-
Title
-
Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1976 t.30 z.1
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa 1976 t.30 z.1; s.54-56
-
Date
-
1976
-
Format
-
application/pdf
-
Identifier
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:4106
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Instytut Sztuki PAN
-
Relation
-
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4413
-
Text
-
ROLF LANGEMATZ ( z d j ę c i a ) , P A W O Ł
mowina, Wroclaw-Budziszyn
NEDO
1973. T ł u m a c z e n i e
(tekst), SZTUKA L U D O W A Ł U Ż Y C Z A N , Ossolineum i Ludowe N a k l a d n i s t w o Do
z języka
niemieckiego Franciszek Nieckula. S. 199, 153 ilustracje
czarno-białe
i barwne. W s t ę p do wydania polskiego Adolf Nasz.
Jest to pierwsza książka w polskim piśmiennictwie', podejmu
jąca próbę całościowej prezentacji łużyckiej sztuki ludowej. Prze
znaczona jest ona zarówno dla fachowców, jak i szerokiej publicz
ności. Staranna szata graficzna i fotografie na wysokim poziomie
technicznym, o dużej wartości dokumentacyjnej stanowią dodat
kową atrakcję dla czytelnika.
Łużyczanie są grupą etniczną wartą najwyższej uwagi ze
strony ludzi zainteresowanych polską sztuką ludową. Wiele
łączy ich ze Ślązakami — otoczenie przez niemiecki żywioł, zbli
żone dzieje, sytuacja gospodarcza, ucisk narodowościowy i kla
sowy, budzioielskie tradycje od 1. pol. X I X w.
Najważniejszą cechą łużyckiej kultury ludowej jest jej kla
sowy, czysto chłopski charakter. Aż do końca I I wojny światowej
Łużyczanie byli upośledzeni gospodarczo w porównaniu z ota
czającą ich ludnością niemiecką. W miastach, w których było ich
mało, stanowili proletariat — nie przyjmowano ich, poza nie
licznymi wyjątkami, do cechów. Awans gospodarczy czy kultu
ralny łączył się dla Łużyczanina z koniecznością germanizacji,
porzucenia języka, świadomości narodowościowej. Do połowy
X I X w. był to naród nie mający inteligencji świeckiej, piśmien
nictwa, języka literackiego — jedyną warstwę ludzi wykształco
nych stanowił niższy kler. To częściowo tłumaczy fakt zacho
wania się na Łużycach tradycyjnej kultury ludowej aż do 2. pol.
X I X stulecia.
Łużycka kultura ludowa idegłaby wtedy szybkiemu zani
kowi, podobnie jak zanikła kultura ludowa o przejściowo łużycko-polskim charakterze w okolicach Gubina i Żagania (jej szczątki
likwidowali w okresie międzywojennym hitlerowcy) — gdyby
nie działalność etnografów, działaczy oświatowych, narodowościo
wych „budzicieli" — ruchu o silnych wpływach czeskiego panslawizmu. Około połowy X I X w. tworzy się samodzielny, naro
dowy ruch kulturalny Łużyczan. Skupia się on początkowo
wokół Towarzystwa Naukowego „Macica Serbska", a w następ
nych dziesięcioleciach zaczyna się mocniej opierać na świeżo
powstających stowarzyszoniach wiejskich.
Ogromne zasługi w budzeniu kulturalnej i narodowej świa
domości Łużyczan mieli intelektualiści czescy, m.in. mieszak jacy
we Wrocławiu J. E. Purkyné i F. L . Celakovsky.
Także kontakty polsko-lużyckie mają swą bogatą tradycję.
Jan Arnośt Smoler, autor pomnikowego dzieła Pjesnićki kornych
a del'nych Łuźiskich Serbów (1841—1843), w którym oprócz
bogatego zbioru pieśni łużyckich znajdujemy także zbiór bajek,
legend i opisy zwyczajów, wywarł znaczny wpływ na etnografów
polskich. Mało kto wie, że dzieło Smolera stało się wzorem dla
Oskara Kolberga, i że właśnie pod wpływem Smolera Kolberg
porzucił pisanie miernych dzieł literackich i zajął się ludoznaw
czymi badaniami terenowymi, co dało tak wspaniałe efekty.
Smoler wywarł także wpływ na śląskiego ludoznawcę i folklo
rystę, Józefa Lompę.
Jak pisze we wstępie Adolf Nasz; „Obok Kolberga i Lompy
duże zainteresowanie Łużycami wykazywali też w owym czasie:
W. Bogusławski — autor dziejów Łużyc, osiadły w Dreźnie
J. I . Kraszewski, R. Zmorski, A. i M. Parczewscy, J. Karłowicz.
W X I X w. zainteresowania Łużycami utrzymują się nadal przede
wszystkim w kręgu intelektualistów reprezentujących takie
dyscypliny, jak etnografia, archeologia, historia, slawistyka.
Z nazwisk godzi się przykładowo wymienić A. Fischera, autora
monograficznego opracowania etnograficznego pt. Łużyczanie
(Etnografia Słowiańska, z. 2, 1932), J. Kostrzewskiego, J. Widajewioza, W. Taszyckiogo, J. Leszczyńskiego, A. Matyniaka,
S. Grabowskiego, J. Ślizińskiego, T. Lehra-Spławińskiego." (s. 7).
54
Innym, obok Smolera, wybitnym ludoznawcą zajmującym się
Łużyczanami, był Willibald von Schulenburg, autor dwóch prac
cytowanych często w omawianej pozycj i : Die Giebelverzierungen
in Norddeutschland (1880) i Das Spreewaldhaus (1886). Von
Schulenburg, który w latach 70-tych X I X w. przez dłuższy czas
przebywał na Błotach (Sproewald), zaobserwował będącą już
w zaniku tradycyjną kulturę „drewnianą". W 2. poł. X I X w.
Błota stały się regionem turystycznym, miejscem niedzielnych
wycieczek mieszkańców pobliskiego Berlina. Wytworzyło to
u miejscowej ludności — jak pisze Pawoł Nedo — złe i dobro
cechy, typowo dla mieszkańców regionów turystycznych. Było
m.in. przyczyną częściowego zachowania się stroju ludowego,
a raczej jego przekształcenia się w kierunku nienaturalnego roz
woju ornamentyki, zwiększenia paradności, przeładowania, co
daje okazję porównań ze zjawiskami charakterystycznymi dla
dziejów stroju ludowego polskich regionów turystycznych, np.
stroju Podhalan czy Górali Szczawnickich.
Szczególnie interesujący teren dla czytelnika polskiego,
ze względu na wyraźne analogie z polską sztuką .ludową, to
region powiatu kamienieckiego (Kamjenc, Kamenz) w Górnych
Łużycach, katolicka enklawa z klasztorem Marionstorn (Marijina
Hwezda) i Crostwitz (Chróseicy) jako ważniejszymi ośrodkami.
Podobnie jak w Polsce, Kościół Katolicki jest ważnym czyn
nikiem powodującym zachowywanie się, w mniej lub bardziej
przekształconej formie, niektórych elementów tradycyjnej kul
tury ludowej, szczególnie strojów i obrzędów. Kościelne figury
i obrazy inspirowały od dawna plastyków wiejskich. W książce
znajdujemy kilka przykładów ludowych rzeźb i kapliczek. Świad
czą one o wysokim poziomie rzeźby ludowej na Łużycach,
zwłaszcza w katolickich parafiach w powiatach Kamieniec, Budziszyn, Hoyerswerda.
Dyskusyjna dla czytelnika polskiego jest przyjęta przez
autorów książki koncepcja ludowości. Np. omawiając prace
snycerskiej rodziny Mikołów z Saalau (Sałow), piszą oni:
„ W dziełach tej snycerskiej rodziny widać wyraźne cechy
twórczości ludowej, ale w wielu właściwościach (! — przyp. AK)
dostrzega się wpływy wzorów spotykanych po kościołach (il. 149).
Prawdopodobnie dotyczy to też w mniejszym lub większym
stopniu wszystkich wytworów sztuki ludowej z tego zakresu."
Stwierdzenie nawiązywania do wzorów sztuki kościelnej nio
powinno być chyba powodem do podważania ludowości rzeźby.
Rzecz bowiem nie we wzorcach, lecz w sposobie ich wykorzy
stania, przekształcania — a także w społecznej funkcji rzeźby
ludowej.
W katolickich wsiach łużyckich spotykano także ludowe
malarstwo na szkle. Obrazki były przypuszczalnie rozprowadzane
przez wędrownych handlarzy z Czech i Słowacji, którzy regular
nie pojawiali się na Łużycach z różnymi wyrobami drewnianymi,
lub też przynoszono je z corocznych pielgrzymek do pólnocnoczoskich miejsc odpustowych. Wśród tych eksponatów znajdują
się t u i ówdzie pojedyncze wyroby szczególnie cenne — butelki
i szklanki z malarstwem emaliowym dawane w prezencie i szcze
gólnie pieczołowicie chronione.
Kontakty między Łużyczanami a innymi słowiańskimi
grupami etnicznymi musiały mieć niewątpliwie głębokie kon
sekwencje zarówno dla łużyckiej sztuki ludowej, jak i kultury
materialnej, a przede wszystkim — stanu świadomości etnicznej,
poczucia przynależności Łużyc do Słowiańszczyzny. Jak piszą
autorzy, wędrowni handlarze i obraźnicy z Czech i Słowacji
docierali systematycznie na Łużyce ze swymi wyrobami. Rzecz
jasna, najważniejszą rolę w tych kontaktach grał czynnik gospo-
pokrewieństwa języków i kultur, podobnej struktury gospodar
czej, podobnej ludowej religijności (jak choćby „święty k ą t "
w łużyckich izbach). Pielgrzymki Łużyczan do pólnocnoczeskich
miejsc odpustowych, prócz funkcji religijnych spełniały także
ważne funkcje integracyjne w sferze świadomości etnicznej,
u także w dziedzinie sztuki ludowej. Autorzy wysuwają hipotezę,
że obrazki na szkle spotykano na Łużycach są wyłącznie pocho
dzenia czeskiego i słowackiego. Nie przesądzając sprawy (zwłasz
cza żo w albumie znajdujemy tylko jedną reprodukcję obrazka
na szkle), warto jednak zwrócić uwagę, że ośrodki malarstwa
na szkle usytuowane były najczęściej w pobliżu hut szkła —
a tych na Łużycach nie brakowało. Możo więc pbrazki importow; 1111 • stały się wzorem dla rodzimych plastyków łużyckich?
Wyjaśnienie tej sprawy wymagałoby, jak wielo innych w sztuce
ludowej Łużyc, szczegółowych badań terenowych i archiwalnych, w których prócz specjalistów łużyckich wzięliby także
udział fachowcy z innych krajów słowiańskich.
W 1. poł. X I X w., aż do lat 70-tych, 80-tych, spotykano
jeszcze często w łużyckich wsiach ludowe meble malowane,
u swym charakterze zbliżone nieco do śląskich. Niektóre z nich
znalazły się w muzeach — prezentowana książka pozwala się nam
zapoznać z kilkoma togo typu eksponatami (ił. 23—35). Skrzynia
z 1839 r. (il. 28, 29) z niemiecką inskrypcją, utrzymana w tonacji
granatowo-czerwono-złotej, charakteryzuje się ostrym, kontra
stowym zestawieniem barw, zaznaczeniem konturów w ornamen
tyce, wypełnieniem całej przestrzeni zdobionego fragmentu skrzy
ni, a także prawie niewolniczą symetrią. Cechy te możemy zaob
serwować również, w mniejszym lub większym stopniu, w malo
wanym meblarstwie śląskim i półnoenoczeskim.
Jak widać z prezentowanych w albumie obiektów, także
łużyckie kowalstwo ludowo odznaczało się wysokim poziomom
technicznym i artystycznym.
Bibliografia tradycyjnego budownictwa na Łużycach jest
dość pokaźna. W roku 1959 ukazała się wyczerpująca mono
grafia Eberharda Doutschmanna Lausitzer Holzbaukunst, z daw
niejszych zaś wymienić należy studium Adolfa Cernego Wobydlenjc Łuźiskich Serbów, 1889 oraz opis Willibaida von Schulonburga Das Spreewaldhaus, 1886. Kilka interesujących zabytków
drewnianego budownictwa łużyckiego przeniesiono do skansenu
w Lohdo (Lody), pow. Całau (Kalawa), gdzie stanowią dużą
atrakcję turystyczną.
Specyfika garncarstwa na Łużycach polegała m.in. na tym,
żo było ono od stuloci rzemiosłem cechowym. Ludowe (w polskim
znaczeniu togo słowa) garncarstwo grało rolę mniejszą, jeżoli
nie wręcz marginesową.
Na Łużycach ośrodkami garncarstwa cechowego były przede
wszystkim: Kamieniec, Elstra (Halśtrow), Pulsnitz (Polonica)
i Mużaków. Łużyczanie zaopatrywali się także w wyroby garn
carskie pochodzące z Turyngii, a także ze znanego ośrodka
w Bolosławcu na Śląsku. Malowane talerzo ceramiczne o dominu
jącej funkcji estetycznej były także przedmiotem importu,
przede wszystkim z Czech. Wyroby garncarskie straciły swoje
znaczenie zarówno praktyczne, jak i zdoBnicze na przełomie
XIX i X X w. Mimo to zachowało się do czasów dzisiejszych
jeszczo trochę czynnych warsztatów.
Najbardziej chyba interesującym, najbogatszym w doku
mentacyjny materiał fotograficzny i krytyczny materiał tekstowy
jest rozdział Odzież.
Jak piszą autorzy, strój ludowy na Łużycach jest już w za
niku. „Powszednie i niedzielne stroje widzi się jeszcze po wsiach
dosyć często, ale uzyskanie do tej pracy kilku przykładów stroju
uroczystego kosztowało wiole trudu, zwłaszcza jeśli idzie o obszar
Puszczy i Dolne Łużyce, jako że te szczególne odmiany nosi się
już rzadko", (s. 92). Znów zjawisko zastanawiające czytelnika
polskiego. Jost niemal regułą, żo w polskiej sztuce ludowej ulega
zaginięciu najpierw strój codzienny; paradny kostium ludowy
o przekształconej funkcji socjologicznej—utrzymuje się naj
dłużej. Ciekawe, czemu na Łużycach rzecz ma się odmiennie.
Autorzy wyróżniają cztery współczesne regionj? występo
wania stroju ludowego: „strój katolickich Łużyczan z okolicy
Kamieńca i Budziszyna, strój łużycki z okolic Hoyerswerdy,
strój z parafii Schleife (Ślepe) w pow. Weisswasser oraz strój
z okolic Chociebuża (Cottbus) i Błot (Spreewald)". (s. 92).
Wśród wnikliwych opisów strojów zwraca uwagę opis
noszonych przez staro kobiety wielkich chust żałobnych na głowę
(„płachćieki"). Są one koloru białego, co wskazuje na archaiczny
charakter tych chust. Ilustracje dowodzą, że należą one do
ciekawszych elementów łużyckiej sztuki ludowej.
Biały haft na Łużycach osiągnął wysoki poziom. Jednym
z ostatnich mistrzów tego działu wiejskiej plastyki był zmarły
w 1963 r. Jan Wjacławek, zamieszkały koło Hoyerswerdy.
W stroju łużyckim X I X w. znane były także druki na
płótnie. „Na południu w niemieckiej części Łużyc, w ośrodku
tkactwa, osiedliło się wielu drukarzy. Ich pełnomocnicy wędro
wali z kompletami wzorów, zbierając zamówienia również wśród
ludności łużyckiej. Niemniej poważne znaezenie dla łużyckiej
ludności miały na Górnych Łużycach warsztaty w Elstrze,
Pulsnitz, Breting (Brśtnik) i Wittichenau. W samym tylko
Breting na przełomie X I X i X X w. działało jeszcze 10 warszta
tów, któro wytwarzały materiał przede wszystkim na stroje
środkowołużyckie. Na Dolnych Łużycach większy rozgłos zdo
były s )bie warsztaty w Straupitz (Tśupc) i Strobitz (Strobice).
Z tej pokaźnej liczby tylko niektórym zakładom udało się prze
trwać do dzisiaj, ponieważ stale zmniejszały się zamówienia.
Według naszego rozeznania obecnie istnieją już tylko warsztaty
drukarskie Steina w Pulsnitz i Petzolda w Breting." (s. 108).
Książkę zamyka rozdział Sztuka ludowa w życiu społecznym.
Znajdujemy tu ogólnikowo raczej i mające liczne braki metodo
logiczno opisy obrzędów: wesela, obrzędów związanych z Bożym
Narodzeniem, obrzędów wiosennych — w t y m znanego wszyst
kim Słowianom zwyczaju topienia śmierci. Przy opisie łużyckich
uroczystości wielkanocnych znajdujemy sporo danych na temat
żywego wciąż ludowego pisankarstwa.
Czytelnika polskiego zainteresuje chyba łużycki zwyczaj
wykonywania pieczywa obrzędowego, przypominającego' kur
piowskie „nowelatka" — figurek z ciasta w kształcie krów, owiec,
świnok, gęsi etc. „Te, które wypieka się na Nowy Rok, nazywają
się „noworoczki", a te na Trzech Króli — „trojaczki". Dzieci
darują figureczki swoim rodzicom chrzestnym, od których z kolei
otrzymują inne prezenty. Chrzestni zaś rzucają te kukiełki
bydłu do paszy, aby dobrze rosło." (s. 166—167).
:
Album Sztuka ludowa Łużyczan stanowi bardzo dobrą
prezentację kultury ludowej tego tak bliskiego nam narodu,
godnego ze strony etnografów polskich najwyższego zaintereso
wania.
Niestety, jak się wydaje, na pełne, systematyczne ujęcie
całokształtu zjawisk składających się na łużycką sztukę ludową
wypadnie jeszcze poczekać. Ogrom pracy autorów, ich pionier
skie w wielu wypadkach badania, wysoki poziom wydawnictwa
(niestety w wersji polskiej obniżony słabością przekładu) — nie
jest w stanie przesłonić istotnych luk, szczególnie w zakresie
dokumentacji terenowej.
:
Jak piszą autorzy, eksponaty łużyckiej sztuki ludowej zbiorane były pod kątem nie typowości, częstości występowania,
lecz na odwrót — zbierano eksponaty szczególne, unikalne.
„Zwykłe" narzędzia czy domowe sprzęty umykały uwagi kolekcjo
nerów. Z tego względu dokonanie pełnej rekonstrukcji łużyckiej
kultury ludowej jest już niemożliwe. Wydaje się jednak, że
jeszcze pora na szczegółowe badania penetracyjne, na uratowanie
tego, co się jeszcze da uratować.
Na takie badania czekają także specjaliści z innych krajów
słowiańskich, a szczególnie Polacy, którzy z porównań łużyckiej
sztuki ludowej z procesami zachodzącymi na wsi polskiej mogą
wyciągnąć interesujące wnioski.
Antoni Kroh
55
BARBARA K O Ł O D Z I E J S K A ,
RZEMIOSŁO
GARNCARSKIE W
Praca składa się z dwóch części i zasięgiem swym obejmuje
teren b. woj. zielonogórskiego, który umownie określono mianem
„Zielonogórskie". Całość rozważań nad wysuniętą problema
tyką przedstawiono w 12 rozdziałach, przy czym osiem pierw
szych wchodzi w skład części pierwszej, a pozostałe ( I X — X I I )
obejmuje część druga. Praca zawiera krótki wstęp, a przy końcu
umieszczono wykaz dokumentów prawnych i źródeł pomocni
czych oraz aneks najważniejszych wykorzystanych prac nauko
wych. Baza źródłowa pracy jest dość różnorodna.
W części pierwszej, Garncarstwo w dobie organizacji cechowej,
s. 11—130, omówione zostały dzieje tego rzemiosła w okresie
od X V I I do końca X I X w. Autorka wykorzystała t u przede
wszystkim dokumenty i akta cechowe. Główna uwaga skoncen
trowana została na obszarze, który w okresie przedrozbiorowym
należał do Polski, a problematykę ograniczono do omówienia
dziejów tych garncarzy', którzy znajdowali się w organizacji
cechowej. Brak poparcia źródłowego pogłębia wątpliwość, czy
słuszne jest stwierdzenie, że cechy swym zasięgiem obejmowały
zarówno garncarzy miejskich, jak i wiejskich (s. 20). Nie poczy
niono prób ustalenia sieci ośrodków wiejskich; błędne byłoby
mniemanie, że garncarze mieszkali tylko w miastach . Poza za
sięgiem swych rozważań pozostawiła Autorka problem produkcji
kafli, „które — jak pisze — z uwagi na walory artystyczne
zwykło się zaliczać do zakresu historii sztuki" (s. 97). Pomijając
fakt, iż produkcją kafli interesowali się zarówno etnografowie
nasi, jak i zagraniczni, przez zajęcie takiego stanowiska ograni
czono, szczupłą i tak, bazę źródłową pozwalającą na snucie
rozważań nad problemem produkcji wyrobów garncarskich.
Wzmianki źródłowe o piecach kaflowych mają daleko większą
wartość przy omawianiu tegoż zagadnienia niż luźne znaleziska
wyrobów garncarskich, boz ustalonej proweniencji, na jakich
oparła swe wywody Autorka. Trudno też zgodzić się z sugestią,
że godło pieczęci cechu garncarskiego z Międzyrzecza z 1690 r.
zostało przeniesione ze starego tłoka, a jedynie zmieniono wów
czas napis .
1
Z I E L O N O G Ó R S K I EM, W a r s z a w a - P o z n a ń
1973, str. 211, il. 29.
danych wysunięto wniosek, że produkcja ich jest wytwórczością
tradycyjną, charakterystyczną dla terenów, z których przybyli
rzemieślnicy. Jest to więc działalność przeniesiona w określonej
formie na inny teren (s. 146). Fakt to niezmiernie" ważny. Na
każdym wprost kroku widoczne są różnice. I tak np. jeśli chodzi
0 pozycję przy toczeniu naczyń: garncarze pochodzący z Wileń
szczyzny i Tarnopolskiego toczą na siedząco, a reemigranoi —
stojąc. Garncarze z Wileńszczyzny pracują w obuwiu, a z Tarno
polskiego — wprawiają w ruch koło nogą bosą.
Odrębny problem, to wyroby. Asortyment ich jest trady
cyjny (garnki, dzbanki i inne) oraz nowy (flakony, doniczki,
galanteria ceramiczna). Jeśli chodzi o pierwszą grupę, to w zależ
ności od tego, czy wyrób trafia w ręce odbiorcy wiejskiego czy
miejskiego, zajmuje odmienne zastosowanie. W pierwszym wy
padku naczynie zachowuje pierwotne przeznaczenie, a w dru
gim — odbiorca miejski nadaje mu funkcję przedmiotu dekora
cyjnego (s. 170). Jeśli chodzi o wyroby przeznaczone dla celów
użytkowych, to przy kupnie wyraźnie uwidaczniają się różnic
w pochodzeniu regionalnym ich nabywców. Decydującą rolę
odgrywa t u przyzwyczajenie do określonych wyrobów. Uwagi
powyższe odnoszą się do ludności osiedlonej; autochtoni, od
wykli od wyrobów garncarskich, bardzo rzadko je kupują (s. 186).
Rzemiosło to jednak chyli się ku upadkowi. Autorka sądzi, że
gdyby „Cepelii" udało się go pobudzić, przyuczając do zawodu
młodych ludzi, to wówczas byłoby to „zaczątkiem nowego
garncarstwa" na t y m terenie. Istotne byłoby jednak, kto prze
każe tradycje tego kunsztu: czy ci z Wileńszczyzny, Tarnopol
skiego czy Bukowiny.
2
3
W odróżnieniu od części pierwszej, część druga: Współ
czesne garncarstwo ludowe, rozmiarami mniejsza (s. 131—193),
zasługuje na szczególniejszą uwagę; dajo się odczuć, że Autorka
problematykę tę dokładniej poznała i przemyślała.
Z dociekań prowadzonych w części pierwszej uwidaczniają się
czynniki, które spowodowały upadek rzemiosła garncarskiogo
pod koniec X I X w. Po półwiekowym okresie wytwórczość ta,
odżyła na omawianym terenie po osiedleniu się tam po I I wojnie
światowej ludności polskiej. Problem to niesłychanie ciekawy,
a w dotychczasow-ej literaturze naukowej nie poruszany. Autorka
dokładnie zarejestrowała garncarzy, którzy tam przyjechali
z różnych regionów: był osadnik z Kieleokiego, repatrianci
z Wileńszczyzny, Podola i Pokucia oraz reemigranci z Bukowiny
Rumuńskiej. Po krótkiej analizie ośrodków, z których pocho
dzili, przedstawiono przejawy ich działalności na nowym dla nich
terenie, próbując doszukać się wzajemnych kontaktów i wpływów.
W oparciu o taką analizę zebranych podczas badań terenowych
Stwierdzić należy, że właściwy zrąb pracy byłby bardziej
przejrzysty, gdyby pewne partie tekstu przeniesiono do wstępu
1 przypisów, a niektóre dane przedstawiono w tabelach i na
mapkach. Przypisy należałoby uprościć. Pieczęć garncarzy
z Międzyrzecza (s. 15) została odwrócona. Przy omawianiu
ośrodków, z których pochodzili osiedleni na terenie woj. zielono
górskiego garncarze, można było wykorzystać pewne publikacje
obce . Bez odpowiedzi został problem, skąd wzięli oni potrzebne
im żarna: kola żaden garncarz na nowy teren nie przywiózł
(s. 152).
4
Szkoda, że w aneksie brak wykazu współczesnych garncarzy
z zaznaczeniem ich miejsca pochodzenia i obecnego zamiesz
kania. Utrudnia to korzystanie z bardzo przecież cennej pracy.
W pracy poruszone zostały dwa odrębne zagadnienia, które
formalnie nie są nawet ze sobą powiązane. Spaja je jednak
w jedną całość wspólny temat, który rozpatrywany jest w od
miennych warunkach historycznych. Część pierwsza ma więcej
wartość regionalną i wymaga dalszego pogłębienia w oparciu
o szerszą bazę źródłową, druga zaś pozwala na wykorzystanie
wysuniętych w niej wniosków w trakcie badań nad podobną
problematyką na innych terenach. Fakty te sprawiają, że po
pracę Barbary Kołodziejskiej sięgać będą nie tylko etnografowie,
ale i socjologowie oraz historycy.