Biesiady wiejskie / ETNOGRAFIA POLSKA 1984 t.28 z.1

Item

Title
Biesiady wiejskie / ETNOGRAFIA POLSKA 1984 t.28 z.1
Description
ETNOGRAFIA POLSKA 1984 t.28 z.1, s.105-132
Creator
Szromba-Rysowa, Zofia
Date
1984
Format
application/pdf
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:1078
Language
pol.
Publisher
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1170
Text
„Etnografia Polska", t. X X V I I I , z. 1
P L I S S N 0071-1861

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

BIESIADY

WIEJSKIE

P r z e d m i o t e m r o z w a ż a ń są biesiady, za k t ó r e u w a ż a m podejmowanie
p o s i ł k i e m osób zapraszanych do w s p ó l n e g o s t o ł u z okazji n i e z w y k ł e g o
i niecodziennego wydarzenia, k t ó r e g o są u w i e ń c z e n i e m i u ś w i e t n i e n i e m .
Za i s t o t n y t u t a j element p r z y j m u j ę fakt zapraszania gości, p o z w a l a j ą c y
r.a w y o d r ę b n i e n i e z c a ł o k s z t a ł t u zjawiska, j a k i m jest wzajemne gosz­
czenie się, t y c h gościn, k t ó r e s p e ł n i a j ą n a s t ę p u j ą c e w a r u n k i : 1) są u w i e ń ­
czeniem znamiennego wydarzenia; 2) p r z y p a d a j ą na o k r e ś l o n y , n a j c z ę ś ­
ciej u m o w n i e , d z i e ń ; 3) poprzedza je zapraszanie gości; 4) są miejscem
w z m o ż o n e j k o n s u m p c j i niecodziennych na ogół p o t r a w i a l k o h o l u ; 5} są
o k a z j ą do w r ę c z a n i a d a r ó w . Biesiady u w a ż a m w i ę c za w y ż s z ą f o r m ę
goszczenia się, w y o d r ę b n i a j ą c je s p o ś r ó d i n n y c h , c z ę s t o p r z y p a d k o w y c h ,
p o c z ę s t u n k ó w . W i ą ż ą się one z p r z e ł o m o w y m i m o m e n t a m i ż y c i a c z ł o w i e k a
i jego pracy, z s y t u a c j ą o d ś w i ę t n ą , ale na ogół nie z o k r e ś l o n y m kalenda­
rzowo ś w i ę t e m . Biesiady są f o r m ą ś w i ę t o w a n i a , n a w i ą z y w a n i a i umac­
n i a n i a w i ę z i , w y r a ż a j ą c stan pogody i z b r a t a n i a . W y d a j e się s ł u s z n e
to, co n a p i s a ł M . B a c h t i n , że „ s m u t e k i jedzenie nie d a d z ą się p o g o d z i ć
(choć doskonale g o d z ą się jedzenie i ś m i e r ć ) . Uczta zawsze ś w i ę c i z w y ­
c i ę s t w o — t k w i to w samej j e j naturze" . S y t o ś ć p r o w a d z i do zadowo­
lenia, a uczta jest f o r m ą nieograniczonej k o n s u m p c j i , k t ó r a niejedno­
k r o t n i e nabiera dziś cech ostentacji i p r z e p y c h u . W s p ó ł b i e s i a d n i c t w o jest
specyficznym w y r a z e m nie t y l k o k o n s u m p c j i ż y w n o ś c i o w e j , ale i spo­
ł e c z n e j w i ę z i m i e s z k a ń c ó w w s i . Jest f o r m ą m i ę d z y l u d z k i e g o p o r o z u ł

2

3

1

Zob. пр. C. B o u g i e , Essais sur le regime des castes, Paris 1908, s. 56. Z pracy
tej pochodzi zdanie: „wystarczy dzielić pokarm z człowiekiem, aby stać się w pew­
nym sensie jego bratem" cytowane przez S. O s s o w s k i e g o ,
Więź
społeczna
i dziedzictwo krwi, Warszawa 1948, s. 184.
M. B a c h t i n , Twórczość Franciszka Rabelais'ego a kultura
średniowiecza
i renesansu, K r a k ó w 1975, s. 369.
J a k piszą W. Thomas i F . Znaniecki „zapraszając członków innych rodzin
i podejmując ich jedzeniem rodzina tym samym manifestuje, że chce, aby wyda­
rzeniu nadano społeczny, a nie prywatny charakter"; W. T h o m a s , F . Z n a ­
n i e c k i , Chłop polski w Europie i Ameryce, t. 1, Warszawa 1976, s. 156. Zob. też
J . C h a ł a s i ń s k i , Młode pokolenie chłopów, t. 1, Rzym 1946, s. 64.
2

8

106

ZOFIA S Z R O M B A - R Y S O W A

mienia, p o d l e g a j ą c zasadzie w z a j e m n o ś c i , l e ż ą c e j u podstaw ż y c i a zbio­
rowego, a zarazem towarzyskiego.
Zagadnienie ucztowania, u j ę t e j a k o fakt c a ł o ś c i o w y , nie b y ł o d o t ą d
p r z e d m i o t e m etnograficznego opracowania. Jest ono godne u w a g i z w i e l u
p o w o d ó w . I to nie t y l k o ze w z g l ę d u na funkcje, j a k i e biesiady s p e ł n i a j ą
w ż y c i u s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j , ale i r o z m i a r y , jakie ostatnio o s i ą g a j ą na
wsi, s t a j ą c się o s t e n t a c y j n y m w z o r e m z a c h o w a ń , p r z y k ł a d e m r y w a l i z a c j i
m i ę d z y r o d z i n a m i , k o n s u m p c j i „ n a pokaz" i zmian w h i e r a r c h i i w a r t o ś c i .
A n a l i z a biesiad i postaw wobec jedzenia w o k o l i c z n o ś c i a c h , gdy u w a ż a
się, iż w i n n o b y ć ono uroczyste i w y s t a w n e , pozwala na ś l e d z e n i e zmian,
j a k i e d o k o n u j ą się w s p ó ł c z e ś n i e na w s i polskiej. Biesiadny stół niejedno­
k r o t n i e jest b o w i e m miejscem rozpowszechniania się n o w y c h w z o r ó w ,
m a j ą c y c h d u ż e reperkusje k u l t u r o w e . Z . d r u g i e j s t r o n y j e d n a k u t r w a l a
t e ż pewne e l e m e n t y k u l t u r y t r a d y c y j n e j .
4

Analiza biesiad jest przeprowadzana z p u n k t u w i d z e n i a r y t u a ł u , sta­
n o w i ą c e g o o z e w n ę t r z n e j formie biesiady, o b e j m u j ą c n a s t ę p u j ą c e zagad­
nienia: 1) uczestnicy gościn; 2) miejsce i czas uczty; 3) biesiadny stół;
4) d a r y z w i ą z a n e z g o ś c i n ą . K o l e j n y m , n i e m n i e j w a ż n y m zagadnieniem
są funkcje s p e ł n i a n e przez biesiady w s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j , k t ó r e —
podobnie j a k f o r m a i t r e ś ć biesiad — w c i ą g u badanego okresu, j a k i m
jest w i e k X X , u l e g a j ą l i c z n y m p r z e m i a n o m .
W y c h o d z ą c z z a ł o ż e n i a , iż ucztowanie jest f o r m ą m i ę d z y l u d z k i e g o
porozumienia, a jego potrzeba jest s p o ł e c z n a , d ą ż ę do o k r e ś l e n i a n a s t ę p u ­
j ą c y c h cech tego zjawiska: do jakiego stopnia ucztowanie w y w o d z i się
z zasad s o l i d a r n o ś c i rodzinnej i o ile rozszerzone jest na i n n y c h c z ł o n ­
k ó w rodzin i w i ę k s z y k r ą g s p o ł e c z n o ś c i lokalnej i ponadlokalnej; j a k i e
reperkusje w dziedzinie z a c h o w a ń z w y c z a j o w y c h w i ą ż ą się z szeroko
p o j ę t y m zagadnieniem g o ś c i n n o ś c i , a w t y m biesiadnictwa; w j a k i m
zakresie m o ż n a m ó w i ć o ł ą c z ą c e j i d z i e l ą c e j r o l i s t o ł u biesiadnego; na
c z y m polega we w s p ó ł b i e s i a d n i c t w i e zasada w z a j e m n o ś c i ; j a k i jest w p ł y w
o p i n i i s p o ł e c z n e j na zaniechanie l u b p o d t r z y m y w a n i e t r a d y c y j n y c h f o r m
zachowań.
B i o r ą c za p u n k t w y j ś c i a charakter wydarzenia, s t a n o w i ą c e g o i m p u l s
clo zapraszania gości i p r z y g o t o w y w a n i a g o ś c i n y , w y r ó ż n i ć m o ż n a u r o ­
c z y s t o ś c i rodzinne, religijne, ś w i ę t a k o ś c i e l n e , rzadziej p a ń s t w o w e oraz
w y d a r z e n i a ze sfery gospodarczej. M a t e r i a ł terenowy, s t a n o w i ą c y p o d ­
s t a w ę o p r a c o w a n i a , pozwala na ś l e d z e n i e p r z e m i a n d o k o n u j ą c y c h się
5

4

Zob. m . i n . N . E 1 i a s, Przemiany obyczajów
w cywilizowanej Europie, W a r ­
szawa 1980, k t ó r y w rozdziale: ,,0 zachowaniu się przy stole" pisze: „ z m i a n a spo­
sobu zachowania się przy stole jest częścią o wiele szerszej zmiany odczuć i za­
c h o w a ń ludzkich" (s. 157).
M a t e r i a ł y zebrane przez a u t o r k ę są zinwentaryzowane w A r c h i w u m Pra­
cowni Etnografii I H K M P A N w K r a k o w i e pod n r : 1557, 1562 i 1630 z Istebnej oraz
1584 i 1598 z Brennej.
5

BIESIADY WIEJSKIE

107

nie t y l k o w t r e ś c i , f o r m i e czy f u n k c j i biesiad, ale i w o g ó l n y m systemie
w a r t o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i . To b o w i e m , co jeszcze przed dwudziestoma
l a t y nie b y ł o dla l u d n o ś c i w i e j s k i e j w y d a r z e n i e m g o d n y m u p a m i ę t n i e n i a
g o ś c i n ą b ą d ź nie m i e ś c i ł o się nawet w sferze m o ż l i w o ś c i ś w i ę t o w a n i a ,
obecnie jest o k a z j ą do gromadzenia się p r z y w s p ó l n y m stole. P r z e j m o ­
wanie m i e j s k i c h w z o r ó w z a c h o w a ń , za j a k i e n i e w ą t p l i w i e u z n a ć n a l e ż y
uroczyste manifestowanie r ó ż n e g o rodzaju w y d a r z e ń poprzez ucztowanie
w w i ę k s z y m gronie osób, s t a ł o się m o ż l i w e w r a z z p o p r a w ą w a r u n k ó w
m a t e r i a l n y c h g ó r a l i ś l ą s k i c h . Dobrze u j m u j ą to s ł o w a m i e s z k a n k i Isteb­
nej: „ t o z d o b r o b y t u są teraz te g o ś c i n y " , powtarzane często przez miesz­
k a ń c ó w badanych w s i , dla k t ó r y c h nie t a k dawno, bo jeszcze z p o c z ą t ­
k i e m lat p i ę ć d z i e s i ą t y c h b i e ż ą c e g o w i e k u , n a j w i ę k s z ą g o ś c i n ą b y ł o wesele
i ś w i n i o b i c i e , c z y l i t z w . zabijaczka. Nieraz nawet t a ostatnia jako p o w t a ­
r z a j ą c a się corocznie w y s u w a n a b y w a na p l a n pierwszy. U r o d z o n y
w 1953 r. mieszkaniec Istebnej w r ę c z m ó w i : „ d l a m n i e g o ś c i n a to zabi­
jaczka, to b y ł o coś w i ę c e j , j a k wesele, to b y ł o ś w i ę t o " , w k t ó r y m dzieci
u c z e s t n i c z y ł y na r ó w n i z d o r o s ł y m i , m o g ą c nawet o p u ś c i ć w t e n d z i e ń
szkołę.
e

Stan, j a k i ostatnio o s i ą g n ę ł o ucztowanie na w s i g ó r a l s k i e j , o b r a z u j ą
i n s p i r u j ą c e je w y d a r z e n i a , k t ó r e w w i ę k s z o ś c i z a m y k a j ą się w u r o c z y ­
s t o ś c i a c h r o d z i n n y c h . U p a m i ę t n i a n e jest nie t y l k o zawarcie m a ł ż e ń s t w a ,
ale i jego 25- i 50-lecie t r w a n i a , c z y l i srebrne i z ł o t e gody. Po pogrzebie
rodzina gromadzi się p r z y w s p ó l n y m stole, aby z ł ą c z y ć się po stracie
b l i s k i e j osoby. Obchodzi się i m i e n i n y , p i e r w s z ą r o c z n i c ę u r o d z i n dziecka
(roczek), a nawet t a k ż e u k o ń c z e n i e 50-tego r o k u życia, c h o ć na b a d a n y m
terenie nie ma t r a d y c j i ś w i ę c e n i a u r o d z i n . Z w y m i e n i o n y c h na p o c z ą t k u
w z g l ę d ó w p o m i j a m w analizie p o c z ę s t u n k i m a j ą c e n i e k i e d y miejsce p r z y
okazji odwiedzania p o ł o ż n i c y i znoszenia j e j d a r ó w , o k r e ś l a n y c h n a z w ą
uowiedzki .
Nie m o ż n a i c h u t o ż s a m i a ć ze z n a n ą z i n n y c h t e r e n ó w u c z t ą
po w y w o d z i e , b ę d ą c ą — j a k pisze J. S. B y s t r o ń — pewnego rodzaju
r e w a n ż e m za p r z y j m o w a n i e p o d a r u n k ó w i z a k o ń c z e n i e m izolacji o b r z ę ­
dowej . Z o b r z ą d k ó w r e l i g i j n y c h nie t y l k o chrzest jest w y d a r z e n i e m
u p a m i ę t n i a n y m g o ś c i n ą . Jest n i m też, a m o ż e nawet przede w s z y s t k i m ,
I k o m u n i a (u e w a n g e l i k ó w k o n f i r m a c j a ) , a nawet bierzmowanie i p r y ­
m i c j a . Z okazji odpustu p r z y g o t o w u j e się p o c z ę s t u n e k , na k t ó r y zaprasza
się z j e ż d ż a j ą c ą w ó w c z a s do w s i r o d z i n ę . Zaproszenie i t u t a j jest obo­
w i ą z k o w e , c h o ć jako usankcjonowane zwyczajem u z n a ć m o ż n a za f o r 1

8

6

Wszystkie cytowane w opracowaniu w y p o w i e d z i pochodzą z w / w m a t e r i a ł ó w
(por. przyp. 5).
Zob. m. i n . J. B r o d a, Zwyczaje i wierzenia związane
z chrzcinami
dziecka,
..Lud", t. 62: 1978, s. 203-204; M . S z u b e r t o w a, Dary i świadczenia
obrzędowe,
..Prace i M a t e r i a ł y Etnograficzne", t. 8-9: 1950/1951, s. 582 n.
J. S. B y s t r o ń , Słowiańskie
obrzędy rodzinne. Obrzędy
związane
z narodzi­
nami dziecka, K r a k ó w 1916, s. 74.
7

8

108

ZOFIA S Z R O M B A - R Y S O W A

m a m e . N i e m n i e j jednak, j a k m ó w i ą i n f o r m a t o r z y , „ b e z zaproszenia nie
p ó j d ą do d o m u " . Ś w i ę t a p a ń s t w o w e nie s t a n o w i ą na ogół okazji do
u r z ą d z a n i a g o ś c i n y . Jedynie Ś w i ę t o K o b i e t (8 I I I ) s t a ł o się p r e t e k s t e m
dla K o ł a G o s p o d y ń W i e j s k i c h w Istebnej do spotykania się kobiet na
s k ł a d k o w e j g o ś c i n i e , k t ó r ą p o d e j m u j ą się r ó w n i e ż gospodynie jednego*
z przysiółków w Brennej.
Z p o w y ż s z e g o p r z e g l ą d u w i d a ć , iż okazji do biesiadowania m a j ą
w s p ó ł c z e ś n i m i e s z k a ń c y Beskidu Ś l ą s k i e g o n i e m a ł o . Coraz częściej z d a j ą
sobie j e d n a k s p r a w ę z r o s n ą c e j r y w a l i z a c j i m i ę d z y m i e s z k a ń c a m i co
do ilości i w y s t a w n o ś c i u r z ą d z a n y c h g o ś c i n . O c e n i a j ą t e ż na ogół to
zjawisko n e g a t y w n i e . S c h y ł e k lat p i ę ć d z i e s i ą t y c h b i e ż ą c e g o w i e k u u z n a ć
n a l e ż y za p o c z ą t e k rozpowszechniania się n o w y c h w z o r ó w ucztowania,
z w i ą z a n y c h z w ł a s z c z a z I k o m u n i ą , k t ó r e j uroczyste obchodzenie zalecali
m i e j s c o w i księża, n a w o ł u j ą c do u p a m i ę t n i e n i a przez r o d z i n ę t e g o ż o b r z ą d ­
k u r e l i g i j n e g o . U z n a j ą c b i e s i a d ę za godny, a w ł a ś c i w i e j e d y n y obok
s t r o j u , s p o s ó b zamanifestowania w a ż n o ś c i wydarzenia, z a c z ę t o z oka­
z j i I k o m u n i i z a p r a s z a ć gości, p o d e j m u j ą c i c h o d ś w i ę t n y m p o s i ł k i e m .
Z czasem p r z e r o d z i ł o się to w u c z t ę , w a ż n i e j s z ą nieraz od samego ob­
r z ą d k u , co w y r a ż a j ą — nieodosobnione z r e s z t ą — s ł o w a m i e s z k a n k i
Istebnej: „ d z i e c k o się bardziej cieszy na t ę g o ś c i n ę i prezenty, j a k na
k o m u n i ę " . Rozmiary, j a k i e p r z y b r a ł y te g o ś c i n y , b u d z ą c z r e s z t ą ostatnio
sprzeciw u w i e l u m i e s z k a ń c ó w w s i , nie m o g ł y nie p o z o s t a ć jednak bez
w p ł y w u na dalszy r o z w ó j ucztowania na w s i . S t a ł y się one n i e w ą t p l i w i e
i m p u l s e m do u r z ą d z a n i a biesiad z okazji j u b i l e u s z u ś l u b u , i m i e n i n , roczka, b i e r z m o w a n i a i t p . , r o z p o w s z e c h n i a j ą c y c h się pod koniec l a t s z e ś ć ­
d z i e s i ą t y c h l u b p ó ź n i e j . Nierzadko u r o c z y s t o ś c i te poprzedza msza ś w i ę t a
zamawiana w i n t e n c j i j u b i l a t ó w b ą d ź s o l e n i z a n t ó w . N a l e ż y p o d k r e ś l i ć ,
iż t r u d n o ś c i aprowizacyjne ostatnich lat s t w o r z y ł y p o t r z e b ę zapraszania
r ó w n i e ż na g o ś c i n ę z okazji i m i e n i n , k t ó r a d a w n i e j — j a k o j e d y n a z t u
o m a w i a n y c h — nie w y m a g a ł a proszenia gości. Obchodzenie i m i e n i n nie
posiada j e d n a k na b a d a n y m terenie o d l e g ł y c h t r a d y c j i . Jedynie m ę ż ­
czyznom n o s z ą c y m popularne we w s i i m i o n a stawiano przed d o m e m w y ­
sokie ż e r d z i e (moje), z a w i e s z a j ą c na n i c h f l a s z k ę , b ę d ą c ą a l u z j ą do p o ­
stawienia przez solenizanta w ó d k i . R ó w n i e ż i dziś obchodzenie i m i e n i n
i u r z ą d z a n i e g o ś c i n y nie m a powszechnego z a s i ę g u , a r ó ż n i c e pokoleniowe
w t y m w y p a d k u są istotne.
9

1 0

1 1

W t r a d y c y j n e j s p o ł e c z n o ś c i g ó r a l i ś l ą s k i c h , za j a k ą u z n a ć m o ż n a jesz-

9

Por. E . С i u p a k, Kultura obyczajowa we współczesnej
Polsce, [w:j Nowe
obyczaje i obrzędy, Warszawa 1977, s. 58.
W stroju ludowym uczestniczą np. kobiety podczas prymicji; zob. art. К . Her­
manowi cz-Nowak.
Warto przytoczyć tu słowa ur. w 1912 r. mieszkanki Istebnej: „to okropne,
co teraz robią. Zapraszają rodzinę, sąsiadów, kany kogo. Kucharki pieką jako na
weselu. Jeden przed drugim urządza te gościny".
1 0

1 1

BIESIADY WIEJSKIE

109

cze w d u ż y m stopniu w i e ś sprzed I I w o j n y ś w i a t o w e j , u r z ą d z a n i e g o ś c i n y
po chrzcie u z a l e ż n i o n e b y ł o n a j c z ę ś c i e j od s y t u a c j i m a t e r i a l n e j r o d z i c ó w
dziecka b ą d ź t e ż okoliczności narodzenia się d ł u g o oczekiwanego dziecka
l u b upragnionego s y n a . W powszechnym z w y c z a j u b y ł o w i ę c proszenie
przez ojca dziecka do gospody na poczesne w ó d k ą r o d z i c ó w chrzestnych
(potków)
i p o ł o ż n e j (babiculi).
Dziecko z a b i e r a ł a do d o m u kobieta n i o s ą c a
je do c h r z t u (tzw. nosaczka), u m o ż l i w i a j ą c w s t ę p o w a n i e do gospody bez
o b a w y pozostawienia w niej dziecka przez w s t a w i o n y c h u c z e s t n i k ó w l i ­
bacji, co stanowi c z ę s t y p r z e d m i o t anegdot, p o w t a r z a n y c h nie t y l k o
z r e s z t ą na b a d a n y m terenie . M a t k a dziecka nie u c z e s t n i c z y ł a d a w n i e j
w chrzcie, nie w y c h o d z ą c z d o m u aż do w y w o d u , t j . przez 6 t y g o d n i
po porodzie. Z okazji w y w o d u nie u r z ą d z a n o ż a d n y c h gościn, o k t ó r y c h
w s p o m i n a l i t e r a t u r a etnograficzna , a j e d y n i e p o ł o ż n i c a w r a z z t o w a ­
r z y s z ą c ą j e j do kościoła m a t k ą c h r z e s t n ą dziecka l u b i n n ą k o b i e t ą w s t ę ­
p o w a ł a do gospody na p o c z ę s t u n e k w ó d k ą . Po I I w o j n i e ś w i a t o w e j c h r z c i ­
n y z a c z ę t o częściej p r z y g o t o w y w a ć w e w ł a s n y c h domach, c z y n i ą c je
obecnie j e d n ą z w a ż n i e j s z y c h biesiad r o d z i n n y c h . D a w n i e j n i g d y nie
u r z ą d z a n o w d o m u g o ś c i n y po pogrzebie. W s t ę p o w a n o natomiast do go­
spody, r a c z ą c się wzajemnie w ó d k ą i s t a w i a j ą c j ą m ę ż c z y z n o m n i o s ą c y m
t r u m n ę na cmentarz (tzw. nosaczom). Coraz c z ę s t s z e uczestnictwo w po­
grzebach osób spoza ś r o d o w i s k a miejscowego, z a r ó w n o k r e w n y c h , j a k
i przedstawicieli z a k ł a d ó w pracy, w p ł y n ę ł o na p r z y g o t o w y w a n i e g o ś c i n y
b ą d ź w d o m u , b ą d ź w restauracji, k t ó r a nieraz p r z e k s z t a ł c a j ą c się w p o ­
godne spotkanie towarzyskie, zgodne z i s t o t ą biesiady j a k o t a k i e j , ale nie
stosowne w c h w i l i ż a ł o b y nie zyskuje na ogół powszechnego uznania
w ś r ó d mieszkańców wsi. Wypada t u w s p o m n i e ć o zanotowanym w Bren­
nej zwyczaju, p r a k t y k o w a n y m do k o ń c a I I w o j n y ś w i a t o w e j , c z ę s t o w a ­
nia chlebem ( n i e k i e d y t e ż w ó d k ą l u b k a w ą ) osób s c h o d z ą c y c h się w p r z e d ­
d z i e ń pogrzebu do d o m u ż a ł o b y na m o d l i t w ę . W y c h o d z ą c y m podawano
k r o m k i chleba, d z i ę k u j ą c za p r z y b y c i e i p r o s z ą c o w z i ę c i e u d z i a ł u w po­
grzebie. I s t n i a ł o przekonanie, iż s p o ż y c i e takiego chleba u s t r z e ż e w p r z y ­
szłości od b ó l u z ę b ó w . N a terenie B e s k i d u Ś l ą s k i e g o — j a k podaje L . M a ­
l i c k i — d a w n i e j p r z y g o t o w y w a n o t z w . „ o s t a t n i p o s i ł e k od z m a r ł e g o " ,
1 2

1 3

u

1 2

L . M a l i c k i , Materiały
do kultury społecznej
górali śląskich, „Prace i M a ­
teriały Etnograficzne", t. 6: 1947, s. 88; M. S z u b e r t o w a, Obrzędy
i zwyczaje
związane z narodzinami dziecka, „Prace i Materiały Etnograficzne", t. 8-9: 1950/1951,
s. 613.
Zanotowano je m. in. na terenie Beskidu Sądeckiego (własne materiały
7. Łącka, woj. Nowy Sącz). Na ten temat pisze też M. P i l c h , Wisła naszych przod­
ków, Wisła 1979, s. 61.
Według S z u b e r t o w e j (Obrzędy...,
s. 615) po wywodzie czasem urządzano
ucztę, na której ucztowały „kamratki zamężne i dzietne". Własne badania terenowe
nie potwierdzają jednak tych danych.
1 8

1 4

110

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

1 5

k t ó r y m c z ę s t o w a n o s c h o d z ą c y c h się na m o d l i t w ę s ą s i a d ó w . B r a k na
b a d a n y m terenie ś l a d ó w u r z ą d z a n i a uczt zaduszkowych .
N a l e ż y d o d a ć , iż wesele b ę d ą c e s y n o n i m e m n a j w i ę k s z e j g o ś c i n y i w z o ­
r e m d l a w s z y s t k i c h i n n y c h biesiad, z w i ą z a n e jest zawsze ze ś l u b e m k o ś ­
c i e l n y m . Do w y j ą t k ó w n a l e ż y p r z y g o t o w y w a n i e p o c z ę s t u n k u po ś l u b i e
cywilnym.
W y r a ź n e g o p o d k r e ś l e n i a w y m a g a fakt, iż prace gospodarcze w s p ó ł ­
c z e ś n i e nie są o k a z j ą do u r z ą d z a n i a gościn. P o c z ę s t u n k i , jakie p r z y g o t o ­
w u j e się w czasie w y k o n y w a n i a jeszcze n i e k i e d y szkubaczek
( t j . zbioro­
wego darcia pierza), są r e w a n ż e m za p r a c ę , k t ó r ą ostatnio zdarza się
nawet w y k o n y w a ć o d p ł a t n i e , j a k np. w B r e n n e j . W latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h
jednak, a nawet jeszcze p ó ź n i e j , w w i e l u domach, p o ł o ż o n y c h z w ł a s z c z a
w p r z y s i ó ł k a c h g ó r s k i c h , szkubaczki
b y ł y w a ż n ą f o r m ą życia t o w a r z y ­
skiego, nierzadko p o ł ą c z o n ą z m u z y k ą i t a ń c a m i . Zwano je w ó w c z a s
szkubaczkami
wybleszczonymi,
w p r z e c i w i e ń s t w i e do cichych,
bez zaba­
w y , ale z o b o w i ą z k o w y m p o c z ę s t u n k i e m na z a k o ń c z e n i e p r a c y '. W y k o ­
n y w a n e b y ł y one, t a k j a k szereg i n n y c h prac gospodarczych (np. p r z ą d ­
k i , prace b u d o w l a n e , p r z y m i ę d l e n i u l n u , z w a n y m trockami),
na za­
sadzie pobaby,
t j . w s p ó ł p r a c y s ą s i e d z k i e j , w y m a g a j ą c e j zaproszenia
i odwzajemnienia w n a d a r z a j ą c y m się czasie. P o c z ę s t u n e k , j a k i i m t o ­
w a r z y s z y ł , u z n a ć n a l e ż y za r e w a n ż za w y k o n a n ą p r a c ę , a nie . t y p o w ą
b i e s i a d ę . Jest n i ą natomiast g o ś c i n a u r z ą d z a n a z okazji ś w i n i o b i c i a , b ę ­
d ą c a jeszcze w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h b i e ż ą c e g o w i e k u j e d n ą z n a j w a ż ­
niejszych gościn w s i g ó r a l s k i e j . Obecnie j e d n a k zdarza się j u ż t y l k o
sporadycznie, na ogół w oddalonych od c e n t r u m w s i p r z y s i ó ł k a c h , gdzie
życie s ą s i e d z k i e z a c h o w a ł o jeszcze swe dawne cechy. B y ł a to b o w i e m
g o ś c i n a o w y b i t n i e s ą s i e d z k i m , a nie r o d z i n n y m , charakterze. N i e k i e d y
b y w a ona przenoszona obecnie na n a s t ę p n y d z i e ń po ś w i n i o b i c i u l u b na
n i e d z i e l ę , t r a c ą c wiele ze swej s p o n t a n i c z n o ś c i , za to p o z w a l a j ą c na sta1 6

17

18

1 6

M a l i c k i , op. cit., s. 117. Zob. t e ż J. B u r s z t a , Zwyczaje
i obrzędy
po­
grzebowe, [ w : ] Kultura ludowa Wielkopolski,
t. 3, W r o c ł a w 1967, s. 185; A . F i s c h e r ,
Zwyczaje
pogrzebowe
ludu polskiego, L w ó w 1921, s. 195 n . Na terenie Ł u ż y c sta­
wiano przy z m a r ł y m talerz z serem, z k t ó r e g o k a ż d y o d w i e d z a j ą c y o d k r a w a ł k a ­
w a ł e k ; zob. E. S c h n e e w e i s , Feste und Volksbrauche
der Sorben, w y d . 2, B e r l i n
1953, s. 65.
Pisze o nich m. i n . F i s c h e r , op. cit., s. 393; zob. też А. С h ę t n i k,
Kurpie,
K r a k ó w 1924, s. 99; J. P. D e к o w s к i , Z badań nad pożywieniem
ludu
łowickiego,
Łódź 1968, s. 146 n .
M . S k r z o s ó w n a , Pomoc wzajemna
przy darciu pierza, „ P r a c e i M a t e ­
r i a ł y Etnograficzne", t. 8-9: 1950/1951, s. 589-548. Obecnie szkubaczki m a j ą miejsce
kolejno w poszczególnych domach p r z y s i ó ł k a w ciągu jednego dnia, od rana do
wieczora (dawniej pierze darto t y l k o wieczorami). Gospodyni przygotowuje dla ze­
branych kobiet obiad, kolację, a niekiedy t a k ż e około północy p o c z ę s t u n e k .
*
Zob. M . Ś w i ą t k o w s k i ,
Pomoc sąsiedzka
przy budowie
domu, „ P r a c e
i M a t e r i a ł y Etnograficzne", t. 8-9: 1950/1951, s. 557.
1 8

1 7

1 8

BIESIADY WIEJSKIE

111

ranniejsze j e j przygotowanie. W s p ó ł c z e s n e ś w i n i o b i c i a , o k r e ś l a n e j a k o
„ c i c h e " , pozbawione są j u ż nie t y l k o p o c z ę s t u n k u , ale i zwyczajowego
r o z s y ł a n i a d a r ó w . N a w e t w Istebnej, gdzie d ł u ż e j u t r z y m a ł o się uczto-,
w a n i e podczas t z w . zabijaczki, p r z e w a ż y ł y w z g l ę d y praktyczne, pozbawia­
j ą c m i e s z k a ń c ó w t a k istotnej n i e g d y ś f o r m y ż y c i a towarzyskiego. N a d m i e ń m y , iż ani zabijanie owiec, ani b a r a n ó w , p r z y p a d a j ą c e w porze j e ­
siennej (około ś w . M i c h a ł a — 29 I X , ś w . J a d w i g i — 15 X , l u b Wszyst­
k i c h Ś w i ę t y c h — 1 X I ) nie p o c i ą g a ł o za s o b ą wzajemnego goszczenia
się, j a k t e ż r o z s y ł a n i a d a r ó w . Natomiast owczarze u r z ą d z a l i na s z a ł a s a c h
uczty, z a p r a s z a j ą c się na nie wzajemnie . W badanych wsiach nie b y ł o
t r a d y c j i organizowania z b i o r o w y c h d o ż y n e k , k t ó r e w okresie m i ę d z y ­
w o j e n n y m z a i n i c j o w a ł a miejscowa inteligencja, c z y n i ą c z n i c h o g ó l n o ­
dostępną imprezę, połączoną z zabawą i poczęstunkiem wódką i koła­
czami. W y b i e r a n i s p o ś r ó d bogatych gospodarzy t z w . gazda i g a ź d z i n a
d o ż y n e k z o b o w i ą z a n i b y l i do postawienia 10 l i t r ó w w ó d k i i upieczenia
d w ó c h koszy k o ł a c z y . W t y m miejscu dodajmy, iż zapusty b y ł y w o k r e ­
sie m i ę d z y w o j e n n y m r ó w n i e ż o k a z j ą do w s p ó l n e j zabawy gospodarzy,
k t ó r z y t a ń c z y l i w gospodzie na „ u r o d z a j l n u , k a p u s t y i kwaków"
(kar­
pieli), rzadziej s p o t y k a j ą c się u siebie w d o m u .
1 9

C h a r a k t e r d a w n y c h gościn r ó ż n i ł się od u r z ą d z a n y c h w s p ó ł c z e ś n i e .
D o m i n o w a ł w n i c h element zabawy, c h ę ć s p ę d z e n i a czasu w w i ę k s z y m
gronie osób, bez oczekiwania na przepych s t o ł u biesiadnego, u z n a w a n y
obecnie za bardzo w a ż n y . D u ż a t e ż b y ł a n i e g d y ś r o l a gospód, b ę d ą c y c h
nie t y l k o miejscem w y s z y n k u , ale i z e b r a ń , s p o t k a ń t o w a r z y s k i c h i po­
d e j m o w a n i a w a ż k i c h decyzji. Do n i c h w s t ę p o w a n o t e ż po chrzcie i po­
grzebie. T a m o d b y w a ł y się zabawy weselne, a t a k ż e ś w i n i o b i c i a . W ł a ś ­
ciciele g o s p ó d , b ę d ą c y b o w i e m zarazem masarzami, c z ę s t o w a l i m i e s z k a ń ­
c ó w p r z y c h o d z ą c y c h w t e n d z i e ń do gospody p o d g a r d l i n ą z chlebem
i k i e l i s z k i e m w ó d k i , m ó w i ą c : „ w y p i j c i e , b o ś c i e dziska dobrze t r e f i l i , ś w i ­
nie b i j e m y " . W y c h o d z ą c y z w r a c a ł się do gospodzkiego,
t j . właściciela
gospody, ze s ł o w a m i : „ d z i ę k u j e m za poczęsnom
i com z j a d ł " . Po I I w o j ­
nie ś w i a t o w e j sytuacja u l e g ł a zasadniczej zmianie. Gospody s p e ł n i a j ą
obecnie f u n k c j ę restauracji, w k t ó r e j w y n a j m u j e się s a l ę na wesela, l u b
u r z ą d z a w n i c h — zgodnie z t r a d y c j ą — z a b a w ę w e s e l n ą , j a k to b y w a
jeszcze powszechnie w Istebnej. T a m t e ż zamawia s i ę p o c z ę s t u n e k po
pogrzebie. R ó w n i e ż D o m y S t r a ż a k a , zwane - s t r a ż n i c a m i , s ą w y k o r z y s t y ­
wane podczas wesel, u m o ż l i w i a j ą c r e a l i z o w a n i e w z o r u u c z t o w a n i a poza

1 9

W X V I I I w . na terenie Beskidu Śląskiego o d b y w a ł y się tzw. popisy w a ł a skie, na k t ó r y c h u r z ę d n i c y K o m o r y Cieszyńskiej spisywali bydło w a ł a s k i e , t j . pa­
sione na pastwiskach poza wsią, w górach, w lasach i na szałasach. Popisy odby­
w a ł y się w gminach, „ p r z y czym górale b y l i o b o w i ą z a n i s p r a w i ć ucztę dla u r z ę d ­
n i k ó w , potem w Cieszynie, gdzie znowu górale spijali piwo książęce i w ó d k ę " ; zob.
F. P o p i o ł e k , Povjstanie najmłodszych
wsi beskidzkich, „ Z a r a n i e Śląskie", R. 12:
1936, z. 1, s. 10.

112

ZOFIA S Z R O M B A - R Y S O W A

w ł a s n y m domem, u w a ż a n e g o za godny do n a ś l a d o w a n i a . M ó w i ą c о z m i a ­
nach, j a k i e w i ą ż ą się z biesiadowaniem, n a l e ż y p o d k r e ś l i ć , iż p o r ą jego
jest n a j c z ę ś c i e j obecnie niedziela, g d y tymczasem w t r a d y c y j n e j spo­
ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j p r z y p a d a ł o na d z i e ń powszedni, ł ą c z n i e z n a j w i ę k s z ą
u c z t ą , j a k ą b y ł o wesele. To ostatnie u r z ą d z a n o we w t o r k i l u b w c z w a r t ­
k i . Niedziela b y ł a d n i e m p r a k t y k r e l i g i j n y c h i odpoczynku.
N a l e ż y jeszcze p o w i e d z i e ć , iż w Beskidzie Ś l ą s k i m i n t e r e s u j ą c e nas
biesiady o k r e ś l a się zasadniczo t y l k o j e d n y m s ł o w e m : g o ś c i n a . T y l k o
u c z t y z okazji ś l u b u i c h r z t u p o s i a d a j ą swe o d r ę b n e n a z w y :
wiesieli
i krzciny. W ostatnich latach sporadycznie m o ż n a się s p o t k a ć z n a z y w a ­
n i e m g o ś c i n y po pogrzebie s t y p ą l u b „ p r z e p i j a n i e m s k ó r k i " , k t ó r ą — j a k
w y j a ś n i a j ą n i e k t ó r z y — z a l e ż n i e od ilości w y p i t e g o a l k o h o l u oceniano
j a k o c i e n k ą l u b g r u b ą . N a z w ę g o ś c i n y p r z y g o t o w y w a n e j po ś w i n i o b i c i u d o p e ł n i a n o s ł o w e m o z n a c z a j ą c y m jeden z p o d s t a w o w y c h s k ł a d n i k ó w
j e j j a d ł o s p i s u , p r o s z ą c w i ę c gości na szpyrki l u b na podgardliną.
Dodaj­
m y , że p o c z ę s t u n e k s a m y m alkoholem nosi n a z w ę poczęsno
l u b poczesne,
k t ó r ą n i e k i e d y odnosi się do c a ł e j g o ś c i n y . P o d k r e ś l e n i a w y m a g a jesz­
cze f a k t , iż w i ę k s z o ś ć w s p ó ł c z e ś n i e u r z ą d z a n y c h biesiad p r z y r ó w n u j e się
do wesela, o k r e ś l a j ą c j e nawet t y m s ł o w e m na ogół z d o d a t k i e m p r z y ­
m i o t n i k a „ m a ł e " . W p o j ę c i u t y m zatem m i e ś c i się i c h ocena w a r t o ś c i u ­
jąca.
2 0

2 1

I. R Y T U A Ł B I E S I A D Y

K a ż d a biesiada r o z g r y w a się w e d ł u g o k r e ś l o n y c h r e g u ł , s t a n o w i ą c y c h
n a s t ę p s t w o w y d a r z e ń i zespół e l e m e n t ó w s k ł a d a j ą c y c h się na j e j r y ­
tuał.
P o d m i o t e m biesiady są j e j uczestnicy. S ą n i m i c z ł o n k o w i e bliskiej
i dalszej rodziny, z a m i e s z k u j ą c y t ę s a m ą w i e ś l u b p o c h o d z ą c y spoza n i e j ,
osoby s p e ł n i a j ą c e o k r e ś l o n ą r o l ę w p o p r z e d z a j ą c y m i i n s p i r u j ą c y m b i e ­
s i a d ę w y d a r z e n i u , sąsiedzi, n i e k i e d y przedstawiciele miejscowej i n t e l i ­
gencji (ksiądz, nauczyciel, lekarz), a ostatnio t a k ż e koledzy i p r z e ł o ż e n i
z p r a c y oraz l e t n i c y . W s p ó ł c z e ś n i e zarysowuje się tendencja do o g r a n i ­
czania uczestnictwa w biesiadach s ą s i a d ó w na rzecz r o d z i n y , j a k u j m u j e

*° Góral z Brennej mówi: „jak sie chłopi bardzo napili, to prawili, że była
grubo skóra, a jak mało, to godali, że cienko". Por. też materiały Р А Е z Istebnej,
Archiwum Р А Е we Wrocławiu, nr inw. 2022; M a l i c k i , op. cit., s. 119; J S u r s z t a ,
op. cit., s. 190; Z. J a s i e w i c z , Rodzina wiejska na Ziemi Lubuskiej.
Studium
przeobrażeń
rodziny na podstawie badań etnograficznych
w wybranych
wsiach,
Warszawa 1977, s. 52; S с h w e e w e i s, op. cit., s. 69.
„Znaczną rolę w życiu towarzyskim górala odgrywa tzw. poczęstunek lub
gościna, czyli przyjęcie urządzane zwykle na chrzciny, wesele, pogrzeb, polazy
godnie lub śmiergust
wielkanocny, na lenobranie, czyli troczki, szkubaczki itp.",
Malicki,
op. cit., s. 121.
и

113

BIESIADY WIEJSKIE

to m i ę d z y i n n y m i jedna z mieszkanek B r e n n e j : ,,teroz n a j b l i ż s z ą r o d z i n ę
s p r a s z a j ą na te g o ś c i n y , a s ą s i a d ó w j u ż n i " . Fakt, iż w s p ó ł c z e s n a rodzina
w i e j s k a nabiera „ c e c h g r u p y z a m k n i ę t e j w sferze potrzeb, interesu i f u n k ­
c j i " , u w i d a c z n i a się r ó w n i e ż w k r ę g u u c z e s t n i k ó w biesiad. Do gościn
2 2

0 charakterze w y b i t n i e s ą s i e d z k i m z a l i c z y ć n a l e ż y przede w s z y s t k i m
ś w i n i o b i c i e . W t r a d y c y j n e j s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j s ą s i e d z t w u zawsze p r z y ­
n a l e ż n e b y ł o w a ż n e miejsce w ś r ó d u c z e s t n i k ó w gościn. I t a k np. w Isteb­
nej na wesele zwyczajowo proszono s ą s i a d ó w tego samego dworu, t j .
zespołu k i l k u najbliżej położonych d o m ó w w centrum wsi.
Jak j u ż zaznaczono, n i e o d ł ą c z n y m elementem biesiady jest
zapra­
s z a n i e na n i ą u c z e s t n i k ó w . I m w y ż s z a b y ł a ranga g o ś c i n y , a t y m
s a m y m i wydarzenia, k t ó r e u ś w i e t n i a ł a , t y m bardziej rozbudowana b y ł a
f o r m a zaproszenia na n i ą . N a j l e p s z y m p r z y k ł a d e m są t u wesela, na k t ó r e
p r o s i l i rodzice p a ń s t w a m ł o d y c h na cztery do sześciu t y g o d n i przed ś l u ­
bem, t j . z c h w i l ą o g ł o s z e n i a w k o ś c i e l e p i e r w s z y c h zapowiedzi. Zgodnie
z m i e j s c o w y m zwyczajem cel w i z y t y w y j a w i a n o dopiero po d ł u ż s z e j ,
nawet k i l k u n a s t o m i n u t o w e j , r o z m o w i e na o g ó l n e t e m a t y . Dopiero po­
t e m p r z y s t ę p o w a n o do zaproszenia, k t ó r e m o g ł o b r z m i e ć n a s t ę p u j ą c o :
. . p r z i y ś l i ś m y wos p y t a ć na w i e s i e l i . Chcemy, ż e b y ś c i e b y l i , bez w y m ó ­
w i e n i a , bo mocie dzieci i t y z b ę d z i e c i e p r o s i ć i c h o d z i ć " . N i e k t ó r y m t a k i e
zaproszenie j e d n a k nie w y s t a r c z a ł o i o c z e k i w a l i d ł u g i e g o namawiania,
j a k się t u m ó w i „ b ł a g a n i a " . A b y t e m u zapobiec, z a p r a s z a j ą c y m ó w i ł :
„ d z i e s i ę ć razy p y t a ć nie bedemy, chcemy wos w i d z i e ć i koniec". Ostatnio
gości p r o s z ą sami p a ń s t w o m ł o d z i , a do o s ó b m i e s z k a j ą c y c h poza w s i ą
w y s y ł a j ą d r u k o w a n e zaproszenia, k t ó r e czasem t e ż w r ę c z a j ą zapraszanym
osobiście g o ś c i o m ze w s i .
2 3

W Istebnej s p o t y k a m y s i ę z d w o m a r o d z a j a m i gości weselnych. S ą
to t z w . goście wiesielowi
i ku jedzeniu.
W z a l e ż n o ś c i od zaproszenia
1 p r z y j ę c i a jednej z w y m i e n i o n y c h m o ż l i w o ś c i uczestniczenia w weselu
r ó ż n i e przebiega s p o s ó b zachowania się na n i m gościa. W y ż s z y status
posiada gość wiesielowy,
m a j ą c zarazem w i ę c e j o b o w i ą z k ó w i p o n o s z ą c
w i ę c e j z w i ą z a n y c h z t y m k o s z t ó w . Dlatego t e ż w c h w i l i zapraszania
m o ż e o d m ó w i ć uczestniczenia w weselu j a k o wiesielnik,
p r z y c h o d z ą c na
nie w charakterze gościa ku jedzyniu. O d w r o t n a sytuacja nie jest j e d n a k
m o ż l i w a . Z a p r a s z a j ą c y oczekuje u m o t y w o w a n i a p o w z i ę c i a t a k i e j decyzji.
W z g l ę d y finansowe ( z w i ą z a n e z b u d o w ą d o m u , zakupem i n w e n t a r z a i t p . )
są n a j c z ę ś c i e j w y s u w a n e i są t e ż najbardziej p r z e k o n u j ą c e i wystarcza­
j ą c e . T a k w i ę c po w y j a ś n i e n i u : „ n a m nie pasuje, nie m a m y p i y n i e n d z y ,
nie p ó j d e m y jako w i e s i e l o w i " n i k t z z a p r a s z a j ą c y c h nie czuje się do­
t k n i ę t y . Z t a k i c h to w z g l ę d ó w g o ś c i e m ku jedzeniu m o ż e b y ć n a w e t k t o ś
z bliskiej r o d z i n y p a ń s t w a m ł o d y c h . N a j c z ę ś c i e j j e d n a k są n i m i s ą s i e d z i ,
2 2

K. Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,
w Polsce, Warszawa 1976, s. 278.
Por. M a l i c k i , op. cit., s. 120 n.
2 8

8 — Etnografia Polska t. 28/1

Granice

i horyzonty

badań

kultury

wsi

114

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

k t ó r y c h prosi się m ó w i ą c : „ z a p r a s z o m y wos k u j e d z y n i u . P r z y j d ź c i e ,
coby m y j u ż nie m u s i e l i za w o m i c h o d z i ć " . Czasem j e d n a k p r z y p o m i n a
się i m na dwa l u b t r z y d n i przed weselem albo w d z i e ń ś l u b u p o s y ł a się
po n i c h k t ó r e ś z dzieci.
W w y p a d k u i n n y c h gościn zaproszenie jest znacznie m n i e j z r y t u a l i zowane co do f o r m y i czasu, w j a k i m w i n n o n a s t ą p i ć , z zachowaniem
j e d n a k h i e r a r c h i i w a ż n o ś c i w z a l e ż n o ś c i od p r e s t i ż u gościa, stopnia po­
k r e w i e ń s t w a czy f u n k c j i s p e ł n i a n e j w o b r z ę d z i e i na g o ś c i n i e . W z o r y
z a c h o w a ń z w y c z a j o w y c h na ogół nie p r e c y z u j ą ani osoby, k t ó r a w i n n a
z a p r a s z a ć , ani czasu i miejsca, w j a k i m p o w i n n o się tego d o p e ł n i ć , p r z y
c z y m j e d n a k pozycja i w i e k o s o b y zapraszanej nie p o z o s t a j ą bez znacze­
nia. C z ę s t o korzysta się z p r z y p a d k o w y c h s p o t k a ń l u b wyczekuje odpo­
w i e d n i e j c h w i l i — j a k ą jest np. czas po w y j ś c i u z niedzielnej mszy
ś w . — aby p o w i a d o m i ć o z b l i ż a j ą c e j się u r o c z y s t o ś c i i p r o s i ć na g o ś c i n ę .
T a k p o s t ę p u j e się w w y p a d k u s r e b r n y c h i z ł o t y c h g o d ó w , I k o m u n i i ,
pierwszej rocznicy u r o d z i n dziecka, rzadziej chrzcin. Zasadniczo n a l e ż y
to do o b o w i ą z k ó w k o b i e t y . Ojciec dziecka natomiast prosi na chrzciny,
zgodnie z nakazem przestrzegania przez p o ł o ż n i c ę o b r z ę d o w e j izolacji po
urodzeniu dziecka, p r z y c z y m jednak z w y c z a j o w ą p o r ą zapraszania na
c h r z c i n y b y ł o odwiedzanie p o ł o ż n i c y . D o d a j m y , że g o ś c i n y nie m a j ą c e
w e w s i o d l e g ł y c h t r a d y c j i , a z w i ą z a n e z o b r z ą d k i e m r e l i g i j n y m (jak np.
I k o m u n i a , roczek),
w y m a g a j ą zaproszenia r ó w n i e ż na u r o c z y s t o ś ć k o ś ­
c i e l n ą ( „ p r z y j d ź c i e do nas na I k o m u n i ę i na obiad", „za d w a t y d n i e
macie sie s z y k o w a ć i macie p r z y j ś ć na 25-lecie naszego ś l u b u " ) . N a t o ­
miast wesele w t r a d y c y j n e j s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j b y ł o g ł ó w n y m celem
zapraszania gości, od k t ó r y c h nie oczekiwano uczestniczenia w ś l u b i e .
O ile j e d n a k s ą s i a d ó w m o ż n a b y ł o p r o s i ć n i e k i e d y n a w e t w ostatniej
c h w i l i , w ten sam dzień, to r o d z i n ę starano się z a w i a d o m i ć w c z e ś n i e j .
N i e k t ó r e w y d a r z e n i a nie w y m a g a ł y albo nie p o z w a l a ł y na w c z e ś n i e j s z e
proszenie na g o ś c i n ę . T a k jest np. w w y p a d k u pogrzebu, odpustu, ś w i niobicia. I tak np. w d z i e ń ś w i n i o b i c i a przychodzono do s ą s i a d a m ó w i ą c :
„ s ł u c h a j c i e sąsiedzie, chcemy was m i e ć dzisiaj na tej g o ś c i n i e " l u b : „ b e d e m y ś w i n i e bić, p r z y j d ź c i e na s z p y r k i " , czy t e ż „ p ó j d ź c i e na g o ś c i n ę ,
bo ś w i n i e z a b i j o m y " .
Uczestnictwo w biesiadzie n a k ł a d a na gości o k r e ś l o n e o b o w i ą z k i ,
k t ó r e r o s n ą w r a z z p o z y c j ą i r o l ą na g o ś c i n i e danego uczestnika, p r z y ­
z n a j ą c m u zarazem odpowiednio w i ę c e j p r a w . P r z y k ł a d e m m o g ą t u b y ć
goście wiesielowi,
k t ó r z y z o b o w i ą z a n i s ą m . i n . do w y s t ą p i e n i a w p i e r w ­
szym d n i u wesela w s t r o j u l u d o w y m , do przyniesienia przed weselem
w i ę k s z y c h d a r ó w ż y w n o ś c i o w y c h i p r e z e n t ó w , a na wesele w i ę c e j w ó d k i
2 1

2 4

P a ń s t w o młodzi do ślubu idą w ubiorze miejskim, tzn. panna młoda w d ł u ­
giej białej sukni, a pan młody w ciemnym garniturze, w drugim dniu wesela prze­
bierają się w strój ludowy. W tym dniu goście wiesielowi w y s t ę p u j ą „po miejsku".

115

BIESIADY WIEJSKIE

n i ż pozostali goście, t j . 10 l i t r ó w od p a r y m a ł ż e ń s k i e j . Do o b o w i ą z k ó w
t y c h gości n a l e ż y t e ż o p ł a c e n i e o r k i e s t r y oraz t a k s ó w k i . P r z y s ł u g u j e i m
natomiast zajęcie miejsca p r z y t z w . p i e r w s z y m stole, u d z i a ł w orszaku
w e s e l n y m i d ą c y m do kościoła, a p ó ź n i e j na z a b a w ę do gospody. O t r z y ­
m y w a l i t e ż w i ę k s z e d a r y z k o ł a c z a (tzw. wysluszki)
oraz uczestniczyli
w poprawinach.
Elementem o g n i s k u j ą c y m i p o r z ą d k u j ą c y m uczestnictwo gości jest
b i e s i a d n y s t ó ł . W p o j ę c i u t y m m i e ś c i się nie t y l k o konsumpcja
ż y w n o ś c i , ale i s p o s ó b zachowania z jego w e r b a l n ą s t r o n ą w postaci r o z ­
m ó w i p r z y ś p i e w e k oraz r y t u a ł picia.
D l a uczt weselnych tego r e g i o n u charakterystyczne b y ł o istnienie
k i l k u , od jednego do czterech, s t o ł ó w , p r z y c z y m w a ż n o ś ć i c h m a l a ł a
w r a z z d a l s z ą k o l e j n o ś c i ą s t o ł u biesiadnego. I t a k p r z y p i e r w s z y m stole
zasiadali p a ń s t w o m ł o d z i , starostowie, rodzice chrzestni oraz rodzice
i goście wiesielowi
z tej s t r o n y m ł o d e j p a r y , k t ó r a nie b y ł a organizatorem
i gospodarzem wesela. Zgodnie b o w i e m ze zwyczajem u c z t ę w e s e l n ą
u r z ą d z a ł a z a r ó w n o rodzina pana, j a k i p a n n y m ł o d e j , u k t ó r e j uczto­
wano po ś l u b i e , na w i e c z e r z ę p r z e c h o d z ą c do d o m u pana m ł o d e g o . Jad ł o s p i s t a k i e j g o ś c i n y nie r ó ż n i ł się od podanego w c z e ś n i e j obiadu wesel­
nego, poza t y m t y l k o , że p o t r a w y b y ł y ostrzejsze, zaprawione octem,
p i e p r z e m i k m i n e m . W latach s z e ś ć d z i e s i ą t y c h r o z p o w s z e c h n i ł się z w y ­
czaj p r z y g o t o w y w a n i a wesela przez r o d z i n ę p a n n y m ł o d e j , k t ó r a gości
podejmuje w p i e r w s z y d z i e ń r ó w n i e ż w i e c z e r z ą , obecnie z a n o s z o n ą do
gospody, gdzie o d b y w a się z a b a w a . Rodzina pana m ł o d e g o u r z ą d z a
u c z t ę w d r u g i m d n i u wesela. Przenoszenie p r z y j ę c i a do restauracji, go­
spody czy r e m i z y s t r a ż a c k i e j zyskuje na ogół uznanie ze w z g l ę d ó w p r a k ­
t y c z n y c h ( „ w gospodzie w s z i y ć k o gotowe, w s z i y ć k o z a m ó w i ą , obiegaczki
p o d a w a j ą i s p r z ą c ą i nie t r z a sie o nic s t a r a ć ino z a p ł a c i ć " ) , b u d z ą c j e d n a k
z a s t r z e ż e n i a n a t u r y t o w a r z y s k i e j . T a k i e b o w i e m uczty, o k r e ś l a n e pejo­
r a t y w n i e j a k o „ p o d k l u c z e m " , ograniczone do ścisłego grona zaproszonych
gości, p o z b a w i a j ą w i e ś m o ż l i w o ś c i uczestniczenia w zabawie weselnej,
d o s t ę p n e j d a w n i e j dla k a ż d e g o m i e s z k a ń c a w s i . Zabawa t a k a b y ł a d u ż ą
a t r a k c j ą dla w s i , g r o m a d z ą c t z w . czakaczy, c z e k a j ą c y c h w gospodzie nie
t y l k o na m u z y k ę , ale i p o c z ę s t u n e k w ó d k ą . G d y go b r a k ł o •— co się
nieraz z d a r z a ł o — wesele z y s k i w a ł o miano „ s u c h e g o " l u b „ze suchej".
2 5

v

2 6

27

2 5

O o d r ę b n y m ucztowaniu gości weselnych pana i panny m ł o d e j zob. m. in.
M . M a j , „Nasza" i „ich strona" w obrzędzie
weselnym,
Zeszyty Naukowe U J .
Prace Etnograficzne, K r a k ó w 1982, z. 16, s. 51.
Zob. M a l i c k i , op. cit., s. 106. W e d ł u g m a t e r i a ł ó w z W i s ł y - M a l i n k i poda­
wano w ó w c z a s k w a ś n ą mockę (sos), k t ó r a szczególnie s m a k o w a ł a po p o k a ź n y m spo­
życiu alkoholu poprzedniego dnia; zob. m a t e r i a ł y A r c h i w u m Р А Е we W r o c ł a w i u ,
nr i n w . 3080.
Na wieczerzę podaje się k a s z a n k ę z chlebem i kiszoną k a p u s t ą l u b bigos.
W Brennej niekiedy zamawia się dla gości w restauracji tzw. k a r t ę k o n s u m p c y j n ą .
2 6

2 7

116

ZOFIA S Z K O M B A - R Y S O W A

2 S

Zabawa weselna — j a k podaje L . M a l i c k i — n o s i ł a n a z w ę czakaczřci .
C z ę s t o dopiero po w y j ś c i u na n i ą gości wiesielowych
do t z w . drugiego
s t o ł u zasiadali pozostali goście. Do trzeciego w o ł a n o dzieci, a p r z y czwar­
t y m „ d o j a d a ł y " k u c h a r k i . P o c i ą g a ł o to za s o b ą r ó ż n i c e w ilości i j a k o ś c i ,
a z w ł a s z c z a sposobie podania p o t r a w . W m i a r ę zasiadania do dalszych
s t o ł ó w b y ł y one m n i e j udekorowane, a jedzenie nie b y ł o podane j u ż
z t a k ą s t a r a n n o ś c i ą , j a k p r z y stole p i e r w s z y m . Ostatnio j e d n a k zaznacza
się .tendencja do sadzania gości p r z y j e d n y m l u b n a j w y ż e j d w ó c h s t o ł a c h
bez robienia m i ę d z y n i m i j a k i e j k o l w i e k r ó ż n i c y .
Z w y c z a j zapraszania do s t o ł u weselnego dzieci z s ą s i e d z t w a ( w o ł a j ą c :
„ p ó j d ź c i e dziecka teroz w y b ę d z i e c i e j e ś ć " l u b „ p r z y j d ź c i e k u j e d z y n i u ,
na wiesieli") nadal jest we wsiach przestrzegany, m i m o b r a k u j u ż c h ę t ­
n y c h dzieci do korzystania z tej f o r m y g o ś c i n n o ś c i , k t ó r e m ó w i ą — j a k
m o ż n a u s ł y s z e ć w Istebnej — „ a p ó j d e m y tam, bedemy t a m j a k o b y m y
nie j e d l i w d o m u " . Panuje b o w i e m przekonanie, iż m ł o d z i m o g ą b y ć
pozbawieni p o ż e g n a n i a , c z y l i b ł o g o s ł a w i e ń s t w a , j a k i m jest posiadanie
dzieci, w w y p a d k u w y ł a m a n i a się ze z w y c z a j u w o ł a n i a i c h do s t o ł u .
Poza d z i e ć m i d a w n i e j p r z y c h o d z i l i r ó w n i e ż do d o m u weselnego ubodzy,
g r o m a d z ą c się pod o k n a m i . S t ą d t e ż zwano i c h dziwokami
lub
przybudnymi. N a j c z ę ś c i e j o t r z y m y w a l i coś z jedzenia do t z w . węzełka.
Do lat
sprzed I I w o j n y ś w i a t o w e j , a w Istebnej jeszcze nawet p i ę ć d z i e s i ą t y c h
tego w i e k u , n a l e ż y zwyczaj wchodzenia pod stół w e s e l n y m ł o d y c h c h ł o p ­
c ó w w w i e k u 12 do 15 lat, k t ó r z y ż a r t a m i w y ł u d z a l i od b i e s i a d n i k ó w j e ­
dzenie. T a k opisuje to jeden z m i e s z k a ń c ó w Istebnej: „ci c h ł o p c y szkrob a l i w i e s i e l o w y c h , w y z u w a l i b u t k i m ł o d u s i , a m ł o d u s i a m u s i a ł a sie
w y p ł o c a ć i coś i m d a ć . D a ł a i m ł e b o m i ę s a , ł e b o czego innego, a czasem
j a k i ś grosz, ale rzadko. O n i nie czekali drugiego czi trzeciego s t o ł u dla
dzieci, ale m i g , m i g , j a k t y l k o wiesielowi posiadali, to o n i j u ż b y l i pod
stołem" .
2 9

Obecnie na d u ż y c h g o ś c i n a c h (weselach) s t o ł y u s t a w i a się w p o d k o w ę .
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m i -dawniej s t a ł y one pod k ą t e m p r o s t y m ,
t w o r z ą c l i t e r ę L . M ł o d a para z a j m o w a ł a w ó w c z a s miejsce p r z y z ł ą c z e n i u
s t o ł ó w , p r z y p a d a j ą c e w t z w . ś w i ę t y m k ą c i e izby, w k t ó r y m zawieszone
b y ł y obrazy o tematyce r e l i g i j n e j . W p ó ź n i e j s z y c h latach ś r o d e k d ł u ż 2 8

M a l i c k i , op. cit., s. 105. Autor pisze m. in., iż do obowiązku starosty i wiesielników
należało poczęstowanie czakaczy wódką z butelki.
Zwyczaj ten opisał też E . G r i m , Wesele śląskie, Cieszyn 1928, s. 22. Warto
przytoczyć tutaj słowa gawędziarza beskidzkiego, P. Ruckiego z Jaworzynki: „Usz
temu będzie pjęćdziesiąt roków, było u sószada wiesieli, taki hańdowni b y w o ł
obyczoj, jak goście siedzieli za stołem, pojodali se kołocze, syr, rozmajite mięsa,
tosz my chłapcziska, brali torby szkolne i hajdy ku wiesielu. Wlazło sze po czichu
pód stół, szkrobało sze ujców, łebo tam cosi podał pód stół, łebo syra, łebo kreplik,
mięsa usz tam mało kiedy. Jo ros trefił na jakigo si brzidoka, jak jech go poszkrobał po kyrpcu, to mnie kop w nos, kref sie mi puściła, jo tóm krfiom uszrnarował
mu nogawice ponat kolana" (materiały tzw. „Klubu Literackiego" w Istebnej)
2 8

13 7

BIESIADY WIEJSKIE

szego r a m i e n i a wspomnianej l i t e r y L s t a ł się c e n t r a l n y m miejscem b i e ­
siady.
S p r a w a zajmowania miejsc i usadzania gości za s t o ł e m nie p r z e d ­
s t a w i a s i ę j e d n o l i c i e n a w e t w jednej w s i . Zdania na t e n t e m a t są b o w i e m
podzielone. W i ę k s z o ś ć i n f o r m a t o r ó w u w a ż a , że goście sami z a j m u j ą m i e j ­
sca, k i e r u j ą c się p r z y j ę t y m i w z o r a m i z a c h o w a ń z w y c z a j o w y c h . P i e r w s i
zawsze zasiadali w a ż n i e j s i goście, czy to ze w z g l ę d u na s w ą p o z y c j ę w e
w s i l u b rodzinie, czy t e ż s p e ł n i a n ą na g o ś c i n i e f u n k c j ę (starostowie, r o ­
dzice chrzestni, t z w . potkowie,
p o ł o ż n a , zwana babiculą
itp.), b ą d ź t e ż
starsi w i e k i e m . M a ł ż e ń s t w a na ogół zawsze z a j m o w a ł y miejsce коЗо
siebie, podobnie j a k osoby w t y m s a m y m m n i e j w i ę c e j w i e k u . D a w n i e j
w czasie u c z t y weselnej w a ż n ą r o l ę s p e ł n i a ł starosta, d b a j ą c y o p o r z ą d e k
p r z y stole, sprawne wnoszenie p o t r a w i z a c h ę c a j ą c y do jedzenia. O n t e ż
k r o i ł m i ę s o , dzielił k o ł a c z e i w y g ł a s z a ł przed jedzeniem o r a c j ę . O r g a ­
n i z a t o r z y g o ś c i n y (rodzice pana l u b p a n n y m ł o d e j ) nie zasiadali na ogół
do s t o ł u , d o g l ą d a j ą c przebiegu u c z t y . D a w n i e j t e ż nie b r a l i u d z i a ł u w ś l u ­
bie. Zdarza się nieraz i w s p ó ł c z e ś n i e , iż gospodyni — j u b i l a t k a — nie
uczestniczy w g o ś c i n i e , s p ę d z a j ą c czas na p r z y g o t o w y w a n i u i p o d a w a n i u
jedzenia. W a r t o t u p r z y t o c z y ć w y p o w i e d ź m i e s z k a n k i Istebnej na temat
g o ś c i n y z okazji j e j s r e b r n y c h g o d ó w : „ n i e b y ł a m w ż a d n y m t r y b u n a l e ,
c h o ć to b y ł o moje ś w i ę t o " , w y j a ś n i a j ą c , iż o b o w i ą z k i gospodyni nie po­
z w o l i ł y j e j na p r z y ł ą c z e n i e się do gości.
3 0

W s p ó ł c z e ś n i e d u ż ą u w a g ę zwraca się na e s t e t y k ę n a k r y c i a i w y g l ą d
s t o ł u biesiadnego, z w ł a s z c z a weselnego. Ustalenie j a d ł o s p i s u i sposobu
n a k r y c i a s t o ł u powierza się n a j c z ę ś c i e j kucharce, k t ó r e j n a l e ż y p r z y p i s a ć
znaczną rolę w inspirowaniu nowych wzorów zachowań. Hołdowanie mo­
dzie, d a j ą c e się z a o b s e r w o w a ć we w s p ó ł c z e s n y c h wzorach s p o ż y c i a „ n a
pokaz", p r z e j a w i a się przede w s z y s t k i m w e w p r o w a d z a n i u miejskiego
s t y l u życia, charakterystycznego z w ł a s z c z a dla G ó r n o ś l ą s k i e g o O k r ę g u
P r z e m y s ł o w e g o . K u c h a r k i a n g a ż o w a n e są obecnie nie t y l k o do pomocy
w p r z y g o t o w y w a n i u wesela, ale t a k ż e gościn z okazji I k o m u n i i , srebr­
n y c h i z ł o t y c h g o d ó w , chrzcin, p r y m i c j i i t p . O i l e w w y p a d k u w i ę k s z o ś c i
gościn, poza weselem, praca k u c h a r k i ogranicza się n a j c z ę ś c i e j t y l k o do
w y p i e k u ciasta, z w ł a s z c z a t o r t ó w oraz n i e k i e d y t e ż p r z y g o t o w y w a n i a
3 0

Przed przystąpieniem do jedzenia starosta przemawiał do zebranych' gości:
„Jakoś Panie Jezusie rozmnožil i pobłogosławił chlyb, tak rozmnóż i pobłogosław
tym młodym małżonkom w całym ich zicziu, jakosz przemiynil na wieszelu wody
we wino, tak przemień kajżdy smutek im w zicziu na radoszcz aż na wieki. —
Amyn. A jydzcie też ludkowie, jydzcie, aby se m ł o d y m statek chowoł". J . P r ob o s z , Wesele górali istebniańskich,
„Zaranie Śląskie", R. 14: 1938, z. 4, s. 236.
Zob. też J . G a l l u s , Starosta weselny. Zbiór przemówień,
wierszy i piosenek do
użytku
starostów^
drużbów
i gości weselnych
przy godach weselnych
zebrał...,
wyd. 3, Bytom 1900; C . K u r e k , Tradycja i współczesność
opolskich starostów
we­
selnych, Opole 1978 (s. 168 — „Zagajenie biesiady weselnej"; s. 169-174 — „Prze­
mówienia w czasie uczty").

118

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

p e w n y c h p o t r a w i w s k a z ó w e k d o t y c z ą c y c h estetyki podania oraz zestawu
d a ń , to przed weselem r o z c i ą g a się na c a ł y p o p r z e d z a j ą c y je t y d z i e ń .
K o l e j n o w i ę c p r z y s t ę p u j e ona do robienia m a k a r o n u (nugli) do r o s o ł u ,
pieczenia d r o b n y c h ciastek i b i s z k o p t ó w na t o r t y , p r z y r z ą d z a n i a mas do
n i c h oraz m a k u i sera na k o ł a c z e . W t r z e c i m d n i u p r z y g o t o w u j e m i ę s o
i zarabia ciasto na k o ł a c z e , k t ó r e n a s t ę p n e g o dnia zawozi się do piekarza.
Zaraz po upieczeniu k o ł a c z y r o z s y ł a się je k r e w n y m i s ą s i a d o m . W d z i e ń
p o p r z e d z a j ą c y wesele p r z y r z ą d z a się s a ł a t k i , k o m p o t y , g a l a r e t k i owoco­
we, a wieczorem u s t a w i a s t o ł y , dekoruje izby oraz k o m p l e t u j e z a s t a w ę ,
p o ż y c z a n ą od s ą s i a d ó w l u b w p u n k t a c h K o ł a G o s p o d y ń W i e j s k i c h . Prze­
strzega s i ę na ogół nadal jeszcze przychodzenia na wesele z kieliszkiem,
s t a w i a j ą c j e na stole t y l k o dla gości spoza ś r o d o w i s k a miejscowego.
M i e s z k a ń c o m Beskidu Ś l ą s k i e g o nie z n a n y jest j u ż z autopsji zwyczaj
przynoszenia ze s o b ą na g o ś c i n y ł y ż k i w obawie przed z a k a ż e n i e m , „ c o ­
b y — j a k m o ż n a u s ł y s z e ć — kontków
( z a j a d ó w ) nie d o s t a ć " . Przed t y m
m i a ł o t e ż c h r o n i ć w y c i e r a n i e ł y ż k i o l e w ą p a c h ę , co powszechnie c z y ­
niono jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m przed p r z y s t ą p i e n i e m do j e ­
dzenia poza w ł a s n y m domem. D o d a j m y , iż k ł a d z e n i e ł y ż e k w y ż ł o b i e n i e m
do s t o ł u m i a ł o z n a m i o n o w a ć s y t o ś ć .
N a u c z e s t n i k ó w w s p ó ł c z e s n y c h biesiad czeka kompletne n a k r y c i e ,
s k ł a d a j ą c e się z t a l e r z y g ł ę b o k i c h , p ł y t k i c h i deserowych, n o ż a , widelca,
ł y ż k i oraz ł y ż e c z k i , k o m p o t i e r k i , szklaneczki na w o d ę m i n e r a l n ą l u b so­
d o w ą oraz kieliszka dla gości p r z y j e z d n y c h , g d y ż m i e j s c o w i — j a k j u ż
wspomniano — p r z y c h o d z ą na g o ś c i n ę z w ł a s n y m . D ą ż e n i e do estetycz­
nego w y g l ą d u s t o ł u , z w ł a s z c z a weselnego, p r z e j a w i a się m i ę d z y i n n y m i
w u s t a w i a n i u na n i m p r z e d m i o t ó w p r z y c i ą g a j ą c y c h w z r o k w c h o d z ą c y c h
u c z e s t n i k ó w , j a k np. bogato zdobionych t o r t ó w , u s t a w i a n y c h po j e d n y m
na k a ż d y m stole, t a l e r z y z r ó ż n e g o rodzaju ciastkami, galaretek z b i t ą
ś m i e t a n ą , f i g u r e k z b r y n d z y i t p . Przed p r z y s t ą p i e n i e m do jedzenia t o r t y
i ciastka usuwa się ze s t o ł ó w , na k t ó r e nieraz w o g ó l e j u ż nie w r a c a j ą .
Obecnie nie cieszą się j u ż b o w i e m t a k ą p o p u l a r n o ś c i ą i nie są t a k i m i
s m a k o ł y k a m i , j a k i m i b y ł y w p i e r w s z y m okresie w k r a c z a n i a i c h do j a ­
d ł o s p i s ó w o d ś w i ę t n y c h . N a j c z ę ś c i e j s t a n o w i ą teraz p r z e d m i o t p o d a r u n k ó w
zabieranych z wesela d l a dzieci l u b dar r o z d a w a n y s ą s i a d o m .
Zagadnienie sposobu s p o ż y w a n i a i podawania p o t r a w na przestrzeni
ostatnich k i l k u d z i e s i ę c i u lat, to jest m n i e j w i ę c e j od p o c z ą t k u X X w . ,
przedstawia się i n t e r e s u j ą c o , podobnie j a k p r z e m i a n y w s a m y m j a d ł o s p i ­
sie. Z m i a n y te postaramy się u k a z a ć na p r z y k ł a d z i e u c z t y weselnej,
k t ó r a s t a ł a się w z o r e m d l a i n n y c h , n i e m n i e j w y s t a w n i e p r z y g o t o w y w a ­
n y c h gościn. Dane z p o c z ą t k u b i e ż ą c e g o w i e k u m ó w i ą o powszechnym
w ó w c z a s jedzeniu ze w s p ó l n y c h misek l u b t a l e r z y p r z e z ^ r z y l u b cztery
osoby, s i e d z ą c e n a p r z e c i w k o siebie. Sytuacja taka i s t n i a ł a t a k ż e w okresie
m i ę d z y w o j e n n y m , k i e d y to n p . w 1928 r . na b o g a t y m weselu w Istebnej
talerze m i e l i t y l k o p a ń s t w o m ł o d z i oraz proboszcz i m i e j s c o w y lekarz

BIESIADY WIEJSKIE

119

•z ż o n ą . P o s ł u g i w a n o się w y ł ą c z n i e ł y ż k a m i , m i ę s o b i o r ą c do r ę k i , k t ó r ą
w y c i e r a n o w specjalnie zabierany w t y m celu r ę c z n i k l u b c h u s t k ę . T a k
u j m u j e to jedna z mieszkanek Istebnej: „ n a w i e s i e l u m i e l i ino ł y ż k i
i palce do m i ę s a [...] z jednej b r u t f a n i , j a k o się p i e k ł o , m i ę s o r ę k a m i
brali, a k a ż d y m i o ł j a k ą c h u s t k ę abo r ę c z n i k z d o m u w z i ę t e ze sobą, to
se r ę c e u c i e r o ł " . Jeszcze nawet po I I w o j n i e ś w i a t o w e j powszechnie m o ż ­
na m ó w i ć o t a k i m w ł a ś n i e sposobie s p o ż y w a n i a p o t r a w . Sytuacja z a c z ę ł a
u l e g a ć zmianie w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h , k i e d y to z a c z ę t o p o d a w a ć po­
t r a w y k a ż d e m u na o d d z i e l n y m talerzu, n a j p i e r w zupy, a n a s t ę p n i e dania
m i ę s n e . S p o s ó b ten w ostatnich latach z a c z ą ł u s t ę p o w a ć modzie poda­
w a n i a p o t r a w na p ó ł m i s k a c h i salaterkach, a zupy w wazach. P o c i ą g n ę ł o
to za s o b ą k o n i e c z n o ś ć s i ę g a n i a samemu po jedzenie, co w z b u d z i ł o —
z w ł a s z c z a u pokolenia starszego — pewne z a ż e n o w a n i e . Poza t y m nie
s p o t y k a ł o się to z p r z y c h y l n y m p r z y j ę c i e m ze w z g l ę d u na fakt pozbawie­
nia b i e s i a d n i k ó w m o ż l i w o ś c i dowolnego dysponowania o t r z y m y w a n ą do­
t ą d na t a l e r z u przez k a ż d e g o ilością m i ę s a . Zgodnie b o w i e m z t u t e j s z y m
z w y c z a j e m biesiadnik m ó g ł z a b r a ć do d o m u nie zjedzone na weselu
m i ę s o , co powszechnie c z y n i ł y k o b i e t y , w k ł a d a j ą c je do specjalnie w t y m
celu w s z y w a n y c h d u ż y c h kieszeni l u b przynoszonych ze s o b ą chustek .
W s p ó ł c z e ś n i e z d e r z a j ą się t u t a j d w a w z o r y z a c h o w a ń . Jeden — t r a d y ­
c y j n y — p r z e w i d u j e m o ż l i w o ś ć w z i ę c i a ze s o b ą nie zjedzonego m i ę s a ,
p r z y c z y m dodajmy, że zwyczajowo ustalone jest dla k a ż d e g o gościa po
j e d n y m k a w a ł k u z w s z y s t k i c h czterech d a ń m i ę s n y c h . D r u g i natomiast
zaleca pozostawienie na p ó ł m i s k u m i ę s a , u c h o d z ą c zarazem za p o ż ą d a n y
i ś w i a d c z ą c y o obyciu uczestnika s p o s ó b zachowania. Jedna z mieszkanek
Brennej w r ę c z m ó w i : „ t e r a z ludzie są tacy k u l t u r a l n i e j s i , to j u ż nie b i o r ą
ze s o b ą m i ę s a , bo to w s t y d " . T o t e ż w obawie przed k r y t y k ą w s p ó ł b i e ­
s i a d n i k ó w s p o s ó b ten jest ostatnio coraz częściej r e a l i z o w a n y . N a w e t
z a c h ę c a n i e k u c h a r k i : „ w i e l e sie w o m n a l e ż y , to se w e ź c i e wsziystko, j a k
n i e zjecie, no i b ę d z i e s p o k ó j " , nie p r z y n o s i zamierzonego s k u t k u . Z m i a ­
n y w sposobie zachowania się podczas u c z t y weselnej dobrze c h a r a k t e r y ­
z u j ą s ł o w a urodzonej w 1891 r. g ó r a l k i z Istebnej: „jo b y m nie w z i y n a
tego m i y n s a (z p ó ł m i s k a ) . Jo b y m w z i y n a , ale j a k m i d a j ą m ó j dział, co
jo m i a ł a zjeść, a j o tego nie zjem, t o ż t u se w e z m e m . A l e tak, ż e b y c h ze
s t o ł u , to n i . Jo sie n a j e m i jeszcze m u ze s t o ł u z a b i e r a ć ! N i e k i e r y to
jeszcze dziś t a k r o b i , ale to t a k nie p i y k n i e [...], ludzie k r z y w o p a t r z ą
na takiego". P r z y g o t o w y w a n i e paczek z jedzeniem w r ę c z a n y c h opuszcza­
j ą c y m wesele ma c z y n i ć z a d o ś ć w s p o m n i a n e m u zwyczajowi.
3 1

P o w y ż s z e z m i a n y d o t y c z ą t e ż u m i e j ę t n o ś c i p o s ł u g i w a n i a się s z t u ć c a ­
m i , z w ł a s z c z a w i d e l c e m , k t ó r y do k o ń c a I I w o j n y ś w i a t o w e j nie b y ł
81

Por. m. in. M a l i c k i , op. cit., s. 106. Zob. też F . O l e s i e j u k , Obrzędy
we­
selne w Lubelskiem, Wrocław 1971, s. 16. Na Łużycach goście weselni przynosili ze
sobą garnek na potrawy, których nie zjedli, a które zanosili do domu dla rodziny
.(£ с h n e e w e i s, op. cit., s. 43).

120

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

w powszechnym u ż y c i u u l u d n o ś c i Beskidu Ś l ą s k i e g o . Jedna z mieszkanek
Istebnej, urodzona w 1930 г., t a k w s p o m i n a : „jo w o r n p o w i m , że j o
d ł u g o nie u m i a ł a w i d e l c e m j e ś ć . Jak m y kajsi z z e s p o ł e m [ r e g i o n a l n y m ]
w y j e ż d ż a l i , to j o sie d z i w o w a ł a , j a k gdo je, bo j o nie b y ł a nauczona".
Dopiero p r z y j a z d do w s i l e t n i k ó w , n a s i l a j ą c y się od l a t p i ę ć d z i e s i ą t y c h
tego w i e k u , i c z ę s t s z e w y j a z d y poza w i e ś p o z w o l i ł y na przyswajanie
sobie i n n o w a c j i i u z m y s ł o w i e n i e r ó ż n i c w poziomie ż y c i a w e w ł a s n y m
ś r o d o w i s k u i poza n i m . N i e r z a d k o z r e s z t ą n a p o t y k a ł o to sprzeciw ze
s t r o n y l u d z i starszych. O n i to c z ę s t o nie chcieli l u b nie u m i e l i p o s ł u g i w a ć
się w i d e l c e m . Ponad 7 0 - l e t n i mieszkaniec B r e n n e j t w i e r d z i , iż na ś l u b i e
c ó r k i w 1958 r. w obawie, aby „ n i e w y ż g a ć k o m u oczu w i d ł a m i " , zajął
miejsce p r z y k o ń c u s t o ł u obok m ę ż c z y z n w t y m s a m y m w i e k u , gdzie
m ó g ł p o s ł u g i w a ć s i ę w y ł ą c z n i e ł y ż k ą , a m i ę s o b r a ć do p a l c ó w l e w e j r ę k i ,
r e z y g n u j ą c z p r z y n a l e ż n e g o m u miejsca obok p a ń s t w a m ł o d y c h , gdzie
z m u s z o n y m się b y ł o z a c h o w y w a ć zgodnie z o b o w i ą z u j ą c ą n o w ą m o d ą .
N a l e ż y jeszcze d o d a ć , iż w e d ł u g w i e r z e ń tutejszej l u d n o ś c i w i e j s k i e j
podczas jedzenia w w i ę k s z y m gronie osób b y ł o s i ę n a r a ż o n y m na zauro­
czenie. B i e s i a d n i k ó w m i a ł o p r z e d t y m u c h r o n i ć n i e p o s t r z e ż o n e o d ł o ż e n i e
l u b odlanie na bok m a ł e j ilości jedzenia przez k o b i e t ę w n o s z ą c ą je na
s t ó ł . C z y n n o ś ć t ę powtarzano n i e k i e d y p r z y k a ż d o r a z o w y m jedzeniu,
n a w e t jeszcze w czasach n a m w s p ó ł c z e s n y c h , p r z y c z y m j e d n a k p o ­
wszechniej zwyczaj t e n w i ą ż e się z k a r m i e n i e m b y d ł a i t r z o d y c h l e w n e j .
P r z e c h o d z ą c do j a d ł o s p i s u biesiad, zasygnalizujemy jego n a j i s t o t n i e j ­
sze elementy, z w r a c a j ą c m . i n . u w a g ę na p o t r a w y , k t ó r e i n t e g r o w a ł y
b i e s i a d n i k ó w b ą d ź t e ż s y m b o l i z o w a ł y p o c z ą t e k l u b koniec uczty.
W s p ó ł c z e ś n i e podawane na g o ś c i n a c h p o t r a w y s t a n o w i ą d o ś ć j e d n o ­
l i t y i ustalony zestaw, o d p o w i a d a j ą c y w z o r o m p o s i ł k u o d ś w i ę t n e g o . S k ł a ­
da się on z r o s o ł u ( w o ł o w o - k u r z e g o ) z m a k a r o n e m oraz k i l k u r o d z a j ó w
m i ę s a n a j c z ę ś c i e j pieczonego (schab, p i e c z e ń , d r ó b , k o t l e t y , rolady), k t ó r e
z a s t ą p i ł o podawane d a w n i e j na g o ś c i n a c h m i ę s o gotowane. N a wesela
p r z y g o t o w u j e się cztery rodzaje m i ę s a , a m i a n o w i c i e : 1) p o t r a w k a z k u r y
z r y ż e m i s a ł a t k ą j a r z y n o w ą ; 2) k o t l e t schabowy l u b p i e c z e ń c i e l ę c a
z z i e m n i a k a m i ; 3) pieczona k u r a z, z i e m n i a k a m i ; 4) w o ł o w e r o l a d y z k l u ­
skami ś l ą s k i m i . K l u s k i te, n o s z ą c e w Istebnej n a z w ę klusek ze szkrobu,
a w B r e n n e j białych, w i ą ż ą s i ę z r e g i o n e m G ó r n e g o Ś l ą s k a , gdzie od d a w ­
na s t a n o w i ą n i e o d ł ą c z n y element p o ż y w i e n i a nie t y l k o ś w i ą t e c z n e g o ,
ale i niedzielnego . Z tego to t e r e n u corocznie z j e ż d ż a do w s i B e s k i d u
3 2

3 3

8 2

Ponad 50-letnia mieszkanka Brennej twierdzi, iż do dnia dzisiejszego sto­
suje się do zaleceń swej matki, która kazała dzieciom uchyniać
(odkładać lub od­
lewać) przed jedzeniem nieco potrawy na bok. Matka wspomnianej informatorki
pouczała swe dzieci mówiąc: „tak róbcie, bo tak powinno być".
Kluski te przyrządza się z gotowanych ziemniaków oraz mąki ziemniaczanej.
Na temat rozpowszechnienia tej potrawy na Górnym Śląsku zob. Z. S z r o m b a R y s o w a , Pożywienie
ludności wiejskiej na Śląsku, Wrocław 1978, s. 74.
s s

121

BIESIADY WIEJSKIE

Ś l ą s k i e g o w i e l u l e t n i k ó w i w c z a s o w i c z ó w , k t ó r z y nierzadko s t a j ą się t e ż
u c z e s t n i k a m i gościn w i e j s k i c h . Dlatego t e ż — j a k stwierdza jedna z miesz­
kanek B r e n n e j — „ t e r a z u nas t e ż k l u s k i m u s z ą b y ć , bo teraz p r z e w a ż n i e
jest d u ż o gości z miasta na weselach. Teraz to t a k się w i ę c e j ł ą c z y , z m i a ­
sta na w i e ś , ze w s i do miasta". D o d a t k i do m i ę s a s t a n o w i ą r ó ż n e g o r o ­
dzaju w a r z y w a , k t ó r e w y p a r ł y — p o w s z e c h n ą jeszcze w okresie m i ę ­
d z y w o j e n n y m — k i s z o n ą k a p u s t ę z z a s m a ż k ą . B y ł a ona nie t y l k o n i e o d ­
ł ą c z n y m s k ł a d n i k i e m codziennego j a d ł o s p i s u , ale zawsze go t e ż rozpo­
czynała.
S t w i e r d z i ć n a l e ż y , iż t a k d u ż a ilość d a ń m i ę s n y c h o d r ó ż n i a u c z t y
weselne g ó r a l i ś l ą s k i c h od u r z ą d z a n y c h w s ą s i e d n i c h wsiach ż y w i e c k i c h ,
a nawet i ś l ą s k i c h . Jedna z mieszkanek B r e n n e j t a k w y p o w i a d a się ń a
t e n temat: „ m i e n i j jest t a m w s z i y ć k i e g o jako u nas, inaczy g o t u j ą . T a m
z a ś t y c h d a n i nie m a t y l e z t y m i m i ę s a m i . Pani, co t u jest u nas, m i ę s o
t u jeszcze po p o ł u d n i u d o w a j ą " . Powszechnie przestrzegany zwyczaj
p r z y g o t o w y w a n i a na wesele aż t y l u d a ń m i ę s n y c h , b ę d ą c y p r z y k ł a d e m
o b o w i ą z u j ą c e j obecnie k o n s u m p c j i „ n a pokaz", k t ó r e j biesiadnicy n a j ­
c z ę ś c i e j nie s ą w stanie s p r o s t a ć , budzi z a s t r z e ż e n i a samych m i e s z k a ń ­
c ó w w s i , k t ó r z y w p r o s t m ó w i ą : „ t o nie warce t y l e jedzenia, bo jednego
p o j e d z ą , a p o t e m nie chcą, a f u r t z n o s z a j ą . L u d z i e strasznej r o b o t y
m a j ą , a p o t e m nie j e d z ą " . J a k ż e o d m i e n n y b y ł j a d ł o s p i s uczty weselnej
z p o c z ą t k u X X w., m i m o iż starano się r ó w n i e ż p r z y g o t o w a ć k i l k a p o ­
t r a w , b ą d ź siedem — j a k podaje L . M a l i c k i — aby s t a r c z y ł o i c h m ł o d y m
na k a ż d y d z i e ń tygodnia, b ą d ź d w a n a ś c i e , t y l e i l u b y ł o a p o s t o ł ó w .
3 4

J a d ł o s p i s weselny — j a k j u ż wspomniano — s t a ł się w z o r e m dla w i e ­
l u w s p ó ł c z e ś n i e p r z y g o t o w y w a n y c h biesiad. S t a n o w i ą go: r o s ó ł z m a k a ­
r o n e m , z a s t ę p o w a n y n i e k i e d y i n n ą z u p ą (np. p o m i d o r o w ą ) , r ó ż n e g o r o ­
dzaju m i ę s o (pieczony d r ó b , k o t l e t y , p i e c z e ń ) z z i e m n i a k a m i , a n i e k i e d y
r ó w n i e ż ze w s p o m n i a n y m i k l u s k a m i ś l ą s k i m i , oraz ciasto, a nierzadko
i t o r t . P r z y k ł a d o w o p r z y t o c z m y t u zestaw p o t r a w podanych w 1975 r.
na g o ś c i n ę z okazji 50-tych u r o d z i n jednej z mieszkanek Istebnej: r o s ó ł
z makaronem, pieczone k u r y w sosie ś m i e t a n o w y m z z i e m n i a k a m i , p i e ­
czone i n d y k i z s a ł a t k ą z czerwonej kapusty i z i e m n i a k a m i oraz p i e c z e ń
z k r ó l i k a w sosie z k l u s k a m i ś l ą s k i m i . M i ę d z y d a n i a m i m i ę s n y m i po­
dano — zgodnie z n o w y m z w y c z a j e m — g a l a r e t k i owocowe z b i t ą ś m i e ­
t a n ą , a po obiedzie k a w ę l u b h e r b a t ę , k o m p o t oraz ciasto .
3 5

D a n i a m i ę s n e , k t ó r e są p o d s t a w ą k a ż d e j w s p ó ł c z e s n e j g o ś c i n y , przed
8 4

M a l i c k i , op. cit., s. 102 n. Zob. też E . Ś w i b ó w n a , Co przed stu dwu­
dziestu laty Brenniacy
jedli na weselu i jak te potrawy
przyrządzali?
Spisała
w lutym 1934 roku..., „Zaranie Śląskie", R. 10: 1934, z. 2, s. 109.
Równie urozmaicony bywa jadłospis gościny z okazji złotych godów. I tak
np. na uroczystość tę w 1977 r. w Istebnej podano: rosół z makaronem, kurę w sosie
ś m i e t a n o w y m i kluski śląskie oraz sałatkę z kapusty, kotlety schabowe z ziemnia­
kami i kiszonym ogórkiem oraz mielone mięso z ziemniakami i buraczkami.
8 5

122

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

I I w o j n ą ś w i a t o w ą , a nawet i jeszcze po niej, p o j a w i a ł y się n i e c z ę s t o na
stole g ó r a l i ś l ą s k i c h . W Istebnej n p . p o c z ę s t u n e k nierzadko s t a n o w i ł ku­
buś, c z y l i zapiekane w p i e k a r n i k u tarte surowe z i e m n i a k i polane ś m i e ­
t a n ą i posypane c u k r e m , gałuszki
— pszenne k l u s k i , gryzka — g r y s i k
na m l e k u dobrze omaszczony i posypany c u k r e m oraz r y ż , poprzedzane
zawsze j e d n a k — zgodnie z m i e j s c o w y m zwyczajem — g o t o w a n ą k i s z o n ą
k a p u s t ą , j e d z o n ą z c a ł y m i z i e m n i a k a m i , k t ó r e brano do r ę k i . W a r t o p r z y ­
t o c z y ć t u w y p o w i e d ź urodzonej w 1930 r. mieszkanki Istebnej: „ w t e d y
w s z i y ć k o na misach d o w a l i . B y ł a to wieczno kapusta, nie b y ł o han m i ę sow. Tero sie ludzie dobrze m a j ą . Inszych nie u z n o w a j ą ino m i ę s o . P i y r w y j g r y z k i n a w a r z i l i , n a m a ś c i l i m a s ł e m . Kubusie, kawa, kołocze — t o ś
to b y ł a g o ś c i n a . A dziska z a ś inaczy".
P o ś w i ę ć m y jeszcze nieco u w a g i p o t r a w o m s p e ł n i a j ą c y m na ucztach
o k r e ś l o n e funkcje. Przede w s z y s t k i m w y p a d a t u w y m i e n i ć ser., w y s t ę ­
p u j ą c y na terenie Beskidu Ś l ą s k i e g o pod n a z w ą sera klaganego. D a w n i e j
b y ł to ser owczy. Obecnie p r z y r z ą d z a n y jest z m l e k a krowiego l u b m i e ­
szanego z o w c z y m t e c h n i k ą robienia s e r ó w podpuszczkowych z m l e k a
s ł o d k i e g o , c h a r a k t e r y s t y c z n ą d l a r e g i o n u K a r p a t . S y m b o l i z o w a ł on d a w ­
ne ź r ó d ł o u t r z y m y w a n i a tutejszej l u d n o ś c i g ó r a l s k i e j — pasterstwo,
i zgodnie z t r a d y c j ą w i n i e n z n a l e ź ć się na stole biesiadnym, rozpoczy­
n a j ą c k a ż d ą u c z t ę w e s e l n ą . T a k p i s a ł na t e n temat ks. E. G r i m , d ł u g o ­
l e t n i proboszcz w Istebnej: „ n a j p r z ó d p o d a j ą p r z y c i e ś : chleb i m i s ę sera,
k a ż d y z m i s y do chleba ser palcem p r z y b i e r a " . Obecnie j u ż t y l k o
w Istebnej przestrzega się z w y c z a j u podawania na stół wspomnianego
sera, jednak j u ż t y l k o „ n a co d r u g i m — j a k m ó w i miejscowa kucharka —
weselu". Zgodnie z t r a d y c j ą , k a ż d y z u c z e s t n i k ó w g o ś c i n y p o w i n i e n skosz­
t o w a ć go na p o c z ą t k u uczty. N a j c z ę ś c i e j jednak, r o z r o b i o n y z m a s ł e m
i u f o r m o w a n y w f i g u r k i z w i e r z ą t l u b i n n y c h p r z e d m i o t ó w , stanowi j u ż
t y l k o d e k o r a c j ę s t o ł u weselnego. T r a d y c y j n y m i o b o w i ą z u j ą c y m d a w n i e j
daniem w e s e l n y m b y ł a moczanina l u b moczanica, podawana na stół j a k o
druga w k o l e j n o ś c i . Z a c y t u j m y t u raz jeszcze ks. E. G r i m a : „ p o t e m m a s ł o
na misie i k r o m k i k o ł a c z a / w i ę c k a ż d y k o ł a c z ł a m i e , w misie m a s ł e m
macza [ . . . ] / moczanica l u d zowie t ę d r u g ą d a ń c a ł ą / albo, że z b r o d y
kapie, zwie j ą t e ż k a p a ł a " . P o t r a w a ta, c z y l i k o ł a c z p o k r a j a n y i m a ­
czany w r o z t o p i o n y m m a ś l e , z n i k ł a ze s t o ł u biesiadnego j u ż przed I I
w o j n ą ś w i a t o w ą . W a l o r e m j e j — j a k się powszechnie u w a ż a — b y ł o
uodpornienie o r g a n i z m u na alkohol, k t ó r y dopiero po n i e j m ó g ł p o j a w i ć
3 6

3 7

3 S

3 9

*• Na temat sera podawanego na uczcie weselnej zob. m. in. D e к o w s к i,
op. cit., s. 162.
" G r i m , op. cit., s. 22.
Ibidem, s. 22.
Urodzona w 1925 r. mieszkanka Istebnej mówi: „dawno już moczaniny nie
dają, to już wyszło z mody. To jeszcze mi mama o niej opowiadali".
88

n

323

BIESIADY WIEJSKIE

się na stole. Obecnie r o l ę t a k ą s p e ł n i a podawana przed obiadem t z w .
„ z i m n a p ł y t a " , c z y l i z a k ą s k i w postaci w ę d l i n y , śledzi, j a j e k w majone­
zie, s a ł a t e k i t p . , k t ó r a z n a l a z ł a się w m i e j s c o w y m j a d ł o s p i s i e na w z ó r
uczt rozpowszechnionych na terenie G ó r n o ś l ą s k i e g o O k r ę g u P r z e m y s] owego .
4 0

L i t e r a t u r a etnograficzna dostarcza danych o p o t r a w a c h z a m y k a j ą c y c h
u c z t ę w e s e l n ą , c h r z e s t n ą l u b p o g r z e b o w ą . W Beskidzie Ś l ą s k i m b y ł n i ą
g r y s i k u g o t o w a n y na m l e k u , dobrze omaszczony i posypany c u k r e m ,
k t ó r y jeszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m podawano w Brennej na k o ń c u
uczty weselnej, a w Istebnej — w e d ł u g M . Szubertowej — u c z t y chrzest­
nej . W W i ś l e b y ł a to kasza, k t ó r ą — j a k m ó w i o n o — „ s t r a s z o n o " uczest­
n i k ó w wesela, d a j ą c i m do zrozumienia, iż biesiada jest j u ż z a k o ń c z o n a .
N i e r o z e r w a l n i e z weselem z w i ą z a n y b y ł kołacz, k t ó r y pod koniec
uczty wnoszono na stół biesiadny. Starosta d z i e l i ł k a ż d y k o ł a c z p o m i ę ­
dzy sześciu b i e s i a d n i k ó w , k t ó r z y zabierali go ze s o b ą do d o m u . W Isteb­
nej p o d o b n ą r o l ę s p e ł n i a ł a d r o ż d ż o w a b u ł k a (zwana babówką
l u b brytfaniokiem), k t ó r ą w czasie czepin p a n n a m ł o d a c z ę s t o w a ł a w s z y s t k i c h go­
ści. W latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h sporadycznie, a w s z e ś ć d z i e s i ą t y c h p o ­
wszechnie, f u n k c j ę k o ł a c z a i wspomnianej b a b k i p r z e j ą ł t o r t (dorta)
.
K o ł a c z e ( n a z w ą t ą ostatnio o k r e ś l a się p l a c k i z nadzieniem z sera, m a r ­
m o l a d y l u b m a k u p o m i ę d z y d w o m a w a r s t w a m i ciasta) s t a n o w i ą dziś
w y ł ą c z n i e dar r o z s y ł a n y g o ś c i o m i s ą s i a d o m przed weselem. P i e c z y w e m
c h r z e s t n y m w W i ś l e — j a k p o d a j ą ź r ó d ł a — b y ł a pszenna strucla, zwana
weselnikiem
.
4 1

4 2

4 3

4 4

4 S

4 6

M ó w i ą c o cechach j a d ł o s p i s ó w biesiad w i e j s k i c h n a l e ż y w s p o m n i e ć
jeszcze o gościnie u r z ą d z a n e j z okazji ś w i n i o b i c i a , na k t ó r e j podawano
szereg specyficznych dla tego w y d a r z e n i a p o t r a w . N a l e ż a ł a do nich, spo­
ż y w a n a j a k o pierwsza, mocznina, t j . chleb, a częściej pieczony w d o m u
placek z m ą k i i g o t o w a n y c h z i e m n i a k ó w l u b w y ł ą c z n i e z z i e m n i a k ó w
( s u r o w y c h t a r t y c h i gotowanych) maczany w roztopionej s ł o n i n i e ze
s k w a r k a m i (szpyrkami),
dalej kiszona kapusta ze s ł o n i n ą , c a ł e gotowane

4 0

Por. S z r o m b a - R y s o w a , op. cit., s. 85.
Zob. m. in. А. С h ę t n i k, Pożywienie
Kurpiów.
Jadło i napoje
zwykłe,
obrzędowe
i głodowe,
K r a k ó w 1936, s. 96; F i s c h e r ,
op. cit., s. 377; J . S e mb r z y c k i , Wesele na Mazurach, „Wisła", t. 7: 1893, s. 96.
S z u b e r t ó w a, Dary..., s. 614.
Materiały Archiwum Р А Е we Wrocławiu, nr inw. 3080.
Zob. też P i 1 с h, op. cit., s. 38, 75.
Fakt ten zanotowano już w 1951 r. w Istebnej. Wówczas to kucharka pou­
czyła pannę młodą, przechodzącą na duże gospodarstwo pana młodego: „tam lepszi
rodzina, to by trza nie babkę ino dorte upiec". Tort, z którym panna młoda pod­
chodziła do rodziców pana młodego z zapytaniem: „czy mnie przyjmujecie za dziec­
ko, czy za synową?", zrobił w tamtych czasach bardzo duże wrażenie na zebranych.
" M a l i c k i , op. cii., s. 84; P i l e h, op. cit., s. 64; materiały Archiwum Р А Е
we Wrocławiu, nr inw. 3080.
4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

124

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

4 7

z i e m n i a k i , podgardle oraz pieczona krew, inaczej zwana bachora . S m a ­
ż o n o t e ż p ą c z k i (krepliki),
a nieraz pieczono nawet k o ł a c z l u b b u c h t y .
Ś w i n i o b i c i e b y ł o b o w i e m zawsze d u ż y m na w s i w y d a r z e n i e m , p r z y r ó w ­
n y w a n y m nawet do wesela, j a k stwierdza m . i n . l u d o w y autor z Istebnej:
„ j e d z y n i a n a w a r z i l i i n a p i k l i g a ź d z i n a , j a k o na w i e s i e l u " .
4 8

Jak n i e k t ó r e g o ś c i n y c h a r a k t e r y z u j ą się specyficznymi p o t r a w a m i , tak
t e ż p r z e w o d n i a m y ś l p r o w a d z o n y c h w czasie n i c h r o z m ó w w i ą ż e się
z i n s p i r u j ą c y m i je w y d a r z e n i a m i . Na p r z y k ł a d g o ś c i n y z okazji ś w i n i o bicia r o z p o c z y n a ł y u w a g i n á temat, w i e l k o ś c i zabitej ś w i n i , j e j w a g i oraz
ilości i g r u b o ś c i s ł o n i n y . B y ł o to t a k ż e p r z e d m i o t e m wznoszonych toa­
s t ó w podczas w y p i j a n e g o w d u ż e j ilości alkoholu, wymaganego — - j a k się
s ą d z i — p r z y s p o ż y w a n i u w ó w c z a s z b y t t ł u s t y c h p o t r a w . Prowadzone
r o z m o w y d o t y c z y ł y nadto spraw gospodarczych, ż y c i a s ą s i e d z k i e g o i w s i ,
p r z e c h o d z ą c pod koniec g o ś c i n y w opowiadania ż a r t o b l i w e , nierzadko
k o ń c z ą c e się ś p i e w e m . Uczta weselna, n a j d ł u ż e j t r w a j ą c a ze w s z y s t k i c h
gościn i s k u p i a j ą c a z r ó ż n i c o w a n e znacznie t o w a r z y s t w o , b y ł a miejscem
r ó ż n o t e m a t y c z n y c h r o z m ó w . P r z e w a ż a ł y w n i c h j e d n a k osoby pana i p a n ­
n y m ł o d e j , i c h p r z y s z ł e szczęście i p o ż y c i e m a ł ż e ń s k i e . Do n i c h t e ż n a ­
w i ą z y w a ł starosta, z a c h ę c a j ą c y b i e s i a d n i k ó w do jedzenia i w y g ł a s z a j ą c y
oracje. Nie zanotowano na b a d a n y m terenie p r z y ś p i e w e k i n t o n o w a n y c h
podczas wnoszenia na stół k o l e j n y c h p o t r a w , znanych z i n n y c h s t r o n
P o l s k i . S p e ł n i a n e w czasie u c z t y toasty n a w i ą z y w a ł y do n o w o ż e ń c ó w .
Biesiadnicy ż y c z y l i i m - z d r o w i a , d o m a g a j ą c się pod koniec biesiady do­
wodu ich wzajemnej przychylności, t j . pocałunku, wołając tak długo
„ g o r z k o " , „ g o r z k o " , d o p ó k i m ł o d z i nie p o c a ł o w a l i się, w y w o ł u j ą c u ze­
b r a n y c h r e a k c j ę zadowolenia, w y r a ż a n ą o k r z y k i e m „ s ł o d k o " .
4 9

5 0

N i e o d ł ą c z n y m s k ł a d n i k i e m w s z y s t k i c h biesiad, z w y j ą t k i e m g o ś c i n y
z okazji I k o m u n i i , jest a l k o h o l , k t ó r y u ł a t w i a ł n a w i ą z y w a n i e k o n 5 1

4 7

Nazwą tą określa się jelita napełnione tartymi surowymi ziemniakami spa­
rzonymi, mlekiem lub wrzątkiem i wymieszanymi ze słoniną, sadłem, skwarkami
oraz k a w a ł k a m i tłustego mięsa, a następnie przypieczone na tłuszczu i zapieczone
jeszcze w piekarniku.
Mieszkanka Brennej tak opisuje tę gościnę: „nasmażyli szpyrek, nakroli
chlyba ku temu i maczali, ugotowali mięsa i kapusty kiszonej, kartofli i prosili
sąsiada na szpyrki, bo to była uroczystość". Zob. też B u l k a , sen.,
Świniobicie,
„Gwiazdka Cieszyńska", R. 92: 1939, nr 7, s. 2; P i l c h , op. cit., s. 62 n.
Treść takich rozmów przytacza P i l c h , op. cit.: „Pięknego my dzisiaj za­
bili babucia, ale każ mu do tego, co był u nieboszczyka Janicy od Poloków".
Np. w Beskidzie Sądeckim (materiały w ł a s n e w Archiwum Pracowni Etno­
graficznej Z E I H K M P A N w Krakowie).
Przytoczmy tu słowa ks. N. В o ń с z у к a (Stary kościół miechowski, Bytom
1879, s. 27): „Nuż się człowiek narodził / Już od karczmy do karczmy jego ojciec
chodził / Kosztować, gdzie gorzałka była najsmaczniejsza, / Gdy nam byla do
uciech wszech najpotrzebniejsza. / Wszak bez wódki nie było gościny [...] / Mógł­
bym wam bez liku z przykładów dowodzić / Jako się z wódką nasi przodkowie
rodzili, / Z wódką żyli i z wódką ze świata schodzili".
4 8

4 9

5 0

5 1

BIESIADY WIEJSKIE

125

t a k t ó w i prowadzenie swobodnej r o z m o w y , t a k w a ż n e j dla o g ó l n e j a t m o ­
sfery biesiady. Wzajemne przepijanie do siebie m i a ł o s ł u ż y ć p o z y s k i w a ­
n i u p r z y c h y l n o ś c i , s y m b o l i z o w a ł o zbratanie i a k c e p t a c j ę . N i c dziwnego,
że t o w a r z y s z y ł a m u c a ł a e t y k i e t a . R y t u a ł picia o k r e ś l a ł m . i n . osobę f u n ­
datora, k i e r u n e k picia, k o l e j n o ś ć i s p o s ó b przepijania oraz t o w a r z y s z ą c e
t e m u s ł o w a . O g ó l n i e p r z y j ę t ą z a s a d ą b y ł o przechodzenie m ę ż c z y z n na
g o ś c i n ę z a l k o h o l e m i kieliszkiem. Z w y c z a j o w o o k r e ś l o n a t e ż b y t e ilość
przynoszonej w ó d k i , w y n o s z ą c a p ó ł l i t r a od jednej p a r y m a ł ż e ń s k i e j ,
w z r a s t a j ą c j e d n a k na weselach n a w e t do 10 l i t r ó w w w y p a d k u w y ż s z e j
pozycji b i e s i a d n i k ó w i s p e ł n i a n e j przez niego na g o ś c i n i e f u n k c j i (staro­
sta, d r u ż b a , gość wiesielowy).
R ó w n i e ż k o b i e t y p r z y c h o d z i ł y d a w n i e j na
wesele z w ó d k ą . W latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h X X w . s p o t k a ł o się to z o s t r ą
k r y t y k ą m i e j s c o w y c h k s i ę ż y , n a w o ł u j ą c y c h do przynoszenia na g o ś c i n y
c u k i e r k ó w zamiast w ó d k i . Od tego to czasu datuje się c z ę s t o w a n i e n i m i
u c z e s t n i k ó w ś l u b u po w y j ś c i u i c h z k o ś c i o ł a oraz b i e s i a d n i k ó w podczas
obiadu i zabawy w gospodzie. T o t e ż ilość z a k u p y w a n y c h przez uczestni­
czące w weselu k o b i e t y c u k i e r k ó w s i ę g a nierzadko i 15 k i l o g r a m ó w .
W ó d k ę p r z y n i e s i o n ą ze s o b ą na g o ś c i n ę k a ż d y z b i e s i a d n i k ó w b ą d ź
s k ł a d a ł w jedno miejsce zamykane na klucz, b ę d ą c y w r ę k a c h zaufanej
osoby, b ą d ź t r z y m a ł w teczce pod s t o ł e m , w y j m u j ą c dopiero w c h w i l i
uznanej przez s t a r o s t ę l u b d r u ż b ę za o d p o w i e d n i ą do r o z p o c z ę c i a picia
alkoholu. N i e r a z szukano p r e t e k s t u do p r z y ś p i e s z e n i a tego m o m e n t u .
1 t a k np. podanie na stół mocno okraszonej k a p u s t y w y w o ł y w a ł o n i e g d y ś
u w a g i w rodzaju: „ w y p i j m y za k a p u s t ę " l u b „ n a zdrowie, coby z a l a ć te
k a p u s t ę " . Obecnie k t ó r y ś z gości stara się czasem r o b i ć u w a g ę na temat
t r u d n o ś c i jedzenia bez popicia, aby u s p r a w i e d l i w i ć postawienie na stole
flaszki z w ó d k ą , c h o ć z a s a d ą — r o z p o w s z e c h n i a n ą przez k u c h a r k i — jest
rozpoczynanie picia alkoholu dopiero p o m i ę d z y t r z e c i m a c z w a r t y m da­
niem m i ę s n y m .
Jak j u ż wspomniano, nierzadko jeszcze w s p ó ł c z e ś n i e biesiadnicy p r z e ­
p i j a j ą do siebie z jednego kieliszka. Z p o c z ą t k i e m X X w . c z ę s t o p i t o
w p r o s t z flaszki, j a k m ó w i o n o — z ruty. Powszechnie przestrzegano
i przestrzega się nadal z w y c z a j u w y l e w a n i a resztek a l k o h o l u z kieliszka
przed p o n o w n y m n a p e ł n i e n i e m i podaniem kolejnej osobie, aby j e j nie
z a s z k o d z i ć i ustrzec p r z e d u r o k i e m . W t y m w ł a ś n i e p r z e j a w i a s i ę —
w e d ł u g s ł ó w g ó r a l i ś l ą s k i c h — u m i e j ę t n o ś ć picia alkoholu. W p r z e c i w ­
n y m w y p a d k u b o w i e m m o ż n a b y ł o n a b a w i ć się n i e s t r a w n o ś c i , u p i ć się
szybko, a nawet ciężko z a c h o r o w a ć . N i e p o m y ś l n y o b r ó t m o g ł o m i e ć r ó w ­
n i e ż nalewanie a l k o h o l u l e w ą r ę k ą , t o t e ż m a ń k u c i (w miejscowej gwarze
lewacy) n a j c z ę ś c i e j w y s t r z e g a l i się nalewania w ó d k i . D o d a j m y , że z d m u 5 2

S 2

Na ten temat zob. m. in. S. D w o r a k o w s k i , Kultura społeczna ludu wiej­
skiego na Mazowszu nad Narwią, Białystok 1964, s. 231; U. R o h n e r - B a u m b e r g e r, Trinksitten
gestem und heute, „Schweizerisches Archiv für Volkskunde",
E . 73: 1977, z. 3-4, s. 199.

326

ZOFIA S Z R O M B A - R Y S O W A

chiwanie p i a n y z p i w a , co d a w n i e j c z y n i l i b y w a l s c y gospód, m i a ł o r ó w ­
n i e ż c h r o n i ć od u r o k u .
5 3

Powszechne i zgodne z t u t e j s z ą t r a d y c j ą jest wzajemne c z ę s t o w a n i e
się wszystkich b i e s i a d n i k ó w p r z y n i e s i o n ą z s o b ą na g o ś c i n ę w ó d k ą .
C z ę s t u j ą c y w s t a w a ł od stołu, b r a ł f l a s z k ę i kieliszek, p o d c h o d z i ł kolejnodo k a ż d e g o gościa i w r ę c z a j ą c m u n a p e ł n i o n y kieliszek m ó w i ł : „ m a s z
w y p i j , boś t y ode m n i e jeszcze nie p i ł " l u b „ n i e c h ci s ł u ż y " , czy t y m
podobne. O d b i e r a j ą c y kieliszek m ó w i ł t y l k o „ n a z d r o w i e " (dawniej „na
,zdrowi"),
w y c h o d z ą c z z a ł o ż e n i a , iż za alkohol nie n a l e ż y d z i ę k o w a ć . Za­
l e ż n i e od okoliczności pito „ n a p o t k ę " ( t j . m a t k ę c h r z e s t n ą ) , „ n a c ó r k ę " ,
„ h a syna", „ n a s z p y r k i " , „ n a k a p u s t ę " l u b t y l k o „ n a z d r o w i e " j u b i l a t ó w ,
m ł o d e j p a r y i t p . K i e r u n e k przepijania dla w i ę k s z o ś c i m i e s z k a ń c ó w ba­
d a n y c h w s i nie o d g r y w a ł ż a d n e g o znaczenia, c h o ć m o ż n a s p o t k a ć się ze
stwierdzeniem, iż n a l e ż a ł o p i ć „za s ł o ń c e m " , z a c z y n a j ą c od s t r o n y p r a ­
wej .
5 4

5 5

Z m i a n y w r y t u a l e picia, n a s t ę p u j ą c e pod w p ł y w e m w z o r ó w m i e j s k i c h
i popanieniem
•— j a k się t u m ó w i — m i e s z k a ń c ó w Beskidu Ś l ą s k i e g o ,
p o l e g a j ą ,na d ą ż e n i u o r g a n i z a t o r ó w g o ś c i n y do przygotowania dla każdegouczestnika kieliszka oraz postawienia na stole przez w s z y s t k i c h gości
przyniesionej w ó d k i , celem c z ę s t o w a n i a się n i ą przez n a j b l i ż s z y c h s ą s i a ­
d ó w . Z m i a n y te s z c z e g ó l n i e m o ż n a z a o b s e r w o w a ć na terenie B r e n n e j ,
bardziej o t w a r t e j na nowe w z o r y z a c h o w a ń . W w y p a d k u m a ł ż e ń s t w a
z p a r t n e r e m p o c h o d z ą c y m z t e r e n u o o d m i e n n y m od m i e j s c o w y c h w z o ­
r a c h z a c h o w a ń k u l t u r o w y c h , zgodnie z k t ó r y m i nabycie alkoholu n a l e ż y
do pana m ł o d e g o , n a s t ę p u j e ł ą c z e n i e d w ó c h w z o r ó w z a c h o w a ń : goście
m i e j s c o w i p r z y c h o d z ą na wesele z w ł a s n ą w ó d k ą , dla gości spoza w s i
zakupuje j ą pan m ł o d y . W ó d k a podawana na g o ś c i n a c h w s p ó ł c z e ś n i e na­
b y w a n a jest w sklepie. Z a s t ą p i ł a ona powszechnie p r z y g o t o w y w a n ą d a w ­
niej w domach war żonką
, p r z y r z ą d z a n ą jeszcze n i e k i e d y podczas ś w i ­
niobicia.
5 6

5 8

Dobrze c h a r a k t e r y z u j ą to słowa ponad 80-letniej mieszkanki Istebnej: „ r o ­
b i l i tak od u r o k u [...] coby żoden nie urzykł, ż e b y m u nie było źle, nie rzygoł".
N a j c z ę s t s z y m sposobem na odczynienie u r o k u było t r z y k r o t n e naplucie na o d w r ó ­
cony na l e w ą s t r o n ę brzeg koszuli i trzykrotne wytarcie n i m ust. Tak samo p o s t ę ­
powano po zjedzeniu niestrawnej potrawy, aby zapobiec ewentualnemu zaczaro­
waniu.
Tak m ó w i na ten temat jeden z i n f o r m a t o r ó w : „ k i e r y n a p o c z ą ł tego pół
l i t r a to w y c z ę s t u j e , jak w i d z i , że już nie ma, to zaś zaczął drugi, aż w y p i ł o się
wszystko". Warto t u p o d k r e ś l i ć , iż w okresie reglamentacji alkoholu w latach 19811982, w y n o s z ą c e j pół l i t r a na miesiąc, uczestnicy biesiad pożyczali od innych miesz­
k a ń c ó w wsi k a r t k i , aby m ó c p r z y n i e ś ć zwyczajowo w y m a g a n ą ilość w ó d k i .
Mówią o t y m m. i n . m a t e r i a ł y z Beskidu S ą d e c k i e g o (np. ze wsi Ł ą c k o , w o j .
N o w y Sącz — m a t e r i a ł y w ł a s n e w A r c h i w u m Pracowni Etnografii ZE I H K M P A N
w K r a k o w i e ) oraz Ł o w i c k i e g o (D e к o w s к i , op. cit., s. 151).
se W a r z o n k ę robiono ze spirytusu (zwanego kwitem) zmieszanego w proporcji
1 :2 z w o d ą z a g o t o w a n ą z g o ź d z i k a m i i cynamonem, k t ó r ą po przecedzeniu w l e w a ł o
się na przypalony cukier. W a r z o n k ę zawsze pito ciepłą.
5 4

5 5

127

BIESIADY WIEJSKIE

K o ń c z ą c omawianie r y t u a ł u biesiady n a l e ż y nieco u w a g i p o ś w i ę c i ć
jeszcze d a r o m , m a j ą c y m w i e l e w s p ó l n y c h cech z g o ś c i n ą , k t ó r ą m o ż n a
s a m ą u z n a ć za pewnego rodzaju dar. T a k j a k p r z y j ę c i e daru, t a k samo
uczestnictwo w g o ś c i n i e w ł ą c z a j e d n o s t k ę w u k ł a d w z a j e m n y c h z o b o w i ą ­
z a ń i zwyczajowo u n o r m o w a n y c h z a c h o w a ń . Z darem, j a k i z gościną,
w i ą ż e się p o j ę c i e ż y c z l i w o ś c i , c h ę ć p o d t r z y m y w a n i a w i ę z i s p o ł e c z n e j , po­
t r z e b ę odwzajemnienia się.
P r z y j ę c i e zaproszenia na u c z t ę i uczestniczenie w niej p o c i ą g a za s o b ą
k o n i e c z n o ś ć ofiarowania daru, nazywanego obecnie prezentem, i stano­
w i ą c e g o o b o w i ą z e k nie t y l k o uczestnika wesela, ale t a k ż e gościn u r z ą ­
dzanych z okazji chrzcin, roczka, pierwszej k o m u n i i , z ł o t y c h i srebrnych
g o d ó w i t p . S ł o w a m i e s z k a n k i Istebnej: „dzisiaj j u ż sie to takie miejskie
p r z y b r a ł o , że j u ż nawet prezenty d a w a j ą " dobrze o b r a z u j ą w s p ó ł c z e s n ą
s y t u a c j ę na w s i beskidzkiej, k t ó r e j m i e s z k a ń c y p r z y j m u j ą c zaproszenie
z a s t a n a w i a j ą się nad prezentem, nieraz w p r o s t z a d a j ą c p y t a n i e : „a co
z a ś t a m d a m y za prezent, t a m ani p o t e m nie u g o w i się b y l e co". M i m o
z a p e w n i e ń osoby z a p r a s z a j ą c e j o z b y t e c z n o ś c i przynoszenia prezentu,
k a ż d y stara się n a b y ć go l u b w r ę c z y ć p i e n i ą d z e . B r a k f i n a n s o w y c h m o ż ­
l i w o ś c i staje się n i e k i e d y p r z y c z y n ą rezygnacji z uczestniczenia w b i e ­
siadzie. D o d a j m y , że w e d ł u g miejscowej o p i n i i , zwyczaj przynoszenia
na g o ś c i n ę prezentu stanowi dla n i e k t ó r y c h nawet i m p u l s do u r z ą d z a n i a
t a k licznych obecnie gościn i zapraszania na nie t a k w i e l u osób.
5 7

W t r a d y c y j n e j s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j d a r y s t a n o w i ł y w a ż n ą pomoc
w u r z ą d z a n i u u c z t y weselnej. S ł u ż y ł y do b e z p o ś r e d n i e j k o n s u m p c j i , po­
dobnie j a k a l k o h o l przynoszony przez u c z e s t n i k ó w w i ę k s z o ś c i g o ś c i n .
D a r y przedweselne przeznaczone b y ł y przede w s z y s t k i m „ d o k o ł a c z y " ,
k t ó r y m n a s t ę p n i e r e w a n ż o w a n o się ofiarodawcom . S t a n o w i ł y je takie
p r o d u k t y , j a k : m a s ł o , jaja, ser, m l e k o , ś m i e t a n a , j a b ł k a i t p . , w y k o r z y s t y ­
wane p r z y w y p i e k u k o ł a c z y , a p o c h o d z ą c e z w ł a s n e g o gospodarstwa. N i e
z n a j d o w a ł a się p o m i ę d z y n i m i m ą k a , b ę d ą c a ' w g ó r a c h zawsze p r o d u k t e m
d e f i c y t o w y m . Natomiast nierzadko w y s t ę p o w a ł w n i c h d r ó b . Po I I w o j ­
nie ś w i a t o w e j r o z p o w s z e c h n i ł się zwyczaj n o t o w a n i a ilości i rodzaju da­
r ó w o t r z y m y w a n y c h od p o s z c z e g ó l n y c h osób, u m o ż l i w i a j ą c y r e w a n ż o w a ­
nie się w p r z y s z ł o ś c i t a k i m i s a m y m i l u b w t a k i e j samej w a r t o ś c i . Za5 8

5 9

6 0

5 7

Por. A . S i c i ń s k a , Elementy
stylu życia ludności
wiejskiej,
[w:] Tradycja
i nowoczesność
w kulturze wsi, Warszawa 1979, s. 62.
Dary znoszono z a r ó w n o do domu panny m ł o d e j , jak i pana młodego. Kołacze
pieczono bowiem w jednym, j a k i w d r u g i m gospodarstwie, rozsyłając je n a s t ę p n i e
rodzinie i s ą s i a d o m .
Dla p r z y k ł a d u podajmy, iż z jednego gospodarstwa przynoszono: 12 kostek
masła, 24 jaja, ser, gęś lub 1 l i t r mleka l u b 10 jaj i 5 kostek m a s ł a . Zapis p r o w a ­
dzony w czasie u r z ą d z a n i a wesela w 1956 r. w Istebnej w y m i e n i a dary z 55 gospo­
darstw, o b e j m u j ą c e ł ą c z n i e : 192 kostki m a s ł a , 378 j a j , . 22 sery, 5 k u r , 1 cielę, 3 k o ­
guty, 5 gęsi, mleko, ś m i e t a n ę , 2 k g smalcu, cukier, j a b ł k a oraz 50 zł.
Z a c y t u j m y t u wypowiedzi mieszkanek badanych w s i : „teroz ludzie jakosi
z m ą d r z e l i , to piszą, coby sie w y r ó w n a ć , tyle samo z w r ó c i ć " ; „wiela on m i teraz
5 8

5 9

6 0

128

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

pis u ł a t w i a t e ż r o z s y ł a n i e po domach k o ł a c z y bez obawy p o m i n i ę c i a
kogokolwiek.
Zgodnie z c e r e m o n i a ł e m uczty, goście w i n n i o d c h o d z i ć z niej obda­
r o w a n i . W Beskidzie Śląskim f u n k c j ę t a k ą p e ł n i ł y t z w . wysłuszki.
Sta­
n o w i ł y je k o ł a c z e zabierane z wesela do d o m u , a od l a t s z e ś ć d z i e s i ą t y c h
X X w . r o z s y ł a n e w d n i u i c h upieczenia, t j . na d w a l u b t r z y d n i przed
w e s e l e m . Ostatnio, nie bez z w i ą z k u z s y t u a c j ą k r y z y s o w ą w k r a j u ,
obserwuje się zanikanie tego zwyczaju, c h o ć proces ten o s ł a b i a ż y w o t n a
nadal w s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e zasada o d w z a j e m n i a n i a się i presja o p i n i i
s p o ł e c z n e j . K o m p r o m i s o w y m r o z w i ą z a n i e m jest p o s y ł a n i e k o ł a c z y t y l k o
p r z y p i e r w s z y m w rodzinie weselu. N a z w ą wysłuszki
o k r e ś l a n o t e ż za­
bierane dawniej z wesela m i ę s o , z a w i ą z y w a n e w w ę z e ł e k do przynoszo­
nej w t y m celu c h u s t k i .
Po I I w o j n i e ś w i a t o w e j pod koniec u c z t y weselnej z a c z ę t o w r ę c z a ć
g o ś c i o m arkusz p a p i e r u do z a w i j a n i a n a l e ż n y c h i m k a w a ł k ó w nie zjedzo­
nego m i ę s a . W obecnych czasach k u c h a r k i p r z y g o t o w u j ą d l a n i c h pa­
kiety, t j . paczki z m i ę s e m , w ę d l i n ą i ciastem, rozdawane p r z y opuszcza­
n i u przez b i e s i a d n i k ó w wesela.
6 1

62

6 3

II. F U N K C J E B I E S I A D

Biesiada, j a k k a ż d e zjawisko k u l t u r o w e , s p e ł n i a w s p o ł e c z n o ś c i w i e j ­
skiej o k r e ś l o n e funkcje , k t ó r e p o d l e g a j ą p r z e m i a n o m w czasie, b ą d ź
z y s k u j ą c , b ą d ź t r a c ą na sile i znaczeniu.
W t r a d y c y j n e j s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j f u n k c j e s p e ł n i a n e przez biesiady
m i a ł y w a ż n y aspekt gospodarczy, b ę d ą c u w i e ń c z e n i e m w a ż k i c h d l a go­
spodarstwa wiejskiego w y d a r z e ń . B y ł o n i m nie t y l k o zawarcie m a ł ż e ń ­
stwa, w ł ą c z a j ą c e n o w o ż e ń c ó w do g r u p y gospodarzy z p r z y n a l e ż n y m i i m
o d t ą d p r a w a m i i o b o w i ą z k a m i , ale t a k ż e ś w i n i o b i c i e , u m o ż l i w i a j ą c e rea­
lizowanie t a k istotnej dla w s p ó ł ż y c i a na w s i zasady w z a j e m n o ś c i . W y d a ­
rzenia te b y ł y nie t y l k o s p r a w ą danej r o d z i n y , ale całej s p o ł e c z n o ś c i b ą d ź
g r u p y s ą s i e d z k i e j , s t a j ą c się zarazem osią j e j ż y c i a towarzyskiego. M i m o
t r u d n e j s y t u a c j i m a t e r i a l n e j ó w c z e s n e j l u d n o ś c i g ó r a l s k i e j , nie pozwa­
l a j ą c e j na c z ę s t e ucztowanie, dawne biesiady b y ł y miejscem autentycze 4

przyniósł, to se zapiszem i wiem, żebych mu tesz mienij nie dała. Podle tego sie
potem orientujem, to sie tak staram, tesz mu tela dać, albo w tej samem wartości,
jak tego samego nie mam'".
Por. A. G u r e w i с z, Kategorie
kultury średniowiecznej,
Warszawa 1976,
s. 235.
W zależności od rodzaju gościa otrzymywał on połowę lub całą blachę ko­
łacza.
Zob. też Š w i b ó w n a, op. cit., s. 109.
Por. P. B o g a t y r i e w , Semiotyka kultury ludowej, Warszawa 1979, s. 152
п., który pisze m. in. „zjawisko etnograficzne zwykle pełni jednocześnie wiele
funkcji, które są wzajemnie strukturalnie powiązane" (s. 157).
6 1

M

6 3

6 4

BIESIADY WIEJSKIE

129

- nej zabawy, wzajemnej ż y c z l i w o ś c i i g o ś c i n n o ś c i . Dlatego t e ż f u n k c j a
l u d y c z n a w y s u w a ł a się na czoło i n n y c h , s p e ł n i a n y c h przez ó w c z e s n e
u c z t y , f u n k c j i . S p o ż y c i e d u ż e j ilości alkoholu, zgodnie z t u t e j s z y m z w y ­
czajem przynoszonego przez w s z y s t k i c h u c z e s t n i k ó w gościn, m i a ł o za­
p e w n i ć d o b r y na n i c h n a s t r ó j , k t ó r y c z y n i ł b i e s i a d ę — w o p i n i i s p o ł e c z ­
n e j — u d a n ą . G o ś c i n y , b ę d ą c e zawsze miejscem nieograniczonej k o n ­
s u m p c j i niecodzienych p o t r a w , s p e ł n i a ł y t e ż w a ż n ą f u n k c j ę a l i m e n t a ­
c y j n ą , u w i d a c z n i a j ą c ą się m . i n . w jedzeniu „ n a zapas". Do k o ń c a I I w o j ­
n y ś w i a t o w e j l u d n o ś ć g ó r a l s k a okazji t a k i c h m i a ł a j e d n a k niewiele. S t ą d
p o w t a r z a j ą c e się często s ł o w a : „ g o ś c i n nie u r z ą d z a l i , ino wiesieli a ś w i niobicie, inszego n i " . Z k o ń c e m X I X w . nie wszyscy m o g l i sobie p o z w o l i ć
n a w e t na ś w i n i o b i c i e . Jak pisze M . W y s ł o u c h o w a , m a r z e n i e m c a ł e g o ż y ­
cia starej g ó r a l k i z Istebnej b y ł o „ z u ż y t k o w a ć — c h o ć raz jeden, j e d y n y
na p o t r z e b y domowe m i ę s o browka (wieprzka), k t ó r e g o o d k a r m i a j ą co
r o k u , ale po to, aby s p r z e d a ć w J a b ł o n k o w i e — i z a o s z c z ę d z i ć t y l e
krajcarów, aby p r z y o d z i a ć na ś m i e r ć w nowe kyrpce w y s c h ł e , o k r y t e b l i z n a m i
stopy, k t ó r e przez o s i e m d z i e s i ą t k i l k a lat k r w a w i ł y się bosko po
skolach"
(kamieniach) .
6S

Z m i a n y w s y t u a c j i m a t e r i a l n e j g ó r a l i ś l ą s k i c h , j a k i e n a s t ą p i ł y po
I I w o j n i e ś w i a t o w e j , d o p ł y w do w s i p i e n i ą d z a na s k u t e k z a t r u d n i e n i a
pozarolniczego i r o z w o j u r u c h u letniskowego p r z y c z y n i ł y się do szyb­
kiego p r z e j m o w a n i a w z o r ó w m i e j s k i c h , za j a k i e u z n a ć n a l e ż y t a k ż e f o r ­
m y wzajemnego goszczenia się. W s p ó ł c z e s n e u c z t y s p e ł n i a j ą na w s i prze­
de w s z y s t k i m f u n k c j ę p r e s t i ż o w o - r e p r e z e n t a c y j n ą . Dobrze o d d a j ą to s ł o ­
wa m i e s z k a ń c ó w Istebnej: „ t e r a z g o ś c i n y r o b i ą na honory, a h o n o r y
k o s z t u j ą p i e n i ą d z e ,[...] k a ż d y sobie m y ś l i , co to on nie jest, sprasza l u d z i ,
r o b i g o ś c i n y [...] ludzie nie liczą się z groszem"; „ d z i s k a ludzie luksus
ż i j ą , a ci m ł o d z i se m y ś l ą , coby f u r t b y ł o jeszczi l e p i j " . Poprzez suto
zastawiony stół d ą ż y się w i ę c do zamanifestowania nie t y l k o s w y c h m o ż ­
l i w o ś c i m a t e r i a l n y c h , ale t a k ż e u m i e j ę t n o ś c i sprostania nowoczesnym,
a więc najczęściej miejskim, wzorom zachowań. Moment prestiżowy —
w y r a ż a j ą c y się w r y w a l i z a c j i w u r z ą d z a n i u coraz to w y s t a w n i e j s z y c h
p r z y j ę ć , k t ó r e s t a j ą się c z ę s t o s p o ł e c z n i e a p r o b o w a n y m i stereotypami
z a c h o w a ń — w i ą ż e się z n o w y m i u k ł a d a m i k o n t a k t ó w s p o ł e c z n y c h , w ś r ó d
k t ó r y c h coraz w i ę k s z ą r o l ę o d g r y w a j ą k o n t a k t y ponadlokalne. Biesiady,
b ę d ą c e miejscem w k r a c z a n i a w i e l u i n n o w a c j i z a r ó w n o k u l i n a r n y c h , j a k
i w sferze z a c h o w a ń l u d z k i c h , s t a j ą się p r z y k ł a d e m k o n s u m p c j i i zacho­
w a n i a „ n a pokaz". Rozpatrywane w k a t e g o r i i m i ę d z y l u d z k i e g o p o r o z u ­
mienia, a w i ę c k o m u n i k a c j i , u k a z u j ą i c h f u n k c j ę s p o ł e c z n ą . Ł ą c z ą one
b o w i e m l u d z i p r z y w s p ó l n y m stole, u ł a t w i a j ą n a w i ą z y w a n i e i p o d t r z y ­
m y w a n i e k o n t a k t ó w oraz przekazywanie n o w y c h w z o r ó w .

6 5

M. W y s ł o u c h o w a ,
Ze śląskiej
ziemi,
.Kuriera Lwowskiego", R. 4: 1896, nr 53, s. 415.
в — Etnografia Polska t. 28/1

„Tydzień", dodatek literacki

do

130

ZOFIA SZROMBA-RYSOWA

Z w r ó c i ć n a l e ż y r ó w n i e ż u w a g ę na i n t e g r u j ą c ą r o l ę w s p ó ł c z e s n y c h
gościn, k t ó r e s p r z y j a j ą konsolidacji r o d z i n y , c z ę s t o rozproszonej „ p o
ś w i e c i e " , a z b i e r a j ą c e j się p r z y w s p ó l n y m stole z okazji w i e l u u r o c z y ­
stości. C e c h ą b o w i e m w s p ó ł c z e s n y c h biesiad jest uczestniczenie w n i c h —
j a k j u ż wspomniano — przede w s z y s t k i m r o d z i n y . P r z y j e ż d ż a j ą c e do
w s i osoby, k t ó r e j u ż z niej w y e m i g r o w a ł y , c h c ą w ten s p o s ó b p o d k r e ś l i ć
w i ę ź r o d z i n n ą i ze s p o ł e c z n o ś c i ą w i e j s k ą .
*
P o d j ę t e badania nad r o l ą biesiad w s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j , s t a n o w i ą c e
n i e w ą t p l i w i e w a ż n y p r z y c z y n e k do badania p r z e m i a n s p o ł e c z n y c h i k u l ­
t u r o w y c h w s i w s p ó ł c z e s n e j , p o z w a l a j ą na ś l e d z e n i e i c h p r z y c z y n , m e ­
c h a n i z m ó w i s k u t k ó w , u ł a t w i a j ą c uchwycenie o g ó l n i e j s z y c h p r a w i d ł o ­
w o ś c i . T e r e n b a d a ń o k a z a ł się d o b r y m p o l e m obserwacji. T u b o w i e m
p r z e m i a n y , o g a r n i a j ą c e wszystkie dziedziny życia, p r z y b r a ł y n i e z w y k l e
szybkie t e m p o dopiero po I I w o j n i e ś w i a t o w e j . N o w e w z o r y z a c h o w a ń ,
p r z e j m o w a n e przez m i e s z k a ń c ó w w s i c z ę s t o na zasadzie m o d y — j a k
m o ż n a b y ł o z a o b s e r w o w a ć na p r e z e n t o w a n y m m a t e r i a l e — s t a j ą się na
naszych oczach n o w y m zwyczajem. W y k ł a d n i k i e m z m i a n w i n t e r e s u j ą ­
c y m nas t u t a j zagadnieniu w s p ó ł b i e s i a d n i c t w a , jest adaptacja do m i e j ­
skiego s t y l u ż y c i a (albo u w a ż a n e g o za t a k i ) , u ś w i a d a m i a j ą c a j e d n a k za­
razem istnienie t r a d y c y j n y c h f o r m z a c h o w a ń , b ę d ą c y c h r o d z i m y m dzie­
d z i c t w e m k u l t u r o w y m , do k t ó r e g o p r z y w i ą z a n i e jest obserwowane n a
b a d a n y m terenie.
A r t y k u ł ten nie daje, rzecz jasna, odpowiedzi na wszystkie postawione
na w s t ę p i e p y t a n i a , b ę d ą c j e d y n i e p r ó b ą zasygnalizowania p r o b l e m a t y k i
i ukazania j e j złożoności na p r z y k ł a d z i e zebranego dotychczas m a t e r i a ł u
z Beskidu Ś l ą s k i e g o , s t a n o w i ą c e g o jeden z k i l k u w y b r a n y c h do analizy
r e g i o n ó w K a r p a t Polskich.

Zofia Szromba-Rysowa
BAUERLICHE FESTESSEN
Zusammenfassung
Das Untersuchungsobjekt sind Festessen, die die Autorin ais eine Nahrungseinnahme an den gemeinsamen Tisch mit gebetenen Gasten aufgrund eine nicht
alltSglichen Ereignisses, dessen Kronung und Verherrlichung sie sind, definiert.
Das Einladen von Gasten wurde hier ais eine wichtige Tatsache gewertet, denn
es erlaubt, aus der Gesamtheit der Erscheinung der gegenseitigen Bewirtung diese
auszusondern, die folgende Bedingungen erfüllen: 1. sie sind die Kronung eines
w i c h t ł g e n Ereignisses, 2. sie entfallen auf einen bestimmten, meist festgelegten
Tag, 3. ihnen geht die Einladung der Gaste voran, 4. auf ihnen wird eine grofiere

BIESIADY

WIEJSKIE

131

Anzahl, meist nicht ałltaglieher Gerichte und Alkohol konsumiert, 5. auf ihnen
werden Geschenke iiberreicht. Die Festessen stehen mit den wichtigsten Momentem
im Leben des Menschen und seiner Arbeit im Zusammenhang und Impuls fur ihre
Ausrichtung sind Ereignisse in der familiaren, religiosen und wirtschaftlichen
Spháre. Die Teilnahme am gemeinsamen Festessen ist ein spezifischer Ausdruck
nicht nur des Lebensmittelkonsums, sondern auch der gesellschaftlichen Bindungen
der Dorfbewohner. Sie ist eine Form des zwischenmenschlichen Verstandnisses, die
dem Gegenseitigkeitsprinzip unterliegt, das die Basis des gesellschaftlichen Lebens
bildet.
Die Analyse der Festessen w ü r d e aus dem Blickwinkel des Rituals, das über
die auBere Form des Festessens enscheidet, und folgende Probléme umfafit: 1. die
Teilnehmer der Bewirtung, 2. Ort und Zeit des Festessens, 3. Festtafel, 4. die mit
der Bewirtung verbundenen Geschenke, analysiert. Bei der Bearbeitung wurden
auch die Funktionen, die Festessen in den Dorfgemeinschaften spielen, beachtet.
Die Analyse der Festschmausen und Haltungen gegenüber dem Essen in Situationen, wo angenommen wird, daB dies feierlich und prachtig erfolgen muB, erlaubt
die Veranderungen zu beobachten, die sich z. Zt. auf dem polnischen Dorf vollziehen. Der Festtisch ist namlich manchmal der Verbreitungsort neuer Vorbilder, die
groBe kulturelle Folgen haben. Andererseits konserviert er auch gewisse Elemente
der traditionellen Kultur.
Von der Voraussetzung ausgehend, daB Festschmause eine Form des zwischen­
menschlichen Verstandnisses, und ais solches ein gesellschaftuches Bedürfnis sind,
wurde versucht, folgende Eigenschaften dieser Erscheinung zu bestimmen: bis zu
welchem Grad entwachst das Festessen dem Prinzip der Familiensolidaritát und
inwieweit wird es auf andere Familienmitglieder .und weitere Kreise der lokalen
und überlokalen Gesellschaft ausgedehnt; welche Folgen für das Gebiet der brauchtümlichen Verhaltensweisen hat die Bewirtung in senso largo; inwieweit kann man
von der verbindenden und trennenden Funktion der Festtafel sprechen: worauf
beruht bei Festessen das Prinzip der Gegenseitigkeit; welchen EinfluB hat die
allgemeine Meinung auf das Aufgeben oder Beibehalten traditioneller Verhaltens­
weisen.

Item sets
Etnografia Polska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.