Po I Triennale sztuki naiwnej w Bratysławie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.1-2

Item

Title
Po I Triennale sztuki naiwnej w Bratysławie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.1-2
Description
Polska Sztuka Ludowa 1968 t.22 z.1-2: s.67-79
Creator
Jackowski, Aleksander
Date
1968
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4527
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4881
Rights
Licencja PIA
Subject
sztuka naiwna
Text
II. 1. Louis

Delattre,

Wniebowstąpienie

księcia

Baudouina,

ol.

Aleksander Jackowski

PO I T R I E N N A L E

SZTUKI

NAIWNEJ

Oto kolejny s t o p i e ń w przedziwnej karierze malar­
stwa naiwnego — oficjalna konfrontacja naiwnej sztuki
całego świata, p o ł ą c z o n a z u c z o n ą nad n i ą d y s k u s j ą .
Kariera doprawdy ciekawa, p r z e k r a c z a j ą c a zdecydowa­
nie ramy zjawiska artystycznego, a s t a j ą c a s i ę faktem
społecznym, k u l t u r o w y m .
Po prostu m o ż n a j u ż m ó w i ć o i s t n i e j ą c y m r ó w n o l e g l e
obok sztuki oficjalnej nurcie „ n a i w n y m " . M a on swoją
publiczność, k o l e k c j o n e r ó w , i d e o l o g ó w i k r y t y k ó w , ma
własnych m a r s z a n d ó w i a n i m a t o r ó w , a w i ę c i pewien
określony wzorzec a t r a k c y j n y nie t y l k o dla odbiorcy,
ale i dla samych malarzy, nierzadko s t a r a j ą c y c h się t y m
właśnie wzorcem o k r e ś l i ć w ł a s n ą t w ó r c z o ś ć .
Pierwsze w y s t a w y malarzy n a i w n y c h m i a ł y na celu
zwrócenie u w a g i na pewien fenomen artystyczny, na
l

W

BRATYSŁAWIE

twórczość, k t ó r a z a s k a k i w a ł a s w o b o d ą rozwiązań, od­
m i e n n o ś c i ą w i z j i ś w i a t a , twórczość, k t ó r a raz jeszcze
dowodziła, że znamiona sztuki nie zależą a n i od spraw­
nego r z e m i o s ł a , arii od k o n t y n u a c j i ustalonych reguł.
J u ż awangarda p o c z ą t k u w i e k u c h ę t n i e p o w o ł y w a ł a się
na wszelkie p r z y k ł a d y sztuki p r y m i t y w n e j , naiwnej,
ludowej, dziecięcej, spontanicznej. — znajdując w nich
potwierdzenie słuszności drogi, k t ó r ą k r o c z y ł a . Picasso,
Klee, Apollinaire, a później Brancusi ś w i a d o m i e burzyli
zastygłe kanony akademickich konwencji, t o r u j ą c drogę
do wyzwolenia w y o b r a ź n i , do sztuki ś w i a d o m i e w s p ó ł ­
t w o r z ą c e j i i n t e r p r e t u j ą c e j ś w i a t l u b t e ż — przeciw­
nie — a p e l u j ą c e j do p o d ś w i a d o m o ś c i , do przypadko­
wego gestu. Malarstwo n a i w n y c h podobnie j a k rzeźba
m u r z y ń s k a czy sztuka dziecka s t a w a ł y się sojusznikiem

67

68

ówczesnych poszukiwań, p o t w i e r d z a j ą c je, a niekiedy
i inspirując.
Dla odbiorcy jednak pierwsze manifestacje m a l a r ­
stwa naiwnego były niemal r ó w n i e s z o k u j ą c e j a k i sztu­
ka ich protektorów. W ramach p a n u j ą c e j
konwencji
realistycznej były nie do przyjęcia. Dopiero zrozumienie
i oswojenie się ze sztuką w s p ó ł c z e s n ą pozwoliło poprzez
jej pryzmat spojrzeć i docenić obrazy starego Celnika,
Vivina czy Bomboisa.
Były to jednak zjawiska w y b i t n e , do k t ó r y c h m o ż n a
było stosować wysokie k r y t e r i a artystyczne. I , tak czy­
niono.
Z biegiem czasu zainteresowanie n u r t e m sztuki n a i w ­
nej rosło, zaczęto dostrzegać coraz to n o w y c h malarzy,
wystawiać ich prace, hołubić •— czasem w uznaniu rze­
czywistej wartości artystycznej, czasem dlatego, że m o ż ­
na ich było zaliczyć do k i e r u n k u , k t ó r y s t a w a ł się coraz
bardziej modny. Okazało się, że „ n a i w n i " są niemal
wszędzie. Odkryto ich t y l k o w p ó ł n o c n e j F r a n c j i ponad
setkę, odkryto w Niemczech, Szwajcarii, Belgii, USA,
Anglii, Jugosławii, ZSRR, Ameryce P o ł u d n i o w e j , Hisz­
panii, Grecji, Izraelu.
Zjawisko nie było jednoznacznie o k r e ś l o n e , niemniej
poprzez analogie do uznanych j u ż w a r t o ś c i f o r m u ł o w a n o
je jako odrębny kierunek w sztuce, podbudowywano
eoretycznie. Nurt „ n a i w n y c h " z wolna a u t o n o m i z o w a ł
ię, odbierano go już nie w k o n t e k ś c i e z a i n t e r e s o w a ń
ztuką awangardy, ale jako zjawisko samodzielne. Nie
zokujące — gdyż w gruncie rzeczy ś w i a t w y o b r a ź n i
aiwnych jest nader ograniczony i daleko m u do w i z j i
rrealistów, Salvadore Dali, Maksa Ernsta czy M a gritte'a. Nie szokujące w i ę c na tle szybkich przemian,
które zachodzą we w s p ó ł c z e s n y m malarstwie, a w r ę c z
przeciwnie, s p r o w a d z a j ą c e skomplikowany obraz ś w i a t a

do f o r m u ł prostych, naiwnych, czasem pociesznych
i rzewnych j a k stara fotografia czy wspomnienie c y r k o ­
w y c h a t r a k c j o n ó w i l u n a p a r k ó w . W dramatycznej i go­
r ą c z k o w e j epoce p a t r z y m y na m a l a r s k i ś w i a t naiwnych
j a k na f i l m y i zdjęcia z belle epoque.
I w ł a ś n i e coraz w i ę k s z y dystans p o w s t a j ą c y m i ę d z y
k s z t a ł t e m nowoczesnej sztuki a n a w y k a m i odbiorców
s p o w o d o w a ł (zwłaszcza po ostatniej wojnie), że malar­
stwo n a i w n y c h przyjmuje się jako s z t u k ę ł a t w ą , odwo­
ł u j ą c ą się do w s p o m n i e ń , prostych s k o j a r z e ń . Dialektyka
p r o c e s ó w z a c h o d z ą c y c h w kulturze s p r a w i ł a , że malar­
stwo naiwnych, odbiorowi k t ó r e g o u t o r o w a ł a d r o g ę sztu­
ka nowoczesna, obecne powodzenie zawdzięcza znużeniu
s z t u k ą n o w o c z e s n ą . W y p e ł n i a ona, j a k m o ż n a sądzić,
ż y w e jeszcze potrzeby sztuki narracyjnej, figuratywnej,
sztuki o p o w i a d a j ą c e j o świecie, sztuki-bajki, sztuki po­
godnej i b u d z ą c e j u ś m i e c h zadumy lub rozbawienia.
Malarstwo naiwne stało się w i ę c w istocie rzeczy
j e d n y m z k i e r u n k ó w sztuki: omawiane w encyklope­
diach, p o d r ę c z n i k a c h , monografiach współczesnego m a ­
larstwa. Z n a l e ź l i się malarze zawodowi n a w i ą z u j ą c y
z całą p r e m e d y t a c j ą do „ s t y l u naiwnego" (np. u nas
M a r i a Anto). S p r z y j a j ą c a aura s p o w o d o w a ł a ujawnienie
się w i e l u , nie zawsze najlepszych, t w ó r c ó w wypowiada­
j ą c y c h się w konwencji „ n a i w n e j " . Odkryto, a nawet
p o w o ł a n o do życia c a ł e o ś r o d k i produkcji o b r a z ó w l u dowo-naiwnych. Zjawisko to szczególnie w y r a ź n i e daje
się z a u w a ż y ć w J u g o s ł a w i i .
W ostatnich latach zorganizowano też, obok licznych
pokazów indywidualnych,
w i e l k i e w y s t a w y narodowe ¡
n a i w n y c h Belgii, J u g o s ł a w i i , Polski,
Czechosłowacji,

70

Brazylii itp. i k i l k a n a p r a w d ę w s p a n i a ł y c h , liczących się
w kronikach życia artystycznego, p o k a z ó w twórczości
naiwnych całego ś w i a t a w Brukseli, Bazylei, P a r y ż u ,
Nowym Jorku, Rotterdamie, Baden-Baden, Frankfurcie
n/Menem, Hannowerze, a ostatnio w ł a ś n i e w B r a t y ­
sławie.
Wystawy te organizowano przede w s z y s t k i m z u w a g i
na wartość a r t y s t y c z n ą sztuki n a i w n e j , w y b i e r a n o w i ę c
przeważnie pozycje pewne, o ustalonej j u ż marce, ś w i a ­
domie k o n s t r u u j ą c p a n o r a m ę „ n a i w n e g o obrazu ś w i a t a "
W tych wypadkach m i e l i ś m y do czynienia z w y s t a wami-koncepcjami O. B i h a l j i - M e r i n a . A . Jakovsky'ego,
D. Mahlowa, A . Hernandeza i t d . O n i decydowali, oni
zakreślali granice dość przecież niejasnego pojęcia „ n a i w ­
ności".
Rzecz bowiem w t y m , że nie m a j a k i e j ś oderwanej
kategorii n a i w n o ś c i , są jedynie dzieła, k t ó r e m y w da­
nym czasie i k o n t e k ś c i e u w a ż a m y za naiwne. M y — sto­
jący „z z e w n ą t r z " , m y — o c e n i a j ą c y to malarstwo czy
rzeźbę z pozycji w s p ó ł c z e s n e j sztuki. Przy czym w a r t o
pamiętać i o t y m , że o k r e ś l e n i e „ n a i w n a sztuka" nie
jest w pełni adekwatne do rzeczy, k t ó r e się pod to po­
jęcie podciąga, że obok tego o k r e ś l e n i a u ż y w a się, często
wymiennie, wiele i n n y c h : sztuka p r y m i t y w i s t ó w , m a ­
larzy niedzielnych, dnia s i ó d m e g o , czystego serca, n a i w ­
nych realistów. P o j ę c i a te przy t y m nie p o k r y w a j ą się
w pełni i a k c e n t u j ą nieco odmienne k r y t e r i a w y b o r u .
Naiwny realizm preferuje
dobrotliwą
obserwację
świata, n a t r ę t n ą p r a c o w i t o ś ć w m a l o w a n i u szczegółów,
bez hierarchii ich w a ż n o ś c i albo w ł a ś n i e z h i e r a r c h i ą
nader szczególną i przez to n a i w n ą . A l e w p o j ę c i u t y m
nie bardzo mieszczą się mistyczne n i e m a l wizje b i b l i j n e

Trillhaasego czy fantastyczny ś w i a t Ociepki. A z kolei
czy m o ż n a do niedzielnych malarzy zaliczyć Nikifora,
z o b s e s y j n ą p a s j ą m a l u j ą c e g o od wschodu słońca do
późnego wieczoru? A j a k k l a s y f i k o w a ć sztukę, k t ó r a
jest d r a m a t y c z n ą p r o j e k c j ą życia w e w n ę t r z n e g o , p o d ­
ś w i a d o m y m niemal zapisem e t a n ó w l ę k o w y c h i n a t r ę c t w ?
S z t u k ę , k t ó r a w y m i e r z a realnemu ś w i a t u s p r a w i e d l i w o ś ć ,
sądzi, karze, o s k a r ż a ? Czy t a k a twórczość, w swej f o r ­
mie p r y m i t y w n a , a w w i z j i ś w i a t a — naiwna, mieści
się w ramach szeroko p o j ę t e j „ n a i w n o ś c i " ?
I m więcej pytamy, t y m o d p o w i e d ź w y d a się t r u d ­
niejsza, a stosowane o k r e ś l e n i a coraz bardziej umowne.
Problemy te r y s o w a ł y się w y r a ź n i e j u ż w poprzed­
nich ekspozycjach, ale z całą ostrością u j a w n i ł y się
właśnie w Bratysławie.
Dotychczas bowiem — j a k j u ż p i s a ł e m — w y s t a w y
komponowano z m a t e r i a ł u znanego i w d u ż e j mierze
powszechnie akceptowanego (przez e k s p e r t ó w ) . W B r a ­
t y s ł a w i e p o s t ą p i o n o inaczej. Organizatorzy zwrócili się
do r ó ż n y c h osób i i n s t y t u c j i na c a ł y m świecie, prosząc
o n a d e s ł a n i e k o l e k c j i prac. Nie precyzowano przy t y m
w y r a ź n i e granic pojęcia. N a d e s ł a n y w odpowiedzi ma­
t e r i a ł nie zawsze b y ł reprezentatywny, niekiedy ogra­
niczał się do w y b o r u przypadkowego (Ameryka Płd.)
albo dość n i e p e ł n e g o ( J u g o s ł a w i a , Francja, Szwajcaria),
w k r a c z a ł w regiony kiczu i dyletantyzmu (np. rzeźba
w dziale austriackim) czy t e ż amatorstwa bazującego
na ś w i a d o m y m powielaniu s c h e m a t ó w sztuki w s p ó ł c z e s ­
nej (Indie). T r u d n a do uchwycenia w y d a w a ł a się też
granica ze s z t u k ą l u d o w ą , i to nie t y l k o e u r o p e j s k ą
(rzeźby drewniane w dziale w ę g i e r s k i m , szwajcarskie
malarstwo S y b i l l i Neff k o n t y n u u j ą c e t r a d y c j ę malar-

71

stwa z Appenzelle), ale zwłaszcza e g z o t y c z n ą — m a m
t u na m y ś l i etiopski malunek s p e ł n i a j ą c y wszelkie w a ­
r u n k i „ n a i w n e g o " dzieła, a przecież n a l e ż ą c y do k r ę g u
tradycyjnej sztuki ludowej (plemiennej?) tego k r a j u .
Pewna p r z y p a d k o w o ś ć w szukaniu k o n t a k t ó w , w y n i ­
k a j ą c a z b r a k u d o ś w i a d c z e ń organizacyjnych, k t ó r a spo­
w o d o w a ł a , że n a d e s ł a n y m a t e r i a ł na Triennale nie zaw­
sze r e p r e z e n t o w a ł n a j w y ż s z e w a r t o ś c i , d a ł a niezamie­
rzone zapewne, ale niezmiernie ciekawe rezultaty. Z o ­
b a c z y l i ś m y rozległą p a n o r a m ę sztuki, k t ó r ą p o d c i ą g a się
do o k r e ś l e n i a „ n a i w n a " , p r z e k o n a l i ś m y się raz jeszcze,
jak umowna i trudna do ustalenia jest granica tej n a i w ­
ności. Okazało się, że dla n i e k t ó r y c h k o l e k c j o n e r ó w ,
którzy n a d e s ł a l i na apel o r g a n i z a t o r ó w posiadane prace,
pojęcie sztuki naiwnej w r ę c z p o k r y w a się ze s z t u k ą
a m a t o r ó w , d y l e t a n t ó w , a w n i e k t ó r y c h w y p a d k a c h do­
tyczy tylko kategorii formalno-stylowych, jako że p r z y ­
syłano i dzieła malarzy o nienagannym warsztacie p r o ­
fesjonalnym, ś w i a d o m i e p o d e j m u j ą c e pewne konwencje
plastyczne.
Trudna b y ł a w tych w a r u n k a c h praca j u r y , z w ł a s z ­
cza że w w i e l u Wypadkach nic się w ł a ś c i w i e nie w i e ­
działo o samym t w ó r c y . K i m jest? Na ile autentyczna
jest jego w y p o w i e d ź ? Pytania bynajmniej nie o b o j ę t n e ,
na Zachodzie bowiem (a nawet w Polsce) i s t n i e j ą k o ­
mercyjne bodźce dla tworzenia takiej w ł a ś n i e naiwnej
sztuki i liczne są p r z y k ł a d y ś w i a d o m e g o podjęcia przez
amatora (czy nawet profesjonalistę) f o r m u ł y „ n a i w n e j " ,
jako tej, k t ó r a m o ż e z a g w a r a n t o w a ć r y n k o w y sukces.
W B r a t y s ł a w i e j u r y s t a n ę ł o na stanowisku, że tego r o ­
dzaju prace, nie w y n i k ł e z w e w n ę t r z n y c h konieczności,
a t y l k o z ś w i a d o m e g o w y b o r u konwencji, nie p o w i n n y
się znaleźć na wystawie.

72

Sprawy, o k t ó r y c h t u m ó w i ę , s t a ł y s i ę też g ł ó w n y m
tematem dyskusji, k t ó r a m i a ł a miejsce na t r z y d n i o w y m
sympozjum zorganizowanym w czasie t r w a n i a wystawy.
Inicjator i komisarz generalny Triennale, Stefan Tkać,
p r ó b o w a ł l a n s o w a ć n o w y t e r m i n : „ i n s i t n e umenie" (der
insiten Kunst, insitic art), z a s t ę p u j ą c „ n a i w n o ś ć " p o j ę ­
ciem w y w o d z o n y m z ł a c i ń s k i e g o t e r m i n u „ i n s c i t u s " —
wrodzony, n i e ś w i a d o m y .
Propozycja ta nie została jednak w dyskusji pod­
trzymana, w w i e l u b o w i e m j ę z y k a c h , m . i n . w naszym,
t e r m i n ten jest nieznany, pozbawiony zaplecza skojarzeń.
Choć k t o wie, czy nie trafniej niż inne o k r e ś l e n i a przy­
lega do charakteru samego zjawiska,
podkreślając
moment s p o n t a n i c z n o ś c i , w y n i k a n i a
kształtu
dzieła
z „ w n ę t r z a " , z dyspozycji psychiki t w ó r c y .
Czym jest jednak ta i n n o ś ć , s p o n t a n i c z n o ś ć czy „naiw­
ność". Zagadnienie to r o z w a ż a n o w k i l k u referatach
i wypowiedziach. P o g l ą d y B i h a l j i - M e r i n a i Schmitsa
znajdzie czytelnik na i n n y m miejscu, podobnie jak Piwockiego. W y p o w i e d ź Piwoekiego, k t ó r y b y ł jednym
z p r z e w o d n i c z ą c y c h obrad, d o t y c z y ł a zresztą głównie
samego sytuowania t w ó r c z o ś c i n a i w n y c h i sprecyzowania
różnic m i ę d z y t ą t w ó r c z o ś c i ą a s z t u k ą l u d o w ą czy ama­
t o r ó w . G o r ą c e p r z y j ę c i e tego w y s t ą p i e n i a b y ł o nie tylko
dowodem szacunku i sympatii dla polskiego historyka
sztuki, ale i uznania dla k l a r o w n o ś c i m y ś l i , k t ó r e j nigdy
nie za wiele, z w ł a s z c z a przy podejmowaniu tematu,
k t ó r y j a k ż e ł a t w o prowadzi na manowce poetyckich
s p o s t r z e ż e ń , mglistej metafizyki i r e t o r y k i .
Referat niżej podpisanego s t a n o w i ł p r ó b ę klasyfikacji
r ó ż n y c h postaw t w ó r c z y c h , spotykanych w
zjawisku
„ n a i w n e j " sztuki. S t a r a ł e m się w y k a z a ć , że w gruncie
rzeczy m a m y do czynienia z co najmniej k i l k u odręb-

10

II 9 Israel Litwak,
Stolorz, Dworzec w

Times Square w Nowym Jorku,
ol. II. 10. Maria Korsak,
Widok na
Pragę,
Katowicach,
akw., tusz. II. 12. Franciszek
Kocielski,
Pejzaż,
tempera.

13

n y m i grupami twórczości, k t ó r e w s p ó l n i e oznaczamy
pewnym u m o w n y m h a s ł e m . Czym i n n y m jest bowiem
p r y m i t y w i z m w y n i k a j ą c y z izolacji k u l t u r o w e j t w ó r c y ,
czym i n n y m samodzielny sposób obserwowania ś w i a t a
czy uleganie naporowi w y o b r a ź n i . S t a r a ł e m się dowieść,
że granica „ n a i w n o ś c i " jest p ł y n n a , r e l a t y w n a i że za­
zwyczaj tak samo nazywamy rzeczy dość różne.
K r y t y k literacki z Pragi Aleksy Kusak w swej w y ­
powiedzi p o d k r e ś l a ł , że w ł a ś c i w i e wszystkie cechy for­
malne sztuki naiwnej znaleźć m o ż n a w dziełach l u d o ­
w y c h i w sztuce dwudziestego w i e k u . A na pytanie, co
Więc w y r ó ż n i a s t y l sztuki naiwnej, o d p o w i e d z i a ł : „ S ą d z ę ,
że charakteryzuje ją oscylacja, niejako zawieszenie m i ę ­
dzy s z t u k ą a kiczem, ś w i a d o m o ś c i ą a i n s t y n k t e m t w ó r ­
czym, wiedzą p l a s t y c z n ą a świeżością doznań, skostnie­
niem tradycyjnej t e m a t y k i a w e w n ę t r z n y m ś w i a t e m
artysty, m i ę d z y jego t w ó r c z y m stosunkiem do ś w i a t a
a obojętnością i p r o z ą w s p ó ł c z e s n e j cywilizacji. Ta oscy­
lacja s t a ł a się elementem podstawowym w k o n s t r u k c j i
estetyki sztuki naiwnej."
Dietrich Mahlow, d y r e k t o r galerii miejskiej w N o ­
rymberdze i j u r o r Triennale, zwrócił z kolei u w a g ę na
przemiany zachodzące w nurcie naiwnej sztuki. Z a i n ­
t e r e s o w a ł y go naiwne kompozycje abstrakcyjne i kolaże
n a d e s ł a n e na Triennale. „ N a s u w a się w i ę c pytanie —
pisał w n a d e s ł a n e j wypowiedzi — czy m o ż n a łączyć po­
jęcie abstrakcji z n a i w n o ś c i ą ? "
Dla w y j a ś n i e n i a tej sprawy i n t e r e s u j ą c y m o ż e b y ć
przypadek W e r o n i k i K o k o t t , s p r z ą t a c z k i z Hamburga.
Podobnie j a k Seraphine zaczęła m a l o w a ć w p o d e s z ł y m
już wieku. Malarstwa przedtem w ł a ś c i w i e w ogóle nie
znała i nie uczyła się go nigdy. Jej k w i t n ą c e b a r w a m i

74

malarstwo nie przypomina f o r m realnych. Od trzy­
dziestu j u ż chyba lat m a l u j e k w i a t y i doszła w nich
do f o r m niemal abstrakcyjnych. Inaczej m ó w i ą c — po­
zostając n a i w n ą m a l o w a ł a to, co s p r a w i a ł o jej przy­
j e m n o ś ć , co w y n i k a ł o z istotnych potrzeb wewnętrznych.
... I n n y p r z y k ł a d —• t w ó r c z o ś ć pani M e h r g u t z Oslo (na
wystawie pokazana w dziale niemieckim). Zaczęła ona
na stare lata k o m p o n o w a ć k o l a ż e wycinane z kolorowych
o b r a z k ó w w ilustrowanych pismach. Otóż w odróżnieniu
od k o l a ż y Schwitersa, w k t ó r y c h poszczególne elementy
w i ą ż ą się l u ź n o ze sobą, t w o r z ą c w ł a ś n i e w takim roz­
sypaniu szczególną k o m p o z y c j ę k w i e t n ą , u Mehrgut
wszystkie elementy ściśle s ą ze s o b ą p o w i ą z a n e i tworzą
k o m p o z y c j ę z w a r t ą , u z u p e ł n i a j ą c się tematycznie.
M o ż n a by t u dodać, że zjawiskiem podobnym jest
s ł y n n a Ursula w NRF, a u nas f a s c y n u j ą c e kompozycje
b u k i e t ó w Felicji G ł o w a c k i e j , s t o j ą c e już na granicy
p r z e d m i o t o w o ś c i i abstrakcji.
Triennale b r a t y s ł a w s k i e p o s u n ę ł o n a p r z ó d rozważa­
nia i obserwacje nad s z t u k ą n a i w n ą , choćby przez ilość
w ą t p l i w o ś c i i p r o b l e m ó w , k t ó r e się w y r a ź n i e zaryso­
w a ł y na wystawie. Najcenniejsze dla m n i e było wspólne
o g l ą d a n i e i dyskutowanie poszczególnych działów i po­
zycji w y s t a w y , zwłaszcza u w a g i B i h a l j i - M e r i n a i Grochowiaka (z NRF) pozwoliły na p e w n ą konfrontacje;
naszych s ą d ó w , opartych g ł ó w n i e o m a t e r i a ł polski,
z p o g l ą d a m i zagranicznych a u t o r y t e t ó w . Niemniej cenie
sobie w s p ó ł p r a c ę w j u r y k w a l i f i k u j ą c y m eksponaty,
szczególnie z D. M a h l o w e m i E. L a n g u i .
2

Wydaje m i się jednak, że aby uczynić wyraźny krok
n a p r z ó d , konieczne są j u ż nie impresje, nawet naj­
ciekawsze h i s t o r y k ó w sztuki, ale systematyczne, szeroko

17

zarysowane badania w poszczególnych krajach oparte
o stasowanie kombinowanych metod s i ę g a j ą c y c h do r ó ż ­
nych dziedzin n a u k i — od historii sztuki p o c z y n a j ą c ,
na etnologii, socjologii i psychologii k o ń c z ą c .
N i m to n a s t ą p i , m o ż n a , j a k m n i e m a m , p o k u s i ć się
o zarysowanie j u ż teraz pewnych w n i o s k ó w d o t y c z ą ­
cych w y s t a w i n a s t ę p n y c h Triennale.
Wydaje się, że i s t n i e j ą w t y m w z g l ę d z i e dwie p o d ­
stawowe tendencje. Jedna — to d ą ż e n i e do pewnego
puryzmu, do zachowania jednolitego oblicza stylistycz­
nego ekspozycji, druga — to rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń
nie t y l k o na f o r m y w y r a ź n i e naiwne (zgodne ze sche­
matem
franeusko-belgijsko-jugosłowiańskim),
ale
na
wszelkie ciekawe (zjawiska p o j a w i a j ą c e się na obszarze
twórczości nieprofesjonalnej. Jedna tendencja nie w y ­
klucza zresztą drugiej. W r ę c z przeciwnie, dopiero r e a l i ­
zacja problemowych w y s t a w t w ó r c z o ś c i nieprofesjonalnej
może pozwolić na s p o k o j n ą o b s e r w a c j ę i w y o d r ę b n i e n i e
prac, k t ó r e najbliższe s ą wzorcowi „ n a i w n e m u " .
Czas j u ż n a j w y ż s z y dostrzec, że w nurcie nieprofesjo­
nalnym mieszczą się zjawiska ciekawe z a r ó w n o psycho­
logicznie, j a k i — przede wszystkim — artystycznie.
A l e w y s t a w t a k i c h w ł a ś c i w i e nie ma, a u r z ą d z a n e
co pewien czas pokazy a m a t o r ó w m a j ą z u p e ł n i e i n n y
sens. S t a n o w i ą
podsumowanie
działalności
jakiegoś
ośrodka, grupy, ś r o d o w i s k a . O d p o w i a d a j ą
na
hasła
z góry narzucone (czasem dość naiwne w swej d y d a k ­
tycznej koncepcji wychowania obywatelskiego
przez
sztukę). A gdyby i s t n i a ł y r ó w n i e ż w y s t a w y selekcjono­
wane pod k ą t e m widzenia w a l o r ó w artystycznych, u j a w ­
nić by m o g ł y inne oblicze sztuki spontanicznej, nie

76,

zawsze ś w i a d o m e j , ale w a ż k i e j w życiu c z ł o w i e k a i cie­
kawej dla obserwatora.
F o r m u ł a „ n a i w n a " , j a k b y ś m y nie chcieli jej rozsze­
rzać, nie wystarcza dla w y c h w y c e n i a wszystkich ważkich
i i n t e r e s u j ą c y c h zjawisk w sztuce nieprofesjonalnej.
I dopóki nie b ę d z i e się r o b i ć t a k i c h w ł a ś n i e wielokie­
r u n k o w y c h wystaw, nie l i m i t o w a n y c h ż a d n y m i z góry
p r z y j ę t y m i definicjami, t r u d n o ś c i w y d a j ą się nieunik­
nione, gdyż trzeba ciągle r e z y g n o w a ć albo z ciekawych
zjawisk t w ó r c z y c h , albo z czystości p r o f i l u wystawy.
P e w n ą p r ó b ą takiego nowego spojrzenia na twórczość
n i e p r o f e s j o n a l n ą b y ł a zorganizowana przed trzema laty
w warszawskiej „ Z a c h ę c i e " w y s t a w a pt. „ I n n i . Od Niki­
fora do G ł o w a c k i e j " . A l e i tamta wystawa, choć przez
t y t u ł s u g e r u j ą c a zjawisko szersze n i ż „ n a i w n o ś ć " , nie
d a w a ł a p e ł n e g o rozpoznania, w y k r e ś l a ł a jednak pewne
w a ż n e pogranicza m i ę d z y s z t u k ą n a i w n ą i ludową
(zwłaszcza problem rzeźby), s z t u k ą p s y c h o t y k ó w i amatorów-naśladowców.
Na Triennale b r a t y s ł a w s k i m •— j a k j u ż mówiłem —
znalazły się prace bardzo r ó ż n e , zdecydowanie przekra­
czające najbardziej 'nawet tolerancyjnie p o j m o w a n ą gra­
n i c ę n a i w n o ś c i . B y ł y w i ę c t a m r z e ź b y z metalu, np. „Ko­
gut" Einy Rautaruoho (Finlandia) znakomicie zrobiony
z łopat, kos, k ł ó d e k i w i d e ł . Swoistym p r z y k ł a d e m dosko­
n a ł e g o p o p - a r t u b y ł wspomniany j u ż abstrakcyjny kolaż
G e r t r u d y M e h r g u t (NRF), typowe rzemiosło artystycz­
ne — metaloplastyka S ł o w a k a Zigmunda H u b a ć k a , pełne
dramatycznej ekspresji sceny A b r a h a m a Levina (USA),
typowo ludowa r z e ź b a W ę g r a A n t a l a H o r v á t h a , pogra­
nicze — j a k ż e trudno definiowalne — ze s z t u k ą schizo-

П. 17- Maria Lenczewska,
О skarbach
w
bytowskim
zamku, ol. II. 18. Leokadia
Płonkowa,
Sw. Jan
Chrzci­
ciel, dl. II. 19. Marta Michałowska,
Portret
matki,
ol.

freników, p s y c h o t y k ó w — nasz Monsiel. Przy n i e k t ó r y c h
obrazach np. Reginy Dapra (Austria) trudno b y ł o roz­
strzygnąć, nie o d w o ł u j ą c s i ę do z n a j o m o ś c i życia i psy­
chiki malarki, czy są one spontaniczne, czy też z z u p e ł ­
ną finezją i ś w i a d o m o ś c i ą n a w i ą z u j ą do „ n a i w n e g o "
sposobu obrazowania. Niestety, n a d e s ł a n e w i a d o m o ś c i
o twórcach b y ł y często w r ę c z znikome, a sama analiza
formalna (zwłaszcza gdy n a d s y ł a n o j e d n ą l u b dwie
prace) nie zawsze m o g ł a z a p e w n i ć w y c i ą g n i ę c i e p r a w i d ł o ­
wych wniosków. Element ś w i a d o m o ś c i w y s t ę p u j e zresz­
tą u wielu w y b i t n y c h „ n a i w n y c h " , i z biegiem czasu
wyraźnie wzrasta. Tak w i d z ę d o s k o n a ł e malarstwo Ge­
neralice, Rabuzina, u nas — P ł o n k o w e j . Powstaje p r o ­
blem trudny jeszcze do r o z s t r z y g n i ę c i e — granic dzie­
lących n a i w n o ś ć n i e ś w i a d o m ą , od n a i w n o ś c i ś w i a ­
d o m e j . I jeżeli na naszym gruncie uznamy za znako­
mity p r z y k ł a d tej ostatniej obrazy M a r i i A n t o , to nie
wolno zapominać, że istnieje jeszcze jeden rodzaj świa­
domego w y b o r u — p r z y k ł a d — P ł a s k o c i ń s k i . W y b ó r
naiwnej konwencji przez dyletanta, amatora. Ś w i a d o m y
wybór konwencji d a j ą c e j n a j w i ę k s z ą s z a n s ę sukcesu.
Sprawa jest zresztą bardziej złożona, t u t y l k o sygnali19

18

żuję, że i w ś r ó d „ n a i w n y c h " spotyka się zapożyczenia
od w y b i t n y c h i n d y w i d u a l n o ś c i „ n a i w n y c h " . Szczególnie
widoczne jest to w J u g o s ł a w i i , gdzie s t y l G e n e r a l i ć a
zaciążył i z a i n s p i r o w a ł cały k r ą g okolicznych malarzy,
widoczne jest to jednak nawet i u nas w sporadycznych
p r ó b a c h n a w i ą z y w a n i a przez mniej uzdolnionych amato­
r ó w do N i k i f o r a czy Ociepki.
M y ś l ą c o przyszłości b r a t y s ł a w s k i e g o Triennale, c h ę t ­
nie w i d z i a ł b y m je w u k ł a d z i e nie t y l k o narodowym,
ale i p r o b l e m o w y m . A w i ę c w y r a ź n i e w y o d r ę b n i a n e k r ę g i
p o k r e w i e ń s t w i inspiracji, ukazywanie r ó ż n y c h n u r ­
t ó w , a nie zacieranie ich przez sprowadzanie do w s p ó l ­
nego m i a n o w n i k a .
R o z w a ż a n i a te nie p o d w a ż a j ą jednak r o l i i sensu
m i n i o n e j w y s t a w y . Nie t y l k o p o b u d z a ł a ona do refleksji,
ale d a w a ł a s p o r ą s u m ę w r a ż e ń artystycznych; zawsze
bowiem fascynuje z e t k n i ę c i e ze s z t u k ą p r o s t ą i w i e l k ą .
I kto wie, czy nie na tych w ł a ś n i e p r z y k ł a d a c h n a j ­
ł a t w i e j dojrzeć istotny mechanizm twórczego aktu.
Z p r a w d z i w y m wzruszeniem o g l ą d a ł e m p a t r o n u j ą c y
w y s t a w i e autoportret Rousseau z Muzeum Narodowego
w Pradze. Rola Celnika nie t y l k o w sztuce francuskiej,
ale w całej naszej kulturze artystycznej wydaje się co­
raz bardziej w a ż k a . D o m i n o w a ł też nad c a ł ą w y s t a w ą .
S p o ś r ó d k i l k u d z i e s i ę c i u innych bardzo ciekawych
malarzy w y m i e n i ć by n a l e ż a ł o w ś r ó d t w ó r c ó w „ p r y m i ­
t y w n y c h " (nie upieram się przy s f o r m u ł o w a n i u ) chociaż­
by N a t a l i ę S c h m i d t o w ą z Czechosłowacji, z klasycznie
„ n a i w n y c h " : Skurjeniego, F e j e ś a i Buktenica z Jugo­
sławii, t r o c h ę p o w t a r z a j ą c e g o już samego siebie Ge­
n e r a l i ć a ; F r a n c u z ó w : Bauchanta, V i v i n a , Bomboisa,

77

20

Л. 20. Jan Lada,

Śmierć

Spartakusa,

Unolit. II. 21. Adam

Zegadło,

Sw. Cecylia,

drewno.

21

a z nie znanych mai d o t ą d •— Maurice'a G r i m a (piękne
bajkowe sceny leśne) i Simona Schwartzenberga, t w ó r c ę
ślicznie zinterpretowanej katedry Notre Dame. W ś r ó d
o b r a z ó w niemieckich w y r ó ż n i a ł y się s w o j ą e k s p r e s j ą
i p r y m i t y w n ą ż a r l i w o ś c i ą r e l i g i j n ą bliskie ś r e d n i o w i e c z ­
nym mistrzom obrazy Trillhaasego, p r z y w o d z ą c e t r o c h ę
na m y ś l naszego O c i e p k ę .
Trudno m ó w i ć o narodowych cechach sztuki „ n a i w ­
nej", w y r a ź n i e jednak widoczna jest cezura dzieląca
narody o żywej jeszcze t r a d y c j i ludowej sztuki od k r a ­
j ó w u p r z e m y s ł o w i o n y c h , zurbanizowanych. Bardzo „ n a ­
rodowa" b y ł a ekspozycja w ę g i e r s k a , a t a k ż e i czecho­
s ł o w a c k a . Swoisty charakter m i a ł y prace z J u g o s ł a w i i ,
zresztą w dużej mierze s ł a b e i w t ó r n e ( w p ł y w Generalića, maniera szkoły w Kovacicach). Na i c h tle w y ­
r a ź n i e w y o d r ę b n i a ł y się zestawy takie j a k francuski,
belgijski czy niemiecki. Francuski — w a l o r a m i m a l a r ­
skimi, r a d o s n ą o b s e r w a c j ą scenek jarmarcznych, ulicz­
nych, w e s o ł y c h miasteczek. Dział niemiecki k a z a ł m y ś l e ć
o k r ę g a c h m i e s z c z a ń s k i c h , belgijski — dla mnie n a j ­
ciekawszy chyba z całej w y s t a w y , p o k a z y w a ł p o w a ż n ą ,
s k u p i o n ą f a s c y n a c j ę t e c h n i k ą , miastem. Szczególnie cie­
k a w y dla ś l e d z e n i a życia s t e r e o t y p ó w b y ł p e ł e n n a i w n e ­
go w d z i ę k u obraz fotografa nadwornego Louisa Delattre'a „Apoteoza księcia Baudouina". Podobnie j a k Aloys
Sauter Delattre wychodzi z t r a d y c j i realistycznego m a ­
larstwa, a ściślej nawet — p o r t r e t u . Z u p e ł n i e urocze
były w y r a ź n i e inspirowane l u d o w ą t r a d y c j ą p e ł n e w d z i ę ­
k u obrazy na szkle austriackiej nauczycielki, Helgi
Muller.
Nowością w y s t a w y b r a t y s ł a w s k i e j b y ł a liczna k o l e k ­
cja rzeźb. Pokazali je W ę g r z y , C z e c h o s ł o w a c y , J u g o s ł o -

78

wianie, Polacy i Austriacy. Prace tych ostatnich prze­
kraczały już chyba g r a n i c ę r z e m i o s ł a i strasznej ama­
torszczyzny, inne w y r a ź n i e w y w o d z i ł y się z ludowej t r a ­
dycji. S ł o w a c y pokazali też dość zabawne f i g u r y z d r u ­
tu, prace r z e m i e ś l n i k a w y k o n u j ą c e g o p u ł a p k i na myszy.
Najciekawsze b y ł y jednak poza w s p o m n i a n y m już f i ń ­
skim pop-artem r z e ź b y Zivkovica z J u g o s ł a w i i oraz na­
sze: Kudły, Czajkowskiego, L a m ę c k i e g o , ojca i syna
Zegadłów, S k r ę t o w i c z a .
Jak na tle w y s t a w y w y p a d ł w ogóle dział polski?
Był chyba najbardziej r ó ż n o r o d n y , b u d z i ł duże zaintere­
sowanie. Poza N i k i f o r e m i O c i e p k ą naszych n a i w n y c h
dotychczas nie znano, a poza t y m wydaje się, że dzięki
temu, iż u nas są jeszcze n a p r a w d ę niezepsuci, auten­
tyczni malarze, t w o r z ą c y t y l k o dla siebie, a nie na po­
kaz czy s p r z e d a ż , całość naszej ekspozycji b u d z i ł a zaufa­
nie i zaciekawienie. Zestaw polski na wniosek I n s t y ­
tutu Sztuki i P a ń s t w o w e g o Muzeum Etnograficznego
przygotował niżej podpisany, w y s t a w k ę liczącą b ą d ź co
bądź ponad 50 pozycji z o r g a n i z o w a ł o z d u ż y m n a k ł a d e m
starań i p r z e s ł a ł o Muzeum Etnograficzne, co w a r t o t u
podkreślić chociażby dlatego, iż w katalogu informacja
ta została w niefrasobliwy sposób po prostu p o m i n i ę t a .
Z prac polskich poza N i k i f o r e m i O c i e p k ą szczególne
zainteresowanie budził R y b k o w s k i , M a r i a Korsak, M o n siel i M a r i a Lenczewska, a z r z e ź b H e n r y k i Adam

Fot.: Jan Swiderski

Adam
22

Zegadło:

— il. 10—23; il. 1—9 dostarczone

II.

22. Umywanie

nóg,

drewno

Z e g a d ł o , K u d ł a oraz Zagajewski. W sumie dzieła 24
autorów.
P o w a ż n y b y ł też nasz w k ł a d z a r ó w n o w pracy j u r y ,
j a k i w obrady sympozjum. Wygłoszono dwa referaty,
prof. P i w o c k i p r z e w o d n i c z y ł w pierwszym dniu obrad.
M o ż n a żywić n a d z i e j ę , że w n a s t ę p n y m Triennale udział
nasz b ę d z i e nie mniejszy.
Z a c h ę t ą m o ż e być i czynnik dodatkowy — ogromna
serdeczność o r g a n i z a t o r ó w , k t ó r z y zrobili wszystko, aby
u p r z y j e m n i ć nam pobyt. B y l i tak w t y m szczerzy i spon­
taniczni, j a k to w ł a ś n i e S ł o w a c y p o t r a f i ą .
PRZYPISY
1 I Triennale d'art naif. Bratislava 1966. Organiza­
torzy: Povernictvo SNR pre Skolstvo a K u l t ú r u i Slov e n s k á Narodna Galeria; czasokres t r w a n i a wystawy
26.8 — 2.X.1966 r. Komisarz Generalny — Stefan T k a ć .
Sympozjum o d b y ł o się w dn. 21—23.IX.1966.
2 J u r y m i ę d z y n a r o d o w e p r a c o w a ł o w s k ł a d z i e : Emile
L a n g u i (Belgia) — p r z e w o d n i c z ą c y , Dietrich
Mahlow
(NRF), Aleksander Jackowski (Polska), Julia Szabó
(Węgry), Miroslav Mićko, Stefan T k a ć , K a r o l Vaculik
i A n d r e i Barcik (Czechosłowacja).
3 Jedynym p r z y k ł a d e m , na k t ó r y m ó g ł b y m t u się po­
w o ł a ć , jest zorganizowana w 1961 r. przez Gewerbemuseum w Bazylei w y s t a w a pt. „ L a i e n m a l e r " (Amatorzy),
k t ó r a jednak, jak m o g ę w n i o s k o w a ć z katalogu, r ó w n i e ż
p r e f e r o w a ł a k r ą g twórczości „ n a i w n e j " .
przez Komitet

polichr.

Organizacyjny

11. 23. Zwiastowanie

I Triennale

N.M.P.,

drewno

Naiwnych.

polichr.
23

II.

Jerzy

H

1. Heródek,

Galeria

drewno

mai.

Darowski

E

R

O

Był p a ź d z i e r n i k 1959 r. P r z e p r o w a d z a l i ś m y z ramienia
Muzeum T a t r z a ń s k i e g o badania terenowe w powiecie
nowotarskim. Trzeba b y ł o j u ż w r a c a ć , p r z e c h o d z i l i ś m y
więc spiesznie przez L i p n i c ę W i e l k ą i j u ż t y l k o z n a w y ­
k u zajrzeliśmy przez w y b i t e okno do w n ę t r z a starej,
opuszczonej c h a ł u p y . W m r o k u m o ż n a było dostrzec na
zerwanej p o d ł o d z e sterty ż e l a s t w a , znoszonego obuwia,
wszelkich osobliwości. W k ą c i e stał ś w i ą t e k , p r z y k r y t y
kurzem, ale w y r a ź n i e świeżej roboty. Zaciekawieni
w e s z l i ś m y do ś r o d k a . I tak zaczęła się z n a j o m o ś ć z gos­
podarzem chaty.
W e d ł u g m e t r y k i nazywa się K a r o l Wójciak, ale w e
wsi n a z y w a j ą go powszechnie H e r ó d e k . Trudno dziś
dociec, s k ą d w z i ę ł a się ta nazwa, podobno H e r ó d k i e m
nazywano już ojca i dziadka naszego r z e ź b i a r z a . U r o d z i ł

80

postaci,

D

E

K

się w 1892 r o k u , m a w i ę c 76 lat, ale nie wygląda na
tyle. Postaci jest n i e w i e l k i e j , chudy, k r ę p y , pochylony
do przodu, o r u c h l i w e j niespokojnej twarzy, skorej do
szerokiego u ś m i e c h u i n a g ł y c h z a m y ś l e ń . Odziany po
wiejsfcu, na nogach pepegi, na g ł o w i e stary, zniszczony
w o j s k o w y kaszkiet, t y l e że z kieszonki przydługiego
kabata s t e r c z a ł a fantazyjnie kolorowa chusta, a na szyi
z a w i ą z a n e niedbale k r a w a t y . D w a , trzy, a n a w é t i cztery.
Palce suto u p i e r ś c i e n i o n e d z i e ł a m i w ł a s n e j roboty.
P o r o z u m i e ć się z H e r ó d k i e m nie b y ł o łatwo. Mowę
ma b e ł k o t l i w ą , k a l e k ą , trzeba się dobrze wsłuchiwać, by
pojąć, co m ó w i . M o ż e dlatego opowiada niechętnie o so­
bie i dawnych latach, a m o ż e dlatego, że cały wychylo­
ny jest k u temu, co jest i jeszcze b y ć m o ż e . Na gospo­
darnego nie w y g l ą d a . K i e d y ś m i a ł j a k ą ś tam odziedzi-

W H e r ó d k o w e j naturze jest i miejsce na chwilę sa­
m o t n o ś c i w graniu i tworzeniu, ale wielka siła ciągnie
go do ludzi i do przygody. Unudzi sobie j e d n o s t a j n o ś ć
pasienia a przychodzi czas wesel i o d p u s t ó w , to idzie
we ś w i a t , ograniczony p r z e s t r z e n i ą k i l k u s ą s i e d n i c h dzie­
dzin, w ł ą c z y ć s w o j ą wesołość w l u d z k ą ochotę, popisać
się n i e p o r a d n ą ś p i e w k ą , opowieścią, k t ó r ą t y l k o swoi
a co u w a ż n i e j s i p o j ą ć p o t r a f i ą . Ten i ów ulituje się
jego biedzie ś p i e w a c z e j , grosz j a k i rzuci. Chciwych nie
l u b i , na p i e n i ą d z e się nie ł a k o m i , ale nie ma ich przecie
w pogardzie: „ p i n i ą d z e to tyż chlyb" — mawia.
To chadzanie ś w i a t a m i t r w a po k i l k a tygodni i d ł u ­
żej, czasem i dalsza droga wypadnie, gdy się uda p r z y ­
łączyć do pielgrzymki. Ciężka p r ó b a w y r o z u m i a ł o ś c i dla
przychylnego gazdy, od w i e l u j u ż lat chlebodawcy He­
r ó d k a , a dla niego zaspokojenie na czas j a k i ś p ę d u k u
przygodzie, wesołości człowieczej i w ę d r o w a n i u . L u b i
też w ę d r o w a ć w y o b r a ź n i ą , gdy p r z e g l ą d a pisma z obraz­
k a m i w l i p n i c k i m domu k u l t u r y .
I n s t y n k t s p o ł e c z n y o k r e ś l a jego p o s t a w ę etyczną. Jest
w n i m g ł ę b o k a wrodzona dobroć, życzliwość dla ludzi
Przyjdzie noc, to go ta siła podrywa z p o s ł a n i a i każe
iść w jar bystrego potoku, by jego .niszczącą siłę ujarz­
mić. Buduje jazy, groble, zapory, żeby ludziom ziemi
nie b r a ł o w czas powodzi. Nie ubliży nikomu, choćby
czasem złość z w y k ł a , ludzka p o r w a ł a , gryzie wtedy r ę k ę
w ł a s n ą , żeby t ę złość zdusić, po sobie nie okazać. Ta
p r z y c h y l n o ś ć idzie szerzej i k u wszelkiemu stworzeniu.
Zaszyje się, b y w a , na cały dzień w mroczny k ą t , by o p ł a ­
k a ć ś m i e r ć z a r ż n i ę t e g o koguta, k r z y w d ę w y r z ą d z o n ą
k a ż d e m u stworzeniu. W t y m jest cały.

II. 2. Heródek,

Chrystus

Zmartwychwstały,

drewno

mai.

czoną ziemię, ale nie chciał jej u p r a w i a ć , zabrali ją
więc krewniacy, co H e r ó d k a j a k się zdaje zbytnio nie
zmartwiło. W o l a ł p r a c o w a ć jako parobek i pastuch
u innych. W y m a g a ń d u ż y c h zresztą nie ma, a p r a c ę
lubi. Bywa, że z w ł a s n e j w o l i niejedno sarn zrobi, brzeg
potoka umocni, d r o g ę poprawi. A l e n a j w i ę c e j to l u b i
wygnać „ g a d z i n ę " k u grapom, s k ą d szeroki w i d o k na
Babią G ó r ę , z a ś p i e w a ć wtedy szeroko czy z a g r a ć p i s k l i ­
wie na skrzypeczkach, k t ó r e nosi p r z e w a ż n i e ze sobą.
W graniu z a p a m i ę t u j e się cały, gra sobie a tej ubo­
giej muzie, k t ó r e j służy, grania tego bowiem po p r a w ­
dzie n i k t rad nie s ł u c h a , takie nieporadne, ś m i e j ą się
więc z niego ludziska, a jeśli kto go s ł u c h a , to t y l k o
dzieci. A l e w n i m jest w t e d y powaga w i e l k a i p r z e j ę c i e ,
oczy się m g l ą wzruszeniem. Gra na skrzypcach cudzej
roboty, z prawdziwego zdarzenia, ale sam l u t n i k nieuczony, a wielce z a m i ł o w a n y w tej robocie, zrobił i n ­
s t r u m e n t ó w k i l k a n a ś c i e . Z drzewa smrekowego, p o ś c i ą gane d r u t a m i , t u i ó w d z i e b l a c h ą , n i e k t ó r e po r z e ź b i a r s k u
piękne, choć do grania nieprzydatne. B y w a jednak, że
ciągnie po nich smykiem, z a s ł u c h a n y w d ź w i ę k i , k t ó r e
sam t y l k o słyszy.

I w r z e ź b i e n i u . Rzeźbi, kiedy przyjdzie n a ń potrzeba
i czas sposobny do tego (ale nigdy w niedzielę). Wtedy
z a p a m i ę t u j e się w robocie, z a p a ł w i e l k i go ogarnia, w o ł a
z p r z e c h w a ł k ą , w uniesieniu, że nic dla niego taka r o ­
bota „może i ś t y r y sto figur takich zrobić". Co zai
w y r o b i , to pod siano k r y j e w szopie, by kto tego nie
w y p a t r z y ł . I t y l k o w y r o s t k i wiejskie, ciekawe wszelkich
osobliwości, co i raz w y p a t r z ą H e r ó d k o w e skarby, czy
ludzie z miasta p r z y j a d ą , co jest, obejrzą i za t a n i grosz
k u p i ą , bo moda się na H e r ó d k a zrobiła, o d k ą d rzeźby
jego w 1966 r o k u pokazano na wystawach ludowej sztu­
k i w N o w y m Targu i K r a k o w i e (w Domach K u l t u r y ) ,
a w rok potem u k a z a ł y się o n i m w z m i a n k i i a r t y k u ł y
Rzeźbi w i ę c H e r ó d e k m i l c z ą c e swe s k r z y p k i i „ p a n y " — bo tak nazywa ciosane czy raczej p r y m i t y w n i e
w k l o c k u zaznaczone figury. Jednakie w etylu i odmien­
ne od tego, co d o t ą d znamy, ludowe w swej formie
prostej i pierwotnej, ale wszelkiej tradycji dalekie.
L u b i te swoje figury, a rzeźbi ich dużo, dumny z nich,
ale i zawsze do przygany skory. Tych, k t ó r e za gorsze
uzna lub n i e d o k o ń c z o n e , choć na pozór nic i m nie chy­
bia, gdy z i n n y m i p o r ó w n a ć , s p r z e d a ć nie chce, t a k i ma
honor. S p r z e d a j ą c zaś pyta, prawie bezosobowo i pa­
t r z ą c m i m o „kielo dadzom?",. ale po prawdzie o pie­
n i ą d z e nie stoi, a o t r z y m a n y m i dzieli się z gazdą, od
k t ó r e g o ma s t r a w ę i przyodziewek.

1

P i e r w s z ą w z m i a n k ę p o d a ł k r a k o w s k i tygodnik
„ T e m p o " 27.VI.1966 r. N a s t ę p n i e — w
„Przekroju"
21.V.1967 r. a r t y k u ł J. Bujaka. Ze sprostowaniem w y ­
stąpił J. Darowski na ł a m a c h „ T y g o d n i k a Powszechne­
go" 2.VII.1967 r. (wobec niezamieszczenia sprostowania
przez „ P r z e k r ó j " ) . D r u k o w a n y obecnie a r t y k u ł J. Darowskiego n a d e s ł a n y został do redakcji w początku
czerwca 1966 г.; ze w z g l ę d u na p r z e s u n i ę c i e numeru,
do k t ó r e g o był przygotowany, ukazuje się dopiero obec­
nie. P o d k r e ś l a m y ten moment, gdyż w ł a ś n i e p. Jerzemu
Darowskiemu p r z y p i s a ć należy zasługę „ o d k r y c i a " He­
r ó d k a i zaopiekowania się n i m . Redakcja

81

Rzeźbi w drzewie s m r e k o w y m (bo „ ś w i e r k " u g ó r a l i
to modrzew), k r z e s z ą c s i e k i e r ą choć j a k i o k r ą g l a k i w y ­
r ó w n u j ą c nożem. S ą to p r a w d z i w e p i e r w o c i n y ludowej
czy w r ę c z ludzkiej twórczości, t w o r y p o w s t a ł e z pier­
wotnej potrzeby p i ę k n a i i n s t y n k t u tworzenia. Postacie
p o d ł u g o w a t e , wysokie czasem w y ż e j metra, j a k d y k ­
tuje m a t e r i a ł , prosty k u l i k . C a ł ą u w a g ę skupia na g ł o ­
wie świętego. T w a r z znaczy lekko zakrzesanymi szczegó­
ł a m i , oczy obwodzi mocnym w y r a z i s t y m k o n t u r e m . S ą
to wszystko biskupie postacie, a n i o ł y ze s k r z y d ł a m i do­
p r a w i o n y m i z desek, Chrystus, d z i e r ż ą c y
chorągiew
w i e l k a n o c n ą w jedynej wwierconej ręce, m a ł e a n i o ł k i
ledwie w y ł a n i a j ą c e się z k a w a ł k a drewna. A wszystko
polichromowane dostarczonymi m u f a r b a m i
olejnymi
(bo z pierwszych farba ł u s k ą s p a d a ł a ) w bielach, czer­
wieniach i b ł ę k i t a c h .
H i e r a r c h i ę postaci zaznacza wzrostem.
Najwyższy
więc zawsze. Pan Bóg będzie, Chrystus j u ż mniejszy,
lecz od ś w i ę t y c h w i ę k s z y , a r c h a n i o ł y d u ż e a a n i o ł y
m a ł e . K a ż d e m u nazwa jego przystoi, będzie to w i ę c M i k u ł a s z czy Wendelin, a, by ł a t w i e j , k t o zacz, r o z p o z n a ć ,
r z e ź b i a r z k a ż d e m u na k l o c k u dorysowuje, domalowuje
czy r y t e m zaznacza p r y m i t y w n y a t r y b u t postaci. M a r c i ­
n o w i — dziecko, Jackowi — ledwo widoczny instrument
muzyczny (pokazując go H e r ó d e k wpada w zachwyt
i w k ó ł k o ś p i e w a : „ J a c e k chudy zagrał w dudy, Jacek
chudy zagrał w dudy...").
2

Nie s ą to wszystko w y o b r a ż e n i a , takie j a k i e spot­
k a ć m o ż n a w p r z y d r o ż n e j kapliczce czy kościele. „ P a n y "
H e r ó d k a niczego nie n a ś l a d u j ą . S ą t w o r e m p r y m i t y w ­
nej, choć ż a r l i w e j w y o b r a ź n i . N i e rzeźbi ich dla s ą s i a ­
d ó w ani ido kapliczek. I nawet nie na s p r z e d a ż , lecz
z w ł a s n e j potrzeby, dla siebie samego. Minęło j u ż k i l k a
lat, j a k o b s e r w u j ę jego prace. Z m i e n i a j ą się szczegóły,
ale w istocie rzeczy forma r z e ź b H e r ó d k a jest niezmien­
na. Nie podlega ewolucji, rozwojowi. Niezmienny jest

3

II. 3. Karol

Wójciak

— Heródek.

II. 4. Skrzypce

Heródka.

ś w i a t jego d o z n a ń , w y o b r a ź n i a p i ę k n a , choć prymi­
tywna.
H e r ó d e k coraz częściej zapada na zdrowiu. Nie jest
już młody... Dobrze, że na stare lata znalazł ludzi, którzy
cenią i l u b i ą jego r z e ź b y , k t ó r z y w p r y m i t y w n y m
w i e j s k i m ś w i ą t k a r z u u m i e j ą dostrzec p i ę k n e g o człowie­
ka o g o ł ę b i m sercu.
3

2

B u j a k w cyt. w y ż e j a r t y k u l e trafnie z a u w a ż a , że:
„Dziesięć kresek zielonych na figurze, k t ó r ą nazywa
»Mojżesz«, to dziesięć p r z y k a z a ń . Trzy k r e s k i to gwoź­
dzie, k t ó r y m i Chrystus został p r z y b i t y do k r z y ż a , obok
k ó ł k o czerwone, kolczaste — to korona cierpniowa.
Czerwona plama to k s i ą ż k a w r ę k a c h Eliasza".
R z e ź b y H e r ó d k a z a k u p i ł y do swych zbiorów: Mu­
zeum T a t r z a ń s k i e w Zakopanem, Muzeum i m . Orkana
w Rabce ( w i ę k s z e kolekcje), Muzeum Etnograficzne w
K r a k o w i e i P a ń s t w o w e M u z e u m Etnograficzne w War­
szawie.
Fot. autor
3

82

Item sets
Lud

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.