Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1

Item

Title
Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.81-82
Creator
Jackowski, Aleksander
Date
1995
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2772
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2968
Text
Marginalia
Aleksander Jackowski

Pamiętniki. Wciąż pojawiają się na rynku księgarskim
pamiętniki. Znajdują czytelników, choć tematyka okupacyjnomartyrologiczna przestaje interesować. Po niezwykłej, i to
w skali światowej, erupcji wspomnień z lat wojny i martyrologii
narodu, przyszła kolej na wypełnianie „białych plam'' w historii
oraz ujawnianie kulisów wydarzeń, znanych nam tylko z prasy
czy telewizji.
Szczególnym zjawiskiem są pamiętniki z lat wojny. Po­
wstawały, ponieważ ich autorzy mieli świadomość, iż żyli
w czasach wyjątkowych, strasznych, i że należy, dla dobra
przyszłych pokoleń, dać świadectwo prawdzie. Każdy mógł
mieć przekonanie, iż jego życie mogłoby stanowić materiał na
książkę. Każdy miał swoje niezwykłe losy, a zarazem wiedział,
iż suma tych losów tworzy wspólną historię kraju. Zakłamywaną w prasie, propagandzie.
Ten fakt ważył na pamiętnikach powstałych zwłaszcza
w latach pięćdziesiątych-sześćdziesiątych. Pozytywnie - na
decyzji ich pisania, ponieważ ocalały prawdę. Negatywnie
- jako że ograniczał obszar zainteresowań (np. do obozów
hitlerowskich), a kazał myśleć o cenzurze złaszcza tam, gdzie
wspominano łagry i zsyłki w Związku Radzieckim, walki Sił
Zbrojnych na Zachodzie czy Armię Krajową. Nawet tylko tej
cenzurze wewnętrznej. Najgorszej. Stawia to, oczywiście,
szczególne wymagania przy interpretacji tekstów, zwłaszcza
powstałych w wyniku konkursów i zachęt różnych instytucji
i redakcji.
Konkurs pełnił rolę katalizatora, dał ostateczny impuls,
decydujący o powstaniu wspomnień. Pozostaje problem, co
robić z nadesłanymi materiałami. Jak wykorzystać te pięćset,
a może nawet j u ż sześćset tysięcy relacji? Co zrobić, by
„przemówiły"? B y przekazały nie tylko prawdę statystyczną.
Co zrobić, by ujawnić nieprawdopodobną energię, zawartą
w pamiętnikach? Ilość nie przechodzi w jakość. Zabija. Kto
przeczyta te pamiętniki, porówna? Jedynie najciekawsze m o g ą
liczyć na dostrzeżenie. W końcu czas selekcjonuje, z tych setek
tysięcy funkcjonuje w kulturze, kilka, kilkanaście. O hitlerows­
kich obozach - to co pisał Tadeusz Borowski, o radzieckich
- Gustaw Herling-Grudziński, o inwazji na Francję - Andrzej
Bobkowski. Wybitne dzieła przekazują obraz przeszłości, który
zapada w pamięć. A l e jak wydobyć z milionów - stronice
świetne, wstrząsające, mądre - i wprowadzić je w krwioobieg
naszej kultury? A takie stronice są tam przecież. Znam niejedną.
Pamiętniki stanowią miąższ historii, wypełniają żywą treścią
daty i fakty znane z podręczników. Ocalają od zapomnienia
fakty pomijane w różnych okresach. Powstają z potrzeby
„pokrzepienia serc", dania świadectwa prawdzie czasu. Wzma­
cniają więź między pokoleniami, ludźmi o różnych rodowo­
dach. Nasze pamiętniki, to zarazem nasza historia. A l e też
i obraz autorów. Ich portret, własnym piórem skreślony.
W latach wojny autor jest pionkiem. Przeżywa, opisuje - co
widzi. Współcześnie - autor jest gońcem, hetmanem. Rozgrywa
nieraz swoją własną partię.
Pamiętnik z reguły relacjonuje sytuację ja:inni; ja:świat;
my:nasi wrogowie. A „ m y " , to j u ż grupa, rodzina, społeczność
lokalna, mała ojczyzna, ojczyzna. „ M y ' ' konstytuuje tożsamość
grupy.
Zarówno wtedy, gdy pamiętnik powstaje z chęci zostawienia
śladu po sobie, jak i w ó w c z a s , gdy koncentruje się na ważnych
wydarzeniach dla społeczeństwa, relacja jest subiektywna. To

oczywiste. Selekcjonujemy mniej, czy bardziej świadomie
fakty, licząc się z ich obecnym wydźwiękiem. Zwłaszcza istotna
jest cenzura, istniejąca w nas samych. Cenzura podświadomo­
ści, a także presja czasu, środowiska. Istotny jest kontekst,
emocjonalne zabarwienie ocen, percepcji. Tego się nie uniknie,
inaczej więc odczuwa Powstanie Warszawskie jego uczestnik,
a inaczej ktoś, kto przyszedł z 1 A r m i ą ze Związku Radzieciego
i patrzył na płonące miasto z praskiej strony Wisły. Nawet po
latach, gdy m o ż n a zgodzić się co do faktów podstawowych,
emocja inaczej rozkłada akcenty, ocenę tego co było „koniecz­
ne". Czy należało w y w o ł y w a ć Powstanie? W jakim celu?
Czas i odległość zmieniają otoczkę emocjonalną faktów.
Cały czas mówię o cenzurze wewnętrznej, a więc nie­
świadomej. Cenzurze związanej z istniejącym stereotypem, ze
zbiorowym odczuciem. Cenzurze, która każe inaczej kształ­
tować obraz w zależności od tego, czego - jak sądzimy
- oczekuje odbiorca. Inne pokłady pamięci zostaną uruchomio­
ne, gdy zechcę wziąść udział w konkursie na wspomnienia
z Syberii ogłoszonym przez pismo geograficzno-krajoznawcze,
a inaczej, gdy będzie to Związek Sybiraków, czy inne stowarzy­
szenie, mające w tytule martyrologię. Zmieni się tonacja,
w jakiej zostaje napisane wspomnienie.
Czy pamiętnik rozładowuje emocje, czy też je kondensuje?
Sądzę, że może być i jednym i drugim. Pisanie cofa nas
w przeszłość, każe raz jeszcze przeżyć życie, jakiś jego
najważniejszy fragment. Bywa, że ten epizod ciąży na człowie­
ku, staje się punktem odniesienia dla myśli, snów, działań.
Znam ludzi porażonych przeszłością, niewolników okresu
obozu, powstania, zesłania, więzienia. Jedni się z tego po latach
otrząsają, inni nie. Po wyzwoleniu obozu w Oświęcimiu wielu
więźniów pozostało. Chciało być nadal w miejscu, które
przecięło ich dotychczasowe życie. Stali się niewolnikami, ale
i strażnikami pamięci. Cała, dosłownie cała ekipa pracowników
muzeum oświęcimskiego została sformowana z byłych więź­
niów. Kiedy Wanda Jakubowska kręciła Dymy nad Birkenau,
film niezwykły przez autentyzm zachowań, posłużyła się
w większości byłymi więźniami. Opowiadała m i wówczas
o zachowaniach ludzi, o ich wzruszeniu i potrzebie przeżywania
przeszłości w scenach apelu, życia w barakach. Rozmawiałem
ze „ s t a t y s t a m i " . Kręcenie filmu stało się dla nich zbiorowym
seansem psychoterapeutycznym. A l e czy zawsze oczyszczają­
cym?
Mój przyjaciel Andrzej Kwiatkowski, człowiek dzielny,
zawsze zajęty pracą, właśnie w tej pracy zdaje się porażony
przeszłością. Przeżył Workutę. Czas nieludzki, ziemia nieludz­
ka, obóz w którym więzień był z premedytacją niszczony,
degradowany, upokorzony w swym człowieczeństwie. Napisał
na konkurs swoje wspomnienia. Dostał nawet nagrodę. Zdecy­
dował się napisać swe wspomnienia, a więc raz jeszcze przeżyć
to, co było. M a ł o tego, dzięki różnym kruczkom, dzięki pomocy
ludzi z „ M e m o r i a ł u " pojechał przed dwoma laty na tę swoją
Workutę. Przywiózł film, fotografie. To j u ż była inna Workuta,
ale wciąż Workuta. - Co się zmieniło? zapytałem. Wzruszył
ramionami - wszystko i nic.
Pamiętniki są i będą, ponieważ wielka jest próżność ludzka,
przeświadczenie, że się ma coś ważnego i ciekawego do
powiedzenia. Będą, ponieważ pisząc przedłużamy nie tylko
pamięć o wydarzeniach, ale i o nas samych. Zaspokajamy
potrzebę plotki. C u d z ą i naszą. A l e też, i o tym trzeba pamiętać,

81

są pamiętniki formą autoterapii. Podobnie jak sen i marzenia.
Napisałem pamiętnik, a to znaczy - zmanipulowałem siebie,
tyle, że nie świadomie. Wyczuwam szarą strefę, w której
rozcieńcza się prawda pamięci, zmieniają proporcje wydarzeń.
Pytano mnie, czy to, co piszę, jest prawdą. ,W jakim stopniu?
Odpowiedziałem - w dziewięćdziesięciu procentach. Pominą­
łem wątki intymne. Ale po pewnym czasie j u ż nie byłem pewny
tej odpowiedzi.
Pisząc wyczuwam grę, którą prowadzi we mnie świadomość
z podświadomością. Zamazuje, ukrywa fakty i odczucia, które
mogłyby zakłócić spokój mego ducha, broni - nawet wbrew
mojej woli. Próbuję j ą zdemaskować, tę podświadomość, ale to
wcale nie łatwo. Szara strefa. Magma. Czego? Pamięci, czy
nie-pamięci?
Przypomina się scena z filmu Felliniego - budowniczowie
rzymskiego metra niespodzianie wdzierają się do groty pokrytej
naskalnymi malunkami. W tej samej chwili widzą jak farby
blakną, łuszczą się, ginie rysunek postaci. Zostaje ślad olśnienie,
niemożliwy do odtworzenia.
Pamięć nie jest kliszą fotograficzną. Drążąc ją, zmuszając do
posłuszeństwa, wywołuję pewne sekwencje wydarzeń, czasem
zaledwie jeden płaski, wyrwany z całości, obraz. Więc wracam
do swego zmartwienia, obraz jest, może nawet wiernie od­
tworzony, ale czy to, że szanowna pamięć zechciała go
wynaleźć i wyświetlić, nie jest j u ż poddane innym prawom, niż
mojej woli? Ja j ą proszę, powiedz jak było - i wszystko się
zgadza, to co przywlekła z zakamarków mózgu na pewno miało
miejsce, ale co ukryła? Co przekłamała?
Szukam świadectw innych ludzi. Najtrudniej o zrozumienie
siebie, tego co się czuło, myślało przed pół wiekiem. Co się j u ż

wiedziało, czego jeszcze nie pojęło. Tam, gdzie myśl daje się
powiązać z zapamiętanym wyraźnie faktem, tam j ą mam, wtedy
wiem - a więc j u ż wtedy utraciłem resztki jakiejś wiary... Ale
kiedy, jak się to zaczęło?
Ciągły opór szarej strefy. O co jej chodzi? Czy rzeczywiście
w dysku pamięci, gigantycznej komodzie o tysiącach szufladek
- niektóre „ k l i s z e ' ' zblakły zupełnie, źle wywołane, źle do tych
szufladek włożone, czy też moja Pani Podświadomość nie
otwiera ich dla mojego dobra. W jej intencje nie wątpię ani przez
chwilę. Nasza gra przypomina przekomarzania dziecka z matką
- pokaż m i ! pozwól obejrzeć film z okrutnymi scenami, uwierz,
będę później spał spokojnie... A l e ona wie swoje, pewnie lepiej.
Nie - powiada - tego ci nie pokażę.
Podświadomość jest czułym, bez granic oddanym obrońcą
naszego spokoju psychicznego. Cenzorem, który przysięga, że
działa tylko w naszym interesie. A l e , jak to bywa z cenzurą,
ingeruje także tam, gdzie by się bez niej cudownie obyło.
Czytam teraz, j u ż z dystansem, wcześniej napisane stronice.
Są jak moje, ale i nie moje. Razem je pisaliśmy (z cenzurą
w środku) wybierając z materii pamięci to, co wydało się nam
charakterystyczne i ciekawe. Czy jednak to samo, tak samo
byśmy napisali mieszkając, powiedzmy od dziesięciu lat,
w Kanadzie? Afryce, Australii? A w Domu Rencisty, w K w i dzyniu czy Górze Kalwarii? Leżałbym w zaduchu wspólnej sali,
wiedząc że nikomu nie będę potrzebny i nikt z bliskich o mnie
nie pamięta? Czy pisałbym to samo i tak samo?
Pracując nad pamiętnikiem konstruuję na nowo swoje życie.
Nawet wtedy, gdy jestem pewny, że je tylko rekonstruuję.
To są truizmy. Ale towarzyszą, jak powidoki, procesowi
pisania, oddzielenia się od autora jego alter ego z pamiętnika.
Lepszego, czy gorszego, ale zawsze trochę innego.

Wizja społeczeństwa pierwotnego
w antropologii A.R. Radcliffe-Browna
Wojciech Dohnal
Dobrze znany polskiemu czytelnikowi profesor Adam Kuper
jedną ze swych ostatnich prac - The Invention of Primitive Society
poświęcił historii antropologicznej refleksji nad zasadami organiza­
cji społeczeństw pierwotnych. Książka ta stanowi krytyczny prze­
gląd, powstałych na gruncie kolejnych szkół i orientacji, teoretycz­
nych modeli opisujących rzeczywistość plemienną. Obok aspektu
historycznego podniesiony w niej został problem adekwatności
i prawomocności omawianych koncepcji. Zasadne zatem wydaje
się jej zaliczenie do tego nurtu współczesnej refleksji antropologicz­
nej, który stawia pytania o granice poznania antropologicznego.
Problematyka ta znajduje się również w obszarze moich zaintere­
sowań badawczych, czego wyrazem jest prezentowany szkic.
Chciałbym w nim zaproponować nowe spojrzenie na dorobek
teoretyczny wybitnego przedstawiciela brytyjskiej antropologii
społecznej Alfreda Reginalda Radcliffe-Browna. Celem moim jest
wykazanie, iż proponowany przez niego model społeczeństwa
pierwotnego skonstruowany został w znacznej mierze w oparciu
o przyjętą przez niego teorię, a nie był - jak zakładał autor
- wynikiem prowadzonych badań empirycznych. Innymi słowy,
problem z jakim się tu stykamy sprowadza się do pytania o zakres
podmiotowej rekonstrukcji kultury. Uczynienie z Radcliffe-Browna
„bohatera'' poniższego szkicu nie jest, w co wierzę, decyzją czysto
arbitralną. Wydaje mi się, że każdy kto bliżej interesuje się
poruszaną tu tematyką przyzna, że z jego osobą wiąże się istotny
przełom, jaki dokonał się w naukowym myśleniu o społeczeństwach
1

82

pierwotnych. Zbudowana przezeń koncepcja stała się, obok teorii
Bronisława Malinowskiego, inspiracją dla kilku następnych poko­
leń badaczy, ajej echa obecne są w humanistyce po dzień dzisiejszy.
Realizacji nakreślonego powyżej celu służyć ma przyjęty przeze
mnie układ artykułu. W pierwszej kolejności zreferuję w nim
podstawowe założenia teoretyczne koncepcji Radcliffe-Browna
oraz ukażę ich źródła. W dalszej kolejności postaram się, poprzez
odwołanie do konkretnych przykładów, ukazać w jaki sposób
przyjęta teoria wykorzystana była do porządkowania i interpretowa­
nia rekonstruowanej rzeczywistości kulturowej. Pewnych wnios­
ków na temat jej epistemologicznych ograniczeń doszukiwał się
więc będę w historii.
Próbę zarysowania najważniejszych znamion uprawianej przez
Radcliffe-Browna antropologii należy z pewnością zacząć od
prezentowanej przez niego wizji tej dyscypliny. W oczywisty
sposób rzutuje ona bowiem na proponowane przez autora The
Anadman Islanders rozwiązania teoretyczne.
Radcliffe-Brown
widział antropologię społeczną jako socjologię porównawczą,
teoretyczną naukę o formach życia społecznego wśród społe­
czeństw pierwotnych. Jej celem było porównywanie tych form
i poszukiwanie takich generalizacji, które pozwoliłyby formułować
ogólne prawa socjologiczne. Instrumentem mającym służyć realiza­
cji tego zamierzenia była wypracowana przezeń metoda strukturalno-funkcjonalna, której teoretyczną wykładnię przedstawił w 1952
roku w pracy - Structure and Function in Primitive Society ,
2

3

4

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.