Współczesna sztuka ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1

Item

Title
Współczesna sztuka ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1; s.19-38
Creator
Jackowski, Aleksander
Date
1965
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4450
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4794
Subject
sztuka ludowa - wystawy
Text
II. 1. Kosynier,
karczmarz i zawiadow­
ca, drzewo polichr., wys. 27, 25, 26 cm.
Wyk. Ignacy Kamiński.
Oraczew,
pow.
Łęczyca.

Aleksander

W

S

Jackowski

P

Ó

Ł

C

Z

E

S

N

A

S Z T U K A

L U D O W A

Uwagi po wystawie łódzkiej

Rok
„dwudziestolecia"
sprzyjał
obrachunkom,
a zwłaszcza podsumowaniom dorobku minionych
lat.
M i e l i ś m y wiec k i l k a bardzo starannie przygotowanych
w y s t a w powojennej sztuki ludowej, z k t ó r y c h na szcze­
g ó l n ą u w a g ę z a s ł u g u j ą t r z y : K u r p i ó w (z Puszczy Zielo­
nej i B i a ł e j ) , czterech w o j e w ó d z t w (rzeszowskie, l u ­
belskie, kieleckie, b i a ł o s t o c k i e ) oraz poprzedzona k o n ­
kursem i pokazami p o w i a t o w y m i — w y s t a w a t w ó r c z o ś ­
ci ludowej w w o j . ł ó d z k i m . Ta ostatnia ze szczególną
o s t r o ś c i ą u w y d a t n i ł a charakter p r o c e s ó w z a c h o d z ą c y c h
obecnie na w s i w twórczości ludowej. Dlatego też na
jej p r z y k ł a d z i e
chciałbym
zarysować
problematykę
w s p ó ł c z e s n e j twórczości ludowej i z w e r y f i k o w a ć pewne
s ą d y Obiegowe, nie zawsze oparte o r z e c z y w i s t o ś ć .
Oczywiście, w o g ó l n y m zarysie te same zagadnienia
m o ż n a dostrzec i na obu p o z o s t a ł y c h wystawach, jeśli
je pomijam, to dlatego, że „ k u r p i o w s k a " , chociaż sama
w sobie u r z e k a j ą c o p i ę k n a , nie w n i o s ł a w istocie rzeczy
nic nowego d o stanu naszej dotychczasowej wiedzy,
a wystawa czterech w o j e w ó d z t w k a ż e w pierwszym r z ę ­
dzie m ó w i ć o problemie o d r ę b n o ś c i regionalnych i o
cechach w s p ó l n y c h — sugeruje w i ę c k r ą g r o z w a ż a ń
inny, choć na pewno nie m n i e j istotny.
Wystawa ł ó d z k a obejmuje z a r ó w n o tereny o stosun­
kowo ż y w e j jeszcze t r a d y c j i sztuki ludowej, jak też
i inne, na k t ó r y c h trzeba b y ł o dopiero r e a k t y w o w a ć
pewne dziedziny r z e m i o s ł poprzez system r ó ż n y c h b o d ź ­
ców, j a k konkursy, pomoc i i n s t r u k t a ż ze strony etno­
grafów, z a c h ę t a materialna (stypendia, nagrody, zaku­
py) i akcja propagandowa, prowadzona g ł ó w n i e przez
p r a s ę i m i e j s c o w ą r o z g ł o ś n i ę r a d i o w ą . Wystawa ł ó d z k a
jest przy t y m p i ą t ą j u ż po wojnie o g ó l n o w o j e w ó d z k ą
i m p r e z ą tego t y p u , p o p r z e d z o n ą przez solidne rozpoz­
nanie terenu, a w pewnych wypadkach i przez specjal­
ne badania penetracyjne prowadzone przez p r a c o w n i ­
1

2

3

k ó w m u z e ó w regionalnych. Dodajmy, że po raz p i e r w ­
szy w ś r ó d o r g a n i z a t o r ó w z n a l a z ł a się miejscowa Ce­
pelia. A zatem wolno u w a ż a ć z a r ó w n o konkurs, jak
i w y s t a w ę za reprezentatywne dla tego t y p u imprez,
o b e j m u j ą c y c h to, co nazywamy zazwyczaj „ w s p ó ł c z e s n ą
s z t u k ą l u d o w ą " . Czy jednak zebrany m a t e r i a ł pokazuje
w całej pełni w s p ó ł c z e s n ą twórczość? Na to pytanie
postaram się udzielić odpowiedzi w dalszym ciągu roz­
w a ż a ń i przyznam, ta - w ł a ś n i e sprawa „współczesnej
sztuki ludowej" interesuje mnie najbardziej. Czym jest
w swej istocie? Jakie są granice tego pojęcia? N i m się
na to odpowie, w a r t o z a s t a n o w i ć się w ogóle nad t y m ,
jakie modele twórczości reprezentowane są obecnie na
wsi i w k r ę g u tzw. ludowej k u l t u r y .
Sztuka ludowa jest jednym z p r o d u k t ó w k u l t u r y
ludowej. Tam gdzie k u l t u r a l u d o w a jest w z g l ę d n i e
samoistna, w w y r a ź n e j opozycji do k u l t u r y p a n u j ą c e j ,
k u l t u r y s p o ł e c z e ń s t w a o ś w i e c o n e g o — tam zazwyczaj
i sztuka ludowa ma rysy o d r ę b n e , nader .spójny zasób
pewnych cech, nazywany nieraz (mniejsza o t o czy
precyzyjnie) — stylem l u d o w y m . W sytuacji jednak roz­
padu k u l t u r y ludowej jako formacji o d r ę b n e j (a w k a ż ­
dym razie w uchwytny sposób innej), sztuka ludowa
przestaje istnieć jako pewien s p ó j n y zespół f o r m , sta­
j ą c się w coraz w i ę k s z y m stopniu zjawiskiem o cha­
rakterze r e l i k t o w y m .
W warunkach współczesnego życia g i n ą zasadnicze
czynniki p o w o d u j ą c e izolację a w i ę c i o d r ę b n o ś ć b y t u
ludowej k u l t u r y . Te same informacje d o c i e r a j ą w s z ę ­
dzie. Tworzy się nowy model k u l t u r y społecznej, w
k t ó r e j i s t n i e j ą „ p i ę t r a " , ale linie p o d z i a ł u b i e g n ą j u ż
nie w e d ł u g k r y t e r i u m pochodzenia, p r z y n a l e ż n o ś c i do
wsi czy miasta, a nawet w y k s z t a ł c e n i a .
N a w y k i k u l t u r o w e z a c h o w u j ą się oczywiście, ale
g ł ó w n i e w pokoleniach ludzi starszych. Młodzież poza
19.

Jan Lamęcki,
Dąbrowa
Zielona,
pow. Radomsko:
Rzeźby
w drzewie polichr.:
II. 2. Żołnierz
Księstwa
Warszaw­
skiego, wys. 39,5 cm. 1964 r. II. 3. Sw. Józef w róży krzaku (awers rzeźby dwustronnej),
wys. 29 cm. 1964 r.
II. 4. Matka Boska w róży krzaku (rewers tejże rzeźby),
wys. 29 cm. 1964 r. II. 5. Zyzik Marianna
wys' 37 5 cm
1964 r. II. 6. Jan XXIII
(jragm.), 1963 r.
'
'

nielicznymi w y j ą t k a m i partycypuje już w powszech­
n y m modelu k u l t u r y , coraz bardziej obca t r a d y c j i r o ­
dzimej, p a r t y k u l a r n y m n a w y k o m i upodobaniom.
Wieś p r z e s t a ł a już dawno b y ć t w o r e m jednolitym.
Jest, podobnie jak i m a ł e miasteczka, terenem zderzeń
r ó ż n y c h modeli k u l t u r o w y c h . R o z p a t r u j ą c a r t y s t y c z n ą
t w ó r c z o ś ć polskiej „ p r o w i n c j i " , a w i ę c wsi, m a ł y c h
miasteczek, osad — widzimy, że współżyją ze sobą r o ż ­
20

ne modele twórczości. Tak w i ę c spotykamy obok siebie,
często jednocześnie, takie zjawiska j a k :
1. t w ó r c z o ś ć oparta o wzory tradycyjnej k u l t u r y l u ­
dowej, przeznaczona na u ż y t e k w ł a s n y i ś r o d o w i s k a ,
2. t w ó r c z o ś ć oparta o wzory tradycyjnej k u l t u r y ludo­
wej, przeznaczona d l a odbiorcy spoza ś r o d o w i s k a
w ł a s n e g o (sztuka „ e s k p o r t o w a " , dla miasta, zagra­
nicy),

. twórczość zgodna z i s t n i e j ą c y m i obecnie upodoba­
n i a m i w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m i peryferii miejskich,
przeznaczona na u ż y t e k tych ś r o d o w i s k ,
twórczość o ambicjach n a ś l a d o w c z y c h w stosunku
do r ó ż n y c h w s p ó ł i s t n i e j ą c y c h konwencji
twórczych
(realizm, impresjonizm, abstrakcja),
'. twórczość i n d y w i d u a l n a , w y n i k a j ą c a ze szczególnych
dyspozycji psychicznych, gatunku w y o b r a ź n i , spo­
sobu odczuwania ś w i a t a ,
i. twórczość dzieci,
'• twórczość profesjonalna art. p l a s t y k ó w .
Wszystkie te modele t w ó r c z o ś c i i s t n i e j ą r ó w n o l e g l e

obok siebie. Są t u w i ę c z a r ó w n o zjawiska, k t ó r e m o ż n a
i n t e r p r e t o w a ć w kategoriach sztuki ludowej i inne, nic
już nie m a j ą c e w s p ó l n e g o z t y m pojęciem, j a k w ł a ś n i e
wymienione w punktach 4, 5, 6, 7.
Nie zaliczamy bowiem do „ s z t u k i l u d o w e j " ani t w ó r ­
czości art. p l a s t y k ó w m i e s z k a j ą c y c h i m a l u j ą c y c h na
wsi czy w miasteczkach (p. 7), ani t w ó r c z o ś c i dzieci
(p. 6), zindywidualizowanej w m i n i m a l n y m
stopniu,
podległej g ł ó w n i e p r a w o m rozwoju psychiki dziecięcej,
k s z t a ł t o w a n i a się p o s t r z e ż e ń , w y o b r a ź n i ,
sprawności
manualnej i t p . T w ó r c z o ś ć dzieci f o r m u j e się zresztą w
naszym czasie pod w p ł y w e m szkoły, ilustracji k s i ą ż k o -

2

1

A

wej, telewizji i t p . zjawisk, t y l k o u dzieci a k t y w n y c h
t w ó r c ó w l u d o w y c h obserwujemy zainteresowanie dla
k r ę g u sztuki uprawianej przez starszych (wycinanki,
w y r o b y z b i b u ł k i i słomy).
Nie jest też „ s z t u k ą l u d o w ą " t w ó r c z o ś ć Nikifora,
Ociepki i i m podobnych (p. 5 ) . Nie jest i nie b y ł a
akceptowana przez społeczność m i e j s c o w ą , a ź r ó d ł e m
jej nie jest tradycja, ale szczególne dyspozycje psy­
chiczne, w e w n ę t r z n e nakazy. T r u d n o też zaliczać do
„sztuki l u d o w e j " — malarstwo czy r z e ź b ę o w y r a ź n i e
n a ś l a d o w c z y m charakterze. Zaliczamy je do kategorii
twórczości amatorskiej, k s z t a ł t u j ą c e j się na ogół dość
podobnie w r ó ż n y c h ś r o d o w i s k a c h i warstwach społecz­
nych (p. 4). Na k s z t a ł t tej sztuki w n i e w i e l k i m tylko
stopniu Wpływa tradycyjna k u l t u r a ś r o d o w i s k a .
Jedynie w sytuacjach przedstawionych w p. 1, 2 i 3
m o ż n a m ó w i ć o sztuce i o twórczości ludowej. Nie
w n i k a m t u w szczegółową definicję pojęcia, k t ó r e g o
zakres w y z n a c z a j ą umownie p r z y j ę t e k r y t e r i a . O sztu­
ce ludowej m y ś l ę t u w sensie powszechnie p r z y j ę t y m ,
obiegowym, ramy tego- pojęcia w y z n a c z y ł a p r a k t y k a ,
sposób p o s ł u g i w a n i a się n i m w
czasopiśmiennictwie
etnograficznym.
Sytuację
najprostszą,
najbardziej p r z y s t a j ą c ą
do
konwencjonalnych definicji sztuki l u d o w e j
przedsta­
wia p. 1. Jest to klasyczny model twórczości o charak­
terze powszechnym, zbiorowym ( a b s t r a h u j ę t u od tego,
czy w y k o n a w c ą b y ł a jednostka, „ s p e c j a l i s t a " — czy
k a ż d y członek g r u p y społecznej na u ż y t e k w ł a s n y ) ,
k t ó r e j zespół cech formalnych wyznacza w pierwszym
rzędzie tradycja, rola zaś inwencji w ł a s n e j b y ł a w y r a ź ­
nie w t ó r n a w stosunku do tej tradycji.
P u n k t 1 od 2 pozornie r ó ż n i t y l k o przeznaczenie tej
twórczości. R ó ż n i c a ta ma jednak kapitalne znaczenie.
W pierwszym w y p a d k u m a m y bowiem do czynienia ze
s z t u k ą d e t e r m i n o w a n ą upodobaniami ogółu społeczności,
s z t u k ą w t y m w i ę c sensie p o w s z e c h n ą i z b i o r o w ą , w y 4

5

II. 7. Kobieta
z dzieckiem, drzewo
surowe,
wys. 37 cm. Wyk. Bolesław
Grabski.
Leśmierz, pow. Łęczyca. II. 8. Diabeł,
kamień,
wys. 14 cm. Wyk. B. Grabski.
II. 9. Ko­
bieta
w kłosach,
drzewo
surowe,
wys.
22 cm. Wyk. Wacław
Czerwiński.
Świnice,
pow. Łęczyca.
II. 10. Chuligan w
strachu,
drzewo surowe, wys. 18 cm. Wyk. W. Czer­
wiński.

98

11

11. 11. Kobiety,
Para staruszków,

drzewo surowe,
drzewo surowe,

wys.
wys.

12

18,5 i 17 cm. Wyk. Stefan Kołodziejski.
Leśmierz,
pow. Łęczyca.
II. 12.
12,5 cm. Wyk. Mieczysław
Zegliński.
Rylsk Duży, pow. Rawa
Mazowiecka.

n i k a j ą c ą w sposób b e z p o ś r e d n i z odmiennego charakteru
ludowej k u l t u r y , z całej s t r u k t u r y życia.
W d r u g i m w y p a d k u chodzi o s z t u k ę , w y k o n y w a n ą
w w a r u n k a c h coraz mniejszego oparcia o ś r o d o w i s k o
w ł a s n e , niekiedy nawet w b r e w jego upodobaniom. Po­
wodem tej twórczości jest z a m ó w i e n i e „z z e w n ą t r z " , co
pociąga za sobą r ó ż n o r a k i e konsekwencje. Gwarantem
f o r m y staje się instytucja z a m a w i a j ą c a , n a d z ó r a r t y ­
styczny. Sztuka taka nie mieści się już w strukturze
życia danej społeczności, nie w y n i k a ' z ż a d n y c h istot­
nych potrzeb. Jest k o n t y n u a c j ą f o r m dawnych, .zamie­
r a j ą c y c h czy w r ę c z m a r t w y c h .
T w ó r c z o ś ć taka m o ż e być i n t e r e s u j ą c a a nawet w y ­
bitna, jej rola w p o m n a ż a n i u d ó b r naszej narodowej
k u l t u r y artystycznej nie ulega w ą t p l i w o ś c i , ale
nie
uczestniczy już ona w ż y w y m k r w i o b i e g u k u l t u r y , co­
raz bardziej oderwana od potrzeb i u p o d o b a ń ś r o d o ­
wiska.
Model twórczości reprezentowanej w p. 3 stanowi
pewien w a r i a n t p. 1. Tyle że w w a r u n k a c h zacierania
się w i e l u o d r ę b n o ś c i n u r t u ludowej k u l t u r y , w czasie
jej stopniowego rozpadu w y w o ł a n e g o i n f i l t r a c j ą treści
i w z o r ó w p r z y c h o d z ą c y c h z miasta, z innych grup spo­
łecznych. Jest to w i ę c t w ó r c z o ś ć w w a r u n k a c h rozpadu
dawnych t r a d y c j i , kiedy i s t n i e j ą jeszcze pewne w s p ó l n e
więzi, n a w y k i estetyczne i „ m o d y " , ale ich k s z t a ł t
i droga rozwojowa w a r u n k o w a n e są coraz silniej w p ł y ­
w a m i w z o r ó w estetycznych miasta, a ściślej m ó w i ą c
p e r y f e r i i ' miejskich. N a t u r a l n y m obszarem s t y k u wsi
i miasta b y ł y dawniej j a r m a r k i , odpusty, targi, t a m t e ż
u f o r m o w a ł się szczególny model estetyki wiejsko-drofan o m i e s z c z a ń s k i e j , o b e j m u j ą c y swym zasięgiem z a r ó w n o
l u d n o ś ć wiejską., jak. i pewne środowiska miejskie

( r o b o t n i k ó w , r z e m i e ś l n i k ó w ) . Ta estetyka „ o d p u s t o w a "
stanowi dziś zaplecze i w c i ą ż ż y w ą t r a d y c j ę dla w s p ó ł ­
czesnej twórczości ludowej omawianego t u modelu 3.
I w czasie, kiedy w i e ś coraz bardziej odczuwa obcość
swoich dawnych f o r m k u l t u r o w y c h , izolujących j ą od
miasta — ś w i a t odpustowych k r a m ó w ,
jarmarcznej
b a r w n o ś c i , kolorowych k w i a t ó w z bibuły, l i z a k ó w i za­
bawek dla dzieci wciąż jest obszarem w s p ó l n y m , o d ­
powiadającym
z a r ó w n o upodobaniom l u d n o ś c i
wiej­
skiej, jak i pewnych grup z miejskich peryferii k u l t u ­
rowych.
W r o z w a ż a n i a c h teoretycznych, dla czystości w y w o ­
du, warto m o ż e w p r o w a d z i ć w t y m miejscu pewne roz­
r ó ż n i e n i e . Mianowicie do „sztuki l u d o w e j " zaliczać t y l ­
ko modele 1 i 3 (mimo że w ostatnim przypadku po­
jęcie „ l u d " jest szersze i mniej o k r e ś l o n e ) . Model 2 jest
w moim odczuciu wciąż jeszcze t w ó r c z o ś c i ą autentycz­
n ą i l u d o w ą , ale w ł a ś n i e t w ó r c z o ś c i ą ,
a nie sztu­
ką. Twórczość jest bowiem s p r a w ą jednostki czy j a ­
kiegokolwiek zbioru ludzi, k t ó r y c h łączą pewne w s p ó l ­
ne założenia, program d z i a ł a n i a . S z t u k ę j a k i e j ś zbioro­
wości m o ż n a jednak r o z u m i e ć jako pojęcie, w k t ó r y m
w y s t ę p o w a ć m u s z ą więzi terytorialne i k u l t u r o w e , w
k t ó r y m istnieje pewien w s p ó l n y model ż y w e j tradycji,
akceptowany powszechnie. W t a k i m znaczeniu m ó w i ­
m y o sztuce Odrodzenia czy sztuce M ł o d e j Polski, dla
działalności poszczególnych a r t y s t ó w r e z e r w u j ą c raczej
o k r e ś l e n i e „ t w ó r c z o ś ć " (np. M i c h a ł a A n i o ł a czy W y ­
spiańskiego).
Rozpatrzmy teraz w s p o s ó b bardziej
konkretny
i szczegółowy w y r ó ż n i o n e uprzednio trzy modele t w ó r ­
czości, b i o r ą c za p u n k t w y j ś c i a w y s t a w ę łódzką, to co
zostało i to ep nie zostało na niej pofcazane.

i

13

II. 13. Bażant, drzewo polichr., 15,5 X 35 cm. Wyk.
Fran­
ciszek Marciniak.
Witów, pow. Łęczyca. II. 14.
Tańcząca
para, drzewo polichr., wys. 21,5 cm. Wyk. Czesław
Czekalik. Stoczki, pow. Sieradz. II. 15. Harmonista,
drzewo
polichr., wys. 29,5 cm. Wyk. Wiktor Rysio. Świnice,
pow.
Łęczyca.
II. 16. Drzewko
z gajowym,
drzewo
polichr.,
v:ys. 85 cm. Wyk. Cz. Czekulik. 11. 17. Kobieta z masielnicą, drzewo polichr., wys, 29,5 cm. Wyk. Fr.
Marciniak.

15

T w ó r c z o ś ć oparta o wzory tradycyjne w coraz m n i e j ­
szym stopniu zaspokaja potrzeby ś r o d o w i s k a . I t r u d n o
nawet p r z y p u s z c z a ć , że m o ż e b y ć inaczej. C h o c i a ż b y
dlatego, że zmienia się rola i miejsce tej t r a d y c j i . N i e ­
g d y ś — p r z y d a w a ł a spoistości l u d o w e j kulturze, stwa­
r z a ł a ramy, w k t ó r y c h m i e ś c i ł a się t w ó r c z o ś ć całej zbio­
r o w o ś c i . B y ł a j e d y n ą siłą o k r e ś l a j ą c ą granice i n d y w i ­
d u a l n y c h u p o d o b a ń , przeszłością z a a k c e p t o w a n ą i po­
p a r t ą autorytetem starszych p o k o l e ń , k s z t a ł t u j ą c ą gusta
i n a w y k i artystyczne. A l e tradycyjne f o r m u ł y w no­
w y c h w a r u n k a c h nie m o g ą w y s t a r c z a ć . Przede wszyst­
k i m dlatego, że wraz z rozpadem tradycyjnych f o r m
k u l t u r o w y c h w c h o d z ą formy nowe, odmienne. Tradycja
„ l u d o w a " jest w i ę c , j a k to już przedtem m ó w i l i ś m y ,
t y l k o j e d n ą z konwencji artystycznych, i to nie zawsze
n a j w a ż n i e j s z ą . Jest nieprzydatna w stosunku do coraz
w i ę k s z e j ilości zjawisk i p r z e d m i o t ó w . Nie do p o m y ś l e ­
nia jest np. s a m o c h ó d , t r a k t o r czy m o t o c y k l malowane
w k w i a t k i , „ l u d o w a " maszyna do szycia, radio, lampa,
żelazko. B u r z ą one w nieuchronny s p o s ó b dotychczas
i s t n i e j ą c e wzorce estetyczne, w p r o w a d z a j ą nowe pojęcia
i wartości.
Oczywiście nic nie dzieje się nagle, zwłaszcza w
sferze ś w i a d o m o ś c i ludzkiej. Z m i a n y m a j ą charakter
procesualny, pewne elementy o b u m i e r a j ą p r ę d z e j , za­
s t ą p i o n e n o w y m i , inne z a c h o w u j ą w z g l ę d n ą t r w a ł o ś ć .
G i n ą dziedziny ekonomicznie nieprzystosowane do
k o n k u r e n c j i z t o w a r a m i sklepowymi. Nie istnieje j u ż
artystyczne kowalstwo, produkcja malowanych czy zdo­
bionych snycerskim ornamentem mebli, p r z e m y s ł o w e
w y r o b y w y p i e r a j ą garncarstwo, a nawet tkactwo. Gipsy
z a s t ę p u j ą dawne ś w i ą t k i , i do w y j ą t k ó w n a l e ż ą dziś
kapliczki, w k t ó r y c h stawia s i ę nowe r z e ź b y l u d o w y c h
a r t y s t ó w . Na szerszą s k a l ę robi to Janos z D ę b n a , ale
już m a ł o kto poza n i m .
Co zostało z dawnej sztuki ludowej? Przede wszyst­
k i m te dziedziny, k t ó r e w y t r z y m u j ą r y w a l i z a c j ę z w y ­
r o b a m i fabrycznymi. Niech nas przy t y m nie łudzi f a k t
w y s t ę p o w a n i a jeszcze na pewnych obszarach stroju l u 24

dowego, stroju paradnego czy u ż y w a n i a glinianych g a r n ­
k ó w . C h c ą c z o r i e n t o w a ć się w dynamice z a c h o d z ą c y c h
p r o c e s ó w , n a l e ż y widzieć zmiany z a c h o d z ą c e w r ó ż ­
nych generacjach, d o s t r z e g a ć co się kupuje i w y t w a r z a ,
a co donasza i u ż y w a . Absolutna większość stroju" j a ­
k ą m o ż n a jeszcze s p o t k a ć we wsiach łowickich, opo­
czyńskich, rawskich, kurpiowskich a nawet p o d h a l a ń ­
skich — pochodzi z lat dawniejszych. Dziś m a ł o k t o j u ż
w y k o n u j e s t r ó j do noszenia, a d a w n i mistrzowie k r o j u
p r a c u j ą już g ł ó w n i e na z a m ó w i e n i e z e s p o ł ó w a r t y ­
stycznych czy Cepelii. Znamienne, że na konkurs łódz­
k i p r z y s ł a n o bodaj że jeden a m o ż e dwa p e ł n e stroje,
p a r ę czepców, bo zapaski, k t ó r y c h było sporo — wszyst­
kie z a s t a ł y zakupione przez Cepelię i p r z e w a ż n i e z m y ­
ślą o niej b y ł y robione. K o n k u r s s t a n o w i ł d o k ł a d n ą
f o r m ę penetracji terenu i , przy założeniu n a d s y ł a n i a
t y l k o w y r o b ó w w y k o n a n y c h w latach powojennych,
p o z w a l a ł na dosyć p r a w i d ł o w ą o r i e n t a c j ę w ż y w o t n o ś c i
poszczególnych dziedzin.
6

W y t w a r z a się nadal p i ę k n e tkaniny, wełndaki i coraz
więcej — szmaciaki. T k a n i n y na wystawie są absolut­
nie d o s k o n a ł e , p i ę k n e w kolorystyce, w r y t m i e rapor­
tów, b e z b ł ę d n e technicznie. Jest to dziedzina twórczości
jeszcze ż y w a , a tkanina s w ą j a k o ś c i ą i kosztem k o n k u ­
ruje z f a b r y c z n ą (w k a l k u l a c j i wiejskiej p r a c ę liczy
się n i e s ł y c h a n i e n i s k o ) . Wydaje się, że wiele w z o r ó w
t k a n i n m o ż e się m i e ś c i ć w ramach i s t n i e j ą c y c h obecnie
„mód", i p r z y j m u j ą c wzorzec m i e s z c z a ń s k i e g o w n ę t r z a
z meblami na wysoki p o ł y s k m o ż n a pogodzić z n i m ka­
py, szmaciaki, Obrusy. S p r a w ę t ę w a r t o by zresztą
p r z e b a d a ć w terenie m e t o d ą a n k i e t o w ą , podobnie j a k
i całe zagadnienie stosunku do t r a d y c j i w r ó ż n y c h g r u ­
pach w i e k u , zawodu i t p .
7

¿Ná u ż y t e k w ł a s n y w y k o n u j e się jeszcze r ó ż n e g o r o ­
dzaju b i b u ł k o w e p r z y s t r o j ę , k w i a t y , k t ó r y m i zdobi się
ś w i ę t e obrazy, domowe kapliczki, a czasem i s a m ą izbę
(il. 33, 36). I one mieszczą się w k r ę g u u p o d o b a ń w s p ó ł ­
czesnych, dlatego też zasięg w y s t ę p o w a n i a
kwiatów

sztucznych nie ogranicza się do wsi, a obejmuje t a k ż e
osiedla fabryczne, miasteczka i miasta, z a s p o k a j a j ą c po­
trzeby ś r o d o w i s k z peryferii k u l t u r a l n y c h . Ż y w y od­
d ź w i ę k wzbudza nadal repertuar k r a m ó w jarmarcznych
i odpustowych. Znajdujemy na nich m . i n . tradycyjne
zabawki — sprzedawane przez handlarzy, r o z w o ż ą c y c h
t o w a r z w i ę k s z y c h o ś r o d k ó w . Tak jest np. w K r a k o w ­
skiem, gdzie ż y w i e c k i e centrum produkcji drewnianych,
zdobionych zabawek w c i ą ż znajduje zbyt dla swych
w y r o b ó w (wózki z k o ń m i , s t o ł k i - k o n i k i , karuzele, tacz­
k i , k o n i k i , a w ostatnich latach i samoloty, zdobione
niemal w identyczny niemal sposób), czy z zabawka
c e r a m i c z n ą , w c i ą ż jeszcze p o w s z e c h n ą na d u ż y c h obsza­
rach k r a j u (gliniane koguty-gwizdki), czy z cukrow"ynii
kogutkami. Zabawek zresztą na wystawie łódzkiej było
niewiele i p r z e w a ż n i e nie te, k t ó r e zobaczyć m o ż n a
u wiejskich dzieci, lecz j u ż dla miasta robione d r e w ­
niane, p i ę k n i e malowane ptaszki A d a m a i Kazimierza
S t e f a ń s k i c h , W a c ł a w a Laskowskiego czy Andrzeja Ł ę bowskiego oraz ruchome modele — zabawki (tracze)
Z innych d z i a ł ó w tradycyjnej sztuki, ż y w e j jeszcze
w ś r ó d l u d n o ś c i wiejskiej, w y m i e n i ć m o ż n a pisanki oraz
garncarstwo, chociaż to, co w i d z i e l i ś m y na wystawie,
raczej znajduje już n a b y w c ę w Cepelii niż w ś r ó d l u d ­
ności okolicznej. (Stąd pewne cechy „ c e p e l i o w s k i e " w y ­
r o b ó w M u s z y ń s k i e g o czy S t e f a ń s k i e g o — d o s k o n a ł a
s p r a w n o ś ć , dbałość o p o l e w ę , g l a z u r ę — ale i pewna
s c h e m a t y c z n o ś ć , tak c z ę s t a przy masowej
produkcji,
przy k t ó r e j gubi się „ślad d ł o n i " , to m i n i m a l n e odchy­
lenie, k t ó r e o d r ó ż n i a artystyczne r ę k o d z i e ł o od p r o ­
dukcji fabrycznej, masowej).
I t o wszystko ... Dodajmy, że poza pewnego t y p u
z a b a w k ą d r e w n i a n ą i zdobieniem w n ę t r z wszystkie w y ­
mienione t u rodzaje sztuki, spotkane na łódzkiej w y ­
stawie, w y k o n y w a n e są r ó w n i e ż , i to coraz liczniej,
dla odbiorcy miejskiego, dla Cepelii.
Tak jest — i w y s t a w a t y l k o p o t w i e r d z i ł a ten stan
rzeczy. Wszystko, poza w s p o m n i a n y m i t u w y j ą t k a m ' .
25

II. 18. Kobieta
z masielnicą,
drzewo, wys. 36 cm.
Wyk.
Jan
Tomasik,
Zakościele,
pow.
Rawa
Mazowiecka.
II. 19. Jeździec
na koniu, biskwit, wys. 11 cm.
Wyk.
J. Grala. II. 20. Figurka ceramiczna, biskwit, wys. 8 cm.
Wyk. Jadwiga
Grala. Burzenin, pow. Sieradz. II 21. Pa­
jąk, słoma, papier. Wyk. Maria Kabzińska.
Rawa
Ma­
zowiecka.
II. 22. „Jeż" — słoma, papier. Wyk.
Maria
Słomczyńska.
Gołocice, pow.
Łęczyca.

stawy. (Na o m a w i a n y m konkursie ł ó d z k i m znalazło s i ę
np. sporo wycinanek w t a m t y m „ s t y l u " poczętych.' O d ­
rzucono je oczywiście we w s t ę p n e j selekcji.
Bo t e ż dziś d e c y d u j ą o t y m co dobre a co złe k o ­
misje artystyczne, złożone z e t n o g r a f ó w , p l a s t y k ó w ,
z n a w c ó w zagadnienia. I w y t w a r z a się nieraz sytuacja
paradoksalna, gdy w ł a ś n i e wieś d ą ż y do zmian, odrzuca
s t a r ą s z t u k ę , tradycyjne formy, a broni ich miasto,
nabywca, k t ó r y chce m i e ć w ł a ś n i e to co było, co jest
zgodne z i s t n i e j ą c y m dawniej l u d o w y m kanonem. D o ­
dajmy, aby u n i k n ą ć n i e p o r o z u m i e ń , w i e ś odrzuca sztu­
kę l u d o w ą , gdyż przyjmuje na co dzień i n n ą m o d ę , k t ó r a

(część t k a n i n i g a r n k ó w , k w i a t y b i b u ł k o w e , pisanki) —
n a l e ż y już do twórczości, k t ó r a chociaż wyrasta z t r a ­
dycji i w niej znajduje oparcie, przeznaczona jest dla
innych, nie-ludowych ś r o d o w i s k , na samej wsi nie
z n a j d u j ą c j u ż dziś ż a d n e g o rezonansu.
Oczywiście i dawniej, jeszcze w połowie zeszłego
stulecia b y w a l i ludzie „z miasta" k u p u j ą c y za grosze
h u c u l s k ą c e r a m i k ę , g ó r a l s k ą s n y c e r k ę , a później w y ­
cinanki, skrzynie malowane, r z e ź b y i obrazy na szkle.
T y l k o że wtedy nie miejski klient d e c y d o w a ł o formie
przedmiotu, lecz ś r o d o w i s k o , k t ó r e b y ł o o d b i o r c ą i sę­
dzią, w i e ś — k t ó r e j zbiorowy s ą d mocen b y ł akcepto­
w a ć , ale i o d r z u c a ć f o r m y obce tradycji, niezgodne
z podstawowymi kanonami p a n u j ą c e g o smaku. M i ł o ś ­
n i k sztuki ludowej k u p o w a ł t o co widział, co już b y ł o
zrobione pod ciśnieniem ludowego ś r o d o w i s k a .
A l e teraz ten w ł a ś n i e obcy klient s t a ł się n i e m a l
że j e d y n y m już o d b i o r c ą . On decyduje, on przyjmuje
nowe r o z w i ą z a n i a lub je odrzuca. W praktyce chodzi
t u oczywiście nie o przypadkowych gości z miasta, k u ­
p u j ą c y c h czy
zamawiających
j a k i ś przedmiot, lecz
o aparat skupu Cepelii, o komisje artystyczne tej i n ­
stytucji a wreszcie o j u r y k o n k u r s ó w i wystaw, one to
b o w i e m stały się obecnie w i e l k i m i g i e ł d a m i , k t ó r e fe­
r u j ą w y r o k i , w s k a z u j ą co potrzebne i co zdobywa uzna­
nie, a co spotyka się z p r z y g a n ą lub d y s k w a l i f i k a c j ą .
Robi się w i ę c pod gust komisji plastycznej, nieraz na­
wet domniemany (zwłaszcza na imprezy okolicznościo­
we i rocznicowe). I nieraz, gdy m y z a p o m n i e l i ś m y już
co się przed k i l k u n a s t u l a t y chwaliło, o wycinankachsloganach,
r z e ź b a c h upstrzonych emblematami i po­
w i e r z c h o w n ą s y m b o l i k ą — tam, na w s i , gdzie nie do­
ciera warszawska wieść i nie śledzi się w a h a ń baro­
m e t r u p o l i t y k i k u l t u r a l n e j , zdarza się w s k r z e s z a ć te
niedobre tradycje n a - o k o l i c z n o ś c i o w e fconkursy j wy26

20

21

o b o w i ą z u j e p o s z c z e g ó l n y c h ludzi.
Przy w y s t ą p i e n i a c h
zbiorowych, „ n a z e w n ą t r z " — podczas d o ż y n k ó w , ś w i ą t
narodowych, o b c h o d ó w i t p . — s t r ó j l u d o w y jest „ z n a ­
k i e m " regionu, jego symbolem. Z e s p o ł y regionalne k u l ­
t y w u j ą s t r ó j podobnie j a k szopki czy m a s k i , p o j a w i a j ą
się one w zabawach i widowiskach, c h ę t n i e o g l ą d a n e ,
ale w ł a ś n i e — o g l ą d a n e z z e w n ę t r z jak przedstawienie,
a nie p r z e ż y w a n e b e z p o ś r e d n i o na zasadzie w s p ó ł u c z e s t ­
nictwa (tak noszono ... tak b y ł o ... tak o n i to r o b i l i ...).
Sztuka l u d o w a staje s i ę o ż y w i o n ą h i s t o r i ą .
„ O ż y w i a n i e " takie b y ł o b y oczywiście dalekie od
p r a w d y , nieporadne i często artystycznie b e z w a r t o ś c i o ­
we, jak to w i d z i m y w rekonstrukcjach przeszłości, do­
konywanych z a r ó w n o za g r a n i c ą , j a k i np. w naszych
„zielonogórskich w i n o b r a n i a c h " — gdyby nie to, że
t w ó r c z o ś ć ludowa jest w c i ą ż ż y w a w p a m i ę c i tysięcy
ludzi, że istnieje p o k a ź n a liczba znakomitych tkaczek,
garncarzy,
rzeźbiarzy,
w i k l i n i a r z y , wycinankarek —
prawdziwych mistrzów
swego
fachu, a nieraz bez­
sprzecznych a r t y s t ó w .
A l e nawet o n i nie zawsze w y z n a j ą na w ł a s n y u ż y t e k
dawne formy, tak 'np. tkaczki d y w a n ó w p o d w ó j n y c h
w Sokółce inne w z o r y u k ł a d a j ą d l a siebie, inne zaś dla
miasta. Nierzadko z a m a w i a j ą c w y c i n a n k ę czy haft u s ł y ­
szeć m o ż n a — a j a k i m a b y ć ? po starodawnemu czy
p o naszemu? W p o d t a t r z a ń s k i e j wiosce jeden z górali
z a p y t a ł w p r o s t : „A w j a k i m m a b y ć stylu?"
Tworzenie poza ś r o d o w i s k i e m jest oczywiście rzeczą
.możliwą i nawet d o ś ć często s p o t y k a n ą , ale w a r u n k i e m
.poziomu artystycznego takiej t w ó r c z o ś c i musi b y ć j e j
zgodność z w y o b r a ż e n i a m i i s ą d a m i t w ó r c y . Inaczej
staje się r z e m i o s ł e m , w k t ó r y m producent oferuje towar
„w stylu gotyckim", „ b a r o k o w y m " czy „ n o w o m o d n y m " ,
jak to b y w a w warsztatach w y k o n y w a j ą c y c h wystroje
kościołów czy meble „stylowe". Nie sposób nie w i ­

22

dzieć tego r y s u j ą c e g o się n i e b e z p i e c z e ń s t w a d l a sztuki
ludowej, przeistaczania się jej w p r o d u k t r z e m i e ś l n i ­
czy, w „ s z t u k ę „ c e p e l i o w s k ą " — tak j a k zmieniło s i ę
j u ż w n i ą nasze „ M a z o w s z e " czy „ Ś l ą s k " , tak jak
obserwujemy to w i n n y c h krajach, w k t ó r y c h wcześniej
z a n i k ł a autentyczna sztuka l u d o w a l u b gorsze b y ł y
f o r m y opieki.
M o ż e m y cieszyć się z o s i ą g n i ę ć opieki nad l u d o w ą
t w ó r c z o ś c i ą , nie zmienia to jednak f a k t u , że w p o r ó w ­
n a n i u z d a w n ą s z t u k ą obserwujemy m i m o wszystko
artystyczny regres. Powolny, hamowany przez cały sy­
stem opieki, ale widoczny. P r z y c z y n ą jego nie jest
jednak wymieranie najlepszych starych t w ó r c ó w (ostat­
n i o Maria Konopka, Leon K u d ł a , Jakub Czeczelewski,
Franciszka B u r z y ń s k a , Anna Legutowska...), k t ó r y c h
nie m o g ą zastąpić mniej uzdolnione jednostki z m ł o d ­
szych generacji, ale to, że t w ó r c y ci nie m a j ą dziś
,dla swej d z i a ł a l n o ś c i w ł a ś c i w e g o oparcia. Nie daje i m
jej ś r o d o w i s k o w ł a s n e , a i od n u r t u p a n u j ą c y c h k o n ­
wencji artystycznych odcina ich o d m i e n n o ś ć tradycji,
które kontynuują.
Inna jest psychika współczesnego człowieka, inna
ś w i a d o m o ś ć a nawet widzenie artystyczne. (Artysta
w s p ó ł c z e s n y m o ż e ś w i a d o m i e o d r z u c i ć np. p e r s p e k t y w ę
zbieżną, ale jest to przecież czymś i n n y m n i ż auten­
tyczna nieznajomość zasad tejże perspektywy u d a w ­
nego t w ó r c y ludowego.)
( Inne jest r ó w n i e ż d z i a ł a n i e tradycji. Dawniej b y ł a to
tradycja ś r o d o w i s k a , tradycja ż y w a i jedyna, a w i ę c
bezwzględna, k t ó r ą k a ż d y członek społeczności m u s i a ł
a k c e p t o w a ć —• dziś jest to już t y l k o jeden z modeli
sztuki, k t ó r y w s p ó ł c z e s n y t w ó r c a m o ż e p r z y j ą ć , ale nie
musi. Dawna tradycja w y z n a c z a ł a n u r t twórczości, sta­
nowiła w a ż n y element więzi grupowej. Dzisiejsza t r a 27

II. 23. Wycinanka —drzewko,
41,5X54
cm. Wyk. Stanisława
nanki, 46 X 26 cm. Wyk. Katarzyna
Kaczor, Wierznowice,

dycja nie ma j u ż ani dawnej mocy działania, ani
nie formuje w t y m stopniu w y o b r a ź n i t w ó r c z e j i na­
w y k ó w estetycznych. Znajduje się w stadium rozpadu,
z tradycji staje się modelem twórczości, j e d n y m z w i e ­
l u , i to modelem odrzucanym coraz bardziej przez g r u ­
p ę , ś r o d o w i s k o . Nie chcę powiedzieć, ż e p r z y j ę c i e tej
dawnej t r a d y c j i wyobcowuje t w ó r c ę z w ł a s n e g o ś r o d o ­
wiska, choć i tak już niekiedy bywa, ale w a r t o z d a w a ć
sobie s p r a w ę , że t r a d y c j a ta nie jest j u ż ł ą c z n i k i e m
m i ę d z y ż y j ą c y m pokoleniem, zwłaszcza ludzi m ł o d s z y c h .
Pozostaje już t y l k o „ a r k ą przymierza" z przeszłością,
k t ó r e j coraz m n i e j oddaje się cześć.
O s ł a b i e n i e s i ł y d z i a ł a n i a t r a d y c j i obserwujemy na­
wet w ś r ó d t y c h , k t ó r z y ś w i a d o m i e do n i e j n a w i ą z u j ą .
Sprzyja to i n d y w i d u a l n y m
poszukiwaniom, powoduje
w i ę k s z e z r ó ż n i c o w a n i e twórczości, w k t ó r e j coraz moc­
niej akcentuje się w ł a s n e oblicze jednostki, kosztem
tego co b y ł o dawniej w s p ó l n e , powszechne. Prowadzi
,to jednak w ł a ś n i e poprzez r o z w ó j i n d y w i d u a l n y c h cech
do rozbijania dawnej t r a d y c j i . I jest to proces nie­
uchronny, p r o w a d z ą c y do sytuacji, w k t ó r e j t w ó r c a
zacznie jak r z e m i e ś l n i k p o w i e l a ć gotowe f o r m y , b ą d ź
,też będzie coraz bardziej odchodzić od zasad t r a d y c y j ­
n y c h , zdając się na w ł a s n ą i n w e n c j ę . Ta druga droga
prowadzi
oczywiście do rozwoju
indywidualności —
niestety, w sztuce p o s t ę p tego rodzaju bynajmniej nie
m u s i oznaczać w y ż s z e j w a r t o ś c i artystycznej dzieł,
przeciwnie, wiemy, że t w ó r c y samorodni, o n i k ł e j na
ogół ś w i a d o m o ś c i artystycznej o d r z u c a j ą c t r a d y c j ę sta­
j ą się nieporadni i dopiero lata nauki i pracy m o g ą i m
pozwolić na przekroczenie progu, k t ó r y dzieli amatoradyletanta od prawdziwego artysty.
8

Oczywiście sprawy te najmniej widoczne są w t w ó r ­
czości o charakterze r z e m i e ś l n i c z y m , gdzie decyduje
f> w y n i k u przestrzeganie w y m o g ó w warsztatowych —
j a k np. w tkactwie. A l e już w kowalstwie czy g a r n ­
carstwie obserwujemy, że gdy t w ó r c a chce o d e j ś ć od
f o r m tradycyjnych, s z u k a j ą c np. r o z w i ą z a ń
bardziej
naturalistycznych — ł a m i e d y s c y p l i n ę warsztatu, i uzy­
skuje efekt, k t ó r y choć samemu w y k o n a w c y wydaje
s i ę w i e l k i m k r o k i e m n a p r z ó d , nie jest n i m w istocie
(ceramika bolimowska, w y r o b y kowalskie S t a n i s ł a w a

28

Kubik. Monice,
pow.
Łowicz.

pow.

Sieradz.

II. 24. Tasiemki,

wyci­

Rydza). Dzieje się tak, .ponieważ t w ó r c o m t a k i m nie
dostaje p e ł n e j ś w i a d o m o ś c i artystycznej, k t ó r ą dawniej
z a s t ę p o w a ł a ś w i a d o m o ś ć ograniczona, u k s z t a ł t o w a n a na
gruncie tradycji, k t ó r e j uprawianie p r o w a d z i ł o do swoi­
stej w i r t u o z e r i i „ j e d n e j g a m y " .
Szczególna sytuacja w y s t ę p u j e w twórczości r z e ź ­
biarskiej, k t ó r a najmniej z w i ą z a n a jest z d y s c y p l i n ą
warsztatu oraz z b e z p o ś r e d n i m w p ł y w e m f o r m t r a d y ­
cyjnych. W rzeźbie zawsze n a j w y ż s z y był w s p ó ł c z y n n i k
i n d y w i d u a l n e j i n w e n c j i t w ó r c z e j , toteż stanowi ona n a j ­
bardziej i n d y w i d u a l n ą i p e ł n ą f o r m ę wypowiedzi, uza­
l e ż n i o n ą bardziej od t y p u u m i e j ę t n o ś c i , n a w y k ó w i w y ­
o b r a ź n i t w ó r c y niż od estetycznej tradycji ś r o d o w i s k a .
( W i d a ć to nawet t a m , gdzie i s t n i e j ą pewne w s p ó l n e
k o n t a k t y r z e ź b i a r z y , możliwości wzajemnego ich od­
d z i a ł y w a n i a na siebie, a t a k ż e inspirowania się po­
dobnymi t r e ś c i a m i czerpanymi z f o l k l o r u regionu, j a k
to ma miejsce np. w grupie łęczyckiej.)
9

J a k o ś ć artystyczna Współczesnej rzeźby ludowej za­
leży przede wszystkim od siły talentu i w y o b r a ź n i
t w ó r c y , od jego dyspozycji psychicznych. Nic dziwnego,
że najwybitniejsi jej reprezentanci to ludzie w y j ą t k o w i ,
żyjący j a k b y poza swoim czasem i ś r o d o w i s k i e m , o s i l ­
nej o s o b o w o ś c i t w ó r c z e j , co pozwala i m p r z e c h o d z i ć
m i m o rzeczy widzianych i zmusza do tworzenia form
o d r ę b n y c h , w ł a s n y c h , o d p o w i a d a j ą c y c h ich w y o b r a ź n i
i n a w y k o m technicznym. Ci najwybitniejsi — to (mówię
o c a ł y m k r a j u ) Józef Janos z D ę b n a , Józef P i ł a t z D ę b ­
skiej W o l i , a zwłaszcza z m a r ł y niedawno Leon K u d ł a .
Ten n a j w y ż s z y poziom reprezentuje na
omawianej
przez nas w y s t a w i e Jan
Lamęcki.
Nie c h c ę przez to powiedzieć, że i n n i s ą słabi. Prze­
ciwnie, z a s k a k u j ą c y jest na ogół w y r ó w n a n y i niezły
poziom t w ó r c z o ś c i , k t ó r a oscyluje dziś p r z e c i e ż m i ę d z y
tradycją ludową, twórczością
„naiwną"
i
zwykłym
amatorstwem. Rzeźba stanowi najciekawszy chyba dział
w s p ó ł c z e s n e j ż y w e j twórczości. Jest t e ż j e d y n ą dzie­
d z i n ą tej t w ó r c z o ś c i , w k t ó r e j nie stosuje się w ocenie
k r y t e r i ó w ściśle „ e t n o g r a f i c z n y c h " , a w k a ż d y m razie
interpretuje się je nader szeroko.
Wystawa ł ó d z k a p o k a z a ł a (a zjawisko to p o t w i e r ­
d z a j ą r ó w n i e ż inne wystawy), że ilość r z e ź b i a r z y r o ś -

10

nie,
a poziom p r z e c i ę t n y prac w p o r ó w n a n i u ze sta­
nem sprzed k i l k u n a s t u lat w y r a ź n i e się p o d n i ó s ł . D u ż ą
r o l ę o d g r y w a w t y m i a k t , ż e r z e ź b i a r z e nie t w o r z ą
„sobie a muzom", a k a ż d a dobra r z e ź b a kupowana jest
przez Cepelię, k t ó r a u m i a ł a s t w o r z y ć t w ó r c o m l u d o ­
w y m w ł a ś c i w y k l i m a t , z a p e w n i ć dobre w a r u n k i m a ­
terialne, z b y t . Obecny r o z w ó j r z e ź b y w i ą ż e się ściśle
z d o b r ą na n i ą k o n i u n k t u r ą . Gdyby nie masowe za­
potrzebowanie, nie doszliby L a m ę c k i czy K a m i ń s k i do
tego stanu perfekcji, j a k i z a u w a ż a m y w i c h pracach.
Bez k o n k u r s ó w i opieki
— K a m i ń s k i nie r z e ź b i ł b y
w ogóle, a L a m ę c k i t y l k o sporadycznie. Obecnie p r a ­
cują bardzo intensywnie, w o l n i od t r o s k materialnych,
k ł o p o t ó w ze zbytem. (Rzeźbiarz za figurę dostaje prze­
w a ż n i e p a r ę s e t złotych — najlepsi z a r a b i a j ą rocznie do
90.000 zł). W i ę c p r a c u j ą dużo, na pewno w i ę c e j n i ż d a w ­
ny ś w i ą t k a r z . Tak np. K a m i ń s k i w ciągu 5 lat pracy
dla Cepelii w y k o n a ł ponad 2.000 r z e ź b .
Inni rzeźbią
w granicach 60 — 100 figur rocznie. Oczywiście p r o ­
wadzi to do pewnej standaryzacji, ale j e d n o c z e ś n i e sta­
n o w i j a k b y tygiel, w k t ó r y m w y k r y s t a l i z o w u j e się for­
ma, szczególny „ s t y l " artysty. Przez powtarzanie szli­
fują f o r m ę , u s t a l a j ą proporcje, szczegóły.
Odpadają
czynności i efekty przypadkowe, u t r w a l a j ą się zdoby­
cze. Tworzenie setek w a r i a n t ó w podobnych r o z w i ą z a ń
stwarza w ł a ś n i e t ę s w o b o d ę obracania się w raz za­
k r e ś l o n y m k r ę g u . W i d a ć to doskonale np. w sposobie
b u d o w y g ł o w y , a zwłaszcza b r w i i oczu w figurach
L a m ę c k i e g o . R z e ź b i a r z d o p r a c o w a ł się t u f o r m y w ł a s ­
nej, konsekwentnej i plastycznie niezwykle ciekawej
(il. 2—6).
P o d w y ż s z a n i e się ś r e d n i e g o poziomu produkcji r z e ź ­
biarskiej jest t e ż w y n i k i e m na ogół p r a w i d ł o w e j opie­
k i nad n i m i ze strony Cepelii, a t a k ż e w ł a ś c i w e j w
ostatnich latach p o l i t y k i n a g r ó d na konkursach i w y ­
stawach.
Z n i k ł a więc z sal w y s t a w o w y c h najgorsza
amatorszczyzna, nagradzana o n g i ś tak s k w a p l i w i e za
„ n o w y " temat, za naturalizm, za t a n i ą i j a k ż e często
nieprawdziwą symbolikę.
R z e ź b a należy do tych dziedzin, dla k t ó r y c h wciąż
jeszcze jest miejsce we w s p ó ł c z e s n e j kulturze i k t ó r a
zapewne d ł u g o jeszcze będzie uprawiana, z a r ó w n o za­
wodowo, j a k i amatorsko. Gdy w a r u n k i życia i p o d a ż
w y r o b ó w fabrycznych uczynią
zbędne wytwarzanie
g a r n k ó w , t k a n i n czy wycinanek, t w ó r c z o ś ć r z e ź b i a r s k a
m i e ć będzie więcej szans istnienia, gdyż W y r a ż a ona
pewne potrzeby t w ó r c z e człowieka.
Być może obok wspomnianej już k o n i u n k t u r y r ó w ­
nież i potrzeba tworzenia z a w a ż y ł a na t y m , że ilość
1 1

l i . 25. Kodra,

35,5 X 100 cm. Wyk.

1961 r. Katarzyna

r z e ź b i a r z y stale się p o w i ę k s z a , tak np. w Łodzi poja­
w i ł y się nowe nazwiska:
Adam Kolski, Mieczysław
Żegliński, S t a n i s ł a w Kołodziejski, Franciszek M a r c i n i a k ,
C z e s ł a w Czekalik oraz Jan Tomasik. Te d w a nazwiska
warto zapamiętać.
Czekalik p o k a z a ł prace najbardziej m o ż e „ l u d o w e " ,
s t o j ą c e na granicy r z e ź b y i zabawki ( i l . 14, 16), Tomasik
natomiast z a p r e z e n t o w a ł dwie r z e ź b y .pozornie b y ć m o ­
że p r y m i t y w n e , ale modelowane z dużą k o n s e k w e n c j ą
r z e ź b i a r s k ą ( i l . 18).
Rzeźb i n t e r e s u j ą c y c h b y ł o na w y s t a w i e sporo, szcze­
gólnie jednak ciekawe jest, j a k r ó ż n i są ci r z e ź b i a r z e .
L a m ę c k i , K a m i ń s k i , Tomasik, Czekalik, Grabski, Czer­
w i ń s k i — k a ż d y jest i n n y . Bo t e ż , j a k t o j u ż m ó w i ł e m ,
właśnie r z e ź b a daje w twórczości l u d o w e j n a j p e ł n i e j s z ą
p r o j e k c j ę osobowości a r t y s t y . T o t e ż spotykamy w tej
profesji t w ó r c ó w o w y o b r a ź n i lirycznej, epicznej i ekspresywnej. P o j ę c i a te nie m i a ł y b y oczywiście sensu,
gdyby je z a s t o s o w a ć do tkacza czy garncarza. Tkacze
b o w i e m czy garncarze, niezależnie od sposobu p r z e ż y ­
wania, t y p u w y o b r a ź n i i usposobienia, d a d z ą p r o d u k ­
cję nie r ó ż n i ą c ą się od siebie, l i m i t o w a n ą t r a d y c j ą re­
gionu a nie stanami psychicznymi. Rzeźba jednak jest
j a k czuły sejsmograf, u j a w n i a j ą c y i n d y w i d u a l n o ś c i ludz­
kie, a r ó ż n i c e osobowości, t y p ó w emocji, w y o b r a ź n i —
odczuwa się w y r a ź n i e w samej t w ó r c z o ś c i . T a k np. K a ­
m i ń s k i w swych r z e ź b a c h opisuje, i l u s t r u j e t y p y w i e j ­
skie, kolejarza, muzykanta ( i l . 1). C z e r w i ń s k i natomiast
tworzy z pobudek emocjonalnych, chęci
wyrażenia
w ł a s n y c h s t a n ó w psychicznych, r o z ł a d o w a n i a ich po­
przez d r a m a t y c z n ą o p o w i e ś ć o ludziach bezbronnych
i nieszczęśliwych.
12

Nie rzeźba d o s t a r c z y ł a jednak n a j w i ę k s z e j niespo­
dzianki, ale ceramika figuralna, a ściślej m ó w i ą c Jad­
wiga Grala z Burzenina. Jej r z e ź b y z gliny przypomina­
ją f o r m y archaiczne i to nie tyle europejskie co po­
łudniowo-amerykańskie.
Postacie z w i e r z ą t ,
ptaków,
j e ź d ź c ó w na koniach zdobi ornament wyciskany g w o ź ­
dziem ( i l . 19, 20). F i g u r k i te nie m a j ą b e z p o ś r e d n i c h
analogii w naszej sztuce l u d o w e j , choć sama zasada
k s z t a ł t o w a n i a ich, a nawet dekoracja nie o d b i e g a j ą od
repertuaru stosowanego w ceramice.
Są p r z y k ł a d e m
twórczości i n d y w i d u a l n e j , choć w y n i k a j ą c e j z „ d u c h a "
ludowej sztuki, z p r a w i d ł o w e g o stosunku do m a t e r i a ł u ,
gliny. P o c z ą t k o w o , na w y s t a w i e pokonkursowej w Sie­
radzu, p o k a z a ł a Grala zwierzaki z gliny ( b i s k w i t y ) .
W rok później — j u ż otoczona o p i e k ą mgr Zofii N e u manowej, kierowniczki regionalnego Muzeum w Sie­
13

Guzek.

Jackowice,

pow.

Łowicz,

radzu, Grala wzbogaciła t e m a t y k ę prac (wojak na k o ­
niu), zaczęła f i g u r k i p o k r y w a ć b r ą z o w ą lub zieloną
p o l e w ą , n a s t ę p n i e w y p a l a ć , k o r z y s t a j ą c z pomocy ś w i e t ­
nego garncarza Hieronima M u s z y ń s k i e g o .
Można są­
dzić, że w ł a ś n i e pomoc i n n y c h u ł a t w i ł a G r a l i pozbycie
się w r z e ź b a c h e l e m e n t ó w drobnych, n a r a ż o n y c h na
ł a t w e zniszczenie (nip. lanc u w o j a k ó w ) . M ó w i ą c o G r a l i
trzeba w i ę c t a k ż e w s p o m n i e ć o r o l i opieki, pomocy
okazanej jej tak przez k o l e g ę - f a c h o w c a j a k i przez
etnografa.
Problem pomocy ma swoje dobre, ale i złe strony.
Z a s t ę p u j e d a w n ą k o r e k t ę ś r o d o w i s k a , podsuwa nowe
rozwiązania
technologiczne, koryguje
błędy, ułatwia
przestawienie twórczości na potrzeby miejskiego od­
biorcy. Ale t e ż w dalszej konsekwencji m o ż e p r o w a d z i ć
do tego, że t w ó r c a staje się coraz bardziej w y k o n a w c ą .
Gorzej, gdy osoba r a d z ą c a nie reprezentuje n a j w y ż s z y c h
k w a l i f i k a c j i plastycznych, zwłaszcza że t w ó r c y l u d o w i ,
skoro już zaczynają s t o s o w a ć się do zaleceń, nie m o g ą
mieć
przecież
rozeznania, k t ó r a rada jest słuszna,
a k t ó r a p r o w a d z i ć m o ż e na m a n o w c e .
14

A jednak opieka jest dziś n i e z b ę d n a , stanowi nawet
s k ł a d o w ą część s t r u k t u r y współczesnej sztuki ludowej.
Od f o r m i jakości tej opieki zależy w d u ż y m stopniu
poziom twórczości, jej dalsze losy — w więc czy i j a k
d ł u g o n o s i ć jeszcze będzie charakter autentycznego r ę ­
kodzieła.
K o n k u r s y , wystawy, nagrody i selekcja przy zaku­
pach Cepelii, s t a n o w i ą bardzo istotny czynnik u t r z y ­
m y w a n i a poziomu sztuki. Na konkurs łódzki n a d e s ł a n o
kilkaset wycinanek, w t y m wiele r a w s k o - o p o c z y ń s k i c h ,
d o s k o n a ł y c h jeszcze przed k i l k u laty. O k a z a ł o s i ę j e d ­
nak, że te same w y c i n a n k a r k i , k t ó r e w ó w c z a s d a w a ł y
b e z b ł ę d n e kompozycje, po latach, w k t ó r y c h nic nie
r o b i ł y na sprzedaż ani na konkursy, n a d e s ł a ł y prace
znacznie gorsze, słabe, a często w r ę c z niedobre. W y ­
s t a r c z y ł o w i ę c k i l k a lat b r a k u zainteresowania, aby na
terenie
wybitnie
„wycinankarskim"
nastąpił
duży
regres.
15

Tam zaś, gdzie stwarza się zapotrzebowanie, anga­
żuje t w ó r c ó w w s p r a w ę p r z y w r ó c e n i a do życia za­
m a r ł e j już dziedziny czy technik — rezultaty b y w a j ą
d o s k o n a ł e . P r z y k ł a d e m — p r ą ż k o w a n e w e ł n i a k i łęczyc­
kie, o p i ę k n i e stonowanych barwach, szmaciaki brze­
30

zińskie, a t a k ż e i wycinanka z tego powiatu, w i e l u ń ­
skie plecionki ze s ł o m y i korzeni, artystyczne w y r o b y
kowalskie.
O ile jednak plecionki czy szmaciaki nie o d b i e g a ł y
od znanych Wszędzie w z o r ó w , o tyle t k a n i n y łęczyckie
b y ł y p r a w d z i w y m zaskoczeniem. Nie z n a l i ś m y i c h do­
tąd, teraz pokazano spory zestaw w e ł n i a k ó w , odtworzo­
nych przez ludzi, k t ó r z y podobno p a m i ę t a l i je z lat
m ł o d o ś c i . Za n a m o w ą m g r J a d w i g i Grodzkiej, k i e r o w ­
niczki Muzeum w Łęczycy, w e ł n ę farbowano b a r w n i k a ­
m i n a t u r a l n y m i . W rezultacie otrzymano t k a n i n y o bar­
wach ściszonych, stonowane, k t ó r y c h k o l o r y s t y k ę w y ­
znaczało przede wszystkim tło i szersze pasy, skontrastowane czy zharmonizowane z r ó ż n o b a r w n y m i p r ą ż ­
k a m i . (Walentyna i A n t o n i K r ó l a s i k o w i e z Oraczewa
pokazali
piękne
szaro-brązowe
i
czerwono-zielone,
Franciszka Palbiańczyk z Łęczycy o l i w k o w o - z i e l o n o - ż ó ł te, barwione w ł u s c e cebuli, Jadwiga B i a ł o k o z z Ja­
s t r z ę b i a p i ę k n e srebrnoszare z zielonymi p r ą ż k a m i —
farbowane w odwarze z k o r y d ę b o w e j itd.).
Tego rodzaju rewelacje k o n k u r s ó w , starannie p r z y ­
gotowane p o p r z e d n i ą 'penetracją
w
terenie, z a c h ę t ą ,
stypendiami — m a j ą d u ż e znaczenie, 'pozwalają
nam
o d t w o r z y ć w a r t o ś c i sztuki ludowej regionu, j u ż z a n i k ł e
a d o t ą d nie znane. Pozwala t o z a p e ł n i a ć b i a ł e p l a m y
na mapie, daje nadzieje, ż e t k a n i n y takie zobaczymy
w sklepach Cepelii, co stanowi z kolei w k ł a d w n a s z ą
współczesną kulturę artystyczną, a ludowym twórcom
( p r z e w a ż n i e ludziom starym) pozwoli p o p r a w i ć s y t u a c j ę
materialną.
Czy jednak w o l n o bezkrytycznie p r z y j ą ć k a ż d ą no­
wość, u j a w n i o n ą na konkursie czy wystawie? Nie po­
w i n n a b u d z i ć w ą t p l i w o ś c i od tej strony sprawa plecio­
nek. Są zgodne z f o r m a m i i s t n i e j ą c y m i na terenach
niezbyt o d l e g ł y c h ; przy czym podobne, 'niezależnie od
siebie, n a d e s ł a n o z r ó ż n y c h Wsi, a precyzja w y r o b u
wskazuje na rzemiosło
długo
uprawiane, doskonale
znane. Inaczej ze w s p o m n i a n ą w y ż e j t k a n i n ą łęczycką,
pokazanymi w y p i e k a m i o b r z ę d o w y m i czy f o r m a m i brze­
zińskiej w y c i n a n k i . T u konkurs t y l k o zarysowuje p r o ­
blem, ale go nie r o z w i ą z u j e , m a t e r i a ł pokazany jest
w i ę c — p ó k i co — t y l k o s y g n a ł e m a nie dowodem.
Dla naukowca sens k o n k u r s ó w polega bowiem na
t y m , że poszerzają one n a s z ą wiedzę, p o z w a l a j ą obser-

w o w a ć procesy zmian, z a c h o d z ą c e w twórczości l u d o ­
wej i s y g n a l i z u j ą nowe zjawiska, pełniąc t y m samym
jakby rolę w s t ę p n e g o rozpoznania w terenie.
Jednak
z p u n k t u widzenia n a u k i , takie s y g n a ł y nie m o g ą za­
stąpić d o k ł a d n i e j s z y c h b a d a ń , dają jednak konkretne
p u n k t y zaczepienia, p o z w a l a j ą f o r m u ł o w a ć pytania w y ­
m a g a j ą c e odpowiedzi.
Gdy konkurs ujawnia prace dawne m i e s z c z ą c e się'
w ramach naszej wiedzy o regionie, rzecz jest oczywista,
stają one się p e ł n o w a r t o ś c i o w y m dokumentem. Inaczej
jest jednak z d z i e ł a m i n o w y m i , zwłaszcza gdy m a j ą
charakter
jednostkowy.
W y m a g a j ą one w e r y f i k a c j i ,
stwierdzenia czy o d p o w i a d a j ą temu, co b y ł o n i e g d y ś
w danym terenie powszechne. M o ż n a to nawet ująć tak,
że i m bardziej ciekawe i oryginalne jest n o w o o d k r y t e
zjawisko, t y m w a ż n i e j s z e jest ujawnienie jego jednost­
kowego w z g l ę d n i e społecznego charakteru i genezy.
Badacz nie m o ż e też z a p o m i n a ć o t y m , że p i ę k n a
i chwalebna czynność
inspirowania t w ó r c z o ś c i k a ż e
b r a ć pod u w a g ę r ó w n i e ż i w s p ó ł c z y n n i k w p ł y w u osoby
i n s p i r u j ą c e j , dodajmy — w p ł y w u nieraz niezamierzo­
nego. S t ą d jeszcze jeden argument na rzecz potrzeby
w e r y f i k a c j i m a t e r i a ł ó w konkursowych i w y s t a w o w y c h
w procesie dalszych b a d a ń . W niczym to jednak nie
umniejsza w i e l k i e j i wielostronnej r o l i k o n k u r s ó w .
Reaktywowanie z a m a r ł y c h technik dla celów po­
znawczych, jednorazowo, np. dla uzyskania kolekcji
dawnych f o r m w y c i n a n k i czy haftu — ma sens oczy­
wisty. A l e pobudzanie twórczości, d a j ą c e nadzieje na
t r w a ł y zarobek, m a sens jedynie wtedy, gdy ten zaro­
bek m o ż n a z a p e w n i ć , inaczej czyni się ludziom t y l k o
niepotrzebny zawód, k r z y w d ę .
Rozumiem r a d o ś ć o r ­
g a n i z a t o r ó w k o n k u r s u i w y s t a w y , ż e u d a ł o się i m na­
m ó w i ć do pracy t y l u plecionkarzy, w t y m aż 7 z Ł ę c z y c ­
kiego, a po j e d n y m z Sieradzkiego i Piotrkowskiego.
R a d o ś ć t ę m ą c i m i t y l k o obawa, czy pobudzanie do
życia tej w ł a ś n i e dziedziny jest uzasadnione ekonomicz­
nie. O ile m i wiadomo Cepelia p r z e s t a ł a przecież k u ­
p o w a ć s ł o m i a n e naczynia od plecionkarzy białostockich,
a zbyt nie d o r ó w n u j e p o d a ż y . Z kolei — plecione na­
czynia, nawet tak d o s k o n a ł e j a k S t a n i s ł a w a Pierzakowskiego czy Wojciecha D r ą ż c z y k a , t r a c ą dziś s w ą pier­
w o t n ą f u n k c j ę . N i e g d y ś b y ł y n a j t a ń s z y m naczyniem,
dziś w y p a r ł je emaliowany garnek, a l u m i n i u m i plastyk,
są to więc jeszcze
jedne
przedmioty b e z u ż y t e c z n e ,
„ozdobne". Owszem — b. ł a d n e . A l e gdy m y ś l ę o ich
cenie, k t ó r a musi b y ć wysoka, aby w y r ó b b y ł o p ł a c a l n y
(kufel — ponad 100 zł) — o g a r n i a j ą w ą t p l i w o ś c i czy
uda się z a p e w n i ć t y m rzeczom zbyt. Na pewno nato­
miast słuszne i celowe jest rozwijanie p r o d u k c j i mat
1 6

s ł o m i a n y c h , na k t ó r e zawsze istnieje d u ż e
wanie.

zapotrzebo­

S z c z e g ó l n y m p r z y p a d k i e m jest k o w a l s t w o artystycz^
ne. Szczególnym dlatego że w zasadzie ż a d n a z f o r m
w y k o n y w a n y c h dawniej dziś nie jest u ż y t e c z n a . Obok
więc znajomości r z e m i o s ł a , t w ó r c a musi m i e ć s p o r ą
wyobraźnię plastyczną,
umiejętność
znalezienia n o ­
wych z a s t o s o w a ń dla swego kunsztu, j a k t o p o k a z a ł
na wystawie Stefan M o r a w s k i ( i l . 35). A to nie jest
proste. N a p r a w d ę niewiele dobrych i t w ó r c z y c h po­
m y s ł ó w w i d z i się na konkursach, r e a k t y w u j ą c y c h k o ­
w a l s t w o artystyczne. A nawet w t e d y , gdy ż y r a n d o l ,
popielniczka czy ś w i e c z n i k szczęśliwie p o ł ą c z ą w sobie
użyteczność z ł a d n ą f o r m ą , m o ż e o k a z a ć się, ż e przed­
m i o t jest n i e o p ł a c a l n y .
Kowalstwo jako rzemiosło
ulega procesowi prze­
k s z t a ł c e n i a . Jego sytuacja jest inna niż np. garncarstwa,
k t ó r e po prostu ginie, staje s i ę n i e o p ł a c a l n e , niepo­
trzebne. K o w a l i zawsze jest za m a ł o , t y l k o ż e zmienia
się p r o f i l zawodu, k u ź n i a p r z e k s z t a ł c a się w warsztat
mechaniczny, a zamiast r o b i ć gwoździe, p r y m i t y w n e
okucia i n a b i j a ć k o n i o m p o d k o w y , k o w a l w s p ó ł c z e s n y
reperuje s p r z ę t rolniczy, t r a k t o r y , skomplikowane m a ­
szyny. I w y r a ź n a jest l i n i a r o z w o j u — warsztaty na­
prawcze, mechaniczne, a w dalszej perspektywie i r a ­
diowe, elektrotechniczne. Zmienia s i ę w i ę c p r o f i l za­
wodu, m ł o t i k o w a d ł o u s t ę p u j ą miejsca bardziej s k o m ­
p l i k o w a n y m n a r z ę d z i o m i maszynom.
Z p u n k t u widzenia opieki nad d a w n y m i t w ó r c a m i
l u d o w y m i , problem k o w a l s t w a nie istnieje. N i e m a b o ­
w i e m w i e l u w y b i t n y c h , utalentowanych t w ó r c ó w , po­
zbawionych m o ż n o ś c i pracy i zarobku.
O celowości
artystycznego r z e m i o s ł a kowalskiego d e c y d o w a ć m u s z ą
potrzeby r y n k u . Dziś jeszcze ś w i a d o m o ś c i tych potrzeb
nie w i d a ć niemal, ale wydaje się, ż e są dane, aby po­
trzeby te rozbudzić.
J e ś l i się nie w i e do czego j a k i e ś przedmioty m a j ą
służyć, po co istnieć, nazywa się je p a m i ą t k a r s t w e m .
Konkursy
p a m i ą t k a r s k i e są też miejscem, na k t ó r e
n a d s y ł a się w s p ó ł c z e s n e w y r o b y l u d o w y c h t w ó r c ó w , ł ą ­
czące elementy tradycyjnej f o r m y z n o w y m przezna­
czeniem. Usiłuje się t e ż w c i s n ą ć w k r ą g „ p a m i ą t k a r ­
s t w a " w y r o b y artystycznego kowalstwa. Chyba jednak
nie to jest w ł a ś c i w e miejsce i nie w k i e r u n k u drobnej
p a m i ą t k i powinno k i e r o w a ć się t w ó r c z o ś ć w y b i t n y c h
k o w a l i . Zastosowanie dla i c h pracy w i d z ę w e w s p ó ł ­
czesnej architekturze, w n ę t r z u .
Tam, gdzie chodzi
0 rzecz j e d n o s t k o w ą , u n i k a l n ą , s z l a c h e t n ą w materiale
1 technice. K r a t y , latarnie, świeczniki, kandelabry i t d .
T y l k o że taka twórczość, z a s t ę p u j ą c a g i n ą c e j u ż (a ra-

ft. 26. Melioracja pola, wycinanka,
23 X
X 32,5 cm. Wyk. Zofia Wiechno.
Wierznowi,
pow.
Łowicz.
II.
27.
Wycinanka,
" , 5 X 25 cm. Wyk. Łucja Ogórek,
Zawada,
Pow.
Brzeziny.
c e

31

p o d t r z y m a ł a przy życiu g a s n ą c e już o ś r o d k i t w ó r c z e ,
d a ł a m o ż n o ś ć p e ł n e g o wypowiedzenia s i ę w y b i t n i e uta­
lentowanym t w ó r c o m l u d o w y m . Dzięki zorganizowaniu
zbytu do miasta i za g r a n i c ę , dzięki d u ż e m u w y s i ł k o w i
organizacyjnemu a po części i propagandowemu u d a ł o
się nie t y l k o u t r z y m a ć poziom produkcji
„ludowej
sztuki" na poziomie lat p o p r z e d z a j ą c y c h o s t a t n i ą wojnę,
ale w w i e l u wypadkach poziom ten znacznie przekro­
czyć.
I w t y m t y l k o sensie m o ż n a m ó w i ć o r o z w o j u ludo­
wej twórczości. Istotnie, dzięki opiece, u d a ł o się za­
c h o w a ć przy życiu p a m i ę ć w i e l u p r o c e d e r ó w , niekiedy
s p o w o d o w a ć , iż w y b i t n i starzy t w ó r c y przekazali swe
u m i e j ę t n o ś c i i w i e d z ę dzieciom i w n u k o m , co jednak
najistotniejsze

pomoc, k o n i u n k t u r a s p o w o d o w a ł a
podjęcie pracy przez starych t w ó r c ó w , od lat już nie­
a k t y w n y c h . Chyba jednak trudno n a z y w a ć to „ r o z k w i ­
tem sztuki ludowej". J u ż chyba p r ę d z e j m o ż n a m ó w i ć
o jej galwanizacji.
P r z y z n a ć trzeba — galwanizacji
doskonałej.
II. 28. Wycinanka,
23 X 18 cm.
Janina Frzyborkowa.
Zakościele,
Rawa
Mazowiecka.

Wyk.
pow.

czej zanikłe) w miastach warsztaty metaloplastyki nie
obejdzie się bez w s p ó ł p r a c y z plastykiem, a przede
wszystkim z architektem. Nie o „ o z d o b ę " bowiem cho­
dzi, ale o f u n k c j o n a l n o ś ć , o o k r e ś l o n y charakter p l a ­
styczny dzieła, k t ó r e g o prostota i d o s k o n a ł o ś ć f o r m y
ś w i e t n i e m o g ą ' h a r m o n i z o w a ć tak z z a b y t k o w y m , j a k
i nowoczesnym w n ę t r z e m .
K o n k u r s y u j a w n i ł y uzdolnione jednostki, dalszy los
kowalstwa artystycznego zależy od p r a w i d ł o w e g o usta­
wienia ich pracy, i n s t r u k t a ż u prowadzonego przez do­
brego metaloplastyka i architekta w n ę t r z , od dalszych
f o r m artystycznej opieki. Rzecz dotyczy o c z y w i ś c i e j e d ­
nostek, ale wydaje się, ż e przy p r a w i d ł o w y m zorga­
nizowaniu ich pracy, na brak zbytu nie p o w i n n i na­
rzekać.
Od r o l i o r g a n i z a t o r ó w i o p i e k u n ó w zależy dziś ist­
nienie twórczości ludowej „na eksport". P r z e r w a ć za­
m ó w i e n i e , z l i k w i d o w a ć f o r m y opieki — a w ciągu k i l ­
k u lat nie będzie już większości dawnych dziedzin
sztuki ludowej, a w k a ż d y m razie przestanie ona i s t n i e ć
jako fakt k u l t u r o w y i społeczny.
Niezależnie bowiem od s l o g a n ó w na temat r o z k w i t u
sztuki ludowej w naszym k r a j u
w rzeczywistości
obserwujemy zanik na wsi tradycyjnych f o r m sztuki,
s t a ł e kurczenie s i ę modelu 1, k t ó r y ma charakter w y ­
r a ź n i e r e l i k t o w y , przy czym charakterystyczne dla na­
szego czasu jest jego w s p ó ł i s t n i e n i e r ó w n o l e g ł e z k u l ­
turą masową, kulturą przemysłową, formami w y k s z t a ł ­
conymi już nie na gruncie k u l t u r y
ludowej.
1 7

18

Powstrzymywanie tego procesu przemian nie wydaje
się ani r o z s ą d n e , ani nawet m o ż l i w e . Sprawa nie roz­
g r y w a się bowiem na płaszczyźnie u p o d o b a ń , d e c y d u j ą
czynniki ekonomiczne, społeczne, k u l t u r o w e , decyduje
sytuacja obiektywna, p o d w a ż a j ą c a r a c j ę istnienia od­
r ę b n e j k u l t u r y ludowej. M o ż n a w i ę c w ą t p i ć w skutecz­
ność akcji z m i e r z a j ą c y c h do zahamowania procesu roz­
padu tej tradycyjnej k u l t u r y w ś r o d o w i s k u l u d o w y m .
Realne jest natomiast podtrzymywanie przy życiu
twórczości, samej produkcji ludowych w y r o b ó w , nawet
w ó w c z a s gdy nie s ą już swojej społeczności potrzebne.
I w t y m zakresie pomoc M i n . K u l t u r y , m u z e ó w a
zwłaszcza Cepelii d a ł a rezultaty doskonałe, doprowa­
dziła do aktywizacji p o k a ź n e j liczby osób (3 — 4.000),
32

Jest to więc coraz bardziej sztuka „ c e p e l i o w s k a " ,
rzemiosło kierowane, a zasługą w i e l k ą o p i e k u n ó w jest,
że proces przeradzania się autentycznej twórczości w
r z e m i o s ł o kierowane przebiega powoli, w atmosferze
serdeczności i szacunku dla żyjącego jeszcze pokolenia
autentycznych t w ó r c ó w ludowych.
U ż y w a m o k r e ś l e n i a „ s z t u k a cepeliowska" w sensie
r e f e r u j ą c y m , nie w a r t o ś c i u j ą c , nie s t w i e r d z a j ą c czy jest
ona „ g o r s z a " czy „lepsza". Jest, jak się zdaje, w z g l ę d n i e
n a j l e p s z ą jeszcze d r o g ą dalszej egzystencji w i e l u dzie­
dzin ludowej sztuki.
C e c h ą tej „ c e p e l i o w s k i e j " sztuki jest wysoki poziom
techniczny, d o s k o n a ł o ś ć wykonania, ale i pewna r u ­
tyna, r z e m i e ś l n i c z a s p r a w n o ś ć , w y n i k a j ą c a z n a t u r a l ­
nego d ą ż e n i a do z w i ę k s z e n i a tempa produkcji, aby uczy­
nić j ą j a k najbardziej o p ł a c a l n ą (np. ceramika pokazana
na wystawie). A przy produkcji masowej z r o z u m i a ł y
jest b r a k czasu na n a m y s ł , b r a k świeżości, j a k ą m i a ł
dawny t w ó r c a , k t ó r y m ó g ł spokojnie o b m y ś l a ć , co i j a k
zrobi.
(Pięknie
pisała
o takim
tkaczu
dywanów
H . S c h r a m m ó w n a ) , W perspektywie czasu ta „ c e p e l i o w ­
ska" sztuka zapewne zastąpi dziś ż y w e jeszcze f o r m y
twórczości ludowej, stanie się r z e m i o s ł e m p r o d u k u j ą ­
cym „ w stylu l u d o w y m " . I m później to n a s t ą p i , t y m
oczywiście lepiej, nie m n i e j z tych nieuniknionych
konsekwencji trzeba sobie z d a w a ć s p r a w ę , zwłaszcza
że j u ż obecnie w i d a ć pierwsze oznaki tego k i e r u n k u
przemian.
Widoczne jest to zwłaszcza w r ę k o d z i e l e , w rzemio­
słach takich j a k tkactwo czy garncarstwo, w k t ó r y c h
już obecnie dostrzegamy coraz częściej powielanie (do­
s k o n a ł y c h zresztą) w z o r c ó w . W przyszłości nie w y k l u ­
czona jest sytuacja, gdy o k a ż e się najcelowsze w y k o ­
nywanie t k a n i n „ l u d o w y c h " w warsztatach miejskich,
w e d ł u g dawnych, najlepszych w z o r ó w , a k t o wie czy
w pewnych sytuacjach produkcji autentycznych wzo­
r ó w l u d o w y c h nie podejmie p r z e m y s ł tekstylny ( p r ó b y
takie podjął przed k i l k u
laty
Instytut
Wzornictwa
P r z e m y s ł o w e g o ) . Oczywiście zniknie wtedy „ j e d y n o ś ć "
k a ż d e j tkaniny, satysfakcja j a k ą daje jeszcze naszemu
pokoleniu ś w i a d o m o ś ć , że coś jest „ręcznej roboty".
Nie zatraci się natomiast istotny walor artystyczny l u ­
dowych t k a n i n (oczywiście przy d o b r y m w y k o n a n i u
i surowcu).
I n n a natomiast będzie sytuacja w tych dziedzinach,
k t ó r e oparte są o t w ó r c z ą i n w e n c j ę jednostki, jak np.
w rzeźbie figuralnej. T u o powielaniu nie m o ż e być
mowy, n a j w y ż e j o dobrych kopiach najwybitniejszych

dzieł przeszłości (tak jest za g r a n i c ą , czemu u nas się
tego nie robi?). Proces rozwoju będzie zapewne p r o w a ­
dził w r z e ź b i e do coraz bardziej poprawnych prac,
s t o j ą c y c h na granicy sztuki profesjonalnej i amator­
szczyzny. K o n t y n u a c j a dawnej r z e ź b y nie jest m o ż l i w a ,
przede w s z y s t k i m dlatego że jej charakter w y n i k a ł
nie tyle ze s p r a w n o ś c i technicznej ś w i ą t k a r z a , co z jego
widzenia, o d m i e n n o ś c i p s y c h i k i .
Dziś, w i n n y c h w a ­
runkach, r z e ź b i a r z m a i n n ą , bliższą naszemu czasowi
p s y c h i k ę i w y o b r a ź n i ę , t o t e ż i dzieła jego m u s z ą
być inne od dawnych. P r a w d z i w ą o d r ę b n o ś ć z a c h o w a ć
m o g ą t y l k o „ n a i w n i " , t w ó r c y w e w n ę t r z n i e odizolowani
od o t a c z a j ą c e g o i c h ś w i a t a , ludzie najczęściej z j a k ą ś
s k a z ą p s y c h i c z n ą , k t ó r y c h sztuka jest p r o j e k c j ą i c h oso­
bowości.
19

W r ó ć m y jednak w t y c h naszych r o z w a ż a n i a c h do
t e r a ź n i e j s z o ś c i . S m ę t n e refleksje na temat zmierzchu
autentycznej t w ó r c z o ś c i l u d u nie p o w i n n y nam prze­
s ł a n i a ć Obrazu zmian z a c h o d z ą c y c h w twórczości i upo­
dobaniach w s p ó ł c z e s n e j wsi i peryferii miejskich.
Zmierzch tradycyjnej sztuki ludowej nie jest bowiem
r ó w n o z n a c z n y z l i k w i d a c j ą o d r ę b n y c h f o r m twórczości.
Proces l i k w i d a c j i r ó ż n i c m i ę d z y w s i ą a miastem p o t r w a
zapewne długo. G i n ą powody w y w o ł u j ą c e o d r ę b n o ś ć ,
ale p o z o s t a j ą n a w y k i . Tworzenie się jednolitego mo­
delu k u l t u r y opartego o wzorzec k u l t u r y masowej nie
jest s p r a w ą c h w i l i ani r o k u , ani nawet k i l k u lat. P r a w ­
dopodobnie zresztą zawsze i s t n i e ć b ę d ą o d r ę b n o ś c i upo­
d o b a ń i m ó d r ó ż n y c h ś r o d o w i s k i pokoleń. Czy d o t y ­
czyć b ę d ą t y l k o u p o d o b a ń biernych, recepcji — ozy
i twórczości w ł a s n e j (amatorskiej)? P r z y s z ł o ś ć p o k a ż e .
W obecnym okresie procesy scalające dopiero prze­
n i k a j ą do ś r o d o w i s k wiejskich i peryferii k u l t u r o w y c h
miast i miasteczek. Ś r o d o w i s k a te m a j ą jednak i swoją
a k t u a l n ą twórczość, z g o d n ą z i c h obecnymi upodoba­
niami, s z t u k ę , k t ó r ą m o ż n a r ó w n i e ż n a z w a ć l u d o w ą ,
j a k o że jest powszechna, o d r ę b n a od sztuki n u r t u p r o ­
fesjonalnego i przy t y m kontynuuje nawet pewne ce­
chy i tradycje sztuki, k t ó r ą m o ż n a by n a z w a ć o d p u ­
s t o w ą , j a r m a r c z n ą . Jest to w ł a ś n i e model 3 w s p o r z ą ­
dzonej na w s t ę p i e a r t y k u ł u systematyce.
M o d e l ten obejmuje t w ó r c z o ś ć o d p o w i a d a j ą c ą a k t u ­
alnym potrzebom i upodobaniom l u d n o ś c i wsi i pery­
f e r i i miejskich, u p r a w i a n ą w k r ę g u tego ś r o d o w i s k a
i dla niego.
Są to z a r ó w n o powszechnie dziś spotykane m a k a t k i
z jeleniami czy ł a b ę d z i a m i na stawie, o k t ó r y c h w n i k ­
l i w i e p i s a ł niedawno Fr. K o t u l a ,
j a k też i wszelkiego
rodzaju w y r o b y spotykane na kramach odpustowo-jarmarcznyeh, zabawki, gipsowe psy, koty i koguty —
rzadziej t y g r y s y (słonie w y s z ł y z mody), Z o r r a na ko­
niu, tancerki, kobiety w n e g l i ż u na l w i e leżące i t p .
tematy, k t ó r y c h ź r ó d ł e m są zapewne porcelanowe f i ­
g u r k i rokokowe, k t ó r y c h r ó ż n e późniejsze nawet wersje
s p o t k a ć m o ż n a b y ł o przed w o j n ą w dworach czy miesz­
kaniach miejskich. F i g u r k i takie masowo n a b y w a ć m o ż ­
na b y ł o b e z p o ś r e d n i o po w o j n i e na k a ż d y m bazarze.
2 0

i ś w i ę t a sukienki o d o m i n u j ą c e j kolorystyce niebieskiej
czy np. r ó ż o w e j , a starsze kobiety k o m p o n u j ą z k u p ­
nych m a t e r i a ł ó w barwne stroje o o d r ę b n e j formie i k o ­
lorystyce — już nie tradycyjnie ludowe, ale jeszcze
nie miejskie.
Nie jest to j u ż sztuka ludowa, taka j a k ą znamy
z przeszłości. Nie jest — przede w s z y s t k i m dlatego
że w z g l ę d n i e spoista s t r u k t u r a l u d o w e j k u l t u r y u l e g ł a
rozpadowi i w c h ł a n i a coraz w i ę c e j e l e m e n t ó w obcych,
niezdolna już całkowicie je z a a d a p t o w a ć , z o r g a n i z o w a ć
w n o w ą o d r ę b n ą całość. Jest to jednak sztuka okresu
przejściowego,
okresu
rozpadu
tradycyjnej kultury,
w k t ó r e j na r ó w n i z elementami r e l i k t o w y m i w s p ó ł ­
istnieją z u p e ł n i e nowe.
Nie zamierzam t u b r o n i ć artystycznej w a r t o ś c i tej
sztuki. Na pewno nie da s i ę jej w całości p o r ó w n a ć
z d z i e ł a m i d a w n y m i , choć i w niej z n a j d u j ą się obiekty,
w k t ó r y c h już dzisiaj w i d z i m y walory estetyczne. S ą
to oczywiście w a l o r y inne niż w dawnej sztuce i jeśli
dostrzegamy je, to dzieje się to w k o n t e k ś c i e r o z w o j u
f o r m sztuki naszego czasu, K s z t a ł t o w a n i a się nowych
postaw estetycznych, innych nieco potrzeb. P r z y s z ł o ś ć
zapewne pozwoli z a u w a ż y ć w tej jarmarczno-odpustowej twórczości elementy i n n e jeszcze, k o r e s p o n d u j ą c e
z n o w y m i potrzebami. Pozwoli o d c z u w a ć j ą w kate­
goriach o d r ę b n e g o „stylu", b y ć m o ż e m i e s z c z ą c e g o się
w nowych konwencjach estetycznych. A l e to są t y l k o
przypuszczenia. Obecnie bowiem bynajmniej nie w i d z ę
potrzeby propagowania tej nowej sztuki l u d o w o - j a r marcznej, czynienia na n i ą „ m o d y " . A jeśli tak ak­
c e n t u j ę ten — istotnie w s p ó ł c z e s n y — n u r t sztuki l u ­
dowej, to dlatego aby z w r ó c i ć n a ń u w a g ę e t n o g r a f ó w
i ludzi z a j m u j ą c y c h się s z t u k ą l u d o w ą , aby b a d a ć j ą ,
d o k u m e n t o w a ć i u c h r o n i ć przed z a g ł a d ą , j a k ą t y m n i e ­
t r w a ł y m dziełom niesie czas.
Niestety, nie notuje się obecnie przemian w upodo­
baniach l u d u — ipomija niemal wszystko, co wykracza
poza f o r m y już znane i m i e s z c z ą c e się w ramach t r a ­
dycyjnych w y o b r a ż e ń o sztuce ludowej.
A przecież
zachodzące zmiany chociażby w
tematyce gipsowych
figurek m o g ą b y ć i n t e r e s u j ą c e dla socjologa, etnografa
czy historyka k u l t u r y , ś w i a d c z ą c o procesie f o r m o w a n i a
się g u s t ó w a nawet o pokracznych formach przenikania
mody na „ n o w o c z e s n o ś ć " w s z t u k ę m a s o w ą . Niestety
„ r a d a r y " naszych e t n o g r a f ó w w y c h w y t u j ą
doskonale
k a ż d y przejaw tradycyjnej sztuki, niewiele jednak u w a ­
gi p o ś w i ę c a się zjawiskom, k t ó r e k s z t a ł t u j ą się i zmie­
n i a j ą współcześnie. B y ć m o ż e w y n i k a t o z tego, że

II. 29. Wycinanka,
Marianna
Dudaszek.
ziny.

17 X 17 cm.
Zacharz, pow.

Wyk.
Brze­

Nowa t w ó r c z o ś ć ludowa, to t a k ż e spotykane gdzie­
niegdzie fabryczne meble (nawet na „ w y s o k i p o ł y s k " )
zdobione przez u ż y t k o w n i k ó w
W jaskrawo kolorowe
wzory r o ś l i n n e , k w i a t o w e a nawet geometryczne. To —
malowane d o s ł o w n i e na szkle, dekoracyjne bordiury,
o k a l a j ą c e w obrazku miejsca, pod k t ó r e w k ł a d a się foto­
g r a f i e . To — specyficzny sposób p o s ł u g i w a n i a się ele­
mentami nieludowej twórczości w celu uzyskania efek­
t u bliskiego upodobaniom danej społeczności — tak
w u r z ą d z e n i u w n ę t r z , j a k i stroju. P r z y k ł a d e m m o g ą
być ubiory C y g a n ó w , ale i w pow. nowotarskim spo­
tyka się wsie, w k t ó r y c h d z i e w c z ę t a noszą w niedziele
21

22

33

II. 30. Pająk, słoma, papier. Wyk.
Maria
Słomczyńska.
Gołocice,
pow.
Łęczyca.
U. 31. „Prześcieradło",
len szary z białą
bawełną.
Wyk. Rozalia Koska. Łęg,
pow.
Rawa Mazowiecka.
II. 32. Tkanina.
Wyk.
Katarzyna
Królasik.
Oraczew,
pow.
Łę­
czyca. II. 33. Bukiet, papier, bibuła.
Wyk.
Józefa
Wojciechowska.
Zawady,
pow.
Brzeziny.
II. 34. Naczynie zasobowe,
sło­
ma. Wyk.
1963 r. Wojciech
Drążczyk.
Zduny, pow.
Łęczyca.

badania prowadzi się z pozycji tradycyjnych
form
sztuki, że w założeniu ich chodzi zazwyczaj o u c h w y ­
cenie obrazu przeszłości. Nie n e g u j ę oczywiście celo­
wości takich b a d a ń , szkoda jednak, że s z u k a j ą c ś l a d u
przeszłości,
pomija
się
nieraz
fakty
współczesne.
A przecież w s p ó ł c z e s n a t w ó r c z o ś ć wiejska jest znacz­

mu*
I W

34

i m $ F4«4
lYifiTffrT!

rjiUiiLL

nie m n i e j t r w a ł a niż dawna, przedmiot ma życie k r ó t ­
kie, to co było przed 10 laty, dziś jest n i e m a l nie do
zrekonstruowania, w ł a ś n i e dlatego że n i k t nie przy­
w i ą z y w a ł do tego wagi, że najmniej ceni się m o d ę
p o p r z e d n i ą , a o wiele w y ż e j t a k ą , k t ó r ą dzieli j u ż
od nas dystans czasu.

Sądzę, że powinno się o r g a n i z o w a ć w y s t a w y o r ó ż ­
nych profilach. A w i ę c :
— Wystawy k l e j n o t ó w sztuki ludowej, dzieł n a p r a w d ę
najwyższej rangi — g ł ó w n i e r z e ź b y , drzeworytu, m a ­
larstwa, w y c i n a n k i , t k a n i n y (takie w y s t a w y ś w i a d ­
czą o miejscu ludowej sztuki w dorobku k u l t u r y
narodowej).
— Wystawy
przeglądowe
współczesnej
twórczości,
ś w i a d c z ą c e o formach i rezultatach opieki nad t ą
twórczością. ( S t w a r z a j ą o k a z j ę ujawnienia się nie
znanych d o t ą d a r t y s t ó w , co z kolei pozwala na oto­
czenie ich o p i e k ą , zapewnienie i m w a r u n k ó w dalszej
d z i a ł a l n o ś c i ) . Do tej kategorii zaliczam w y s t a w ę
łódzką.
— W y s t a w y problemowe, p o k a z u j ą c e autentyczny stan
twórczości ludowej danego okresu, proces z a p o ż y ­
czeń i asymilacji, zagadnienia inspiracji s z t u k ą l u ­
d o w ą architektury, malarstwa, r z e ź b y , g r a f i k i i rze­
m i o s ł artystycznych.
Dla etnografa,
dla badacza k u l t u r y w s p ó ł c z e s n e j ,
(a w i ę c i k u l t u r y ludowej) cenne b y ł o b y na pewno za­
poznanie się w ł a ś n i e z w y s t a w a m i o charakterze p r o ­
blemowym. Wystawy b o w i e m „ w s p ó ł c z e s n e j sztuki l u ­
dowej" nie p o k a z u j ą w istocie całości zagadnienia,
obrazu zachodzących przemian. Mogą nawet, choć oczy­
wiście bez ż a d n y c h intencji tego rodzaju, s u g e r o w a ć
nieprzygotowanemu w i d z o w i obraz jednostronny, nie
o d p o w i a d a j ą c y rzeczywistej sytuacji. Obraz k r a j u , w
k t ó r y m k w i t n i e sztuka ludowa i f o l k l o r , obraz Polski
nie rzeczywistej a turystycznej. Egzotyka l u d o w a ma
i dziś zapewne swój sens, z w ł a s z c z a w aspekcie zagra­
nicznej t u r y s t y k i , ale chyba dobrze b y ł o b y , aby w y ­
stawy o i n n y m , p r o b l e m o w y m charakterze, k o r y g o w a ł y
ten t r o c h ę przecież n i e p r a w d z i w y obraz w s p ó ł c z e s n e j
twórczości naszego l u d u .
25

33

Chodzi t u w i ę c przede wszystkim o i n t e n s y f i k a c j ę
b a d a ń nad procesami z a c h o d z ą c y m i na w s i i peryferiach
miejskich, o dostrzeganie i dokumentowanie zjawisk
w s p ó ł c z e s n y c h , chodzi o to, aby muzea etnograficzne
Zbierały p r z y k ł a d y tej w s p ó ł c z e s n e j twórczości, ekrany
f o t o g r a f ó w ulicznych, m a l o w i d ł a ze strzelnic i karuzel,
szyldy malowane, m a l u n k i i r z e ź b y z w o z ó w c y g a ń ­
skich, barwne m a k a t k i , f i g u r k i gipsowe, w y r o b y z l u ­
sterek, kule szklane z zatopionymi w wodzie f i g u r ­
kami (św. stajenka, ł a b ę d z i e , p i ł k a r z e , T r ó j c a Ś w i ę t a
itp.), obrazki malowane na szkle, przedmioty służące
do dekoracji w n ę t r z i t d .
Chodzi wreszcie o to, aby
u j a w n i a ć rezultaty
takich
badań
nawet w postaci
w s t ę p n y c h rejestracji w formie a r t y k u ł ó w w czasopis­
mach fachowych, r e p o r t a ż y fotograficznych, k s i ą ż e k ,
filmów.

2 6

34

2 3

M o ż e też i w a r t o p o k a z a ć j u ż teraz w trybie w y s t a w
naukowo-problemowych t ę s z t u k ę p r z e d m i e ś ć i w s p ó ł ­
czesnej wsi, p o d y s k u t o w a ć co jest, a co nie jest kiczem,
z a s t a n o w i ć się nad i s t o t ą zjawiska „ s z m i r y " , a przez to
widzieć problem szerzej — nie z a w ę ż a j ą c go do p ł y t ­
kich kampanii przeciwko „jeleniom na r y k o w i s k u " .
Może i w a r t o n i e k t ó r e f o r m y tej sztuki jarmarcz­
nej n o b i l i t o w a ć , p o k a z u j ą c je w odpowiednim kontek­
ście na wystawach sztuki ludowej czy
prymitywnej.
Takiej n o b i l i t a c j i d o c z e k a ł y się ostatnio sztuczne k w i a ­
ty, d o t ą d p r z e w a ż n i e pomijane, a nawet uznawane za
„szmirę". N i e z w y k ł y urok w y s t a w y „ k w i a t y dla W a r ­
szawy" zorganizowanej przez C e p e l i ę
s p o w o d o w a ł na­
wet w p e w n y m ś r o d o w i s k u m o d ę na te
kwiaty.
Wszystkie eksponaty zakupiono.
2 4

Nie b y ł o b y jednak s ł u s z n e m i e s z a ć na wystawach
o charakterze artystycznym o b i e k t ó w cennych z w ą t ­
p l i w y m i . Rola b o w i e m takich w y s t a w jest inna — po­
kazuje ś w i a t o d r ę b n e j i p i ę k n e j sztuki naszego l u d u .
Są one w a ż n e i d l a samych t w ó r c ó w ludowych, k t ó ­
rych np. na w e r n i s a ż łódzkiej w y s t a w y p r z y b y ł o blisko
dwie setki.

35

A miejsce w y b i t n y c h dziel ludowej sztuki jest dziś
w ł a ś n i e w muzeach, z a ł o ż y w s z y oczywiście, że s ą to
muzea z prawdziwego zdarzenia, dobrze w y p o s a ż o n e
w reprezentatywne kolekcje dzieł, otwarte dla publicz­
ności, a nie w stanie permanentnych r e m o n t ó w czy
organizacji. Przyjdzie też zapewne czas gdy b ę d z i e
m o ż n a wybrane najcenniejsze r z e ź b y czy obrazy o g l ą ­
d a ć w muzeach sztuki obok sal ze s z t u k ą ś r e d n i o ­
wieczną, obok r z e ź b Szczepkowskiego, d r z e w o r y t ó w Sko­
czylasa i Kulisiewicza, o b r a z ó w Tadeusza Makowskiego.
Sztuka l u d o w a jeszcze nas otacza, ale jest t o czas
jej zmierzchu. Dobrze byłoby, aby nie u r o n i ć niczego
z jej dorobku, z tego co jeszcze m o ż n a z b a d a ć , zano­
tować, utrwalić i zachować.
PRZYPISY
1

Sztuka
ludowa
północnego
Mazowsza.
Pułtusk,
w r z e s i e ń 1964 r. Por. n o t ę w „ K r o n i c e " „Pol. Szt. L u d . " ,
X V I I I , 1964, nr 4, s. 232.
Wystawa
współczesnej
sztuki
ludowej
czterech
województw
[rzeszowskie, lubelskie, białostockie i k i e ­
leckie], L u b l i n , listopad 1964 r. Por. n o t ę w „ K r o n i c e "
niniejszego numeru, s. 64.
Sztuka
ludowa ziemi łódzkiej
na XX-lecie
PRL.
Ł ó d ź 1964. Dane d o t y c z ą c e wystawy, konkursu i kata­
logu z n a j d u j ą się w „ K r o n i c e " niniejszego n u m e r u pisma.
Na t y m miejscu c h c i a ł b y m t y l k o powiedzieć, że jak
zawsze wystawa zorganizowana została doskonale, a k a ­
talog stanowi w istocie m a ł y album, opracowany z nie­
z w y k ł ą t r o s k l i w o ś c i ą tak o t r e ś ć i r z e t e l n o ś ć informacji,
jak i o poziom graficzny oraz edytorski.
Por. A . Jackowski, Z p r o b l e m a t y k i
współczesnej
amatorskiej
twórczości
plastycznej,
„Pol. Szt. L u d . " , I X ,
2

3

4

II. 35. Ukrzyżowany,
fragm. krzyża
kutego w
żelazie,
wys. 20,5 cm. Wyk. Stefan Morawski.
Wólka, pow. Łę­
czyca. II. 36. Bukiet, krepina. Wyk. Marcjanna
Chlebna.
Złaków
Kościelny,
pow. Łowicz.
II. 37, 38.
Figurki
jarmarczne,
1964 r. Łowicz.

1955, nr 5 oraz K . Piwocki, A la limité de l'art
popu­
laire et non-populaire,
„ Z e s z y t y Etnograf. Muz. KÛlt.
i Szt. L u d . w Warszawie", t. 1, 1960.
,...w t y c h zespołach k u l t u r o w y c h , k t ó r e etnografia
o k r e ś l a n a z w ą «lud», spotykamy na t r a d y c j i o p a r t ą
w y t w ó r c z o ś ć a o i o r o w ą o charakterze artystycznym, t a ­
k ą czy i n n ą , w t a k i c h czy i n n y c h regionach. T ę t r a ­
d y c y j n ą w y t w ó r c z o ś ć l u d u , ,bez w z g l ę d u na to czy
f o r m y j e j s ą pierwotne, czy też n a p ł y w o w e , nazywam
s z t u k ą l u d o w ą , p o n i e w a ż t e r m i n ten jest dziś p o w ­
szechnie p r z y j ę t y
w tym właśnie
znaczeniu"
(H.
S c h r a m m ó w n a , Sztuka ludowa i j e j znaczenie dla kul­
tury
artystycznej,
W i l n o 1939, s. 1).
[Sztuka ludowa jest to:] „ S z t u k a tworzona przez l u d
dla w ł a s n e g o u ż y t k u , o specjalnych, swoistych cechach,
o w ł a s n y m , sobie t y l k o w ł a ś c i w y m wyrazie s t y l o w y m
z a r ó w n o f o r m a l n y m , j a k i technicznym" ( K . P i w o c k i ,
Zagadnienie
metody w badaniach
nad sztuką
ludową,
„ L u d " , 1951, t. X , seria I I ) .
„Sztuka ludowa w społeczeństwach
cywilizowanych
to t w ó r c z o ś ć artystyczna l u d u , czyli tej części społe­
c z e ń s t w a , k t ó r a z p o w o d u r ó ż n i c ekonomicznych i u c i ­
sku klasowego nie m o g ł a k o r z y s t a ć z d o r o b k u sztuki,
zwanej « w y ż s z ą » " (R. Reinfuss w pracy: R. Reinfuss,
J. Swiderski, Sztuka
ludowa w Polsce,
K r a k ó w i960,
s. 6).
W konkursie, j a k to podaje w szczegółowym o m ó ­
w i e n i u z a w a r t y m w katalogu B . Kowalec, wzięło udział
378 o s ó b z 11 p o w i a t ó w , n a d s y ł a j ą c ponad 3150 prac.
W I I etapie pozostawiono 2.200 prac 234 t w ó r c ó w .
Por. A . Damrosz, Artystyczne
tkactwo
ludowe
z Porządzia
(Puszcza
Biała), „Pol. Szt. L u d . " ; X V I I I ,
1964, nr 2. s. 87.
Por. uwagi J. St. Bystronia o p i e ś n i a c h l u d o w y c h :
„ M o ż n a śmiało powiedzieć, że pieśń l u d o w a ginie nie
tyle w s k u t e k zaniku samodzielnej t w ó r c z o ś c i , jak r a ­
czej wskutek nadmiaru twórczości i n d y w i d u a l n e j , k t ó ­
ra powoduje w rezultacie coraz to
intensywniejsze
p r z e k s z t a ł c a n i e zasobu pieśniowego, rozbicie na coraz
to drobniejsze części i wreszcie zanik t r a d y c j i p i e ś n i o ­
w e j , k t ó r a p r z e c i e ż stanowi i s t o t ę życia p i e ś n i " .
(Artyzm
pieśni
ludowej,
P o z n a ń 1921).
5

6

7

8

36

9

„W 'przedmiotach tych [nietradycyjnych — przyp.
A. J.] w y k a z u j ą w y t w ó r c y n i e u d o l n o ś ć swoją nie dla­
tego że brak i m talentu, ale dlatego że te przedmioty
są dla nich zbyt m ł o d e . Jeszcze się z n i m i nie zżyli,
nie p r z e t r a w i l i ich i nie u r o b i l i w f o r m ę o k r e ś l o n ą
w ł a s n y m i zbiorowym postanowieniem" — pisze T. Se­
w e r y n w : Rozdroża sztuki ludowej, Warszawa 1948, s. 62.
10 w w y s t a w i e szt. l u d . w o j . łódzkiego z 1955 r.
b r a ł o udział 3 r z e ź b i a r z y : J. Brzozowski, J. Grzegory
z pow. łowickiego i K . Ajs z pow. piotrkowskiego.
W 1957 r. — t y l k o Grzegory, w 1958 r. — Ajs i I . K a ­
m i ń s k i z pow. łęczyckiego, w 1959 r. „ o d k r y t o " J. L a m ę c k i e g o , k t ó r e g o prace z n a l a z ł y się na wystawie szt.
lud. ziemi r a d o m s z c z a ń s k i e j . W 1961 r. w y s t a w i a ł o
6 r z e ź b i a r z y łęczyckich, 2 — łowickich, 1 — p i o t r k o w s k i ,
3 — z r a d o m s z c z a ń s k i e g o . Razem 12. Na ostatniej w y ­
stawie w 1964 r. z n a l a z ł y się r z e ź b y 27 t w ó r c ó w , w t y m
z p o w i a t ó w : łęczyckiego — 14(!), sieradzkiego — 6,
rawskiego — 4, i po jednym z w i e l u ń s k i e g o , r a d o m ­
szczańskiego i piotrkowskiego (z dotychczas w y s t a w i a ­
j ą c y c h nie wzięli u d z i a ł u Grzegory i Brzozowski, obaj
z łowickiego. W t y m samym roku w wystawie w s p ó ł ­
czesnej łęczyckiej sztuki ludowej wzięło udział 22(!)
rzeźbiarzy.
1

W zestawieniu t y m u w z g l ę d n i a m jedyni? r z e ź b i a ­
rzy — t w ó r c ó w figur, pomijam w i ę c w y k o n a w c ó w
p t a s z k ó w , zabawek i t p .
D u ż ą r o l ę o d e g r a ł t u dvr. A n t o n i K a m i ń s k i , k t ó ­
r y o r g a n i z u j ą c p l a c ó w k ę Cenelii w N o w v m
Jorku
u m i a ł z a i n t e r e s o w a ć nasza -rzeźbą ludowa z a r ó w n o m u ­
zea, jak i w y b i t n y c h k o l e k c j o n e r ó w sztuki. Orientacja
w zagadnieniu i ś w i e t n y smak pozwoliły m u na stwo­
rzenie p o w a ż n e g o r y n k u eksoortowego dla rzeźby, co
s t w o r z y ł o w a r u n k i dla rozwoju twórczości r z e ź b i a r s k i e j
w k r a j u . Z kolei racjonalna polityka z a k u p ó w , z a m ó ­
wień, konkursów i wystaw ugruntowała koniunkturę
i p r z y c z y n i ł a się do podniesienia poziomu prac. Jest t o
zasługa p. Janiny O r y n ż y n y i zespołu w s o ó ł p r a c o w n i k ó w Cepelii — zwłaszcza w Łodzi i Warszawie —
a t a k ż e k i e r o w n i k ó w m u z e ó w regionalnych w Łęczycy,
Sieradzu, Kielcach i t d .
Por. A . Jackowski, Współczesna
rzeźba
ludowa,
„Pol. Szt. L u d . " , X V I I I , 1964, nr 1.
1 1

1 2

37

13

Na wystawie w s p ó ł c z e s n e j szt. l u d . pow. Ł a s k
i Sieradz, Sieradz, czerwiec 1963. Por. n o t ę w „ K r o n i c e "
„Pol. Szt. L u d . " , X V I I , 1963, n r 3—4, s. 204.
W ł a ś n i e obawa o m o ż l i w o ś ć wypaczenia auten­
tycznej twórczości ludowej p o d y k t o w a ł a w 1929 r. W a n ­
dzie S c h r e i b e r ó w n i e s ł o w a : „ A r t y s t ó w l u d o w y c h nie
należy d o k s z t a ł c a ć w szkołach d l a i n s t r u k t o r ó w ani na
kursach zawodowych. Oczywiście nie wolno też pod­
s u w a ć ż a d n y c h u r z ą d z e ń ani u ł a t w i e ń pracy..." (Rozwa­
ż a n i a o popieraniu sztuki ludowej i ludowego
przemysłu
artystycznego,
..Sztuki Piękne",
V , 1929, s. 469).
14

15

Dowodem ż y w e j jeszcze t r a d y c j i w y c i n a n k i jest
chociażby to, że 38,5% u c z e s t n i k ó w k o n k u r s u łódzkiego
stanowili t w ó r c y wycinanek (90 osób), d o m i n u j ą c i l o ­
ściowo nad i n n y m i d z i a ł a m i sztuki (np. t k a c t w o —
23%, rzeźba — 11,5%).
16

Z w r a c a ł u w a g ę na ten aspekt k o n k u r s ó w jeszcze
w 1949 r. Józef Grabowski, p i s z ą c : „ D l a t e g o też roz­
dmuchiwanie twórczości garncarzy, bez zapewnienia jej
zbytu jest może cenne dla n a u k i , lecz bolesne w skut­
kach dla k r ó l i k ó w d o ś w i a d c z a l n y c h " (Drogi i manowce
współczesnej
plastyki
ludowej,
„ O d r o d z e n i e " , 1949 r.,
nr 29).
17

„ J e s t s p r a w ą powszechnie z n a n ą , że u p ł y w a j ą c e
dwudziestolecie b y ł o i dla polskiej sztuki ludowej o k r e ­
sem p o w a ż n e g o r o z w o j u " — czytamy w j e d n y m z ostat­
nio wydanych k a t a l o g ó w — „ S z t u k a l u d o w a nie t y l k o
nie ginie, ale rozwija się i w n i e k t ó r y c h dziedzinach
osiąga f o r m y znacznie bogatsze niż to notuje histo­
r i a " — pisze p o w a ż n y etnograf w popularnej pracy w y ­
danej przed k i l k u laty.
18

Por. B. G a ł ę s k i , Chłopi i zawód rolnika,
Warsza­
w a 1963, s. 147—154; St. Ż ó ł k i e w s k i , O kulturze
Polski
Ludowej,
Warszawa 1964, s. 151—167, 173—174.
„W niedalekiej już przyszłości sztuka ideoplastyczna, ograniczona do prostych z n a k ó w semantycznych,
w y s t a r c z a j ą c y c h na w y r a ż a n i e p r y m i t y w n e g o p o g l ą d u
na ś w i a t , dobiegnie swego kresu. Bo nie będzie j u ż
m o g ł a podołać swoim rozszerzonym zadaniom na sku­
tek przyswojenia sobie przez w i e ś i w ogóle przez cały
ś w i a t pracy k u l t u r y o g ó l n o n a r o d o w e j , szerzej, k u l t u r y
1 9

1

38

37

11. 39. „Łabędzie",
Łosice.

makatka,

ol. na

pł.

europejskiej. Nowe w a r s t w y społeczne zasilą zawodowo
grupy p r o d u c e n t ó w k u l t u r y z a r ó w n o naukowej, j a k
artystycznej, z o s t a n ą automatycznie w ł ą c z o n e w z w y k ł y
proces budowania cywilizacji, a jako elementy psy­
chicznie zdrowe i ż y w o t n e o d e g r a j ą w n i m zapewne
w i e l k ą rolę. K t o wie, m o ż e dopiero na tej drodze m o ż ­
na się będzie d o p r a c o w a ć nowych f o r m artystycznych,
zgodnych z n o w y m i czasami" — p i s a ł w 1948 r. Tadeusz
Dobrowolski w art.: Wystawa sztuki ludowej w
Kra­
kowie,
„ N o w i n y Literackie", 1948, n r 6.
Fr. Kotula, „Dywany"
— współczesne
malarstwo
ludowe wsi rzeszowskich,
„Pol. Szt. L u d . " , X V I I , 1963,
nr 3—i. Por. r ó w n i e ż tegoż autora art.: Dwie
strony
medalu,
„ N o w i n y Rzeszowskie", 1960, n r 186.
I n f o r m a c j i tej udzielił m i ł a s k a w i e p. doc. dr
Józef Grabowski, k t ó r y przed k i l k u tygodniami na­
p o t k a ł podobne p r z y k ł a d y w M a g ó r z e , i d ą c z Suchej
do Z a w o i . Widział tam r ó w n i e ż szafkowe kapliczki
p r z y d r o ż n e z n o w y m i dekoracyjnymi m a l u n k a m i na
szkle, za k t ó r y m i s t a ł a figura.
Por. J. Burszta, Zb. Jasiewicz, Zderzenie
kultur
na Ziemiach
Zachodnich
i Północnych
w świetle
ma­
teriałów
ze wsi koszalińskich,
„Pol. Szt. Lud.", X V I ,
1962, n r 4.
2 0

2 1

2 2

Fot.:



Jan

Swiderski

2 3

W y j ą t k i e m jest t u , o ile m i wiadomo, redakcja
„Gromady",
k t ó r e j pracownicy zebrali za w ł a s n e p i e ­
n i ą d z e k o l e k c j ę tego rodzaju prac. Przed k i l k u zaś laty
m a ł ą w y s t a w k ę makatek, .pocztówek, r z e ź b i t d . zorga­
nizowało k o ł o naukowe przy Z a k ł a d z i e Etnografii U.W.,
o r g a n i z u j ą c na o t w a r c i u jej d y s k u s j ę na temat tej
t w ó r c z o ś c i . R ó w n i e ż doc. K o t u l a z e b r a ł w muzeum
rzeszowskim zbiór l u d o w y c h
makatek.
2

*
luty

KuHaty dla Warszawy,
Warszawa, Salon TPSP,
1964.
Uczestnicy w y s t a w y łódzkiej dostali w 1964 r.
od Cepelii za swe prace ok. 350.000 zł (już po o d t r ą ­
ceniu podatku). Informacja p. I . W i t o r z e ń ć , k i e r o w ­
niczki Rejonowego B i u r a S k u p u Cepelii w Ł o d z i .
Na ten aspekt zagadnienia zwraca u w a g ę Zb.
Gawrak w art. Nieporozumienie
z Polską
egzotyczną
( „ K u l t u r a " , 1964, n r 29) o b a w i a j ą c się, że propagowanie
ludowej egzotyki u t w i e r d z a ć m o ż e m i t Polski j a k o k r a ­
j u p r y m i t y w n e g o , k r a j u wiejskich strzech, gliny, d r e w ­
na i słomy. Bardzo ciekawe uwagi na temat w s p ó ł ­
czesnego stosunku do sztuki ludowej zawiera
art.
B. M i c h a ł o w s k i e j : W etnograficznym
słoju,
„Polityka",
1962 r., nr 30.
2 5

2 6

— i l . 1—38; Jan

Urbanowicz

— i i . 39.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.