-
Title
-
Dżuba - miasto pogranicza afrykańskiego /ETNOGRAFIA POLSKA 2010 t.54 z.1-2
-
Description
-
Etnografia Polska 2010 t.54 s.45-63
-
Creator
-
Kurcz, Maciej
-
Date
-
2010
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:5673
-
Language
-
pol.
-
Publisher
-
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6084
-
Rights
-
Licencja PIA
-
Subject
-
Sudan - Dżuba ( miasto)
-
Type
-
czas.
-
Text
-
„Etnografia Polska”, t. LIV, 2010, z. 1–2
PL ISSN 0071-1861
MACIEJ KURCZ
Instytut Etnologii i Antropologii
Uniwersytetu Śląskiego, Cieszyn
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO.
ANALIZA RÓŻNYCH ASPEKTÓW DOŚWIADCZENIA POGRANICZNOŚCI
Wyodrębnianie się pograniczy (czyli stref przejściowych pomiędzy dwoma lub
więcej bytami politycznymi) we współczesnej Afryce ma wpływ na procesy urbanizacyjne na kontynencie. Postępująca westernizacja czy „transgraniczna przedsiębiorczość” przyczyniają się bowiem do żywiołowego rozwoju ośrodków miejskich na
pograniczach. To swego rodzaju „targi kontaktów” – przygraniczne centra wymiany
komplementarnych dóbr pochodzących z sąsiednich, odmiennych kulturowo czy
geograficznie regionów (więcej: Vorbrich 1996, s. 211). Na obszarach pogranicznych tworzą się także zalążki urbanizmu. Na skutek gwałtownych przeobrażeń
kulturowych, miejscowa ludność nabiera cech typowych dla środowiska miejskiego (na przykład w kwestii pracy czy wypoczynku). Z naturalnych względów ma
to ogromny wpływ na urbanizację pograniczy afrykańskich – koncentrowanie się
życia tych obszarów w ośrodkach miejskich i prężnego ich rozwoju. Pograniczność
posiada nie tylko wymiar dosłowny, przestrzenny, ale może być rozumiana metaforycznie – jako poczucie liminalności, progowości, niejednorodności istnienia. Tym
samym można traktować ją na wzór środkowej fazy obrzędów przejścia Arnolda
van Gennepa (2006). Oba wymiary: geograficzny oraz symboliczny, w równym stopniu odpowiadają ze specyficzną kulturę utrzymującą się na tych obszarach.
Dżuba usytuowana jest na pograniczu z Ugandą, Kenią, Kongiem (DRK) i Republiką Środkowoafrykańską. Skutki jej „pograniczności” widoczne są gołym okiem
na różnych poziomach funkcjonowania miasta, zarówno w kwestiach ekonomicznych, identyfikacyjnych czy kulturowych. Fenomen ten ma olbrzymie znaczenia dla
kondycji życiowej mieszkańca miasta – jego wysiłków, by skutecznie poruszać się
w rzeczywistości intensywnie urbanizującej się Dżuby. Ze względu na współczesną
sytuację w regionie (powstanie niepodległego Sudanu), miasto stanowi niezwykle
interesujący obiekt badań w skali całego kontynentu. W artykule przedstawię różne
przejawy pograniczności w tym mieście – nie tylko żywiołowo urbanizującego się
ośrodka pogranicznego, ale także stolicy pół-niezależnego bytu państwowego: Sudanu
Południowego. Omówię również specyfikę miejscowego urbanizmu, kształtowanego
pod wpływem wielowymiarowej pograniczności.
Artykuł ten jest efektem badań terenowych w Dżubie prowadzonych w latach 2007
i 2008 w ramach grantu MNiSW Dżuba – ośrodek kultur i konfliktów.
48
MACIEJ KURCZ
POGRANICZE AFRYKAŃSKIE JAKO PRZEDMIOT BADAŃ
We współczesnych studiach nad pograniczami Afryka jest obecna coraz częściej.
Na temat pograniczy afrykańskich dysponujemy już niemałą literaturą (Wilson,
Donnan 2007; Cohen 1997; Merkx 2000 i inni). Nie bez przyczyny – na kontynencie afrykańskim obserwujemy bowiem szczególny wzrost mobilności przestrzennej
zamieszkujących go ludzi. Wpływają na to różnorakie czynniki, w szczególności
jednak procesy globalizacji oraz konflikty zbrojne. W Afryce dokonuje się proces
deterytorializacji, obejmujący: migracje, globalizację (transnarodowy przepływ dóbr
oraz ludzi), subnacjonalizację oraz – procesy reterytorializacji, których wyrazem jest
powstawanie mikro-regionów czy wyodrębnianie się pograniczy. W procesach tych
biorą udział różnorodni „aktorzy”: miejscowi przedsiębiorcy, warlordowie, pracownicy pomocowi, międzynarodowe korporacje, elity polityczne i wielu innych. Efektem
tych procesów jest tworzenie się nowego ładu przestrzennego kontynentu – a jednym
z jego składników jest wyodrębnianie się pograniczy (Cohen 1997; Howard, Shain
2005). Podobnie jak w przypadku innych kontynentów, teoria pogranicza jest jednym
ze sposobów przestrzennego ujęcia kultury afrykańskiej, który we współczesnej afrykanistyce należy do szczególnie chętnie podejmowanych. Mimo rosnącej popularności
tej problematyki, „miastu pogranicza” (jako swoistej odmianie urbanizmu afrykańskiego) nie poświęcono, jak dotąd, wystarczającej uwagi. Zdecydowanie niesłusznie. Miasta te, szczególnie obecnie, rozwijają się wyjątkowo dynamicznie, stając się
nowymi centrami kapitalizmu afrykańskiego, eksploatującymi transgraniczne kontakty, a których wpływy nierzadko promieniują na bardziej metropolitalne obszary.
DŻUBA – MIASTO PRZYCIĄGAJĄCE MIGRANTÓW
Jeszcze niedawno Dżuba była prowincjonalną afrykańską mieściną, zdewastowaną przez wieloletnią wojnę. Aktualnie – prawie z dnia na dzień – staje się wielkim miastem, stolicą autonomicznych prowincji południowych. W okresie dwóch
wojen (1964–1972 oraz 1983–2005) Dżuba liczyła kilka tysięcy mieszkańców, a jej
obszar ograniczał się do niewielkiego centrum, do dziś nazywanego Juba Town.
W latach 1970. w krótkim okresie międzywojennym, podejmowano próby rozbudowy
miasta, ale przerwał je wybuch w roku 1983 drugiej wojny domowej1. Przez ostatnie
kilkadziesiąt lat Dżuba była dla ludności tubylczej symbolem nietolerancji i ksenofobii, miejscem kaźni wielu tysięcy osób, terenem zmilitaryzowanym, przypominająKonflikt zbrojny w Sudanie Południowym był jednym z najkrwawszych i najdłuższych konfliktów
w pokolonialnej Afryce (działania zbrojne trwały tak naprawdę bez mała pięćdziesiąt lat). Tysiące ludzi
straciło życie, setki tysięcy ratowało się ucieczką do sąsiednich krajów. Wielu deportowano do prowincji
północnych i przydzielano muzułmańskim opiekunom, czyniąc z nich nierzadko niewolników. Bez
pośrednią przyczyną konfliktu były autorytarne rządy muzułmańskiej większości; brutalna islamizacja
i arabizacja obszarów zamieszkałych przez ludność afrykańską, w większości wyznającą różne odmiany
chrystianizmu.
1
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
49
cym bardziej obóz wojskowy niż ośrodek miejski. Z miasta uczyniono fortecę wojsk
rządowych, choć nie wybudowano fortyfikacji. Zostało natomiast otoczone osiedlami
czarnoskórej ludności internowanej w mieście. W zamyśle Chartumu mieszkańcy
tych osiedli stanowili zakładników – przysłowiowe „żywe tarcze”, osłaniające miasto
przed atakami partyzantów.
Porozumienia pokojowe ze stycznia 2005 roku między rządem w Chartumie
i Ludowym Ruchem Wyzwolenia Sudanu (Sudan People’s Liberation Movement
– SPLM)2 stworzyły możliwości odbudowy Sudanu Południowego i powrotu do tego
kraju milionów uchodźców3. W procesach zapoczątkowanych tymi porozumieniami
ważną rolę odgrywa Dżuba. Obecnie jest to największe – po Chartumie – centrum
polityczno-administracyjne Sudanu. Powstaje tam ogromna struktura administracyjna o charakterze tak centralnym, jak i lokalnym (stanowym)4. Miasto to odgrywa
także pierwszorzędną rolę gospodarczą na Południu, stając się pewnego rodzaju katalizatorem boomu gospodarczego, finansowanego głównie dzięki środkom z handlu
ropą naftową. Obecnie Dżubę zalewa istna powódź imigrantów, która rozpoczęła
się w 2005 roku i w 2007 osiągnęła najwyższy poziom. Do miasta wędruje ludność
wiejska, która szuka tam lepszych warunków do życia. Imigrantami są zarówno pracownicy tworzących się urzędów państwowych, jak i dorobkiewicze z sąsiednich
krajów. Do miasta ciągnie przede wszystkim rzesza niegdysiejszych uchodźców. Jak
na razie, na Południe powróciło dwa miliony wygnańców (The long road home 2008,
s. 5). Duża ich część skierowała się do Dżuby – najprężniej rozwijającego się ośrodka
Południa. W ostatnich kilku latach liczba mieszkańców tego miasta zwiększyła się
kilkakrotnie i sięga kilkuset tysięcy. I będzie wzrastać. Na powrót czekają bowiem
jeszcze dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi.
DŻUBA I POGRANICZE POŁUDNIOWOSUDAŃSKIE
Obszarem o bez wątpienia bardzo starych tradycjach pogranicza jest południowo
sudańska Ekwatoria – najbardziej na południe wysunięty kraniec Sudanu. Od
niepamiętnych czasów dla ludności z Północy (białej, zorientowanej na kulturę
Bliskiego Wschodu), był to obszar o wyraźnych cechach pogranicza. Z jednej strony,
wyznaczał ogólnie granice z Czarną Afryką, z drugiej: krańcowo peryferyjny, niedo
stępny, nieznany, złowrogi, ukształtowany przez czynniki geograficzne – nieprzebrane
2
To polityczne ramię Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu (SPLA) – organizacji militarnej, która
wiodła prym w ruchu oporu przeciwko władzom w Chartumie.
3
W wyniku porozumienia z 2005 roku (tzw. Comprehensive Peace Agreement) prowincje
południowe otrzymały szeroką autonomię, a w plebiscycie w roku 2011 mieszkańcy tych obszarów
opowiedzieli się za niepodległością. Ważnym punktem tego kompromisu jest podział dochodów
ze sprzedaży ropy naftowej wydobywanej ze złóż w Sudanie Południowym, (co zapewnia władzom
autonomicznych obszarów znaczne środki finansowe).
4
Dość wspomnieć, iż na mocy porozumień pokojowych w Dżubie powstają odpowiedniki
większości instytucji centralnych z Chartumu (24 ministerstwa!).
50
MACIEJ KURCZ
bagniste rozlewiska rzeczne – tzw. Sudd („przegroda”, „zapora”). Ekwatoria miała
więc utrudnione kontakty z Północą, także pod względem kulturowym. W czasach
kolonialnych doszły do tego zaniedbania w infrastrukturze regionu. Również i dziś
jej stan pozostawia wiele do życzenia. Drogi na Północ są niebezpieczne i tylko okresowo przejezdne. Transport rzeczny – tradycyjnie najpewniejszy – po wojnie nie
został, jak na razie, w pełni reaktywowany. Właściwie jedynym regularnym środkiem
komunikacji z wnętrzem Sudanu jest samolot. Na ten jednak pozwolić sobie mogą
tylko nieliczni. Zresztą nawet i ten środek transportu, jak się miałem okazję przekonać, zawodzi w porze deszczowej. Do dziś więc niedorozwój komunikacyjny regionu
wpływa na kontakty między obydwiema częściami kraju, skazując Południe na łączność z zagranicą, a w rezultacie na autonomizację polityczną i ekonomiczną. Podczas
gdy od Północy region ten jest przez większą część roku niedostępny, od Południa
otwiera się naturalnie (poprzez rozległe, płaskie połacie sawanny między jeziorem
Wiktorii a basenem Konga) na interior afrykański. Dokładniej tworzy geograficzny
trójkąt w granicach dzisiejszego Sudanu Południowego, Konga (DRK), Ugandy
i Kenii. Tak kiedyś, jak i dziś, zamieszkują go zróżnicowane kulturowo społeczności.
Dodatkowo – znów ze względów geograficznych (braku naturalnych barier), nader
często był terenem migracji, przebiegających zazwyczaj z Północy na Południe. Jego
struktura etniczna należała do szczególnie dynamicznych; krzyżowały się tu bowiem
nieustannie elementy różnorodnych kultur.
W okresie kolonialnym pogranicze to uległo polityzacji. Granice, arbitralnie ustalone na początku XX wieku przez władze Brytyjskiego Protektoratu Ugandy oraz
Anglo-Egipskiego Sudanu, sztucznie podzieliły miejscowe społeczności, jak Aczoli
czy Madi (Merkx 2000, s. 8, za: Collins 1962). Etniczne i handlowe więzi między
nimi jednak nie zanikły, lecz rozwijały się pod wpływem nowych czynników (np.
restrykcyjnej polityki kolonialnej). W okresie postkolonialnym były to fale migracji zarówno generowane politycznymi i zbrojnymi zawieruchami, jak i koniunkturą
ekonomiczną. Już w latach 1950. Sudańczycy masowo migrowali do pracy w ugandyjskim przemyśle bawełnianym. Doświadczenia te okazały się wkrótce bezcenne,
gdy wyruszyli do tego kraju ponownie. Tym razem jednak jako uchodźcy (Merkx
2000, s. 10). Niedługo później ci sami uciekinierzy musieli sami udzielić gościny,
bowiem na przełomie lat 1970. i 1980. Sudan stał się schronieniem dla Ugandyjczyków, uciekających z kraju na skutek niepokojów po upadku Idi Amina; „wojsko
Amina” rekrutowało się głównie z takich grup etnicznych, jak: Alur, Lugbara, Kakua
i Madi – po zmianie sytuacji politycznej w 1979 (upadku reżimu Idi Amina) salwowali się ucieczką do Sudanu Południowego (Merkx 2000, s. 11). W latach 1980.
sytuacja znów się odwróciła. Sudańczycy masowo szukali schronienia w pobliskiej
Ugandzie, na skutek wybuchu w 1983 kolejnej wojny domowej na południu Sudanu.
Tradycyjnie pogranicza afrykańskie zajmowały społeczności wędrowne. W ostatnim pięćdziesięcioleciu dla pogranicza afrykańskiego charakterystyczni stali się różnego rodzaju uciekinierzy, przede wszystkim uchodźcy i wewnętrznie przesiedleni.
Z powodów bezpieczeństwa, koszarowani są najczęściej w pobliżu granic państwowych. Zjawisko uchodźctwa nierozerwalnie związane jest dziś w Afryce z pojęciem
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
51
pogranicza. Obszar ten w ostatnich dekadach stawał się nader często areną konfliktów
zbrojnych oraz kryzysów humanitarnych. Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia na pograniczu południowosudańskim. Na skutek doświadczeń historycznych
tożsamość mieszkańca tego obszaru pogranicza jest dynamiczna, zmienna – polega
na identyfikowaniu się zarówno z losem uchodźcy, jak i udzielającego gościny. Na
pograniczu południowosudańskim spotkać się można z tzw. tożsamością kontekstową
– zwaną też wielokrotną lub sytuacyjną, polegającą na identyfikowaniu się z różnymi grupami (etnicznymi, narodowymi czy religijnymi) w zależności od sytuacji.
Migracje ludności tego regionu przez formalnie istniejące granice przyczyniły się do
ukształtowania heterogenicznej współczesnej kultury miejscowych społeczeństw i ich
poczucia „wielopaństwowej” przynależności. Jedną z ich cech jest umiejętność życia
na styku różnych bytów państwowych, wędrowania z kraju do kraju w zależności od
koniunktury (Allen, Turton 1996, s. 5–9). Mieszkaniec pogranicza południowosudańskiego pod wieloma względami koresponduje z koncepcją Roberta Parka, „człowieka
pogranicza” (Marginal Man) – jednostki głęboko zakorzenionej w kulturze dwóch
różnych ludów. Nie czuje się do końca członkiem nowej społeczności. Nie może
lub nie chce bowiem zerwać ze swoją pierwotną tożsamością. Przez to niejako żyje
na marginesie dwóch kultur i dwóch społeczeństw (Park 1928, s. 892). „Migrant-uchodźca” z pogranicza Sudanu Południowego rzadko kiedy jednak pragnie zerwać
ze swoją przeszłością. Przeciwnie, włączył ją do swojej nowej, synkretycznej tożsamości. Tą stara się wykorzystywać do budowania poczucia kolektywnej jedności
lub też do poprawiania swojej pozycji materialnej. Nie jest do końca akceptowany
w „społeczeństwie narodowym”. Doświadczenia, które posiada, czynią z niego osobę
zaradną życiowo i kreatywną. Jego sytuacja nie wywołuje u niego zasadniczo poczucia
osamotnienia czy wyobcowania. To zasadniczo odróżnia go od „człowieka pogra
nicza” opisanego przez Parka.
PROCESY URBANIZACYJNE A INFRASTRUKTURA MIEJSKA
Gwałtowny rozrost urbanizacyjny Dżuby wywołuje wiele problemów. Miasto
przeżywa głód mieszkaniowy. W zasadzie nie buduje się nowych domostw, ograniczając się do renowacji starych, które na razie najczęściej wciąż są w stanie ruiny.
Szczęśliwcy na prominentnej państwowej posadzie mogą co prawda liczyć na lokum
pracownicze, które wszakże nie są do pozazdroszczenia. Według moich obserwacji,
w jednym pomieszczeniu mieszka średnio 5–6 osób. Czynsze biją rekordy, przeciętna
wysokość wynosi około 200 dolarów miesięcznie, sięgając nawet 3000 dolarów za
miesiąc5. W rezultacie znaczna liczba mieszkańców miasta rozlokowała się w turystycznych namiotach lub mieszka w tradycyjnej, okrągłej chacie z gliny i sitowia. Taka
zabudowa stanowi dominujący akcent architektoniczny Dżuby.
5
Czynsze podbijają prominentni urzędnicy państwowi, którzy na utrzymanie w mieście (w tym
najem reprezentacyjnego lokalu) pobierają specjalne subwencje.
52
MACIEJ KURCZ
Kolejny, palący problem to brak bieżącej wody – paradoksalny ze względu na
położenie miasta na brzegu Nilu. Woda dostępna jest tylko punktowo ze źródeł
gruntowych, czerpana za pomocą ręcznych pomp, jest też rozwożona beczkowozami
tankowanymi wprost z rzeki. Ograniczony dostęp do wody stanowi poważne utrudnienie, zwłaszcza dla kobiet, które zwyczajowo są odpowiedzialne za zaopatrzenie
zagrody w wodę. Często muszą one w tym celu pokonywać znaczne odległości.
Deficyt wodny jest jedną z najczęstszych przyczyn sąsiedzkich kłótni, a nawet poważniejszych awantur.
Sytuację pogarsza zagrożenie epidemiologiczne, które jest związane z dotychczas
nierozwiązanym problemem odpadów. W mieście nie ma kanalizacji, zaś funk
cjonujące niegdyś szamba uległy zaśmieceniu. Przydomowe ustępy mają charakter
prowizoryczny lub de facto nie istnieją. Kto tylko może udaje się za potrzebą nad
rzekę lub w pobliskie zarośla.
Jeszcze gorzej jest ze zwykłymi odpadami. Wyrzucane są na ulicę, gdzie miejscami
powstaje ubita warstwa śmieci. Problemem nie są odpady organiczne, ulegają bowiem
szybkiemu rozkładowi lub są zjadane przez domowy inwentarz zwierzęcy. Prawdziwą zmorą są natomiast śmieci, które nie ulegają szybkiemu rozkładowi. Jedynym,
zaobserwowanym przeze mnie, sposobem usuwania tych odpadów było regularnie
wypalanie. O poranku i zachodzie słońca nad miastem unosi się cuchnący dym palonych tworzyw sztucznych. Wyłącznymi, jak na razie, systematycznymi czyścicielami
miasta są „dzieci ulicy”, specjalizujących się w zbieraniu plastikowych butelek, które
skupowane są przez sprzedawców napojów i benzyny. Wprawdzie zostały utworzone
służby oczyszczania miasta, lecz ich działanie zauważalne jest tylko na terenie bazarów, gdzie nagromadzenie śmieci jest największe. Bazarowe odpady są wywożone za
rogatki miasta i pozostawiane na sawannie.
W czasie pory suchej w Dżubie niezwykle często wybuchają pożary. Stanowią one
plagę zwłaszcza bazarów, gdzie nie ma tygodnia, żeby nie było przynajmniej jednego
pożaru. Najczęściej przyczyną jest palenie śmieci, miejscowi uważają jednak, że jest
to sprawka czarnoksięskich sztuczek zamawianych przez nieżyczliwych sąsiadów lub
konkurencję. Pożary, a nadto ich konceptualizacja, może być sygnałem narastania
animozji w dynamicznie heterogenizującym się społeczeństwie, zwłaszcza na linii
Sudańczycy – obcokrajowcy.
W mieście w zasadzie nie ma także elektryczności. W energię elektryczną zaopatrywane są wyłącznie ministerstwa, budynki publiczne oraz nieliczne domostwa położone w okolicy centrum. Brak prądu, w przeciwieństwie do wody, nie jest szczególnie uciążliwy dla mieszkańców, ponieważ przywykli sobie radzić bez elektryczności.
Większość domów oraz lokali usługowych posiada generatory prądotwórcze.
W oczach moich informatorów miasto należy do skrajnie nieprzyjemnych i nieestetycznych. W przypadku większości migrantów prezentuje się zdecydowanie gorzej
od miejsca ich dotychczasowego pobytu – bez różnicy, czy był to Chartum czy obóz
Kakuma w Kenii. Zabudowa miejska pozostaje w ruinie. Krajobraz zdominowały prowizoryczne konstrukcje z blachy i gliny. W mieście brak jest zasadniczo asfaltowych
dróg. W rezultacie ciągle utrzymuje się tu chmura piasku i pyłu. Nie ma też zieleni. Ta
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
53
ogołocona została prawie całkowicie w czasie wojny. Zatem nie ma się co dziwić, że
respondenci zgodnie twierdzili, iż brakuje w mieście fragmentów, które moglibyśmy
nazwać ładnymi. Dla większości, jedynymi względnie przyjemnymi miejscami były
hotele i restauracje. Fakt ten w zasadniczy sposób utrudniał aklimatyzację ludności
migrującej do miasta. Jednocześnie współtworzył złowrogą aurę tego miejsca, która
udzielała się tak naprawdę wszystkim kategoriom mieszkańców miasta. Krajobraz
miejski ma ogromne znaczenie dla budowania specyfiki kulturowej Dżuby – intensyfikacji metaforycznego odczuwania pograniczności tego miejsca.
GOSPODARKA POGRANICZNOŚCI
W okresie postkolonialnym pogranicza afrykańskie to przede wszystkim „hand
lowe i przelotowe korytarze” (Traffic and Passage Corridors). Pograniczność łączy się
z przestrzenną mobilnością. Ta z kolei, w dzisiejszych czasach, okazuje się z reguły
niezwykle dochodowa. Takie działania, jak szmugiel czy migracja zarobkowa, okazują
się szczególnie opłacalne – są w stanie zrekompensować człowiekowi kryzysy humanitarne czy fakt oddalenia od centrum. Pogranicze to obszar peryferyjny i zmarginalizowany. Jednocześnie jednak jest także wolny, nie do końca kontrolowany – a zatem
i doskonały dla rozwoju gospodarczego, drobnej przedsiębiorczości. W Afryce to
obszary, które są kuźniami nieformalnej gospodarki – dochodowa działalność ekonomiczna poza oficjalnymi regulacjami.
Już u progu niepodległości powszechne na kontynencie stały się okresowe migracje zarobkowe. Zjawisko to, choć wciąż mało znane (w nowożytnej historii Afryki
zajmowano się przede wszystkim migracją do miast), jest udokumentowane w wielu
krajach afrykańskich (na przykład pogranicze Beninu i Nigerii czy Togo i Ghany)
(Adepuju 1995, s. 93). Ważne w tym względzie okazały się także wspólne tradycje
kolonialne, podobne dzieje polityczne i gospodarcze całych regionów. Okres kolonialny sprawił, że wiele obszarów zostało zespolonych trwale w większe kulturowe
całości (frankofońska Afryka Zachodnia czy anglosaska Afryka Wschodnia). Fakt
ten w okresie postkolonialnym jest znaczącym bodźcem wyodrębniania się obszarów
pogranicznych.
Transgraniczna wymiana handlowa ma na południowosudańskim pograniczu
stosunkowo długą tradycję. Już wraz z dekolonizacją na pograniczu (jak i na całym
kontynencie) przyspieszyły znacznie przeobrażenia w sferze ekonomii. Tradycyjny
system wymiany i produkcji stracił na znaczeniu. W jego miejsce pojawiała się gospodarka towarowa. Ludność pogranicza szybko przekonała się o korzyściach, które
niósł ze sobą transgraniczny kapitalizm – zarzucając dawne instytucje życia gospodarczego. Sudańczycy, wykorzystując „gościnność” Ugandyjczyków, szmuglowali do
kraju używki w rodzaju kawy oraz tytoniu. W zmian pozostawiali towary otrzymywane w ramach pomocy humanitarnej, na które było niesłabnące zapotrzebowanie
w Ugandzie (Merkx 2000, s. 10). Nie inaczej jest i dziś, gdy w Sudanie Południowym
zagościł pokój. W regionie tym rozkwita drobna przedsiębiorczość. W znakomitej
54
MACIEJ KURCZ
większości jest to zasługa imigrantów ugandyjskich. Tak naprawdę jednak, w zależności od sytuacji – tak Sudańczycy, jak i Ugandyjczycy nauczyli się czerpać korzyści
z zamieszkiwania na styku dwóch bytów politycznych. Fakt ten w równym stopniu
co czynniki polityczne, wpłynął na poczucie wspólnotowości tego zakątka Afryki.
To jeden z podstawowych komponentów spajających tożsamość jego mieszkańców.
Gospodarka badanego ośrodka w dużej części opiera się na półlegalnej wymianie
handlowej z sąsiednimi krajami. Bliskość granicy państwowej stwarza dodatkowe
możliwości dla rozwoju miejskiej gospodarki, w szczególności jednak jej sektora
nieformalnego. Ustanawia bowiem swoistą dwuznaczność, która umożliwia eksploatowanie lokalnej gospodarki za pomocą, tak legalnych, jak i nielegalnych praktyk.
W przypadku Dżuby władza okazuje się zupełnie bezradna wobec tych działań.
Nielegalnym dorobkiewiczom udzielają wsparcia wszyscy: organizacje międzynaro
dowe, wspólnoty lokalne, kościoły czy zwykli ludzie (bez mała połowa pracowników
goszczącej mnie instytucji kościelnej pochodziła z Ugandy). Mało tego, praktyki te
nie były kompromitujące nawet dla formalnych struktur państwowych. Są pewnego
rodzaju koniecznością w zdewastowanym przez wojnę regionie. W pewnym sensie
stanowią podporę państwa w budowaniu niezależności ekonomicznej względem
Chartumu. Stały się rodzajem ogólnospołecznej aktywności secesyjnej – kontestacji
wszystkiego co pochodzi z Północy. Przemytnictwo czy przepływ nielegalnych pracowników odpowiadają za normalne życie w mieście – za dostępność podstawowych produktów czy usług: od wody mineralnej po benzynę. W 2008 roku w czasie
niepokojów w Kenii po wyborach prezydenckich, ruch transgraniczny na pewien
czas ustał – sparaliżowało to funkcjonowanie Dżuby. Drastycznie podskoczyły ceny
niektórych produktów, co gorsza, w pewnym momencie w mieście zabrakło benzyny.
GLOBALIZACJA NA POGRANICZU
Procesy globalizacyjne wywierają znaczny wpływ na gospodarkę miejską. Glo
balizację postrzegam jako intensyfikującą się sieć transnarodowych powiązań,
obejmującą szerokie spektrum zjawisk od wykorzystywania nowoczesnego sprzętu
komputerowego i telekomunikacyjnego po globalne korporacje, a w szczególności
inwestycje, systemy produkcji czy procedury prawne realizowane przez nie w różnych częściach świata. Przez wiele lat Afryka znajdowała się na marginesie globalnej ekumeny. Ze swoją zacofaną infrastrukturą, niestabilną sytuacją politycznym
czy ubóstwem materialnym Afrykańczyków, nie tyle nie była w stanie wziąć aktywnego udziału w globalnym systemie wymiany, co nie mogła odgrywać w nim nawet
swych tradycyjnych ról: rezerwuaru naturalnych surowców oraz rynku zbytu towarów
wysokorozwiniętego świata (Hannerz 2006; Freund 2007, s. 170–171). Przypadek
Dżuby przeczy tym uogólnieniom – świadczy przynajmniej o ich dezaktualizacji.
Miasto wraz ze stabilizacją polityczną w regionie, stało się częścią procesów współtworzących globalizację. Sprzyja temu swoisty mikroklimat kulturowy panujący na
obszarze przygranicznym.
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
55
Na pograniczach, za sprawą migracji, konfliktów czy organizacji dobroczynnych,
ulegają przyspieszeniu przeobrażenia kultury afrykańskiej. Dawni przywódcy nie
są już uznawani przez władzę, a instytucje tradycyjne ulegają dekompozycji. W ich
miejscu pojawia się nowa kultura o bardziej kosmopolitycznym charakterze. Krzyżują
się w niej elementy tradycyjne oraz globalne, mieszanka pochodzenia amerykańsko-europejskiego. Ich eksponentami są aktualnie różnorakie organizacje pozarządowe
niosące pomoc na obszarach ogarniętych przez „kryzysy humanitarne” (w znakomitej
większości właśnie na terenach pogranicznych).
Wiemy już, iż niezwykle ważnym bodźcem kształtowania się nowej kultury są
czynniki gospodarcze. W celu skuteczniejszego wykorzystywania możliwości ekonomicznych mieszkańcy wypracowują wspólne zasady komunikacji. Wykorzystuje
się do tego celu języki wehikularne (suahili, arabski, hausa, somali czy oromo) albo
też języki dawnych metropolii kolonialnych, przede wszystkim angielski i francuski.
Te ostanie nie budzą już negatywnych emocji – przeciwnie, są doceniane, choćby ze
względu na przypisywaną im „neutralność” i „bez-etniczność”. Wraz z językiem pojawiają się wspólne, ujednolicone zasady wymiany handlowej (np. jedna waluta)), czy
ogólne wzory codziennego życia. W Dżubie liczyć się trzeba jednocześnie z dwoma
systemami organizacji ruchu drogowego (sudańskim oraz ugandyjskim – prawostronnym i lewostronnym). Podobnie, powszechnie akceptowaną walutą jest szyling
ugandyjski. Niekiedy, płaszczyzną do transgranicznej komunikacji stają się dawne,
przedkolonialne tradycje. W przypadku badanego ośrodka tę rolę spełnia kultura
suahili. Jej agentami są cudzoziemcy z sąsiednich krajów, ale także byli uchodźcy.
Ciekawe, iż ci ostatni, nielubiani i krytykowani przez ludność, która w czasie wojny
przebywała w Sudanie, stają się jednocześnie nośnikiem kultury, do której aspiruje
całe miasto. Uosabiają kulturę, której wszyscy aktualnie pożądają. Jest to kultura
Zachodu, podlana wschodnioafrykańskim sosem, która staje się fundamentem
tworzącej się nowej kultury Dżuby. Wielkomiejskie obycie repatriantów sprawia, że
są oni wzorem dla pozostałych mieszkańców miasta.
Wychodźstwo pociąga za sobą gruntowne przeobrażenia kulturowe. Jednym z jego
rezultatów jest nabywanie przez uciekinierów elementów typowo miejskiej kultury.
Centrami tych przeobrażeń są obozy dla uchodźców. To tam znajdują się zalążki
urbanizmu: charakterystyczny sposób spędzania wolnego czasu, stosunki społeczne,
ekonomia (Agier 2002). Uchodźctwo ma aktualnie ogromne znaczenie dla żywiołowego tempa urbanizacji w Afryce. Zespolenie tych dwóch arcyważnych zjawisk
utrudnia proces repatriacji dawnych uciekinierów.
ORGANIZACJE POMOCOWE
Jednym z najbardziej jaskrawych przejawów globalizacji we współczesnej Afryce
jest obecność organizacji pomocowych. Od prawie półwiecza Afryka jest odbiorcą
gigantycznej pomocy humanitarnej. Od lat 1980., na fali popularności neoliberalnego paradygmatu rozwoju, dystrybucją pomocy zajęły się głównie Organizacje
56
MACIEJ KURCZ
Pozarządowe (NGOs). Na przestrzeni ostatnich kilku dekad stały się w Afryce agendami globalizacji: ekspansji amerykańsko-europejskiej kultury (choć także nierzadko treści z innych kręgów kulturowych, jak np. cywilizacji islamu). Współcześ
nie to znaczące źródło wielopłaszczyznowych zmian w społeczeństwie afrykańskim
od zwyczajów kulinarnych i seksualnych, przez ustrój ekonomiczny i społeczny, po
idee religijne. Odpowiadają za dyfuzję globalnej kultury, w tym przede wszystkim
wolnorynkowej gospodarki, demokratycznych reguł życia społecznego. Percepcja
tych zjawisk przez Afrykańczyków to klucz do zrozumienia globalizacji we współczes
nej Afryce. Dla mieszkańców Zachodu to instytucje jednoznacznie pozytywne – są
wybawieniem dla cierpiącej skrajną nędze Afryki. Dla Afrykańczyków istotnie wiążą
się z szansą na lepsze jutro. Afrykańczycy nie szukają dziś wsparcia ze strony państwa. Jego rola prawie wszędzie na kontynencie uległa zredukowaniu, a wiele z jego
obowiązków przejęły organizacje pozarządowe. Warto pamiętać jednak, iż dla miejs
cowych intelektualistów są nierzadko przejawami re-kolonizacji, neoimperializmu.
Tak jak przed wiekami Europejczycy „uwolnili” Afrykę z jarzma przedkolonialnego
despotyzmu, tak i teraz ratują ją od nieudolnych i opresyjnych rządów, które uczyniły
życie na kontynencie koszmarem (Nugent 2004, s. 327).
W mieście mają swoje siedziby liczne organizacje zajmujące się działalnością
humanitarną. Najważniejsze to wyspecjalizowane agendy Narodów Zjednoczonych,
takie jak: UNICEF, WFP, UNOCHA, UNMIS (Sudan Południowy to jeden z najstarszych obszarów ich działalności w Afryce6). Inne to tzw. organizacja pozarządowe (Non-Government Organizations, NGOs) – podmioty prywatne lub prawne
działające na rzecz wybranego interesu publicznego, niepobierające z tego tytułu rządowych subwencji (np. Amnesty International, Międzynarodowy Czerwony Krzyż)
(Łatoszek, Proczek 2001, s. 38).
Ich znaczenia dla funkcjonowania miasta nie da się przecenić. Mają olbrzymie
znaczenie dla miejscowego rynku pracy: wspierają drobną przedsiębiorczość: organizują szkolenia, stowarzyszenia zrzeszające drobnych przedsiębiorców, czy pomagają założyć własny biznes. Ważne są w kwestii proponowania typowo miejskiej
etyki: wytężonej pracy i przedsiębiorczości. Przyczyniają się także do zacieśniania
międzyludzkich kontaktów, choćby w formie różnego rodzaju stowarzyszeń. Celebrowanie globalnych świąt, w rodzaju Światowego Dnia Uchodźcy czy Chorych na
AIDS/HIV, to znaczące elementy miejskiego ludyzmu. Organizacje dobroczynne to
także drugi, po aparacie państwowym, pracodawca w mieście. Materialnie, nierzadko
oferujący lepsze apanaże aniżeli administracja państwowa. Pensja jest godziwa i co
najważniejsze, regularnie wypłacana. Mankamentem jest okresowość zatrudnienia.
Sudańczycy pracują tam w różnorakim charakterze: od portierów, po pracowników
specjalistycznych, bezpośrednio związanych z konkretnymi projektami. Praca ta
To tzw. organizacje międzyrządowe (IGOs). Ich członkami są państwa (minimum trzy) repre
zentowane przez specjalnych przedstawicieli, posiadających od nich pełnomocnictwo i instrukcje. Do
organizacji tego typu należą między innymi: ONZ i System NZ, Wspólnoty Europejskie czy Północno
amerykańska Strefa Wolnego Handlu (NAFTA) (Łatoszek, Proczek 2001, s. 38).
6
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
57
stabilizuje materialnie człowieka, zazwyczaj także jego najbliższą rodzinę. To wśród
pracowników organizacji pomocowych znaleźć można najwięcej drobnych przedsiębiorców, którzy dzięki stałej posadzie, dysponują dodatkowymi funduszami na rozwój własnej działalności. Organizacje mają znaczenie dla miejscowego rynku pracy
także z innego powodu. W przeciwieństwie do aparatu państwowego znajdują tutaj
zatrudnienie przedstawiciele grup mniejszościowych, wśród nich przede wszystkim
byli uchodźcy. Organizacje pomocowe tworzą dodatkową, alternatywną rzeczywis
tość. Są wyraźną przeciwwagą dla formalnej władzy, jednocześnie kompensują jej
niedostatki, jak immobilizm, korupcję czy brak transparentności. Przepustką do tego
alternatywnego świata jest status „pokrzywdzonego”: przede wszystkim uchodźcy lub
wewnętrznie przesiedlonego.
Podstawowym personelem instytucji pomocowych są jednak biali. W mieście
praktycznie wszyscy „Europejczycy” związani są mniej lub bardziej z działalnością
dobroczynną. Zajmują miejskie hotele oraz zamknięte obszary rezydencjalne, nazywane „campami”. Ze względu na obowiązujące procedury, nie ma do nich dostępu
nikt z zewnątrz. Są też w pewnym sensie obszarami samowystarczalnymi. Europejczyków, podobnie jak innych obcokrajowców, charakteryzuje skrajna separacja
względem Afrykańczyków (wyjątek stanowi wąska grupa „natywnych z kompetencjami” – czyli byłych uchodźców, którzy mieli wiele do czynienia z cudzoziemcami
z organizacji dobroczynnych). Ich dzień przebiega według schematu: camp/hotel
– miejsce pracy – camp/hotel. Przy czym, pomiędzy tymi miejscami przemieszczają
się wyłącznie samochodami. Rzadko kiedy spotykałem na ulicy białego człowieka.
Miejscami kontaktu pozostawały przede wszystkim restauracje i kawiarnie hotelowe,
ewentualnie kościół oraz ścisłe centrum (Juba Town). W innych częściach miasta
obecność białego człowieka spotykała się co najmniej ze zdziwieniem.
Pracownicy organizacji pomocowych to jedna z grup, w której zachowaniu, sposobie bycia można było dostrzec specyfikę miejscowej rzeczywistości: anty-strukturalną oraz dekadencką. Cechowała ich swoista moralność, nietypowe pod względem
obyczajowym zachowania. Wszystko zrzucano na karb stresującej pracy, z dala od
domu, w niewyobrażalnie ekstremalnych warunkach.
BEZ-ETNICZNOŚĆ
Dżuba, choćby z racji swojego stołecznego charakteru, jest tyglem etnicznym i kulturowym. W mozaice etnicznej Dżuby dominują czarnoskóre ludy – rdzenni mieszkańcy stanu Ekwatoria. Wśród nich najliczniejszy to lud Bari oraz spokrewnione
językowo z nim: Mondari, Niambara, Padziuru, Kakua, Padziulu oraz Kuku. Tak
naprawdę jednak, od przynajmniej dekady mieszkają tutaj przedstawiciele wszystkich
etnosów tego fragmentu Sudanu (Madi, Moro, Azande, Latuko, Aczoli czy Toposa).
Wszystkie one tworzą nieformalną grupę podstawowych mieszkańców Dżuby – tzw.
Ekwatoriańczyków. Nie należą jednak do najbardziej wpływowych. Od podpisania
porozumień pokojowych rzeczywistą władzę w mieście sprawują bowiem Nuerowie,
58
MACIEJ KURCZ
Szyllukowie, a zwłaszcza Dinkowie – tradycyjnie najsilniejsze etnosy murzyńskiego
Południa. Do grona mieszkańców zaliczają się także dorobkiewicze z sąsiednich krajów afrykańskich. Ze względów ekonomicznych w mieście przybywa także Azjatów.
W pierwszej kolejności to Hindusi z sąsiednich krajów afrykańskich. W mieście
przebywa także znacząca liczba pracowników chińskich – inżynierów czy zwykłych
robotników budowlanych. Wreszcie mamy także białych, pracowników różnego
rodzaju instytucji pomocowych. W tak zróżnicowanym środowisku możemy obserwować całe spektrum przemian etniczności: od wzrostu partykularyzmu etnicznego
oraz międzyetnicznej rywalizacji, przez pojawienie się nowych tożsamości, po anty-etniczne zachowania. Wszystkie służą przeżyciu w środowisku miejskim – adaptacji
do życia w nim, a także optymalnego wykorzystanie drzemiących w nim możliwości.
Jedną z takich strategii, jak sądzę związaną ze specyfiką Dżuby, jest swoiste „ukrycie”
etniczności. To w pierwszej kolejności efekt doświadczeń wojennych w zbiorowej
pamięci murzyńskiego Południa. Obawiają się jej jako czynnika konfliktogennego.
Dlatego też nie manifestuje się jej zasadniczo w obrębie miasta. Jest ważna, żywa,
silnie uświadomiona, ale nie pojawia się w sferze publicznej, poza murami zagrody.
Ulega prywatyzacji. Daje o sobie znać na poziomie klanu lub rodziny, i to zazwyczaj
w czasie podniosłych uroczystości. Języka etnicznego nie używa się poza rodzinnym domem. Nie chodzi tylko o różnice językowe, ale także o przekonanie, iż lepiej
komunikować się za pośrednictwem arabszczyzny, a dokładniej arabskiego pidżinu
Juba Arabic, a najlepiej używać języka angielskiego. W potocznym wyobrażeniu,
ludzie mówiący w swoim rodzinnym języku są nieokrzesani – to po prostu wieśniacy.
Powszechnie unika się także przestrzeni o wyraźnie etnicznym charakterze. Preferuje
się za to miejsca otwarte dla wszystkich. Dotyczy to szczególne znienawidzonych
powszechnie, mieszkających w mieście Dinków. Z tym zjawiskiem należy wiązać
popularność hotelowych barów i restauracji.
To najważniejsze elementy na „mapie” miejskiego wypoczynku. Ich nazwy: Addis,
Asamra, Bejding, pozwalają czasem dowiedzieć się czegoś o ich właścicielach. Lokal
taki to zazwyczaj kontuar i kilka plastikowych stolików. W ciągu dnia świeci pustką
– po zachodzie pęka w szwach. Zapełnia się wtedy międzynarodową klientelą,
bez względu na pochodzenie czy kolor skóry. Nocami bawi się tu miejscowa elita:
sztubaccy watażkowie ruchu oporu, sfrustrowani urzędnicy państwowi czy najróżniejszej maści biznesmeni. Łączy ich poczucie nudy, nierzadko także wyobcowania i osamotnienia. Wszyscy są tutaj regularnymi bywalcami. Dla wielu, to miejsce,
to przysłowiowy drugi dom. Tu etniczności nie ma. To przestrzenie międzynarodowe – otwarte na wszystkich. Można schować się tam za jakaś fikcyjną, kosmo
polityczną tożsamością.
Ważna jest także swoista recepcja miasta jako przestrzeni bez-etnicznej, która
zamieszkała jest nie przez przedstawicieli różnych grup etnicznych, ale w pierwszej kolejności przez mieszkańców miasta. W przeciwieństwie do prowincji, tu
nie ma plemienności tak samo, jak tradycyjnych obrzędów i rytuałów. Etniczność,
plemienność to przejawy ruralizmu, czynniki stygmatyzujące migranta wiejskiego.
Dlatego też tatuaż bliznowy, rudawe włosy zabarwione krowim moczem czy faso-
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
59
nowo wygolone włosy poza wąskim paskiem na czubku głowy to wizualne dowody
„zaściankowości” i „tradycjonalizmu”.
„Ukrycie etniczności” to zachowanie typowe dla środowiska miejskiego. Jak zauważyła amerykańska antropolożka Lissa Malkki (1995), motywowane jest lękiem – przekonaniem, iż pierwotna tożsamość nie pasuje do miejsca, w którym właśnie znalazł
się człowiek. Ochronę zapewnia ukrycie etniczności lub też schowanie się za jakąś
fikcyjną, fasadową tożsamością. Zjawisko to zaobserwował także brytyjski antropolog
Gaim Kibreab, w przypadku uchodźców erytrejskich w Sudanie. Zanotował między
innymi, iż wygnańcy osiedlający się w miastach starają się być bardziej kosmopolityczni od tych z obozów. Dzieje się tak ponieważ, nie czują się pewnie ze swoją
pierwotną tożsamością. Dlatego też uchodźcy zmieniali imiona, język, strój czy nawet
religię. Wszystko po to, by jak najbardziej upodobnić się do otoczenia. Nie przeszkadzało to jednak, zdaniem Kibreaba, w uważaniu się w dalszym ciągu za Erytrejczyków
– identyfikacja ta jednak była do pewnego stopnia uśpiona (za: Agier 2002, s. 333).
Moim zdaniem, doskonale odnosi się to także do aktualnej sytuacji w Dżubie.
„Ukrycie etniczności” w mieście to dowód jej żywotności, a nie rozpadu. To swoista „strategia niewidzialności” mieszkańca gwałtownie urbanizującego się ośrodka.
Ludzie w heterogenicznym środowisku miejskim obawiają się etniczności. Upatrują
w niej siłę konfliktogenną. Mieszkańcy Sudanu Południowego przekonali się o tym
dobitnie w czasie niedawnej wojny, a także w okresie wychodźstwa. Z powodu „ukrycia
etniczności” miasto należy do nader bezpiecznych. Nie jest to zasługą służb mundurowych, ale właśnie tego, iż ludzie boją się nawet najmniejszej awantury z sąsiadami.
Mogłaby ona rozwinąć się do rozmiarów konfliktu etnicznego.
MIASTO POGRANICZA I KOBIETA
Wiele mieszkanek współczesnej Dżuby to cudzoziemki, pochodzące z praktycznie
wszystkich ościennych krajów. Najwięcej jest tu Ugandyjek. Przyciąga je perspektywa szybkiego zarobku. Nie marzą z reguły, aby tutaj pozostać. Chcą się po prostu
szybko dorobić i wyjechać. Perspektywy są rzeczywiście nęcące. W miesiąc można
zarobić tyle, ile w Ugandzie czy Kenii przez cały rok. Imigrantki z zagranicy korzystają z boomu gospodarczego w mieście oraz (a może przede wszystkim) z mody na
wszystko co wschodnioafrykańskie. Są sprzedawczyniami dóbr konsumpcyjnych,
których wszyscy pożądają. To oficjalne powody ich migracji. Te bardziej intymne
to cała różnorodność problemów z jakimi boryka się obecnie afrykańska kobieta.
Kobiety uciekają przed nieszczęśliwymi małżeństwami, zazwyczaj poligamicznymi,
w których zabrakło po prostu dla nich miejsca. Inne, to porzucone lub rozwódki,
które nie mają już do kogo wrócić oraz z czego się utrzymać. Wiele z nich musiało
opuścić rodzinne strony, gdyż zaszły w ciążę przed zawarciem małżeństwa. Migrują
wtedy do Sudanu wraz z nieślubnym potomstwem. Sudan Południowy dla kobiet
z sąsiednich krajów stwarza wiele możliwości . Przede wszystkim daje im szansę na
odrobinę ekonomicznej, ale także życiowej niezależności.
60
MACIEJ KURCZ
W potocznym wyobrażeniu Sudańczyków afrykańskie cudzoziemki to prostytutki,
kobiety lekkich obyczajów. Rzeczywiście prostytucja znajduje się na szczycie listy
usług oferowanych przez cudzoziemki. Wiele kobiet przyjeżdżających do Dżuby także
niejako zostaje zmuszona do zajęcia się tym procederem. Nie tyle nie udaje się im
znaleźć innego zatrudnienia, co nie są w stanie odłożyć satysfakcjonującej je sumy.
Powodem są skrajnie wysokie koszty życia w mieście. To zazwyczaj skłania wiele
z nich do podjęcia, niejako dodatkowo, zawodu prostytutki. Najbardziej dochodowa
jest praca w hotelowych barach i restauracjach. Tam pojawiają się tylko najzamożniejsi, głównie obcokrajowcy. Pracują tam w podwójnym charakterze: kelnerek oraz
„kobiet do towarzystwa”. Nie nagabują klientów. Byłoby to zdecydowanie niestosowne
i nieeleganckie. Żadna nie uważa się za zawodową prostytutkę. To zresztą uniwersalna
cecha Afrykanek zajmujących się tą profesją. W całej Afryce kobiety przypisują temu
zajęciu charakter prywatny, towarzyski (Flynn 2005, s. 156). Bez względu na okolicz
ności oraz zaangażowanie w proceder, kobieta nade wszystko dba o swój wizerunek.
Za wszelką cenę stara się zachować pozory przyzwoitości oraz tradycyjnych wzorów
zachowań w kwestii relacji damsko-męskich. Dlatego też nie ma mowy o bezpruderyjności czy bezpośredniości. Wszystko opiera się na nieformalnej konwencji i grze
pozorów. Wszyscy doskonale wiedzą na czym ona polega. Zawsze jednak nim kobieta
ulegnie, musi wpierw zostać zdobyta. Z tego powodu zaloty mają niemalże standardowy, zrytualizowany przebieg. Przez większą część wieczoru prostytutki usługiwały
i umilały czas klientom baru. Przysiadały się do stolików, rozmawiały, cały czas dbając, aby ich potencjalni klienci mieli kufle pełne piwa. Z reguły po kilku wychylonych
kuflach, lądowali razem w którymś z namiotów hotelowych (w czasie moich badań
hotele Dżuby składały się wyłącznie z namiotów). Dzięki swoistej strategii, mało
który mężczyzna opierał się wdziękom hotelowych pracownic. Warto nadmienić, iż
ich klientami była w miarę jednorodna grupa mężczyzn. Byli to w większości samotni
(pozostający w mieście bez żadnych krewnych), sfrustrowani urzędnicy państwowi.
Wszyscy mieszkający tu od niedawna. Łączyło ich poczucie nudy i wyobcowania.
Nie mieli zasadniczo problemów finansowych. Ich problemem było poczucie obcości
i osamotnienia. Ludzie ci każdą wolną chwilę spędzali w lokalnym hotelowym barze.
Prostytucja to część gospodarki przygranicznej prawie całego świata. Nie występuje na wszystkich pograniczach politycznych – równocześnie nie ogranicza się także
tylko do tych obszarów (charakterystyczna jest także dla obszarów zurbanizowanych). Tu jednak znajdują się szczególnie korzystne warunki do jej rozwoju. Należy
do nich specyfika gospodarcza tych terenów. Rozwinięta szara strefa, asymetria
rozwoju gospodarczego między sąsiadującymi krajami czy w końcu mobilność
przestrzenna, to tylko niektóre z czynników sprzyjających „urynkowieniu seksu”
(Donnan, Wilson 2007, s. 127). Podkreśla się także, iż prostytucja rozkwita w miastach
pogranicznych ze względu na panującą tam bezosobowość i pogardę dla przedsta
wicieli obcych społeczeństw (tamże). Problem ten naturalnie należy do bardziej złożonych (więcej: Donnan, Wilson 2007). W transgranicznej prostytucji w Dżubie nie
chodzi o różnice w rozwoju gospodarczym między dwoma sąsiednimi krajami (jak na
przykład na pograniczu meksykańsko-amerykańskim czy czesko-austriackim). Dla
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
61
kobiety wschodnioafrykańskiej to po prostu jedna z bardziej dochodowych możliwości zarobienia pieniędzy – podreperowania domowego budżetu czy zdobycia pieniędzy na rozpoczęcie własnego biznesu. To jeden z przejawów nieformalnej aktywności kobiety na pograniczu afrykańskim. W wymiarze społecznym prostytucja to
szansa na skompensowanie przez nie niskiej pozycji społecznej w macierzystym kraju.
Prostytucja tutaj nie jest tym samym co wśród swoich. Tutaj to tylko jedna z wielu
usług oferowanych przez cudzoziemców – przejściowa i niezwykle dochodowa! Dla
miejscowych mężczyzn – większości klientów prostytutek – są one atrakcyjne nie ze
względu na cenę. Pożąda się je ze względu na kulturę, którą uosabiają, a nade wszystko
ich pochodzenie. Podług informatorów, odpłatne korzystanie z usług seksualnych
Sudanek byłby nie tyle niemożliwe, co niemoralne i niebezpieczne (ze względu na
niebezpieczeństwo pozamałżeńskiej ciąży i zemsty rodowej). Dla Sudańczyków miejs
cowe kobiety nie mogłyby się zajmować tym procederem. Mają bowiem zupełnie
inny temperament, przede wszystkim jednak odmienne morale.
Popularność kobiet lekkich obyczajów zza granicy (Ugandy, Konga czy Etiopii)
nie przeszkadza w obarczaniu ich winą za upadek obyczajowy miasta oraz szerzenie
się różnych poważnych chorób. AIDS/HIV, w potocznym wyobrażeniu mieszkańców, to dolegliwości, które całkowicie należy łączyć z zagranicznymi migrantami. To
choroby, których źródła znajdują się na zewnątrz: w Kenii lub Ugandzie. W Sudanie
Południowym, tak jak w innych miejscach w Afryce, całe zło, bez względu, czy nadprzyrodzone czy nie, pochodzić musi od obcych7.
ZAKOŃCZENIE. LIMINALNA TEORIA MIASTA POGRANICZA
Dżuba przeżywa dziś dramatyczne przeobrażenia. Tempo i rozmiar owych zmian
wymakają się jakimkolwiek próbom ich zrozumienia czy choćby opisu. W moim
odczuciu pewną szansą w tym zakresie jest dialektyka pograniczności, rozumianej szeroko, i przestrzennie, i symbolicznie. Pograniczność tego obszaru Sudanu
Południowego koresponduje z „liminalnością” (progowością) okresu w historii
Dżuby – jak i całego Sudanu Południowego, zawieszonych gdzieś między kryzysem
a stabilizacją, wojną a pokojem, chaosem a porządkiem. W przypadku tego miasta
7
W Afryce mamy do czynienia ze swego rodzaju „demonologiczną geografią”. Na przykład: czwezi
– duchy lokalne w Ugandzie, budzą strach wśród mieszkańców pobliskiej Tanzanii; w tym samym kraju
ludzie obawiają się migawo – duchów pochodzących z Konga, w rejonie Wielkich Jezior do kategorii
duchów opętujących należą arabskie dżiny, z wiarą w których spotkać się można było pierwotnie na
wybrzeżu Oceanu Indyjskiego (Shorter 2001, s. 70). Nie inaczej sprawa się ma w przypadku kultu duchów
zaar w Sudanie Północnym. Powszechnie wierzy się, iż są one pochodzenia cudzoziemskiego i wywodzi
się je bądź ogólnie z interioru afrykańskiego, bądź z Arabii Saudyjskiej. Współcześnie tradycje związane
z duchami opętującymi wiązane są z określonymi chorobami, przede wszystkim AIDS – największym
nieszczęściem współczesnej Afryki. W Sudanie powszechnie uważa się, iż choroba ta przywleczona
została bądź przez Europejczyków, bądź Afrykańczyków z południa. W Ugandzie także uważa się ją za
obcą – jej rozpowszechnienie łączy się z żołnierzami i handlarzami z Tanzanii, kierowcami z Kenii czy
– podobnie jak w Sudanie – z zagranicznymi turystami (Donnan, Wilson 2007, s. 177)
62
MACIEJ KURCZ
intensyfikują to zjawiska żywiołowe procesy urbanizacyjne. Dżuba to miasto w fazie
tworzenia się. Mało tego, to także miejsce intensywnego oddziaływania transformujących zjawisko, jak globalizacja czy nieformalna wymiana handlowa. Wszystko
to powoduje, iż utrzymuje się tutaj swoista kultura, w wymiarze znaczeniowym
i procesualnym zbliżona do środkowej, liminalnej fazy obrzędów przejścia Arnolda
van Gennepa (2006). W tym przypadku skojarzenia nasuwają się z jeszcze jednym,
wybitnym etnologiem Victorem Turnerem (2005) i jego teorią rytuału liminalnego.
Dżuba to miejsce tworzenia się efemerycznych, odwróconych i zmiennych struktur, czyli wszystkiego tego, co Turner nazywał liminalnością. Miasto jest jedną wielką
antystrukturą, generującą swoistą więź. Człowiek zawiesza tam swoją tożsamość
i wkracza do świata odmiennej rzeczywistości kulturowej: swoistej kultury, moralności czy układów społecznych. Wszystko to, co tu spotyka, kłóci się z typowymi
społecznymi hierarchiami oraz instytucjonalnymi normami i ideami. Dla każdego
oznacza to coś innego. Dla migranta wiejskiego łączy się zasadniczo z dekompozycją
tradycyjnej organizacji społecznej, dla mieszkańca globalnej Północy z kolei, raczej
z materialnymi niedostatkami ludzkiej egzystencji oraz beznadzieją i cierpieniem
rdzennej ludności. Miejscowa rzeczywistość jest zatem antystrukturalna, jednocześnie
także twórcza i przekształcająca. Przerywa monotonię, prezentuje nieograniczone
wręcz możliwości czy wreszcie służy zbożnym celom (np. bogaceniu się). Dzięki
utrzymującemu się mikroklimatowi kulturowemu, miasto żyje, a nawet się rozwija.
Przejawem tego jest choćby żywiołowy rozkwit spontanicznej przedsiębiorczości czy
masowy napływ cudzoziemców. Ważna w tym względzie jest bliskość granicy państwowej. Niemniejsze znaczenie ma także więź między mieszkańcami. Zdewastowany
wojną krajobraz, trauma wojenna oraz żywiołowe tempo urbanizacyjnych przemian
wywołuje u wszystkich poczucie wyobcowania. Wszystko tutaj podporządkowane
jest właściwie jednemu tylko celowi: przeżyciu. Inne usuwane są na plan dalszy. Nie
ma znaczenia zasadniczo, czy jest się wiejskim migrantem, repatriantem czy pracownikiem organizacji dobroczynnej. Do tego jeszcze powódź migrantów, żywiołowy i niekontrolowany napływ grup ludzkich o najróżniejszym zapleczu rasowym,
etnicznym czy społecznym. Dżuba to tygiel kultur, mimo iż jeszcze przed kilku laty
mało kto słyszał o jej istnieniu. Większość traktuje jednak miasto jako miejsce tymczasowego pobytu. Nikt nie wiąże z nim swojej przyszłości. Byli uchodźcy planują
powrót w rodzinne strony lub też wyjazd za granicę. Migranci wiejscy pragną ogólnie
poprawić swoją sytuację życiową. Cudzoziemcy zatrudnieni w organizacjach humanitarnych są tutaj tylko na czas trwania projektów. Spajająca jest także bliskość granicy
państwowej. Ta jednako u wszystkich wywołuje te same, antagonistyczne uczucia:
nadziei, ale też i lęku – przed nieznanym i obcym światem, z którym niejako intuicyjnie kojarzy się wszelkie zło. To miejsce realnych możliwości, ale i metafizycznego lęku.
Wyrazem tego ostatniego jest choćby utrzymująca się w mieście wiara w złowrogie,
nadprzyrodzone istoty będące na usługach czarowników-cudzoziemców. Wszystko
to zasadniczo odpowiada za swoisty, dekadencki klimat miejscowej kultury. Nikt
nikogo nie zna – wszyscy są tutaj obcy, niczym tabula rasa – są czystą, nie zapisaną
DŻUBA – MIASTO POGRANICZA AFRYKAŃSKIEGO
63
kartą. To ogromna niedogodność, ale też czynnik budujący, ułatwiający tworzeniu
się związków społecznych. To czynnik zespalający. W swoich badaniach mogłem się
o tym osobiście przekonać. Jak w przypadku rytuałów pielgrzymkowych, opisanych
przez Turnera, ludzi wyłączonych poza ramy społeczeństwa, jednoczy wspólny cel.
Efemeryczne, tymczasowe, tym niemniej spajające skrajnie zróżnicowanie miasto,
umożliwiające w nim przetrwanie tak migrantowi ze wsi, jak i cudzoziemcowi z pozarządowej organizacji. W przypadku rytuałów pielgrzymkowych, Turner (2005) kładł
nacisk na obrzęd jako pochwałę odrzucenia i przekroczenia konwencji społecznych.
W Dżubie chodzi bardziej o przetrwanie w silnie urbanizującym się mieście. W tym
wyraża się społeczna funkcja tego zjawiska.
LITERATURA
A d e p u j u A d e r a n t i 1995, Migration in Africa. An overview, [w:] The migration experience in
Africa, red. J. Baker, T. A Aina, Nordiska Afrikainstitutet, Uppsala, s. 87–109.
A g i e r M i c h e l 2002, Between war and city. Towards an Urban Anthropology of refugee camps,
Ethnography, Volume 3, Number 3, s. 317–341.
A l l e n T i m, T u r t o n D a v i d 1996, Introduction: in search of cool ground, [w:] In search of
cool ground. War, flight and homecoming in Northeast Africa, red. T. Allen, African World Press
Trenton, London, s. 1–23.
C o h e n R o b i n 1997, Global diasporas: an introduction, University College, London.
D o n n a n H a s t i n g s, W i l s o n T h o m a s M. 2007, Granice tożsamości, narodu, państwa, WUJ,
Kraków.
F l y n n K. C a r e n 2005, Food, culture, and survival in African city, Palgrave Macmillan, New York.
F r e u n d B i l l 2007, The African city. A history, Cambridge University Press, University of KwaZulu-Natal.
H a n n e r z U l f 2006, Powiązania transnarodowe. Kultura, ludzie, miejsca, WUJ, Kraków.
H o w a r d A l l e n M., S h a i n R i c h a r d S. 2005, Spatial factor in African history. Relationship
between social, material, perceptual, Brill, Leiden.
Ł a t o s z e k E w a, P r o c z e k M a g d a l e n a 2001, Organizacje międzynarodowe. Założenia, cele,
działalność. Podręcznik akademicki, ELIPSA, Warszawa.
M a l k k i L i s a H. 1995, Purity and exile: violence, memory, and national cosmology among Hutu
refugees in Tanzania, University of Chicago Press, Chicago.
M e r k x J o s e p h 2000, Refugee identities and relief in an African borderland: a study of Northern
Uganda and Southern Sudan, New Issues in Refugees Research, Number 19, Geneva.
N u g e n t P a u l 2004, Africa since independence, Palgrave Macmillan, London.
P a r k R o b e r t 1928, Human migration and marginal men, American Journal of Sociology, Volume 33,
Number 6, s. 881–893.
S h o r t e r A y l w a r d 2001, African culture. An overview, Paulines Publications Africa, Nairobi.
The long road home… 2008, The long road home. In-depth study into the reintegration of IDPs and refugees
returning to Southern Sudan and the Three Areas, Phase II, Juba Report, Humanitarian Policy
Group (HPG), Overseas Development Institute, London.
Tu r n e r V i c t o r 2005, Gry społeczne, pola i metafory. Symboliczne działanie w społeczeństwie, WUJ,
Kraków.
v a n G e n n e p A r n o l d 2006, Obrzędy przejścia. Systematyczne stadium ceremonii, PIW, Warszawa.
V o r b r i c h R y s z a r d 1996, Górale Atlasu Marokańskiego, PTL, Poznań–Wrocław.