http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5960.pdf
Media
Part of Leiris.Zarys/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4
- extracted text
-
DARIUSZ CZAJA
1.
Michel Leiris - a kto to taki?
Po jego śmierci w 1990 roku prasa francuska pisa
ła: „świadek XX wieku”, autor „dzieła magicznego
i osobnego”, „wielkość zapoznana”. Pośród tych, na
których wpłynął, wymienia się nazwiska z najwyższej
półki: Michel Butor, Marc Augé, Georges Balandier,
Claude Lévi-Strauss... Pisarz, etnolog, krytyk sztuki.
Takie określenia znaleźć można w zwyczajowych no
tach encyklopedycznych. Za sucho, za grzecznie. Dla
pełniejszej jego charakterystyki trzeba by je nieco roz
winąć. Bo Leiris to postać o wielu obliczach. Przy tym
daleko wychodząca poza zbiór konwencjonalnych for
muł. Autor tomików poetyckich i skrupulatny diarysta. Wierzący surrealista, wykrzykujący bluźniercze
formuły i wykładowca nieformalnego College de So
ciologie. Podróżnik mimo woli, sekretarz-archiwista
Misji Dakar-Dżibuti. Badacz sekretnego języka Dogonów i kultów opętania. Bywalec burdeli. Miłośnik
pięknych (i nie tylko) kobiet i praktykujący homosek
sualista. Obsesjonat i onirograf. Entuzjasta muzyki jaz
zowej i wielbiciel opery. Żarliwy aficionado. Przyjaciel
muzyków i malarzy. Znawca sztuki współczesnej, czu
ły i wnikliwy jej komentator. Wielbiciel gier słownych
i oryginalny leksykograf. A i tak przedstawiona tu lista
jego zatrudnień i fascynacji nie jest pełna...
Leiris znany jest u nas i nieznany. Z naciskiem na
to drugie. Jeśli miarą wiedzy o obcojęzycznym autorze
jest liczba przekładów jego prac (a gdy chodzi o Leirisa naprawdę licznych i tematycznie różnorodnych), to
bez dwóch zdań, w tej materii znajdujemy się w strefie
stanów niskich, bardzo niskich. W paleoepoce realne
go socjalizmu i maszyny do pisania wydano ważny co
prawda Wiek męski, ale książka przeszła raczej bez echa
i na lata utonęła w humanistycznym stawie. Z całą
pewnością nie została zauważona przez etnologów,
w każdym razie nic nie wiadomo, by ktoś się na tę
książkę maniakalnie powoływał, by korzystał z niej
w swoich pracach, intensywnie ją cytował. W posłowiu Błońskiego, Leiris występuje zresztą wyłącznie ja
ko pisarz i autor dziennika intymnego; o etnologicz
nych koneksjach autora ani słowa. Był rok 1972.
Trudno nawet się dziwić: scjentyficznie zorientowana
etnografia polska pogrążona była wówczas w rejestra
cji, opisie i klasyfikacjach artefaktów z zakresu głów
nie rodzimej kultury ludowej. A z tej perspektywy wi
dziany Leiris - ze swoimi afrykańskimi uwikłaniami,
ostentacyjnie ekshibicjonistyczny, pogrążony w obse
sjach - musiał jawić się jako postać zgoła surrealna.
Nie było żadnej potrzeby, by powoływać się na ekscen
trycznego, wpatrzonego we własny pępek pisarza. Pi
sarz, jak sama nazwa wskazuje, ma pisać, a naukowiec
uprawiać naukę. Tak jest i tak powinno być. I nie ma
co mylić pojęć.
W roku 1999 wydano u nas Lustro tauromachii, ko
lejną książkę Leirisa. Od wydania pierwszej minęło
Leiris. Zarys
ćwierćwiecze z okładem. Świat obrócił się kilka razy,
komunizm zniknął, maszyny do pisania zastąpiły kom
putery, antropologia polska poszerzyła wydatnie spek
trum swoich zainteresowań. I co? I nic. I znowu głucho
o książce Leirisa, choć mowa o pracy przecież ze
wszech miar klasycznej. W dodatku - poruszającej,
dyskusyjnej, interpretacyjnie ryzykownej, a więc takiej,
która mogłaby spolaryzować głosy czytelników. Można
co prawda pojąć, że krwawe przygody byków i toreadorów niekoniecznie musiały przejąć wszystkich (zwłasz
cza co wrażliwszych) antropologów. Idzie mi jednak
o to, że - biorąc na chwilę w nawias etyczne implikacji
Michel Leiris. Lata 80-te. Za: „Magazine Littéraire”.
3
Dariusz Czaja
LEIRIS. ZARYS
corridy - mamy tu do czynienia przede wszystkim z fa
scynującym studium antropologicznym. Ze śmiałą i od
krywczą lekturą bliskiego geograficznie, acz jakże „eg
zotycznego” dla nas świata. Ale przede wszystkim
z brawurowym przykładem interpretacji, która w prak
tyce realizowała (i to wiele lat temu!) tak bliskie dużej
części z nas postulaty antropologii współczesności.
Z głęboką, wielostronną i wielowarstwową lekturą zna
ków świata tauromachii. A wszystko to przepuszczone
przez intensywną wrażliwość, wszystko finezyjnie opisa
ne i skomentowane. Trzeba czegoś więcej?
W dziele przywracania Leirisa polskiej świadomości
antropologicznej ważną rolę odegrała - opublikowana
w roku 2000 - książka (wreszcie komentowana!) Jame
sa Clifforda Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etno
grafia, literatura i sztuka. (Warto przypomnieć, że „Kon
teksty” wcześnie, bo już w numerze 1: 1991 anonsowały
tę książkę piórem M. Sznajderman i Z. Benedyktowicza,
a w późniejszych numerach drukowały tłumaczenia kil
ku rozdziałów, w tym m.in. ten poświęcony Leirisowi 1/2:1999) Leiris zajmuje w niej znaczące miejsce. Poja
wia się przy okazji uwag nad karierą wywrotowych pary
skich „Documents”, omawiania zjawiska nazwanego
„surrealizmem etnograficznym”, czy - zwłaszcza w dłuższej glossie na temat dziennika z jego pierwszej
afrykańskiej podróży. Ale i w tym przypadku obyło się
bez poważniejszych konsekwencji. Leiris Clifforda, jeśli
mógł kogoś zainteresować, to może przede wszystkim ja
ko sygnatariusz szerszego nurtu, stylu myślenia, wybitny
przedstawiciel historycznej formacji etnologicznej (we
wspomnianym numerze 1:1991, K. Kaniowska w tym
właśnie kontekście wspominała Leirisa), niż osobny
i oryginalny pisarz antropolog, z wyraźnym autorskim
stemplem. On sam i jego dzieło dalej trwało w stanie
dziwnej hibernacji. I zdumiewającego zapomnienia.
Chyba się nie mylę bardzo: nie pisało się u nas i dalej nie
pisze wiele i wnikliwie o Leirisie, nie tłumaczy się jego
fundamentalnych prac, nie wykłada się go na naszych
uniwersytetach. Za mało naukowy, za bardzo pogranicz
ny, za mało uporządkowany, za bardzo literacki, za bar
dzo osobisty etc. Jest, a jakoby go nie było...
W tej sytuacji czas więc chyba najwyższy, by upo
mnieć się o Michela Leirisa. A „Konteksty” ze swoim
upodobaniem do oryginałów, gatunków zmąconych
i anachronicznych gestów wydają się - jeśli nie my, to
kto? - jak najbardziej stosownym miejscem, by poczy
nić w tej materii pierwszy duży krok. A poza tym, mo
ment jest chyba wyjątkowo stosowny. W dobie widocz
nego nadrabiania edytorskich zaległości, w czasie, gdy
przywracamy polszczyźnie część mitycznych książek
francuskiej antropologii, znanych dotąd tylko w języku
oryginału (Obrzędy przejścia Arnolda van Gennepa,
PIW; Bóg wody Marcela Griaule’a, Wydawnictwo M.
Derewiecki; Esej o naturze i funkcji ofiary Henri Huber
ta i Marcela Maussa, Nomos - by wymienić kilka
z ostatnio wydanych) przypomnienie twórczości autora
L ’Afrique fantôme wydaje się po prostu twardą koniecz
nością. Wypełnia bowiem, chociaż w części, ziejącą bo
leśnie translatorską lukę. Tym razem więc, monogra
ficzny, i w dodatku podwójny numer, ma jednego tylko
bohatera. Prezentujemy w nim prowizoryczny, kreślo
ny liniami o różnej grubości i różnym stopniu wyrafino
wania, zarys Leirisa.
2 ..
Leiris, jak już wspomniałem, to człowiek-orkiestra. Zamieszkiwał wiele światów, żył w różnoimiennych obszarach kultury i sztuki. I pisał o nich.
W miarę możliwości staraliśmy się tę okoliczność
uwzględnić. Toteż materiał, którym dysponowali
śmy, został wstępnie podzielony wedle haseł tema
tycznych (autobiografia, corrida, opera itp.), choć
nie zawsze udało się zachować jakże pożądaną takso
nomiczną rozłączność (trudno: rzeczywistość skrze
czy!). Jeśli jednak odejść na chwilę od kryterium tematycznego/przedmiotowego, a wziąć raczej pod
uwagę rodzaj prezentowanych tu tekstów, to widać
wyraźnie, że zasadniczo można je zgrupować w trzy
bloki. Nie sposób w tym krótkim wstępie mówić
o wszystkim, więc w charakterze anonsu (zachęty?
zaproszenia do lektury?) do omówienia wybieram je
dynie po kilka tekstów z każdego z nich.
Pierwszy blok to pisma i wypowiedzi samego Leirisa.
W lwiej części są to teksty po raz pierwszy udostępnio
ne polskiemu czytelnikowi. Warto przede wszystkim
zwrócić uwagę na solidne fragmenty, już nie tylko po
mnikowego L ’Afrique fantôme, ale mniej może znanego,
a równie interesującego Journal 1992-1989. Dokumen
ty to wielkiej wagi. Nie tylko z powodów biograficznych
(co oczywiste), ale także historycznych, bo odsłaniają
cych nieznane kulisy antropologicznych poczynań.
Świadectwa rzadkiej szczerości, ale też (nie bądźmy cał
kiem naiwni) autokreacyjnego gestu. Działkę czysto et
nograficzną reprezentuje studium o kulcie zâr w Etiopii,
jak i na poły biograficzny esej Sacrum w życiu codzien
nym. Z wypowiedzi o sztuce warto przede wszystkim
zwrócić uwagę na esej o Francisie Baconie (Francis Ba
con, en face i z profilu), w świetnym tłumaczeniu Marka
Kędzierskiego - bez wątpienia jedno z najlepszych i naj
bardziej cenionych studiów na temat malarstwa Baco
na, zresztą przyjaciela paryskiego etnologa. N a osobną
wzmiankę zasługują teksty dotyczące języka, a zwłaszcza
wyimki z nieprzetłumaczalnego Langage tangage, które nie bacząc na piętrzące się przeszkody - przetłumaczył
jednak dla nas niezawodny Jan Gondowicz.
Prócz tego, przedrukowujemy fragmenty opubliko
wanych już po polsku książek (oczywiście w stosowych
skrótach), nie tylko by przypomnieć fragmenty istotne
dla nakreślenia wizerunku Leirisa, ale także dlatego,
by można było bez trudu śledzić nawiązujące do nich
uwagi komentatorów. Teksty pochodzą z różnych
okresów twórczości Leirisa. Są też, co warto zauważyć,
4
Dariusz Czaja
LEIRIS. ZARYS
sna Lustro tauromachii. Tekst był już publikowany,
toteż przypominamy jedynie jego fragmenty. Niezwy
kle interesująco za to wypadają tu sprokurowane przez
nas konteksty. Bogata, wieloznaczna, paradoksalna
(jasno-ciemna), tragiczna rzeczywistość corridy uka
zuje się tu całej pełni. Dochodzi do głosu w błyskotli
wej, idącej po tropach bohatersko-rycerskich (tyle
mogę zdradzić) analizie Ludwika Stommy - Autora
witamy po latach nieobecności na naszych łamach! która, co ciekawe, idzie jeszcze w innym kierunku niż
uwagi Leirisa. W zaskakujących paralelach i nieocze
kiwanych odniesieniach, które w swoim studium prze
prowadza historyk sztuki Jean Clair. W podszytych
emocjami rozważaniach, które snują José Bergamin
i jeszcze jeden wybitny historyk sztuki - Georges Didi-Huberman. Blok uzupełniają portrety wybitnych mi
strzów sztuki corridy (obok Leirisa, szkice J. Ortegi
y Gasseta i M. Barbaruk).
Z kolei materiałem, który znakomicie uzupełnia,
dopowiada, oświetla afrykańską przygodę Leirisa (do
tyka wciąż drażliwych problemów kolonializmu, wła
dzy, etnograficznego autorytetu) jest zapis paryskiej
dyskusji na temat nieoczywistych i często umykają
cych nam kontekstów Jądra ciemności Conrada. To
niezwykle zajmująca, ciekawa z europejskiego (w tym
polskiego) punktu widzenia dyskusja, bogata w dające
do myślenia spostrzeżenia francuskich afrykanistów,
z wprowadzeniem wielkiego Georges’a Balandier. Na
trop tej dyskusji wpadliśmy dzięki Oldze Stanisław
skiej, która nie tylko nam ją zaproponowała do druku,
ale także dokonała wstępnej obróbki redakcyjnej zapi
su dyskusji. Dziękujemy, jesteśmy zobowiązani, prosi
my o jeszcze!
Pozostając jeszcze krótko przy wątku kontekstowych
powiązań pomieszczonych tu tekstów z twórczością Leirisa, dwa już tylko przykłady. Wątek surrealistyczny poszu
kiwań Leirisa dobrze widoczny jest również w eseistycz
nych (antropologicznych z ducha) mikromonografiach
Krzysztofa Rutkowskiego (Ucho, Paluch), jakby dalekich
odbiciach procedur tekstowych i fotograficznych podej
mowanych w „Documents”. Zastanawiając się nad nie
konwencjonalnym (dziwnym, dla wielu nie do przyjęcia)
kształtem etnografii zaproponowanym przez Leirisa, za
stanawiając się nad wzajemnymi relacjami (proporcjami)
sztuki i nauki w pisarstwie etnograficznym, warto sięgnąć
do świetnego tekstu wybitnego włoskiego filozofa Giorgio
Agambena (w tłumaczeniu wspomnianego Krzysztofa
Rutkowskiego), który śledzi genezę i zarysy nowej histo
rii sztuki, osobliwej nauki przyszłości, „nauki bez imie
nia”, której projekt był udziałem jednego z gigantów XXwiecznej refleksji o sztuce - Aby Warburga.
Brak miejsca nie pozwala wymienić niestety in
nych niezmiernie ciekawych - a są u nas inne? - tek
stów. Wspomnę jeszcze tylko, że numer ten można
czytać również „diachronicznie”, sięgając do wcze
śniejszych numerów kwartalnika. Wówczas okaże się,
bardzo zróżnicowane gatunkowo: zapis dziennikowy,
wykład, esej, wspomnienie, fragment wywiadu. To
również znak szczególny jego pisarstwa.
Blok drugi, to komentarze i analizy dzieła Leirisa.
Kompetentnym i wnikliwym wprowadzeniem do jego
życia i dzieła, i ich wzajemnych uwikłań, są zwłaszcza
dwa teksty, od których zresztą można (trzeba?) zacząć
lekturę pisma i... znajomość z Leirisem. Tomasz Szer
szeń (którego wkładu w przygotowanie tego numeru
nie sposób przecenić, artykuły i przekłady mówią za
siebie) w swojej rekapitulacji tematów Leirisa (Michel
Leiris instrukcja obsługi) śledzi główne, przewijające się
w jego tekstach wątki, zwracając uwagę na napięcie
pomiędzy pisaniem (sztuką) i życiem, kulminującym
w bolesnym paradoksie („pod pretekstem opisania
swego życia, zapominamy żyć, ponieważ piszemy”),
podkreśla też szczególnie istotny dla pisarstwa Leirisa
wątek braku, nieciągłości, nieobecności, niedokończe
nia. Z kolei u Jamesa Clifforda dochodzi mocno do gło
su wątek realności, tego co prawdziwie realne (także
w swych odniesieniach, do tego, co surrealne), jak też
sposobu, w jaki pismo (język) zamienia rzeczywistość
w tekst, jak pojęcie anektuje, to co „rzeczywiste”.
Olśniewający analitycznie, a stylistycznie wielce
wyrafinowany jest artykuł Denisa Holliera (Nagłówek
Holofernesa. Notatki o Judycie, w tłumaczeniu Katarzy
ny Przyłuskiej), w którym błyskotliwie został wykorzy
stany jeden uporczywych fantazmatów Leirisa (motyw
odciętej męskiej głowy, znany z historii starotestamentowej Judyty), we wnikliwej i oryginalnej lekturze jego
pisarstwa autobiograficznego. Pozostając jeszcze
w kręgu tej samej tematyki, niezwykle cennym ko
mentarzem do dziennikowej części pisarstwa Leirisa
jest tekst Philippe’a Lejeune’a, największego autoryte
tu w dziedzinie diarystyki, który rozkręca na części
pewne fragmenty jego dziennikowych zapisów, odsła
niając to, co w nich ciemne, sugerowane, implikowa
ne (Czytając Leirisa. Autobiografia i język). Wraz z nimi
zaglądamy pod podszewkę osobistych wyznań, uczymy
się czytać nie tylko, to co napisane, ale też to, co jest
nienapisaną ich częścią. Świetnym i nad wyraz kompe
tentnym komentatorem pism Leirisa - tym razem
idzie o prywatne notatki na temat opery - okazał się
również Jean Jamin. Przyjaciel i wydawca jego opero
wych zapisków, pokazuje w swoim tekście (Niedomó
wienie. Leiris, Lévi-Strauss i opera) operowe zaintereso
wania Leirisa na tle innych jego biograficznych
uwikłań, życzliwie, ale i nie bezkrytycznie omawia je
go rozumienie spektaklu operowego.
Blok trzeci: to różnej maści i autoramentu teksty,
które wchodzą w rozmaite związki z pracami Leirisa;
takie, dla których jego wywody stały się pretekstem,
albo takie, dla których jego uwagi stanowią ciekawy
poznawczo kontekst. Niemal cały dział tekstów doty
czących różnych aspektów corridy utkany został wła
śnie w ten sposób. Punktem wyjścia stało się rzecz ja
5
Dariusz Czaja
że ten Leiris nie spadł nam wcale z księżyca. Ze liczne
linie i strzałki prowadzą od publikowanych w tym nu
merze tekstów do artykułów, w których podejmowane
w nim problemy i kwestie pojawiały się już wcześniej.
Tytułem przykładu: niebezpieczne związki życia i lite
ratury (nr 3/4:2002), niepokojące relacje słowa i rze
czy, dyskusja wokół Rzeczywistych obecności Steinera
(nr 4:1999); zagadki malarstwa Bacona (3/4:1997),
fascynująca postać Aby Warburga (1/2:1999)... Jest
do czego sięgać.
3.
I na koniec jeszcze jedno. Po co nam dzisiaj Leiris?
Co nam po Leirisie w czasie marnym? Mógłby ktoś tak
znienacka zapytać. Zwłaszcza może ktoś z tych antropo
logów, co żwawo podążają za bieżącymi modami, z tych,
co to zawsze wiedzą, co się w naszej dyscyplinie właśnie
nosi (i zwłaszcza: czy to się opłaca?). Nie chcemy, rzecz
jasna, wyręczać czytelników w odpowiedzi, również
i tych, którzy poza aktualiami świata nie widzą. Czy po
mieszczone tu teksty staną się źródłem inspiracji dla an
tropologicznych poczynań, zaczynem własnych pytań,
czy też zostaną uznane za być może interesującą, ale
jednak etnograficzną ramotę - nie nam rozstrzygać.
O jednym chcieliśmy zapewnić. W dobie ogłaszania
co pół roku kolejnej naukowej rewolucji, proklamowa
nia śmierci - nieodwołalnych, oczywiście! - starych pa
radygmatów („antropologia symboliczna umarła”, „her
meneutyka dogorywa w konwulsjach”, i tym
podobnych wesołych konceptów), nie ogłaszamy Leirisa żadnym zbawcą. Nowym guru antropologii. Patro
nem metodologicznej odnowy. Nie proponujemy go ja
ko panaceum na wszystko, nie upatrujemy w nim leku
na całe (etnograficzne) zło. Nie sugerujemy więc ani
przez chwilę, że oto czas porzucić dotychczasowe za
bawki i etnografię/antropologię na jego sposób upra
LEIRIS. ZARYS
wiać. Zacząć pisać jak on. Cahiers Leiris koniecznie abonować. Namawiamy jedynie do tego, by Leirisa zacząć
w końcu czytać. A także, by o nim nieco poczytać. Ty
le przynajmniej na początek. A później się zobaczy.
Odkrywając ten zapomniany ląd (bo przecież nie
całkiem nieznany), chcieliśmy jedynie odpomnieć
wielobarwną postać francuskiej humanistyki. I przy
wrócić ją polskiej pamięci. Przedstawić niebanalnego
badacza, intrygującego pisarza, fascynującego człowie
ka wreszcie. Który do późnej starości nie przestał zada
wać pytań (również i tych najprostszych, uchodzących
za mało poważne, naiwne), który zachował dziecięcą
ciekawość świata. Dostrzegał wiele. Słyszał wiele. Od
słaniał rzeczywistość w jej nieoczywistości. W różno
rodności i wielokształtności. W jej pięknie (czasem
konwulsyjnym pięknie), szaleństwie i grozie. Poszerzał
jej granice. Zaglądał w siebie, sprawdzał, co - z tego,
0 czym pisze - rezonuje mocno i głęboko nie tylko
z rozumem, ale i z emocjami. Umiał nazywać rzeczy.
1 przyglądał się wnikliwie językowi, którym je opisy
wał. Opukiwał słowa, wywracał je na drugą stronę.
Nie miał ambicji tworzenia systemów, ustanawiania
nowych naukowych paradygmatów. Był żywym przy
kładem owocnego połączenia badawczego oka i arty
stycznej intuicji. Nie troszczył się o „naukowy obiekty
wizm” - ten upiorny fetysz pogrobowców pozytywizmu
- własnych poszukiwań. Wczepiony mocno w siebie,
pisał tylko o tym, co przeszywało go dogłębnie. Sam
był szkłem powiększającym wielu zjawisk. Spoglądając
przez nie, wielu zobaczyło świat rzeczy znanych nazwa
ny na nowo, w nieznanym wcześniej oświetleniu.
Spojrzeli na obrazy, muzykę, słowa, w taki sposób,
o jakim nigdy się im nie śniło.
Mało to czy dużo? Jak zawsze, dla jednych będzie
to: t y l k o tyle. Dla innych: a ż tyle. Jak na duży mo
nograficzny numer - w sam raz.
