Mamert Piórko - rzeźbiarz lubuski / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.2

Item

Title
Mamert Piórko - rzeźbiarz lubuski / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.2
Description
Polska Sztuka Ludowa 1972 t.26 z.2, s.;97-100
Creator
Kowalski, Marek Arpad
Date
1972
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:4292
Language
pol
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4621
Subject
twórcy ludowi
rzeźba ludowa
Piórko, Mamert - rzeźbiarz ludowy
Text
Marek Arpad Kowalski

MAMERT PIÓRKO - RZEŹBIARZ LUBUSKI
Ulica K o ż u c h o w s k a — p r z e d m i e ś c i e Zielonej Góry.
W schludnym, m a ł y m , m u r o w a n y m domku mieszka eme­
rytowany nauczyciel pochodzący z Wileńszczyzny — M a ­
mert Piórko. Rzeźbiarz zielonogórski, uznawany często za
nestora twórców lubuskich, r ó w n i e często o k r e ś l a n y jest
mianem rzeźbiarza regionalnego j a k i ludowego; nazywa­
ny także amatorem-plastykiem.
Urodzony w 1900 г., pochodzi on z p o d w i l e ń s k i e j w s i .
Ojciec jego był r o b o t n i k i e m drzewnym p r a c u j ą c y m w
okolicznch tartakach. B y ć m o ż e na dalszej drodze t w ó r ­
czej Piórki zaważyły tradycje rodzinne, z e t k n i ę c i e się w
dzieciństwie z drewnem jako surowcem r z e m i e ś l n i c z y m ,
który później stał się m a t e r i a ł e m do w y k o n y w a n i a prac
artystycznych. P i ó r k o spędził wczesne lata swojego życia
u bogatych gospodarzy, później przez pewien czas praco­
wał jako robotnik fabryczny. W r o k u 1922 dostał się do
Seminarium Nauczycielskiego w Wilnie. Po u k o ń c z e n i u
nauki powrócił do ś r o d o w i s k a , z k t ó r e g o w y s z e d ł . Zaczął
pracować jako nauczyciel wiejski.
Rzeźbieniem z a i n t e r e s o w a ł się M a m e r t P i ó r k o raczej
przypadkowo. Mianowicie w szkole, w k t ó r e j uczył, zro­
dziła się idea stworzenia amatorskiego teatrzyku k u k i e ł ­
kowego dla uczniów. Szkoła b y ł a biedna, nauczyciele i
uczniowie sami m u s i e l i r e a l i z o w a ć p o m y s ł . B r a k i mate­
riałowe i ubóstwo finansowe szkoły z m u s i ł y P i ó r k ę do
czynnej pomocy przy organizowaniu teatrzyku •— sam
rzeźbił głowy lalek, k u k i e ł k i i f i g u r k i . Nie z a s t a n a w i a ł
się przedtem, czy umie to robić, czy nie. P r a c ę w y k o ­
nywał niemal mechanicznie. Później zaczął w y t w a r z a ć
z drewna przedmioty u ż y t k o w e : misy, łyżki, skrzynki, p u ­
dełka, ramy do o b r a z k ó w i t p . Daleki b y ł jednak w ó w c z a s
od uważania tego co r o b i za s z t u k ę . Nie p o d e j r z e w a ł jesz­
cze, że po w i e l u latach stanie s i ę r z e ź b i a r z e m znanym
w całym kraju, zwłaszcza w swoim regionie; nie z d a w a ł
sobie sprawy z tego, że posiada uzdolnienia artystyczne.
Rzeźbił, bo pewne s p r z ę t y b y ł y potrzebne w domu w ł a s ­
nym czy sąsiadów, bo trzeba było p o m ó c szkole.
Wojna p r z e r w a ł a te zajęcia. P i ó r k o rozpoczął p r a c ę
w wojskowych szpitalach. W 1945 r . wraz z wieloma
przesiedleńcami w y j e c h a ł na Zachód, osiadł w Zielonej
Górze i tu znów p o w r ó c i ł do zawodu pedagogicznego.
Wojna, a n a s t ę p n i e praca na n o w y m terenie w zmienio­
nych warunkach s p r a w i ł y , że z u p e ł n i e z a p o m n i a ł o a r t y ­
stycznej pasji swojej m ł o d o ś c i ; b y ł przede wszystkim
nauczycielem. Przypadek zrządził, że ponownie zaintere­
sował się r z e ź b i a r s t w e m . Był to r o k 1953. Na ulicy, przy
której mieszkał, wycinano stare lipy. M a m e r t P i ó r k o
jeszcze raz p o s t a n o w i ł s p r ó b o w a ć swoich sił i u m i e j ę t ­
ności twórczych, k o r z y s t a j ą c z dużych z a p a s ó w drewna,
które wręcz p r o w o k o w a ł y do r z e ź b i e n i a . Od tego w ł a ś ­
nie czasu datuje się p o w r ó t P i ó r k i do działalności a r t y ­
stycznej i rozkwit jego twórczości.
P o c z ą t k o w o rzeźbił niewiele — jedynie w wolnych
chwilach, w czasie wakacji, tyle tylko, na ile p o z w a l a ł a
mu praca zawodowa. A l e j u ż po przejściu na e m e r y t u r ę
całkowicie poświęcił się pracy artystycznej. Tworzy sy­
stematycznie, wykonuje wiele rzeźb. Jest to jego pasją,
potrzebą wypowiedzenia się, przypomnieniem dawnych
lat. Dzieła jego noszą p i ę t n o osobliwego spojrzenia na
świat.

Kiedy po raz pierwszy o d w i e d z i ł e m Mamerta P i ó r k ę ,
niemal natychmiast po p r z y w i t a n i u zaczął •— bez żadnej
zachęty z mojej strony — o p o w i a d a ć dzieje swojego
życia. Widocznie przyzwyczajony już b y ł do licznych od­
wiedzin dziennikarzy i ludzi i n t e r e s u j ą c y c h się jego sztu­
ką. P o s i a d a ł on album z fotografiami rzeźb, k t ó r e w y ­
k o n a ł w ciągu w i e l u lat, a k t ó r e z n a j d u j ą się obecnie
u rodziny i k r e w n y c h , s ą s i a d ó w i przyjaciół, instytucji
takich j a k Cepelia czy Lubuskie Towarzystwo K u l t u r a l n e .
K a ż d ą p r a c ę , k t ó r ą pokazuje czy to na fotografii, czy
z n a j d u j ą c ą się w jego w ł a s n y m posiadaniu, opatruje k o ­
mentarzem w i ą ż ą c y m się z jej powstaniem, t ł u m a c z y ,
dlaczego w y r z e ź b i ł tę figurę, dlaczego tak w ł a ś n i e ją
ujął, n a d a ł jej t a k ą a nie i n n ą f o r m ę .
A r t y s t a bardzo mocno p r z e ż y w a
Jest to bowiem jego ś w i a t i n t y m n y .

swoją

twórczość.

P o k a z y w a ł P i ó r k o zdjęcia dawniej wykonanej rzeźby.
Była to wielofiguralna kompozycja p r z e d s t a w i a j ą c a w y ­
w o ż e n i e zwłok jednego z bliskich przyjaciół, z m a r ł e g o
m ł o d o na gruźlicę w czasie, gdy obaj b y l i s ł u c h a c z a m i
Seminarium Nauczycielskiego. W kompozycji tej, b ę d ą ­
cej realistycznym przedstawieniem w y d a r z e ń , widzimy
k i l k a alegorycznych postaci o b r a z u j ą c y c h cnoty zmarłego
i jego d r o g ę życiową. I ten w ł a ś n i e element pewnej alegoryczności i symboliki jest, j a k sądzę, charakterystycz­
ny dla twórczości zielonogórskiego artysty. Oto inna
rzeźba — przedstawienie korzenia rośliny żeń-szeń. Zas t a n o w i a j ą c y t u jest j u ż sam w y b ó r tak przecież nier z e ź b i a r s k i e g o tematu, k t ó r y jednak dla artysty m i a ł
szczególne znaczenie, co w y n i k a z jego w ł a s n e j w y p o w i e ­
dzi: „jak głosi legenda, k o r z e ń żeń-szeń jest symbolem
zdrowia, m i e s z k a j ą w n i m dobre duchy, a j a rzeźbię to,
co dobre i uczciwe, tak j a k to widzę w swojej duszy".
T w o r z y w e m artysty jest drzewo lipowe — tradycyj­
ny m a t e r i a ł w i e l u dawniejszych i obecnych twórców.
M ó w i też P i ó r k o , że „to jest najlepsze drzewo, bo w m i a ­
r ę twarde, nie m a słojów, nie rozsyoha się i jest przy­
jemne w r z e ź b i e n i u " . Jako n a r z ę d z i a służą m u : nóż, k i l k a
d ł u t i d ł u t e k o r ó ż n y c h rozmiarach i w y k r o j u — okrągłe,
półokrągłe, u k o ś n e , płaskie. Nie ma on pracowni •— zimą
rzeźbi w domu, natomiast w czasie cieplejszych dni,
zwłaszcza latem, c h ę t n i e przenosi się do ogródka. Przy­
gotowane do pracy drewno starannie suszy, t w i e r d z ą c
że klocek powinien s c h n ą ć przez rok, mniej w i ę c e j . Ten
termin daje p e w n o ś ć , że drewno nie będzie p ę k a ł o i k r u ­
szyło się przy dalszej obróbce. W praktyce jednak nie
zawsze t r z y m a się tej zasady. P r z y s t ę p u j ą c do właściwej
pracy, M a m e r t P i ó r k o rzeźbi n i e posługując się bez­
p o ś r e d n i o ż a d n y m i w z o r a m i ani ilustracjami, również bez
pomocniczego r y s u n k u na drewnianym klocku. Po u k o ń ­
czeniu r z e ź b y powleka j ą zazwyczaj c i e n k ą w a r s t w ą
bezbarwnego l a k i e r u dla ochrony przed kurzem. Nigdy
natomiast nie polichromuje. Indagowany na ten temat
odrzekł, że nie z a s t a n a w i a ł się w ogóle nad tą m o ż l i ­
wością. Po c h w i l i dodał, że nie polichromuje, ponieważ
chce p o k a z a ć s t r u k t u r ę drzewa i jego p i ę k n o , p i ę k n o
m a t e r i a ł u samego w sobie. To uzasadnienie artystyczne
zostało więc s f o r m u ł o w a n e na p r ę d c e , by p r z e d s t a w i ć
program estetyczny, nad k t ó r y m t w ó r c a — j a k w i d a ć —
specjalnie nie z a s t a n a w i a ł się i k t ó r y jest w y r a ź n i e w t ó r -

97

ny wobec praktycznej działalności rzeźbiarza. Natomiast
historia i opowieści t o w a r z y s z ą c e p o s z c z e g ó l n y m r z e ź b o m
nie w y d a j ą się być ex post dokomponowywane. Ś w i a d ­
czą one, że twórczość artysty łączy się z autentycznym
przeżyciem.
Twierdzi P i ó r k o , że t y l k o praca w e d ł u g w ł a s n y c h
p o m y s ł ó w sprawia m u zadowolenie, gdyż nie ma sensu
n a ś l a d o w a n i e tego, co już zrobiono. Wprawdzie w ś r ó d
jego rzeźb m o ż n a znaleźć głowę Mickiewicza czy popier­
sie Ś w i e r c z e w s k i e g o — do k t ó r y c h to prac m u s i a ł y i n ­
s p i r o w a ć go j a k i e ś wzory — jednak tematyka ta nie
jest dla jego twórczości reprezentatywna. Oczywiście,
t w ó r c a mieszkający w mieście w o j e w ó d z k i m , społecznik,
człowiek stykający się codziennie, chociażby z racji
swojego zawodu, ze w s p ó ł c z e s n y m życiem, skompliko­
w a n y m i p e ł n y m p r o b l e m ó w , nie m o ż e w y m y ś l a ć tema­
tów rzeźbiarskich tylko „w głowie", j a k zazwyczaj po­
w i a d a j ą a r t y ś c i - s a m o t n i c y . W ł a ś n i e to codzienne życie
dostarcza r z e ź b i a r z o w i twórczej inspiracji, jeśli nawet
temat wydaje się b y ć o d e ń odległy. Lecz t y l k o temat,
a nie idee, k t ó r e stara się w y r a ż a ć w swoich figurkach.
Prace P i ó r k i m a j ą swój w ł a s n y , o d r ę b n y charakter,
" czasem w y d a j ą się udziwnione. S ą one p e ł n e , r z e k ł b y m
nawet — „mięsiste", choć nie jest to owa klasyczna p e ł ­
ność i z w a r t o ś ć f o r m y r z e ź b i a r s k i e j . S ą t e ż prace P i ó r k i
oszczędne w wyrazie, choć autor nie s k ą p i i m ornamen­
t y k i . Pozorna s u r o w o ś ć jego r z e ź b w i ą ż e się zapewne
z t e n d e n c j ą do geometryzowania, kubizowania k s z t a ł t u .
Wydaje się, że dłuto artysty posuwa się po liniach
prostych, o d r z u c a j ą c finezyjne z a o k r ą g l e n i a , t w o r z ą c geo­
metryczne kąty, krzywizny, linie i z a ł a m a n i a . Modelunek
rzeźby jest twardy. Wykonane przez P i ó r k ę rzeźby s k ł a ­
dają się j a k b y z zestawionych ze sobą i n a ł o ż o n y c h jedna
na d r u g ą brył, ornamentyka rzeźb p o d k r e ś l a ich kubiczny charakter. Ostre, ś m i a ł e i staranne zarazem cięcia s ą
typowe dla wszystkich jego prac. Jest to rodzaj formy

Mamert P i ó r k o : I I . 1. Wędkarz,

98

niespotykanej w naszej rzeźbie nieprofesjonalnej (ludowej
czy też amatorskiej). P i ó r k o dużą w a g ę p r z y w i ą z u j e do
formy swych dzieł — s ą one d o k ł a d n i e p r z e m y ś l a n e i wy­
konane, i to tyleż pod w z g l ę d e m k s z t a ł t u , co i treści.
Jak twierdzi sam artysta, przy wyborze tematów
d e c y d u j ą jego zainteresowania d l a otaczającego świata.
W ś r ó d r z e ź b P i ó r k i d o m i n u j ą typy ludzkie, celnie pod­
patrzone w życiu, przy pracy, postacie z bajek i legend.
S ą też prace inspirowane wspomnieniami autora z lat
młodości. Inne tematy p o j a w i a j ą s i ę znacznie rzadziej
i podejmowane s ą niejako na marginesie g ł ó w n y c h zain­
t e r e s o w a ń P i ó r k i — zafascynowania człowiekiem z jego
ś m i e s z n o s t k a m i i p r z y w a r a m i , urzeczenia p r a c ą i dzia­
łalnością ludzką. Nie ma z a ś w twórczości P i ó r k i tematyki
sakralnej. Nie ucieka artysta od rzeczywistości ziemskiej
— przeciwnie, u w a ż n i e j ą podpatruje, a obserwacje prze­
nosi w lipowe drewno.
T y p y ludzkie, k t ó r e Piórko- przedstawia w swych
r z e ź b a c h , aczkolwiek przedstawione wiernie, zawierają
dużą dozę humoru. Wydobyte są z nich rysy pewnych
ś m i e s z n o s t e k i p r z y w a r cechujących k a ż d e g o przecież
c z ł o w i e k a . P i ó r k o eksponuje cechy karykaturalne prze­
j a w i a j ą c e się w t w a r z y , gestach i ruchach tworzonych po­
staci. K a ż d y szczegół wydaje się t u b y ć starannie pod­
patrzony, p r z e m y ś l a n y i wykonany, b y t y m silniej pod­
k r e ś l i ć i n t e n c j ę autora. Szczególnie wyraziste są pod
t y m w z g l ę d e m twarze w y k o n y w a n y c h przezeń figurek
g r a j k ó w , p a s t u s z k ó w , k t ó r e w w i d z u b u d z ą skojarzenia
z p r z y s ł o w i o w y m i pastuszkami z sielankowych odpowieści
i bajek. Nie m n i e j zabawna jest postać starego, brodatego
krasnala, j a k b y w y j ę t e g o z b a ś n i braci G r i m m , ze wspa­
niale oddanym p r z y g i ę c i e m pod c i ę ż a r e m dźwiganego na
plecach worka. Wreszcie kompozycja p r z e d s t a w i a j ą c a dwa
p r z e p y c h a j ą c e się na k ł a d c e barany — ze znanego i po­
pularnego wierszyka. S ą te prace j a k b y prześmiewaniem
się z k u r s u j ą c y c h w s p o ł e c z e ń s t w i e s z a b l o n ó w i stereo-

drewno, wys. 26 cm. U . 2. Chłopiec jedzący
kaczan
U . 3, 4, Pastuszek, drewno, wys. 27 om.

kukurydzy,

drewno, wys. 27 cm.

typów myślowych, są zarazem dla odbiorcy ilustrowa­
nymi morałami życiowymi.
Inne znów postacie t c h n ą z a d u m ą i spokojem, j a k
np. Wędrowiec,
Matka z dzieckiem,
czy
Dziewczyna
z kukurydzą. Choiaż — przeciwnie niż poprzednio — są
statyczne, to jednak w y g l ą d a j ą tak, j a k b y t y l k o na chwilę
zastygły w bezruchu, dla odpoczynku. A za moment
znów ruszą w drogę.
O wartości rzeźb P i ó r k i stenowi i n t e r e s u j ą c a forma,
w sposób wyszukany p o d p o r z ą d k o w a n a treści i wymowie
jego dziel. Piórko podpatruje otaczający go ś w i a t „ z m r u ­
żonym okiem", nieco szyderczo i karykaturalnie, a prze­
cież z dużą dozą ciepłego h u m o r u i życzliwości. Nie jest
samotnikiem, przeciwnie, ż y w o uczestniczy w życiu spo­
łecznym, włącza się do akcji k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w y c h
inicjowanych przez twórcze ś r o d o w i s k a w o j e w ó d z k i e g o
miasta, szuka k o n t a k t ó w z l u d ź m i , a z jego spostrzeżeń
powstają właśnie owe dziwne, drewniane postacie.
Piórko jako rzeźbiarz d e b i u t o w a ł w I960 r. na w y ­
stawie CRZZ w Warszawie. Od tej pory jego prace po­
kazywane są systematycznie na dorocznych wystawach
plastyki amatorskiej w Zielonej Górze, u r z ą d z a n y c h przez
Lubuskie Towarzystwo K u l t u r a l n e i W o j e w ó d z k ą K o ­
misję Związków Zawodowych (w l u t y m 1961 r. p o w s t a ł a
przy LTK. Sekcja Plastyki Amatorskiej, k t ó r e j P i ó r k o
jest członkiem). Oo więcej — prace P i ó r k i pokazywane
są również na wystawach sztuki ludowej w o j e w ó d z t w a .
Dwukrotnie, w styczniu i m a r c u 1964 r „ o d b y ł y się w Zie­
lonej Górze jego wystawy Indywidualne pod patronatem
LTK. W 1963 r, k i l k a rzeźb P i ó r k i eksponowano w K r a ­
kowie na problemowej wystawie p l a s t y k i amatorskiej,
a w następnym roku na ogólnopolskiej wystawie plastyków-amatorów w Muzeum Etnograficznym w Toruniu.
Prace jego sprzedawane są w sklepach Cepelii na terenie
województwa. Władze w o j e w ó d z k i e t r a k t u j ą też rzeźby
Piórki jako regionalne p a m i ą t k i , ofiarowując je jako upo­
minki ważniejszym gościom. Gdy zaś w k w i e t n i u 1966 r.
w Klubie Literackim L T K odbył się t u r n i e j poetycki
o rzeźbę, dzieła P i ó r k i s t a n o w i ł y g ł ó w n e nagrody.
Praca zarobkowa na zlecenie Cepelii nie jest jednak
dla Piórki zasadniczym m o t y w e m d z i a ł a n i a . Rzeźbienie
traktuje jako swoją osobistą pasję, jako chęć w y ż y c i a
się, jako hobby. Pod t y m w z g l ę d e m jest on niemal przy­
kładowym okazem „czystego" i „ p r a w d z i w e g o " amatora.
Godny uwagi wydaje się fakt, że dzieła P i ó r k i znaj­
dują odbiorców nie tylko zinstytucjonalizowanych i nie
tylko wśród miłośników i z n a w c ó w sztuki, s ł o w e m — nie
tylko wśród tej warstwy, k t ó r a obecnie stanowi rynek
zbytu dla p r o d u k t ó w twórczości ludowej i amatorskiej.
Figurki przez niego wykonane docierają też do jego zna­
jomych, krewnych, s ą s i a d ó w — do tych ludzi, w ś r ó d k t ó ­
rych artysta żyje i działa. Wydaje się zjawiskiem ze
wszech miar pozytywnym, że twórczość P i ó r k i zaspokaja
poczucia estetyczne dosyć szerokiego k r ę g u odbiorców,
podczas gdy, jak wiemy, r z e ź b a nieprofesjonalna, z w ł a s z ­
cza ludowa, nie budzi zainteresowania w swoim ś r o d o ­
wisku. Aprobata prac P i ó r k i jest jednak z r o z u m i a ł a ,
jeśli przeanalizuje się prace r z e ź b i a r z a pod w z g l ę d e m
formalnym i tematycznym, co s t a r a ł e m się p r z e d s t a w i ć
wyżej.
W życiu P i ó r k i nie ma tak często spotykanej w ś r ó d
wielu artystów próżni społecznej, k t ó r a k a ż e i m z w r a ­
cać się z jednej strony k u elicie k u l t u r a l n e j i otaczają­
cemu ją wianuszkowi s n o b ó w w poszukiwaniu zbytu dla
rzeźb, z drugiej zaś — p r z y j m o w a ć bezkrytycznie wzory
stamtąd płynące z przeznaczeniem „dla l u d u " . Dzięki
temu też Piórko nie ma k o m p l e k s ó w w y n i k a j ą c y c h z bez­
radności i osamotnienia. I n t e r e s u j ą c e , jak w dalszym
ciągu ułoży się jego w s p ó ł p r a c a z Cepelią. Jak bowiem

4

świadczą n i e k t ó r e dane, w pewnych ośrodkach bądź
w ś r ó d i n d y w i d u a l n y c h t w ó r c ó w z a m ó w i e n i a tej insty­
tucji p o w o d u j ą p r z e k s z t a ł c e n i e się pracy twórczej w p r a ­
cę rzemieślniczą. Konsekwencje zaś z tego w y p ł y w a j ą c e
są trojakiego rodzaju: zbyt w y g ó r o w a n e poczucie w ł a s n e j
w a r t o ś c i artystycznej, zanik indywidualizmu twórczego,
rozgoryczenie i uczucie p o r a ż k i życiowej w przypadku
zmniejszania się z a m ó w i e ń .
Oczywiście nie m o ż n a g e n e r a l i z o w a ć tych spraw, wie­
le bowiem zależy od zastanej już pozycji społecznej t w ó r ­
cy, od jego o d p o r n o ś c i psychicznej, wreszcie od rodzaju
jego pracy i k o n t a k t ó w z opiekunami artystycznymi. Nie
grozi to też chyba t w ó r c y z Zielonej Góry. Rzeźbiarstwo
jest bowiem jego i n d y w i d u a l n ą , d u c h o w ą potrzebą, w y ­
rasta z chęci przekazania swoich spostrzeżeń ludziom,
w ś r ó d k t ó r y c h żyje; z drugiej zaś strony jest f o r m ą roz­
r y w k i , odpoczynku, daje spokój, zadowolenie p ł y n ą c e
z poczucia p r z y d a t n o ś o i społecznej. N i e w ą t p l i w i e sprzedaż
prac jest przejawem uznania dla jego twórczości, ale
t a k ż e f o r m ą uznania s ą dla artysty wystawy, wreszcie
okazywane zainteresowanie odborców.
C h a r a k t e r y z u j ą c twórczość Mamerta P i ó r k i k i l k a ­
krotnie z e s t a w i a ł e m j ą ze s z t u k ą l u d o w ą , mimo że t r u d ­
no do niej zaliczyć r z e ź b y lubuskiego twórcy. Jeśli P i ó r k o
jednak, o czym w s p o m n i a ł e m już na początku, bywa
o k r e ś l a n y r ó w n i e ż mianem r z e ź b i a r z a ludowego, w y n i k a
to, jak sądzę, nie t y l k o ze zwyczajowego stosowania tej
nazwy lecz i z charakteru regionu, w k t ó r y m P i ó r k o
żyje i tworzy. Woj. zielonogórskie przechodziło zmienne
koleje losu. Były to tereny, k t ó r e wcześnie o d p a d ł y od
Rzeczypospolitej i znalazły się w granicach Polski po

99

etnograficzne. Ł a t w i e j jednak b y ł o m o ż n a znaleźć w te­
renie z dawien dawna porzucone z a b y t k i k u l t u r y ma­
terialnej niźli ś w i ą t k i p r z y d r o ż n e . Gdy więc w woje­
w ó d z t w i e osiadło k i l k u ludzi, k t ó r z y w wolnych chwilach
b r a l i czasem drewno i d ł u t o do r ę k i , zaczęto mówić
o „współczesnej sztuce ludowej" t w o r z ą c e g o się regionu.
Rzecz oczywiście dotyczy nie t y l k o rzeźby i nie tylko
tego jednego w o j e w ó d z t w a . Podobnie jest w Szczecińskiem, gdzie o k r e ś l a się S k r ę t o w i e z a jako r z e ź b i a r z a l u ­
dowego Pomorza Zachodniego. Podobnie i w e Wrocław­
skiem, gdzie p r a c u j ą : Józef S e r w i k p o c h o d z ą c y z miejs­
cowości Inowlec, pow. Rawa Mazowiecka, Jan Kobiałka
ze wsi Hołoska, pow. T ł u m a c z , w o j . s t a n i s ł a w o w s k i e , Ka­
zimierz C h r ą c h o l z w o j . lwowskiego oraz Franciszek
Mentel z Ż y w i e c k i e g o . B y l i o n i m o ż e ongiś rzeczywiście
t w ó r c a m i l u d o w y m i , obecnie jednak b ą d ź to mieszkają
w miastach ( u ł a t w i o n y k o n t a k t ze ś w i a t e m sztuki elitar­
nej i n o w y wachlarz t e m a t ó w ) , b ą d ź nawet kształcą się
w ogniskach plastycznych.
Podobna sytuacja istnieje w Zielonogórskiem, gdzie
działają: L u d w i k Oleksy z Ż a r , Aleksander Koperwas
z Jasienicy G u b i e ń s k i e j , pow. Lubsko, i Andrzej Rak
z Krosna O d r z a ń s k i e g o . Jednym z t a k i c h t w ó r c ó w jest
w ł a ś n i e M a m e r t P i ó r k o , W s z a k ż e w o j e w ó d z t w o jest już
zintegrowane etnicznie, m o ż e w i ę c z czystym sumieniem
o d s t ą p i ć od nazywania P i ó r k i , j a k się to jeszcze często
zdarza, r z e ź b i a r z e m l u d o w y m . T y m bardziej, że obser­
w u j e m y zanik sztuki ludowej w jej klasycznej, dziewięt­
nastowiecznej postaci.
I I . 5. Krasnal,

drewno, wys. 20 cm.

k i l k u wiekach odosobnienia, dopiero po 1945 r. Na skutek
w i e l u okoliczności historycznych, a zwłaszcza długiej
separacji, nie p r z e t r w a ł a tam ludność autochtoniczna (jak
to m i a ł o miejsce na Ś l ą s k u lub Pomorzu) z w y j ą t k i e m
k i l k u graniczących z obecnym w o j . p o z n a ń s k i m powia­
tów: babimojskiego, m i ę d z y r z e c k i e g o i wschowskiego. Po
1945 г., wraz z n a p ł y w a j ą c y m i na te ziemie osadnikami,
w y t w o r z y ł się konglomerat ludnościowy. P r z y b y w a l i
m i e s z k a ń c y k r e s ó w wschodnich, Polski centralnej, r e e m i ­
granci z Europy zachodniej, Ł e m k o w i e , m i e s z k a ń c y W i e l ­
kopolski. K a ż d a z grup etnicznych przynosiła w ł a s n ą
k u l t u r ę , obyczaje, w ł a s n e w y t w o r y materialne, tradycje.
Wyłoniło się w i ę c zadanie scalenia tych grup, co o s i ą ­
g n ą ć m o ż n a b y ł o przez wkrzeszenie czy m o ż e raczej
stworzenie f u n d a m e n t ó w dla regionalnej tradycji, k t ó r a
znalazła t e ż częste, acz niezbyt d o k ł a d n e z p u n k t u w i ­
dzenia historycznego i geograficznego, nazywanie w o j .
zielonogórskiego — Z i e m i ą L u b u s k ą . T e r m i n ó w spełnił
przecież nakaz c h w i l i . Owo tworzenie tradycji obejmo­
wało r ó ż n e dziedziny, m i ę d z y i n n y m i — zagadnienia

Sztuka ludowa ma obecnie wiele p u n k t ó w stycznych
z a m a t o r s k ą , zaś wobec w i e l k i e j rozpiętości stylów i cech
tej ostatniej, obie m o ż n a u w a ż a ć za część wielkiego nurtu
sztuki nieprofesjonalnej. Sztywne oddzielanie jednej od
drugiej i stawianie granic m i ę d z y n i m i nie jest potrzeb­
ne, bo oba n u r t y sztuki coraz bardziej przenikają się
wzajemnie. S t ą d też naginanie t w ó r c ó w do ludowości
wydaje się zabiegiem sztucznym. Istotnie, do pewnych
o k r e ś l e ń czy definicji j e s t e ś m y przyzwyczajeni, są one I
wygodne, ale j u ż nieadekwatne do rzeczywistości. Pracą
Mamerta P i ó r k i — j a k to w y n i k a z wyżej podanych
f a k t ó w — i n t e r e s u j ą s i ę : Lubuskie Towarzystwo Kultu­
ralne i Cepelia. Zainteresowania nie okazuje tylko Mu­
zeum Zielonogórskie, najbardziej chyba do tego powoła­
ne. Oczywiście, nie k a ż d y t w ó r c a nieprofesjonalny zasłu­
guje na to, by jego prace b y ł y eksponowane na muzeal­
nych wystawach. J e d n a k ż e sztuka nieprofesjonalna jako
całość w i n n a znaleźć miejsce w badaniach etnograficz­
nych i w muzeach regionalnych. Badanie przemian za­
chodzących w sztuce nieuczonej, p r o c e s ó w przyswajania
sobie nowych w z o r ó w plastycznych (tak tematycznych, 1
j a k i formalnych) p o w i n n y stać się n o w y m elementem
d z i a ł a n i a e t n o g r a f ó w i tych, k t ó r z y z racji zawodu zaj- |
m u j ą się s z t u k ą l u d o w ą i a m a t o r s k ą .

Fot. Jan Swiderski.

Item sets
Lud

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.