. .. A jak nie wierzy, to już. •. trudno tak.
nie ci starsi, miast jechać do cerkwi, przychodzą na niedzielną li­
Mamy więc po jednej stronie tradycyjnie wierzących. Lecz ci
turgię do kościoła, bywają także w molenie.
tak zwani tradycyjnie wierzący to wyznawcy „wiary ponadreligijnej" - wcześniej delikatniej formułowanej w sytuacji zgodne­
Możliwa jest jeszcze inna, szczególna sytuacja, kiedy to mie­
go współżycia mieszkańców miasteczka, później jeszcze dodat­
szkańcom Widz daleko jest do biernych tylko obserwatorów cu­
kowo wzmocnionej w obronie przeciw burzycielowi każdej reli­
dzego obrządku. Bywa mianowicie, że przychodzą np. starowiegii (że przypomnę, jak pojęcie chrztu moi rozmówcy rozciągają
rzy do kościoła czy katolicy do moleny, zanosząc prośby do Bo­
na wyznawców wszelkich wiar). Zresztą sam podział na wiary
ga, w nadziei, że Bóg wielokrotnie i na różny sposób proszony
nie jest już dzisiaj zbyt ostry - w miarę upływu czasu rozmywa­
próśb owych wysłucha. Ilustruje to dobrze opowieść jednej
ły go zawierane małżeństwa mieszane. Dodatkowo - wydawało­
z rozmówczyń: Ten to często przychodził i o zdrowie prosił,
u niego nogi mocno bolały. I wsjo gaworzył mnie: 'Nineczka, ja by się - wyraźnie zdeklarowani ateiści po upadku komunizmu
niósł ofiaru, ja zdarowia praszu u Boga, ja praszu. Ja i do swo­ zaczęli uczęszczać do kościoła, do molenny, już zupełnie dezo­
jej molieny idu. Praszu Boga. I tu, i tu. Może wsjoż Bóg pomoże' rientując tych, którzy na dotychczasowych podziałach opierali
swoją wizję świata.
(1.56). Co ciekawe, takie działanie ma już długą tradycję na Brasławszczyźnie. Otto Hedemann stwierdził na podstawie XVIIIBo, cokolwiek by mówić, podziały jakieś były. W tę tradycyj­
wiecznych testamentów, iż tamtejsza szlachta zapisywała datki
ną wiarę mieszkańców Widz wpisana była zawsze zasada, że każ­
jednocześnie na wszystkie kościoły i cerkwie w powiecie z proś­
dy po swojemu modli się i powinien starać się o zachowanie ta­
bą o wstawiennictwo do Pana Boga. (Niektórzy ofiarowali po
kiego stanu rzeczy; nie jest dobrze zmieniać wiarę. Dlatego np.
ilotemu na mszę unicką, a po 3 zł na katolicką; Hedemann, małżeństwa mieszane już pomiędzy starowierami i katolikami,
1930:53). Opowiadano mi także o katoliczce, która modliła się
czy starowierami i prawosławnymi zawierane były rzadziej - ślub
wraolennie: Odbywała ukłony, odbywała... Cała molenna, wsje
(obustronny) w którymś z obrządków możliwy jest tylko w przy­
przestali, a ona adbywala, odbywała... (...) No, wot prasiła padku, gdy obydwie strony są w nim ochrzczone . Obrazy innych
u Boga czegoś. Czego to prosiła, nie wiem...(...) I wymodliła się. grup etnicznych czy wyznaniowych były zestereotypizowane,
Wymodliła się zięcia! (...) Zięć przeszedłszy na Polaka i do spo­ niektórzy wartościowani byli gorzej, inni lepiej. Także dzisiaj ste­
wiedzi szedł, i do komunii, i wszystko... Cóż, katolicki zięć wy­ reotypy te pojawiają się w wypowiedziach, niekiedy wychodzą
modlony w molennie - to może się zdarzyć tylko w Widzach.
nawet na plan pierwszy. Ale o wiele częściej daje się słyszeć, że:
ludzie takie same. Cygan jest Cygan. Choćby jest Cygani i do­
Nie tylko w prośbach o pomyślność odwołują się mieszkań­
brych. (...) Może być i Polaków jest dreny ch i Ruskich, i rozmai­
cy Widz do ponadwyznaniowej siły boskiej. Zdarza się to także
tych nacji może być drenych. Przy czym jako zły wskazywany jest
w przypadku chęci zaszkodzenia komuś bądź zesłania na kogoś
zwykle „komunista", a dobry to gorliwy wyznawca jakiej bądź,
kary za rzekomo popełnione zło. Można wtedy iść - obojętne ale religii - mówiono mi niejednokrotnie o tym, jacy to Żydzi by­
do kościoła czy do cerkwi i łamać w świątyni świece na szkodę
li dobrzy, swoja wiara trzymali się więcej jak nasze ludzie.
prześladowcy.
Oczywiście, duża tolerancja religijna mieszkańców Widz nie
Pojawiają się śmiałe głosy, że Bóg sądzić będzie nie według
jest nieograniczona. Ale też odrębności wyznaniowe nie mogą
wyznania, a tylko podług uczynków. Każdy członek wspólnoty
dostatecznie scharakteryzować podziałów, bowiem rzeczywista
wierzących, skoro tylko do niej należy, będzie miał takie same
linia demarkacyjna przebiega w zupełnie innym miejscu.
szanse zbawienia. Różnice międzywyznaniowe już się nie liczą:
9

Cmentarz staroobrzędowy
z grobem katolickim

31

Pan Bóg wszystkich przyjmie i będzie sądzić. Od wiary [tzn. wy­
znania - D . H . ] to nie będzie zależeć. Wszystkich Pan Bóg będzie
sądzić jak on przeżył, po jego zasługach. (...)0n wie, że wszystkie
jego dzieci, czy on Moskal, czy on choć kto. (...) Że ludzie sami na
wiary rozłączyli się, to same ludzie wszystko. Bóg że nie łączył, Że
ty bądź Moskalem, a ty bądź prawosławnym, czy Cyganem...

której m o g l i b y b y ć p e w n i : t ę o d d z i e l a j ą c ą w y s t ę p u j ą c y c h prze­

Tradycyjnie w i e r z ą c y z w y k l e u p a t r u j ą w odchodzeniu od

p r z e z w y c i ę ż o n e . N i e bardzo w i a d o m o , w co w i e r z y ć , j a k wie­

c i w wierze „ z ł y c h k o m u n i s t ó w " od s p o ł e c z n o ś c i tradycyjnie
w i e r z ą c y c h . P e ł n i w ą t p l i w o ś c i co do w ł a s n e j w i a r y z ż a d n ą
z grup nie m o g ą się u t o ż s a m i ć .
Z r e s z t ą teraz, gdy k o m u n i s t y c z n a ideologia u p a d ł a , nadal nic
nie wskazuje na to, by ś w i a t o p o g l ą d o w e zagubienie m o g ł o być

wiary przyczyny z b l i ż a j ą c e g o się k o ń c a ś w i a t a - tak d u ż a jest

r z y ć i czy w o g ó l e . Wyznaje, d e k l a r u j ą c a się j a k o p r a w o s ł a w n a ,

Dołżen być koniec świa­
ta. Tak ludzie żyć nie mogą. (...) Tuż więcej teraz niedowiarków.
Wszak do ż y c i a potrzebna jest wiara: No koniec świata będzie
i zostanie się kto, rozmnażać się będą, no jakaś wiara będzie. (...)
Bez wiary też nie będą ludzie żyć. Trzeba wiara jaka.

Białorusinka:

n i e c h ę ć w stosunku do n i e w i e r z ą c y c h :

N i e c h ę ć do k o m u n i s t ó w nie ma p o w o d ó w czysto ideologicz­

Powiem ja szczerze, że ja nie taka już bardzo wie­
rząca, nie. (...) To grzech, to niedobrze, ja by chciała więcej wie­
rzyć, ale mi nie wychodzi. Nie wychodzi. Ja by chciała więcej
wierzyć. Ale kiedyś, jak był komunizm, to ja też nigdy nie mówi­
ła, że Boga nie ma. Nie, tego ja nigdy nie mówiła. Ja nie bardzo
wierząca, ale i niewierząca też nigdy nie była. N i e k t ó r z y mie­

nych. W i e l u r o z m ó w c ó w (starszych), doskonale p a m i ę t a o w i d z -

szkańcy Widz,

kim

próbując

odbudowywać jednoznaczną

wizję

sprawcy zostali ukarani: pierwszemu z n i c h traktor o d e r w a ł r ę k ę ,

Ot, żeby więcej
pobył Sowietskij Sajuz, to byłaby sawietska wiera. I wszystko.
(...) [ U k o m u n i s t ó w - D . H . ] programa taka, też tak samo: nie za­
bij, nie ukradnij tam... No takie same zapowiedzi, jak u Polaków,
u katolików. Taka sama ( m u z u ł m a n k a , lat 85).
Jednak Sawietskij Sajuz u p a d ł . A miejsce o s ó b pamiętających

na drugiego s p a d ł słup p o d t r z y m u j ą c y linię wysokiego n a p i ę c i a ,

przedwojenne

trzeci z a ś s i ę p o w i e s i ł . M ó w i się o t y m , j a k z drabiny s p a d ł a i po­

w latach k o m u n i z m u . O n i t a k ż e w y p o w i a d a j ą w rozmowach po­

ł a m a ł a się baba u p y c h a j ą c a na strychu ś w i ę t e obrazy, czy j a k zła­

pularny s ą d

miejscu k a ź n i za a p t e k ą , o m ł o d y c h c h ł o p c a c h z polskiego

wojska, k t ó r z y szli na ś m i e r ć z r ą k N K W D . Przytacza s i ę c z ę s t o
historie o karze b o ż e j wymierzonej k o m u n i s t o m . W z m a c n i a to
o c z y w i ś c i e linię p o d z i a ł u . Jedna z w i e l u wersji opowiadania
o zburzeniu k a p l i c z k i głosi, ż e w k r ó t c e po t y m wydarzeniu trzej

m a ł a n o g ę dziewczyna t a ń c u j ą c a w

sportiwnom zale, na

który

przerobiono k o ś c i ó ł ; s w y m p o s t ę p o w a n i e m obie w y s t ę p o w a ł y

ś w i a t a , w y g ł a s z a j ą z a s k a k u j ą c e s ą d y w rodzaju:

czasy zajmuje

Boh adzin.

pokolenie

ludzi

wychowanych

Jak j e d n a k t r a k t o w a ć tę f o r m u ł ę , gdy pa­

da z i c h ust?... P r z e d w o j e n n ą d e w i z ą b y ł o : „ w j a k i e j wierze się
r o d z i ł e m , w takiej u m r ę " - d u ż a tolerancja nie o z n a c z a ł a wcale
utraty religijnej t o ż s a m o ś c i . Wydaje s i ę , ż e dzisiaj jest odwrotnie

przeciwko wierze.
A l e nie k a ż d e m u opowiadania o karze b o ż e j r o z w i ą z u j ą pro­

- prawdopodobnie najbardziej zateizowani za p o m o c ą formuły

blemy zagubienia po latach komunistycznej indoktrynacji, zagu­

Boh adzin w y r a ż a j ą s w ó j o b o j ę t n y stosunek do w y z n a ń . D l a nich

bienia p o ś r ó d w i e l o ś c i w y z n a ń , z k t ó r y c h ż a d n e w dzisiejszej

r z e c z y w i ś c i e wszystkie religie s ą sobie r ó w n e , nawet rytualne

r z e c z y w i s t o ś c i nie posiada j u ż mocy c a ł k o w i c i e

r ó ż n i c e (o k t ó r y c h z w y k l e niewiele w i e d z ą ) nie m a j ą specjalne­

wyjaśniającej

W Rosji, przy komunistach, mówili, że zagrobnego życia
nie ma. Że człowiek umarł i wszystko przepada. A teraz już
mówią inaczej. Teraz mówią, że triecije izmierienije, że tam ktoś
w kosmosie jest, że człowieku tylko umiera ciało, a dusza gdzieś
tam w jakiści drugi obraz przechodzi, o tak... Nie to, że tam nie­
bo, piekło. Teraz tak nie mówią ( p r a w o s ł a w n a , B i a ł o r u s i n k a ) .
świat.

go znaczenia.
P o d s u m o w u j ą c wszystko, co z o s t a ł o t u powiedziane, stwier­
d z i ć n a l e ż y , i ż w y p o w i a d a n e c z ę s t o przez wielowyznaniowych
m i e s z k a ń c ó w W i d z s f o r m u ł o w a n i e Boh adzin nie d z i w i zbytnio
przy r z e c z y w i s t y m przenikaniu się wiar, czy nawet samych
o b r z ą d k ó w . C z ę s t o w i ą ż e się z p r ó b a m i konstruowania metareli-

Czy w tej dezorientacji p o m ó c m o g ą o p o w i e ś c i o k o m u n i ­

g i i . P r z e s ł a n k i po temu i s t n i a ł y w W i d z a c h zapewne od dawna,

stach, k t ó r y c h B ó g p o k a r a ł ? S z c z e g ó l n i e w sytuacji, gdy obser­

w z w i ą z k u z t r a d y c j ą kresowego miasteczka. R z e c z y w i s t o ś ć po­

Jest
Pan Bóg, no to nas uczyli... (•••) A niektóre tak żyją niedowiar­
kami...(...) Nikomu oni nie wierzą, nikakie święto znają, nic ony
nie znają, i jak patrzysz - tak-samo u ich rośnie i tak samo any
chodzą adziawszy się, abuwszy się...
wowana w k o ł o r z e c z y w i s t o ś ć o p o w i e ś c i o m t y m zaprzecza:

M i e s z k a ń c y W i d z w y r a ź n i e ż a l ą się na k o m u n i s t ó w - zabra­

wojenna, c z y l i nowe ideologie (przede w s z y s t k i m komunistycz­
ny ateizm, wobec k t ó r e g o trzeba b y ł o z m o b i l i z o w a ć się do obro­
n y ) , oraz nowe zwyczaje (takie j a k upowszechnienie małżeństw
mieszanych), ta r z e c z y w i s t o ś ć powojenna ostatecznie doprowav
d z i ł a do p r ó b metareligijnej interpretacji w y z n a ń . I tutaj kryje się
g ł ę b o k i sens f o r m u ł y

Boh adzin.

Przy c z y m p a m i ę t a ć należy, żel

l i i m o c z y w i s t o ś ć p o d z i a ł ó w , tych p o d z i a ł ó w , k t ó r y c h od dawna

to samo powiedzenie o z n a c z a ć m o ż e r ó ż n e postawy w zależno­

b y l i ś w i a d o m i i k t ó r e dotychczas s w ą t o l e r a n c j ą sami przezwy­

ści od pokolenia - m ł o d s i m o g ą się n i m p o s ł u g i w a ć dla odcięcia t

c i ę ż a l i . A w t y m ż a l u , zagubieni, b u r z ą nawet o s t a t n i ą g r a n i c ę ,

się od tradycji.

PRZ YPISY
1

Dane procentowe umieszczone w nawiasach są orientacyjne. Ostat­
ni oficjalny spis ludności z 1.01.1989 r. uwzględnia tylko Białorusinów,
Polaków i Rosjan i został przeprowadzony dla całego rejonu brasławskiego. Według opinii osób pomagających w tym spisie informacje
0 liczbie Polaków są w nim zaniżone (stanowią oni raczej 30% niż 27%
ogółu ludności obwodu). Nie udało się nam dotrzeć do danych dotyczą­
cych Widz. Dane procentowe, które umieszczam, podali uczestnicy spi­
su (mieszkańcy Widz). Twierdzili, że pokrywają się one mniej więcej
z podziałem wyznaniowym (Polacy-katolicy, Białorusini-prawosławni,
Rosjanie-staroobrzędowcy).
Są zatem Widzę miejscem, w którym krzyżują się nacje, wyznania
1 języki. Jednak w temat języka mieszkańców Widz nie zagłębialiśmy się;
o języku wsi białoruskiej (o utożsamianiu nacji z wiarą, o wartościowaniu
języków) pisano już wiele, np. zob. Engelking, 1995; Boh adzin, 1996
Wszystkie zamieszczone w artykule informacje dotyczące Widz
X V I I I - i XIX-wiecznych pochodzą z monografii Hedemanna (1930,
szczególnie 367-376).
2

3

32

4

W X I X w. z carskich funduszy powstała w Widzach prawosławna
cerkiew pomyślana jako alternatywa dla prześladowanych przez rosyj­
skie imperium staroobrzędowców. Cerkiew ta została wybudowana dli
dosłownie kilku rodzin prawosławnych mieszkających w tym czasie
w Widzach (i nie przyczyniła się zbytnio do rozwoju prawosławia). Wi­
dzę nie mają silnych tradycji prawosławnych (Hedemann, 1930: 374).
Oczywiście dotyczy to cmentarzy chrześcijańskich (krzyże z dwo­
ma poprzeczkami identyfikowane są jako prawosławne, w przeciwień­
stwie do ośmiokończastych, z trzema - staroobrzędowych).
kutia - u prawosławnych i staroobrzędowców: obrzędowy posiłekj:
spożywany przy okazji modlitwy za zmarłych.
1
azan - u muzułmanów: modlitwa tu: jako rytuał przyjęcia dziecka do
wspólnoty wierzących (w Widzach od dawna nie praktykuje się obrzezania).
hadauszczyna - u prawosławnych i staroobrzędowców: modlitwaza
zmarłego w pierwszą rocznicę jego śmierci.
' T y l k o katolicy i prawosławni mogą zawrzeć małżeństwo bez uprcedniego chrztu w obrządku partnera.
5

6

8

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.