http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1492.pdf

Media

Part of Tacy sami, ale inni. Potoczna interpretacja rzeczywistości pogranicza / ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42

extracted text
„Etnografia Polska", t. X L I I : 1998, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

PAWEŁ SCHMIDT
Katedra Etnologii Uniwersytetu Ł ó d z k i e g o

T A C Y SAMI, A L E I N N I .
POTOCZNA INTERPRETACJA RZECZYWISTOŚCI POGRANICZA

Żyjemy w dziwnym kraju, a raczej w kraju dziwnych ludzi. Na każdym
kroku można tu spotkać przejawy tak niezwykłej solidarności narodowej
(choćby w czasie ostatniej powodzi), jak też, o wiele częściej, swoistej seg­
regacji dyktowanej lokalnym szowinizmem. Wzajemny antagonizm miast,
a nawet osiedli i ulic w tych miastach, jest na tyle utrwalony w świadomości
przeciętnego Polaka, że ten może, mówiąc o jakiejkolwiek części kraju, stwier­
dzić z przekonaniem - „Tam nas nie lubią".
A jednak nas. Owo my, swoiste poczucie przynależności do jednej, w miarę
spójnej grupy narodowej, przejawia się głównie poprzez istnienie autostereotypu Polaka - z reguły człowieka gościnnego, patrioty, lecz jednocześnie upar­
tego i nad wyraz ambitnego („co, Polak nie potrafi?"). Poczucie wspólnoty
prowadzi nieraz do absurdalnych sytuacji faworyzowania cech powszechnie
uznanych ze negatywne, jeśli tylko są udziałem kogoś, kogo możemy w pew­
nym kontekście włączyć do grupy ludzi określanych pojęciem my. Spójrzmy:
informacja o zatrzymaniu pijanego grabarza, który szedł (!) mając we krwi
bodaj siedem promili alkoholu nie wywołuje zgorszenia czy oburzenia. Prze­
ciwnie - obok rozbawienia, pojawiają się sądy świadczące o niezwykłym
dokonaniu tego człowieka - „Jak on to zrobił? Gigant, geniusz!". Nic tylko
wystawić mu pomnik jako honorowemu przedstawicielowi narodu polskiego
w Księdze Rekordów Guinessa.
Ten przykład jest oczywiście żartobliwie przejaskrawiony, jednak w jakiś
sposób istniejący w naszej rzeczywistości. W pewnych wypadkach można się
spotkać z identyfikowaniem się z ludźmi powszechnie pogardzanymi, uważa­
nymi za „zakały społeczeństwa", co jest uzasadnione tylko jednym - zgodnoś­
cią z ogólnie podzielanym wizerunkiem własnym.
Pewne cechy wyróżniające danych ludzi i kształtujące ich obraz dostrzega­
my przede wszystkim u przedstawicieli innych nacji. Jeśli cechy te są podobne
i podobnie postrzegane, mówi się o zbieżnościach w „charakterze narodo­
wym" czy wręcz o „narodowych sympatiach". Rzecz w tym, że Polacy uloko­
wali te sympatie dość daleko - kraje śródziemnomorskie, Węgry, Francja.
Powszechnie podzielane zdanie o sąsiadach jest zdecydowanie negatywne,
często motywowane wydarzeniami historycznymi. Ale także odmiennością

162

PAWEŁ S C H M I D T

cech uznawanych za powszechne i przekładanych poprzez obowiązujący wo­
bec danego narodu stereotyp na pojedynczych jego przedstawicieli.
Wśród sąsiednich Polakom narodów szczególne miejsce zajmują Słowacy.
O ile pozostałe nacje postrzegane są wybitnie negatywnie (mimo dostrzegania
pewnych pozytywów, np. pracowitość i umiłowanie porządku u Niemców),
0 Słowakach nie krążą żadne opowieści, podania czy choćby anegdoty, co
mogłoby stworzyć powszechnie znany wizerunek tego narodu. W przeciwieństwie
do innych sąsiadów, Słowacy nie są ani dobrzy, ani źli. Oprócz tego, że są często
łączeni i myleni z Czechami, oprócz dostrzegania „śmieszności" ich języka,
oceniani są przez zdecydowaną większość Polaków tak, jak choćby mieszkańcy
Hondurasu - czyli w ogóle. Można to traktować jako „wyjątek potwierdzający
regułę" lub przykład na to, że niczego niemal nie można w badaniu relacji
społecznych generalizować, nakładając na owe badania ściśle określone i ustalone
teorie czy metody, mające „uporządkować" działania naukowe.
Chciałbym przedstawić tutaj sytuację pewnego pogranicza, jednak nie tyle
pod kątem świadomości tożsamości narodowej jego mieszkańców, lecz przez
pryzmat ich potocznej wiedzy o świecie, która przekłada się na ich tożsamość
lokalną i etniczną.
Od 1994 roku prowadzę badania na polskim Spiszu i Podhalu. Oba
regiony oddzielone są od siebie rzeką Białką, będącą ściśle określoną granicą
pomiędzy terenami zamieszkałymi przez Górali podhalańskich i Spiszaków.
To silnie zaznaczone rozgraniczenie samo nasuwa pomysł badania i opisywa­
nia obu grup wraz z relacjami zachodzącymi między nimi przy pomocy
kategorii ugruntowanych w antropologii, tj. swój - obcy oraz orbis interior
1 exterior. Zwłaszcza po wysłuchaniu opinii o sąsiadach, typu:
Spiszacy to nieludzie, o d m i e ń c y bez określonej n a r o d o w o ś c i . T a m gdzie przychylniejszy wiatr,
zależnie z której strony, tak oni chcą b y ć raz Polakami, raz S ł o w a k a m i [...] Zawiść do S p i s z a k ó w
dziedziczy się w genach. T a k o Spiszach m ó w i ł m ó j dziadek, moja matka i j a też. T o j u ż jest
1

tradycja ( A Z E A 6264) .

Powyższa wypowiedź zdaje się potwierdzać binarny schemat:
swój - to k t o ś znany, przez co bezpieczny, „ o s w o j o n y " , postrzegany pozytywnie;
obcy - nieznany, przez co niebezpieczny, inny, postrzegany i oceniany negatywnie (por. Stomma 1986).

Przy zastosowaniu tego modelu świata społecznego sytuacja wydaje się
prosta i jasno określona. Tłumaczy ewentualny antagonizm, „zawiść" dwóch
sąsiadujących ze sobą grup, nawet przekonanie o dziedziczności nastawienia,
postaw, poglądów o obcych, bo skoro oni rzeczywiście są obcy, a zatem
niebezpieczni itd... Jednak tłumaczenie to wydaje się nazbyt proste w zesta­
wieniu z otaczającą nas zawiłą rzeczywistością pełną cech i zjawisk nieokreś­
lonych lub przynajmniej określonych znacznie słabiej niż przedstawione wyżej
kategorie. L . Mróz zauważył, że
1

Archiwum Z a k ł a d u Etnografii U Ł , dalej: A Z E A .

T A C Y SAMI, A L E INNI

163

jest prawie niemożliwe, by jakakolwiek s p o ł e c z n o ś ć czy kultura tak prosto widziała różnicę
między s o b ą a wszystkim, co się poza n i ą znajduje, by nie czyniła różnicy m i ę d z y sąsiednią grupą
lub plemieniem - odmiennym wprawdzie jakimiś elementami, ale m a j ą c y m szereg cech w s p ó l n y c h
[...], a tymi którzy z gruntu są odmienni - kolorem skóry, religią, językiem, g o s p o d a r k ą , a w i ę c
czynnikami odgrywjącymi bardzo istotną rolę w określaniu własnej grupy ( M r ó z 1979, s. 158).

Wywód ten posłużył jego autorowi do wyszczególnienia wśród obcych innych,
mniejszych kategorii, nie wnikając jednak w istotę dualistycznego podziału,
zmieniając go tylko w nieco bardziej złożoną strukturę. Czy jednak porównując
dwie badane grupy jesteśmy jako badacze skazani na rozbijanie podzielanego
przez nie świata na dwie odrębne, przypisane im analogicznie części?
Celowo za teren badań wybrałem polski Spisz i Podhale. Mieszkańcy tych
dwóch regionów określają je, co prawda, jako dwie odrębne jednostki prze­
strzenne stanowiące terytoria dwóch grup, istniejące jednak jakby w większej
przestrzeni wspólnej dla obu społeczności, której to przestrzeni niektórzy
nadają miano góralszczyzny:
G ó r a l , to k t o ś , kto urodził się tutaj [pod Tatrami - P.S.]. W innych górach, to j u ż niegórale.
Po drugiej stronie Tatr mieszkają górale słowaccy. G ó r a l e mieszkają także n a Spiszu, Orawie
i Liptowie ( A Z E A 6258);
G ó r a l , to mieszkaniec gór. Niegórale, to cepry. Ale inny góral z Podhala, inny z B e s k i d ó w
( A Z E A 6279).

Pozostaje to w zgodzie z istniejącym w świadomości mieszkańca Podtatrza
modelem przestrzennym świata. W świecie tym własne terytorium, a więc takie,
które jest zamieszkane przez ludzi uznawanych za swoich, jest ograniczone nie
tylko do regionu (np. Podhala, Spiszą, Orawy) czy nawet wsi, ale także do
danego przysiółka, ulicy, osiedla. Częste są przypadki waśni, rywalizacji mło­
dzieży z dwóch części jednej miejscowości, np. między Bukowiną Dolną i K l i ­
nem (Podhale), między Wojtyczków Potokiem i Pawlikami (wieś Rzepiska na
Spiszu). Stąd przy rozpatrywaniu relacji międzygrupowych z uwzględnieniem
kategorii swój - obcy nie wystarczy chyba wyróżnienie kilku poziomów
obcości. Należałoby się zastanowić także czy swój oznacza swój w każdej sytuacji.
Tu dochodzimy do relacji pomiędzy przedstawieniem i opisem danego
zjawiska, a kontekstem, w jakim owo zjawisko jest sytuowane przez opisują­
cego je człowieka.
Rozpoczynając badania i wiedząc (na podstawie obserwacji dokonanych
podczas wielokrotnych wyjazdów „niebadawczych" na Podhale i Spisz) o wza­
jemnej niechęci przejawianej przez członków obu grup do siebie, starałem się
znaleźć „obiektywne" czynniki, które służą samookreśleniu się Spiszaków
i Górali podhalańskich oraz podkreśleniu przez nich odrębności względem siebie.
Ta sama religia i stosunek do niej, te same podstawy gospodarcze (identyczny
sposób uprawy ziemi i hodowli, mocna pozycja turystyki w budżecie prawie
każdego gospodarstwa, podejmowanie takich samych zajęć pozarolniczych i na
tę samą skalę) nie sprzyjały ich wyróżnieniu. Rozmówcy mówiąc o różnicach
między badanymi grupami podkreślali odmienności w stroju i gwarze. Jednak
te dwa kryteria również okazały się zawodne, a przynajmniej niewystarczające

164

PAWEŁ S C H M I D T

dla wykazania „obiektywnych różnic" warunkujących poczucie odrębności
i tożsamości etnicznej. Strój ludowy, tak na Spiszu, jak na Podhalu, jest (lub
w przypadku Spiszą, był) silnie zróżnicowany pomiędzy poszczególnymi wsiami,
co zresztą uniemożliwiło opracowanie monografii stroju podhalańskiego dla
potrzeb Atlasu Polskich Strojów Ludowych. Omówienie zaś w tym wydawnictwie
stroju spiskiego (Starek 1954) wykazuje istnienie trzech podstawowych jego
odmian, z których każda dzieli się na podtypy - otrzymujemy więc ilość
odmian ubioru niemal równą ilości wsi w tym regionie. Jeśli chodzi o gwarę,
różnice w mowie Podhalan i Spiszaków nie są aż tak wielkie, by uniemożliwiały
wzajemne zrozumienie się. Oba dialekty należą zresztą do tej samej grupy
gwar góralskich polskich (Sowa 1990). Można więc stwierdzić, że nie istnieją
żadne obiektywne - a więc możliwe do wyróżnienia także z zewnątrz - kryteria
podziału mieszkańców tej części Podtatrza na Spiszaków i Podhalan oprócz
historycznych różnic w osadnictwie obu regionów ( X I I I - X V I I w.).
Mimo to:
Spisok to Spisok, a nie G ó r o ] ( A Z E A 6278);
Po drugiej stronie Białki to farbowani G ó r a l e , mieszani, nieprawdziwi. Bo prawdziwi
G ó r a l e to tylko u nas, n a Podhalu mieszkają ( A Z E A 6273);
G ó r a l niekoniecznie musi u r o d z i ć się w górach. Wystarczy, że w nich mieszka. Ale Spisza­
kiem jest ten, który się tu urodził i w y c h o w a ł ( A Z E A 6288);
Ja nie czuję potrzeby nazywania się G ó r a l e m . Jestem Słowak, ale określiłbym się Spiszakiem
( A Z E A 6290).

W tych i wielu innych wypowiedziach widać wyraźne rozgraniczenie, na­
wet opozycję terminów Góral i Spiszak. Istnieje ona jednak jedynie w kon­
tekście szczegółowego określenia etnicznego. Tu Góral nie oznacza już miesz­
kańca „góralszczyzny", lecz konkretnego, wybranego spośród ogółu człowie­
ka, uznającego siebie i uznawanego przez innych za Podhalanina.
W innych kontekstach Spiszak może być swój dla mieszkańca Podhala
i odwrotnie - w czasie pielgrzymki na Jasną Górę, w pracy w PKS czy GS,
wreszcie gdy rozmowa dotyczy problemów związanych z gospodarką rolną
w południowej Polsce czy braku letników w sezonie. Ów swój jest wtedy
znajomym z pielgrzymki, kolegą z pracy, przedstawicielem tej samej grupy
zawodowej. Nawet w kontekście etniczności ten konkretny człowiek nie jest
sprowadzany do jednego mianownika z resztą członków własnej grupy, którzy
w tym konkretnym kontekście są obcy .Wielość poziomów identyfikacji wpły­
wających na tożsamość jednostki w grupie, jak też całych grup, komplikuje
budowę świata społecznego do tego stopnia, że możemy mówić co najwyżej
o swojskości w pewnym, jasno określonym kontekście czy sytuacji. Klasyczne
ujęcie kategorii swój-obcy należy zaś chyba odnieść tylko i wyłącznie do grup
o znacznie niższym poziomie dystrybucji wiedzy niż w społeczeństwie współ­
czesnym. Takich, w których członek danej grupy
był tym, czym b y ł - jednym ze swojego ludu [...] Był tym, kim był - nie podlegającą wyobcowaniu
j e d n o s t k ą , bezpiecznie ukrytą i p o d t r z y m y w a n ą przy życiu w kokonie zwyczajów od urodzenia, a ż
do śmierci (Mead 1978, s. 3-4).

T A C Y SAMI, A L E INNI

165

Jednak w takim wypadku badanie tożsamości czy problemów identyfikacji
mija się z celem, gdyż w tego typu grupach problem ten nie istniał - wobec
braku grup odniesienia, braku jakiejkolwiek alternatywy. W kontekście etniczności samookreślenie się jednostki jako członka danej grupy polega tylko
i wyłącznie na przeświadczeniu, że ona nim jest. Podzielane przez wszystkich
członków grupy przekonanie typu: „jestem Spiszakiem", „on jest Spiszakiem"
nie wymaga z reguły specjalnego tłumaczenia czy „uprawomacniania" na
mocy ustalonych tradycją praw i norm. Jest jednym ze składników wiedzy
inter subiektywnej, wspólnej dla ogółu społeczności, przyjmowane jest jako
oczywiste. Według J.C. Turnera
kategoria c z ł o n k o s t w a jest warunkiem koniecznym i wystarczającym, by p o w s t a ł a grupa (za:
Bikont 1986, s. 770).

Dopiero po ustaleniu „kto jest k i m " , swoim czy nie, następuje proces
interpretacji tego faktu - dopasowywanie go do ogólnie podzielanego modelu
świata społecznego czy to w celu utwierdzenia się w tym przekonaniu, czy też
dla wytłumaczenia sobie samemu podobieństw, różnic, zasadności identyfika­
cji. Podobieństwo z sytuacją przedstawioną przez M . Mead jest tylko pozorne.
Tam oczywistość bycia jednym z nas wynikała z izolacji świadomościowej.
Tutaj, z ogólnie panującego domniemania, że
świat jest taki sam dla wszystkich oraz, że w stosunku do wszystkich przejawia te same właści­
wości (Turner 1985, s. 474).

To domniemanie zaś pozwala członkom grupy
z a a n g a ż o w a ć się w proces typifikacji. D z i ę k i niej jednostki m o g ą efektywnie u s t o s u n k o w a ć się do
otaczającego je świata, albowiem nie są zmuszane do analizowania k a ż d e g o niuansu i konkretnej
ich sytuacji. Ponadto typifikacja ułatwia wejście w świat, daje bowiem m o ż l i w o ś ć traktowania
innych j a k o typowe obiekty danego rodzaju (Turner 1985, s. 475).

Jeśli więc ktoś zostanie uznany za typowego członka grupy i sam podziela owo
przekonanie, trudno byłoby zmienić ów stan rzeczy, podając argumenty choćby
najbardziej obiektywne i przekonujące. Tym bardziej, że przekonanie o człon­
kostwie w grupie warunkuje „wyznawanie" tego samego stylu życia, tych samych
norm, nakazów, zachowań. Takie upodobnienie się członków grupy do siebie
w sytuacji, gdy występują oni jako reprezentanci danej społeczności czy etnosu nie
jest spowodowane „myśleniem grupowym", gdyż takowe nie istnieje. Grupa
składa się z wielu jednostek, które mając prawo do indywidualnego rozumowania
skłaniają się jednak do podzielania systemu myślenia, zachowań, działań
reprezentowanych przez daną społeczność czy raczej przez większość jej człon­
ków. W grupie funkcjonującej na poziomie tożsamości społecznej
jej c z ł o n k o w i e w y k a z u j ą mniejszą rozpiętość z a c h o w a ń , n i ż by na to wskazywały indywidualne
różnice m i ę d z y nimi (Bikont 1986, s. 774).

Proces interpretacji, uświadamiania sobie własnej tożsamości, jak też
utrwalania się i uświadamiania tożsamości zbiorowej, polega na wykrywaniu,

166

PAWEŁ S C H M I D T

postrzeganiu podobieństw między ludźmi uznanymi za swoich oraz, i chyba
bardziej, na odnajdywaniu i postrzeganiu różnic między nimi, a innymi - zna­
nymi obcymi. Wyobrażenie o tym, że oni mieszkają w tym samym świecie,
podzielają i ulegają tej samej rzeczywistości, co my, prowadzi do nasilenia się
poczucia odrębności. Tłumaczenie zaobserwowanych zjawisk kryteriami włas­
nego świata, własnej kultury, a więc przekładanie pewnego modelu rzeczy­
wistości zbudowanego z typowych elementów na ogół rzeczywistości, powo­
duje niezrozumienie czy może mylną interpretację działań członków sąsiedniej
społeczności. Wywołuje przekonanie o tym, że oni naprawdę są inni, nawet
mimo pozornego podobieństwa, skoro w danej sytuacji zachowują się inaczej
niż my. Ta odmienność nie jest jednak spowodowana tylko innym sposobem
ubierania się, odmienną mową czy innymi „obiektywnymi" różnicami. Jej
sednem jest właśnie inna interpretacja tej samej (w przekonaniu obserwato­
rów) rzeczywistości, tłumaczonej potoczną wiedzą o sąsiadach, ale i o sobie
samym. Z sytuacją taką spotykamy się najczęściej na terenie pogranicza, gdzie
częstotliwość kontaktów międzygrupowych, częstsze i bardziej wyraziste peł­
nienie przez jednostki ról reprezentantów grupy, sprzyja postrzeganiu zjawisk
odmiennych od znanych, własnych, swoich.
N a Spiszu, to p ó l mszy po polsku, p ó ł po słowacku - to jak to wszystko zrozumieć? ( A Z E A 6265).

Różnica pomiędzy językami - polskim i słowackim - nie jest oczywiście tak
wielka, by mogła spowodować kłopoty ze zrozumieniem tekstu, wypowiedzi,
a tym bardziej liturgii, która jest taka sama zarówno w kościele polskim, jak
i słowackim. „To wszystko", czego nie można zrozumieć oznacza tu raczej całość
sytuacji, w pewnym sensie niepojmowalnej dla Górala podhalańskiego - członka
grupy jednolitej etnicznie, językowo i narodowo. Dwunarodowość społeczności
mieszkającej w jednej wsi czy choćby regionie, uważającej się za spójną grupę
(i postrzeganej tak przez Podhalan), nie istnieje w góralskim (podhalańskim)
modelu świata społecznego, a przynajmniej silnie się z nim kłóci. Góral, to
człowiek przekonany o swej wartości, potomek ludzi, którymi była zafascynowa­
na cała elita kulturalna i intelektualna Polski przełomu X I X i X X wieku. Skoro
ówcześni Górale byli stawiani za wzór, ich kultura i gwara miała być rzekomo
ostoją, skansenem „prawdziwej" kultury polskiej, występowanie w ich kraju
i utożsamianie się z innymi wartościami, z wartościami innej kultury wydaje się
uderzać w góralską godność, jest dla nich uwłaczające. Góral jako symbol
polskości i wolności w nieistniejącym na skutek zaborów kraju przetrwał
właściwie do dziś w świadomości samych Górali. Stąd czują się oni poniekąd
nadal bastionem mającym chronić czystości kultury polskiej przed obcymi
wpływami, a nawet źle w ich mniemaniu pojętą nowoczesnością.
No, j a k my by z Bronkiem flaske wypili, to my by jescy zaśpiywali! Ino nie tak, jak piscy ta małpa, ta
z tego, jak mu tam, „Krywań". K r y w a ń to przecie... Bo to Polska przyjmuje nazwę Giewont, abo co
insego. K r y w a ń [...] to słowacka góra. T o tak te cymbały po tych zespołach nazwy jakieś, sam nie wie
o co chodzi, nie wie - jakieś sobie nazwy wymyśla i pieje jak ta Górniak. Była fajno na pocatku, teroz
sie wygina jak glizdo jakaś, jakieś cupiradło francowate takie ( A Z E A 6894).

T A C Y SAMI, A L E INNI

167

W świadomości Górala poczucie wartości, wyższości własnej osoby, grupy
i kultury jest czymś naturalnym. Oczywistym tak samo jak jego tożsamość,
może nawet jest jednym z silniej widocznych jej przejawów. I podobnie jak
w przypadku samookreślenia się jest ono wtórnie interpretowane w celu
„uprawomocnienia", nadania mu znaczenia niezaprzeczalnego faktu.
G ó r a l e , to p o c h o d z ą od szlachty [...] Nasz papież jest z gór. N o i my dobre ludzie jesteśmy
( A Z E A 6887).

Odnoszenie się do innych z lekceważeniem, określane przez Górali jako
hardość, twardość, jest oceniane przez nich jak najbardziej pozytywnie. Wy­
śmiewane jest natomiast przez Spiszaków, którzy przeciwstawiają temu własny
„charakter", żyjąc wedle swego mniemania „spokojniej":
M y tu żyjemy powolutku, po cichutku, jak u Pana Boga za piecem ( A Z E A 6289).

Ów spokój, częste podkreślanie faktu życia na prowincji - nie spotkałem
się (w przeciwieństwie do Podhala) z centralnym, nadrzędnym sytuowaniem
własnego regionu i kultury przez Spiszaków - przejawia się w pewnych sytuac­
jach u tutejszej ludności brakiem jakiejkolwiek aktywności wobec wydarzeń
historycznych, politycznych, „godzeniem się" z koleją losu, naturalnym sta­
nem rzeczy. Cecha ta, interpretowana u sąsiednich Górali jako „niechciejstwo" czy wręcz tchórzostwo, jest przez Spiszaków motywowana (analogicznie
do hardości, zadziorności Podhalan), „uprawomamiana". Nadaje się jej zna­
czenie „charakteru społecznego" czy cechy wyróżniającej i oczywiście pozy­
tywnej, nawet pożytecznej:
Podczas I I wojny światowej Spisz należał do Słowacji, a granica [...] przebiegała w z d ł u ż Białki [...]
Podhalanie nie rozumieli naszej sytuacji [niestawiania czynnego oporu hitlerowcom - P.S.].
U w a ż a l i , że trzymamy sztamę z okupantem i czerpiemy z tego jakieś korzyści. W y s t ę p o w a l i oni
zbrojnie przeciw Niemcom, jak to G ó r a l e [...] Natomiast Spiszacy nie przeciwstawiali się i dlatego
ocalili swe życie ( A Z E A 6338).

Lata 1939-1948, a więc okres wojny i pierwsze lata powojenne, pełnią
dosyć istotną rolę w postrzeganiu i interpretowaniu rzeczywistości społeczno-kulturowej u reprezentantów omawianych grup. Wydarzenia, które miały
miejsce w tym czasie są często podstawą interpretacji postrzeżonych zachowań
i cech sąsiadów, a także własnego nastawienia wobec nich. Wywoływanie
historycznych zdarzeń służy tłumaczeniu wzajemnej niechęci, odnoszącej się
jednak do całości grupy jako zespołu typowych jej reprezentantów, nie zaś do
konkretnych, znanych osób, które są często znajomymi, krewnymi - postrze­
ganymi więc w kontekście prywatnych relacji interpersonalnych, a nie przyna­
leżności grupowej czy etnicznej. Wyraźne oddzielenie dwóch aspektów po­
strzegania tych samych, bądź co bądź, osób widać w porównaniu wypowiedzi
informatów starszych i młodzieży:
M y mieszkali z tej strony Białki, no to jak j a dziecko urodziła, to w nocy przyszli i nawet strzyloł jeden
do mnie. W y b i ł szybę w okni i strzyloł, a j a była pierwszy dzień po porodzie. D o s t a ł a m szoku, nie
wiedziała, co się stało, co oni zrobili. D o s t a ł a m silnego krwotoku. T o cud, że w y z d r o w i a ł a m .

168

PAWEŁ S C H M I D T

T o nie b y ł jedyny taki wypadek. Trzy razy u nas byli, ale na szczęście nikt z rodziny nie zginął.
Zabierali nam konie, świnie, owce, a my musieli stać i n a to patrzeć. I byli tacy, co byli nawet
znajomi, ale nic nie m o g l i ś m y im zrobić. Teraz w i ę k s z o ś ć z nich uciekła do Ameryki. Obecnie nie
m a ich w Polsce ( A Z E A 6337);
N a n a s z ą zagrodę kilkakrotnie napadali ci zbóje i zachowywali się bezwzględnie wobec nas, nie
zważając nawet na to, że przed wojną byli z nami zaprzyjaźnieni. Pewnego popołudnia, w 1943 roku,
siedziałem z ż o n ą w domu [...] Nagle zaczęły ujadać psy i przez okno zobaczyłem jak bandyci grasują
po naszym p o d w ó r k u . Z d ą ż y ł e m tylko złapać dziecko na ręce i uciec w las. Ż o n a została... Bandyci
wybili szybę w oknie i zaczęli strzelać. N a szczęście ż o n a zagrzebała się cała w pierzynę, tak iż
wyglądało, że nikogo nie m a w domu [...] T o cud, że przeżyła do dziś. [...] Sam kiedyś widziałem tego
bandziora, który n a p a d ł n a m ó j dom i żonę, i jedynymi słowami jakie do niego wyrzekłem b y ł o
pytanie, czy m a jeszcze w domu ten karabin, z którego strzelał do mojej żony, po czym odszedłem,
nie czekając n a o d p o w i e d ź ( A Z E A 6338).

Młodzież, tak spiska, jak i podhalańska, nie postrzega się nawzajem przez
pryzmat wydarzeń z okresu wojny. Młodzi Spiszacy i Podhalanie są dla siebie
bardziej mieszkańcami dwóch różnych wsi, czasem regionów, niż reprezentan­
tami grup pozostających w konflikcie:
Ś m i e s z n e jest nazywanie mnie Spiszakiem, a Podhalanina Podhalaninem. Nie ma p o d z i a ł ó w ,
granic. Jestem obywatelem polskim ( A Z E A 6286).

Ludzie młodzi, tj. uczniowie, osoby zaraz po ukończeniu szkoły, są dla
siebie przede wszystkim kolegami, znajomymi, nieraz nawet krewnymi. Od­
czuwanie relacji prywatnych między tymi ludźmi powoduje zacieranie ostrych
podziałów i granic. Ważniejsza w tym przypadku jest ich tożsamość społeczna,
nawet osobista tożsamość jednostki (dostrzeganie u siebie i innych cech indy­
widualnych), niż przynależność etniczna.
Wróćmy jednak do konfliktu z czasów wojny. Dlaczego wydarzenia te nie
były przyczyną jedynie prywatnych konfliktów między rodzinami (z takimi
przykładami można spotkać się do dzisiaj, zwłaszcza na Podhalu), a zostały
przełożone na ogół społeczności, skoro ludzie uwikłani w konflikt po obu
stronach z reguły dobrze się znali, a przynajmniej rozpoznawali się nawzajem?
Przypomnijmy: ludzie żyją w przekonaniu, że świat jest taki sam dla wszyst­
kich. Odmienne odnoszenie się do niego, postrzeganie go, nie zmienia tego
domniemania. Powoduje jedynie odmienny sposób postrzegania innych, nie
zaś ich świata, który jest tym samym otoczeniem, co nasze. Nawet ci inni
mogą być podobni, tylko myślą inaczej, skoro w tych samych warunkach
działają inaczej niż my. Postrzeganie różnic w działaniach prowadzi więc do
powstania poczucia odmienności, odrębności wobec grupy sąsiedniej czy jakiej­
kolwiek grupy odniesienia. Interpretacja działań innych, obcych, zachodzi zaś
bardziej pod wpływem prób zrozumienia racjonalności tych działań, niż symbo­
licznego postrzegania i rozumowania:
T a w r o g o ś ć taka była, bo m y ś m y byli pod Słowacją, no to tu nie było wojny, a w Polsce była. N o to
tam b y ł a bieda, a tu był s p o k ó j . T u jedzenie b y ł o , normalnie m o ż n a b y ł o żyć. Ludzie handlowali
m i ę d z y sobą, a ci którzy zazdrościli drugim przechodzili przez w o d ę i napadali. Konie zabrali,
c z ł o w i e k a zbili i rzucili byle gdzie. Odwetu ż a d n e g o nie b y ł o , bo była taka sprawa, że oni tam mieli
broń, bo tam wojna była, a tu nie było. Z widłami nie m o ż n a było przecież wyskoczyć ( A Z E A 6289).

T A C Y SAMI, A L E INNI

169

Jednak zbrojnych wypadów Podhalan na wsie spiskie nie można tłumaczyć
jedynie różnicami majątkowymi czy okazją - posiadaniem broni. Może więc
wychowanie w cieniu legend i podań o „zbójnikach równających świat"? Na
Podhalu dawni zbójnicy do tej pory otaczani są szacunkiem, w przeciwieńst­
wie do Spiszą, gdzie hruba gazdówka liczyła się o wiele bardziej niż chodzenie
za bucki. Poszukajmy jednak gdzie indziej.
W piekarni w Bukowinie pracuje kobieta z Jurgowa. Kierownik się nieraz z niej n a ś m i e w a . Nabija
się, że j a k wjeżdżali Niemcy, to Jurgowianie ich kwiatami witali ( A Z E A 6269);
W czasie wojny p o z o s t a w a l i ś m y w konflikcie. Z a Niemca Spiszacy pogrzebali orła b i a ł e g o na
Czarnej G ó r z e . Spiszacy trzymali z Niemcami ( A Z E A 6263).

Może więc urażone uczucia patriotyczne? Poniekąd tak. Zastanówmy się
- kim jest Góral. Górale podhalańscy podkreślają na każdym niemal kroku
swoją polskość. Traktują Polaków jako naród lepszy od innych, męski, twar­
dy, buńczuczny. Cechy typowe Polaków są więc zgodne z wyróżnikami góralskości, z autostereotypem „prawdziwego Górala". Po dziewiętnastowiecznej
góralofilii przejawianej przez elitę kulturalną Polski, a ostatnio po pontyfikacji
Papieża-Górala, przepojeni poczuciem własnej wyższości Górale stali się wybra­
nymi spośród wybranych. W czasie wojny solidaryzowali się z całym walczącym
z okupantem narodem. Oprócz walki z hitlerowcami, znaleźli wroga polskości
całkiem blisko, na Spiszu, traktując tamtejszą ludność tak jak volksdeutsch'y.
Administracyjna i polityczna granica pomiędzy Generalną Gubernią (Podhale)
i faszystowską Republiką Słowacji (Spisz) nie podzieliła wspólnej rzeczywistości
Spiszaków i Podhalan na dwa odmienne światy. Umożliwiła tylko wyłączenie
tych pierwszych, nie stawiających czynnego oporu przeciw okupantom, poza
margines polskości i góralskości, co mogło pociągnąć za sobą uprawomocnione
w ten sposób, opisane wcześniej działania:
Spiszacy, to tchórze, a nasz Góral, to twardy Góral. Oni w czasie wojny skumali się z Niemcami. M y
nigdy b y ś m y tak nie zrobili. Korzyść korzyścią, ale patriotami Podhalanie zawsze byli ( A Z E A 6264).

Uznanie pewnych działań zachodzących w ściśle określonej sytuacji za
typowe dla danej społeczności może powodować wzajemną niechęć, wrogość
i jej nasilanie się. Nieistotne w tym momencie jest to, czy sytuacja, w której
dane działanie miało miejsce była również typowa dla wzajemnych kontaktów.
Nawet wyjątkowość sytuacji, w tym przypadku wojny, przyspiesza tworzenie
stereotypów. Wizerunek grupy sąsiedniej powstaje w sytuacji ekstremalnej na
zasadzie postrzeżenia choćby jednego działania. W życiu codziennym także
często oceniamy ludzi na podstawie jednostkowych zachowań. Choćby powie­
dzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie", również odnosi się do
powstawania wizerunku danej osoby w sytuacji ekstremalnej, nie zachodzącej
na co dzień, nietypowej.
Takie „pobieżne" kreowanie wizerunków innych, zwłaszcza obcych, prowa­
dzi do powstania w modelu rzeczywistości społeczno-kulturowej konstruktów,
które pozornie wydają się być uproszczeniami czy uogólnieniami pewnych
elementów tego modelu:

170

PAWEŁ S C H M I D T

T u my Spiszaków nazywamy Słowakami. T o tak jak Litwa i Ł o t w a - dla nas Ruscy ( A Z E A 6272).

O ile jednak przekładanie nazwy Ruscy na inne narodowości można jeszcze
„na siłę" tłumaczyć niewiedzą czy właśnie uproszczeniem modelu rzeczywistości
w świadomości przeciętnego Polaka, to trudno odnieść takie działanie do sytuaq'i
pogranicza, gdzie wzajemna bliskość i częstotliwość kontaktów wyklucza niezna­
jomość samookreślenia się sąsiadów. Tutaj celem tego działania jest dyskredytac­
ja obcej grupy, podkreślenie własnej odmienności, odrębności, uwydatnienie
identyfikacji z większą grupą, w tym przypadku narodem polskim:
Przyjeżdżają tu Polacy z Polski centralnej, to dla nich jest normalne, że są tu Polacy i S ł o w a c y .
A dla tych P o l a k ó w [Podhalan - P.S.], którzy całe życie zwalczają i będą zwalczać S ł o w a k ó w
tutaj, na Spiszu, to oni zawsze c o ś w y m y ś l ą ( A Z E A 6290).

Oczywiście można całą tę sytuację omówić i zinterpretować przy zastoso­
waniu opozycji swój - obcy. W rzeczywistości pogranicza wyraźniej, niż na
obszarach o jednolitej lub przynajmniej podobnej świadomości etnicznej ich
mieszkańców, zarysowują się ostre podziały, podkreślane są różnice - te
„prawdziwe" (obiektywne) i istniejące tylko w celu odróżnienia się od innych,
tłumaczenia otaczającego świata i zachodzących w nim zjawisk. Jednak chyba
nie tylko w przypadku badań czy choćby obserwacji omówionego tu po­
granicza nasuwają się pewne wątpliwości. Świat społeczny, zwłaszcza współ­
czesna rzeczywistość, jest bowiem bardziej złożony niż binarny model oparty
na ściśle określonych kategoriach swojskości i obcości.
W polskiej antropologii skupiono się na badaniu kultury wsi polskiej.
Wprowadzając różne metody badań i interpretaq'i zapomniano jakby, że kultura
ta nie pozostaje tą samą, odizolowaną strukturą zbudowaną z jasno określonych
elementów, posiadających jedno jedyne znaczenie zrozumiałe przez wszystkich.
Z kolei współcześni reprezentanci kultury wsi polskiej częściej jawią się jako
uczestnicy kultury masowej, integrującej mniejsze grupy w jeden, w miarę spójny,
homogeniczny organizm. Ludzie ci nie ograniczają już pojęcia swojego świata, jak
też świata w ogóle, do dobrze znanej, „bezpiecznej" i „oswojonej" przestrzeni.
Wraz z poszerzeniem się wiedzy o świecie i , co za tym idzie, samego świata,
w społeczeństwie współczesnym świat ten z prostej struktury czystych znaczeń
i kategorii zmienił się w skomplikowany zespół różnych obszarów rzeczywistości,
powiązanych ze sobą, często zachodzących i nakładających się na siebie. Całość
tej rzeczywistości jest z reguły trudna do pojęcia, niezrozumiała współczesnemu
człowiekowi. Jak pisze Ferdinand Fellmann:
Dwudziestowieczny relatywizm p o g r ą ż a J a w a n o n i m o w o ś c i struktur. R o s n ą c a matematyzacja
nauk przyrodniczych i społecznych s p o w o d o w a ł a , że jednostka czuje się j u ż tylko oczkiem w sieci,
której w z ó r pozostaje dla niej niezrozumiały. Pojęcie świata traci tym samym swoją p o z y t y w n ą
w y m o w ę . Świat, niegdyś kwintesencja teologicznego ładu, administrowanego przez Boga, redu­
kuje się do „ ś w i a t a odniesień" wtórnych s y s t e m ó w (Fellmann 1993, s. 48-49).

Z owej nadmiernie skomplikowanej i rozbudowanej rzeczywistości każdy
człowiek wybiera te jej wycinki, na podstawie których stara się odnaleźć

171

T A C Y SAMI, A L E INNI

lub nawet ukonstytuować sens otaczającego go świata. W ten sposób wnika
w labirynt kontekstualności zjawisk, które z reguły nie posiadają jednego,
wspólnego dla wszystkich odbiorców w każdym czasie i w każdej sytuacji
znaczenia.
Nasza wiedza o świecie, tak potoczna, jak i naukowa, zawiera konstrukty, to znaczy zbiory
abstrakcji, generalizacji, formalizacji, idealizacji specyficznych dla p o s z c z e g ó l n y c h p o z i o m ó w or­
ganizacji myślenia. Ściśle m ó w i ą c , nie istnieją nagie fakty. Wszystkie fakty są zawsze j u ż faktami
wyselekcjonowanymi z kontekstu wszechświata przez a k t y w n o ś ć naszego u m y s ł u . F a k t y są zatem
zawsze zinterpretowanymi faktami albo ujmowanymi za p o m o c ą sztucznej abstrakcji w ode­
rwaniu od kontekstu, albo r o z w a ż a n y m i w ich w ł a ś c i w y m kontekście [...] Nie znaczy to jednak,
że w życiu codziennym czy w nauce nie jesteśmy w stanie ująć rzeczywistości świata. Znaczy to po
prostu, że ujmujemy tylko pewne jego aspekty, te mianowicie, które są dla nas w a ż n e albo ze
względu na nasze codzienne sprawy, albo z punktu widzenia zespołu akceptowanych reguł
proceduralnych, zwanych m e t o d ą n a u k o w ą (Schiitz 1984, s. 139-140).

Dlatego nie można generalizować postaw czy nastawień współczesnego
Polaka wobec sąsiednich nacji. Dlatego też, wspomniany na wstępie pijany
grabarz może być, w zależności od potrzeby, a nawet nastroju obserwa­
tora, postrzegany raz negatywnie, raz pozytywnie. Dlatego także różne może
być rozumienie tak ściśle przecież, wydawałoby się, określonych kategorii
swojskości i obcości.

LITERATURA
B i k o n t A.
1986

Tożsamość

społeczna

w świetle

prac H. Tajfela i J.C. Turnera, „Przegląd psycho­

logiczny", t. 29, nr 3, s. 769-783.
Fellmann F.
1993

Świat

przeżywany

i świat

duchowy. Feomenologiczne pojęcie

teoria kultury, [w:] Świat przeżywany.

a

protestancka

Fenomenologia i nauki społeczne,

świata

Warszawa,

s. 48-102.
Mead M.
1978

Kultura i tożsamość.

Studium dystansu międzypokoleniowego,

Warszawa.

Mróz L.
1979

Świadomościowe

wyznaczniki dystansu etnicznego, „Etnografia Polska", t. 23, z. 2,

s. 157-168.
Schiitz A.
1984

Potoczna

i naukowa interpretacja

scientystyczne

ludzkiego działania,

tendencje w socjologii współczesnej,

Sowa F.
1990

System fonologiczny polskich gwar spiskich, W r o c ł a w .

Starek E.
1954

Strój spiski, P o z n a ń .

Stomma L.
1986
Antropologia

kultury wsi polskiej XIX w. Warszawa.

T u r n e r J.
1985

Struktura teorii socjologicznej,

Warszawa.

[w:] Kryzys

i schizma.

Warszawa, s. 137--192.

Anty-

172

PAWEŁ S C H M I D T

PAWEŁ S C H M I D T
THE SAME B U T DIFFERENT. 'COMMMON SENSE INTERPRETATION'
OF T H E SOCIAL R E A L I T Y OF ETHNIC B O R D E R L A N D
Summary
T h e text published here was the author's paper read at the 19'* General Meeting of the Polish
th

Sociological Society Sept. 22

1997 in Katowice. The author presents the problems of the ethnic

borderland or rather the interpretation of particular concepts concerning it. ("difference", "familiar­
ity", "strangeness") in the perspective of the "common knowledge" peculiar to its inhabitants. H e
emphasizes the plurality and diversity of problems in order to point to the usefulness of social
phenomenology (i.e. sociology of knowledge) in anthropological studies.
T h e author stresses the role of "justification" of social phenomena by their interpretation
in terms of shared constructs of common knowledge. O n the ethnic borderland experience of
difference belongs to the basic components of people's everyday life and thus common knowledge
becomes an essential instrument of interpretation of the behaviour both of one's own people and
'the others'.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.