Obrazy na płótnie i papierze/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.4

Item

Title
Obrazy na płótnie i papierze/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.4
Description
Polska Sztuka Ludowa 1977 t.31 z.4; s.195-210
Creator
Jackowski, Aleksander
Date
1977
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4089
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4395
Subject
sztuka ludowa
malarstwo ludowe - pogranicza
Text
Aleksander Jackowski

OBRAZY NA PŁÓTNIE I PAPIERZE
(WSPÓŁCZESNE MALARSTWO LUDOWE I JEGO POGRANICZA)
Zdecydowana w i ę k s z o ś ć o b r a z ó w n a papierze i p ł ó t n i e , k t ó ­
re m o ż n a b y ł o s p o t k a ć w c h ł o p s k i c h izbach w X I X i na p o c z ą t k u
XX

w . w y k o n a n a b y ł a przez wyspecjalizowane w a r s z t a t y l u b

przez m a ł o m i a s t e c z k o w y c h m a l a r z y . P ł o d y i c h p r a c y d o c i e r a ł y

W o b u grupach m a m y do czynienia z n a w i ą z y w a n i e m
określonych

ludowych tradycji

estetycznych.

do

W pierwszej —

z ich f o r m ą r e l i k t o w ą , n i e ś w i a d o m ą , w drugiej — ze ś w i a d o m y m
p o s ł u ż e n i e m się m u z e a l n y m i w z o r a m i .

na wieś — kupowane przez p i e l g r z y m ó w w miejscach odpusto­

W grupie trzeciej więź z t r a d y c y j n ą s t y l i s t y k ą jest j e d n a k

w y c h i c u d o w n y c h , na j a r m a r k a c h , odpustach l u b t e ż o d w ę d r o ­

n i e u c h w y t n a . N i e s p o t y k a m y jej b o w i e m w malarstwie ś w i e c k i m ,

w n y c h k r a m a r z y s p r z e d a j ą c y c h , a n i e k i e d y m a l u j ą c y c h na po­

o p i s o w y m : p e j z a ż u , i l u s t r a c j i wiejskiego ż y c i a , portrecie n a j b l i ż ­

czekaniu ż ą d a n y

szych (z r e g u ł y — m a t k i , rzadziej ż o n y ) . Obrazy t a k i e m i e s z c z ą

temat.

O b r a z y dla l u d n o ś c i wiejskiej r ó ż n i ł y się o d w y k o n y w a n y c h

się c a ł k o w i c i e w k o n w e n c j i m a l a r s t w a amatorskiego. Z l u d o w ą

dla mieszczan, b y ł y strojniojsze, malowane p ł a s k o , schematycz­

t r a d y c j ą nic ich nie w i ą ż e : ani p o w ó d powstania, ani f u n k c j a

nie, jaskrawo w kolorystyce, bogate w s t y l i z o w a n ą

we w n ę t r z u , a n i t e m a t y k a , ani f o r m a , a n i s p o s ó b

ornamenty­

wykonania.

k ę w y s t ę p u j ą c ą w tle i na szatach . T y p o w o ś ć r o z w i ą z a ń ikono­

P o d s t a w ą takiego m a l a r s t w a jest b o w i e m ś w i a d o m a i u k i e r u n ­

graficznych

kowana

1

i formalnych ułatwia

ustalenie

miejsc

powstania

w i e l u t y c h o b r a z ó w . M a l o w a n o je w w i ę k s z y c h o ś r o d k a c h k u l t u
2

— C z ę s t o c h o w i e , K a l w a r i i Zebrzydowskiej, Odporyszowie i i n .
„ L u d o w o ś ć " m a l a r s t w a p o l e g a ł a więc n a p o d p o r z ą d k o w a n i u

obserwacja

natury, k t ó r a przecież

w sztuce ludowej

n i g d y nie m i a ł a miejsca. T o t e ż d o ś w i a d c z e n i e s z t u k i opartej n a
kanonio, schemacie, k o n w e n o j i — okazuje się w t a k i m

malar­

stwie b e z u ż y t e c z n e . Cóż w i ę c pozostaje innego, co p o z w o l i ł o b y

ich u j ę c i a u p o d o b a n i o m e s t e t y c z n y m wiejskiej k l i e n t e l i , a t a k ż e

n a m dostrzec k u l t u r o w ą o d r ę b n o ś ć takiego malarstwa?

na prostocie r o z w i ą z a ń , d y k t o w a n y c h z a r ó w n o o r g a n i z a c j ą pra-

że w n i k l i w a analiza g r u p y „ w i e j s k i e j " w plastyce a m a t o r ó w po­

Sądzę,

oy, j a k i m o ż l i w o ś c i a m i w y k o n a w c y . Organizacja praoy z w i ą z a ­

z w o l i ł a b y w y r ó ż n i ć pewne cechy, w y n i k ł e z i n n y c h n a w y k ó w

na z a ś b y ł a z s e r y j n ą

zasadę:

zdobniczych i k o l o r y s t y c z n y c h , a m o ż e i c h a r a k t e r u pracy na

w k ł a d z i e pra­

r o l i , innej więzi z p r z y r o d ą — ale b ę d ą t o raozej cechy drugo­

p r o d u k c j ą — realizowała więc

m a k s i m u m e f e k t u uzyskanego p r z y m i n i m a l n y m

r z ę d n e , nie d a j ą c e p o d s t a w y do w y r ó ż n i a n i a tego rodzaju malar­

cy i ś r o d k ó w .
ciążące

s t w a nawet w najszerzej p o j ę t e j k a t e g o r i i z w i ą z k u ze s z t u k ą l u ­

malarstwo

d o w ą . Dlatego t e n rodzaj m a l a r s t w a „ a m a t o r s k i e g o " p o m i n i e ­

ś w i e c k i e w postaci o b r a z ó w . Obraz z r e g u ł y p r z e d s t a w i a ł tema­

m y w dalszych r o z w a ż a n i a c h , p o z o s t a j ą c p r z y d w ó c h grupach

t y k ę s a k r a l n ą : M a t k ę B o s k ą z D z i e c i ą t k i e m , Jezusa, ś w i ę t y c h

uprzednio w y m i e n i o n y c h .

Pomijając

p o s z c z o g ó l n o niewielkie g r u p y l u d n o ś c i ,

k u wzorom kultury

miejskiej,

na w s i nie i s t n i a ł o

i t d . Obraz służył w i ę c k u l t o w i i w innej formie nie w y s t ę p o w a ł
w wiejskiej c h a ł u p i e .
Malarstwo o tematyoe religijnej
już w siedemdziesiątych

G r u p y te w zasadzie p o k r y w a j ą się z p o d z i a ł e m na t e c h n i k i ,
co w i ą ż e się przede w s z y s t k i m z f a k t e m , iż obrazy na szkło p o w ­

stosunkowo w c z e ś n i e , bo

l a t a c h u b . stulecia, zaczęło

zanikać,

s t a ł y po przerwie n i e m a l 70—80 letniej z inspiraoji z e w n ę t r z n y c h ,
n a t o m i a s t obrazy o charakterze

ludowo-naiwnym na

papierze

u s t ę p u j ą o placu l i t o g r a f i o m i oleodrukom. N a l e ż a ł o więo do dzie­

i p ł ó t n i e tworzono s ą przez nielicznych „ s a m o r o d n y c h " m a l a r z y ,

d z i n , k t ó r e o b u m a r ł y jeszoze w okresie n a j w i ę k s z e g o

j a k o ich w y p o w i e d ź osobista, d y k t o w a n a przede w s z y s t k i m we­

rozwoju

s t r o j u i zdobnictwa. W ł a ś n i e t o z d o b n i c t w o ( w y c i n a n k i , k w i a t y

wnętrzną potrzobą, twórczym imperatywem.

papierowe) j a k b y w t ó r n i e „ u ł u d o w i ł o " wieszane na ś c i a n a c h ob­
razy litograficzne, d o d a j ą c i m w a r s t w ę swojskiej dekoracji.

Obrazy na papierze i płótnie

S ą d z ę , że w ł a ś n i e z tego p o w o d u w n i e l i c z n y c h p r z y k ł a d a c h
wiejskiej t w ó r c z o ś c i malarskiej z okresu m i ę d z y w o j e n n o g o

(Ja-

W s y t u a c j i , gdy barwne reprodukcje m a l a r s t w a k o ś c i e l n e g o

noozko, B a r a ń s k a - D z i ę c i o l o w s k a ) m a m y do czynionia z k o n t y ­

są tanie i ł a t w o d o s t ę p n o , s t r a c i ł o sens r ę c z n e i c h malowanie.

n u a c j ą p o d s t a w o w y c h zasad f o r m a l n y c h t y p o w y c h dla ludowej

T y m bardziej, że w ł a ś n i e k u p n e w y o b r a ż e n i a M a t k i Boskiej czy

s z t u k i zdobniczej (symotria, d e k o r a c y j n o - k o n w o n e j o n a ł n e

trak­

Jezusa s p e ł n i a j ą p o s t u l a t y masowego odbiorcy wiejskiego i m i e j ­

s k ł o n n o ś ć do o r n a m e n t y k i , a n a t u r a l i z m ) — a l j

skiego. S ą b o w i e m „ j a k ż y w o " , kolorowo, konwencjonalne, w y ­

towanie k o l o r u ,

j u ż nie ze s t y l i s t y k ą d a w n y c h o b r a z ó w w y k o n y w a n y c h dla l u d u .

idealizowane.

M a l a r s t w o w s p ó ł c z e s n o nie jest więc p r z e d ł u ż e n i e m ż y w y c h

Czy jest wobec togo miejsce na t w ó r c z o ś ć m a l a r s k ą o chai'ak-

jeszcze t r a d y c j i , r ó ż n i się zdecydowanie o d m a l a r s t w a dawnego,

terzo r e l i g i j n y m ? Jest, alo na t w ó r c z o ś ć o oochach osobistych,

nawet w t e d y , g d y —• j a k w obrazach na szkle — pozornie w y ­

p o w s t a ł ą przede w s z y s t k i m dla siebie, z głębokiej

daje się n a j b l i ż s z e

p o t r z e b y . P o m i j a j ą o obrazy na szkle, bo to i n n a sprawa, o k t ó ­

dawnemu.

W y r a ź n i e dostrzegalna staje się cezura m i ę d z y t r z e m a r o ­
dzajami m a l a r s t w a w y s t ę p u j ą o y m i obecnie na w s i . Pierwsza gru­
pa

wownętrznej

rej b ę d z i e m o w a w cz. I V , w s p ó ł o z e s n e m a l a r s t w o religijne

jest

t w ó r c z o ś c i ą w y n i k a j ą c ą z rzeczywistoj p o t r z e b y i n t e r p r e t a c j i re­

t o obrazy o t r e ś c i a c h r e l i g i j n y c h , malowane z p o t r z e b y we­

l i g i j n y c h t r e ś c i . Jest ono ś w i a d e c t w o m , a nawet i f o r m ą p r z e ż y ć

w n ę t r z n e j , przede w s z y s t k i m dla siebie, sceny g r a w i t u j ą c e w kie­

r e l i g i j n y c h , a k t e m w i a r y , p o s ł a n n i c t w a , w k t ó r y m z a w a r t y jest

r u n k u , k t ó r y n a z y w a się zazwyczaj

„naiwnym".

stosunek

D r u g ą g r u p ę s t a n o w i t w ó r c z o ś ć ś w i a d o m i e s t y l i z o w a n a na
dawną „ludową",
zewnętrznej

w y k o n y w a n a przede w s z y s t k i m z

do ś w i a t a , do w a r t o ś c i m o r a l n y c h , do

transcenden­

tnych przeżyć i doznań.

inspiracji

Potwierdza to twórczość D o r o t y L a m p a r t , Nikifora, Michała

i dla odbiorcy miojskiogo, inteligenckiego (ściślej

M a z u r k a , M a r i i W i ś n i o s , K a t a r z y n y G a w ł o w e j czy J ó z e f a F r a n u -

m o ż n a b y to o k r e ś l i ć : dla inteligencji, k t ó r a nie jest b e z p o ś r e d n i o

siaka, m a l u j ą c y c h

pochodzenia

d ł a siobie. J o ż e ł i p o d e j m o w a l i t e m a t y k ę s a k r a l n ą , to nie dlatego,

c h ł o p s k i e g o , b ą d ź b ę d ą o n i ą —• n a d a ł

zachowuje

z p o t r z e b y w e w n ę t r z n e j , przede w s z y s t k i m

u c z u c i o w ą więź z k u l t u r ą l u d o w ą ) . D o tej g r u p y zaliczyć trzeba

że b y ł t o j e d y n y d o s t ę p n y i m s p o s ó b pozyskania obrazu, do k t ó ­

cało obecno m a l a r s t w o na szkle.

rego m o g l i b y się m o d l i ć , obrazu, k t ó r y b y s p e ł n i a ł konwencjo-

195

Zofia B a r a i i s k a - D z i ę c i o l o w s k a , Lubiczlco, g m . G r ę b o s z ó w , w o j . t a r n o w s k i e : i l . 1. Śn\ Barbara wśród lilii, farba k l e j o w a / t e k t u r a ,
w y r u . 4 9 x 3 8 , 5 c m . 1937 г . ; i l . 2. Sw. Anna z Matką
Boską, farba k l e j o w a / t e k t u r a , w y m . 47,5 x 36 c m . 1937 r.

n a l n ą rok; о!('л\су]п%. K a ż d y z n i c h m ó g ł t a k i obraz k u p i ć , jeśli

n a i w n o ś c i ą u j ę c i a ś w i ę t e j sceny p r z e s ą d z a o szczególnej poetyce

jednak p o d e j m o w a ł

tych obrazów.

t e m a t sakralny, c z y n i ł to, b y d a ć w y r a z

s w y m emocjom, potrzebie bardziej a k t y w n e g o p r z e ż y c i a t r e ś c i

A l o o k o ł o 1935 r. m a l a r k a z a m i l k ł a . W y s z ł a za m ą ż , prze­

r e l i g i j n y c h . T w ó r c z o ś ć s t a w a ł a się w ó w c z a s a k t e m m o d l i t w y , roz­

n i o s ł a się do innej w s i . P r z y j ę ł a nazwisko D z i ę c i o ł o w s k a i ani

m y ś l a n i e m o sprawach n a j w a ż n i e j s z y c h , obraz — m o r a l i t e t o m .

w głowie jej nie p o s t a ł o

malować

w ł a s n o r ę c z n i e religijne ob­

mające

razy, k t ó r e wszyscy z a m o ż n i e j s i gospodarze k u p o w a l i ; k t ó r e po­

na eelu t y l k o p r o d u k c j ę o b r a z ó w dla w s i . Jest niepotrzebne. W y ­

w i n n o się k u p o w a ć . S t a ć j ą b y ł o p r z e c i e ż na t o . M ą ż b y ł stolarzem

p a r ł a jo litografia, drukowane reprodukcje k o ś c i e l n y c h o b r a z ó w .

a wieś L u b i c z k o , c h o ć t y l k o o 7 k m o d l e g ł a o d Z a l i p i a , z a r z u c i ł a

Ł a t w e do nabycia w o d p u s t o w y c h k r a m a c h i u

j u ż dawne, t r a d y c y j n e zdobienie.

Xie istnieje j u ż j e d n a k ludowe malarstwo sakralne

wędrownych

s p r z e d a w c ó w lepiej z a s p o k a j a j ą dewocyjne i estetyczne p o t r z e b y

Dzięciołowska

całkowicie

swych umiejętności

nie

zapom­

odbiorcy. W z r ó s ł z r e s z t ą niepomiernie p o z i o m ż y c i a i nie stanowi

n i a ł a . M a l o w a ł a , ale j u ż inaczej, bardziej „ m i e j s k o " . G d y w la­

na ogół ż a d n e g o p r o b l e m u nabycie takiego samego obrazu, j a k i

t a c h s z e ś ć d z i e s i ą t y c h odnaleziono j ą , i n i e m a l r ó w n o c z e ś n i e B H Z

m a j ą m i e s z k a ń c y miast.

,,Desa" oraz kolekcjoner L u d w i g Z i m m e r e r poprosili j ą o p r z y ­

T y l k o najbiedniejsi, k t ó r y c h nie s t a ć na M a t k ę B o s k ą w zło­
conych ramach,

zmuszeni

s ą sami n a m a l o w a ć jej wizerunek.

G d y b y j e d n a k m o g l i k u p i ć g o t o w y obraz — niechybnie b y t o
uczynili.

s ł a n i e swych o b r a z ó w — u c z y n i ł a t o s k w a p l i w i e . Z i m m e r e r o w i
p r z y s ł a ł a d o ś ć marnie n a m a l o w a n ą k o p i ę Słoneczników
Poproszono

O b r a z ó w d e w o c y j n y c h nie maluje się ,,dla m i a s t a " .

Nie

s t a ł y się p r z e d m i o t a m i d e k o r a c y j n y m i — j a k r z e ź b i o n e ś w i ą t k i ,

V a n Go-

gha.
j ą w ó w c z a s , a b y s p r ó b o w a ł a w r ó c i ć do

swych d a w n y c h o b r a z k ó w . N i e b y ł o

to ł a t w o .

stylu

Dzięciołowska

p r ó b o w a ł a j o d n a k s t a ć się na p o w r ó t B a r a ń s k ą . U s i ł o w a ł a n a ś l a ­

stawiano obok k o l o r o w y c h p t a s z k ó w na p ó ł k a c h z k s i ą ż k a m i .

d o w a ć s a m ą siebie sprzed lat. N i e w y c h o d z i ł o to dobrze. Dener­

Jedynie obrazy na szkle p r z e s z ł y

kulto­

w o w a ł a s i ę , a nawet p r z e s t a ł a na pewien czas m a l o w a ć . P ó ź n i e j

wej do estetycznej, ale b y ł o to m o ż l i w e dlatego, że p o j a w i ł y się

z n ó w s p r ó b o w a ł a . S i ę g n ę ł a po w z o r y do plansz z k s i ą ż k i Seweryna

w s p r z e d a ż y j u ż w t e d y , gdy o d blisko w i e k u p r z e s t a ł y b y ć po­

Polskie

trzebne na w s i . P o j a w i ł y się na fali

znaleźć formułę

ewolucję

od

funkcji

p a m i ą t k a r s t w a i m o d y na

cepeliowską sztukę ludową.

malarstwo

ludowe

( i l . 3, 4). J e d n a k

dekoracyjną

organizującą

trudno

całość.

jej było

Wydzielała

w kwadracie ś w i ę t ą s c e n ę , m a l o w a n ą t r o c h ę nieporadnie, p o t e m

Jeden z n a m t y l k o l i c z ą c y się p r z y k ł a d ludowego malarstwa

o t a c z a ł a j ą szerokim obramieniom k w i a t ó w i roślin. W y c h o d z i ł o

na papierze, przeznaczonego dla o d b i o r c y inteligenckiego, ma­

to n i e ź l e , ale b r a k b y ł o w t y c h k a r t o n a c h dawnej p o e t y k i , b r a k

larstwa

podejmującego

wątki

religijne.

S ą to obrazy

Zofii

U r o d z i ł a się ona w 1907 r o k u w Z a l i p i u . J a k o
malowała

ściany

s p a j a j ą c e j całość ż y w i o ł o w e j o r n a m e n t y k i (por. i l . 1, 2). B y ł y to
w ł a ś c i w i e w y p r a c o w a n i a na zadany t e m a t . Proszono j ą , by ma­

В a r a ń s к i e j - 1) z i ę с i o ł o w s к i e j .
dziewczyna

l o w a ł a j a k n i e g d y ś , więc p r ó b o w a ł a .

d o m ó w , dekoracyjno k a r t o n y , ś w i ę t e obrazy.

A l e w m ł o d o ś c i t w o r z y ł a na „ l u d o w o " , g d y ż b y ł t o jej na­

W t r z y d z i e s t y c h l a t a c h z a i n t e r e s o w a ł się n i ą Tadeusz Seweryn

t u r a l n y s t y l , jej estetyka. N i e c h c i a ł a w ó w c z a s , a pewnio i nie

i n a m ó w i t, b y w y k o n a ł a k i l k a n a ś c i e o b r a z ó w dla M u z e u m E t ­

bardzo u m i a ł a m a l o w a ć inaczej. Teraz z a ś w r a c a ł a do „ l u d o w o ś c i "

nograficznego w K r a k o w i e . N a m a l o w a ł a . D o dziś obrazy te w i ­

z n a m o w y , j a k do k o n w e n c j i , k t ó r a przez te t r z y d z i e ś c i ł a t prze­

szą w m u z e a l n y c h salach. Jest w n i c h z a d z i w i a j ą o e

stała już być j e j

warstwy

ornamentalnej

i tematycznoj, żywiołowa

zespolenie
dekoracyj­

n o ś ć . W ł a ś n i e t a d e k o r a c y j n o ś ć w p o w i ą z a n i u z nieco d z i e c i ę c ą

196

konwencją.

M a l u j e , ale dla m i e j s k i c h i n s t y t u c j i , nie dla siebie, n i e dla
otoczenia. Maluje z r e s z t ą coraz sprawniej. Raz t y l k o

podjęła

I I . 3. Z. B a r a ń s k a - D z i ę c i o l o w s k a Matka Boska z Dzieciątkiem,
niowo j . Matka Вояка Gromniczna,

t e m a t n o w y , k t ó r y ujęła c a ł o ś c i o w o , r o z w i ą z u j ą c

t e m p e r a / k a r t o n , w y m . 5 3 x 4 2 , 5 cm. I ) . 4. Obraz z M a ł o p o l s k i p o ł u d ­
ol./pł., w y m . 6 8 x 5 3 c m . 2. p o l . X I X w .

go na, zasa­

w k t ó r y pakuje się m a s ł o . N a j c h ę t n i e j maluje p r z y pomocy zgnie­

dzie obrazka, otoczonego k w i e t n ą b o r d i u r ą . B y l to obraz (wielo­

cionego, starego plastra na r e u m a t y z m . N i k t jej nie u c z y ł . Za­

k r o t n i e p o t e m p o w t a r z a n y i ulepszany) p r z e d s t a w i a j ą c y

częła, a b y p o m ó c synowi w odrobieniu lekcji. P ó ź n i e j malowała,

Ojca

Kolbego w O ś w i ę c i m i u . Obraz, w k t ó r y z a a n g a ż o w a ł a się emocjo­

j u ż dla siebie, dla p r z y j e m n o ś c i . K r y l a się z t y m . na wsi c h ł o p k a

nalnie.

m a l u j ą c a u w a ż a n a jest w c i ą ż za, „ d z i w n ą " . Z w ł a s z c z a że jej ob­

P o w i e d z i a ł e m , że ź r ó d ł e m religijnych inspiracji

innych

ma­

razy religijno

daleko odbiegają,

od

wzorów

ikonograficznych.

l a r z y (na papierze, p ł ó t n i e czy dykcie) b y ł a w e w n ę t r z n a potrzeba.

Dzieje się t o j e d n a k w b r e w jej w o l i . W z ó r , g d z i e ś uprzednio zo­

Czasem, j a k u К a t a r z у n у

baczony, ulega z biegiem czasu n i e ś w i a d o m e j p r z e r ó b c e , ,,prze-

G a w e 1 (ur. w

1895

г.), b y ł a

to c h ę ć przystrojenia miejsca w k t ó r y m się mieszka, stworzenia

pominaniu".

sobie swego w ł a s n e g o , m a l u t k i e g o n i b y — raju.

Obrazy M a r i i W i ś n i o s dalekie są od t y c h , k t ó r e akcept uje

Przed paroma l a t y stara,, niezdolna j u ż do pracy, z a c z ę ł a
Gawlowa p r z y o z d a b i a ć ś c i a n y swej malej izdebki. M a l o w a ł a

na

s p o ł e c z n o ś ć wiejska. R ó ż n i ą się t e ż od dawnego ludowego
larstwa.

Różnią

dynamiką,

t y n k u i na p a p i e r a c h : a n i o ł y , ś w i ę t y c h , M a t k ę B o s k ą ( i l . 5). K o ­

ekspresją,

lorowo, d z i c c i ę c o - n a i w n o w r y s u n k u , p i ę k n e

W odczuciu ś r o d o w i s k a nie są one

w

szczerości i de­

koracyjnej p o e t y c k o ś c i . M a l u n k i „ l u d o w e " w swej

kompozycji,

się

nimi jak

Heródek

aniołkami,

które

rzeźbił

T

i staw iał obok siebie na ł ą c e , na, kamieniach w p o t o k u .
z r e s z t ą ona sama. N i c nie ma w jej m a l u n k a c h z m i s t y k i , z eks­
tazy, p r z e ż y c i a m ę k i P a ń s k i e j , nic z szukania sensu istnienia,
moralnych.

pozbawiona, z w ą t p i e ń

Wiara
i wahań.

Gawłowej
Nic

nie

jest

bezdyskusyjna,

zakłóca

pierwiastka,

ma­

tematu,

dekoracyjnego.

„ l u d o w o " . Są obce, raczej

dziwne, j a k wszystko co r o b i W i ś n i o s . N i e w y k o n u j e ona b o w i e m
M a l a r k a zabiega, j e d n a k o uznanie. Wcale nie chce b y ć pro­
gramowo „ z g r z e b n a , " . A b y p o k a z a ć s w ą s p r a w n o ś ć , r o b i kopie
z p o c z t ó w e k , r e p r o d u k c j i , maluje sceny l e ś n e i egzotyczne ( i l . 9).

R e l i g i j n o ś ć Ga,włowej jest dobra,, prosta i ufna. T a k ą jest

problemów

ornamentyki,

ujęciem

m a k a t , nie d ą ż y do zdobienia swego wnętrza,.

w b a r w n o ś c i , w s y m e t r i i i r y t m i c e , która, je organizuje.
Otaczała

brakiem

indywidualnym

przekonania

o sensie i ł a d z i e ś w i a t a . Takie t e ż są jej o b r a z k i . Maluje je c h ę t n i e ,

A l e n a p r a w d ę s o b ą jest t y l k o w t e d y , g d y się poddaje transowi
malowania. Z w ł a s z c z a gdy pracuje szybko, szkicuje t y l k o s c e n ę ,
k t ó r ą p r z e ż y w a w d u ż y m n a p i ę c i u e m o c j o n a l n y m , w nocy, cza­
som j u ż przed ś w i t e m , zmęczona,, bliska stanom
luje siebie m y ś l ą o i n n y c h .

z w i d o c z n ą p r z y j e m n o ś c i ą , w c i ą ż jeszcze nie dla p i e n i ę d z y . M a ­
luje l u d z i o m , k t ó r y c h l u b i . D z i e l i się z n i m i obrazami j a k d o b r ą
nowiną.

Takie obrazy, robione w ł a ś n i e na ..luzie", szkicowo, na, z ł y c h
papierach ( k t ó r y c h nie musi s z a n o w a ć ) m a j ą najsilniejszy w y r a z .
Nie

O d k i l k u l a t , gdy t w o r z y na s p r z e d a ż , stara się p r z e d s t a w i a ć

halucynaeyj-

n y m . Z a p o m i n a w t e d y o t y m , co p o w i e d z ą s ą s i e d z i , nie k o n t r o ­

szuka w n i c h — j a k

pocieszenia. Maluje

Ga,wlowa — r a d o ś c i ani

sceny o d u ż y m

napięciu

radosnego

dramatycznym,

coraz t o nowe t e m a t y religijne, historyczne, obyczajowo-ludowe

bolesne — biczowanie, m ę k ę , ś m i e r ć . Szuka w n i c h sensu cier­

(Krakowiacy).

pienia, k t ó r e s t a ł o się w a r u n k i e m odkupienia,

G d y nie jest pewna, czy intencje jej b ę d ą p r a w i d ł o w o

odebrane, dodaje
obrazu. Oto Arka

podpis — wprost

na

odpowiednim

miejscu

Noego. W wodzie l e ż ą p o k o t e m postacie. „ J u s

są z a t o p i e n i " — pisze m a l a r k a , a b y nic b y ł o w ą t p l i w o ś c i .
Maria

W iś n io s

(ur. w 1914 r.) t w o r z y

od

przeszło

• dwudziestu l a t , p r z e w a ż n i e ś w i ę t e obrazy, malowane a,kwarelą,

również i tych,

k t ó r z y te cierpienia z a d a j ą . S ą to obrazy czasem nawet mroczno,
bliższe mistyce niż ewangelicznej p r z y p o w i e ś c i .
N a t o m i a s t w t e d y , gdy W i ś n i o s m y ś l i o s ą s i a d a c h , stara się
b y ć j a k najbardziej konwencjonalna, zbliża się do b a n a ł u , naturalistyczncj

poprawności.

t e m p e r ą , rzadziej k r e d k ą . W y k o n u j e je na d u ż y c h arkuszach pa­

s t r o w a ć " , d ą ż ą c usilnie

kowego papieru, na czystej stronie tapet, kartonie, pergaminie,

świętych

Przestaje
do

ckliwej,

„wyrażać",

zaczyna

landrynkom a( ' j

„ilu­

Imhiości

przedstawień.

197

cję d e k o r a c y j n ą , t a k c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla ludowego m a l a r s t w a .
L u d o w e s ą r ó w n i e ż r z e ź b y Franusiaka, i w n i c h toż o d w o ł u j e się
do bliskiego sobie d o ś w i a d c z e n i a wiejskiego. T a m j e d n a k , gdzie
p u n k t e m w y j ś c i a staje się obserwaoja p r z y r o d y , jest

amatorem

p o d o b n y m i n n y m , a m a t o r e m — p r z y z n a j ę — m a l u j ą c y m w nieco
naiwnej

k o n w e n c j i . G d y b y m nie

znał

chłopskiego

rodowodu

Franusiaka, nie w y c z y t a ł b y m go w s p o s ó b p r z e k o n u j ą o y z jego
k r a j o b r a z ó w . Z prac Franusiaka nie d o m y ś l i ł b y m się t o ż n a p i ę ć
emocjonalnych, k t ó r e je p o p r z e d z a ł y i k t ó r y c h ofektem s ą jego
r z e ź b y i obrazy.
W

twórczości, k t ó r ą

t u o m a w i a m , emocja

odgrywa

rolę

bardzo i s t o t n ą . M o ż e nawet nie m n i e j w a ż n ą n i ż konwencja w y ­
r a z u zwana s t y l e m . M ó w i się b o w i e m wiele o upodobaniach este­
t y c z n y c h , ale prawie wcale o charakterzo ś w i a d o m o ś c i , z w ł a s z c z a
religijnej. Tymczasem w ł a ś n i e ś w i a t o p o g l ą d wydaje się n i e k i e d y
najważniejszy — jako p r o d u k t k u l t u r y chłopskiej i wyraz jed­
n o s t k o w y c h p o s z u k i w a ń , k t ó r y c h granice s ą przez t ę k u l t u r ę zde­
terminowane.
W t y m miejscu p o s ł u ż ę się p r z y k ł a d e m o b r a z ó w
Mazurka

M i c h a ł a

(1903—1959). M a l o w a ć z a c z ą ł p ó ź n o , dopiero w t o d y

g d y ciężko chory z d a ł sobie s p r a w ę , że zbliża się do kresu swego
ż y c i a . P r a c o w a ł w o g r o m n y m n a p i ę c i u , d z i e ń i noc, k r y j ą c

swe

obrazy p r z e d oczami l u d z i , nawet ż o n y . W c i ą g u trzech z i m o w y c h
m i e s i ę c y w y k o n a ł k i l k a n a ś c i e o b r a z ó w , w zdecydowanej
szości o tematyce

więk­

4

religijnej .

Co c h c i a ł przez nie w y r a z i ć ? Czemu t w o r z y ł je r e s z t k a m i sił,
w p o ś p i e c h u , w y ś c i g u ze ś m i e r c i ą ? Czemu w y b r a ł t a k ą w ł a ś n i e
f o r m ę p r z e s ł a n i a , a nie i n n ą — b l i ż s z ą

doświadczeniom

swego

ż y c i a ? N i e b y ł p r z e c i e ż malarzem, c h o ć z a j m o w a ł się w i e l o m a
r z e m i o s ł a m i , w t y m i a r t y s t y c z n y m i . Po ojcu — u p r a w i a ł ciosiołk ę i r z e ź b i ł ś w i ę t e postacie i szopkowe f i g u r k i . B y ł zdunem, l u t n i k i o m , stolarzem i k o w a l e m . W l a t a c h d z i e c i ń s t w a i m ł o d o ś c i

П. б. K a t a r z y n a G a w e ł , Z i e l o n k i , w o j , k r a k o w s k i e

c h o d z i ł z w y k o n a n ą przez siebie s z o p k ą , u k ł a d a ł t e k s t y j a s e ł k o ­
wych przedstawień, m u z y k ę . W y b u d o w a ł też własnoręcznie dom
i p r z y o z d o b i ł d r z w i p ł a s k o r z e ź b ą o tematyce religijnej. W po­
b l i ż u d o m u p o s t a w i ł k u ź n i ę , k o w a l e m b y ł d o b r y m i lubił to za­

T a k i e d w a bieguny, m i ę d z y k t ó r y m i r o z p i ę t a jest t w ó r c z o ś ć ,
widoczne s ą i u i n n y c h w s p ó ł c z e s n y c h malarzy.
Franusiak

Oto

Józef

3

(ur. 1914 r . ) . Maluje on j a k b y w d w ó c h r ó w n o ­

l e g ł y c h k o n w e n c j a c h : amatorskiej i l u d o w e j ( i l . 10, 11). Scenki

j ę c i e . N i g d y j e d n a k nie m a l o w a ł .
Szukając

p r z y c z y n , dla k t ó r y c h

za ś r o d e k przekazania

obrał właśnie

malarstwo

n u r t u j ą c y c h go m y ś l i i d o z n a ń , z w r ó ć m y

u w a g ę na w a ż n y f a k t w jego ż y c i u . U r o d z i ł się w B r z e ż a w i e , na

obyczajowe, k r a j o b r a z y — w y n i k a j ą z obserwacji ś w i a t a , z szu­

P o g ó r z u P r z e m y s k i m i p r z e ż y ł t a m 41 l a t , otoczony szacunkiem,

kania

trójwy­

silnie z r o ś n i ę t y ze ś r o d o w i s k i e m , m i e j s c o w y m i z w y c z a j a m i i ob­

spo­

r z ę d a m i . W l a t a c h w o j n y m u s i a ł j e d n a k swój d o m o p u ś c i ć , o s i a d ł

realistycznej

zasady p o r z ą d k u j ą c e j

przedmioty

miarowe na p ł a s z c z y ź n i e obrazu. N a t o m i a s t Matki

Boskie,

w i t e w k w i a t a c h , p r z y j m u j e m y za „ l u d o w e " , p o n i e w a ż

Franu­

w ó w c z a s na D o l n y m

Śląsku, w Ryczeniu koło Góry. Zmieniał

siak p r z y j ą ł w n i c h k o n w e n c j ę b l i s k ą d a w n y m l u d o w y m obrazom.

nie t y l k o otoczenie, ale i ś r o d o w i s k o k u l t u r o w e . T o , do czego

P r z y j ą ł z a s a d ę dekoracyjnego p o t r a k t o w a n i a t e m a t u , p o ł ą c z e n i a

p r z y w y k ł — b u d z i ł o u ś m i e c h p o l i t o w a n i a , n a r a ż a ł o go na d r w i ­

w i z e r u n k u z o r n a m e n t y k ą , p ł a s k o z d o b i ą c ą szaty i o r g a n i z u j ą c ą

n y . Ze s w o j ą s z o p k ą , z a m i ł o w a n i a m i — w y d a w a ł się o d m i e ń c e m

obraz. K w i a t y stylizuje, t r a k t u j e u m o w n i e , bez t r o s k i o relacje

z innego ś w i a t a , r e l i k t e m czasu, k t ó r y w t y m miejscu j u ż dawno

wielkościowe

p r z e m i n ą ł . D z i e l i ł y go od nowego otoczenia n a w y k i k u l t u r o w e ,

wobec

siebie

i wobec

realistycznie

traktowanej

twarzy.
Ludowość

s p o s ó b b y c i a , w r a ż l i w o ś ć a r t y s t y c z n a (na wiersz, m u z y k ę , p r z y ­
Marii

Wiśnios

dostrzegam

w jej

mentalności,

r o d ę ) , g ł ę b o k o r o z w i n i ę t e życie duchowe, z a m i ł o w a n i e r z e ź b i a r ­

w t y m , co j ą ł ą c z y z czasem p r z e s z ł y m c h ł o p s k i e j k u l t u r y . N i e

skie. B y ł y to p r z e c i e ż l a t a o k u p a c j i i powojennego

n a ś l a d u j e r o z w i ą z a ń , k t ó r e odbieramy d z i ś j a k o „ s t y l " , ale spo­

t y c h ziem. L a t a raczej p o e t y k i wosternu n i ż wiejskiej sielanki.

s ó b , w j a k i i n t e r p r e t u j e t e i n a t , zbliża j ą do togo, co odczuwam
jako chłopską świadomość religijną i e s t e t y c z n ą .

zasiedlania

Czuł się samotny, w y o b c o w a n y . M ó w i ł , że jest j a k drzewo
w y r w a n e z k o r z e n i a m i i rzucone na o b c ą z i e m i ę . P r z e ż y w a ł sta­

W p o j ę c i u wieloznacznym, j a k i m jest „ l u d o w o ś ć " , czasem

n y depresji, p o g r ą ż a j ą c się w r e l i g i j n y c h r o z m y ś l a n i a c h . W jego

zwraca n a s z ą u w a g ę aspekt p o w s z e c h n o ś c i , k i e d y indziej w y r a z

listach c z ę s t o w ó w c z a s p o j a w i a j ą się s ł o w a „ m i ł o ś ć " i „ d u c h o ­

f o r m a l n y (styl) czy z w i ą z e k z p e w n ą f o r m a c j ą m y ś l e n i a i odczu­

wość".

w a n i a ś w i a t a . W tej w ł a ś n i e k a t e g o r i i m ó w i ę o l u d o w o ś c i M a r i i

wspomina o m i s t y c z n y m charakterze jego w i a r y . B y ł o m u c i ę ż k o ,

Jadwiga

M a l i n o w s k a , sumienna

biografka

Mazurka,/

W i ś n i o s . E l i m i n a c j a szczegółu, m o n u m e n t a l i z m w y n i k ł y z p r o ­

nio u m i a ł się p r z y s t o s o w a ć do n o w y c h w a r u n k ó w , c h o r o w a ł , s z u k a ł

p o r c j i i syntetycznego

pomocy w szpitalu psychiatrycznym.

widzenia, t r a k t o w a n i e k o l o r u dekoracyj­

nie, a nie funkcjonalno-realistycznie, h i e r a t y c z n o ś ć , s t a t y k a u j ę c i a ,

Psycholog p o w i e d z i a ł b y w t y m miejscu — ucieczka w cho­

wyczucie r ó w n o w a g i k s z t a ł t ó w , r y t m i k i i w a l o r ó w s y m e t r i i —

r o b ę , k o n f l i k t m i ę d z y o s o b o w o ś c i ą w r a ż l i w ą , o d u ż y m poczuciu

wszystko to c z y n i m a l a r s t w o p a n i W i ś n i o s bliższe k u l t u r z e , a więc

własnej godności, a nowymi warunkami życia.

i sztuce ludowej niż j a k i e m u k o l w i e k i n n e m u k r ę g o w i

kulturo­

wemu.
. . L u d o w o ś ć " Franusiaka

w i d z i m y z a ś przez p r y z m a t

stylu

jego k w i e t n y c h M a d o n n . Przez t o , że p r z y j m u j e w nioh k o n w e n ­

198

Mazurek m i a ł ż o n ę , troje dzieci. Bogato życie w e w n ę t r z n e
r o z ł a d o w y w a ł w m o d l i t w i e , w p r z e m y ś l e n i a c h . G d y c z u ł , że opu­
s z c z a j ą go siły, z a c z ą ł m a l o w a ć . M a pewnie r a c j ę M a l i n o w s k a ,
g d y zastanawia się, ozy u c z y n i ł b y

to

pozostając

w

dawnym

ś r o d o w i s k u , gdzie b y l z r o z u m i a n y , gdzie czul się p o t r z e b n y . „ N a

, , ( . . . ) P i e r w o t n a , dewocyjna funkcja

obcj^m gruncie — pisze — gdzie r z e c z y w i s t o ś ć

o d s u n i ę t a na p l a n dalszy — g ó r u j e idea w y r a ż e n i a

przestała

dos­

t a r c z a ć oparcia i duchowej s t r a w y , m a l a r s t w o s t a ł o się o s t a t n i ą

obrazu religijnego

zostaje

wewnętrz­

8

nych refleksji". — zauważa Malinowska .
Mazurek

f o r m ą w y p o w i e d z i i ucieczki. M o ż e b o d ź c e m b e z p o ś r e d n i m sta­

interpretuje

wzorce

zapożyczone

z

ikonografii

ły się studia malarskie syna? Z d o b y w a o d b i o r c ę i cel: przekaza­

zachodniej i wschodniej. Spaja je w j e d n ą c a ł o ś ć . Czyni t o

nie wszystkiego w m a l a r s k i m testamencie. Maluje j a k

jak

gdyby

sądzę — świadomie.

Nie

przypadkiem

też

Matka



Boska

w ekstazie, w p o ś p i e c h u , p r z y ś w i e c y , s ł a b n ą c z g ł o d u , „ b y z d ą ­

u p o d a b n i a się w s t r o j u , a nawet w t y p i e u r o d y do wiejskiej ko­

ż y ć " . Z n i e c i e r p l i w o ś c i ą o o z e k i w a ł p o w r o t u syna, aby jeden po

b i e t y . P ł a s z c z zatraca p o d o b i e ń s t w o z m a f o r i o n e m , p r z y p o m i n a

d r u g i m o d s ł a n i a ć p r z y k r y t e gazetami obrazy, z n a p i ę c i e m bada­

c h u s t ę . Podobnie c h ł o p s k a chusta u p i ę t a zostaje na jej g ł o w i e ,

j ą c w r a ż e n i e jakie

a w r ą c z c e Pana Jezusa p o j a w i a się w i ą z a n k a k w i a t ó w ż y w o p r z y ­

5

wywierają..." .

Co p r z e d s t a w i a ł y te obrazy? J a k i e t o t r e ś c i p r a g n ą ł umie­
r a j ą c y c z ł o w i e k p r z e k a z a ć swemu synowi? W y o b r a ź n i a podsuwa
n a m wizję Boscha, Gustava Moreau, n i e p o k ó j v a n Goghowskich
p ł ó c i e n . N i c z tego. M a z u r e k s k r u p u l a t n i e

malował

wizerunki

ś w i ę t o , M a t k ę B o s k ą z D z i e c i ą t k i e m ( i l . 13), O s t a t n i ą W i e c z e r z ę ,
P o j m a n i e , Chrystusa p r z e d P i ł a t e m ( i l . 12), Serce Jezusa... Za­
w a r ł w n i c h ł a d u n e k swego n i o p o k o j u , t r o s k i , w i a r y i nadziei.
„ P r z y ś w i e c a ł o m u , j a k m o ż n a się d o m y ś l a ć , pragnienie zawar­
cia idei m a j ą c y c h

zbawczy w p ł y w n a s k ł ó c o n y c h ,

walczących

6

z s o b ą l u d z i — idee „ M i ł o ś c i " i „ D u c h o w o ś c i " . . . "

p o m i n a j ą c a ludowe b u k i e t y . M a l i n o w s k a , o d n o t o w u j ą c to s k r u ­
pulatnie,

podsumowuje.

,,(...)celem

malarza

było

stworzenie

przedstawienia j a k n a j b l i ż s z e g o sobie, uosobienie i d e i c h ł o p s k i e j
Matki

9

Bożej" .

Z a p o m i n a m y c z ę s t o o r o l i s z c z e g ó ł u , pozornego d r o b i a z g u ,
a p r z e c i e ż n i e g d y ś s p ó r o przecinek czy i n n y , p o z o r n y drobiazg,
w i ó d ł do schizm, rozbicia k o ś c i o ł ó w . D l a M a z u r k a szczegół i n ­
t e r p r e t a c y j n y w i ą z a ł się z p r z e m y ś l e n i e m sensu i d o ś w i a d c z e ń
jogo ż y c i a . A b y

o t y m p o w i e d z i e ć i n n y m — nie

potrzebował

r o z b u d o w y w a ć w a r s t w y t e m a t y c z n e j , sięgać do alegorii, symbo­
l i k i , eschatologicznych w i z j i . P r z e r a s t a ł o to z r o s z t ą jogo m o ż l i ­

Nasuwa się m y ś l o B a z y l i m A l b i c z u k u , k t ó r y analogiczne

w o ś c i , w y p o w i a d a ł się w i ę c i n t e r p r e t u j ą c t e m a t o k r e ś l o n y przez

7

t r e ś c i w y r a ż a w s w y m m a l a r s k i m dziele . A l e A l b i c z u k przeciw­

k o ś c i e l n ą i k o n o g r a f i ę . C h c ą c w y p o w i e d z i e ć siebie, swoje p r z e m y ­

stawia ludzkim n a m i ę t n o ś c i o m h a r m o n i ę przyrody, w p o r z ą d k u

ś l e n i a — m a l o w a ł obrazy, pozornie t y l k o konwencjonalno w to-

wszechświata widząc „ k s z t a ł t miłości", Mazurek zaś prowadzi

matyce.

n a s z ą m y ś l do spraw, w k t ó r y c h k u l m i n u j e

się sens ludzkiego

losu — do p a m i ę c i O f i a r y i Odkupienia.

A Nikifor?
życia.

Było

jeszcze

Malowanie b y ł o dla niego sposobem, f o r m ą
czymś — moralitetom,

prawdą

głoszoną

P r z y o g l ą d a n i u t y c h o b r a z ó w w a ż n y jest nie t y l k o t e m a t

i p r z e k a z y w a n ą ludziom w tysiącach małych obrazków, z k t ó ­

ikonograficzny, ale i olomenty pozornie m a ł o z n a c z ą c e , wniosio-

r y c h ż a d e n nie b y ł r e p l i k ą drugiego. N i k i f o r (1895(?)—1968) w y ­

ne przez malarza. Zwróćmy

na nie u w a g ę , ono to bowiem

po­

rósł w k r ę g u k u l t u r y c h ł o p s k i e j , k u l t u r y ł e m k o w s k i e j , i to

s z e r z a j ą t r e ś c i religijne zawarte w temacie obrazu, n a d a j ą c

im

w a ż y ł o w d u ż y m s t o p n i u n a jego t w ó r c z o ś c i . N a j w y r a ź n i e j w i ­

odbiorcy.

doczne jest t o w z a m i ł o w a n i u do dekorowania swego pomieszcze-

wymiar

przesłania

bezpośrednio

z w r ó c o n e g o do

I I . G. K. G a w e ł , Chryelue

w lodzi, t e m p e r a / p l y t a , w y m

za­

r

66 X 83,5 "om.

29.9

I

nia i p r z e d m i o t ó w . W p o k o j u N i k i f o r a z p i ę ć d z i e s i ą t y c h l a t ( i l . 25,
26) s t a ł piec p o k r y t y g l i n ą i bielony, malarz w y r y s o w a ł na n i m
siatkę „kafli", zdobiąc k a ż d y prostym ornamentem
nym

umieszczo­

w ś r o d k u p ł a s z c z y z n y . O r n a m e n t o w a n ą na w z ó r l u d o w y

m i a ł t e ż s k r z y n i ę , w k t ó r e j t r z y m a ł wszystkie swoje

malunki,

w z o r n i k i i rzeczy, ornamentowana b y ł a kasetka p o d r ę c z n a ,

któ­

r ą z a b i e r a ł ze s o b ą w y c h o d z ą c z d o m u . N a ś c i a n a c h , w trzech
c z w a r t y c h i c h w y s o k o ś c i , a m o ż e i nieco w y ż e j , p r z y k l e j o n e b y ł y
t a k , że d o t y k a ł y się brzegami, d u ż e reprodukcje z czasopism
oraz znalezione g d z i e ś p o r t r e t y . N i e k t ó r e jednobarwne, s p ł o w i a ­
ło, przechowywane przez d ł u g i e l a t a , inne świeżej p r o w e n i e n c j i ,
kolorowe, z „ P r z e k r o j u " , „ Ż o ł n i e r z a Polskiego" i i n n y c h p i s m .
W zgodzie ze s o b ą w i s i a ł y , j a k ś w i ę t e obrazy, w i z e r u n k i

Fran­

ciszka J ó z e f a , Piusa X I , P i ł s u d s k i e g o , R y d z a - Ś m i g ł e g o , Mościc­
kiego, B i e r u t a , Stalina, Rokossowskiego, ś w . M i k o ł a j a . O k r e ś l e ­
nia „ j a k ś w i ę t e o b r a z k i " nie w y m y ś l i ł o m . N i k i f o r w i d z ą c moje
zdziwienie, iż t a k r ó ż n e o s o b i s t o ś c i zgodnie ze s o b ą k o e g z y s t u j ą
na trzech ś c i a n a c h jego k r y n i c k i e g o p o k o j u , s k o m e n t o w a ł

to

m ó w i ą c , że w niebie t e ż wszyscy święci p r z e b y w a j ą razem. M o ­
jego zdziwienia nie z a p o m n i a ł , i po p a r u l a t a c h , g d y m i e s z k a ł
przez k i l k a t y g o d n i u mnie w Warszawie, n a m a l o w a ł

obrazek,

na k t ó r y m po o b u stronach o k r ą g ł e g o stoliczka, na t l e s ą d e c k i e g o
p e j z a ż u s t o j ą w gali
przepijając

m i t e n obrazek
świata

mundurów

Józef Piłsudski i Józef Stalin,

do siebie w ó d k ą , n a l a n ą do k i e l i s z k ó w .

Wręczając

u ś m i e c h a ł się, w i e d z i a ł p r z e c i e ż lepiej, j a k i jest

porządek,

a obrazek

miał

zapewne moje

wątpliwości

całkowicie rozproszyć.
Dopóki

sprawy

s p r z ę t ó w , a nawet

wnętrza,

dekoracji

ornamentyki bordiur niektórych

dotyczyły

estetyki

obrazków

( i l . 20), „ l u d o w o ś ć " N i k i f o r a nie p o d ł o g a d y s k u s j i . U t r w a l o n e
za m ł o d u n a w y k i ,
i

miasteczkach

pogłębione

okolic

żebraczą

wędrówką

Muszyny, pozwalały m u

po

wsiach

identyfikować

się z k u l t u r ą w s i ł e m k o w s k i c h . W y s t ę p o w a ł o t o j e d n a k t y l k o na
„ n i ż s z y m " poziomie realizacji jego ż y c i a , a więc t y m , k t ó r y
o k r e ś l a ł y n a w y k i ś r o d o w i s k o w e . N a „ w y ż s z y m " poziomie ż y c i a
duchowego d o m i n u j ą c ą rolę o d e g r a ł y w ł a s n e p r z e m y ś l e n i a , szcze­
g ó l n a interpretacja w ą t k ó w r e l i g i j n y c h ,

odtwarzanych z

frag­

m e n t ó w lepiej czy gorzej z r o z u m i a n y c h i z a p a m i ę t a n y c h k o ś c i e l ­
n y c h l e k c j i , a przede w s z y s t k i m z p r z e ż y c i a o b r a z ó w w i d z i a n y c h
w ł e m k o w s k i c h cerkiewkach i k a t o l i c k i c h k o ś c i o ł a c h .
7

M a r i a W i ś n i o s , Rataje, g m . W ą c h o c k , w o j . kieleckie: i l . 7. Prze­
bicie boku, w y m . 1 0 0 x 5 0 c m . , i l . 8. Chrystus w grobie, w y n v
9 0 x 3 0 cm.

-i

200

Malar3tw-o N i k i f o r a r ó ż n i się o d ludowego w ł a ś n i e t y m , że
jest ono d y n a m i c z n ą o p o w i e ś c i ą , żywą, w y k ł a d n i ą p r a w d , do
k t ó r y c h N i k i f o r sam d o s z e d ł .
T a m , gdzie w ł a d z a k s i ę d z a jest p e ł n a , a k a t e c h i z m i podsta­
wowe n a u k i w s p ó l n e są w s z y s t k i m i jednoznaczne — n a s t ę p u j o

kodyfikacja

świętych

„zadania",

z każdym

obrazów.

Każdy

z nich

w i ą ż e się w ł a ś c i w y

i z a c h o w a ń . Obraz ś w i ę t y

ma

repertuar

określono

o p o w i a d a ł rzeczy p i ę k n o , straszne i w z n i o s ł e , ale i n n i , g d y j u ż

modlitw

z a p a n o w a ł a m o d a na N i k i f o r o w e o b r a z k i , p a t r z y l i na nie szuka­

jest w ó w c z a s symbolem, zrozumia­

ł y m dzięki n a u k o m w y n i e s i o n y m z d o m u i k o ś c i o ł a .
A l e N i k i f o r nie m a l o w a ł o b r a z ó w „ d o m o d l e n i a " , o b r a z ó w
konwencjonalnych.

Z ułamków

usłyszanych

czy

treści religijnych stworzył własny, konsekwentny

j ą c n a i w n o ś c i t r e ś c i , p i ę k n e g o k o l o r y t u , nostalgicznego

piękna

k r a j o b r a z u . Tymczasem dla N i k i f o r a w a ż n a b y ł a i f o r m a artysstyczna, i t r e ś ć ideowa. O niej m y ś l a ł przede w s z y s t k i m , reszta

zobaczonych

b y ł a j u ż t y l k o r e a l i z a c j ą zamierzenia. R e a l i z a c j ą z n a k o m i t ą , —

światopogląd

jako że k r y n i o k i „ j u r o d i w y " m i a ł n i e z w y k ł y

dar m a l a r s k i , po­

w y j a ś n i a j ą c y m u ś w i a t — i t o w ł a ś n i e p o k a z y w a ł w s w y c h ob­

czucie k o l o r u i ekspresji, w y ć w i c z o n o na co n a j m n i e j k i l k u d z i e ­

razach. Malowanie b y ł o b o w i e m dla N i k i f o r a f o r m ą

sięciu t y s i ą c a c h n a m a l o w a n y c h przez siebie o b r a z k ó w .

apostolstwa,

a obrazy — m o r a l i t e t e m , p r z e s t r o g ą . S t a ł o się t e ż dla togo cięż­

W ś r ó d r ó ż n y c h t e m a t ó w b y ł y i t a k i e , do k t ó r y c h stale w r a ­

ko d o ś w i a d c z o n e g o ż y c i e m i k a l e c t w e m c z ł o w i e k a j a k b y psycho­

c a ł : N i k i f o r w i t a n y serdecznie w r ó ż n y c h domach, u c z t y mala­

terapią. Nadzieją i wiarą.

r z y . . . P y t a ł e m go o sens t y c h uczt. W y j a ś n i ł , że malarz jest b l i ­

N i k i f o r chyba nie p o m y ś l a ł n i g d y , że jest kacerzem, że t o ,
co m ó w i ,

niezgodne

jest z o f i c j a l n ą d o k t r y n ą . T r u d n o ś c i poro­

żej Boga, p o n i e w a ż t w o r z y , po ś m i e r c i malarze z a s i ą d ą

więc

p r z y w i e l k i m , w s p ó l n y m stole z Panem. M a l o w a ł t o w setkach

zumienia się z l u d ź m i i n i e u f n o ś ć wobec w s z y s t k i c h a d m i n i s t r a ­

wersji.

t o r ó w ziemskich k o ś c i o ł a s p r a w i ł a , że c a ł k o w i c i e w i e r z y ł głoso­

d z i a ł Pan w p o n t y f i k a l n y m n a k r y c i u g ł o w y , a p r z y p o z o s t a ł y c h

Zawsze u szczytu perspektywicznie! u j ę t e g o

w i w e w n ę t r z n e m u . B y ł zarazem g ł o w ą k o ś c i o ł a , k t ó r y s t w o r z y ł

b o k a c h — malarze. W s k a , z y w a ł y

w akoie i n t u i c y j n e g o poznania, j a k i k a p ł a n e m tego kościoła.,

r y n y i czarne fontazie, charakterystyczne a t r y b u t y m ł o d o p o l ­

a zarazem j e d y n y m jego w y z n a w c ą . M a l o w a ł o b r a z k i , w k t ó r y c h

skiej b o h e m y , z k t 6 r A . . a e t k ^ ł . j i e . . j e s z c z c _ j a k p _ m ł o d x . _ c h ł o p i e o .

n a to w y r a ź n i e

stołu

sie­

czarne pele­

201

I I . 10. Szosa do Grybowa, akwarela, w y m . 2 4 , 5 x 3 4 , 5 cm, 1963. I I . 11. Matka Boska Częstockoicska,
akwarela, w y m .
3 7 , 5 x 2 4 , 5 c m . I I . 12. M i c h a ł Mazurek, R y c z e ń , g m . G ó r a , w o j . l e s z c z y ń s k i e , Matka Boska z Dzieciątkiem,
ol./pł.,
wym. 58x43 cm.

I I . 13. M. Mazurek, Chrystus

przed Piłatem,

ol./karton, wyra. 69 X 96 cm. 1039 i'. Tl. 14. Л1. Mazurol

W ó w c z a s to f o r m o w a ł a się jego o s o b o w o ś ć , jego w y o b r a ź n i a ,
jego przekonania. W i e d z i a ł , że jego p o w o ł a n i e m jest b y ć mala­
rzem, t o t e ż przez całe ż y c i e p o d k r e ś l a ł w swoim s t r o j u (rzeczy­
w i s t y m i n a obrazach) akcesoria, k t ó r e w jego p r z e ś w i a d c z e n i u
w i ą z a ł y się z o s o b ą malarza. Pozbawiony w ł a s n e g o nazwiska —
n a z w a ł się w ó w c z a s „ M a t e j k ą " .
N i k i f o r w i e r z y ł w życie pozagrobowe. P r z e d s t a w i a ł je rea­
listycznie, j a k b y to b y ł o jeszcze jedno, t y l k o lepsze w y d a n i e
ziemskiego b y t u . Święci w niebie nosili w zimie nauszniki, a b y
i m nie b y ł o z i m n o , j e ź d z i l i d o r o ż k a m i n a „ b a l o n a c h " , jak za­
m o ż n i goście k r y n i c c y , g o t o w i więcej z a p ł a c i ć , aby ich nie t r z ę s ł o
na w y b o i s t y c h ulicach. B a r d z o c z ę s t o u m i e s z c z a ł siebie na obra­
zach, b y ł o to j a k b y marzenie i w i a r a w s p r a w i e d l i w o ś ć tego
drugiego, „ p r a w d z i w e g o " ż y c i a . B i e d n y k r y n i c k i analfabeta —
p r z e d s t a w i a ł t a m siebie j a k o duchownego, c z y t a j ą c e g o w p i ę k ­
n y m p o k o j u ś w i ę t e księgi, m a l u j ą c e g o , g r a j ą c e g o na skrzypcach.
P r z e d s t a w i a ł też siebie s t o j ą c e g o p r z y o ł t a r z u k o ś c i e l n y m . D l a
p e w n o ś c i w i z e r u n e k swój o p a t r y w a ł p o d p i s e m :
„Matejko"
lub „ M a l a r z " . Czasem a s y s t o w a ł t y l k o postaci w szatach pont y f i k a l n y o h , j a k b y s ł u ż ą c r a d ą czy d o n o s z ą c , czasem d e c y d o w a ł
sam. G r o ź n i e w y m i e r z o n y palec s k a z y w a ł j e d n y c h na raj, d r u ­
gich na p o t ę p i e n i e .
K i e d y ś z a s t a n o w i ł a m n i e scena w k o ś c i e l e , k t ó r y cały obwie­
szony b y ł k i e ł b a s k a m i . N a w i d o c z n y m miejscu w i d n i a ł a powie­
szona na sznurze k o b i e t a , a N i k i f o r p r z y o ł t a r z u demonstracyj­
n y m gestem s k a z y w a ł j ą na ś m i e r ć i p o t ę p i e n i e . T o t y ? — za­
p y t a ł e m , w s k a z u j ą c g r o ź n ą , trochę, C h a p l i n o w s k ą p o s t a ć p r z y
o ł t a r z u . S k i n ą ł g ł o w ą i u ś m i e c h n ą ł się p r z y p a t r u j ą c namalowanoj soenie. Co oi t a k o b i e t a z r o b i ł a ? — c i ą g n ą ł e m . Ona

mnie

14

I I . 15. Obraz s ł o w a c k i , Sąd Ostateczny,

zawszo

oszukuje

w sklepie

oszukuje... z d e n e r w o w a ł

mięsnym,

p ł ó t n o , w y m . 240 X 152 c m . I I . 10. D o r o t a L a m p a r t , Zawoja, w o j . bielskie. Niebo
w y m . 129 X 84 c m .

na

kiełbasie,

się. T o za, to j ą s k a z a ł e ś ?

oszukuje

Poważnie

s k i n ą ł g ł o w ą i r o z e ś m i a ł się z s a t y s f a k c j ą

nieco

sadystyczną.

O c z y w i ś c i e ś w i a t N i k i f o r o w y c h o b r a z k ó w to nie t y l k o sceny

C h o ć b y z tego p o w o d u inna jest , , n a , i w n o ś ć " dziel zachodnio-niemiockiego
prof, dr

czy -znakomitego

chirurga

Jana Kossakowskiego,- i n n a z a ś W ł a d y s ł a w a

okulisty

dr. Papsa

Kybkow-

skiego czy N i k i f o r a . W t y m o s t a t n i m p r z y p a d k u r n a m y do c z y ;

religijne. Skoro się j u ż jest malarzom i t r a k t u j e to j a k o swe po­

nienia z „ n a i w n o ś c i ą " n a d b u d o w a n ą na p o d ł o ż u k u l t u r y

w o ł a n i e oraz z a w ó d ( w y k o n y w a n y p o s p o ł u z d r u g i m — ż e b r a c ­

skiej , k u l t u r y — u ś c i ś l i j m y to — ł e m k o w s k i e j .

twem), cały

świat

może

być podnietą

i źródłem

malarskich,

Mówimy

wiej­
• .

„ n a i w n o ś ć " — gdy o d b r ę b n o ś ć ^widzenia imieści

p r z e ż y ć . I n t e r p r e t u j ą c go, b y ł N i k i f o r r a s o w y m malarzem czy

się w granicach realistycznej obserwacji czy b a ś n i o w e j fantasty­

to w scenach ś w i ę t y c h , czy w p e j z a ż a c h , a u t o p o r t r e t a c h , a na­

k i , t a m j e d n a k , gdzie o d r ę b n o ś ć w i z j i wskazuje na cechy pato­

wet

logiczne, na obsesje, zaciekłość rozrachunkowej w y o b r a ź n i —

i

w groteska,ch, scenkach ś w i a d c z ą c y c h o poczuciu h u m o r u

umiejętności

trafnego

podchwycenia, cech w y ś m i e w a n e j

po­

o k r e ś l e n i e „ n a i w n y " w y d a się z b y t dobroduszno. S t o i m y b o w i e m
u p r o g u zjawisk s t a n o w i ą c y c h w y r a z s z c z e g ó l n y c h s t a n ó w psy­

staci.
K w a l i f i k a c j a t w ó r c z o ś c i N i k i f o r a jest na ogół jednoznaczna.
10

U w a ż a się go яа czołowego reprezentanta m a l a r s t w a n a i w n e g o .
S ą d z ę , że jest to w zasadzie s ł u s z n e , niczego t e ż nie ujmuje czysto
a r t y s t y c z n y m w a l o r o m jego d z i e ł a . A l e , , n a i w n y " — t o m ó w i
jeszcze niewiele. N a i w n o ś ć m o ż e d o t y c z y ć o s o b o w o ś c i c z ł o w i e k a ,

chicznych, obsesji, l ę k ó w , h a l u c y n a c j i , ucieczki od
tości z e w n ę t r z n e j

rzeczywis­

w ś w i a t z a m k n i ę t y , ś w i a t osobny.

Mówimy

w ó w c z a s o t w ó r c z o ś c i innej niż. p r z e c i ę t n a . Z w ł a s z c z a g d y m a m y
podstawy

b y s ą d z i ć , iż „ i n n o ś ć " ta nie jest z a m i e r z o n y m pro­

g r a m e m a r t y s t y , co c z ę s t o m a miejsce w sztuce

współczesnej
1 1

skali i sposobu jego ocen, i n t e r p r e t a c j i ś w i a t a , m o ż e b y ć toż t y l k o
„ n a i w n o ś c i ą w y b i ó r c z ą " , podobnie j a k m ó w i m y o w y b i ó r c z y c h

i wskazuje zazwyczaj t y l k o na ś w i a d o m y w y b ó r p o e t y k i .
T a m jednak, gdzie nie ma, m o w y o ś w i a d o m y m wyborze,

uzdolnieniach czy defektach. Może b y ć sposobem p o r z ą d k o w a n i a

a „naiwność"

w r a ż e ń i p r z e k a z y w a n i a ich w formie d z i e ł a artystycznego. T a

w ł a ś n i e takiego o k r e ś l e n i a swej o s o b o w o ś c i — w k r a c z a m y

pierwsza kategoria n a i w n o ś c i d o t y c z y m y ś l e n i a i odczuwania,,

m a ł o zbadany teren „ e k s p r e s j i psychopatologicznej", t w ó r c z o ś c i

a w i ę c sfery podstawowej, druga z a ś d o t y c z y t y ł k o t r a n s m i s j i

pozbawionej k u l t u r o w y c h h a m u l c ó w

rzeczywistości

k t ó r e j b o d ź c e m i siłą n a p ę d o w ą s ą procesy chorobowe, alienacja,

widzianej na

formę

zdyscyplinowaną,

uprosz­

c z o n ą w m n i e j czy bardziej ś w i a d o m y s p o s ó b , z b u d o w a n ą z ele­
m e n t ó w p r o s t y c h , p o t r a k t o w a n y c h dekoracyjnie, ze ś w i a d o m y m
o d w o ł a n i e m się do f a n t a z j i , l o g i k i snu, ś w i a t a b a j k i .
B u d u l c e m k a ż d e j „ n a i w n o ś c i " jest d o ś w i a d c z e n i e c z ł o w i e k a ,

wynika

z wewnętrznego

a u t y z m , stany rozszczepienia

musu, z

i ograniczeń,

konieczności
na

twórczości,

osobowości.

M ó w i ą c o k u l t u r z e ludowej nie m o ż e m y z a p o m i n a ć , że obok
zdyscyplinowanych członków chłopskiej społeczności,

uczestni­

c z ą c y c h w k o l e k t y w n y m procesie tworzenia i przekazywania war­

jego „ b a g a ż " w y o b r a ż e ń , jego k u l t u r a estetyczna, zaplecze wzo­

t o ś c i — m i ę d z y i n n y m i a r t y s t y c z n y c h — i s t n i e l i t e ż ludzie mar­

r ó w ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m się u k s z t a ł t o w a ł .

g i n e s u , p o g r ą ż e n i w świecie w ł a s n y c h p r z e ż y ć , o l ś n i e ń i d o z n a ń .

204

I

Wiejscy

„jumilliwi",

opętańcy,

a n i e k i e d y ludzie po

prostu

n i e p o r ó w n a n i e bardziej w r a ż l i w i od i n n y c h . Czas nie oszczędził
ich dziel, ś l a d y d z i w a c t w a skwapliwie zamazywano,

ogrzewanej, na skraju wielkiej n ę d z y . Otoczona
gardą.

niechęcią,

po­

Odepchnięta.

czemu nie

D o k ą d m i a ł a się zwrócić po pocieszenie ? M o d l i ł a się, j u ż j a k o

m o ż n a się d z i w i ć w s p o ł e c z n o ś c i nastawionej na a k c e p t a c j ę śro­

dziecko p r z e ż y w a ł a stany z a p a m i ę t a n i a , nieledwie ekstazy. W y ­

1 2

dowiskowej n o r m y .

r z e ź b i ł a w glinie i w y p a l i ł a w k u c h n i , p o d b l a c h ą , f i g u r k i ś w i ę t e .

P r z y k ł a d e m t a k i m w ostatnich l a t a c h jest m . i n . t w ó r c z o ś ć

Serce P a n a Jezusa i D z i e c i ą t k o Jezus. M o d l i ł a się do nich. Z gli­

I l o r ó d k a . P i s z ą c o r z e ź b i e , zwanej l u d o w ą , u m i e ś c i ł e m go w grupie

n y lepiła t e ż z a b a w k i dla siebie i dzieci s ą s i a d ó w . C h ę t n i e , g d y

t w ó r c ó w samorodnych,

m o g ł a — r y s o w a ł a . M ó w i , że dziadek się d z i w i ł :

pulsu

wewnątrzsterownych, działających z im­

1 3

wewnętrznego .

Podobnie

można

określić

twórczość

d w ó c h z n a k o m i t y c h malarek ludowego pogranicza: D o r o t y L a m ­
part i Marii Wnęk.
Dorota
czeniem,

od

ry­

M i a ł a osiem l a t , g d y p r z y ś n i ł o się jej niebo „ c a ł e ubrane
płaszczami i koronkami". Największa i najpiękniejsza korona —

L a m p a r t . Samotna, w r a ż l i w a , s k ł ó c o n a z oto­
dzieciństwa

traktowana

z pogardą

przoz

w k t ó r e j mieszka. U r o d z i ł a się 6 lutego 1906 r. w

wieś,

Krakowie,
14

d o k ą d w y j e c h a ł a jej m a t k a w p o s z u k i w a n i u z a r o b k u . M ó w i ą ,

to b y ł a pewnie M a t k a Boska. Postacie w i d z i a ł a od t y ł u , j a k b y
m i a ł y ulecieć k u n i e b u . P o t e m z a o z ę ł y b i ć p i o r u n y , r o z p ę t a ł a
się burza i widzenie z n i k ł o . „ T o na pewno śniło się na w o j n ę " .
— komentuje s w ą r e l a c j ę . W k r ó t c e w y b u c h ł a I w o j n a ś w i a t o w a .

że ojcem D o r o t y b y ł ż o ł n i e r z , ona wspomina o m a l a r z u . N i k t
go nic w i d z i a ł , k r ą ż y ł a p l o t k a , że b y ł Ż y d e m .

L a m p a r t widzenie u t r w a l i ł a na kartce p a p i e r u ,

za e d u k a c j ę , k t ó r ą

otrzymał

kilkakrotnie

je p ó ź n i e j m a l o w a ł a .
A l e p i e r w s z y m obrazem, k t ó r y s t w o r z y ł a , „ t o b y ł o N i e b o ,

W y c h o w y w a ł j ą na wsi dziadek, n i e z b y t we wsi l u b i a n y ,
alo raczej p o w a ż a n y

„Tylko

1 5

s u n k i r o b i , t y l k o r y s u n k i r o b i , co to t a k i e g o ? "

odsiadując

a ludzie u z n a l i to za S ą d Ostateczny, ale to b y ł o N i e b o " . Z n a m

12-letni w y r o k . B y ł dla w n u c z k i d o b r y , m ó w i o n i m c i e p ł o , z roz­

t e n obraz, a raczej t ę jego w e r s j ę , k t ó r a znajduje się w k r a k o w ­

czuleniem. M a t k a — to j u ż

s k i m M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m ( i l . 16). C u d o w n y , l u d o w y collage

opowiadali m i s ą s i e d z i — , , b y ł a

u m y s ł o w o chora, m a ł o co — trzeba j ą b y ł o w i ą z a ć . L a t a ł a , ro­

z b i b u ł e k , s t a n i o l u , n a k l e j a n y c h na pastelowe f i g u r y ,

biła g ł u p s t w a , w a r i o w a ł a . N o . . . , ale z m a r ł a na s z c z ę ś c i e " .

klejową farbą. Przypomina w

D o r o t a m i a ł a w ó w c z a s k i l k a , a m o ż e k i l k a n a ś c i e l a t , relacje

wyobrażenia

Sądu

SWJTII

malowane

u k ł a d z i e znane na S ł o w a c j i

Ostatecznego (ił. 15). Czy w i d z i a ł a

kiedyś

Sąsiedzi

t a k i obraz ? S k ł o n n y jestem s ą d z i ć , że t a k , co nie znaczy, że go

m ó w i ą , że w d a ł a się w m a t k ę . M u s i a ł a b y ć ś l i c z n a , jeszcze teraz

z a p a m i ę t a ł a p r z y t o m n i e . Ileż t o r a z y się zdarza, że scena czy



różne.

Była

dzieckiem

nerwowym, pobudliwym.

t w a r z jej z a c h o w a ł a ś l a d y u r o d y , m o ż e t r o c h ę egzotycznej, j a k b y

melodia zostaje przez p a m i ę ć w c h ł o n i ę t a , g d z i e ś t k w i w p o d ś w i a ­

c y g a ń s k i e j , ż y d o w s k i e j ? N a u c z y ł a się c z y t a ć i p i s a ć , co d z i w i ł o

d o m o ś c i , b y nagle w procesie t w ó r c z e g o w y s i ł k u ulec odtworze­

s ą s i a d ó w . P y t a m , czy c h o d z i ł a do s z k o ł y . „ O , panie, gdzie o szko­

n i u , alo j u ż bez ś w i a d o m o ś c i tego, że k i e d y ś nasza p a m i ę ć t o

le... była taka prywatna

„kupiła".

to do niej-em c h o d z i ł a , ale nie więcej

j a k 3 m i e s i ą c e . P i s a ć t o u c z y l i . . . A t a k , to bida b y ł a . B i d a " .
To w i e m . M i e s z k a ł a z d z i a d k i e m w m a ł e j c h a ł u p i e , z i m n e j , nio

D . L a m p a r t : i l . 17, Śmierć

człowieka,

M a l a r k a opowiada, że „ N i e b o " „ w y r o z u m o w a ł a sobie" og­
l ą d a j ą c d z i e w c z ę t a na procesji z l i l i a m i i k s i ę ż y : „ a

akwarela, w y m . 38 X 28,5 c m ; i l . 18, Stacja XIII,

17

w niebie

tempera/papier, w y m . 63 X 45,5 c m .

18

. . ..

205

jest p r z e c i e ż wszystkiego więcej niż na z i e m i " . Temat podejmo­
w a ł a kilka, razy.

k i e m do s ą s i e d n i c h barw. M ó w i : „ U l a Panien trzeba b i a ł e j farby,
dla,

P y t a m o strefę

d o l n ą . Ozy t o duszo p o t ę p i o n o ?

męcenników

cerwonej,

Trójca,

Przenajświętsza

potrzebuje

Piekło'?

n a j w i ę c e j z ł o t y c h f a r b ó w , szrobrnych, r o z m a i t y c h " — ale ma­

„ O j , p i e k l ą nie da n a m a l o w a ć , bo nie w i e r z ą w t o . N i e d a j ą nama­

luje z z a d z i w i a j ą c ą w r a ż l i w o ś c i ą k o l o r y s t y c z n ą . N a p o e t y k ę jej

l o w a ć . N i e trzeba, m ó w i ą , d i a b ł a m a l o w a ć " .
Ale

namalowała

Pani — p r z y p o m i n a m

o b r a z ó w s k ł a d a się h a r m o n i a czystych, a zarazem
jej

obraz

zwany

stonowanych

b a r w oraz ujęcie rysunkowe sceny. Zawsze znajduje

lapidarny

„ Ś m i e r ć m a t k i " . R o z g l ą d a s i ę , m i m o że r o z m a w i a m y na łące.

w y r a z dla malowanej s y t u a c j i , b u d u j ą c obraz h i e r a t y c z n y , z r ó w ­

„ A l e togo nie m o ż n a p o k a z a ć ! A z t y m d i a b ł e m to t a k sprawa w y ­

n o w a ż o n y , s p o k o j n y . Z a s a d ą p o r z ą d k u j ą c ą b y w a s y m e t r i a , ale

g l ą d a . P o s z ł a m do Siedzina (?) i z p o w r o t e m z a s z ł a m do Osielca,

w licznych pracach znakomicie r ó w n o w a ż y s c e n ę p u s t ą p ł a s z c z y z ­

n i k t m n i e nie c h c i a ł p r z e n o c o w a ć . B y ł a jedna k o b i t a z Z a w o i ,

n ą . W Stacjach

eo j ą znam, p o p r o s i ł a m j ą , n o c o w a ł a m u niej, p o t e m p r o s i ł a m n i e ,

w y c h m a l o w i d e ł , w d o j r z a ł y i t r a f n y s p o s ó b b u d u j ą c obraz nie

ż e b y m z a s z ł a do jej ojca we wsi. W s t ą p i ł a m t a m , bo ze mnie

o p a r t y na s y m e t r i i , r y t m i e czy ornamentyce ( i l . 18).

p r o s i ł a " . Głos cichnie, t y l k o w a r g i c o ś s z e p c ą . N i e w i e m ,

czy

Męki

Pańskiej

najdalej m o ż e odchodzi o d l u d o ­

D a r ( u m i e j ę t n o ś ć ?) s y n t o t y z a c j i r ó ż n i jej prace od s z t u k i

t w i e r d z i , iż t a k b y ł o , czy relacjonuje sen. Granica m i ę d z y j a w ą

dzieci. P o d o b i e ń s t w o

i snem zaciera s i ę , p a m i ę ć a r t y s t k i rejestruje p r z e ż y c i a onirycz-

s p r a w n o ś c i r y s u n k o w e j , widocznej w o k r e ś l a n i u k s z t a ł t u , z w ł a s z ­

ne r ó w n i e dobitnie j a k sceny z ż y c i a , a m o ż e i silniej — to prze­

cza t w a r z y . Inaczej p o s ł u g u j e się k o l o r e m , stosuje go o s z c z ę d n i e ,

cież sny w a ż n e , objawione.

zgodnie z l o g i k ą t r e ś c i , inaczej t r a k t u j e rysunek,

, , A ten m ó w i — c h o d ź c i e do izby. A nie potrzeba m i . Ale c h o d ź ­
cie do i z b y , t e n m ó w i . P o s z ł a m i z o b a c z y ł a m t e n obraz, co go
w y m a l o w a ł a m p o t e m , że c z ł o w i e k umiera, a t u się k r ę c ą , p ł a c z ą ,
ś w i c z k i się p a l ą k o ł o niego, a t u d i a b e ł się p r z y c z a i ł , d w ó c h anioł­
k ó w go o d p ę d z a . T a k to w z i ę ł a m p o d g ł o w ę i z r o b i ł a m . (...) A l e
t o nie b y ł a m o j a

matka..."

występuje

tylko w jednym — w braku

przemyślany,

doprowadzony w najlepszych d z i e ł a c h do syntetycznego

ujęcia.

Ż y j e w n ę d z y , m i m o p o m o c y , jakiej starano się jej u d z i e l i ć .
W i n a to c z y n n i k ó w miejscowych, ale t e ż i n i e ł a t w o malarce po­
m ó c . N i e l u b i ą j e j , a i ona nie l u b i i n n y c h m i e s z k a ń c ó w wsi. M o ż e
nawet nie t y l e nie l u b i , co b o i się i c h , c i ę ż k o d o ś w i a d c z o n a , prze­
ż y w a j ą c a stany l ę k o w e , urojenia.

W i j e jest d i a b e ł ? — p y t a m z n o w u i w r a c a m do „ N i e b a " .
— To p r z e c i e ż o g i e ń p i e k i e l n y ? „ E , nie, t o c z y ś c i e c " . I szybko
m ó w i , że się b o i , bo j ą w y ś m i e w a j ą , m ó w i ą , że stare g u s ł a opo­
wiada. A j a k b y w d i a b ł y w i e r z y l i , t o b y się nie śmieli. — A p a n i
w p i e k ł o w i e r z y ?... „ P r a w d ę m ó w i ą c w i e r z ę — i w p i e k ł o i w nie­
b o " . — A l e n i e k t ó r z y w i e r z ą t y l k o w niebo? „ E , bo o n i s ą nie­
k o r z y s t n i . . . W o l a ł a b y m , ż e b y p i e k ł a nie b y ł o . K t o t o chce, ż e b y
go p a l i ł o . . . S k ó r a cierpnie na c z ł o w i e k u , w o l a ł a b y m , ż e b y go nie
b y ł o . K a ż d y chce b y ć szczęśliw, że nie m a takiego. K t o b y c h c i a ł ,
a b y się p a l i ł o . . . K t o to c h c e ? "
Sny, widzenia — j a k b y i n n y ś w i a t , k t ó r y t u do niej dociera,
namacalny, wszystko w i d z i d o k ł a d n i e . Co w i d z i — m o ż e w y m a ­
l o w a ć . „ S ą sny z w y k ł e , panie, i sny w a ż n e " — m ó w i . W s p o m i ­
na sen, k t ó r y do niej p r z y s z e d ł , g d y m i a ł a z 15 l a t . S p a ł a , a t u
nagle o t w a r ł o się niebo, p r z y s z e d ł ś w i ę t y , strasznie p i ę k n y , więc
m y ś l a ł a , że to B ó g , a to b y ł M i c h a ł A r c h a n i o ł i a n i o ł y . P o k a z a ł

N i e l u b i ą j e j , bo źle gospodaruje, niszczy z i e m i ę . G d y b y ł e m
w Z a w o i p r z e d 7 l a t y , p a s ł a chude k o z y i k r ó w k ę , k t ó r a w y g l ą d a ł a ,
j a k b y m i a ł a p a ś ć z g ł o d u . M i a ł a n i e c a ł e dwa h e k t a r y ziemi, zbo­
że ledwo dostrzegalne

między k ą k o l a m i , m a k a m i i chabrami,

k t ó r o c i e s z y ł y j ą nie m n i e j n i ż rachityczne k ł o s y .

Otrzymała

w ł a ś n i e k i l k a n a ś c i e t y s i ę c y z ł o t y c h za o b r a z k i sprzedane do M u ­
zeum w Warszawie i do k o l e k c j i Z i m m e r e r a , w y d a ł a je n a t y c h ­
miast. D o k u p i ł a . . . ziemi, k t ó r e j i t a k nie m o g ł a p r z e c i e ż upra­
w i a ć . S ą s i a d ó w o b u r z a ł o t o do ż y w e g o , chwasty nicszczyly ich
pola. Lepiej b y s p r z e d a ł a , zamiast

męczyć ziemię — mówili.

Z o b r a z k ó w więcej b y m i a ł a ! T o p r a w d a , ale t o p r a w d a p r z y z i e m ­
na, rzeczowa. D l a samotnej, k r z y w d z o n e j przez łos k o b i e t y , oto­
czonej n i e c h ę c i ą i d r w i n ą — dokupienie ziomi b y ł o s y m b o l e m .
Awansem społecznym. W jej pojęciu.
„Człowiekowi jednemu

samotnie, nieraz c i ę ż k i e ż y c i e j a k

jej zegar, k t ó r y t r z y m a ł w r ę k u . A p o n i ż e j w z n o s i ł a się z p n i a k a

nie m a a n i dzieci, a n i m ę ż a . A wszyscy obcy nic a nic dobrze

r ę k a . T e m a t t e n n a m a l o w a ł a t o ż k i l k a razy.

nie m y ś l ą o c z ł o w i e k u . . . , t y l k o

zdradliwi.

Czasem son ostrzega. S z ł a j a k b y do j a k i e g o ś d o m u , g d y a n i o ł

. . . C z ł o w i e k w żyoiu t o t y ł k o s k a r b u szuka, ale go nie znaj­

z a s t ą p i ł jej d r o g ę i p o k a z a ł troje m a l u t k i c h dzieci kolo d o m u .

dzie, bo go nie m a . J a t e ż takiego s k a r b u s z u k a ł a m i p r a g n ę ł a m ,

S ą d z i , że to b y ł a przestroga, bo za p a r ę d n i t a k b y ł a chora, że

ale nie m o g ł a m go z n a l e ź ć i nie z n a j d ę go, c h o ć b ę d ę go g o n i ł a . . .
W s z y s t k o się s k o ń c z y . W grobie s k a r b u nie m a . "

1 6

o m a l nie u m a r ł a .
„Żyje

swoimi

snami" — pisał Jan

Bujak. „Przeżywa

je

Nadużyłem

cierpliwości o z y t e l n i k a , a ł e wydaje m i s i ę , że

ciągło ohoć j ą p r z e r a ż a j ą . Możo po to maluje, a b y się o d tego

n a k r e ś l o n a s y l w e t k a najznakomitszej

strachu u w o l n i ć . U w a ż a jo za prorocze, o s t r z e g a j ą c e . W i e r z y ,

(z pogranicza

że postacie, k t ó r o w joj wizjach w y s t ę p u j ą , i n g e r u j ą w jej życio,

z d a ń , a w k a ż d y m razie p o z w o l i te zdania z w e r y f i k o w a ć .

w życie ś w i a t a . M a l u j ą c , chce d a ć ś w i a t u j a k i ś znak, j a k ą ś wska­

ludowego) więcej

naszej m a l a r k i

wyjaśni, niż kilka

wiejskioj
okrągłych

T

Powinienem jeszcze d o r z u c i ć k i l k a uwag o M a r i i

Wnęk,

z ó w k ę p o s t ę p o w a n i a , p r z e s t r o g ę , pouczenie moralne czy religijno.

(ur. w 1922 r . ) malarce, żyjącej zawsze w biedzie, w N o w y m S ą ­

Co k i l k a lat m a sny s z c z e g ó l n e , k t ó r o n i ą w s t r z ą s a j ą i k t ó r e po­

czu. Z n a k o m i t a to m a l a r k a , nawiedzona

t e m maluje w niezliczonych w a r i a n t a c h .

t a l e n t e m , ale i c h o r o b ą ,

17

m a n i ą p r z e ś l a d o w c z ą , o b a w ą , że zostanie o t r u t a . Maluje r ó ż n e

D o r o t a L a m p a r t maluje swoje sny i w y o b r a ż e n i a , a ł e maluje

t o m a t y , najciekawiej „ ś w i ę t o postacie" i wszelkie o d ś w i ę t n e ce­

nie t y l k o dla siobio. T o , co w i o , clico p r z e k a z a ć i n n y m . „ T o to się

remonie, z a r ó w n o k o ś c i e l n e procesje, j a k i pierwszomajowe po­

maluje, a b y na papiorecku p r z e d s t a w i ć t o , czego nie ma w rze­

chody ( o k ł a d k a ) . W i d z i a ł a przed p a r o m a ł a t y s ł y n n y p o c h ó d sztan­

c z y w i s t o ś c i , aby ludzie zobaczyli j a k p i ę k n y jest ś w i a t , a b y się

d a r ó w W ł a d y s ł a w a Hasiora, zorganizowany w Ł ą c k u
Święta Kwitnienia

malować, zwłaszcza

w i a t r u c h o r ą g w i e , s y l w e t k i n i o s ą c y c h je l u d z i na tle g ó r z y s t e g o

1 8

pierwszy raz, bo n a s t ę p n e

wersje

uważa

J a b ł o n i . Ogromne, falujące

p e j z a ż u — wszystko t o w y w a r ł o

n a m a l o w a ć l a d a ą t w a r z . Ł a t w i e j jest m a l o w a ć k w i a t y , u b r a n i a ,

p o s ł u ż y ł o j e j za w z ó r do c y k l u w s p a n i a ł y c h . . . k o ś c i e l n y c h j u ż

niebo, z i e m i ę , wszystko, ale t w a r z n a j t r u d n i e j . . . T o jest t r u d n o ,

procesji.

j a k c z ł o w i e k p a t r z ą c cierpi, w y m a l o w a ć p i ę k n ą t w a r z . "

nie z a u w a ż y ł a , iż a r t y s t a za t r e ś ć w y d a r z e n i a p r z y j ą ł s a m ą for­

nie

dostrzegła

wrażenie

podmuchach

z r e g u ł y za lepsze: ,,Z'3 w s z y s t k i c h [ t e m a t ó w ] n a j t r u d n i e j jest

Wnękowa

dużo

w

podczas

cieszyli — m i e l i zajęcie z t o g o " . M a r t w i s i ę , żo t a k t r u d n o jest

Hasiorowej

na

malarce,

przewrotności,

Maluje d u ż y m i p ę d z l a m i , k u p i o n y m i w sklepie i m a l e ń k i m i ,

m ę ceremonii, n a s t r ó j i skojarzenia, k t ó r e n i o s ł a ze s o b ą . Z d o b r ą

w ł a s n e j r o b o t y , z sierści k o z y . Jest d o b r ą k o ł o r y s t k ą , o h o ć nie

w i a r ą o p i s a ł a p o c h ó d c h o r ą g w i , p r z y w r a c a j ą c i m na p o w r ó t ich

s ą d z ę , a b y m y ś l a ł a ś w i a d o m i e o t o n a c j i obrazu. Proces malowa­

sakralną treść.

nia przebiega u niej m i ę d z y ś w i a d o m o ś c i ą a i n t u i c j ą i gdy malar­

W s y t u a c j i , g d y k r y t e r i a l u d o w o ś c i coraz bardziej się za­

ka stosuje kolor w ł a ś c i w y o k r e ś l o n e j postaci czy części s t r o j u ,

c i e r a j ą , a chodzi o zjawisko artystyczno nie d a j ą c o się ściśle w y ­

nieświadomie

m i e r z y ć , w ooraz w i ę k s z y m s t o p n i u b u s o l ą badacza staje się

206

go harmonizuje,

napięciem

walorowym,

stosun­

207

208

N i k i f o r : i l . 23. N a u k i , akwarela, w y m . 44,5 X 29,5 c m . , i l . 24. Ukaranie sprzedawczyni
P o k ó j malarza w K r y n i c y , o k . 1951 r.

intuicja.

Dopiero n a s t ę p n y m k r o k i e m jest p r ó b a w e r y f i k a c j i

j a k i n n i — zapewne

kiełbasy

( p o c z ą t e k c y k l u ) , i l . 25, 26.

myślałaby, wierzyła — jak inni i malowała

odczucia, o b c i ą ż o n a — czy tego chcemy, czy nie — „ w s p ó ł ­

— j a k i n n i , p r z e j m u j ą c k o ś c i e l n e wzory. A l e W n ę k o w a m a l u j e

czynnikiem humanistycznym", ryzykiem

od

nie t o , co j u ż jest, lecz swoje w y o b r a ż e n i e , swoje p r z e m y ś l e n i a .

emocjonalnej p o z y c j i badacza, o d togo czy p r o w a d z i o n zabieg

błędu

zależnego

Dlatego t e ż obrazy zaopatruje c z ę s t o w obszerne t e k s t y d o p e ł n i a ­

weryfikacyjny

j ą c e na odwrocie. Święci W n ę k o w e j o d b i e g a j ą o d w z o r ó w oficjalnej

z p o z y c j i o b r o n y , czy o s k a r ż e n i a .

T o , że malarstwo W n ę k o w e j odbieram w k o n t e k ś c i e s z t u k i
nie t y l k o samorodnej, naiwnej — ale i ludowej,

uzasadniałbym

ikonografii.

S ą j a k b y w k w i e t n e j przestrzeni, w t o p i e n i w n i ą ,

w y ł a n i a j ą się s p o ś r ó d c h m u r , h i e r a t y c z n i , umieszczeni

frontal­

p e w n y m p o k r e w i e ń s t w e m m i ę d z y j e j o b r a z k a m i a d a w n ą men­

nie, m o n u m e n t a l n i w proporcjach. W n i e k t ó r y c h obrazach ujęcie

t a l n o ś c i ą w i e j s k ą . A więc p o k r e w i e ń s t w e m nie t y l e w formie, co

t e m a t u jest dynamiczne, polne ekspresji ( i l . 19). U k ł a d k o m p o ­

w sposobie u j ę c i a t e m a t ó w . W t y p i e w y o b r a ź n i , a ściślej m ó w i ą o

zycyjny

— naiwnej w i a r y . W i n n y c h , niereligijnych w ą t k a c h

u m o w n i e , ekspresyjnie.

pokrewień­

występujące

stwa tego b o w i e m nie w y c z u w a m .
Z n a m i ę l u d o w o ś c i dostrzegam więc w ś w i a t o p o g l ą d z i e W n ę ­
kowej, bliskim

poetyce

bywa przeważnie

W a w r o w y c h r z e ź b i o p o w i e ś c i o świę­

t y c h — b l i s k i m w y o b r a ź n i religijnej d a w n y c h ś w i ą t k a r z y . T y p

sekwencje

centralny, k o l o r y s t y k a t r a k t o w a n a

Ś w i e t n e poczucie r ó w n o w a g i
symetryczne — z b l i ż a j ą

do zasad ludowej p l a s t y k i . W k a ż d y m

to

i często

malarstwo

razie bliższe s ą k o n t e k ­

stowi l u d o w e m u n i ż p r z y k ł a d o m m a l a r s t w a naiwnego czy ama­
torów miejskich.

joj w y o b r a ź n i religijnej wydaje się z b l i ż o n y do ś w i a t a dawnego

Obrazy W n ę k o w e j t r a k t u j ę więc j a k o jeden z p u n k t ó w gra­

zabobonu, do p r z y r o d y i z w i ą z a n e g o z t ą p r z y r o d ą odczuwania

n i c z n y c h m i ę d z y t y m , co jeszcze m a j a k ą ś więź z „ l u d o w o ś c i ą " ,

losu, swej zależności o d deszczu, s ł o ń c a i gradu, o d r y t m u zmie­

a t y m , co j u ż nie m a z n i ą nio w s p ó l n e g o .

n i a j ą c y c h się p ó r r o k u . P r z y r o d a i praca u c z y ł y p o k o r y , sprzyja­
ły

też myśleniu

racjonalno-magicznemu,

które

P o j ę c i e l u d o w o ś c i o b r a z ó w na p ł ó t n i e i papierze jest — j a k

modyfikowało

w i d a ć z dokonanego p r z e g l ą d u — t r a k t o w a n o w s p o s ó b szeroki.

i „ u l u d o w i a ł o " k o ś c i e l n e n a u k i . Jeden p r z y k ł a d , k t ó r y m o ż e w y ­

Najszybciej z a n i k ł a „ l u d o w o ś ć " w warstwie s t y l i s t y c z n e j , ob­

j a ś n i , dlaczego w ł a ś n i e w t y m k o n t e k ś c i e w i d z ę W n ę k o w ą . O t ó ż

razy te p o w s t a w a ł y b o w i e m z p o t r z e b y w e w n ę t r z n e j , a bezpo­

niodawno z m a r ł a w swej wiejskiej c h a ł u p i e jej m a t k a . C ó r k a do

ś r e d n i e wzorce dawnego ludowego m a l a r s t w a o d d a w n a j u ż s ą

k o ń c a usiłowała p o d t r z y m a ć ulatujące życie, a gdy spostrzegła,

w a r t o ś c i ą t y l k o m u z e a l n ą i nie o r g a n i z u j ą w y o b r a ź n i t w ó r c ó w .

że ciało sztywnieje i t e m p e r a t u r a jego spada — o b ł o ż y ł a je roz­

Znacznie trwalsze s ą , zachowane przez t r a d y c j ę r ó ż n y c h dziedzin

g r z a n y m i w piecu k a m i e n i a m i , w i e r z ą c iż ciepło z a t r z y m a matce

s z t u k i ludowej, z w ł a s z c z a zdobniczej, podstawowe zasady orga­

ż y c i e . Zabieg t e n w i e l o k r o t n i e p o w t a r z a ł a , t o t e ż g d y po k i l k u

nizacji d z i e ł a , s p o s ó b t r a k t o w a n i a k o l o r u , t y p k o m p o z y c j i cen­

dniach s ą s i e d z i zaalarmowali m i l i c j ę , z n a l a z ł a
z w ł o k i . M a l a r k ę aresztowano, nie p o j m u j ą c

ona

nadpalone

celu j e j z a b i e g ó w .

„ I n n o ś ć " W n ę k o w e j w y n i k a oczywiście z tego f a k t u , że nie
mieści się ona w granicach ogólnie p r z y j ę t y c h n o r m . G d y b y b y ł a

t r a l n e j , upodobania do p o s ł u g i w a n i a się s y m e t r i ą i r o z b u d o w a n ą
ornamentyką.

Występują

t e ż — sygnalizowane

przykładem

W n ę k o w e j — z w i ą z k i w sposobie m y ś l e n i a i odczuwania, szcze­
gólnie w y r a ź n e w t y p i e religijności.

209

Jeżeli jednak indywidualny

charakter o b r a z ó w W n ę k o w e j ,

W i ś n i o s czy L a m p a r t wydaje się n a m d o ś ć d a l e k i od f o r m
dycyjnych

dzi indywidualnych,

j a k o że nie w y s t ę p u j ą j u ż stylizowane wzor­

tra­

ce ś r o d o w i s k o w e . N a t o m i a s t z g o d n o ś ć — i to daleko p o s u n i ę t ą

i n i e g d y ś powszechnych, dzieje się t a k zapewne dla­

— z d a w n y m i f o r m a m i w y k a z u j e malarstwo na szkle, tworzone

r

tego, że m e n t a l n o ś ć i w y o b r a ź n i a t y c h malarek, s p r a w i a j ą w r a ­

dla miejskiego odbiorcy ś w i a d o m i e w s t y l u d a w n y c h o b r a z ó w ,

żenie j a k b y c o f n i ę t y c h w czasie, r e a l i z u j ą się w f o r m a c h w y p o w i e -

znanych już przeważnie t y l k o z m u z e ó w i książek.

P R Z Y PISY

1

C h a r a k t e r y s t y k ę o b r a z ó w dla l u d n o ś c i wiejskiej daje
Tadeusz Seweryn w p r a c y Polskie Malarstwo
Ludowe,
Kraków
1937, s. 68.
A n n a K u n c z y i i s k a - I r a c k a , Malarstwo
ludowe
kręgu
częstochowskiego,
Wrocław-Warszawa, w druku.
P o s t a ć i t w ó r c z o ś ć Franusiaka omawia B a r b a r a E r b e r
w a r t . Franusiak
Józef — malarz z Koniemlotów,
„Rocznik
M u z e u m Ś w i ę t o k r z y s k i e g o " , t . 3, 1965, w y d . 1966.
I n f o r m a c j e o Ż3 ciu i t w ó r c z o ś c i M a z u r k a c z e r p i ę z a r t y ­
k u ł u J a d w i g i M a l i n o w s k i e j , Michał Mazurek — życie i twórczość,
„ M a t e r i a ł y B u d o w n i c t w a Ludowego w Sanoku", nr 17—18,
1973, w y d . 1975 r. oraz przekazu syna, E m i l a M a z u r k a ( n o t a t k i
z r o z m ó w , l i s t y z 1965—1967 г.). P
Item sets
Lud

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.