http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/4260.pdf

Media

Part of Próby ustalenia genezy obrzędów dorocznych - "Mikołaj", "szlachciców" i "dziadów", występujących wspólcześnie we wsiach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1973 t.27 z.3

extracted text
Jan Kurek

PRÓBY USTALENIA GENEZY O B R Z Ę D Ó W D O R O C Z N Y C H — „ M I K O Ł A J " ,
„ S Z L A C H C I C Ó W , , I „ D Z I A D Ó W " , WYSTĘPUJĄCYCH WSPÓŁCZEŚNIE WE WSIACH
BESKIDU ŚLĄSKIEGO I ŻYWIECKIEGO

VV wielu widowiskach w r ó ż n y c h krajach, a nawet czę­
ściach ś w i a t a w y s t ę p u j ą te same t y p y postaci. Co ciekawszo:
w t y c h widowiskach, gdzie aktorowi pozostawiona została
d u ż a swoboda improwizacji i teksty dialogów wraz z didas­
kaliami spisane zostały późno, odnajdujemy dużo podo­
bieństw m i ę d z y w y s t ę p u j ą c y m i w nich bohaterami.
Do wniosków takich dojdziemy, p o r ó w n u j ą c np. commedia dell' arte, t y p o w y europejski gatunek teatralny speł­
niający powyższe warunki, z teatrami s t a r o ż y t n e j Grecji
i R z y m u , j a k również z teatrami dalekiego wschodu: T u r c j i ,
I n d i i , Chin i J a p o n i i ' . W a r t o więc przeprowadzić zestawie­
nie s t r u k t u r y włoskiej komedii i w y s t ę p u j ą c y c h w niej bo­
h a t e r ó w — ze s t r u k t u r ą i postaciami pojawiającymi się
w polskich obrzędach dorocznych, np. w realizowanych do
dziś żywieckich „ d z i a d a c h ' , „ s z l a c h c i c a c h " czy śląskich
„ m i k o ł a j a c h " . Najwięcej p o d o b i e ń s t w znajdziemy między
włoską, k o m e d i ą a o b r z ę d e m „szlachciców", k t ó r y notowany
jest na niewielkim obszarze, w p o r ó w n a n i u z d u ż y m i zasię­
gami terytorialnymi
w y s t ę p o w a n i a pozostałych dwóch
obrzędów- . „ D z i a d y " i „ m i k o ł a j e " m a j ą nieco o d m i e n n ą
od „szlachciców" s t r u k t u r ę , choć wiele analogii w występują­
cych postaciach. Często o d g r y w a j ą je ci sami ludzie, takie
samo s ą ich przebrania. W „ s z l a c h c i c a c h " występuje naj­
mniej postaci. I c h dialogi — monologi są rozbudowane do
r o z m i a r ó w nie spotykanych w najstarszych opisach „dzia­
d ó w " . W ostatnich latach bowiem widoczna jest ogólna ten­
dencja zanikania s t a ł y c h dialogów w „ d z i a d a c h " (i prawdo­
podobnie w „ m i k o ł a j a c h " , do k t ó r y c h nie m a m y wcześniej­
szych m a t e r i a ł ó w źródłowych).
7

2

1

Podobna sytuacja w y s t ę p u j e w „ d z i a d a c h " i „szlach­
cicach" w Beskidzie Żywieckim oraz „ m i k o ł a j a c h " w Bes­
kidzie Śląskim, gdzie gra każdej postaci jest r ó w n o r z ę d n a
w stosunku do drugiej i choć trudno jest uchwycić w posz­
czególnych kreacjach a k t o r ó w r ó w n o w a g ę w u ż y w a n i u gestu
i słowa, to jednak należy p r z y z n a ć , że istnieje ona w całości
obrzędu .
Chodzący i r e c y t u j ą c y w pierwszej fazie o b r z ę d u „szlach­
cic" zdaje się skupiać całą uwagę wokół przekazywanego
tokstu, potem jednak zaczyna g r a ć muzyka i r o z p o c z y n a j ą
się dość długie t a ń c e . W „ d z i a d a c h " dzieje się na o d w r ó t .
Najpierw w p a d a j ą do izby poszczególne postacie, t a ń c z ą c
w szalonym tempie, skacząc po piecu i stole. T y m samym ich
pierwszym przekazem staje się bardzo rozbudowana m i m i k a .
Potem dopiero Ksiądz, Cygan i Ż y d z a c z y n a j ą długie
przemówienia i co pewien czas k t ó r y ś z organizatorów 'obrzę­
d u nuci j a k ą ś p r z y ś p i e w k ę . R ó w n o w a g a więc m i ę d z y słowem
a gestem zostaje zachowana t a k samo, j a k w commedia
dell'arto, gdzie u a k t o r ó w na równi z umiejętnością impro­
wizacji liczyła się sprawność fizyczna i wykonywanie niemal
akrobatycznych popisów. Bardzo ruchliwi dynamiczni jej
bohaterowie występowali w p ó ł m a s k a c h . Z p o d o b n ą sytu­
acją spotykamy się w omawianych o b r z ę d a c h , gdzie w peł­
nych maskach lub p ó ł m a s k a c h w y s t ę p u j ą skaczące i zło­
wrogie „ d e b l y " , „ ś m i e r c i " i gdzie stopień opanowania
sztuki aktorskiej liczy się na równi z fizyczną sprawnością,
k t ó r ą zdobywa się poprzez ciągłe powtarzanie t y c h samych
czynności w wielu gospodarstwach .
W „szlachcicach", „ m i k o ł a j a c h " , „ d z i a d a c h " b i o r ą
udział mężczyźni i chłopcy z określonych z góry grup w i e k u
Nie ma w omawianych wsiach obowiązku, czy jakiejś zew­
nętrznej formy przymusu skłaniającej ich do brania u d z i a ł u
w t y c h o b r z ę d a c h . U r z ą d z a j ą je sami i w e w n ą t r z swojej
grupy ustalają, k t o ze względu na swoje predyspozycje m o ż e
odegrać t a k ą , a nie i n n ą p o s t a ć . Ci, k t ó r z y zdobyli szcze­
gólne uznanie, w y k o n u j ą c j a k ą ś rolę np. Cygana, Ż y d a w
„ d z i a d a c h " czy „ m i k o ł a j a c h " , s t a r a j ą się jej nie zmieniać
przez n a s t ę p n e k i l k a lat biorąc w t y c h o b r z ę d a c h udział.
Podobnie bywa w „szlachcicach", gdzie bardzo rzadko nas­
tępuje wymiana roli m i ę d z y „ a k t o r a m i " . Powodem tego jest
m a ł a liczba członków grupy obrzędowej i dość duże różnice
w wymaganym wyglądzie z e w n ę t r z n y m i u m i e j ę t n o ś c i a c h
występujących postaci .
Gruby Masor nigdy nie m o ż e b y ć zgrabnym Góralem
przystojnym Żołnierzem czy chudym i wysokim Ż y d e m l u b
Ż y d ó w k ą o zgrabnych nogach i cienkim głosie. B y w a j ą jed­
nak w y j ą t k i i wówczas np. zgrabny Góral m o ż e grać Ż y ­
d ó w k ę , a wysoka Ż y d ó w k a z umiejętnością zmiany barwy
głosu może p r z e b r a ć się za Ż y d a . Podobnie i t u , j a k w po­
wyżej omawianych obrzędach, k t o zdobywa powodzenie
jako np. Żołnierz, ten stara się w owej roli zostać w n a s t ę p ­
nych latach nie t y l k o w „ s z l a c h c i c a c h " , lecz t a k ż e w „dzia­
dach", a niekiedy nawet w , , m i k o ł a j a c h " i . R ó w n i e rzadko
słyszało się o zmienianiu ról przez dobrych a k t o r ó w w com­
media d e l l ' a r t e .
Ciągłe odtwarzanie jednej i tej samej postaci t ą s a m ą
m a s k ą czy p ó ł m a s k ą m o ż e n a s u w a ć m y ś l o p e w n y m ujedno8

9

10

1

C o m m e d i a Dell'arte — „ s z l a c h c i c e " oraz ,,dziady" i „ m i k o ł a j e "

Commedia dell'arte p o w s t a ł a w X V I w. w I t a l i i . Nie­
k t ó r z y teatrolodzy i etnografowie w y w o d z ą jej rodowód
z teatru plebejskiego, k t ó r y b y ć może p r z e t r w a ł przez śred­
niowiecze, a wyłonił się z m i m ó w s t a r o ż y t n e j Grecji i Rzy­
m u . I n n i łączą jej powstanie z włoskimi dorocznymi obrzę­
dami ludowymi, jakie zachowały się w I t a l i i jeszcze w X X
w . P r o b l e m nie jest do k o ń c a przebadany od strony gene­
tycznej i wszelkie jego szersze opracowania giną w powodzi
hipotez. Dość dobrze natomiast opisane są dalsze losy j u ż
u k s z t a ł t o w a n e j włoskiej komedii, k t ó r a mogła rozwijać się
w pełni, gdy n a s t ą p i ł kryzys teatru elitarnego. Z braku po­
ważniejszego konkurenta, z a w ł a d n ę ł a ona na dwa wieki
sconą nie t y l k o włoską, ale docierała t a k ż e do Francji,An­
glii, Niemiec, Czech, Polski i odnosiła t a k ż e sukcesy na
dworach carów rosyjskich .
4

6

Słowo „ a r t e " określające włoską k o m e d i ę ma, zdaniem
Nicolla, obok innych znaczeń, mówić o sprawności i równorzędności w y s t ę p u j ą c y c h postaci. „ N i e było w commedia
dell'arte — pisze ten sam b r y t y j s k i teatrolog — takiej dys­
proporcji m i ę d z y g ł ó w n y m i bohaterami a resztą w y s t ę p u j ą ­
cych w sztuce a k t o r ó w , z j a k ą m a m y do czynienia np. w f i l ­
mach Chaplina. W e włoskiej komedii k a ż d y ż a k t o r ó w m u ­
siał p a m i ę t a ć o w s p ó ł p a r t n e r a c h i u s t ę p o w a ć i m miejsca,
gdy tamci pojawiali się na scenie"

12

3

14

149

liceniu kreacji aktora. W commedia dell'arte stało się tak
po spisaniu dialogu w jej schyłkowej fazie 15. W czasie jednak
rozkwitu włoskiej komedii sytuacja b y ł a zupełnie przeciwna,
dzięki wciąż zmienianym i komplikowanym akcjom sce­
nicznym. Ten okres komedii m o ż n a by p o r ó w n a ć z podob­
n y m i improwizacjami , . d z i a d ó w " i „ m i k o ł a i " , Natomiast
„szlachcice" p r z y p o m i n a ł y b y w t y m zestawieniu jej koń­
cowy etap istnienia. Nie m o ż n a jednak powiedzieć, żeby
„ s z l a c h c i c e " czy commedia dell'arte p o p r z e s t a ł y kiedyś na
s z t y w n y m powielaniu starych wzorów. W obu — o d n o t o w a ć
m o ż e m y zawsze p o w a ż n e zmiany, k t ó r e są odbiciem nowych
w a r u n k ó w życia. P r z y k ł a d e m tego może b y ć w „szlachci­
cach" monolog „ s z l a c h c i c a " — Oficera obserwowany w pew­
n y m okresie historycznym. Pierwszy tekst zanotowany
prawdopodobnie w p o c z ą t k a c h X X w., mówi jeszcze o „szla­
chcicu" „ w y u c z o n y m " i jego w y r ó ż n i a j ą c y m się ubiorze .
16

Szlachcic
Pochwalony, lan — tan,
przyjmijcie t u gości.
Jestem szlachcic wyuczony,
wyście wszyscy prości.
Mam j a se czapeczkę,
mysie p i ó r k o za nią,
gdzie j a się obrócę,
wszędzie mnie w i t a j ą .
Mam j a dwoje b u t ó w ,
m o g ą się mnie p r z y d a ć ,

jeden jako t a k i ,
w drugim wiechcie widać.
B u t y jako b u t y ,
ale gorsze spodnie,
trzysta lat minęło
na te Święta Godne...
D r u g i monolog pochodzi z lat pięćdziesiątych X X w.
D u ż o w n i m miejsea zajmują opowiadania „ s z l a c h c i c a "
0 jego sukcesach odniesionych w I I wojnie światowej, jego
repatriacji ze Związku Radzieckiego i o polskiej biedzie lat
pięćdziesiątych .
17

Szlachcic
„ J e s t e m szlachcic m ł o d y i wysoko urodzony, przeszedłem
cały ś w i a t : Moskwę, Berlin, L o n d y n . Jak wróg n a p a d ł na
Polskę, byłem bohaterem, schowałem się do świńskiego chle­
wika. Jak Niemcy b y l i pod Berlinem, skoczyłem do działa
1 zaraz b y ł e m w n i m . Z d o b y ł e m 30 medali i miałem pojedy­
nek, położyłem gościa i z d o b y ł e m szablę. B y ł e m w Moskwie.
Za jednego czasu m u s i a ł e m się ożenić, ale długo nie pożyłem,
bo zostałem omigrowany do Polski. P o s z e d ł e m do k r a w c ó w ,
krawcy tam śniadali, czterema n o ż y c a m i jedno jajko kra­
j a l i . Prosiłem ich, aby m i uszyli ż u p a n nie długi, nie k r ó t k i ,
t y l k o r ó w n y z d u p ą . Co m i od ż u p a n a zostanie uszyjcie m i
t o r b ę , k t ó r a ł a d n a panna, to so do niej włożę. Przyszedłoch
w jedno miejsce ł a d n a panna była, jażech t o r b ę otwarł, ona
m i się s k r y ł a . . . "
W tekście z r. 1972 cichną echa minionej wojny i zu­
pełnie niknie obraz kraju sprzed dziesięciu laty, a na jogo
miejsce wchodzi rozbudowany w ą t e k e r o t y c z n y .
18

I I . 1.

„Mikołaje'
„ D o b r y wieczór szanowni goście.
Jestem szlachcic m ł o d y wysoko urodzony
i przez wszystkich ludzi świata- bardzo szanowany.
Mając lat dwadzieścia, złoty krzyż o t r z y m a ł e m ,
Strzelałem do tarczy. Trafiłem generała.
Za to m i dano p ó ł t o r a medala
i Cygankę s t a r ą , b y m miał do kochania.
Gdy druga wojna ś w i a t o w a w y b u c h ł a ,
poszedłem do Hitlera,...
T a m mnie największe szczęście s p o t k a ł o ,
bo H i t l e r o w i b ł a z n a b r a k o w a ł o .
Wróciłem s t a m t ą d jako wódz cały o k r y t y medalami
Do panienki p i ę k n e j , jestem zakochany.
Ale co i t o dla mnie.
Choćby i dziesięć, rady by się d a ł o .
Miałem t a k ą , bardzo ł a d n a b y ł a ,
j a k j ą chciałem pocałować, p r ę d k o m i się s k r y ł a .
To ż a d n a dla mnie p o r a ż k a ,
choć tak to wyszło,
bo po niej dziesięć innych p r z y s z ł o . . . "
Podobnie dzieje się z monologiem „ Ż y d a " w „ d z i a d a c h " .
Przed wojną Ż y d w y s t ę p o w a ł jako krawiec lub karczmarz.
Obecnie nie zmienił stroju, lecz bywa często agentem Izra­
ela, zbierającym pieniądze na wojnę z Arabami.
N a s t ę p n y m etapem w p o r ó w n a n i u commedia dell'arto
z omawianymi o b r z ę d a m i będzie przykładowe; zostawienie
ogólnej charakterystyki postaci w y s t ę p u j ą c y c h w „szlach­
cicach" i włoskiej komedii ".
1

Szlachcice

150
T

Commedia

dell'arte

Żołnierz

Kapitan

Pochodzi z klasy wyższej.
Niogdyś w y s t ę p o w a ł jako
„szlachcic m ł o d y " , „ w y s o k o

Trudno określić jego pochodzenie, najczęściej należy
zaliczyć go do warstw wyż-

П. 2. Żyd i Żydówka

ze „szlachciców". L a l i k i , pow. Żywiec. 11. 3. Diabeł z „ d z i a d ó w " . Żabnica, pow. Żywiec.

urodzony", k t ó r y nosił na
sobie start; spodnie, wysokie
b u t y z dziurami i czapeczkę
z p i ó r k i e m . Obecnie w y s t ę ­
puje jako wojskowy, ubiera
się w elegancki mundur ofi­
cera przedwojennego z sznu­
rem orderów na piersi i wę­
ż y k i e m generalskim na czap­
ce. Chwali się sukcesami wo­
jennymi, opowiada o licz­
nych, nie zawsze udanych
przygodach m i ł o s n y c h .

szych. Zwykle jest bardzo
elegancko ubrany, w masce
z długim nosem i w ą s a m i .
Jego synonimem stało się
niemal określenie samochwa­
ła i p y s z a ł k a . Gdy dochodzi
do bójki, jest tchórzliwy.

„Masor"

Pantalono

Jest w ś r e d n i m wieku. W y ­
stępuje jako masarz i han­
dlarz w jednej osobie. Cho­
dzi ubrany w długi, biały
fartuch,
skórzaną
kurtkę
i w p e r u k ę z papierowych
pasków. W rękach trzyma
nieodłączne
noże.
Zabija
świnie i stara się sztucznie
zwiększyć ich wagę. Nie po­
maga m u to jednak w han­
dlu i musi obniżaó ceny.
S k a r ż y się na s w ą żonę.
i dzieci, że odbierają m u siły.
M ł o d y m dziewczętom opo­
wiada drastyczne ż a r t y .

B y w a ł przeważnie kupcom
weneckim, człowiekiem inte­
resu, nie zawsze najlepiej
prosperującego.
Aktorzy
przedstawiali go w r ó ż n y m
wieku: od dobrze zbudowa­
nego m ę ż c z y z n y po dziarsko
chodzącego starca. B y ł zwy­
kle głową rodziny i często
pozostawał w konflikcie z
żoną i dziećmi. Nigdy nie
stronił od f l i r t u z m ł o d y m i
kobietami.

•K-

Góral

Arlekin

Jest z warstwy chłopskiej,
najmłodszy z postaci „szla­
chciców". U b r a n y po góral­
sku, na spodniach ma ponaszywane czerwone ł a t k i . D o
kapelusza
ma
doczepiono
długie paski papieru zakry­
wające m u połowę t w a r z y ;
b y ć może, iż ma to oznaczać
s t r z ę p y nakrycia głowy. Od
aktorów odtwarzających tę
rolę wymaga się zwinności
i umiejętności szybkiego t a ń ­
czenia. Podczas obrzędu nie
wchodzi, ale zawsze wbiega
w podskokach. Szuka do
o ż e n k u dziewczyny, choć nie
jest zdecydowany, „czy się
ż e n i ć " , czy „ s t a r y m parob­
kiem" zostać.

Pochodzi z warstwy „ z a n n i "
— włoskich chłopów. Od
swych
towarzyszy
nieco
młodszy. Jego strój ulegał
ewolucji. Znane ubranie arle­
kina złożone z k a w a ł k ó w
różnych materiałów o kształ­
tach k w a d r a t ó w , t r ó j k ą t ó w ,
b y ł o pierwotnie p o d a r t y m
i p o ł a t a n y m strojom włos­
kich chłopów. W y r ó ż n i a ł się
ruchliwością, sprawnością f i ­
zyczną, akrobatycznym po­
pisem i n i k t , k t o nie posiadł
tych umiejętności, nie mógł
m a r z y ć o zagraniu tej roli.
Zawsze na scenę wbiegał lub
wchodził w pośpiechu. Od­
g r y w a ł najczęściej rolę inte­
ligentnego, nieco złośliwego
— w zestawieniu z pantalone i kapitanem — kochan­
ka. Nie liczył się z m o r a l n ą
s t r o n ą swego p o s t ę p o w a n i a .

Żyd

D o t tore

Należy do ludności żyjącej
w diasporze. W y r ó ż n i a się
najbardziej strojem. Chodzi
w długim chałacie. N a gło­
wie nosi p ó ł m a s k ę z wyso­
k i m kapeluszom i długą bro-

Pochodził z grupy absol­
w e n t ó w boloriskich uczelni
s ł y n n y c h z nadprodukcji ad e p t ó w nauk humanistycz­
nych. Nie m o g ą c znaleźć
pracy, a k c e n t o w a ł swoją od151

kiedy w półmasce, natomiast w „ s z l a c h c i c a c h " „ Ż y d " nosił
zawsze największą i najstaranniej w y k o n a n ą p e ł n ą m a s k ę .
W y j ą t e k ze względu na brak maski s t a n o w i ą t y l k o K a ­
p i t a n i Żołnierz. K a p i t a n w y s t ę p u j e t y l k o w p ó ł m a s c e z dłu­
gim nosem i doczepia sobie woskowate . w ą s y , natomiast
„szlachcic" — Żołnierz ma w ą s y domalowane.
Wskazane p o d o b i e ń s t w a b o h a t e r ó w commedia dell'arte
i postaci „szlachciców" m o g ą skłaniać do przypuszczenia,
iż żywiecki obrzęd jest zapożyczeniem z niegdyś bardzo po­
pularnego teatru przeznaczonego dla szerokich rzesz widzów.
W p ł y w y i podobieństwa

Z pewnością trudno b y ł o b y zaliczyć do teatru przez­
naczonego dla szerszych kręgów społeczeństwa t r u p y akto­
rów grających commedia dell'arte, jakie pojawiły się na
dworze królewskim za panowania Zygmunta I I I , W ł a d y ­
sława I V i Augusta I I I . Choć warto o d n o t o w a ć , że w t y m
właśnie czasie (1G24—1672) zamek w Żywcu i część Żywiec­
czyzny przeszła w posiadanie rodziny k r ó l e w s k i e j . Na­
tomiast bliskość bramy Morawskiej każo wziąć pod u w a g ę
w p ł y w y kulturalne idące z Czech i Słowacji, gdzie również
na zamkach b y w a ł a grana włoska k o m e d i a ' .
20

2

Nieco światła na dość niejasną s p r a w ę w p ł y w ó w i prze­
nikania k u l t u r y elitarnej do szerszych kręgów społeczeństwa
rzuca H e n r y k J u r k o w s k i . Pisze on, iż od X V do X V I I I w.
scena lalkowa m i a ł a niemało znaczenie w przenoszeniu do
warstw niższych repertuaru i problematyki teatru oficjal­
nego". M . i n . notowane są w X V I I I w. na Śląsku w y s t ę p y
lalkarzy wiedeńskich, k t ó r z y popularyzowali swymi przed­
stawieniami postacie commedii d e l l ' a r t e .
22

24

П. 4. Diabeł

z „dziadów.

Z w a r d o ń , pow. Żywiec.

P o p u l a r n ą również w t y m czasie b y ł a komedia rybałtowska, której elementy znajdujemy niejednokrotnie w ob­
rzędowości dorocznej, przede wszystkim na Śląsku i w K r a ­
kowskiem 5. P a m i ę t a ć przy t y m należy, że mógł t u zacho­
dzić dwustronny w p ł y w , zarówno komedii rybałtowskiej na
obrzędy, j a k i odwrotnie — obrzędów dorocznych na teatr
plebejski .
2

d ą . Niekiedy wygłasza prze­
mówienia o narodzie; I z ­
raela, o wojnie na B l i s k i m
Wschodzie.

mienność i wyższość dziwacznością stroju. Często
wygłaszał p r z e m ó w i e n i a nie
związano z akcją sztuki.

Żydówka

Subretka

Ubrana bardzo ekscentrycz­
nie, np. w m i n i spódniczce,
z w o a l k ą na twarzy i w ka­
peluszu o szerokim rondzie.
Zaczepia mężczyzn, wciąga
ich do t a ń c a , a podczas k t ó ­
rego symuluje stosunki sek­
sualne.

Młoda kobieta p o c h o d z ą c a
ze wsi. L u b i ł a zaczepiać
mężczyzn, nikogo się nie
bała. Miała swobodny spo­
sób bycia, nie wstydziła się
rozbierania na scenie. N a
zaczepki mężczyzn reago­
w a ł a słowom i jednoznacz­
n y m gestem.

Można z a u w a ż y ć , że różnice społeczne w pochodzeniu
postaci w „ s z l a c h c i c a c h " o d p o w i a d a j ą zróżnicowaniu etnicz­
nemu i społecznemu b o h a t e r ó w commedia dell'arte. W ł o s c y
aktorzy mówili m i ę d z y sobą r ó ż n y m i dialektami. Podobna
sytuacja mogła zachodzić w żywieckich o b r z ę d a c h c h o ć b y
z tego powodu, że w X I X wieku w y s t ę p o w a ł y dużo różnice
m i ę d z y g w a r ą góralską, a m o w ą miejskich handlarzy, Ży­
dów i p a n ó w dziedziców — szlachciców.
Innego p o d o b i e ń s t w a m o ż n a d o p a t r z e ć się w stroju
i maskach b o h a t e r ó w włoskiej komedii i „szlachciców",
A r l e k i n m i a ł p ó ł m a s k ę na twarzy -— Góral n a k ł a d a ł na głowę
kapelusz z dziwnymi paskami papieru, k t ó r e zasłaniają m u
oczy i nos. Pantalone nosił p ó ł m a s k ę z długim nosem — Masor ma p a p i e r o w ą p e r u k ę z wąskich p a s k ó w , k t ó r e j „ w ł o s y "
zasłaniają oczy i część policzków. Dottore w y s t ę p o w a ł nie­
152

T

26

Zestawienie jednak omawianych obrzędów z opubliko­
w a n y m i tekstami ź r ó d ł o w y m i Polskiej K o m e d i i R y b a ł t o ­
wskiej — Badeckiego nie wykazuje między n i m i większych
podobieństw i a n a l o g i i .
27

M a m y wprawdzie w Peregrynacji Maćkowej długie t y ­
rady oparte na absurdalnych skojarzeniach, podobnych do
nonsensownych wypowiedzi osób w y s t ę p u j ą c y c h w „szlach­
cicach", lecz nie m o ż e to jeszcze świadczyć o jakichkolwiek
genetycznych p o w i ą z a n i a c h postaci, zwłaszcza gdy weźmie
się pod u w a g ę szeroki, bo zachodnio- i środkowoeuropejski
zasięg w ą t k ó w i m o t y w ó w opartych na t a k i c h absurdalnych
sko j arzeniach.
W a r t o natomiast u p r z y t o m n i ć sobie obrazowe analogie
t e k s t ó w „szlachciców" z bardzo fragmentarycznymi i nie
usystematyzowanymi d o t ą d tekstami dialogów i pieśniami
obrzędów dorocznych w innych częściach Polski. Pewno
skojarzenia nasuwa tutaj zostawienie wypowiedzi szlach­
cica z pieśnią obrzędową ś p i e w a n ą przy podkoziołku.

Podkoziołok

2

Szlachcic '

28

Piośni:

Monolog:

K a j się działy one lata
Co człek na nich użył ś w i a t a
J a d a ł , pijał, wyśpiewywał,
Co niedzielę w k a r t y g r y w a ł .
° j i ° d y jody oj o j , jody jody
Oj jody jody, oj oj dana

Jestem szlachcic wyuczony
Wyście wszyscy prości
Mam j a se czapeczkę,
Mysie piórko na n i ą .
Gdy j a sie obrócę
Wszyscy mnie witają.

K r z e s a ł ognie p o d k ó w k a m i ,
M a c h a ł pięścią nade ł b a m i ,
Ze słoniną jagły j a d a ł
I z ludziami się n a g a d a ł
P o j e c h a ł e m do Krakowa,
K u p i ć sukna w a ł , da wał
Cztery łokcie po z ł o t e m u
Jako żywię ehciał, da chciałOj i t d
P o w r a c a ł e m z n i m do K r a ­
kowa,
K r a w c z y k i siedzą, da siedzą,
Jedno jajo dwóch ich kraje,
A czterech jedzą, da jedzą.
Oj i t d
P ó j d ź t a krawczykowie,
Z r ó b t a s u k m a n ę ta dana,
A n i k r ó t s z y , ani dłuższy,
Cztery cale pod kolana.
itd.

M a m j a dwoje b u t ó w
M o g ą m i się p r z y d a ć
Jeden jako t a k i
W d r u g i m wiecheć w i d a ć .
B u t y , jako b u t y ,
ale gorsze spodnie,
trzysta l a t minęło
na te Święta Godno
Poszedłem do k r a w c ó w ,
Krawcjr t a m siedzieli,
Czterema n o ż y c a m i
Jedno jajko k r a j ą .
P r o s i ł e m ich, aby m i uszyli
ż u p a n niedługi,
niekrótki, tylko równy
z dupą
itd.

Dość odległe są terytorialne miejsca w y s t ę p o w a n i a
podkoziołków pieśni i o b r z ę d u „szlachciców". Podobnie d u ż a
różnica w dorocznym kalendarzowym czasie dzieli okres
w y s t ę p o w a n i a obu obrzędów. Jedyne co je łączy t o : prawdo­
podobnie związek obu obrzędów z przosileniem zimowym
i ich h i p o t e t y c z n ą funkcją zabezpieczającą p r o k r e a c j ę .

Próby ustalenia genezy

Przejdziemy obecnie do hipotez d o t y c z ą c y c h genezy
„szlachciców" jakie dotychczas wysunęli etnografowie. D l a
Barbary Bazielichówny i Mieczysława Gladysza „szlach­
cice" to w y t w ó r miejscowej k u l t u r y . I c h zdaniem obrzęd ten
jest k a r y k a t u r ą i s a t y r ą werbowania w czasach pańszczy­
ź n i a n y c h p a r o b k ó w do służby w dzień Św. Szczepana'".
Jest to stara koncepcja, opierająca się na t . zw. szuskalizmie chłopskim, dzięki k t ó r e m u m e n t a l n o ś ć górala ciągle
identyfikuje obrazy świętych z realnymi postaciami, a rze­
czywistość d u c h o w ą odtwarza w sposób teatralny w wido­
wiskach o b r z ę d o w y c h ' .
1

Takie spojrzenie na o b r z ę d y wydaje się zbyt jedno
wymiarowe, zwłaszcza w świetle fenomenologicznych opisów
i analiz obrzędów dokonanych przez Cezarie Baudouin dc
Courtenay E h r e n k r e u t z o w ą czy Mirco E l i a d e .
32

Wydaje się, że w obrzędowości na ogół nie spotykamy
jawnej k r y t y k i czy satyrycznego lub realistycznego obrazu
rzeczywistości. W y s t ę p u j ą c e w o b r z ę d a c h postacie, c h o ć b y
miały realistyczny strój i p o s t a w ę , s ą zawsze przekazem
pewnych treści i m a j ą za zadanie s w ą g r ą przenieść uczestni­
ków w ś w i a t u ł u d y .
Przy bliższej analizie okazuje się, że i ostatnio stwier­
dzenie nie jest pełne, a powierzchowność jego w y n i k a z bar­
dzo zatartego obrazu tradycyjnej k u l t u r y .
P r z e p r o w a d z a j ą c jednak p e w n ą r e k o n s t r u k c j ę i dosto­
sowując efekty omawianych obrzędów do myślenia nie
współcześnie estetyzującego, lecz tradycyjnego, m o ż e m y
dostrzec w t y c h obrzędach ogniwo magicznego rozumowa­
nia, k t ó r e g o sens nie jest nam dzisiaj znany.
Obserwując obrzęd, z a n o t o w a ć t y l k o m o ż e m y , że np.
Żołnierz strzelający do tarczy trafia generała i otrzymuje
za to order. Natomiast, gdy ojczyzna jest w niebezpieczeń­
stwie, idzie do „hitlera, by kraj nasz r a t o w a ł " . Drugiej
postaci szlachciców — Mosorowi bardzo dobrze udaje się
sprzedaż na jarmarkach:, bo musi „spuścić cenę t o w a r u
z t y s i ą c a na sto".
W i d z i m y więc, że k a ż d y niemal wers t y c h monologów
3 3

Ił. 5. Śmierć

z „ d z i a d ó w " . Z w a r d o ń , pow. Żywiec.

mówi o rzeczach sprzecznych z rzeczywistością i nie jest 011
s a t y r ą , lecz negacją r o z s ą d k u i p r z y k ł a d e m lubowania się
w nonsensownych skojarzeniach — j a k mówiłem powyżej —
znanych z pieśni ludowych i b a ś n i .
3 4

Tego t y p u zjawiska obsorwować m o ż e m y jeszcze w y ­
raźniej w „ d z i a d a c h " i „ m i k o ł a j a c h " , gdzie np. Garncarz
rozbija garnki, Szklarz tłucze okna, Kominiarz zatyka ko­
m i n . W takich momentach nie ma wśród uczestników
o b r z ę d u śmiechu z podobnego zachowania. N i k t nie do­
patruje się też w n i m cienia parodii jakiejś pracy, czy
jakiegoś człowieka.
Podobne sytuacje m o ż e m y znaleźć w commedia deli'
arte, gdzie rozgrywają się niekiedy t a k ż e sceny, k t ó r e nigdy
by nie m o g ł y zajść n a p r a w d ę w Europie X V I i X V I I w . :
np. bogaty kupiec, pantalone, autorytet mieszczański, możo
mieć w Wenecji k i l k a żon i zalecać oficjalnie p r o s t y t u c j ę .
3 5

Biorąc pod u w a g ę powyższe zastrzeżenia co do reali­
stycznego lub satyrycznego odtwarzania prawdziwych zda­
rzeń, nie m o ż n a się zgodzić całkowicie z p r o p o z y c j ą Barba­
r y Bazielichówny. Niemniej pozostaje ona j e d n ą z p r ó b w y ­
t ł u m a c z e n i a o b r z ę d u w n a w i ą z a n i u do miejscowej historii
i tradycji. Słuszności tej ogólnej koncepcji trudno jest za­
przeczyć. W a r t o więc z a p o z n a ć się z i n n ą p r o p o z y c j ą ba­
daczki d o t y c z ą c ą genezy „ d z i a d ó w " . Zwraca ona u w a g ę , żo
synonimem nazwy „ d z i a d y " są „ j u k a c o " , co zgodnie ze
słownikiem Jana Karłowicza, jest j e d n y m z określeń pas­
torzy ( „ j u c h a c e " ) . W dalszej kolejności Bazielichówna
proponuje połączenie słownikowej definicji ze w z m i a n k ą
h i s t o r y c z n ą , m ó w i ą c ą o napadach pastorzy wołowskich na
wsie położono w dolinach. K o n s e k w e n c j ą tego zestawienia
jest wniosek, że „ d z i a d y " s ą p e w n ą formą u p a m i ę t n i a n i a
36

153

dawnych okresowych n a p a d ó w pasterskich. U s t o s u n k o w u j ą c
się do tej nowej tezy, konieczne będzie p o r ó w n a n i e „ d z i a d ó w "
z „ m i k o ł a j a m i " . P o n i e w a ż obrzęd „ m i k o ł a i " nie b y ł dotych­
czas szczegółowo opracowany przez etnografów i nie ma
żadnej szerszej p r ó b y w y t ł u m a c z e n i a jego pochodzenia,,
postaram się omówić je łącznie z genezą „ d z i a d ó w " . Do tego
połączenia skłania dużo p o d o b i e ń s t w o ich s t r u k t u r obrzę­
dowych. Również osoby występujące w nicli w dużej części
są analogiczne, nie ma t y l k o w „ d z i a d a c h " biskupa, utoż­
samianego najczęściej zc św. Mikołajem, Bocianów i podziału
ról na g r u p ę „ b i a ł y c h " i „ c z a r n y c h " postaci. Okres dzielący
oba o b r z ę d y zamyka, się w granicach od 20 do 30 d n i .
Na p o c z ą t k u grudnia organizowane są u górali śląskich
omawianego regionu „ m i k o ł a j e " . Natomiast w pierwszy
dzień nowego r o k u chodzą po Koniakowie i przysiółkach
Istebnej „ d z i a d y " u r z ą d z a n o przez mieszkańców żywieckiej
części Koniakowa. P o n i e w a ż „ d z i a d y " notowane są jeszcze
w innych wsiach żywieckich, uważać je m o ż n a za obrzęd
należący do żywieckiej grupy etnicznej. „ M i k o ł a j e " nato­
miast znane są w sąsiadującej z J a w o r z y n k ą Hryczawio
(Czechosłowacja)
i innych czeskich wsiach. Granica et­
niczna między Żywiecczyzną a Śląskiem b y ł a niegdyś wy­
raźnie widoczna. Pierwsze kolonie; Kamesznicy pod Konia­
kowem, tworzące obecnie jego żywiecką część, zaczęły po­
w s t a w a ć na przełomie X I X i X X w. Nie m o ż n a jednak wy­
kluczyć, że korowody „ d z i a d ó w " docierały do Koniakowa
o wiele wcześniej, grupy obrzędowe m a j ą bowiem nieraz
długie trasy swych marszrut.
Z a r ó w n o więc „ d z i a d y " , j a k i „ m i k o ł a j e " , współwystępowały od dłuższego czasu na omawianym terenie i nie m o ż n a
w y k l u c z y ć ich wzajemnego na siebie w p ł y w u , a nawet iden­
17

154

tyczności. R ó ż n i c a w czasie ich w y s t ę p o w a n i a i pewne od­
miany w strukturze t y c h obrzędów m o g ł y b y ć spowodowane
przez czynniki zewnętrzne j a k i m i dla górali m . i n . b y ł i jest
do dzisiaj kościół. Prawdopodobnie na skutek jego zarzą­
dzeń i p o s t u l a t ó w nadano obrzędowi charakter n a w i ą z u j ą c y
do święta św. Mikołaja. Wprowadzono g r u p ę „ b i a ł y c h " ,
k t ó r y m przewodniczy Biskup, i „ c z a r n y c h " , p o t ę p i o n y c h
istot: Diabłów, Niedźwiedzi, Cyganów, Kominiarzy i K o w a l i .
N a równi z t ą i n t e r p r e t a c j ą m o ż n a w y s u n ą ć pogląd, że
. . m i k o ł a j e " są najbardziej rozwiniętą i n a j s t a r s z ą formą
„ d z i a d ó w " , w której istnieje podział na b o h a t e r ó w złych i dobrych.
Nie zmienia to jednak faktu, że t a m , gdzie ma miejsce
do dzisiaj silne powiązanie o b r z ę d u z kościołem, w y s t ę p u j ą
na p o c z ą t k u „ b i a l i " , a na k o ń c u „ c z a r n i " . P r z y k ł a d e m tego
może być Jaworzynka, gdzie do dziś pożyczają księża staro
stroje liturgiczne Biskupowi, K s i ę d z u i Ministrantom do
organizowania obrzędu. Równocześnie zebrano pieniądze
podczas obrzędowego obchodu wsi przeznaczają organiza­
torzy w znacznej części na kościół, z a k u p u j ą c mszę świętą
na intencję uczestników obrzędu, na zakup rzeźby ł u b ob­
razu do kościoła. W y g l ą d a to na pierwszy rzut oka j a k
ekwiwalent za udzieloną pomoc przy przygotowaniu i prze­
prowadzeniu o b r z ę d u . Trudno jednak zdecydowanie tak
twierdzić, wobec faktu, iż nie co roku i nie wszyscy probosz­
czowie pożyczają „ p r z e b r a n i a " , podczas gdy w Jaworzynce
prawie za k a ż d y m razem „ m i k o ł a j e " przeznaczają z n a c z n ą
s u m ę z zebranych pieniędzy na kościół.
R ó ż n i c a w czasie, jaka dzieli oba o b r z ę d y , jest m a ł o
znacząca, w y s t ę p u j ą one bowiem w t y m samym okresie
przesilenia zimowego, przy czym prawdopodobne jest, że

kościół ową różnico czasową jeszcze poszerzył. Wiemy bo­
wiem, że patronem pasterzy jest św. Mikołaj i zupełnie lo­
giczno b y ł o b y przesunięcie „ d z i a d ó w — j u k a c ó w " na dzień
jego święta. Interpretacja tej zmiany może iść jednak w i n ­
n y m k i e r u n k u ; trzeba bowiem p a m i ę t a ć , żc św. Mikołaj
zastępował jakiegoś starszego przedchrześcijańskiego nie­
znanego nam patrona. Dlatego możliwe jest przyznawanie
terminowi obchodu „ m i k o ł a i " p i e r w s z e ń s t w a genetycznego
w stosunku do daty u r z ą d z a n i a „ d z i a d ó w " . Niemniej po­
mijając szczegóły i u z n a j ą c obydwa o b r z ę d y za wywodzą­
ce się z jednego pnia, łatwiej nam zrozumieć jeszcze inne
t ł u m a c z e n i a obrzędów „ m i k o ł a i " podawane bez specjalnych
wyjaśnień przez Józefa Ligęzę ". Twierdzi on, że „ m i k o ł a j e "
b y ł y w y p ę d z e n i e m zła ze wsi. Dziś do podobnego wniosku
m o g ą skłaniać m a t e r i a ł y terenowe zebrane w 1972 r. Nie
zezwalają one jednak na pełno udowodnienie podobnego
p o g l ą d u . P r z e k o n a ć się o t y m m o ż n a , p r z y p a t r u j ą c się bliżej
z a t a r t y m symbolom i nazwom o b r z ę d u : w żywieckiej Hupieńce, przysiółku Koniakowa m o ż n a s p o t k a ć wymienne
stosowanie określenia Diabeł i Dziad. Dziady jako samo­
dzielno postacie nie w y s t ę p u j ą w obrzędzie, natomiast Dia­
bły są z n i m i nieodłącznie związane, jako siły wnoszące z a m ę t
i t r w o g ę wśród dzieci i kobiet. I n n y m i , podobnie kluczowymi
postaciami w obrzędzie, są Baciorzy. Biegną oni przed orsza­
kiem D z i a d ó w i strzelają z p o t ę ż n y c h b a t ó w wykonanych
z d r u t u okręconego skórą lub g u m ą . Strzelają w izbie i przed
domem, do k t ó r e g o zbliża się „ d z i a d o w s k i " p o c h ó d . W t y m
samym czasie inni chłopcy biegają po p a g ó r k a c h i również
strzelają z b a t ó w . Echo u d e r z e ń rozchodzi się po całej oko­
licy. Świetnie opisuje to Jan D o r m a n : „ D r o g ą biegnie trzech
chłopców. Biegną rytmicznie, co chwilę jeden z nich uderza
z bicza. W ś r ó d nocy uderzenie to rozlega się po całej wsi.
Wieś słyszy. Wieś wie, że strzelaniem t y m chłopcy odpędzają
wszystko zło, j a k jeszcze spróbowało pozostać na drodze;
3

p l o t k i , obmowy, (...) Chłopcy są przekonani, że czynność,
j a k ą w y k o n u j ą , urzeczywistni ich marzenia. Jeśli dobiegną
do n a s t ę p n e g o p a g ó r k a i n i k t ich nie zatrzyma z ż y w y c h ,
jeden z nich znajdzie sobie dziewczynę za żonę (...) Chłopcy
zawracają. N i m rozpoczną bieg, jeden z nich n a s t ę p n y po
pierwszym po wio: „Niech będzie m i zesłana od .„"•»». W „mi­
k o ł a j a c h " wprawdzie nie ma Baciarzy, ich funkcje jednak
spełniają w pewnym stopniu Debly. Mają one zamiast dia­
belskich wideł, jakie noszą ich żywieccy krewniacy, d u ż e
korbacze (bicze). Na głowach noszą czarno „ l a r w y " (maski)
z wysokimi rogami wykonane ze skóry, papieru lub drewna.
W o k ó ł bioder przepasują się długą szeleszczącą s p ó d n i c ą
ze słomy, a do spodni i b u t ó w doczepiają sobie niekiedy dzwo­
neczki i wąskie blaszki. Dzięki temu k a ż d y ruch D e b l ó w
wywołuje niemiły hałas żelastwa i chrzęst słomy, budzący
dreszcz i przerażenie wśród uczestników obrzędu. T r a d y c j ą
określona jest ilość Deblów, ich k a ż d y gest i k r o k . Dwa Do­
bry w y s t ę p u j ą zawsze skute ł a ń c u c h a m i , trzeci ciągnie za
sobą również łańcuch. Trzy razy jeden z dwóch skutych ze
sobą „ d e b l ó w " chce wejść do izby, ale drugi, stojąc na progu,
nie puszcza go. Za k a ż d y m razem przy nieudanej próbie
wejścia pierwszy Debeł bije korbaezem o podłogę. Kiedy za
czwartym razem obaj skuci ł a ń c u c h e m w t a r g n ą do izby, biją
zebranych korbaczaini lub s y m u l u j ą takie bicie, u d e r z a j ą c
batami o ściany i podłogę. Za n i m i w p a d a j ą Niedźwiedzio
i t a ń c z ą w koło przy dźwięku harmonii. Potem wciągają
w swe kolo dziewczęta, p r z y w i ą z u j ą je do siebie powrozem
i k r ę c ą się aż do pierwszego p o t k n i ę c i a i upadku. „ N a ziemi",
dziś na podłodze, n a s t ę p u j e „ k u l a n i e s i ę " Niedźwiedzi
z dziewczętami. Nie jest ono określono czasowo, t r w a do mo­
mentu pojawienia się Żołnierza („białego"), wypędzającego
Niedźwiedzie z izby.
40

Przez cały czas o b r z ę d u obowiązuje magia maski.
U przebranego c h ł o p a k a następuje! przobrażenie, wy-

155

n a s t ę p u j ą c e w dalszej kolejności sceny, u t w i e r d z a j ą nas
jeszcze bardziej w przekonaniu, że m a m y w nich do czynie­
nia z przerwaniem naturalnego p o r z ą d k u kulturowego (jak
pisałem w y ż e j : Szklarz wybija szyby, aby na ich miejsce
w s t a w i ć za m a ł e k a w a ł k i , doktor leczy k u r z y m łajnem,
napisy na czapkach wykonywane są w o d w r o t n y m , „ ż y d o w ­
s k i m " kierunku, zegary k r ę c ą się do t y ł u i t d . ) .
Oczywiście takie t ł u m a c z e n i e p o w y ż s z y c h obrazów
trzeba p r z y j m o w a ć z pewnym k r y t y c y z m e m , nie zapomi­
nając przede wszystkim o t r a d y c y j n y m ludowym dowcipie,
k t ó r y ma t u na pewno swoje współczesne odbicie. Niemniej
należy p a m i ę t a ć , że po odejściu grup o b r z ę d o w y c h istnieje
w poszczególnych domostwach nieracjonalne i trudno
mieszczące się w kategoriach ludycznych zadowolenie ze
śmieci, n i e p o r z ą d k u i zniszczenia, k t ó r e p o z o s t a w i a j ą po
sobie p r z e b i e r a ń c y . T y m samym interpretacja religioznaw­
cza staj o się j e d n ą z nielicznych d r ó g m o g ą c ą przybliżyć
nam zrozumienie dawnego sensu obrzędów. W e d ł u g tej
koncepcji czas między starym a n o w y m rokiem t ł u m a c z o n y
jest jako okres anarchii. Poprzedza go w y p ę d z e n i e „ z ł a "
batami D z i a d ó w i korbaczami „ M i k o ł a i " . R ó w n o c z e ś n i e
zamawia się płodność. N a s t ę p n i e zrywa się ustalony porzą­
dek społeczny i robi się wszystko co zakazane przez ogólnie
p r z y j ę t e prawa grupy. Dzieje się to w okresie pustym,
specjalnie na tego rodzaju zabiegi przeznaczonym po to,
aby w n a d c h o d z ą c y m n o w y m okresie było j a k najmniej zła.

Zakończenie

I I . i). Cygan i Cyganka z „ d z i a d ó w " , Z w a d r o ń , pow. Żywiec.

zwolenie od oczu starszych, „zupełne zdziczenie", j a k m ó w i ą
uczestnicy o b r z ę d u . To przeobrażenie ukrytego pod m a s k ą
człowieka jest do tego stopnia silne, że nawet siostra po­
m a g a j ą c a p r z e b r a ć się b r a t u nic może go odróżnić w gronie
identycznie ubranych towarzyszy . N a m również jest trudno
o d c z y t a ć , co kryje się pod przebraniem: czy „ d e b ł y " są
upersonifikowaniem zła, czy t y l k o postaciami przepędzają­
c y m i uderzeniami korbacza obmowy, niezgody. Jedynie
Lucyfer spośród Dcbłów — czerwonym swym strojeni i w i ­
d ł a m i w r ę k u przypomina chrzecijańskie w y o b r a ż e n i e dia­
bła. Możliwe, że jego piekielni poddani są t r a d y c y j n y m
upostaciowaniem p o g a ń s k i c h d e m o n ó w , k t ó r y m niedawna
historia n a d a ł a imiona chrześcijańskich odpowiedników.
B y ł b y to drugi argument p r z e m a w i a j ą c y za pierwotnością
„ m i k o ł a i " względem „ d z i a d ó w " .
41

42

W r a c a j ą c do myśli o wpływie chrzeoijaństwa na obrzę­
dowość w Beskidzie Śląskim m o ż n a z a s t a n o w i ć się nad t y m ,
czy dla kościoła Baciarze nie b y l i uosobieniem zła, bo prze­
cież p r e d y s p o n o w a ł y ich do tego p r a k t y k i magiczne, takie
jak jawne zamawianie o ż e n k u . Wobec podobnego rozumo­
wania w „ m i k o ł a j a c h " w obrzędzie synkretycznym nie mo­
gły pojawić się sylwetki chłopców z batami, lecz zostały
z a s t ą p i o n e przez zamaskowane postacie, z korbaczami.
Do takiego wniosku skłania pewna analogia. Tradycyj­
nie najmniejszą d o p u s z c z a l n ą liczbą D e b l ó w w „mikoła­
j a c h " są trzy postacie, a więc t y l u samo co „ b a c i a r z y " bie­
g a j ą c y c h po p a g ó r k a c h w Beskidzie Żywieckim. Uderzenia
„ k o r b a c z y " „ d i a b e l s k i c h " b y w a j ą tak samo rytmiczne i mia­
rowe j a k u biegających chłopców z batami. Magiczna liczba 3
powtarza się jeszcze w 3 obrotach d o k o ł a w t a ń c u niedźwie­
dzi i „ d z i a d ó w " i „ m i k o ł a i " . Możliwe, że taniec ten jest i n ­
n y m , bardziej plastycznym sposobem zamawiania przyszłej
żony, p r z y r ó w n o c z e s n y m dopuszczeniu do chaosu w sto­
sunkach społecznych. K a ż d y Niedźwiedź „ k u l a s i ę " z dziew­
c z y n ą , z k t ó r ą chce i k t ó r ą zdoła wciągnąć do zabawy. I n n e ,
156

I

P o g l ą d z a k ł a d a j ą c y s a m o r o d n ą genezę formy i treści
obrzędów przeciwstawiony tezom m ó w i ą c y m o wędrowności
w ą t k ó w i wpływie commedia dell'arte na k s z t a ł t o w a n i e się
obrzędowości w tradycyjnej kulturze odległych k r a j ó w jest
bardziej p r z e k o n y w a j ą c y , gdy się uwzględni analogiczne
formy wo wspomnianych wyżej teatrach A z j i . Wydaje się
bowiem nieprawdopodobne, aby dla t a k wielu t e r e n ó w ,
często izolowanych od siebie, istniała wspólna geneza oparta
na w ę d r o w n y m w ą t k u . P o g l ą d t a k i m o ż n a poprzeć również
spostrzeżeniami z Beskidu Żywieckiego. Omawiany wyżej
w „ s z l a c h c i c a c h " — Oficer, tak bardzo p r z y p o m i n a j ą c y K a ­
pitana z commedia dell'arte, typowego żołnierza-samochwała, p r z y b r a ł t a k ą p o s t a ć dopiero w ostatnich latach; przed­
tem bowiem, w X I X w . w roli tej przedstawiano „szlachci­
ca" nie wspominającego o swych sukcesach wojennych. Ana­
logicznie m o ż n a by zestawić p o s t a ć Górala i A r l e k i n a : po­
dobnie są ubrani, ale t y l k o w odniesieniu do pierwotnego
stroju włoskiej postaci, k t ó r y jednak szerszej publiczności
europejskiej nie b y ł z n a n y . Późniejszy, złożony z geo­
metrycznych form kostium Arlekina nie m ó g ł sugerować
użycia p o ł a t a n y c h spodni u żywieckiego aktora. Możliwe
więc, że m a m y w omawianych o b r z ę d a c h i commedia dell'arte
do czynienia ze s t r u k t u r a m i i postaciami p o w s t a ł y m i nie­
zależnie od siebie, k t ó r e świadczą o podobnym sposobie m y ­
ślenia i organizowania sobie ś w i a t a przez człowieka w róż­
nych czasach i miejscu.
43

Przez c a ł y tok m y c h r o z w a ż a ń przewija się zagadnienie
teatru. W p o r ó w n a n i u commedia dell'arte z o b r z ę d a m i sta­
wiałem na równi teatr i r y t u a ł . Wszędzie jednak u n i k a ł e m
w y r a ź n e g o określenia pojęcia teatru i obrzędu, g d y ż pro­
blem ten wykracza poza ramy podjętego zagadnienia. W a r t o
natomiast na zakończenie zaznaczyć pewne skojarzenia,
jakie m o g ą się pojawić przy zestawianiu l i t e r a t u r y przed­
m i o t u i o p r a c o w a ń m a t e r i a ł ó w terenowych. Teatr i r y t u a ł
operują przekazem symbolicznym i s ą ustrukturalizowane
dzięki pomocy funkcji estetycznej. W i e m y jednak, że w
obrzędach z a c h o w a ł y się liczne pozostałości po magicznym
rozumowaniu, j a k np. „ w y k o n y w a n i e pracy na o d w r ó t " ,
śmiecenie w izbie, strzelanie z b a t ó w i t d . , k t ó r e s ą dzisiaj

przede wszystkim elementami anty estetycznym i w oma
wianej czy obserwowanej strukturze. Możliwe, że owo m y ś
lenie magiczno-religijne górowało n i e g d y ś nad całością r y
t u a ł u i ono właśnie, a nie n i e u ś w i a d o m i o n a funkcja este
tyczna n a d a w a ł o obrzędowi k s z t a ł t , t a k samo, j a k sprawia
to w teatrze m y ś l t w ó r c y spektaklu. Dlatego błędne jest
spojrzenie na r y t u a ł y z p u n k t u widzenia postronnego ob­
serwatora, a nie uczestnika o b r z ę d u i bez analizy zacierają­
cych się z czasem treści symboli. Możliwe, że przy pogłębia­
n i u zagadnienia zobaczyć b y m o ż n a p i ę k n o obrzędu jako
p i ę k n o magiczne, przeciwsta-wione temu, o k t ó r y m mówi
poeta, iż „ k s z t a ł t e m jest miłości". Niemniej p a m i ę t a ć trzeba,
iż k a ż d e p i ę k n o p r z y c i ą g a u w a g ę i utrudnia t y m samym
wielu badaczom dotarcie poza e s t e t y c z n ą otoczkę do istoty
zagadnienia. S t ą d — m i ę d z y i n n y m i — t a k wiele o p r a c o w a ń
od strony literackiej i walorów plastycznych, a mało fun­
kcjonalnego i genetycznego spojrzenia na problem.

PRZYPISY
i M . Ł a b ę d z k a - K o e c h e r o w a , — Typy w dawnym teatrze
tureckim i włoskiej komedii dell'arte, „ P r z e g l ą d Orientalistyczny", Warszawa 1972, n r 1(81), s. 16—23; A . Nicoll,
Dzieje'teatru, Warszawa 1959, s. 99, 100.
Jan D o r m a n pierwszy u ś w i a d o m i ł m i w jednej ze
swych wypowiedzi p o d o b i e ń s t w o włoskiej komedii z obrzę­
dami śląskimi.
O „ d z i a d a c h " , „ s z l a c h c i c a c h " i „ m i k o ł a j a c h " szerzej
pisali: B . Baziolichówna, St. Doptuszewski, „Szlachcice"
i , .dziady", widowiska ludowe, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a "
R . X I I I , 1959, nr 1/2, s. 20—40; B . Baziolich, St. Deptuszewski, Przebierance z Koniakowa, „ T u r y s t a " , 1957, nr 8.
s. 8—9; Jappol Assanka, Św. Mikołaj, Wigilia w obrzędzie
istebniańskim,
„ Z a r a n i e Śląskie", R . V , 1929, s. 231—235.
Żywieckie zasięgi w y s t ę p o w a n i a „ d z i a d ó w " i „szlach­
c i c ó w " o m a w i a j ą B . Bazielichówna i St. Deptuszewski, art.
„Szlachcice" i ,,dziady", w y d . cyt. s. 20. Zasięg w y s t ę p o w a n i a
„ m i k o ł a i " nie jest d o k ł a d n i e opracowany. N i e g d y ś obejmo­
w a ł on Śląsk i Krakowskie. Obecnie znano są w wymienio­
nych trzech wsiach polskich, w Czechosłowacji
* A . N i c o l l , op. c i t „ s. 99—100.
s M . Bramer, O komedii dell'arte, (w) „ W galerii rene­
sansowej". Szkice literackie, Warszawa 1957, s. 160; C. L e w i ,
Chrystus zatrzymał się w Ebolii, Warszawa 1959.
A.~Nico\\,W świecie arlekina,Wa,rsz&w&, 1667,s. 152-153
' T a m ż e , s. 20.
D o t y c z y to szczególnie wsi Jaworzynka, Istebna
i K o n i a k ó w , pow. cieszyński, w t y m żywiecką część Konia­
kowa, należącą do 1954 r. do Kamesznicy, gdzie zostały
przeprowadzone badania terenowo w latach 1970—1972.
Zebrane m a t e r i a ł y znajdują się w archiwum I H K M P A N
w Krakowie, K a t e d r y Etnografii Słowiańskiej U n i w . Ja­
giellońskiego w K r a k o w i e i K a t e d r y Etnografii Uniwersy­
t e t u we W r o c ł a w i u .
» A . N i c o l l , Dzieje teatru, w y d . cyt., s. 102—103.
10 W g informacji U . D . z Jaworzynki, K . A . i J . J .
z Istebnej oraz M . K . z Koniakowa. M a t e r i a ł y terenowo
w arch. K E S U J .
W i e k uczestników tradycyjnych „ m i k o ł a i " , zwanych
obecnie niekiedy „ s t a r s z y m i " , z a m k n i ę t y jest w granicach
od 18 do 30 lat. Biorą w nich udział mężczyźni przeważnie
nieżonaci. „ M i k o ł a j e " „ m ł o d s z e " , po 1945 r. odgrywani są
w Boskidzie Śląskim przez chłopców w wieku od 12 do 18 lat.
Analogicznie przedstawia się sytuacja pod względom wieku
wśród realizatorów żywieckich „ d z i a d ó w " . Natomiast do
„szlachciców" m o g ą należeć mężczyźni z a r ó w n o żonaci, j a k
i nieżonaci, w wieku 19 do 30 lat.
Liczba postaci należących do „szlachciców", w e d ł u g
informacji zebranych w latach 1970—72, b y ł a określana
liczbą siedem: „żołnierz", „ m a s o r " , „ g ó r a l " , „ Ż y d " , „ Ż y ­
d ó w k a " , „ s k r z y p e k " , „ h a r m o n i a " ; czasem dochodziła w
„ m u z y c e " postać ósma — „bębenek".
W e d ł u g i n f o r m a t o r ó w T . W . i J . W . z Koniakowa.
M a t e r i a ł y terenowe K E S U J .
2

3

6

8

1 1

1 2

1 3

I I . 10. P o s t a ć z „ d z i a d ó w " . Pietrzykowice, pow. Żywiec.

4

> A . Nicoll, W świecie Arlekina, w y d . oyt.,
's T a m ż e , s. 36.
B . Bazielichówna, S. Deptuszewski,
„Szlachcice"
i „dziady"...,
w y d . cyt., s. 25.
i ' Tamże.
te W g informacji T . W . z Koniakowa, m a t e r i a ł y tere­
nowe w arch. K E S U J .
C h a r a k t e r y s t y k ę postaci commedia dell'arte oparto
na syntetycznych opracowaniach włoskiej komedii, co było
koniecznością ze względu na t r u d n o ś ć dotarcia do oryginal­
nych spisanych t e k s t ó w commedia dell'arte. Zestawienie
charakterystycznych postaci oparte na takich źródłach nie
ma może pełnej wartości naukowej — jest jednak w s k a z ó w k ą
możliwości p o r ó w n a w c z y c h .
Рог. K . Miklaszewski, Komedia dell'arte czyli teatr komedian­
tów włoskich w XVI, XVII
i XVIII
w., Wroclaw 1961;
A . Nicoll, W święcie Arlekina, w y d . cyt. Natomiast cha­
r a k t e r y s t y k ę postaci „szlachciców" oparto na obserwacjach
i wvwiadach przeprowadzonych w terenie. M a t e r i a ł y tere­
nowe w arch. I H K M P A N i K E S U J w Krakowie.
Wielka Encyklopedia Powszechna, Warszawa 1969,
t. 12, s. 882.
A . N i c o l l , W świecie Arlekina, w y d . cyt., s. 153.
H . Jurkowski, —Teatr lalek w dawnej Polsce, (w)
„O d a w n y m dramacie i teatrze", W r o c ł a w 1971.
T a m ż e , s. 32.
J . Bolte, Das Danziger Theater im 16. und 17. Jahrhunderi, Hamburg-Leipzig 1895, s. 151.
Chodzi tutaj o Matyjasza Śląskiego i Albortusy,
k t ó r e znalazły odbicie w krakowskich „ p u c h e r o k a c h " . Por.
Słownik folkloru polskiego, Warszawa 1965, s. 14—15;
322—224; K . Badecki, Polska komedia rybałtowska,
Lwów
1931, s. 19; O. Kolberg, „ L u d " , t . 5, Krakowskie cz, 1,
K r a k ó w 1871, s. 368.
Poi'. M . Szyjkowski, Dzieje komedii polskiej w za­
rysie, K r a k ó w 1921, s. 1—2: „Źródło togo k o m i z m u leży
w pokrewnych genetycznie widowiskach k a r n a w a ł o w y c h ,
k t ó r e w y t w o r z y ł y u nas o d r ę b n y rodzaj sztuk bachicznych
granych w d n i zapustne sięgających X V I w. Mięsopust albo
..tragikomedia" wychodzi dopiero w 1622 г . " .
? J . K r z y ż a n o w s k i , Peregrynacja Maćkowa,
Szkice
z dziejów romansu staropolskiego, (w) Paralele. Studia po­
równawcze z pogranicza l i t e r a t u r y i folkloru, Warszawa
1961, s. 141—168.
1 6

l s

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2

157

2 S

Grochowiska Szlacheckie, pow. żniński, w o j . p o z n a ń ­
skie, (w) B . Stelmachowska, Podhozioleh w obrzędowości
zapustowej Polski Zachodniej, P o z n a ń 1933, s. 35.
B . Bazielichówna, S. Deptuszewski, op. cit.
Opieram się na wypowiedziach ustnych B . Bazielich
i M . Gladysza z kwietnia 1972 r.
Por.: W . Piwowarski, Religijność iviejska w warun­
kach urbanizacji, Warszawa 1971, s. 29—30.
Por,: O. Baudouin do Courtenay Ehrenkreutzowa,
Ze studiów nad obrzędami weselnymi ludu polskiego, cz. 1,
Forma dramatyczna obrzędowości
weselnej, W i l n o 1929;
M . Eliado,— Traktat o historii religii, Warszawa 1966.
C. Baudouin de Courtenay Ehernkreutzowa, op. cit.,
s. 18---32.
Por.: Bajka o Cyganie ze Śląska Opolskiego, kon­
kursowy zbiór najbardziej niezwykłych nonsensów, (w)
J . Malinowski, Powieści ludu polskiego na Śląsku. „ M a t e r i a ł y
Antropologiczno-Archoologiczne i Etnograficzne", K r a k ó w
1900—1, s. 3—264; J . K r z y ż a n o w s k i , ,,0 kolendach nowo­
rocznych", (w) ~F. K o t u l a , Hej leluja, Warszawa 1970, s. 16—
17.
W g informacji J. J „ M . K . i A . K . z Istebnej, D . U .
z Jaworzynki i T. W . z Koniakowa, m a t e r i a ł y terenowo
Arch. K E S U J .
B . Bazielichówna, S. Deptuszewski, op. cit., s. 32;
Słownik języka polskiego, Warszawa 1902, t . I I , s. 183.
Stolafik, Hrycava, Ostrava 1958, s. 54.
T a m ż e , oraz: J . Ligęza, Śląska kultura ludowa, K a ­
towice 1948.
J . D o r m a n , Moje uwagi i spostrzeżenia na margi­
nesie imprezy ,,Herody", „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R . X X V I
1971, nr 4, s. 217—230.
Pierwotnie „ d e b l ó w " b y ł o od czterech do pięciu,
w latach 1960—1972 liczba i c h wzrosła kosztem innych po­
staci i w r o k u 1971 osiągnęła ponad dziesięć w jednej grupie
obrzędowej.
N a podstawie informacji J . W . z Koniakowa, J . J .
z Istebnej: M a t e r i a ł y terenowe K E S U J .
N a podstawie informacji J . J . z Istebnej. M a t e r i a ł y
terenowe K E S U J .
K . Miklaszewski, op. cit., s. 49; M . Bramer, op. cit.,
s. 167: „Arlekin w y r ó ż n i a się strojom bardziej obcisłym
i zszytym z r ó ż n o r o d n y c h k a w a ł k ó w , co pierwotnie miało
zapewne p o d k r e ś l a ć u b ó s t w o sługi i s k ą p s t w o jego pana,
a n a s t ę p n i e uległo stylizacji".
2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7
38

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

I ] . 11. Jeździec

z „ d z i a d ó w " , L a l i k i , pow. Żywiec.

Tot. St. Deptuszewski.

T

T

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.