Etnografia jako sposób życia albo spotkania z muzykami wiejskimi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2

Item

Title
Etnografia jako sposób życia albo spotkania z muzykami wiejskimi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.257-259
Creator
Sikora, Sławomir
Date
2002
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2690
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2885
Text
Sławomir Sikora • ETNOGRAFIA JAKO SPOSÓB ŻYCIA ALBO SPOTKANIA Z MUZYKAMI WIEJSKIMI

A

ndrzeja Bieńkowskiego (artystę malatza, etno-

gtafa, ptofesota A k a d e m i i Sztuk Pięknych

-

jak głosi n o t k a na okładce) poznałem w drugiej

SŁAWOMIR

SIKORA

połowie lat siedemdziesiątych. Malował wówczas za­
bawne s t w o t k i zamieszkujące fantastyczny, kolorowy
świat, w którym A n t e k Libera i n c o g n i t o podpatrywał
siedzącego p o d kloszem Becketta, a w u j c i o Teodot
udzielał dobrych rad, o czym donosiły nieco w i t k a c o w skie w stylu podpisy. Już wtedy opowiadał o podtóżach
na „swoją wieś" i wspaniałym doświadczeniu słuchania
muzyki. N i e była to jednak wówczas jeszcze muzyka

Etnografia jako sposób
życia albo spotkania
z muzykami wiejskimi

wiejska, a ptzynajmniej nie ptzede wszystkim... W* pa­
mięci błąka m i się repertuar postromantyczny: może
Bruckner, może Mahler, a może nawet jakiś Wagnet,
c h o ć Bieńkowski w książce Ostatni

wiejscy

muzykanci

wspomina, że interesował się wtedy muzyką współcze­

Andrzej Bieńkowski, Ostatni wiejscy muzykanci.

sną, Strawińskim i Lutosławskim (ja zapamiętałem fa­

Ludzie, obyczaje, muzyka, Prószyński i S-ka S. A.,

scynację Messiaenem). Wieś „oswojona" odtobiną m u ­

Warszawa 2001 (książka wraz z płytą C D ) .

zyki ludowej nie protestowała przeciw t y m „ekspery­
m e n t o m " słuchania

„muzyki w y s o k i e j " ,

wiadomo:

„państwo przyjechało"... Przełom w zainteresowaniach
miała sprawić usłyszana w radiu gra braci Mętów, a po­

poczekali, aż włączą światło, ale o n i mnie nie słuchają,
zbici w ciasne kolo, grają ekstatycznie i śpiewają do sie­

tem spotkanie z muzyką skrzypka Józefa Kędzierskie­
go... Początkowa relacja zaczęła ulegać odwróceniu to Bieńkowski zaczął oswajać się z inną muzyką. Oswa­
jać i poszukiwać tego, co na samej wsi odchodziło już
w zapomnienie. Początki były trudne, b o w i e m , jak wy­

bie, nie zwracając w ogóle na m n i e uwagi. Cóż mogę
powiedzieć? Nigdy przedtem a n i p o t e m nie słyszałem
tak fenomenalnej muzyki. (...) Słuchałem zafascynowa­
ny i jednocześnie zrozpaczony, że nie mogę tego nagrać.
(...) Czuję, że pan Józef opada z sił, euforia mija

znaje, owa fascynacja i pragnienie poznania tego frapu­

(...)

Włączają prąd". A doświadczenie to poprzedza opis

jącego fenomenu nie znajdowały oparcia w wiedzy et­

próby zakupu magnetofonu, który byłby w stanie spro­

nomuzykologów. I c h książki i poglądy wydawały się na­

stać przypisanej m u f u n k c j i , tzn. pozwolił nagrywać.

zbyt hermetyczne i mało przystające do tego, co odnaj­
dywał w samej muzyce, na wsi. Tak też pojawiło się postanowienie-postulat, aby nauczycielami stali się sami

Andr/.ci

Bieńkowski

muzykanci i ludzie ze wsi, oraz żeby w pracy na plan

i. i 11 i i t

pierwszy wybić p u n k t widzenia samych muzykantów...
Takie podejście (fachowo nazywane emicznym) etno­

Judzie

logia dość dawno uznała za ważne w poznaniu obcej
kultury, c h o ć czasem się wobec niego dystansowała lub
zapominała o n i m . . . Swoiste odrodzenie podejście to

obyczaje

przeżywa już od jakiegoś czasu, choćby w związku
z t y m , że w etnologii coraz częściej mówi się o różnych
uzupełniających się (niczym w kubistycznym obrazie)

muzyka

p u n k t a c h widzenia, o surrealizmie etnograficznym,
a w końcu o etnografii nie jako o specyficznej nauce
gromadzącej, zdobywającej (wytwarzającej) „wiedzę",
lecz raczej jako o specyficznej relacji ze spotkania etno­
graficznego (np. George M a r c u s ) .
Wspominane przez Bieńkowskiego w książce pierw­
sze próby nagrań wydają się wręcz groteskowe, c h o ć
groteskę tę można by również nazwać surrealizmem so­
cjalistycznym. „Józef Kędzietski, na początku zgorzknia­
ły i sceptyczny, zaczyna grać i nagle zaczyna się z n i m
dziać coś takiego, że jego muzykanci, sami zdziwieni,
\4*

krzyczą 'Graj, Józiu! Dobrze, Józiu!' - i w t y m m o m e n ­
cie... wyłączają prąd. O d zachodu idzie burza. Pan Józef
ma 70 lat, wiem, że długo takich emocji nie wytrzyma.
Proszę muzykantów, żeby przestali grać, żeby odpoczęli,

257

Sławomir Sikora • ETNOGRAFIA JAKO SPOSÓB ŻYCIA ALBO SPOTKANIA Z MUZYKAMI WIEJSKIMI

Książka Ostatni

obyczaje,

szytach etnograficznych (co niby naturalne) obfitują

A n d r z e j a Bieńkowskiego jest t w o r e m zaiste

w uchwycone (niczym na fotografii) c h w i l e : „idę jesz­

ciekawym. Składa się z tekstu pisanego, bardzo licz­

cze do Stanisława Mizery. W ł a ś n i e idzie przez podwór­

n y c h zdjęć oraz dołączonej płyty k o m p a k t o w e j z na­

k o do chlewa z w i a d r e m . . . " , „Kędzierski, załamany, sie­

muzyka

wiejscy muzykanci.

Ludzie,

graniami „ostatnich muzykantów". Dzięki t e m u staje

dzi w k u c h n i n a d talerzem zupy", „Prosi, żebym wyjed­

się, można by rzec, przedsięwzięciem

multimedial­

n a ! u jego żony 'dyspensę' na granie", „Skiba jest dale­

n y m . . . A l e ciekawa jest również konstrukcja samej

k o w p o l u , widzimy jego sylwetkę, idziemy po niego".

książki. N i e zawiera ona spisu treści, ma za t o szczegó­

Zapiski owe często chwytają c h w i l e właśnie w „prozie"

łowy indeks muzyków, o których t r a k t u j e . To pozba­

i c h teraźniejszości. Dlaczego właściwie ma nas intere­

wienie spisu treści jest zabiegiem (chociaż być może

sować to, że Kędzierski właśnie siedzi nad talerzem zu­

było to czyste przeoczenie) znaczącym. C h o ć b o w i e m

py, Skiba majaczy na polu w tle, a Mizera właśnie idzie

książka składa się z trzech wyraźnie odrębnych części

przez podwórko do chlewa. A jednak te uchwycone

(podzielonych na wiele „subczęści"), t o jednak stano­

detale codzienności, w połączeniu z i n n y m i spostrzeże­

w i organiczną całość. Pierwsza część to próba opisania

n i a m i , budują z o w y c h pojedynczych, idiograficznych

f e n o m e n u muzyki (jak i własnego zainteresowania),

obrazów specyficzny k l i m a t wsi, i jest to obraz wielo­

próba p e w n y c h generalizacji i syntetycznego spojrze­

wymiarowy. „Józef M e t o jest wyraźnie niezadowolony

nia. A pośród tytułów podrozdziałów można odnaleźć

z tego, że brat gra, podchodzi do niego, mówiąc pół­

te dotyczące n a u k i muzyki, instrumentów, wesela, ale

głosem: ' N o dość już tego grania'. Kazimierz p o t u l n i e

także zdjęć i specyfiki f e n o m e n u pamięci ludzi wiej­

wychodzi i wraca d o swojej przybudówki. T a m już gra

skich. Druga składa się ze zdjęć (w podziale na regio­

tylko dla siebie i małej g r u p k i rozbawionych dziecia­

ny i mikroregiony) zrobionych przez Bieńkowskiego,

ków." A rzecz dzieje się w czasie wesela, gdzie kapela

jego żonę Małgorzatę (kilka u j ę ć ) , odnalezionych na

z saksofonem, gitarą i perkusją gra już „nowy", obo­

wsi fotografii muzykantów

okołomuzycz-

wiązujący obecnie najczęściej rodzaj muzyki. Często

n y c h " , a także k i l k u „monideł", charakterystycznych

pojedyncze relacjonujące zdanie kryje trafną charak­

i „spraw

swego czasu na wsi (i nie tylko) szczególnych p o r t r e ­

terystykę, właśnie k l i m a t spotkania: „Siadamy więc

tów ślubnych, r o b i o n y c h często przez wędrownych fo­

i zaczynamy rozmowę o wszystkim, tylko nie o t y m , po

tografów post factum z powierzonych fotografii, a na­

cośmy t u przyjechali". Bieńkowski przytaczając m n ó ­

stępnie p o d m a l o w y w a n y c h . . . Zdjęcia zrobione przez

stwo historii, anegdot i obserwacji, odwołując się ra­

Bieńkowskich i odnalezione na wsiach mają najczę­

czej do języka k o n k r e t u , a nie uogólnienia, kreśli fa­

ściej szczegółowy opis wskazujący na okoliczność i c h

scynujący p o r t r e t muzykantów wiejskich lat osiem­

wykonania, identyfikujący postaci, przytaczający zwią­

dziesiątych i dziewięćdziesiątych (już) zeszłego w i e k u ,

zane z d a n y m i osobami historie i t d . Trzecia część to

ale także szczególny p o r t r e t wsi. A w owej „pojedyn-

frapujący d z i e n n i k (fragmenty), nazwany przez Bień­

czości" ujęcia, w i e l o k r o t n i e kryje się trafna synteza

kowskiego „zeszytami etnograficznymi", zapisujący to,

szczególnej mentalności, sposobu rozumowania i by­

co u m y k a - jak pisze - „normalnej d o k u m e n t a c j i (na

cia, w końcu, skali wartości ludzi wsi.

fotografii, taśmie w i d e o ) : k l i m a t wizyty, stosunek m u ­
zykantów do ludzi, świata, do m o i c h przyjazdów".

Muzykę na wsi dzielono na „granie" (muzyka dla
siebie l u b k i l k u par w izbie), „muzykę" ( o d p o w i e d n i k

Prezentowane zdjęcia nie należą do fotografii arty­

dzisiejszych zabaw) oraz „wesela". Potem pojawiły się

stycznej, c h o ć można pośród n i c h znaleźć całkiem

jeszcze „folklory", czyli muzyka na festiwale i przeglą­

sporo wspaniałych kadrów, jak choćby t e n , który zna­

dy. Bieńkowski mówi też, że istniały trzy grupy, czy też

lazł się na okładce książki (a ciekawą historię, jaka się

kategorie muzyków: pierwsza, najwyżej na wsi cenio­

z n i m wiąże, można przeczytać na stronie 121), czy też

na, grywała na większych weselach i zabawach („mu­

ten, na którym Józef L a m e n t , otoczony w n u k a m i ,

zykach"). W a r t o zauważyć, że klasyfikacja ta nie za­

opowiada przed d o m e m a u t o r o w i książki o d a w n y c h

wsze musiała pokrywać się z tą, którą preferowaliby l u ­

weselnych obyczajach (s. 104-5). Muzycy występują

dzie z zewnątrz, etnomuzykolodzy, czy też ludzie „pro­

najczęściej z i n s t r u m e n t a m i , czasem grając, a czasem

fesjonalnie" zajmujący się muzyką wiejską. Pierwsze

pozorując jedynie grę. K a d r y owe nie są szczególnie

miejsca na „folklorach" mogli b o w i e m zajmować m u ­

aranżowane, a otoczenie nie wydaje się starannie do­

zykanci nawet trzeciej, najmniej cenionej przez wieś

bierane. Często ukazują muzyków w ciasnych wnę­

kategorii. Czasem wiązało się t o z f a k t e m , że dawniej

trzach, niekoniecznie w d o b r y m oświetleniu. M u z y ­

wieś wobec muzykantów stawiała wysokie wymagania,

kanci, najczęściej u j m o w a n i en face, wraz ze swymi i n ­

narzucając często repertuar, wymagając wyjścia poza

s t r u m e n t a m i n i e m a l zawsze stają się postaciami cen­

k a n o n (Bieńkowski porównuje f e n o m e n „ogrywania

t r a l n y m i . Czasem patrzą o n i w obiektyw, czasem nieco

oberka", trwający czasem kilkadziesiąt m i n u t „popis"

sztucznie

zdolności i klasy muzykanta, do improwizacji jazzo­

(na

pozowanych zdjęciach)

spoglądają

w b o k . . . A l e ta powtarzająca się k o n w e n c j a f r o n t a l n e ­

w y c h ) , to k a n o n był ceniony zdecydowanie najwyżej

go fotografowania jeszcze bardziej uwydatnia spotka­

przez etnomuzykologów (muzyka musiała być czysta),

n i o w y charakter tej etnografii. Podobnie zapiski w ze­

musiał pojawić się na „folklorach", a k a n o n (owo spe-

258

Sławomir Sikora • ETNOGRAFIA JAKO SPOSÓB ŻYCIA ALBO SPOTKANIA Z MUZYKAMI WIEJSKIMI

cyficzne

zatrzymanie w czasie) bywa s y n o n i m e m

śmierci.

zjawiska. O w e opisy poprzez swoją „oczywistość" sta­
wiają przed oglądającym/czytelnikiem większe wyma­

Bieńkowski r o b i jeszcze jedną ciekawą rzecz, dość,

gania. Podobnie b o w i e m jak niesumienny uczeń, po­

jak sądzę, unikalną w Polsce, c h o ć znajdującą o d ja­

mijający opisy przyrody w Panu Tadeuszu,

kiegoś już czasu p e w i e n wyraz w e t n o l o g i i światowej,

zignorować i c h znaczenie i wagę.

łatwo może

a m i a n o w i c i e pokazuje rezultaty swojej pracy - zapisy

C h o ć reprezentowaną przez Bieńkowskiego posta­

wideo gry muzykantów - i c h b o h a t e r o m oraz sąsiadom

wę można by również nazwać „etnografią ratującą", to

tychże. Rezultaty owego „patrzenia na siebie" Bień­

jednak wolałbym podkreślić spotkaniowy charakter

k o w s k i również skrzętnie o d n o t o w u j e , a wieś, często

tej etnografii, nazwać ją „etnografią jako spotkaniem",

skora do kpiny, nie zawsze najłagodniej obchodzi się

a jest to spotkanie doprawdy ciekawe i wzbogacające.

z t y m i s w o i m i mieszkańcami.

Bieńkowski, wspominając o swoich k o n t a k t a c h z Ja­

Jak już wspomniałem, zdjęcia zawarte w książce nie

dwigą Sobieska ( w y b i t n y m e t n o m u z y k o l o g i e m ) , po­

silą się na sztukę, są zapisem c h w i l i i spotkania, d o k u ­

wiada, że rozstając się z nią stwierdził, iż zazdrości jej

mentują ludzi i instrumenty. I c h nagromadzenie t w o ­

wspaniałej przygody zetknięcia ze światem ludzi i m u ­

rzy jednak specyficzną jakość. Ciekawsze wydają się

zyki ludowej. A l e tę przygodę także j e m u dane było

fotografie uchwycone w czasie autentycznej gry, reje­

przeżyć, a iskry z niej możemy odnaleźć w fascynują­

strujące muzyków w ekstazie nazwanej przez Bieńkow­

cej, odosobnionej na naszym r y n k u (tak księgarskim,

skiego „postawą imponującą", niż zdjęcia muzykantów

jak i etnograficznym) książce.

„składających się" do gry. A l e , jak sądzę, śledząc zmie­
niające się twarze ludzi trzymających skrzypce czy har­

Bieńkowski

zmienił swój styl malarski. Tworzy

obecnie coś, co d a w n i e j , jak powiada, nazywano „ma­

monię, w a r t o też zwrócić uwagę na d r u g i plan: obrazy

larstwem rodzajowym". N a ścianie w jego mieszkaniu

na ścianach

(czasem „niedbale" ucinane k a d r e m ) ,

wisi powstały na podstawie fotografii (a jest to d o ­

malowane wzory z wałka (tzw. r z u c i k i ) , strój (który,

prawdy fenomenalne ujęcie - s. 100-101) p o r t r e t ja­

jak notuje Bieńkowski, często muzykanci specjalnie

dących wozem wieśniaków. Spotkanie

zmieniali przed n a g r a n i a m i ) , cały szczególny entourage

m u z y k a n t a m i w i e j s k i m i wyryło trwały ślad na życiu

wiejskich

A n d r z e j a Bieńkowskiego. Pozostaje powiedzieć j e d ­

wnętrz. Można b o w i e m , jak m n i e m a m ,

z ostatnimi

twierdzić, że zdjęcia w tekście (narracji) pełnią rów­

n o : zazdroszczę Bieńkowskiemu tak przygody, jak i fa­

nież rolę rozbudowanego opisu: postaci, przedmiotu,

scynacji.

. N a d j e c h a l i f u r m a n k ą wieczorem, zdziwieni, że przed i c h d o m e m na uboczu stoi 'taksówka'. Stanisław P a l u c h c h ę t n i e
zgodził się na nagrania, ale musiałem m u przywieść skrzypce i b ę b e n (...) R o k 1984." A n d r z e j Bieńkowski,

Ostatni wiejscy muzykanci

259

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.