http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/6122.pdf

Media

Part of Guzik z historii? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1

extracted text
DARIUSZ

CZAJA

m o l o g i c z n y c h kwestii współczesnej historiografii. Już
nawet kartkując t y l k o pobieżnie książkę, można mieć
pewność, że żadne ważne pytanie z katalogu historiograficznych wątpliwości nie zostało t u pominięte. H a ­

Guzik z historii?
Dylematy współczesnej
historiografii

słowo można je ująć tak: jak pisać historię po ostat­
n i c h r e w o l u c j a c h w humanistycznej epistemologii?
k i m w tej sytuacji staje się historyk? czy w swojej pra­
cy m a o n kierować się obowiązkami etycznymi, czy
względami estetycznymi? jak ma się zapis pamięci do
historycznego konstruktu? po co n a m jeszcze historia
po ogłoszonym jakiś czas t e m u „końcu historii"? jeśli
historia tak naprawdę niczego nie uczy, to do czego

P a m i ę ć , etyka i historia. A n g l o - a m e r y k a ń s k a

może n a m się jeszcze przydać?

teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych.

Trzy wyraźnie wyodrębnione części dobrze d o k u ­

(Antologia przekładów)

m e n t u j ą tego rodzaju wybór tematów d o k o n a n y przez

Red. E w a Domańska, Poznań 2002

autorkę a n t o l o g i i .
Patrząc z perspektywy antropologicznej na te pyta­
nia, t r u d n o uciec o d przekonania, że podobne wątpli­
wości nawiedzają o d pewnego czasu i myśl a n t r o p o l o ­
giczną. Można nawet odnieść wrażenie, że dzieje się to
ostatnio ze wzmożoną intensywnością. I z tego też po­

N

w o d u moja l e k t u r a zbioru Pamięć,
ajpierw konieczne

u s p r a w i e d l i w i e n i e . Parę

znawcze zaprzyjaźnionej dyscypliny, ale każe m i przyj­

zdań o... h i s t o r i i tej recenzji. Pierwotnie miała

rzeć się baczniej także używanym przez nas narzę­

ona wejść do jednego z dwóch g r u b y c h n u m e ­

dziom. Redagując przed laty n u m e r „Kontekstów" po­

rów naszego pisma dotyczących pamięci, związków h i ­

święcony związkom wzajemnym h i s t o r i i i antropologii,

storii i pamięci, i t y m p o d o b n y c h problemów. Zdawa­

traktowaliśmy jako p e w n i k zdanie, że pytania i wątpli­

ło się b o w i e m , nie bez racji, że t a m będzie najstosow­

wości poznawcze o b y d w u dyscyplin - c h o ć nie tożsa­

niejsze miejsce dla tej recenzji, że t a m wśród oświetla­

me - to są bardzo sobie bliskie. Czytając teraz antolo­

jących ją z różnych stron, tak właśnie: kontekstów -

gię przekładów zmagających się ze skomplikowaną

będzie jej najlepiej. Jednakże, z powodów najbardziej

materią m e t o d o l o g i i historii, m a m cały czas poczucie,

prozaicznych z możliwych - n a d m i a r tekstów bieżą­

że jestem u siebie. Ze h i s t o r y k i a n t r o p o l o g jadą na

c y c h i t y c h „na wczoraj" - publikacja tej recenzji o d ­

t y m samym - c h y b o t l i w y m i t r u d n y m w prowadzeniu

wlekła się m o c n o w czasie. A l e nie m a tego złego...

— epistemologicznym wózku.

W r a c a m więc n i e m a l po r o k u rozłąki do książki,

N i e sposób w krótkiej recenzji powiedzieć wyczer­

o której miałem kiedyś pisać. I m a m dziwne poczucie,

pująco o wszystkich tekstach, toteż poniższe uwagi ko­

że książka, którą czytam teraz, to już jest nieco i n n a

rzystają ze zrozumiałej w t y m kontekście strategii wy­

książka niż ta, której ślad zachował się n a „trzech stro­

b o r u . T e n zaś p o d y k t o w a n y jest po części wagą p o r u ­

n a c h " kiedyś rozpoczętej recenzji. T r u d n o ukrywać, że
Pamięć,

szanych w artykułach problemów, ale również - nie ma

etyka i historia - bo o niej t u cały czas m o w a -

p o w o d u tego ukrywać - całkiem p r y w a t n y m i zaintere­

niezwykle intrygująca antologia przekładów tekstów

sowaniami. Z żalem pozostawiam więc na b o k u k i l k a

teoretycznych dotyczących sposobu uprawiania histo­

ważnych myślowo artykułów (zwłaszcza H a y d e n W h i ­

r i i dzisiaj, po lekturze w i e l u artykułów z naszych
dwóch tołstych żurnalow

t e ! ) , m a j ą c wszakże świadomość, że mówić po t r o c h u

zgłębiających zagadki pamię­

o wszystkim, to w istocie mówić po t r o c h u o niczym.

c i i zapomnienia prezentuje m i się dzisiaj inaczej niż

Przejdźmy już teraz do szczegółów.

r o k t e m u . O związkach i pokrewieństwach między n i ­
m i za chwilę, powiedzmy jednak najpierw parę zdań

Rozważny, romantyczny i jeszcze...

o samej książce.
S k o m p o n o w a n a przez Ewę D o m a ń s k ą z wyraźną

Jeśli jest jakieś ważne metodologicznie odkrycie

starannością i wielce t r a f n y m d o b o r e m tekstów a n t o ­

o s t a t n i c h lat, to chyba t o , że wizja n a u k i - m a m t u na

logia przekładów anglo-amerykańskiej teorii h i s t o r i o ­

myśli, rzecz jasna, Geisteswissenschaften

grafii jest pozycją wyjątkową. Świadczy o t y m , z jednej

myślowego skansenu. To, że zdarza się spotykać o d

n i c h F r a n k l i n A n k e r s m i t , H a y d e n W h i t e czy D o m i -

czasu do czasu jeszcze osobników konserwujących na­

n i c k LaCapra - co chyba wystarczy za rekomendację,
k i l k u najistotniejszych i najbardziej drażliwych episte-

- z pozytywi­

stycznych rojeń odesłana została w znacznej mierze do

strony, reprezentatywny wybór autorów - a są wśród

z drugiej zaś - jakość samych rozpraw, dotykających

etyka i historia nie

jest t y l k o spojrzeniem „z zewnątrz" na kłopoty po­

miętnie

p r a g n i e n i a o wiedzy p e w n e j ,

prawdziwej

I i o b i e k t y w n e j , w n i c z y m nie zmienia f a k t u , że tworzą

58

Danusi

Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I ? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

oni - powiedzmy bezpieczniej: zaczynają tworzyć - już

każdym tazem coraz i n a c z e j ? Pytanie to pozosta­

tylko malowniczy margines h u m a n i s t y k i , a i c h teksty

w i a m w zawieszeniu.

pozwalają się zorientować jedynie w t y m „jak to drze­

W myśleniu Topolskiego o h i s t o r i i , przy p e w n y c h

wiej bywało".

wątpliwościach, ostatecznie jednak zwycięża n a u k o ­
wiec. Z k o l e i F e r d i n a n d Sanchez-Marcos

A l e co to bliżej oznacza dla historyka? A przede

próbuje

wszystkim, co realnie oznacza rozbrat z pojęciem na­

przyjrzeć się bliżej figurze historyka jako tłumacza.

uki r o z u m i a n y m na sposób pozytywistyczny?

Przypomina t r u d n y d o zgryzienia również dla history­

Dość przejrzystą odpowiedź na tak postawione

ka włoski kalambur traduttore, tradittore i pyta, czy

wątpliwości daje Jerzy Topolski. Jego głos jest o tyle i n ­

w przeszłości historycy byli raczej tłumaczami, czy też

teresujący, że z jednej strony uznaje o n status quo h i ­

może zdrajcami. Przyswajali realnie coś z „innego

storii po postmodernistycznej rewolcie, nie b r o n i nie-

świata", czy w p r o j e k t o w y w a l i weń własne przekona­

pottzebnie spraw przegranych i nie trzyma się kurczo­

nia? Mówili prawdę, czy kłamali?

wo dogmatów klasycznej historiografii, z drugiej zaś,
nie jest na p e w n o z w o l e n n i k i e m k o n c e p c j i

W

s w o i m artykule Sanchez-Marcos

najbardziej

anything

może ze wszystkich autorów zbioru zbliża się do opisa­

goes, stara się m i m o wszystko uratować zręby h i s t o r i i

nia n a t u r y poznania historycznego j a k o strategii b l i ­

pojmowanej (jednak!) n a u k o w o . Jak to rozumieć? To­

skiej w i s t o t n y c h p u n k t a c h b a d a n i u antropologa,

polski wyraźnie podkreśla, że pora rozstać się z naiw­

a więc tego, który stara się - mówiąc najkrócej - w n i ­

nym przekonaniem historyków o całkowitej mimezie

kać w „ o b c e " światy, przełamywać liczne bariery i n n o ­

świata, o którym piszą, czy może lepiej: który powołu­

ści. Przypomina o n spopularyzowaną przez D a v i d a L o -

ją do istnienia. Można mieć różne zdania na t e m a t re­

w e n t h a l a frazę „przeszłość to obcy k r a j " (w istocie jest

alnych skutków fali postmodernistycznej w h i s t o r i o ­

to pierwsze zdanie z powieści Leslie P H a r t l e y a -

grafii, t r u d n o jednak, pisze Topolski, trzymać się dalej

Go-Between),

realistycznej t e o t i i korespondencji między narracją h i ­

ność, odmienność m i n i o n e g o świata o d tego, w któ­

storyczną a przeszłością samą w sobie. W świetle tego

r y m f u n k c j o n u j e h i s t o r y k . Jego zadanie j a w i się w tej

kryzysu przedstawienia trzeba przeformułować zadania

sytuacji jako zadanie translatorskie: zrozumieć na tyle,

nauki. Jeśli w istocie nie do utrzymania jest prosto­

na ile się da „obcy" świat i przeszczepić jego rozumie­

duszna wiara w jedną prawdę czy uchylanie związku

nie na „własny" g r u n t . Przełamywanie obcości, znosze­

między sposobem prezentacji przeszłości a nią samą, t o

nie barier między o b c y m i światami to główne zadanie

nie oznacza to całkowitego porzucenia p e w n y c h ele­

historyka. Zastanawia się autor n a d interesującą k w e ­

mentarnych wymogów naukowości. T o p o l s k i zalicza

stią: jak się mają ograniczenia w r o z u m i e n i u ludzi tej

do nich: ścisłość i precyzję badawczą, procedury ide-

samej kultury, ale żyjących w i n n y c h epokach, d o

The

kładąc nacisk właśnie na obcość, i n ­

alizacyjne, czyli k o n s t r u o w a n i e m o d e l i , nacisk na ob­

trudności w r o z u m i e n i u ludzi żyjących w t y m samym

serwację świata bez względu na twierdzenia o dostępie

czasie, ale należących do różnych kultur? Czy na przy­

bądź braku dostępu do niego i wreszcie: postęp w ba­

kład łatwiej n a m , Europejczykom, zrozumieć człowie­

daniach historycznych.

ka e p o k i Oświecenia, czy żyjącego obecnie Hindusa?
Która obcość jest n a m bliższa, którą łatwiej przyswoić?

Tekst Topolskiego jest zbyt krótki i zbyt ogólny, by

Intrygujące to zagadki.

z nim dyskutować. Jest taczej listą haseł i zaleceń (mo­
że czasem: ptagnień) niż dogłębną analizą sytuacji h i ­

N a t u r a l n i e , takie rozumienie poznania historycz­

storiografii „po p o t o p i e " . Formułowany t u p r o g r a m

nego łączy się ze wszystkimi zagrożeniami i iluzjami,

pozytywny jest na tyle ogólnikowy i oczywisty, że w za­

które napotyka tłumacz w swojej pracy translatorskiej.

sadzie (poza może tezą o postępie) t r u d n o się z n i m nie

A u t o r nawiązuje wyraźnie w swojej propozycji do k o n ­

zgodzić. K t o będzie dyskutował z tezą, że myślenie po­

cepcji

winno być raczej ścisłe niż niechlujne? G o d n e wszak­

i h e r m e n e u t y k i twórczego przyswojenia Paula Ricoeu-

że odnotowania jest t o , że w tej wypowiedzi tak wyraź­

ra. I , co ważne, podkreśla o n za w s p o m n i a n y m i auto­

nie ściera się „nowe" ze „starym". T o p o l s k i przyjmuje

r a m i wyraźny kontekst etyczny takiego podejścia do

pewne rozwiązania postmodernistycznej historiografii,

przeszłości. C h o d z i już nie t y l k o o t o , by wyjaśniać

fuzji horyzontów

Hansa-Georga

Gadamera

ale najwyraźniej nie chce wylać dziecka z kąpielą i po­

„jak było naprawdę", ale by m ó c wejść w owocny dia­

stuluje - m i m o wszystko - w a r u n k o w e utrzymanie te­

log ze światem, który się bada. Oczywiście, myśl jest

zy o naukowym (przy nieco rozluźnionych rygorach)

szlachetna, ale w praktyce badawczej n i c nie jest pro­

statusie historii. Dyskusyjna jest natomiast dla m n i e

ste i oczywiste. Bywa, że próby przełamywania obcości

teza, czy tzeczywiście można mówić o a k u m u l a c j i wie­

stają się źródłem napięcia raczej niż porozumienia,

dzy historycznej, czy wraz z rosnącą górą i n f o r m a c j i

bardziej iluzji niż owocnego dialogu. N i e m n i e j jednak

o przeszłości,

Sanchez-Marcos postrzega tę hermeneutyczną prakty­

rzeczywiście

wiemy o

niej

coraz

w i ę c e j . Skoro, jak chciał B u r c k h a r d t , historia jest

kę historyczną jako j e d n o z ważniejszych

„zapisem tego, co jeden w i e k uznaje za godny o d n o t o ­

współczesności. Możliwe, że jest o n o u t o p i j n e w swo­

wania w i n n y m " , to może jest raczej tak, że nie tyle

i c h dalekosiężnych celach, ale przynajmniej nie w y ­

wiemy o m i n i o n y c h światach więcej, ile po prostu za

zbywa się pewnej dozy odpowiedzialności za świat - co

1

59

wyzwań

Danusi Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I . ' D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

w słowach n a d m i e r n i e może patetycznych stara się

tetycznego nie zaś epistemologicznego rozumienia re­

wyrazić autor w p o d s u m o w a n i u swoich uwag.

prezentacji. Z rozważań n a d kłopotami z pojmowa­

W

stronę nieco podobnie r o z u m i a n y c h konse­

n i e m reprezentacji wynikają trzy, brzemienne w s k u t k i

k w e n c j i etycznych pracy historyka zmierza myśl Fran­

w n i o s k i . Po pierwsze: w b r e w tradycyjnemu stanowisku

ka A n k e r s m i t a , c h o ć co innego jest dominantą jego

epistemologicznemu, w przypadku reprezentacji histo­

rozważań. W m o i m przekonaniu jest t o jeden z n a j ­

rycznej nie porównujemy języka i rzeczy, ale „rzeczy"

ważniejszych tekstów całego zbioru. Tezy A n k e r s m i t a ,

z „rzeczami", ocenianie więc tekstu historycznego pod

jak zwykle, nowatorskie i świetnie uargumentowane,

kątem fotograficznej dokładności zupełnie mija się

wyrywają z epistemologicznej d r z e m k i i zmuszają d o

z celem. Po drugie: n a solidnie rozpracowanym przy­

g r u n t o w n e g o przemyślenia rzekomo niewzruszonych

kładzie k o n c e p t u „ruchu robotniczego" (pytanie, co

pewników.

realnie o d p o w i a d a t e m u pojęciu?) dowodzi autor, że

A n k e r s m i t rozważa o d różnych s t r o n t a k m o c n o

nie m a rzeczy bez reprezentacji, że przeszłość o d m a l o ­

krytykowaną w t r a d y c y j n y m m o d e l u obiektywistycz-

wywana przez historyka jest nie m n i e j uzależniona o d

nej historiografii kwestię subiektywności badacza. H i ­

sposobu jej przedstawienia niż „obiekt" przedstawienia

storyk, j a k dobrze wiemy, w i n i e n być w swej pracy cał­

w malarstwie p o r t r e t o w y m . Po trzecie: dokładność,

kowicie bezstronnym sędzią, w i n i e n unikać wszelkiej

rozumiana jako ścisła odpowiedniość słów i rzeczy jest

tendencyjności, odsuwać własne poglądy n a bezpiecz­

niemożliwa d o osiągnięcia, i dotyczy t o zarówno repre­

ną odległość i p o prostu skrupulatnie i uczciwie korzy­

zentacji artystycznej, j a k i historiograficznej. Jest t a k

stając z materiału źródłowego opowiadać o t y m , co się

dlatego, ponieważ n i e dysponujemy a b s o l u t n y m i kry­

wydarzyło. W t a k formułowanym programie pozytyw­

t e r i a m i , które mogłyby n a m pokazać jakie relacje p o ­

n y m szczególnie podkreślano, że badacz - jeśli nie

w i n n y łączyć słowa z rzeczami.

chce pogwałcić obowiązujących w k o n f r a t e r n i history­

Najciekawsza jest konkluzja t y c h wywodów. Otóż,

ków reguł gry - p o w i n i e n przede wszystkim zrezygno­

nie traktuje A n k e r s m i t powyższych konstatacji jako

wać z u j a w n i a n i a swoich sympatii p o l i t y c z n y c h i prze­

ułomności poznania historycznego, nie rozumie i c h ja­

konań m o r a l n y c h . D o w o d z i A n k e r s m i t , że z nieja­

ko epistemologicznych defektów. Przeciwnie: pokazuje

snych (a może właśnie: nazbyt jasnych)

powodów,

język reprezentacji, jego tworzenie, wyłanianie się jako

z reguły kiedy mówiono o subiektywności tekstu histo­

sferę wolności: „nieokreśloność relacji między słowem

rycznego

rzadko zwracano

uwagę

n a t a k łatwo

a przedmiotem nie jest wadą, lecz największą zaletą

u c h w y t n e jego cechy j a k : specyficzny styl pisarski czy

wszelkich reprezentacji językowych. C i historycy, któ­

przynależność d o jakiejś szkoły badawczej, natomiast

r y m w i c h własnej dziedzinie przeszkadza brak precyzji,

zawsze zarzut subiektywności kojarzono z wartościami

okazują względem niej nieufność spowodowaną t y m ,

p o l i t y c z n y m i i m o r a l n y m i . Dlaczego t a k się dzieje?

co w istocie stanowi jej największą wartość i najcie­

A n k e r s m i t przekonuje, że n i e dlatego, by były one su­

kawsze wyzwanie. Tutaj b o w i e m język dopiero się rodzi,

b i e k t y w n e , ale właśnie dlatego, że obydwa te światy

wyłania się z tego, co językiem jeszcze riie jest", (s. 66-

wartości - inaczej niż styl pisarski czy orientacja m e t o ­

67) Historyczne reprezentacje danego w y c i n k a prze­

dologiczna - należą d o sfery o b i e k t y w n e j . M a ł o tego,

szłości, to i n n y m i słowy p r o p o z y c j e konstruktów

wbrew naszym r u t y n o w y m przyzwyczajeniom, są one

językowych najlepiej odpowiadających rzeczywistości,

niezwykle blisko powiązane z wartością, której głów­

którą opisują. Z t y m idzie w parze m o c n o podbudowa­

nie chce służyć h i s t o r y k - prawdą: „być może w war­

ne przekonanie, że - logicznie rzecz biorąc - w ocenie

tościach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h dostrzega się t a k

reprezentacji historycznych kryteria estetyczne wyprze­

wielkie zagrożenie d l a prawdy historycznej n i e dlate­

dzają kryteria dyskursu poznawczego i normatywnego.

go, że są one o d niej nieskończenie odległe i należą d o

Te pierwsze pozwalają n a m dopiero ocenić wartości po­

zupełnie innego świata, ale właśnie dlatego, że są zbyt

znawcze i n o r m a t y w n e tekstu. Jeśli b o w i e m , reprezen­

blisko niej i ze t r u d n o te światy rozdzielić. Wartości

tacja historyczna zawsze jest (musi być) w y b o r e m spo­

moralne i polityczne należą bardziej d o świata przed­

śród k i l k u możliwości, t o w efekcie stopień jej trafności

m i o t u niż p o d m i o t u , a zatem h i s t o r y k określany jako

(udatności) badamy n i e poprzez porównanie narracji

'subiektywny' pozostaje wierny domenie

z samą przeszłością, ale poprzez porównanie narracji

przedmiotu

(zgodnie z w y m o g a m i o b i e k t y w i z m u ) , nie zaś w sferze
własnej podmiotowości

między sobą.

i osobistych doświadczeń. I n n y ­

Jak te uwagi o reprezentacji wiążą się z kwestią war­

m i słowy, istota p r o b l e m u może polegać n a t y m , że

tości? Postuluje A n k e r s m i t twierdzenie zgodnie z któ­

prawda historyczna przejawia się niekiedy w w a r t o ­

r y m , u w a r u n k o w a n i a polityczne i moralne tekstu h i ­

ściach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h i vice versa", (s. 57)

storycznego t o - w b r e w zdroworozsądkowym przeko­

drobiazgowo dyskutuje standardowe

n a n i o m - nie przeszkoda w d o t a r c i u do prawdy, ale

argumenty obiektywistyczne, szczególną jednak uwagę

przeciwnie, to jej w a r u n e k ! Najbardziej zaskakująca

poświęca kwestii reprezentacji historycznej i jej nie­

konkluzja brzmi t a k : „dyskurs narracyjny bądź histo­

bezpiecznym związkom z wartościami, o których była

ryczny jest najlepszym p u n k t e m odniesienia, gdy cho­

m o w a . Jego myślenie w tej kwestii zmierza w stronę es­

dzi o wybór najwłaściwszych n o r m politycznych i m o -

Ankersmit

60

Darius? Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

ralnych. Inaczej mówiąc, wybór określonego działania

rzeczywistości. Dzisiaj historycy muszą wiedzieć, że

politycznego l u b etycznego może zasadzać się na wcze­

w t e n czy i n n y sposób konstruują tę rzeczywistość,

śniejszym ustaleniu, które reprezentacje historyczne

bądź, j a k to ujął b r u t a l n i e G o l o M a n n , zmyślają ją.

uważamy za najlepsze i jakie n o r m y polityczne i m o r a l ­

Oczywiście, kiedy mówi o n o zmyślaniu, to nie ma na

ne są w n i c h eksponowane. Zgodnie z tą metodą po­

myśli zwykłego kłamstwa, ale konieczność uzupełnia­

winniśmy wybierać te wartości polityczne i moralne,

nia, wypełniania „pustych" miejsc w obrazach prze­

któte stały się źródłem najbardziej u d a n y c h i wyrazi­

szłości: „Historycy (...) zmyślali o d czasu, kiedy T u k i ­

stych reprezentacji przeszłości" (s. 78). Przykładowo:

dydes wprowadził d o swojego dzieła mowy, dramatycz­

niemal wszyscy zgadzamy się co do tego, że obraz rewo­

ne dialogi, co do których przyznawał, że wprawdzie nie

lucji francuskiej w dziele Tocqueville'a przewyższa w i ­

w i a d o m o , czy tak zostały wygłoszone, ale p o w i n n y być

zję Micheleta, co z kolei może być p u n k t e m wyjścia do

tak wygłoszone. Nowoczesne

porównania wartości politycznych wchodzących w grę

stwo nie zaniechało tej m e t o d y t a k całkowicie jak się

w obu przypadkach, kulminującego we wniosku o wyż­

sądzi. B o w i e m jeśli nawet z reguły wystrzega się o n o

szości wartości liberalnego indywidualizmu (Tocqueville)

wkładania w usta s w o i m b o h a t e r o m słowa mówione­

nad indywidualizmem z l e w i c o w y m o d c h y l e n i e m ( M i -

go, to odgaduje myśli, jakie zostały pomyślane tak al­

chelet). A zatem, reprezentacja historyczna czytana

bo inaczej; w t e n sposób k o n s t r u u j e przecież poglądy,

n a u k o w e dziejopisar­

nie tylko z czysto poznawczego, ale też z pragmatyczne­

przyczyny, związki, których rzeczywistości i oddziały­

go p u n k t u widzenia, może być d o b r y m źródłem wybo­

wania nie może dowieść, a którym jednak i właśnie i m

ru właściwych (przekonujących, najlepiej uzasadnio­

zawdzięcza sens swego przedsięwzięcia".

nych) wartości politycznych i moralnych.

różnica między Tukidydesem a współczesnymi history­

3

Jednakże

k a m i jest - w o l n o sądzić - taka, że c i o s t a t n i wiedzą,

W p u b l i k o w a n y m kiedyś w „Kontekstach" wywia­

co robią (w każdym razie wiedzieć p o w i n n i ) i są świa­

dzie A n k e r s m i t mówił o konieczności p o w r o t u „prze-

d o m i k o n s e k w e n c j i stosowanych przez siebie „kon­

naukowionego" pisarstwa historycznego do r o m a n ­

s t r u k c y j n y c h " procedur.

tycznych korzeni, do n a r r a c j i z wyraźnym stemplem
jednostkowego stylu i autorskiej sygnatury. Mówiąc

W „nowej" historiografii anglo-amerykańskiej za­

o nowym romantyzmie j a k o atrakcyjnej dla historyka

miast jałowego o p t y m i z m u pozbawionego pytań d o m i ­

propozycji, przeciwstawiał się w t e d y h i s t o r i i pisanej

nuje raczej m o c n e poczucie ułomności naszych m e t o d

przez „całkowicie odczłowieczone, abstrakcyjne j e d ­

docierania do przeszłości i świadomość, j a k wiele zale­

nostki, które po prostu orzekają o prawdziwości jakie­

ży o d samego historyka, jak wielka t y m samym spoczy­

goś fragmentu przeszłości". W p r e z e n t o w a n y m tek­

wa na n i m odpowiedzialność za p r o p o n o w a n y czytel­

ście rozwija tę myśl i wzmacnia, ale t y m razem czyni

n i k o m obraz światów m i n i o n y c h . By być w i a r y g o d n y m

tak, nie w obronie żywego, pojedynczego doświadcze­

i słuchanym, m u s i o n teraz odgrywać wiele ról. I to nie

nia, ale - paradoksalnie - w obronie wartości obiek­

z osobna, ale najlepiej jednocześnie. Teraz już nie w y ­

tywnych, tych, które tworzą rzeczywisty świat każdej

starczy m u d o epistemologicznego szczęścia i sukcesu

historycznie i k u l t u r o w o określonej wspólnoty.

czytelniczego solidna krytyka źródeł. Dzisiaj m u s i być

2

i „rozważny", i „romantyczny". A także „etyczny" i „es­

K t o więc, w świetle powyższych propozycji, pisze
teraz historię? K i m jest - bądź: k i m być p o w i n i e n

tetyczny". Dobrze też, by miał jeszcze pisarski talent.

-

współczesny historyk? Współczesny, a więc t e n , który

Nieproste wymagania...

lata poznawczej niewinności i naiwności ma już za so­

Pamięć, żałoba i melancholia

bą. K i m zatem? Kładącym wciąż nade wszystko nacisk
na solidny warsztat i precyzyjne i n s t r u m e n t a r i u m po­
jęciowe Naukowcem? Wyrozumiałym,

słuchającym,

niwelującym historyczne odmienności

Tłumaczem?

Wspomniałem wcześniej o dwóch s o l i d n y c h t o ­
m a c h „Kontekstów" (nr 1-3 i 3-4: 2003) poświęco­

Niewyrzekającym się e m o c j i i osobistego zaangażowa­

n y c h różnym aspektom pamięci i i c h oświecającej r o l i

nia noworomantycznym Pisarzem?

w mojej p o n o w i o n e j lekturze zbioru Pamięć,

etyka i hi­

Pewnie każdym z n i c h po t r o c h u . C h y b a żadna ge-

storia. D w a słowa o t y m . Pośród w i e l u tekstów z n u m e ­

neralizacja nie jest t u możliwa. A przecież wymieniłem

r u 1-2 dotykających s k o m p l i k o w a n y c h relacji pamięci

tu ledwie trzy opcje. M i m o że zdają się one dość repre­

i h i s t o r i i dwa zdają m i się wielce symptomatyczne.

zentatywne, nie wyczerpują, co jasne, wszystkich moż­

W pierwszym artykule h i s t o r y k Żydów Yosef H a y i m

liwości. Przy wszystkich różnicach ról p r o p o n o w a n y c h

Yerushalmi pisze o t r u d n y m do zrozumienia dla naszej

historykom wyraźna teza, jaka płynie z recenzowanego

zhistoryzowanej świadomości fakcie p r y m a t u , j a k i j u ­

tomu, jest taka: nie m a już raczej p o w r o t u do pozyty­

daizm przydawał żywej pamięci n a d zainteresowaniem

wistycznej wizji historii, do h i s t o r i i z i n d u k c y j n y m na-

faktografią, a więc historią, w znaczeniu w j a k i m rozu­

nizywaniem faktów na przyczynowo-skutkowy sznu-

m i e m y ją dzisiaj. Pamięć pielęgnująca wiedzę o bo­

tek, z przezroczystymi semantycznie źródłami, z k o n ­

skich wtargnięciach w empiryczny świat ostatecznie

cepcją jednej Prawdy i h i s t o r y k i e m - s u m i e n n y m ar­

okazywała się dla wrażliwości żydowskiej

chiwistą, który ma n i e k o n f l i k t o w y dostęp do m i n i o n e j

mocniejszą

4

61

rzeczywistością

niż

znacznie

zanotowane

przez

Dańusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L I

<VTY WSPÓ1CZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

skrybów „prawdziwe" wydarzenia, co dość paradoksal­

uzależnienia o d przeszłości, narcystycznej identyfikacji

ne, zważywszy na silne podkreślanie przez j u d a i z m h i -

z u t r a c o n y m o b i e k t e m miłości. Inaczej - żałoba. Może

storyczności Boskiego objawienia. D r u g i tekst, autor­

ona skutecznie przeciwdziałać melancholijnej depresji.

stwa Paula Ricoeura

Umożliwia rozpoznanie Innego jako Innego, rozluźnia

5

pokazuje na w i e l u i n s t r u k t y w -

n y c h przykładach różnorakie formy zagrożenia pamię­

t y m samym gorset

c i . A n a l i z u j e niezwykle precyzyjnie zjawiska pamięci

istotnej dla m e l a n c h o l i i . W żałobie człowiek ma pełną

narcystycznej

identyfikacji,

tak

powstrzymywanej, pamięci m a n i p u l o w a n e j i pamięci

świadomość straty, lecz z czasem potrafi się o d niej

narzuconej, przedstawiając sposoby nadużywania pa­

odłączyć, opuścić „kraj" przeszłości i stanąć po stronie

mięci n a t u r a l n e j i k o n s e k w e n c j i społecznych, jakie

teraźniejszego życia. Pamięta o n i szanuje zmarłego, ale

z t y c h nadużyć wynikają. W pierwszym tekście pamięć

nie identyfikuje się z n i m . Żałoba podtrzymuje korzyst­

jest zdecydowanie silniejsza o d h i s t o r i i , w d r u g i m oka­

ną dla życia różnicę. A b y żałoba była skuteczna, musi

zuje się ona bardzo kruchą instancją, władzą podatną

mieć wsparcie we wspólnocie.

na liczne nadużycia.

Jak przenieść te uwagi na myślenie o pisaniu histo­

I jeszcze jeden o g r o m n i e ważny tekst zamieszczony

rii? Operując zręcznie o b y d w o m a pojęciami, dołącza

w t o m i e d r u g i m pisma: bogato egzemplifikowana roz­

do n i c h autor jeszcze dwa i n n e , f u n d a m e n t a l n e Freu­

prawa autorstwa K e r w i n a Lee K l e i n a . N i e dziwi, że

dowskie

a u t o r k a a n t o l o g i i w s p o m i n a z entuzjazmem w swoim

zwłaszcza t e m u o s t a t n i e m u przydając ogromną wagę.

wstępie t e n właśnie artykuł. To właśnie K l e i n jako je­

Przepracowanie przeszłości jest -

d e n z pierwszych poddał analizie zastanawiający feno­

i bolesną - n i e m n i e j j e d n a k konieczną próbą uporania

m e n świata zachodniego: pojawienie się stosunkowo

się z przeszłością. LaCapra postuluje wyciągnięcie ka­

n i e d a w n o (lata 80.) pamięci w dyskursie publicznym,

tegorii przepracowania z k o n t e k s t u terapeutycznego

a zwłaszcza n a u k o w y m . Powołuje się o n przy t y m na

i odniesienie go do rozważań natury etycznej i poli­

6

pojęcia:

przeniesienia

i przepracowania,
ogromnie trudną

prekursorskie w tej m a t e r i i prace Pierre'a N o r a i wła­

tycznej. W jego r o z u m i e n i u przepracowanie jest bo­

śnie na książkę Zakhor Yerushalmiego, z której p o c h o ­

w i e m w dużej mierze procesem etycznym. Transferując

dzi przypomniany przed chwilą rozdział. K l e i n zwraca

Freudowski dyskurs kliniczny na kwestie pisarstwa h i ­

uwagę na to, że tak m o c n a o b e c n o ś ć pamięci w na­

storycznego, La Capra k o n k l u d u j e :

szym myśleniu jest reakcją na rozczarowanie dyskur­

„Wiele spraw związanych z H o l o c a u s t e m i i n n y m i

sem historycznym, powiada też, że pamięć bywa często

'katastrofami' historycznymi można

i s t o t n y m uzupełnieniem, o ile nie alternatywą dla te­

i pamiętać, trudność zaś polega na t y m , aby nie trwać

go dyskursu.

obsesyjnie przy urazie j a k o doświadczeniu

zrekonstruować
niczyim,

które sprawia, że, paradoksalnie, jest się świadkiem za­

Te trzy pobudzające myślowo eseje tworzą owocne
tło d l a rozpraw

łamania możliwości świadectwa, lecz by wypracować

z części drugiej naszej antologii, zwłaszcza dla tekstów

relację między pamięcią a rekonstrukcją, w której bę­

D o m i n i c k a LaCapry i Franka A n k e r s m i t a , na które

dą się one wzajemnie wzbogacać oraz krytycznie kwe­

teraz szczególnie chciałbym zwrócić uwagę. O b y d w a

stionować i która będzie uwrażliwiała na zagadnienie

poznawczo i wyjątkowo stosowne

dotyczą wydarzeń, o których E m m a n u e l Levinas pisał,

urazu psychicznego" (s. 130). I nieco dalej: „Histo­

że „rozdzierają swoją własną o s ł o n ę " .

ryczne s t u d i u m zdarzenia granicznego może pomóc

7

LaCapra, autor szeregu p u b l i k a c j i drążących bole­

wytworzyć gotowość do odczuwania lęku w d a w k a c h

sny i t r u d n y p r o b l e m historiografii H o l o c a u s t u , jak

nieparanoidalnych, która da lepszy p u n k t wyjścia po­

i możliwości pisarskiego udźwignięcia wydarzeń gra­

myślenia możliwości 'tego, czego nie da się pomyśleć'

nicznych, w s w o i m artykule rozważa zagadnienie trau-

oraz przeciwstawienia się w a r u n k o m sprzyjającym wy­

m y j a k o kategorii interpretacyjnej. Szkoda, że jest to

stępowaniu zdarzeń pourazowych; takie s t u d i u m może

tekst wyraźnie przegadany, idący nierzadko w różnych,

zatem sprawić, że powiedzenie 'ostrzeżony - uzbrojo­

często rozbieżnych k i e r u n k a c h , a miejscami po prostu

n y ' zyska n o w y wydźwięk" (s. 133). Tekst t a k i może

mętny. N i e zmienia to f a k t u , że p r o b l e m , z którym się

być o d p o w i e d n i k i e m jednostkowego

zmaga, jest ogromnie ważny.

nia", może wyposażyć zbiorowość w narzędzia do upo­

„przepracowa­

rania się z n i e c h c i a n y m i e l e m e n t a m i

P u n k t e m wyjścia artykułu jest pochodzące o d Freu­

przeszłości.

Oczywiście, jest to możliwe tylko przy założeniu, że

da psychoanalityczne i n s t r u m e n t a r i u m pojęciowe. La­

„przepracowanie" jest procesem pożądanym i że roz­

Capra stara się uczynić z niego użyteczne narzędzie ba­

ważania natury etycznej przynoszą - mniej lub bardziej

dawcze. D w a przywoływane przezeń i analizowane

zrealizowany - ale w efekcie potrzebny skutek.

w tekście pojęcia to — wspominane również przez R i ­
coeura w c y t o w a n y m artykule - żałoba i melancholia.

Budując zręby swojej t e o r i i krytycznej, LaCapra

M e l a n c h o l i a m a charakter ambiwalentny, może być

postuluje bardzo m o c n o konieczność etycznego zwro­

w a r u n k i e m żałoby, ale też może skutecznie blokować

t u w analizach wypadków granicznych. W i d z i koniecz­

jej proces. M e l a n c h o l i a jest doświadczeniem izolują­

ność wyjścia badacza poza m u r y akademii, złączenia

c y m , zamykającym jednostkę w stanie rozpaczy. W wy­

myślenia z wartościami, a n a l i t y k i z etyką. Czym wszak­

kładni Freuda melancholia to stan fantazmatycznego

że jest ów postulowany przez LaCaprę zwrot etyczny

62

Dariusz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓ1CZESNEJ HISTORIOGRAFII

w badaniu historycznym? Powiada o n d o b i t n i e : „zwrot

Jasną rzeczą jest, że LaCapra rysując m o d e l owego

etyczny czy n o r m a t y w n y jest konieczny, lecz n i e w y ­

„zwrotu etycznego" w historiografii, podkreśla przy

starczający przy próbie przepracowania problemów,

t y m pozytywy takiego podejścia, a w m i n i m a l n y m

zwłaszcza jeśli p o j m u j e się go w kategoriach j e d n o s t k i ,

s t o p n i u eksponuje

jej zrozumienia siebie i zachowania. A b y odgrywał ja­

p r a k t y k a j e d n a k swoje. N i e w i e m , czy t a k łatwo, j a k t o

kąś rolę społeczną, m u s i być o n połączony z zagadnie­

sugeruje autor, można wyminąć napięcie

słabe jego strony. Teoria swoje,
pomiędzy

niami politycznymi. Podejmowanie t a k i c h zagadnień

„czystą" myślą a „brudną" polityką? Czy etycyzacja

wymaga połączenia ról czy też statusów p o d m i o t o ­

myślenia historycznego -

wych uczonego i krytycznego i n t e l e k t u a l i s t y ; połącze­

(nie wszyscy podzielamy te same wartości) - nie może

nia, które nie odrzuca skrupulatnej pracy n a u k o w e j

prowadzić do nadużyć? Czy t y m samym nie może się

ani nie m y l i refleksji krytycznej ze stronniczą propa­

zdarzyć, że zamienimy epistemologię dyskursu histo­

gandą, lecz umożliwia czy wręcz p o c h w a l a sposoby

rycznego na sentymentalizm g o r z k i c h żalów? A u t o r

myślenia często n i e a k c e p t o w a n e

powiada, że nie m a się czego b a ć , z n a k i zapytania m i ­

(podkr. D C )

w obrębie a k a d e m i i " (s. 156).

n i e j a k o „z n a t u r y rzeczy"

m o wszystko pozostają. Przy wszystkich j e d n a k zgło­
szonych t u wątpliwościach przekonany jestem, że p o ­

To bardzo ważne, co podkreśla L a C a p r a . D o m i ­
nanta etyczna pisarstwa historycznego nie zwalnia

stulat LaCapry - j a k o idea r e g u l a t y w n a - jest jak n a j ­

w żaden sposób z obowiązku krytycznego myślenia.

bardziej słuszny i cenny poznawczo. Jak j e d n a k będzie

Związek myśli i wartości nie może zamienić h i s t o r i i

się o n przekładał na praktykę, t o już i n n a h i s t o r i a .

w propagandową tubę. I co najważniejsze, kładzie o n

Czytając

rozważania

LaCapry, próbowałem o d ­

nacisk na t o , że m o r a l n y akcent h i s t o r i o g r a f i i nie m o ­

nieść je do bliskiego n a m polskiego k o n t e k s t u . Jeden

że być mylony z p r o s t a c k i m m o r a l i z o w a n i e m . T u nie

t y l k o wyrazisty historiograficznie k o n k r e t . O t o po lek­

chodzi o prezentowanie m o r a l n e j wyższości, ale o t o ,

turze LaCapry w nieco i n n y m świetle j a w i n a m się na

by mocno powiązać sferę myślenia ze sferą działania.

przykład dysputa publicystyczna i historyczna wokół

Aby w swoich rozważaniach wyjść - w różnych zna­

książki Jana T. Grossa Sąsiedzi-

czeniach tego czasownika - poza cieplarniane i bez­

skiego miasteczka

pieczne mury u n i w e r s y t e t u . Przy czym, j a k gdyby czu­

dyskusji historycznej o s t a t n i c h lat, j a k

jąc podskórnie opór k o n s e r w a t y w n y c h z n a t u r y aka­

nieustającemu przemieszaniu ulegały wątki poznaw­

demików, demonstruje też drobiazgowo na k i l k u w y ­

cze, etyczne, ideologiczne i polityczne. Jak w soczewce

branych przykładach, p o w o d y dla których tego rodza­

skupiły się w niej liczne p r o b l e m y związane z historycz­

ju propozycje natrafiają w myśleniu n a u k o w y m

n ą reprezentacją wydarzeń granicznych, z pisaniem h i ­

na

sptzeciw.

Historia

zagłady

żydow­

(Sejny 2 0 0 0 ) . W tej najważniejszej
pamiętamy,

storii dzisiaj, jak i z r o z u m i e n i e m jej zadań. T y m , k t ó ­

LaCapra m o c n o akcentuje fakt, że badanie h i s t o ­

rzy łapią się już za głowę, mówiąc: z n o w u Jedwabne?!

ryczne wypadków granicznych nie może być czysto p o ­

o d p o w i a d a m bez namysłu: j a k najbardziej, z n o w u !

znawcze, ale że m u s i o b e j m o w a ć w sobie m o m e n t

M a m b o w i e m nieodparte wrażenie, że w powodzi na­

etyczny, chce o n t y m samym zbliżyć naukę do życia:

miętności - skądinąd zrozumiałych - jakie wzbudziła

„Tak pojęty dyskurs obejmowałby wzajemnie p r o w o k a ­

ta książka, zniknęła szansa na poważną dyskusję m e t o ­

cyjną intetakcję między kwestionującą teorią a bada­

dologiczną: o ograniczeniach tradycyjnej historiografii

niami naukowymi mającymi w y m i a r empiryczny i h i ­

wobec rozumienia e p o k i pieców, czy też o etycznym

storyczny. Impuls etyczny tego podejścia w y m u s i też

imperatywie p o s t u l o w a n y m przez „nowe" podejścia do

być może przemyślenie na n o w o samego znaczenia

pisania h i s t o r i i . A była wyjątkowa po t e m u okazja.

etyki oraz jej stosunku do p o l i t y k i : e t y k i o t w a r t e j na

Może właśnie dopiero teraz - kiedy stopniały już

niezwykle istotną interakcję między pracą i zabawą

emocje, kiedy a n t y s e m i c k i szlam oblepiający o d po­

(...) oraz p o l i t y k i rozumianej nie t y l k o j a k o władza,

czątku tę dyskusję już opadł, k i e d y poważni historycy

lecz jako regulowane n o r m a m i współżycie. Rozumiane

przestali już mnożyć w i r t u a l n e ciężarówki z N i e m c a m i

w sensie etycznopolitycznym zainteresowanie kwestią

krążące jakoby w czasie z b r o d n i po

ptzeniesienia w badaniach n a u k o w y c h nie m u s i wcale

i uznali podstawowe rozpoznanie autora za prawdziwe,

prowadzić do sesji psychoterapeutycznych a n i n a w e t

kiedy śledztwo I P N - u zostało zakończone -

mchu ku autobiografii (...). Badacze, którzy bezpo­

(i w a r t o ) , już sine ira, zastanowić się n a d paroma k w e ­

średnio doświadczyli zdarzeń urazowych. M o g ą oczy­

stiami, t a k rzadko przewijającymi się w p o l s k i c h spo­

wiście wykorzystywać to doświadczenie w s w o i m pisar­

r a c h o Jedwabne.

stwie naukowym, i często takie pisarstwo czy dyskurs

Łomżyńskiem
można

O t , choćby n a d sprawą strategii retorycznej książki

ma zasadnicze znaczenie w próbie poradzenia sobie

Grossa, czy też zamieszczonej t a m sugestii „nowego po­

z przeszłością. A l e jest również t a k , że uwikłanie bada­

dejścia do źródeł", które odnoszą się do ofiar H o l o c a u ­

cza w pewien zbiór problemów istnieje i może być zgłę­

stu. Czy ktoś zadał sobie na przykład pytanie, dlaczego

biane dlatego, iż badacz jest w nierozdzielny sposób

książka Sąsiedzi

uczonym, działaczem etycznym i o b y w a t e l e m l u b isto­

wywarła na ogromnej liczbie czytelni­

ków t a k porażające wrażenie? Czy stało się t a k t y l k o

tą polityczną" (s. 162).

z p o w o d u samej i n f o r m a c j i o zbrodni jedwabiń-

63

Dariusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

skiej, czy też może i z i n n y c h - by tak rzec: k o n s t r u k -

n y c h , o tyle A n k e r s m i t premiuje raczej estetykę. Teza

cyjno-retorycznych - powodów? Czy ktoś zastanowił

na pierwszy rzut oka dziwna, a zdaje się t y m bardziej

się, dlaczego wydana n i e m a l w t y m samym czasie książ­

obrazoburcza, że odnosi się przecież do sposobu poj­

ka Tomasza Szaroty V progu zagłady

(Warszawa 2000),

m o w a n i a H o l o c a u s t u : „Każda dyskusja o Holocauście

klasyczne s t u d i u m historyczne, solidnie przecież udo­

niesie ze sobą niebezpieczeństwo uwikłania się w błęd­

k u m e n t o w a n e - rzecz traktująca o antyżydowskich po­

ne koło nieporozumień i niemoralności. W t y m wy­

gromach w okupowanej Europie, a więc mająca za te­

padku t y l k o kategoria estetyczna, to znaczy zasadniczo

mat wydarzenia równie odrażające jak te opisane w Są­

estetyczna kategoria stosowności pomoże n a m ominąć

siadach - miała tak relatywnie n i e w i e l k i odzew? C o tak

ślepe uliczki, w których poszukiwania jedynej prawdy

naprawdę oznacza powtarzana często teza, że Gross

i etycznego dobra mogłyby się zagubić. Jeżeli staniemy

„napisał złą książkę historyczną, która jednak spełniła

przed tak t r u d n y m w y z w a n i e m jak p r o b l e m H o l o c a u ­

ważną rolę"? Dlaczego w r o l i źródła znalazły się w niej

stu, to właśnie do estetyki, a nie do kategorii faktycz­

nie tylko tradycyjne d o k u m e n t y „pisane", ale także śla­

nej prawdy i moralnego dobra p o w i n n a odwoływać się

dy ludzkiej pamięci? Czy wyrzucanie przez niektórych

historia. Ostatecznym w y z w a n i e m zarówno dla pisar­

historyków a u t o r o w i Sąsiadów

b r a k u elementarnego

stwa historycznego, jak i dla samego historyka jest nie

warsztatu historycznego można rozumieć tylko jako

wyzwanie faktograficzne czy etyczne, lecz estetyczne"

wyraz troski o intelektualną rzetelność? A może także

(s. 163).

jako znak metodologicznej bezradności i w gruncie rze­

Jak to bliżej rozumieć? Pisząc o kłopotach z repre­

czy jako przyznanie się d o trudności wyjścia poza kre­

zentacją H o l o c a u s t u , A n k e r s m i t pokazuje ograniczo­

dowe koło archaicznych przyzwyczajeń? Czy powtarza­

ną rolę języka, pisarstwa historycznego, które z n a t u r y

na przez n i c h rytualna m a n t r a o obowiązującym histo­

rzeczy metaforyzuje rzeczywistość minioną (nieznane,

ryka „bezwzględnym o b i e k t y w i z m i e " nie wymaga jed­

obce poznaje za p o m o c ą tego, co znane i swojskie).

nak pewnej rewizji? I t d . , i t p . . . .

Przekonuje, że w tej szczególnej sytuacji pisarstwo za­

8

wsze będzie osłabiać i zniekształcać prawdę tamtego

To ledwie k i l k a pytań do dawnej - co nie znaczy
kilka

świata. Zwraca się więc w stronę sztuki, w stronę zja-.

z t y c h , które przychodzą m i do głowy po lekturze tek­

wisk operujących m e t o n i m i a , a zatem t y c h , które nie

przedawnionej -

dyskusji o książce Grossa,

stu L a C a p r y . Z pewnością dałoby się sformułować i c h

tyle przybliżają „obcą" rzeczywistość w zawsze kula­

więcej. Jego rozważania, nie może być t u chyba żad­

w y c h i n i e a d e k w a t n y c h t e r m i n a c h , ale które operują

n y c h wątpliwości, pozwalają na tego rodzaju pytania

wieloznacznym wskaźnikiem, są raczej drogowskazem

spojrzeć z n o w e j , odświeżającej perspektywy. N i k o g o

do przeszłości, niż zastępują ją. W ł a ś n i e sztuka, a d o ­

nie pouczają, niczego nie nakazują, ale sugerują, by

kładniej p o m n i k — i jego możliwości „poznawcze" -

przez pryzmat powinności etycznych spojrzeć na teksty

stają się głównym o b i e k t e m analizy A n k e r s m i t a .

9

historyczne traktujące o zdarzeniach, które nie tylko

By uprawomocnić swoją tezg, bierze p o d lupę dwa

filozofom nie mogły się przyśnić.

przykłady. D w a różne p o m n i k i znajdujące się w Yad
Vashem: M a u z o l e u m Pamięci i p o m n i k Dzieci. Każdy

W przeciwieństwie do pokrętnej stylistyki artykułu
LaCapry, kolejny zamieszczony w a n t o l o g i i tekst A n -

z n i c h w o d m i e n n y sposób powraca w przeszłość, każ­

kersmita odznacza się krystaliczną jasnością. Jednak

dy inaczej realizuje swoją funkcję reprezentowania,

o g r o m n y ciężar rozważań autora History and

„przypominania" przeszłości.

Memory

A/ter Auschwitz pozostaje i t u w dalszym ciągu t e n

M a u z o l e u m Pamięci „zbudowane" jest z umiesz­

sam. C o ciekawe, i w uwagach A n k e r s m i t a powracają

czonych na posadzce 22 nazw największych obozów

- bardzo precyzyjnie zdefiniowane - Freudowskie ka­

k o n c e n t r a c y j n y c h , w rogu, p o d gołym n i e b e m migocze

tegorie żałoby i m e l a n c h o l i i , niezwykle przy t y m n o w a ­

wieczny płomień. Za n i m biała, granitowa płyta osła­

torsko odniesione do p r o b l e m u i n t e r p r e t a c j i reprezen­

niająca dół z p r o c h a m i zamordowanych w obozach

tacji historycznej. T u również powraca poważny pro­

śmierci. Komentarz A n k e r s m i t a : „jak soczewka ogni­

b l e m najstosowniejszego języka, którym p o w i n n o się

skuje światło, tak p o m n i k skupia nasze uczucia, skoja­

„opowiadać" H o l o c a u s t . I t u przypomniany zostaje

rzenia i wiedzę o Holocauście w m o m e n c i e , kiedy

f u n d a m e n t a l n y dylemat pisarstwa historycznego: co

uświadamia n a m jego zaistnienie i przybliża nas do je­

lepsze? Bezstronny i obiektywistyczny język n a u k i , czy

go rzeczywistości tak, j a k t o tylko możliwe. I to wła­

apodyktyczny, zainfekowany subiektywnością

język

śnie przemienia M a u z o l e u m Pamięci w rodzaj p o m n i ­

powieści? N a u k a czy sztuka? Czysty opis i świadectwo

ka H o l o c a u s t u najstosowniejszego dla pokolenia, któ­

czy i c h artystyczne przetworzenie? Czy w ogóle wobec

re jest nadal blisko H o l o c a u s t u " (s. 173). P o m n i k jest

t y c h zdarzeń wypadających poza ludzką wyobraźnię,

t u czymś w rodzaju i n t e r w e n c j i we wspomnienia, przy­

wobec tej czerni bez dna, istnieć może jakiś język, któ­

wołuje t y l k o (?!) poprzez nazwy grozę m i n i o n e g o świa­

ry mógłby unieść jej ciężar?

ta, zakłada przy t y m uprzednią wiedzę o t y m świecie,
bez niej byłby jedynie zbiorem pustych nazw.

Przy p e w n y c h podobieństwach tematycznych oby­
d w u tekstów powiedzieć trzeba o d razu, że o ile LaCa-

I n n y rodzaj strategii upamiętnienia, i n n y rodzaj i n ­

pra akcentował p r y m a t e t y k i w badaniach historycz­

deksu pamięci prezentuje p o m n i k Dzieci. „W p o m n i k u

64

Dańmz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓICZESNEJ HISTORIOGRAFII

tym

można

wyróżnić

trzy poziomy. N a

zewnątrz

t e n memoriał nie jest doświadczeniem

przeszłości

(expe­

(pierwszy poziom) s t o i blisko dwadzieścia k w a d r a t o ­

rience of the past),

wych słupów o różnej wysokości i ściętych czubkach.

tywacji, jakie wywołują takie p o m n i k i , jak M a u z o l e u m

t o znaczy doświadczeniem jego reak­

Niewątpliwą i n t e n c j ą artysty było pokazanie w t e n

Pamięci, ale doświadczeniem

sposób nagle przerwanego życia dzieci zabitych w get­

about the past). Jako takie zaś, doświadczenie wywoła­

tach i obozach, podczas gdy biel samych słupów sym­

ne przez p o m n i k i przez jego szczególną zdolność do

bolizuje i c h niewinność. (...) D r u g i p o z i o m odnajduje­

głębokiego poruszania naszych emocji, może osiągnąć

my w przedsionku p o m n i k a , gdzie wystawione są trój­

najwyższy stopień doświadczenia

wymiarowe zdjęcia k i l k o r g a z dzieci, których los upa­

Dzieci nie d o t y k a w pełni rzeczywistości, można p o ­

miętnia p o m n i k . A l e p r a w d z i w y m sercem p o m n i k a

wiedzieć, że jest jakoś nierzeczywisty (co w b r e w oczy­

jest poziom trzeci. Z przedsionka, po k i l k u k r o k a c h ,

wistości jest właśnie jego a t u t e m ) , nie jest zatem i nie

schodzimy niżej w zaciemniony, wąski, aczkolwiek w y ­

może być związany z żałobą, „świat", który przywołuje,

soki, ośmiokątny korytarz, otaczający ośmiokątny cen­

nigdy więc nie stanie się bliski n a m , nie będzie przez

tralny filar. O b i e strony korytarza są p o k r y t e l u s t r a m i

nas oswojony. Będzie dla nas i dla t y c h , co przyjdą po

za pleksiglasem. Jedyne oświetlenie daje pięć ner

ne-

nas j a k o t w a r t a , niedająca się zagoić rana. I na t y m

shama, czyli świec żałobnych; lustra sprawiają, że o d b i ­

właśnie polega pozytywny aspekt tej p o m n i k o w e j me­

cia świec zwielokrotniają się nieskończenie w galakty­

l a n c h o l i i . Koszmar, który ów p o m n i k przywołuje

kę świateł, z przodu, z tyłu, n a d i poniżej, t a k że każde

t r w a . Bo m a trwać.

z nich symbolizuje duszę jednego z dzieci" (s. 174).

o przeszłości

(experience

o" (s. 183). P o m n i k

-

W n i k l i w y i inspirujący tekst A n k e r s m i t a powraca

W swoim k o m e n t a r z u zwraca A n k e r s m i t uwagę, że

po raz k o l e j n y d o p r o b l e m u historycznej reprezentacji

wtażenie, jakie wywołuje na oglądających t e n p o m n i k ,

H o l o c a u s t u , kontynuując w tej mierze świetne studia

jest oszałamiające. A co ważniejsze, gdy porównać je­

Berela Langa czy Lawrence'a L . Langera, a jest o n

go działanie z M a u z o l e u m , t o po t o , by odczuć jego

ważny, bo p y t a n i a , które podejmuje, będą wciąż p o n a ­

moc, nie m u s i m y wcześniej n i c wiedzieć na temat H o ­

wiane przy każdej nowej próbie sprostania w y z w a n i u

locaustu, ta wiedza zjawia się ad oculos przed n a m i ,

przedstawienia tego upiornego świata i wciąż trzeba

przeszywa nas i p o r u s z a .

będzie się z n i m i mierzyć. M i m o że jego adresatem są

10

Po interesujących, acz r y z y k o w n y c h uwagach na

przede wszystkim historycy ( i n a t u r a l n i e historycy

temat kiczu i sztuki, „kiczowatości" (przy p e w n y m ,

sztuki), może być p o m o c n y także dla antropologa za­

dość szczególnym, r o z u m i e n i u tej kategorii) sztuki

interesowanego

w ogóle, przechodzi autor do p u e n t y swoich wywodów.

m i f o r m a m i reprezentacji H o l o c a u s t u . By wymienić

Pytanie zasadnicze jest t a k i e : który z t y c h dwóch p o ­

c h o ć b y budzącą różne reakcje wystawę Mirroring

mników lepiej, a d e k w a t n i e j , m o c n i e j zdaje

sprawę

otwartą 17.03.2002 w Jewish M u s e u m w N o w y m Jor­

z niewyobrażalnej grozy H o l o c a u s t u . A n k e r s m i t o p o ­

k u . Bez wątpienia samo t o zjawisko może być ogląda­

wiada się za p o m n i k i e m D z i e c i . By zrozumieć, dlacze­

ne z różnych s t r o n : ale bardziej może n a w e t niż dla h i ­

go, trzeba przywołać znane już z tekstu LaCapry Freu­

storyka, t o głównie p r o b l e m dla badacza mentalności

dowskie kategorie żałoby i m e l a n c h o l i i . Porównując ze

czy dla antropologa wizualności.

11

różnymi współczesnymi k u l t u r o w y ­
Evil,

sobą te dwie reakcje n a śmierć bliskiej osoby, powiada
on, że żałoba jest „zdrową" formą przezwyciężenia stra­
ty, ttudną, ale jednak akceptacją stanu istniejącego,

Po co nam historia?

ptoces żałoby pozwala cierpiącej osobie żyć w stanie
nieokaleczonym przez tę stratę. W reakcji m e l a n c h o ­

D a w n o , d a w n o t e m u , bo w r o k u 1874, F r i e d r i c h

lijnej cierpiąca osoba n i e zostaje u w o l n i o n a o d zmar­

Nietzsche obwieszczał w sławnym tekście O

łego obiektu swoich uczuć, rana po stracie pozostaje

i szkodliwości

wciąż niezagojona, poza t y m w reakcji tej m e l a n c h o l i k

histońi

dla życia

pewnością: „nadmiar h i s t o r i i szkodzi życiu".

uttzymuje się w stanie ciągłego niezadowolenia z wła­

pożytkach

z niezmąconą niczym
12

W po­

tężnej diatrybie wytoczonej przeciwko X I X - w i e c z n e -

snej osoby, mało tego: ma o n poczucie n i e n a p r a w i a l -

m u n i e m i e c k i e m u historyzmowi, w sposób m n i e j lub

nej winy wobec utraconej osoby.

bardziej dorzeczny, dowodził tezy, iż historia jest gar­

To rozpoznanie staje się podstawą k w a l i f i k a c j i oby­

b e m społeczeństw. Ze c i , którzy wstecz j e n o spogląda­

dwu pomników. Pozwala zrozumieć, dlaczego p o m n i k

ją, konserwują świat ułudy i nierzeczywistości. Ze znie­

Pamięci jest t a k i m rodzajem p o m n i k a H o l o c a u s t u ,

czulają się na widzenie w prawdzie rzeczywistości. Ze

który w najlepszej możliwej f o r m i e spełnia dla przy­

są w istocie p i e w c a m i m a r t w o t y , a nie realnego życia.

szłych pokoleń swoje podstawowe zadanie: upamięt­

Toteż „zdrożna wybujałość zmysłu h i s t o r y c z n e g o "

nienia. Otóż, M a u z o l e u m Pamięci wywołuje reakcje

w i n n a zostać poważnie ograniczona. N i e idzie o t o , by

13

przypominające kategorię „żałoby", podczas gdy p o ­

uciec o d h i s t o r i i , bo t o niemożliwe, ale by zneutralizo­

mnik Dzieci przyprawia o reakcje m e l a n c h o l i j n e : w y ­

wać jej szkodliwe działanie.

wołuje cierpienie, r a n i , nie pozwala zapomnieć. Jak re­
asumuje A n k e r s m i t : „doświadczenie wywołane przez

Bez względu n a t o , czy generalnie Nietzsche miał
I rację -

65

a raczej n i e m i a ł , by d a ć j e d e n przykład:

Darius? Q a j a • G U Z I K Z H I S T O R I I ? D Y L E M A T Y WSPÓtCZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

wątpliwa i ryzykowna w kontekście XX-wiecznej h i ­

który być może pozwoli stworzyć n o w e koncepcje za­

storii apoteoza zapomnienia, przy jednoczesnej dys­

stosowania wiedzy historycznej" (s. 196). W tej sytu­

kredytacji pamięci - p r o b l e m postawiony przez niego

acji p o d s t a w o w y m p y t a n i e m nie będzie już kwestia, co

jest wciąż aktualny. Dzisiaj przyjmuje taką c h o ć b y po­

zrobić z naszą wiedzą historyczną, bo w i a d o m o , że na

stać: co n a m z tej przyrastającej wciąż wiedzy o histo­

wiele się n a m ona nie przyda, ale co - jaka potrzeba -

r i i , skoro i t a k się z niej niewiele, jak widać, uczymy.
Historia

skłania nas k u m i n i o n y m światom, bez względu na to,

magistra vitae, powiada stara łacińska senten­

jakie cele praktyczne chcemy uzyskać.

cja. Szlachetna bardzo. I nieprawdziwa bardzo. Bo czy

M a rację G u m b r e c h t , twierdząc, że nie m a m y prze­

rzeczywiście historia t o dobra nauczycielka życia? Przy

konujących racjonalizacji wiedzy o przeszłości. W jego

bliższym wglądzie okazuje się raczej, że jest t o p a n i w y ­

propozycji t y m „czymś" jest „pragnienie przeniknięcia

jątkowo tępa i bez p o l o t u ; w b r e w t e m u , co czasem

granicy, która oddziela nasze życie o d czasu poprzedza­

0 niej myślimy, uczyć tak naprawdę nie p o t r a f i . Po p r o ­

jącego nasze narodziny. C h c e m y znać światy, które ist­

stu: dydaktyczne zero. Współczesny h i s t o r y k , jeśli

niały przed naszym urodzeniem i bezpośrednio i c h d o ­

chce być wobec siebie uczciwy, m u s i zmierzyć się z t y m

świadczyć" (s. 198). I co ciekawe, zwraca o n uwagę na
to, że o w o „bezpośrednie doświadczenie" obejmowało­

paradoksem.
W ł a ś n i e do tego, nieprzyjemnego dla badacza h i ­

by możliwości nade wszystko zmysłowe: d o t y k a n i a ,

storii, schizmatycznego uczucia nawiązuje w swym

wąchania i smakowania m i n i o n y c h światów poprzez

tekście H a n s U l r i c h G u m b r e c h t , otwierając trzecią

artefakty, które je tworzyły. Koncepcja ta kładzie na­

część a n t o l o g i i . Pomijając obecne w niej jeszcze i n t e ­

cisk na n i e d o c e n i a n ą stronę zmysłową doświadczenia

resujące kwestie referencjalności podejmowane przez

historycznego. To rzadkie i niezwykle cenne zwrócenie

Joan Scott, ponowoczesne do bólu uwagi o końcu h i ­

uwagi na zmysłowy aspekt doświadczania przeszłości.

storii K e i t h a Jenkinsa, czy daleko m n i e j zajmujące

Podkreśla G u m b r e c h t , że takie dowartościowanie

problemy fallocentryczne, z którymi mocuje się Rita

sfery zmysłowej nie m u s i prowadzić do

Felski, c h c ę n a koniec skupić się jedynie n a ważnym

przeszłości. N i e ma t u m o w y o j a k i m k o l w i e k uwznio-

artykule G u m b r e c h t a , ponieważ w jego rozważaniach

ślaniu przeszłości: „Przeszłość dotknięta, powąchana

estetyzacji

dochodzi z dużą m o c ą do próby odpowiedzi n a n a j ­

i posmakowana nie staje się b o w i e m o d razu a n i pięk­

prostsze z możliwych pytań: po co w ogóle się historią

na, a n i wzniosła" (s. 198). A l e to bezpośrednie d o ­

zajmować?

Pytanie przecież f u n d a m e n t a l n e , a tak

świadczenie jest niezwykle ważne. Zapewne mało k t o

rzadko - może właśnie z p o w o d u owej f u n d a m e n t a l -

z historyków wypowiedziałby otwarcie takie o t o zda­

ności — zadawane.

nie: „Dla w i e l u uczonych liczy się raczej dotykanie

G u m b r e c h t przypomina po części rzeczy oczywiste

oryginalnego rękopisu tekstu, którego dokładna treść

1 znane, ale istotne. C h o ć b y to, że ważny d l a zachod­

byłaby łatwiej dostępna w wydaniu krytycznym" (s. 198).

niej d y d a k t y k i pomysł, by uczyć się n a przykładach,

A zatem h i s t o r y k niewiele różniłby się w t y m względzie

legł generalnie w gruzach. A l e co ważniejsze, zwraca

o d zwykłego amatora historii, który chciałby zobaczyć,

uwagę na rozplenienie się przekonania, że nie „uczymy

dotknąć, powąchać, posmakować „ślady" przeszłości.

się o d h i s t o r i i " , ale że „tworzymy historię". Pisze też

Bo może t y l k o one naprawdę są.

o złowrogich konsekwencjach przekształcenia się h i ­

W

wypowiedzi G u m b r e c h t a d o c h o d z i do głosu

storiografii w literaturę: kontestuje zwłaszcza dogmat

znany n a m już wątek

0 subiektywizmie historycznym (a raczej pewną jego

wzbogacony o nowe parametry: „Jakiż sens miałoby

konstruowania historii,

ale

skrajną p o s t a ć ) , wedle którego nie istnieje rzeczywi­

tak m o c n e podkreślanie suplementarności i nieobec­

stość, ale jedynie pragnienie dotarcia do n i e j . W za­

ności (...), gdyby nie był to przejaw n i e p o h a m o w a n e ­

m i a n za t o G u m b r e c h t proponuje, by przekształcić

go pragnienia obecności? I czymże byłoby u w y p u k l a ­

dość jałowe pytanie: co możemy zrobić z naszą wiedzą

nie nieredukowalnego dystansu, j a k i dzieli nas o d m i ­

historyczną, w bardziej intrygujące pytanie: co nas

n i o n y c h światów, jeśli nie p r a g n i e n i e m ponownego

skłania

dlaczego

i c h uobecnienia (...) - przywrócenia i c h obecności?

chcemy i c h „dotknąć"? Pisze: „Szukając odpowiedzi,

K u l t u r a historyczna żyje n i e u c h r o n n i e między dąże­

dobrze byłoby wziąć najpierw w nawias aspekt n o r m a ­

n i e m do zaspokojenia pragnienia obecności a świado­

t y w n y i wychowawczy tego pytania ('Co powinniśmy

mością, iż stawia przed sobą zadanie niemożliwe do

zrobić?') i skupić się po prostu na t y m , iż o w a wiedza

spełnienia. Jeśli więc chce ona zachować tożsamość

wzbudza trwałą fascynację. I n n y m i słowy, proponuję

i pozostać formą doświadczenia innego niż doświad­

skupić się (zarówno z perspektywy k o n k r e t n y c h badań

czenia f i k c j i , m u s i starać się 'wyczarować' rzeczywi­

historycznych, jak i teorii historii) n a zasadniczym

stość światów m i n i o n y c h , nie porównując się naiwnie

ku minionym

rzeczywistościom,

'pragnieniu rzeczywistości historycznej', które zdaje się

z magią, lecz zdając sobie sprawę z n i e u c h r o n n i e su­

tkwić u podstaw wszystkich z m i e n n y c h racjonalizacji

biektywnego c h a r a k t e r u każdej t a k skonstruowanej

1 uprawomocnień historiografii oraz h i s t o r i i j a k o dzie­

inności historycznej. Lecz gdy t y l k o k u l t u r a historycz­
na otwarcie opowie się za pragnieniem ponownego

dziny wiedzy. Dzięki t a k i e m u posunięciu zyskamy dy­
stans d o jałowych dyskusji i dyskursów -

uobecnienia (które nie jest dane z góry), m u s i stać się

dystans,

66

Dariusz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓ1CZESNEJ HISTORIOGRAFII

kulturą ironiczną, gdyż uobecnia wówczas przeszłość

w i e k w praktyce. W świecie pieniącej się o d jakiegoś

jako 'rzeczywistość', c h o ć

czasu humanistycznej metarefleksji, która nierzadko

w i e , że każde p o n o w n e

uobecnienie t o s y m u l a k r u m " (s. 204).

staje się sztuką dla sztuki, nie jest t o , przyznajmy, wąt­

Tak więc źle i t a k niedobrze, a m e d i a c j i między t y ­

pliwość całkiem bez znaczenia. Po odpowiedź udałem

mi rozwiązaniami nie widać. G u m b r e c h t m o c n o wska­

się raz jeszcze do mądrego G o l o M a n n a , świetnego h i ­

zuje przy t y m na f a k t , że t o pragnienie obecności bywa

storyka i świetnego filozofa. Mistrza historycznych m o ­

często tłumione przez badaczy, że wydaje i m się, że

nografii i przenikliwego k r y t y k a historycznych rozpraw.

„obiektywny" ogląd rzeczywistości możliwy jest t y l k o

Z w o l e n n i k a uprawiania p i s a r s t w a historycznego,

wówczas, gdy oczyścimy nasz stosunek do przeszłości,

autora, który jeszcze w czasach przednarratywistycz-

kiedy w y e l i m i n u j e m y pragnienie bezpośredniości. Przy

n y c h m o c n o i odważnie głosił tezę o konieczności po­

czym t o dążenie do obiektywnego dystansu może przy­

w r o t u do o p o w i a d a n i a historii, jako przeciwwa­

słonić n a m pragnienie bezpośredniego doświadczenia

gi dla t w a r d y c h , scjentyficznych jej ujęć. Wreszcie, en­

rzeczywistości. Pytanie, które stawia sobie autor, jest

tuzjastycznego wyznawcy formuły Paula Veyne'a, we­

takie: czy książka historyczna może dostarczyć owego

dług której historia t o „prawdziwa powieść z l u k a m i " .

Barthesowskiego „wrażenia realności", czy dotknięcie

W szkicu p o d z n a m i e n n y m tytułem: Czy historii po­

ptzeszlości w tekście nie zamieni się w obiektywizują­

trzebna jest teoria , dość obcesowo o d n o s i się o n do

cy fakt historycznego dyskursu? Pyta o n -

myśląc

wszelkich prób przeteoretyzowanego pisania h i s t o r i i .

o swojej pracy, ale kwestia jest ogólniejszej n a t u r y -

C o raz zapytuje retorycznie: a gdzie jest teoria w arcy­

czy książka historyczna może w ogóle dostarczyć czy­

dziele M a r c a

telnikom bezpośredniego doświadczenia przeszłości?

a gdzie teoria w t y m czy w t a m t y m studium? Przywo­

A zatem, jeśli nie możemy już nauczyć się niczego

łując szereg przykładów, przekonuje, że posiadanie

0 ptzeszłości, t o przynajmniej spróbujmy d o t k n ą ć owej

t e o r i i nie jest w a r u n k i e m sine qua non u p r a w i a n i a h i ­

7

Blocha

o społeczeństwie

feudalnym,

kształcie.

storii. W zakończeniu swojego tekstu pisze t a k : „Zu­

Zbliżmy się do smaku i zapachu przeszłości. Poczujmy

pełnie nie wierzę w t o , że dziejopisarstwo cierpi na n i e ­

jej „dotknięcie" na sobie.

dostatek

ptzeszłości w jej

dojmująco

zmysłowym

W późnej twórczości Zbigniewa H e r b e r t a pojawia
się ptzejmujący wiersz Guziki.

Wiersz t e n , co ważne,

teorii.

Dziejopisarstwo jest sztuką,

która

opiera się na wiedzy. (...) Zarzut jest m i znany: k t o
p o d c h o d z i do p r z e d m i o t u historycznego bez świado­

Herberta,

mie przyjętej t e o r i i , t e n nieświadomie przemyci taką,

rozstrzelanego w Lesie Katyńskim, co przydaje m u w a ­

której następnie nie p o t r a f i obronić właśnie dlatego,

gi osobistego świadectwa. M a ł o chyba k t o dostrzegł

że przyjął ją nieświadomie. O t ó ż sądzę, że j e d n a k p o ­

w nim oprócz traumatycznej rodzinnej pamiątki, głę­

t r a f i . Tak zwana t u teoria nie jest n i c z y m i n n y m , jak

boką „historiograficzną" refleksję:

sumą l u d z k i c h doświadczeń o b e c n y c h już w l u d z k i m

jest dedykowany pamięci

kapitana

Edwarda

umyśle. Doświadczeń jego własnej e p o k i i własnego
życia, bez którego chyba żaden w i e l k i historyk nie o p i ­

„Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie z b r o d n i
z głębin wychodzą na powierzchnię

sał dziejów, następnie doświadczeń, jakie wyłoniły się
już ze studiów n a d i n n y m i p r z e d m i o t a m i i i n n y m i epo­

jedyny p o m n i k na i c h grobie

kami".

tylko guziki nieugięte

r a n t y z m u . M a n n nie mówi t u przecież, żeby się nie

potężny głos zamilkłych chórów

uczyć, nie studiować, nie być k r y t y c z n y m i t p . Jak r o ­

(...)

1 5

N i e sądzę, żeby t o wyznanie było pochwałą obsku­

z u m i e m , powiada raczej tyle, że wszelkie aprioryczne

tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i m u n d u r ó w " .

14

k o n s t r u k c j e w p o d c h o d z e n i u do badania h i s t o r i i i t a k
biorą w łeb w s p o t k a n i u z empirią, że obojętnie j a k i c h

Co nam zostaje z lekcji historii? Czasem t y l k o zwy­

w y r a f i n o w a n y c h teoretycznie instrumentów historyk

czajny guzik. Guzik, który wprawdzie niczego nas nie

by się imał, n i c nie zastąpi jego własnej biografii a n i je­

uczy i nauczyć nie może, ale m a w sobie tę zadziwiają­

go

cą moc ewokacji świata, który już umarł. Leży przed

o p o w i e d z e n i a h i s t o r i i , a żadna teoria m u nie

nami jak artykuł prawdy. Przypomina ledwie u c h y l o n e

pomoże, jeśli b r a k n i e m u zmysłu e m p a t i i albo jeśli nie

drzwi do zattzaśniętej na zawsze rzeczywistości.

będzie umiał dobrze pisać.

talentów.

Nikt

nie

zwolni

go z

konieczności

Paradoks tego bez mała m a n i f e s t u antyteoretycznego na t y m wszakże polega, że m a m n i e m a l pewność,

Teoria. A praktyka?

że zgodziliby się z n i m prawie wszyscy autorzy recenzo­
wanej a n t o l o g i i . O n i też nie m a j ą przecież wątpliwo­

Po lektutze t o m u Pamięć,

etyka i historia, po tej so­

lidnej dawce teoretycznych rozpraw, ktoś mógłby zapy­
tać nie bez tacji, czy w istocie refleksje na temat kłopo1 tów metodologicznych h i s t o r i i przydają się na c o k o l ­

ści, że dziejopisarstwo „jest sztuką, która opiera się na
wiedzy".

Dariusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

Przypisy

winę za czyny swych przodków, lecz dlatego, że w ograniczonym

J. Burckhardt, judgements on History and on Historians, b. m. w,

stopniu są odpowiedzialni za konsekwencje tych czynów (na

1959, s. 158, cyt. za: E. H . Carr, Historia. Czym jest, przel. R Kuś,

przykład to, że ktoś mieszka w domu odebranym Żydowi); mo­

Poznań 1999, s. 72

gą przepracowywać (mniej lub bardziej nieuzasadnione) poczu­

Pochwala narratywizmu. Rozmowa z Franklinem R. Ankersmitem,

cie winy lub niejasnej dezorientacji i dążyć do krytycznego dy­

„Konteksty" nr 1-2: 1997, s. 90

stansu (lub podstawowego rozróżnienia w sferze wartości i emo­

G. Mann, Dziejopisarstwo jako literatura, w: tegoż, Ludzie myśli,

cji) wobec ideologii i motywacji, które spowodowały czyny

ludzie władzy, historia, przel. E. Paczkowska-Łagowska, Kraków

oprawców", (s. 147-148)

1997, s. 10

Wedle zwiedzających podobne wrażenie robi tzw. Wieża Holo­

Y. H . Yerushalmi, Znaczenie w historii, pamięć i pisanie historii. Po­

caustu w zaprojektowanym przez Daniela Libeskinda Muzeum

stawy biblijne i rabiniczne, przel. D. Czaja, „Konteksty" nr 1-2:

Żydowskim w Berlinie, w tej kwestii por. też uwagi J. K. Lenar­
towicza, Architektura trwogi, „Konteksty" nr 3-4: 2003, s. 321-

2003, s. 55-67
P. Ricoeur, Nadużycia pamięci naturalnej: pamięć

330

powstrzymana,

pamięć manipulowana, pamięć narzucona, przel. W. Bońkowski,

O niejednoznacznych próbach zmierzenia się z przedstawieniem

„Konteksty" nr 1-2: 2003, s. 41-54

Holocaustu przy wykorzystaniu form odwołujących się do per­

K. L. Klein, O pojawieniu się pamięci w dyskursie

spektywy dziecka i dziecięcej wrażliwości (powieść I . Kertesza

historycznym,

przel. M . Bańkowski, „Konteksty" nr 3-4, s. 42-56

Los utracony, film R. Benigniego Zycie jest piękne, komiks A.

E. Levinas, Trudna wolność. Eseje o judaizmie, Gdynia 1991

Spiegelmana Maus, praca-zabawka Z. Libery L E G O . Obo'z kon­

Jednym z niewielu głosów, które uznały za stosowne odnieść się

centracyjny) piszę w tekście Jak to powiedzieć? Jak TO powiedzieć?

do niektórych z wymienionych kwestii, byl ważny tekst - co cie­

Strategie dziecięce (w druku)

kawe antropologa, a nie historyka - Joanny Tokarskiej-Bakir

F. Nietzsche, O pożytkach i szkodliwości historii dla życia, w: te­

Obsesja niewinności, „Gazeta Wyborcza", 13-14.01.2001

goż, Niewczesne rozważania,

Nawiasem mówiąc, wielu mieszkańców dzisiejszego Jedwabne­

Michalski, Kraków 1996, s. 95

go (jak i niezłomnych obrońców ich dobrego imienia) mogłoby

Tamże, s. 158

np. skorzystać z mądrej i dalekiej od taniego moralizowania

Z. Herbert, Guziki, w: tegoż Rovigo, Wrocław 1992, s. 21

uwagi LaCapry: „Potomkowie oprawców mogą - zapewne po­

G. M a n n , Czy historii potrzebna jest teoria!, w: tegoż, dz- cyt.,

winni - podjąć pracę pamięci i żałoby nie dlatego, iż ponoszą

s. 70-71

Aldona Mickiewicz - Stłuczki, 1988, olej na płótnie, 40x50

68

przeł. M . Łukasiewicz, posłowie K.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.