http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1796.pdf

Media

Part of Obrzędowość rodzinna u Karaimów polskich / LUD 1987 t.71

extracted text
Lud, t. 71, 1987

GRZEGORZ

FEŁCZYNSKI

UAM Poznań

OBRZĘDOWOŚĆ RODZINNA U KARAIMÓW POLSKICH

Karaimi przybyli na ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego z Krymu w XIV w. Osadzono ich zwłaszcza w miejscowościach na granicy
z państwem Zakonu Kawalerów Mieczowych, ale też sporo było ich
gmin (dżamatów) w innych częściach Litwy i na Rusi. W ciągu wieków
wielokrotnie zasłużyli się dla Rzeczypospolitej, dlatego władcy Obojga
Narodów nie szczędzili im przywilejów. Z oddaniem trudnili się zaWDdem wojskowym, od końca XVII w. zaś częściej już rolnictwem, wielu
było też wśród nich wybitnych uczonych. Ponieważ brali oni czynny
udział w licznych wojnach i nie mieszali się z ludnością otaczającą oraz
z różnych powodów wielu z nich emigrowało - przy końcu w. XIX
ostało się tylko pięć dżamatów: w Trokach, Wilnie, Poniewieżu, oraz
w Łucku i Haliczu. Mieszkało w nich nieco ponad tysiąc osób. Po II
wojnie światowej około trzystu Karaimów osiedliło się w Warszawie,
Trójmieście, Wrocławiu i Opolu.
Religia jaką wyznają Karaimi - religia karaimska (etnonim grupy
jest zarazem jej konfesjonimem) powstała w VIII w. w zajętej przez
Arabów Persji. Jej założycielem był Żyd Anan ben Dawid. Wystąpił
on przeciwko supremacji tradycji spisanej w Talmudzie. Twierdził, że
tylko Biblia jest jedynym dokumentem Objawienia. Środowisko żydowskie uznało go za heretyka, znalazł on jednak wielu zwolenników, których zorganizował w osobną sektę. Sekta ta zaczęła się szybko upowszechniać w krajach opanowanych przez Arabów wchłaniając wiele elementów islamu, a nawet chrześcijaństwa. Misjonarze nauki Anama ben
Dawida dotarli też do państwa Chazarów w dolnym biegu Wołgi i nawrócili na swoją wiarę część jego ludności. Po upadku Chazarii, pochodzący prawdopodobnie z dwóch tureckich ludów: z Chazarów i Kumanów wyznawcy karaimizmu przetrwali na półwyspie krymskim jako grupa wyznaniowa i także etniczna. Właśnie część z nich przeniosła się
w XIV w. na ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Powyższe wprowadzenie historyczne, z konieczności niezmiernie pobieżne, było nieodzowne, gdyż Karaimi polscy nie są w Polsce zbyt dobrze znani. A minęło właśnie sto osiemdziesiąt lat od wydania pierwszej polskiej pracy na ich temat: Tadeusza Czackiego Rozprawy o Ży1~·

Grzegorz

180

Pelczyński

dach i Karaitach. Bardziej systematycznie zajęto się tym ludem dopiero w drugiej połowie XIX w. Uczonych zainteresował przede wszystkim język Karaimów i ewentualnie ich literatura 1, także antropologia 2 i historia 3 dotycząca zwłaszcza ich etnogenezy. Najwybitniejsi
karaimoznawcy rekrutowali się z samych Karaimów: Abraham Firkowicz, Setaja Szapszał, Ananiasz Zajączkowski, Szymon Firkowicz, Aleksander Mardkowicz, Włodzimierz Zajączkowski, do dziś działa jeszcze
Simon Szyszman i Aleksander Dubiński.
Najwięcej o tym niewielkim ludzie opublikowano w międzywojniu.
Ukazywał się wtedy w Wilnie periodyk "Myśl Karaimska", w jego zeszytach znalazły się bezcenne wprost materiały, zwłaszcza historyczne.
Literaturą zaś przeważnie zajmowało się czasopismo "Karaj Awazy"
("Głos Karaima") wydawane w Łucku.
Nie zajęli się jednak Karaimami etnografowie, a wydają się oni
przecież wymarzonym przedmiotem badań etnograficznych. Postulował je
zresztą wybitny turkolog i znawca Karaimów Tadeusz Kowalski 4, lecz
na próżno. Kilka przyczynków z zakresu etnografii tej grupy etnicznej
zawdzięczać należy orientalistom.
W tym artykule o obrzędowości rodzinnej Karaimów oczywiście zostało wykorzystane wszystko - a więc bardzo niewiele, co na ten temat
napisano. Przede wszystkim jednak artykuł został oparty na materiałach
ż badań przeprowadzonych w latach 1985 - 1986 wśród warszawskich
i wrocławskich Karaimów, które dotyczyły całokształtu ich tradycyjnej
kultury. Kultura ta była jeszcze w pełni żywotna w ostatnich dziesięcioleciach okresu zaborów, zaś w okresie międzywojennym dostrzegalne
w niej były już pewne objawy zanikowe. A ponieważ nie zajmowano
się nią prawie wcale, wiele zagadnień z nią związanych jest nadal niezrozumiałych. Należy mieć nadzieję, że się to zmieni.
Obrzędy związane z trzema przełomowymi momentami życia: z narodzinami, założeniem rodziny i śmiercią, karaimska kultura wytworzyła
z elementów o bardzo zróżnicowanej proweniencji. Elementy te wywodzą się z kultury ludów tureckich, ludów zamieszkujących LitwG i zachodnią Ukrainę, z Biblii, wreszcie z kultury zachodnioeuropejskiej. Choć
1

A.

Dubióski,

Początki

zainteresowań

językiem

i

literaturą

karaimską

w

do końca XIX wieku, "Przegląd Orienltalistyczny", n'[ 2, 1959,
s. 135 -144. Tegoż, Z dziejów badań nad językiem i literCLturą karaimską (Od końca XIX w.) "Przegląd Orientalistyczny", nr 2, 1960, s. 145 - 156.
2 J.
Czekanowski,
Z zagadnień
antr-opologii
Karaimów,
"Myśl Karaimska",
it 2, 1M?, s. 3 - 2-3.
:1 A.
ZajączkoW'ski, Karaims
in Poland,
Warszawa
W61. S. Szyszman, Le
Kara'isme ses doctrines et Son 'histoire, Lausanne 1980.
4 T. Kowalski
,Najpilniejsze
zadania karaimoznawstwa,
Wilno 1936, s. 12 - 13.
nauce

europejskiej

OBRZĘDOWOŚĆ

RODZINNA

U KARAIMÓW

181

POLSKICH

tylko te tureckie - chyba naj liczniejsze - są rodzime, pierwotne, to
jednak wszystkie tworzą spójną całość.
Obrzędy przyjęcia do społeczności karaimskiej
nowonarodzonego
chłopca były bogatsze niż obrzędy przyjęcia dziewczynki. Wynikało to
pewnie z wyraźnie wyższej rangi, jaką mieli w tej społeczności mężczyźni.
Istniał zwyczaj, znany w turecczyźnie, nie wymieniania ani przez
rodziców, ani przez najbliższych krewnych imienia dziecka przed jego
narodzeniem i przez pierwszy tydzień po nim, aż do uroczystego nadania imienia w świątyni (kienesie) 5. Chłopcom dawano imiona starotestamentowe, dziewczynkom zaś tureckie, na przykład Gulusz (Uśmiech)
czy Altyn (Złoto). Jednakże zwyczaj ten pod koniec XIX w. zaczął zanikać. Karaimi coraz częściej nazywali dzieci takimi imionami, jakie
nosili ich chrześcijańscy sąsiedzi, do czego mieli oni w Cesarstwie Rosyjskim specjalne prawo, w przeciwieilstwie między innymi do Żydów 6. Nierzadko zdarzało się, że dorosłe osoby zmieniały sobie imię ze
starotestamentowego czy tureckiego na polskie.
Obrzędy związane z narodzeniem się chłopca polegały przede wszystkim na jego obrzezaniu, dokonywano je zgodnie z nakazem biblijnym,
gdy miał on osiem dni (Rdz 17, 10 - 14). Obrzezanie miało być znakiem
przymierza między człowiekiem a Bogiem.
Na Litwie obrzezanie odbywało się w domu. W ceremonii uczestniczył knmata czyli ojciec chrzestny, dwie matki chrzestne zwane kumama,
ojciech chłopca i mael - rzezak, którego funkcję spełniał najczęściej
lekarz, niekoniecznie Karaim. Chłopca ubierano w to, co przyniosły
matki chrzestne. "Kuma ta" siadał w fotelu, a do niego podchodziły
chrzestne z dzieckim, on brał je na ręce. Odmawiano przeznaczone na
tq okazję modlitwy. Kiedy przystępowano do obrzezania mDtki chrzestne -- jedyne obecne przy tym obrzędzie kobiety, musiały się odwrócić.
VVicrzono, że jeśli chłopiec podczas samej operacji głośno krzyczy, to
znaczy, że przed sobą ma długie życie. Po tej ceremonii odbywało się
przyjęcie ella rodziny. Imię nadawano chłopcu w czasie najbliższego
nabożeństwa.
Bywało, że z dziewczynką postępowano podobnie, to znaczy "kumata" brał ją z rąk matek chrzestnych, modlono się nad nią, nie dokonywano jednak klitorydektomia. Ale obrzęd taki nie był konieczny. Za-

A.

5

Zająezkowski,

Karaimi

na

Wołyniu,

"Ro!ez.nlik

Wołyńs.Wi", t.

3,

1933,

s. 158.
ft

Zizn'

C. Panpulov i C. Nejman,
nr 2, 1912, s. 77.

Ol,

Christianskija

imena

i Kraimy.

"Karaimska ja

182

Grzegorz Pelczyński

leżał właściwie od zamożności rodziców. Dziewczynkom także nadawano
imię w kienesie.
Inaczej przebiegały uroczystości narodzinowe w dżamacie halickim.
Karaimi haliccy, a także do pewnego stopnia łuccy, różnili się nieco od
swych rodaków z Litwy. Różnice te w XIX w. ugruntowywało dodatkowo oddzielenie Halicza od pozostałych gmin zaborczą granicą. Obrzędy
narodzinowe u Karaimów halickich opisał J. Grzegorzewski 7
Kiedy urodził się chłopiec, jego ojciec zawiadamiał o tym kapłana
(hazzana), ażeby ten dał mu odpis "sir łamaałotłar" czyli pewną część
psalmów stopni (Ps 120 - 134). Kartki z psalmami zawieszał następnie
w tej izbie, gdzie się jego syn urodził: na ścianach, nad łóżeczkiem, na
firankach, którymi po narodzeniu zasłonięto owo łóżeczko. Nazajutrz ha zzan modlił się w kienesie za położnicę.
Gdy dziecko miało siedem dni, ojciec zapraszał krewnych i znajomych na wigilię obrzezalną, mijałowyj kece. Najpierw recytowano psalmy, a później zasiadano do zastawionego jadłem i napojami stołu. Śpiewano przeznaczone na tę okazję pieśni: "Jehi szałom bechełenu" i "Ej
J eruszłem".
Następnego ranka ojciec przychodził do świątyni z ojcem i z matką
chrzestną i z dwoma młodzieńcami, którzy się nazywali sołowij kumłar.
Dziecko niósł ojciec chrzestny. Przed drzwiami kienesy, brał je starszy
sołowij kum i wnosił do środka. W kienesie podawał je młodszemu,
który siadał w fotelu. Obrzezania dokonywał sam hazzan za pomocą
specjalnego, obosiecznego nożyka, a krwią pomazywał czoło chłopca
i także błogosławił go rozpościerając nad nim swe dłonie. W czasie tego
obrzędu podawano dziecku pałec do ssania umaczany w pobłogosławionym sorbecie z miodu i rodzynek, który wszyscy obecni uprzednio próbowali. Śpiewano też pieśni obrzezalne, a nadto "Jighdał mechołeł koł".
Potem ojciec zapraszał wszystkich na przyjęcie.
Kobieta była uważana za nie czystą po urodzeniu chłopca przez sześć
tygodni, a po urodzeniu dziewczynki przez dwanaście. (Kpł 12, 1 - 5).
Po tym okresie odbywało się jej oczyszczenie.
Współcześnie tradycyjna obrzędowość związana z narodzinami została u Karaimów zupełnie zarzucona.
Doszedłwszy do odpowiedniego wieku Karaimi zawierali małżeI1stwa.
Jeszcze kiedy dżamaty były liczniejsze, a przez to możliwości kojarzenia
par większe, Karaimi żenili się młodo, nawet przed dwudziestym rokiem życia. Ale później wiek nowożeI1ców się przesunął, w dwudziesto-

7 J. Grzegorzewski,
Caraimika.
Język
ny", t. 1, cz. 2', 1'9,16 - 1'91,8, s. 294 - 2'96.

Łach-Karaitów,

"Rocznik

Orientalistycz-

OBRZĘDOWOSC

RODZINNA

U KARAIMOW

POLSKICH

183

leciu międzywojennym najczęściej zawierano małżeństwa między dwudziestym piątym a czterdziestym rokiem życia.
Karaimi bardzo ściśle przestrzegali małżeńskiej endogamii, co przyczyniło się znacznie do przetrwania ich etniczności. Nie było to wcale
łatwe, nie tylko ze względu na małą ich liczbę, lecz także dlatego, że
mieli oni sporo dotyczących parzenia się zakazów 8.
Generalnie zakazy te wynikały z praw zawartych w Biblii (Kpł 18,
7 - 18), jednakże swoiście je interpretowano. A więc, rzecz jasna, zabronione były małżeństwa z ojcem, z matką, bratem siostrą, synem i córką. Także z następnymi krewnymi ich krewnych, a więc z bratem lub
siostrą ich ojców bądź ich matek, z córką bądź synem ich synów, z córką lub synem ich córki, z córką lub synem siostry, synem czy córką
braci. Dwóch krewnych nie mogło wchodzić w związki z dwiema innymi
blisko spokrewnionymi osobami, na przykład ojciec i syn z matką i córką. To ostatnie uchylił Zjazd Karaimski, który odbył się w 1910 r.
w Eupatorii. Mężem i żoną, podobnie jak u muzułmanów, nie mogło być
rodzeństwo mleczne. Nie obowiązywało prawo lewiratu uchylone niejako
przez księgę Rut (Rt 1). Wobec tylu przeszkóc;l niejednokrotnie z braku
odpowiedniej kandydatki na żonę w swoim dżamacie, niejeden mężczyzna w celach matrymonialnych
wyprawiał się do innych, nawet na
Krym. Brak natomiast inicjatywy w tej materii prowadził nieraz do
przymusowego celibatu.
Od połowy XIX w. zawierano coraz częściej małżeństwa mieszane,
przeważnie karaimsko-polskie. Początkowo spotykały się one z negatywną oceną, lecz z czasem, zwłaszcza w dwudziestoleciu międzywojennym,
kiedy nie należały już do rzadkości, były tolerowane. Ci, którzy złamali
zasadę endogamii, nadal należeli do społeczności karaimskie,j, Natomiast
dzieci ich, chociaż mogły utrzymywać kontakty towarzyskie ze swymi
karaimskimi krewnymi, to jednak bezwzględnie nie były uważane za
Karaimów.
Pary małżeńskie dobierały się w zasadzie bez ingerencji rodziców,
lecz wymagały ich aprobaty. Od przyszłego współmałżonka oczekiwano
nade wszystko uczciwości, pracowitości i pobożności,
Małżeństwa karaimskie były na ogół bardzo trwałe i zgodne. Dopuszczalne były co prawda rozwody, lecz zdarzały się one bardzo rzadko.
Przyczyną do rozwodu mogły być fizyczne lub umysłowe niedostatki
żony.
Kiedy chłopak i dziewczyna postanowili wziąć ślub, powiadamiali
oni o tym swoich rodziców prosząc o zgodę. Następnie udawali się oni
s M. Allerhand,
nr l. 1931, s. 1-17.

Das Eherecht

der polnischen

Karaim,

"Zeitschrift

fur Ostrecht",

184

Grzegorz Pelczyński

do hazzana, aby ustalić datę ślubu. Wtedy to narzeczony zwyczajowo
deklarował muhurmacher, czyli jakby zapłatę za jej dziewictwo, najczęściej w pieniądzach. Wpisywało się ją później do intercyzy zwanej
szatar, a w razie rozwodu trzeba ją było żonie wypłacić.
Po ustaleniu daty ślubu w każdą sobotę w domu narzeczonej gromadziły się panny, a w domu narzeczonego kawalerowie na wieczorkach towarzyskich. U narzeczonej bawiono się przy obficie zastawionym słodyczami stole, śpiewano też i tańczono. Narzeczony natomiast
oprócz słodyczy podawał wino.
Po kilku tygodniach oficjalnego narzeczeństwa następował wreszcie
dzień ślubu. Jak pisze Kowalski 9, przypadał on zwyczajowo w czwartek,
a poprzedzało go kilka dni przygotowań. Krzątającym się w kuchni
w domu narzeczonego i w domu narzeczonej kobietom nieraz towarzyszyła kapela.
Rano, w dzień ślubu, narzeczony wraz z drużbami udawał się do
łaźni. A około południa w domu narzeczonej albo w domu gmi'nnym,
jeśli takowy się znajdował, odbywał 'się kieleśmiak. Słowo to tłumaczy
się jako zaręczyny, ale właściwie chodzi tu o ślub cywilny. Uczestniczył
w nim Zarząd Duchowny gminy z hazzanem na czele, drużbowie i druhny oraz wszyscy zaproszeni goście. Zarząd Duchowny sadowił się za
jakby prezydialnym stołem, osobno siadali starsi i osobno młodzież.
Na dany przez hazzana znak, narzeczeni zbliżali się do nicgo. Na
stole znajdował się talerzyk z obrączkami, Pięcioksiąg, "szatar" i kielich
wina. Hazzan zapytywał narzeczonego: "W jakim celu wezwuleś nas
tutaj?" Na co on odpowiadał: "Ażeby szanowni zebrani zechcieli ~yć
świadkami, że ja chcę pojąć za żonę obecną tutaj ... ". Hazzan znów
pytał: "Czy chcesz ją pojąć z własnej i nie przymuszonej woli?" Narzeczony odpowiadał "Tak". W czasie tego dialogu narzeczony jedną
dłoń trzymał na Pięcioksięgu, a drugą na talerzyku z obrączkami. Z kolei
hazzan o to samo pytał narzeczoną. Potem hazz;::mdawał im do podpisania "szatar", podpis składał też on sam oraz wszyscy zgromadzeni.
jako świadkowie.
"Szatar" był deklaracją pewnych powinności męża w stosunku do
żony, dlatego był on jej wręczany i ona go przechowywała. Zwykle
chodziło o powinności rzec można oczywiste, ale czasami "szatar" był
typowo mieszczańską intercyzą pełną szczegółowych ustaleń majątkowych. Spisywano go nieraz na pergaminie, a jego marginesy ozdabiano.
Dokument ten .składano we czworo i wkładano między jego części monetę. Zwyczaj zabraniał rozkładania go i czytania. Ale ponoć nie prze9 T. Kowalski,
Pieśni obrzędowe
Orientalistyczny",
t. 3, '1927, s. 2216.

w narzeczu

Karaimów

z Trok,

"Rocznik

OBRZĘDOWOŚĆ

RODZINNA

U KARAIMÓW

POLSKICH

185

strzegano tego, gdy chcąc ponownie sporządzić nowy "szatar" nie wiedziano, jak się do tego zabrać.
Dawniej, według Kowalskiego lO, obrączki i niekiedy dwa wisiorski
na talerzyku związane były czerwoną, jedwabną nitką. Na stole też stał
kielich wina, nad którym hazzan po dialogu z narzeczoną odmawiał
modlitwę, i do którego wkładał obrączki czy wisiorki przywiązane do
srebrnej łyżki i podawał narzeczonej.
Po podpisaniu intercyzy następował wybór marszałka
weselnego,
"atamana", to znaczy było już zwykle wcześniej wiadome, kto ze starszych będzie piastował jego urząd. Wybór ten polegał na tym, że jeden
z kawalerów zapraszał go uroczyście do grona młodych i przyrzekał mu
w ich imieniu posłuszeństwo. Wówczas świeżo obrany "ata.man" przesiadał się do młodzieży. Oznaką władzy marszałkowskiej była laska zrobiona z trzech prętów wierzbowych, splecionych razem i związanych
czerwonym jedwabiem, u góry ozdobiona mirtem i kwiatami. Sporządzały ją i wręczały drużki. Pomocnikami marszałka były dwie wybrane
wcześniej marszałkowe oraz starszy drużba.
Według innej wersji, zdaje się późniejszej, "ataman" dzierzył już
swoją laskę od początku obrzędu "kieleśmiak" i w ogóle zasiadał wraz
z hazzanem i starszyzną gminy. Po podpisaniu "szataru" uderzał laską
narzeczonego, niejako pasując go na męża. Ten zaraz potenl rzucał się
do ucieczki, gdyż czyhali na niego koledzy chcąc kuksańcami wyrzucić
go z grona kawalerów. Miało to charakter zabawy.
Na stole, przy którym siedzieli młodzi z "atamanem", zjawiało siG
wino. Zaczęto wnosić uroczyste toasty. Tymczasem marszałkowe rozplatały pannie młodej włosy, a następnie sm2rowały je umoczoną w rozcieńczonym miodzie bądź wodzie kolońskiej obrączką. Jeden z młodziel1ców zaczynał wtedy śpiewać długą, tęskną pieśil "Muzuhuł
kielil1"
("Smutna narzeczona"), czasami przy wtćrze skrzypiec. ]\'1arszałkowe
z -kolei prowadziły dziewczynę przed oblicze rodziców, marszałek to
samo czynił z jej przyszłym mężem, a rodzice udzielali im błogosławieóstwa. Po nim sadzali ją na krześle i podawali na tacy karawaj - dużą
bułkę pieczoną na uroczystość weselną i znaną też ludności otaczającej
Karaimów 11, spoczywał on wśród słodyczy i monet, na nim zaś umieszczano podarunek od narzeczonego oraz welon z białej gazy. Podchodzili
do niej hazzan i pan młody, i biorąc za dwa rogi welon, wkładali jej na
głowę. IIazzan następnie zaczynał odmawiać modlitwę. Pan młody z "atamanem" i drużbami wychodził. Szedł do swego domu, aby się ubrać do
10
11

Ibidem, s. 224 - 225.
Porównaj na przykład

passim.

O. Kolberg, Białoruś-Polesie,

Wrocław-Poznań

1968,

186

Grzegorz Pelczyński

ślubu, a oni mieli mu w tym pomagać. A jego przyszła żona z druhrami
tańczyła jeszcze przez jakiś czas. Potem wychodziła z nimi do innego
pomieszczenia i tam następowało jej ubieranie.
W XX wieku, przynajmniej na Litwie, obrzędy po błogosławieństwie
rodziców były nieco uproszczone. Otóż gdy marszałkowe posmarowały
obrączką umoczoną w wodzie kolońskiej włosy panny młodej, czynili
to samo po nich wszyscy obecni. I w tym czasie dziewczęta-druhny
przypinały chłopcom do klap marynarek bukieciki białych kwiatów.
Któremu chłopakowi dziewczyna bukiecik przypięła, ten był Jej partnerem. Dwie pierwsze najważniejsze pary drużbów dobierano jednak już
wcześniej z najbliższej rodziny.
Pana młodego ubierali jego drużbowie i "ataman". Nacierali przedtem
jego ciało winem. Musiał on też uklęknąć na kożuchu wywróconym
futrem na wierzch i przyjąć błogosławieństwo marszałka i wysłuchać jego
pouczeń odnośnie do obowiązków męża. W późniejszym okresie wino
zaczęto używać już tylko do picia, a pouczenia przybrały formę dowcipów i żartów. W tym samym czasie marszałkowe i druhny ubierały
pannę młodą. Przedtem skrapiały jej ciało wodą kolońską. Kiedy włożyły
jej pończochy, przewiązywały je nad kolanami sznureczkami zrobionymi
z kilku skręconych pasem wełnianych nici. Marszałkowe udzielały jej
również pouczeń co do jej przyszłego stanu, ale czyniły to z powagą.
Państwo młodzi spotykali się przed kienesą, dokąd się udawali konnymi pojazdami w asyście tych, którzy ich ubierali. Od drzwi kienesy
rozpoczynał się powolny pochód w stronę ołtarza: Pana młodego prowadziły pod ręce druhny z pierwszych dwóch par, a pannę młodą drużbowie. Jeśli moda nakazywała szyć suknie ślubne z długim trenem, to
niósł go za nią mały chłopczyk. Za młodymi postępował marszałek ze
swoimi pomocnicami, rodzice i inni. Śpiewano wtedy pieśń "Piel' chatanej". Przed ołtarzem czekał na oblubieńców hazzan. Ci, doszedłszy do
niego, klękali na znak szacunku, wstawali i rozpoczynała się ceremonia
ślubna. Duchowny najpierw zadawał im pytania dotyczące ich postanowień, na ich serdeczne palce zakładał obrączki i na koniec udzielał im
uroczystego błogosławieństwa. Oni znowu klękali, wstawali i odchodzili
od ołtarza już jako małżonkowie. Istniał zwyczaj, że przy pierwszych
krokach każdy z małżonków starał się przeciągnąć drugiego na swoją
stronę, co miało zapewnić przewagę we wspólnym życiu. Miało to też
charakter zabawowy.
Jeszcze w kienesie składano nowożeńcom życzenia. Potem wszyscy
goście jechali do domu panny młodej na ucztę weselną.
Wesele u Karaimów - taj, jak gdzie indziej stanowiło sposobność
do okazania swojej zamożności, toteż nie szczędzono na nie wydatków

OBRZĘDOWOSC

RODZINNA

U KARAIMOW

POLSKICH

187

i starań. Przede wszystkim przyrządzano mnóstwo ulubionych przez Karaimów potraw z baraniny. Stąd mawiano w Łucku: "Kerti toj: nece
awuz, anca koj" ("Prawdziwe wesele: ile gości, tyle baranów zarżniętych"). Przygotowywano też rozmaite słodycze, między inynmi chałwę,
także trunki.
Przed nowożeńcami stawiano karawaje. Jeden z nich, zwany reszetka,
pieczono w domu panny młodej i miał on kształt okrągły, drugi, prostokątny, pochodził z domu pana młodego i zwał się ładoszka. Karawaje
pieczono z drożdżowego ciasta i ozdabiano warkoczykami i różyczkami
z tego ciasta. Na reszetce między czterema, przecinającymi
się na
środku warkoczykami, jest symetrycznie ułożonych osiem różyczek, na
przecięciu zaś, na środku bułki znajduje się dziewiąta. Podobnie ozdobiona jest ładoszka.
Kiedy wszyscy goście zasiedli do stołu, hazzan błogosławił wino
i chleb, czyli karawaje. Potem ten weselny chleb dzielono na kawałki,
CI każdy musiał go wraz z winem spróbować.
VI/dniu ślubu młodzi pościli i dopiero przy weselnym stoJe mieli oni
prawo cokolwiek zjeść. To, co im najpierw podawano po karawaju
i winie, musieli w całości spożyć we dwójkę.
"Ataman" pierwszy wznosił toast i wygłaszał przemówienie. Przez
całe wesele dbał on o porządek i o to, aby goście dobrze się bawili. Do
tańca przygrywała kapela. Karaimi polscy nie mieli własnych tańców
w przeciwieństwie do swoich rodaków z Krymu (znany taniec krymski
kajtarma) i w tej dziedzinie korzystali z kultur ich otaczających. W T~okach jeszcze w dwudziestoleciu popularny był lancier (kadryl) przyniesiony ponoć przez żołnierzy napoleońskich w 1812 1'. i w tym czasie
bardzo modny na całej Litwie, lecz zachowali go tylko Karaimi.
O północy następowało zdjęcie welonu. Ta, która go nosiła, siadała
na krześle pośrodku sali, a do niej podchodził hazzan i marszałkowe. Odpinały one welon, a kapłan odmawiając modlitwę zdejmował go i podawał jednej z marszałkowych, druga wpinała w jej włosy kwiat, a tamta rzucała welon pannom. Która go pierwsza złapała, ta naj prędzej miała wyjść zamąż. Znany ten zwyczaj miał zapewne świeższą datę. Dawniej, gdy panna młoda wstała z krzesła już bez welonu, kawalerowie
łapali panny i usiłowali je na nim posadzić. Którą się udało pierwszą
posadzić, ta miała pierwsza porzucić swój panieński stan. Młodą otaczały
kołem zamężne kobiety i wokół niej tańczyły i śpiewały.
Na tym zwykle kończył się pierwszy weselny dzień. Goście może
się jeszcze jakiś czas bawili, lecz niebawem się rozchodzili. Nowożeniec
na noc zostawał u swojej żony.
Następnego dnia z rana zjawiali się znowu goście. "Ataman" miał

Grzegorz Pelczyński

188

obowiązek
obudzić młodych małżonków.
Znowu ucztowano,
znowu śpiewano i tańczono
przy wtórzp kapeli. Na Litwie podawano
krupnik
specjalnie
przyrządzoną
wódkę, li0dawano go we flaszkach
obwiązanych
czerwoną wstążeczką.
Przed wieczorem,
jeżeli był to piątek, wszyscy udawali siG do swoich
domów, także pan młody. O zmierzchu
zaczynała
się sobota dzień
święty dla Karaimów,
którą nie godziło się obchodzić huczną z8bawą·
Nie godziło się też, jak zresztą w każde święto, zbliżać do kobiety.
W sobotę rano marszałek
i drużbowie
wiedli nowożeńca
do kienesy.
To samo marszałkowe
i druhny
czyniły z młodą mężatką.
Oboje mieli
już w świątyni
przygotowane
miejsca. W czasie nabożeństwa
modlono
się w ich intencji. A wieczorem znów się spotykano na "uHu toj szabataj"
("wielkim sobotnim ucztowaniu").
W zależności od zamożności rodzin nowożeńców, wesele mogło trwać nawet jeszcze kilka dni.
Obecnie
bardzo rzadko
mają Karaimi
okazję do spotkania
się na
uroczystościach
ślubnych i chociaż dokładają
staraó, nie są już one takie,
jak dawniej.
Nieczynne
są już kienesy, ostatni w Związku l~adzieckim
karaimski
kapłan, Szymon Firkowicz,
zmarł w 1982 L, ostatni na świecie, dziewięćdziesięcioletni
Rafał Abkowicz
mieszka
we
Wrocławiu.
Obecnie częściej niestety
społeczność ta gromadzi się na uroczystościach
pogrzebowych,
już też odbiegających
od tradycji.
Wszelkie kontakty
z nieboszczykiem
czyniły Karaimów
nieczystymi
(Lb 19, 11 - 16). Niemniej
jednak w razie śmierci kogoś z najbliższych
pokalania
nie szło uniknąć.
Należało
umyć zwłoki, ubrać Je (dawniej
zawijano
je tylko w prześcieradło)
i umieścić w trumnie.
Nieboszczyka
leżącego w trumnie przykrywano
wyczesanym
lnem.
Najbliższą
rodzinę zmarłego
obowiązywały
bardzo surowe przepisy
dotyczące
żałoby. Musieli czuwać oni przy zwłokach siedząc na specjalnych niskich
taboretach
aż do dnia pogrzebu,
ubrani
na czarno. Nie
mogli oni w tym czasie wykonywać
żadnych innych czynności. Jedzenie
przynosili
im krewni. W trakcie czuwania
przy nieboszczyku
paliła się
cały czas świeca. Nie wolno jej było zgasić, musiała się ona do końca
dopalić, a nową zapalano od dogasającej.
W niektórych
rodzinC1ch w chwili
zgonu zatrzymywano
wskazówki
ściennego
zegara oraz za~łaniano
lustra, co zostało niewątpliwie
przejęte od chrześcijańskich
sąsiadów.
Jeszcze w pierwszej
połowie XIX w. Karaimi
haliccy do czuwania
przy zwłokach
wynajmowali
Żydów. Jest to tym bardziej
zaskakujące,
że obydwie grupy były do siebie na ogół ustosunkowane
nieprzychylnie.
Z usług Żydów zrezygnowano
w Haliczu w 1839 r. 12

12

B. Janusz, Karaici w Polsce, Kraków 192,7, s. 72.

OBRZĘDOWOŚC

RODZINNA

U KARAIMÓW

POLSKICH

189

W dzień pogrzebu, kiedy już wynoszono trumnę, wyprowadzano też
żałobników, co dokonywali opiekujący się nimi krewni. Udając się na
cmentarz uczestnicy pogrzebu nie mogli odwiedzać żadnych innych grobów. Po złożeniu trumny do grobu, uczestnicy ceremonii rzucali na nią
po garści ziemi. Odmawiano też modlitwy, którymi kierował hazzan.
Po pogrzebie wszyscy myli ręce, jal< zresztą po każdym przyjściu
z cmentarza. Czyniono to w domu, gdzie urządzano stypę. Brali w niej
udział, oprócz najbliższej rodziny zm"lrłego, ts.kże ha zzan oraz dalsi
krewni i znajomi. Wszyscy oni siadali przy stole, żałobnicy na swoich
niskich taboretach. Na stole znajdowało się tylko wino w kielichu i chleb.
Hnzzan odmawiał modlitwę nad winem i chlebem, próbował je, po czym
podawał rodzinie nieboszczyka, aby również je spróbowała. Ostatni, do
którego doszedł kielich, wypijał zawsze wino do końca. Po tym obrzędzie
dopiero wnoszono jedzenie. Typowa żałobna potrawa u Karaimów, znana też Tatarom polskim, to jajma, jest to placek pieczony pół na pół
z mąki pszennej i kukurydzianej z dodatkiem maku. Mak również dodawano do innych ciast podawanych na stypie.
Przez cały tydzień po pogrzebie najbliższa rodzina zmarłego nadal
nie robiła właściwie niczego poza siedzeniem na swych niskich stołkach i wspominaniem nieboszczyka. Po tygodniu przychodził hazzan,
a z nim krewni. Znów modlił się nad winem i chlebem, które tak samo,
jak na stypie, spożywał on i rodzina zmarłego. Z kolei krewni wyprowadzali ich z domu, a ich taborety odwracali do góry nogami. Na obrzęd
spożywania wina i chleba zapraszano jeszcze duchownego w pierwszą
miesięcznicę i rocznicę śmierci.
Cmentarz karaimski - zerat pokrywała zwykle bujna roślinność,
gdyż zwyczaj zabraniał usuwania z niego czegokolwiek, a zwłaszcza
ścinania drzew. Nie mógł ulec likwidacji żaden grób, nawet bardzo stary i prawie nie do zauważenia w gęstwinie roślin. Karaimi mieli głęboki
szacunek dla miejsc, gdzie doczesne szczątki ich zmarłych oczekiwały
zmartwychwstania. Dlatego też jeździli modlić się na zeraty do miejscowości dawno już opuszczonych przez Karaimów, do Kukizowa i do
Lwowa. Wielką świętością dla Karaimów polskich i krymskich był cmentarz w dolinie Jozafata nieopodal twierdzy Czufut Kale na Krymie pamiętającej pradawl1C!świetność tego ludu. Na cmentarz ten przewożono
zmarłych z Li twy i z Rusi, którzy pragnęli być pochowani w ziemi
przodków. Znajdują się tam też pomniki ku czci zmarłych pochowanych
gdzie indziej zwane Joldży taszy.
Nagrobek karaimski ma kształt prostokątnej płyty, za nlą, po kilkunastocentymetrowej przerwie znajduje się grób. Na płycie umieszczano
imię i nazwisko nieboszczyka, lata, w których żył oraz epitafium, wszy-

190

Grzegorz

Pelczyński

stko to w języku karaimskim bądź hebr~jskim. Epitafia te ze wschodnią emfazą wyrażały ból po śmierci bliskiej osoby, jej niebywałe zasługi
i cnoty. Na nowszych nagrobkach, na przykład na karaimskIm cmentarzyku w Warszawie, są one znacznie skromniejsze, na przykład: "Tynczłych anyn dżanyna" - "Spokój jego duszy".
W każdą rocznicę śmierci zapalano świecę na cześć zmarłego i modlono się a jego zbawienie. Gdy zaś nawiedzano jakiś grób na cmentarzu,
to zanim rozpoczęto modlitwę, dotykano grobu przez chusteczkę. Chusteczkę tę potem starannie płukano w pobliskiej rzece czy jeziorze.
Do obrzędów rodzinnych u Karaimów można jeszcze zaliczyć urodziny, choć zdaje się nie wszyscy je obchodzili. Była to pewnie dosyć
nowa praktyka. W dniu urodzin krewni i znajomi składali jubilatowi życzenia i uczestniczyli w urządzanym przez niego przyjęciu.

GRZEGORZ

PEŁCZYŃSKI

F AMIL Y CUSTOMS AT POLISH

KARAITES

(summary)

The Karaites came from Crimea to the Lithuanian-Polish
territories
in the
X~Vth century. As far back as during the interwar period, the culture of this
group was vivid in five centers: Troki, Vilnius, Poniewież (Kaunas Lithuania), Łuck
and Halicz. It is confirmed by their traditional family customs which are preserved
there and are unknown to ethnography.
In this custom, biblical tradition, motifs
known to other Turkish people or to the nations that live in their neighborhood
can be easily noticed. Contemporary
Karaites, about 200 of whom live in the
Polish People's Republic, still attempt to pursue, in so far as they can, their old
customs.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.