http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/5969.pdf

Media

Part of Cięcie Judyty/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4

extracted text
Gustaw Doré Judyta demonstrująca głowę Holofernesa. Za: La Bible. Ilustrée par Gustave Doré
(accompagnée d'extraits de la Bible de Jerusalem).

DARIUSZ CZAJA

interpretacją, egzegezą (te pojęcia traktuję tu blisko­
znacznie) tekstu, sprawa to przecież kluczowa. Dopie­
ro znając dobrze tekst wyjściowy, możemy lepiej zrozu­
mieć architekturę jego odczytania. Możemy śledzić
napięcia między nimi; punktować odstępstwa, zmiany,
retusze, świadome i nieświadome przekłamania i prze­
sunięcia pojawiające się w tekście egzegetycznym. Ma­
ło tego: dopiero wtedy możemy pojąć, że bywają takie
oczekiwania wobec czytanego tekstu - tu: opowieści
biblijnej - wobec których powiedzenie, że „nie mogli
ich przewidzieć domniemani autorzy” zakrawa na so­
lidny eufemizm. W odniesieniu do „egzegezy” Leirisa
trzeba by powiedzieć, że jego oczekiwania wobec hi­
storii zapisanej w Księdze Judyty nie mogły się jej do­
mniemanym autorom przyśnić w najbardziej nawet
szalonych snach. Dopiero taka formuła mogła by spro­
stać skali ich herezjarchicznego szaleństwa. Teraz już
możemy zobaczyć jak daleko padło (interpretacyjne)
jabłko od (źródłowej) jabłoni.

Cięcie Judyty:
ekscesy egzegezy

1.
We wstępie do książki Andre LaCocque i Paula
Ricoeura: Myśleć biblijnie, uczonej i miejscami porywa­
jącej - rzadkie połączenie! - pracy z zakresu egzegezy
Pisma, pojawia się interesujące rozumienie pojęcia
znaczenia. Autorzy odnoszą je do komentowanych na
kolejnych stronach biblijnych perykop. Utrzymują, że
„znaczenie tekstu jest każdorazowo wydarzeniem, ro­
dzącym się w punkcie przecięcia z jednej strony ogra­
niczeń, jakie tekst niesie w sobie, zależnych w znacz­
nej mierze od jego Sitz im Leben, a z drugiej rozmaitych
oczekiwań kolejnych czytających i interpretujących go
wspólnot, których nie mogli przewidzieć domniemani
autorzy rozważanego tekstu”.1 Tekst nie jest więc, jak
przyjmuje się w zdroworozsądkowych mniemaniach,
statycznym obiektem. Znaczenie nie jest przywiązane
sznurkiem do sekwencji zdań, a zadanie interpretato­
ra nie polega na jego prostym oddzieleniu od teksto­
wego nośnika. Znaczenie jest w ciągłym ruchu, można
by rzec: dzieje się. Interpretator, to żywy człowiek, ze
swoją biografią, emocjami, wiedzą, a nie wyprana z ży­
cia, podległa jedynie rygorom metodologicznej po­
prawności, epistemologiczna kukła. Właśnie ów dyna­
miczny rys rozumienia znaczenia, wydobywający jego
otwartość i niegotowość, jest szczególnie podkreślany
przez obydwu autorów. Tak właśnie: znaczenie nie
j e s t , ale dopiero rodzi się na styku, w zderzeniu, na
przecięciu dwóch jakości. Jest tedy momentem twór­
czym. Wydarzeniem. I to - jak zobaczymy za chwilę czasem bardzo wybuchowym.
Te uwagi są wyjątkowo poręcznym wprowadze­
niem do przyjrzenia się pewnemu aspektowi sławnego
autobiograficznego tekstu Michela Leirisa, Wiek mę­
ski.2 Wyrazista obecność starotestamentowej Judyty
w jego książce nie mogła, oczywiście, ujść uwadze ko­
mentatorów jego pism. Ale rzecz ciekawa: nawet naj­
bardziej wnikliwi z interpretatorów znaczenia i funkcji
tej postaci w życiu Leirisa i w jego pisaniu nie pokusi­
li się o bliższe zbadanie relacji, jakie zachodzą między
portretem Judyty w starotestamentowej księdze a wi­
zerunkiem potężnej bohaterki z jego wyznań.3 A pa­
trząc na to od strony problemów związanych z lekturą,

2.
Księga Judyty została napisana po hebrajsku bądź
aramejsku, najprawdopodobniej w czasach bliskich po­
wstaniu Machabeuszów, w drugim stuleciu przed
Chr.4 Tekst oryginalny się nie zachował, dysponujemy
jedynie wersją grecką z Septuaginty. Kościół rzymski
i prawosławny zalicza ją do ksiąg natchnionych, acz opa­
trzonych klauzulą: deuterokanoniczne. Nie wchodzi ona
natomiast do kanonu Biblii hebrajskiej i protestanckiej.
Choć na pierwszy rzut oka zdaje się rzeczową - dobrze
umocowaną historycznie i geograficznie - opowieścią
0 wybawieniu Żydów z asyryjskiej opresji, po bliższej ana­
lizie okazuje się tekstem pełnym pomyłek geograficz­
nych, jak i historycznych anachronizmów. Akcja dzieje
się za panowania Nabuchodonozora, który wedle tekstu
panował nad Asyrią w Niniwie, w jakiś czas po powro­
cie Żydów z wygnania i odbudowaniu Świątyni. Kłopot
w tym, że w rzeczywistości był on królem Babilończyków
1 rezydował w Babilonie, a Niniwa została w istocie zbu­
rzona przez jego ojca. Występujący w tekście medyjski
król Arfaksad jest niemal na pewno postacią całkowicie
wirtualną. Z kolei Holofernes i Bagoas, owszem, byli wo­
dzami, ale perskimi, żyjącymi dwieście lat po śmierci Nabuchodonozora.5 Mało tego: oblegane w księdze miasto
Betulia, z którego pochodzi Judyta, jest, jak sądzą bibliści, również bytem fikcyjnym....
Tak więc od strony zgodności z realiami historycz­
nymi i geograficznymi tekst nie wytrzymuje kryty­
ki.6 Całość przypomina raczej pewien rodzaj dydak­
tycznej przypowieści, narracji „ku pokrzepieniu serc”,
skompilowanej z różnych heterogenicznych wątków,
bez przesadnej dbałości o historyczną ścisłość. Otwie­
rającą księgę frazę: „Było to w dwunastym roku rzą­
dów Nabuchodonozora” można by w tym kontekście
traktować jako niemal równoważną ze zwyczajowym
baśniowym początkiem: „dawno, dawno temu...”.

66

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

Od strony literackiej rzecz biorąc, byłaby Księga Ju ­
dyty rodzajem midraszu, a zatem zgodnie z etymologią
hebrajskiego darasz, tekstem który jest rozwiniętym ko­
mentarzem do pewnego wydarzenia, realnego bądź nie
(to rzecz mało znacząca). Natomiast już z całą pewno­
ścią jest to osobliwa glossa, w której pomieszczono uzu­
pełnienia jawnie fikcjonalne, jak i aluzje do wydarzeń
opisanych w innych ksiągach biblijnych. Treści te pod­
dano następnie swobodnemu opracowaniu.7 W tek­
stach tego rodzaju prawda historyczna staje się warto­
ścią drugorzędną. Znacznie istotniejsze jest moralne
bądź religijne przesłanie, które autor biblijny zamierza
przedstawić.8 Wybór tego rodzaju formy literackiej zda­
je się więc w tym kontekście bardzo racjonalny: narra­
cja konstruowana jest w ten sposób, by uwypuklić samo
przesłanie. Zgodność z realiami historycznymi, troska
0 detale geograficzne schodzi na plan dalszy. Najpraw­
dopodobniej pierwsi czytelnicy tej księgi pojmowali to
doskonale. Kłopoty z jej właściwym rozumieniem, to
nasza - współczesnych - specjalność.
Można zatem powiedzieć, że Księga Judyty opisuje
pewien epizod z dziejów mitycznych Izraela. Przymiot­
nik mityczny nie oznacza tu prostego zmyślenia, a je­
dynie określa pewien typ narracji, której zadaniem nie
jest dostarczenie wiarygodnych historycznie faktów,
ale przede wszystkim ekspozycja (może nawet: perswa­
zja) ważnych dla redaktorów tekstu idei.
Oto więc wojska asyryjskie realizują plan Nabuchodonozora podboju całego Bliskiego Wschodu. H o­
lofernes kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, dopiero
górska osada Betulia stawia mu opór, odmawiając od­
dania się w niewolę. Holofernes postanawia wziąć Betulię fortelem, bez walki. Ustawia swoje wojska u pod­
nóży miasteczka, odcinając źródła wody. Teraz
oczekuje spokojnie na poddanie się jej mieszkańców.
Sytuacja wygląda rozpaczliwie, najwyżsi rangą kapłani
zastanawiają się nad poddaniem miasta, o ile nie na­
stąpi w ciągu kilku dni boska interwencja. Tak dzieje
się do momentu, w którym pojawia się Judyta, wdowa
po Manassesie, która przedstawia starszyźnie swój chy­
try plan ocalenia miasta. Nie zdradza jednak żadnych
szczegółów. Tu rozpoczyna się właściwa, najbardziej
dramatyczna część całej opowieści.

I co najważniejsze: Judyta jest osobą o niezłomnej
wierze, zawierzającej swój los i los swojego ludu bo­
skim wyrokom. Zanim Judyta podejmie się patriotycz­
nego i heroicznego czynu, modli się w namiocie o siłę
i odwagę konieczną do wykonania niebezpiecznego
zadania. Jest to nie tylko wspaniały literacko tekst.
Dla nas ważniejsze jest to, że pokazuje on dowodnie
i jednoznacznie, kto jest tu właściwym bohaterem wy­
darzeń, które za czas jakiś nastąpią. Judyta ma najwy­
raźniej świadomość, że nie ona będzie właściwym
sprawcą wielkiego czynu. Zdaje sobie sprawę, że bę­
dzie tylko narzędziem w boskich rękach. Zemsta doko­
na się ręką kobiety, ale jej prawdziwy Autor pozosta­
nie w ukryciu. Tekst nie pozostawia wątpliwości, że
Judyta jest figurą jawnie teocentryczną. Podkreśla się
w nim niezłomność wiary, zaufanie do Boga, nawet
w sytuacji tak skrajnie tragicznej, jak ta, w której zna­
leźli się mieszkańcy oblężonej Betulii:
„Tyś sprawił rzeczy dawne, teraźniejsze i przyszłe,
Ty przenikasz to, co jest i co będzie.
To, coś zamierzył, musi zaistnieć,
a to, coś postanowił, spełni się i powie: ‘Jestem!'
Wszystkie Twe drogi zostały przygotowane,
A wyroki Twoje - przewidziane.
Oto Asyryjczycy mają przewagę wojenną,
chełpią się końmi i jeźdźcami,
pysznią się potęgą swojej piechoty,
ufają tarczom i oszczepom,
łukom i procom,
lecz nie wiedzą, żeś Ty jest Panem,
który niszczy wojny!
Pan jest imię Twoje.
Niech moc Twego gniewu złamie ich siły!
Postanowili bowiem zbezcześcić Twoją świątynię,
splugawić namiot, gdzie mieszka imię Twej chwały,
zniszczyć żelazem rogi Twego ołtarza.
Spójrz na ich pychę,
Wylej Twój gniew na ich głowy,
daj rękom wdowy upragnioną siłę.
Uderz podstępem warg moich
Niewolnika na równi z władcą,
A władcą wraz z jego sługą.
Złam ich wyniosłość ręką kobiety”.11

3.
Jaki obraz Judyty przedstawia Księga, która wzięła
nazwę od jej imienia? Epizod w Betulii pokazuje Judytę
jako osobę skromną i pobożną, wdowę, która wypełnia
skrzętnie wszystkie przepisane przez Prawo obowiązki
religijne. Pojawiając się w obozie wroga, Judyta objawia
1 inne swoje przymioty. Jest zjawiskowo piękna („Skoro
Judyta stanęła przed nim wszyscy byli oczarowani pięk­
nością jej oblicza”9). Nawet jej przeciwnicy podkreślają
nadzwyczajne zalety jej umysłu, idące w parze z urodą
(„Dziwili się jej mądrości i mówili: Nie ma na całej zie­
mi kobiety tak pięknej i mądrej zarazem”10)

Spójrzmy teraz jak Księga opowiada o zdarzeniu, któ­
re jest osią dramaturgiczną całości, miejscem o szczegól­
nej mocy znaczeniowej. Judyta zostaje zaproszona przez
Holofernesa na ucztę, której cel zdaje się - przynajmniej
z jego perspektywy - dość jednoznaczny. Holofernes za­
mierza uwieść piękną Betulijkę, a przygotowane na tę
okoliczność duże ilości trunków mają to ułatwić. Ale
sprawy przybierają nieoczekiwany obrót, planowane zwy­
cięstwo okaże się klęską. Ironia losu w postaci czystej.
„Gdy się zrobiło późno, jego oficerowie zaczęli
spiesznie się rozchodzić. Bagoas zamknął namiot od ze­

67

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

Moje dzieci wyda na sprzedaż,
A dziewice uprowadzi.
Pan Wszechmogący ich wypędził
Ręką kobiety!

wnątrz i zwolnił na spoczynek straż przyboczną swego
pana; wszyscy bowiem byli znużeni nadmiernym pi­
ciem. Pozostała w namiocie tylko Judyta z Holofernesem, który wyciągnął się na swym łożu, zmożony wi­
nem. Wówczas Judyta kazała swej służącej stanąć na
zewnątrz sypialni i czekać jak zwykle na jej powrót, bo
miała jeszcze udać się na modlitwę. To samo powie­
działa Bagoasowi. Odeszli więc wszyscy, od najmniej­
szego do największego; nikt nie pozostał w sypialni.
Wtedy Judyta, stając u jego łoża, rzekła w sercu:

Ich wódz nie zginął bowiem z rąk młodzieńców,
Nie pobili go synowie tytanów,
Nie pokonali go wyniośli giganci,
Lecz Judyta, córka Merariego
Zwiodła go piękną twarzą.
Zdjęła bowiem szaty wdowie
Dla wywyższenia uciśnionych Izraela,
Namaściła swą twarz olejkiem,

<Panie, Boże wszelkiej mocy,
wejrzyj w tej godzinie na dzieło rąk moich
dla wywyższenia Jeruzalem >

Ułożyła włosy pod zawojem,
Wdziała zwodniczą sukienkę lnianą.
Jej sandały przykuły wzrok jego,
Jej piękność podbiła mu duszę

Teraz nastał czas stosowny, aby zatroszczyć się
0 Twoje dziedzictwo i dokonać mego zamiaru, aby
zniszczyć wrogów, którzy przeciwko nam powstali.
Zbliżywszy się do kolumny łoża u wezgłowia Holofernesa, odwiązała jego miecz. Podeszła do łoża, ujęła go
za włosy i rzekła: <P an ie, Boże Izraela, dodaj mi siły
w tym dniu! > . Dwukrotnie uderzyła z całej siły w je­
go kark i odcięła mu głowę. Zepchnęła następnie jego
ciało z posłania i zdarła kotarę baldachimu. Po chwili
wyszła i podała wiernej służebnicy głowę Holofernesa.
Ta włożyła ją do torby na pokarmy. Potem obydwie ra­
zem wyszły według zwyczaju na modlitwę. Przeszły
przez obóz, okrążyły wąwóz, weszły na górę Betulii
1 stanęły u jej bram”.12
Tak dopełniła się ofiarnicza misja Judyty. Ta, któ­
ra miała zostać pohańbiona, hańbi niedoszłego zło­
czyńcę, upokarzając przy okazji wojska, których jest
dowódcą. Słabość zwycięża brutalną siłę. Kobieta try­
umfuje nad mężczyzną! - fakt w patriarchalnej kultu­
rze Bliskiego Wschodu ogromnej wagi. Betulia zostaje
ocalona. Po powrocie do swojego miasta, Judyta śpie­
wa wielką pieśń pochwalną. Pieśń dziękczynną. Nie
ma wątpliwości, że Holofernes został zgładzony co
prawda jej ręką, ale że ręka ta od początku była przez
kogoś innego prowadzona. Rozdział 16 rozpoczyna się
apoteozą boskiej mocy, wskazaniem na właściwego
sprawcę jej czynu:

Aż miecz przeciął kark jego”.13

Rzecz dokonała się. Holofernes został zgładzony,
jego głowa została zatknięta na murach Betulii, a woj­
ska przez niego dowodzone poszły w rozsypkę. Kryzys
został zażegnany. Świat powrócił do równowagi. Tekst
powyższy to dopełnienie - nieomal rewers - modlitwy
cytowanej przed chwilą. Tam była prośba o siłę, teraz
jest podziękowanie za jej udzielenie. I jeszcze raz mó­
wi się tu, ze szczególnym podkreśleniem, że to właśnie
„ręką kobiety” dokonał się ów wielki, patriotyczny
czyn. Judyta, hebrajska Jehudith —czyli po prostu: Ży­
dówka - była jedynie narzędziem w rękach Jahwe.
Śmiertelne cięcie zadała ręka pobożnej kobiety, pro­
wadzonej wszakże boską ręką. Wynika z tego, że nie
mamy tu do czynienia ze zwykłym morderstwem, ale
z czynem - choć bez wątpienia okrutnym - którego
najgłębszy sens wykracza poza poziom ludzkiej historii
i wchodzi w przestrzeń, nieodgadnionej dla śmiertelni­
ków, boskiej metahistorii. Tym samym, morderstwo teraz już jako święte cięcie - staje się częścią wyższej
logiki dziejowej. A przy okazji, jak się zdaje, zostaje
usprawiedliwione i opatrzone boską sankcją. Osta­
tecznie więc, ta krwawa opowieść okazuje się przejrzy­
stym wykładem historiozoficznym ukrytym pod ko­
stiumem sensacyjnej anegdoty.

4.

„Zacznijcie grać mojemu Bogu grać na bębenkach,
Uderzcie w cymbały dla Pana,

Imię ich - legion. Salome, Elektra, Judyta, Car­
men, Lukrecja, Meduza, Turandot... A to tylko część
listy. Dream team. Kobiety o wyraziście zarysowanym
profilu. Często obdarzone nadzwyczajną mocą. Pięk­
ne, tragiczne, uwodzicielskie, lubieżne, okrutne, sady­
styczne. Z jakąś tajemnicą w środku. Z wewnętrzną ry­
są, pęknięciem, stygmatem, który wynosił je ponad
przeciętność, który podnosił je do poziomu realności
mitycznej. Marzył o nich, zachwycał się nimi, wielbił
je, bał się ich, nawiedzały go w snach, widział je na ja­
wie. Nigdy nie myślał o nich jako postaciach z papie­
ru, nawet jeśli były tylko kreacjami literackimi. Prze­

Wywyższajcie, wzywając Jego imienia.
Bo Pan jest Bogiem, który niszczy wojny,
On obozuje pośród swego ludu;
Wyrwał mnie z rąk prześladowców.
Przyszedł Asyryjczyk z gór północnych,
Przyszedł z niezliczonym swym wojskiem.
Jego tłumy zapełniły wąwozy,
A konnica pokryła wąwozy.
Mówił, że spali moje ziemie,
Ze młodzież moją zgładzi mieczem,
Rozbije o skałę moje niemowlęta,

68

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

ciwnie: tworzyły istotną część jego pisania i życia. Le­
piej może byłoby powiedzieć w tym przypadku: pisa­
nia, więc życia.
Jednakże w bogatym panteonie kobiet, które za­
ludniają dzieło Michela Leirisa, miejsce na szczycie za­
rezerwowane było tylko dla jednej. N a ekskluzywnej
liście jego heroin, starotestamentowa Judyta zawsze
zajmowała miejsce najwyższe. Jedynie zhańbiona, gi­
nąca śmiercią samobójczą Lukrecja - postać należąca
do kręgu rzymskiego świata - mogła z nią od czasu do
czasu konkurować. Nie będzie przesadą powiedzieć, że
Leiris był po prostu Judytą opętany. Ze wdarła się
mocno w jego życie. Co nawiasem mówiąc, w pełni
potwierdza tezę George’a Steinera, o „namacalnej
obecności” niektórych postaci literackich w życiu wie­
lu z nas, czytelników.14 Zawładnęła jego wyobraźnią
od wczesnego dzieciństwa. Ślady tego hipnotycznego
omamienia można znaleźć już w Wieku męskim. Odsła­
nia w nim nie tylko okoliczności swojego zauroczenia,
ale próbuje wyświetlić racje, które za nim stały. Kreśli
z brutalną szczerością - ktoś powiedziałby może: z bez­
wstydem - genezę i kulisy prywatnego mitu.
„Oto refleksje, które przychodzą mi do głowy, kie­
dy mowa o Judycie.
Historia Judyty - bohaterki podwójnie i potrójnie
straszliwej, gdyż, będąc wdową, zostaje morderczynią
mężczyzny, któremu się przed chwilą oddała - nie
wzruszyła mnie szczególnie, kiedy będąc jeszcze małym
dzieckiem, przeczytałem ją po raz pierwszy w Historii
Świętej, gdzie była opisana. Co prawda, wszystkie nie­
przyzwoite szczegóły były tam starannie pominięte.
Znacznie bardziej pasjonująca była wtedy historia Machabeuszów, walk, jakie toczyli, oraz tortur, którym
poddano wielu na oczach matki. Niemniej jednak Ju­
dyta, która ucięła głowę kochanka jego własnym mie­
czem, następnie zaś spowiła szalem i włożyła do wor­
ka, aby zanieść ją do miasta - jest postacią, wokół
której krystalizują się obrazy, jakie miały przemożny
wpływ na moje życie”.15
Leiris czerpał swoją wiedzę o Judycie z kilku źródeł.
Mówiąc „wiedza” , mam na myśli nie tylko suchą fak­
tografię, „mięso” narracyjne, ale przede wszystkim te ogólnie powiedzmy - świadectwa, które najmocniej
uformowały w nim fantazmat tej niezwykłej kobiety.
O pierwszym, spreparowanym w manierze Biblii pauperum, fragmencie biblijnym, była mowa wyżej. Drugie,
to encyklopedia: Nouveau Larousse Illustré, zresztą wyimek z tego dzieła stanowi motto do rozdziału z Wieku
męskiego, zatytułowanego Judyta. W cudownie zwię­
złym streszczeniu właściwym hasłu słownikowemu,
Larousse kompresuje całą historię, zamykając jej sens
w kilku zaledwie zdaniach: „Judyta, bohaterka ludu
żydowskiego, której dzieje opisał Stary Testament
w księdze noszącej jej imię. Oto treść: miasto Betulia,
oblężone przez armię Holofernesa, generała Nabuchodonozora, króla Niniwy, miało się poddać. Pewna

wdowa imieniem Judyta postanowiła, natchniona
przez Boga, ocalić swój naród. Opuściła więc miasto
z jedną tylko służącą i udała się do obozu Asyryjczyków. Wprowadzona przed oblicze Holofernesa, ujęła
go swą pięknością, zgodziła się zasiąść przy jego stole,
a widząc go zmorzonego pijaństwem, ucięła mu głowę
i wróciła nocą do Betulii. Nazajutrz Żydzi wystawili
krwawą głowę Holofernesa na murach; przerażeni
Asyryjczycy odstąpili od oblężenia, doznawszy krwa­
wej porażki” . Mimo tak skrótowego potraktowania ca­
łej opowieści, widoczna jest w nim intencja uratowa­
nia religijnego charakteru zdarzenia. Ponadto,
zauważmy, fragment ten mówi co prawda o wspólnej
uczcie Judyty i Holofernesa, nic wszakże nie sugeruje,
by ta upojna (dla Holofernesa) noc miała również
skończyć się upojnym (dla obydwojga) erotycznym
spełnieniem.
Trzecie źródło, z całą pewnością najważniejsze
w tym zestawieniu - najważniejsze, bo najsilniej anga­
żujące wyobraźnię - to kobiecy dyptyk Lucasa Cranacha: Lukrecja i Judyta.16 Ten podwójny obraz poruszył
Leirisa w szczególnym momencie, pod koniec jego ku­
racji psychiatrycznej. Zrozumiał w pewnym momen­
cie, że postacie tych dwóch kobiet są skrótowym zapi­
sem jego pragnień, lęków i obsesji. Mało tego: obraz
ten stał się, generalnie, impulsem do spisania faktów
z jego życia, w tym również tych niewygodnych, tych,
o których mówić nie wypada. Miał to być rodzaj
świeckiej spowiedzi. Szczerej do bólu, ocierającej się
0 ekshibicję, a jej cel określony był jasno: wyrzucenie
z siebie, pozbycie się ciężaru spraw, które doprowadzi­
ły go do poważnej depresji. Z czasem, zapis ten utracił
czysto konfesyjny i terapeutyczny wymiar i stał się
„skrótem pamiętnikowym, panoramicznym wido­
kiem”17 istotnych aspektów jego życia.
W jaki sposób jawiła się Leirisowi Judyta z obrazu
Cranacha?18 Co w jej przedstawieniu szczególnie go
dotknęło, poraziło? Porywająca ekfraza jej wizerunku
warta jest grzechu przytoczenia w całości: „Judyta, trzy­
ma w prawej ręce nagą jak ona sama, szpadę, której
szpic rani ziemię niedaleko jej drobnych palców u nóg,
szerokie zaś porządne ostrze odcięło właśnie głowę Holofernesa, która zwisa - jak nikczemny szczątek - u le­
wej ręki bohaterki, w przerażającym związku łącząc
palce i włosy; Judyta przyozdobiona klejnotem ciężkim
jak łańcuch skazańca, klejnotem, którego chłód przy­
pomina zmysłowym piersiom chłód miecza u stóp; Ju­
dyta spokojna już i jakby niewiele myśląca o brodatej
kuli, jaką trzyma w ręku niczym falliczny pąk, który by
mogła obciąć zaciskając po prostu swe dolne wargi
w chwili, gdy otwierały się śluzy Holofernesa”.19
Zwraca uwagę wyraźna, ostentacyjna wręcz seksualizacja wizerunku Judyty. Wypełnienie go przemocą
1 grozą.20 Odczytanie to w niczym nie przypomina jej
portretu, jaki wyłania się z perykop Księgi Judyty. To
wkład własny Leirisa - via obraz Cranacha - w dzieło

69

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

swoistej egzegezy biblijnej i ikonologicznej. Zresztą, ta
dominanta w widzeniu Judyty - seks i fascynacja, seks
i trwoga - konsekwentnie rozwijana będzie później
w jego pisaniu. W innym z kolei pasażu, dość precyzyj­
nie analizuje źródło i powód afektacji szczególnym ty­
pem kobiety, której esencję znajduje w połączeniu,
wedle jego własnych określeń: „cnotliwej Lukrecji”
i „patriotycznej kurwy Judyty”:
„Z lamusa zbroic, wysokich średniowiecznych czep­
ców i księżycowo białych łon, w których lubowała się
moja wyobraźnia, wyniknęło wreszcie pojęcie
c z a r o d z i e j k i , czyli kobiety, której pragnę i lękam
się zarazem, uwodzicielki zdolnej do wszelkiej słodyczy,
ale skrywającej również wszystkie niebezpieczeństwa,
podobnie jak kurtyzana (słowo zaczyna się jak kurtyna:
courtine i kończy jak halabarda: pertuisane, co w nie­
dawnej jeszcze epoce, kiedy właśnie takim słownym
igraszkom przypisywałem wartość prorocką, wydałoby
mi się niezbitym dowodem na poparcie moich twier­
dzeń) albo jak kobieca postać, w której mogą się sym­
bolicznie złączyć moja Lukrecja i moja Judyta”.21
Historyczną emanację tego bytu podwójnego („oba
wyglądy wiecznie kobiecego”), tej osobliwej jedności
przeciwieństw, dostrzegał Leiris najpierw w Joannie
d’Arc, później w Kleopatrze. O Joannie d’Arc sam po­
wie, że właśnie dwoista natura kobiety-wojownika spra­
wiła, że: „miałbym nieraz ochotę uznać ją za zapowiedź
tych dwóch obrazów krwawych kobiet, które są dziś wy­
ryte w mojej duszy: chłodnej Lukrecji i władającej mie­
czem Judyty”.22 Z kolei, w sławnej królowej Egiptu do­
strzegał idealne połączenie cech obydwu bohaterek. Jej
życie („kiedy posyłała mężczyzn dzikim zwierzętom na
pożarcie”23) i dopełniającą je śmierć („pozwoliła żmii
ugryźć się w pierś, wybierając śmierć zamiast niewoli”24)
widział jako dwa skrzydła jednego dyptyku, kongenial­
ne wcielenie obydwu wielbionych przezeń kobiet.25

Jak choćby wtedy, gdy pisze w Wieku męskim o waż­
nej dla niego osobie, która w tekście występuje pod
pseudonimem: „ciotka Liza”. Prawdziwe jej nazwisko
brzmiało Claire Friche i rzeczywiście - tekst nie kłamie
- była ona bardzo bliską krewną Leirisa. Ta intrygują­
ca kobieta, jeśli wierzyć jego wspomnieniom, pełniła
dla niego rolę wybitnie formacyjną. I to w podwójnym
znaczeniu: jako żywe i bliskie wcielenie wyobrażonej
kobiecości i jako śpiewaczka operowa, dzięki której,
między innymi, chłopiec wprowadzony został w arkana
sztuki operowej. Po bliższym scharakteryzowaniu jej
osobowości, przymiotów i aparycji („krzykliwe toalety,
piękne, tłuste ramiona, bujne biodra, ciężkie piersi”)
pisze Leiris w podsumowaniu: „Słyszałem jednak ciocię
Lizę - albo przynajmniej oglądałem jej zdjęcia - w wie­
lu rolach, które wszystkie tyle mają wspólnego, że już
w moim dzieciństwie uczyniły z niej Judytę”.26 Znaczą­
ce utożsamienie. Kobieta, która jawiła się jego dziecię­
cym oczom jako „pożeraczka mężczyzn”27 awansuje do
poziomu żywej inkarnacji biblijnej bohaterki. Tym sa­
mym, Judyta przestaje być odległą i nieco nierealną he­
roiną, staje się bliską osobą, Judytą - by tak rzec - do­
stępną na wyciągnięcie ręki.
W tym kontekście, jeszcze mocniejszy wydaje się in­
ny fragment, w którym przywołuje Leiris najrozmaitsze
kobiety, które miał okazję poznać w pierwszej części („Skończyłem właśnie trzydzieści cztery lata, połowę życia”28) - swojego żywota. Z pozoru prezentują się one
bardzo odmiennie: są w różnym wieku, różnej narodo­
wości, różnej urody (a czasem całkiem jej pozbawione).
Ale mają jedną wspólną cechę. Otóż, wspominane
przez autobiografa z perspektywy czasu (data pierwsze­
go wydania Wieku męskiego, to rok 1939), one również
- i to bez reszty wszystkie! - upodobniają się do fascy­
nującej, ale i odrażającej postaci Judyty: „W pamięci
mojej spoczywają - niby różnorakie przedmioty (kotwi­
ce, łańcuchy, koszule, ołówki, papier) w magazynie
shipchandlera, gdzie zaopatrują się żeglarze - rozmaite
wydarzenia, z których wiele można uznać za groteskowe
albo niegodne; ale właśnie <nikczemność> związana
z wszystkimi niemal oraz najgwałtowniejszy strach
i wstyd, jaki odczuwam, kiedy je sobie przypominam powodują, że nawet wtedy nie odnoszą się do kobiet
z miejsca przerażających, że więc nawet wtedy zmienia­
ją kobiety, które się wtedy pojawiały, w Judyty (nie tyle
dzięki własnej tych kobiet postawie, ile wskutek posta­
wy padalca, którą przybierałem ja). Przed moimi ocza­
mi wstaje więc cały szereg Judyt z ciała i krwi, aczkol­
wiek cząstkowych tylko, przybliżonych”.29
I
tu następuje kilkustronicowa litania rzeczywi­
stych - o ile to autobiograficzne wyznanie traktować
serio, a nie wydaje się, by były jakieś szczególne prze­
ciwwskazania - postaci których charakterystyki i oko­
liczności ich zapoznania kreślone są grubą, nie znają­
cą wstydu, naturalistyczną kreską. Spotykamy więc tu
całą galerię intrygujących postaci, które - skądinąd -

5.
Z powyższego fragmentu można by wnosić, że ko­
biecość ma zawsze dla Leirisa - jako warunek koniecz­
ny - nieuchronnie podwójny aspekt. Ze, inaczej mó­
wiąc, Judyta nie istnieje bez swojego dopełnienia:
Lukrecji. Ze nie da się ich od siebie oddzielić, bo są
one po prostu dwiema stronami tej samej monety. Ze
tylko Judyta pożeniona z Lukrecją daje ten - tak pożą­
dany przez niego - obraz kobiecej pełni, wiecznej ko­
biecości. I tak, i nie. Lukrecja, zbyt często pojawia się
pod piórem Leirisa, by nie zobaczyć w niej ważnego
i koniecznego komponentu („wszelka słodycz”) dopeł­
niającego jego wizję kobiety idealnej. Kobiety an Sich.
Kobiety, jako nieosiągalnego noumenu. To wszystko
prawda. Ale w momentach, w których odnosi się on
do r e a l n y c h kobiet, do kobiet w ten czy inny spo­
sób znaczących w jego życiu, wówczas zawsze, w cha­
rakterze prawzorca, ideału, archetypu bez mała, poja­
wia się tylko i wyłącznie figura Judyty.

70

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

da, że „i fizycznie i moralnie odpowiadała dwoistemu
ideałowi Lukrecji i Judyty. Twarz miała bardzo piękną,
ale piersi zniszczone; zawinięta w togę o nader podej­
rzanej bieli, pachniała skwaśniałym mlekiem (...), wy­
dawała się woskowym posągiem”.31 Dalej przedstawia
ją jako czarci nieomal pomiot, portretuje w demonicz­
nym transie: „Było oczywiste, że jako córka swego ro­
dzaju czarownicy, opętanej różnorakimi duchami, mu­
si te demony odziedziczyć (...) Dla jednego z tych
demonów zabiła białoognistego barana; zobaczyłem ją
jak wyła w transie - całkiem jak opętana - i piła
w porcelanowej filiżance ciepłą krew ofiary, cieknącą
z przegiętej szyi. Nigdy jej nie posiadałem, kiedy jed­
nak spełniła się ta ofiara, miałem wrażenie, że nawią­
zał się między nami stosunek intymniejszy niż jakie­
kolwiek cielesne zbliżenie”.32
Jak widać, Judyta jest u Leirisa figurą nad wyraz
pojemną. Nie zna granic metamorfozy. Mogła być
w siniakach i pijana. Teraz nie tylko jest nawiedzona,
opętana przez demoniczne siły, ale w dodatku zmienia
także kolor skóry i wyznawaną religię. Z białej Żydów­
ki staje się czarną Abisynką! Również i ona - co typo­
logicznie zrozumiałe - spełnia ofiarę. Jakże to jednak
inny typ ofiary niż jej biblijnego sobowtóra. Ale co
ważne: i tu również Judyta (jak widać z uzupełnieniem
lukrecjańskim) nie jest tylko papierową konstrukcją;
schodzi z kart biblijnej opowieści i wciela się w żywą,
realną kobietę.

mogłyby się mocno zdziwić rozpoznając się na tej
wspólnej liście.
Spójrzmy na krótki, wyrywkowy przegląd: „dziew­
czynka, z którą chodziłem do szkoły i która, bawiąc się
tak jak wiele dzieci, potarła sobie lekko przegub we­
wnętrzną stroną drugiej dłoni i kazała mi powąchać
potartą tak skórę mówiąc: < Pachnie śm iercią>” ;
„bardzo jasna (tleniona) i mocno wymalowana wdowa,
cała owinięta czarnymi i białymi welonami, w jedwab­
nych pończochach i z wielkim bukietem fiołków, na­
przeciw której siedziałem w tramwaju wychodząc z ma­
mą na miasto”; „poznana w barze dziwka, w której się
zakochałem mając lat piętnaście, ponieważ była lesbij­
ką, miała ochrypły głos i słyszałem raz, jak jęczała z bó­
lu zębów” ; „spotkana w domu publicznym (...) dziew­
czyna trochę przejrzała, ale naprawdę ładna i świeża” ;
„przyjaciółka z niebieskimi oczami i angielskim imie­
niem, którą - jak się to mówi - kochałem prawdziwą
miłością ale z którą mi się nie powiodło”; „prostytutka
spotkana pewnej nocy w podziemiach amerykańskiego
baru, (...) osoba w typie ‘fajnej dziwy’, bardzo krzepka,
bardzo czarna”; „wyniosła i zimna Amerykanka, która
(...) zapewniła mnie spokojnie, że popełniła morder­
stwo” ; „poddana, bezwolna dziewczyna, która (...) po­
kazała nam na łydce fioletową bliznę po pchnięciu no­
żem”; „kobieta, przed którą będąc całkiem zalany (...)
usiłowałem posiąść”; „ta, z którą zapijałem się dni czte­
ry, dziewczyna poczciwa, ale wulgarna i nieładna, z ład­
nie jednak zarysowanymi nogami (pokazywała mi si­
niaki, którymi obdarzył ją przypadkowy klient)”; „ta,
co miała zwiędłą, starą twarz prowincjonalnej kokotki,
ale ciało delikatne, cienką skórę, uda i piersi subtelnie
uperfumowane”30... Wystarczy.
Z całą pewnością, ten zimny wykaz olśnień i uwodzeń w niczym nie przypomina katalogu Don Giovan­
niego z opery Mozarta. A wspomnianym tu kobietom
często daleko do ponętnych piękności z „katalogowej”
arii (Madamina, il catalogo e questo) śpiewanej przez Leporella. Mamy za to tutaj portret Judyty o wielu obli­
czach. Cóż z tego, że jej życiowe odzwierciedlenia są jak nie omieszka zaznaczyć autor - ledwie bladym od­
biciem pierwowzoru. Ale za to jakże dojmująco real­
nym! To przecież wszystko Judyty z krwi i kości.
Z ochrypłym głosem, fioletową blizną i siniakami na
nodze, z narkotycznie pachnącą piersią. Laboratoryjny
niemal przykład żywego oddziaływania mitycznego prawzoru. Oto mit w działaniu! Wchodzący w prawdziwe
życie, materializujący się nierzadko w podejrzanych pa­
ryskich spelunach, w barach i burdelach, w każdym ra­
zie, w realnych miejscach, tak dalekich od bezczasowej
atmosfery „wiecznego teraz” opowieści mitycznej.
Podobnego rodzaju mityczna transfiguracja ma
również miejsce w erotycznym wspomnieniu z afry­
kańskiej - sławna etnograficzna Misja Dakar-Dżibuti
- podróży Leirisa. W etiopskim dzisiaj mieście Gondar
zakochuje się on w pewnej Abisynce, o której powia­

6.
Imaginowany obraz, pożądany i uwierający fanta­
zmat Judyty sfabrykowany jest u Leirisa z wielu ele­
mentów różnego pochodzenia. Z całą pewnością - te­
raz widać to wyraźnie - nie ma on wiele wspólnego
z jej wizerunkiem, kreślonym przez autora biblijnej
Księgi Judyty. Nieomal niepojęte, ale nigdy nie odwo­
łuje się on do tekstu źródłowego! Najwyraźniej nie był
mu on do niczego potrzebny. W swojej pracy wyobraź­
ni wykorzystuje jego tekstowe, bądź ikoniczne refrak­
cje. Nie formułuję zarzutu, stwierdzam po prostu fakt.
Leiris, co trzeba podkreślić, po części miał tego
świadomość. W przypadku fragmentu z Historii świętej
zdawał sobie sprawę, że nie ma do czynienia z orygi­
nalnym tekstem. Utrzymywał przy tym, jak widzieli­
śmy, że krwawa historia Judyty i Holofernesa nie mo­
gła się „naprawdę” przedstawiać tak, jak chce biblijny
narrator. Że czegoś istotnego jej brakuje. Twierdził, że
starotestamentowa opowieść pozbawiona została ero­
tyki i pikantnych szczegółów z powodu kościelnej
cenzury, podszytej faryzejską troską o czystość miesz­
czańskiej moralności. A zatem, że i ona nie jest orygi­
nałem! Że jest historią wtórnie przetworzoną, pociętą
i ideologicznie sfabrykowaną na użytek podszytej hi­
pokryzją gawiedzi. Jeśli zaś chodzi o interpretację po­
staci Judyty z dyptyku Cranacha - interpretację, bo
przecież jego opis obrazu nie jest niewinny znaczenio­

71

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

wo, stanowi zaczątek późniejszego, bardziej dyskursywnego ujęcia tematu - to sam przyznaje, że sensy
alegoryczne, które wpisał w obie postaci dyptyku są
obarczone pewną dozą arbitralności i dowolności. In­
nymi słowy: że tak naprawdę nieco par force „wdruko­
wał” swoje rozumienie w oglądany obraz. Ze dokonał
ikonologicznego gwałtu na kobiecych wizerunkach,
zawłaszczył je dla siebie w wyniku interpretacyjnej
przemocy.
Jeszcze jeden istotny egzegetycznie szczegół. W ska­
zuje on dowodnie, że tekst interpretujący nie jest rze­
czywistością wykonaną ze stopu nie podatnego na żad­
ne zmiany. Odwrotnie: jeśli chce sprostać zasadzie
rzeczywistości, jest (musi być?) biograficznie zmienny.
Otóż, w pierwszym wydaniu Wieku męskiego Leiris wy­
raźnie szedł w rozumieniu Judyty tropami psychoana­
litycznymi. Judyta jawiła mu się jako wyrazisty obraz
kary, była wyrazem tego, czego się boi i pragnie zara­
zem, mówiąc krótko: kastracji. W wydaniu drugim,
z roku 1946, w dopisku do tamtych uwag, odsuwa na
bok interpretację psychoanalityczną. Teraz mówi już
raczej o lęku przed zaangażowaniem, przed podjęciem
odpowiedzialności, ale zawsze równoważonym pra­
gnieniem przeciwstawnym. Innymi słowy: jego lęk
przed Judytą nie ma nic wspólnego z jakąś maniakal­
ną postacią mizoginii. To raczej strach przed jakąkol­
wiek finalizacją, przed zafiksowaniem siebie w pewnej
skończonej, ostatecznej formie. Stąd nieustająca fa­
scynacja Judytą, ale i równie mocne pragnienie
ucieczki przed nią.
Podsumujmy: dla Leirisa Judyta jest postacią ma­
gnetyczną. Skupia na sobie wzrok. Ma coś z mitologicz­
nej Meduzy.33 Przyciąga, ale i przeraża. Jest piękna, ale
pięknem szczególnym. Pięknem, w którym jest nieusu­
walna skaza i/lub element demoniczny. Można rozu­
mieć ją jako alegoryczne lustro, w którym wyjątkowo
wyraziście odbijają się sprzeczności patrzącego na nią.
Co szczególnie rzuca się w oczy: Leiris pomija zupełnie
cały żydowski kontekst tej opowieści, tak kulturowy,
jak i religijny. Pozbawiona plemiennych cech Judyta
staje się uogólnionym typem.34 Archetypiczną figurą
kobiecości. Alegorią kobiecości w ogóle. Judyta jest dla
niego tylko powabną i okrutną kobietą (Leiris powie­
działby może: aż kobietą), a nie jak to ma miejsce
w tekście biblijnym: kobietą piękną, mądrą, pobożną35
(dodajmy też: nie pozbawioną sprytu), ale nade wszyst­
ko przedstawicielką ludu wybranego. Więcej nawet:
kobietą, która jest narzędziem w ręku samego Boga!
Leiris koncentruje się na okrucieństwie czynu i, jak
się zdaje, nie dostrzega dla jego eksplikacji żadnych oko­
liczności łagodzących. Czyn Judyty, pozbawiony teolo­
gicznego zaplecza, przeradza się tedy w okrutne zabój­
stwo, dokonane przez działającą z zimnym
wyrachowaniem, nie znającą zahamowań kobietę. I co
jeszcze godne podkreślenia zważywszy na źródłowy prze­
kaz, Leiris - wbrew literze tekstu biblijnego - każe Judy­

cie oddać się Holofernesowi, wprowadzając dodatkowo
do tej krwawej historii wątek jawnie seksualny. Sugeruje
co prawda, że nie ma o tym mowy w tekście, ale że, bio­
rąc pod uwagę rozwój sytuacji, takie zdarzenie powinno
było zajść. Powinno, więc zapewne zaszło. Osobliwa logi­
ka. Swoją drogą, to semantyczne podstawienie potwier­
dza w praktyce pisarskiej jego własne słowa: „Przyznawa­
łem decydujące znaczenie w y o b r a ż o n e m u,
będącego zastępnikiem rzeczywistości i światem, który
możemy stwarzać do woli”.36

7.
Ale skupiając wzrok na Judycie, nie zapominamy
0 drugim bohaterze biblijnej historii. Ktoś tu poległ,
ktoś tu przecież nie żyje. Nie zapominamy o Holofernesie, mężczyźnie pozbawionym głowy. Wbrew pozo­
rom nie oddala nas to bardzo od postaci Judyty. Prze­
ciwnie: dopiero uwzględniając obraz Holofernesa
w imaginarium Leirisa domkniemy tę historię do koń­
ca. Łącznikiem między nimi stanie się muzyka, ściślej:
opera, sztuka tak ważna dla Leirisa.
W Operratiques snuje on ciekawe rozważania na
temat Turandot Pucciniego. W niewielkim szkicu jej
poświęconym znowu powracają dwa największe kobie­
ce fantazmaty jego życia, te które pojawiły się na pro­
gu wkraczania w wiek męski: Judyta i Lukrecja. Pisze:
„poza Turandot nie widzę dzieła lirycznego, w którym
postacie Judyty (Turandot) i Lukrecji (Liu) byłyby
równocześnie na scenie. Acz już w Tosce znajdujemy
kobietę, która zabija, a w Madame Butterfly kobietę
która popełnia samobójstwo. (...) Symbolika Turandot: przez swoją dobrowolną śmierć Liu-Lukrecja skła­
da ostatnią ofiarę dla Turandot-Judyty, i rzuca urok,
który ciąży na tej ostatniej w tym samym momencie,
kiedy egzekwuje ona okup od Kalafa-Holfernesa”.37
W spektaklu operowym po raz kolejny, namacalnie
1 na żywo, wskrzeszone zostają leirisowskie fantomy: po­
jawia się okrutna Judyta identyfikowana z księżniczką
Turandot i łagodna, kochająca Lukrecja, której postać
dostrzega Leiris w służącej Liu. Co ważne: w Kalafie, de­
cydującym się na perwersyjną i niebezpieczną grę z Turandot, grę, w której może on utracić głowę, widzi wcie­
lenie Holofernesa. Holofernesa, który poddany przez
Turandot serii prób, ostatecznie zwycięża, i tym samym
ocala swoją głowę. Postać Kalafa z tej opery, była dla Le­
irisa niesłychanie ważna. W pewnym momencie, w trak­
cie redagowania Fibrilles planował nawet napisanie
większego tekstu pod wymownym tytułem: Turandot, al­
bo triumf Holofernesa. A choć zwycięstwo Kalafa-Holofernesa było gorzkie (kochająca go Liu zabija się), to bez
wątpienia musiał go fascynować mężczyzna, który odno­
si jednak triumf nad Turandot-Judytą. Musiał go za­
chwycać, bo to on przecież utożsamiał się z Holofernesem! To dlatego tak napawał go grozą obraz odciętej
głowy odpadającej od reszty ciała. To on był tym męż­
czyzną, który - symbolicznie - stracił dla Judyty głowę.

72

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

W postaci Kalafa-Holofernesa, równie symbolicznie,
odzyskuje ją na powrót, najwyraźniej sycąc się jego zwy­
cięstwem nad modliszkopodobną Turandot-Judytą.

sowi wcale nie chodziło o odkrycie „prawdziwego” zna­
czenia tekstu. Jego rozumienie poczynań Judyty prze­
nosi problem z płaszczyzny tekstowej na płaszczyznę
egzystencjalną. Leiris nie chce przecież zrozumieć Ju­
dyty, ale poprzez jej figurę, chce zrozumieć siebie i wła­
sne problemy! Można ganić taki rodzaj interpretacji,
jako sprzeniewierzający się obiektywizującym rygorom
metodologicznym. Ale wystarczy zauważyć, że tu żaden
obiektywizm nie jest stawką w grze. Chciałoby się rzec
emfatycznie: tu nie chodzi o tekst, o egzegetyczne
prawdy, tu chodzi o życie! I nie ma takiej instancji,
która by mogła komukolwiek zabronić czytania tek­
stów w taki właśnie - „życiowy”, odnoszący się do real­
nie przeżywanych problemów - sposób.
Bliska jest mi tej materii konkluzja wywodów Mi­
chała P. Markowskiego w kwestii oceny różnorakich
wysiłków interpretacyjnych: zarówno tych czynionych
lege artis, jak i tych, które bezczelnie i bezceremonial­
nie używają tekstu do własnych celów: „Najwspanial­
sze interpretacje to nie te wcale, które najdokładniej
wytłumaczą nam to, co kryje tekst, ale te, które potra­
fią narzucić nam swoją własną wizję świata i które
sprowokują do myślenia o tekście na nowo.
P i e c z o ł o w i t e e g z e g e z y paradoksalnie za­
mykają sens komentowanego tekstu w pustych formu­
łach tautologicznych (A = A ; tekst komentowany =
tekst komentujący). D e m o n i c z n e u ż y c i a z ko­
lei uwalniają jego żywotność i pozwalają tekstowi prze­
żyć w odmiennych - niż to przypuszczał jego autor warunkach”.40
Otóż to! Demoniczna egzegeza Leirisa, ze wszystkimi
swoimi potknięciami, wmówieniami i przerysowaniami
jest właśnie otwierająca. Prowokuje nas do powrotu do
tekstu źródłowego, zaprasza do własnych poszukiwań,
do niezgody, do zadawania pytań. A już z tej perspekty­
wy widziana - w istocie dość demoniczna! - podmiana
pobożnej wdowy z biblijnej księgi na patriotyczna kurwę
z autobiograficznego tekstu, przestaje być już tak istotna.
Choć teologicznie niedopuszczalna, to już antropolo­
gicznie - jak najbardziej. I to nie dlatego, by teolog z de­
finicji promował jeno cnotę, a antropolog był siewcą roz­
wiązłości, ale dlatego, że ten ostatni doskonale rozumie
czym jest życie tekstu (zwłaszcza życie po życiu), migotli­
wa i nie dająca się z góry przewidzieć gra znaczeń, która
tworzy wciąż zmieniający się puzzle, zwany kulturą. Nie
tyle jest więc za patriotycznym seksem, ile za czujnością
wobec kulturowej zmienności i uważnością wobec nie­
przewidywalnych losów drukowanego.
Jedno mnie jeszcze intryguje. Jak wiadomo, papież
Grzegorz Wielki jest autorem sławnego powiedzenia
dotyczącego pożytków z lektury tekstów biblijnych:
Divina eloquentia crescit cum legente. „Pismo święte
wzrasta razem ze swoimi czytelnikami”. Lektura Wie­
ku męskiego nasuwa nie tyle pewne wątpliwości co do
trafności tej formuły, ile pozwala zobaczyć tę zbożną
w intencjach myśl w dość perwersyjnym świetle.

8 ..
Zataczając koło powróćmy do początku tych uwag,
do kwestii egzegezy biblijnego tekstu. Powracamy tym
samym do przerwanego w pewnym momencie wątku
konfuzji interpretacyjnej: jawnego odejścia Leirisa od
tego wizerunku Judyty, jaki pojawia się na kartach
księgi biblijnej. Jak rozumieć tę osobliwą lekturę? Czy
można w tym przypadku mówić jeszcze o interpretacji
(swoistej, a rebours, ale jednak interpretacji), czy też
jednak o ostentacyjnym nadużyciu interpretacyjnym,
polegającym na rozminięciu się z tekstem, nie respek­
towaniu jego intencji i pierwotnego kontekstu znacze­
niowego? Co tu się wydarzyło w punkcie przecięcia
znaczeń, które niesie tekst i czytelniczych oczekiwań?
By odpowiedzieć na to pytanie przypomnijmy, wy­
jątkowo poręczne w naszej sytuacji, rozróżnienie do­
konane przez Umberto Eco. W swoich wykładach tannerowskich wprowadza on wyraźną dystynkcję między
pojęciem i n t e r p r e t a c j i i u ż y c i a tekstu.38
W pierwszym przypadku, czytelnik domyśla się sensów
czytanego tekstu, respektując wszakże kilka elemen­
tarnych kryteriów poprawnej interpretacji: kontekstowość, oszczędność, i spójność. W przypadku drugim,
dominuje niczym nie miarkowany domysł i intuicja,
a wszystkie wspomniane instancje poprawnej inter­
pretacji zostają zawieszone. Eco wyraźnie optuje za
stanowiskiem, które ogranicza interpretacyjne ekscesy
i radosną twórczość interpretacyjną utrzymując, że in­
terpretacja pretendująca do miana sensownej nie mo­
że być nieograniczona, że innymi słowy, musi być obu­
dowana wspomnianymi wyżej rygorami. Przeprowadza
przy tym druzgocącą - w jego mniemaniu39 - diatrybę
przeciwko wszelkiego rodzaju postaciom nadinterpre­
tacji. Przy tak zarysowanym w czarno-białych barwach
schemacie, „egzegeza” Leirisa mieści się w pełni i bez
reszty po stronie użycia tekstu. Mogłaby wręcz służyć
jako modelowa niemal realizacja takiej strategii czyta­
nia. Nie ma wątpliwości, że Eco nie zostawiłby na eks­
cesach - w obydwu znaczeniach łacińskiego excessus:
odstępstwo i zboczenie - Leirisa suchej nitki.
Wolno wszakże zapytać prostodusznie: czy Leirisowska - rzeczywiście dość osobliwa - egzegeza starotestamentowej opowieści jest lekturą całkowicie bezwarto­
ściową? Czy fakt, iż odczytał ją w sposób - delikatnie
mówiąc: nieortodoksyjny, mniej delikatnie: swawolny czyni ten typ lektury bezsensownym, mocą samej oczy­
wistości? Jeśli nie ulegać bezkrytycznie wprowadzone­
mu przez Eco podziałowi, to odpowiedź brzmi: nie.
Można przecież uznać, że to, co nazywa on użyciem
mieści się w kategorii twórczej zdrady. Owszem, nie da­
łoby się jej obronić na gruncie metodologicznie obwa­
rowanej egzegezy, ale też nietrudno zauważyć, że Leiri-

73

Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

Przypisy
A. LaCocque, P. Ricoeur, Myśleć biblijnie, przeł. E. Mu­
koid, M. Tarnowska, Kraków 2003, s. 7
2 M. Leiris, Wiek męski wraz z rozprawą Literatura a tauromachia, przeł. T. i J. Błońscy, posłowie J. Błoński, War­
szawa 1972, s. 74
3 Śladowo wspomina o tym Denis Hollier, w skądinąd
świetnym artykule, skoncentrowanym jednak głównie
na związkach łączących historię Judyty i pisarstwo auto­
biograficzne. Por. D. Hollier, Nagłówek Holofernesa
(Uwagi o Judycie), przeł. K. Przyłuska, przedrukowany
w niniejszym numerze.
4 Daty powstania oscylują wokół lat 160-140 przed Chr.
Por. W. J. Harrington, Klucz do Biblii, przeł. J. Marzęcki,
Warszawa 1984, s. 365; A. Świderkówna, Rozmowy o Bi­
blii. Opowieści i przypowieści, Warszawa 2006, s. 83
5 Harrington, dz. cyt. s. 364
6 Jak dowcipnie pisze jeden z biblistów, historia opowie­
dziana przez redaktora księgi przypomina narrację,
w której to „Piotr Wielki, król Anglii, prowadził wojnę
z Arfaksadem, królem Francji, przy użyciu armii dowo­
dzonej przez generałów Eisenhowera i Mac-Arthura”, P.
F. Ellis, The Man and the Message of the Old Testament,
Collegeville 1963, s. 523
7 Por. A. Lâpple, Od egzegezy do katechezy. Stary Testament,
przeł. B. Białecki, Warszawa 1986, t. 1, s. 341; Księga To­
biasza. Księga Judyty. Księga Estery, tłumaczenie, wstęp
i komentarz ks. A. Tronina, Lublin 2001, s. 88
8 Josef Schreiner umieszczając Judytę obok takich postaci jak
Estera, Tobiasz i Daniel pisze o nich jako godnych naślado­
wania postaciach wzorcowych, takich, które „trzymają się
ściśle przepisów Tory”, J. Schreiner, Teologia Starego Testa­
mentu, przeł. B. W. Matysiak, Warszawa 1999, s. 217-218
9 Jdt, 10,23
10 Jdt, 11, 20-21
11 Jdt, 9, 5-10
12 Jdt, 13, 1-10
13 Jdt, 16, 1-9
14 G. Steiner, Gramatyki tworzenia, przeł. J. Łoziński, Po­
znań 2004, s. 143
15 Leiris, Wiek męski, s. 74
16 Trudno powiedzieć, czy Leris znał wszystkie namalowane
przez Cranacha „warianty” tego obrazu.
17 Tamże, s. 34
18 Warto zaznaczyć, że reprodukcja tego dyptyku znalazła
się na okładce drugiego wydania L ’Age d’homme (1946).
Moje wydanie tej książki z roku 2006 ma na okładce,
owszem, obraz Cranacha, ale już inny: Judyta i Holofer­
nes (detal z obciętą głową na pierwszym planie) z Kunsthistorishes Museum w Wiedniu. Świadoma zamiana
czy redaktorskie przeoczenie?
1

19 Tamże, s. 119
20 Choć jak słusznie pisze Marjorie Perloff, obraz raczej nie
epatuje takimi jakościami, por. M. Perloff, Tolerance and
Taboo. Modernist Primitive, and Postmodernist Pieties (ko­
rzystam z wersji elektronicznej -epc. buffalo. edu/authors/perloff/tolerance. html)
21 Tamże, s. 115
22 Tamże, s. 50
23 Tamże, s. 117
24 Tamże, s. 117
25 W Wieku męskim jest jeszcze jedna, wysoce enigmatycz­
na wzmianka, o bliskiej Leirisowi kobiecie, która mieści­
ła w sobie obrazy dwóch wielkich, opiewanych przez nie­
go bohaterek: „Myślę tu zwłaszcza o kobiecie, której nie
będę bliżej określał i o której nie powiem nic, oprócz te­
go, że była zarazem Lukrecją i Judytą. Lukrecją, ponie­
waż mogę patrzeć na nią jak na istotę, która - w pewnym
sensie - padła ofiarą mego okrucieństwa. Judytą zaś, po­
nieważ wiele w niej było zwiędłego i jakby wyjedzonego”,
s. 130.
26 Tamże, s. 76
27 Tamże, s. 84
28 Tym właśnie, przypominającym początek Boskiej kome­
dii, „dantejskim” (Nel mezzo del camin di nostra vita) zda­
niem rozpoczyna się pierwsze wydanie Wieku męskiego.
29 Tamże, s. 120
30 Tamże, cytaty pochodzą ze stron 120-123.
31 Tamże, s. 168
32 Tamże, s. 168-169
33 W pewnym zapisie z Wieku męskiego stwierdza wprost:
„kobieta to dla mnie zawsze - mniej lub więcej - Medu­
za”, s. 124
34 Leiris wspomina co prawda o „patriotycznym geście” Ju­
dyty, ale nie wyciąga z tej obserwacji żadnych wniosków.
35 Nie jest rzeczą przypadku, że w tradycji chrześcijańskiej
czysta i cnotliwa Judyta staje się prefiguracją Maryi, a cy­
towana wcześniej modlitwa dziękczynna wchodzi
w skład modlitw brewiarzowych.
36 Tamże, s. 153
37 M. Leiris, Operratiques, Paris 1992, s. 118-119
38 U. Eco, Interpretacja i nadinterpretacja, red. S. Collini,
przeł T. Bieroń, Kraków 1996
39 Eco, jak to ma w zwyczaju, mocno ustawia sobie prze­
ciwnika, zresztą całe jego rozumowanie wsparte jest na
pewnych przesłankach, które bynajmniej nie są wolne
od arbitralnych postanowień. W tej kwestii por. M. P.
Markowski, Interpretacyjne rECOlekcje, „Znak” nr 499:
1996, s. 128-135.
40 M. P. Markowski, Interpretacja i literatura, „Teksty dru­
gie” nr 5 (70): 2001, s. 57; rozstzrzelony druk - M. P. M.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.