Wspomnienie o Profesorze/ Barbarzyńca 2012 nr 18

Item

Title
Wspomnienie o Profesorze/ Barbarzyńca 2012 nr 18
Description
Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2012 nr 1 (18), s.12-14
Creator
Sochacki, Łukasz
Date
2012
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:5237
Language
pol.
Publisher
Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5634
Rights
Licencja PIA
Subject
Kowalski, Piotr (1952-2011)
Text
Z
enie
o

Profesorze

marłych naukowcówwspominasię zazwyczaj
schematycznie. Gdzie i kiedy się urodził,
gdzie i kiedy zmarł? Jakie skończył szkoły?
Gdzie studiował i pod czyim kierunkiem zdobył
poszczególne stopnie i tytuły naukowe? Nie można
zapomnieć o podaniu liczby napisanych książek,
artykułów, recenzji itp. Wyliczaniu nie ma końca.
Choć człowieka nauki ocenia się przede wszystkim
po wytworach — po liczbie opublikowanych prac
naukowych, to na tym Jego praca się nie kończy. To
dopiero czubek góry lodowej. Chciałbym przybliżyć
postać profesora Piotra Kowalskiego nieco inaczej.
Nie można jednak myśleć o Profesorze i nie
myśleć o książkach. Nie wychodził z księgarni bez
książek (podkreślam liczbę mnogą). Spośród kra­
kowskich księgarń odwiedzał często tę znajdującą
się w sąsiedztwie Instytutu Etnologii i Antropologii
UJ oraz jeszcze jedną, przy ulicy Kalwaryjskiej.
Kupowanie ogromnych ilości książek uprawniało
Go do hurtowych cen. Nie wiem, czy był biblio­
filem, ale książki kochał — gromadzić i czytać.
Zawsze, kiedy się przeprowadzał, zabierał ze sobą
książki, a zanim je przewiózł, zdążył uzbierać kolejne
kilogramy.

Ostatecznie cały księgozbiór przeniósł do
Wrocławia, bo nie ma jak w domu. Przez wiele lat
mieszkał i pracował w Opolu, a potem w Krakowie.
Ostatecznie wrócił do Wrocławia, który uwielbiał
ponad inne miasta. Nigdy z nim o tym nie rozma­
wiałem, ale przypuszczam, że studenckie czasy pozo­
stawiły niezatarte wspomnienia. Stąd sentyment
i chęć powrotu.
Przyglądając się Jego fizjonomii, wzrostowi
i powolnym ruchom (dostojnym, a nie ospałym),
nie można było przypuszczać, jak dynamiczny
i niespokojny charakter kryje się pod powłoką
ciała. Wiele przeprowadzek było spowodowanych
okolicznościami niezależnymi od Jego woli, tak się
przynajmniej tłumaczył. Nie wyjaśnia to jednak
Jego aktywności. Czasami odnosiłem wrażenie, że
sypia wyłącznie w pociągach. Uczestniczył w wielu
konferencjach w całym kraju, należał do kilku

Wspomnienie o Profesorze

komitetów redakcyjnych, nieustannie planował
jakieś publikacje. Więcej nawet, nie tylko planował,
ale z sukcesem realizował te plany. Nie pozostawał
bierny na polu organizowania życia akademickiego,
aranżując konferencje. Do nieustannego przemiesz­
czania się zmuszały go też obowiązki związane
z pracą. Wiecznie był w ruchu, nie tylko fizycznie,
ale także intelektualnie. Ciągle coś pisał. Pomysły
na badania i artykuły wyciągał jak asy z rękawa.
Miał łatwość w problematyzowaniu rzeczywistości.
Wszędzie potrafił znaleźć pole dociekań, czym
przyprawiał o zawrót głowy wielu seminarzystów
i uczestników zajęć.
Banałem będzie stwierdzenie, że na Jego zajęcia
studenci, kolokwialnie rzecz ujmując, walili drzwiami
i oknami. Ten banał musi jednak wybrzmieć.
Przychodzili z wielu powodów Część z nich dla­
tego, że uwielbiała Go słuchać. Należał do gatunku
wykładowców gawędziarzy. Mógł godzinami rozpra­
wiać, a niektórzy studenci mogli godzinami słuchać.
Przychodzili też może z powodu czysto prozaicznego
— nie odnosił się do studentów z rezerwą. W kon­
takcie z Nim nie czuć było dystansu katedry. Między
zajęciami (prowadził je zazwyczaj w czwartkowe
wieczory) wszyscy palacze wychodzili za Nim na
papierosa, a ci, którzy nie palili, w czwartek wie­
czorem udawali, że palą. Wokół Profesora zbierał
się wianuszek studentów i rozpoczynała się dyskusja.
Rozmawialiśmy na różne tematy. Traktował nas
poważnie. Mocniej mówiąc, podmiotowo. Z życzli­
wością i rzeczowo odnosząc się do naszych poglądów
i nieporadnych prób wchodzenia z Nim w intelek­
tualne zwarcie. Zawsze nad nami górował, nie tylko
intelektualnie, ale również wzrostem.

Mamy więc: książki, Wrocław, dynamizm,
wykłady i relacje ze studentami.
Coś jeszcze było wyjątkowe w Piotrze Kowalskim.
Coś o wiele mniej uchwytnego, co uwyraźniało się
wraz z przebywaniem z Nim. Mam na myśli pewien
rodzaj delikatności i taktu. Coś takiego, co spra­
wiało, że przyjemnie było spędzać czas w Jego towa­
rzystwie. W prywatnych dyskusjach cechował go
brak nachalności w wyrażaniu poglądów W wielu
kwestiach miał wyrobione zdanie, którego gotów
był bronić do ostatniego znaku interpunkcyjnego.
Jednocześnie nie korzystał ze swojej przewagi —
w tym sensie, że nie był autorytatywny względem
młodszych rozmówców
Zacząłem wspomnienia od jednej z pasji Profesora
i na pasji, innego rodzaju, chciałbym skończyć.
Wielu zapewne wie, że jednym z zainteresowań
badawczych Profesora był kicz. Choć w murach
uniwersyteckich zajmował się nim na sposób teo­
retyczny, to w domu był jednym z nas — „kiczożercą". Do najciekawszych obiektów z Jego kolekcji
zaliczyłbym „głupiostójki", serię zdjęć z białym
misiem (regularnie robionych podczas pobytów
w okolicach Podhala i nie tylko) oraz kilkanaście
ludowych obrazów przedstawiających Adama i Ewę
pod drzewem zakazanego owocu.
Profesor Piotr Kowalski był postacią znaną
(szczególnie pośród etnologów i folklorystów). Nie
można zapomnieć o Jego dorobku naukowym,
a najlepszym na to sposobem jest przeczytanie
choćby tych najważniejszych publikacji. Nie można
jednak zapomnieć o Jego jednostkowości, a przez
to wyjątkowości, wreszcie faktu, że był człowiekiem
jakich mało, a nie liczbą napisanych książek.
Łukasz Sochacki

1 (18)

PD1P

BARBARZYŃCA

Item sets
Barbarzyńca

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.