Henrik Ibsen - mit osobisty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4

Item

Title
Henrik Ibsen - mit osobisty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.29-33
Creator
Sokół, Lech
Date
1998
Format
application/pdf
Identifier
oai:cyfrowaetnografia.pl:2500
Language
pol.
Publisher
Instytut Sztuki PAN
Relation
oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2689
Rights
Licencja PIA
Text
Henrik Ibsen - mit osobisty
L e c h Sokół
Powszechnie akceptowane wyobrażenie Ibsena jako pisa­
rza pozostaje niepełne i w dużym stopniu fałszywe. Jego
twórczość i jego samego jako człowieka wiąże się nazbyt ści­
śle i jednoznacznie z nieubłaganym zdrowym rozsądkiem
i realizmem, prozaicznym przywiązaniem do konkretu
i szczegółu, z problematyką wyzwolenia kobiet i interwen­
cjonizmem pisarskim w dzieło naprawy społecznej Europy
minionego wieku, walką o prawdę w życiu jednostkowym
i zbiorowym, liberalizmem religijnym i politycznym etc., etc.
- listę tę łatwo przedłużyć.
Są to wszystko zagadnienia bardzo istotne dla jego twór­
czości, wśród jego dramatów realistycznych znajdziemy ar­
cydzieła, ale ograniczając Ibsena do realizmu w dziewiętna­
stowiecznym sensie słowa zapoznajemy poetę. Jego powoła­
nie pisarskie narodziło się jako powołanie poety i pozostało
takim do ostatniego napisanego przez niego dramatu, co nie
kłóci się wcale z tendencjami realistycznymi, wręcz przeciw­
nie, doskonale z nimi współgra. Ibsen wcześnie ukształtował
swoją złożoną i mroczną, poetycką wizję świata, która okre­
ślała zawartość myślową i formę literacką nawet jego drama­
tów realistycznych. Ibsen zbudował pewien mit osobisty.
W psychoanalizie mit osobisty pełni istotne funkcje
obronne - niewątpliwie obecne u Ibsena, jednego z najbar­
dziej tajemniczych i skrytych wielkich pisarzy europejskich ukrywa osobowość, ale wyraża także ważne treści nieświado­
me, powiązane z tematem tzw. romansu rodzinnego, opraco­
wywanego już przez Freuda. Używam określenia „mit osobi­
sty" w sensie bardziej potocznym, tylko po części zgodnym
z koncepcjami psychoanalityków. Interesują mnie przeżycia
i miejsca mityczne Ibsena: obrazy, które mu towarzyszyły,

motywy jego myśli i twórczości, które miały dające się opi­
sać związki z rzeczywistością realną, wreszcie momenty ilu­
minacji w kontakcie z naturą i sztuką, prowadzące do głęb­
szego i szerszego poznania. Oczywiście, wyciągam tylko kil­
ka nitek z tkaniny o bardzo złożonym wątku.
Związek Norwegów z naturą, mający często charakter mi­
styczny, ważna cecha ich życia jednostkowego i społecznego,
ich kultury, stał się przedmiotem wielu rozważań sięgających
daleko w głąb historii. Ibsen na swój sposób realizuje ten para­
dygmat życia społecznego swojej ojczyzny. Już jako młody
człowiek odbywał piesze wędrówki, zbierał podania i pieśni
ludowe, docierając do samotnych i trudno dostępnych osad
i pojedynczych farm. Realizował w ten sposób postulat norwe­
skiego i europejskiego romantyzmu, ale uczył się także krajo­
brazu. Kontemplacja natury stała się wcześnie jego nawykiem
i potrzebą. Ponadto Ibsen rozwinął wcześnie zdolność obser­
wacji i widzenia. Widzenie, wizualność stały się istotną cechą
jego stosunku do świata i jego twórczości. Jak sam przyznawał,
gdy tworzył swoje postacie, w i d z i a ł je, a także s ł y s z a ł ,
zanim pojawiły się na kartach jego dramatów.
W jednym z listów napisał zdanie, które stało się lejtmotywem jego życia i twórczości: „Kocham morze" („Havet elsker jeg"). Przywiązanie do morza stało się częścią jego mitu
osobistego. Gdziekolwiek mieszkał, wszędzie chciał mieć ła­
twy dostęp do morza, jeziora albo rzeki. Kontemplacja wody
została zapisana w jego obrazach i, oczywiście, w jego twór­
czości literackiej. Na szczególnie istotną obecność wody
w jego obrazach wskazał Daniel Haakonsen w swojej książ­
ce o Ibsenie jako człowieku i artyście. Wodzie na obrazach
Ibsena towarzyszyły w sposób naturalny góry, niezwykłej

24

urody góry i fiordy Norwegii. Haakonsen dowiódł, że młody
Ibsen, malujący od czasu, gdy miał 14 lat (do około 35 roku
życia), nie odwzorowywał po prostu otaczającego go świata.
Zestawienie ocalałych gwaszy i akwarel z fotografiami rze­
czywistych miejsc, które Ibsen przedstawiał, pokazuje pewną
stałą tendencję do dramatyzacji krajobrazu: góry przedsta­
wiane są zwykle jako wyższe, bardziej strome, dziksze i gro­
źniejsze niż w rzeczywistości.
Jedna z najwcześniejszych akwarel, pochodząca z 1842
roku, przedstawia majątek stryjecznego dziadka Ibsena, Nicolaya Plesnera, Store Follestad niedaleko Skien. Pojawia się
w niej motyw odbicia w wodzie, efekt lustra'. Motyw ten wy­
stępuje w innych obrazach Ibsena, pojawia się także w dra­
macie Peer Gynt (1867) jako obraz bohatera tytułowego ska­
czącego z górskiego urwiska na grzbiecie kozła w jezioro (a.
I , w. 98-106): obraz rzeczywisty i odbity zostały przeciwsta­
wione, a następnie unicestwione, gdy zwierzę i człowiek zde­
rzają się z taflą jeziora.
Norweskie akty dramatu (a. I - I I I i V) rozgrywają się we
względnie konkretnej scenerii. Nie da się wszakże wskazać
jednego, ściśle określonego miejsca dla takiej czy innej sce­
ny. Ibsen zwykł był bowiem łączyć konkretność i przywiąza­
nie do rzeczywistego miejsca z dążeniem do pewnej syntezy
i uogólnienia, do jego przekształcenia w obraz i mit. Tę cechę
swojego myślenia, kształtowania miejsca akcji dramatów,
opisał w rozmowie z Paulem Lindau pod koniec życia, po na­
pisaniu przeważającej większości swoich najbardziej zna­
nych dramatów: „Ibsen powiedział mi, że rzadko myśli o ja­
kimś określonym miejscu; przy pracy wyobraża sobie zwykle
jakiś większy krajobraz, jakąś ogólnie norweską okolicę bez
lokalnego ograniczenia. Pisząc Upiory miał na myśli okolice
Bergen, «gdzie jest wiele bardzo pochmurnych dni i wiele pada», pisząc Panią z morza natomiast - miły, robiący prawie
wrażenie włoskiego, krajobraz Molde i Romsdalsfjordu, Dzi­
ką kaczką - coś jakby Kristianię" .
2

Jeśli zgodzimy się, że pojęcie ojczyzny to przede wszyst­
kim, lub także, zespół obrazów, Ibsen swoją ojczyznę wiązał
z górami i morzem. W roku 1897, w kilka lat po powrocie na
stałe do Norwegii z dobrowolnej, trwającej 27 lat emigracji,
pisał do Georga Brandesa: „Tu, nad fiordami, mam kraj ro­
dzinny. Ale - ale - ale: gdzie jest mój dom? Jest n i m mo­
rze, które pociąga mnie najbardziej" .
Jakkolwiek byłoby to trudne do przyjęcia dla nas, nacji
wybitnie lądowej, morze w micie osobistym Ibsena stoi po­
nad lądem; żywioł wody przeważa nad żywiołem ziemi
w głęboko zakorzenionej w świadomości i podświadomości
Ibsena instynktownej hierarchii wartości. Żywioł wody po­
wraca w jego twórczości w formie tematów, których sens jest
w dużym stopniu nieświadomy. Morze, związek z morzem,
funkcjonują w dramatach Ibsena jako symbole, co oznacza,
że otwarcie na znaczenia niejasne i nieświadome zostało
w nich z góry założone, gdyż należy to do natury symbolu,
jakkolwiek byśmy go rozumieli.
Mitologizowanie rzeczywistości przez Ibsena wiąże się
ściśle z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa, które
wymusiły na nim odejście w świat wyobraźni i kompensacji.
Nagłe bankructwo ojca pociągnęło za sobą zubożenie i dekla­
sację. Ibsen był wówczas dzieckiem, miał siedem lat, okres
szczęśliwego dzieciństwa i poczucie bezpieczeństwa uległy
zniszczeniu nagle i nieodwracalnie. Od bankructwa ucierpia­
ła cała rodzina: ojciec, nie mogąc sprostać nowej sytuacji, za­
czął pić, matka wycofała się ze świata, zajęła się malowaniem
akwarel, robiła drewniane laleczki. Od dzieciństwa zdradzała
3

30

zainteresowania artystyczne, pociągał ją zwłaszcza teatr. Te­
raz sztuka stała się dla niej ucieczką. Przykład matki z pew­
nością dopomógł synowi w odnalezieniu własnej drogi do
świata kompensacji. Utrata poczucia bezpieczeństwa małego
Ibsena stała się dla niego szkołą wyobraźni.
Nie był dzieckiem towarzyskim. Jego siostra Hedvig, je­
dyna z rodziny, z którą utrzymywał kontakt przez całe swoje
życie, wspomina go jako samotnika, szukającego schronienia
w pomieszczeniu obok kuchni, gdzie mógł, nie niepokojony
przez nikogo, malować, rysować i zajmować się teatrem lal­
kowym, który sam zbudował. Wycinał także postacie i mode­
le z tektury, które sprzedawała dla niego właścicielka kramu
z owocami. W ten sposób Ibsen sam troszczył się o kieszon­
kowe.
Jego teatr był poważnym przedsiębiorstwem. Na przedsta­
wieniach bywały dzieci, a także dorośli z okolicy. Wejście by­
ło płatne. Ibsen zbudował sam scenę, zmajstrował lalki, poru­
szał nimi, reżyserował i odgrywał przedstawienia, występował
także jako magik i brzuchomówca. Za jedynego zaufanego
pomocnika w przedsięwzięciu miał chłopca z sąsiedztwa. Lal­
ki były wykonane niezwykle starannie, z dbałością o efekty
plastyczne. Wedle wspominających te przedstawienia widzów
szczególnie piękna była lalka Izabelli Hiszpańskiej, pojawia­
jąca się w przedstawieniu opisanym następująco: „Czarne jak
węgiel loki, krynolina z różowoczerwonego jedwabiu. Mogła
ona poruszać się wymyślnie ponad płaszczyzną sceny i wów­
czas dziewczynki krzyczały z radości. Rycerz Fernando uka­
zywał się wtedy na scenie: kapelusz z piórem, czerwony strój
ze złotymi sznurami. Przesuwał się powoli i z godnością
w kierunku Izabelli. Wówczas - o zgrozo! - przybywał szyb­
ki jak błyskawica czarny Maur, chwytał ją i próbował porwać.
Ale rycerz Fernando odpychał go tak gwałtownie, że Maur pa­
dał jak długi, a Fernando i Izabella pozdrawiali widownię" .
4

Ibsen traktował swój teatr z powagą, wpadał we wście­
kłość, gdy młoda publiczność przeszkadzała mu w przedsta­
wieniach. Świat gry, teatru, pozoru stawał się dla niego ko­
niecznością. Te zainteresowania i dokonania teatralne zdra­
dzają także oczywiste zdolności plastyczne i manualne Ibse­
na, o czym już wspominałem. Warto również odnotować jego
zainteresowanie strojem, widoczne już w strojności Izabelli
i Fernanda. Chciał też sam wyróżniać się strojem, podziwiał
tych, którzy się wyróżniali, na przykład mężczyznę w Venst0p w aksamitnych spodniach i jedwabnej kamizelce, wi­
dzianego na jakiejś lokalnej gali. Hedvig wspomina, że gdy
malował jako dziecko, przejawiał „specjalną predylekcję [...]
do rysowania ludzi we wspaniałych strojach" .
Biorąc udział w wieczorkach towarzyskich, występach,
balach, swego rodzaju parateatrze, nieco starszy już Ibsen (te­
atrzyk lalkowy zbudował mając 12 lat) przejawiał zamiłowa­
nie do stroju odnotowane w wielu wspomnieniach i zauważo­
ne przez biografów, trudne dla niego do zrealizowania jako że
żył w skrajnej biedzie. Owo zainteresowanie odezwie się
w jego późniejszym życiu w dandysowskiej dbałości o wy­
gląd zewnętrzny, w świadomym kształtowaniu oficjalnego
wizerunku własnego, swojej persony, w dziecinnym przywią­
zaniu do odznaczeń i orderów, o które zabiegał i które nosił
nawet w sytuacjach zupełnie do tego nieodpowiednich. Psy­
choanalityk dopatrzyć się w tym może znamion „kompleksu
spektakularnego" - pragnienia widzenia i bycia widzianym.
Zdaniem Haakonsena był to wyraz odmowy uznania deklasa­
cji, bunt przeciwko niej. Ibsen uwolnił się od poczucia głębo­
kiego upokorzenia dopiero we Włoszech, gdy napisał Branda
(1866), odnosząc pierwszy wielki sukces, który doprowadził
5

do znaczącej, choć krótkotrwałej, poprawy jego opłakanej sy­
tuacji materialnej.
Wyjazd do Włoch nie był pierwszym doświadczeniem za­
granicznym Ibsena, ale jego waga była nieporównywalna
z innymi doświadczeniami podróży. Prowincjusz ze Skien,
który znał wcześniej jedynie miasta rozmiarów Kristianii
i Bergen (odpowiednio 30 i 25 tysięcy mieszkańców w cza­
sie, gdy tam mieszkał), w 1852 roku wyjechał do Kopenhagi
i Drezna. Wrażenie było ogromne: znalazł się w wielkim
świecie, powiedzielibyśmy dzisiaj - w Europie. Doświadcze­
nie teatralne i kulturowe, impulsy, jakie odebrał, zaważyły
znacząco na jego rozwoju intelektualnym oraz na jego drodze
jako człowieka teatru i pisarza. Docenił od tej pory podróże
jako najlepszy bodziec duchowego wzrostu człowieka. Dlate­
go napisał: „Mogę powiedzieć z doświadczenia: wiem, jaka
możliwość rozwoju znajduje się w podróży."
Podróż do Włoch przebiegała etapami, celem był Rzym.
5 kwietnia 1864 Ibsen popłynął statkiem z Kristianii do Ko­
penhagi, gdzie spotkał się z żoną i synem Sigurdem. 20
kwietnia popłynął do Lubeki, zostawiając rodzinę w Kope­
nhadze, stamtąd pociągiem pojechał przez Alpy. O swoich
wrażeniach wspomniał w przemówieniu wygłoszonym
w Kopenhadze 1 kwietnia 1898 г., w czasie uroczystości sie­
demdziesiątej rocznicy urodzin: „Podróżowałem przez Niem­
cy, Austrię i przekroczyłem Alpy 9 maja. Nad wysokimi góra­
mi wisiały chmury jak wielka ciemna zasłona, a poniżej je­
chaliśmy przez tunel i nagle znaleźliśmy się w Mira Mare,
gdzie piękno Południa, cudownie jasne światło, świecące jak
biały marmur, objawiło mi się nagle i wpłynęło na całą moją
późniejszą twórczość...". Ibsen określił swoje wrażenie jako
„uczucie wyzwolenia się z ciemności do światła, z mgieł
przez tunel do blasku słonecznego".
6

7

8

Ten kontrast ciemności i światła, użycie sugestywnego
obrazu wydostawania się z mroku przez tunel ku światłu jest
metaforą wyzwolenia, zyskania wolności pełnej, ale także
porzucenia życia w mroku na rzecz życia w świetle, zupełne­
go odrodzenia, także rozumianego dosłownie jako urodzenie
się na nowo. Zresztą obraz podróży przez tunel zdaje się su­
gerować przyjście na świat.
W wielu listach Ibsena znajdziemy spontaniczne i entu­
zjastyczne opisy owego wyzwolenia i odrodzenia. Rozdział
o pierwszym z dwóch włoskich okresów życia Ibsena nosi
w książce Haakonsena wiele mówiący tytuł: „Jak człowiek
nowy".
Droga do Rzymu wiodła przez Triest, Wenecję, Mediolan,
Piacenzę, Parmę, Bolonię i Florencję. W niektórych miastach
Ibsen zatrzymał się przez jakiś czas, niektóre odwiedzał po­
nownie, w Wenecji np. spędził ogółem cztery tygodnie. Nie
wiemy jednak, jakie wrażenie wywarły na nim te miasta,
z wyjątkiem tego, że podziwiał mediolańską katedrę. Mie­
szkał później w różnych miejscowościach w Górach Albań­
skich w pobliżu jeziora Nemi, w Neapolu i nad Zatoką Neapolitańską (na wyspie Ischia, w Amalfi, w Sorrento), odwie­
dził Pompeje i inne miejsca. Ale zawsze dla niego najważ­
niejszy był Rzym.
Rzym był podówczas bardziej niż Paryż magnesem przy­
ciągającym artystów i pisarzy, zwłaszcza Skandynawów, dla
których był, jak pisze Michael Meyer, ziemią obiecaną. Od­
działywanie Rzymu stało się decydującym punktem zwrot­
nym w życiu i twórczości Oehlenschlagera, Thorvaldsena,
Andersena, Ole Bulla i wielu innych, wśród nich - Ibsena.
Ibsen był uważnym i nietuzinkowym turystą w Wiecznym
Mieście. Oprowadzał go po nim Lorentz Dietrichson, młod­
9

szy od niego o sześć lat bergeńczyk, z którym zetknął się
przelotnie w Kristianii. Dietrichson wykładał literaturę skan­
dynawską w Uppsali i przybył właśnie na dwa lata do Rzy­
mu, by studiować historię sztuki, którą później wykładał na
uniwersytecie w Kristianii. Nietuzinkowy turysta znalazł za­
tem nietuzinkowego przewodnika. Jak pisze Ferguson, w cza­
sie pierwszej zimy, jaką Ibsen spędzał w Rzymie, miał okazję
uczęszczać na wykłady z archeologii i topografii miasta,
których ogółem dwadzieścia wygłosił Dietrichson dla kolonii
skandynawskiej. Odbywały się one w różnych miejscach: na
Forum Romanum, na Palatynie, w termach Karakalli, przy
ciepłych źródłach Tytusa. Był to czas dokonywania fascynu­
jących odkryć archeologicznych i prawie co tydzień wykopy­
wano jakiś nowy obiekt, o którym pisała prasa, który był na
ustach wszystkich. Ale Ibsen bynajmniej nie interesował się
wszystkim. W sposób sobie właściwy poszukiwał własnej
drogi do zrozumienia wybranych przez siebie aspektów kul­
tury starożytnej i nowszej, jaką poznawał w Rzymie.
Zainteresowania jego ogniskowały się na rzeźbie. Ujaw­
niają one nowy aspekt tego, co nazwałem jego mitem osobi­
stym: fascynację kamieniem. Ferguson pisze o tym następu­
jąco: „Tajemniczy stosunek Ibsena do kamienia, od jego naj­
wcześniejszej fascynacji legendami i baśniami, które opowia­
dały o istotach podziemnych, porywających ludzi do wnętrza
góry z lęku przed własnym skamienieniem, był już w nim
w tym czasie głęboko zakorzeniony. Poczynając od jego naj­
wcześniejszych utworów jest oczywiste, iż rzeźba - wykuwa­
nie człowieka z bloku kamiennego - była dla niego formą
sztuki najbliżej spokrewnioną z jego własną - tworzeniem
przemijających posągów z krwi i kości. Nie jest więc niespo­
dzianką, że rzeźba i różne style w rzeźbie były dominującym
rysem w jego wrażeniach z wędrówek po tym, co było dla
niego w gruncie rzeczy muzeum o rozmiarach miasta. W l i ­
stach do kraju i w dyskusjach nie ma żadnych odniesień do
znanych malowideł czy znanych dzieł włoskiej literatury
i muzyki. Zajmowała go tylko rzeźba."
10

O rzeźbie rozmawiał Ibsen często z Dietrichsonem. Ten
ostatni opisał wspólną wizytę w muzeach watykańskich,
w czasie której dyskutowali o greckiej i rzymskiej rzeźbie
portretowej. Dietrichson wskazywał wyższość Greków, po­
nieważ kształtują oni głowę i strukturę kości twarzy ze
względu na to, co typowe i ogólne. Ibsen wolał stworzony
przez Rzymian sposób indywidualizowania głowy za pomo­
cą szczegółów, jak na przykład zmarszczki na czole Mariu­
sza, rzeźby z Museo Chiaromonti, którą podówczas uważano
za portret Gaiusa Mariusa. Ten rys realizmu przekazywał le­
piej, według Ibsena, ducha modela niż grecki idealizm.
Na początku swego pobytu w Rzymie Ibsen miał trudno­
ści ze zrozumieniem i zaakceptowaniem rzeźby klasycznej
w ogólności. Omawia te problemy w długim i ważnym liście
do Bj0rnsona z 19 września 1864 r. „Tu w Rzymie bardzo
wiele zostało mi objawione - pisał - chociaż nie mogę dojść
do ładu ze sztuką klasyczną, tak naprawdę nie rozumiem jej
znaczenia dla naszych czasów, brakuje mi iluzji i , przede
wszystkim, poczucia osobistego i indywidualnego wyrazu za­
równo w podmiocie, jak i w artyście, i nie mogę zaradzić te­
mu, że widzę (w każdym razie jak dotychczas) jedynie kon­
wencje, tam gdzie inni dopatrują się praw. Wydaje mi się, że
dzieła plastyczne sztuki klasycznej są, jak nasze ballady bo­
haterskie, raczej wytworami epoki niż takiego czy innego mi­
strza; to pewnie może być przyczyną, dla której tak wielu na­
szych nowoczesnych rzeźbiarzy zawodzi, gdy usiłuje dzisiaj
podjąć próbę stworzenia ballad bohaterskich w gipsie i mar31

murze. Michała Anioła,
Berniniego i jego szkołę ro­
zumiem lepiej - ci jegomo­
ście mają odwagę, by od
czasu do czasu dopuścić się
szaleństwa. Architektura
wywarła na mnie większe
wrażenie, ale ani styl kla­
syczny, ani jego późniejsze
potomstwo nie pociąga
mnie tak jak gotyk; dla
mnie katedra w Mediolanie
jest czymś najbardziej przy­
tłaczającym spośród tego,
co mogę sobie wyobrazić
na tym polu; człowiek,
który mógł począć takie
dzieło, musiał być zdolny,
by w wolnej chwili stwo­
rzyć księżyc i cisnąć go
w głąb niebios.""
Jest oczywiste, że uwagi
Ibsena o sztuce klasycznej
wiążą się ściśle z jego dra­
matami, z pragnieniem
ukazania w każdej postaci
dramatycznej
niepowta­
rzalnych cech jednostko­
wych. Idealizowanie, poka­
zywanie tego, co typowe,
było na ogół obce jego pi­
sarstwu. Natomiast odwo­
łanie się do Michała Anio­
Michal Aniot, Sąd
ła. Berniniego i jego szkoły
wydaje się szczególnie interesujące. Jest to odwołanie do
sztuki, która nie poddaje się łatwo regułom, jest spontanicz­
na, mogła ówczesnym estetom wydawać się barbarzyńska,
jest to wreszcie odwołanie do baroku, nie rozstrzygając
w związku z twórczością Michała Anioła kwestii jej stosun­
ku do baroku czy manieryzmu w sensie, w jakim używali te­
go terminu niedawno raczej historycy literatury niż sztuki.
Związek między Michałem Aniołem. Berninim i rzeźbą ba­
rokową a dziełem Ibsena wydaje się walnie dopomagać w in­
terpretacji i zrozumieniu jego dzieła, a już na pewno jego
wrażliwości na sztukę, jego wyobraźni. Odwiedzając Floren­
cję, Ibsen nie mógł nie widzieć słynnych nie dokończonych
rzeźb Michała Anioła znanych jako „więźniowie", stojących
wówczas w Ogrodzie Boboli. „W przyszłych sztukach - pi­
sze Michael Meyer - od Branda po Gdy wstaniemy z mar­
twych - miał on [Ibsen] stworzyć podobnych gigantycznych
i udręczonych więźniów. Bardziej niż jakikolwiek pisarz mi­
strzem Ibsena był Michał Anioł; jeden tworzył w słowach to,
co drugi stworzył w kamieniu. Równie niemodna admiracja
Ibsena dla gotyku (katedra mediolańsa) i baroku (Bernini)
była jednakże logiczna u człowieka, który miał wkrótce na­
pisać Peera Gynta."
12

13

W korespondencji między Ibsenem a Bj0msonem doty­
czącej rzymskich wrażeń Ibsena pojawia się pewien wątek
„pedagogiczny" ze strony Bj0rnsona. Wierzył on, że jego
przyjaciel w końcu „dojdzie do ładu" ze sztuką klasyczną,
a zaakceptowawszy ją w pełni, „ucywilizuje się", upodobni
swoją estetykę i filozofię do jego własnych koncepcji. Naiw­
nością ze strony Bj0rnsona było oczekiwanie, że Ibsen tak da32

lece zbliży się do jego po­
glądów, natomiast co do
szerszej akceptacji sztuki
klasycznej nie pomylił się.
W liście z 28 stycznia 1865
Ibsen przyznaje, że coraz
bardziej ceni klasyczną
sztukę i rzeźbę. W liście
tym czytamy następujące
zadziwiające słowa, zdu­
miewająco wiele mówiące
o twórczości Ibsena i o nim
samym: „Pamiętasz Muzę
Tragedii, która stoi w sali na
zewnątrz Rotundy w Waty­
kanie? Żadna rzeźba do­
tychczas nie nauczyła mnie
tak wiele jak ta. Mogę po­
wiedzieć, że poprzez nią da­
ne mi zostało zrozumienie,
czym była grecka tragedia.
Ta nieopisanie wzniosła,
wielka i spokojna radość
w wyrazie twarzy, ta bogato
uwieńczona laurami głowa,
która ma w sobie coś
nadziemsko bujnego i bachicznego, oczy, które pa­
trzą zarazem do wewnątrz,
a jednocześnie poprzez i da­
leko poza to, na co patrzą taka była tragedia grecka."
W rzeźbie przedstawia­
Ostateczny (fragment)
jącej Melpomenę Ibsen do­
strzegł, jak słusznie pisze Haakonsen, element bachiczny
(„det bakkantiske"), czyli to, co w niewiele lat później Frie­
drich Nietzsche nazwie elementem dionizyjskim, istotą trage­
dii greckiej, w swoich Narodzinach tragedii. Ibsen, wyprze­
dzając Nietzschego, dostrzegł kombinację czystości i dionizyjskiej przyjemności. Jeszcze dwadzieścia pięć lat później
obraz ten powróci w Heddzie Gabler w motywie rozkoszo­
wania się życiem i symbolu „winnych liści we włosach"."
14

Ale w cytacie o Muzie Tragedii skrywa się jeszcze istot­
niejsza i ogólniejsza informacja o Ibsenie i jego twórczości.
We wstępie do zbioru esejów o dramaturgii Ibsena Rolf Fjelde pisze, że podchodził on w swojej twórczości na różne spo­
soby do prawdy radykalnej, przy czym słowo „radykalny" na­
leży rozumieć w sensie etymologicznym, czyli jako prawdę
elementarną czy podstawową. Fjelde. jak widać nie on jeden,
przywołuje również Ibsenowski opis postaci Мигу Tragedii.
Jej patrzenie zarazem do wewnątrz i na zewnątrz jest dla Fjeldego metaforą ukazującą mityczne podejście do prawdy rady­
kalnej. Pozornie realistyczna czy naturalistyczna powierzch­
nia ukrywa u Ibsena głęboko zaszyfrowane sensy. Fjelde przy­
wołuje jako przykład rzeźbę profesora Arnolda Rubeka, boha­
tera dramatu Gdy wstaniemy z martwych (1899), który wyko­
nał serię rzeźbiarskich portretów ludzi, skrywających formy
zwierzęce, jakby przeświecające z wewnątrz i widoczne. War­
to dodać do tego, co pisze Fjelde, że podobnie jak Rubek po­
stępował w dzieciństwie Ibsen: wykonywał on satyryczne por­
trety rodzeństwa w kształtach zarazem zwierzęcych i ludz­
kich. Fjelde pisze, że Ibsen rozwinął u siebie „mitopoetyczną"
wyobraźnię i umiał stworzyć w dramacie nowoczesnym wy-

miar mityczny nie odwołując się
do tradycyjnej maszynerii bogów
i demonów.
Objawieniom rzymskim nie ko­
niec. Kiedy Ibsen pisał Branda, na­
potkał w pewnym momencie zasa­
dnicze trudości, które doprowadzi­
ły do zupełnej blokady procesu
twórczego. Sztuka zresztą od po­
czątku nastręczała trudności i po­
wstawała najpierw jako poemat
(tzw. epicki Brand), później, już
szybko, w natchnieniu, jako znany
dziś dramat. W czasie, kiedy Ibsen
nie mógł w ogóle pisać, rozwiąza­
nie przyszło jako iluminacja:
„Wówczas, pewnego dnia, wsze­
dłem do św. Piotra - [ . . . ] - i nagle
wszystko, co chciałem powiedzieć,
ukazało mi się w silnym i jasnym
świetle." Takie przypadki zdarza­
ją się, zwłaszcza romantycznie na­
strojonym poetom. W owym czasie
Ibsen sformułował romantyczną
w istocie koncepcję twórczości.
Wspominając te lata napisał w l i ­
ście do Petera Hansena w 1870 r.
następujące słowa: „W czasie, gdy
pisałem Branda, miałem na moim
stole skorpiona w pustej butelce po
piwie. Od czasu do czasu zwierzę
zaczynało cierpieć; wrzucałem mu
wtedy kawałek dojrzałego owocu,
Muza
na który mógłby rzucić się w furii
i wypuścić swój jad; wówczas czuł się znowu dobrze.""* Ibsen
dodawał dalej: „Nie inaczej postępujemy my, poeci".
16

17

W takim ujęciu twórczość stawała się czymś automatycz­
nym, czego istota pozostaje nie uświadomiona, co należy do
porządku popędów. W podobnych koncepcjach objawia się
rola tego, co zwykle nazywa się natchnieniem.
Włoskie doświadczenia spowodowały olbrzymi skok
w twórczości Ibsena. U jego podstaw legły nie tylko znane
walory Włoch, naturalne i kulturalne, opisywane w ogromnej
bibliotece mądrych i niemądrych książek o tym niezwykłym
kraju. Kontakt z Włochami dał Ibsenowi, przybyszowi z od­
ległej północnej prowincji Europy, prawie już spoza jej gra-

nic, wedle ówczesnych poglądów,
zdumiewające i głębokie wyzwo­
lenie zarówno od traumatycznych
przeżyć norweskich, jak i wyzwo­
lenie w sensie głębokim i nieła­
twym do opisania. Używając sta­
roświeckiego języka, Włochy dały
mu olśnienie i wyzwolenie ducha
oraz umożliwiły przejście do zna­
cząco różnej fazy jego twórczości.
Głównym patronem tego wyzwo­
lenia jest Michał Anioł, jakkol­
wiek ważne były doświadczenia
wyrażone w opisie Muzy Tragedii.
Nie bez powodu - jak zauważył
Michael Meyer - objawienie, jak
pisać Branda, miało miejsce pod
kopułą Michała Anioła w katedrze
świętego Piotra. Temu przeżyciu
zdaje się Ibsen zawdzięczać samą
koncepcję Boga, jakiej hołdował
Brand. Bóg Branda jest „młody
i silny jak Herkules". To sformu­
łowanie odpowiada całkiem ściśle
wyglądowi Chrystusa w scenie Są­
du Ostatecznego z Kaplicy Sykstyńskiej: młodemu, gniewnemu,
a jednocześnie zadumanemu atle­
cie, przedstawionemu bez brody,
który gestem wyciągniętej ręki
ściąga potępienie na grupę postaci
na lewicy, oddzielonych od reszty
jak ewangeliczne kozły oddzielone
Tragedii
zostały od owiec.
..Michał Anioł, Bernini i nieznany architekt katedry me­
diolańskiej mieli to, co Ibsen uznał za «odwagę, by od czasu
do czasu dopuścić się szaleństwa». Brand jest bezpośrednim
skutkiem ich wpływu. Jego siła nie jest statyczna, ale dyna­
miczna; każda scena, wspaniała sama w sobie, przechodzi
w sposób konieczny w scenę następną, osiągając kulminację
w tym, co jest - choć można to podawać w wątpliwość - naj­
większym aktem finałowym napisanym przez kogokolwiek
od czasów Króla Leara." "
14

2

Te słowa Michaela Meyera doskonale ujmują bodaj najis­
totniejszą część doświadczenia Ibsena. Doświadczenie to sta­
nowi fundament, na którym stanęło kilka z jego arcydzieł.

PRZYPISY
1

Por. D. Haakonsen. Henrik Ibsen - mennesket og kunstneren, Oslo
1981. s. 22-24
P. Lindau 1894. cyt. wg ibid., s. 23
Cyt. wg ibid., s. 23 (podkres'l. H. Ibsen). W oryginale nieprzetłuma­
czalna gra słów na oznaczenie ojczyzny; dosłownie: fodeland - kraj ro­
dzinny czy urodzenia i hjemland - kraj. gdzie znajduje się dom rodzinny
czy kraj, który jest domem.
O. Morfjeld. Henrik Ibsen og Skien. Oslo 1949. cyt. wg R. Fergu­
son, Henrik Ibsen. Mellom aevne og higen. Oversatt av B.A. Herrman.
Oslo 19%. s. 20. Por. L. Sokół, Zagadnienie biografii artysty. Na przy­
kład Henrik Ibsen, w: Artes atąue humaniora. Studia Stanislao Mossa­
kowski sexagenario dicata. Warszawa 1998. s. 410
Cyt. wg D. Haakonsen, op. cit., s. 36
Ibid., s. 37
Cyt. wg D. Haakonsen, op.cit., s. 84
Ibid.
2

3

J

5

6

7

8

4

M . Meyer. Ibsen (abridged by the author). London 1992, s. 231-232
R. Ferguson, op. cit.. s. 127
Cyt. wg M . Meyer. op. cit.. s. 242-243
Por. np. książki zwykle krytykowane przez historyków sztuki: Gustava Rene Hockego (Die Welt ais Labyrinth. Manierismus in der Litera­
tur) czy szeroko znaną pracę Arnolda Hausera Der Manierismus.
" M Meyer. op. cit.. s. 244
Cyt. wg D. Haakonsen. op. cit.. s. 101
Ibid., s. 99
R. Fjelde. Introduction, w: Ibsen. A Collection of Critical Essays.
Edited by Rolf Fjelde. Englewood Cliffs. N.J. 1965. s. 1, 8-9
List do Bjomsona z 12 września 1865. cyt. wg M . Meyer, op. cit.,
s. 256
Cyt. wg M . Meyer, ibid., s. 258
H. Ibsen. Brand, w: Samlede verier, 1.1. Oslo 1993, s. 227
-" M . Meyer, op. cit., s. 259
111

11

12

14

15

17

18

14

33

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.