http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2635.pdf

Media

Part of The Eye Witness- Malinowski's Kiriwina=Naoczny świadek- Kiriwina Malinowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4

extracted text
Sławomir Sikora • T H E E Y E WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

S Ł A W O M I R

SIKORA

The Eye Witness
- Malinowski's
Kiriwina

N

aturally, it is not true that so far we have been
unfamiliar with photographs by Bronisław
Malinowski. Each of his more significant
ethnographic monographs contains at least several score
of them (Argonauts of the Western Pacific - 66, The
Sexual Life of Savages - 92, Coral Gardens and Their
Magic - 116), but only after the publication of the
album by Michael Young (Malinowski's Kiriwina.
Fieldwork Photography 1915-1918) do we perceive them
differently. The primary issue at stake is probably their
size. Until now, we have dealt (almost exclusively, with
the obvious exception of illustrations published since
the beginning of 1999 in Konteksty) with small-format
photographs of inferior quality (a trait particularly
marked, although not solely, in Polish editions). They
did not encourage the reader towards studying them
more closely, and sometimes even outright hampered
such examination. Upon occasions, the enclosed
descriptions made it possible to ascertain only the fact
that what we should be seeing is almost invisible.
Furthermore, photographs in books are unavoidably
doomed (almost without exception) to act as sheer
illustrations, and to play a subordinate (or separate)
part in relation to the text. It is difficult to overcome
this order of reading or seeing, even in those books
whose task consists of transcending this rule (vide the
recently published in Polish LEmpire des signes by
Roland Barthes). This habit was not surmounted also in
publications by Malinowski, although in the majority of
cases references made in the text to illustrations
arranged in blocks, and vice versa - references made in
illustrations to the text, incline towards parallel reading
and looking. The Michael Young album not so much
reverses the relation of the text towards the
photographs (it would be difficult to maintain such an
opinion in view of the copiousness of the written word:
a very interesting and competent introduction,

* A review of Malinowski's
1915-1918

Kiriwina.

Fieldwork

Photography

by Michael W. Young, T h e University of Chicago

Press, Chicago and London

1998

comments to particular categories of photographs and
every illustration, appendices) as balances it.
It was Young's intention to 'take on the conception
devised by Malinowski', who was to have contemplated
the creation of an album version of his photographs. We
are presented, therefore, with an image of Kiriwina
Island (the Trobriands), one of the most 'sacral' and
'legendary places' in ethnography, seen 'through the
eyes' of Malinowski. In this way, we have been offered
a certain version of 1-witnessing, to refer to the
metaphorical and ambiguous formulation proposed by
Clifford Geertz ("I-Witnessing. Malinowski's Children"
in: Works and Lives. The Anthropologist as an Author).
The presented album contains 190 photographs selected
from an overall number of about 1100 deposited in the
archive of the London School of Economics, and omits
photographs published earlier by Malinowski in his
works (some 270 illustrations, not counting repetitions).
Half of the photographs not used by Malinowski suffer
from insufficient clearness or other technical faults;
consequently, we have received presumably almost half
of the 'good' and heretofore mostly unknown
photographs taken by the Ethnographer.
In a concise, albeit exhaustive manner Young
discusses the persons who influenced Malinowski-the
photographer, and characterises his photography.
Alongside Seligman and Witkacy (the latter's impact has
already been described for example by Terence Wright in
"The Anthropologist as an Artist:
Malinowski's Trobriand Photographs"), the author of the
album lists Nina Stirling (the youngest daughter of Sir
Edward Stirling, director of the South Australia
Museum), a talented and enthusiastic amateur
photographer, who for a certain time was emotionally
close to Malinowski (1915): "She probably fanned
Malinowski's fickle interest in photography, if only
because he needed to prove himself to her" [p. 10].
Mention is made also of Bill Hancock, a local pearl
trader and friend, whose influence could have been the
most significant (Malinowski used several of
Hancock's photographs in his own publications). Young
is more skeptical (than Wright, for instance) about the
supposed impact exerted by Witkacy (who was to have
acted as photographer and draughtsman during the
expedition) upon the photographs and perception skills
of his friend: "The importance of Witkiewicz's influence
on Malinowski's photography is, I suggest, not for what
he might have taught him (which in any case cannot be
determined), but what, in contrast to Witkiewicz's,
Malinowski's photography is not" [p. 13]. Similarly to
their lifestyles, the photographs taken by the two men
are diametrically different: "Malinowski appears to have
resisted the experimental, art nouveau trends indulged
by Witkiewicz. If Witkiewicz's photography leaned

158

Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

O

czywiście nie jest prawdą, że nie znaliśmy do­
tychczas fotografii Bronisława Malinowskiego.
Każda z jego poważniejszych monografii etno­
graficznych mieściła przynajmniej kilkadziesiąt zdjęć (Ar­
gonauci Zachodniego Pacyfiku - 66, Zycie seksualne dzikich
- 9 1 , Ogrody koralowe i ich magia - 116), a jednak wraz
z pojawieniem się albumu Michaela Younga, Malinow­
ski's Kiriwina. Fieldwork Photography 1915-1918, zaczyna­
my na nie patrzeć odmiennie. Pierwszą sprawą, o którą
może chodzić, jest pewnie wielkość. Dotychczas fotogra­
fie Malinowskiego oglądaliśmy (prawie wyłącznie - pomi­
jam tu oczywiście zdjęcia Malinowskiego, które od po­
czątku 1999 publikujemy w „Kontekstach") w małych
fotmatach i (co dotyczy szczególnie, choć nie tylko, wy­
dań polskich) były one kiepskiej jakości. Nie zachęcały
do uważnego studiowania, a nawet go nie umożliwiały.
Czasem dołączone opisy pozwalały jedynie stwierdzić
fakt, że to, co winniśmy widzieć, jest właśnie niewidocz­
ne. Ponadto fotografie w książkach w sposób nieuniknio­
ny skazane są (prawie bez wyjątku) na ilustracyjność. Peł­
nią podrzędną (lub odrębną) wobec tekstu rolę. Taki po­
rządek czytania bądź oglądania trudno przełamać nawet
w książkach, których zadaniem jest właśnie ową regułę
przekraczać (vide dopiero teraz wydane Imperium znaków
Rolanada Barthesa). Tego obyczaju książki Malinowskie­
go również nie przełamywały, choć w większości przypad­
ków odsyłacze z tekstu do zblokowanych ilustracji i od­
wrotnie - od ilustracji do tekstu - skłaniają do patalelnego czytania i oglądania. I oto pojawia się album Michae­
la Younga, który nie tyle sprawę relacji tekstu do zdjęć
odwraca (twierdzenie takie trudno byłoby utrzymywać
wobec obfitości słowa pisanego: ciekawego i kompetent­
nego wstępu, wprowadzenia do poszczególnych kategorii
fotografii, bogatych komentarzy przy każdym zdjęciu,
apendyksów), ile relację tę równoważy.
Young swym zamierzeniem „podejmuje pomysł Mali­
nowskiego", który sam miał przemyśliwać nad stworze­
niem albumowej wersji własnych fotografii. Otrzymujemy
zatem obraz Kiriwina (Wyspy Trobrianda) - jednego
z najbardziej „sakralnych" i obrośniętych legendą „miejsc
w etnografii" - postrzegany „oczyma" Malinowskiego.
Otrzymujemy tym samym pewną wersję I-witnessing, by
skorzystać z metaforycznego i dwuznacznego sformułowa­
nia Clifforda Geertza (Zaświadczające Ja. Dzieci Malinow­
skiego, w: Dzieh i życie. Antropolog jako autor, Wydawnic­
two KR, pierwodruk „Konteksty" 1/1998).
Album Younga mieści 190 fotografii wybranych
z ogólnej liczby około 1100 znajdujących się w depozycie
w archiwum London School of Economics z pominięciem
zdjęć opublikowanych wcześniej przez Malinowskiego we
własnych pracach (około 270 fotografii nie licząc po­
wtórzeń). Połowa niewykorzystanych przez Malinowskie­
go zdjęć cierpi na niedostatki ostrości bądź też z powodu
innych technicznych usterek, można więc sądzić, że otrzy-

S Ł A W O M I R

S I K O R A

Naoczny świadek
- Kiriwina
Malinowskiego*
maliśmy prawie połowę z „dobrych" a nieznanych zdjęć
Etnografa.
Young w zwięzły lecz wyczerpujący sposób omawia po­
staci, które wpłynęły na Malinowskiego jako fotografa,
jak również charakteryzuje jego fotografię. Poza Seligmanem i Witkacym (wpływ tego ostatniego doczekał się już
omówienia np. przez Terence'a Wrighta, m.in. w Antropo­
log jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trobriandów,
„Konteksty" 1-2/1997 oraz w niniejszym numerze) twór­
ca albumu wymienia także Ninę Stirling (najmłodszą cór­
kę Sir Edwarda Stirlinga, dyrektora South Australia M u ­
seum), zdolną i zapaloną amatorkę fotografii, z którą
przez pewien czas Malinowskiego łączyły uczucia (rok
1915): „Prawdopodobnie podsyciła ona u Malinowskiego
chybotliwe zainteresowanie fotografią, choćby dlatego, że
musiał się on przed nią sprawdzić." [s. 10] Wymienia rów­
nież Billa Hancocka, miejscowego handlarza pereł i przy­
jaciela Etnografa, którego wpływ był być może najbardziej
znaczący (Malinowski wykorzystał zresztą kilka jego foto­
grafii w swych publikacjach). Young jest bardziej scep­
tyczny (od Wrighta na przykład) w sprawie domniemane­
go wpływu Witkacego - który miał być fotografem i ry­
sownikiem w czasie ich wyprawy - tak na fotografię jak
i zdolności percepcyjne przyjaciela. „Sugerowałbym, że
waga wpływu Witkiewicza na fotogtafię Malinowskiego,
polega nie tyle na tym, czego mógł on nauczyć tego ostat­
niego (a co w każdym razie trudno określić), ile na tym,
czym fotografia Malinowskiego w przeciwieństwie do
Witkacego nie jest." [s. 13] Fotografie obu ówczesnych
przyjaciół, podobnie zresztą jak style ich życia, są diame­
tralnie różne. „Malinowski zdaje się opierać eksperymen­
talnym, związanym z nową sztuką trendom, którym ulega
Witkiewicz. O ile fotografia Witkiewicza skłania się ku
surrealizmowi, o tyle u Malinowskiego byłaby ona gwa­
rancją jego przykładnego realizmu. Podczas gdy Witkie-

* Recenzja z M i c h a e l W. Young, Malinowski's
dwork Photography

1915-1918,

Chicago and L o n d o n 1998

159

Kiriwina.

Fiel­

T h e University of Chicago Press,

Siauiomir Sikora • T H E EYE WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

toward surrealism, then Malinowski would ensure that
his own exemplified realism. Whereas Witkiewicz
treated photography as an expressive art form to be
explored, Malinowski treated it purely as a visual aid to
his science" [p. 13]. Young claims that if
Witkacy's journey had not been interrupted, his
presence could have resulted in revolutionising
anthropology, not only due to a different view of the
Other, but also because his works could have served as
evidence of the difficult situation of the European in the
tropics. Photographs taken by Witkacy "would have
focused on the bizarre, cultivated the alien, visually
enhancing the savagery; one might even imagine him
creating a photographic version of Heart of Darkness" [p.
13]. (The difficulties experienced by the white man, the
'European', stemming from his uncomfortable position of
eternally 'not belonging', and assorted attempts at
'solving' this question are discussed with great insight by
James Clifford in Predicament of Culture). Fascinated by
fragmentation, disintegration, and the adorned masks,
Witkacy was also interested in the game played within
inconsistent identity, a problem which appeared, at least
in ethnology, much later. Naturally, we could deliberate
on the outcome of strongly individualised portraits from
the Other World, and ask whether they would not have
caused an earlier undermining of the perception of the
alien in general categories, predominantly as
a representative of another culture.
The expansive use to which Malinowski put
photography is a historical precedence, although at the
same time his attitude towards it appeared to be
decidedly ambiguous. O n the one hand, he regarded
photography as important - expenses associated with it
remained relatively high (about 10% of the general
costs, according to Young); on the other hand,
Malinowski blamed himself for insufficiently exploiting
this invention (and even mentioned "deadly sin" in this
particular context): "Perhaps if you compare my books
with other field-work accounts you will not realise how
badly mine are documented in their pictorial outfit. (...)
I treated photography as a secondary occupation and
a somewhat unimportant way of collecting evidence.
This was a serious mistake. In writing up my material on
gardens I find that the control of my fieldnotes by means
of photographs has let me to reformulate my statement
on innumerable points (...) In particular, I went by the
principle of, roughly speaking, picturesqueness and
accessibility (...) I put photography on the same level as
the collecting of curios - almost as an accessory
relaxation of field-work. (...) A general source of
inadequacies in all my material, whether photographic
or linguistic or descriptive, consist in the fact that, like
every ethnographer, I was lured by the dramatic,
exceptional and sensational. (...) In photography my

failure to snap a group of men sitting in front of a hut
because they just looked like an everyday group of men
sitting before a hut is an example of this. It was also
a deadly sin against the functional method, the main
point of which is that form matters less than function.
Twelve people sitting round a mat in front of a house,
because they came there by accident and stayed
gossiping, have the same 'form' as the same twelve
people collected on important garden business." (Coral
Gardens and Their Magic, p. 461-62)
The last mentioned issue entitles us to declare that
Malinowski was perfectly aware of a certain difficulty
associated with photography and its employment,
namely, of the fact that photographs "depicting form"
(form versus function) experience considerable problems
with rendering meaning indelible and with transmitting
sense; i . e. with that which Kirsten Hastrup labelled as
the incapability of conveying a "thick description" (an
opinion with which I cannot fully agree, as I have tried
to show in the past) .The fact that Malinowski was aware
of the ambivalent significance of photography could be
testified also by the use of the same photographs in
assorted contexts and for the purpose of illustrating
various issues. Although, on the one hand, Malinowski
criticised himself, for example, for not taking
photographs of all the phases of a given ritual, and, on
the other hand, blamed himself for treating photography
"almost as relaxation during fieldwork", we may presume
that sometimes he actually conceived photography more
as an obligation than a pleasure (a stance which could
be related to the manner in which he approached
scientific activity). He chided himself, not only in his
Diary, for forgetting to take the camera or to load it, as
well as for unsuccessful photographs, which produced his
anger and impatience.
Originally, Young planned a chronological
arrangement of the photographs. In view of the scant
descriptions of the illustrations or their absence he
resigned from this project. Instead, we have been
presented with an album containing fourteen blocks of
illustrations, which Young described as "photo-essays"
(Samarai, "Gate to the Field"; Picturing the
Ethnographer; Touluwa, Chief of Omarakana; Coral
Gardens and Their Harvests; Dancing at Milarnala;
"Physical Types" and "Personalities"; Magic; Fishing and
Canoes of the Lagoon; "Village Scenes"; Women's
Domain; "The Children's Republic"; Mortuary Rites and
Exchanges; Masawa Canoes and Kula Quest; "Black and
White"), categories borrowed partially from the
classification proposed by Malinowski himself, who
grouped his photographs in 31 classes. The blocks of
illustrations are preceded by an introduction, and each
of the photographs is accompanied by an in-depth
commentary. The caption for photograph 9, showing

160

Statek "Borda". 28 lutego 1920
"Barda" ship. February 28,

1920

Marni Masson (siostra Elsie Masson) żegna odpływającą "Bordę"; Austarlia. 28 lutego 1920
Marni Masson (Elsie Massons

sister) having farewell to the "Borda". Australia,
Ze zbiorów Heleny Wayne
The collection of Helena Wayne

February 28,

1920

Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

wicz traktował fotografię jako formę sztuki ekspresyjnej,
którą należy badać, to Malinowski traktował ją jedynie
jako wizualną pomoc dla swojej nauki." [s. 13] Young
utrzymuje, że gdyby podróż Witkacego nie została prze­
rwana, mogłoby to prowadzić do zrewolucjonizowania
antropologii. I idzie nie tylko o inne spojtzenie na Inne­
go, lecz także o to, że prace takie mogłyby dać świadec­
two trudnego położenia Eutopejczyka w tropikach,
w świecie ciemnoskórych ludzi (Bzik tropikalny). Fotogtafie Witkacego „Ogniskowałyby się na tym, co dziwaczne,
na kultywowaniu obcości, wizualnym podkreśleniu dzi­
kości; można by sobie nawet wyobrażać, że stworzyłby on
fotograficzną wersję jądra ciemności." [s. 13]. (O trudno­
ściach jakie dla białego człowieka, „Europejczyka" wyni­
kają z tego kłopotliwego położenia, bycia zawsze „nie na
miejscu" oraz różnych próbach „rozwiązania" tej kwestii
wnikliwie pisze James Clifford w Kłopotach z kulturą.) Za­
interesowany fragmentacją, dezintegracją, przywdziewa­
nymi maskami Witkacy, tym samym zainteresowany był
również grą w obrębie niespójnej tożsamości, proble­
mem, który przynajmniej w etnologii pojawił się zdecy­
dowanie później. Można się rzeczywiście zastanawiać co
dałyby silnie zindywidualizowane portrety postaci z Inne­
go Świata, czy nie spowodowałoby one wcześniejszego
podważenia postrzegania obcego w kategoriach ogól­
nych, przede wszystkim jako przedstawiciela innej kultu­
ry czy tasy.
Rozległość wykorzystania fotografii przez Malinow­
skiego jest historycznym precedensem, choć jednocze­
śnie jego stosunek do niej wydaje się zdecydowanie nie­
jednoznaczny. Z jednej strony można uznać, że fotografia
jest dla niego ważna - wydatki na związane z nią sprawy
są względnie duże (około 10 procent ogólnych kosztów
według Younga), ale także Malinowski obwinia się (poja­
wia się w tym kontekście nawet sformułowanie „grzech
śmiertelny") o niedostateczne wykorzystanie tego wyna­
lazku: „Gdy czytelnik porównuje moje prace z innymi re­
lacjami z badań terenowych, być może nie uświadomi so­
bie, jak uboga jest dokumentacja fotograficzna moich
prac. (...) Fotografię ttaktowałem jako drugorzędne zaję­
cie i jako niezbyt ważny sposób zbierania informacji. Był
to poważny błąd. Sprawdzanie notatek terenowych z za­
stosowaniem fotografii w czasie opracowania materiałów
dotyczących ogrodów skłoniło mnie do przeformułowania moich twierdzeń w licznych punktach. (...) Szczegól­
ny błąd polegał na tym, że stosowałem tu, z grubsza bio­
rąc, zasadę malowniczości i dostępności. (...) Fotografo­
wałem to, co było miłe dla oka i doskonale nadawało się
do sfotografowania. (...) fotografowanie potraktowałem
na równi ze zbieraniem ciekawostek - niemalże jako re­
laks w pracy terenowej. (...) Głównym źródłem braków
we wszystkich moich materiałach, czy to fotograficz­
nych, czy lingwistycznych, czy też opisowych jest fakt, że,
jak każdego etnografa, nęciły mnie wydarzenia drama­

tyczne, wyjątkowe i sensacyjne. (...) W fotografowaniu
przykładem tego jest sytuacja, w której nie utrwaliłem na
zdjęciu grupy ludzi siedzących przed chatą, ponieważ
w ich wyglądzie nie było nic nadzwyczajnego. Był to rów­
nież grzech śmiertelny przeciw metodzie funkcjonalnej,
której istota polega gównie na tym, że forma ma mniej­
sze znaczenie niż funkcja. Grupa złożona z dwunastu
osób siedzących wokół maty przed domem, które przyszły
tam przypadkowo i pozostały, aby poplotkować, posiada
taką samą 'formę', jak grupa złożona z tych samych dwu­
nastu osób, które uczestniczą w doniosłej ceremonii
ogrodniczej." (Ogrody koralowe i ich magia, s. 661-663)
Ostatnia z poruszonych kwestii pozwala twierdzić, że
Malinowski doskonale zdawał sobie sprawę z pewnej
trudności jaką niesie fotografia i jej wykorzystanie,
a mianowicie z faktu, iż zdjęcia „ukazując formy" (forma
versus funkcja) mają duży kłopot z utrwalaniem znacze­
nia, z przekazaniem sensu, z tym, co Kirsten Hastrup
określiła jako niezdolność fotografii do przekazania „opi­
su gęstego" (z czym zresztą nie w pełni mogę się zgodzić,
czemu starałem się dać już wyraz). O rym, że Malinowski
miał świadomość ambiwalentnego znaczenia fotografii
może świadczyć także fakt wykorzystania tych samych
zdjęć w różnych kontekstach dla zilustrowania różnych
zagadnień. Chociaż Malinowski z jednej strony gani sie­
bie, na przykład, za nie wykonanie zdjęć wszystkich faz
danego obrzędu, z drugiej zaś obwinia, iż fotografowanie
traktuje „niemalże jako relaks w pracy terenowej", to
jednak czasem można by mniemać, że faktycznie postrze­
ga fotografowanie zdecydowanie bardziej jako powin­
ność, obowiązek niż jako przyjemność (co może pokrew­
ne jest sposobowi w jaki podchodzi do działalności nau­
kowej). Nie tylko w Dziennikach karci się za nie zabranie
aparatu, zapomnienie załadowania go, niepowodzenia
w wykonaniu zdjęć, a niepowodzenia owe budzą jego
zniecierpliwienie i złość.
Pierwotnie Young planował chronologiczny układ fo­
tografii w albumie. Jednak wobec skąpych opisów zdjęć,
bądź też ich braku, odstąpił od tego zamierzenia. Osta­
tecznie otrzymaliśmy album składający się z czternastu
bloków iłusttacji, „foto-esejów" - jak nazywa je Young
(Samarai, „Gate to the Field"; Picturing the Ethnogra­
pher; Touluwa, Chief of Omarakana; Coral Gardens and
Their Harvests; Dancing at Milamala; ..Physical Types"
and ..Personalities"; Magic; Fishing and Canoes of the
Lagoon; ..Village Scenes"; Women's Domain; „The Chil­
dren's Republic"; Mortuary Rites and Exchanges; Masawa Canoes and Kula Quest; „Black and White"), kate­
gorii zaczerpniętych częściowo z klasyfikacji samego Ma­
linowskiego, który zgrupował własne fotografie w 31 kla­
sach. Bloki ilustracji poprzedzone są wstępem, a każde ze
zdjęć opatrzone wnikliwym komentarzem. Pod ilustra­
cją 9., ukazują tubylców zgromadzonych przed namiotem
Etnografa, czytamy:

161

Sławomir Sikora • T H E EYE WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

natives gathered in front of the Ethnographer's tent,
says: "This photograph of Malinowski's tent in
Omarakana is distinguished by the absence of the
ethnographer, whose seated, silhouetted profile appears
in its companion image, reproduced by George Stocking
as an 'ironic icon' of Malinowski's 'ethnographic method
and anthropological (cum colonial) authority'." [The
photograph, reproduced by Stocking, was issued in
Konteksty no.1-2/1997, p. 152]. „The group outside the
tent, Stocking suggests, are 'observing their momentarily
non-participant observed self-absorbed in the work of
representing them'. (Malinowski was equally likely, of
course to have been writing to his fiancee.)
The observer standing stiffly in front of the tent is
Malinowski's 'favourite informant' and 'best friend',
Tokulubakiki, the son of Molubabeba, a member of the
chiefly Tabulu subclan. The roof of Bagidou's house can
be seen behind him, a house that was built in 1917 and
therefore dates the photograph to Malinowski's second
sojourn in Omarakana. His camp bed is clearly visible, as
is his table of patent medicines to the right.
O n 7 June 1918, the day he arrived in Omarakana,
Malinowski wrote to Elsie Masson, 'Then I supervised
the erecting of my tent, which was put up quickly and
well... Then up my favourite Tokulabakiki turned,
a decent, honest, straightforward man, as far as they
make them here. There were of course all the guya'us
[chiefs]: Toulu[wa], cadging [tobacco] right out. There
was Bagido'u, his kadala (sister's son) and heir
apparent... I am writing this about 9 P M . ... The bulk of
my friends have dispersed after energetic requests. A few
select ones are still here, perched on my boxes, all round
my table, looking at my writing and from time to time
passing some remark sotto voice about some of my
things'."
Apparently, Young found his way about easily both
among Malinowski's legacy and the literature about him,
and often added explanations to photographs borrowed
from publications, letters, and the Diary. Moreover, he
did something even more interesting - he inserted
commentaries by Linus Digim'Rina, a young
anthropologist - the only one academically qualified
native from the Trobriands, as well as remarks (amassed
by the latter) about photographs of contemporary
inhabitants of several villages on Kiriwina, including
Omarakana, the village where Malinowski had lived.
(The natives commemorated the site of the
Ethnographer's pitched tent with a knee-high "phallic
monument", composed of a stalactite broken off a cave
ceiling).
These commentaries make it possible to date some of
the photographs (to describe the time of year and
sometimes the given sojourn with which they are
connected, etc.); upon certain occasions, they allow the

recreation of the chronological order of the illustrations
as well as describe and explain the depicted activities in
detail. Many of the figures can be identified, and some of
them are recognised as the "anthropologically alien"
residents of other islands:" 'These men are not from
Kiriwina. Perhaps they are from Sanaroa, Tewara, or the
Amphletts. [...]. I've never seen anything like those
pigtails with shells at the end.' [...] Chief Pulayasi
identified the woven hairpiece of the man on the left as
sesai [...]. 'Only Muyuwa (Woodlark) and Kitava men
wore sesai. The other man could be from Dobu'." [p.
113] In a word, the photographs are "enriched" with
information indecipherable, or almost so, for a white
anthropologist. Young placed strong emphasis on the
fact that numerous aspects of the photographs became
obvious only after the addition of observations and
comments by Linus and othet residents of Kiriwina.
We find out, among others, that none of the
photographs taken by Malinowski produce negative
connotations among the natives, even those illustrations
that could be associated with the rather infrequent
objectifying approach, which today is universally
criticised.
In his comments Young reconstructed
Malinowski's opinions. A comparison of published and
unpublished photographs enabled him to propose
suppositions concerning the views and preferences of the
Ethnographer: the relatively rare presence of white
people and the exclusion of artifacts indicating
borrowings from white man's culture. Malinowski also
avoided photographs which would demonstrate the
impact of that culture upon the natives - there are, for
example, no depictions of cricket, which already at that
time the Trobriand islanders had adapted, altering its
principles.
Malinowski almost never took portraits and avoided
close-ups; he decidedly pteferred middle distance, which
always situates figures (objects) within a wider context.
Almost all the photographs were taken horizontally
(a format facilitated, but not determined by the camera).
This preference sometimes inclined Young to question
the authorship of certain 'vertical' photographs (as in
the case of some close-ups and portraits: "The posed
figures against a backcloth strongly suggest that this
photograph was not taken by Malinowski" [p. 113]).
The Ethnographer rarely posed the photographs which
he used in publications, even in those cases when such
a procedure would have enhanced their aesthetic merits;
his approach seems to suggest a determined rejection of
so-called aesthetics, and the fact that, despite
declarations, Malinowski did not share the "principle of
picturesqueness".
Young expressed such suppositions outright:
" I suggest, then, that Malinowski saw his own

162

Skiwomir Sikora

• NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

„Ta fotografia namiotu Malinowskiego w Omarakana
wyróżnia się nieobecnością Etnografa, którego siedząca
uchwycona z profilu postać pojawia się na towarzyszącej
jej, a reprodukowanej przez George'a Stockinga, ilustra­
cji, jako 'ironiczny obraz' 'etnograficznej metody i antro­
pologicznego (i kolonialnego) autorytetu' Malinowskie­
go [Reprodukowane u Stockinga zdjęcie zamieściliśmy
w „Kontekstach" nr 1-2/1997, s. 152]. Grupa postaci na
zewnątrz namiotu, jak sugeruje Stocking, 'obserwuje
swego chwilowo nie-uczestniczącego obserwatora zajęte­
go pracą nad ich przedstawieniem.' (Malinowski, co wy­
daje się równie prawdopodobne, mógł oczywiście pisać
wówczas do swojej narzeczonej.)
Obserwator, który stoi sztywno przed namiotem, to
'ulubiony informator' i 'najlepszy przyjaciel' Malinow­
skiego, Tokulubakiki, syn Molubabeba, członek główne­
go subklanu Tabalu. Za jego plecami widać dach zbudo­
wanego w 1917 roku domu Bagidou, co datuje fotografię
Malinowskiego na okres jego drugiego pobytu w Omara­
kana. Wyraźnie widać łóżko polowe i stojący po prawej
stronie stolik z medykamentami.
7 czerwca 1918 roku, w dniu w którym przybył do
Omarakana, Malinowski napisał do Elsie Masson; 'Po­
tem nadzorowałem rozstawienie mojego namiotu, który
został rozbity szybko i sprawnie (...) Później pojawił się
mój ulubiony Tokulubakiki, skromny, uczciwy i prostoli­
nijny człowiek, na tyle na ile kategorie te można tu
w ogóle stosować. Byli tam oczywiście wszyscy owi guya'us [wodzowie]: Toulufwa] żebrzący otwarcie [o ty­
toń] . Był tam także jego kadala (syn siostry) i prawowity
następca (...). Piszę to około 9 wieczorem. (...) Więk­
szość mych przyjaciół rozeszła się na skutek mojej usilnej
prośby. Kilku wybrańców pozostało jednak, ulokowawszy
się na skrzyniach, wokół stołu, przyglądając się mojemu
pisaniu, od czasu do czasu rzucając uwagę sotto voce na
temat niektórych moich rzeczy."
Jak widać Young z łatwością porusza się tak po spuściźnie samego Malinowskiego, jak i po literaturze na jego
temat. Fotografie często zaopatruje w objaśnienia pocho­
dzące z dzieł, listów i Dzienników. Ale Young robi rzecz
jeszcze ciekawszą: zamieszcza mianowicie komentarze do
zdjęć młodego, jedynego pochodzącego z Trobriandów
antropologa, swego byłego współpracownika, Linusa
Digim'Rina, jak również (zebrane przez tegoż ostatniego)
uwagi na temat fotografii współczesnych mieszkańców
kilku wiosek na Kiriwina, w tym również Omarakana,
wioski, w której zamieszkiwał Malinowski. (W miejscu,
gdzie rozbity był namiot Etnografa mieszkańcy na pa­
miątkę ustawili wysoki do kolan „falliczny pomnik",
odlamany od stropu jaskini koralowej stalaktyt.)
Komentarze te pozwalają datować część fotografii
(określić pory roku, czasem, z którym pobytem Malinow­
skiego się one wiążą itd.), niekiedy pozwalają na odtwo­
rzenie chronologicznego porządku zdjęć, dokładnie

określają i wyjaśniają zobrazowane czynności. Wiele po­
staci zostaje rozpoznanych, a niektóre spośród nich zi­
dentyfikowane jako „antropologicznie obce", jako mie­
szkańcy innych wysp. Linus: „Ci mężczyźni nie pochodzą
z Kiriwina. Być może są z Sanaroa, Tewara czy Ampheletts. (...) Nigdy nie widziałem nic, co przypominałoby
taki mysi ogonek [pigtail] z muszelkami na końcach
(...)", wódz Palayasi zidentyfikował zaś splecione warko­
czyki jako sesai: „Tylko Muyuwa [Woodlark] i mężczyźni
z Kitava noszą sesai. Drugi mężczyzna może być z Dobu."
[s. 113] Jednym słowem fotografie zostają „wzbogacone"
0 informacje niemożliwe, bądź prawie niemożliwe do od­
czytania przez białego antropologa. Young silnie podkre­
śla fakt, że wiele aspektów zdjęć uwidoczniło się dla nie­
go dopiero po spostrzeżeniach i komentarzach Linusa
1 innych Kiriwinian.
Dowiadujemy się też m.in., że żadne z wykonanych
przez Malinowskiego zdjęć nie wzbudza negatywnych ko­
notacji u tubylców, nawet te, które kojarzyć się mogą
z powszechnie dziś krytykowanymi uprzedmiotowiającymi ujęciami (których jest zresztą niewiele).
Komentując zdjęcia Young rekonstruuje przy okazji
poglądy Malinowskiego. Porównanie opublikowanych
zdjęć z nieopublikowanymi pozwala mu snuć domniema­
nia na temat zapatrywań i preferencji Etnografa: stosun­
kowo rzadko na fotografiach pojawiają się biali, Mali­
nowski wyklucza artefakty, które wskazują na zapożycze­
nia z kultury białych; unikał też prezentacji zdjęć, które
ukazywałyby wpływ kultury białych na tubylców - brak
jest np. jakiejkolwiek ilustracji gry w krykieta, którą to
grę z upodobaniem przyswoili już sobie w owym czasie
Trobriandczycy, zmieniając zresztą zdecydowanie jej za­
sady.
Malinowski prawie nie robił portretów, unikał zbli­
żeń, zdecydowanie preferował średni dystans, który za­
wsze lokuje postaci (obiekty) w szerszym kontekście.
Prawie wszystkie fotografie wykonane są w poziomie (ta­
ki format ułatwiał, choć nie determinował używany przez
niego aparat fotograficzny). Ta preferencja Malinowskie­
go wiedzie czasem Younga do zakwestionowania autor­
stwa pewnych „pionowych" fotografii (podobnie rzecz się
przedstawia w przypadku pewnych zbliżeń i portretów:
„Pozujące na tle ekranu postaci silnie sugerują, że foto­
grafia ta nie została wykonana przez Malinowskiego." [s.
113]). Etnograf rzadko kadrował zdjęcia, które wykorzy­
stał w publikacjach, nawet wtedy, kiedy podniosłoby to
ich walor estetyczny: sugeruje to raczej zdecydowane od­
cinanie się od spraw tzw. estetyki oraz że „zasada malowniczości", wbrew oświadczeniom, nie była mu aż tak bli­
ska.
Takie domniemania Young wyraża zresztą expressis
verbis: „Sugeruję zatem, że Malinowski postrzegał własne
fotografie jako chwytanie (czy też w stopniu w jakim by­
ły pozowane, jako przedstawianie) ulotnych chwil życia

163

Sławomir Sikora • T H E E Y E WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

И. 150 w albumie Michaela Younga. Podpis Malinowskiego na odwrocie: „Jedzenie świni w czasie sagali w O b u r a k u .
Plate 150 in Michael

Young's album. Malinowski's

caption on the reverse: "Pig-eating during sagali in

photographs as capturing (or to the degree that they
were posed, as representing) ephemeral moments of
social life, visual analogues or equally ephemeral verbal
utterances. Both could be {should be, according to his
later functionalist theory) analyzed in forms of 'concrete
documentation'. Photographs which excluded or
deliberately erased context were worthless as
ethnographic documents; they could neither illuminate
nor explain". This assumption must have also been
a derivative, as I have mentioned, of a comprehension of
wavering significance in photogtaphy.
Aloofness instead of a "face to face" encounter with
the native, "to grasp the native point of view, his
relation to life, to realise his vision of his world"
(Argonauts..., p. 57) suggests rather the maintenance of
distance and the "observing eye", and shows an
objectivised world portrayed in the manner in which
Malinowski saw it. Chatacteristically, the "fieldwork"
photographs (at least those known to me) do not
contain an en face likeness of Malinowski; he always
posed showing his profile, either while 'discussing' some
problem with the natives, examining an artifact, or
preparing himself for taking a photograph (which could
be regarded as a 'mask' of en face contact). In this
respect, his photographs clearly contrast with, for
example, the later depictions of Matgaret Mead, who
preferred to be seen decidedly closet to the natives, and
sometimes even in a friendly embrace.
Young mentions the narrative nature of the

Oburaku

photographs in Malinowski's books. The same feature is
sttessed by Wright, who wrote about an almost
"journalistic" approach, discernible, for instance, in
a sequence of photographs "capturing" the process of
building a house. It appears to me, however, that such
narrative qualities are not all that frequent i n
Young's album, a fact which partially stems from the
'actual state of things', i . e. the nature of the existing
photographs, and partly from the premise accepted by
Young, namely, of not reproducing photographs
published earlier in monographic studies by the
Ethnographer, a view which carries also a more
'scientific' approach to the whole enterprise: you shall
see unknown photographs... The enrichment of the
album by means of certain familiat photographs would
have, i n my opinion, made it possible to render the
whole 'spectacle' more dramatic. Science, classification,
and cognition decidedly win in this ever-present
opposition between science and art, which continues to
be so difficult to overcome...
Although the following comparison does not appear
to be fully legitimate I would like to recall Suadades do
Brasil, an album published several years ago and
prepared by Claude Levi-Strauss upon the basis of his
photographs from a journey to Brazil (Plon 1992; some
of the illustrations have appeared already in Tristes
Tropiques). The suggested comparison seems to be
unjustified primarily because the twenty years separating
the photographs taken by Malinowski and Levi-Strauss

164

Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

społecznego, jako wizualne analogie równie ulotnych
wyrażeń słownych. Zarówno jedne, jak i drugie mogłyby
być (powinny być, zgodnie z jego późniejszą teorią funk­
cjonalną) analizowane w kategoriach 'kontekstu sytua­
cyjnego'; podobnie oba typy miały być wykorzystywane
jako formy faktycznej dokumentacji'. Fotografie, które
wykluczały czy rozmyślnie zacierały kontekst były pozba­
wione wartości jako dokumenty etnograficzne; nie mogły
rzucać światła na dane zagadnienie ani go wyjaśniać." [s.
19] Takie mniemanie musiało też być pochodną - o czym
już wspominałem - zrozumienia kwestii chybotliwości
znaczenia w fotografii.

Levi-Straussa znaczyło wiele w rozwoju fotografii, jak
i samego sprzętu, jego poręczności i technicznych możli­
wości (Lćvi-Strauss powiada, że dysponował już między
innymi małoobrazkową Leicą, ale także aparatem
z obiektywem Hugo Meyera, trudnym w użyciu ze wzglę­
du na wagę, który jednak umożliwiał robienie doskona­
łych portretów). Przywołanie Levi-Straussa wydaje się
jednak ciekawe, również dlatego, że oto „mistrz klasyfi­
kacji" konstruuje swobodnie biegnącą, niespieszną opo­
wieść o własnej „podróży do tropików", a opowieść owa
(w przeciwieństwie do albumu ze zdjęciami Malinow­
skiego) dzieli się jedynie na kolejne etapy podróży: Pre­
miers regards sur Brćsil, Des Caduveo аих Воюю, Le Mon­
de des Nambikwara, En Amazonie... Otrzymujemy bogaty
zestaw portretów, pojedynczych, grupowych i rodzin­
nych, ciekawych ujęć i kadrów śmiało „tnących ciała"
(które u Malinowskiego są wielką rzadkością - por. np.
ilustrację 150) w celu zbliżenia się, skoncentrowania na
danym zjawisku, z krótkimi informacyjnymi komentarza­
mi. Pod ciekawym kadrem śpiącej na ziemi i matach gru­
py postaci w podpisie czytamy: „Nambikwarowie, co sta­
nowi wyjątek wśród Indian Południowo-amerykańskich
(którzy wynaleźli hamak), śpią na ziemi" [s. 119]. Czuje­
my, że rzeczywiście jesteśmy tam. Poznajemy ciekawych
Indian, pewne aspekty ich kultury oraz innego LeviStraussa. (I gdzie ta demonstrowana na pierwszych stro­
nach Smutku tropików niechęć do podróży, podróżników,
albumów, pokazów ze slajdami?) Ale to późne zamierze­
nie można odczytać jako kontrapunkt wobec słów wień­
czących poświęcony francuskiemu antropologowi esej
Geertza:

Ale takie chłodne oddalenie miast spotkania z tubyl­
cem „twarzą w twarz", „uchwyceni[a] tubylczego punktu
widzenia, stosunku krajowca do życia, zrozumienia jego
poglądu na jego świat" (Argonauci..., s. 57) sugeruje ra­
czej postawę dystansu i „obserwującego oka", ukazuje zo­
biektywizowany świat przedstawiony w taki sposób w ja­
ki postrzegał go Malinowski. Charakterystyczne, że nie
ma (wśród znanych mi) żadnego „terenowego" zdjęcia
Malinowskiego en face: zawsze pozuje on z profilu, „dys­
kutując" właśnie jakiś problem z tubylcami, oglądając ja­
kiś artefakt czy przygotowując się do zrobienia zdjęcia
(co można uznać właśnie za „maskę" kontaktu en face).
Pod tym względem jego fotografie jawnie kontrastują na
przykład z (późniejszym) obrazem Margaret Mead, która
wolała ukazywać się w zdecydowanie większej zażyłości
z tubylcami, czasem na przykład obejmując ich po przy­
jacielsku.
Young pisze o narracyjności umieszczonych w książ­
kach Malinowskiego fotografii. To samo podkreśla Wri­
ght, pisząc o niemalże „reporterskim" podejściu np. w se­
kwencji zdjęć „chwytających" budowę domu. Ale - jak
mi się wydaje - taka narracyjność nie za często pojawia
się w albumie Younga, co po części wynika ze „stanu fak­
tycznego" - takich a nie innych istniejących fotografii,
ale po części także z przyjętego przez Younga założenia,
np. nie reprodukowania zdjęć opublikowanych wcześniej
w monografiach Etnografa, co niesie w sobie (również)
przesłanie bardziej „naukowego" podejścia do przedsię­
wzięcia: zobaczycie fotografie, których jeszcze nie zna­
cie... Wzbogacenie albumu o pewne znane już zdjęcia
pozwoliłoby, jak sądzę, udramatyzować całe „widowisko".
Nauka, klasyfikacja, poznanie zdecydowanie zwyciężają
w tej trudnej do przezwyciężenia - stale obecnej - opo­
zycji nauki i sztuki...
Choć zestawienie takie nie wydaje się (w pełni) uza­
sadnione, to chciałbym dla porównania przywołać przy­
kład wydanego kilka lat temu ułożonego przez Claude'a Levi-Straussa albumu z jego fotografii z podróży do
Brazylii Saudades do Brasil (Plon 1994; część z tych zdjęć
znamy już ze Smutku tropików). Zestawienie takie wydaje
się nieuzasadnione przede wszystkim dlatego, że dwa­
dzieścia lat, które dzielą fotografie Malinowskiego od

„I to doprowadza nas, w końcu i nareszcie, do wyróż­
niającej właściwości całego dzieła Levi-Straussa, na
którą prędzej czy później każdy, kto zajmuje się nim
zwróci uwagę: uzmysławia nam niezwykłą atmosferę ab­
strakcyjnej rezerwy i samowystarczalności. 'Z oddali', 'za­
mknięty', 'zimny', 'duszny', 'mózgowy' - wszystkie okre­
ślenia, które gromadzą się wokół każdego rodzaju absolu­
tyzmu literackiego, gromadzą się również wokół jego
dzieła. A n i obrazowanie życia ani przywoływanie go, ani
interpretowanie ani wyjaśnianie, lecz raczej aranżowanie
i rearanżowanie materiałów, które życie pozostawia w pe­
wien sposób za sobą, w formalne systemy korespondencji
- jego książki zdają się istnieć za szkłem, zapieczętowane
przez siebie same dyskursy, w których jaguary, nasienie
i gnijące mięso przyjmowane są jako opozycje, inwersje,
izomorfizmy.
Ostatnie przesłanie Smutku tropików, i oeuvre, które
się z niego wywodzi, polega na tym, że teksty antropolo­
giczne, podobnie jak mity i pamiętniki, istnieją w mniej­
szym stopniu dla świata, aniżeli świat istnieje dla nich."
(C. Geertz, Świat w tekście. Jak czytać „Smutek tropików"
(w:) Dzklo i życie, s. 71)
Pozwala ono także domniemywać, że gdy Geertz ko-

165

Shwomh

Sikora • T H E EYE WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

meant a lot in the development of photography and
equipment - its functionality and technical potential
(Levi-Strauss tecounted that he had at his disposal
a Leica as well as a camera with a Hugo Meyer lens,
difficult to use owing to its weight, but most suitable for
taking excellent portraits). The reference to Levi-Strauss
appears to be interesting also because this 'master of
classification' construed a flowing, unhurried tale about
his own 'journey to the tropics', which, in contrast to
the Malinowski album, is divided only into consecutive
stages of the journey: Premiers regards sur Brasil, Des
Caduveo aux Bororo, he Monde des Nambikwara , En
Amazonie... We are dealing with a rich collection of
individual, group and family portraits, as well as
intriguing takes and shots boldly 'slicing bodies' (a great
rarity in Malinowski's photographs - cf., e. g. plate 150)
for the purposes of attaining greater proximity and
concentrating on a given phenomenon, accompanied by
brief comments. Benedth an interesting shot of a group
of persons sleeping on the ground and on mats we read:
"The Nambikwaras sleep on the ground, an exception
among South American Indians, the inventors of the
hammock" [p. 119]. The reader has the impression of
actually 'being there'. He is introduced to fascinating
Indians, certain aspects of their culture, and an entirely
different Levi-Strauss. (Where has all that hostility
towatds journeys, travellers, albums and slide shows,
demonstrated in the opening pages of Tristes Tropiques,
gone?). O n the other hand, this late endeavour could be
deciphered as a counterpoint to the essay by Geertz,
who wrote about the French anthropologist:
"And this brings us, at last and at length, to the
marking characteristic of all of Levi-Strauss's work, one
upon which almost everyone who deals with it sooner or
later remarks: its extraordinary air of abstracted selfcontainment. A l o o f , 'closed', 'cold', 'airless', 'cerebral' all the epithets that collect around any sort of literary
absolutism collect around it. Neither picturing lives nor
evoking them, neither interpreting them nor explaining
them, but rather arranging and rearranging the materials
the lives have somehow left behind into formal systems
of correspondences - his books seem to exist behind
glass, self-sealing discourses into which jaguars, semen,
and rotting meat are admitted to become oppositions,
inversions, isomorphisms.
The final message of Tristes Tropiques, and of the
oewre that unfolds from it, is that anthropological texts,
like myths and memoirs, exist less for the world than the
world exists for them" (C. Geertz, "The World in a Text.
How to Read Tristes Tropiques", in: Works and Lives).
This approach permits us to assume that Geertz took

Levi-Strauss much too literally while commenting on
the opinion voiced in Tristes Tropiques about the
impossibility of 'reaching' the natives after finding
oneself amongst them... Apparently, Geertz did not want
to understand that the doubts harboured by the French
ethnologist concern a deeper ontological-existential
level of comprehending another person...
The purpose of my closing remarks as well as the
cited counter-example of the Levi-Strauss album is not
by any means a deprecation of Young's intentions. I was
concerned primarily with presenting a certain difficult
aspect of classification: Levi-Strauss, the master of
'distancing himself (according to Geertz) came close to
'his natives', while Malinowski, the propagator of
proximity, retains (in photographs) his "aloof
(English?), although certainly not ironic, distance. (It
should be stressed that his photographs include many
excellent takes). The endeavours pursued by Young can
only be admired, and the discussed albums can serve as
an example of the contradiction of poetics. O n the other
hand, it is worth noting that Young's undertaking is as if
inscribed into some of the conclusions drawn by Clifford,
and connected with Malinowski's writings: "Malinowski
is a complex transitional case. His ethnographies reflect
the incomplete coalescence of the modern monograph.
If he was centrally responsible for the welding of theory
and description into the authority of the professional
fieldworker, Malinowski nonetheless included material
that did not directly support his own all-too-ck ir
interpretive slant. In the many dictated myths and spells
that fill his books, he published much data that he
admittedly did not understand. The result was an open
text subject to multiple reinterpretations. It is worth
comparing such older competidiums with t/ie recent model
ethnography, which cites evidence to support a focused
interpretation but little else. In the modern, authoritative
monograph there are, in effect, no strong voices present
except that of the writer; but in Argonauts (1922) and
Coral Gardens (1935) we read page after page of magical
spells, none in any essential sense in the
ethnographer's words. These dictated texts in all but
their physical inscription are written by specific
unnamed Trobrianders. Indeed, any continuous
ethnographic routinely folds into itself a diversity of
descriptions, transcriptions, and interpretations by
a variety of indigenous 'authors'. How should these
authorial presences be made manifest?" (J. Clifford, "On
ethnographic authority", in Predicament of Culture (my
emphasis - S.S.).
Translated by Aleksandra Rodzińska-Chojnowska

166

Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

mentuje słowa Levi-Straussa ze Smutku tropików, o nie­
możności „dosięgnięcia" tubylców, kiedy w końcu znalazł
się pośród nich, to czyta Levi-Straussa nazbyt literalnie...
Nie chce - jak się wydaje - zrozumieć, że wątpienie fran­
cuskiego etnologa dotyczy głębszego ontologiczno-egzystencjalnego poziomu rozumienia drugiego człowieka...
Moje końcowe uwagi, jak i przywołany kontr-przykład, album Levi-Straussa, nie mają w żadnym razie na
celu deprecjacji zamierzenia Younga. Chodziło mi przede
wszystkim o ukazanie pewnej trudności w klasyfikacji:
oto Levi-Strauss mistrz „oddalenia" (wg Geertza) zbliża
się do „swoich tubylców", a propagator zbliżenia, Mali­
nowski, zachowuje (w fotografii) „chłodny" (angielski. ,
choć na pewno nie ironiczny) dystans. (Trzeba też moc­
no podkreślić, że wśród zdjęć tego ostatniego spotykamy
wiele świetnych kadrów.) Przedsięwzięcie Younga może
wzbudzać jedynie podziw. Zaś omawiane albumy mogą
być przykładem kontradykcji poetyk. Ale warto również
zauważyć, że zamierzenie Younga wpisuje się niejako
w pewne konkluzje Clifforda związane z pisanymi dzieła­
mi Malinowskiego: „Malinowski jest złożonym przypad­
kiem przejściowym. Jego pisane etnografie odzwiercie­
dlają niepełną fuzję współczesnej monografii. Choć Ma­
linowski w przeważającej mierze przyczynił się do ukucia
autorytetu profesjonalnego badacza terenowego, opiera­
7

jącego się na teorii i opisie, to jednak włączał także ma­
teriał, który nie popierał bezpośrednio jego cokolwiek
nazbyt jasno interpretacyjnego nastawienia. Wśród licz­
nych podyktowanych mitów i zaklęć, które wypełniają
jego książki, opublikował wiele niezrozumiałych dla sie­
bie danych - co otwarcie przyznawał. W rezultacie po­
wstał tekst otwarty, podlegający ponownym interpretacjom.
Warto porównać takie starsze zbiory ze współczesnym mode­
lem pisanej etnografii, w którym podaje się dowody na popar­
cie ukierunkowanej interpretacji i już niewiele więcej. W no­
woczesnej, autorytatywnej monografii nie ma praktycznie
Żadnych istotnych głosów poza głosem autora; ale w Argo­
nautach (1922) i Ogrodach koralowych (1935) kartka za
kartką czytamy magiczne zaklęcia, z których żadne nie
ma - według słów etnografa - istotnego znaczenia. Te
podyktowane teksty są w całości, poza fizycznym zapi­
sem, napisane przez konkretnych, choć nienazwanych
Trobriandczyków. W rzeczy samej, każde etnograficzne
przedstawienie obejmuje rozmaite opisy, transkrypcje
i interpretacje podane przez różnych miejscowych 'auto­
rów'. W jaki sposób te autorskie obecności winny być
uwidocznione?" (J. Clifford, O autorytecie etnograficznym,
„Konteksty" 3-4/1995, s. 27, także: Kbpoty z kulturą,
kursywa dodana.)

167

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.