http://zbiory.cyfrowaetnografia.pl/public/1287.pdf

Media

Part of Słowo i gest. Dwa warianty weselnych zaprosin / ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.1

extracted text
„ETNOGRAFIA POLSKA", t. X X X V : 1991, z.l
P L ISSN 0071-1861

Anna Wieczorkiewicz
(IBL, Warszawa)

Słowo i gest.
Dwa warianty weselnych zaprosin

1

W artykule tym zajmujęsięsposobem istnienia obrzędu weselnych zaprosin
na wsi polskiej w wieku X I X i na początku X X . Zaprosiny traktuję jako element
pewnej rzeczywistości znakowej i dążę do wykrycia zasad budowy tych zna­
ków. Nie chodzi mi przy tym o działania inwentaryzacyjne czy klasyfikacyjne.
(Oczywiście, zabiegi te wykonywane były w toku pracy nad materiałem, ale
stanowiły jedynie etap przejściowy, technikę przygotowania materiału). Przyj­
muję do wiadomości zróżnicowanie form, jaki<e przybiera akt zaprosin , ale nie
rozważam ich związków genetycznych. Ważna natomiast okaże się wymienial­
ność elementów, z jakich formy te są złożone, ich funkcjonowanie, oraz to, czy
orzeeruDowanie'składników wnływa w iakiśsoosób na ich całościowa wymo­
wę.
2

Materiał, na którym się opierałam, to przede wszystkim opisy pochodzące
z omawianego okresu. Niezwykle bogatym źródłem są oczywiście prace O.
Kolberga. Liczne rozproszone informacje zawierają też periodyki „Wisła",
„Lud", „Prace i Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne"
oraz „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej". Korzystałam też z mono­
grafii wesela i ogólnych prac o kulturze ludowej. Z prac nowszych uwzględni­
łam głównie te, które dotyczą obrzędowości weselnej X I X i początku X X
wieku. Miały one rolę uzupełniającą, a niekiedy pozwalały na weryfikację
starszych źródeł.
Zamieszczone przeze mnie cytaty mają pełnić funkcję egzemplifikacyjną
i dobrane zostały ze względu na największą reprezentatywność dla danego
zjawiska - stąd też wynika fakt, że często zestawiam dane pochodzące z róż­
nych regionów.
Można wyróżnić dwa sposoby „proszenia" na wesela - dwa warianty zapro­
sin. Pierwszy z nich wykorzystuje orację - to ona właśniestanowi punkt central­
ny wydarzenia. Słowo mówione zajmuje wtedy szczególną, wyodrębnioną
z całokształtu działań pozycję i ono staje się zasadniczym nośnikiem znaczenia.
Płaszczyznę działań niewerbalnych można zatem ujmować raczej jako kon­
tekst. Oczywiście nie neguję tu faktu, że całość tego rodzaju aktu zaprosin
można widzieć jako znak - czynnik organizujący całość stanowi w nim jednak
przemowa.
Drugi wariant zaprosin obywa się bez oracji. Funkcję nośnika znaczenia
przejmuje wówczas zachowanie, gest. Słowo mówione (jako pewien typ dzia-

86
i
;
I
j
;
i
!
j
I

ANNA WIECZORKIEWICZ

łania werbalnego) sytuuje się na tym samym, co i one poziomie analizowanej
rzeczywistości. To, co w poprzednim przypadku było kontekstem, staje się
głównym planem wyrażenia. Ten wariant zaprosin nazywam niewerbalnym.
Nie chodzi przy tym o eliminację słowa mówionego, ale o ujrzenie go w innej
perspektywie, jako jednego z rodzajów znaków, funkcjonujących w ramach
złożonego systemu komunikacji. Wychodząc z takich założeń postaram się
przedstawić charakterystyczne, powtarzalne zespoły zachowań i gestów obdarzonych znaczeniem, składające się na swoisty „ekwiwalent" oracji.

Zaprosiny z oracją
I
!
i

Dokładne określenie, czym jest oracja ludowa może sprawiać pewne trud¬
ności. Wiadomo oczywiście, że to pewien tekst mówiony spotykany w życiu
obrzędowym wsi. Niełatwo jednak wydobyć ten szczególny sposób użycia
mowy spośród całości działań obrzędowych. Wydawałoby się, że w jakimś
stopniu decydująca jest forma podawcza - monolog. Granice bywają jednak
płynne. Zdarza się, że orator przechodzi od monologu do dialogu (częste jest
to zwłaszcza w przypadku podziękowania druhny za wieniec).
Oracja stapiać się też może z niewerbalnym, symbolicznym planem obrzę­
du, szczególnie przy oracjach związanych z błogosławieństwem - monolog
przekształca się w dialog gestów czy wymianę formuł. Niekiedy sam obrzęd
zostaje ujęty w swoiste ramy oracji (tzn. występuje ona przed nim oraz po nim).
Zachodzi wtedy przeciwstawienie mowy słów i mowy gestów. Poprzez to obie
mogą wyraźniej wyeksponować swoją specyfikę.
Oracja stanowi swoisty autokomentarz - nakierowana jest na samą siebie.
Poprzez ozdobność formy, liczne powtórzenia i paralelizmy rozciąga swe trwa­
nie w czasie i poświadcza niejako ważność własnego istnienia. Z drugiej strony
kieruje się ku obrzędowi - świadczą o tym liczne elementy semantyki (np.
komentowanie faktu wręczania wieńca przy oracjach wieńcowych), jak i te,
które zawierają się w ukształtowaniu stylistyki i struktury gramatycznej (np.
zwroty nastawione na wywołanie skutku, imperatywy, czy też wtrącenia o fun­
kcji głównie emocjonalnej. Ten ostatni mechanizm wiedzie ku wtopieniu się
oracji (jako strukturalnie wyodrębnionej mowy jednej osoby) w całość obrzę­
dowości, m. in. ku tak częstemu przechodzeniu monologu w dialog. Poetyka
w ujęciu semiotycznym wyjaśnia ten fakt w następujący sposób: „Teoretyczną
podstawą podziału na dialog i monolog jest liczba czynnych uczestników
językowej komunikacji.
Jeśli w kontekście językowym uczestniczy czynnie więcej niż jedna osoba,
mówimy o monologu. W praktyce jednak terminu »monolog« używa się sze­
rzej, obejmując nim także dłuższe, nieprzerwane wypowiedzi jednej osoby,
choćby poza tym językowo czynnych było więcej osób. Owa względność czasu
nieprzerwanej aktywności sprawia, że rozróżnienie jest teoretycznie nieostre.
Nie znamy definicji dostatecznie precyzyjnej. Trudność wynika w znacznym'
stopniu stąd, że właściwy monolog w potocznej komunikacji w istocie nie

;

istnieje, lub, ujmując rzecz ostrożniej, jest strukturą sztuczną. [...] Monolog¬

I

SŁOWO I G E S T

87

bynajmniej nie występuje we wszystkich kulturach, w tych zaś, które go posia­
dają, iest w istocie wytworem szczególnych sytuacji komunikacyjnych, m. in.
także takich, jakie stwarza literatura pisana" (Mayenowa 1979, s. 260; podkr.
A. W.). Kieruje nas to w stronę pragmatyki. Widać więc wyraźnie, że wszelkie
wyznaczniki formalne nie mogą określić oracji w oderwaniu od jej źródeł
strukturalnych, od sytuacji, która powołała ją do życia. Elementem znajdują­
cym się poniekąd na pograniczu badania wewnętrznej struktury tekstu i jego
pragmatyki jest postawa osób uczestniczących w sytuacji zaistnienia oracji
- ich zamilknięcie, chęć słuchania, stworzenie tła (tzn. ciszy; ustać ma wielo­
głos wszelkich innych działań) dla oracji. Tworzy się szczególna relacja między
oratorem a resztą zgromadzonych ludzi.
Pragmatyka wyznacza też w pewien sposób zasady klasyfikacyjne oracji
- pozwala bowiem określić sytuacje, wokół których grupują się określone
rodzaje tekstów; stąd też można mówić o oracjach cyklu rocznego i oracjach
związanych z życiem rodzinnym. Te ostatnie można podzielić na weselne
i pogrzebowe; oracje weselne zaś w dalszym ciągu dają się klasyfikować w za­
leżności od miejsca, jakie zajmują w obrzędzie.
Poetyka oracji okazuje siew tym przypadku rzeczą drugorzędną. Przemowy
bywają mówione i wierszem, i prozą. Odwołują się też do rozmaitych zasobów
pojęć i obrazów. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma żadnych wyznaczników
formalnych decydujących o jedności gatunkowej oracji ludowych. Charaktery­
styczne wydaje się np. powtarzanie pewnych elementów. Niektóre słowa wy­
stępują szczególnie często, liczne są pewne skonwencjonalizowane wyrażenia
używane w celu oddania określonych treści. Spotyka się specyficzny rodzaj
rytmizacji, a niektóre motywy okazują się niemal powszechnie. Płynie stąd
wniosek, że teksty te cechuje znaczny stopień formuliczności. Uderza zwłasz­
cza niezmienność formuł początku i końca. Wyodrębniają one mówiony tekst
z całości wesela. To odgraniczenie to niezwykle istotna cecha oracji. (Jest to
tendencja przeciwstawna do wspomnianego wcześniej dążenia tekstu do wto­
pienia się w całość obrzędowości). Wchodząc głębiej w sam tekst spostrzega
się, że zwroty oratora nastawione są na osiągnięcie pewnego skutku - wiele tu
np. zwrotów imperatywnych. Stąd wniosek o apelatywnym charakterze oracji.
Oracja ludowa byłaby więc dłuższym tekstem monologicznym zwróconym do
grona słuchaczy, związanym z określoną sytuacją głównie o charakterze ob­
rzędowym. Cechowałaby sie ponadto wyodrębnieniem z całokształtu działań
wysokim stopniem apelatywności i formulicznością.
W zasadzie każda część cyklu weselnego może być uświetniona oracją.
Przemowy wygłasza się i przy wręczaniu wieńca i przy błogosławieniu mło­
dych, przed wyjazdem do kościoła i przed obiadem weselnym. Przemowa
zaprosinowa posiada jednak własną specyfikę. Ona bowiem stanowi czynnik
organizujący cały akt zaprosin . Wydarzenie to, będące elementem cyklu ob­
rzędów weselnych, jest jednak dość wyraźnie oddzielone w czasie od zasadni­
czej części uroczystości. Oczywiście, stanowi składnik całego cyklu i tylko
w tym kontekście zyskuje pełny sens. Staje się wtedy szczególnym znakiem,
a zapraszani powinni odpowiedzieć na ten znak. Na ich odpowiedź złożą się
3

88

ANNA WIECZORKIEWICZ

słowa, gesty i działania generujące z kolei nową sytuację. Oracja „wymusza"
na uczestnikach wydarzenia określoną postawę. Na czas wygłaszania mowy
tworzy się „teatralna" sytuacja. Już sama odświętność stroju drużby i jego
atrybuty wyróżniają go z ogółu; staje się on kimś szczególnym. Takie wydzie­
lenie „aktora" jest pewnym sygnałem do przyjęcia w stosunku do niego posta­
wy widza i słuchacza. Zachowanie drużby również wykracza poza konwencję
codziennych interakcji:
„Starszy drużba wstępuje do każdej wskazanej sobie chaty, ma przemowę,
którą poważnie niby trzepie, podczas gdy w assystencyji jego będący młody
drużba kłania się aż do nóg za każdym silniejszym zwrotem głowy" (Kolberg
1961-1975, t. 3 Kujawy, cz. 1, s. 262). Jak można zareagować na takie zacho­
wanie? Można jedynie patrzeć i słuchać. Tu właśnie widać, w jak dużym
stopniu oracja zaprosinowa staje się występem. Powaga drużby jest powagą „na
niby"; wygłaszany tekst to wyuczona rola. Ukłony młodszego drużby mają
uświetniać ową „niby-powagę" przemówienia, a przeznaczone są do oglądania,
współtworzą przedstawienie. Często zdarza się, że drużba „niby czyta" swoją
przemowę z iakieiś kartki Zaprosinv w koleinvch chatach przedzielone sa
swoistymi antraktami - drużbowie przechodzą od domu do domu śpiewając
- ó w cichnący śpiew zamyka „przedstawienie".
Istotny jest też sposób, w jaki oracja wtopiona jest w akt zaprosin:
„Po dwóch zapowiedziach [...] we czwartek przedślubny, drużba, którym
może być i ów swat towarzyszący młodemu, gdy szli obaj prosić o rękę panny
młodej, wraz z młodym panem obchodzą po wsi spraszać gości na wesele.
Wszedłszy do chaty i skłoniwszy się, zaczyna drużba zaraz recytować przemo­
wę zapraszalną, po wygłoszeniu której zamyka ją krótkim: "«Niech będzie
pochwalony Jezus Chrystus!» - i odbiera odpowiedź «Amen». Po czem uma­
wiają się głośno, o ile i gdzie jest do tego podnieta, o liczbę młodzianów
(drużbów) i o swachny (druhny) do usługi, których często prywatnie już zamó­
wiła sobie młoda, przyczem często ponawianemi ukłonami zachęcają rodziców,
aby zaproszeniem nie gardziła. Wszędzie częstują ich wódką, której flaszkę
i drużba nosi ze sobą. Na wygłoszeniu takich zaprosin schodzi im niekiedy cała
noc". (Kolberg 1961-1975, t. 11 Wielkie Księstwo Poznańskie cz. III).
W tym ujęciu oracja stanowi jedynie element całego ciągu zachowań. Ciąg
ów można by przedstawić następująco:
- wejście
- oracja (ujęta w ramy znaków początku i końca)
- pertraktacje dotyczące wesela (oficjalne i mające moc wiążącą - chociaż
młoda „często już sobie prywatnie zamówiła" określone usługi)
- poczęstunek (o funkcji daru - co zostanie jeszcze omówione w dalszym
ciągu artykułu)
- pożegnanie i wyjście (w cytowanym powyżej opisie pominięte).
Niemniej jednak przemowa to element niezwykle istotny; posiada zdolność
ewokowania całej złożonej sytuacji, którą także w pewien sposób „otwiera". I
Tekst oracji zaprosinowej może być wyrażony zarówno wierszem, jak ^
i prozą; granica jest tu zresztą nieostra. Specyficzna poetyka dopuszcza różne \
?

SŁOWO I GEST

89

interpretacje gatunkowe. Możnaby uznać tego typu teksty za prozę wierszowa­
ną, tak jak to czyni J. Bartmiński (1973, s. 274), ale to wydaje się uzasadnione
raczej w przypadku oracji wieńcowych i oracji mówionych przed wyjazdem do
ślubu (niekiedy te dwa typy łączą się), gdzie struktura tekstu nie wymaga
recytacji, lecz wygłaszania. W oracji zaprosinowej natomiast przeważnie wy­
stępują krótkie, zespolone rymem, zrytmizowane odcinki - mówi sieje w zu­
pełnie inny sposób, na co często zwraca uwagę komentarz autorski folklorysty
zamieszczony w źródłach: „Drużba z poddrużbnikiem późno wieczór wchodzi
do izby i zaczyna trzepać". (Kolberg 1961-1975 t. 11, Wielkie Księstwo Po­
znańskie cz. 3, s. 70).
Do zjawisk przejściowych, leżących na granicy oracji wierszowanej i pro­
zatorskiej należą przemowy, które czerpią z tego samego zasobu pojęć i obra­
zów, ale jednocześnie kładą mniejszy nacisk na wyeksponowanie rymu. Ope­
rują natomiast paralelizmem składniowym i on to stanowi zasadę konstrukcyj­
ną. Efektem jest specyficzny rytm.
Spotyka się też teksty zapisane w źródłach w niejednolitej konwencji, co
świadczy o ich przejściowym charakterze, a nawet o swoistym synkretyzmie
gatunkowy m4.
Można również, choć raczej rzadko, spotkać oracje mówione wyłącznie
prozą, posiadające z gruntu odmienną poetykę5. Uderza w nich wykorzystanie
rozbudowanych, barokowych konstrukcji.
Środki wyrazu, jakich się używa, również posiadają barokową prowenie­
ncję, a cechuje je dążenie do bogatej ornamentyki i do nadania mowie znamion
stylu wysokiego. Służy temu zarówno ozdobność konstrukcji, używanie słów
nie funkcjonujących w mowie potocznej, jak i wymienienie rekwizytów bogac­
twa (пр.: „Z obligacji państwa młodego - lubo lichej prezencji - stawam się
mówcą. Co za szacowna korona berło ozdobi, sygny ty i rubin w tak wielki drogi
przyjaciel życia wielkie i ukochane państwo". (Kolberg, 1961-1975, t. 39
Pomorze, s. 81; podkr. A. W.). Oracje te wskazują wyraźnie na swe źródło
gatunkowe - barokowe oracje szlacheckie. Charakterystyczne wydaje się
ponadto, że przemowy tej nie da się powiedzieć szybko. Długie okresy zdanio­
we, niezwykle złożona składnia, trudne, niecodzienne słownictwo zmuszają do
odmiennej intonacji i do wolniejszego tempa.
Zjawiskiem wśród oracji zaprosinowych najczęstszym są mowy wierszowaneó. Układ elementów treści okazuje się w nich zazwyczaj następujący: po
tradycyjnym pozdrowieniu gospodarzy w imię Jezusa Chrystusa, orator powia­
damia, że przybył w celu zaproszenia obecnych na ślub i wesele. Podkreśla przy
tym wagęskaramentu małżeństwa, a zwłaszcza jego religijne znaczenie. Często
motywuje je biblijną historią Adama i Ewy. Niekiedy włącza też wątek poszu­
kiwania przez pana młodego towarzyszki życia, co ujęte zostaje w konstrukcję
porównania: kawalera porównuje się do ptaszka zbierającego ziele na budowę
gniazdka. Prosi się też, by młodzież mieszkająca w odwiedzanym właśnie domu
zechciała drużbować podczas wesela i informuje, jak powinni przygotować się
do uroczystości drużbowie, a jak druhny. Potem następuje opis hucznej uczty
weselnej. Orator rozwodzi się nad wspaniałością jadła i napoju. Zachwala

90

ANNA WIECZORKIEWICZ

najróżniejsze uciechy, w jakie obfitować będzie zabawa. Kończy przeprosmami za ewentualne niedostatki własnej wymowy, po czym żegna zebranych,
również imieniem Chrystusa.
Układ tych elementów wydaje się niezwykle charakterystyczny. Korzysta­
jąc z Bachtinowskich kategorii analizy świata przedstawionego w twórczości
F. Rabelais'go7 można zauważyć przechodzenie od oficjalnej powagi, respe­
ktującej tradycyjną, ustaloną hierarchię zjawisk, do karnawału, będącego od­
wróceniem tego porządku. Już pierwsze słowa narracji przywołują sferę sakral­
ną - orator wita wszystkich imieniem Boskim; Boskim nakazem motywuje też
sakrament małżeństwa. Nieustannie wspomina te elementy rzeczywistości,
które kojarzą się z dziedziną sakralną - ona staje się gwarantem stabilności
świata. Z chwilą, gdy mówca przechodzi do opisu uczty weselnej oficjalna
hierarchia zjawisk ulega zawieszeniu. Tu rządzą inne prawa, a świat staje się
„światem na opak". (Stąd liczne konstrukcje budowane na zasadzie paradoksu,
częste zwłaszcza w opisie weselnych przysmaków, пр.:
„Pieczeń kumurową (z komara),
biesiadę morową,
wróblą golenią
podzielą, uszanują całą fornalską kompaniję."
(Kolberg 1961-9175, t. 11, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 88).
W tej części mowy ze szczególnym upodobaniem przywołuje się sferę nazywa­
ną przez M. Bachtina „dołem materialno-cielesnym".
Taka „dwubiegowość" treści oracji skorelowana jest z jej poetyką. Część
oficjalna, ujęta zwykle w dłuższe okresy zdaniowe, wykazuje pewne dążenia
do górnolotności. Słownictwo, czerpiące z języka modlitw i pieśni kościelnych
ma nadawać przemowie znamiona stylu wysokiego.
Natomiast część „karnawałowa" operuje krótkimi, lapidarnymi całostkami
intonacyjnymi. Rzeczywistość zostaje odmalowana w konkretnych, zmysło­
wych kategoriach. Nie stroni się przy tym od wyrażeń dosadnych.
Orację zaprosinową w jej obu częściach cechuje wielowątkowość. Tok
wywodu dopuszcza rozwój i fabularyzację wielu motywów. Mówiąc o tym, że
państwo młodzi przystąpią do sakramentu małżeństwa można przy okazji
opowiedzieć dzieje Adama i Ewy. Prosząc, by dziewczęta mieszkające w od­
wiedzanym domu były na weselu druhnami, a chłopcy drużbami, drużba instru­
uje dokładnie, jak powinni się do tego przygotować. Ponadto zdarza się mu
opowiedzieć, jak to kiedyś pewna druhna przyniosła pannie młodej wiele
wstydu gubiąc w kościele trzewik, czy też zasypiając w czasie uroczystości.
Opisując wspaniałość uczty weselnej przypomina o korzyściach, jakich przy­
sparza starszemu drużbie jego urząd - może on do woli i bezkarnie lasować
weselne przysmaki. Do pokaźnych rozmiarów rozrasta się też wątek zabijanego
i ćwiartowanego woła, przywoływany zwykle w części rozwodzącej się nad
wspaniałością uczty.
Takie rozbudowanie tekstu jest niezwykle charakterystyczne dla ustnej
literatury ludowej. Istnieje jednak i tendencja przeciwstawna, wiodąca ku kon­
densacji treści. Przywołuje się wtedy jedynie fragment wersji rozbudowanej.

•ku,

.

1

SŁOWO I GEST

91

Ponieważ orator odwołuje się do pewnego znanego wszystkim zasobu pojęć,
nie zachodzi potrzeba akcentowania związków logicznych między elementami,
a konstrukcja operuje zasadą zestawiania formuł. Mechanizm spójności tkwi
nie w samym tekście, lecz w jego kontekście kulturowym. Dlatego tak ważne
jest pamiętanie o pragmatyce tekstu. To nie poprzez semantykę wewnętrzną
oracja spełnia swą funkcję - ważniejszy jest fakt jej wypowiedzenia, oraz to, że
fakt ów posiada moc ewokowania określonej sytuacji. Z drugiej jednak strony
to dopiero ta sytuacja obdarza orację pełnią znaczeń.
Oracja jako sformalizowany, dłuższy tekst mówiony jest szczególnym
aktem mowy, wymaga określonych warunków, oraz określonej postawy zarów­
no mówiącego, jak i słuchaczy. Dlatego konieczne staje się silne zaznaczenie
jej granic, przygotowujące słuchaczy do momentu zaistnienia przemowy. Wy­
nika stąd ważna pozycja wypowiedzi inicjalnych i końcowych (one to, jak już
wspomniałam, okazują się najbardziej formuliczne). Rolę znaku początku
i końca pełni w przemowie zaprosinowej przeważnie zwrot „Niech będzie
pochwalony Jezus Chrystus". Formuła ta zyskuje jednak zupełnie inny
wydźwięk w zależności od pozycji w tekście. Początkowe „Niech będzie po­
chwalony Jezus Chrystus" skojarzone zostaje z sytuacją przybycia i powitania
- słowa te są w takim układzie konieczne i nie muszą być odbierane jako część
przemowy. (Źródła pomijają często tę formułę lub podają ją jako część konte­
kstu sytuacyjnego). Niekiedy jednak taki początek wiąże się formalnie z dal­
szym ciągiem. Wtedy mogą zachodzić pewne przesunięcia (najczęściej skła­
dniowe) wewnątrz formuły:
„Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony!
przychodzimy tutaj z prośbą, a niesiem ukłony..."
(Kolberg 1961-1975, t. 11 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 98).
Ponieważ początek oracji sytuuje się na „biegunie oficjalności" powitanie
w imię Chrystusa współgra semantycznie z całością. Zupełnie inaczej wygląda
sytuacja akcentu końcowego (chociaż przeważnie jest to ta sama formuła). Ku
końcowi bowiem tekst staje się coraz mniej oficjalny, coraz więcej w nim
zwrotów potocznych, a i tematyka (uczta weselna, tańce, zabawa, swawola)
odbiegają od wzorca sztywnej, oficjalnej powagi. Niekiedy tekst „przygotowu­
je" do tej formuły, sygnalizując, że zbliża się zakończenie. Po opisie uczty
i zabawy wygłasza się bowiem słowa:
„Panie ojcze, pani matko,
prosim, byście darowali,
w czem się nie spodobali,
czyli w śpiewie, czyli w mowie,
bom się nie uczyli w szkole,
jeno u cepów w stodole.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"
(Kolberg 1961-1975, t. 24 Mazowsze, s. 128).

92

ANNA WIECZORKIEWICZ

Równie częste są jednak przypadki, gdy pod względem semantycznym
zachodzi dysonans: sfera sakralnej uroczystości styka się ze sferą rozhukanej
zabawy:
„Będziemy tam mieli jeszcze co więcej,
bo i wół i krowa na krępulcu jęczy;
i ten wół w oborze, i ten w komorze
też nam dopomoże,
co daj Panie Boże.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"
(Kolberg 1961-1975, t.20 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. II, s. 283).

!

I

j
!
¡
!

Niekiedy takie zestawienie ma miejsce nawet po owym „przygotowaniu"
do zakończenia:
„Przebaczcie nam moi mili panowie,
boć my się tego nie uczyli w żadnej szkole,
tylko przy cepach w stodole;
a cepy i stodoła - była i będzie nasza szkoła,
będzie ci to tom, będzie sarni udzik pieczony,
niech będzie Jezus Chrystus pochwalony."
(Kolberg 1961-1975, t. 39 Pomorze, s. 111).
Ciekawym zjawiskiem wydaje się kumulacja formuł prowadząca do
wzmocnienia efektu, jak пр.:
(po „przygotowaniu" do zakończenia)
[...] ino my w takich bywali (szkołach -A. W.)
co nas kozicami okładali
i: k'sobie, ocib na nas wołali.
Daj Boże. Amen.
Zatem nich będzie pochwalony Jezus Chrystus."
(Kolberg 1961-1975, t. 10 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 240).

j

Dzięki takiemu zwielokrotnieniu formuły tekst zyskuje niejako podwójne
zakończenie. Jednocześnie zauważa się jednak dążenie do umotywowania tego
podwojenia: spójnik „zatem" łączy te formuły.
Widać więc, że formuły początku i końca, mimo identycznego brzmienia,
posiadają z gruntu odmienną istotę. Początkowe „Niech będzie pochwalony
Jezus Chrystus" wiąże się z sytuacją powitania, wynika z niej w sposób konie­
czny i jest spójne treściowo z tekstem, który następuje potem. Posiada też
kilkupoziomową semantykę.
Formuła końcowa zostaje odsemantyzowana, staje się wyłącznie znakiem ,
końca.
I
Formułując zasady podejścia do zaprosin, zaznaczyłam, że będą one trakto- .
wane jako pewnego rodzaju zamknięty akt. Porównując znaki rozpoczęcia
i zakończenia oracji zaprosinowych z analogicznymi częściami oracji wesel- f
nych innego typu, można znaleźć liczne argumenty motywujące takie podej- 4

L

i

j

4

SŁOWO I G E S T

93

ście. Sposób, w jaki przemowy te funkcjonują i w jaki są wprowadzane okazuje
się odmienny.
W przypadku zaprosin wejście drużbów „przygotowuje" całą sytuację. Po­
słańcy posiadają zwykle rekwizyty wskazujące na ich funkcję, mówiące o tym,
że teraz dokona się coś nie należącego do zwykłego porządku dnia. Ich wejście
„wymusza" odpowiednią postawę na ludziach obecnych w izbie.
Zupełnie inaczej dzieje się, gdy oracja ma zabrzmieć w wielogłosie wesela
- wymaga ona wtedy środków stwarzających warunki do jej zaistnienia. Do
środków tych należą specjalne formuły o silnej apelatywności. Oto przykłady
takiego tworzenia tła dla wstępu mówcy:
„Proszę o uciszenie!
O Jezu, O Maryja
cóż się tu zebrała ta śliczna kompanija" (oracja przed wyjazdem do ślubu)
(Kolberg 1961-1975, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. III, s. 240).
„Przestańcie mówić, bawić się, tańczyć i przycichnijcie najedno «Zdrowas
Maryja» przynajmniej. Ja pojadę dalej i mówić będę więcej, ja przyjaciel
prawdy. Cześć składam temu nakrytemu stołowi [...]" (przemowa swata przy
podawaniu wieńca) (Juszkiewicz 1893, s. 483).
„Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony wszędzie.
A proszę, niechaj tu cicho zaraz będzie.
Dziś korona rozkwitła w kawalerskich rękach [...]" (przemowa swata przy
podawaniu wieńca) (Gloger 1901, s. 35).
Stopień zespolenia tych formuł początkowych z całością oracji jest różny.
Zawsze jednak wyraźne okazuje się nastawienie na osiągnięcie określonego
celu. Goście weselni mają przeistoczyć się w słuchaczy. Funkcję przygotowaw­
czą pełnią też rozmaite czynności - zarówno one, jak i oracja zostają związane
z obrzędem, jak ma to miejsce np. przy błogosławieństwie czy podaniu wieńca:
„Przed wyjazdem do kościoła następował akt błogosławieństwa oraz oracje
dziewosłęba wesela. Straszy drużba ustawiał pana młodego [...] obok panny
młodej:
- Podejcie kropidło i świncunom wodę,
niech nam dziewosłomb powie przemowę.
Stawiano stół nakryty prześcieradłem, a na nim krucyfiks i talerz ze świę­
coną wodą i kropidłem. Dziewosłąb stawał z jednej strony stołu, a państwo
młodzi z drugiej twarzą do niego, obok nich druhny i drużbowie. Na moment
zaległa cisza i dziewosłąb rozpoczynał oracje." (Świątkowski 1986, s. 45).
Oracje wygłaszane wtedy nacechowane są apelatywnością. Podkreślają
wagę obrzędu i stanowią naukę udzielaną młodym. Wszystko to akcentuje
charakter obrzędu przejścia. Sama oracja uzyskuje poniekąd funkcję przygoto­
wania do momentu najważniejszego - błogosławieństwa. W oracjach tego typu
akcenty końcowe stanowią skierowane do słuchaczy zwroty a pelatywne. Orator
to jednocześnie „dyrygent" - zatrzymał na chwilę polifoniczność wesela, spra-

94

ANNA WIECZORKIEWICZ

wił, że cała uwaga skupiła się na nim, ale nie on jest tu głównym bohaterem
i przedmiotem wszystkich zabiegów. Dlatego potem kieruje uwagę i aktywność
uczestników wesela na „dzianie się", wymusza określoną reakcję, пр.:
„[...] zatem państwo młodzi rzućcie się pod nogi rodzicielskie, proście ich
o błogosławieństwo święte. Teraz żegnajcie się z rodzicami swemi, oraz wystę­
pujcie ze stanu młodzieństwa: panno młoda żegnaj się z siostrami swemi, które
ci się służyć w ostatniej chwili zobowiązały; także i ty panie młody podziękuj .
swym braciom, którzy ci się dziś na tym akcie weselnym przyozdobili. Dzię­
kujcie panom ojcom i matkom, którzy pozostaną świadkami do śmierci. Prze­
praszam cały akt weselny Teraz się zabierzmy do świątyni pańskiej i tam
upadnijmy na twarzach naszych przed obliczem Bożem, ażeby ich Bóg natchnął I
Duchem Świętym i ta Matka Boska ażeby ich z opieki swojej nie wypuściła, I
abv zrozumieli te przvsieee która kapłan nad nimi wymawiać będzie w imie
Jezusa Chrystusa co daj Boże' Amen Niech będzie pochwalony Jezus Chry
stus" (bracia przed wyjazdem do ślubu) fKolbem 1961-1975 t 10 Wielkie
Księstwo Poznańskie, cz. II, s. 93).
Oczywiście w tego typu przemowach spotyka się kończące formuły „Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus", „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Amen" czy inne podobne, ale przy zaprosinach ich zamykający charakter był
0 wiele silniejszy. Tu natomiast często spotkać można szczególny „mocny
akcent": „Kapela wesoło!", „Graczu, wesoło!", a niekiedy współwystępujący
z „formułą świętą" (przed nią lub po niej). Przemowy te nie zawierają owej
niejednolitości nastroju, jaką można było zaobserwować w oracjach zaprosinowych. Ich nastrój jest ckliwy, łzawy, a dużą część wypełniają żale panny młodej
włączone w tekst, wypowiadane przez oratora „odgrywającego" niejako rolę
dziewczyny. To żegnanie stanu panieńskiego posiada formę bliską lamentacji.
Końcowy „mocny akcent" przestraja więc niejako ogólną atmosferę. Oracja
musi bowiem współgrać z całością obrzędu.
Trzeba jeszcze wspomnieć o możliwości innego ujęcia znaków początku
1 końca. Omawiane poprzednio formuły otwierały i zamykały tekst mówiony.
Zaprosiny rozumiane jako akt posiadają ramy nieco szersze:
„Drużba śpiewa przed każdym domem, do którego ma wchodzić, piosenkę
następującą:
Otwórz Kasineczko, niech sam nie stoję;
tylko jedną mam sukienkę, jeszcze nie swoje.
Poczem domownicy drzwi otworzą, a drużba wszedłszy do izby prosi na
wesele" (dalej cytowana jest mowa) (Kolberg 1961-1975, t. 19 Kieleckie, cz.
II, s. 283).
Tu określenie początku jest nieco trudniejsze, jeśli sam początek będzie
rozumiany jako otwarcie sytuacji. Rozwiązaniem najprostszym byłoby przyję­
cie, że jest nim wejście drużbów do izby. Jednakże już śpiew przed domem *
sygnalizuje w jakiś sposób cel przybycia i generuje całą sytuację. Dlatego to
ów śpiew można uważać za znak początku.
-

SŁOWO I GEST

95

Podobnie dzieje się i przy zakończeniu. Wyjście drużbów kończy samą
czynność zapraszania, ale granica nie jest ostra. Idący od domu do domu
drużbowie śpiewają. Po ich wyjściu słychać jeszcze śpiew należący do danej
sytuacji. Zamykanie i otwieranie okazuje się stopniowe; to właściwie wycisza­
nie, a nie jednorazowe, zdecydowane zamknięcie.

Niewerbalny wariant zaprosin
Już po próbie wstępnego przyjrzenia się sytuacji widać bardzo wyraźne
różnice między zaprosinami z oracją a niewerbalnym wariantem zaprosin. Przy
wygłaszaniu przemowy zapraszał zwykle drużba z poddrużbnikiem (rola tego
ostatniego ograniczała się zwykle do ukłonów). W niektórych okolicach cho­
dził z nimi pan młody. Przez cały czas zachowywał on jednak postawę milczącą
i bierną. Główny aktor - orator był jeden i wokół niego organizowała się cała
scena.
Zupełnie inaczej dzieje się w przypadku niewerbalnego wariantu zaprosin.
Często chodzą wtedy zapraszać młodzi i to wpływa na ukształtowanie poszcze­
gólnych elementów tego aktu (bez ich obecności nie byłoby możliwe np.
błogosławieństwo). Dla obojga młodych przewiduje się bardziej aktywną rolę.
Co prawda bywają „wyręczani" przez drużbów w wypowiedzi formuły, ale
i oni wygłosić muszą swojwe kwestie. Zachodzi wtedy swoista reduplikacja
formuły, пр.: ,
„Na wesele prosi panna młoda w towarzystwie druhny. Wchodzi ona z nią
do chałupy i pozdrowiwszy wszystkich "pochwalonkiem" [...] podchodzi do
każdego, najprzód do starszych wiekiem i stanowiskiem w danej rodzinie,
schyla się do kolan i, ściskając je, mówi: „Prose na wesele". Druhna idzie za
nią (lub przed nią) i zaprasza: „Panna młoda prosi na wesele - i ja wzajem".
(Dworakowski 1935, s'. 65). Młodzi zwykle chodzą osobno - ona z druhną, on
z drużbą; zaczynają spraszać z przeciwnych końców wsi. Starają się nie spotkać
w drodze. Bywa i tak, że istnieją dwa odrębne „scenariusze" zachowania:
„W wystąpieniu młodej i młodego widzimy wszędzie tę sprzeczność, iż gdy
młoda z druhną krótko i poważnie, często nie bez wzruszenia i łez prosi na
wesele, a na twarzach dziewic znać utrudzenie od częstych i niskich ukłonów
i padania do nóg, to przeciwnie drużbowie młodego z radością na twarzach
popisują się w'każdym domu żartobliwymi a długimi oracyami." (Kolberg
1961-1975, t. 28 Mazowsze, s. 188).
Dzieje się zupełnie tak, jakby te dwie postawy uobecniały dwa bieguny
występujące w wierszowanej oracji zaprosinowej. Nawet sam sposób udawania
się na zaprosiny bywa różny: młody jedzie konno, młoda idzie, on tylko
zaprasza, ona zaś gromadzi rekwizyty mające uświetnić uroczystość (np. „po­
życza po wsi zdobić ją i towarzyszki mające wstążki różnobarwne") (Kolberg
1961-1975, t. 20 Radomskie, cz. I, s. 183).
Wyodrębnienie sekwencji zachowań w niewerbalnym wariancie zaprosin
jest trudniejsze niż w przypadku zaprosin z oracją ze względu na większą
rozmaitość form. Oczywiście i tu cały akt ujęty jest w ramy, jakie stwarza

96

ANNA WIECZORKIEWICZ

wejście i wyjście zapraszających, ale niełatwo znaleźć wspólny mianownik dla
wielu różnych zachowań (np. wspomniana wyżej odmienność scenariusza dla
zapraszania przez młodego i zapraszania przez młodą. Ponadto występują tu
duże różnice regionalne). Myślę, że za zasadnicze elementy można uznać dwie
czynności: błogosławieństwo i obdarowywanie (ten element w dalszej części
artykułu nazywany będzie w skrócie „darem"). Prośba o przyjście na wesele
może być (i zwykle bywa) wyrażona słowami (np. Kolberg 1961-1975, t. 49
Sanockie-Krośnieńskie, s. 336) lub też, jak w cytowanym poniżej fragmencie,
może kryć się głębiej w strukturze całego aktu.
Oto jak błogosławieństwo i dar sytuują się w konkretnym akcie zaprosin:
błogosławieństwo
„Przy spraszaniu «w wesele», po przybyciu do domu pozdrawiają domow­
ników „pochwalonym". Młoda lub młody kłania się nisko wszystkim członkom
rodziny „po starszemu", wypowiadając przy każdym ukłonie prośbę: „Proszę
0 błogosławieństwo", odpowiadają im: „Niech Pan Bóg błogosławi".
dar
„W tym czasie towarzysząca druhna lub marszałek układa chleb na stół.
Kiedy młoda (młody) odchodzą, chleb przyniesiony przez nich pozostaje,
a otrzymują z tego domu pół bochenka (skrajkę) chleba."
(Oleszczuk 1951, s. 43-44).
Można tu zauważyć następującą sekwencję działań: pozdrowienie - ukłon
1 prośba o błogosławieństwo - uzyskanie błogosławieństwa (wypowiedzenie
formuły słownej) - wymiana darów - wyjście. Teksty mówionych tu formuł
wtapiają siew ciąg innych działań rytualnych, nie zostają wyodrębnione tak jak
tekst recytowanej oracji. Narzuca się więc ujmowanie ich jako istniejących
w tej samej płaszczyźnie analizowanej rzeczywistości co gesty.
Błogosławieństwo
Niezwykle istotny okazuje się tu gest. Mówi się przecież, że młoda chodzi
„po kłanianiu"9, że dostaje podarunki „za ukłon"10. Gest nadaje nazwę całemu
aktowi. Jest to oczywiście inny rodzaj ukłonu niż ukłon młodszego drużby przy
wygłaszaniu oracji, które urozmaicały i uświetniały wykonanie tekstu i w któ­
rych dało się zauważyć akcenty karnawalizacji świata oraz pewną dozę autoparodii. Tu natomiast jest to ukłon nacechowany powagą i rytualizmem. Formuła
słowna pełni funkcję uzupełniającą; ma mniejszą siłę ewokowania »iż gesty.
W cytowanym przykładzie mamy do czynienia z wymianą formuł.- więc ze „
zrytualizowanym dialogiem. Wraz z tym, co mówią gesty dialog ów składa się ,
na obrzęd błogosławieństwa.
Słowo może naturalnie rozbudować zaprosiny - istnieje nawet pewna dowolność w tym względzie, пр.:
r
;

SŁOWO I GEST

97

„Panna młoda z druhną zaprasza na wesele, kłaniając się do kolan i mówiąc:
«prosze o błogosławieństwo* i na tem mogłaby poprzestać oświadczeniu, która
jednak rezolutniejsza, to prócz tego odezwie się do gospodyni domu, aby była
łaskawa usłużyć jej w swachy, a córce, jeśli ją ma, pozwoliła usłużyć w druhny,
synowi zaś w swaty" (Kolberg 1961-1975, t. 28 Mazowsze, s. 200).
Ukłon bywa też wymieniany w formułach, gdy chodzą spraszać tylko druż­
bowie (tj. bez młodych). Mówią wtedy пр.: „Kłaniam się domowi, gospodyni
i gospodarzowi. Prosi pan ojciec i pani matka, pan młody i panna młoda [...]"
(Kolberg 1961-1975, t. 2 Sandomierskie, s. 48).
Dar
Po wymianie formuł i gestów następuje wymiana darów. W ten sposób
umacnia się zawiązaną gestem i słowem więź. (Tę samą funkcję pełnić może
i pozdrowienie każdego spotkanego w drodze człowiekall. Dar może przybie­
rać różne formy. Jedną z nich było z pewnością częstowanie wódką oratora
i jego towarzyszy (przy wariancie zaprosin z oracją). Wódką częstują zwykle
gospodarze, ale bywają przypadki, że przynosi ją ze sobą drużba, (пр.: Kolberg
1961-1975, t. 10 Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. II, s. 81). Następuje wza­
jemne przepijanie do siebie, co umacnia tworzącą się między ludźmi więź.
Dość często dar przybiera formę poczęstunku, jakim podejmuje się przyby­
szów:
„Jak chodzą w wiliję ślubu prosyt na wesele, drużba z młodą ukłonią się:
«Prosemy na wesila waszeci, abyste buli łaskawy pryjity.»
«Diakijemu, naj wes Pan Bóg błohosławy i ja was błohosławiu.»
Gazda zaproszony idzie do komory, przynosi chleb, ser i gorzałkę, ugaszcza
ich, a potem daje im przędziwa pół kopy, a czasem 20, a nawet 40 ruczok."
(Kolberg 1961-1975, t. 49 Sanockie-Krośnieńskie, s. 336).
Tu po poczęstunku młoda dostaje coś jeszcze. Taką formę daru spotkać
można bardzo często. Zwykle, jeśli młoda i młody chodzą zapraszać oddzielnie,
dar dostaje tylko dziewczyna:
„Za «ukłon» przy drugich zaprosinach dają młodusze podarunki, najczę­
ściej takie, które mogą jej przydać się w przyszłem gospodarstwie. [...] Pan
młody na kilka dni przed weselem kompletuje drużynę weselną, a w przeddzień
lub w dzień "wyjazdu" zaprasza sąsiadów do siebie na poczęstunek. Podarków
żadnych nie otrzymuje, chyba od chrzestnych rodziców." (Dworakowski 1935,
s. 65). Nawet jeśli oboje dostają podarunki, to dar otrzymany przez młodą różni
się od daru dla młodego, np. jego częstują wódką, ona zaś dostaje przędziwo,
a niekiedy i pieniądze, (пр.: Kolberg 1961-1975, t. 35 Przemyskie, s. 90).
Podarunek dla pana młodego jest więc właściwie szczątkowy, symboliczny. Dar
może też być przynoszony przez drużbów - bywa, że to oni roznoszą po wsi
chleb i ser. W każdym domu, do którego zachodzą prosić na wesele zostawiają
po kawałku, (пр.: Kolberg 1961-1975, t. 20 Radomskie, cz.I, s. 172). Może być
i tak, że to na darze właśnie skupia się znaczenie całego aktu, пр.:

100

ANNA WIECZORKIEWICZ

J a s t r z ę b o w s k i S.
1893 Mowa zapraszająca na wesele, „Wisła , t. 7, s. 336-338.
„ ;— ,
J u s z k i e w i c z A.
1893 Wesele wielońskic
419-435.
K o l b e r g O.

.Wisła" t 7,s 443-494,703-719, t. 8, s. 114-132,

1961-1975 Dzieła wszystkie, Wrocław.
K o t e r S.
1978 „Stare" i „nowe" w dzisiejszym weselu ludowym, „Literatura ludo­
wa", nr 2, s. 58-66.
К u к i e r R.
1968 Kaszubi bytowscy. Zarys monografii etnograficznej, Gdynia.
К uкiсгR
1975 Ludowe obrzędy i zwyczaje weselne na kujawach, Bydgoskie Towa­
rzystwo Naukowe, Prace Wydziału Humanistycznego, seria C, nr 17, Byd­
goszcz.
K u r e k Cz.
1976 Podopolslci fenoemen retory/ci ludowej, „Studia Śliskie t. 29.
K w a ś n i e w i c z K.
1981 Zwyczaje i obrzędy rodzinne, [w:] Etnografia Polski, Przemiany
kultury ludowej, Wrocław, s. 89-126.
L i s s o w s k i L.
1894 Obrzędy weselne w Szołajdach w powiecie kutnowskim, „Wisła" t. 8,
s. 269-281, 690-719.
Ł o p u s z a ń s k a J.
1976 Zwyczaje i obrzędy wesela w Liszkach, „Rocznik Muzeum Etnogra­
ficznego w Krakowie", nr 2, s. 153-172.
M a l i n o w s k i L.
1901 Zbiór oracji weselnych z okolic Opola, „Materiały Antropologiczno.Archeologiczne i Etnograficzne", t. 5, Kraków, s. 246-261.
M a t l a k o w s k i W.
1892 Oracja czyli zaproszenie na wesele na Kujawach, „Wisła" t. 6,
s. 79-81.

101

SŁOWO I G E S T

M a y e n o w a M. R.
1979 Poetyka teoretyczna. Zagadnienia języka, AYrocław.

ObllwZrzedll'^

nr 2 s 48 57

MielczarskaW.
1931 Starosta weselny. Poznań.
Niektóre
wierzenia
1899 Metodre wierzenia ludowe w Rudkach, spisał Józef znad Wiszenki
w latach 1870-1875, „Lud", z. 4, s. 346-356.
O l e s i e j u к F.
1971 Obrzędy weselne w Lubelskiem, „Archiwum Etnograficzne P T L "
nr 31, Wrocław.
O l e s z c z u k A.
1951 Ludowe obf zędy wescl'ne na Podlasiu, I_Aiblin.

\9^Gld^m^Lk^

W

parafii ŻelbzewskU^

„Wisła" t. 10, s. 489-794.

R um e 1A
1901 Obrzędy weselne we wsi Masie, „Wisła" t. 15, s. 7-12.
SembrzyckiJ.
1893 Wesele na Mazurach. Mowy placmistrzowskie z powiatu Szczycieńskiego, „Wisła" t. 7, s. 87-97.
Ś w i ą t k o w s k i H.
1961 Dawne wesele łowickie, „Literatura ludowa" nr 1-2, s. 38-58.
Š W 1 с t с łc J
od Gdowa po Boclinię

Kraków

W ojcicchowsks A
1976 Zwyczaje i obrzędy weselne, [w:] Kultura ludowa Wielkopolski, t. 3,
roznara
Ż m is.g r o d z k i M.
1907 Lud Polski i Rusi. Księga I. Obrzędy weselne, Kraków.

102

ANNA W I E C Z O R K I E W I C Z

SŁOWO I G E S T

103

The gifts were of different sort - foodstuffs (sometimes a mutual exchange of them), the
things of everyday use or treatments.
The notions of „a bow" or „a gift" occured quite often in the spoken orations too and that
indicates a certain common set of meaningful concepts. Although verbal and non-verbal codes
communicate in two different ways the very essence of the message is the same. We can conclude
that both variants fulfilled the same function - they were the signs referring to the same meaning
although with different inner structure.

Anna Wieczorkiewicz

Word and gesture. Two variants of the ritual invita­
tion tO the Wedding Ceremony
Summary
The subject of the article is the ritual invitation to a wedding ceremony in the traditional
Polish peasant culture at the turn of the 19th and 20th centuries. The study is based on
ethnographical data recorded in that period, included in the great monography of Polish folk
culture by Oskar Kolberg as well as in periodicals: "Wisła", "Lud", "Prace i Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne", "Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej",
in the etnographic descriptions of folk wedding ceremonies and in general monographies of folk
culture. The studies coming from the later periods are of complementary meaning, some of them
verify older records.
The invitation ceremony is considered in the article as a particular communicative event.
The author's aim is to distinguish the essential variants of its form, to discover its structure, its
main components. The problem is whether those components are exchangeable and whether
their rearrangement affects their total significance.
The traditional invitation ceremony appeared in two basic forms: In one of them the best
man would invite the participants of the future ceremony with a recited oration. It was a con­
ventional text, usually in rhymes. It began with "official earnestness" and solemnity expressed
by long sentences and elaborate phraseology and then passed into the images of merry-making
and "the world upside down" described in short, lapidary thematic units.
The commonly repeating elements of the oration were: greeting, the story of Adam and Ewa
as a justification of the prospective marriage, the mention of a small bird collecting plants for
the nest. Then went the requests to designate the bridesmaide and groomsmen and the rules of
their behaviour, the description of the future feast, the apologies for the possible errors of the
orator and the farewell.
The most stable formulas were those beginning and concluding the oration since it was
necessary to mark the limits of the act of communication. The other thematic units were loosely
composed together with no emphasis on the logical connections among them since the orator
used to refer to the concepts familiar to the receivers. The most important was the very act of
delivering the oration - it had the function of a sign creating a particular bond among the
participants and enabled proceedings in ritual action. The invitation orations were different from
the orations recited at other stages of the ritual cycle. The former ones can be possibly conceived
as a mere element in the sequence of actions (i.e. entering of the groomsmen- delivering the
oration - negotiations concerning the future wedding ceremony - treatment - farewell and
leaving of the groomsmen) vet the oration made un the focal noint of the ritual At the same time
the oration itself was a "performance" distinct from the other actions.
Another variant of the ritual act of invitation was the non-verbal one. This does not mean
that it went without words at all but they had no function of the essential unit of meaning. That
function was attached to gestures, acts of behaviour, the spoken word was situated on a level
equal to them.
The persons visiting the future guests with invitations were not the groomsmen but the
groom and maid themselves. In some regions they were due to go together, in others separately.
In the latter case there were two schemes of the ceremony.
The basic components of this variant of the ceremony are: the blessing and the presenting
with gifts. The verbal texts recited by the groom or the bride or any of the bridesmaide or
groomsmen accompanying them had no such great power of evoking situations as the gestures
and were of complementary character. They often had a form of a dialogue. The language of
gestures became particularly expressive by the act of blessing, the bows seem to be most
meaningful among them.

Translated by Anna KuczynskaSkrzypek

p

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.