http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/2812.pdf

Media

Part of Dzienniki 1908-1913 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1

extracted text
Bronisław Malinowski
Dzienniki

Zeszyli (9.I.-21.V.1908)
Breña baja 6/1.
Wczorajszy dzień przez połowę straciłem.
9/1. N.m.
- Spojrzeć na obecny system pod nowym kątem. Głód ży­
cia. Ten [?] na którym się staje nad przepaścią. Uświadomił
mi go Szymberski . Pożądanie, tęsknota, nieodzowna potrze­
ba - nieziszczalna, niewspółmierna z wszelkiemi wartościa­
mi, któremi się mierzy życie. Obietnica zawarta w muzyce.
Nieodpowiedzialne nastroje. - Interwencja analizy. Nowe
wartości. Wyłania się potrzeba zdolności, możności tworze­
nia. Jako następstwo zwrócenia się ku pewnym konkretnym
zadaniom. Rzeczy zdobywane są w pierwszej linii środkami.
Silne mięśnie, silne serce, silne nerwy, opanowanie fizjolo­
giczne organizmu. Równocześnie zmienia się i ta druga stro­
na, rozkazująca, lepiąca, dla której pośrednio tylko rozpoczą­
łem pracę. Przechodzę do aktualnego momentu: Dwustronność pracy obecnej: Położyć akcent na pracy minimum, na
zdobywaniu drobnych technicznych szczegółów. Pamiętać,
że celem ostatecznym jest ogólne zadanie pomnożenia mojej
zdolności życia, podwyższenia we własnych oczach mojej
wartości indywidualnej. Że praca minimum musi być tak sko­
ordynowana, aby nie zatrzymując się przy dzieciństwach i [?]
szczegółach najprostszą drogą prowadziła do urzeczywistnie­
nia tego najwyższego celu.
- Program minimum: wzmacnianie woli (fizjologiczne).
Ergo: asceza, panowanie nad kojarzeniem, panowanie nad
wrażeniami. Ten stan ciągłej czujności, napięcia, szarpania,
walki, karności jest mi sam w sobie wyższą formą życia,
która mi obecnie znacznie bardziej odpowiada. Dolce far niente [wł. słodkie nic nierobienie], staczanie się po linii naj­
mniejszego oporu - wstrętne. Konkretność, siła, napięcie oto
już punkt, na którym program minimum empietuje na obszar
wyższej formy życia, do której dążę. Wyższa forma życia.
Nad wszystkiem zawieszona mądrość najwyższa: spokój, po­
goda, blask słońca zachodzącego - nieuchronność, odwaga
patrzenia wciąż prosto w oczy przeznaczeniu z tym samy[m]
niezłomnym uśmiechem spokoju przyjmuję jego ciosy, z ja­
kimi ono je zadaje. Olbrzymie przywiązanie najmniejszych,
najbłachszych reakcji z tym prawem centralnym. Wyelimino­
wanie powszedniości z życia, małostkowości. Do najdalszych
granic posunięta jednolitość w tych 3 stronach tej samej rze­
czy: wiem, wierzę, chcę. - W życiu odróżniam 2 zupełnie ze
sobą nieporównywalne strony: Życie w obrębie swej
1

1908

1913

indywidualności] i życie dla innych. Są to 2 strony płaszczy­
zny, 2 bieguny rzeczy, między któremi niema przejścia, które
się wykluczają. - Jeżeli dojdę np. do przekonania, że nie po­
winienem porównywać się z innymi i mieć poczucie własnej
wartości, to w życiu pilnować tego w każdem odniesieniu się
faktycznem czy myślowem. Miarodajnemi są tu chwile naj­
wyższe, chwile skupienia. Ich rozkazy spełniać na ślepo. Ży­
ję obecnie przyspieszeniem: poczuciem postępu. Wierzę, że
można dojść do stanu, w którym się rozwinie tak władze
twórcze, że odpowiadają już one potrzebom wypowiedzenia
się indywidualności. Do tego punktu chcę dojść. Wówczas
zacznę żyć naprawdę.
Soliloąuium [łac. monolog] w domu. Poszedłeś naprzód
ale nie doszedłeś granicy. Cóż więc pozostaje, jak znów
w drogę ruszyć. Czy całe życie ma być takim przesuwaniem
twego ja po linii wewnętrznych możliwości? Na dnie mego
obecnego stanu odczuwam jakby lekki cień buntu przeciw
obecnej pracy, jakiś ukryty sceptycyzm, poczucie że tam ist­
nieje coś oderwanego, coś nietkniętego temi mozołami uśmiech pobłażliwy Buddy. - Pragnę stworzyć jeszcze cięż­
sze, jeszcze bardziej krępujące warunki. Najcięższfa]
z wszystkiego: zupełna jednostajność egzystencji, nuda.
A więc znów spacery w jedno miejsce, znów program, znów
ujęcie nauki jako środka, jako pola do prób i doświadczeń
techniki pracy. A więc znów „żyć" tylko tą - najwewnętrzniejszą formą życia, przyspieszeniem własnego rozwoju,
własnego postępu. - Moja asceza z góry wyklucza jakiekol­
wiek skwaszenie, zaciemnienie, spaczenie życia; jest ona
formą radości życia, pewną formą przeżywania. Przede wszystkiem jest środkiem. Do skupiania sił. Do uniezależnia­
nia najgłębszych i najwyższych instynktów indywidualno­
ści. Jest groblą, nie żeby zniszczyć siłę potoku i skrzywić je­
go bieg, ale aby stworzyć głębię i podnieść czeluść spadku.
- Mojemi cnotami powinny być: mądrość, siła i[?]; pięk­
ność, szlachetność. Mam swoje własne wartościowanie.
Cnoty te są tylko w stosunku do siebie - nie mają w sobie nic
moralnego, to znaczy nie poddają mej indywidualności]
żadnym zewnętrznym prawom. Chodzi mi tylko o to, aby
wygubić w sobie wszystko to, co w sobie widzę z tchórzo­
stwa, głupoty, brudu, brzydoty. Być jednolitym i na tym
[?]knie być, prostym. = Główne hasło obecnej chwili. Das
meine Worte werden zu Schicksalsspruchen [niem. moje sło­
wa będą wyrokiem losu] - Bezwzględna precyzja w spełnia­
niu rozkazów. Bezwzględna pewność przy wydawaniu ich,
że będą spełnione.
93

10/11.
Asceza jako odbiegnięcie od tej najpospolitszej formy
wartościowania: ból - rozkaz; zabawa - nuda; radość - cier­
pienie; ciepło, pogoda - groza, ciężar; życie przebiegające
w ciągłych wahaniach między temi antagonizmami - życie
ściganego zwierza, życie zapyhane [sic!] pakułami optymi­
zmu i zadowolenia ze siebie, bo przecież inaczej nie można
by w nim wytrzymać. Znaleźć w sobie inną „formułę szczę­
ścia". Zejść w głębię, do której te falowania powierzchni nie
dochodzą. Żyć w świecie zupełnie innych wartości, wszak
życie jest tylko pogonią za wartościami. Asceza jest też, jako
to widziałem wówczas, nieuchronnym warunkiem jakiejkol­
wiek płodnej pracy. Dziś jestem jeszcze trochę zmęczony
dniem wczorajszym. Hasła, które sobie przytaczam: Ciągłość
postępowania w pracach przygotowawczych (głównie mate­
matyka). Stałość równowagi i połączona z tern pewność roz­
kazów.
13/11.
W chwilach centryfugalnych [łac. odśrodkowych] pragnąc
się skupić, należy zaszczepić na nowo cnoty minimum. Te da­
ne wewn[ętrzne], od których zależy aktualny stan systemu
i czystości wewnętrznej. U mnie na razie: I . wyższa asceza
(niezależność od drobnych [?] i rzeczy na które [??]); jest to
też niechęć do walki z niedołęstwem. 2°. wewnfętrzna] czy­
stość. Kompletne usunięcie kojarzeń nieskoordynowanych,
nie mających nic wspólnego z duchowym systemem. Jest to
po prostu wejście [?] - zamienienie systemu na treść mego ży­
cia. [?] z „wyższą świad[omością]. 3°. Formuła postępu. Po­
czucie, że istotą, treścią tej formy życia musi być przyspiesze­
nie. To, co mnie w ostatniej epoce rozpr[aszało], wciągało na
powrót, była wyraźna tęsknota za tą niezależną formą życia.
Poczucie swobody, siły. Radość z postępowania naprzód. Jest
to więc ident[yczne] z 3. wymienionymi postulatami.
o

Krótka charakterystyka] Niedzieli - Środy:
a/T. Aufschwung [niem. rozmach] wewnętrzny. Piszę
(j.w.) nad morzem. Czuję brak pewien sił, „minimum". Czy­
tanie gazet, opanowanie potem wysiłkiem. Wynika: Zmęcze­
nie serca połączone z nadmiarem sił fiz[ycznych].
Poniedziałek - dzień cały fatalnie. Wieczór spacer do
Buena Vista.. Mnóstwo myśli, kojarzeń i „przeżyć we­
wnętrznych]" jednak bez wielkiego upadku au fond. Jest
w tym coś dla mnie nowego: pewien nadmiar sił. Myśli:
głód życia; stoję wobec wspaniałego pejzażu, myśli odno­
szę do Krakowa. Przeżywanie samotne, chłodne. Przycho­
dzą mi na myśl elementy przeciwstawnej???] Potworna ja94

dowitość i nienawiść samotnika do ludzi dzierżących wła­
dzę. Chęć burzenia myślą. Robić źle. Słyszę z daleka śpiew.
Idę dalej [?] muzyki.
Wtorek wysypiam się. Robię geom[etrię] w łóżku. [???]
Nie idę nigdzie na spacer cały dzień. Środa - już wchodzę po
części w program. Resume na dziś: Chcę związki wysokie ze­
rwać z pięknemi myślami, wejść w zupełnie inną stronę pra­
cy, wejść w różne strony programowej pracy: badać udosko­
nalenie analizy, wzmacnianie woli et.c.
Wieczór: Chemja dość słabo. Skupiam się i gimnfastykuję]. Trochę zmęczone serce. Dlatego gimnfastykuję się] z po­
czątku lekko. Potem zaczynam [?] bicepsa (z krzesłem robiąc
niezmiernie lekkie inerwazje. Robię to samo z kamieniem. To
samo z bardzo trudnemi ruchami. Rezultat doskonały: Oto
zmęczenie i praca serca i nerwów (?)[oryg.] zależy nie od
wartości fiz[ycznej] pracy, ale od intensywności i [?]: wysi­
łek subiektywny jest więc wprost miarą naszej pracy. Chcąc
więc wykonywać prace bez zmęczenia ogólnego (np. chodze­
nie inter), należy wyćwiczyć i ten sposób. Kwitując: czy
można z góry, a priori wykonać szereg ruchów ze słabą inerwazją? t.zn. czy można bez rozruszania (organizmu) mięśni
„pomyśleć sobie", że wejdę bez zmęczenia pod górę i efek­
tywnie tego zmęczenia nie czuć, np. przy powrocie do domu
po kąpieli słonfecznej]. Przy pływaniu w morzu etc. Tu leży
istota autosugestyi fakirów. Poczucie wprost eteryczności
organizmu. - Jutro wprowadzanie cnót minimalnych w życie.
I . etap wyższa asceza; pozostawienie całego ciężaru sercu,
nerwy strasznie silnie pracują; np. wstaję rano, egzageruję
[ang. exaggerate - wyolbrzymiam] przykrość nastroju.
Wprost poddaję się danemu przykremu wrażeniu, „patrzę mu
prosto w oczy" t.zn. znoszę go z całą świadomością. Nerwy
się przyzwyczajają kosztem pracy serca, które musi działać
b[ardzo] silnie, (moja wczorajsza kąpiel, doświadczenie]
przy wstawaniu et.c). 2- etap. Odpowiednie przygotowanie,
nastrojenie nerwów. Ogólnie: jeśli daną rzecz chcesz w dany
sposób przeprowadzić, musisz zastosować całe swe odniesie­
nie: oswoić się z myślą, że masz rzecz tę przeprowadzić
i przedstawić sobie rzecz tę w najłatwiejszy sposób (usunąć
wewn[ętrzne] opory), wyraz odnieść: sięga to w istotę świa­
topoglądu.
14/1. [powinno być: II]
Wstałem nieźle; chcę dziś mieć dzień zupełnie „czysty
wewn[ętrznie]" t.zn. doskonale panować nad kojarzeniami.
Co do wewnfętrznej] attitude [ang. postawy] wobec świata, to
na razie pozostaje rozkaz zupełnego zamknięcia tych drzwi,
ale ma on głębsze znaczenie: tak myśleć, odnosić się, jak do-

tąd nie wolno, na nowy sposób mało sił jeszcze a więc - za­
mknąć na razie. Gimnrastykal przekonałem się (jak z góry
można było przewidzieć), że lekkość drogo się okupuje, zda­
je mi się, że głównie na konto s.c. ale i s[erce] trochę się mę­
czy przy nagłym [?] wchodzeniu. - Chodzi o wyeliminowa­
nie na przyszłość możności długich odbiegnięć (chodzi mi na
razie jedynie o pobyt tu). Rękami i nogami trzymać się „nor­
malnego" trybu. Wyeliminować nawet spacery poza polami
el. Ażeby tę sprawę lepiej rozważyć spojrzeć wstecz. Tu kwestja dziennika. Ciągłość pracy. Obcowanie z całem swojem
życiem. Tak np. ważnem jest przypomnieć odniesienie swoje
w chwili największego] upadku, przezwyciężyć je „na zim­
no" i potem móc zastosować. Ostatni np. pisanie listu, przej­
ście w teorję z praktyki. Wzbudzenie sceptycyzmu, wsadze­
nie kija w mrowisko. Konsekwencją takiego wejścia w nowe
teor[etyczne] uj[ęcie], było sprowadzenie całej tej pracy obe­
cnej do tego nowego ujęcia. Zrobiłem to w Niedzielę. Miałem
szansę wybrnięcia. Zabiło mnie czytanie gazet. Potem zmę­
czyłem się znów it.d. Ponieważ podstawą normalnego trybu
jest jest pewna jakość usposobienia: spokój, równowaga etc.
starać się o wejście weń, bo bez niego nic! Dziś mn[ogie]
znów zdobycze: Kąpiel byczo. Ogólnie: ciągłość jako zasada
postępu; nie robić żadnych ekstrawagancyi. Jeśli pragnę prze­
zwyciężyć jaki opór, iść powoli ku temu macając opór wzra­
stający. Przez to że wówczas nieopatrznie wlazłem w wodę
nie tylko że o mało co się utopiłem, ale opóźniłem oswojenie
się z wodą i wprawę w pływaniu. Teraz powoli, postępowo
będę oswajał się. Ciągłość przede wszystkiem. Nie można
wyrabiać w sobie zdolności robienia „rzeczy nadzwyczaj­
nych" t j . ponad siły. Chodzi o to aby w kierunku tych rzeczy,
które się pragnie dokonać wyrobić sobie siły. - Dalej: zasada
nieustannego opanowania serca. Nacisk musi zawsze pozo­
stawać na s.c. To co określiłem pod etap I (nacisk wyłącznie
na a) błędnie. Właściwe połączenie. Analiza: wchodząc
w wodę trzymać nerwy na wodzy (praca s.c.) nie pozwolić
działać wrażeniu całą intensywnością. Przez to serce pracuje
na korzyść s.c. a nie s.n. - W domu: analiza przy zadaniach
Freunta nieźle. Pewne ogólne zasady zdobywania nauki: Nie
zacietrzewiać się w elementach. Przy robieniu naprzód wyra­
biać sobie dar [?]chowania.
15/11.
Przypominam: pomysły o psych[o-] fizjologii, określanie
za pomocą danych wewnfętrznych], doświadczenia] we­
wnętrznego] pewnych ważnych zależności w organizmie.
Dziś zaznaczyć: przezwyciężanie źle przespanej nocy i pew­
nego wysiłku wczoraj wieczór i dzielne wejście w tryb.

P.II. Wczorajszy spacer jako praktfyczne] zastosowanie]
odkrycia „lekkości ruchów". Wiem, że mogę już chodzić bez
zmęczenia. Wiem, że mogę już też liczyć na przytomność
umysłu [w] opanowaniu thoroughly [ang. gruntownym] ner­
wów, spokój. Przezwyciężyłem też zadowolenie, humor cie­
lęcy. Nowy problem: podnieść intensywność pracy
(gimnjastyka] i analizy) ażeby pełniej wykorzystywać en[ergię] aby jej nadwyżka nie pszostawała. Gimn[astyka] z silnemi inerwazjami. Mieć coraz większe poczucie stałości, rów­
nowagi w ogólnem odniesieniu a stalowości przy gimnjastyce] i w ogóle w prfogramie] minimum.
18/11.
Punkty:
1°. Opracować ogólną teorję wzmacniania woli, reasumu­
jącą obecne prace i mogącą posłużyć do popchnięcia ich na­
przód. Teorja ta, introspekcyjna fizjologia, będzie nie­
kompletna]. Brakujących elem[entów] starać się doszukać
w pamięci lub dokombinować z danych, które mam. Uwzglę­
dnić społeczną, pedagogiczną] stronę znaczenia dla
psychologicznego] moment[u] porozumiewania się co do
stfopnia] świadomości] jedn[ocześnie] określania materyału
psychol[ogocznego]: - Zależność serca, płuc, mięśni, ner­
wów. Ich funkcje et.c. 2°. Obecnie położyć główny nacisk na wyrobieniu dziel­
ności. Zdać sobie sprawę z dalszego rozwoju zastosować mo­
je tutejsze prace do tego [?] na dalszą metę. Liczyć się z mojemi ułomnościami (ad. 1°. i oczywiści[e] gimn[astyka] jako
punkt wyjścia wyrobienia w sobie silnej woli)
3°. Konstatacja u siebie na dnie drzemiącą niepo[?] społ. [??].
- Rozszerzyć gimnastfykę] w kierunku zdolności rozpo­
rządzania swobodnego wydawaniem en[ergii]; w chwilach
apelu być w stanie wydać naraz olbrzymi zapas energii. Być
w stanie długo zatrzymywać wydawanie energii bez zwich­
nięcia ekilibru.
- Kształcić i gnębić ciało najrozm[aitszymi] sposobami,
sypiać na podłodze, na dworze et.c. strach.
- Strącać natychmiast rzadkie fermenty radości, zadowo­
lenia z siebie, ambicji, tryumfu - jak mętny plugawy czad.
Każdą zdobycz sprowadzać od razu do poziomu codziennej
powszedniości. I żyć mi tern co się zdobyło jako czemś już
posiadanym tylko jako rękojmią nowych zdobyczy. Spokój,
poczucie „walki z losem" - i tu się wyrzec teologicznych]
przesądów. Ani pesymizm ani optymizm nie dadzą się wycią­
gnąć; spokój, uśmiech Buddy.
- Gimn[astyka]. Ruchy lekkie, swobodne, celem wyczu­
cia odpowiedniej] inerwazji, nie wykonywać ich rzutami,
95

tylko w sposób ciągły. Powoli przechodzić w nacisk na te ru­
chy, w wykonywanie je z natężeniem. Ażeby wszechstronnie
ćwiczyć mies'nie zbadać wszystkie możliwe kombinacje ru­
chów.
19/11.
Ponad wszelkiemi fluktuacjami chwili wznoszę się
w hierarchicznym porządku ustawionem jakby w piramidę
wznosić kamienie węgielne prawdy kierujące życiem. Naj­
wyższa, najgłębsza formuła chwili obecnej [?] zajmować
najwyższe centralne stanowisko. Przez duszę potokiem cza­
su wiezione przepływają niezliczone drobne kojarzenia,
wrażenia, reakcje uczuciowe. Powinno sieje ujmować od ra­
zu w ramy indywidualności. Większość rzeczy codziennych,
mętów [??] do rzeczy poważnych, ciężkawych: zasada Stabi­
lität der [?] [niem. ?]. Czuję się zmęczony - napięcie zwykłe.
Przekonanie, wiara w siebie uczuciowo znikła. Pozostała su­
mienność (chemja, matematyka). Teraz znowuż ujemnie za­
barwiony nastrój: nuda, tęsknota. Pewne jakby zmęczenie
serca, potęgowane - przypuszczam - z zastosowaniem obe­
cnej gimnfastyki]. Czytam, com pisał w chwili szwungu 9/1.
Mam wrażenie jakbym się obecnie powoli przerabiał coraz
bardziej w [?] proste, posłuszne narzędzie w ręku - jest tu
też ktoś co tą nauką kieruje? Jest to proces coraz wyraźniej­
szej izolacyi tego kogoś - ma pozostać on i posłuszne mu na­
rzędzie. Czysta indywidualność mająca pole działania przed
sobą - Nowa attitude [postawa] wobec przyjemności, obiet­
nic szczęścia jaką w sobie [?]. - Stracić bezwzględnie zdol­
ność oglądania się z boku. Porównywania się wartościowe­
go z ludźmi innemi (zwłaszcza niżej stojącymi). [???] istot­
nych. Żyć wartościowaniem postępu - siebie w stosunku do
siebie. - Dążenie do sławy może się rozpłynąć zupełnie
w poczuciu zadowolenia z siebie - zadowolenia będącego
wartością tego samego rzędu co dążność zmieniania się. De­
terministyczna treść indyw[iduum]: mądrość wszechskupiająca musi być [??]. - Silne poczucie utrwalenia obecnego
stanu - przeciągnięcia go poza pobyt tutaj. Środki ochronne
przeciw tłumowi, prostytucyi ducha, ulicy, dziennikom. Za­
chowanie hartu, samotności.
- Stos[unek] „zachowania indfywiduum]" do nauki,
- Stos[unek] zfachowania] indfywiduum] do snobizmu
[??]•
22/11.
Obrachunek i reorganizacja. Zabieram się: konstatując
przyrost ocF. 1°. W imię ascezy i wyzyskania dawniejszych
doświadczeń. {Ich streszczenie: okresy pracy i skupienia
krótkie. Powody przerw: niekompletne wewn[ętrzne] ugrun­
towanie tego systemu, nie miałem tej pewności, że jest on
konsekw[encją] najistotniejszej strony mego ducha i warun­
kiem jej rozwoju. Spokojna deterministyczna mądrość: raczej
to co przypiera [przebiera] twarz determinizmu stykając się
z życiem. W sobie jest to żywe a więc się zmienia; jego
sztywność jest tylko pancerzem, który nakłada gdy cokol­
wiek chce przeniknąć, wtargnąć w jego sferę. Niedostateczne
zakosztowanie uczuciowe w swobodzie i niezależności jaką
daje ten pancerz. - Formy wyskakiwania z relsów: Tęsknota
za życiem, potrzeba szczęścia, rozpraszam się i zapominam
o sobie, zalewam się ochłapami. Au fond nie jestem pewien
czy znalazłem rozwiązanie tego problemu. Czy też dowód je­
go niemożliwości. - Przepracowanie, przemęczenie, które
następowało bfardzo] łatwo z powodu chorobliwej] słabości
serca [?] i nerwów. Na osłabiony organizm, jak plugawe ro­
bactwo na trupa, natarły wszelkie słabości i pokusy}. 3°. Sa­
96

motność, spokój, analityczność. Życie stało się dla tak jak
biegnie spokojne, niby potok czasu poprzez naszą duszę tyl­
ko narzędziem. My nie żyjemy tem prostem życiem ludzi co­
dziennych. Straciło ono dla nas wszelką barwę. Stało się
czemś dziwnie trującym. Ein schleichendes Gift [niem. pod­
stępna trucizna]. Niby możemy je znosić, znosimy je po tro­
chu ale ziarko do ziarka się zbiera - nagle odkrywamy jego
działanie w postaci skromnej, nieuleczalnej choroby. Życie
może być dla nas tylko narzędziem, lepiej naczyniem - z pu­
stego naczynia trudno zaspokajać pragnienia. Co będzie tą
nową wodą życia? Przyspieszenie? Taniec na linie. „Ein Ja,
ein Nein, eine [??]". Czy to są dla mnie rzeczywiście jeszcze
„offene Fragen" [niem. otwarte pytania]. Teraz przechodzę
nad tem do porz[ądku] dziennego ażeby dalej pracować nad
zerwaniem pęt tego pana który mi będzie na to mógł odpo­
wiedzieć. } {Nie daj się [??] literackiej! Pamiętaj że najwyższą
formą zalety jest instynkt wagi(?) [?] poczucie tego co warta
jest rzecz, którą bierzesz do ręki. To poczucie potrzeby życia
rzeczami konkretnemi rzeczywistemi pcha Cię tą drogą na
której jesteś.} (Analiza tego: potrzeba rzeczy „wielkich" „sil­
nych" na „przeżywanie" (?). [?] szukania ich na zewnątrz
(punkt porównania w ocenie społecznej) [?] odkrycia ich
w sobie (punkt pewien w postępie rozwoju)} Jako ogólne za­
danie stawiam sobie wciągnięcie się w pracę naukową. Co do
zasadniczej] postawy wobec nauki to nie umiem na razie nic
powiedzieć poza: Jest to moje główne uzdolnienie (narzędzie
twórczości) posiadam w Wysokiem stopniu naukowe zainte­
resowanie; na razie uczenie się sprawia mi przyjemność (jak
podnoszenie og[ólnych] zdolności analitycznych). Co do spe­
cjalizacji] to tak jak dawniej wierzę głównie w moje fizycz­
ne] zdolności. Wprowadzam obecnie w życie postulat jedno­
litości wiary i wiedzy. Pod postacią ciągłości wyższych sta­
nów. - Słusznie zauważony dylemat albo „uniwersalizm" al­
bo „specjalizacja". Obecnie czując znaczne podniesienie
zdolności zaczynam wierzyć że mi się uda trudność tę prze­
zwyciężyć. - Ż tych rzeczy wychodząc pierwsze parę dni
głównie przebywam w sferze „metafizycznej frazeologii";
jest to b[ardzo] dobre jako forma autohipnozy. Z nauki po­
wtarzam sobie trochę matematyki. 29/XII Formuła fi­
zjologiczna]: gimnfastyka] nerwów, równowaga s.c. nie­
które myśli ciekawe, brak rygoru i ciągłe, perjodyczne [?]nia.
- Aktualne: Podnieść ćwiczenia hartu i dzielności. Z rzeczy
zewn[ętrznych]: 1°. Punktualność. 2°. Asceza od narkotyków
i zachcianek (zwracać uwagę ażeby nie przeładowywać brzu­
cha). ad.l . Chodzi o spędzenie 2 rannych godzin jedynie na
ćwiczeniu nerwów i ciała. W ogóle gimn[astyka] i kąpiel.
2

3

0

0 ile jej niema, kapfiel] powietrzna]: z nacieraniem. Nadto 1
godzina rano na filoz[ofię] (koniecznie!). Po ob.[iedzie] 2 go­
dziny geom[etrii] (lub chemii) 1 g. myśli ogfólne] 6-7
gimn[astyka]; 8-9 spacer (na oprfacowanie] dzielności),
9-10 kłaść się, rachunek sumienia.
24/11
Burano del Rio. Na plaży. Idę aby wykąpać się w samotno­
ści aby świeżemi i pięknemi wrażeniami spłukać pewien
śmiech, który [?] w ost[atnich] czasach. Ciągłe obkuwanie się
1 życie w ciasnych ramach systemu minimum wytworzyło pe­
wien ferment. Wczoraj najobrzydliwsze, towarzysko snobi­
styczne kojarzenia. Na ich dnie chyba potrzeba artystycznych
elementów. Snują mi się po głowie urywki przypominanych
melodyi francuskich. Fantazja [???]. - Tu mi dobrze; jestem
wysiłkiem trochę zmęczony (dawnem wyczerpującem zmęcze­
niem! bo nie użyłem systemu). Podziurawione ściany, porosłe
sosnami. Siedzę na trawniku, zapach fiołków, śpiew ptaków.

25/11.
Wczorajszy spacer jest niepowodzeniem: nie wzniosłem
się na wyżyny swobodnego, spokojnego pełnego oddania się
naturze: byłem zmęczony, nie potrafiłem na miejscu prze­
zwyciężyć zmęczenia; opalały mnie męty. Z drugiej strony
źle szedłem: nie powinienem był zmęczyć się. Później znów
opóźniłem się z wyjściem i gnałem „bez głowy", po [?]. Przy
wchodzeniu od borrauio de la Madera byłem nawet chwilę
mocno eksponowany. Poddawałem się skandalicznie uczuciu
przepaści: miałem osłabione nogi. Jednem słowem mocno
peszące zestawienie tego co oczekiwałem i tego co się speł­
niło: siła i niezmęczalność; dzielność; dociągnięcie się do
pełnego używania przyrody - wielka ostrożność, pewność
każdego ruchu i każdego kroku i zupełny spokój skutkiem te­
go. A z drugiej strony: Idąc przez miasto. Dziś jestem [?] kry­
tycznego rozpatrywania systemu i jego wyników. Rezultat
pomyślny. Błędy pochodzą raczej z niedość silnie za­
stosowanego] systemu. Czuję że pójdę. Wykorzystać ten
krytyczny Stimmmung [niem. nastrój]. Przede mną karnawał:
1°. Zmieszanie się z tłumem a więc wewn[ętrzne] stężenie;
pozostać zawsze sobą. Użyć tego wyłącznie jako prób; sub­
telne oddzielenie apetytu i próżności; przenicowanie „uczuć"
in statu nascendi. Opanować „speszenia" i uzależnienia
w ogóle. 2°. Upijanie się. Narkotyki w ogóle (zabawa). Za­
chowanie ind[ywidualne]: poprzez narkotyk? Jasnowidzenie
po pijanemu; a jasnowidzenie na trzeźwo. Zasada: nie odrzu­
cać żadnej rzeczy (np. upijania się) dopóki się jej nie zredu­
kowało do rzędu ochłapu. Bardzo łatwo się nam wyrzec
ochłapów; warunki: jednolitość indfywidualna] ażeby to co
jest dla mnie ochłapem w chwifli] najwyższej pozostało nim
na stałe ażeby mieć pewien zasób siły woli do niestaczania
się po l[inii] nfajmniejszego] o[poru].
27/11.
Jestem znowuż samotny. Spełnię projekty ostatnich dni
i nie wezmę się do nauki, nie zatopię się w nauce. Porządnie
opracuję podstawę; ucięcie apetytów (karnawał! czy dam ra­
dę?) nauka jedynie jako wyrabianie techniki. Dzielność: mo­
rze i góry. Czuję tęsknotę za zimnym echem wiatrów wśród
samotnych wąwozów górskich. Przemyśliwać i formułować
najogólniejsze życiowe problemy. Energję i chwile szwungu
przekuwać na siłę wewn[ętrzną]. Stalowość postanowień.
28/11.
Neguję wszelkie myśli literackie; Lfiterackie] m[yśli]
które jak rój natrętnych owadów obsiadają duszę naszą zmęczonego przechodnia. Myśli te wyczerpują, nie tworząc;
urywają się same na sobie bez dalszego celu - bez skutków.
Myśli któremi się przeżywamy - a nie treść życia złożona
w myślach. Poezja Nietzschego.
Rano określam dylemat: albo pójdę drogą, którą mnie
pcha indywidualność wówczas muszę zrezygnować z łatwe­
go przeżywania i obecnie żyć w ciągłej walce; albo będę się
staczał po linii nfajmniejszego] ofporu] apetytów. Zobaczy­
łem z dużą jasnością, że to co mnie obecnie sprowadza z dro­
gi jest głównie zbiór apetytów.
29/11.
Myśl o tyle ma tylko wartość o ile się ją przetworzy ukonkretni - w życiowe emp[iryczne] prawdy; o ile wyraża
pewien emp[iryczny] konkrfetny] określony, zrozumiały stan
rzeczy w naszem życiu. O ile myśl ta jest ogólnem wyraże­
niem dającem się spełnić [?] przez konk[retny] fakt szarej co­
dzienności. Np. życie dzieli się na 2 połowy: życie ze sobą

i dla siebie([?] brak podstaw do zwykłego wartościowania
et.c. prawdy te, rozwinięte mogą być przeżyte t.zn. odczute;
brane jako normę postęp[owania] et.c.) - Wychodzi [?] (nie
sform. jej w dytyramb lecz od razu sform[ułuję] w normę po­
stępowania; np. „w chwilach stadowego tarzania, przewalania
się w gnoju przypomnij sobie to uczucie - doznawalne jedy­
nie w samotności i niech ci zatruje koryta"). Pogarda dla ubie­
rania się w piękne słowa - dla marnowania w ten sposób sfei
[sic!] energii (i rada p.[?] że jest to psucie sobie życia ze sobą
dla życia „dla innych". Obecnie wobec potężnego zjawiska
nic nie gadać; milczeć i wchłaniać w całej bezpośredniości.
Zawsze jako ostateczne kryterium zastanów się: „co mnie da
to, a co to" obietnica drogi na prawo - cięższej - jest absfolutnie] nieporównywalna z obietn[icą] drugiej drogi. Pluń na to
co się powiedziało jako na to - miej oczy zwrócone ku zasto­
sowaniu tego. - Najwyższą, jedyną bezp[ośrednią] wartość
posiada praca minimum konkretna zdobycz w materyale prze­
żywania zrobiona. Opanowanie pewnego określonego symp­
tomatycznego stanu nerwów. - Obecnie: 1°. prosto w oczy:
uciszam wszelkie apetyty; [?] nic nie piję {tego rodzaju oko­
liczności nasuwają się [?] w samą porę. Obecnie jeśli nie zwy­
ciężę grozi mi [?] i mocny szok. Nie mogę sobie na ten luksus
pozwolić. Chcę silnie się postawić na nogi. Najtrudniej doko­
nywać małych, błahych, głupich czynów - dokonam!} nie za­
pominam się [?] rozmowy z damami, z błaznami; apetyty: ła­
komstwo, erotyka, próżność. Motywy poddania im się: „nie
powinienem sztucznie uciszać, skracać drogi; robi mi to fraj­
dę więc dalej; przezwyciężę się sam przez się et.c." Właściwie
potrzebne jak piłat w credo. Główna zasada: zredukować do
minimum. Dziś 2 godziny będę siedział na bailu. Inne dni spa­
cer za miasto; sobota et.c. Wcześnie chodzić spać. Obecny
stan: nie czuję się na siłach przezwyciężenia karnawału; boję
się go, najlepiej bym wolał zostać w domu. Aktfualna] formu­
ła ascezy: Drobne apetyty usuwam jako rozpraszające - jako
sposób marnowania cennej i ubogiej mej energii na rzeczy
które absolutnie mi nic nie dają - które dla mnie w wyższych
chwilach życia nie istnieją. Asceza jako potwierdzenie wyra­
żenia raczej [?] myśli nato w którym się zapisuje uwagi aby je
dobrze zapamiętać. - Olbrzymia pewność norm [???]. Dlate­
go nie ma smutku, przygnębienia połączonego z pytaniem:
„może się dręczę na próżno?" poczucie że zabijając jedno
wskrzesza się drugie i to wiele wyższe, istotniejsze. Z taką
szarpaniną nie można wziąć się do pracy. Popuścić i wejść
w błoto - znowuż strata przez tygodnie czasu. Chcę być po tej
temporadzie tak [?] i rwącym się do pracy i życia jak teraz. Zniszczyć w sobie i tę reakcję: „będzie się coś działo naokoło
mnie, cieszę się z tego!" Dzieje się tylko to co lepisz własnemi rękami, tylko to co konkretnie przezwyciężysz w sobie, co
wyuczasz w zakresie przeżywania. A więc: do teoryi opano­
wywania się i woli! do psychofizjologii] rezultatów!

18/11. [Powinno być: III]
A więc straciłem faktycznie prawie 3 tygodnie czasu!
Olbrzymie roztrwonienie energii podczas karnawału. Złama­
nie pędu, wyschnięcie najwyższych źródeł - osłabiebie ciała,
rozbudzenie apetytów. Długi czas zupełnie nic nie robiłem.
Potem trochę matematyki. Teraz pragnę wziąć się znów do
pracy organicznej. [??] Obecnie czas i warunki sprzyjają do
podnoszenia bezwzględnych] wartości organizmu. Wzmac­
niać mięśnie, wzmacniać nerwy. Wejść absolutnie w pusty­
nię. Zadanie minimum: Przebiec myślą to co się działo tu;
przeanalizować i spisać zmarnowany okres; umocnić się
w dalszej pracy. - Jest to wyrwanie się z mętów; wysiłek wy­
płynięcia pod owem hasłem: „już mnie fale zalewają". - Ape97

tyty. Trzymać ciągle ogień pod kotłami - nie nasycać nigdy
apetytów; mieć je ciągle napięte. Ciało głodne, spragnione
i pożądliwe silnem jest i zdolnem do pracy jak łuk napięty.
Apetytów nie da się przenicować ani obedrzeć z poezyi, którą
maluje głód, przyciemnia pożądanie. To co mi się przedsta­
wia w równie mrocznem świetle - pospolitowanie się z motłochem - powinienem przenicować. Dlaczego? Bo to roz­
drabnia, spłyca, wysysa energję a nie daje nic, wszystko pa­
kujesz w fikcję.
- Kompletna bezuczuciowość; walka z apetytami. Przeni­
cowanie motłochu (a więc i pieniędzy, blichtru, renomy, bla­
gi i wszystkich innych grzechów głównych.
Sprawozdanie z karnawału:
Sobota. Wybierając się opanowuję się niedostatecznie.
Idę; morze rozburzone; lekka kongestya [ang. congestion przekrwienie] i wysiłek. Hałas tak mnie otumania. Pod ryska­
mi tracę głowę; nic nie obserwując rżnę na oślep męcząc się
i nie opanowując się nawet przy 2. przejściu. Zmęczony od­
poczywam na ławce; czuję zm[ęczenie] serca. Miasto: tracę
trochę panowanie nad sobą: nie postępuję w sposób możliwie
najlepszy. Przebieram się, kupuję platany, jem w Salon
d'Esp. Spaceruję. Siedzę na ławce na [?] Z M[?] idę na bal.
E'garment. Szukam rzeczy którymi bym się znarkotyzował.
(Ogólny nastrój „nudnych zabaw": zamiast analizować i szu­
kać rzeczy imperceptibles, ciekawych lub głębokich; szukam
narkotyków). Rozespanie, nuda, zmęczenie pchają mnie do
łóżka; nic mnie nie przytrzymuje. Nie idę jednak spać i to jest
właśnie fatalne. Tańczę z Azuparilo, znudzi mnie ona, aluzje
to mój brak swobody. Podoba mi się Nievita. Tańczę z D.M.
[?] - to jest główne wydanie energii {Epizody: Jiménez, Pe­
reira (wejście [?]) chłopiec z Tazacorte (Juanita, [??])
Niedziela. Zła noc, kot ranny (suchy kot) [pewnie katzen­
jammer], zamiast siedzieć lub leżeć, wypoczywać, myśleć.
Idę na spacer. D. Maurizio i niesmaczna, męcząca rozmowa.
Śniadanie. Wizyta u Colonela. Spacer z nim ([??]). Apteka
(wizyta) z j . [??]. Później pijatyka i włóczęga (Apteka Dr.
Carmen et.c.) Wieczór w Pandeballe hipnotyzm.
Poniedziałek. Rano biorę się za łeb. Spóźniam śniadanie.
Jota z Cesaurą i Sorollą. Biba z Juan Enriquem. Paranda. Ja­
zda z tartanie (śpiewam[?] w Aptece [??] idę do klubu. [?]
w Aptece). U Morrero tańczę z Nievita i Cornutą, Lola. Wie­
czór u Vander.
Wtorek. Śpię długo. Po śniadaniu idę wypalić cygaro
u Guandra. Potem spotykam quintetto (co Capitana, [?], do
Apteki). Wieczór Apteka i Morrero (rozmowa z Nievita
i C[?]. Środa rano idę do domu.

[??] Przejście pod ryskami (opryskany ale lepiej idę). Do
Duków w [?] się ubieram, przezwyciężam [?] w Aptece nie
piję [?] opanowany. Vandevalle [???]. Potem idę z Rafaelem
do Nievity [??]. [?] odemnie. Idziemy do Br[?]. Siedzę słu­
cham Joty. Vandev. Obiad. Apteka (Blaz(?) niesmaczny) Dr
C[?], Dr Co[?], Sólita. Idę do Sorvilli (Kontradano, pago).
Est. Duque Vandev. Wracamy do Sosv. tańczymy. Wychodzi­
my znowu. Vanderv. (Blanquita [?]) Rozmowa z Manuelitą.
Koniec. Club. U Pancha.
- Czy to co jest [?] między [??] - to co z daleka woła
i przyciąga jak taneczna muzyka w [?] noc księżycową. Czy
to złe rozmnożone które staje na drodze do kwiatu paproci czy to jest tylko i jedynie głos ciała, małe apetyty?
- Charakterystyczne] że praca „ciężka" a więc w ogóle
twórcza wydawanie energii fiz[ycznej] z przezwyciężaniem
„psychicznych]" oporów, pozostawia nas z większym zapa­
sem „swobodnej" energii. Przeciwnie praca fiz[yczna] po li­
nii nfajmniejszego] o[poru] wypompowuje nic nie pozosta­
wiając, żadnych trwałych śladów w formie nagromadzonych
zapasów energii.
- Obrać jako centr[alny] punkt zasadę silnej woli. Pew­
ność rozkazów. Zależność i świadomość tej pewności. Roz­
kazy pewne i zbliżone. Ćwiczenie. Trwałość rozkazów. Trwa­
łość rozkazów. Dzielność i wytrw[ałość]. „Zdzieranie się".
21/3.
Czem są dla mnie wszystkie spory i turnieje słowne ety­
ków - frazeologów á la Nietzsche. Wzniosłość - czy pięk­
ność. Zwalczanie naukowości, Boga, dobrego i złego? Obe­
cnie w tej chwili widzę przed sobą prostą drogę - jeżeli cze­
go szukam to nie drogi ale sił i środków aby rozpoczęć
podróż. Całkiem konkr[etne] zadania, które obecnie stoją
przede mną są: Dzielność fizjfologiczna] i hart ducha
(neg[atywne] sform[ułowanie] tego: asceza, zdolność brania
na siebie ciężarów) {jako warunki wszelkiej twórczości i bu­
dowania siebie.} Specjalniej: opanowanie kojarzeń; opano­
wanie narkotyków wewn[ętrznych] (muzyka, poezja, strach
i inne przesądy) opanowanie apetytów, niezależność od prze­
sądów i instynktów stadnych. Pomyśl sobie teraz życie cał­
kiem konkretnie jak będzie ono wyglądało po wyeliminowa­
niu zeń wszystkich tych pobudek. Co będzie materiałem
przeżywania? Konkr[etnie] jaka będzie droga wyswabadzania energii? wola? t j . przesuwanie życia po drodze wzrasta­
jącego oporu. Poznanie? Zimne i ciemne horyzonty
w których ciężko jest wytrzymać. Patrzenie okiem niestru­
dzonego wędrowca na coraz nowe widoki na przesuwającą

się panoramę wszechświata; a w niej nic na czem by się moż­
na choć na chwilę zatrzymać, do czego by choć trochę serca
przywiązać można (wyeliminowane apetyty). Nowe światy
w duszy spotkanych ludzi. Może by to i było nawet tem co
najbardziej nas do ziemi przyciąga: „nie znam rzeczy godniejszej poznania i miłości jak dusza przyjaciela". Czasami
przechodzimy obok ruin takiego wspaniałego budynku wówczas gdy przesuwamy się myślą przez pobojowiska zwa­
ne historią wszędzie towarzyszy nam czarny przyjaciel z mło­
tem w ręku!
24/111.
Najwyższą wartością jest pełne wyzyskanie życia. Warun­
kiem - rozwój indywidualności. Dopiero będąc w posiadaniu
całej pełni sił i zdolności życiowych możemy dojść do takie­
go brania życia jakie odpowiada potrzebom naszej indywidu­
alności. Na dnie tego tkwi b[ardzo] optymistyczne twierdze­
nie, że naszym ind[ywidualnym] potrzebom odp[owiadają]
pewne indfywidualne] zdolności, mogące je zadowolnić. Ja­
ko podstawowy nastrój postuluję obecnie „filozoficzny] spo­
kój i pogodę" - Jak siłę woli - bardziej jej giętkość i [???].
Stosunek silnej woli u ludzi b[ardziej] pierwotnych, do s[iły]
w[oli] u l[udzi] b[ardziej] kulturalnych. U tamtych stawały
w ogóle problemy przy których trzeba było wydać jednorazo­
wo większą ilość energii. Tu chodzi b[ardz]iej o ciągłość,
u tamtych więc bfardziej] chodziło o tęgość nerwów inerwazyjnych. U nas bfardziej] chodzi o giętkość i siłę s.c.
Do mądrości życiowej. Najwyższym celem życia jest jego
pełne wyzyskanie. Celem rozwoju ind[ywiduum] jest jej naj­
doskonalsze] przystosowanie do używania życia, do intensywfnego] przeżywania. Jaka forma przeżywania jest dla
mnie najintens[ywniejsza]? W każdym razie te zasady nada­
ją życiu pewien spokój, równość biegu - usuwają wszelkie
pokątne ascezy oraz zamienianie siebie w narzędzie do
obocznych celów.
26/111.
W tej chwili pragnę zawrzeć ślub z moją najbliższą przy­
szłością] - zamienić z nią przyrzeczenie które dotrzymane
być musi. Marnuję czas pracując bez systemu. System: jasno
wytknięta droga, położenie nacisku na istotne pozycje do
zdobycia; ekonomja sił; składanie rzeczy przezwyciężonych.
System jest moją jedyną siłą; warunkiem powodzenia wprost
nieodzownym. Muszę pracować nad nowem, jasnem, pełnem
sformułowaniem] go sobie. W codziennej robocie będę go
przerabiał, uzupełniał! Ergo zmiana dziennika.

Od tej chwili: - negatywnie nie wpadam abs[olutnie]
w żadne kojarzenia i nie poddaję się żadnemu innemu kierun­
kowi jak tylko dążenie do stworzenia ulepsz[onego] systemu
i do wejścia w ten system. Teraz mogę prostować ścieżki
i równać drogę tej chwili w której będę się czuł na siłach zro­
bić krok stanowczy (powiedzieć sobie: teraz wchodzę w sil­
nie spętany tryb życia). - Kompl[etnie] sam = nie mówić do
siebie stylem ani porównaniami; nie rozmawiać z nikim
w myśli, ani nawet ze sobą samym. Widzieć konkr[etne] fak­
ty wewn[ętrzne] rozkazywać sobie.
- Ażeby usunąć cierpienia i szarpania stanów najwyż­
szych w których się nosi w sobie postanowienie, nie mając:
sił aby go postawić przed sobą - najlepiej jest operować no­
żem; psychologiczna] chirurgja. Stanowczo mniej bolesnem
jest żal za odsuniętym kąskiem chleba aniżeli strawienie wy­
rzutów sumienia.
13/TV.
Nowy plan. OgOlnie] Potrzeba „la vita nuova". Postano­
wienie = wejść w regime prowadzący tam. Główny nacisk na
pracy wewn[ętrznej]: Panowanie nad koj[arzeniami] (czy­
stość wewn[ętrzna]). Filozoficzna] pogoda i spokój. Bez­
względność. Problemy: Opracować teorję wielkości kierun­
kowych.
Ostateczne kryt[eriurn] wartości. Dosk[onałe] przeżywa­
nie. Jakąkolwiek funkcję życiową spełniasz wydobywaj
z niej istotne elementy; to znaczy te, które pozwalają Ci naj­
bezpieczniej] odczuwać intens[ywność] życia. Wchodzi tu
przede wszystkiem rozdział „życie dla siebie i życie dla in­
nych". To drugie: podobanie się i imponowanie, „Volle zur
Macht" jest elementem [?] drugorzędnym.
Mechanizm. 3 strony konkrfetnej] pracy: I . Gim[nastyka].
II. Nauka. III. Fil[ozofia] życiowa. - Nowy syst[em]: Punkt.
OgOlnego] Schematu. {6=ta wstanie, 9=ta leżenie. Rano 2 go­
dziny nauki, 3 godziny gimn[astyki]. Rano 2 1/2 poob[iedzie]
1/2} Poza tem odpoczywanie. Szanowanie serca i nerwów.
Postanowienie: Na teraz (na ten okres) zrzekam się z całą
bezwzględnością] wszelkich innych dążeń, pragnień i uczuć
poza istotnie [?] z pragnieniem centrfalnym]: posuwać się
najszybciej wprzód. Czas kuracji nerwów, wzmacniania mię­
śni, techniki nauki. [??] najbardziej pogodny i miły. Nic się
nie dzieje, nic mnie nie może wyruszyć z równowagi
(wzmacniać nerwy tę drugą nic mnie nie jest w stanie wzru­
szyć, rozdrażnić, byczy spokój i pewność. Stan nerwów
a specjalnie ich drażliwość bfardzo] zależy od nastroju
w któryśmy się wmontowali, a który jest w pewnych grani-

99

each dowolny). Dalej zachować kompl[etną] czystość we­
wnętrzną]. Nie będzie gazety ni książki żadnej - ani nigdzie
nie bujać myślą, chyba twórczo. Naukę traktować absolut­
nie] tylko jako materiał do wyrabiania sobie metody. Mię­
śnie: system: gimnfastyki] zastosowanie; zdanie sobie spra­
wy jak dalece zajść mogę.
Czarna praca. - Czy nie byłoby skuteczniej używać we­
wnętrznego] przepracowania danej kwestii, niż prostych roz­
kazów? Odp[owiedź]: 1°. Wrodzfonych], fizjologicznych]
rzeczy nie przezwyciężysz wewn[ętrznie] (np. erotyki, apety­
tów fizjologicznych] w ogóle). Otóż może że i nie. Np. obe­
cnie mój stosunek do źródeł bezpośrednich] dysfrakcji
(o" pewnych małych). W ogóle pop[ędu] pł[ciowego] nie
przezwyciężę ale mogę go w sobie zgnębić na pewien czas
i w pewnych okolicznościach. A więc przezwyciężyć to
kompl[etnie] wewn[ętrznie]! Zobaczymy skutek! Kryterium
przezwyciężania] w uczuciowych reakcjach na myśli.
17/4.
Wczoraj spacer na montana de la Buna. Wchodzę powoli.
[?] chwile silniejsze staram się wyzyskać dla czerpania bodź­
ców. Jestem jeszcze dość daleki od czystości wewnętrznej].
Jeszcze pewna tra[?]. Obecnie [?] mój stos[unek] akt[ualny]
do snobizmu, pieniędzy, środków materialnych w ogóle.
Z jednej strony tytuł, powodzenie, pieniądze - z drugiej nę­
dza, przykucie do miejsca, szarzyzna życia i dekoracyi. Świe­
żość ciepłego, letniego poranku. Łagodny powiew wiatru się
budzi, odżywa, oddycha, tysiąc objetnic ciśnie się z każdej
kropli rosy [?] motyli i świergot ptaków. {Beznadziejna roz­
pacz pustki - nie ma gdzie przyjąć tych radosnych gości, tych
zwiastunów życia}. Coś jakby [?] fala wzbiera. Gdzie ją [?] ?
Mądrość zapuszcza swe macki z [?] spokojem i stalowy [??]
w głąb - tam gdzie [???].
18/11. [powinno być IV]
Piękny dzień. Gimn[astyka]. Umacniam się. „Odczuwam
potrzebę twardej, niewzruszonej podstawy pod pracę myślo­
wą. Chwila, w której wprost pożądam ciężaru brzemienia.
Opanowywanie, przezwyciężanie to długa ciężka praca róż­
niczkowa, konieczną jednak do niej podstawą wewn[ętrzną]
jest prze[?] kwestyi: Np. obecnie dość ogólnikowe, raczej
intuicyjnie] odczute hasło na pustyni.-1. konkretyzacja: usu­
nąć z życia wszelkie dystrakcje, wszelki wrażeniowy materyał [?] wszelkich kojarzeń. {To co można by nazwać matferiałem] żyć[iowym] posiada pewne cechy - nie są to wrażenia
ani myśli: chodzi tu o to co posiada pewną cechę kierunkowości (appetitive Reihe), uczucie, wzruszenie, apetyt. Otóż
dla mnie obecnie to zabarwienie powinno się [?????].
2. Konkretyzacja: Zarejestrowanie faktów, które mogą
w obecnym stanie rzeczy wkraczać jako materjał życiowy
w moją psych[ikę]: a), warunki bezp[ośredniego] otoczenia
i życia, fj). możliwe [?] z zewnątrz (święta majowe, wyciecz­
ki, listy, gazety, książki) te rzeczy można częściowo całkiem
wykluczyć (np. narkotyki z zabawy), resztą zaś należy pokie­
rować w sposób, aby nie mogły niczem istotnem [?] pobruździć od a). Tu wchodzą kojarzenia t.zn. g[?] z przeszłości.
Sztuka opanowania ich. Analiza; Człon rozpoczynający; albo
jakieś wrażenia albo jakieś znienacka występujące przypo­
mnienie. Szereg kojarzeniowy po pewnej linii kierunkowej.
19/IV
Wczoraj pracuję nad umożliwieniem konkrfetnej] nauki
z ołówkiem w ręku. Hasło: chcąc się posuwać najszybciej
w opanowywaniu materjału należy iść żółwim krokiem grun­
100

townego i konkretnego odrabiania i pamięciowego przyswaja­
nia szczegółów. Przy płodzeniu pomysłów należy stworzyć
sobie jak najpomyślniejsze warunki: kompletny spokój ze­
wnętrzny]; aby można dać nerwom maximum pobudliwości.
Przy pracy czarnej należy przyzwyczajać się do choćby naj­
gorszych warunków. Wczoraj rano i po obiedzie walczę z roz­
drażnieniem, które mnie opada skoro się wezmę do nauki. Er­
go schemat przyswajania: 1°. Odrobienie (matem[atyka]
z ołówkiem w ręku; inne rzeczy dokładne powtórzenie). Przez
to ćwiczę się od razu w sposobie ukonkretniania pomysłu. 2°.
Subtelna analiza pojęciowa (z przykrytą głową w komplet­
nym] spokoju lub w stimmungu [niem. nastroju] odpowie­
dnim). 3°. Pamięciowe przyswojenie (spisanie?). Schemat
rozwiązywania: 1°. Przemyślenie subtelne]. 2°. Odrobienie
z ołówkiem w ręku (w matem[atyce] jak i w innych przedmio­
tach). Postanawiam inaczej się obecnie nie uczyć!
207IV
Wczoraj: kąpiel słoneczna nieźle. Zmęczenie. Potem tro­
chę geom[etrii]; [??]. Obiad; Obżeram się. Ciężkość. Robię
f[unkcje] analityczne] ale mi nie bardzo idą. Męczę się nad
{u,, u } . Idę do castello z Mamą: Nie odpoczywam ciągle
idealnie. Nie apeluję do przyrody, spokoju, samotności. Wra­
cając z kąpieli opanowuje mnie znowuż rozp[aczliwe] poczu­
cie, że najsilniejsze odczucie życia daje materjalna władza.
Stawiam sobie pytanie czy ja miałbym dosyć indywidual­
nych] sił aby dźwigać brzemię - olbrzymi trud jaki jest połą­
czony. Otóż nie. Nie mam tej władzy wewnfętrznej] która jest
nieodzownym warunkiem tamtej. Co do pracy umysłowej za­
uważyłem (przy kąpieli) że myślę w sposób niezmiernie roz­
rzutny, mam tendencje do myślenia wyobrażeniami nie sym­
bolami (np. twierdzenie] Stokesa wyobrażone geometrycz­
nie] jest znacznie trudniejszem niż postawione analitycznie).
Z drugiej strony do pracy twórczej nieodzownem jest myśle­
nie wyobrażeniami. Główny moment zmęczenia leży poza
tern w zdenerwowaniu towarzyszącem niższym „ubocznym
produktom" pracy umysłowej; niecierpliwienie się, rżnięcie
na oślep. Odrabiam f[unkcje] analityczne] z ołówkiem po­
woli, dociągając do końca konsekwencje] z pomysłów i do­
bierając się do podstawy niejasności i wątpliwości.
2

21/IV.
Wczoraj. Dzień pochmurny, deszczowy. Rano uczę się,
gimnastykuję na przemiany. Nie tracę wiele czasu. Po obie­
dzie [???]. Idę do miasta, droga nieźle. W mieście też nie naj­
gorzej ale za dużo jeszcze kumam się z branżą. Powrót dość
spokojny - staram się nie męczyć. Przystaję pod ryskami.
Zdziebło strachu. Wiesz na pewno że [???] niedowierzaniem.
Ein Wink w kierunku stosunku [?] do różnych rzeczy
w których wiedza stoi w sprzeczności z „głosem ciała". W by­
czym usposobieniu więc do zadań. Z całym spokojem, bez
przegrzania mózgu. 1°. Zadfanie] z oporami zasadniczymi.
22/IV.
Wczoraj. Uczę się dość intensywnie i gimn[astykuję] tak­
że przed obiadem] i wieczór jestem trochę zmęczfony]. Ob­
żeram się co mnie obezwładnia. Z listy spraw: lekka kongestfia]: - Chodzi o to ażeby nie utonąć w pr[acy] na­
ukowej]: bo to przerwie nić ulotną, która mnie z tern łączy.
- Równoczesna praca fiz[yczna] i psychiczna] najbar­
dziej atakuje serce. Dlatego też powinienem powoli posuwać
się naprzód. To co najbardziej męczy serce - to nie ciągłe na­
tężenie i praca ale gwałtowne wysiłki i wstrząśnienia - takie
jakie towarzyszą zabawie - silnym nieopanowanym wraże-

niom - zwłaszcza w dziedzinie „ochłapów". Te raczej usu­
nąć. Nawet w chwilach kompletnego] zmęczenia i wyczer­
pania mieć zawsze dość siły na to zasadnicze Me, nie zejdę
ani na chwilę z drogi.
- Chodzi o wprowadzenie ciągłości w pracę. Ergo: ogra­
niczyć się do ffunkcji] analitycznych], twierdzenia] Tayl[ora] i Mechfaniki].
23/IV.
Stawiam zasadnicze] życiowe pytanie: Co robić? Dane:
Jasna znajomość miary mojej energii. Ile jestem w stanie pra­
cować w pewnym określonym kierunku. W kwestyi, która
mnie w danej chwili nie interesuje do której się zmuszam.
Np. obecnie praca matemfatyczna] odrabiana według planu
z góry, sztywno nałożonego. - Życie chce dzieł, czynów. Po­
trzebna ręka trwała - uzbrojona. Obecnie chce pracować
twardo.
Ogólna dyrektywa: Zbadać czy będę w stanie wciągnąć
się w pracę naukową, ścisłego myślenia. Na tern zmierzyć
moją wydajność w ogóle. Mam wrażenie że obecnie jestem
zupełnie zrównoważony, że wolę moją przerzuciłem już kom­
pletnie na jedną stronę. Nie będę się spieszył. Będę tylko do­
kładnie i sumiennie spełniał postawione sobie zadania. Ramy
(ujmujące w swoim zakresie życie moje z bezwzględną punk­
tualnością). Spać o 9=tej, wstać o 6=tej. Gimnastyka 3 razy
dziennie. Matem[atyka]: (aż do zmęczenia) maximum godzi­
na przed śniadaniem.
26/IV.
Teraz stoję nad inną przepaścią: Choć wszedłem w pracę
umysłową; pragnę pracować nad nerwami i wprost czuję że ży­
cie wewnętrzne jest ponad moje siły. Chwilami mam wrażenie
jakbym miał gwóźdź [???]. Dylemat: albo sfilistrzeję albo? Po­
trzeba szukania nowych dróg myślowej pracy. Matematyka
stała się dla mnie wprost nieznośną. Z drugiej strony znowuż
nie znajduję się obecnie w fazie porządnej usystematyzowanej
pracy. Mam jednak pewną skłonność do anachoretyzmu, do
pozostawania samemu ze sobą. Zadanie: Ogólnie wziąć na oko
swe odniesienia życiowe samemu wobec siebie i dla siebie po­
stawić jeszcze wartościowanie. Co mnie pchało i przykuwało
do duchowego podnoszenia się, posuwania się naprzód. Dalej.
Konkretnie: Przypomnieć sobie system pracy który był uwień­
czony względnem powodzeniem (tuż przed karnawałem).
Analiza mojego odnoszenia się do pracy i do przeszkód
pracy. Nie miałem dostatecznej ascezy, ani dostatecznej obo­
jętności na momenty niemiłe w mej pracy. Poza tern pozwa­
lałem sobie na ślepe, bezplanowe „ataki" na trudne do zdoby­
cia pozycje. Otóż: 1°. Pracując wśród oporów powinienem
wiedzieć, że nie wolno mi wymagać od siebie wydatków (Le­
istung [niem. wydajność]) maximum, przy których koniecz­
nem jest zupełne uwolnienie nerwów od przymusu i skrępo­
wania - które znowuż jest koniecznem wówczas kiedy się
opanowuje opory. {[???] W drogę! Inie zbaczać już więcej!}.
Obecnie inflagranti łapię nastrój jaki powinienem mieć przy
pracy wśród oporów. Pracy czarnej, uczenia się, wbijania
wzorów w pamięć, zdobywania rzemieślniczej techniki. Pra­
cę istotną, przezwyciężanie oporów pojęciowych odłożyć do
chwil kompletnej swobody nerwów. Ogólny schemat pracy.
{Np. obecnie zadaję sobie: zadania z prostej i koła oraz teorję stożkowych} Zadanie i punkty istotnego (filozoficznego])
ujęcia przemyśliwać w idealnych warunkach, leżąc w łóżku
chociażby - jakkolwiek należałoby dążyć do emancypacyi.
Przepracowanie przy stoliku, z ołówkiem w ręku. Powtarzać
i nie szczędzić sobie czarnej pracy. Nie dopuszczać absolut­

nie do przemęczenia. Swoboda. Jestem jakby przywalony
ciężarem wiszących nade mną ewentualności. Chciałbym się
uchylić, uciec. Nie mogę. Konieczność: musisz obecnie wy­
tężyć wszystkie siły. Znajdujesz się w idealnych warunkach
zewn[ętrznych]: chodzi o stworzenie w sobie równie ideal­
nych warunków. Na ten krótki czas próby ostatecznej powi­
nienem się kompletnie zrzec wszelkich „ochłapów". Wejście
w ascezę dopiero umożliwi mi owocną pracę.
Spacer. Robię plan i postanowienie (znów potworny wy­
siłek i zmęczenie, ból [?]). Ogłupiały odpoczywam. Idę po­
woli (trochę wpadając w kojarzenia). Kordony, rośliny [?].
Siedzę na erze. Przede mną morze szerokie, ciemne, kawałek
żółtawego nieba. [?] Chwila cierpienia: cóż znajdę dla siebie.
8 Maja.
Odczułem wczoraj wracając z miasta że powodem pew­
nych ujemnych, rozpaczliwych stanów jest to że nie postępu­
ję w systemie t.zn. że treścią mojego przeżywania się nie jest
przyspieszenie. W ostatnich czasach porobiłem pewne postę­
py pracując bez wyraźnego poczucia i [?]domienia. - Było
nawet mojem hasłem: wyłącznie do czynów. Pracowałem
niezgorzej, robiłem gimnfastykę] i byłem dosyć wyzwolony.
Ten jeden krok jednakowoż był raczej niezbędny.
19 Maja.
Wycieczka na banię: ożywiła mnie. Widocznie potrzebuję
od czasu do czasu pewnych wrażeń. Wracając z cumbry i ja­
dąc koło pino de la Vorgena odczułem pewną ołowiankę
w duszy. Po prostu bezp[ośrednie] dążenie do brania głębiej
życia. Zmora chęci rozpraszających, prostytuujących. Pra­
gnienie wzmocnienia natychmiastowego siły fizycznej i isto­
ty [?]. Przeżycia na jasnych, upalnych stokach cumbry.
Wczoraj po długim wyspaniu się kąpiel słon[eczna] i [?].
Godzina nauki i po obiedzie lekka praca umysłowa. Potem
idę pod górę. [?] W gaju palmowym spokój, odczucie głębo­
kie chwili. „Postanawiam tak pokierować biegiem mego ży­
cia ażeby popłynęło spokojnym równym strumieniem. Aby
siła spadku nie[??] Pracę należy wybrać tak aby odpowiada­
ła mym skłonnościom. Później porównuje w myśli dzieła Go­
ethego i N[?]. Czuję całą olbrzymią różnicę respektu jakim
mnie napełnia dzieło jednego w porównaniu z drugiem.
Jestem zupełnie sam. Nie mogę znikąd szukać pomocy
i pobudki - [??] czerpać prawie z jednego źródła. Sam powi­
nienem być inicjatorem walk oraz świadkiem klęsk i triumfów
- Jak ich mało! Koniecznie zdobyć się znowuż na siłę na zdol­
ność spokojnego cierpienia - zadawania sobie razów. [??].
Dalej: nie uzależniać powodzenia w tej [?] jedynej sprawie, od
powodzenia w kwestyach naukowych. Z drugiej strony chodzi
mi o uzyskanie gibkości fizfycznej] i psychicznej]: czyż jest
lepszy ku temu środek jak matematyka? W nauce powrócić do
dawnego systemu. 1°. Zdobywanie rzeczy nowych (np.
ob[szaru] mechaniki) drogą og[ólno] filozoficzną] wglądania
i kolejnego ukierunkowania] w analitfyczną] formę. 2°. Zada­
nia odrabiane porządnie: anal[iza] z jasnym uświadomie­
niem] sobie braków i przypomnieniem odpfowiednich] teoryi.
Zbudować w sobie jako podstawę: zdolność wykonywania
rozkazów wbrew chwilowym zachciankom - zdolność zada­
wania sobie cierpień. Przychodzi mi na myśl: Może ja potrze­
buję koniecznie do życia elementów artystycznych], uczu­
ciowych? Może zmuszanie się do ograniczania się w ciasne
tryby logicznej maszyny musi sprowadzać całemu myśleniu,
wewnętrznemu odnoszeniu się do świata pragnę nadać zupeł­
nie odmienny charakter. Rozwinąć to co mnie się wydaje
pięknem: spokój, siłę, dążenie prosto do celu, panowanie,
101

ciągłość. Wyplenić: próżność, schlebianie apetytom w marze­
niach, fałszywe wartościowanie, tchórzostwo.
21/V.
Mam w tej chwili podpisać pakt ze samym sobą. Pakt,
w którym przedmiotem targu jest przyszłość moja - przebieg
dalszego mego życia: Nie ma sensu stawiać sobie zbyt szero­
kich planów. Znam moje siły. Przynajmniej zdaje mi się że
potrafię je obecnie znacznie lepiej ocenić. Wiem że w daw­
niejszych zamiarach i marzeniach było przede wszystkim
zbyt dużo marzycielstwa po prostu t.zn. brałem li tylko moż­
liwie najlepsze strony danej ewentualności pod uwagę - nie
licząc się bynajmniej z tern jakie są warunki powodzenia cze­
go. Czy to powodzenie ode mnie wymagało. Czytam dawny dziennik:
Materjał. 1. post[anowienie]: Radosne, spokojne, pełne
przeżywanie. Wniosek: nie zamordowywać się pracą ponad
siły i pracą przeciwną naturalnym skłonnościom. 2. postano­
wienie] Dążenie naprzód do rozwijania w kierunku zwiększe­
nia hartu, woli oraz podnoszenia Leistungsfähigkeit [niem.
wydajność pracy] intelektualnej. Wniosek. Ażeby pogodzić
to z poprz[ednim] postanowieniem]: należałoby zachowując
ciągle kompletnie zrównoważony stan duszy wciągać się po­
woli, systematycznie w pracę wzmacniającą, wzbogacającą.
Z umiejętnością zastosować stworzony raczej naszkicowany
dopiero system racjonalnego podchodzenia do trudności po­
jęciowych. Warunek: odrzucenia ambicyi i innych względów
nieistotnych z projektów życiowych.
Problem. Czy właśnie zmienianie siebie samego, przetwa­
rzanie się wewnętrzne nie jest istotą mojej twórczości? (ad.
„naturalne skłonności i zdolności"").
[?] Wprowadzić ład w życie. Zrównoważenie - nie prze­
ciągać. Życie z praktycznego] punktu widzenia: warunki
umożliwiające pracę. Zdobyć nieodzowne warunki higienicz­
ne. Przezwyciężyć lenistwo i niedołęstwo. Życie nie może iść
tak dalej. Mam wrażenie że potrafię obecnie wprowadzić re­
gime pewnej energii. Uporządkuję pokój i usystematyzuję
życie. Skandal żebym ja nie mógł żyjąc sam żyć inaczej jak
świnia w chlewie! Wejdę w system. Będę pisał dziennik.
Dwa kroki. Pierwszy uwolnić się od szamoczącej ręki
przypadku i od brnięcia w grząskim błocie [?]; wejść w życie
twórcze, w którem każda chwila jest moja: zrodzona, podyk­
towana lub unicestwiona. Wszystko jedno czy życie to odby­
wa się w celi klasztornej czy na jarmarku byle było mojem. Je­
śli nie masz dość sił aby przestać rolę na jarmarku miej dość
odwagi aby zamurować się w celi. Krok drugi: Do celi przyczołgał się [???] dlaczego? [?] na to pytanie prac miara in­

dywidualna]. Potem drugi moment skręcający: [???] Silnym
ruchem wydzieram się i idę na swoją drogę. Po pewnym cza­
sie zaczynam czuć zimno; budzi się nie dająca się opanować
tęsknota za życiem. Puszczam się w [?] it.d. Życie całkiem [?]
życie w świetle księżycowem jest tak [?????]. Zadania: Wiel­
kie usprawiedliwienie: siebie przed sobą, życia przed sobą.
[na końcu zeszytu, pisane od tyłu różne zapiski m. in. nastę­
pujący fragment:]
Podróż (materjał surowy)
Ostatniego dnia baile. Apatia, spłycenie. Szukanie taniej
rozrywki, nawet bez gruntownej poezji życia. Brak jakichkol­
wiek głębszych instynktów. [?] z Juanem do Sances. Zadanie
się z Perez Anreą. Wycieczki łódką [??] w ogródku. Nawet na
rozpacz mnie nie stać. - Ostatni dzień: Rano idę nad morze,
parę zdjęć. Obiad. Po obiedzie ofiarowanie prezentów, przy­
chodzi Alejo Mori [???] Schodzą(?) się powoli. Taniec. Ogłu­
pienie. Nie zdaję sobie sprawy [?] dominantę (który postuluje
jak [???] Jazda łódką do miasta). Plotki o rodzinie Medjanerów. W łódce i na statku. Z wielką miłością i rozczuleniem
oglądam po raz ostatni szczegóły owej dekoracji risco, zagłę­
bienie Calderity, szosę, roboty w porcie. Na statku patrzę na
Brenię. Chwyta mnie żal. Chmury szerokie i nisko zwisają.
Przejeżdżam koło Brenii. Żal za życiem, które tam spędziłem.
[??] Beznadziejny smutek pytania: w imię czego porzucasz to
życie spokojne i pogodne? Brzegi przesuwają się. Schodki,
nasz dom. Nie mogę przyglądać się [?] stację nasi ludzie
i między niemi przejazd. Las Salina, risco alto. Strome buje za
Maro; stożki [?] kamienne nad brzegiem morza. Od pewnej
wysokości przykryte chmurami. Wychyla się Fuencaliente.
Schodzę na dół. Chmury się kończą. Pogoda, na pokładzie
rozmawiam z Cafaggim. Zbliża się Pierro. Patrzę na północne
brzegi. Oczekiwanie świątecznego popołudnia. Strome suche
brzegi. Jazda pod górę; widok brzegów morskich. [?] z dołu
przedstawia się ślicznie, domki rozrzucone ze szczytu [?]
zwężającego się ku górze. Ulice brzydkie, domy nowe i bez
stylu. Idę aż za miasteczko (chłód i wiatr przejmujący) na sto­
ku znowuż tęsknota. [?] świątecznie; popołudnie. Ponad błę­
kitem spokojnego morza wzrok biegnie z ciężką duszą ku Pal­
mie. Tam jest Pedra. Na [?] przed się Pizo Gonem brzydka
żółta bez eleganckiego[?] jaki ma od północy. Zapoznaję się
z Santiagiem. Obiad z Andaluzyjczykiem. (Przekleństwa).
Wspomnienia po Dołkowskim. Z kasyna. Groteskowość balu.
Fatalna noc. Rano jadę naszą drogą. Rozgowory z [?]. Ładny
widok z góry. W porcie [?] się z lotu hołoty. Lekka choroba
morska. Gomera od południa (nieładna). Villa.

PRZYPISY do wstępu:
1

Pomijam tutaj problem recepcji A Diary in the Strict Sense oj the
Term, Routlege and Kegan Paul 1967, czyli opublikowanych dzienników
z okresu badań terenowych, w antropologii zachodniej. Tematowi temu
poświęcę więcej miejsca na późniejszym etapie opracowania dzienników.
Malinowski miał okazję zetknąć się z psychoanalizą w Zakopanem
przez Witkacego, który odwiedzał często doktora Karola Beauraina,
pierwszego polskiego freudystę. Ale jeżeli nawet tak było, nie wywarła
ona wtedy na młodego uczonego żadnego wrażenia, gdzyż brak na ten temat jakichkolwiek wzmianek w jego pismach. Najprawdopodobniej zapoznał się z dziełami Freuda dopiero podczas swych badań na Trobriandach, dokąd mu je mógł przysłać np. prof. Seligman, z którym utrzymy2

wał bliskie kontakty naukowe. Malinowski początkowo bardzo się zafascynował psychoanalizą, by j ą jednak w końcu, gruntownie skrytykowawszy, odrzucie".
Patrz poniższe dzienniki.
Patrz B. Malinowski, A Diary in the Strict Sense ofthe Term, op. cit.
Patrz H. Wayne, The Story ofa Marriage, Routlege 1996, tłumaczone we fragmentach w dwóch ostatnich numerach „Kontekstów",
List ten pochodzi z opracowanego przeze mnie zbioru zawartego
w tomie Antropologia Społeczna Bronisława Malinowskiego, pod red. A.
K. Palucha i M . Flis, Warszawa 1985, s. 200.
List w posiadaniu syna prof. Jerzego Litwiniszyna, któremu serdecznie dziękuję za jego udostępnienie.
3

4

5

6

7

PRZYPISY do zeszytu I :
' Tadeusz Szymberski, poeta i dramaturg, przyjaciel Malinowskiego i Witkacego, szerzej na jego temat w następnym „odcinku" dzienników.
Odwołuje się tutaj prawdopodobnie do wcześniejszego dziennika, który się nie zachował.
Wydaje się, że Malinowski nadawał dość szerokie znaczenie terminowi „narkotyki", jako czegoś co otumania, mogła to być np. muzyka.

2

3

102

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.