Trzy miesiące w fitness-klubie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4

Item

Title
Trzy miesiące w fitness-klubie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.153-155
Creator
Rakowski, Tomasz
Date
1998
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2524
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2713
Text
Trzy miesiące w fitness-klubie
Historia Ładu, jego Choroby i Nieznanego

1

Tomasz Rakowski

Siłownie, fitness przeznaczone są dla każdego. Moda bu­
dowania ciała we wszelkich kierunkach zasięgiem swym
obejmuje niezmierzone przestrzenie współczesnego świata.
Na stałe zagnieżdżona w czasopismach, w wynaturzonych
naukach sportowych uczelni, w siatce klubów body-buildingu zadaje nam życie pełne energicznych poczynań i zdycyplinowanej pogoni za coraz trudniejszymi (ale mającymi być
osiągalnymi i dającymi coraz większą satysfakcję) celami.
Do mojego fitness-klubu może przyjść każdy, spotykam więc
zwykłych ludzi, urzędników, kobiety w średnim wieku, które
ćwiczą wraz ze swoimi dziećmi, najróżniejszych „byków"
i „kafarów" o mętnym spojrzeniu, studentów wszelkiej maści
i profesjonalistów o trójkątnych sylwetkach.
Kiedy przychodzę, poprzez zdjęcia prężących się muskułów, porozkładane czasopisma i ścienne fotosy migocze nie­
ustępliwie ideał ciała Renesansu. Dawno temu pitagorejczycy poszukiwali odpowiedniości między liczbami, geomet­
rycznymi figurami i ich transformacją - chcieli w ten sposób
znaleźć ogólną proporcję świata, proporcję, którą posługiwał
się Stwórca. Ciało człowieka było tekstem takiej odpowie­
dniości, poszukiwali jej alchemicy, lekarze i architekci. Witruwiusz pisząc „O architekturze ksiąg dziesięć" myślał o za­
warciu w budowli proporcjonalnej harmonii ciała, o odpowie­
dniości Makro- i Mikrokosmosu, Ładu porządkującego cały
wszechświat. Z poszukiwań boskich proporcji narodził się
Dawid Michała Anioła i pośrednio Mr. Olympia Joe Weidera,
ojca światowego fitnessu. W dość już zakurzonym „projekcie
nowoczesności" ciało ujęto w ramy całościowej modulacji,
poddano ćwiczeniom porządkującym świat, nadającym po­
wszechny cel, którego obalenie było co najmniej niezrozu­
miałe. Forma uporządkowania nadana została tak, aby wszy­
stkie ciała pasowały do całości, aby były sprawne, silne
i wiecznie poddane zorganizowaniu (Bauman 1995). Widzę
wyraźnie oznaki upewnienia i zadowolenia u moich współto­
warzyszy ćwiczeń, którzy budują swe ciała,
szukając piękna i harmonii, regularnych l i ­
nii przedramion, przepisowych krągłości
barków i odpowiedniej węzłowatości łydek.
Powszechny bieg ku uporządkowanemu
ciału i precyzyjnie zapełnionemu kalenda­
rzowi daje poczucie sensu rzeczywistości,
a właściwie nie pozwala na odczucie jego
braku. Ład, porządek nowoczesny i harmo­
nia Renesansu w pewnym stopniu na stałe
obecne są w fitness-klubie, podczas gdy na
stronach „Muscle&Fitness" zdrowie, siła
i soki witalne przepełniają cudownie spre­
parowane kulturystyczne posiłki, plażowe
prezentacje
umięśnionych
modelek
i uśmiechniętych mocarzy (jaskrawo białe
zęby prawie zawsze są widoczne).
2

Każdy z nas poi się olbrzymią ilością wyobrażeń doskona­
le rozwiniętego ciała, metod treningowych, diet z odżywek
i suszonych fig. W oczach mamy każdy szczegół umięśnienia,
szczegóły przeobrażeń, których dokonamy. Wizerunek nasze­
go ciała zlewa się z mięśniami idoli, z mięśniami obiecanymi
przez rozpisany „mikrocykl", z sylwetką widywaną w lustrze
po i przed ujędrniającym treningiem, po i przed zastosowa­
niem odwadniaczy. Upodabniam moje ciało do ciała Franka
Zane, ale nogi chcę mieć jak Paul Dillett. Ćwiczenia mojego
brzucha widzę w obrazach ćwiczącego Doriana Yatesa, odży­
wiam się tak, jak poleca Kevin Levrone. Świat moich mięśni
nie jest faktycznym stanem ciała, nie jest też umięśnieniem
mistrzów, „cały system przechodzi w stan nieważkości^..) nie
jest irrealny, jest symulakrem, albowiem jego gwarantem
przestaje być rzeczywistość, wymiany dokonuje się we wła­
snym zakresie, w nieprzerwanym obiegu wzajemnie do siebie
odsyłających referencji" (Baudrillard, 1995 s. 180).
Przez półtorej godziny, na ogół dwa razy w tygodniu,
wraz z przygodnymi współużytkownikami włączamy się
w serie powtórzeń morderczych skurczów. Momenty przesi­
leń umykają w chwilę po zaistnieniu. Ćwiczenia odbywają
się dla samych ćwiczeń, wydaje się, że efekty nie mają z ni­
mi związku, tak jak nie pamięta się serii z poprzedniego ty­
godnia. Pozostają w kręgu zmieszanych zmysłowych bodź­
ców, przydechów, chrzęstu stawów, brzęku odważników,
słodkawych zapachów energizujących napojów. Dwa razy
w tygodniu zatrzymuje się czas, a cel znika z pola widzenia.
Absolutnej sylwetki nigdy nie osiągniemy, my tylko zapa­
miętale uprawiamy fitness. Tylko dobieramy nowych odży­
wek, porcji aminokwasów, mikrocykli na atlas i butterfly.
„Wchodząc na salę z przyrządami zapominam o całym świe­
cie..." - mówi jeden z bywalców klubu, „codzienne treningi
sprawiły, że każdy z nich stawał się nowym życiem..." pisze
w „Muscle&Fitness" Joe Weider. Zaczynamy wiecznie od
nowa, wiecznie pogrążamy się w zapamię­
tałym wysiłku. Nie istnieje przed i po, ist­
nieje tylko porcja doznań wyzwalanych
przez pękające blokady bolących ramion ,,(...)w ekstazie radości umiłowanie osta­
tecznej perfekcji może rozpuścić się i znik­
nąć z widoku. Czas ciągle płynie, lecz
wskazówka utonęła w nurcie. Żaden jego
moment nie różni się w tej chwili od inne­
go" (Bauman 1996 s. 147).
Mamy więc do czynienia z obłąkanym,
schizofrenicznym działaniem, nowotworowo zmienionym i zautonomizowanym
środkiem, podczas gdy cel (o ile się go pa­
mięta) porozrywał i splątał nitki wiodące
do rzeczywistości. Nawet ciężar upewnie­
nia i usensowienia świata przeniósł się
153

w zupełnie inne regiony i nie dotyczy już w tym stopniu po­
rządku, sprawności, harmonii co kiedyś. Pozostawiony sam
sobie, w obawie przed „nieadekwatnością" stał się szalonym
pościgiem za przyjemnością i satysfakcją, odbiorem wrażeń
i walką o pozostanie do tego zdolnym za wszelką cenę (Bau­
man 1995).
Kiedy przychodzę poćwiczyć, zagłębiam się w czynność,
która żyje sama dla siebie. Trening, który się uprawia, ma za
zadanie być maksymalny, oszałamiający, burzący wszystkie
granice. Podczas gdy spinam się do ostaniego wyciśnięcia,
plakaty na ścianach i stronice magazynów body-buildingu
pokazują nieludzko naprężone ciała, o monstrualno-chorobliwej muskulaturze, opatrzone hasłami: „Ramiona na max",
„Trening, który postawi cię na nogi", „Aby mięśnie grzbietu
nie próżnowały!", czy reklamą odżywek typu Slim Max, Me­
ga Mass, Max Grain, Hard Body. Maksymalnie, hard, mega,
na max - to zaklęcia, które wypełniają sobą siłownię aż po
sklepienie.
Znalazłem się w sytuacji powszechnego dążenia, pogrąża­
nia się w dążeniu, poszukiwaniu Czegoś, co powoli zaczyna
się ukazywać. Powoli „(...) sport jako wykalkulowane marno­
trawstwo służące do ukrycia problemu, gadanina podniesiona
do rangi nowotworu"( Eco 1996 s. 112) traci dla mnie swe
znaczenie. To, co robimy, jest próbą zmaksymalizowania
pewnej czynności. Czynności zapamiętałej, która staje
w obliczu ciągle jawiących się ambiwalencji, sprzecznych
doznań, dwojakich sensów i dychotomicznych obrazów
świata fitnessu - zdjęcia zapełniające „Muscle&Fitness"
przedstawiają ciała dławiące nas swą cielesnością, morfolo­
gią i fizjologią, ale prawie zawsze wplecione i nierozłącznie
połączone są z maszynerią, tak że wydają się tylko częścią

POMYŚL
Wysokooktanowy treeing mięśni
cmrtiriwych Jeffs Pouiitu

154

sztang i hantli. Kulturystyka nosi w sobie „sposób na życie"
związany ściśle z Naturą, który jednocześnie nie jest niczym
innym niż agresywną ingerencją Kultury. Rysunek sylwetki
dąży ku Harmonii, ale dokonuje się na nim zabiegów jak naj­
bardziej fragmentarycznych (jeden z mistrzów fitnessu pisze
0 swych pośladkach, o które dba najbardziej i dzięki którym
wygrywa). O tej dychotomiczności pisze Bauman kontynuu­
jąc rozważania nad losami współczesnego ciała - „Trzeba się
uczyć, jak poddać się temu, co wyprzedza i przekracza wszel­
kie nauki (...) tresować i przymuszać ciało, by puściło sobie
wodze (...) kontrolować je, by uwolniło się od kontroli ...
Trzeba być w środku i na zewnątrz w tym samym czasie ..."
(Bauman, 1995 s. 95) To, czego doświadczamy, to bycie zara­
zem ćwiczącym i ćwiczonym, tym, na którego się działa,
1 tym, kto działaniem swoim nadaje kształt.
Siłownia, jak szybko się zorientowałem, nie jest miejscem
zwykłym. Ściany wyłożone lustrami zaginają przestrzenie,
zwykli ludzie obcują ze sobą nago w fizjologicznej jawności,
a powszechny wysiłek pełen bólu i grymasów budują obraz
Hadesu i Zaświatów. Świat kulturystyki (przywołuję jeden
z poprzednich akapitów) jest ponadto zabarwiony rodzajem
hiperrealności, jest światem, który „(...) poszukując prawdzi­
wej rzeczy, tworzy ostatecznie absolutny fałsz" ( Eco, 1996
s.16). Cechą takiej hiperrealności jest przywoływanie maksi­
mum, najlepszej rzeczy, tej prawdziwej rzeczy, more (są to
slogany używane przez Coca-Colę, przez amerykańską tele­
wizję) (tamże).
Zaczynam więc podejrzewać i poszukiwać jakiejś iskier­
ki, prześwitu, tego niezwykłego i tego, co do niezwykłości
fitnessu się przyczynia. Coraz częściej skłaniam się ku idei
zaistnienia w „pełny" sposób, do ujrzenia zarysów czegoś

niepojmowalnego i bezimiennego, czegoś istniejącego
w obrazie klubu, co jest nieobrazowalnym. Widzę w tym za­
pamiętałym, zmaksymalizowanym działaniu proces zmian
nastrojów poznawczych, proces pokrewny zdejmowaniu „na­
kładek" aparatu pojęciowego, drodze ku niedoświadczaniu.
0 idei tego, co niepojmowalne, tego, co absolutne i maksy­
malne, pisał Mikołaj z Kuzy, filozof średniowiecza - „Maksi­
mum, od którego nic większe być nie może,(...) nie jesteśmy
zdolni inaczej pojąć jak tylko w sposób niepojmowalny (...)
przekracza to wszelkie nasze władze intelektualne, niezdolne
w swej zasadzie, drogą rozumową, pojednać przeciwieństw"(Mikołaj z Kuzy 1997 s. 34). Praca nad ciałem,
sprawnością, praca zapamiętała i na max stawia nas (o czym
pisałem dokładnie powyżej) w sytuacji rozszczepionej, dwu­
znacznej, pełnej nierozwiązywalnej dychotomii, aporii do­
znań. Bauman dostrzega zjawisko „postawy naraz proteo1 fikso-fobicznej - obawy, że się nigdy szczytowych przeżyć
nie osiągnie (...) i zarazem strachu, że się do szczytu dotrze"
(Bauman, 1995 s. 96). Mam wrażenie, iż chodzi o to, aby
przetransportować się w takie miejsce (wędrówka dotyczy
kategorii naszych władz poznawczych), w którym opozycje
i przeciwne doznania znoszą się nawzajem, nicościują.
W miejscu tym bezzasadne jest pytanie „ćwiczący czy ćwi­
czony?", ponieważ jesteśmy poza tą opozycją - „Opozycje
stosują się jedynie do rzeczy dopuszczających stopnie więk­
sze i mniejsze, do Największego zaś absolutnie nie, gdyż
przekracza ono wszelkie opozycje (...) Największe (...) istnie­
je w taki sposób, że jest poza wszelkimi opozycjami (...) stoi
ono zarówno ponad wszelką afirmacją, jak i negacją" (Miko­
łaj z Kuzy, 1997 s. 53).
Zapamiętałość fitnessu, obraz fitnessu zawarty w sloganie
„Ramiona na max" jest działalnością ukierunkowaną na osią­
gnięcie stanu poredukcyjnego, stanu, w którym może zami­
gotać i zaiskrzyć się z bardzo daleka, to co Nie Jest, co Ukry­
te. Nie możemy pytać „Czy jest, czy nie jest?", ponieważ to
nie-jest i zarazem nie-nie jest („jest" poza opozycją). My tyl­
ko wiemy, że to gdzieś „jest", ponieważ jak opowiadał Mistrz

3

Eckhart Bóg (Bycie) ukrył się, ale niechcący chrząknął
i zdradził się ze swoim istnieniem (jest to rodzaj fortelu ma­
jącego opisać nieopisywalne).
Proces zapamiętałych czynności, które należą do fitnessu
(dotyczą one motywacji, nastrojów poznawczych, „świado­
mości", a pokonywane ciało temu towarzyszy) wydają się
ścieżkami, które chcą być zbieżne z zadaniem nazwanym
przez Mistrza „Gelassenheit", czyli totalnej bezwoli, wyrze­
czenia się swego umysłu, jego kszałtów, form, jakie nadaje.
Pozwoli to na doznanie Tego „co nie jest ani tym, ani tam­
tym", Tego co jest Niczym, miejscem, gdzie ujawnia się By­
cie, gdzie więź z Byciem nie jest stracona (Kostyszak, 1997).
Logika apofatyczna jest więc nie-do-pomyślenia, a poszu­
kiwania niezwykłego i absolutnego (użyłem pojęć potocz­
nych, które w pewnym odniesieniu oznaczają sacrum) karmią
się nią w swych dążeniach. Właśnie „taki Bóg inspiruje poję­
cie sacrum, nie znane zinstytucjonalizowanym Kościołom
(...) Ten zlaicyzowany i nieskończenie nieobecny Bóg towa­
rzyszył współczesnej myśli, przybierając rozmaite nazwy"
(Eco, 1996 s. 112, 113). Fitness związany jest z niezwykłym.
Jest to czynność, która dzięki zapamiętałości kruszy skłon­
ność do „nazywania" i „ujmowania", pozwala na zamigotanie
(„chrząknięcie"), miejsca gdzie widać Nic.
Wydostaje się ona z całego szeregu dychotomii, aporii,
z którymi się spotyka - „Porwali młoty w twardą dłoń i jęli
w mury tłuc z łoskotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto jest
człowiekiem, a kto młotem?" , „kruszy mur", by dotrzeć
w „znicościowaną nicość", tam, gdzie niczego nie można na­
zwać, gdzie słowo milknie - „I runął mur, tysiącem ech
wstrząsając wzgórza i doliny! Lecz poza murem - nic i nic!
Ni Żywej duszy, ni Dziewczyny!".
4

PRZYPISY
' Praca powstała dzięki moim osobistym doświadczeniom przy upra­
wianiu fitnessu.
„MuscIe&Fitness" to magazyn kulturystyczny założony przez Joe
Weidera, ojca światowej kulturystyki; pisząc pracę dysponowałem
ośmioma numerami tego czasopisma.
Logika antropologii apofatycznej zawarta w myśli Mistrza Eckharta jest mi znana dzięki wykładom dr. hab. C. Wodzińskiego pt. Jurodiwyj
- antropologia apofatyczna, które odbyły się 18.02 i 11.03 br.
Wiersz Leśmiana Dziewczyna pochodzi z tomu Ballady.
2

3

4

BIBLIOGRAFIA
Baudrillard, J.
1996 Precesja symulakrów, [w:] Postmodernizm, antologia przykła­
dów, Kraków.
Bauman, Z .
1995 Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności,
Toruń.
Bauman, Z.
1997 Ponowoczesność a dekonstrukcja nieśmiertelności, [w:] Postmo­
dernizm a filozofia. Warszawa.
Eco, U.
1996 Semiologia życia codziennego. Warszawa.
Jameson, F.
1996 Postmodernizm a społeczeństwo konsumpcyjne, [w:] Postmoder­
nizm, antologia przykładów, Kraków.
Kostyszak, M .
1997 Martin Heidegger - rękodzieło myślenia, Wrocław.

755

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.